Receptariuszyk

zeszyt

 

Lud sobie życzył, Lud ma: oto licząca lat 47 księga z przepisami (słowo „przepiśnik” kojarzy mi się jakoś fizjologicznie, więc może zaproponuję: „receptariusz”). Przepisy dotyczą oczywiście kulinariów, a wiek księgi mogę podać aż tak dokładnie, bo założyłam ją w panice tuż po zaręczynach (1968).

Skąd panika?

A bo nie miałam zielonego pojęcia o gotowaniu. Kończyłam wtedy studia plastyczne (Wydział Malarstwa i Grafiki, dwukrotne stypendium artystyczne, sukcesy, głowa w chmurach) i zdawało mi się, że kuchnia to nie jest miejsce dla obiecującej artystki. Jakże gruntownie się myliłam!

Ale to się miało dopiero okazać.

Do tego znamiennego czasu raczyłam odwiedzającego mnie absztyfikanta, pięknego jak młody Hermes pana Musierowicza, tym, co przyrządziła na obiad nasza gosposia (Mama, chirurg-stomatolog, pracowała od rana do wieczora, biorąc mnóstwo dyżurów, żeby wyżywić i wychować mnie oraz Stasia, mojego młodszego brata). Gosposie zmieniały się od czasu do czasu, ale łączyło je jedno: nie pozwalały mi nawet wchodzić do kuchni, zazdrośnie nad nią panując. Nie nalegałam.

Niekiedy zaglądałam do odkładanych roczników „Ty i ja” (świetny to był miesięcznik!) i z działu kulinarnego wybierałam nieskomplikowane a wdzięczne przepisy na koktajle, które z fantazją przyrządzałam i podawałam w pięknych wysokich szklankach. Zdobiłam taki napój a to listkiem mięty, a to margerytką, a to płatkiem róży, a mój nieśmiały absztyfikant wyjmował te ozdoby z pewnym zakłopotaniem (nie wiedział, co z nimi zrobić) i posłusznie wszystko wypijał, nie szczędząc słów zachwytu. Raz tylko umilkł na dłużej, z ustami pełnymi koktajlu czekoladowego i z policzkami jak balony. Długo milczał, patrząc na mnie wiernym, oddanym, błękitnym spojrzeniem, aż wreszcie wydobył z ust nadpaloną zapałkę i jak najdyskretniej odłożył ją na spodeczek.

Jak trafiła do koktajlu, mogę się tylko domyślać. Natura nie obdarzyła mnie wybitną urodą, ale wynagrodziła to cechami równie ważnymi dla przeżycia, jak ona: siłą i rozmachem. To się przydaje. Wszystko robię szybko i natychmiast, szerokim gestem. Tak też  (pod nieobecność gosposi)  gotowałam mleko na koktajl czekoladowy. Ktoś, kto właśnie zaczął odkrywać, że kuchnia jak najbardziej może być warsztatem pracy twórczej i miejscem realizacji natchnienia, nie będzie przecież pedantycznie odkładał wypalonej zapałki na specjalną podstawkę. Nie, ktoś taki po prostu rzuci sobie zapałeczkę w dal.
Nie patrząc, gdzie ona wyląduje.

Wracajmy jednak do receptariusza.
Pan Musierowicz został zmuszony do przywdziania garnituru i krawata, do zakupienia róż i do wyuczenia się na pamięć wdzięcznej literacko formuły (tak, mojego pióra!), którą miał wygłosić, wręczając kwiaty mojej Mamie. Miał też nie dać się zbić z pantałyku, nawet gdyby się jej wymknęło, że alpinista po wojsku, który z opóźnieniem zaczął studia plastyczne, będąc starszym od swej wybranki o lat cztery, a którego od dyplomu dzieliły niestety jeszcze trzy lata, nie jest wymarzonym kandydatem na zięcia.

Mama natomiast została uprzedzona, że przyjdzie Bolek i że będzie miał coś ważnego do powiedzenia. Miała się zachować odpowiednio do sytuacji i nie popsuć wszystkiego (ją też poinstruowałam) oraz wyrazić należny zachwyt i zgodę, bo nie pieniądze liczą się w życiu, tylko wielka a prawdziwa miłość. Efekt moich zabiegów był taki, że kiedy zabrzmiał dzwonek i Mama pospieszyła otwierać, nieśmiałość tych dwojga skumulowała się i sięgnęła zenitu, właśnie wtedy. Pan Musierowicz zamarł bez słowa i ruchu, przełykając ślinę. Mama, ogarnięta empatią, pospieszyła na ratunek. Wyrwała bukiet z rąk mojego absztyfikanta i krzyknęła, wciąż w progu:
– Ależ oczywiście! Wiem wszystko, zgadzam się i bądźcie szczęśliwi!

Te róże jeszcze stały w wazonie, kiedy przyniosłam do domu duży żółty zeszyt „akademicki” z kartkami w kratkę i zaczęłam do niego systematycznie wklejać przepisy, wycięte z „Ty i ja”. Następnie przepisałam na maszynie sporo z doskonałej przedwojennej książki kucharskiej Marii Disslowej i wkleiłam w odpowiednie działy. Potem dołączyłam kaligrafowane przepisy cioci Luci. I tak już poszło.
Sam fakt posiadania aż tylu mądrości w jednym zeszycie bardzo mnie uspokoił, jestem bowiem wyznawczynią słowa drukowanego – w ogóle, Słowa. Lecz okazało się, że od tego droga do doskonałości jest jakże odległa!

Jakieś czterdzieści lat to trwało. A jeszcze o doskonałości mowy nie ma. Jest biegłość.
Czego życzę jak najgoręcej Kochanej Czytelniczce Patrycji F. Wszystko przed Tobą!
I tak już umiesz więcej, niż ja umiałam w wieku lat czternastu.
Powodzenia!
MM

 

137 przemyśleń nt. „Receptariuszyk

  1. Ile tu zmian, pozytywnych oczywiście, bardzo mi się podoba :-)
    Zbiór przepisów imponujący , swoje ( minimalną ilość tak naprawdę ) zbieram w segregatorze, łatwiej wymienić kartki kiedy którąś czymś zaleję i dzięki temu nie zabieram do kuchni całego zbioru tylko wybrany przepis. Mam maleńką kuchnię i położenie w niej czegoś takiego formatu byłoby kłopotliwe.
    Wędruję dalej do innych wpisów.

  2. Zaglądam tu dość rzadko, by móc sobie skumulować radość z czytania Pani Słowa. Dziś zatęskniłam za musierowiczowską prozą, zajrzałam i zakochałam się w tym tekście. Sama szlifuję pióro i mam nadzieję, że i ja kiedyś w tak barwny sposób będę potrafiła opisać mojego absztyfikanta i jego zaloty :)

    Pozdrawiam lubelsko i słonecznie!

  3. Dzień dobry,
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie (znowu po przerwie, bo gdy nadmiar obowiązków a terminy gonią obawiam się tu zaglądać, żeby nie „wsiąknąć”). :)
    Ja też mam taki receptariusz – po babci. Szaroniebieska płócienna okładka, rozpadający się grzbiet, plamy na stronach. A w nim wklejane wycinki z „Ty i Ja”, „Przyjaciółki” i „Kobiety i Życia”, przepisy notowane charakterystycznym pochyłym pismem, miejscami wyblakłe i trudne do odczytania, niektóre opatrzone znaczkami i komentarzami (pyszne, dobre, nieudane) oraz „od Zosi Cz., od Krysi, od pani Czerny” (to autorka książki kucharskiej – znały się, bo babcia po wojnie uczyła polskiego w technikum gastronomicznym). Moje przepisy dokładam na luźnych kartkach – łatwiej korzystać.

  4. Przeuroczy, zabawny wpis. Rozpoznaje to: „Ależ oczywiście! Wiem wszystko, zgadzam się i bądźcie szczęśliwi!” i juz zawsze, czytajac ten fragment, bede wiedziec skad to. :) Czesto zastanawiam sie ile cytatow z prawdziwego zycia pojawia sie w Pani ksiazkach.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Aleksandra

  5. Receptariusz imponujący.
    A czy jest w nim przepis na zupę zwaną w Poznaniu „ślepe ryby”? :)
    Tę (uroczą) nazwę poznałam całkiem niedawno czytając powieść kryminalną.

    Pozdrawiam wiosennie.

  6. Właśnie po raz pierwszy odwiedziłam Poznań i odwiedzam miejsca związane z Jeżycjadą. Jestem taka wzruszona! I taka szczęśliwa! Zrobiłam nawet specjalnie mapę żeby niczego nie pominąć. Właśnie siedzę sobie na ławce w parku Moniuszki i tylko czekam aż zjawi się któryś z bohaterów ;) Pozdrawiam!

  7. Dzień dobry! Po powrocie z wycieczki stwierdziłam, że na wybrzeżu wszystko wolniej rośnie. W Warszawie wszędzie sporo kwiatów i młodej zieleni. U nas ta zieleń trochę inna. Cieszę się, że jestem w domu, mogę od nowa obserwować jak wszystko „dokwita”.

  8. Dzień dobry!
    Ale dzisiaj PRZEPIĘKNA pogoda! Już byłam dziś trzy razy na dworze(pierwszy w sklepie, drugi na targu, trzeci ponownie w sklepie). I postanowiłam, że jak tylko zrobię obiad, to wyjdę na świeże powietrze i będę czytać książkę na ławce, w cudownie zielonym wąwozie. Dzisiaj dwadzieścia parę stopni, więc aż grzech nie skorzystać. AAA! Jak ja uwielbiam taką pogodę! Mam tyle energii, że mogłabym góry przenosić!
    Ślę pozytywne fluidy i życzę wspaniałego dnia na łonie natury!

  9. Tak jest, Just!
    Kuchnia włoska jest najlepsza na świecie, a wiele tradycyjnych, słynnych polskich dań właśnie z
    Włoch wzięło przepisy.

    Buczynko, dziękuję za wiadomość, „Kuchnia z Zielonego Wzgórza” może być ciekawa!

  10. Dzien dobry Pani Malgosiu! Postaram sie nadrobic zaleglosci w czytaniu Pani pozycji ksiazkowych zawierajach przepisy kulinarne. Widzialam tez niedawno wiele „receptur” na mazurki, moze juz w przyszlym roku z nich skorzystam :)
    Kuchnia wloska wysmienita, ale czasem jakies „odstepstwa od normy” sa wskazane!
    Chcialam jeszcze dodac, ze swietna jest historia Pani zareczyn :)
    Milego dnia zycze Pani i Ksiegowym!

  11. A moje receptariuszki są na razie dwa (jeden tworzony, drugi może dokończony w przyszłości) i pewnie będzie wielotomowy!
    No cóż – jest w nim przepis nawet na moje, wymyślone ciasto (wątpliwego smaku i konsystencji, ale nie trujące! :) ) Taki receptariusz to przecież skarbnica wiedzy!

  12. Bardzo mi miło :) A Marysia od tego czasu już tak urosła i zyskała poważną rangę starszej siostry :)
    Po lekturze dwóch ostatnich wpisów (o LMM i receptariuszu) pomyślałam sobie, że podzielę się tytułem związanym z oboma – „Kuchnią z Zielonego Wzgórza” Wydawnictwa Literackiego. To zbiór autentycznych przepisów z notatnika kulinarnego „cioci Maud” wydany przez rodzinę Crawfordów z Norval. Przepisy zachowano w oryginalnym brzmieniu, opatrując je czasami sugestiami i wyjaśnieniami koniecznymi dla współczesnego czytelnika. Oczywiście oprócz przepisów jest sporo wzmianek o samej LMM :)

  13. Buczyno!
    Nie uwierzysz, ale właśnie oglądałam Cię na zdjęciu (z Torunia! Empik!)
    Ale fluid!
    Ściskam na dobranoc!

  14. Nie było mnie tu długo, ale miło się wraca :) Jakie smakowite opowieści i receptariusz jedyny w swoim rodzaju. Ja swój przełożyłam kiedyś w końcu do segregatora, bo łatwiej się dzięki temu uzupełniał :)
    A co do kryminału w wykonaniu DUA, to pewne znamiona nosił Małomówny, nieprawdaż?
    Ściskam z wiosennego Krakowa – jak tu wszystko kwitnie i jak się zieleni! od razu lepiej na duszy :)

  15. Słusznie, Olu!

    Gordaanfoen, wybacz, ale nie zamieszczę tu Twojego apelu przedwyborczego. To jest strona przeznaczona dla dzieci i młodzieży i nie zamierzam tu prowadzić agitacji, w którąkolwiek stronę.
    Natomiast dorośli, którzy tu zaglądają, mają 1). dowód osobisty i prawo do głosowania 2). tyle rozumu, że sami wiedzą, na kogo trzeba oddać swój głos.
    Ja też wiem, a doszłam do tego całkiem sama. I tak trzymajmy, a będzie lepiej.

  16. Dobry wieczór!
    Nie dopatrzyłam się jeszcze pączków kwiatowych, ale może źle patrzyłam. Oby! Nawet gdyby ich u mnie nie było, to cieszę się ogromnie, że są u Starosty. Za to listki rozwijają się ślicznie, a malinówka lada dzień zakwitnie. Jabłonka Ola mówicie? Chyba muszę posadzić. Ola musi mieć Olę.
    Pozdrawiam wieczorową porą :)

  17. K8, takie mialam automatyczne skojarzenie ze slowem „krwawy”, bo wlasnie sobie Szosta klepke podczytuje..

    Justysiu, ja tez sie zabawilam w detektywa:)
    Mamo Isi, poczytalam wspomnienia..

    Dobranoc pani Malgorzato!

  18. Ach, i teraz wyjdzie na jaw, że hundekoję przetłumaczyłam jako psią koję! Co za wstyd;( Ale akurat miałam taki okres, że nie chciałam wtrętów obcojęzycznych, a szczególnie niemieckich. Tymczasem potem mi powiedziano, że to z holenderskiego. Ale było już za późno.

  19. A mój ananas, koksa i kronselka ślicznie rozwijają listki. Na zimę je opakowałam w łapki sosnowe, podobnie jak młode czereśnie i wyraźnie są wdzięczne;)

  20. Tak, bardzo jest śliczna. Duże (no, wielkości sporej czereśni) jabłuszka pomarańczowo-różowe, jasne liście, różowe, duże kwiaty.

    Mamo Isi, już kupiłam, dzięki za cynk.

  21. Justysiu, jestem wstrząsnięta, zmieszana i zaraz się zapadnę pod ziemię. Ale przecież nie ja jedna jestem filologiem polskim;)

  22. Dobry wieczór po pięknym dniu!
    Cały dzień pracowałam w ogrodzie.
    Rozkwitły wszystkie drzewa owocowe! Powietrze pachnie — niewiarygodnie!
    A jaki zachód słońca był!

    Posadziłam jeszcze jedną jabłoń ozdobną: „Olę”.

    Aleksandro! Nie wiem, jak twój Ananas Berżenicki, ale mój ma pączki kwiatowe! Hura!

    Mamo Isi, ależ natychmiast kupię sobie sama! Nie rób sobie kłopotu, proszę!

    Sowo P., Mary Stewart – nie to, żeby koniecznie. Ale można. Bardzo miło się czyta. Bardzo angielskie, kobieco-angielskie, czyli w doskonałym guście. (Lubię wszystkie angielskie pisarki! Jak to możliwe?!)

  23. Dobry wieczór DUA i Ludu Drogi. Celestyno, fluidzik piękny i krwawy;). I zabawne przesunięcie czasowe +1 w godzinie i minucie.

  24. A to nie aby ten sam antykwariat, który polecałam swego czasu przy okazji poszukiwań książek Ellis Peteres o inspektorze Felse? Wydaje mi się, że on miał kilka domen. I był z Lublina.
    Mary Stewart – dorzucam do niekończącej się listy książek rekomendowanych w KG. Może wyrobię się do emerytury :)

  25. Dziękuję, dziękuję, książki zakupione.
    Pani Małgosiu- tego antykwariatu szukałam, ależ się cieszę.
    :)

  26. Chylę czoła przed Mamą Isi! Wystarczył mały szczegół i moja natura detektywa się odezwała.

  27. Sama mam jeden jedyny egzemplarz, a nawet – jak widzę – nie mam żadnego, a jeno oryginał, co oznacza, że tłumaczenie dostało nóżek i poszło sobie.
    Widzę za to na allegro dwa egzemplarze; jeden całkiem rozdyźdany, a drugi w stanie całkiem, całkiem – za całe 4,10zl. Mary Stewart „Ta przyziemna magia”. Chyba się szarpnę i kupię;) Ale jak ksiązkę podesłać Staroście?

  28. Ta książka po polsku jest chyba nieosiągalna. Gdybym wiedziała, że to Twój przekład, Mamo Isi, wykopałabym ją spod ziemi. A nie wiedząc – kupiłam w tym antykwariacie oryginał.
    Na YT można znaleźć wywiad ze starą już pisarką, nagrany w jej uroczym domku w Szkocji.

  29. Mary Stewart nie żyje! Tłumaczyłam jej „This Rough Magic”. Miała niezapomniane opisy przyrody. Tak smakowicie opisywała miejsce, gdzie rozgrywała się kolejna powieść, że aż się chciało jechać, choćby zaraz.
    A ja się ze smutkiem dowiedziałam, ze parę dni temu zmarł Jonathan Crombie, aktor grający niezapomnianą rolę Gilberta w „Ani z Zielonego Wzgórza”.

  30. Dzień dobry,
    a u nas dzisiaj Święto szkoły!Nauczycielki mówią ,że takie święto trudno przygotować,bo naszym patronem jest Stefan Krasiński,były dyrektor,którzy walczył na wojnie i w ogóle bardzo przysłużył się naszej szkole.Ja jestem dumna,że mam takiego patrona,a nie jakiegoś Kopernika,czy innego Piłsudzkiego(choć oni też ważni,bardzo!!),ale może naprawdę trudno jest coś przygotować?Rok temu był konkurs z wiedzy o patronie,a nasza klasa przedstawiała(dzisiaj)…Kopciuszka w nowoczesnym wydaniu,ale było śmiech,istna komedia!!

  31. Faktycznie. Zaświadczam, że druga nie wiedziała o pierwszej (zaakceptowałam oba wpisy w tej samej sekundzie).
    Hej, Ludu! Odkryłam polski antykwariat EnglishBooks.pl i obkupiłam się po uszy!
    Przy okazji tych poszukiwań natknęłam się na wiadomość, że rok temu zmarła w Szkocji Mary Stewart, autorka „Prządek księżycowych”, „Ogarów Gabriela” etc. Teraz bardzo się poszukuje jej książek, zwłaszcza pierwszych wydań.
    Sporo ich tłumaczono w Polsce, lecz bynajmniej nie wszystkie. Nabyłam nieznane w tym antykwariacie właśnie.

  32. Ha! Na komputerze to już nie to. Nie masz jak ręczna robota.

    Just, nie czytałaś najwyraźniej moich dzieł kulinarnych. Właśnie się dzielę. Najlepszymi! Polecam!

    Celestyno, merci.

    Tak motyw był, K8. ale intryga kryminalna to coś znacznie trudniejszego. Intrydze właściwie dałabym radę. Ale jak tu wniknąć w krwawe i zbrodnicze motywacje? Niby wiem, że ludzie są zdolni do wszystkiego, ale wciąż jakoś nie mogę w to uwierzyć do końca. A może nie chcę?

  33. Receptariusz prezentuje się świetnie, u nas przepisuje się na komputerze i drukuje przepisy, które babcia „donosi” do swojej kolekcji i wkłada w miarę alfabetycznie, porządek do granic możliwości :). Pozdrawiam ciepło :)

  34. Dzien dobry wszystkim! Piekny i wysluzony ten receptariusz! A moze by tak podzielic sie z nami tymi przepisami? Byloby nam bardzo milo :)
    Osobiscie zalozylam teczke, do ktorej wkladam kartki, zapiski i wycinki z gazet.
    Nie ma to jak sprawdzone przepisy kulinarne!
    Czy wiecie, ze wczoraj byl Miedzynarodowy Dzien Ksiazki?
    Pozdrawiam wszystkich Czytajacych!

  35. Dzień dobry! Starosto, wydaje mi się, że w „szóstej klepce” był krwawy motyw. Krwawy befsztyk, albo kotlecik?

  36. Och, chyba bym nie umiała napisać czegoś krwawego.
    Dobranoc, miła Zuziu!
    Dobranoc, Zgredzie i Duśko, dobranoc wszystkim!

  37. Czytając „W pustyni i w puszczy” trzeba uważać.
    Jest tam dwukrotnie umieszczona nieprawdziwa obecnie informacja, jakoby krokodyl był płazem.
    Nauka idzie do przodu ;-)

  38. Oj to dzisiaj Dzień Książki , jak mogłam zapomnieć?:)
    Obecnie czytam „Serce” Edmunda de Amicis.
    Ma Pani raję,dla tych,którzy czytają książki na co dzień to święto nie jest niczym szczególnym,sądzę,że zostało one wymyślone dla tych ,którzy książki czytają od czasu do czasu lub , aby książka też miała swój dzień.W końcu czegoś od życia też jej potrzeba, to takie imieniny:)

  39. Madeline, kto wie? Mieszkam co prawda na wsi, ale w Wielkopolsce!
    Dziękuję za miłe słowa! Jak to przyjemnie się dowiedzieć, że komuś się przydaje moja praca!

    Sosno, nie, ta księga pachnie tylko starym papierem, a i to słabo.

    Zuziu, cieszę się, że cenisz w „Pustyni i w puszczy”. Dziękuję za ciekawe wiadomości szkolne.

    Aleksandro, miłe książkowe życzenia. Ale dla mnie, powiem szczerze, Dzień Książki jest co dzień, podobnie jak Dzień Kobiet czy Dzień Matki:)))).

  40. Wszystkiego najlepszego w Międzynarodowym Dniu Książki! Wspaniałych lektur i czasu na czytanie życzę Wszystkim :)

  41. Czytam i czytam te pani książki z uwielbieniem i strachem że je skończę. Lecz skłonność do sprawiania sobie przyjemności czytania z nich każdego słowa przezwycięża strach;)
    I marzy mi się już długo a od roku jeszcze bardziej gdyż chyba bliżej pani jestem (bo od roku w Poznaniu), że gdzieś panią spotkam, że zobaczę że jest z panią spotkanie, że będę mogła choć trochę pani czas zająć i zadać kilka pytań;)
    Jeśli się rozpędziłam lub za bardzo spoufaliłam proszę wybaczyć i mnie poprawić!

  42. Dzień dobry!
    Z całego serca dziękuję za obszerną odpowiedź dobregowieczorka.Jakie to wszystko ciekawe.Interesuje mnie to jeszcze bardziej,ponieważ obecnie w szkole przerabiamy”W pustyni i w puszczy”.Fenomenalna książka!Afryka to zaskakujący kontynent.Pani polonistka kazała dzisiaj napisać wyrazy,które kojarzą nam się ze słowem Afryka.Wiele dzieci wymieniło biedę,lecz potem Pani pokazała zdjęcie miast afrykńskich,to dziwienie było wielkie,lecz wytłumaczyła,że jest wiele miejsce gdzie faktycznie bieda króluje.Dobrywieczorku-podziwiam Cię!
    Jeszcze raz bardzo dziękuję i ściskam!
    PS Oj tak piękna dziś pogoda!!

  43. Zeszyt przepiękny i smaczny :) Ciekawe czy pachnie przyprawami? My niestety z pichcenia jesteśmy słabe ale i tak udało się nam kiedyś upiec wspólnymi siłami cyferkowe ciasteczka. Mimo iż były dalekie od ideału zostały docenione przez rodzinę i zjedzone. Co do zaręczyn to chyba bardziej stresujące od ślubu ;)

  44. Jasne, Krzysiu!
    Bierz leżak, dobrą książkę – i do ogrodu!
    Albo idź z psem na spacer do lasu.
    Albo po prostu dobrze się wyśpij.

    Gratuluję!

  45. Dzień dobry!
    Dziękuję za trzymanie kciuków:-). Myślę, że dobrze mi poszło, zwłaszcza z polskiego, historii i angielskiego:-). Z matematyką nie było źle, ale przedmioty przyrodnicze – koszmar! Cieszę się, że to już koniec. Teraz będę odpoczywać!:-)

  46. Dzień dobry , w moim zeszycie z przepisami jest spis treści i każdy przepis jest zanumerowany ,dodatkowo mam dopiski np.sernik(od Beaty)- to ułatwia szukanie , gromadzę tam przepisy na ciasta .W Tomaszowie też wreszcie ładna pogoda .

  47. O, to by było coś dla naszego Evika: dużo zwierząt!:)

    Dzień dobry! Znów śliczny dzień! Rozkwita kolejna śliwa, a także wiśnioczereśnia. Idę wąchać.

  48. Mazurek, Sowo. Sama go wymyśliłam i taką mu adekwatną nazwę nadałam.

    Dobrywieczorku, dziękuję za tę obszerną odpowiedź dla miłej Zuzi. Bardzo ciekawa!
    Oczywiście, to nie jest żadna reklama. A misja zasługuje na wsparcie i zainteresowanie!
    Dobranoc, Zuchu!

  49. To teraz odpowiedź dla Zuzi – moja osoba została upubliczniona tu na stronie pod wpisem Na Walentynki. A w Afryce jest super! I szkoda, że muszę niedługo wracać. Chyba mam trochę afrykański charakter, bo bardzo zżyłam się z ludźmi tutaj – oni są dużo bardziej spontaniczni i emocjonalni niż my, wykalkulowani Mzungu (czyli Biali). Afryka jest kontynentem bajecznie kolorowym – w sensie dosłownym i przenośnym – rośliny są fantastyczne i rosną w niesamowitym tempie, a ludzie lubią ubierać się bardzo kolorowo. Gdyby poszukać cechy charakterystycznej Afryki to chyba byłaby to sztuka – muzyka, taniec, śpiew, dzieła sztuki (choć zabawnie jest zobaczyć tu połączenie wielkiej Sztuki z kiczem choćby w wystroju kościoła). A jednocześnie jest to także kontynent wielkich kontrastów. Na przykład Kongo jest jednym z najbardziej bogatych w surowce naturalne krajów świata, a jednocześnie jest na szarym końcu, jeśli chodzi o poziom życia – ludzie ciągle umierają tu z głodu i z powodu chorób, które można łatwo wyleczyć. Mogłabym o tym opowiadać godzinami. Ale to już po powrocie :-) we wrześniu. Jeśli mieszkasz w okolicach Warszawy zapraszam na jakieś spotkanie ze zdjęciami, które na pewno będzie zapowiedziane na stronie Fidesco. (Mam nadzieję, DUA, że to nie jest nadużycie z mojej strony, taka reklama misji?)

    A w kwestii „robali” (aczkolwiek jako nauczyciel przyrody muszę zaznaczyć, że ta wdzięczna nazwa jest w tym przypadku nieprawidłowa, choć poręczna ;-)) dodam, że kosztowałam gąsienic – zjadliwe, ale na szczęście moja kongijska siostra jest na nie uczulona, więc nie muszę się przyzwyczajać. Natomiast ostatnio nauczyłam się przyrządzać malutkie rybki wielkości gupików akwariowych – tajemnica tkwi w porządnym ich wyszorowaniu przed smażeniem, bo mają mnóstwo piachu. I okazuje się, że jestem bardziej przystosowana niż znajoma misjonarka franciszkanka.

    I na koniec podzielę się radością – w piątek jadę do prawdziwego buszu! Bo mieszkam w afrykańskim mieście i widzę przyrodę dość zdegradowaną, choć trzyma się mocno.

    Zuziu, pozdrawiam serdecznie i życzę ciągłego zachwytu nad światem. Twój zachwyt dodaje skrzydeł :-)

  50. Dużo dziś z mojego roweru widziałam: na przykład piękne ogródki, wspaniale kwitnące magnolie i – uwaga! – gromady zadowolonych gimnazjalistów.
    Czyli nie było źle.

    Klaudynko, racja, kto to widział młodzieży wiosnę zabierać!

    Zuziu, ja też mam kwitnącą już śliwę w ogrodzie, nie mogłam się z nią dzisiaj rozstać, jej zapach wciąż mnie przywoływał na nowo.
    Nie bądź na siebie zła za to, co było w roku ubiegłym. Ciesz się tym, co jest!

    Celestyno, kiedyś przywiozła nam pani Kazuko japońskie słone ciasteczka, coś w rodzaju krakersów w ładnych opakowaniach. Miło chrupały i nawet smaczne były, do momentu, gdy odkryłam, że zawierają plasterki macek ośmiorniczych, wodorosty i morskie żyjątka w całości i we fragmentach.
    Cóż, wolę białko z kaszy gryczanej. Pokazała się w sklepach nawet „dmuchana”, podobnie jak ryż czy kukurydza. Smaczna.

    Jas, w doniczce jest bazylia. A pączki z podkładki usuwaj! Odbierają wigor szlachetnemu pędowi.

    Anonimku: się zobaczy.

  51. Ach, ach! Wpis – palce lizać. Dosłownie. Hihi. Wiosna, wszystko się budzi do życia. Wykładowcy także. Poszaleli chyba,bo każdy chce się „wcisnąć” z jakimś kolokwium. I jak tu pisać prace zaliczeniowe? Coś mi się wydaje, że przy takim stanie rzeczy zdziczeję przedśmiertnie. :) A nie jak u Leśmiana.

  52. Teraz mam pytanie do dobrego \wieczorka:Ty jesteś w Afryce,prawda?Wybacz pytanie,ale jak tam jest?Co właściwie tam robisz?Wydaje mi się to bardzo interesujące,ale przepraszam za ciekawość.:)

  53. Dobry wieczór!
    Dziś dzień ziemi.Muszę przyznać ,że (według mnie) spędziłam ten dzień godnie jak na tak ważne święto.Po pierwsze uważnie słuchałam na dwóch apelach w szkole,a w domu,a właściwie na podwórzu pozbierałam suchą trawę,podlałam dobrą trawę,roślinki itd.Do tego(co morze nie jest zbyt dobre dla przyrody i jest mi przykro ,że musiała zakończyć życie niektórym kwiatkom) zrobiłam śliczny bukiet i postawiałam w pokoju obok uschniętej już róży zrobionej jesienią z kolorowych liści.
    Prezentuje się ślicznie na tle ogromnej lipy widocznej z okna.Obok „mnie” rośnie śliwa.Jejku,jakie ona ma przepiękne kwiaty,a jak pachną.Jestem na siebie zła,że jeszcze rok temu tak mało zwracałam uwagę na piękno świata,przecież dzięki niemu żyję!Teraz jak patrzę na wszystkie rozwijające się roślinki to od razu mam lepszy dzień,a zwłaszcza,jak budzą mnie śpiewy ptaków!Cudowne uczucie!
    Uff,ale się rozpisałam!Kończę i pozdrawiam!:)

  54. Alez skad, Dobrywieczorku:-)
    Niedawno mialam watpliwa przyjemnosc ogladania ksiazki z przepisami na rozne robale. Czego tam nie bylo! Ciasta z wystajacymi tu i owdzie pancerzykami, szczypczykami, lizak z wtopionym karaluszkiem czy czyms w tym rodzaju. Podobno najnowszy kulinarny trend. Kupuje sie te robale zasuszone i przyrzadza na rozne sposoby. Bardzo bogate w proteiny.
    A dla mnie polecaja wlasnie koniki polne (czy cykady), albo suszone larwy macznika. Bardzo duzo zelaza, o wiele wiecej niz w czerwonym miesie. Musze to przemyslec, chociaz opor ogromny.
    W kazdym razie masowe hodowle owadow wydaja mi sie rozsadniejsze niz masowe hodowle zwierzat i nadprodukcja miesa, ktore sie wyrzuca. Nie mowiac o innych kwestiach.

  55. Brawo, Beato! Dla mnie to jedno z najpiękniejszych wyznań miłosnych w literaturze i zastanawiam się, jak też radzą sobie z nim tłumacze ;-)
    Trochę mi brak zagadek – może by tak wrócić do starej praktyki?

    A u nas dziś elektrownia sprawdza, czy wszyscy zapłacili za prąd i dzięki temu mamy go cały dzień – istny cud. Tym razem mogłam upiec kurczaka w piekarniku i ugotować tutejszy szczaw oraz lenga-lenga (jak wyszukałam w pożytecznym internecie, zjadane tu ze smakiem liście należą do szarłatu ogrodowego – Amaranthus caudatus, który u nas uprawia się w celach ozdobnych). A dziś rano moja kongijska siostra znalazła zielonego konika polnego i zapowiedziała, że jak tylko pojawi się ich więcej, to mi je przyrządzą, bo to podobno wyjątkowo smaczne (:-o ???). No cóż, okaże się. Chłopcy w ośrodku dla dzieci ulicy jedzą je na żywca… Mam nadzieję, że afrykańskie rewelacje kulinarne nie powodują u nikogo obrzydzenia?
    Pozdrawiam słonecznie.

  56. U nas wszystko z dzikim pędem budzi się do życia. Jeszcze takiego czegoś nie widziałam. Ananasy wypuściły liście na zaszczepionej gałązce i na antonówce – podkładce. Teraz trzeba wszystko podlewać, bo mało opadów.

  57. Zaszokowało mnie to zdjęcie. Mocne uderzenie. W doniczce to chyba jaskółcze ziele…

    A ja za to umiem robić szkliwione kafelki!

  58. Na egzaminie gimnazjalnym z polskiego mieli napisać opowiadanie! Trzy lata uczyli się rozprawki,
    a nawet ja bym go rozwiązała.
    Sprawdzian szóstoklasisty też był banalny. Chociaż i tak trzy czwarte klasy zrobiło błąd w jedynym zadaniu z gramatyki.
    Kolejny dowód, że nie należy się uczyć dla testów, bo dają zbyt łatwe zadania.
    Czy w ,,Febliku ” będzie miejsce dla Ignacego Borejki uczącego Szymona i Jędrka łaciny?
    Jestem wielce ciekawa jak taka lekcja wygląda.

  59. Właśnie, Pani Małgosiu! Jestem w 2. gimnazjum, więc jeszcze mam wolne. Ech, a tak miałam ochotę sobie z tego zażartować..! :D :D :D
    Dzięki, Sowo, ale z tego co wiem nie można zainstalować słownika po polsku. Ale bądźmy dobrej myśli. Będzie coraz lepiej! Aby się nie poddać!
    Dopiero dzisiaj przekonałam się jak cudowne jest gotowanie na oko. Pierwszy raz nie korzystałam z przepisu. Improwizacja i spontaniczność w kuchni są wspaniałe- taki mój wniosek.

  60. Ojej, teraz zauwazylam te charakterystyczne glowki na pudelku metalowym ze zdjecia.
    Wlasnie przyrzadzalam sobie kawe, ktora przechowuje w puszce przywiezionej przez mojego szwagra z wycieczki na Korsyke, na ktorej widnieje duzy piekny profil z biala przepaska na glowie.
    Patrze teraz uwaznie na zdjecie i widze, ze tam na pudelku duzo takichze samych glowek:) Tylko zwrocone sa w przeciwna strone.

    W sprawie wolowiny kartkowej, i ogolnie czasow.
    Cos mnie dzisiaj tknelo i siegnelam sobie po Szosta Klepke, wieki nie czytana.
    Mocne wejscie agenta PZU: „Rzucili wate! -powiedzial konfidencjonalnie pan z teczka i uchylil jej rabka.” :-)
    A przy fragmencie gdy Cesia, wracajac ze szkoly, ustawia sie w ogonku po chleb, przypomnialam sobie, ze dokladnie tak sie to odbywalo. Wracajac ze szkoly (podstawowka) mijalysmy z przyjaciolka sklepy. Gdzie byla kolejka, tam sie przezornie ustawialysmy, jedna z nas leciala po ktoras mame i pieniadze. Wspolpraca pelna para. No bo rozne rzeczy (np.papier toaletowy, ktory nie byl na kartki) limitowano. Im wiecej nas tam sie ustawilo, tym lepiej.

  61. Beatuszko, u nas też słońce, błoga bezwietrzna pogoda, wszystko kwitnie. Z mojego okna na piętrze widzę pyszniącą się pośrodku trawnika renklodę w bieli, a na drugim planie – różowo kwitnącą śliwę ozdobną.
    Pozostałe drzewa owocowe zakwitną lada dzień.

    Gdzie mój rower?!

  62. Och, och, PatrycjoF, przepraszam nawet za samą myśl… wszak to dzisiaj gimnazjaliści w całej Polsce piszą sprawdzian!
    Reszta uczniów ma wolne.
    Trzymajmy kciuki za sprawdzanych!

  63. Patrycjo F., jest jeszcze i inne rozwiązanie – Kindle posiada wbudowany słownik angielski, wystarczy kliknąć na słowo, którego się nie rozumie i od razu przenosi do słownika. Przyznam, że to jedna z rzeczy, za które ostatecznie polubiłam czytnik elektroniczny. Co prawda wyjaśnienia też są po angielsku, ale możliwe, że dałoby się zainstalować i słownik angielsko-polski.

  64. A cudną historyjkę z zapałką w koktajlu na pewno czytałam, tylko nie pamiętam, w której książce. „Na Gwiazdkę” czy „Dla zakochanych”? Nie wiem.
    We Wrocławiu dzisiaj piękne słońce. Jest tak ciepło i wiosennie.

  65. Patrycjo, hm, a do szkoły dziś na którą?
    Co szóstego słowa nie znasz! Nieźle. Przyklej sobie na słowniku angielsko-polskim takie kartoniki z literkami, na brzegach kartek, jak w alfabetycznym skorowidzu. Szukanie słówek pójdzie szybciej. I nie poddawaj się!

    Czy ja tak mam, z tym świeżym powietrzem? Ależ nieustannie!

    Beatko, jesteś niezawodna. Faktycznie, to Pyza żywiła.

  66. O, absolutnie tak, Ateno!
    Może nawet wołowina na kartki też chlapnęła na kartki rosołkiem.

    Cudne kwiatki zasługą natury. To żółto kwitnące to mahonia w bukiecie, Justysiu.
    Jak to, jak to, czy to być może? Jeże nie występują ? Ależ trzeba Ci podarować parkę naszych, polskich, niechby się ojeżyły.
    U nas jeże z potomstwem mieszkają pod stosem desek w kącie ogrodu i pies nasz bardzo charakterystycznie je oszczekuje nocą.

    Blablubciu, prychnęłam śmiechem na Twoje skoczogonki.
    Pozdrawiam czule!

  67. Dzień dobry!
    Przeczytałam pierwszy rozdział „Pollyanny” po angielsku. I nie znam co szóstego słowa. Ale czytać się da. :)
    Idę na długi spacer. Czy Pani też tak czasami ma, że coś Panią ciągnie na zewnątrz? Nie może się Pani na niczym skupić, tylko musi Pani wyjść i nacieszyć się świeżym powietrzem i przyrodą? Ja tak mam, ostatnio coraz częściej.
    Myślę, że jestem uzależniona od internetu. Dlatego ciągle szukam sobie zajęć, bo jeśli mam co robić, to nie wchodzę na komputer. Coraz lepiej mi się to udaje.
    Jak wrócę, to zrobię spaghetti ze świeżymi pomidorami i papryką.
    Pozdrawiam ciepło!

  68. Dobrywieczorku, tym absztyfikantem był Fryderyk Szoppe, który zapytał:
    „Jeśli chodzi o system komunikacji niewerbalnej, sygnały, jakie wychwytuję, świadczą o tym, że twoje serce żywi dla mnie jakieś cieplejsze uczucia. Czy tak?
    – Żywi – przyznała Pyza nieśmiało.”
    Całusy i mocne uściski dla kochanego Starosty. Za całokształt :-))

  69. Dzień dobry Pani Małgorzato, dzień dobry miły Ludu! Ale piękny dzień! Ale wesoły wpis! Receptariuszyk – cudeńko!
    I ja również założyłam zeszyt z przepisami kilka lat temu, zeszyt puchnie, mi pozostaje czekać na narzeczonego. Tak to wszystko na głowie postawione!
    A co robią skoczogonki, miły Ludu? Te to dopiero trudno nakłonić do potomstwa.

  70. Dzień Dobry!
    Zeszycik – receptariuszek cudeńko, wygląda tak, jak sobie wyobrażałam! A jaka kuchnia ładna! I ta bazylia „na podrędziu”, zupełnie jak u mnie. Zastanawia mnie też, jakie jeszcze inne zioło tam rośnie. Co też może tak kwitnać teraz na żółto?

    Chesterko, zamieniłabym zajączka na jeżyka. Jeże są wprost urocze, ale niestety na kontynencie Ameryki Płn. nie występują:(

  71. Lud sie cieszy i pokwikuje z radosci. Pieknie sie to wszystko komponuje, urocze pojemniczki na tle zielonych kafelkow, i cudne kwiatki, a Receptariusz, to ksiega z historia. Pomyslec tylko, ze niektore plamy w nim, powstaly z masla i cukru na kartki ( na kartkach).
    Zgredziku tez mam taki sfatygowany egzemplarz Opium, nowy tez juz z lekka podniszczony.

  72. Ann, komunikuję, że dziś, pod kwitnącą już renklodą, skończyłam „Holiday With Violence” E.P.- i że podobało mi się.
    Najpierw odwiedzamy jezioro Garda, ale większą część akcji przeżywamy w Wenecji i na Murano. Są i sceny w wytwórni słynnego szkła!
    Cymesik.

    Zgredziku, dobranoc wam wszystkim!
    Już nie prawituj, tylko idź spać.

  73. Dobry wieczór, miła Beato!
    Co za radość, czytać takie słowa entuzjastyczne!
    Hura!
    Dziękuję!
    Znam uczucie takiej przyjemności czytania, sama nie mam czasu siąść do „Feblika” właśnie dlatego, że pogrążyłam się po uszy w zgłębianiu twórczości Ellis Peters, świetnej angielskiej pisarki, autorki m.in. serii o bracie Cadfaelu.
    Ale właśnie skończyłam przedostatnią z posiadanych jej książek, dokonałam też niezbędnych wiosennych czynności w ogrodzie. I już chyba teraz zasiądę do pracy. Na pewno łatwiej się do niej zmusić, kiedy człowiek wie o takich czytelniczkach, jak BeataP z rodziną!
    Pozdrawiam Was wszystkie najserdeczniej!
    .

  74. Kochana, kochana Pani Małgorzato!!!
    Kłania się wierna od lat… ho-ho albo i więcej- czytelniczka – rówieśnica Idy, choć bliższa memu sercu Gabrysia (ale czyjemu sercu ONA nie-bliska??)… i jak obie w/w też matka udanej trójki pociech – same baby, jak u Borejków! Najmłodsza, 10latka właśnie zabrała się za czytanie „Małomównego” a od najstarszej na 50 urodziny dostałam najlepszy na świecie prezent – nieczytaną wcześniej „Wnuczkę”… dzięki czemu, wzruszona i zauroczona po raz kolejny, przeczytałam, obowiązkowo zarywając noce, raz jeszcze całą Jeżycjadę od początku do – niemal – końca, bo drżę już z niecierpliwości i doczekać się nie mogę „Feblika”! Z tej niecierpliwości „Wnuczkę” przeczytałam jeszcze dwa razy dodatkowo, zakochując się w niej na zabój…. Dorotkę uwielbiam, a że i Józef od dawna cieszył się moją wielką sympatia, ogromnie się cieszę, że tak przesympatyczna para zamieszka w pobliżu Patrycji i Florka! Już tam oni zawojują okolicę, jestem tego pewna! A i obie Babcie z pewnością znajdą miłe porozumienie z Borejkami – Seniorami….
    Dla mnie Oni wszyscy jakby z=żyli naprawdę, wyczekuję z utęsknieniem nowej książki jak nowych wieści o dobrych, dawno nie widzianych przyjaciołach…
    Dziękuję Pani za to serdecznie, także w imieniu młodszego pokolenia wielbicielek Jeżycjady!

  75. Czytam i prawituję z radości.

    Nota bene mój pierwszy egzemplarz Opium na tyle zbliżył się swoim stanem technicznym do receptariuszyka, że dla dzieci nabyłem nowy.

    Dobranoc!

  76. Biedronko, dzięki!
    Wiesz, kiedy się coś kolekcjonuje, trzeba przyjąć system. Zwłaszcza, jeśli się jest urodzonym bałaganiarzem.
    Książki na przykład mam poustawiane działami, a w działach- alfabetycznie (tj. autorami). To może człowiekowi ocalić życie.

    Kochana Karambolciu, zachęcam jednakże do śmiałych poszukiwań kulinarnych. Znam osobę poruszającą się o kulach od dzieciństwa – co za dzielna kobieta z niej! Gotuje wspaniale. A jakie tarty jarzynowe piecze!
    No, dobrze, już powiem, bo to dobry przykład do naśladowania: to Janina Ochojska.

  77. Olwiło, omyszyło, opsiło, osłoniło, ozebrzyło, oświniło, ochieniło, ofretczyło, okuniło, oośliło, omałpilo, oszopiło…ale to już lepiej w Zoo, nie w ogródku.

  78. Detalik ma tam swoje miejsce, Kris moja złota! :)
    Sowo, ależ ja nie gotuję dla siebie! Nawet nie chciałoby mi się gotować. Kiedy jestem (z rzadka) całkiem sama w domu, zjadam kawałek sera Gruyere i pomidora. Albo grzankę z pomidorami suszonymi z oliwy.
    Mięsożerni mężczyźni wracają – i dostają swoje ulubione befsztyki lub kotlety. W dziale „Mięsa” jest więc wszystko,co trzeba.

    Dobry wieczorku, a toś mi bobu zadała!
    Sama nie pamiętam.
    Aha: chyba lubiłabym tofu.

    Miła Mery, witam po przerwie! A tak się zastanawiałam, gdzie się podziałaś! Chyba szkoła daje ci w kość, co?

  79. Od czasu jak Justysia wspomniala o zajaczkach, marzy mi się, by w moim blokowym ogrodeczku coś się ojeżyło. Czy ktoś wie, jak do tego skłonić jeże? Chodzi ich tu całkiem sporo. I nie tylko. Wieczorem przemykał lis. Rok temu też go widzialam a las daleko.
    A dziś pobieglam wkopać skórki od bananów pod róże.

  80. Cudowny wpis!
    I zielono-wiosenne zdjecie tez (receptariusz – apetyczny, a pewien detalik dodatkowo mnie ucieszyl).
    Pozdrawiam cieplo!

  81. A w centrum bukietu – żółciutki mleczyk :)

    Nie dziwię się Pani córkom, że wolały założyć własne receptariusze, wszak ten gatunek jest swego rodzaju pamiętnikiem, po prostu TRZEBA mieć swój własny. Ja także z notatników mojej babci i mamy przepisałam te najlepsze przepisy, ale resztę układam wg własnego smaku. I tak jak Aleksandra, wpisuję tylko te sprawdzone, ulubione. Mazurek Literaturek rzecz jasna też już tam jest.

    Mam nadzieję, że nie zostanie mi to poczytane za złośliwość, ale ciekawi mnie, co u Osoby Nielubiącej Mięsa znajduje się w rozdziale „Mięsa”?

  82. Dobry wieczór! Jaki receptariusz wspaniały…! (zgadzam się, że brzmi ładniej niż „przepiśnik”, ale też jakoś nie umiem skojarzyć przepiśnika z fizjologią…?) Te wszystkie smakowicie zaplamione karteluszki różnych formatów, te wycinki z gazet- cudo!
    Moja Mama także od lat tworzy własny receptariusz, ale recepty kataloguje sobie tylko znanym systemem- kiedy szukam w jej zbiorach jakiegoś przepisu, gubię się, ale Mama zawsze bezbłędnie każdy odnajduje („ach, bo ty źle szukasz!”). :-)
    Dziękuję za romantyczną historię z zapałkową anegdotką i piękne wiosenne- kuchenne zdjęcie.

    Pozdrawiam gorąco Starostę i Lud, kłaniam się Panu Musierowiczowi
    -Biedronka.

  83. Dobry wieczór, jaki miły widoczek kuchenny, ten bukiecik z szafirkami, a jakie śliczne pojemniki różane! Na takich pojemnikach popularny bywa wzór cebulowy, ale wolę różyczki:-)
    U mnie funkcjonuje wielopokoleniowy już zeszyt (z zeszytem łączy już go tylko nazwa i pobożne życzenie, w okładach masa karteczek i karteluszków), najstarsza część to przedwojenne wpisy Babci. Moja Mama w tym samym, mniej więcej, czasie co DUA i tknięta tym samym impulsem, dodała swoją część, przed samym ślubem zaczynając wpisy od elementarnych spraw, a później, to już sama poezja:-)
    A makuła w XVII w. to zawsze plama, plamka.
    miłej lektury wieczornej!

  84. Tak dawno nie zaglądałam, że aż dziwnie mi się dziś wpisywać… Chociaż ta przepyszna opowieść na duchu mnie podniosła – jeszcze tyle czasu, by nauczyć się gotować! I to polubić!
    Ściskam Was wszystkich, moi mili. :)

  85. Najwspanialsza DUA! Dziękuję z całego serca za kolejny kawałek pięknej prozy – kiedy ukazała się książeczka „Tym razem serio” połknęłam ją jednym tchem, a teraz mamy kolejną odsłonę historii osobistej i to jakżeż emocjonującą (muszę dodać, że jednym z moich ulubionych wyznań miłosnych jest odpowiedź, którą dała jedna z bohaterek Jeżycjady swemu ukochanemu- „Żywi” – ciekawe, kto zgadnie, które to dziewczę i jak brzmiało pytanie absztyfikanta…)

    A w kwestii umiejętności kulinarnych – o ile w Polsce nie przejmowałam się specjalnie kuchnią, jako że nie mam własnej rodziny, to tutaj byłam zmuszona nauczyć się gotować, i to w dodatku po kongijsku, a jest to spora różnica :-) Umiem więc przyrządzać rozmaite tutejsze warzywa, zrobić „fufu”, czyli potrawę z maki kukurydzianej lub manioku, oprawiać ryby i smażyć je, używając w tym celu paleniska z węglem drzewnym (w trakcie oprawiania ryb rozmyślam zazwyczaj nad tym, jak też Pan Jezus przygotował ryby dla apostołów, kiedy objawił się po zmartwychwstaniu nad Morzem Tyberiadzkim ;-)).
    Ciekawe, które z tych potraw będę jeszcze gotować po powrocie do Polski.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

  86. Literówki bywają fajne :)
    Takie jest żucie, każdemu się błąd może przytrafić. W tym wypadku literówka jest celowa.

    Odnośnie kocenia, szczenienia itp.
    Tak mi się luźno skojarzyło. Czytałam ostatnio książkę znanego prezentera. Tam siedmioletnia dziewczynka zastanawia się dlaczego nie ma lewosławnych, skoro są prawosławni ;)

  87. Kochana Pani Małgosiu. Na wstępie mam nadzieję, że nie jest Pani jeszcze zmęczona moimi wizytami i zbytnio się nie naprzykrzam? A co do przepisów kulinarnych, to niestety w tym względzie mogę powiedzieć jedynie tyle, iż jem, spożywam pochłaniam rozmaite rzeczy przygotowane przez Mamę, Tatę, oraz pozostałych Krewnych i Znajomych Królika. Ze względom na moją złożoną sytuację zdrowotną, a przede wszystkim fakt, że poruszam się o kulach muszę unikać wszelkich czynności typu posługiwanie się gorącą patelnią, piekarnikiem itd. Natomiast receptariusz z przepisami to bardzo ciekawa sprawa! Jakże to cenne, ile przepisów przez te lata udało się zgromadzić! Mimo że nie gotuję to czasem pomagam przy przygotowaniach, a do tego wynajduję przepisy bezmięsne i właśnie ostatnio wynalazłam przepis na bardzo fajną pastę do chleba, bądź krakersów. Podaję składnik, gdyby ktoś z Księgowych chciał skorzystać; żółty ser, 2-3 ząbki czosnku, keczup, majonez i ewentualnie jeszcze jakaś zdrowa zielenina typu szczypiorek pietruszka, opcjonalnie jeśli ktoś nie lubi czosnku może być kiszony ogórek. Starty ser łączymy w misce z pozostałymi składnikami i gotowe. Pycha! Mogę polecić z czystym sumieniem!

  88. Żyrafa się ożyrafia, żółwica ożółwia, a bobrzyca obobrza. To wiedza powszechnie dostępna.

  89. Dziękuję, Pani Małgosiu! Z całego czternastoletniego serca! Receptariuszyk cudowny, historia też. Na zdjęciach wykonanych przez Adminkę zawsze jest taki specyficzny, ciepły klimat. Właśnie taki chciałabym mieć kiedyś dom. Ciepły, z zielonymi kafelkami, mnóstwem książek i ogródkiem. Własny receptariuszyk już niedawno założyłam, bo ostatnio bardzo dużo gotuję i piekę.
    Dobrej nocy dla wszystkich dobrych ludzi, którzy tu się gromadzą. :)

  90. Ja Panią też ściskam i życzę dobrej nocy!
    A ja muszę jeszcze powtórzyć na sprawdzian z angielskiego.Nie lubię go,oj nie lubię…
    Ale jestem dzielna i napiszę!

  91. uściślenie:
    gdzie ja widzialam tzn. w której bajce, u jakiej postaci z bajki widziałam (te oczy)
    zakochana Panna Migotka czy kto?

  92. Do worków, Zuziulku! Nie do borków.:)))
    U nas w lesie też się oprosiły. Pies szaleje, bo co chwila jakieś warchlaczki mu drogę zastępują podczas spaceru.

    Duśko, dzięki, ale to po prostu choróbsko samo przechodzi, jak sądzę.
    Wbrew pozorom, to dotkliwe schorzenie. „Żeby człowiek nie wiedział, co mu jest, to by myślał, że umiera”- jak mawiała jedna moja znajoma na temat kataru.
    Ale głupie siedem dni – i po wszystkim!

    Chciałabym też zwrócić waszą uwagę na fakt, że drzewa owocowe zaczynają kwitnienie: renkloda już, w ciągu jednego dnia, okryła się białym puchem.
    Co za radość!
    Czekam na to cały rok.

  93. Co do dzików to u nas ich jest teraz pod dostatkiem, takie malutkie i duże oczywiście też.Przychodzą bo się oprosiły w bzach za domem.
    Co do oprosiły.Pakuję dzisiaj z bratem jakieś stare liście do borków i jak zacznę paplać to nie myślę co mówię.Tak więc doszło do tematy dzików i co ja:
    „No tak,przychodzą bo się „odzikiły” w bzach(…)
    Mój brat się zaczął ze mnie śmiać i pytać czy aby na pewno odzikiły.
    Ale tak na logikę,skoro koty się okociły to dziki-odzikiły.Taki był tok mojego rozumowania :D
    Jak to człowiek czasem nie myśli…

  94. Dobry wieczór,
    och,proszę Pani mojej radości nie da się opisać.Niby taki zwykły zeszyt tudzież księga,ale on jest nie zwykły!!Ona wygląda jakby był przepisywana przez dominikanów w skryptorium(tyle,że bez licznych ozdób).To oczywiście komplement,jak największy!
    Bardzo Pani dziękuję za to zdjęcie!
    Swoją droga kwiatki w tle też urocze i takie wiosenne,do tego fascynująca historia.
    Jaki świat jest cudowny!Zwykły,przepraszam niezwykły zeszyt z przepisami,a jaką ma historię.Tak jest ze wszystkimi rzeczami,zaobserwowałam.

    Co do wpisów pod poprzednim wpisem to również bardzo dziękuję Justysi na rady.Podpowiem babci!:)
    Pozdrawiam:)

  95. DUA, ależ urocza historia! Zasługuje, żeby ją umieścić w powieści!:) A receptuariusz bardzo okazały i w dodatku bardzo apetycznie podniszczony (jak się mawia w Jeżycjadzie:)).
    DUA, dopiero podczas czytania „Imienin” zaczynam się czuć nieco lepiej;). Miałam wrażenie, że lektura „Na wschód od Edenu”(pięknej przecież powieści) jednak zanurza mnie jeszcze bardziej w przeziębienie, więc trzeba było zmienić front;). Dziękuję DUA, po raz n-ty za Pani piękną literaturę! Hip, hip! Hura!

  96. o losie, moje zycie jest wegetacją! i to juz tyle lat :)
    uwielbiam cie aniu g. :) i zuzie12 lubie.
    i was wszystkich tez! czasem mam ochote was uscisnac za te wszystkie madrosci, ktore tu moge wyczytac, i wszystko komentowane jest tu lekko, bez zaciecia, z poczuciem humoru i klasą.
    a Anegdotka około receptariuszkowa cudna! przesmaczna :)
    dziekujemy za podzielenie sie takim uroczym obrazkiem, DUA!
    (a teraz mnie męczy: gdzie ja widzialam te oczy zamglone miloscią, oddane i ufne, gdzie?)

  97. Ale fajne opowiadanie! Lekkie i swawolne! Lubie, jak Pani cos opowiada. Nie zapomne, jak w odpowiedzi na PEWNE ZAPROSZENIE odpisala mi Pani, opisujac swoj dzien: jezioro, las, pan Musierowicz, ktory spotkal dzika. Az sie chcialo miec taki domek na wsi. :)
    Pozdrawiam!

  98. Oj, pyszne, Babciu Gąsko!
    Zresztą, lubię też przepis na makowiec mojej Mamy: garstka drożdży, mleka ile trzeba, cukru do smaku, maki tyle, żeby ciasto było luźne, etc.
    Jest w tym jakaś dźwięczna, spiżowa potęga, coś, jak rozkołysany dzwon, który zawsze uderza miarowo.

  99. W moim domu rodzinnym funkcjonował tzw. ‚granatowy zeszyt z przepisami’. Kiedyś mama zadzwoniła do mnie- gdzieś była poza domem, nieważne zresztą, i poprosiła, abym przeczytała jej z w/wym zeszytu przepis na skórkę pomarańczową do ciasta. Otwieram, czytam: ‚pomarańcze obrać..”, ‚nie, nie- przerywa mi mama,- tam jest dalej taki zwięzły przepis.’ Stronę dalej był wpis ‚skórka, 3 dni, gotować i zalać.’ ‚O, to, to’- ucieszyła się mama. Zwięzły, indeed.

  100. Och, jak mi się podoba ten receptariusz. Ileż pyszności musi zawierać (jestem ciekawa tych kaligrafowanych).
    Mocne uściski i serdeczne pozdrowienia dla Starosty i Ludu Księgi.

  101. No, to się uspokoiłam, Aleksandro moja miła.

    Zośko, żadne tam na chybił-trafił, system to grunt! Od początku są w receptariuszu rozdziały:”Zupy”. „Mięsa”.
    „Sosy”. „Warzywa”. „Sałatki”. „Kluski, makarony, risotta.” „Desery”. „Kolacje”. „Pieczywo słone”. „Ciasta słodkie.” „Przetwory”.
    W każdym są podrozdziały. „Ciasta” na przykład zawierają przepisy na:

    ciastka i ciasteczka
    keksy
    ciasta z owocami
    placki
    babki
    serniki
    mazurki
    makowce
    pierniki
    torty

    Po latach użytkowania, kiedy cały zeszyt się rozleciał, wkładam do niego luźne kartki z przepisami, ale każdą do właściwego podrozdziału.
    Dzięki Wam znacznie spuchł mi kącik piernika!
    Zawsze myślałam, że zostawię ten zbiór swoim córkom, ale obie, i Zosia, i Emilka, założyły swoje księgi, bardzo podobne (lecz schludniejsze).

  102. No, moje listeczki jeszcze bardzo maleńkie, ale już wyraźnie widać, że to listeczki, a nie pączki. Większość tulipanów też dopiero zaczyna kwitnąć, chociaż jeden gatunek już się otworzył.

  103. Receptariusz jest cudowny! I jakie ma apetyczne plamy :) Czuje się przynaglona do założenia własnego. A jaki ma Pani system wyszukiwania potraw w receptariuszu? Według kolejności wpisów, smakowy, rodzajowy (pieczone, smażone, gotowane, surowizna…) na chybił trafił? Pozdrawiam ciepło i miło się uśmiecham do Wszystkich :))

  104. Ach! Po ananasie berżenickim poznaję, która to Aleksandra!:) (Ta od pierniczków i zagadek, Ludu!)
    Listki?! Mój ananas ma dopiero pączki! To jednak na Śląsku cieplej!

    Pojemniczki bardzo lubię. Kupiłam przed laty w jakimś antykwariacie.Te duże i małe są niemieckie, a mam też całkiem malutkie – te mają holenderskie (chyba) napisy.
    A wzór w różyczki bardzo podobny!

    Bukiet dzisiejszy poranny. Jak widzisz, tulipany dopiero u nas startują.

  105. Dzień dobry!
    Wspaniałości! Receptariuszyk brzmi o wiele lepiej, niż przepiśnik (również nie przepadam za tą nazwą). A jakie prześliczne pojemniczki w tle. I taki wiosenny bukiet ogrodowy. Przecudne zdjęcie. Mój receptariuszyk założyłam jakiś czas temu i ręcznie wpisuję do niego sprawdzone, ulubione przepisy. Reszta, na luźnych kartkach leży w pudełku w spiżarce.
    Pozdrawiam serdecznie, szczęśliwa, że listki na ananasie berżenickim coraz większe.

  106. Cudo. Po prostu cudo. I receptariusz (Leonardo by się schował ze swoim, gdyby miał) i wpis. Dziękuję DUA. Miałam jeszcze napisać, że ciasto z pianką jest przewspaniałe, z jabłkami albo lepiej malinami. Jak również paj islandzki z rabarbarem. Kiedyś się podzielę tymi przepisami, jak już odnajdę mój receptariuszyk, zagubiony w remontowej zawierusze.

  107. O, jak romantycznie.

    Różyczki na pojemniczkach na przyprawy, kwiatuszki…
    W takich okolicznościach to musi być wszystko z wyobraźnią i polotem.

    Ps. Cóż, u mnie dziś wątróbka z jabłuszkiem, dla nas.
    Dla Córci rybka – wątróbki nie tknie.:)

  108. O, co za cudowny wpis!!!
    Smieje sie glosno, az dziecko przywedrowalo.
    Smieje sie razem ze mna, zwlaszcza z Pana Musierowicza przy koktajlu czekoladowym:)

  109. List, kochana Aleksandro!:)
    Rób receptariuszyk, rób. Twój będzie porządny, wiem to na pewno!

  110. Też zabieram się do stworzenia takiego „Receptariuszyka”, ale pewnie pośpieszy mnie, gdy sama się zaręczę. Mężczyźni potrafią motywować ; ) Pozdrowienia z daleka i zbieram się, żeby napisać do Pani list, ewentualnie maila. Co lepsze?

Dodaj komentarz