
Mal. Małgorzata Musierowicz – ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany Listek”
Kazimierz Wierzyński
WSKAZÓWKI METEOROLOGA
Nie bójcie się takiego dnia,
Kiedy nie widać ziemi i nieba.
Kiedy nic tylko mgła
I świat jak ameba.
Kiedy gnuśnieją okna w domu,
Kiedy pleśnieją drzewa na dworze,
Kiedy tylko jedno wiadomo
Że nam nic nie pomoże.
Przyjdzie wiatr
I z komina
Wszystkie wiedźmy powyklina,
Przyjdzie wiatr,
Wysiedzi młode
Jaskółeczki na pogodę,
Przyjdzie wiatr
I w okiennice
Zastukają trzy pstre gołębice,
Przyjdzie wiatr
I na badylu
Zagra hopsa, dylu-dylu,
Przyjdzie wiatr
I na jesieni
Z każdą panną się ożeni.
Wtedy, owszem,
Należy w lesie zbierać
Do worków mgły
I w polu pustem
Palić je z jałowcem, liśćmi i chrustem.
(z tomu Korzec maku, Londyn 1951)








Rysiowy wierszyk naprawdę cudny o tej porze.
Dobranoc!
O, dziękuję, Rysiu!
Miła bajeczka na dobranoc.
Moje uznanie!- zwłaszcza za trzymanie rytmu (ciekawa rzecz, mało kto to potrafi dzisiaj – może ma to związek z postępującą niemuzykalnością?)- i oczywiście za ładne plastycznie wizje. Rymy są proste, ale też i wierszyk prosty, dziecięcy i miły, jak kołysanka.
Brawo!
Tytuł: „Złoty pył” sam się narzuca.
Bardzo proszę:beztytułowy wierszyk o księżycowej kurze
Księżycowa kura
Ma ziarenko złote
W dziobie je przyniesie
Jeśli ma ochotę
Kiedy nocą ciemną
Wskoczy Ci na łóżko
Sadzi złote ziarno
Tobie pod poduszką
Rozkłada szeroko
Skrzydła księżycowe
Pyłem szczerozłotym
Sypie Ci na głowę
Gdy poczujesz ciężki
Pył pod powiekami
Głowa się wypełnia
Złocistymi snami
A gdy noc Ci w głowie
Marzenia czaruje
Ziarno pod poduszką
Cichutko kiełkuje
Wypuszcza powoli
Łodyga zielona
Drobne złote listki
Niczym dwa ramiona
Otula Cię ciepło
Łagodnie kołysze
Zabiera niepokój
W zamian dając ciszę
Wtedy śnisz spokojnie
O wysokich górach
O morzach głębokich
I błękitnych chmurach
O dzielnych rycerzach
O wdzięcznych księżniczkach
Sen maluje uśmiech
Na Twoich policzkach
I pnie się roślina
Dokoła pokoju
Owija splotami
Niczym pęd powoju
Wypływa przez okno
I dalej do góry
Tam gdzie żyją wszystkie
Księżycowe kury
I gdzie księżyc złoty
Mówi Ci dobranoc
Byś po śnie spokojnym
Budził się co rano.
Tak, ja też poproszę. Ten z kurą lunofilką byłby pożądany.
O, Rysiu, a może zaserwujesz nam jakiś beztytułowy wierszyk wieczorny?
„Wiersz” to w moim przypadku za dużo powiedziane :) Ot takie dziecięce historyjki. Dla mnie ostateczną pieczęcią jest ilustracja. Nie mogę niestety stworzyć jej sama więc przeglądam internet, aż znajdę pasującą ilustrację. Lub odwrotnie – znajduję ilustrację do której dopisuję wierszyk. Tak to się zresztą zaczęło, pierwszy napisałam zainspirowana ilustracją, na której była kura na tle księżyca…
A miętowej zielonej? Bo taką też mam. Pyszna!
Tak, tytuł dla wiersza to trudna sprawa. To jak ostateczna pieczęć.
O wyszłam jako anonim nie wiedzieć czemu. To pewnie więc przez tytuł nigdy nie udało mi się napisać powieści ha ha ha. Ja to tylko takie sobie wierszyki klepię i one są właśnie z reguły beztytułowe. Herbatki miętowej nigdy nie odmawiam :)
Herbatka miętowa? Właśnie popijam. Proszę się częstować!
Tak, wieczór piękny, ciepły, z wesołym księżycem w najlepszej formie. Dobrze jest.
Anonimie, w większości wypadków najpierw wymyślam tytuł, co wymusza na mnie pani Iwona, wydawczyni (potrzeba jej tytułu, by zapowiedzieć książkę w katalogu – takie to teraz zwyczaje).
Ale to może i dobrze. Żeby wymyślić tytuł dla powieści, trzeba zastanowić się nad jej treścią, i to zastanowić się poważnie. A to już pierwszy krok w dobrym kierunku.
Popatruję z Wami.
Na kawę już trochę późno, ale dobrej herbaty nie odmówię.
Taki dziś ładny wieczór prawda? Wpadłam na herbatkę z zapytaniem technicznym do Szanownej Autorki – co powstaje pierwsze, tytuł czy powieść? Możliwe że to już padło, pewnie nawet na pewno ale ciekawi mnie to, bo ja mam wieczny problem z tytułami właśnie. Dobry wieczór :)
O, jak miło! Cytat piękny:-) sama to sobie zanotuje.
Homilie bożonarodzeniowe brzmią zachęcająco!
Przy okazji mogę polecić zbiór kazań Ks. Józefa Tischnera „Wiara ze sluchania”, wydany przez Znak. Znajdują się w nim homilie na Boże Narodzenie, Wielkanoc i Triduum paschalne oraz kilka świąt maryjnych. Krzepiace, pogłębione rozważania o Bogu, człowieku i ich spotkaniach, z których żadne nie jest podobne do poprzedniego.
Klaudyno, nie masz racji co do autorytetów. Naprawdę!!!
A co do Jana Pawła II – urodziłam się w roku jego śmierci. Ale nasza szkoła jest jego imienia i uważam go za wspaniałego człowieka.
Też na niego spoglądam, Nutrio! Miło, że razem z Tobą!
Księżyc dzisiaj taki piękny. Aż żal mi, że nie potrafię go namalować.
Jejku, dziękuję!! Wielki cmok dla znalazców. Kawa dalmajerka z cynamonem może być?
Zuchy, znalazły!
Może chodzi o „Radość tajemnicy Bożego Narodzenia. Homilie bożonarodzeniowe”? Książkę wydało Wydawnictwo Świętego Krzyża z Opola.
Abp Alfon Nossol
„Radość tajemnicy Bożego Narodzenia. Homilie bożonarodzeniowe”.
Wydawnictwo św. Krzyża – Opole
Ooo, niestety, pomóc nie umiem. Nie znam tej książki. A wydawnictwa nie pamiętasz?
Podnosić na duchu muszę niejako zawodowo. Teraz mnie ktoś podniósł i to jest bezcenne:)
I jeszcze mam prośbę: kiedyś wpadła mi w ręce książka ks. arcybiskupa A. Nossola z homiliami na Boże Narodzenie. Nie umiem jej odnaleźć, a może coś przekręcam. Świetnie się ją czytało, więc proszę o pomoc w odnalezieniu. Stawiam dobrą kawę.
Tak mi się spodobał ten pomysł z biblioteki Mimi M, że postanowiłam sama sobie wypisać takie karteczki.
Oto jedna z nich:
„Każde pokolenie powinno zdawać sobie sprawę, iż wolność nie polega na tym, żeby robić, co nam się żywnie podoba, ale na prawie do robienia tego, co należy.” – Jam Paweł II
Madziu (wiad.pryw.)- no, to się cieszę. Raz jeszcze: uszy do góry, plecy proste, czoło jasne!
I uśmiech – niezwyciężony!
Muzyko, podnoszenie na duchu wszystkim nam jest bardzo potrzebne.
Do dzieła!
Doskonała akcja, Mimi M, wielkie brawo dla biblioteki!
Powinniśmy stale czytać to wszystko, co napisał i powiedział do nas Jan Paweł II.
I myśleć, myśleć, myśleć!
Sowo, i dzięki temu Lud Księgi mógł się tutaj spotkać – jakie to piękne i ważne! I biorąc pod uwagę, jak wiele dobrych rzeczy się dzięki powstaniu Internetu wydarzyło, to chyba nie jest to takie przyziemne wydarzenie ;)
Choć, wiadomo, Internet przyczynił się też na swój sposób szerzeniu zła- plotki, hejt, ataki na ludzką godność. Ale to nie wina rzeczy martwych, niestety. Wszystko ma dobre i złe strony.
A wracając jeszcze do Papieża Jana Pawła II, w mojej bibliotece osiedlowej ma odbyć się akcja: „Nie tylko kremowki” – w dniach 16-18.10 będzie można zabrać „na dokładkę” karteczki z myślami Ojca Świętego dla wlasnej refleksji :) chętnie wezmę taka „kremówkę ” do domu ;)
Dla mnie Solidarność 80. Do dziś pamiętam radość i poczucie wspólnoty. Niech „to se wrati”
I jeszcze trzy literackie Noble, wszystkie wspaniałe.
Ps. Pani odpowiedź dla Klaudyny bardzo mnie podniosła na duchu, dziękuję.
Sowo – popieram! (Jak często, kiedy coś napiszesz).
I że też sama na to nie wpadłam ;)
O, tak!
Kolosalna zmiana.
A ja mam jeszcze jeden pomysł. Nieco bardziej przyziemny, ale jakże przełomowy: wynalezienie Internetu!
Jeśli chodzi o te przełomowe wydarzenia, wymienilabym tu pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Urodziłam się już w trakcie trwania Jego pontyfikatu, więc Jego wybór jest poza zasięgiem moich wspomnień, ale pielgrzymki do Ojczyzny zapadły mi w pamięć. Byłam na dwóch spotkaniach z Papiezem- w 1999 roku w Starym Sączu (miałam wtedy 10 lat) i w 2002 w Krakowie. Kolejnym takim końcem pewnej epoki było Jego odejście- pamiętam dobrze ten smutek, napięte oczekiwanie na wiadomości, a jednocześnie promyk nadziei na cud…? Tak trudno było nam zgodzić się na świat bez Niego. Tak bardzo wroslismy w życie w cieniu Jego słów, Jego mądrej obecności, że chyba – jak pisał Jerzy Pilch – byliśmy przekonani, że Papież jest zawsze Polakiem :)
O, i jeszcze jedno ważne zdarzenie- 100.rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Nasza Ojczyzna, po tak wielu dramatach, zdołała podnieść się z upadku i zachować swoją niezależność, dumę, kulturę, bogactwo ducha. Zobaczcie, tyle przeszliśmy, przecierpielismy, nieraz spisywano nas na straty, ale duch narodu przetrwał!! Dzięki wielkim bohaterom, medrcom, mężom stanu i zwyklym-niezwyklym ludziom, którzy dzień po dniu wypełniali swoje powołanie.
Madziu (wiad.pryw.) – i o tym pamiętaj przy następnym takim zdarzeniu.
O mieczu – prawda! Sprawdza się zawsze.
Kochana Casciolino, a za wiadomość prywatną, naprawdę wspaniałą, dziękuję! Bardzo się cieszę i gratuluję!
Jasne jest, że będę kibicować!
Myślę, że moje pokolenie radosnego, przełomowego wydarzenia pokroju wyboru Polaka na papieża jeszcze nie przeżyło.
Kiedy byłam mała runął berliński Mur, ale tego nie pamiętam.
Za to radosnych, ważnych momentów osobistych: bez liku!
I na nich się skupiam!
O tak.
Jak mi się któraś książka spodoba szczególnie, to ją sobie kupię. :)
Dobrze! Podobają mi się te raźne nastroje!
Madziu, pan antykwariusz mnie zachwycił.
Dziękuję, Pani Małgosiu!
Już mi raźniej.
Znalazłam sobie zajęcie. Potem zrobiłam zakupy, poszłam też do antykwariatu i pan antykwariusz pożyczył (!) mi trzy książki o Wittlinie. No, nie wszystko na tym świecie toczy się źle.
Jakoś to będzie.
Natomiast myślę, że to wzruszające, przełomowe i koniecznie radosne wydarzenie za mojego życia – jeszcze przede mną. Mimo wszystko.
Jan Paweł II ogłosił świętymi 9 Polek i Polaków, a 154 wyniósł do chwały ołtarzy jako błogosławionych. Nie to, żeby targał mną lokalny patriotyzm, ale jaka to dla nas, Polaków, pomoc i przykład w drodze do nieba. Oni są przecież spośród nas, wiedzą czego nam trzeba i wstawiają się w tych intencjach u Pana. A jeżeli Bóg z nami, to któż przeciwko nam?
Wannabe, bardzo dziękuję za to wyznanie.
I potwierdzam: Twój umysł bystry zasługuje na uznanie!
Ściskam Cię serdecznie!
A cóż za ładne, miłe wspomnienie, Wiolu!
Moje najserdeczniejsze pozdrowienia dla Mamy!
Właśnie wchodzimy w ostatnie dni przed rocznicą wyboru Jana Pawła II (16. 10. 1978). Krzepiące wspomnienia napływają, prawda?
Wywołana do odpowiedzi przyznaję, że dla mnie chyba najważniejszymi wielkimi dwiema radościami były beatyfikacja i kanonizacja św. Jana Pawła II. Urodziłam się w czasach, kiedy mieliśmy już Papieża Polaka, a te dwa wydarzenia, już jako studentka, bardzo głęboko przeżyłam. Szczególnie osobiście były to dla mnie dwie wielkie radości, to się przeżywało w sercu, tę radość, pokój, poczucie jakiejś życiowej „jasności”, w połączeniu z wydarzeniami w moim życiu w tamtym czasie. Uznanie za błogosławionego ks. Popiełuszkę też nie do pominięcia. I w ogóle ta ostatnia wizyta Papieża u nas w Polsce, pamiętam te śpiewy góralskie tuż przed odlotem samolotu (jako dziewczę oglądałam w tv), i gdzieś już wtedy w sercu myśl błysnęła, że to chyba już takie „pożegnanie naprawdę”, więc poruszenie było.
Pewnie jeszcze jakieś piękne, dobre wydarzenia były, które mnie mocno dotknęły, na tę chwilę te sobie przypomniałam.
(A moja Mama za to wspominała, że co to był za dzień, gdy się tam na wsi jako dziecko dowiedziała o wyborze Papieża Polaka – taki, że nawet z jakąś radością i jakoś inaczej zamiatało się podwórko miotłą : )
A!
To wielkie radości mam tylko osobiste – a to właśnie wykraczało poza kryteria ustalone przez DUA.
Ale i tak zdradzę: moją największą radością jest to, że się urodziłam. Moją drugą radością jest to, że urodziłam się jako ja! A trzecią radością jest mój umysł, bystry w sam raz na tyle, żeby w czarnej godzinie zawsze prawidłowo móc wybrać.
To był wielki wstrząs, Wannabe, to prawda.
Ale mnie właściwie chodziło o wielkie radości – tylko tego nie sprecyzowałam należycie.
Niestety muszę odpowiedzieć, że jestem pokoleniem ataku na World Trade Center. Tak, to aż takie doświadczenie, choć działo się za morzami. Ja byłam raz na tych wieżach, bo chodziłam przez chwilę w Ameryce do szkoły. Ataki oglądałam w zagranicznych wiadomościach wciąż i wciąż na nowo. Bardzo płakałam, bo wiedziałam, że od tej pory mój świat nie będzie już tylko osiedlem i tak bardzo nie mogłam przeżyć, że muszę się o tym dowiedzieć w taki brutalny sposób. Tak, byłam dosłownie aż tak świadoma, co właśnie na zawsze straciłam.
Sowo (wiad.pryw.) – ja także!
Ach, już poznałam kontekst. No, tak. Nie wiem.
Główmy się nadal.
Sowo, podaj kontekst, pogłowię się z Tobą.
Rysiu, miło mi słyszeć o tym czytelniku-chirurgu!
Mnie też wtedy operowała czytelniczka! Wycałowała mnie dużo wcześniej (podczas badań), więc na sali operacyjnej był to już ktoś inny.
Madziu, bardzo dziękuję za ciekawą wiadomość prywatną.
I Tobie powiem: odwagi! Nie przejmuj się tym wydarzeniem w pracy. Ci, którzy innych prześladują, sami są biedni i mają czego się wstydzić. To oni powinni się przejmować!- plamią sobie sumienie. A ty masz prawo nawet do pewnego poczucia wyższości! Uszka do góry!
Klaudyno, naprawdę, bywały już gorsze czasy, daję Ci słowo!
Nie, nie jest jeszcze tak źle, jak to widzisz. Odwagi! To, że normalność nie jest obiektem zainteresowania mediów, nie znaczy jeszcze, że zeszła do podziemia. To media oszalały, świat wcale nie!
W odpowiedzi na wczorajsze pytanie DUA: takich ważnych wydarzeń i osób w naszych czasach było bardzo dużo. Ja urodziłam się już, kiedy nasz Papież był papieżem, a kiedy odszedł, miałam 18 lat, więc całe moje szczęśliwe, beztroskie, poukładane i bezpieczne życie wiąże się z nim właśnie. A kiedy odszedł, zaraz dorosłam i wszystko jakby zaczęło się psuć na świecie – terroryzm, coraz więcej podłości w polityce, chore ideologie, herezje w Kościele (patrz: przyzwolenie obecnego biskupa Rzymu na to, co hierarchia niemiecka robi z doktryną katolicką). Tak jak by się wszystko pomieszało, jak by ludzie stracili orientację w życiu, właściwy kierunek. Autorytetów już dzisiaj nie ma. Pozostaje rodzina, przyjaciele, własna rzetelnie wykonywana praca – walka na swoim odcinku życia. Bo świat w sensie globalnym szaleje. Nie macie wrażenia, że normalność zeszła do podziemia? Jak pierwsi chrześcijanie.
Od rana zachodzę w głowę, czym właściwie jest encyklopedyczna pasja.
Anegdota w istocie wyborna. Śmiem jednak zauważyć, że i chirurdzy operujący czytują Jeżycjadę. Sama znam jednego, który swe dziecię pierworodne ochrzcił imieniem Aurelia na cześć znanej nam wszystkim Genowefy. Więc kto wie, kto wie… Dzień dobry :)
Dzień dobry!
Zgredzie, dzięki za zgodę, już upubliczniłam. Ta uwaga wydaje mi się trafna zapewne dlatego, że sama często podobnie myślę o przyszłości i o tym, jak łatwo te wielkie przełomy udaje się siłom zła odwrócić. Na szczęście – nigdy nie całkowicie.
Adelko, przyjmij słowa powitania – lubimy tu nowych gości! Ale nie czekaj na następnego Nobla, po prostu śmiało wpadaj, gadaj i bądź z nami!
K8, witam Cię i dziękuję – wywiad na „Lubimy czytać” jest dziełem tamtejszych bywalców – podobno nadesłano ponad sto pytań, niektóre nawet rymowane!- z nich wybrano tych piętnaście. Anegdota ze stołu operacyjnego to czysta prawda. Do dziś nie wiem, kim była ta istota. Na pewno nie lekarzem operującym!
Dzień dobry i dobrego dnia Wam wszystkim. Czytam tę stronę od dawna, zaglądam tu z ciekawością – a do zabrania głosu skłoniła mnie wczorajsza wiadomość, czyli oczywiście Nobel dla Olgi Tokarczuk. Co za radość. To święto nas wszystkich. Czytających : )
Dzień dobry! Przeczytałam sesję pytań do MM i odpowiedzi naszej DUA na lubimy czytać. Polecam na dobry początek dnia.
DUA, anegdota ze stołu operacyjnego jest warta Nobla w dziedzinie „niezawodnie poprawia humor”.
Pozdrawiam
Niestety, pracowałam.
Dobranoc!
wiad pryw
Skoro tak, to proszę o jej upublicznienie.
Dobranoc!
Sowo, a widziałaś dziś księżyc po wschodzie? Wyglądał jak idealne złote jajko!
Tak się zagapiłam, że aż zapomniałam Was tu powiadomić.
Dobranoc!
Zgredzie, żałuję, że uprywatniłeś kolejną wypowiedź o Sejmie Niemym.
Bardzo trafna.
Sowo, coś w tym jest.
wiad pryw
Czuję się trochę tak, jak ktoś kto powiedzmy koło roku 1685 za najważniejsze wydarzenie życia uznał odsiecz wiedeńską, ale nie wiedział, że 34 lata po odsieczy będzie sejm niemy.
Myślę, że równie ważnym wydarzeniem, co wybór JP II, było Jego odejście. Dla nas wszystkich.
To trochę, jak pytanie o ulubioną książkę.
Gdyby nie było Soboru, nie byłoby Papieża Polaka, który zresztą ten Sobór współtworzył.
Gdyby nie było Papieża Polaka, historia świata toczyłaby się inaczej, co nie znaczy, że nie może jeszcze zatoczyć koła.
Bez Papieża Polaka trudno też sobie wyobrazić Papieża Franciszka, który idzie dalej w tę samą stronę.
Wszystko się łączy i nie sposób wskazać tego, co jest najistotniejsze.
Chociaż też są złe rzeczy, chociaż najbardziej ważne, jak na przykład wynalezienie i zastosowanie wojny informacyjnej na skalę, która kiedyś była nie do pomyślenia.
A ciekawa jestem, co było dla Was największym wydarzeniem w życiu?
Nie pytam o sprawy osobiste.
Cha, cha, Zgredziku!
Ja bym chciała więcej tych przełomowych, ale tylko tych z dużym znakiem plus.
MAmo Isi (wiad.pryw.)- jestem tegoż zdania.
Zgredzik dał mi do myślenia!
Zaczęłam sobie przypominać, co nam się wszystkim przydarzyło. Pominęłam sprawy osobiste i rodzinne. Zaczęłam od największych wydarzeń, od – niejako – kamieni milowych.
I wiecie, co uznałam za największe z wydarzeń w czasie mojego życia?
Wybór papieża, Jana Pawła II. Kolosalne wydarzenie. Przełomowe – i dla świata, i dla Polski, i – że tak pisnę cichutko – dla mnie osobiście.
Ogromny, niewiarygodny, wspaniały w skutkach wstrząs!
Wielkie wydarzenia sprawiają, że nagle sobie uprzytamniamy: żyjemy w historii.
Ale wydarzenie z 16 października 1978 historię zmieniło! I to radykalnie! I w dodatku – na lepsze!
Tak, to było olbrzymie przeżycie.
Parafrazując Tewje Mleczarza: ja wiem, że żyjemy w ciekawych czasach, ale czy raz na jakiś czas nie mogłyby być trochę mniej ciekawe?
Ale to piszę już nie o Noblu, tylko o reszcie.
A ile jeszcze się wydarzyło za naszego życia – ho, ho!
W ciekawych czasach żyjemy.
I pomyśleć, że za mojego życia czworo Polaków dostało Nagrodę Nobla!
Bardzo szkoda, że przy okazji tegorocznej nagrody z fizyki za odkrycia planet pozasłonecznych pominięty został Aleksander Wolszczan, który przecież jako pierwszy odkrył planetę poza układem słonecznym.
Olga Tokarczuk ma Nobla!!! Ale się cieszę!!! Od czasu studiów czytam wszystko co napisała i uwielbiam :)
Ahaaaa…
Niekoniecznie muszą ci one zawierać żelazo, bo najczęściej jest to zwykła azofoska zapakowana w wytworne pudełko z kolorowym obrazkiem.
No, ale mamy przecież wytworne nawozy sztuczne, dostosowane do wszelkich gatunków roślin. Te mieszanki na pewno zawierają odpowiednią dawkę żelaza.
Poza drzewami owocowymi rośliny, które warto zasilać żelazem to między innymi: miłorząb japoński, jodła, sosna, cyprysik Lawsona, jałowce, azalia, berberys, bukszpan, wrzos, wrzosiec, pieris, różanecznik (rododendron), pigwowiec, żarnowiec, oliwnik wąskolistny, trzmielina (różne gatunki), oczar, hebe, ketmia (hibiskus), hortensja, wiciokrzewy, suchodrzew, winobluszcze, jaśminowiec, róża, kalina, barwinek, runianka japońska, dziurawiec, lawenda, magnolia.
Z całego serca dziękuję, kochany Starosto, za nieustające podparcie duchowe!
W dawnych czasach pod drzewami owocowymi zakopywało się wszelki złom, bo drzewa owocowe potrzebują żelaza. Teraz w sklepach ogrodniczych można dorwać tzw. chelaty żelaza, bo czasy zrobiły się wytworne.
Życzę dużo zdrowia. Na szczęście kłopoty z kwiatami to nie kłopoty. Jednak czasami dobrze mieć jakąś odskocznię od codziennych trosk. Taki kwiatek pielęgnowany w doniczce potrafi czasem nasze myśli poprowadzić gdzieś w bardziej barwne rejony.
Mamo Isi, myślę o Tobie stale, trzymając przy tym kciuki!
Miałaś więc cytryny własnej uprawy? No, to budzi mój podziw.
Miałam parę lat temu cytrynę. Rosła pięknie, kwitła, dawała pyszne owoce i zupełnie znienacka padła, nie mam pojęcia od czego. I na to konto nieco się trapię, bo na imieniny dostałam pomarańczę. Na lato wystawiłam ją do ogrodu, ale jeśli ona nie lubi przenosin, to co będzie teraz, jak wróciła do domu?
W związku z powyższym też jestem za oranżerią, chociaż cienko widzę szansę na jej zaistnienie.
Z drugiej strony – oby mieć tylko takie kłopoty. Tak więc na razie cieszę się, że udało mi się wczoraj zdobyć i wymienić zepsutą część PEG-a bez hospitalizacji Mamy. A nade wszystko z tego, że Mama bardzo powoli dochodzi do siebie po drugim wylewie.
One na razie są malutkie bo są zasadzone z pestki, może powinnam je dać pod słoik? Gdzieś wyczytałam , że lubią żelazo w glebie, tylko jak im go dostarczyć?
Tak przypuszczałam po cichu. Oranżerię mieć trzeba.
O nie, cytryny nie lubią pełnego słońca. Dużo światła – owszem, ale nie pełnego słońca. Cytrusy lubią warunki stabilne, bez ciągłego przemieszczania, nagłych zmian temperatury, suchego powietrza lub nadmiaru wilgoci. Słowem, potrzebują oranżerii.
Dziękuję za informację :) Z kwiatów polecam jeszcze azalię ogrodową i wszelkie odmiany budlej ( nie wiem czy dobrze odmieniłam) ale z nimi trzeba poczekać do lata niestety.
Nie wiem, Sosno – ale spytaj autorki, ona wie z pewnością. Zajrzyj: kieres.net
Cieszę się, że polubiłaś róże – ale „Rambling Rector” do nabycia tylko u pana Austina, syn mi kupił. Można przez internet!
O cytrynach nic nie wiem, ale przypuszczam, że potrzebują pełnego słońca – i w tym problem.
Zdrowiej szybko!
Dzień dobry
Jesień sprzyja przeziębieniom to ja i z takowym spotkałam się. Próbowałam walczyć chodząc do pracy ale w końcu osiadłam w domu. Rambling rector piękna róża, szukałam jej w celu zakupienia na razie bez efektu. Pani Małgorzato, dzięki Pani polubiłam róże, wbrew pozorom nie wymagają jakieś szczególnej uwagi, zwłaszcza historyczne. Ponieważ lubię sadzać to i owo, to zasadziliśmy rodzinnie cytryny. Czy ktoś wie może jak pielęgnować używając domowych sposobów ich sadzonki? Do pewnego momentu rosły i teraz ani rusz… Niestety… Czyli na herbatkę z ich udziałem na razie nie mam co liczyć. Pozdrawiam serdecznie i czekam na „Chucherko”. Czy wie Pani czy będą dalsze części do „Kwadransu” i „Haczyka” ? Jeszcze raz słonecznego dnia :)
Dzien dobry Wszystkim.Kris, alez jestem ciekawa tlumaczenia tego „szwungszajby”.Pozdrawiam Cie serdecznie
Dziękuję!
No, no… ciekawa jestem!
Kochana DUA, dziekuje ogromnie za tyle zyczliwych slow…
Co do projektu – szkoda, ale rozumiem, oczywiscie.
„Szwungszajba” – juz przetlumaczona! Bedzie niespodzianka :)
Pozdrawiam bardzo, bardzo cieplo od calej naszej Rodziny!
Kochana Kris, dziękuję za obszerną i jakże ciekawą wiadomość prywatną!
Co za dzielna kobieta z Ciebie! Jestem pod wielkim wrażeniem. Ile dobrego robisz w życiu!- z jaką energią i pomysłowością!
Dziękuję też za wieści o dzieciach – zawsze jestem ich ciekawa.
Co do projektu, o którym wspominasz na końcu – bardzo to ujmujące, dziękuję! – ale już nie dam rady.
A przekład Idy Sierpniowej na język włoski – ooo, to może być trudne! „Szwungszajba”, na przykład – jak też byś to przełożyła?
Dziękuję za tyle życzliwości i ściskam Cię najserdeczniej, dla Rodziny mnóstwo serdeczności!
Ach, piękny wierszyk Rysiu, i to o mnie i moich psinach. Jestem wzruszona i zachwycona. A swoją drogą ta pogoda, plaża, las sosnowy na wydmach i Hel zasługiwały na dzieło poetyckie, niestety, z powodu braku talentu, niezdolnam do tworzenia rymów.
Ateno, ja lecę 09.11, już się boję. A potem trzeba jeszcze wrócić.
Uściski
Będzie nam bardzo miło, miła Rysiu!
A ja się uśmiecham na myśl, że mój wierszyk uśmiech wywołał. :) Gdyby było trzeba to ja mogę jeszcze.
Zgrabny ten wierszyk Rysi. Rytm bez zarzutu. Przeczytałam znów i się uśmiecham.
A tak, z pewnością.
Choć są chwile, gdy zwykli ludzie nie mogą myśleć tylko o owym Młynarskiego „śledziu w śmietanie”, bo inni w tym czasie pomyślą właśnie o polityce. Oj, tak, tak.
Tak, właśnie, bo :”Jest jeszcze Panna Hela”, jak to śpiewał Pan Młynarski.
KazikuD, wpisałeś tu ogromny apel przedwyborczy, ale wybacz, nie zamieszczę go. Stronię tu od polityki, z całym rozmysłem: to nie jest forum dyskusyjne, tylko moja prywatna strona autorska. A uważam, że lepiej, by artyści nie angażowali się bezpośrednio w sprawy polityczne, bo to nie jest dziedzina, w której czują się swobodnie.
Natomiast oczywiście iść na wybory powinien każdy, lecz zagłosować zgodnie z własnym sumieniem i rozeznaniem, nie zaś pod wpływem czyjejkolwiek namowy i agitacji. Jesteśmy przecież ludźmi myślącymi! A decyzja nie jest trudna i nie wymaga wielkich deliberacji: głosować należy na ludzi uczciwych i kompetentnych.
Naprawdę łatwo ich rozpoznać.
Po czynach, mianowicie.
To ja ciepło pomyśle o Tobie, Ateno!
Trzymaj się, nasz skarbie!
Aniug tez nie lubię lotów, a tu właśnie leciałam dzisiaj myśląc pozytywnie. Miłe jest szybowanie w chmurach, pod chmurami, nad chmurami, a także widok wschodzącego słońca, cudo.
Za kilka godzin będę wracać wrrrr.
Kokoszanel, dziękuję!
AniuG, ja też się boję lotu, ale na szczęście lekarz mi latać zabronił (ciśnienie) i mam święty spokój.
Rysiu, dzięki za optymistyczny wierszyk. Proponuję tytuł: „Nieulękła”.
Co do nowego wydania Jeżycjady: to jedyne bez najmniejszej choćby literówki! Dopilnowałyśmy z córką we dwie – chochliki redakcyjne i drukarskie nie miały cienia szansy i odpadły z cichym szlochem.
I to znowu ja, z pewną refleksją… Przeglądając stronę natknęłam się na wieści o nowym wydaniu Jeżycjady. Wydaniu przepięknym nota bene, i to gustowne pudełko żeby się tomy nie rozsypywały na boki, i torba i zasadniczo już krążę po stronach księgarni internetowych bo nie wyobrażam sobie inaczej jak tylko kupić i ustawić na półce i cieszyć się, że mam. Ale… odczuwam jednocześnie, że to wydanie jest „nie moje”. Być może to tylko moje odczucie, mam jednak w głowie wciąż jeszcze okładki, które pamiętam z dzieciństwa, żółtą okładkę „Szóstej klepki” z piegowatą Cesią, zieloną „Kłamczuchę”, brązowawe „Opium w rosole” itd. Kochane, wyczytane do granic, rozpadające się i nieznacznie nawet poplamione tu i ówdzie. Znam je tak dobrze, że poznaję z daleka gdzie stoją, właśnie po samym grzbiecie okładki. Nie pamiętam okładki „Kwiatu kalafiora”, którą nieroztropnie pożyczyłam kuzynce i która już nigdy do mnie nie wróciła. Chociaż odkupiłam ją sobie z czasem, wydanie było już inne i do dzisiaj irracjonalnie tęsknię za tamtym pierwszym, różniącym się przecież wyłącznie okładką. Czuję, że te „nowe” stać będą sobie na półce a ja wciąż sięgać będę po moje stare egzemplarze.
Zwiastun „listka”uroczy! I te dzwonki i prześliczne ilustracje. Czekamy :)
Ha, jest to problem, czytam, ale się męczę.
Aczkolwiek kiedyś wracając z UK, tak bałam się lotu, że przeczytałam The Observer od deski do deski.
Dzień dobry, po pracowitym poranku przybywam na herbatkę. Ponieważ dręczy mnie dziś wena twórcza wyjątkowo i absolutnie we wszystkim widzę inspirację, z dedykacją dla ani.g pozwolę sobie:
Lubię jesień na Helu, na plaży
Spacerując sobie wolno, z psami
Tylko czemu, gdy się spacer zdarzy
To się potem kończy katarami?
Morze pieni się w tle bałwanami
Zbieram grzyby, owoce i liście
W smugach deszczu horyzont przed nami
No a potem katar oczywiście
Prycham, wzdycham i kicham sążniście
wciąż nacieram swe biusty maściami
Sączę wolno z imbirem herbatkę
I obkładam się wkoło książkami
Ale przecież nie poddam się łatwo
Nie przestraszy mnie byle wiaterek
Więc gdy tylko mi ten katar przejdzie
Znowu pójdę na taki spacerek.
A musiałabyś znać kryminały Elis Peters, Aniu!
Równie miłe w czytaniu, świetnie napisane. Ujmująca atmosfera – piękno i prawość.
Niestety, nie były przekładane na język polski.
Dziękuję za herbatkę i ziółka.
Zastosuję się na pewno, precz z antybiotykami;) Herbarium Cadfaela to cudowne miejsce, chętnie bym tam popracowała.
Cała serię o Braciszku Cadfaelu pożyczyłam od siostry, zaklinając się, że zwrócę komplet niebawem. Swoją drogą cały kosz wiklinowy siostrzynych książek stoi. Dołożę na wierzch i zwrócę w Wigilię.
Braciszek Cadfael jest jak zdrowie.
Jego herbarium! – jedno z najmilszych miejsc literackich.
Bardzo też lubię portrety bohaterów, namalowane słowem Elis Peters: są prawdziwie średniowieczne, bardzo piękne i trafne.
Robię Ci herbatkę z imbirem i kroplą rumu, Aniu! Może być i parę kropel.
Naklepuj biust maścią Vick VapoRub! Można tez robić inhalacje na bazie tegoż.
Ach, jak tu miło, ciastem i herbatką częstują.
To ja się wproszę kichając, kaszląc i pociągając.
Lubię jesień, ale dlaczego spacer po plaży na Helu, z dwoma psami u boku, kończy się kosmicznym katarem. Morze było huczące, z bałwanami z pianą na szczycie, niebo na zmianę jasnoniebieskie i ciemnogranatowe z pionowymi smugami deszczu na horyzoncie.
Nazbierałam cudownych liści, owoców dzikiej róży i całkiem niespodziewanie dwa borowiki.
Poczytuję ostatnio nowego Dehnela i mam mieszane uczucia, budzi niepokój i jakoś mnie nie śmieszy.
Muszę zmienić lekturę na bardziej optymistyczną, może na Cadfaela
Uściski
Pyszna, gorąca, pachnąca, mocna!- najlepsza na jesienne wieczory!- bardzo proszę!
Rysiu, wpadaj codziennie, przygotuję ładną filiżankę dla Ciebie.
A kto jak kto, ale Borejkowie i – naturalnie- Droga Autorka na herbatce się znają! :-)
Oj tak, herbatki i ciasta z orzechami. Jesienie są właśnie po to. Dziękuję.
Jaki ładny opis!
Serdecznie witamy, Rysiu!
Może herbatki? Ciastko z cynamonem i orzechami?
Dzisiaj był pierwszy prawdziwie zimny dzień. U mnie, na polskiej wsi, z krową ryczącą o świcie, z sadem pełnym opadłych jabłek i zamglonym lasem na horyzoncie. Trawa była dziś rano biała i skrzypiąca. I dzisiaj właśnie pomyślałam, że już czas znów tu przyjść. Jak co roku staję sobie w kątku i grzeję się w tym cudownym cieple całą zimę. Dobry wieczór.
Zdolny Adminek!
Muzykę też Adminek stworzył.:)
Co do Herberta i klasyków: rzecz jest pewna i potwierdzona.
Co do Ignacego B.- także.
Herberta „Dlaczego klasycy” – lubię bardzo i czuję, że Ignacy Borejko też lubi. I że z tego samego powodu co Herbert woli klasyków od współczesnych.
Zwiastun „Miedzianego listka” widziałam już wczoraj – śliczny! Ilustracje, słowa i muzyka idealnie współgrają ze sobą.
Premiera „Miedzianego Listka” coraz bliżej!- a tymczasem na kieres.net i na FB Emilii Kiereś- śliczny zwiastun tej książki, wykonany przez Bartłomieja Kieresia, czyli naszego nieocenionego Adminka. Prosimy oglądać!:)
Piękny, Nutrio, przejmujący.
Jak to dobrze, że wiersze Herberta są już w programie szkolnym.
Rta, pamiętam oczywiście.
W siódmej klasie go przerabialiśmy (na kiełbasy).
A dziś znów się na niego natknęłam. Przypomniał mi o sobie – bo już o nim zapomniałam. Piękny, prawda?
Mnie zostało:
W drugim roku wojny
Zabili pana od przyrody
Łobuzy od historii
Chwyta za gardło.
A ja dodam ,że dziś Matki Bożej Różańcowej
Znamy!!!
Znacie wiersz Herberta ,,Pan od przyrody”?
Również dźwięki płynące z radiowej dwójki bardzo współgrają obecnie z tym , co za oknem.
Życzę wszystkim miłego muzycznego pogrążania się.
No to muzycznie nam jesień przebiega, prawda?
A my wczoraj w Łodzi na „Miss Saigon” w Teatrze Muzycznym. Piękna rzecz.
Racja, Nutrio miła! Ja też lubię jesień. Ładnie to napisałaś – i ona ma swoje uroki. Ba, nawet zima je ma!
Mnie tylko żal kwiatków…
E, a ja tam lubię jesień. Róże się skończyły, Pani Małgosiu, ale są drzewa – czerwone i złote na tle groźnego, szarego nieba. Można założyć płaszcz, ciepły sweter i cieszyć się urokami jesieni.
A kiedy nie można, bo deszcz szumi za oknem, zawsze jest jeszcze dobra książka, kominek i ciepła, rozgrzewająca herbata z imbirem i goździkami.
Nie dajmy się chandrze!
Patrycjo F. i zuzio12, wyobrażam sobie, jak miłe musiało to być spotkanie. Aż Wam zazdroszczę.
Wracam do pracy. Mrucząc.
Dobranoc! Do jutra!
No, old lepsze, jasna sprawa.
Jedna pomyłka. Tigers oczywiście były old.
Miłe to Twoje szaleństwo, Muzyko. Całkowicie rozumiem!
Alku, co za fluid: pisząc, mam równocześnie włączoną cichą muzykę z YT, gdzie odkryłam całe pokłady cudownego jazzu. U mnie Miles Davis w tej chwili.
Oj, Pani Małgosiu, tak sobie zaszalałam… a teraz przede mną co weekend to wykłady.
U mnie teraz leci płyta „Young lions, young tigers” wydana przez Telarc. Album Dave Brubecka, ale z mnóstwem gości. Teraz akurat James Moody.
A ja w domu, posłucham sobie z odtwarzacza czegoś miłego, wygodnie i w spokoju.
Zalety wiejskiego życia. I wieku.
Przymrozek był minionej nocy! Róże się skończyły w okamgnieniu.
Zaczynam tęsknić za wiosną i odliczać dni.
Aha, Alku! Komunikuję, że róża pnąca biała, ta nabyta u Davida Austina, „Rambling Rector”, okazała się istnym cudem: bujnie rosnąca, z długimi pędami, kwitnąca kiściami drobnych kwiatków o przepięknym zapachu. Teraz ma całe grona pomarańczowych głogów, bardzo ozdobne.
Niestety, nie powtarza kwitnienia.
Ale polecam ją!
Ja jutro wieczorem na koncercie Możdżera. W Warszawie z kolei.
Och, Muzyko, do Krakowa by się pojechało. Ale nie, „robota, tak wiele roboty”…
Trafne, Alku! Choć. moim zdaniem, Clancy sam sobie zaprzecza. To znaczy: swojej twórczości. Kto by tam z jego bohaterów miał czas na czytanie!- muszą przecież robić to, co chcą, i to szybciutko!
Pozdrawiam M. i poprawy życzę! Ciepło ją otulaj!
A my wczoraj z ekipą takich samych muzycznych wariatów na koncercie Zbigniewa Preisnera. Może ktoś jeszcze był w deszczowym Krakowie? Teraz długa muzyczna posucha przed nami ale Opera Wrocławska kusi, nas małomiasteczkowych;)
Dobry wieczór. Wszystko u mnie dobrze, Ulubiona, poza zjawiskiem o nazwie „rwa”, które dotknęło M. Ale walczymy z tym dzielnie. Korzystając z okazji podzielę się cytatem, który przyszedł do mnie z dość nietypowego źródła: „Jedynym sposobem, aby robić to wszystko, co chciałbyś robić, jest czytanie książek” – Tom Clancy. Trudno ująć rzecz zwięźlej.
Oo, dopiero teraz tu zajrzałam, chyba za późno, byście razem to przeczytały.
Dziękuję za miłe pozdrowienia i cieszę się z Waszej mądrej przyjaźni!
Serdecznie pozdrawiam – jedną i drugą, zmierzające już zapewne w przeciwnych kierunkach!
Stoimy na dworcu, zaraz będziemy się żegnać, po dwu dniach głębokiego wniknięcia w Poznań i w siebie nawzajem.
Trochę trudno znaleźć słowa, by to opisać, ale jesteśmy wdzięczne, że było nam dane poznać się na tej stronie i po paru latach pisania listów i nielicznych spotkań spacerować razem po Poznaniu w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości. I dużo rozmawiać, wspominać, gotować i czuć. I obserwować, jak się zmieniamy.
Dziękujemy!
Casciolino nie znałam tego wiersza,ale wciąż wszystkim powtarzam i wypisuje jako życzenia urodzinowe np, trawy zielonej i błękitu nieba.
Wystarczy tylko się rozejrzeć dookoła.
Lubię ten wiersz.
Dziękuje
Piękne, Casciolino!
Wszystko jest cudem.
Marku 91, bardzo proszę, mam nadzieję, że zamiar niespodziankowy się powiódł!
Mgła też jest czasem potrzebna :)
„People usually consider
walking on water or in thin air a miracle.
But I think the real miracle
is not to walk either on water or in thin air,
but to walk on earth.
Every day we are engaged in a miracle
which we don’t even recognize:
a blue sky, white clouds, green leaves,
the black, curious eyes of a child,
our own two eyes.
All is a miracle.”
Thich Nhat Hanh
Pani Małgosiu,
Po stokroć dziękuję za wpis do książki. Książka jakby odmłodniała… ;)
Najserdeczniejsze pozdrowienia
Dzień dobry, Ulubiony Czytelniku!
Widzę, że zbyt wcześnie opuściłam wczoraj pokład. Jak tam, wszystko w porządku?
Dzień dobry wszystkim!
Dobry wieczór, Ulubiona Autorko i ci, co nie śpią jeszcze ewentualnie.
Ja znam.:)
Dzisiaj przypada pięćdziesiąta rocznica śmierci Jerzego Stempowskiego, najwybitniejszego polskiego eseisty.
Był też stoikiem.
Warto go poznać.
Aaa! Sosno, dziękuję za wiadomość prywatną i tym serdeczniej witam miłą Stokrotkę!
Piękna akwarela, nostalgiczna i pełna spokoju. Lubię podglądać jak ktoś maluje. Myślę, że dużym wyzwaniem jest sam pomysł , zarówno na książkę jak i na obraz. Co do czytania, to polecam na jesienne wieczory „Królowie pradawnych puszcz”. Można np. przeczytać, że pierwotnie niedźwiedź w języku polskim występował pod nazwą „miedźwiedź”, czyli „miodojad”. To taka moja tęsknota za latem , pszczołami (choć tych u nas w cukierni więcej niż w ulu;)) i zielenią. I jeszcze pytanie, czy ktoś może wie, czy jest gdzieś do zdobycia „Zajmująca fizyka” Jakuba Perelmana? Pozdrawiam Sosna
Miła to technika, prawda?
Lubię w akwareli tę lekkość, delikatność i swobodę. I szybkość! Malowanie olejami jest nudne.
Maluj, Stokrotko, maluj jak najwięcej!
Repetitio est mater studiorum!
Prześliczna praca :-) też czasem lubię pomalować sobie akwarelami :-D
Powiem Terpentuli, że też to czytasz.
Dobranoc!
Dorwałam w końcu „Kobietę w czasach katedr”. I to gdzie? W bibliotece za rogiem. Życie pełne jest niespodzianek. Dobranoc.
No, ale przede wszystkim – jak się ma farbki i pędzelek.
Tak, jak się ma talent to można. :)
Dziękuję, Bogini!
Niewątpliwie, namalować można wszystko.
Piękny obrazek, no to światło księżyca można uchwycić malując, nigdy na zdjęciu, nie w ten sposób.
Jestem zachwycona.
Ciekawe, jak bardzo wszystkim nam tego potrzeba.
Święte słowa – ku pokrzepieniu serc!
Dzień dobry!
Co za miłe lektury macie.
Ach, tak wielu autorów sądzi, że czytelnicy tylko czekają na ich ponure i niechętne światu refleksje.
A to tymczasem pogoda ducha jest najbardziej poszukiwana!
PS – Na ogród przykro już patrzeć („melancholii mglisty woal”, Zgredziku!). Przenoszę wzrok na książkę i zaraz mi weselej.
Piękna ilustracja!
My ostatnio też czytamy brytyjską powieść: „Trzech panów w łódce, nie licząc psa” i oczywiście ryczymy ze śmiechu. Bardzo dobry sposób na odwrócenie uwagi od pogody i wczesnego zmierzchu. Pozdrawiam ciepło!
A ja dziś, dla odmiany, odgrzewam sobie „Emilkę ze Srebrnego Nowiu” L.M.Montgomery :D
Addio, pomidory.
Nie tak prędko, Zgredziku. Przed nami listopady i te rzeczy.
Madziu, wszystko się zmienia, i to nieustannie.
Mimo to życzę całkowicie spokojnej nocy! I idę czytać Berkeleya. Wspaniały relaks na dobranoc. Akcja nie za nerwowa, pogodny nastrój, poczucie absurdu, stara Anglia, logika aż błyszczy, wszystko chodzi jak w zegarku i wiadomo, że autor mimo wszystko nas zaskoczy, stosując charakterystyczny dla siebie podwójny „twist”. Czyli dwie puenty, druga lepsza od pierwszej. Smakołyk! („The Piccadilly Murder”)
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Dlatego zapewne gdzieś słyszałam (gdzie?, od kogo? – nie pomnę), że w procesach sądowych zeznania świadków nie mają już takiego znaczenia, jak niegdyś. To mi się wydaje logiczne. ;)
A detektywi mają swoje sposoby, zwłaszcza jeśli posiadają intuicję, zmysł obserwacyjny i talent psychologiczny. Bywają tacy czasem – w powieściach.
Poziomeczka naprawdę bardzo fotogeniczna. :)
No i jak ci detektywi mają ustalić właściwą wersję wydarzeń, skoro każdy świadek widzi i rozumie coś innego?
Pytam jako zagorzała czytelniczka powieści detektywistycznych z brytyjskiej złotej ery.
Nawiasem mówiąc, teraz odkrywam całość twórczości Anthony’ego Berkeleya. Mistrz! Oczywiście oksfordczyk. W Polsce tłumaczono jego „Omyłkę sądową” i klasyczne „Zatrute czekoladki”, arcydzieło gatunku.
W oryginale czyta się to zupełnie inaczej i oczywiście lepiej, bo w przekładzie ginie jego z lekka czarny humor oraz przeróżne niuansiki.
Najpierw się zmartwiłam, że ta ilustracja nie wejdzie w skład – jak to: taka śliczna?! Moja ulubiona z dotychczas widzianych. Ale już jestem uspokojona. Okazuje się, że też źle zrozumiałam, uff. Idę obejrzeć poziomeczkę :)
Poziomeczka jest do obejrzenia na kieres.net
Niepoprawny dystrakt ze mnie! Aaaa… pamiętam tamtą, była śliczna, ale ta cudeńko!
A u Adminki słonecznie. I jaka słodka poziomeczka. Zobaczcie :)
Chesterko, to ta jest ta lepsza.:))) (Od pokazanej tu w październiku 2018…)
Gio (wiad.pryw.), Nutrio, aha, teraz rozumiem.
Faktycznie, pod kwitnącym grudnikiem można było dostrzec tę ilustrację z pieskiem i księżycem. Dobrze zapamiętałyście! – a ja pamiętałam tylko, że pokazałam zdjęcie grudnika.
To na takich różnicach w zapamiętywaniu przyłapuje świadków każdy porządny detektyw.
Z moich ust??? Jakże ja to mam rozumieć, moja Droga Ukochana Autorko!?
Ciekawe, jaka jest ta „lepsza” skoro tu takie cudo!
Gio (wiad.pryw.)- ba, ale to bynajmniej nie to samo.
Po prostu – tu ciągle jest sporo księżyca, w różnych postaciach.
Można się mile zabawić w „Znajdź różnice”.
Nawiasem mówiąc, ta mglista ilustracja z października 2018 ostatecznie nie weszła w skład „Miedzianego listka”. Namalowałam lepsze.
Nie, Nutrio, pokazuję go po raz pierwszy.
Dziękuję za miłe słowa.
A w imieniu córki dziękuję Wioli M.!
Przepiękna ilustracja, „Miedziany listek” zapewne też taki będzie. Czekam już na grudzień, żeby w czytelniczych polecankach dla dzieci umieścić „Złotą gwiazdkę”, a i sama pewnie im poczytam. Choć tyle jest pięknych książeczek, że aż nie wiadomo, które wybierać. My niedługo doczytamy Czarnego Noska.
A mgły lubię, zachwycam się nimi, te mlecznobiałe unoszące się nad łąkami i rzekami o wschodzie słońca jeszcze w końcówce lata, tak bajecznie wszystko wtedy wygląda. I te jesienne, może trochę bardziej ponure, szare, za to jak miło kojarzące się z Bieszczadami.
(PS: Co dobrego dyniowego Księgowi robią? Teraz chyba już na to czas, sama kilka razy wykorzystywałam dynię do obiadu).
Bardzo ładny obrazek, Pani Małgosiu. Czy czasem Pani go już tutaj nie pokazywała kiedyś?
Wschód, Chesterko! Dziecko wraca ze spaceru.
Dziękuję za pochwałę! Z Twoich ust – ho, ho!
Co za piękną ilustracja, te odcienie przechodzące jeden w drugi! Czy to wschód czy zachód księżyca?
Zdecydowanie, Szancer najlepszy :-) kupiłam kiedyś Coreczce „Dziadka do Orzechów „, przejrzawszy tylko na szybko w księgarni, ale potem zalowalam, bo nie ma się co równać do tego wydania ilustrowanego przez Szancera właśnie, no i z takim pięknym tłumaczeniem… muszę jej kupić to, które sama czytałam:-) ale i tak moja Mała, mając półtora roku, mówiła pięknie „Fred”, „Klara” i „myszy” :)) więc jednak jakieś plusy były:)
Ja też bardzo lubiłam „Dziadka”. Ale tylko z ilustracjami Szancera!
Te z oryginału niemieckiego były straszne i nieładne.
Całe szczęście, że myszka nie trafiła również pod okrutne berło siedmioglowego Króla Myszy:-)
Swoją drogą, „Dziadek do Orzechów ” E.T.A. Hoffmanna to jedno z literackich olsnien czasu mojego dzieciństwa ❤ urzekła mnie ta piękna opowieść, do dziś pamiętam opisy tych cudowności z królestwa Dziadka do Orzechów.
Północno-zachodnim, racja.
Obłęd dokucza mi tylko przy wietrze północno-zachodnim; kiedy wieje wiatr z południa, potrafię doskonale odróżnić jastrzębia od kurczęcia, a młotek od obcęgów.
:-)
Mógł ją przeszyć swym rapierem Dziadek do Orzechów.
Dzięki, KokoszaNel.
Dobromiło, mówiłam, to wiatr winien.
Hamlet też reagował na wiatr, zwłaszcza północny.
Jak nie wieje, to nie robię literówek!
O, zdecydowanie! Mogła ją zjeść królewna z marcepana. Chociaż … to
raczej odwrotnie było.
Cudny obrazek pełen księżyca. I mgły.
Lubię.
Ach, dzisiaj w pracy popatrzałam na to z innej strony i zaczęłam się tak bardzo śmiać, a nikt nie wiedział dlaczego… ;-) I poprosiłam szefa, żeby mi dał jeszcze jedno zlecenie! :-)
Kiedyś robiłam korekty, Pani Małgosiu, to pewnie dlatego.
Pozdrawiam :-)
Och, mógł ją spotkać gorszy los…
Co do obrazka: Asiu, zawsze mnie to podobnie zdumiewa. Malowanie to czary.
Pani Małgosiu, pięknie oddaje Pani nastrój chwili. Dziwy nad dziwami, żeby ruchem pędzelka wyrazić tyle emocji:)
Ten wietrzny czas, spędzam z Flannery O Connor ( poznanej dzięki Atenie). ” Ocalisz życie, może swoje własne” uczy wrażliwości a nawet czujności w spojrzeniu w głąb siebie, w sferę w której dzieją się rzeczy ważne, które niedostrzeżone i zlekceważone mogą zaważyć na ludzkim życiu.
No, doprawdy ważna książka.
Po raz pierwszy odkąd zamieszkaliśmy niedaleko lasu, pojawiła się w domu myszka. Mąż zakupił klateczkę i bidula złapała się wczoraj, serek ją skusił. Została wyniesiona na łąkę, małżonkowi zakręciła się chyba nawet łezka w oku… Osobiście wolę, żeby każdy znał swoje miejsce chociaż doprawdy maleńka była i taka wystraszona.
Dziękuję za sonet, Mimi!
Leopold Staff
Jesień
Jesienny czas! Cudownych blasków czas!
O, dęby buki, klony i platany,
Ciepłych odcieni stubarwne organy,
Na których złotą symfonię gra las!
O, pełne słońca przepychów i kras,
Melancholijnie milczące polany,
Kędy przez liści ogniste dywany
Przechodzi piękna bóg ostatni raz!
Dusza ma, zda się, o tysiące lat
W przeszłość cofnęła się na czas zdroju,
W wiek ziemi błogi, szczęśliwy i młody,
I patrzy z żalem, jak ginie ten świat,
Jak kona z boskim uśmiechem spokoju
Olimp radości, piękna i pogody…
Rzeczywiście, wiersz i obraz idealnie się dopełniają. Tak, jakby jeden był komentarzem do drugiego :-) wersy o mgle i wietrze doskonale oddały wczorajszą pogodę! Za to pierwszy dzień października powitał nas (przynajmniej tu, w Małopolsce, w okolicach Tarnowa) piękną, słoneczną aurą. Złota polska jesień!
Dobromiło, brawo, ty jedna zauważyłaś literówkę!
Już poprawiłam, wiatr oczywiście.
Uwaga: ten zły nastrój i zmęczenie to na pewno w dużej mierze wina wietrznej pogody.
Jutro będzie lepiej!
Dobry wieczór Pani Małgosiu
A czy tam nie powinno być: „Przyjdzie wiatr”, zamiast – „Przyjdzie wiar”???
Zmęczona jestem. Zawiścią kolegów z pracy. :-( Człowiek się stara, daje to, co ma najlepszego, szef to docenia, daje mu jeszcze więcej pracy, a zazdrośni plotą trzy po trzy, żeby tylko kogoś oczernić, makabra! :-/
Jak ktoś się zastanawia czy z pasji da się wyżyć, to mówię, że da się. Nie wiem, w co ręce włożyć, musiałam zacząć odmawiać, bo nie można przecież siedzieć w pracy od rana do nocy…
Pozdrawiam ciepło :-)
Ciekawam tej pomocy wychowawczej. Przyda mi się,oj przyda.
Jak ja lubię te duety: ilustracja DUA i Wierzyński. Co za klimaty! Moja dusza uleciała beztrosko gdzieś na pola…
Dziękuję, Madziu! – za oba komunikaty.
Raportuję, że Jeżycjadę (w nowej kolekcji) czyta się, jak zwykle, niezwykle przyjemnie!
A ilustracja jest po prostu prześliczna. :)
Już niedługo, Aleksandro!
Ważna książeczka, mamy (i ciocie też!) się ucieszą – duża pomoc wychowawcza, zwłaszcza na początku roku szkolnego.
Nie mogę się już doczekać tego „Miedzianego listka” i reszty ilustracji do niego :)
Ha, Motylku!
Czego się nie robi dla córeczki!
Biedne drzewa!
Właśnie wracaliśmy samochodem przez nasze lasy – oj, jakie szkody wichura wyrządziła! Wszędzie pełno połamanych gałęzi.
Zuziu, jak miło, że młode osóbki też słuchają piosenek Starszych Panów!
Dzień dobry!
Wydałam impulsywny okrzyk zachwytu w postaci gwałtownego nabrania powietrza w płuca po zobaczeniu tego małego arcydzieła (ilustracji, gdyby ktokolwiek miał wątpliwość o czym mowa).
A wraz z kolejnymi linijkami wiersza mistrza W. w moich oczach pojawiały się ogniki, coraz więcej ogników! Ależ my się rozumiemy. Przecież pogoda dziś jest zachwycająca! Przecież, gdy wejdzie się już do domu i stwierdzi, że pokonaliśmy tę walkę z parasolem, udało nam się nie zaplątać we własnych nogach i rozwiązaliśmy dylemat, które ubranie przytrzymywać najpierw, można obnosić się z poczuciem triumfu i chwalić do wszystkich, że tacy zdolni jesteśmy! A potem słuchać Starszych Panów i nie odrywać wzroku od przedstawienia, jakie fundują nam dziś drzewa.
Zastanawiam się tylko, skąd porównanie do ameby…
Prześliczna ilustracja! Ależ ten,, Miedziany listek” będzie piękny.
Dobrego tygodnia! :)
Wyjątkowo czuł.
I miał szczególny dar widzenia.
PS – to nie jest właściwie obraz, tylko mała ilustracja (tusz akwarelowy, kredka akwarelowa i trochę białej tempery).
Dzięki za miłe słowo!
Przepiękny obraz, zgadzam się! I wiersz podobnie. Jak ten Wierzyński czuł Naturę!
Dziękuję, Marto!:)
Przepiękny obraz. A najpiękniejsze jest światełko w oknie…
Właśnie!
Ledwie rano wrzuciłam „przyjdzie wiatr”, a już przyszedł i zerwał łączność. Siła poezji!!!
Dopiero przed chwilą pojawił się prąd.
Ten wiersz bardzo do mnie przemawia. Przecież Wierzyński był mistrzem!
Dzisiejszy dzień jest tak cudownie wietrzny. Porywy wichury szastają liśćmi, powietrzem i całym światem. Nawet deszcz jest przyjemny. przebłyskuje słońce. Prawdziwa jesień.