Wrzesień

Pissaro-Apple-Picking-1888

Camille Pissaro (1830-1903) Zrywanie jabłek

 

 

Robert Frost  (1874-1963)

 

PO ZRYWANIU JABŁEK

 

Jeszcze drabina w niebo podwójnie wystrzela

Poprzez drzewa koronę

I stoją jeszcze u jej stóp nie napełnione

Kosze i jeszcze gałąź gdzieś z dwoma czy trzema

Jabłkami sama prawie do rąk mi je kładzie.

Ale na dzisiaj dość już mam roboty w sadzie.

Sen zimowy wieczorne niebo przyrumienia

Zapachem jabłek: senność przybliża się skrycie.

Nie mogę przetrzeć oczu z dziwności widzenia,

Którą się zaraziły, kiedy dzisiaj rano

Przez szybkę, zdjętą z wody w drewnianym korycie,

Spoglądały na trawę szronem obsypaną.

Lód zaczął topnieć, wymknął się, roztrzaskał. Ale

Było już dla mnie jasne

W chwili, gdy z rąk wypadał, że niebawem zasnę,

I moje własne

Sny ujrzałem zawczasu w tającym krysztale.

Wyolbrzymione jabłka płyną, wyraziste,

W oczach; widoczna jest każda drobina

Pyłu, ogonek, skaza skórki, uschły listek.

W obolałym podbiciu trwa ćmiąco i stale

Nacisk prężnego szczebla. Ciało czuje drżenie

Drabiny, chwiejność, kiedy gałąź się ugina.

A w uszach wciąż się piwnicznie panoszy

Głuche dudnienie

Jabłek, wysypywanych z przydźwiganych koszy.

Za dużo było dziś tego zrywania

Jabłek: tak, jestem przemęczony,

Choć sam liczyłem  na obfite plony.

Te tysiące owoców, te ciągłe starania:

Ująć w dłoń, nie upuścić, złożyć na szczyt góry

Innych. Bo każdy, który

Upadł na ziemię, nawet całkiem zdrowy,

Nie otłuczony, nie nakłuty źdźbłem ,

Szedł na stertę odpadów o groszowej cenie,

Z których można wycisnąć tylko sok jabłkowy.

Wiem już zawczasu, jakie przywidzenie

Przetrwa pod powiekami, kiedy zasnę – wiem.

Gdyby nie zniknął w norze,

Jedyny chyba suseł potrafiłby orzec,

Czy zasnę jego długim snem, gdy się położę,

Czy tylko ludzkim snem.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

 

Robert Frost
.
AFTER APPLE-PICKING
 .
My long two-pointed ladder’s sticking through a tree
Toward heaven still,
And there’s a barrel that I didn’t fill
Beside it, and there may be two or three
Apples I didn’t pick upon some bough.
But I am done with apple-picking now.
Essence of winter sleep is on the night,
The scent of apples: I am drowsing off.
I cannot rub the strangeness from my sight
I got from looking through a pane of glass
I skimmed this morning from the drinking trough
And held against the world of hoary grass.
It melted, and I let it fall and break.
But I was well
Upon my way to sleep before it fell,
And I could tell
What form my dreaming was about to take.
Magnified apples appear and disappear,
Stem end and blossom end,
And every fleck of russet showing clear.
My instep arch not only keeps the ache,
It keeps the pressure of a ladder-round.
I feel the ladder sway as the boughs bend.
And I keep hearing from the cellar bin
The rumbling sound
Of load on load of apples coming in.
For I have had too much
Of apple-picking: I am overtired
Of the great harvest I myself desired.
There were ten thousand thousand fruit to touch,
Cherish in hand, lift down, and not let fall.
For all
That struck the earth,
No matter if not bruised or spiked with stubble,
Went surely to the cider-apple heap
As of no worth.
One can see what will trouble
This sleep of mine, whatever sleep it is.
Were he not gone,
The woodchuck could say whether it’s like his
Long sleep, as I describe its coming on,
Or just some human sleep.

150 przemyśleń nt. „Wrzesień

  1. Piękny kościół. Zdolna młodzież. A posłuchać też można?
    Dziś u nas wichura i przelotne ulewy. Kogucik w ramach obciążenia przeciwwichurowego przytaszczył po drodze ze szkoły kasztany w liczbie 118. Planuje sprzedaż w celach charytatywnych.
    Meldujemy, że wczoraj świętowaliśmy chrzest naszego Pisklątka. :)
    Piszę z rzadka, bo zwykle mam pełne ręce Małgorzaty.

  2. W moim małym miasteczku również będzie można posłuchać czegoś „z Moniuszki” – jutro recital pieśni moniuszkowskich, m.in. ze „Strasznego dworu”.

  3. I orkiestra symfoniczna też! ech, dusza rośnie jak się na nich patrzy i słucha. W tejże kolegiacie bywał prawdopodobnie sam Beethoven. Piękny barok, w całej krasie..

  4. Bardzo Was proszę, wpiszcie temat: „Moniuszkowski dzień na festiwalu beethovenowskim w Głogówku”
    Powinny się pokazać dwa rodzaje skarbów: młodzieżowy i barokowy. Nacieszcie oczy!

  5. Bardzo interesujący obraz ze św. Hieronimem. Wiele smakowitych szczegółów do kontemplacji i ten lew łagodny jak baranek. Obraz tchnie spokojem. Lubię i muszę pooglądać na większym ekranie.
    Jakubie, dziękuję za tę ciekawą podpowiedź.

  6. A zbliża się św Hieronima, patrona bibliotekarzy, bardzo lubię obraz Colantonio na którym Hieronim otoczony jest książkami i wyciąga cierń z łapy lwa. Pozdrowienia dla wszystkich bibliotekarzy i nie zapominając o jabłkach.

  7. O, dzień dobry, jak miło znów tu zajrzeć! Cieszy mnie wszystko, Dzień Jabłka, poezja Konopnickiej i Wasze refleksje :-) dobrze mieć takie miejsca, do których można zajrzeć, żeby przystanac w codziennym biegu :-)

  8. Jakie to ładne, Zuziu. Miło,że się z nami podzieliłaś tym obrazkiem. Uśmiecham się do Ciebie i do wszystkich, którzy tu jeszcze zajrzą.
    Dobranooooc…

  9. Dobry wieczór!
    Minęłam dziś kogoś z rodu Józefa i od razu pomyślałam, że KG spodoba się ten urywek codzienności.
    Do szkoły wybieram dłuższą drogę. Wysiadam na wcześniejszej stacji metra i mijając łypiące zza szyby smakowite okładki na wystawie, skręcam do Parku Saskiego, aby przed rzuceniem się w szkolny wir, pamiętać zawsze, że jest jeszcze ta druga strona świata, w której można zbierać kasztany i chodzić tyłem po uśpionych alejkach. Dziś szłam tak znowu. We mgle i z szarą plamą nade mną. Uderzyło mnie, że choć uważa się, że w mieście jest hałas, ono milczy. Nikt nic nie mówi, zgrzyta coś tylko albo piszczy, może ktoś gra, ale nikt nic nie mówi. No może oprócz tej dwójki:
    „Ach, ale piękna dziś pogoda!”
    „Szaro i buro.”
    „Nie! Popatrz tylko, jak cudownie!”
    Obejrzałam się, rozjaśniona uśmiechem i zobaczyłam pana, równie promiennego, a wokół niego ciepłą aurę.

  10. Pięknie pisze Konopnicka. Trwam w zachwycie… Ciekawe, czy wiedziała, jak o niej ładnie pisał Sienkiewicz?

  11. Ech, poezja, poezja…
    Aż strach pomyśleć, ilu wspaniałych wierszy bym nie znała gdyby nie Wy!!! A może – kto wie? – w ogóle nie obudziłaby się we mnie miłość do poezji?
    Chciałabym Was kiedyś poznać!

  12. To jest jeszcze inny wiersz Marii Konopnickiej:
    W GÓRACH.
    I.
    Przygrywka.

    Maria Konopnicka (1842-1910)
    Wkoło mnie otoczyły moje równie senne,
    Pasmem jednakiem.
    Ale ja sobie lecę w krainy odmienne, —
    Umiem być ptakiem.
    Błękitna przestrzeń mruga, zaprasza do siebie,
    Skrzydeł nie nuży…
    Pędzim sobie we trójkę: ja, obłok na niebie,
    I listek róży. —
    Listek najpierwszy upadł na wioskowym kopcu
    Cudzej granicy,
    Jak rzucone słóweczko drogiemu mi chłopcu
    Mdłej obietnicy…
    A obłok powiał dalej… pod słonko się stroi
    W biel i we złoto,
    Aż u chaty ostatniej, co w kraju mym stoi,
    Zadrżał tęsknotą…
    Wiatr szarpnął go za szatę, rozrzucił mu włosy,
    Toż łzami leci
    Na łączkę, gdzie pod gruszą siedzi dziaduś bosy
    I kupka dzieci…
    Nie chce odlecieć dalej! Z tej mgły urodzony,
    Z oparów rzeki,
    Gdzież mu zwiedzać świat obcy, inne jakieś strony
    I kraj daleki?
    Więc sama lecę… sama, choć serce mnie boli
    I smutno wróży…
    Czemuż nie chciał obłoczek podzielić mej doli,
    Ni listek róży?
    Z obłoczka jabym sobie wieczorem pod głowę
    Zwiła posłanie;
    A z listka zasię róży — toć czary gotowe
    Na zakochanie.
    Lecz sina dal pociąga, i wabi, i nęci,
    Jak cud nieznany…
    Ej! ujrzę raz na oczy insze sianożęci
    Insze kurhany!
    Ej! posłyszę ja przecież, jakto ludzie gwarzą
    Obcym mi gwarem…
    I wypatrzę miesiączek, z jaką wstaje twarzą
    Nad cudzym jarem…
    I dowiem się raz wreszcie, gdzie tęcza podziewa
    Wstążek swych końce?
    I jakie tam piosenki o zmroku rozbrzmiewa
    Echo mdlejące.
    U nas w wiosce znam wszystko… wszystkiegom już syta,
    Aż do znudzenia…
    Codzień zza tego wzgórza słońce rankiem świta,
    Nic się nie zmienia.
    Wiem, gdzie rosną dziewanny, a gdzie niezabudki
    W przydrożnym rowie;
    Wiem, gdzie szary słowiczek zwił domek malutki
    W naszej dąbrowie;
    Wiem, gdzie ojciec łan orze, gdzie matka wybiela
    Cieniutkie płótna;
    Wiem, jak w święto wieczorem grzmi wiejska kapela,
    Jak fletnia smutna…
    Lasek, cmentarz, kościołek, starego plebana,
    Znam już z pamięci…
    Tęskno mi! — ej, pociąga dal sina, nieznana,
    Wabi i nęci!

  13. Czytam, czytam. W tej chwili na pustej plaży, przy wtórze szumu fal, ze słonkiem grzejącym w plecy i niebieskim niebem pomazanym strzępami chmur. Pięknie jest.

  14. I dalej Sienkiewicz:
    „Cały ten tak poczynający się wstęp sam się śpiewa jak jakiś mazurek Szopena: ma własną dziwną nutę, w której słychać szmer świerków górskich, kosodrzewu – i odgłosy ligawek pastuszych. Jest tam echo zupełnie takie, jak w górach. Czytelnikowi chce się po przeczytaniu zawołać: Hop! Hoop! – i czekać bacznym uchem na echową odpowiedź ze skał”.

  15. Jeszcze jest wiersz: „W górach. Noc.”
    A mogą być i inne wersje, po prostu.

    Widzę, że miło sobie czytasz sienkiewiczowską korespondencję, Wilku Morski!

  16. Ciekawe, że nie ma w tym wierszu fragmentu cytowanego przez Sienkiewicza:
    „Otoczyły mnie wkoło moje równie senne
    Pasmem jednakiem,
    Ale ja sobie w krainy odmienne:
    Umiem być ptakiem”.
    Jakaś wcześniejsza wersja?

  17. Maria Konopnicka

    W GÓRACH

    Pójdź, pójdź za mną w gór tych ciszę,
    W chłód tych zdrojów, w cień tych lasów,
    Będziem śpiewać stare pieśni,
    Stare pieśni dawnych czasów.

     — Ho! ho! echo z wiatrem leci.
     Na swobodzie, w leśnej głuszy,
     Pieśń zajmuje się płomieniem
     I wybucha z głębi duszy.

    Precz mi z pieśnią tą majową,
    Ze słowiczą a miłosną!
    Dla szczęśliwych tylko wiosna,
    Dla szczęśliwych kwiaty wiosną…

     Ty mi śpiewaj pieśń tę grzmiącą.
     Co na orlich skrzydłach lata,
     Lata, szuka, czy nie znajdzie
     Gniazda swego wpośród świata.

    Śpiewajże mi pieśń tę starą,
    Chorągwianą pieśń ogromną,
    Niech jej wtórzą wichry bujne,
    Niech ją góry te przypomną…

     — Hej! nie stało głosu tobie,
     Wiatr pomieszał pieśni twoje!
     Tylko sosny czarne szumią,
     Tylko huczą górskie zdroje…

  18. Z „Listów z podróży do Ameryki” Henryka Sienkiewicza:

    >Co za śliczny wiersz w numerze dwudziestym dziewiątym „Tygodnika”, zatytułowany „W górach!”. Zacząłem go czytać z lekceważeniem, jak wszystkie takie ulotne poezyjki, a skończyłem zachwycony (…)
    Pod wierszem znalazłem napis: „Maria Konopnicka”. Nie znam tej poetki (…)
    W każdym razie ta pani lub panna ma prawdziwy talent, który przyświeca przez wiersze jak promienie świtu przez mgłę (…)
    Chwalę otwarcie, wiem bowiem, że o ile nic tak nie szkodzi miernościom, jak pochwała, o tyle nic tak nie zachęca, nie podnieca i nie zagrzewa prawdziwego talentu, jak szczere pochwalne uznanie.<

  19. A Adminki wybrały się do Bydgoszczy – opera tamtejsza dała piękny spektakl „Strasznego Dworu” – w prześlicznej scenografii autorstwa trzech młodych pań.
    Niestety!- nie było finałowego mazura w pełnej krasie. I Adminiątko go nie poznało należycie.

  20. Szkolenie w lesie dotyczyło bioróżnorodności a i tak oko uciekało mi w stronę ewentualnych grzybków.
    Moniuszko (msza i litania do Matki Boskiej Ostrobramskiej) był cudowny. Jeszcze mi gdzieś w środku dalej gra ta muzyka ;)

  21. Ach, jesień, jesień… ogień trzaska w kominku…
    Mama Isi byłaby świetną pisarką, ale chciałabym też zobaczyć Zgreda w akcji.

  22. Madziu Z, dziękuję za uroczą wiadomość prywatną. A zobaczysz dopiero, jak to będzie na żywo!
    Radość, radość, tak jest!

  23. I ja bardzo lubię te i inne ulubione utwory Woody’ego Allena.Ten pierwszy zaś, rzeczywiście bardzo pogodny, przypomina mi zawsze muzykę z filmu o Arsenie Lupin.
    Tak, to bardzo dobra muzyka na wrzesień.

  24. Zbiorek Stevensona był wydany po polsku jako „Cudowny ogród wierszy”, w tłumaczeniu Ludmiły Marjańskiej i z ilustracjami Anny Stylo-Ginter. Też go lubię.

  25. Mnie też się serduszko ociepla. Szczególnie kiedy tak czytam wasze przemyślenia do mnie skierowane wobec szkolnej rzeczywistości. Ile energii przybywa!
    Dziękuję, Cassolino, że o mnie pomyślałaś i za polecenie tomiku. Może go naprawdę nabędę.

  26. I jeszcze coś na ocieplenie, poszukajcie na YT : Woody Allen – Best Movie Soundtracks.
    Rozkoszny jest ten pierwszy utwór: Sidney Bechet – Si tu vois ma mère (Midnight in Paris)! Człowiek musi się przy nim uśmiechać.
    No, po prostu w kółko go dziś słucham!

  27. Piętaszku, dziękuję, nawet nie wiesz, jak mi Twój komplement ocieplił serduszko (akurat dziś bardzo mi tego ocieplenia było trzeba). Służę nowinami w miarę możliwości.

  28. Moliku, między innymi z myślą o Tobie zamieściłam tutaj ten wiersz. W ogóle polecam Ci cały tomik (A Child’s Garden of Verses), z którego pochodzi.

  29. Klaudyno, takie Księgowe jak Ty, to prawdziwy skarb, dzięki któremu, nic co cenne nam nie umknie :)

  30. Gio kochana, Sowo , Moliku, no to mam zagospodarowany gryplan na najbliższe ćwierćwiecze z przyległościami;)

  31. Piękny wiersz, Casciolino :) Eco miał rację mówiąc, że książki że sobą rozmawiają;) wiersze też:*

  32. In the other gardens
    And all up the vale,
    From the autumn bonfires
    See the smoke trail!

    Pleasant summer over
    And all the summer flowers,
    The red fire blazes,
    The grey smoke towers.

    Sing a song of seasons!
    Something bright in all!
    Flowers in the summer,
    Fires in the fall!

    R.L. Stevenson

  33. Dzień dobry!
    Dzisiaj niebo ma piękny, chlodnoblekitny odcień, poprzerzynany pasmami bieli. Wygląda, jakby przebijalo się przez cienki woal mgły, lub – jak kto woli – zostało namalowane przez utalentowanego akwareliste.
    W samym słowie „wrzesien” mieści się paleta najpiękniejszych barw, a końcowe spolgloski brzmia w nim tak aksamitnie miekko, ze aż chce się przytulać! :) więc przytulam wszystkich mentalnie- wrzesniowo :)

  34. Opowiadać umiała, tego jej nie ujmuję, ale tych ideologicznych wynurzeń różnych rewolucjonistów nie dawało się czytać. Patrycja powinna się była trzymać tego, co znała – starej, dobrej Anglii. Szczególnie rewelacje w temacie Rosji Sowieckiej budzą jeno śmiech pusty.

  35. Dzień dobry!
    W najnowszym dostępnym numerze kwartalnika „Guliwer” (4/2018) Izabela Sobczak i Aleksandra Wieczorkiewicz przeprowadzają długaśny (dziesięciostronicowy!) wywiad z Emilką Kiereś pt. „Czego nie widać”. Z przemiłej (a uczonej) tej rozmowy możemy się dowiedzieć co nieco o polskim przekładzie baśni George’a MacDonalda, o baśniowości we własnych książkach, miłości do Mickiewicza, tematach „dorosłych” w literaturze dziecięcej, wyemancypowanych mężatkach i szalonych podróżnikach w kapciach oraz o książkach „w pisaniu” – mam nadzieję, że nie ujawniłam za dużo, za to zachęciłam do przeczytania!

  36. Czytając Wasze komentarze staram się przekonać do jesieni ale chyba jednak nie da rady. Jutro sobie osłodzę bo trwa festiwal L.v. Beethovena w Głogówku i w jego ramach jadę na koncert…moniuszkowski. Pojutrze zaś na szkolenie do lasu gdzie może i jaki grzybek się znajdzie. Zbieranie grzybów to jedyna dla mnie zaleta jesieni ale za to jaka!

  37. Ach, niestety, niestety! Patrycja W. skopała finał.
    A tak się świetnie książka zapowiadała!
    No, ale czytało się bez tchu, przyznaj, Mamo Isi. Ona naprawdę umie opowiadać.

  38. A propos kryminału – przeczytałam „A Marriage Under The Terror” i wolę swoje zakończenie. Co to za obyczaje, żeby kryminał kończyć niemal natychmiast po wyciągnięciu narzeczonej spod ostrza gilotyny! Fi donc!

  39. Może faktycznie ze szkoły. Już nie pamiętam.
    Uważam, że mama Isi chyba naprawdę najlepiej by odnalazła się w sztukach teatralnych. Niczym Kal Amburka… Zresztą, przynajmniej połowa Księgowych mogłaby zacząć pisać. Tak świetnie się Was czyta!

  40. Mamo Isi, włączam się w tę presję społeczną, podoba mi się zwłaszcza pomysł sztuki teatralnej/sztuk teatralnych. Wyobrażam sobie te owacje na stojąco i publiczność skandującą: „Au-tor! Au-tor!”.
    No, może trochę zaszalałam z tą wizją… przypuszczam, że akurat taka perspektywa prędzej Cię odwiedzie od pisania, niż do niego zachęci… ;-)

  41. Obok wspomnień, na półce postawiłabym też jakiś kryminał pióra mamy Isi albo sztukę teatralną.

  42. Asiu, tłumaczenia literackie to dawne czasy; teraz od przypadku do przypadku tłumaczę jakieś listy dialogowe, czy opisy techniczne;)

  43. Z całego serca dziękuję za zachęty i pochwały; obiecuję, że naprawdę się postaram, jak tylko znajdę kawałek czasu;)

  44. Błotwijku, dziękuję :)
    Żadnej z tych książek nie czytałam i czym prędzej biegnę do biblioteki. Tłumaczenia muszą być świetne.

  45. Kochani!
    Witajcie jesienią! Przylaczam się do zachwytów nad cudami jesieni: jabłkami, ogniskami, zapachem chłodnego wieczornego powietrza, babim latem. W zeszłym roku po raz pierwszy zobaczyłam nitki babiego lata zdobne poranną rosą. Swarovski niech się schowa…
    Czekam też bardzo na jesienne mgły, które ogromnie lubię.
    Przyłączam się do ogonka, który stoi już pod drzwiami księgarni w oczekiwaniu na wspomnienia Mamy Isi. Uwielbiam takie piękne wspomnienia pięknych ludzi…

  46. Asiu, i jeszcze książki F.H. Burnett: „Mali wędrowcy”, „Sekret markizy”, „Tajemnica dworu w Stornham”. Tłumaczyła Mama Isi.

  47. Chyba znam skądś wiersz przytoczony tu przez Krzysztofa. Nie umieściła go Pani czasem na stronie zeszłej jesieni?
    Moje wspomnienia się dopiero tworzą. Ciekawe, jak będą wyglądały…

  48. O, jakże czekałam na ten jesienny wpis!
    Obraz bardzo mi się podoba. Jest trochę… elegancki. I świetnie pasuje do wiersza. A wiersz taki klimatyczny i mądry, choć wydawał mi się na początku niepozorny. Przeczytałam go także w oryginale (dobra okazja do podszkolenia języka!). Wtedy polubiłam go jeszcze bardziej.

  49. Dzień dobry!
    Tyle się tu pisze o pięknych wspomnieniach. Może mogłabym polecić książkę ” Marianna i róże” Joanny Fedorowicz i Joanny Konopińskiej,napisaną na podstawie odnalezionych wspomnień wielkopolskiej ziemianki żyjącej na przełomie XIX i XXX wieku. Są to spisane przez matkę dla dzieci i wnuków tradycje i obyczaje rodzinne w ówczesnej Wielkopolsce. Czyta się z wielką przyjemnością!
    Pozdrawiam Wszystkich serdecznie

  50. Dzień dobry!
    Charlotka ciocią, a Agaja babcią!
    Co za miłe jesienne nowiny o plonach!
    Pozdrawiamy śpiącego młodzieńca, niech rośnie zdrowo!

  51. Pozdrawiam serdecznie z babim latem i… siostrzeńcem Charlotki, który właśnie zasnął pod moją (jakże czułą!) opieką.

    Z opóźnieniem chciałabym napisać jak bardzo przypadł mi do serca portret p. Hanny Borejkowej. Dostrzegam w nim też pewne podobieństwo do Autorki…

    To jest bardzo ciekawe jak rozmaite skojarzenia w nas drzemią – mówiąc „jesień” ciągle widzę w wyobraźni rude (boimka dwurzędowa i sit!) stoki Tatr Zachodnich i Malej Fatry. I (w Tatrach) rude kozice na tych trawach pod skałami…

    Śle wiele ciepła

  52. Ależ miłe i piękne klimaty tutaj…sady, pola, wykopki, mgły, radosne świnki w kąpieli, koguty, ptaki szykujące się do ciepłych krain… Hania Banaszak. Sama poezja.
    Mamo Isi, chcę mieć na półce Twoje wspomnienia i basta.

  53. O tak, Mamo Isi, pisz!
    Ale w tej chwili to bardziej chciałbym przeczytać coś co przetłumaczyłaś. Co to może być zachodzę w głowę o tej nocnej porze.

  54. Dziękuję, Starosto kochany. Na razie jakoś przerzuciłam się na czytanie :) Toteż z niecierpliwością czekam na ” Na Jowisza”, bo to, co już się ukazało po uchyleniu rąbka tajemnicy, wygląda tak smakowicie i zachęcająco, że nie wiem.

  55. A nasz Wójcik także pięknie pisze.:)
    I też się go miło czyta.
    Parę zdanek dziennie, Wójcie kochany! Pamiętaj!

  56. Przyłączam się do chóru mobilizującego Mamę Isi. Od dawna mówię i powtarzam: Mamo Isi, pisz! Bo wielce przyjemnie się Ciebie czyta. Parę zdanek dziennie? To jest bardzo dobry kierunek myślenia:)

  57. Ten piękny obraz i równie piękny wiersz wyciągnęły mnie z otchłani spraw szkolnych, w których nurzam się od dwóch tygodni. Jaka tu miła jesienno – wspomnieniowa atmosfera. Pachnie jabłkami i dymem, i życzliwością jak zwykle. I ja, i ja uczyłam się skręcać powrósła. Teraz myślę, że dorośli w swej mądrości, uczyli nas tej sztuki, głównie po to, abyśmy my dzieci, nie plątały się pod nogami i nie przeszkadzały. Ale jakież to było pedagogicznie słuszne posunięcie! Do tej pory pamiętam poczucie ważności mojej pracy, że te powrósła są takie konieczne i bez nich to an i rusz. A potem jadło się drugie śniadanie: chleb z masłem posypany solą bądź cukrem, wedle uznania. Ja wolałam z cukrem. Teraz wybrałabym z solą.

  58. Tak i to był właśnie mój codzienny obiad i nikt mi przynajmniej nie mówił ze umrę, bo mięsa nie jem.

  59. Jesień mojego dzieciństwa i młodych lat to charakterystyczny, rzesko-ostry zapach ziemi, wykopki (z przerwą na pyszne bułki przygotowane przez Mame), jak u Anette pełne rozmów i śmiechu, a po nich palenie lodyg ziemniaczanych, które cudownie pachniały, babie lato, zrywanie jabłek w sadzie …

  60. Co za piękny wpis tu widzę! Śliczny obraz, wspaniały wiersz. Bardzo cenię Roberta Frosta; aż łza się w oku kręci w tym miejscu, gdzie jest mowa o ostrożności, z jaką zbiera się dojrzałe jabłka. Mam wrażenie, że dziś coraz mniej ludzi docenia wartość pracy rolnika, sadownika… wspaniale, że tutaj można spotkać takich mądrych, wrażliwych ludzi- chyba to już powtarzam do znudzenia.

  61. Milesale, a ucałuj ode mnie dziewczątka! Pewnie już nieźle urosły, co?
    To tak szybko – zbyt szybko!- idzie!