Zielna

15_8_2019_2

Czy lubisz podbiał żółty
lipce z koźlakami
konwalie w kłączach stulone pod ziemią
lubczyk co miłość przywraca a częściej nadzieję
księżyc chodzący za nami jak cielę
ceremonialny lecz bez rękawiczek
poziomki te najniższe kminek najpodlejszy
i lato pół niebieskie gdy kwitną ostróżki
co przyjdą jak leniwa mądrość od niechcenia
żołędzie co się dłużą w październiku
zwykły chleb co wie zawsze ile bólu w hostii
kota niewiernego ale z zasadami
bo najpierw myje prawą nogę przednią

Ale ty Matko nie myślisz źle o nas
zawsze tych co się potkną gotowa obronić
między prawdą a szczęściem najłatwiej nos rozbić
pragniesz spraw ostatecznych wybierasz najbliższe
i szukasz pewnie jednej mrówki w lesie
tak bardzo spracowanej jakby miała umrzeć
najzabawniej jak człowiek
wśród wszystkich osobno

 

Ks. Jan Twardowski – Rozmowa z Matką Bożą

1972

 

107 przemyśleń nt. „Zielna

  1. Ateno, oto nowinka: „Akapit” już ma próbne wydruki owej unikalnej serii jeżycjadowej w pudełku. Wyszła ślicznie!(Mam zdjęcie)
    Teraz już niedługo, hu-ha!

  2. Aaaaaaaa, juz jesteście, steskniłam sie bardzo.
    Postanowiłam nie zaglądać tutaj aż do września.
    Wreszcie jakiś pożytek z braku konsekwencji.

  3. Zamiast uprościć, ortografowie uczeni tylko skomplikowali pisownię z „nie”.
    A było dobrze!
    Cóż począć.

  4. Dzień dobry, kochana Zuziu!
    A bez Ciebie tutaj jest „niepełno”, moja miła i mądra osóbko.

    MimiM. domek jak domek, ale ogródek!- to skarb. Bardzo dobrze, cieszę się z Wami.

  5. Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry! Pani Małgosia!
    Człowiekowi się wydaje, że takie wszystkie dni miło płynące, aż tu zajrzy, zobaczy ruch i dopiero dociera, jak bardzo niepełne one były!

  6. Wobec tego i ja chętnie sięgnę po te pozycje :-) swoją drogą, ile tu u Pani ciekawych propozycji i drogowskazów na każdym kroku! Czytelniczych, ogrodniczych, muzycznych… tego nam trzeba w tych coraz bardziej zakręconych czasach :*
    Aaa, dyskretnie się podzielę wiadomością, że droga od naszych marzeń o domku z ogródkiem do ich realizacji zaczyna się skracac:)

  7. Bo w ogóle, Piętaszku, angielskie autorki są imponujące. Urodzone pisarki!
    Odnotowuję Alfiego i dziękuję za trop.

  8. Ach, Josephine Tey! To klasa! Bardzo elegancka proza. Jaka szkoda, że ta dama napisała zaledwie kilka książek! Mam i czytałam wszystkie – każda świetna!
    Dwie czy trzy z nich, jak mi się zdaje, przełożono na język polski.”Córkę czasu” czytałam najpierw w przekładzie, ale w oryginale naprawdę jest jeszcze lepsza.

  9. I nawet wtedy, gdy są to całkiem współczesne kobitki, nie piszące wcale powieści kryminalnych, a dajmy na to opisujące problemy ludzi widziane oczami…kota. Nigdy nie przypuszczałam, że kot myślący i mówiący w myślach swych tak jak człowiek skradnie moje serce, a jednak. Autorka, oprócz tego, że kocha koty i bardzo dobrze zna ich psychikę, musi też bardzo lubić ludzi. Miły kot Alfie posłużył jej do tego, aby pokazać jak można rozwiązać wiele ludzkich problemów, a przy okazji do lepszego poznania kociej psychiki. Przyznam, że sama teraz patrzę na moją kotkę z jeszcze większym szacunkiem :).
    (Rachel Wells „Alfie kot wielorodzinny” i „Rodzina kota Alfiego”)

  10. Skończywszy, niestety, z Parycją Wentsworth, zabrałam się za Josephine Bell. Ta była doktorem medycyny od 1922 roku. Co za świetne kobitki, te brytyjskie autorki! I jak one wszystkie dobrze piszą!

  11. Wraz z kręgosłupem serdecznie dziękujemy i odwzajemniamy uściski, życząc miłej wieczornej lektury :)

  12. Hej, Piętasiu!
    Z ikebaną szczera prawda. Piękno w czystej postaci. Zresztą, Japończycy mają z Pięknem dziwne, bliskie i tajemnicze związki.

    Trzymaj mi się zdrowo! Uściski dla kręgosłupa.

  13. Dobry wieczór Ulubiona Autorko !:) Piętaszek skacze z radości, że jest już Pani z nami. Choć te podskoki trochę mizerne, bo i mój kręgosłup co i rusz do porządku przywołuje. Do tego jeszcze angina się jakaś przyplątała, bo się lody w upał zbyt szybko jadło. No, ale kiedy jeść te lody?
    Bukiecik piękny. I mnie się tego lata na bukieciki zebrało. Zachwyciła mnie japońska sztuka układania kwiatów. Te przeczące prawu grawitacji kompozycje są jak najwspanialsze rzeźby. Zaskakują doborem kolorów, kształtów często nieoczekiwanym przesunięciem środka ciężkości. Można doprawdy podziwiać w nieskończoność ten piękny dialog z naturą i samemu próbować swych sił. Bardzo to uspokaja :).

  14. Bardzo dziękuję za podpowiedzi – na pewno poszukam na polecanych stronach.
    I dziękuję za gratulacje :)

  15. Pani Małgorzato, rozumiem, dziękuję za wyjaśnienia. A to może coś więcej można by się dowiedzieć o arii z dzwoneczkami z „Czarodziejskiego fletu”, o której mowa podczas Wigilii u Ogorzałków i prof. Dmuchawca („Noelka”)? Czy to aria Papagena, o której myślę?

  16. Dzień dobry, Anette!
    Z tą trasą się raczej nie uda: po drodze – obok miejscowości prawdziwych – są fikcyjne miasteczka, wioski, ośrodki campingowe i jeziora.
    Co do kawiarni „Bajka” – już jej od dawna nie ma. W jej miejscu powstała restauracja włoska, potem coś jeszcze – a i kamienica została przebudowana.
    Chyba żebym gdzieś znalazła stare zdjęcie – ale raczej nie miałam w zwyczaju fotografować kawiarni.

  17. Oooo, dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry!!! :-))))
    Pomyślałam sobie, ze sprawdzę, co dziś u Ludu słychać nowego, a tu taaaka niespodzianka! „Na Jowisza” jeszcze do tego!

    Motylku, zobacz też na blogu kulinarnym Poezja Smaku, dziewczyna ma tam sporo przepisów na muffinki.( Ja piekłam stamtąd muffinki Oreo i są kapitalne, choć ciasteczka same w sobie nigdy mnie nie zachwycaly. Przy okazji polecam też przepis na kawę orzechowa- sprawdzilam:-*)

  18. Jeśli można składać propozycje do uzupełnień Jeżycjady–mnie by się marzyło odwzorowanie trasy, którą Nutria uciekała przed Nerwusem. Lub trochę więcej ciekawostek o kawiarni „Bajka”.

  19. Sowo (wiad.pryw.), chodzieskie zakłady pamiętam doskonale, bowiem mój chodzieski wujcio-pszczelarz, ale i ekonomista, był kiedyś w ich zarządzie.
    O gadżetach pomyśli się może w przyszłości, na razie skupiam uwagę na pisaniu.

  20. Motylku, przede wszystkim – gratuluję sukcesu, o którym piszesz w wiadomości prywatnej! Brawo!
    Co do pracy konkursowej – tak, dotarła, przeczytałam z upodobaniem, ale już nie zdążyłam jej skwitować przed wakacjami. Powtórne gratulacje i podziękowania!
    Słonych babeczek radzę poszukać na stronie „moje wypieki” – tam są świetne przepisy!

  21. Dzień dobry Pani Małgosiu!
    Jak to dobrze, że Pani już do nas wróciła!
    Wspaniały bukiet!

    P.S Mam takie pytanie: czy DUA lub któryś z Księgowych ma może sprawdzony przepis na babeczki/muffinki
    na słono? Byłabym wdzięczna.

    Pozdrawiam :)

  22. Dziękuję bardzo! Jak my tu zaczniemy zaraz rozwijać się z naszymi życzeniami, to się vademecum rozrośnie do tysiąca haseł! (Jeszcze kubek z krasnalkiem by się przydał).

  23. Zgadza się, Aga była bardzo nieroztropna, aż do końca.
    Sowo, załatwione. Będzie rozkład, pięknie wyrysowany.

  24. Ja bym chętnie zobaczyła rozrysowany rozkład mieszkania przy Roosevelta 5. W mojej wyobraźni mieszkanie to przybrało gigantyczne rozmiary. Nota bene, podczytując tego lata Ciotkę Z., zdałam sobie sprawę, że ciężarna Agnieszka malowała dziecku sufit stojąc na drabinie na wysokości 3, a może nawet 4 metrów, bo te kamieniczne sufity są przecież strasznie wysokie. Zgroza!!

  25. Proszę bardzo, Dobromiło!
    A jeśli ktoś ma jeszcze jakieś życzenia co do Uzupełnień – będą mile widziane!

  26. Wart obejrzenia jest film pod zgoła głupim tytułem „Cała prawda o Szekspirze” (tytuł oryginalny:”All is True”= co ma oczywiście uzasadnienie). Reżyserem i odtwórcą głównej roli jest Kenneth Brannagh, panią Szeskpirową gra wspaniała Judi Dench. Film jest kameralny, powolny, może i nie wybitny, ale jak to jest zagrane! Jakie zdjęcia i jakie domy! Obejrzałam z przyjemnością.
    Podobała mi się scena, w której niemłody Szekspir, wyszydzany przez bogatego pyszałka za poetyckie „nicnierobienie”, najpierw znosi to ze stoickim spokojem, a wreszcie w jednej długiej, mocnej ripoście zdaje szydercy sprawę z rozmiarów BIZNESU, jakim zawiadywał w teatrze Glob. W jednym zdaniu – dobitne podsumowanie całego genialnego, pracowitego życia!

  27. Dzień dobry :-)

    O, ale super, Pani Małgosiu, dziękuję bardzo! I teraz ja też będę miała taki mały wkład w „Uzupełnienie Jeżycjady”. Taką małą kropeczkę inspiracji, ale zawsze coś. :-)

    Nieważne zresztą. ;-)

    Miłego dnia! :-)
    Dobromiła

  28. Taki Szekspir, biedaczek, musiał sam mordować wszystkich bohaterów, łącznie z suflerem, bo nie miał pod ręką rewolucji. Niesprawiedliwe.

  29. W źródłach twierdzą, że został zgilotynowany. Oj, chyba Patrycja nie miała pod ręką encyklopedii. Miał nawet powiedzieć katu, aby pokazał jego ścięty łeb, bo jak twierdził „wart jest tego”. Ohida w czystej postaci.

  30. Dobromiło, przez ten rok zapomniałam, o co chodziło z brunetem, ale mogę się domyślić.
    Co do konfitur mojej Mamy (to one były pierwowzorem tych powieściowych) – spróbuję odtworzyć przepis z pamięci i zamieszczę go w „Na Jowisza” pod hasłem „Konfitury wiśniowe Felicji”. Bardzo dobrze pasuje ten przepis do „Uzupełnień Jeżycjady”. Mam już tam przepisik na puńczyka z tuszki i parę innych.

    Mamo Isi, wczoraj pracowałam do późna, więc do Patrycji tylko zajrzałam. No, daje radę dziewczyna. Rewolucja jej pomaga, pożerając, jak to ma w zwyczaju, własne dzieci. Śmierć Dantona (nóż) dała Jaquesowi do myślenia.

  31. Gdyby Patrycja pisała w konwencji „Zielonej Gęsi”, to by pasowało jak ulał. No ale jak tak, to tak. Trudno, świetnie. Już ostrzę sobie zęby na prawdziwe zakończenie;)

  32. Ogonowa, Zgredzie. Ale po co jenotowi płetwa, skoro sam potrafi świetnie pływać, a nawet nurkować?

  33. Na Jowisza!

    Pani Małgosia wróciła! :-) Hip, hip, hurra!!!
    Ja chyba też, bo przez rok cały jakoś absencję tutaj miałam.

    Poszukiwałam przepisu w Pani książkach na te pyszne konfitury z wiśni, co je ongiś Idusia u ciotki Felicji jadła, ale nie znalazłam. Wygrzebałam przepis z internetu i robiłam je pierwszy raz w życiu, całkiem sama. Tak za mną chodziły te wiśnie, że nie mogłam się im oprzeć. Może w zimie jakieś rogaliki z nimi zrobię. ;-) Ale gdyby dysponowała Pani pod ręką tymże owym przepisem, to była bym wdzięczna, na przyszły rok będzie jak znalazł.

    Z brunetem, niestety, nic nie wyszło, że tak skończę wątek. Nic to, jak mawiał Pan Wołodyjowski. Przeżyjemy. Przynajmniej nauczyłam się gotować, dobre i to! :-)

    Moc serdeczności i nieustające życzenia zdrowia dla Pani, Pani Małgosiu –
    Dobromiła

  34. Cha, cha!
    Bardzo śliczne, ale sama zobaczysz, że z jednego zasadniczego powodu – nietrafione.
    Więcej nie powiem, bo nie chcę Ci psuć przyjemności czytania z wypiekami (do 3 nad ranem)!

  35. 50 stron aż nadto wystarczy:
    s.386 Jacques zaczyna podejrzewać, że Danton jest świnia
    s.387 i dalsze: Danton aż przesadnie udowadnia podejrzenia jw.
    s.390 Aline de Rochambeau zostaje aresztowana i grozi jej dekapitacja
    s.391 Jacques diametralnie zmienia poglądy
    s.392 i dalsze: cudowne ocalenie Aline przy użyciu nikomu nieznanych lochów
    s.400 jako deputowany Jacques ma swobodny dostęp do Dantona i w ramach półgodzinnego wykładu monograficznego, w którym streścił wszystkie jego (Dantona) łajdactwa, doprowadza jw. do stanu głębokiej skruchy. Danton przyrzeka łkając, że się poprawi.
    s.401 Skrucha okazuje się nieszczera i ledwo Jacques opuścił komnatę Danton wydaje siepaczom rozkaz pojmania go
    s.402 Jacques nadludzkim wysiłkiem woli wyrywa się siepaczom, po czym otoczywszy ich, wysieka ich co do nogi.
    s.403 Wraca do komnaty Dantona i wznawia przerwany wykład w temacie jego niezliczonych łajdactw.
    s.404 Danton zasypia.
    s.405 Jacques zasypia
    s.406 Rankiem przybywają zapasowi siepacze i korzystając z okazji pojmują go i wtrącają do lochu
    s.407 Aline de Rochambeau dowiaduje się o planowanej dekapitacji ukochanego i mdleje wołając: Jacques, ran twoich niegodnam całować!
    s.408 Jacques przypadkiem znajduje w lochu szydełko hrabiny de Lamballe, którym to szydełkiem w krótkich abcugach wydłubuje sobie przejście do kolejnych lochów
    s.409 Po wydobyciu się z lochów przez chwilę rozmyśla, czy by nie przekazać Dantonowi kilku celnych argumentów, które mu w międzyczasie wpadły do głowy, ale z żalem rezygnuje z pomysłu i zamiast tego z tłumu, który za nim wylazł z lochów wyłuskuje księdza i razem pędzą do Aline de Rochambeau.
    s.410 Ślub z ukochaną. Szczęśliwa Aline de Rochambeau nuci piosneczkę. W tle orkiestra symfoniczna z towarzyszeniem chóru akademickiego wykonuje „Gdybym ci ja miała skrzydełka jak gąska”. Wszyscy płaczą ze wzruszenia.
    s.411 Skok czasowy: dziesięć lat później .Miejsce: wyspy szczęśliwe daleko od szosy. Aline de Rochambeau i Jacques wciąż piękni i młodzi wodzą niepoliczone stadko dzieciątek płci obojga. Wokół nich ocaleni z lochów wdzięczni więźniowie rewolucji. Wszyscy śpiewają „Za górami, za lasami” i płaczą ze wzruszenia. Kurtyna opada.

  36. KS. J. S. PASIERB

    NOC

    przechodząc nocą
    między murem a rzędem cyprysów
    czuję ciepło domu
    i gorzki chłód drzew

    nagle księżyc w sadzawce
    nieruchomy srebrnik

  37. Dzięki, Sowo i Mamo Isi. Odprężam się. Niech sobie dynia wyprawia, co chce, będę jej okazywać chłodną obojętność. A w przyszłym roku też pójdę na łatwiznę.

    Ach, Helena i Skrzetuski mieli taki piękny happy-end!
    Niestety, Aline de Rochambeau wie dobrze, że Jaques jest nie tylko Deputowanym rewolucjonistów, lecz wręcz prawą ręką Dantona. Biedaczka nie może J. wybaczyć, że głosował za wyrokiem śmierci dla króla. Spiętrzenie psychologicznych przeszkód i urazów jest kolosalne. Ciekawa jestem, jak Patrycja wybrnie w kwestii hapy-endu. Obawiam się, że może on być zgoła powierzchowny: do końca zostało mi zaledwie 50 stron (na 384) – za mało, żeby systematycznie i przekonująco rozwiązać to zapętlenie. Zostaje jedynie cudowne zrządzenie losu, albo inne nagłe olśnienie.
    Ale czyta się ciekawie.
    PS – Lochy pod pałacykiem rodowym są, a jakże.
    To się nazywa obsesja twórcza.

  38. Z dynią poszłam na łatwiznę i nabyłam na rynku sadzonki. Dwie. Jedna poszła dziarsko wte, a druga wewte i jak tak dalej pójdzie, do jesieni zagospodarują spory kawał ogrodu. Mimo plagi ślimaków bezskorupowych dynie rosną i kilka już przekroczyło wielkość, przy której ślimaki się lekceważy.

  39. Jeno jenot, ale rządził się jak szara gęś. Nawet moją płetwę podwędził i znalazłam ją dopiero w trzcinach nad samą wodą.
    Musowo główni bohaterowie muszą nie tylko przeżyć horror terroru, ale żyć potem długo i szczęśliwie; patrz Helena Kurcewiczówna i Skrzetuski.

  40. Dynia jest wrażliwa na zimno. Przed 15 maja nie wsadzam nasion do gruntu, chyba że w doniczki. Mnie wyrosły dwie sadzonki (z trzech), po przesadzeniu przyjęła się tylko jedna. Druga nie może się coś rozpędzić. Jeśli na pędach są wyłącznie kwiaty męskie (dość krótko kwitną), to trzeba uciąć główny pęd. Na mojej są jeszcze widoczne zalążki trzech żeńskich kwiatów, ale nie wiem, czy zdążą się zawiązać owoce – noce już są takie chłodne…

  41. Jenot! Jeno jenot?

    Co do Terroru: horroru nie ma, a jak się na niego zanosiło, to opuszczałam stroniczkę. Jednakże Patrycja to dama: nawet o terrorze pisze elegancko. A jak biegle!

    Sowo, moja dynia gubi kwiaty. Z całej paczuszki posadzonych nasion wyrosła tylko jedna roślina. To jest bardzo dziwne.
    Odętka? Brzydkie imię, fakt. Ale na drugie ma: wirginijska!

  42. O, dzięki, kochany Starosto, bo już mi narobiłaś smaku na ten horror terroru.
    Miałam i ja swoje coroczne trzydniowe wakacje, kiedy to Isia zajęła się Mamą, a druga babcia Isiątkami. Udałam się wonczas na ulubioną bezludną wyspę (Czaplak na Jezioraku), gdzie już czekali przyjaciele. Jak to dobrze, że przed dwoma laty nie mogłaś wziąć sadzonek balsaminy, kochany Starosto! Wszystkie polanki na Czaplaku, gdzie dotychczas rosła sobie mięta, jeżyny, paproć, wrzos etc. zarósł zwarty łan balsaminy! Potworne, inwazyjne zielsko. Z innych inwazyjnych istot noc w noc nawiedzał nas jenot i robił porządki w garach.

  43. Fatalne imię – odętka.

    Za mało padało, masz rację, Beatuszko. Idę zaraz podlewać, bo nie wierzę tej czarnej chmurze. Muszę dbać o moją jedyną dynię.

  44. Beatuszko, są białe i są różowe. Obie ładne. Ale, przestrzegam, żarłoczny to kwiatuszek, nic koło niego długo nie przeżyje.
    U nas też susza.

    WioluM, tak jest, trzeba poczekać, mam nakaz nieprzemęczania się.

  45. To i ja paczuszkę wyrychtuję, Mamo Isi.
    ” A Marriage Under the Terror” już prawie kończę i potem Ci pożyczę.
    Ale od rana do wieczora zmieniłam trochę zdanie o tej powieści: pod koniec jednak traci na mocy i osuwa się niebezpiecznie w kierunku romansowym. Najwyraźniej będzie happy-end. Po tym wszystkim! Po królobójstwie i rewolucyjnym terrorze!- n.b. nadal twierdzę, że został on świetnie opisany. A ileż uderzających podobieństw do terrorów, które dopiero miały nadejść. To znaczy, że Patrycja – taka młoda!- zrozumiała dokładnie, jak działa ten mechanizm i co potrafi zrobić z ludzką duszą!
    Jestem pod wrażeniem.

  46. U nas też później popadało, ale za mało, Sowo, za mało. Na działce suchutko, za to po sąsiedzku u rodziców rosną odętki! Na żywo jeszcze ładniejsze.
    Asiu, macham do Ciebie:-)

  47. Nie chciałam Starosty deranżować podczas zasłużonych wakacji, ale skoro tak, to zaraz pakuję książki i wysyłam! Lubię Patrycję, bez względu na jej skłonność do zamykania kogo popadnie w lochach.

    Cudny bukiecik.
    Niestety, sama się wczoraj tak zachachmęciłam, ze do kościoła wystartowałam bez bukiecika; na szczęście po drodze spotkałam koleżankę z chóru, która zdążała z ogromną miotłą i za jej przyzwoleniem uszczknęłam gałązeczkę wrzosu, jarzębiny i nawłoci.

  48. Dzień dobry!
    Zaglądałam tu prawie co dzień, z przyzwyczajenia, jak do siebie. Wczoraj jednak nie, choć pomyślałam sobie, że gdyby nie wakacje, to na pewno pojawiłby się nowy wpis z okazji Święta. I co? Pojawił się, niespodziewanie! : ) Za to zakończyłam „Feblik” i „Ciotkę Zgryzotkę” wczoraj, licząc na rychłe „Chucherko”. No, ale poczekam, i z wielkim apetytem będzie się czytało : )

  49. Beatuszko, przecież padało rano:)

    Dla jeszcze większej ochłody zobaczcie na YT „Małgorzata Chodakowska Water Sculpture – Fountains 2017”. Śliczności!

  50. Asiu, biedne korzonki.
    Co czytałam? Dużo, jak zwykle. Podobał mi się Jarosława M. Rymkiewicza „Mickiewicz na żółtym rowerze”. Przeczytałam w oryginale trzy ksiązki Anthony’ego Berkeleya, nigdy w Polsce nie tłumaczone (klasyka angielskiej powieści detektywistycznej) i oczywiście Patrycji Wentworth – 22 rozkosznie ciekawe i świetnie napisane kryminały (też z tej złotej serii i też w oryginale). I to już całość jej kryminalnej twórczości (65 powieści)! Skończyłam (Mamo Isi)! Jeszcze tylko teraz pochłaniam, z wypiekami na twarzy, jej debiutanckie dzieło „A Marriage Under the Terror”- powieść o czasach Rewolucji Francuskiej. Młoda Patrycja dostała za nią od razu (w 1911r.) pierwszą nagrodę w konkursie literackim i rzeczywiście jest to wartościowa, trzymająca w napięciu powieść historyczna, zgoła inna co do klasy niż przygodowy „Józef Balsamo” Dumasa. Dobra pisarka!

  51. Jak miło jest zaczynać nowy dzień z Wami!
    Brakowało mi tego.

    Wójciku, zboże po prostu Ci się skojarzyło. A swoją drogą, zawsze mnie ciekawiła ta skłonność ludzkiej pamięci do budowania nowych układów. Na jakiej to się odbywa zasadzie?
    Ulubiony przykład – opowieść mojego dziadka Walentego, który często wspominał swego dobrego kolegę z wojska:
    – Nazywał się… nazywał się… jakoś tak na „B”… a, już wiem! Kowalczyk!

  52. Dzień dobry!
    We Wrocławiu przyjemnie i chłodno, może nawet deszcz spadnie.

    Zgredziku, może z „Marszem intelektualistów” Kaczmarskiego? (wtedy prawie całego Kaczmarskiego znaliśmy z Adamem na pamięć i do teraz co nieco zostało)

  53. O, dziękuję Starosto niezawodny! Piękny ten wiersz, prawda? Aż się czuje zapach ziół. Ale o zbożu jednak nic nie ma.

  54. Wspaniale, że Pani wróciła, Pani Małgorzato! I jakie wspaniałe wieści!!! Już się nie mogę doczekać „Na Jowisza!”
    PS. A niedawno zastanawiałam się jak właściwie wygląda Gizela :)

  55. Dzień dobry Pani Małgosiu,
    cieszę się, że kręgosłupik i oczęta wypoczęły ( zwykle nie miewam bolesności tej części ciała, ale złapały mnie tego lata korzonki i to było straszne!) więc teraz tym bardziej cenię sobie dar bezbolesności, chociaż oczywiście wiem, że nic nie trwa wiecznie, a co przydarza się innym może zdarzyć się i nam.

    Odkryliśmy tego lata Sandomierz i Kazimierz Dolny. Odkrycie nastąpiło o świtaniu, bo wtedy jednak z braku turystów widoczność jest najlepsza.
    Tylko pomacham jeszcze Beatuszce z mojej strony Odry i jadę jeszcze na wakacje, może spotkam Kris.
    Ach, cieszę się bardzo z perspektywy spędzenia kolejnych miesięcy z Wami.

    A co Pani czytała w ten letni czas?

  56. Dla Wójta wszystko!
    Proszę:

    Beata Obertyńska
    ZIELNA

    Zamroczyło nam Pannę Nietkniętą
    rozmarynem, maruną i miętą.

    Od kadzideł i kwiatów, i zielska
    zagorzała nam Panna Anielska!

    Zachorzała chwalebnie przy święcie
    Na tęsknotę – sen – i wniebowzięcie,

    w kwietnym durze, w obciążeniu powiek,
    śmierć ze snem Ją naszły po połowie…

    Nim Ją błękit kadzidłem podpłynął
    z rąk nam parną zwisła zieleniną,

    z rąk ją potem – żywą a umarłą –
    srebrny poszum skrzydłami podgarnął…

    Oczadziałą tak w kwiatach i pieśni,
    śpiącą w niebo Anieli ponieśli…

  57. A jeszcze o dzisiejszym święcie. Dzisiaj w kościele ksiądz rozpoczął kazanie pięknym wierszem Beaty Obertyńskiej. Szukałam go później w internecie, ale nie mogłam znaleźć. Nie jest to wiersz ” Wniebowzięta”, tylko jakiś inny. Czy ktoś może wie, zna? Jest tam o Wniebowzięciu, ale też o ziołach, o zbiorach, o zbożu (chyba).

  58. Sowo, gdybym wiedziała, że byś napiekła, to bym powiedziała :) Ale ja niestety mam słabą pamięć topograficzną i nie potrafię zapamiętać skąd tu wszyscy pochodzą.
    Madziu, nie, już się w tym roku nigdzie nie wybieram. Starosta wrócił do nas, a ja muszę powoli wracać do pracy, koniec wyjazdów. Ale może kiedyś …

  59. Madziu, tak. będzie miło. Już to widać.
    Ale zwięzłość- pamiętaj!- zawsze jest pożądana, a dyscyplina dobrze robi każdemu dziełu.

  60. W tym jej urok, Beatuszko. Bukietowi z hortensji i róż, na przykład, odętka dodaje precyzji: jej kwiatki stoją prościutko, jak świeczki, a że jest misterna i uporządkowana formalnie, cała konstrukcja bukietu zostaje „złapana”.
    Ach, jakie piękne bukiety sobie układałam tego lata! Żałuję, że nie robiłam zdjęć!

    O, Wójcie, Sowa by napiekła! A jakie by to były śliczne ciasteczka!

  61. Jakże to miło się zapowiada, Pani Małgosiu! :)
    Ale uprę się, że nawet to co oczywiste i już opisane, napisane po raz drugi, zawsze napisane jest inaczej. A pasjami lubię Panią czytać. ;) Dlaczegóż wreszcie tylokrotnie wraca się do Pani książek? W te wakacje np.
    z miłą chęcią wróciłam do Ciotki Zgryzotki.:) Może więc chociaż taki „odrzut”, z którego zrezygnuje wydawnictwo? W razie czego. Z drugiej strony, upieram się, bom z natury uparta, a ostatecznie – rzecz jasna- Pani wola.:) Dobranoc! :)

  62. Niessamowita jestem jak sam Bodzio :-D

    Ach, „Piosenkę o wronie” z „Opium w rosole” rozpoznawało się w onym czasie po króciutkim fragmencie „szczekają gdzieś psy, skończyła się wolna sobota” . Poczytam sobie dzisiaj ze smakiem, o!

    Brunera ma piękne liście i kwiatki też, a i odętka śliczna, jest taka symetryczna.

  63. Góry Sowie i w ogóle Karkonosze są piękne. Byłam rok temu i mile wspominam. Lubię być piechurem.
    Wójcie Wiewiórko, a w Beskid Niski nie wybierasz się kiedyś?;)

  64. Sowo, nie!- oczy najbardziej cierpią od komputera, nie od malowania czy pisania w kajeciku. A kręgosłupik? Maluję na stojąco, piszę w kajeciku – leżąc sobie wygodnie. Wszystko gra.

  65. Jestem już! Pardon za długą zwłokę w odpowiadaniu – lekkomyślnie zgodziłam się na zaktualizowanie komputera – trwało to strasznie długo!

    Madziu, te „okrojone” to na ogół hasełka z gatunku oczywistych: odrzuciłyśmy to, co w serii już jest, i to na pierwszym planie. A zajęłyśmy się bohaterami drugoplanowymi i innymi drobiazgami. Ci bohaterowie będą mieli swoje portreciki, narysuję więc n.p. Gizelę i mamę Mili Borejko, i jej ojca. I Józefinę Bittner. I teściową Idy. I tak dalej.

    Zgredzie (wiad. pryw.) – co za fluid! Mamy to! Pod hasłem „Piosenka o wronie”. Będzie pełny tekst.

    A podtytuł już sobie właśnie ustaliłyśmy, przed chwilą nawet. Nie „vademecum”, bo to za wiele, tylko: „uzupełnienia do Jeżycjady”.
    Dużo, dużo tego!

  66. Ojejusiu, co za niespodzianka! Już tak strasznie tęskniłam, że aż nie wiem co, jak to Wójt za Starostą.
    Starosto – Młodosto , rzucam się w starostowo – młodostowe ( to jest jednak karkołomna konstrukcja językowa) ramiona!
    Pewnie Beatuszka uznała wiadomość o naszym spotkaniu za tak zwaną dawniej „prywatę” i dlatego ją utajniła. Ale ja tu muszę napisać, że nasza Beatuszka jest niesamowita. Ledwie napisałam do niej, że wpadnę na chwilkę do Wrocławia, a ona natychmiast stanęła i napiekła ogromną ilość przepysznych ciasteczek, którymi zostałam obdarowana w obfitości. Takie to jest dobre, hojne serduszko.

  67. Oj, szkoda okrojonych! Może niektóre, niezakwalifikowane do wydania książkowego, da się przytoczyć tutaj?
    To musiała być wspaniała zabawa, ta wspólna robota, w duecie: Mama i Córka. :)

  68. Niebawem! Wspaniale – lubię czytać jak Pani sobie pisze. Ucieszona podwójnie – powrotem i vademecum – życzę dobrego, miłego wieczoru. :)

  69. PS – nie wiem, czy mi hasełek nie okroją. Dużo ich! Miałyśmy już Emilką (bo razem to piszemy) ponad 500 haseł, ale sama okroiłam.

  70. Dużo uciechy już przy samym układaniu hasełek, Madziu.
    Kiedy się ukaże, jeszcze nie wiem, ale zamierzam oddać „Na Jowisza” niebawem, czyli jeszcze przed „Chucherkiem”, na które potrzebuję więcej czasu i namysłu.

  71. Na Jowisza! Ten czwarty znak, jako że niespodziewany, jest całkowicie elektryzujący! :)) 370 haseł! :)) A kiedy to będzie? Przed czy po „Chucherku”?
    Zmiana koncepcji oznacza zapewne, że trzeba jeszcze troszeczkę poczekać. Nic to.
    Mam nadzieję, że kuracja przysłużyła się i oczom, i kręgosłupowi.
    I dobrze, że burze tylko cieszyły. W mojej miejscowości była jedna groźna, przykra w konsekwencjach.

  72. Madziu, pracowite lato minęło mi pod czterema znakami, a to:

    1. Leczenie znużonego kregosłupka oraz takichż oczu – a więc kategoryczne unikanie komputera
    2. Malowanie obrazków do „Miedzianego listka” Emilki (tak, widziałam ślady Twej obecności na emilkowym Fb)
    3. Wymyślanie „Chucherka” (nastąpiła radykalna zmiana koncepcji!)
    4. Wymyślanie „Vademecum Jeżycjady” (już 370 haseł), które prawdopodobnie będzie nosiło tytuł „Na Jowisza!”.

    Burze były i cieszyły. Ogród też!- choć susza dała mu się jednak we znaki.
    Całe szczęście, że już niedługo jesienne szarugi.

  73. Kochana Sowo! Ładnie mi tu nakręcałaś frekwencję, jak widzę!
    Bardzo dziękuję za wszystko.

    Beatuszko, brawo, wszystko zgadłaś (z wyjątkiem jasnoty). Jest jeszcze szałwia jabłkowa, jest oregano, bazylia i ta niezastąpiona brunera, która kwitnie niezapominajkowymi kwiatuszkami, a liście ma baaardzo dekoracyjne, srebrno-zielone, o wiele zresztą większe na ogół niż te dwa w bukiecie. Aha, te różowawo-fioletowe (nie niebieskie) kwiatuszki, o które pytasz, to odętka – bardzo zaborcza, ma potężne kłącza i rozrasta mi się po całym ogrodzie. Ale bardzo ładnie wygląda jako uzupełnienie bukietów!

  74. Kto by wytrzymał długo pod regałem, gdy w salonie bawi wesołe towarzystwo!
    Meteory spadną do ogrodu, srebrny księżyc będzie włóczył się po niebie – podwieczorek czas zacząć!

  75. Och, jak się cieszę, że Młodosta nasz kochany już wrócił!
    Teraz dopiero zauważyłam nowy wpis.
    Incognito, ależ skąd. Wójtuś też na pewno się odezwie. Nie wiem dlaczego tak utajniłam wiadomość, może to wakacyjna przerwa sprawiła, że tak cichcem ją posłałam. :-D

    A dzisiaj rano, układając nasz świąteczny bukiecik, myślałam jak wygląda starostowy i że na pewno piękny. Miałam rację. Nagietek, krwawnik, rozmaryn?, rajskie jabłuszka?, mięta albo jasnota biała? Śliczny. A te niebieskie kwiatuszki jak się nazywają?

  76. A jak minęły Pani wakacje? Czy zdrowo? I czy nie było nazbyt porywistych burz? Mam nadzieję, że nacieszyła się Pani ogrodem. I widziałam na Fb ilustracje – prześliczne! – do nowej książki Adminki. :)

  77. Dzień dobry!
    Cieszę się, że Pani wróciła! :))) I to jeszcze ze ślicznym wierszem. I bukiecikiem.

  78. Zgredziku, dzień dobry!
    Dziękuję za prywatną część wiadomości – cieszę się z dobrych nowin. Ma syn rację, ten wyścig jest do kitu. Dobrze, że on już to wie. Stoik z niego!
    Dla Szarotki najlepsze myśli i życzenia!

    Beatuszko, nie wiem, dlaczego tajna ta Twoja miła wiadomość, ale widać są powody (ktoś jest we Wrocławiu incognito???!!!).
    Uściski bardzo czułe przesyłam.

  79. Dzień dobry, Ludu kochany! Jak trafnie przewidział Wilk Morski – nie wytrzymałam w ciszy do 1 września. Przecież musiałam pospieszyć z bukiecikiem – to moje ulubione święto! – a w dodatku mnie tu KC Motylek w pewnym sensie wezwała do czynu.
    Cieszę się, że tak tu sobie swobodnie i miło gawędziliście pod moją nieobecność. I bardzo dziękuję Casciolinie za śliczną wiadomość o szpitalu im. Raszei!

Dodaj komentarz