
Ciężka paromiesięczna orka matki i córki opłaciła się: drukarnia już przysłała „Akapitowi” próbne wydruki tego wyjątkowego, jednorazowego wydania specjalnego (tylko 2000 pakietów!), które otrzyma jeszcze piękne pudełko z portretem Geniusi. I już!
Tymczasem ta właśnie Geniusia znalazła się na specjalnej pocztówce, którą ustawiono obok tomików, by pokazać, jak są nieduże i poręczne. Pocztówkę tę, nawiasem mówiąc, w ilości 2000 sztuk, podpisałam tyleż razy, bowiem każda z nich zostanie dołączona do pakietu. Uff!
Jakie są miłe i grubiutkie, co?
Bardzo jestem rada z tego wydania zbiorowego, będzie to naprawdę udany prezent. A wiem skądinąd (bo wpisywałam dedykacje!), że powstała miła moda na jeżycjadowe prezenty ślubne, osiemnastkowe, lub z okazji I Komunii nawet! To ostatnie zjawisko bardzo mnie cieszy: naprawdę będzie mi miło, jeśli „Jeżycjada” zdoła pokonać takie pierwszokomunijne dary jak: rowery, komputery, zegarki i smartfony, czy wręcz żywa gotówka (sic!). Książka jest najbardziej odpowiednia, zawsze mówiłam! – a jeśli to będzie ta bardzo elegancka i wytworna „Jeżycjada”! – hej, no wspaniale!
Okładki wyglądają tak:

Każda ma swój własny motyw graficzny, taki ornamencik, powtarzający się w formie rzuciku, a występujący także na stronie tytułowej.
Projekt graficzny serii (niech się pochwalę córeczką!) – jest dziełem Emilii Kiereś.
Inne okładki tej edycji można zobaczyć w poprzednich moich wpisach.
Premiera we wrześniu!
No, co tu dużo gadać! Cieszę się!
Wasza –
uśmiechnięta od ucha do ucha (jak żaba) –
MM








Wszystkiego najlepszego, Motylku! Życzę Ci, żebyś w sercu zawsze miała 14 lat :) żebyś zawsze zachowała świeżość myślenia i odczuwania, odwagę w poznawaniu świata i zadziwienie jego pięknem. Pielęgnuj w sobie to, czym możesz ubogacić życie innych – i swoje własne.
Wszystkiego najlepszego, Motylku!!!
Wygląda na to, że jesteśmy w tym samym wieku. Tym bardziej dziękuję za pozytywne myśli przeysłane w moją stronę.
Przepyszna ta anegdota o wierszu Baczyńskiego.
Ale on chyba też coś pisał o zanieczyszczeniu środowiska. W innym wierszu.
Dziękuję za korektę :)
Bardzo dziękuję za życzenia Pani Małgosiu!
Nutrio, możliwe, że już je posiadasz, wcale o tym nie wiedząc.
Motylku, przyjmij najmilsze i najserdeczniejsze życzenia urodzinowe!
Ładna historia z tym Twoim liceum. Będzie Ci tam na pewno bardzo miło. Powodzenia!
Och! Dzień dobry wszystkim!
Cóż za piękny dzień się zapowiada!
Chciałam napisać, że wasze wiadomości na temat doświadczeń z liceum sprawiają, że jeszcze bardziej nie mogę się doczekać nowego rozdziału, który zaczyna się w moim życiu już za tydzień i jeden dzień. No, czyli liceum :)
A Tobie Nutrio życzę z całego serca powodzenia w wyborze szkoły średniej. To jedyne co mogę zrobić, bo nie mam jeszcze tak dużego doświadczenia jak inni księgowej. Ja nie miałam za bardzo problemu z wyborem szkoły, ponieważ od początku widziałam, że chcę pójść do tego liceum, do którego chodzli moi rodzice ( tam się też z resztą poznali :) ) i mój chrzestny. Podpasowała mi i tam złożyłam wniosek.
Ach! Ciekawa jestem jakie to życie mi napisze ,,scenariusz”. Jeszcze tyle przede mną. Zaledwie wczoraj skończyłam dopiero czternasty rok życia.
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia!
A! – przyzna jednak Pani, że różnica jest niewielka. Zwłaszcza w mowie.
Mamo Isi, a to ci nowina! Chciałabym mieć w domu przetłumaczone przez Ciebie dzieło.
Dzień dobry.
Usłyszałem niedawno w Dwójce „Vocal” Maxa Richtera w wykonaniu norweskiej skrzypaczki Mari Samuelsen. Natychmiast zamówiłem płytę, z której to nagranie pochodzi, zatytułowaną po prostu „Mari” – przepiękna rzecz, bardzo warto posłuchać. Oprócz Richtera Bach, Glass, Gregson, Eno i inni.
Ojej, ojej, nie wiem co powiedzieć – dziękuję kochanemu Staroście za Jej wysoką opinię o mojej skromnej osobie. I za wysokie noty za pisanie kochanym Księgowym. Wzruszyłam się.
Już księżyc na czarnej lśni tacy…
Dobranoc, dobranoc, ojczyzno!
Nie wiem, czy to pomaga na migreny, ale kiedyś usłyszałam od znajomej osoby, że kiedy zaczyna mocno głowa boleć, trzeba wypić szklankę przegotowanej wody z wyciśniętym sokiem z połówki cytryny. Szybko wypić, jednym duszkiem. Jak boli mocno, to sok z całej cytryny wycisnąć. Przepis wydał mi się dziwny, ale kiedyś miałam okazję go wypróbować – i to działa. Więc w razie czego polecam dalej.
Ale na dłuższe bóle – to lekarz, bez wątpienia.
Pozdrawiam… :-)
Wannabe, „skłoń główkę na miękką poduszkę”.
Dobranoc wszystkim!
Kochana Wannabe, silne bóle głowy długotrwające mogą być oznaką braku nawodnienia. Kapucynka notorycznie na to cierpiała nie tylko latem, zwłaszcza w dni, kiedy miała wf. Dopiero, gdy zaczęła pić wodę przed i po gimnastyce, dopajając się przez cały dzień bez względu na to, czy odczuwała pragnienie czy nie, problem zniknął jak ręką odjął. Tej banalnej metody nauczono mnie w Izraelu.
Trzymam Cię za słowo!
Pójdę do lekarza, obiecuję! Dziękuję za wysłuchanie :)
Ma też wiele innych talentów.
A przy tym śpiewa w chórze.
A co najważniejsze: jest bardzo dobrym człowiekiem.
Poważnie?
Ech, Mamo Isi!!
Ale przyznać trzeba, że masz ten styl! :)))
Dobrywieczorku, pióro Mamy Isi (znakomite!) bynajmniej się nie marnuje. Jest ona między innymi tłumaczką literatury pięknej.
Potwierdzam, czas zażycia leku może być decydujący.
Ale to lekarz ma go zaordynować. Żadnych eksperymentów własnych!
Witamy, Dobrywieczorku!
Wannabe, bardzo być może, skoki ciśnienia mogą być przyczyną migreny.
Ale to tylko domysły.
Lekarz! Koniecznie!
Wannabe, lekarz najlepiej doradzi, to pewne, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że migrena rozpoczyna się takim charakterystycznym kłuciem nad czołem, nasilającym się w miarę upływu czasu. I właśnie czas gra tutaj istotną rolę, bo odpowiedni na tę przypadłość lek, który przepisze lekarz, należy wziąć jak najszybciej. Kiedy się ten moment przegapi jest delikatnie mówiąc mało przyjemnie. A przyczyny rzeczywiście mogą być różne: osłabiony wzrok, chore zatoki, silny stres…
No, ale dobrze, że Ci lepiej :) Dobrej nocy.
DUA! Jak to miło, że znów się tu ożywiło, gdy jestem świeżo po powrocie z mojej ukochanej Afryki do równie ukochanej Polski – ta wymiana zdań na tematy jeżycjadowe i nie tylko osładza mi tęsknotę za przyjaciółmi z Lubumbashi. Szczególnie chciałam podziękować Mamie Isi za wspaniałe pomysły fabularne, zarówno te dotyczące rewolucji francuskiej, jak i przyszłości związku Róży i Fryderyka – myślę, że takie pióro nie powinno się marnować i bardzo chciałabym przeczytać coś więcej, może jakieś opowiastki w stylu Teatrzyku Zielona Gęś? :-)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich księgowych, a szczególnie Panią, DUA.
Dziękuję!
Ale super! Potrzebowałam o tym z kimś porozmawiać :)
To od nadchodzącego upału, jestem przekonana. Dziś pierwszy raz w życiu przyszło mi na myśl, że to nie musi być takie trudne i że to smutne bać się słońca.
Skoro Wójt i DUA potwierdzają, że warto przeciwdziałać, to jestem pełna nadziei :)
Nutrio, syn Szekspira miał na imię Hamnet.:)
Wannabe, trzeba pójść do lekarza. Każda migrena jest inna, to znaczy – różne są jej powody.
Nie wolno radzić się innych migrenowców, bo kurując się w sposób niewłaściwy tylko sobie zaszkodzisz.
Na dobry początek rusz do okulisty: być może potrzeba Ci zmiany okularów, a migrena jest tylko tego sygnałem.
Wiecie coś o migrenach? Ja właśnie dziś mam ją! Żal mi tych 9-ciu bardzo samotnych godzin wyjętych z dnia. Były okropne.
Za to zabawne, że akurat dziś poruszacie ten wątek! :) Chętnie skorzystam z Waszego doświadczenia.
Tak, ten jej maniakalny upór: ,,Hamleta zabrała zaraza. Bóg to przyjął”.
Jedna rzecz mnie uderzyła: nie wiedziałam, że Szekspir miał syna Hamleta.
Tak, jest niezły.
Wspaniała rola Judi Dench, prawda?
Ale żeby w pełni film zrozumieć, trzeba by zapoznać się obszerniej z twórczością Szekspira. A wy jesteście jeszcze młodziutkie.
Aha, Pani Małgosiu, oglądałyśmy z Molikiem polecany przez Panią film o Szekspirze. Podobał nam się, choć ja niektórych wątków nie rozumiałam. Ale za to zobaczyłam pisarza w innym świetle: nie tyko jako poetę, ale przede wszystkim – jako człowieka.
Jeszcze raz dziękuję za tak obszerne rady co do wyboru szkoły.
Molik już coś pisał na ten temat, ale jego wiadomość chyba się gdzieś zagubiła.
Miło tu! – jak zawsze zresztą.
To prawda, mój Wójciku, ale zawsze lepiej likwidować przyczynę, a środki chemiczne zostawiać na sytuacje bez wyjścia.
Ann, dziękuję za wiad. pryw.!
Co czytam do poduszki? Skończyła mi się, niestety, miła Patrycja Wentworth, zaś dr med. Josephine Bell okazała się nudziarą, która kiepsko pisze i nie daje sobie rady z akcją.
Na szczęście zaopatrzyłam się przedtem w komplet lepszych powieści (Anthony Berkeley, kolejny profesor oxfordzki ze złotej ery, autor znanej w Polsce „Pomyłki sądowej”) i tonę w serii, której bohaterem głównym jest Roger Sheringham, pisarz i detektyw-amator. Klasa! Czysta przyjemność czytania! Mistrzowskie oxfordzkie pióro. Ironia, znakomite poczucie humoru (nie, nie czarnego! – tego nie cierpię. Miłego, ludzkiego).
Teraz właśnie jestem w połowie powieści pod ponurym tytułem „Murder in the Basement” – i wciąż się uśmiecham przy czytaniu.
Potem Ci pożyczę.
Trzymaj się!
A mnie się wydaje, że Róża niestety nadal będzie miewała migreny i to niezależnie od sytuacji życiowej. Nie zauważyliście? Ona to odziedziczyła po Gabrysi, i Tygrys zresztą też. Ale spokojnie, teraz są takie dobre lekarstwa, da się żyć.
Ann (wiad. pryw) – tak, przewiduję te hasełka. Zobaczymy, czy wszystkie się zmieszczą.
Co do pytania: oczywiście nie mam i właśnie się zastanawiałam kogo poprosić. Wpisz mi to jako wiad.pryw., dobrze? Dzięki za fluid.
Zdrowia życzę!
Już dziękuję w jego imieniu, pozdrowienia przekażę z radością.
Fianiebieska, można i na raty…zerknij na stronę Akapit Press, albo odwiedź ich na FB.
Bożenko, pozdrawiam i Pustelnika!
Będzie mi bardzo miło, już się cieszę.
A Pustelnik był wczoraj na szlaku na Czerwone Wierchy…
A ja dalej dumam… Wpatruję się w rząd pastelowych grzbietów i w myślach podziwiam je na półce w mojej biblioteczce domowej :D :D :D
Masz je jak w banku, kochana Karikari.:)
Ogromnie dziękuję! Nastawię się na odbiór Pani myśli słanych w naszym kierunku – to dla mnie bardzo ważne :)
Dotarło wszystko, kochana Karikari! Co za miłe, ciepłe wiadomości! Bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję – popieram też tę skromność i umiar.
Dowód dobrego smaku!
Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich i obiecuję wiele ciepłych myśli w wiadomym temacie.
Niczym wierna Penelopa :-)
Dzień dobry. Miło rozpoczynać z Wami dzień!
Też tak uważam. :)
A dziękuję, Kozio gaduła ślicznie się rozwija, zdrowy i radosny.
Czy dotarły do Pani dwa moje kolejne wpisy, w tym jedna wiadomość prywatna?
Karikari, dzień dobry!
Jak tam mały Kozio? Wesolutki?
Asiu, ależ oczywiście. Tylko z Oxfordu trzeba było ją wyciągać, ale to dlatego, że z resztką nadziei czekała na powrót Fryderyka. To o niej raczej dobrze świadczy, uważam.
I krótko o wyborze profilu w szkole średniej: uczyłam się w najlepszym w okolicy, renomowanym liceum z tradycjami, byłam na biol-chemie, bo chciałam być chirurgiem. Ale w klasie maturalnej, gdy wszyscy chodzili korepetycje z przedmiotów egzaminacyjnych na medycynę, zabrakło mi wiary w siebie i doszłam do wniosku, że skoro najlepsi z mojej klasy się dokształcają na prywatnych lekcjach, to bez tego na pewno mi się nie uda dostać na studia medyczne. Więc poszłam na pedagogikę specjalną. Rozważałam też bibliotekoznawstwo, ale moja siostra powiedziała, że ona siostry bibliotekarki mieć nie będzie. A na wypadek, gdybym się nie dostała na studia, miałam iść do szkoły policealnej na położnictwo. Pracowałam w różnych miejscach i jak na razie wnioski mam takie: tak naprawdę najważniejsza jest umiejętność pracy z ludźmi. Bo można być genialnym informatykiem czy biegłym prawnikiem, ale jak się nie umie rozmawiać z ludźmi, to jest trudno tę swoją wiedzę „sprzedać”. Zwłaszcza jak się pracuje z innymi, a jednak większość zawodów wymaga mniejszego lub większego obcowania z ludźmi.
Piękny zestaw! Gdyby w jednym momencie, na przykład w dniu premiery, każdy z tych 22 tomów zestawu był czytany przez jedną osobę z grona rodzinnego czy znajomych, to przy 2000 zestawów będziemy mieć 44 tysiące jednocześnie czytających Jeżycjadę osób! To całkiem spora społeczność! W Pokoju przy Regale byłby miły ścisk.
Wydawało mi się, że wszystkie decyzje Róży były jej własnymi, podjętymi przy uwzględnieniu opinii rodziny, dlatego mogła zachować tę swoją łagodność.
Myślę, że dzielnie znosi swoją sytuację – nikogo nie obwinia- migreny miną a Róża dojdzie do siebie.
Zresztą muszę odświeżyć Ciotkę, bo pojawiło się kilka pytań, ale to później bo głębiny morskie wzywają. :)
Tak jest!:)
Natalia jest troszkę podobna do Róży, ale wokół niej jest jakaś aura poetycznosci i romantycznosci. Przy swoim „byciu obok”, trzymaniu się z boku wydarzeń, ma niesłychaną wprost intuicję i wiele troski o bliskich. Przy czym wydaje mi się, że Natalia jest w tej troskliwosci i uwaznosci bardziej bierna, Róża i Gabrysia to z kolei taki Borejkowski aktyw :-))
Bożenko!
Odezwę się za tydzień, OK?
Jak to robię?
Ba, żebym to wiedziała…
Na intuicji jadę.
Zawsze zastanawiałam się, jak Pani to robi: Róża charakterem jest właśnie taka jak Gabrysia, a mimo to wciąż zachowuje swoją indywidualność.
Ako, my z Nutrią planujemy dokładnie to samo.
Dobrze powiedziane, Casciolino.
Ładnie powiedziane, Mimi!
Tak, Róża jest mądra i łagodna, i w tym jej siła i moc! Kto inny, jak nie ta dziewczyna, potrafi tak pięknie nie myśleć o sobie? Ona, skupiając się na innych, potrafi przekuć w dobro swoje wlasne negatywne doświadczenia.
Wannabe, a toś mi zabiła ćwieka; „jū” oznacza „miękkość, łagodność”. Chociaż z drugiej strony – jak znalazł dla łagodnej Róży. Po kursie judo będzie epatować łagodnością w ten nowy, atrakcyjny sposób.
Ach, Starosto, Ateno i Sowo, jak to powiedział ten rycerz zakuty w zbroję: Przebóg, zostałam odkryta. To znaczy on (ten rycerz) oczywiście zastosował rodzaj męski.
He, he, Wannabe, nie. Ja już swoje decyzje względem marzeń podjęłam dość dawno. I całkiem sporo ich zrealizowałam, choć oczywiście nie wszystkie. Niektóre wymagają więcej czasu na realizację. Po prostu wierzę w możliwości drzemiące w ludziach, nawet tych istniejących tylko na papierze.
Innymi słowy – teraz albo nigdy ;)
Wobec tego pomyślę :) mam jeszcze chwilę.
Łagodność może być siłą i tak jest u Róży.
Gorzej z uległością, bo od niej już blisko do podległości i rezygnowania z siebie. Patrz: Natalia, która w porę to zrozumiała (scena w parku Sołackim).
Na szczęście Róża jest mądra. Jestem przekonana, że podejmie dobrą decyzję, bazując na miłości do siebie samej, Fryderyka i dzieci.
Będziemy czytać na kolekcję Jeżycjady na rynku wtórnym :)
Ojej… jak mi przykro. Bo w przyszłości nie będzie już tej edycji. Jest jednorazowa…ot, taki pamiątkowy gest ze strony moich wydawców.
I cóż ja biedna mogę napisać. To wydanie Jeżycjady niemal śni mi się po nocach. Książki prezentują się wspaniale i są właśnie tak poręczne i grubiutkie jak lubię. I pomimo, że uwielbiam swoje, nierzadko zaczytane na amen, jeżycjadowe egzemplarze, to bardzo marzy mi się ten komplecik. Niestety, jego zakup na razie musi pozostać w sferze marzeń, ale w przyszłości… kto wie… :)
Sowo, czy Ty nie jesteś obecnie w procesie podejmowania decyzji związanej z marzeniem? Dużo w Twoim wpisie takich emocji.
Mamo Isi, w „judo” znak „jū” oznacza „miękkość, łagodność”! To nie jest siła, która posyła małżonka do szpitala :)
Chesterko, rasowe, świadome swej siły Kobiety tym się właśnie cechują. Francuskie laleczki – nie.
Bardzo to interesujące.
Chciałabym wytropić tę książkę. Jeśli ją pani G. napisała.
Boginie mają prawo do szybkich reakcji!
Sowo P ładnie to ujęłaś o Róży. Jestem jak pan Rozpędek, napisałam zanim przeczytałam wszystko. Muszę to zmienić.
B. Gautier podziwia polskie pisarki za energiczność, wiarę w to, co piszą i ufne spojrzenie w przyszłość, pomimo opresji, w których żyły. I tym właśnie przypominają autorki angielskie tego czasu (choć te nie doświadczały opresji polit. raczej społ.-ekonom.). Czy pani profesor udało się napisać esej porównawczy na ten temat, nie wiem, ale byłoby to ciekawe.
Natychmiast wiedzialam, ze to Mama Isi. Nikt inny nie wymyśla takich scenariuszy.
A Róża jest sobą, może sobie wzmocnić charakter ale pewne cechy są wrodzone.
To tak jak zmienić kolor oczu soczewkami, dalej pozostaną w kolorze naturalnym.
Przecież nie wszyscy musza być mocni i przebojowi. Światu potrzeba jednych i drugich.
Co za ciekawa wiadomość, Chesterko!
Najbliżej do angielskich? Może. Ale są jednak bardzo swoiste. Książki naszych pisarek z tego okresu mają szczególny urok – polskości, po prostu. Przesycone są tą dawną, kochaną Polską. Arcyprzykład:”Nad Niemnem”!
Dzień dobry! Jak dobrze znów tu być!
W czerwcu w „Zapiskach ze współczesności” (radio Dwójka) słuchałam bardzo ciekawych wspomnień franc. tłumaczki, (biografki Herberta), Brigitte Gautier (jak ona cudnie mówi po polsku!). Wspomniała m.in. o fascynacji polskimi pisarkami XIX w., np. Orzeszkowej, kt. wg niej są jedynym w swoim rodzaju zjawiskiem w literaturze tego czasu (Francja takich nie miała). Najbliżej im do pisarek angielskich.
Tak, ja też zakładam, że Fryderyk się upomni.
On po prostu tylko – niezależnie od tego, jak go oceniają ciotki – ma po swojemu poustawiane priorytety. Zawodowe na pierwszym planie!
Mimi, dziękuję za te słowa.
W finale „CZ” nie ma też mowy o młodych Strybach, uznałam więc, że to gigantyczne mieszkanie tradycyjnie pomieści wszystkich.
Jednakowoż spodziewam się, że Fryderyk prędzej czy później upomni się o żonę (stypendia rządowe też mają swój kres) i Róża znów pojedzie tam, dokąd on zechce. Dlatego tym bardziej, skoro najwyraźniej nie podziela pasji naukowych męża, dobrze by odnalazła jakieś swoje. Niekoniecznie naukowe, rzecz jasna. I niekoniecznie szewskie, mamo Isi. :)
Nutrio, chyba się tu wytwornie powtórzę, ale też bym chciała trochę Cię podnieść na duchu :-) okres nauki w szkole średniej przypada przecież na najpiękniejsze lata młodości i wykorzystaj je na kształtowanie siebie, swojej osobowości, rozwijanie zainteresowań i pasji. Jesteś bardzo bogata wewnętrznie, trzymaj ten poziom! Otaczaj się mądrymi, życzliwym ludźmi, odkrywaj nowe drogi…
A wybór kierunku studiów często bardzo odbiega od kierunku obranego w liceum :) życzę powodzenia!
Pani Małgosiu, zawsze, gdy w filmach słyszę fragmenty dzieł Szekspira, uśmiecham się do siebie :) myślę, że możemy śmiało mówić, że Brat Pani podarował nam Szekspira. Kiedy się czyta w oryginale, nie można się nadziwić, jak pięknie, po mistrzowsku, Stanisław Barańczak oddał w języku polskim te wersy. Spiżem brzmiące.
Zygmunt Kubiak napisał we wstępie do przekładu „Iliady”, że polszczyzna ma jakąś niezwykłą właściwość przekładu z obcych języków. Że żaden inny język nie daje się tak pięknie przełożyć, jak nasz. A jeśli jeszcze dodać do tego geniusz tłumacza… no cóż, nie dziwmy się:* albo może raczej: dziwmy się właśnie. I zachwycajmy.
Ależ ja też podziwiam ludzi tamtych czasów. Lecz chodziło mi o to, że „Zośka i parasol” jest bardziej skomplikowaną książką niż „Kamienie na szaniec”, które czyta się o wiele łatwiej. Jednak przeczytam „Zośkę i parasol”, ponieważ nie wypożyczyłam tej książki z biblioteki lecz kupiłam, ale nie tylko dlatego. Myślę, że to cudowna książka, która zyskuje na bliższym poznaniu. Trzeba coś czytać w oczekiwaniu na „Chucherko”. A Patrycji gratuluję :-) Poznań to naprawdę cudowne miasto. Pozdrawiam wszystkich.
Też rozpoznałam Mamę Isi. Po stylu :)
Piętaszku, dzięki za zrozumienie.
Pełna zgoda teraz, Sowo.
Zauważ delikatny sygnał takiej zmiany, zamieszczony w finale „Ciotki Z.”. Któż to będzie za parę lat mieszkał przy Roosevelta 5?
Nie Róża, nie.
Mamo Isi, tak myślałam, że to Twój styl.:)
Najwyraźniej zwięzłość wypowiedzi bywa czasem źródłem nieporozumień :)
Przecież ja wcale nie powiedziałam, że Róży należy zmienić charakter! Uważam po prostu, że każda dorosła osoba, nawet ta uległa, jest w stanie samodzielnie podjąć decyzję, czy i co chce studiować. Ludzie łagodni również posiadają marzenia, o czym to bardziej ekspansywne otoczenie zdaje się czasem zapominać. Z wiekiem nabiera się też doświadczenia i pewnej stanowczości, co wcale nie oznacza przecież zmiany charakteru. Nutria wróciła z Cypru śmielsza i dojrzalsza, choć pozostała przy tym wrażliwą i chaotyczną; Ignacy też zmężniał, choć jest dalej sobą. A Róża, gdy chce, także potrafi pójść za głosem swego serca, nawet wbrew Tygrysowi, czego mamy dowody na piśmie („Imieniny”). Ja nie atakuję Róży i jej wrażliwości (Wannabie!), ja się za nią zwyczajnie wstawiam, gdyż przez wiele lat to była moja ulubiona postać. Bo w Jeżycjadzie najbardziej lubię właśnie tych wrażliwych i wycofanych bohaterów – pewnie dlatego, że doskonale ich rozumiem. Doszłam natomiast do wniosku, że Róża by odżyła, gdyby zajęła się czymś, co by przyniosło jej radość, coś autentycznie zgodne z jej zainteresowaniami, a nie zainteresowaniami rodziny, lub tym, co o niej rodzina uważa. A Agnieszka pewnie też nie będzie zadowolona na dłuższą metę, że szwagierka wyręcza ją w macierzyństwie. Jest teraz tak wiele możliwości, są studia wieczorowe, zaoczne, a nawet internetowe… Na położnictwo mogłaby nie mieć czasu (w końcu ma na wychowaniu i utrzymaniu dwoje dzieci), ale możliwości jest bardzo wiele. To przecież nie muszą być studia, po prostu coś, co da jej wytchnienie w sytuacji, w jakiej się aktualnie znajduje. Stąd mój postulat, by Róża zrealizowała w życiu również jakieś SWOJE własne marzenie, oczywiście pozostając przy tym różą.
Och, rozumiem i brałam to pod uwagę. Czasem po prostu marzy mi się, aby było tak jak w Jeżycjadzie i moją niepoprawnie romantyczną duszę trochę ponosi:).
Nic dodać, nic ująć do tych komentarzy o wyborze liceum, studiów, które naprawdę nie muszą „przywiązywać” nas do takiego czy innego zawodu na całe życie. Fajnie, jeśli przyszły zawód jest też pasją. O ile z takiej pasji będzie się dało utrzymać, bo pasje można mieć też po godzinach pracy. Szukać, pytać innych, ale decyzja samodzielna, by na nikogo odpowiedzialności za wybór nie zrzucać. („żżucić” parę kilo, przypomniało mi się ; )
Też pomyślałam o tym, że Róża wreszcie mogłaby samodzielnie o czymś zadecydować. Jest dorosła, dojrzała, czyż nie? Położnictwo pasuje jak najbardziej. No, ale my też sobie tu za nią nie decydujmy : )
A, pardon, anonim to ja, mama Isi, jeno piszę z komputra Bogumiła, bo mój siadł. Nic, tylko się obwiesić, jak tak wszystko wokół się psuje, toteż i humorek mam zgryźliwy.
Anonimie, okrutna wizja! (ale się uśmiałam!). Jeszcze tylko się przedstaw i już będzie OK.
Dzień dobry po wakacjach, miła Jadziu!
Piętaszku (wiad.pryw.)- nie chciałabym brać na siebie tej odpowiedzialności. Staramy się tu raczej stronić od załatwiania spraw prywatnych. Nie gniewaj się.
Dla syna i mamy – gratulacje!
Dzień dobry! Ależ się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że w Księdze pojawiły się nowe wpisy. :) I tyle nowych dobrych wiadomości się tu pojawiło, aż miło przeczytać. Bardzo interesująco zapowiada się „Na Jowisza!”, a i zmiana koncepcji „Chucherka” brzmi intrygująco. :)
Patrycja, gratuluję dostania się na studia i mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie dobry czas (i to jeszcze w Poznaniu! <3).
Nutrio, jeśli mogę, to też chciałabym Cię uspokoić. Wiem, że wybór liceum jest ważny, ale nie definiuje on całego życia, na szczęście. ;) To nie jest tak, że potem już musisz kroczyć wybraną ścieżką, możesz ją zmienić wiele razy. Ja sama o tym ciągle się przekonuję, myślałam, że już wszystko mam ułożone w życiu, a tu nagle zmieniło się moje podejście do niektórych spraw i stwierdziłam, że mogę na moich studiach pójść w inną stronę niż pierwotnie zakładałam. I wiem, że dla wielu mógłby to być stracony czas, ale ja widzę ile zyskałam – przyjaciół, doświadczeń i zupełnie nowego spojrzenia na świat.
Wierzę, że wybierzesz mądrze, tak jak będziesz czuła, że jest dla Ciebie najlepiej. I nie martw się, mój nauczyciel od polskiego w liceum (najlepszy Pan Polonista, jakiego można sobie wymarzyć) mówił, że sam był w mat-fizie w liceum. A potem studiował teatrologię. :)
Przesyłam gorące pozdrowienia dla wszystkich Księgowych i Pani Małgosi w szczególności, i życzę miłego dnia! :)
Tak jest, Sowo, masz rację. Wzmocnimy Róży charakter i wyślemy ją na judo. albo karate oraz/lub kurs psychologii stosowanej. Przy następnym spotkaniu z Fryderykiem będzie miała argumentów moc, a raczej moc argumentów. Akurat na tę okazję wpadnie na Roosevelta teściowa Ignacego, aby skrytykować co popadnie. Korzystając z okazji dołączy się do argumentacji ręcznej, wskutek czego zaprawiony argumentami Fryderyk najpierw zobaczy wielką ilość gwiazd, po czym jako ofiara przemocy domowej wyląduje w szpitalu Raszei. Wkrótce potem rodzina dostanie nadzór kuratorski, a niewykluczone, że i dzieci zostaną upchnięte w rodzinie zastępczej. Dzięki tym prostym posunięciom powieść nareszcie nabierze kolorytu zbliżonego do seriali puszczanych na okrągło w TV i znowu nie będziemy mieli co czytać.