
Najlepsze życzenia w dniu Waszego święta!
A przyłączam do tych życzeń ciepłe myśli i wspomnienia o tych moich Nauczycielach, którzy byli prawdziwymi przewodnikami, mistrzami, opiekunami i autorytetami. Tak wiele im zawdzięczam! Minęło już ponad pół wieku od moich szkolnych lat, nauczycieli moich nie ma już na tym świecie, a ja wciąż ich żywo pamiętam, noszę w pamięci ich słowa, ich głosy i uśmiechy, wiedzę, którą mi przekazali i wyjątkową dobroć, jakiej od nich doznałam. A idę wciąż w tym kierunku, który dla mnie mądrze wytyczyli na początku drogi, wiedząc, że to dobry kierunek.
Życzę Wam, żeby za pięćdziesiąt lat Was także tak wdzięcznie wspominano i kochano. I żeby droga, którą prowadzicie Waszych dzisiejszych uczniów, okazała się tą najwłaściwszą.
Wielu sił i zdrowia! I dobrego natchnienia w pracy!
MM









Super! Bardzo się cieszę.
Bardzo, bardzo mi miło, Ewciu!
A dzieci, choć nie wiedziały o co chodzi, miały przynajmniej radosną przechadzkę!
Piszę teraz właśnie o tych miejscach – między innymi, bo nie tylko o miejscach jest książka „Na Jowisza! – uzupełniam Jeżycjadę”.
Będzie fajna książka, a właściwie – prawie album!:)
Chodziłam dziś znów po Jeżycach, oglądałam wszystkie znane/nieznane miejsca i za każdym razem cieszyłam się z każdego nowego znaleziska, tak że moje dzieci nie bardzo wiedziały o co Mamie chodzi;) Co tu dużo mówić, stworzyła Pani cudowny świat, którego namiastkę, w postaci w zasadzie całych Jeżyc, możemy sobie obejrzeć z wielką satysfakcją. Wielkie dzięki!:) Obiecuję przekazać pałeczkę gdy moje dzieci ciut podrosną:)
Ach, prawda! Zapomniałam o placu Asnyka!
Miłej zabawy. Park Sołacki jednak nadal polecam!(od ulicy Dąbrowskiego Kościelną w dół).
Piętaszku, a bo to japońskie gęsi.
Justyno, ładnie powiedziane. I celnie!
I znalazłam! Piękny plac zabaw niedaleko Cesi;) tj. na placu Asnyka:) ale fajne te Jeżyce!:)
Czytając wpis Ewci, pomyślałam, że ciekawym pomysłem byłby „Przewodnik po Poznaniu Borejków”. To byłby miły spacer
Rysiu, to nie jest ideał wersyfikacji i tak dalej, formalnie wiersz można na pewno skorygować, ale bardzo mi się podoba. Małe puchate stworzenia są w porządku.
Ewciu, dobry wieczór, co za miła wizyta!
Nie, nie przypominam sobie placu zabaw w Jeżycjadzie. Może tylko to podwórko pomiędzy blokami, na którym hasali bracia Lisieccy.
No i nie zapominajmy o Teatralce! Tuż przed wiadomą willą przy Noskowskiego są huśtawki i piaskownica. A sama Teatralka bardzo ładna, kasztany i te rzeczy.
Stamtąd zaś – miły spacer ku Parkowi Sołackiemu, warto się przejść!
Alku, bardzo dziękuję za oba linki. Po mojej, czyli administracyjnej stronie, widać je doskonale. Skopiowałam, merci!
„Przebóg!- rzekł Bernard, mile zaskoczony.- Powiało poezją!”
Bardzo dziękuję, drogie autorki, za udane utwory. Musiałam dla nich powiększyć objętość komentarza, ale oto wracamy już do formy poprzedniej i teraz trzeba znów wypowiadać się zwięźle.
Troszkę może myślałam ale skromnie przyznam, że nie wiem czy one by się nadawały do wydania. Każda pozytywna opinia mnie szalenie cieszy i chociaż nie chcę się zbytnio nimi narzucać, to ponieważ temat księżyca się pojawił, pozwolę sobie wrzucić jeszcze jeden, oczywiście beztytułowy:
Daleko, daleko, najdalej na świecie
Gdzie nigdy nie trafisz bez szczęścia i mapy
Rósł las przeogromny, a na skraju lasu
W kryjówce niewielkiej żył królik puchaty
Dzień cały przesypiał zaszyty po uszy
W mchu ciepłym co całą porósł okolicę
Lecz kiedy na świecie mrok zapadał ciemny
Wychodził do lasu rozmawiać z księżycem
Przebiegał ostrożnie od drzewa do drzewa
Bo straszno, bo ciemno, bo groźnie dokoła
Las nocny nie sprzyja puchatym królikom
Lecz biegł niestrudzenie gdy księżyc go wołał
Spotykał czasami nocne leśne myszy
Zajęte ważnymi mysimi sprawami
Przystawał na chwilę zamienić dwa słowa
A księżyc im cicho świecił nad głowami
Czasami z gałęzi witała go sowa
Mrugając żółtymi jak gwiazdy oczami
Wzbijała się w niebo by wskazać mu drogę
A królik podążał spiesznie jej śladami
A księżyc wciąż czekał na skraju pagórka
Z uśmiechem na twarzy złotej, księżycowej
Po cichu, cierpliwie aż zjawi się królik
By mogli kolejną rozpocząć rozmowę
Z pagórka patrzyli na świat dookoła
Uśpiony łagodnie, kołysany snami
Na drzewa, na chmury, na sady i pola
Na rzeki, na góry, na wioski z miastami
I trwały rozmowy co noc wciąż od nowa
Wesoło, pospiesznie by zdążyć przed świtem
Skąpani w poświacie srebrzystych promieni
Szeptali do siebie swoje tajemnice
Nad ranem, gdy noc już brzaskiem się stawała
Księżyc coraz mniejszy na wzgórku przysiadał
W puch miękki królika zanurzał się sennie
A królik mu cicho bajki opowiadał
A potem dzień cały przesypiał zaszyty
W mchu ciepłym co całą porósł okolicę
Lecz kiedy na świecie mrok zapadał ciemny
Znów wracał do lasu rozmawiać z księżycem.
Link do pełnej wersji utworu. BG napisał to i wykonywał z grupą undergroundową Akwarium w latach 80. Jak dla mnie, poeta. Zresztą obecnie jest już bardzo uznawany.
Link nie przejdzie na pewno na stronę, ale może da się odczytać jako wiadomość prywatna.
Można, korzystając na przykład z tej strony:
Ja akurat skopiowałem w całości fragment oryginalnego tekstu, więc nie musiałem użyć. Nie jest szczególnie wygodne, ale działa, używałem do korespondencji.
DUA, dziękuję za życzenia i. ośmielona pochwałą, napiszę tu parę słów o „vilanelli” – skomplikowanej formie poetyckiej, z którą mierzyli się rozliczni poeci polscy i zagraniczni, m.in. Elisabeth Bishop w „One Art” i jej tłumacz Stanisław Barańczak – „Ta jedna sztuka”. Barańczak stworzył także własne vilanelle, m.in. „Poręcz” i „Płakała w nocy, lecz nie jej płacz go zbudził”.
Zainspirowana tą wspaniałą poezją, złożyłam taki oto wiersz:
MOJA VILANELLA
Wokoło stale, stale krąży życie;
i ja w tym życiu jestem zanurzona.
Każdego dnia wciąż nowe odkrycie
ptaka, rośliny, mchu, owada. Skrycie
wszystko wyrasta. Wciąż nowa odsłona.
Wokoło stale, stale krąży życie.
Sikorka w mieście, w ścianie domu, nici
układa na gniazdo… Już praca skończona.
Każdego dnia wciąż nowe odkrycie,
że we mnie także nowe gniazda wicie
na życie nowe. A Życia imiona
wciąż nowe wokół. Ciągle krąży życie.
Owoce z sadu. Wyrosły obficie
w sadzie tego roku. Praca się dokona
każdego dnia. Wciąż nowe odkrycie
wyjdzie naprzeciw, a zegara bicie
serce ukoi. Mrozem niezwarzona
wiosna powrotna znów przyniesie życie
i dnia nowego cudowne odkrycie.
Dobry wieczór wszystkim:)
Piszę po raz pierwszy tutaj, ale czytuję co jakiś czas te ogromne ilości komentarzy, a raczej te wciągające rozmowy na tematy wszelkie:) I nadszedł ten dzień kiedy poczułam się „wywołana do tablicy”, tzn. zawitałam do Poznania! Po raz pierwszy w dorosłym życiu, ponieważ z mojego rodzinnego Śląska jakoś nigdy nie było po drodze. Mąż przyjechał na targi, a ja z dzieciakami na doczepkę;) I wiecie co? Niby po raz pierwszy idę tymi ulicami, niby pierwszy raz te wszystkie budynki widzę, ale gdy tylko zauważę jakiś napis: nazwę ulicy, przystanku, tabliczki ze wskazówkami do jakichś zabytków, itp. to nagle wszystko staje się dziwnie znajome:) tak jakbym po prostu strasznie dawno ostatnio tu była i zapomniała jak to wszystko wygląda, ale przecież ja to wszystko znam! I jeszcze mieszkam na Jeżycach!!:) jutro idę zwiedzać, podwaliny pod powyższe już są (opowiedziałam ciut o Jeżycjadzie moim: czterolatce i dwulatce – zerolatek nie słuchał zbytnio tylko bezczelnie zasnął w wózku), więc jestem optymistycznie nastawiona:) i teraz gorączkowo szukam w pamięci, czy któreś z młodocianych bohaterów bawiło się na placach zabaw? Czy są jakieś jeżyckie place zabaw z borejkową historią w tle?;) bo nie wiem czy moim maluchom wytłumaczę, że najfajniejsze w Poznaniu to brama kamienicy nr 5 przy Roosvelta, dom z wieżyczką przy Słowackiego albo willa przy Noskowskiego gdzie będziemy szukać śladów po kwiaciarni:))))
Ach! Jak dobrze że tu przyjechałam:)
Ściskam wszystkich, ale ukochaną Autorkę, wybaczcie, najmocniej!
P.S. Wybaczcie taką totalna zmianę tematu, ale po prostu nie mogłam nic nie napisać będąc tutaj!!
Widzę go też! A kuku!
Ojojoj, ale się uśmiałam, czytając te porzekadla Ludu drogiego!
A oto wycinek krajobrazu zza mojego okna: księżyc niczym złocista, nieco przygaszona lampa cmi sobie w najlepsze nad złocista lipą, tym bardziej złocista, że oświetlona światłem latarni ulicznej. Niebo atramentowoczarne… I co Wy na to, Lunofile i Miłośnicy harmonii barw???
Mamo Isi, wszak Ty i tomik „Fraszki, bayki a porzekadła rozmayte” wydać musisz! :-)
Choć i praca zbiorowa Księgowych pod tym samym tytułem byłaby wcale na miejscu ;)
Krzysztofie, zaciekawiły mnie te listy. Tylko jak na nie trafić?
Rysiu, nie myślałaś może o wydaniu swoich wierszyków? Piękna by to była książka – a do każdego wierszyka wybrany przez Ciebie obrazek któregoś malarza.
Tylko jakby ją tu nazwać?
Alku, a skąd masz czcionkę cyryliczną? Można ją jakoś wydłubać z komputera?
Dzięki za wierszyk!
O, Mamo Isi, to mi przypomina o wiadomości od Wójta Wiewiórki. Pisze on, że słuchają całą rodziną, w samochodzie albo i w domu, „Trylogii”, nagranej na płyty, a czytanej – przepięknie podobno – przez Mieczysława Voita.
To jest chyba dobre rozwiązanie dla – na przykład – dojeżdżających do szkoły.
W każdym razie, Voit był jeszcze z tych aktorów, którzy umieli władać piękną polszczyzną, i po staropolsku zagadać ze swobodą.
A tak, tak, KokoszaNel, to chyba ona była. W malutkim kieliszeczku, słodka i przejrzysta.
Apetycznie wyglądała, pamiętam.
Wilku Morski, u Sienkiewicza też jest o kurach;)
„ — A co to za kur tak górnie pieje? — spytał nagle jakiś głos.
— Nie przerywaj! bodaj cię zabito! — wołali inni.
Lecz Zagłoba dosłyszał.
— Wybaczcie waćpanowie temu kogutkowi! — zakrzyknął — bo on jeszcze nie wie, z której strony ogon, a z której głowa.” (Potop, t.1)
Z ciekawości przeszukałam internety, jaka to szczepionka tak Pani synkowi zasmakowała i wyszło mi, że to musiała być szczepionka na polio OPV. Na rotawirusy jeszcze chyba wtedy szczepionek nie było, w dodatku dzieci szczepione obecnie na rotawirusy są w wieku daleko do „jeście”. :)
A propos ptaszków do redukcji: bukaszka występuje jak najbardziej, choć nie jako ptak raczej – jest to rosyjskie potoczne określenie robactwa przeróżnego. Przykład w piosence B.Griebienszczikowa „Новая жизнь на новом посту” (z albumu „Ichtiologia”):
„Когда я смотрю в окошко,
Я вижу, как кто-то идет
По крыше –
Может быть, это собака (кошка),
А может быть, это крот.
Я вижу не слишком ясно,
Мешает крутой наклон
Той крыши –
Может быть, это букашка,
А может быть, это слон”
Madziu, dzięki za wiad.pryw.
Aż Ci zazdroszczę!
Pozdrawiam wszystkich!
Miłe rzeczy czytasz sobie, Krzysztofie!
Przepraszam, że nie o drobiu, ale jestem pod wrażeniem dwóch listów Sienkiewicza opisujących triumfy Heleny Modrzejewskiej w San Francisco. Się wzruszyłem.
Przepiękny film!
Znam, znam, piękny!
Pozostając w temacie odlatującego drobiu, polecam film Makrokosmos :)
A mnie – „dzidziuś pospolity”!
Otóż to! Ale i tak najbardziej podoba mi się „tzw. goguś bagienny”.
KokoszaNel, co okrutniejsi rodziciele smarują paluszek niemowlęcia musztardą. Ja posmarowałam kciuk synka sokiem z kiszonego ogórka. Obcmoktał palec, przewrócił w zachwycie oczami i wybełkotał:- Jeście!
Nota bene, podobnie zareagował na szczepionkę doustną. Inne dzieci wyły i pluły, protestowały, a nasz smakosz łyknął, mlasnął, poklepał się po brzuszku i rzekł:- Aaaj, loble, loble! Jeście daj!
Mamo Isi, stokrotne dzięki za „Oszczędności zoologiczne”! – stąd wszak Alkowa sipiórka.
Czuj drób, Alku!
Czuj-czuj-czuwaj!
Długo się wczoraj śmiałam, wspominając Twój biały wiersz.
Rysiu, racja!
Dzięki za radę, postaram się sprostać, aczkolwiek będzie ciężko z powodu dużego popytu (a mówiąc kolokwialniej „ssania”) na rynku paluszkowym.
„Lista Ptaków Niepotrzebnych
Naiwne powiedzenie „ptak śpiewa” należy całkowicie do przeszłości. Ptak nie śpiewa, tylko hałasuje oraz bezkarnie zanieczyszcza wioski i miasteczka. Oto. Panie Redaktorze, lista tych ptaszków. które proponowałbym poddać redukcji: Pstroszka, cidomek, sipiórka, pyza, brajtszwanc, lewatywka, dzidziuś pospolity, kupść, stukułka, chlebotek, minóżka, bukaszka, sidorek oraz tzw. goguś bagienny.”
Oszczędności zoologiczne
Konstanty Ildefons Gałczyński
W górę dziób,
Czuj drób!
Dzień dobry państwu…
Ja myślę, że to powinno być absolutnie wprowadzone do ksiąg senników I wróżb wszelakich – drób odlatujący zobaczyć – zima sroga Cię czeka! :)
Zacny Jakubie, dziękuję za to stwierdzenie. Tak jest, wszystko zaczyna się od zadziwienia i zachwytu! I mądrość, i miłość, i dobroć. I wdzięczność!
Dzień dobry!
Jaki miły obrazek mnie powitał: Pisklątko z palcem w dzióbku!
Jednakże jestem córką stomatologa i wznoszę apel: matko, uważaj na zgryz niemowlęcia! Usuwaj mu ten paluszek z buzi, zwłaszcza gdy już zaśnie!
Jako reprezentantka księgowego drobiu przydreptuję wywołana do tablicy :
Kiedy lecą w górze kury
Będą burze, gęste chmury.
Pisklątko zasnęło obok mnie na brzuszku z kciukiem w buzi. Szkoda budzić. Poczytam zaległości w Księdze Gości.
Oo, albo tak:
Pisklę śpi i kciuk ma w buzi,
Nie rusz, nie rusz, szkoda budzić,
Ponadrabiaj zaległości
Czytaj miło Księgę Gości :)
Zuziu, jak szybko starzejesz się psychicznie w dużej mierze zależy od Ciebie,
nie przestawaj się zadziwiać,
mądrość zaczyna się od zadziwienia stwierdził Bossuet
bardzo lubię francuski odpowiednik naszego zadziwienia- émerveillement
no i też czuję się na 16 lat i to nie mija zapewniam.
Alku, jak to miło, mieć takich dobrych kolegów!
Odlatują z drugiej strony biura –
a tam frunie zwykła, polska kura!
Zuziu, moja szkoła przechodziła dziwne koleje losu. Liceum w ogóle kilka lat temu zlikwidowano (zresztą było słabe i nie mam zbyt dobrych wspomnień), ale podstawówka to była prawdziwa siła. Z mojej klasy w podstawówce więcej ludzi poszło studiować, niż z klasy licealnej. Zresztą stara szkoła też przeżyła swoje: najpierw przerobili ją ze zwykłej rejonowej podstawówki na gimnazjum z liceum (zresztą dobre połączenie, które na pewno działało), a ostatnio stała się liceum per se. Nasi ludzie co jakiś czas się kontaktują, sprawdzamy, czy wciąż żyjemy i myślę, że niedługo wpadnę tam starej budy, żeby zobaczyć co się tam teraz dzieje.
Jak tu wesoluśko, a ja muszę tyrać!
Wiersz biały mnie również powalił.
U mnie za oknem wciąż przylatują samoloty.
(Odlatują z drugiej strony biura.)
Polecam „W aeroplanie” Tuwima.
A to już ku haiku żeglujesz, mój Zgredziku.
Lecą kury, lecą,
Nie mają koguta.
Ja mam mniej.
Zuziu, powiem Ci w zaufaniu, że w środku mam jakieś 16 lat.
Absolwenci też, mogę się założyć.
Cha, cha, cha!
Wiersz biały mnie powalił.
Zgredzie, i ciebie wzięło? Świetnie!
Gdy odlatują króliki,
Runą wszystkie statystyki.
Gdy odlatują króliki,
mróz będzie wręcz dziki.
Dobry wieczór! (Księżyc!)
Z bólem serca przerwę ten potok boski, aby podzielić się niezwykłym fluidem. Gdy Pani pisała o pięćdziesięcioleciu, o wielu latach od rozstania z nauczycielami, możliwe, że w tym momencie patrzyłam na zgromadzonych na sali gimnastycznej nie tylko tłum pierwszaków gotowych do ślubowania, lecz także rzeszę absolwentów, obchodzących w tym roku pięćdziesięciolecie matury. Co roku kolejny rocznik jest zapraszany na te uroczystości i ośmielam się stwierdzić, że jest to tradycja niezwykle wzruszająca nie tylko dla nich, gdy mogą spotkać przyjaciół po tylu latach, odwiedzić znane mury, ożywić wspomnienia, ale także dla nas, tej świeżutkiej części szkoły. Widzieć nas oraz ich, którzy w tym miejscu przeżywamy podobne chwile, dostrzec życie, etapy i wspólnotę w tym wszystkim! Poza tym, cóż za klasa u tych państwa, inteligentne twarze i przemówienie ich reprezentanta tak błyskotliwe, że co drugie zdanie dostawał to owacje, to unosiły się chichoty, a nawet salwy śmiechu. Poczułam, jakbyśmy wszyscy tam byli w jednym wieku. Może jesteśmy?
Gdy nietoperz u powały,
będzie mróz niemały.
Kury żywot krótki, a nietoperz to i trzydzieści lat przeżyje (wiersz biały).
Gdy nietoperz we dworze, uchodź kuro za morze!
Gdy nietoperz we dworze, kurze nic nie pomoże.
Gdy nietoperz we dworze, będzie drób w komorze
Gdy nawet drób się do odlotu bierze –
znak, że na zimę wrócą Nietoperze!
Ślicznie, Rysiu!
Aleksandro, ślę buziaki!
Cieszę się, że dotarła. Z radością oczekuję odpowiedzi :)
Na lotnisku w październiku
Moc hałasu oraz krzyku
Bo się w podróż wybierają
Ptaki które nie latają
Biegną kury z walizkami
Pchają wózki z kurczakami
A za nimi dwa koguty
Umawiają się na luty
Dalej idą tłuste kaczki
I siodłatych gęsi paczki
Można spotkać i indora
Kiedy jest odlotów pora
Trzy perliczki z plecakami
W rzędzie razem z indyczkami
Cała ta pierzasta brać
Do okienka chce się pchać
Nikt kolejki nie uznaje
Kiedy słyszy ciepłe kraje
Każdy marzy o bilecie
I o wielkim pięknym świecie
Idą zatem w ruch pazury
Skrzydła, dzioby i czupury
Aż wirują wkoło piórka
Ot jesienna awanturka.
Odlot kurcząt na jesieni –
zima w chlapę się zamieni.
Kiedy z drzewa liść opada,
Kurcząt zbiera się gromada.
Na południe wylatują,
Przed mrożami się ratują ☺
Kiedy jesienią odfruną koguty
Będzie gołoledź przez styczeń i luty.
Gdy odlatują kapłony
– w marcu zmrożone zagony.
Gdy odlatuje domowe ptactwo
zima to będzie jedno partactwo.
Kochana Aleksandro, dziękuję za rozkoszną przesyłkę! Odpowiedź w drodze.
Alku, wiwat trzykropki!
Dobry wieczór.
Gdy sipiórka odlata
przyjdzie za lato zapłata
Zapłata w walucie jesieni
Złotymi liśćmi się mieni
Gdy poeta jest d…*
Przywiążcie go do słupa
(„d…”: czcigodny laureat w języku obcym)
Dobry wieczór UA, dobry wieczór Ludu.
Raz indyk usłyszał w zagrodzie
Że drobiu odloty są w modzie
Więc rzucił rodzinę
Odleciał na zimę
Czym mrozy wywróżył przyrodzie.
Gdy odlatują zielononóżki, czas przyszykować ciepłe kapciuszki :)
Leci perliczek gromada-
Justyna pod kocem siada.
Masowe indyków odloty-
w lutym jak drut będą słoty!
Gdyby indyki odlatywały z kraju w którym mieszkam, to co pożerałby naród w święto Dziękczyninia. Możliwym jest ze nie nadążają uciekać, bo je wcześniej wyłapują.
Jestem pod wrażeniem tych przysłów, zarówno tych bardziej tradycyjnych, jak i tych wymyślonych na poczekaniu ☺ Bez względu na to, jaka będzie zima, przyniesie wiele okazji, by usiąść pod kocem z dobrą książką i herbatą☺
Na świętego Izydora przyszła pora na indora,
Leci w światy z kolegami, razem z wiatrem nad Tatrami.
Odlatujące perliczki – wyszczypie mróz nam policzki.
Odlatujące gąsiory – zimą mróz chwyci spory.
Kiedy na zimę drób odlatuje okrutnie długie mrozy zwiastuje. :))
Odlatują jarzębatki,
wkładaj, bratku, ciepłe gatki.
Gdy na świętą Jadwigę odlatują kurczaki
w styczniu będzie mróz, i to nie byle jaki!
Miło, że się nim i z nami podzieliłaś, Nuelko!
Pozdrawiam serdecznie!
A ja napisałam taki wiersz na osiemnastkę siostry.
wiem że nie jestem najlepsza w pisaniu :-(
Słońce zachodzi w czerwieni
Chcesz coś zmienić
Ale połóż się pod drzewami
Las pachnie sosnami
I to niebo takie błękitne
Szepczesz powoli modlitwę
Czy Bóg ją usłyszy?
On słucha nawet echa ciszy
Bo gdy sarna je opłatek
Zrywasz paproci kwiatek
wszystko trwa w harmonii
Anioł od złego cię uchroni
Nie bój się mocno kochać
Ani cichutko szlochać
Bo gdy spotkasz księcia
Wystarczą dobre zaklęcia
I właściwie dwa słowa
Bo wszystko płynie od nowa
Czas to dzięcioła konanie
Nie płacz gdy nadejdzie rozstanie
Pani Małgosiu, ostatnio czytałam Noelkę :-)
Pozdrawiam Lud Księgi :-)
Na niebie klucze kokoszek
Na nogę wkładasz kaloszek.
Na świętego Gerarda odlatuje pularda.
Odlatujące koguty zwiastują roztopy w lutym.
A ile nowych przysłów ludowych by powstało!
Odlatujące indyki mróz zwiastują dziki.
Jaki by to był piękny widok, jakby ptactwo domowe też odlatywało na zimę do ciepłych krajów. Widzę oczyma duszy te klucze odlatujących kur zielononóżek, gęsi siodłatych i kaczek piżmowych. A taki klucz indyków odlatujących z gulgotem to wprost zapierałby dech w piersiach.
I wszystko jasne!
Dzień dobry. Jeżeli mogę pozwolić sobie na malutkie sprostowanie – gęsi zasadniczo odlatują, chociaż od kilku już lat ornitolodzy obserwują zjawisko pozostawania gęsi na zimę w Polsce. Nie wszystkie zostają ale i nie wszystkie odlatują. To zależy od regionu Polski, tam gdzie zima przeważnie lżejsza, tam częściej decydują się zostać. Tak samo na przykład łabędzie.
Zgadza się, gęsi z północy i północnego wschodu – białoczelne i zbożowe zimują u nas – a przelatują rano na żerowisko, zaś wieczorem na noclegowisko.