Mądre stworzenie

wiewiórka

 

Dostałam właśnie od córki (tej starszej, Zosi! Ona także robi piękne zdjęcia!) ten oto portret wiewiórki, przyłapanej na wyłudzaniu orzeszków od spacerowiczów w warszawskich Łazienkach.

Podobno smyrgają tam całe ich stada, nie bojąc się ludzi i oczekując nieustannych darów, a także z wyczuciem pozując wytrwale do zdjęć. Mądre stworzenia!

Tak pomyślałam i natychmiast przypomniała mi się wspaniała powieść Vladimira Nabokova – Pnin.

Wiewiórki przemykają przez tę książkę kilkakrotnie, a wraz z nimi pojawia się metafizyczne tchnienie, nie bez powodu: nieżyjąca już ukochana profesora Pnina nazywała się Mira Biełoczkin (biełoczka to po rosyjsku wiewióreczka).

Biełoczki więc pojawiają się co jakiś czas w  tej powieści, w sposób znaczący; niekiedy jak błysk wspomnienia, na przykład – z czasu, gdy Pnin miał jedenaście lat i leżał w łóżku z wysoką gorączką:

Nie mógł zamknąć oczu, bo piekły go powieki. Spojrzenie przynosiło tylko eliptyczny ból i zdradzieckie ukłucia światła, znajome kształty stawały się siedliskiem potwornych omamów. Przy łóżku stał czteroskrzydłowy parawan z politurowanego drewna ozdobiony rysunkami piktograficznymi, przedstawiającymi polną dróżkę, wymoszczoną opadłymi liśćmi, staw porośnięty liliami, staruszka, zgarbionego na ławce i wiewiórkę trzymającą coś czerwonego w przednich łapkach.

A znów raz – kiedy Pnin jest już staruszkiem, zgarbionym na ławce w parku – wiewiórka pojawia się jak aluzja, a może jak duch, w każdym razie jej interwencja jest radykalna i skuteczna:

Był już niespodziewanie (albowiem rozpacz ludzka rzadko prowadzi do wielkich prawd) bliski znalezienia prostego rozwiązania zagadki wszechświata, lecz przeszkodziła mu w tym pewna natarczywa prośba. Dostrzegła go na ścieżce wiewiórka siedząca pod drzewem. Jednym zwinnym, krętym susem mądre stworzenie znalazło się na obrzeżu fontanny z wodą do picia, a kiedy Pnin podszedł bliżej, wysunęło ku niemu owalną mordkę i nadymając policzki, wydawało chrapliwe, bezładne dźwięki. Pnin zrozumiał, pogmerał chwilę i znalazł to, co trzeba nacisnąć, żeby osiągnąć pożądany efekt. Spragnione zwierzątko spojrzało tylko na niego z pogardą, natychmiast zanurzyło pyszczek w grubym, roziskrzonym słupie wody i piło tak przez dłuższą chwilę. „Może ma gorączkę” – pomyślał Pnin, płacząc cicho i otwarcie, ale nadal uprzejmie przytrzymywał dźwignię, chociaż starał się unikać niemiłego spojrzenia, które na nim zawisło. Kiedy wiewiórka ugasiła pragnienie, oddaliła się bez najmniejszego gestu podziękowania.

(cytaty pochodzą z wydania Państwowego Instytutu Wydawniczego, Warszawa 1987, przekład Anny Kołyszko).

 

Mądrę stworzenie nie dopuściło do tego, by profesor Pnin rozwiązał zagadkę wszechświata. Bardzo słusznie. Lepiej jej nie znać. Lepiej po prostu z wdzięcznością akceptować świat, który nas otacza, i pomagać mu, nie oczekując wdzięczności.

Lubię wiewiórki!

154 przemyślenia nt. „Mądre stworzenie

  1. A to ja za przykładem Magdy Z., choć po czasie, też składam samokrytykę za niezasłużoną pochwałę. Bo ja też tego krasnala Hałabałę przeniosłam metodą „kopiuj – wklej” nijaką pracowitością się nie wykazując.

    Wilku Morski, a w jakim kawałku świata jesteś tak potwornie zapracowany? Mam chociaż nadzieję, że nie walczysz z cyklonami, pardon, z ośrodkami niskiego ciśnienia. A swoją drogą upadł mój mit o straszliwym cyklonie, który pojawia się z rzadka, ale już jak się pojawi, to ratuj się, kto może! Co zajrzę na te windy com, to dalej na Atlantyku tych ośrodków niskiego ciśnienia od groma.
    I co mają do tego windy?

  2. Muszę szybciutko sprostować (by niezasłużone pochwały nie stały się mym udziałem) – ogromu pracy nie było – była metoda kopiuj – wklej. (Opowiadanie znalazłam na stronie, która wprowadza uczniów w pisanie rozprawek i in. form literackich).
    A wkleiłam – bo też mi ładnie korespondował ten tekst Iwaszkiewicza z 1950 roku z nadchodzącym właśnie świętem. :)

  3. Dobry wieczór, jak to dobrze, że istnieje KG. Pewnie w innym miejscu nie dowiedziałabym się o konkursie na nazwę planety. A tak przez moment mogłam poczuć moc twórczą i mieć świadomość, że biorę udział w czymś „kosmicznym”

  4. Madziu, co za ogrom pracy! Dziękuję!
    Antologia o wiewiórce jest coraz bogatsza.
    I jak pięknie się te fragmenty wtapiają w temat nowego wpisu, który właśnie przygotowuję na Wszystkich Świętych.
    Wspaniały wybór.

  5. Człek zapracowany może być, OK. No, ale bez przesady – od dwóch tygodni ani stroniczki nie przeczytałem :-(

  6. cd.
    A potem gestem blaszanego robota uderzyła parę razy w obie strony paczki trawy, spłaszczając je na kształt miniaturowej beli siana, takiej, jakie widzimy czasami na ciężarówkach czy na wagonach kolejowych przy dostawach wojskowych. Gdy doprowadziła paczkę trawy do zwartego, sprasowanego kształtu, jeszcze chwileczkę postała, a potem pomknęła z powrotem na tę sosnę, z której zlazła. Na szczycie sosny zniknęła na chwilkę i natychmiast pojawiła się znowu, już bez pęku trawy, i nie mieszkając ani chwilki w te pędy zeszła z sosny pomiędzy mogiłki. Powtórzyła się ta sama scena: popatrzyła na mnie, podkopała nowy pęk trawy, wyrwała go, otrzepała z ziemi (łapki naprzód), doprowadziła do żądanego kształtu (łapki w tył) i znowu pomknęła na sosnę.
    Tak to się powtarzało może z pięć razy. Dłużej nie miałem już cierpliwości stać. Zapewne pracowała tak przez cały dzień. Zrozumiałem łatwo cel tej czynności: wiewiórka wyściełała sobie dziuplę na sośnie. Tam miała zamieszkać na zimę, tam miała przeczekać te chwile, kiedy cmentarz i drzewa, i groby, i zeschłe kwiaty pokryje warstwa śniegu.
    Śledząc zwinne ruchy wiewiórki przerwałem na chwilę moje rozmyślania o śmierci. I po prawdzie powiedziawszy, już do nich nie powróciłem. (…)

  7. cd.
    Wszystkie jej ruchy były zadziwiająco precyzyjne i celowe. Zwierzątko zainteresowało mnie i począłem się mu pilnie przypatrywać. Wiewiórka zeszła z drzewa na ziemię, stanęła słupka i spojrzała na mnie. Ponieważ stałem nieruchomo, zdecydowała, że to jest nieważne, i zajęła się swoimi sprawami. Przechodząc szybkimi ruchami wzdłuż mogił wybrała takie miejsce, gdzie naokoło jakiegoś pomnika powstał rowek wycięty sztychami łopaty. Na tym kancie rosła obfita, sucha już w tej chwili trawa. Wiewiórka zatrzymała się przez chwilę, powąchała trawę, a potem zszedłszy na dół skarpy szybko zaczęła grzebać w gliniastym sztychu i podkopywać się do korzeni trawy. Zadziwiało mnie zdecydowanie i dokładność bystrych ruchów jej małych łapek. Kiedy dostatecznie podkopała korzenie trawy, wychwyciła z ziemi cały jej duży pęk razem z korzeniami. Uczyniła to pyskiem, a potem zwróciła się do mnie, jakby mi chciała pokazać swoje dzieło. Siedziała teraz słupkiem przede mną z dużym pękiem trawy w zębach. Sprężynowym ruchem łapek naprzód otrzepała trawę z ziemi, oczyściła korzonki z piasku.

  8. Jarosław Iwaszkiewicz
    WIEWIÓRKA
    Wczoraj byłem na cmentarzu. Pogodny poranek późnej jesieni usposabiał melancholijnie. Wzdłuż drogi, którą przeszedłem, rosły stare wiśniowe drzewa i wyglądały jak duże wiązki różowych i kremowych liści.
    Perspektywy były mgliste, ale niebo bezchmurne i niebieskie, jakie tylko u nas w jesieni bywa. Stałem sobie nad ,,moimi” grobami, zastanawiając się nad jałowością podobnej wędrówki. Nic ja im już nie pomogę, nic oni mnie nie pomogą. Śpią, nic ich nie obchodzą ani ja, ani moje wszystkie tak skomplikowane sprawy. Jeden był tylko pożytek z takich odwiedzin: z niskich mogiłek, z uschłych wieńców, ze wspaniałych, pochylonych zachodnim wiatrem drzew, jakimi porośnięty był cmentarz — wiało wielkim spokojem. Wszystko, co się we mnie ostatnio gotowało, co falowało, co niepokoiło — wygładzało się. Pochylałem się ku ziemi, ale jednocześnie wyprostowywałem się, wygładzałem. Wiedziałem, że to nie na długo, ale może po ten spokój przychodziłem właśnie w to miejsce. Naokoło było cicho. (…)
    W momencie kiedy cisza naciągnęła się jak nitka, kiedy pochyliłem głowę przybitą jak gdyby tą ciszą, usłyszałem jakiś szelest. Z sosny, która stała nad grobem, obrywając pazurkami jesienne płatki sosnowej kory, podobne do brunatnych płatków kwiatowych — zsuwała się wiewiórka.
    (cdn.)

  9. Mamo Isi (wiad.pryw.)- tak, też tak mam. Jak człek zapracowany, to czasu nie liczy!
    Dzięki za wysłanko, zaraz i ja się uwinę.
    Trzymaj się, ściskam czule!

  10. Stanisław Barańczak
    DRUGA NATURA

    Po paru dniach oko się przyzwyczaja
    do wiewiórki szarej, a nie rudej jak Pan Bóg przykazał,
    do samochodów, przeciętnie o półtora metra za długich,
    do zbyt czystego powietrza, w którym rysują się świeżo malowane
    reklamy na dachach, obłoki i pożarowe drabinki.

    (…)

  11. Dziękuję, DUA! Aż pokraśniałam z radości. Pochwała z takich ust to dopiero coś!

    Mogę wszak śmiało powiedzieć, że jestem na „Jeżycjadzie” chowana, a i do Księgi Gości od samego początku zaglądam. Jest to dla mnie źródło motywacji do działania (wielkopolska pracowitość, niedościgniony ideał) i wielu inspiracji. Oto przykład: wśród niewielu książek, na które znalazłam miejsce w bagażu, znalazły się dwa tomy „Poezji zebranych” Wierzyńskiego. Z Nim jakoś raźniej!

    (A gdzie się dostałam cynk, że można je zdobyć? W KG, oczywiście. Dziękuję!)

  12. Ano prawda.
    Bo przeglądając, co i rusz, popadałam w zaczytanie.

    Dzieł Jeremiego Przybory (2600 stron) już nie przejrzę. Ale:

    „- A to zwierzątko, takie rude, z puszystym ogonkiem?… Biedurka?… Wiedronka?…
    – Wiewiórka – sprostowaliśmy – Natomiast biedronka to jest taki owadzik nakrapiany.
    – Wiem. Boża mrówka.
    – Nie, nie mrówka, tylko krówka…
    – Zupełnie mi te nazwy powylatywały z głowy… – zmartwił się ten pan”. (List z ławki)

  13. Przejrzałam wiersze wszystkie w „Poezjach zebranych” Wierzyńskiego.
    Są ptaki (np. jaskółki i sowy). Są lisy, wilki, psy, sarny i jeże (i nietoperze). Pszczoły i mrówki.
    Wiewiórki nie znalazłam ani jednej.

  14. Od kilku lat komary nie dają sie we xnaki jak kiedyś….nie wiem czy to przez te warszawskie opryski czy moze jednak przez orzech. Tęsknie za dlugim dniem. Potrzebuje słońca a tu ciemny czas przed nami. Moze by przedpac z ksiązka pod poduszką? Dobranoc

  15. Och, nie wymyśliłam, bo nie ma już takiej możliwości. Zagłosowałam na opcję Jantar+Wolin, ponieważ uwielbiam bursztyn i pochodzę znad Bałtyku.

  16. Jeszcze po drodze kilka lat w Szkocji – tu specjalne uśmiechy dla Milesale:)

    Właśnie zaczynam doktorat z fizyki teoretycznej (Caltech). Studia są, że tak powiem – uau, niesamowite!;)

  17. Z Walii do Kalifornii?
    Ojejku! Co ty tam robisz, nasza Maryś?
    I jak to miło, że się odezwałaś! I miło, że tu bywasz, choć pod regalem!
    Tak, co do komarów to chyba racja. Nic na nie nie pomaga.

  18. Cześć i czołem, Ulubieni!

    Jeśli chodzi o orzecha i komary, to niestety “przypuszczam, że wuntpie”! Kusząca to perspektywa, ale pamiętam dobrze moje zdjęcie z dzieciństwa: kilkuletnie pacholę szczerzy się w cieniu orzecha, dyndając niemiłosiernie pogryzionymi nogami.

    Czytam i “ładuję akumulatorki” regularnie, miło się przebywa w KG! Pozdrawiam ze słonecznej Kalifornii, gdzie wiewiórek jest istne zatrzęsienie, śmigają po palmach w górę i w dół całymi dniami:)

  19. Na stronie lau100(kropka)pl można do końca października zagłosować na polską nazwę planety pozasłonecznej oraz jej gwiazdy, które znajdują się w gwiazdozbiorze Pegaza.
    Oddałam głos i zastanawiam się, którą z propozycji wybraliby Róża i Fryderyk.

  20. AniuK, to świetny pomysł – orzech pod oknem!
    Chyba posadzę. Chciałabym sobie patrzeć z okna na wiewiórki.
    Podobno orzech włoski odstrasza latem komary!

  21. Pani Małgosiu, ja mam przed oknem piękny orzech. Wyhodowałam go od cienkiej witki. Teraz dokarmiamy rodzinę wiewiórek. Pierwszy przyszedł tata. Piękny, ciemnorudy. Badał teren. Wypadliśmy chyba dobrze, bo za nim przyszła mama i dwa rudzielczyki małe. A uwijały się! Orzech obrodził, wiewiórki zrobiły zapasy. Mąż mówi, że ciągnie swój do swego, bo ja też mam włosy w kolorze wiewiórkowym.
    Idzie zimno, więc życzę zdrówka.

  22. Musiałam podzielić Twój wpis na dwa, Mamo Isi, dlatego część druga ukazuje się jako mój komentarz.

    Siła wyższa, pardon.

    Dzięki za pracowitość!

  23. Ciąg dalszy komentarza Mamy Isi:

    A owszem, bardzo chętnie, wnet to sobie upamiętnię. Pierwsza dziupla była w tej sośnie, co pod nią krzywy pieniek rośnie, druga dziupla była w tej sośnie, co pod nią borówka rośnie, trzecia dziupla była w tej sośnie, co pod nią wilcze łyko rośnie, a czwarta dziupla, była w tej sosence, co to ja się pod nią często kręcę, nad pracowitością czarnych mrówek rozmyślając. I o ile mnie pamięć nie myli, to jeszcze w lutym zastałem cię w tej dziupli po obiadku sutym, jakieś się po ostatnim orzechu oblizywała w pośpiechu.
    – A to ci się przypomniało, mój kochany Hałabało! – pisnęła wiewiórka. – Prawda, prawda! Bo to mam pamięć jak u niedźwiedzia ogon – i hyc, kic, pobiegła w polankową stronę i tylko zatrzeszczały gałązki zielone.

    A Hałabała stoi i myśli; „Co tam będę za wiewiórką gonił bamboszki wypsuwał i o te dwa orzechy, co mi z wdzięczności przyobiecała się dopominał.”

    Z przygód krasnala Hałabały, Lucyna Krzemieniecka

  24. „Przystanął Hałabała i woła:
    – Ej, wiosenko, nie bądź taka, przybądź do mnie, nieboraka, niechże cię zobaczę!
    Zapachniało mu nad głową fiołkowo, wiosenkowo, jakby nos wetknął znienacka w pachnidełka miłe, i nagle patrzy, panienka wiosenka, w konwaliowych, sasankowych sukienkach. Uśmiecha się i mówi:
    – Jestem już. Każę słonku świecić, każę śpiewać ptakom, będziesz mógł po lesie chodzić, nieboraku.
    – Teraz to już będę mógł! – wrzasnął Hałabała i nie żałując nóg, w te pędy do wiewiórki – rudoskórki pobiegł.
    – Jakiż to ważny interes masz do mnie, ciekaw jestem ogromnie!
    A wiewiórka – rudoskórka rudą główka kręci i mówi:
    – Cała bieda w tym, że nie mam pamięci. Cztery dziuple w lesie miałam, a o jednej zapomniałam. Tam orzechów pełna dziupla, a tu mi się co dzień zapas uszczupla, a do nowych laskowych orzechów jeszcze daleko. Pamiętam, że mości Hałabała był ze mną, gdym dziuple obierała: dam orzechów mości krasnalowi, jak się nad tym trochę pogłowi.

  25. Może ja sprawdzę, bo na urlopie jestem. A dzieła i Przybory i Wierzyńskiego mam akurat wszystkie – w zwz. z tym – dużo jest sprawdzania.

    „Lolitę” czytałam w wieku licealnym, najbardziej ubolewając nad tym, że nie łapię tych wszystkich licznych nawiązań i aluzji. A potem zaraz „Pnina” – bo Pani Małgosia rekomendowała we frywolitce.

    I zmykam – do lektury! – nie zabierając więcej czasu. Dobrego dnia!

  26. Miałam zamiar to sprawdzić, Madziu, bo jakoś nie pamiętam u nich wiewiórek.
    Ale czasu brak, czasu brak!
    Może wieczorkiem.

    Chesterko, dzień dobry!
    Ja lubię tylko „Pnina”, który jest zresztą – jak twierdzą krytycy – nietypową powieścią Nabokova, różni się od reszty. Dla mnie – in plus.
    Brat mój twierdził, że genialna jest powieść „Blady ogień”, ale jednocześnie suchej nitki nie zostawił na polskim jej przekładzie – podobno zupełnie gubiącym wszelkie znaczenia tej skomplikowanej książki. Odradzał mi czytanie tego przekładu.
    A do oryginału jeszcze nie dotarłam.
    Ale dotrę.

  27. Dziękuję, Pani Małgosiu, za późnowieczorną pomoc!:)
    Właśnie mi się zdawało, że trzeba tu uniknąć dosłowności w tłumaczeniu, żeby uchwycić sens. Oraz że jakieś kwestie gramatyczne lub gry słowne – trudne do uchwycenia przy korzystaniu ze słownika internetowego – stają mi na przeszkodzie.
    Ale od wczoraj już wiem, jak powiedzieć po francusku „wiewiórka”.

    A ciekawa jestem, czy u Przybory lub Wierzyńskiego też przemyka wiewiórka? To mi się wydaje bardzo prawdopodobne. :)

  28. Oooo…. Jakie ładne zdjęcie.! Też jestem z fanklubu wiewiórek!
    Zachęciła mnie Pani do Nabokova. Od czasu gdy na studiach przeczytałam „Lolitę” (połowę, bo więcej nie zdzierżyłam), omijałam go szerokim łukiem. Które z jego powieści warto jeszcze przeczytać?

  29. „Czy wiecie, jaka jest różnica między wiewiórką a świętym? Nie ma żadnej. Oboje ściągają na siebie światło…” (a może: żywią się światłem, magazynują światło? – nie umiem zdecydować) „…i natychmiast o tym zapominają.”
    Mniej więcej, chyba.
    Ryzykowne, ale po swojemu ładne. Trudno dokładnie to przełożyć, kiedy się wie, że w istocie JEST wielka różnica między wiewiórką a świętym!:)
    Więcej powiem: są wyłącznie różnice.

    A ten Nazim Hikmet tak idzie:

    ” Życie nie jest żartem.
    weźmiesz je na serio,
    jak to robi na przykład wiewiórka –
    nie oczekując niczego z zewnątrz i z zaświatów”… (a może lepiej: „nie oczekując niczego od świata i spoza świata „? ) … „i nie będziesz miał nic innego do zrobienia, tylko żyć.”( A może lepiej: „i będziesz musiał już tylko żyć”.)

    Z tym że to „au-delà” może również oznaczać : „stamtąd” albo „dalej”, albo „tamten świat”, albo „przyszłe życie”. Do wyboru.

  30. Nie uczyłam się języka francuskiego.
    Zrozumiałam jednakże dwa pierwsze zdania z cytatu Cascioliny; z ostatnim mam kłopot.
    „Les deux font provision d’ une lumière qu’aussitôt ils oublient”.

    Czy mogę liczyć na pomoc?
    (Wraca ta myśl do mnie przez całe popołudnie).

  31. M. Konopnicka – Co Staś widział w polu? –

    Staś dzień cały w polu strawił;
    Ach, jak on się też nabawił!
    Nikt się o tem, nikt nie dowie,
    Chyba, że mu Staś opowie.

    Najpierw z rana, tak, jak trzeba,
    Wypił mleczko, podjadł chleba
    I het poszedł w pole miedzą,

    Gdzie czerwone maczki siedzą.
    Idzie, patrzy, aż tu z żyta
    Jak nie smyknie lisia kita (…)
    Idzie dalej, patrzy w lewo,

    Aż wiewiórka, szust! na drzewo.
    I na samym czubku siadła
    I orzeszki sobie jadła.

    Jeszcze jej się Staś dziwuje,
    Na orzeszki oblizuje.
    Aż tu, słyszy, kaczka dzika
    Ponad stawem się pomyka (…)

  32. Krzysztofie, jak nazwę takiego cyklona zwykłym ośrodkiem niżowym, typowym dla Atlantyku, to on się chyba obrazi.

  33. I jeszcze anonimowa poetycka myśl z Finlandii:

    Widziałem wiosnę.
    Jest zielona jak dzikie jabłko,
    radosna jak ogon wiewiórki.

  34. Connaissez-vous la différence entre un écureuil et un saint ? Il n’y en a pas. Les deux font provision d’ une lumière qu’aussitôt ils oublient. /Christian Bobin/

  35. (początek wiersza Nazima Hikmeta)

    La vie n’est pas une plaisanterie
    Tu la prendras au sérieux,
    Comme le fait un écureuil, par exemple,
    Sans rien attendre du dehors et d’au-delà
    Tu n’auras rien d’autre à faire que de vivre.

  36. Mamo Isi, cyklon to po prostu inna nazwa niżu, co nie przeszkadza, żeby tym samym słowem określać również zjawisko na Oceanie Indyjskim, które na Atlantyku nosi nazwę huraganu, a na Dalekim Wschodzie tajfunu. U nas bywa nazywane orkanem. Zaś niże na oceanach to normalna sprawa.

  37. Wiewiórka i bóbr
    Jan Brzechwa

    Była raz wiewiórka mała,
    Co skakała i biegała,
    Ale zwykły marsz ją nużył,
    Unikała więc podróży.

    „Droga przecież bywa długa
    I wiatr bywa, i szaruga,
    Zmarznąć mogę, zmoknąć mogę,
    Gdybym miała hulajnogę,
    Odbywałabym podróże
    Nawet bardzo, bardzo duże,

    Lecz niestety, hulajnoga
    Jest podobno dosyć droga.
    Pójść do bobra nie zawadzi,
    Może on mi coś poradzi”.

    Bóbr powiedział tak: „Do mieszka
    Kładź orzeszek do orzeszka,
    Potem z mieszkiem idź do Warki,
    Gdzie co tydzień są jarmarki.
    Tam za twoje oszczędności
    Każdy da z pewnością coś ci
    I za miesiąc już bez mała
    Hulajnogę będziesz miała”.

    Tak rzekł mądry bóbr. Wiewiórka
    W gąszcze leśne dała nurka.

    Nikt z was chyba dobrze nie wie,
    Co się dzieje w dziupli w drzewie.

    Tam wiewiórka właśnie mieszka,
    Tam orzeszek do orzeszka
    Składa pilnie i w cichości
    Liczy swoje oszczędności.

    Gdy już miała trzy torebki,
    Pewien zając, dosyć krzepki,
    Porzuciwszy swoje harce
    Pomógł jej. Wiewiórka w Warce
    Wszystkie swoje sprawy w sklepie
    Załatwiła jak najlepiej.

    Teraz jedzie, jedzie drogą,
    Jedzie własną hulajnogą,
    Aż za Kraków, aż za Miechów,
    Gdzie jest w lasach moc orzechów

  38. (To jeszcze raz).

    ksiądz Jan Twardowski
    SUPLIKACJE

    Boże po stokroć święty mocny i uśmiechnięty
    iżeś stworzył papugę zaskrońca zebrę pręgowaną
    kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom
    teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami
    dzisiaj gdy mi tak smutno i duszno i ciemno
    – uśmiechnij się nade mną.

  39. Dobrze się czyta, bestyjka.
    Fluidy to moja specjalność.

    OK, to niebawem wyślę Ci nową, lecz już ostatnią porcję mej kolekcji.

  40. The Squirrel
    by William Cowper

    Drawn from his refuge in some lonely elm
    That age or injury has hollow’d deep,
    Where, on his bed of wool and matted leaves,
    He has outslept the winter, ventures forth
    To frisk a while, and bask in the warm sun,
    The squirrel, flippant, pert, and full of play.
    He sees me, and at once, swift as a bird,
    Ascends the neighbouring beech; there whisks his brush,
    And perks his ears, and stamps and scolds aloud,
    With all the prettiness of feign’d alarm,
    And anger insignificantly fierce.

  41. Ale fluid, kochany Starosto! Właśnie zapakowałam Patrycje melancholijnie je przeglądając w nadziei, że może którąś już zapomniałam i będzie można ją przeczytać raz jeszcze;)

  42. Z sieci wzięte, wiec bez gwarancji:

    Władysław Broniewski
    WIEWIÓRKA

    Ruda wiewiórka, ruda wiewiórka
    skacze wesoło z drzewa na drzewo.
    Z chwiejnej gałązki w zieleń da nurka,
    machnie ogonkiem w prawo i w lewo.
    Zeszła na ziemię, nic się nie boi,
    wie, że orzeszki mamy w kieszonkach.
    O, z ręki bierze! O, przy mnie stoi
    chwiejąc puszystym końcem ogonka.
    Nikt jej nie skrzywdzi, nikt jej nie spłoszy
    taka jest śliczna, zręczna i żywa!
    Zjadła orzeszków za kilka groszy,
    na pożegnanie ogonkiem kiwa.

  43. Układajmy więc!
    Nie musi to być wiersz, w całości poświęcony wiewiórce.
    Ona może tylko gościć w nim przelotem.
    Nb, ten Pawlikowskiej pyszny – nie pamiętałam go.

    Obie , Emilka i ja, dziękujemy Ci, Madziu, za dobre słowo!

  44. Wiersz jest bardzo długi (i kończy się dość dramatycznie), więc wpisałam tylko fragment.

    Myślę, że ks. Jan Twardowski też wspominał o wiewiórkach.
    Lubię księgowe antologie!

  45. Maria Pawlikowska – Jasnorzewska
    WIEWIÓRKA

    Drzewny pajacyk. Florek, wiewiórka,
    O oczach Włocha, a brzuchu Turka,
    O uszach diabła, ruchach wariata,
    Komik, filozof i akrobata,
    Zasiadał, biorąc w szybkie obroty
    Orzech buczyny – trójkącik złoty,
    Ząb słonecznika – orzech laskowy
    Lub włoski – większy od jego głowy –
    I jadł, nadęty, pełen przesady,
    Wyglądem swoim dając mi radę,
    By w każdą czynność – choćby w jedzenie
    Kłaść, przekonanie, zapał, natchnienie.
    (…)

  46. A ja już przeczytałam! (Tak ładne, że aż pożałowałam, że się nie ma tych paru latek mniej – cóż to byłby za odbiór wtedy). Będę polecać.
    Ilustracje też śliczne – ta moja ulubiona z wielkim księżycem troszkę straciła w druku (księżyc zmatowiał) – za to te jesienne, czerwono – żółte, o nasyconych barwach wyszły przepięknie.
    Jestem zachwycona:)

  47. Kris, dziękuję za Emily!
    Miło, że ją przypomniałaś.
    Czy ktoś jeszcze zna wiersz z wiewiórką? Moglibyśmy ułożyć przyjemną antologię.

  48. Ale my czujemy ich dalekie wpływy, Mamo Isi.
    Jak tam Patrycja? Mam dla Ciebie jeszcze ostatnią porcję, już spakowaną, w kartoniku po butach.

  49. Od paru miesięcy obserwuję układ wiatrów na kuli ziemskiej na www kropka windy kropka com. I stwierdzam z mocą, że na Atlantyku stale kręci się jakiś cyklon, a czasami i dwa. Tyle że nikt o nim nie mówi, jeśli tylko nie pęta się za blisko jakiegoś wybrzeża, czy wysp.

  50. O wiewiorce pisala tez Emily Dickinson:

    „Nature” is what we see-
    The Hill-the Afternoon-
    Squirrel-Eclipse-the Bumble bee-
    Nay-Nature is Heaven-

  51. Wspaniale zdjecie! Sliczna wiewioreczka i piekne kolory!

    Wiewiorki z bliska widzialam tylko w USA, ale one nie sa takie ladne…

  52. Dzień dobry w nowym tygodniu!
    Mamy już egzemplarze autorskie „Miedzianego listka” Emilii Kiereś. Ładnie wyglądają!
    Ech, za każdym razem ta sama przyjemność moli książkowych: widzieć swoje dzieło w druku.

    Zuziu 12, czy odebrałaś wczoraj falę moich ESD?

  53. Kochana Zuziu 12 (wiad.pryw.)- bardzo mnie wzruszyła wiadomość od Ciebie. Dziękuję! Jestem uradowana i zaszczycona Twoimi słowami.
    Moje myśli będą z Tobą jutro.
    Pięknego dnia!

  54. Dobry wieczór!
    Madziu (wiad.pryw.)- cichutko jest, bo dziś mnie tu nie było: wizyta wnuków! (Wspaniała!)
    Dziękuję za wiadomości z Targów w Krakowie – Emilka mówiła mi przez telefon, że byłaś, i że Babcia Gąska z Gąsiątkiem też!
    A na razie jeszcze Emilka wraca, ale już ją tu niedługo powitamy po tych triumfach.

  55. Nasze dwa schroniskowe kundelki po trzech miesiącach resocjalizacji prawie już nie kradną, nie paskudzą i nie niszczą wszystkiego, co im wpadnie w paszcze. Wczoraj tylko nadgryzły korkową boazerię…
    Ale i tak je lubimy.

  56. Naprawdę dziś Dzień kundelka? I my kochamy. Do tego stopnia,że jeden,przygarnięty że schroniska, jest z nami od kilku tygodni. ☺️

  57. Oj, kochają, kochają Rta :) Do tego stopnia, że staram się unikać częstych podróży, bo mi Psina popada w depresyjkę.

    Kochajmy Kundelki!

  58. Ależ i ta, i ta!
    I jeszcze „Cosi fan tutte!”
    I „Wesele Figara”.
    Bardzo też lubię „Łucję z Lammermoor” Donizettiego.

  59. Podobno dziś Światowy Dzień Opery.
    DUA odpowiedziała mi już dawno temu na pytanie o ulubione dzieło operowe i na pewno był to Mozart, ale mam wątpliwość: „Czarodziejski flet” czy „Don Giovanni”?

  60. Dobranoc UA, dobranoc Ludu Księgi. Strasznie mnie głowa boli, a muszę jeszcze dokończyć trochę pracy, wobec czego na razie oddalam się, mrucząc.