Do zobaczenia we wrześniu!

H-Screen Shot 2015-05-14 at 7.24.21 PM

                                                                  (mal.  Carl Larsson, 1853-1919)

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Udanych, niezbyt upalnych wakacji (z promiennymi, świeżymi porankami, sennymi południami i łagodnymi, pachnącymi wieczorami, a czasem, rzecz jasna, z orzeźwiającym deszczem i nawet burzą, dla urozmaicenia), wspaniałych miesięcy wolności, wypełnionych najpiękniejszymi lekturami i błogim spokojem (no, chyba żeby ktoś bardzo pragnął przygód i awantur, to proszę bardzo, niech ma!), słowem – doskonałego odpoczynku po pracowitym roku szkolnym i po wszelkich nerwowych sytuacjach

życzy Wam najserdeczniej –

Wasza

MM

– która oto właśnie znika w zieleni na czas odpowiednio długi, by wreszcie na dobre ruszyć z pisaniem „Chucherka”. (W zeszycie, w ogrodzie! Oderwana kategorycznie od internetu!)

 

Do zobaczenia we wrześniu!

 

carl-larsson-woman-lying-on-a-bench-with-her-dog

                                                      (mal. Carl Larsson)

155 przemyśleń nt. „Do zobaczenia we wrześniu!

  1. Wszystkim życzę miłego święta Matki Boskiej Zielnej!
    P..S Na pewno Wasze bukiety są prześliczne :)
    P.S.2 Mimi M., ja również bardzo dziękuję!

  2. Wspaniałe wieści z poznańskiego szpitala im. Raszei: „osoby, które wychowały już swoje dzieci i wnuki, a wciąż mają czułość do rozdania, będą przytulały, nosiły, karmiły, przewijały noworodki, które muszą być w szpitalu same (bo rodzice nie mogą stale z nimi być, ale też np. dlatego, że zostały porzucone). Zainteresowanie było ogromne. Ponad 100 tys. zgłoszeń (ludzie są dobrzy). Wybrano i przeszkolono pierwsze osoby (we wszystkim, od podstaw pielęgnacji i medycyny po RODO) i od jesieni projekt rusza!”

  3. A w Beskidach całe zagony jeżyn. Jak miło jest zrobić z rodziną piknik nad rzeczką :)
    Pozdrowienia z Korbielowa!

  4. Zgubić człowieka (czytaj:kobietę) może ta ufność w niezawodność stanu umysłu wieku średniego poddawanego burzy hormonów. Trza sięgnąć po ziółka! Gubbio! Na pustyni Gobi to najwyżej szakale, jeśli wogóle w tych szerokościach występują.

  5. Dzieńdoberek :). Na Pomorzu dużo bocianów, jeszcze przy gniazdach, i pliszek siwych – ale te nie wiem, czy dokądkolwiek odlatują… Widziałam też żurawie!

  6. Uśmiałam się z zabawnych wilków,ale dopiero na żywo śmiech szybko ustępuje strachowi.Przez 10 lat nie bałam się dzików aż któryś mnie pogonił ,jak wychodziłam z moim wiernym psiakiem .Zwiewałam aż pogubiłam swoje wygodne balerinki .Na wakacjach może zdarzyć się wszystko.

  7. Dziękuję, miła Adminko! Leśniczy też mnie uspokajał, że silne, młode wilki omijają człowieka, ale słabe już niekoniecznie. Ładne mi pocieszenie – prawie każdy wilk kiedyś taki się staje, chyba że po drodze trafi go grom z jasnego nieba albo gajowy z „Czerwonego Kapturka”, który nie jest na bieżąco z przepisami.
    Dobrze, postaram się jak by co zaprzyjaźnić, mając w jednej ręce alarm, w drugiej gaz pieprzowy (o ile w stresie zdążę ustalić czy jestem na zawietrznej, czy nie!).
    P.S. Jeszcze św. Franciszek i wilk z Gobi, bodajże.

  8. Chesterko, odnośnie wilków przypomniała mi się właśnie powieść E.E. Schmitta „Kobieta w lustrze”. Jedna z bohaterek, Anna, żyjąca w zgodzie z naturą, nawiązuje przyjaźń z wilkiem :)

    No i „Wilk stepowy” Hessego! Choć z owym czworonogiem na pierwszy rzut oka łączy go jedynie tytuł:*

    Motylku, dziękuję za zyczenia! Korzystając z okazji- sto lat takze i dla Ciebie! Zdrowia, szczęście i miłości na każdy dzień:))

  9. Chesterko, pozdrawiam Cię i ja! Ciebie i wszystkich pozostałych wakacyjnych Gości też, rzecz jasna.
    Wilki, jak twierdzą znawcy, nie są niebezpieczne dla ludzi. Prędzej uciekną niż zrobią krzywdę. A atakują tylko zaatakowane. No ale – przezorny zawsze ubezpieczony! Alarm nie zawadzi, to pewne! :)

    PS W naszych okolicach też są! Podobno całkiem liczne…

  10. Tak, tak, wiadomość z pierwszej ręki, bo od leśnika. Piętaszku, nie ciesz się, żeś daleko od Kaszub, bo wilki są w całej Polsce. Żeby poczuć się w miarę komfortowo, zaopatrzyłam się w alarm osobisty, licząc, że jazgot odstrasza dzikie zwierzęta. Całe szczęście, że nie musiałam go użyć.

  11. To bardzo ciekawe co piszesz, Sowo. Tak, w tych porannych , przedświtowych chwilach jest podobno najlepsza akustyka .

    Chesterko, wilki?!
    Co do żab i ropuch, to mam wrażenie, że wszystkie zamieszkały w naszym ogrodzie;).

  12. Za to sroki nie milkną przez cały rok.

    Nurtowało mnie kiedyś, Piętaszku, dlaczego są ptaki, które zaczynają śpiewać dokładnie na pół godziny przed świtem. Czemu akurat tyle czasu i czemu nie budzą się dopiero wraz z pierwszym brzaskiem jak większość gatunków? Okazuje się, że tuż przed świtem panuje ponoć specyficzny mikroklimat (temperatura, wilgotność, brak wiatru), który czyni ich śpiew donośniejszym i o większym zasięgu. Twarda walka o rewir! Poza tym, samice niektórych gatunków ptaków nadlatują z ciepłych krajów właśnie w nocy i to dla nich tak się trudzą wcześni śpiewacy. Inna teoria (nieco mniej romantyczna) mówi, że o tej porze robaki jeszcze smacznie śpią, więc ptaki w oczekiwaniu na przebudzenie się ich śniadania, wykorzystują czas na śpiew. Podobno też w pierwszej kolejności zaczynają śpiewać ptaki o dużych oczach, co mnie akurat nie dziwi, hu, hu. Jaka by nie była prawdziwa przyczyna nocnego śpiewu, naukowcy pięknie sobie nazwali to zjawisko: chór przedświtu (dawn chorus). Przeczytałam o tym wszystkim w książce panów C.K. Catchpole i P.J.B. Slater – „Bird Song. Biological Themes and Variations” (rozdz. V „When do birds sing”). Jej fragmenty można podejrzeć w Google Books, bo wersja papierowa jest zaporowo droga, niestety.

  13. I żaby trawnej ani jednego egzemplarza nie udało mi się zoczyć na łące kaszubskiej przez dwa tygodnie. Koniec świata jaki czy co? Ale wilki w lipuskich lasach grasują za to od 4 lat. Aż strach na jagody iść.
    Pozdrawiam Lud Księgi i miłą Adminkę ukrytą i pomocną jak skrzat.

  14. Bociany, jaskółki, wilgi, kukułki oraz łabędzie powoli zbierają się już do odlotu. Do Afryki Północnej dotrą dopiero na przełomie października i listopada.

  15. Ale żeby nawet kosa, wilgi, drozda, kukułki czy paszkota nie uświadczyć? Susza pewnie biedakom doskwiera.

  16. Piętaszku, w sierpniu ptaki się pierzą, więc siedzą cicho w krzakach i starają się nie rzucać drapieżnikom w oczy. Śpiewają zresztą tylko w czasie gniazdowania.

  17. Dzięki Sowo, to miło że mogą sobie jeszcze powisieć :)

    Dziwna rzecz, ptaki ucichły jakoś…

  18. Dynie zbiera się zasadniczo, gdy roślinom wyschną liście, pędy i szypułki, a skórka owoców jest twarda. Trzeba obserwować.

  19. Sowo , dynie zdobią pergolę oczywiście i oby długo, ale kiedy je odciąć, aby bez uszczerbku były później ozdobą domu?

  20. Dzień dobry!
    Życzę wszystkim miłego sierpnia!
    P.S. A Mimi składam najlepsze życzenia urodzinowe! :)
    P.S 2 Ja mam urodziny już niedługo, bo pod koniec sierpnia :)

  21. Ale on był święty, ten Maciej z placu.

    Dyni nie ruszać, niech zdobi płot. Moja dopiero zaczyna kwitnąć, tak to jest jak się późno sadzi. Może jeszcze nasturcję posadzę (wysieję?)? Będzie kwitła do zimy.

  22. Z pamiętnika żony kibica piłki nożnej ;)

    Niedawno, odbył się w okolicy mecz pomiędzy KS Brzoza a KS Zootechnik Kołuda Wielka. M. tam był. Zapomniałam kto wygrał.

    Ciekawam jak tam dynia DUA się miewa :) U mnie nieoczekiwanie, z mieszanki roślin pnących wyrosły na pergoli oprócz groszków, nasturcji i wilca, wielkie pomarańczowe kwiaty, z których kilka zamieniło się w śliczne dynie ozdobne. Wygląda na to że już dojrzały, bo nie rosną. Poradźcie doświadczeni księgowi, czy należy je już odciąć? Wszak mamy dopiero lipiec.

  23. O, tak, Zgredzie, to bardzo krzywdzące! A może jest chociaż Janki, ta ulica?

    Dobrze, Pani Małgosiu, że są te Pani książki i krzepią, dodają otuchy, są lekarstwem na trudne dni. I jeszcze większym uśmiechem na te piękne. Z pozdrowieniami : )

  24. W moim mieście jest ulica Matyldy, a nie ma ulicy Kreski.
    To głęboko niesprawiedliwe.

  25. Dziękuję wszystkim za życzenia:-))

    Oczywiście, że nas, czytających książki, jest bardzo wielu! Zawsze tak było i niech zawsze będzie:-) A na podobne uwagi w stylu „Kto dziś jeszcze czyta książki?” odpowiedzialabym promiennie: „Ja!” :) A co tam, niech im trochę głupio będzie:-)

  26. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego my z Nutrią zawsze przypominamy sobie o Księgowych w podobnym czasie…;)

    Życzenia oczywiście składałam Mimi nie zaś tajemniczej Mimo. :) Tak to jest, jeśli pisze się na urządzeniu lekkim i niewielkim, zamiast przyzwoicie zasiąść do komputera.

  27. Neruda, proszę Nini. Ale wywracanie stołu wymyślił tłumacz, w oryginale jest o skręcaniu kierownicą.

  28. Adres nie, ale nazwę, Nutrio:
    Project Gutenberg.

    Miłej zabawy! Dobrego odpoczynku. :o)

    PS. Sowo, a czyje to o wywracaniu stołu?

  29. Jak dobrze ,że jesteście.Usłyszałam dzisiaj w rodzinie”Kto teraz czyta książki?” Czyli ,że nikt nie czyta.Ciarki mnie przeszły.Mam nadzieję,ze jest nas wielu.

  30. Mimi M., wszystkiego najlepszego! Radości, pogody ducha, codziennych małych wielkich cudów!
    PS. Jam jest z zimnego stycznia.

  31. Witajcie, Kochani!
    Jak Wam lato mija? Mnie miło i słonecznie, właśnie wróciłam znad morza.
    A tak naprawdę to ja do Was jak zwykle z interesem: pamięta może ktoś adres wspominanej tu kiedyś strony, na której można było czytać książki w oryginale?

  32. Piętaszku, dzięki za Białoszewskiego. Czytając pierwszą część tego wiersza, zawsze wyobrażam sobie Mirona czekającego na ugotowanie się klusek:)

  33. Wszystkiego najlepszego Mimi M.! Wymarzonych wakacji, świętego spokoju oraz mądrych ludzi wokół, jak mówią słowa piosenki :)

  34. Ja też sobie posluchalam „Spiegel im Spiegel”. Bardzo piękny, ujmujacy utwór :*

    Pozdrawiam cały Lud serdecznie, lipcowo, wakacyjnie!

    Ps. Czy może ktoś z Was również obchodzi urodziny w tym pięknym „miodowym” miesiącu? :-)

  35. Miron Białoszewski

    „Szare eminencje zachwytu”

    Jakże się cieszę,
    że jesteś niebem i kalejdoskopem,
    że masz tyle sztucznych gwiazd,
    że tak świecisz w monstrancji jasności,
    gdy podnieść twoje wydrążone
    pół – globu
    dokoła oczu,
    pod powietrze.
    Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie,
    łyżko durszlakowa!

    Piec też jest piękny:
    ma kafle i szpary,
    może być siwy,
    srebrny,
    szary – aż senny…
    a szczególnie kiedy
    tasuje błyski
    albo gdy zachodzi
    i całym rytmem swych niedoskonałości
    w dzwonach palonych
    polano biało
    wpływa w żywioły
    obleczeń monumentalnych.

  36. Lud widział, lud się uśmiecha do słuchających, śpiących lub zapatrzonych w miodowy Księżyc.

    „W li­po­we kwia­ty, w li­po­we li­ście
    Próg ustro­iłem na two­je przyjście.

    Jabł­ka­mi, wi­nem, jako przy święcie,
    Stół za­sta­wi­łem na twe przyjęcie”. (L. Staff)

    G.Ph. Telemann – Tafelmusik – „Conclusion in e-minor”. TWV 50-5.

  37. Sowo, ależ fluid z Yo-Yo-Ma!
    „A lenda do caboclo” uspokaja cudownie. Użyto jej zresztą w pewnej pamiętnej scenie w serialu „Mozart in the jungle”

  38. Podmiejski obrazek

    Mamy brzozy sosny i bzy
    i czystego powietrza pełne okna
    mamy na jawie gwiezdne sny
    i ciszę ławeczki pod domem
    Malujemy świat żółcią mleczów
    i granatem nieba w deszczu
    kitą wiewiórki skrzydłem sroki
    cieniutkim wąsikiem świerszcza
    W obrazie dominuje zieleń
    o różnych odcieniach nadziei
    i biel obietnicą rozpisana na kolory
    od obłoczków do chmur gradowych
    Na szybie symfonia słońca
    gdy próbuje oświetlić stół w salonie
    słychać skrzypce radości i flet marzeń
    i wiolonczelę uniesienia
    Wysiłkiem dłoni i wyobraźni
    wznosi się czas naszego istnienia
    corocznym przyrostem gałęzi drzew i krzewów
    corocznym rozrostem ich korzeni

    Wanda Spalińska

  39. Józef Czechowicz

    KSIĘŻYC W RYNKU

    Kamienie, kamienice,
    ściany ciemne, pochyłe.
    Księżyc po stromym dachu toczy się, jest nisko.
    Zaczekaj. Zaczekajmy chwilę –
    jak perła
    upadnie w rynku miskę –
    miska zabrzęknie.

    W płowej nocy,
    po kątach nisz głębokich,
    po bram futrynach i okien
    załamany,
    bez mocy,
    cień fijołkowy uklęknie.

    Gwiazdy żółte, które lipcowy żar ściął,
    lecą – kurzawą – lecą,
    firmament w złote smugi marszczą,
    za Trybunałem
    na ślepych szybach świecą
    cichym wystrzałem

    Noc letnia czeka cierpliwie,
    czy księżyc spłynie, zabrzęknie,
    czy zejdzie ulicą Grodzką w dół.
    On się srebrliwie rozpływa
    w rosie porannej, w zapachu ziół.

    Jak pięknie!

  40. Moja córka dziś zasnęła ukołysana przez Spiegel im Spiegel.
    Cudne. Sowo, dzięki.

  41. „Stół składa się z płyty roboczej (pot. zwanej blatem), przeznaczonej do umieszczenia na niej przedmiotów lub wykonywania pracy oraz struktury podtrzymującej płytę roboczą (blat) w pewnej wysokości nad ziemią. Zadaniem stołu jest umożliwienie wygodnego manipulowania znajdującymi się na nim przedmiotami człowiekowi siedzącemu lub stojącemu przy nim bez potrzeby schylania się po nie do poziomu podłoża”.

    Wikipedia – „Stół”.

  42. Dzień dobry, wpadłam na chwilkę zobaczyć, co słychać u miłych Księgowych – a tu takie stołowe inspiracje :).
    Muzyko, dziękuję za polecenie „Kresowej Atlantydy”!

  43. Kochany Ludu, dziękuję Wam wszystkim. To tak miło, że można na Was liczyć. I od razu spojrzenie na świat się zmienia z tą świadomością.

  44. Errata. Myśl tę wygłosił Fafik.

    Teatrzyk Zielona Gęś

    ma zaszczyt przedstawić
    ponurą panoramę dźwiękową
    na temat

    „Poezja drożeje”

    W roli głównej: Pies Fafik (bilety ulgowe i passe-partout nieważne)
    Pozostałe osoby: Stroskany Piekielny Piotruś
    Stroskany Ojciec
    Stroskana Matka
    & Chór stroskanych starców
    Meteorologia: Trzaskający upal.
    Scena: Nieopalone mieszkanie. Zegar bez wskazówek. Nędza i głód (w sensie intelektualnym).
    Czas: Obojętny. Nie śpieszy się.

    Akcja:

    Fafik:
    Książka to najlepszy przyjaciel. A ja znowu nie mam co czytać. Z moimi okularami na końcu nosa wyglądam jak słynna ciotka Eupalinosa. Ale zdaje się, że nadchodzi matka. Czy jednak przyniesie coś do czytania? Życie bez książki jest jak stół bez nóg.

    Piekielny Piotruś:
    Fafik ma rację. Matka nadchodzi. Ale czy przyniesie coś do czytania? W kwiecie wieku umrę z głodu intelektualnego. Dlaczego?

    Stroskany Ojciec:
    Jak nie mam mojej poezji do łóżka, to po prostu idiocieję. (idiocieje na stronie) Ale zdaje się, że istotnie nadchodzi matka. Kto wie, może przyniesie wreszcie coś do czytania.

    Stroskana Matka:
    (wpada zdyszana) Poezje znowu zdrożały na czarnym rynku. Ale nie martwcie się. Spekulantów poezjami zamkną. Tymczasem dzisiejszą noc jakoś przetrzymamy. W spółdzielni „Lutnia i spółka” dostałam jedną stroniczkę z tomiku pt. „Ptaszki spod paszki” Antoniego Franbolli. (czyta triumfalnie)
    „Ptaszki spod paszki” Do Bani
    „Od godziny w Luwrze
    ja mówię do Bani: – Mówże!
    a Bania: – Co? A Bania – Ba…”
    Pauza

    Stroskany Ojciec:
    Dlaczego przerywasz, do cholery?

    Stroskana Matka:
    Bo tu jest wielokropek.

    Stroskany Ojciec:
    Dalej!

    Stroskana Matka:
    ‚…A Bania: -Ba…
    Paryż. Bania. I ja.
    I ja mówię: – Niedobraś
    jak selery i ja, i pory
    i ja mógłbym cię oblać,
    bo ja jestem podobny –
    do amfory”. Pauza. To, niestety, wszystko, co dostałam na całą rodzinę.

    Fafik:
    Wobec tego jeszcze raz.

    Stroskana Matka:
    (czyta jeszcze raz) „Od godziny w Luwrze mówię do Bani…”

    Stroskany Ojciec:
    Jaka bania? Nic nie rozumiem. Ja zidiocieję! (idiocieje)

    Stroskana Matka:
    (przestaje czytać i pod wpływem nieczytania upada kulturalnie i również idiocieje)

    Piekielny Piotruś I Fafik:
    (jak wyżej)

    Stroskany Ojciec:
    (wybucha w związku z ogólnym upadkiem kulturalnym) Zaznaczam, że zidiociałem kompletnie. (idiocieje kompletnie na oczach PT. Publiczności i ponuro wali się na kanapę*)
    K U R T Y N A

  45. Życie bez książki jest jak stół bez nóg.
    – z myśli Piekielnego Piotrusia /K.I.G./

  46. A tak w ogóle, to na uspokojenie zawsze zażywam ciacconę Johanna Heinricha Schmelzera;)

  47. Kasztanowłosa, Bach – suita nr 1 na wiolonczelę solo, Chopin – Cello Sonata in G minor,
    Beethoven Cello Sonata No.2 in G minor

  48. (…)

    Do dzisiaj przy okrągłym stole
    Siedzimy martwo jak zaklęci!
    Kto odczaruje nas? Kto wyrwie
    Z niebłaganej niepamięci?

    Julian Tuwim – Przy okrągłym stole

  49. Suity Bacha to piękno w czystej postaci. Bardzo optymistycznie brzmią koncerty wiolonczelowe Vivaldiego. Takoż Boccheriniego.
    Albo Yo-Yo Ma & Bobby McFerrin – „Hush Little Baby”. Bardzo wesoła kołysanka, chociaż do snu lepsze jest raczej nastrojowe i subtelne „Spiegel im Spiegel” Arvo Pärta.

  50. „Stół rodzinny jest dużo większy
    od normalnego stołu
    Coraz mniej takich stołów”. (Ewa Lipska)

    „To był stary i naprawdę wielki stół z jasnego drewna, zawsze wyszorowany do czysta, i bardzo przez wszystkich lubiany. Wygodnie się przy nim jadło, wygodnie rysowało, czytało albo gadało”.

    „Żartowała, że ma w sobie czary – świetnie się przy nim siedzi i rozmawia, trudno od niego wstać. Tak, tak, dawniej umiano dobrze robić nawet stoły!”

  51. „Ma stół wymiary
    równości
    z tajemnym bogactwem uchybień
    z poezją formy
    po lesie
    po zmarłym
    po grzybie
    i topografię iście salomonową”

  52. „Dzisiaj chatę zamiotlem w jedno okamgnienie,
    Z czworga kątów różami wyploszylem cienie,
    A próg, zdobny pajeczyną,
    Namascilem suto gliną,
    I wodą moje pełne skropiłem przedsienie.

    Jużem sobie nie szczedził radosnych zabiegów,
    Wypiekając chleb z mąki, srebrzystszej od sniegów,
    A tę ławę, tę dębowa,
    Przeslonilem chustą nową,
    Co sie cala zieleni krom czerwonych brzegow”

    (Bolesław Leśmian, „Łąka”)

  53. „Mistrz od­rzu­ca z nie­sma­kiem ab­sur­dal­ną myśl,
    że stół spusz­czo­ny z oka musi być sto­łem bez prze­rwy,
    że krze­sło za ple­ca­mi tkwi w gra­ni­cach krze­sła
    i na­wet nie pró­bu­je sko­rzy­stać z oka­zji”.

  54. Wiem, że jest przerwa, ale potrzebuję pomocy i od razu pomyślałam o Was, Drodzy Księgowi.
    Czy moglibyście mi polecić jakieś utwory do słuchania z wiolonczelą? Prośba brzmi dziwnie, wiem, ale to nie dla mnie – chcę po prostu kogoś pocieszyć/podnieść na duchu/wydobyć ze smutku/sprawić radość itd., a wiem, że to (wiolonczela) będzie niezwykle pomocne.
    Obecnie jakoś wszystko wyleciało mi z głowy… Nie mam żadnego pomysłu.
    Mam nadzieję, że nie jest to prośba zbyt zuchwała.
    Miłych wakacji

  55. Pewnego razu stół,
    na którym piszę wiersze,
    dwie pary butów wzuł
    i pobiegł sobie w dół
    z piątego piętra na pierwsze.
    To były moje buty
    i mojej żony, Franciszki;
    miesiąc nazywał się luty,
    a luty jest zimny i śliski.
    Biegliśmy boso za nim,
    a on – skok – susa dał
    w podwórze i przez bramę
    na jezdnię, z samochodami
    wyścigi. Kto prędzej; W cwał!
    A potem, hen, aż za miasto,
    przez łąkę, przez pole i w las,
    tam drzewa liściaste – iglaste
    szumiały jak skrzypki i bas.
    Wiosenne słońce zagrzało,
    za morza uciekał mróz,
    mój stół na chwilę przystanął
    i w ziemię nogami wrósł.
    Na plamie z atramentu
    wyrósł zielony liść,
    stół bardzo jest tym przejęty
    i nigdzie już nie chce iść.
    I tylko w górę rośnie
    z drzewami w wyścigi mknie,
    tam gdzie trzymałem łokcie
    wyrosły gałęzie dwie.
    Taka przygoda się rzadziej
    niż różne inne zdarza,
    lecz za to w mojej szufladzie
    szpak gniazdo ma z kałamarza.

  56. „Powiedział ktoś, że stół jest pośrednikiem uczuć, staraniem więc każdej gospodyni domu powinno być, aby nietylko w dnie uroczyste, niezwykłe, ale i w życiu codziennem pośrednik ten zawsze był strojnym, ujmującym, przyjemnym dla oka, a ponętnym dla podniebienia.
    Stół powinien być nakryty śnieżnej białości obrusem, zwieszającym się prawie do ziemi, a chociaż dobór i wykwintność bielizny stołowej zwykle zależy od skali gospodarstwa, wszakże obowiązkową powinna być jej czystość niepokalana.” (Marta Norkowska – „Najnowsza kuchnia wytworna i gospodarska”, 1904).

  57. Gospodnie, daj mi to wiedzieć,
    Bych mogł o tem cso powiedzieć,
    O chlebowem stole.
    Zgarnie na się wszytko pole,
    Cso w sto[do]le i w tobole,
    Cso le na niwie zwięże,
    To wszytko na stole lęże;
    Przetoć stoł wieliki świeboda,
    Staje na nim piwo i woda,
    I k temu mięso i chleb,
    I wiele jinych potrzeb,
    Podług dostatka tego,
    Kto le może dostać czego.

    Z jutra wiesioł nikt nie będzie,
    Aliż gdy za stołem siędzie,
    Toż wszego myślenia zbędzie;
    A ma z pokojem sieść,
    A przy tem się ma najeść.
    A mnogi idzie za stoł,
    Siędzie za nim jako woł,
    Jakoby w ziemię wetknął koł.
    Nie ma talerza karmieniu swemu,
    Eżby ji ukrojił drugiemu,
    A grabi się w misę przod,
    Iż mu miedźwno jako miod;
    Bogdaj mu zaległ usta wrzod!
    A je z mnogą twarzą cudną,
    A będzie mieć rękę brudną;
    Ana też ma k niemu rzecz obłudną.
    A pełna misę nadrobi
    Jako on, cso motyką robi.
    Sięga w misę prze drugiego,
    Szukaję kęsa lubego,
    Niedostojen nics dobrego.
    (…)
    O zachowaniu się przy stole – Przecław Słota

  58. W skośny stół z matowej czerni
    księżyc wylał płytką rzeką
    szumią ciszą w szklany werniks
    gwiazdy spadłe niedaleko
    w gęstej nocy jak w akwarium
    płyną długie, śliskie ryby
    uliczkami gęstych podwórz
    szyby szorstką łuską wybić
    gładzi zwilgłe srebrem ściany
    płynnych łysków miękki natłok
    i na stole rozślizganym
    czarny piesek gryzie światło.

  59. W tym białym domu, w tym pokoju,
    Gdzie cudze meble postawiono,
    Musimy skończyć naszą dawną
    Rozmowę smutnie nie skończoną.
    Do dzisiaj przy okrągłym stole
    Siedzimy martwo jak zaklęci!
    Kto odczaruje nas? Kto wyrwie
    Z nieubłaganej niepamięci?

  60. „A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Moje prawo to jest pańskie lewo.
    Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
    a ja – rozdarte drzewo”.

  61. Wół
    Miał odwieźć do szkoły stół.

    Powiada do osła: „Na wieś
    Stół ten do szkoły zawieź.”

    Osioł pomyślał: „O, źle!”
    I rzecze do kozła: „Koźle,

    Odwieź ten stół, bardzo proszę,
    Dostaniesz za to trzy grosze.”

    Zawołał kozioł barana:
    „Odwieź ten stół jutro z rana.”

    Baran był na podwórku,
    Do psa więc powiada: „Burku,

    Odwieź, bo mnie nie ochota!”
    Pies wezwał do siebie kota

    I warknął: „Kocie-ladaco,
    Ty zająć się masz tą pracą!”

    Kot stołu wieźć nie zamierza,
    Przywołał w tym celu jeża.

    Jeż myśli: „Gdzie stół, gdzie szkoła?”
    Więc szczura do siebie woła

    I mówi: „Do pracy, szczurze,
    Stół odwieź szybko, a nuże!”

    Szczur chciał się myszą wyręczyć,
    Lecz mysz nie lubi się męczyć,

    Więc rzecze do żaby: „Żabo,
    Stół odwieź, bo mnie jest słabo.”

    Żaba jaszczurkę zoczyła:
    „Jaszczurko, bądź taka miła,

    Najmocniej proszę cię, zawieź
    Stół ten do szkoły na wieś.”

    Jaszczurka w pobliskich gąszczach
    Zdołała dostrzec chrabąszcza:

    „Stół odwieź, chrabąszczu drogi,
    Bo bardzo bolą mnie nogi.”

    Lecz chrabąszcz to okaz lenia,
    Powiada więc od niechcenia:

    „Wiesz, mucho, zamiast tak brzęczeć
    Mogłabyś mnie wyręczyć.”

    Mucha do mrówki powiada:
    „Jest to okazja nie lada,

    Stół trzeba odwieźć do szkoły.
    Ty lubisz takie mozoły.”

    Mrówka,
    Nie mówiąc nikomu ani słówka,
    Chociaż nie była zbyt rosła,
    Wzięła stół i do szkoły zaniosła.

  62. Jak garncarz garnki,
    stolarz stoły
    poeta buduje przestrzenie.
    Aby stół nie kończył się nagłą krawędzią,
    garnek tępym dnem.
    Aby w palcach wieczny głód,
    w stopach pragnienie skrzydeł.

    Mówi:
    nie wciskaj garnka na oczy,
    nie chowaj się pod stół.
    I wyprowadza z parnej kuchni.

    Rzecz w tym – mówi –
    abyśmy nawet rozkładając ręce
    stykali się czubkami palców.

    Poeta buduje przestrzenie:
    Jesteśmy – mówi –
    równoległą do nieskończoności.

    (Zbigniew Jankowski – „Poetyka”)

  63. „Stół II ”

    W tej oberży nad chwiejną wspaniałością morza ruszam się jak w akwarium, znikania świadomy, pośród nas, tak śmiertelnych, że ledwo żyjących. Cieszy mnie ta wspólnota, choćby i żałobna, spojrzeń, gestów i dotknięć, teraz i sprzed wieków. Myślałem, że wybłagam zatrzymanie czasu ale uczę się zgody jak przede mną inni.
    I tylko sprawdzam co tutaj jest trwałe:
    Noże z rogowym trzonkiem i cynowe misy,
    Niebieska porcelana, mocna, chociaż krucha, i jak skała warowna pośrodku odmętu, wygładzony na połysk, stół z ciężkiego drzewa.

  64. „Powoli umiera ten kto nie wywraca stołu,
    kto jest nieszczęśliwy z pracy,
    kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji marzeń,
    kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad”.

  65. (…)
    Tak modliłem się:

    żeby – w razie ostatecznej katastrofy – Matka Boska przemieniła mnie w małą płaskorzeźbę z XII wieku, która przedstawia „Daniela w jaskini lwów”;

    żebym w każdej chwili umiał się rozstać z pewnym abażurem, na którym jest wyobrażona bezsensowna ryba;

    żebym natychmiast ofiarował moją kanapę, moją pozłacaną kanapę, właścicielce bankrutującego baru, która skarżyła mi się, że po prostu nie ma na czym siedzieć;

    żeby mój ponury kolega zrozumiał, że „średniowieczny” to znaczy wesoły, a czterej Ewangeliści (Anioł, Wół, Lew i Orzeł) to wesołe chłopy, jak pielgrzymi kanterburyjscy, jak czterech kumów na chrzcinach; żeby urzędnicy z firmy „Trwoga & Żołądek”, zamiast opowiadać głupie kawały, lepiej śpiewali podczas przerwy psalmy;

    bym – jeśli za oknem moim którejś nocy mocniej zagra galilejska fletnia – umiał natychmiast odejść i porzucić majątek, żonę i dziecko;

    żebym – oczywiście stosownie do wymiarów mego serca – również zasłużył na swoją noc mediolańską, podobnie jak św, Augustyn.

    I żebym unikał jak ognia: alkoholu, głupich kobiet i lenistwa:

    żebym tam, gdzie dyplomacja prowadzi do hańby, umiał przyjąć walkę albo męczeństwo.

    (…)
    NOTATKI Z NIEUDANYCH REKOLEKCJI PARYSKICH