
Mal. Małgorzata Musierowicz – ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany Listek”
Kazimierz Wierzyński
WSKAZÓWKI METEOROLOGA
Nie bójcie się takiego dnia,
Kiedy nie widać ziemi i nieba.
Kiedy nic tylko mgła
I świat jak ameba.
Kiedy gnuśnieją okna w domu,
Kiedy pleśnieją drzewa na dworze,
Kiedy tylko jedno wiadomo
Że nam nic nie pomoże.
Przyjdzie wiatr
I z komina
Wszystkie wiedźmy powyklina,
Przyjdzie wiatr,
Wysiedzi młode
Jaskółeczki na pogodę,
Przyjdzie wiatr
I w okiennice
Zastukają trzy pstre gołębice,
Przyjdzie wiatr
I na badylu
Zagra hopsa, dylu-dylu,
Przyjdzie wiatr
I na jesieni
Z każdą panną się ożeni.
Wtedy, owszem,
Należy w lesie zbierać
Do worków mgły
I w polu pustem
Palić je z jałowcem, liśćmi i chrustem.
(z tomu Korzec maku, Londyn 1951)








Rysiowy wierszyk naprawdę cudny o tej porze.
Dobranoc!
O, dziękuję, Rysiu!
Miła bajeczka na dobranoc.
Moje uznanie!- zwłaszcza za trzymanie rytmu (ciekawa rzecz, mało kto to potrafi dzisiaj – może ma to związek z postępującą niemuzykalnością?)- i oczywiście za ładne plastycznie wizje. Rymy są proste, ale też i wierszyk prosty, dziecięcy i miły, jak kołysanka.
Brawo!
Tytuł: „Złoty pył” sam się narzuca.
Bardzo proszę:beztytułowy wierszyk o księżycowej kurze
Księżycowa kura
Ma ziarenko złote
W dziobie je przyniesie
Jeśli ma ochotę
Kiedy nocą ciemną
Wskoczy Ci na łóżko
Sadzi złote ziarno
Tobie pod poduszką
Rozkłada szeroko
Skrzydła księżycowe
Pyłem szczerozłotym
Sypie Ci na głowę
Gdy poczujesz ciężki
Pył pod powiekami
Głowa się wypełnia
Złocistymi snami
A gdy noc Ci w głowie
Marzenia czaruje
Ziarno pod poduszką
Cichutko kiełkuje
Wypuszcza powoli
Łodyga zielona
Drobne złote listki
Niczym dwa ramiona
Otula Cię ciepło
Łagodnie kołysze
Zabiera niepokój
W zamian dając ciszę
Wtedy śnisz spokojnie
O wysokich górach
O morzach głębokich
I błękitnych chmurach
O dzielnych rycerzach
O wdzięcznych księżniczkach
Sen maluje uśmiech
Na Twoich policzkach
I pnie się roślina
Dokoła pokoju
Owija splotami
Niczym pęd powoju
Wypływa przez okno
I dalej do góry
Tam gdzie żyją wszystkie
Księżycowe kury
I gdzie księżyc złoty
Mówi Ci dobranoc
Byś po śnie spokojnym
Budził się co rano.
Tak, ja też poproszę. Ten z kurą lunofilką byłby pożądany.
O, Rysiu, a może zaserwujesz nam jakiś beztytułowy wierszyk wieczorny?
„Wiersz” to w moim przypadku za dużo powiedziane :) Ot takie dziecięce historyjki. Dla mnie ostateczną pieczęcią jest ilustracja. Nie mogę niestety stworzyć jej sama więc przeglądam internet, aż znajdę pasującą ilustrację. Lub odwrotnie – znajduję ilustrację do której dopisuję wierszyk. Tak to się zresztą zaczęło, pierwszy napisałam zainspirowana ilustracją, na której była kura na tle księżyca…
A miętowej zielonej? Bo taką też mam. Pyszna!
Tak, tytuł dla wiersza to trudna sprawa. To jak ostateczna pieczęć.
O wyszłam jako anonim nie wiedzieć czemu. To pewnie więc przez tytuł nigdy nie udało mi się napisać powieści ha ha ha. Ja to tylko takie sobie wierszyki klepię i one są właśnie z reguły beztytułowe. Herbatki miętowej nigdy nie odmawiam :)
Herbatka miętowa? Właśnie popijam. Proszę się częstować!
Tak, wieczór piękny, ciepły, z wesołym księżycem w najlepszej formie. Dobrze jest.
Anonimie, w większości wypadków najpierw wymyślam tytuł, co wymusza na mnie pani Iwona, wydawczyni (potrzeba jej tytułu, by zapowiedzieć książkę w katalogu – takie to teraz zwyczaje).
Ale to może i dobrze. Żeby wymyślić tytuł dla powieści, trzeba zastanowić się nad jej treścią, i to zastanowić się poważnie. A to już pierwszy krok w dobrym kierunku.
Popatruję z Wami.
Na kawę już trochę późno, ale dobrej herbaty nie odmówię.
Taki dziś ładny wieczór prawda? Wpadłam na herbatkę z zapytaniem technicznym do Szanownej Autorki – co powstaje pierwsze, tytuł czy powieść? Możliwe że to już padło, pewnie nawet na pewno ale ciekawi mnie to, bo ja mam wieczny problem z tytułami właśnie. Dobry wieczór :)
O, jak miło! Cytat piękny:-) sama to sobie zanotuje.
Homilie bożonarodzeniowe brzmią zachęcająco!
Przy okazji mogę polecić zbiór kazań Ks. Józefa Tischnera „Wiara ze sluchania”, wydany przez Znak. Znajdują się w nim homilie na Boże Narodzenie, Wielkanoc i Triduum paschalne oraz kilka świąt maryjnych. Krzepiace, pogłębione rozważania o Bogu, człowieku i ich spotkaniach, z których żadne nie jest podobne do poprzedniego.
Klaudyno, nie masz racji co do autorytetów. Naprawdę!!!
A co do Jana Pawła II – urodziłam się w roku jego śmierci. Ale nasza szkoła jest jego imienia i uważam go za wspaniałego człowieka.
Też na niego spoglądam, Nutrio! Miło, że razem z Tobą!
Księżyc dzisiaj taki piękny. Aż żal mi, że nie potrafię go namalować.
Jejku, dziękuję!! Wielki cmok dla znalazców. Kawa dalmajerka z cynamonem może być?
Zuchy, znalazły!
Może chodzi o „Radość tajemnicy Bożego Narodzenia. Homilie bożonarodzeniowe”? Książkę wydało Wydawnictwo Świętego Krzyża z Opola.
Abp Alfon Nossol
„Radość tajemnicy Bożego Narodzenia. Homilie bożonarodzeniowe”.
Wydawnictwo św. Krzyża – Opole
Ooo, niestety, pomóc nie umiem. Nie znam tej książki. A wydawnictwa nie pamiętasz?
Podnosić na duchu muszę niejako zawodowo. Teraz mnie ktoś podniósł i to jest bezcenne:)
I jeszcze mam prośbę: kiedyś wpadła mi w ręce książka ks. arcybiskupa A. Nossola z homiliami na Boże Narodzenie. Nie umiem jej odnaleźć, a może coś przekręcam. Świetnie się ją czytało, więc proszę o pomoc w odnalezieniu. Stawiam dobrą kawę.
Tak mi się spodobał ten pomysł z biblioteki Mimi M, że postanowiłam sama sobie wypisać takie karteczki.
Oto jedna z nich:
„Każde pokolenie powinno zdawać sobie sprawę, iż wolność nie polega na tym, żeby robić, co nam się żywnie podoba, ale na prawie do robienia tego, co należy.” – Jam Paweł II
Madziu (wiad.pryw.)- no, to się cieszę. Raz jeszcze: uszy do góry, plecy proste, czoło jasne!
I uśmiech – niezwyciężony!
Muzyko, podnoszenie na duchu wszystkim nam jest bardzo potrzebne.
Do dzieła!
Doskonała akcja, Mimi M, wielkie brawo dla biblioteki!
Powinniśmy stale czytać to wszystko, co napisał i powiedział do nas Jan Paweł II.
I myśleć, myśleć, myśleć!
Sowo, i dzięki temu Lud Księgi mógł się tutaj spotkać – jakie to piękne i ważne! I biorąc pod uwagę, jak wiele dobrych rzeczy się dzięki powstaniu Internetu wydarzyło, to chyba nie jest to takie przyziemne wydarzenie ;)
Choć, wiadomo, Internet przyczynił się też na swój sposób szerzeniu zła- plotki, hejt, ataki na ludzką godność. Ale to nie wina rzeczy martwych, niestety. Wszystko ma dobre i złe strony.
A wracając jeszcze do Papieża Jana Pawła II, w mojej bibliotece osiedlowej ma odbyć się akcja: „Nie tylko kremowki” – w dniach 16-18.10 będzie można zabrać „na dokładkę” karteczki z myślami Ojca Świętego dla wlasnej refleksji :) chętnie wezmę taka „kremówkę ” do domu ;)
Dla mnie Solidarność 80. Do dziś pamiętam radość i poczucie wspólnoty. Niech „to se wrati”
I jeszcze trzy literackie Noble, wszystkie wspaniałe.
Ps. Pani odpowiedź dla Klaudyny bardzo mnie podniosła na duchu, dziękuję.
Sowo – popieram! (Jak często, kiedy coś napiszesz).
I że też sama na to nie wpadłam ;)
O, tak!
Kolosalna zmiana.
A ja mam jeszcze jeden pomysł. Nieco bardziej przyziemny, ale jakże przełomowy: wynalezienie Internetu!
Jeśli chodzi o te przełomowe wydarzenia, wymienilabym tu pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Urodziłam się już w trakcie trwania Jego pontyfikatu, więc Jego wybór jest poza zasięgiem moich wspomnień, ale pielgrzymki do Ojczyzny zapadły mi w pamięć. Byłam na dwóch spotkaniach z Papiezem- w 1999 roku w Starym Sączu (miałam wtedy 10 lat) i w 2002 w Krakowie. Kolejnym takim końcem pewnej epoki było Jego odejście- pamiętam dobrze ten smutek, napięte oczekiwanie na wiadomości, a jednocześnie promyk nadziei na cud…? Tak trudno było nam zgodzić się na świat bez Niego. Tak bardzo wroslismy w życie w cieniu Jego słów, Jego mądrej obecności, że chyba – jak pisał Jerzy Pilch – byliśmy przekonani, że Papież jest zawsze Polakiem :)
O, i jeszcze jedno ważne zdarzenie- 100.rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Nasza Ojczyzna, po tak wielu dramatach, zdołała podnieść się z upadku i zachować swoją niezależność, dumę, kulturę, bogactwo ducha. Zobaczcie, tyle przeszliśmy, przecierpielismy, nieraz spisywano nas na straty, ale duch narodu przetrwał!! Dzięki wielkim bohaterom, medrcom, mężom stanu i zwyklym-niezwyklym ludziom, którzy dzień po dniu wypełniali swoje powołanie.
Madziu (wiad.pryw.) – i o tym pamiętaj przy następnym takim zdarzeniu.
O mieczu – prawda! Sprawdza się zawsze.
Kochana Casciolino, a za wiadomość prywatną, naprawdę wspaniałą, dziękuję! Bardzo się cieszę i gratuluję!
Jasne jest, że będę kibicować!
Myślę, że moje pokolenie radosnego, przełomowego wydarzenia pokroju wyboru Polaka na papieża jeszcze nie przeżyło.
Kiedy byłam mała runął berliński Mur, ale tego nie pamiętam.
Za to radosnych, ważnych momentów osobistych: bez liku!
I na nich się skupiam!
O tak.
Jak mi się któraś książka spodoba szczególnie, to ją sobie kupię. :)
Dobrze! Podobają mi się te raźne nastroje!
Madziu, pan antykwariusz mnie zachwycił.
Dziękuję, Pani Małgosiu!
Już mi raźniej.
Znalazłam sobie zajęcie. Potem zrobiłam zakupy, poszłam też do antykwariatu i pan antykwariusz pożyczył (!) mi trzy książki o Wittlinie. No, nie wszystko na tym świecie toczy się źle.
Jakoś to będzie.
Natomiast myślę, że to wzruszające, przełomowe i koniecznie radosne wydarzenie za mojego życia – jeszcze przede mną. Mimo wszystko.
Jan Paweł II ogłosił świętymi 9 Polek i Polaków, a 154 wyniósł do chwały ołtarzy jako błogosławionych. Nie to, żeby targał mną lokalny patriotyzm, ale jaka to dla nas, Polaków, pomoc i przykład w drodze do nieba. Oni są przecież spośród nas, wiedzą czego nam trzeba i wstawiają się w tych intencjach u Pana. A jeżeli Bóg z nami, to któż przeciwko nam?
Wannabe, bardzo dziękuję za to wyznanie.
I potwierdzam: Twój umysł bystry zasługuje na uznanie!
Ściskam Cię serdecznie!
A cóż za ładne, miłe wspomnienie, Wiolu!
Moje najserdeczniejsze pozdrowienia dla Mamy!
Właśnie wchodzimy w ostatnie dni przed rocznicą wyboru Jana Pawła II (16. 10. 1978). Krzepiące wspomnienia napływają, prawda?
Wywołana do odpowiedzi przyznaję, że dla mnie chyba najważniejszymi wielkimi dwiema radościami były beatyfikacja i kanonizacja św. Jana Pawła II. Urodziłam się w czasach, kiedy mieliśmy już Papieża Polaka, a te dwa wydarzenia, już jako studentka, bardzo głęboko przeżyłam. Szczególnie osobiście były to dla mnie dwie wielkie radości, to się przeżywało w sercu, tę radość, pokój, poczucie jakiejś życiowej „jasności”, w połączeniu z wydarzeniami w moim życiu w tamtym czasie. Uznanie za błogosławionego ks. Popiełuszkę też nie do pominięcia. I w ogóle ta ostatnia wizyta Papieża u nas w Polsce, pamiętam te śpiewy góralskie tuż przed odlotem samolotu (jako dziewczę oglądałam w tv), i gdzieś już wtedy w sercu myśl błysnęła, że to chyba już takie „pożegnanie naprawdę”, więc poruszenie było.
Pewnie jeszcze jakieś piękne, dobre wydarzenia były, które mnie mocno dotknęły, na tę chwilę te sobie przypomniałam.
(A moja Mama za to wspominała, że co to był za dzień, gdy się tam na wsi jako dziecko dowiedziała o wyborze Papieża Polaka – taki, że nawet z jakąś radością i jakoś inaczej zamiatało się podwórko miotłą : )
A!
To wielkie radości mam tylko osobiste – a to właśnie wykraczało poza kryteria ustalone przez DUA.
Ale i tak zdradzę: moją największą radością jest to, że się urodziłam. Moją drugą radością jest to, że urodziłam się jako ja! A trzecią radością jest mój umysł, bystry w sam raz na tyle, żeby w czarnej godzinie zawsze prawidłowo móc wybrać.
To był wielki wstrząs, Wannabe, to prawda.
Ale mnie właściwie chodziło o wielkie radości – tylko tego nie sprecyzowałam należycie.
Niestety muszę odpowiedzieć, że jestem pokoleniem ataku na World Trade Center. Tak, to aż takie doświadczenie, choć działo się za morzami. Ja byłam raz na tych wieżach, bo chodziłam przez chwilę w Ameryce do szkoły. Ataki oglądałam w zagranicznych wiadomościach wciąż i wciąż na nowo. Bardzo płakałam, bo wiedziałam, że od tej pory mój świat nie będzie już tylko osiedlem i tak bardzo nie mogłam przeżyć, że muszę się o tym dowiedzieć w taki brutalny sposób. Tak, byłam dosłownie aż tak świadoma, co właśnie na zawsze straciłam.
Sowo (wiad.pryw.) – ja także!
Ach, już poznałam kontekst. No, tak. Nie wiem.
Główmy się nadal.
Sowo, podaj kontekst, pogłowię się z Tobą.
Rysiu, miło mi słyszeć o tym czytelniku-chirurgu!
Mnie też wtedy operowała czytelniczka! Wycałowała mnie dużo wcześniej (podczas badań), więc na sali operacyjnej był to już ktoś inny.
Madziu, bardzo dziękuję za ciekawą wiadomość prywatną.
I Tobie powiem: odwagi! Nie przejmuj się tym wydarzeniem w pracy. Ci, którzy innych prześladują, sami są biedni i mają czego się wstydzić. To oni powinni się przejmować!- plamią sobie sumienie. A ty masz prawo nawet do pewnego poczucia wyższości! Uszka do góry!
Klaudyno, naprawdę, bywały już gorsze czasy, daję Ci słowo!
Nie, nie jest jeszcze tak źle, jak to widzisz. Odwagi! To, że normalność nie jest obiektem zainteresowania mediów, nie znaczy jeszcze, że zeszła do podziemia. To media oszalały, świat wcale nie!
W odpowiedzi na wczorajsze pytanie DUA: takich ważnych wydarzeń i osób w naszych czasach było bardzo dużo. Ja urodziłam się już, kiedy nasz Papież był papieżem, a kiedy odszedł, miałam 18 lat, więc całe moje szczęśliwe, beztroskie, poukładane i bezpieczne życie wiąże się z nim właśnie. A kiedy odszedł, zaraz dorosłam i wszystko jakby zaczęło się psuć na świecie – terroryzm, coraz więcej podłości w polityce, chore ideologie, herezje w Kościele (patrz: przyzwolenie obecnego biskupa Rzymu na to, co hierarchia niemiecka robi z doktryną katolicką). Tak jak by się wszystko pomieszało, jak by ludzie stracili orientację w życiu, właściwy kierunek. Autorytetów już dzisiaj nie ma. Pozostaje rodzina, przyjaciele, własna rzetelnie wykonywana praca – walka na swoim odcinku życia. Bo świat w sensie globalnym szaleje. Nie macie wrażenia, że normalność zeszła do podziemia? Jak pierwsi chrześcijanie.
Od rana zachodzę w głowę, czym właściwie jest encyklopedyczna pasja.
Anegdota w istocie wyborna. Śmiem jednak zauważyć, że i chirurdzy operujący czytują Jeżycjadę. Sama znam jednego, który swe dziecię pierworodne ochrzcił imieniem Aurelia na cześć znanej nam wszystkim Genowefy. Więc kto wie, kto wie… Dzień dobry :)
Dzień dobry!
Zgredzie, dzięki za zgodę, już upubliczniłam. Ta uwaga wydaje mi się trafna zapewne dlatego, że sama często podobnie myślę o przyszłości i o tym, jak łatwo te wielkie przełomy udaje się siłom zła odwrócić. Na szczęście – nigdy nie całkowicie.
Adelko, przyjmij słowa powitania – lubimy tu nowych gości! Ale nie czekaj na następnego Nobla, po prostu śmiało wpadaj, gadaj i bądź z nami!
K8, witam Cię i dziękuję – wywiad na „Lubimy czytać” jest dziełem tamtejszych bywalców – podobno nadesłano ponad sto pytań, niektóre nawet rymowane!- z nich wybrano tych piętnaście. Anegdota ze stołu operacyjnego to czysta prawda. Do dziś nie wiem, kim była ta istota. Na pewno nie lekarzem operującym!
Dzień dobry i dobrego dnia Wam wszystkim. Czytam tę stronę od dawna, zaglądam tu z ciekawością – a do zabrania głosu skłoniła mnie wczorajsza wiadomość, czyli oczywiście Nobel dla Olgi Tokarczuk. Co za radość. To święto nas wszystkich. Czytających : )
Dzień dobry! Przeczytałam sesję pytań do MM i odpowiedzi naszej DUA na lubimy czytać. Polecam na dobry początek dnia.
DUA, anegdota ze stołu operacyjnego jest warta Nobla w dziedzinie „niezawodnie poprawia humor”.
Pozdrawiam
Niestety, pracowałam.
Dobranoc!
wiad pryw
Skoro tak, to proszę o jej upublicznienie.
Dobranoc!
Sowo, a widziałaś dziś księżyc po wschodzie? Wyglądał jak idealne złote jajko!
Tak się zagapiłam, że aż zapomniałam Was tu powiadomić.
Dobranoc!
Zgredzie, żałuję, że uprywatniłeś kolejną wypowiedź o Sejmie Niemym.
Bardzo trafna.
Sowo, coś w tym jest.
wiad pryw
Czuję się trochę tak, jak ktoś kto powiedzmy koło roku 1685 za najważniejsze wydarzenie życia uznał odsiecz wiedeńską, ale nie wiedział, że 34 lata po odsieczy będzie sejm niemy.
Myślę, że równie ważnym wydarzeniem, co wybór JP II, było Jego odejście. Dla nas wszystkich.
To trochę, jak pytanie o ulubioną książkę.
Gdyby nie było Soboru, nie byłoby Papieża Polaka, który zresztą ten Sobór współtworzył.
Gdyby nie było Papieża Polaka, historia świata toczyłaby się inaczej, co nie znaczy, że nie może jeszcze zatoczyć koła.
Bez Papieża Polaka trudno też sobie wyobrazić Papieża Franciszka, który idzie dalej w tę samą stronę.
Wszystko się łączy i nie sposób wskazać tego, co jest najistotniejsze.
Chociaż też są złe rzeczy, chociaż najbardziej ważne, jak na przykład wynalezienie i zastosowanie wojny informacyjnej na skalę, która kiedyś była nie do pomyślenia.
A ciekawa jestem, co było dla Was największym wydarzeniem w życiu?
Nie pytam o sprawy osobiste.
Cha, cha, Zgredziku!
Ja bym chciała więcej tych przełomowych, ale tylko tych z dużym znakiem plus.
MAmo Isi (wiad.pryw.)- jestem tegoż zdania.
Zgredzik dał mi do myślenia!
Zaczęłam sobie przypominać, co nam się wszystkim przydarzyło. Pominęłam sprawy osobiste i rodzinne. Zaczęłam od największych wydarzeń, od – niejako – kamieni milowych.
I wiecie, co uznałam za największe z wydarzeń w czasie mojego życia?
Wybór papieża, Jana Pawła II. Kolosalne wydarzenie. Przełomowe – i dla świata, i dla Polski, i – że tak pisnę cichutko – dla mnie osobiście.
Ogromny, niewiarygodny, wspaniały w skutkach wstrząs!
Wielkie wydarzenia sprawiają, że nagle sobie uprzytamniamy: żyjemy w historii.
Ale wydarzenie z 16 października 1978 historię zmieniło! I to radykalnie! I w dodatku – na lepsze!
Tak, to było olbrzymie przeżycie.
Parafrazując Tewje Mleczarza: ja wiem, że żyjemy w ciekawych czasach, ale czy raz na jakiś czas nie mogłyby być trochę mniej ciekawe?
Ale to piszę już nie o Noblu, tylko o reszcie.
A ile jeszcze się wydarzyło za naszego życia – ho, ho!
W ciekawych czasach żyjemy.
I pomyśleć, że za mojego życia czworo Polaków dostało Nagrodę Nobla!
Bardzo szkoda, że przy okazji tegorocznej nagrody z fizyki za odkrycia planet pozasłonecznych pominięty został Aleksander Wolszczan, który przecież jako pierwszy odkrył planetę poza układem słonecznym.
Olga Tokarczuk ma Nobla!!! Ale się cieszę!!! Od czasu studiów czytam wszystko co napisała i uwielbiam :)
Ahaaaa…
Niekoniecznie muszą ci one zawierać żelazo, bo najczęściej jest to zwykła azofoska zapakowana w wytworne pudełko z kolorowym obrazkiem.
No, ale mamy przecież wytworne nawozy sztuczne, dostosowane do wszelkich gatunków roślin. Te mieszanki na pewno zawierają odpowiednią dawkę żelaza.
Poza drzewami owocowymi rośliny, które warto zasilać żelazem to między innymi: miłorząb japoński, jodła, sosna, cyprysik Lawsona, jałowce, azalia, berberys, bukszpan, wrzos, wrzosiec, pieris, różanecznik (rododendron), pigwowiec, żarnowiec, oliwnik wąskolistny, trzmielina (różne gatunki), oczar, hebe, ketmia (hibiskus), hortensja, wiciokrzewy, suchodrzew, winobluszcze, jaśminowiec, róża, kalina, barwinek, runianka japońska, dziurawiec, lawenda, magnolia.
Z całego serca dziękuję, kochany Starosto, za nieustające podparcie duchowe!
W dawnych czasach pod drzewami owocowymi zakopywało się wszelki złom, bo drzewa owocowe potrzebują żelaza. Teraz w sklepach ogrodniczych można dorwać tzw. chelaty żelaza, bo czasy zrobiły się wytworne.
Życzę dużo zdrowia. Na szczęście kłopoty z kwiatami to nie kłopoty. Jednak czasami dobrze mieć jakąś odskocznię od codziennych trosk. Taki kwiatek pielęgnowany w doniczce potrafi czasem nasze myśli poprowadzić gdzieś w bardziej barwne rejony.
Mamo Isi, myślę o Tobie stale, trzymając przy tym kciuki!
Miałaś więc cytryny własnej uprawy? No, to budzi mój podziw.
Miałam parę lat temu cytrynę. Rosła pięknie, kwitła, dawała pyszne owoce i zupełnie znienacka padła, nie mam pojęcia od czego. I na to konto nieco się trapię, bo na imieniny dostałam pomarańczę. Na lato wystawiłam ją do ogrodu, ale jeśli ona nie lubi przenosin, to co będzie teraz, jak wróciła do domu?
W związku z powyższym też jestem za oranżerią, chociaż cienko widzę szansę na jej zaistnienie.
Z drugiej strony – oby mieć tylko takie kłopoty. Tak więc na razie cieszę się, że udało mi się wczoraj zdobyć i wymienić zepsutą część PEG-a bez hospitalizacji Mamy. A nade wszystko z tego, że Mama bardzo powoli dochodzi do siebie po drugim wylewie.
One na razie są malutkie bo są zasadzone z pestki, może powinnam je dać pod słoik? Gdzieś wyczytałam , że lubią żelazo w glebie, tylko jak im go dostarczyć?
Tak przypuszczałam po cichu. Oranżerię mieć trzeba.
O nie, cytryny nie lubią pełnego słońca. Dużo światła – owszem, ale nie pełnego słońca. Cytrusy lubią warunki stabilne, bez ciągłego przemieszczania, nagłych zmian temperatury, suchego powietrza lub nadmiaru wilgoci. Słowem, potrzebują oranżerii.
Dziękuję za informację :) Z kwiatów polecam jeszcze azalię ogrodową i wszelkie odmiany budlej ( nie wiem czy dobrze odmieniłam) ale z nimi trzeba poczekać do lata niestety.
Nie wiem, Sosno – ale spytaj autorki, ona wie z pewnością. Zajrzyj: kieres.net
Cieszę się, że polubiłaś róże – ale „Rambling Rector” do nabycia tylko u pana Austina, syn mi kupił. Można przez internet!
O cytrynach nic nie wiem, ale przypuszczam, że potrzebują pełnego słońca – i w tym problem.
Zdrowiej szybko!
Dzień dobry
Jesień sprzyja przeziębieniom to ja i z takowym spotkałam się. Próbowałam walczyć chodząc do pracy ale w końcu osiadłam w domu. Rambling rector piękna róża, szukałam jej w celu zakupienia na razie bez efektu. Pani Małgorzato, dzięki Pani polubiłam róże, wbrew pozorom nie wymagają jakieś szczególnej uwagi, zwłaszcza historyczne. Ponieważ lubię sadzać to i owo, to zasadziliśmy rodzinnie cytryny. Czy ktoś wie może jak pielęgnować używając domowych sposobów ich sadzonki? Do pewnego momentu rosły i teraz ani rusz… Niestety… Czyli na herbatkę z ich udziałem na razie nie mam co liczyć. Pozdrawiam serdecznie i czekam na „Chucherko”. Czy wie Pani czy będą dalsze części do „Kwadransu” i „Haczyka” ? Jeszcze raz słonecznego dnia :)
Dzien dobry Wszystkim.Kris, alez jestem ciekawa tlumaczenia tego „szwungszajby”.Pozdrawiam Cie serdecznie
Dziękuję!
No, no… ciekawa jestem!
Kochana DUA, dziekuje ogromnie za tyle zyczliwych slow…
Co do projektu – szkoda, ale rozumiem, oczywiscie.
„Szwungszajba” – juz przetlumaczona! Bedzie niespodzianka :)
Pozdrawiam bardzo, bardzo cieplo od calej naszej Rodziny!
Kochana Kris, dziękuję za obszerną i jakże ciekawą wiadomość prywatną!
Co za dzielna kobieta z Ciebie! Jestem pod wielkim wrażeniem. Ile dobrego robisz w życiu!- z jaką energią i pomysłowością!
Dziękuję też za wieści o dzieciach – zawsze jestem ich ciekawa.
Co do projektu, o którym wspominasz na końcu – bardzo to ujmujące, dziękuję! – ale już nie dam rady.
A przekład Idy Sierpniowej na język włoski – ooo, to może być trudne! „Szwungszajba”, na przykład – jak też byś to przełożyła?
Dziękuję za tyle życzliwości i ściskam Cię najserdeczniej, dla Rodziny mnóstwo serdeczności!
Ach, piękny wierszyk Rysiu, i to o mnie i moich psinach. Jestem wzruszona i zachwycona. A swoją drogą ta pogoda, plaża, las sosnowy na wydmach i Hel zasługiwały na dzieło poetyckie, niestety, z powodu braku talentu, niezdolnam do tworzenia rymów.
Ateno, ja lecę 09.11, już się boję. A potem trzeba jeszcze wrócić.
Uściski