Deszcz pada!

paciorki02

(fot.: KC Marple)

 

 

 

Leopold Staff

Deszcz wiosenny

W tle nieba, gdzie jest więcej srebra niż błękitu,
Puch pierwszych liści dymem zielonym się pieni
I jedynie nalotem lekkim malachitu
Odróżnia czas przedwiośnia od szarej jesieni.

Zaspany i niemrawy, nudny dzień powszedni,
Cierpliwy jak dorożkarz na miejskim postoju,
Ma w sobie uroczystą nutę przepowiedni
Czegoś, co się jak święto rodzi w niepokoju.

Wiatr niesie chmury, zwiastun ulewy wysłańczy,
Co drzewa w tłum chorągwi rozwinie bogaty:
Deszcz majowy srebrnymi stopami już tańczy
Na ziemi od rzęsistych kropel piegowatej.

 

paciorki

(fot.:KC Marple)

159 przemyśleń nt. „Deszcz pada!

  1. Dobranoc, spać idź!
    A co do Arthura B.: on Ci odpłaci wdzięcznością. Zobaczysz!

  2. Coś nie mogę znaleźć wspomnianej strony o Čapku. Poszukam jeszcze.
    Dobranoc!

  3. „Sadźmy je przyszłemu latu!”
    A Ty nie tylko je sadzisz, Ty jeszcze je ratujesz!
    Dobranoc, droga Beatuszko, cieszę się z Waszej działki! Hura! Życie jest piękne, prawda?

  4. Aaa, nie, nie, nie tak łatwo nauczyć się czeskiego, ale troszeczkę rozumiem.
    Kiedy wracałam dwa lata temu z Bratysławy do domu, odwiedziłam po drodze Krumvíř. U znanego tu rzeźbiarza chciałam zakupić jeszcze kilka pięknych drewnianych form piernikowych do mojej kolekcji. Pana Alexandra nie było w warsztacie, ale rozmawiałam z jego żoną, też rzeźbiarką, ona po czesku, ja po polsku – świetnie się rozumiałyśmy. Dostałam nawet przyjemny rabacik, a jedną z foremek rzeźbiła pani Slavikowa.

    Od tej wiosny mamy z Adamem swoją działkę i fluidowo chyba posadziłam uratowane w sklepie dwie róże Arthur Bell, ufam, że wyrosną. Uratowane tzn. takie biedne i podeschnięte kupuję, podlewam i sadzę.
    „Sadźmy, przyjacielu, róże!” podśpiewuję sobie wsadzając je do ziemi:-)

  5. Ma, (wiad. pryw.) ależ proszę bardzo. To „Č” odnajdziesz w swoim komputerze w tabelkach „Znaki i symbole”.
    Tak jest, w wiadomości prywatnej możesz podać wszystko, co zechcesz.

  6. O różowej zaś „Lavinii” przewodnik wyraża się pozytywnie. Ładna, w istocie!

  7. Blanko, chyba znalazłam czerwoną różę pnącą dla ciebie. Sama mam tę popularną „Sympatię”, ale nie przepadam za tym odcieniem czerwieni. Kiedyś jednak miałam istne cudo (pędraki mi ją zjadły, nieodżałowaną!- wtedy jeszcze nie wiedziałam o ich istnieniu)- nazywała się „Guinee” i teraz Ci ją wyszukałam w przewodniku. („Róże- przewodnik ilustrowany”, Muza SA 1997)
    Cytuję:

    Róża pnąca „Guinee”
    ——————–
    Pokrój – sztywny, rozgałęziony.
    Kwiaty- pełne, po rozwinięciu prawie płaskie, w kolorze bardzo ciemnym, szkarłatnokasztanowym, aksamitne o muszelkowatych płatkach, odsłaniających złote pręciki.
    Zapach – silny, bogaty i słodki.
    Liście – skórzaste, ciemnozielone.
    Okres kwitnienia – lato, na jesieni mniej obficie.
    Zastosowanie – najlepiej rośnie przy ścianie o południowej lub zachodniej wystawie.
    Pochodzenie – Mallerin, Francja, 1938.
    Wysokość – aż do 5 m.
    Rozpiętość – 2,5 m.

    Jest rzeczywiście cudowna!
    Trzeba ją sadzić przy jasnej ścianie – z powodu ciemnych kwiatów tak prezentuje się najlepiej.

  8. Sowo, tak jest, New Dawn jest trochę anemiczna, przyznaję.
    Westerland natomiast to róża na szóstkę! – co za zapach! – co za kolor!- mam ją oczywiście (ale nie pnącą, tylko parkową) i wciąż się nią zachwycam. Uwaga: trzeba ją na zimę porządnie okopczykować! Nie lubi mrozów.
    Arthur Bell niezawodny (mam!) i naprawdę ślicznie pachnie.

  9. Ma, bardzo dziękuję za poszerzanie grona czytelniczego. Jakie to miłe.
    Przepraszam, musiałam usunąć link do strony o Karelu Čapku, bo komentarz Twój nie ukazałby się. Ale kto zechce, ten trafi.
    Ja zechcę na pewno!
    I Beatuszka, jak sądzę, która z sympatii dla tego autora nauczyła się języka czeskiego.

  10. DUA i Mili Księgowi, nawet nie wiecie, ile ta strona znaczy dla wielu osób, często takich, które się nawet nie ujawniają, sama długo siedziałam pod regałem, bo nieśmiałość bywa i internetowa. Dobrze, że tu słowa znaczą to, co znaczą. Pamiętam, jak DUA oponowała przeciwko złemu rozumieniu,, pokornych” i,, niepokornych”. Ja ostatnio mam ochotę poprosić o publiczne odczytanie definicji przymiotnika grzeczny oraz jego synonimów i antonimów, bo coraz częściej mam nieodparte wrażenie, że przez grzeczność rozumie się ostatnio wszystko, tylko nie to,co ona oznacza.

  11. Ludu Księgi, nie ma przypadków. W ubiegłym tygodniu poznałam przemiłą Czeszkę, anglistkę i tłumaczkę z polskiego. Wyjechała obdarowana ,, Opium w rosole „, po które biegłam do antykwariatu, bo uznałam za konieczne poszerzenie grupy znających Józefa. Nie mogłam też pominąć okazji porozmawiania o Karelu Čapku, gdyż ,, Rok ogrodnika ” ,obok ,, Tajemniczego ogrodu ” jest jedną z ważniejszych dla mnie książek. Kiedy ja zajmowałam się grupą , ona pobiegła po kawy dla nas. Dano jej kubki z cytatami, na które nie zdążyła zerknąć. Na moim: ,,Musimy mieć do życia cierpliwość, ponieważ jest wieczne” :) Ludzie się, jak widać, po śmierci nie zmieniają, tylko pewne cechy jak np. poczucie humoru tylko się intensyfikują. Później poszliśmy do Ośrodka Kultury Czeskiej, wzięłam do ręki pierwszy informator, otworzyłam, a tam informacja o stronie Karela Čapka. Informator nazywa się ,, Salon Republiki Hradec Kralove -magazyn czasu wolnego”

  12. U mnie pierwsza rozkwitnie chyba Arthur Bell. Lubię ją, tak pięknie pachnie! A Louise być może przegra wyścig z cukrową. New Dawn też mam, ale za krótko kwitnie, moim zdaniem. Jesienią chcę posadzić jeszcze pnącą Westerland. Eden Rose też bym chciała mieć, mimo wszystko.

  13. Mimi M., dokładnie to samo mogłam napisać tutaj jeszcze rok temu, zresztą nadal bardzo lubię ogrodnicze porady ludu księgi. Dziś sama mam swój kawalek ziemi. Marzenia się spełniają. Przede mną wyzwanie, bo ogród zakładam od podstaw. Dobrze, że w sąsiedztwie jest masa zieleni.
    Pani Małgosiu, dziękuję za polecenie, rzeczywiście Graham Thomas urodziwy wielce. Szukam jednak czegoś w odcieniach różu lub czerwieni.

  14. I u mnie pierwsza różyczka się otworzyła: Louise Odier, oczywiście. Pnąca, mocno różowa, silnie pachnąca, urocza.
    New Dawn miałam – miła, ładna, ale są piękniejsze od niej.

    Wspaniała jest pnąca Graham Thomas (jest też i w wersji parkowej) – właśnie szaleje na podpórce, ma już ponad dwa metry wysokości, i widzę, że mnóstwo pączków wydała. Blanko, zrobię zdjęcie, jak zakwitnie. Bardzo polecam.

  15. Bardzo lubię czytać porady ogrodnicze, jakimi się tutaj wszyscy dzielą:) w tej chwili nie posiadam własnego ogródka, ale jeśli będzie kiedyś dane mi go miec (wierzę, że tak będzie!), będę tu mogła znaleźć istotne wskazówki

    Pani Małgosiu, szałwia cytrynowa- brzmi świetnie i na pewno pięknie pachnie :) muszę o niej pamiętać.

  16. Róże już kwitną.
    Niestety, nie wiem jakie, bo się nie znam, ale jedna była żółta a druga ciemnoróżowa.

  17. Przypomniało mi się, że kiedyś już szukalam i znalazłam tę jedną jedyną. New Dawn. Teraz trzeba będzie upolować dobry egzemplarz.

    A co do starych różanych krzewów – i ja zaobserwowałam, że rosną sobie jakby mimochodem, ogromne, obsypane masą kwiatów, zdrowizna taka, jak to moja babcia mawiała.

  18. To samo dotyczy dawnych tulipanów, Sowo. Wieczne są!

    Blanko, wybór róży to poważna sprawa.
    Dobrze się zastanów i tylko patrz, czy odporna na mróz, na czarną plamistość i mączniaka.
    I czy powtarza kwitnienie.

  19. Jedyna róża, która nam kwitnie przez całe lato, ma jakieś osiemdziesiąt lat, a może więcej (nikt nie pamięta, kto ją zasadził). W kolorze ciemnego wina. Co ciekawe, nikt jej nie nawozi, nawet mszyca się jej nie ima. Te dawne róże są tak samo silne i odporne jak przedwojenne pokolenia.

  20. Dziękuję za informację Pani Małgosiu!
    Jeszcze różę pnącą muszę sobie sprawić, przed dom. Ehh, dużo bym chciała. Ilekroć jestem w jakimś centrum ogrodniczym przypominają mi się fragmenty z Roku ogrodnika. Gdzie by to wsciubić…odwieczny problem miłośnika roślin.

  21. My kupiliśmy w tym roku zioła przez internet (Ogrody Ziołowe) – jest też szałwia jabłkowa i wiele innych cudów.

  22. Ta wiśnia zimowa jest zachwycająca. Oprócz różowej piany w porze kwitnienia, oczarowuje różnymi barwami liści jesienią. Bajka. Tylko skąd brać grunt ?
    Póki co, muszę prędko urządzić dzieciom rabatki i dać im cynie do posadzenia. Niech mają swoje.
    A jeszcze mi się upraw zachciało w skrzyniach drewnianych, juz jedną skrzynię obsadziłam.
    Ale zabawa!

    Dzięki DUA za szałwię cytrynową, popytam tu i tam, może ją dostanę gdzieś.

  23. Dziękuję za miłe słowa, Siostro!
    Przesyłam wiele serdeczności i najlepsze myśli!

  24. Kochana pani Małgorzato, od dzieciństwa jestem pani wielką miłośniczka, albo raczej pani ,,dzieci”. Przeczytałam wszystkie pani książki, a ostatnią dostałam w prezencie, co wiąże się z małą anegdotą. Jestem siostrą zakonną i wpadłam z tą otrzymaną książką do mojej przełożonej i rozradowana próbuję jej tłumaczyć co to jest, co to za historia, gdzie się dzieje, które pokolenie itp. Biedna, jest Francuzką i jakoś nie podzieliła mojego arcy entuzjazmu:))) Wybaczam jej to znieważenie :) w końcu nigdy nie zrozumie nas, Polaków :))) Teraz mam apetyt na wszystkie książki i nawet obmyśliłam mały plan -jeśli tylko ktoś będzie pytał mnie czy czasami nie chciałabym dostać czegoś w prezencie, będę podawać za każdym razem inny tytuł Jeżycjady i tym samym zbiorę całą serię :)))Pozdrawiam serdecznie i może któraś z bohaterek pójdzie do zakonu? Służę radą:))))

  25. Niby wystarczy jej kilka cieplejszych dni zimą, żeby zakwitła, a to się dość często u nas zdarza. Ale i tak na pierwsze kwitnienie pewnie trzeba będzie zaczekać kilka lat.

  26. Sowo, nawet w zimie? Zaintrygowałaś mnie. Poszukam tego cudeńka.
    Ja jeszcze zasadziłam śliczną odmianę brzozy pożytecznej Doorenbos. Ma kredowobiałą korę. Rośnie do 10 m. Sosnę też udało mi się kupić sporą za godną cenę. To mój żelazny zestaw, brzoza i sosna. Więcej drzew mój ogródeczek nie pomieści.
    Ale krzewy i byliny owszem. Czaję się na perowskię. Zresztą, lista jest długa.

  27. Sowo, sprawdziłam, piękna ta wiśnia. Nie omieszkaj nas powiadomić, czy naprawdę zakwitła jesienią. (Zimą to chyba tylko w Anglii)

  28. Gdyby wiśnie i jabłonie tylko kwitły i kwitły nie mielibyśmy konfitur wiśniowych i szarlotek ;)
    Wszystko jest po coś.
    Nawet (a może zwłaszcza) pająki, co widać na powyższych zdjęciach od Marple. Takiej biżuterii to nawet u Svarowskiego nie uświadczysz.
    Zakisiłam trochę ogórków i czekam. Najgorsze to czekanie ale trzeba.

  29. Ja chcę zasadzić Prunus ‚Autumnalis Rosea’, kwitnie w maju, a potem -ponoć – w listopadzie i całą zimę. Tylko najpierw będę musiała coś wyciąć.

  30. Blanko, sprawdziłam Twoją Prunus Cistena. Ha! Mam ją! Sama sadziłam – przez 20 lat wyrosła bujnie i wysoko, ładnie się komponują jej czerwone liście z sąsiednią katalpą złocistą. Wiosną ta śliwa kwitnie bardzo wcześnie, najwcześniej ze wszystkich moich drzew.
    Będziesz widziała z jadalni obłok kwiecia w słodkim odcieniu różu!
    Krzepiący widok, zwłaszcza po ciężkiej zimie.

  31. Rozpadało się, a wcale nie podlewałam!

    Szkoda, że te wszystkie cudne jabłonki i wisienki nie kwitną całe lato…

  32. DUA, fluid. Ja niedawno posadziłam Prunus Cistena, śliwę dziecięcą , szczepioną na pniu. Też widać ją z okien jadalni.

  33. A swoją drogą, nigdzie (nawet w Wielkim Słowniku Frazeologicznym) nie podaje się skąd to wyrażenie pochodzi. Pisze się co najwyżej o „starej bajce”. Tymczasem chodzi o bajkę Iwana Kryłowa „Pustelnik i niedźwiedź” (pustelnik zasnął, mucha usiadła mu na czole, a niedźwiedź, chcąc, by przyjacielowi nie przeszkadzała, zabił ją jednym uderzeniem łapy, przy okazji uśmiercając pustelnika), skąd bierze się „miedwież’ja usługa” (tak podają „Skrzydlate słowa” Markiewicza i Romanowskiego, tom drugi).
    Bajka Kryłowa: początek XIX wieku.
    Rzymianie nie mogli używać tego powiedzenia.

    Idę sadzić wiśnię, już ze spokojnym sumieniem.

  34. Aniu K, zajęłam się trochę tą niedźwiedzią przysługą. Przede wszystkim: w łacinie nie ma takiego powiedzenia. Nie ma go też w jęz. angielskim – tu tłumaczy się je jako disservice. W niemieckim natomiast jest! – Bärendienst!
    Po łacinie „źle się przysłużyć” to: „male mereri”.
    Ale gdybyś chciała przełożyć dosłownie „niedźwiedzią przysługę”, mogłoby to brzmieć na przykład: „beneficium ursinus”, tylko że nic by to nie znaczyło. Może „beneficum urso modo”? Nie wiem.

    Czy przybywają tu może jacyś łacinnicy? Pomoc wskazana.

  35. Ach! Ten maj nas pochłania bez reszty, Iskro.
    Dziś sadzę wiśnię piłkowaną (Prunus serrulata Pink Perfection). Będzie rosła pod oknem jadalni. Za dziesięć lat ujrzę w nim różową chmurę kwiatów.
    Jak miło jest tak sobie zabudowywać przyszłość.

  36. Nie nadążam. Już nie wiem co ja robię w tzw. międzyczasie, czy sadzę kwiatki i wyrywam chwasty, czy ogarniam dom, czy też pracuję w moim zazdrosnym o czas miejscu pracy. Takie tu piękne wpisy były i wiersze i nie udało się zareagować. Tylko powiem wszystkim naszym z DUA na czele, że wiele wpisów oddawało to co sama czułam, wyręczaliście mnie.
    Wszystkich gorąco pozdrawiam.
    Wreszcie i u nas pada.

  37. Pani Malgorzato Ludu Ksiąg prosze o pomoc Czy jest w j. łacinskim powiedzenie ” niedżwiedzia przysługa” ? Jak brzmi? Dziękuję

  38. Ach, i lody, i sorbety. Maszynkę taką łatwo znaleźć w sieci, są różne rodzaje. Opis działania – tamże.
    Ja też bardzo lubię lody. Ale te Patrycjowe po prostu wymyślam, samej nie chce mi si poświęcać im aż tyle czasu.

  39. Już od dawna chciałam spytać o słynne lody Patrycji, o przepisy i o to, w jakiej maszynce je kręciła? Baaardzo lubię lody i opisy Patrycjowych niezmiernie mnie zaciekawiły. Czy to lody, czy sorbety i jak się je przyrządza? Będę wdzieczna za uchylenie rąbka tej tajemnicy:)

  40. A my w tym roku próbujemy kosić kosą. Jest cichutko, tylko nieznaczne zgrzytanie od czasu do czasu, nie ma spalin, nie trzeba naprawiać co chwile za ciężkie pieniądze noży w kosiarce, padalce i zaskrońce bezpieczne, a najważniejsze, że to ruch na powietrzu i naprawdę wielka przyjemność !!

  41. Może raczej bujny niż smętny. Deszcz przysłużył się wszystkim roślinom, bez wyjątku. Ale już je trochę opanowałam kosiarką (zebrały się dwa pełniutkie wory trawy, chwastów i grzybków). Teraz zajadamy lody zamiast obiadu. Lubię kosić.

  42. A ja dzisiaj leniuchuję (no, powiedzmy bo szybko mi się znudziło to leniuchowanie i zrobiłam w najmniej atrakcyjnym miejscu ogrodu rabatkę przenośną) i napawam się niecodziennym widokiem, skoszonej jak do gry w golfa trawy. Miłego dnia!

  43. Racja, czuję się mniej pocieszona.
    Ale już widzę efekty, więc nie jest źle :)

  44. Witam wszystkich serdecznie!
    Mój ogród też zarośnięty, kosiarki w tym roku jeszcze nie widział.
    Podatki podane, więc biorę się za koszenie.
    Na pocieszenie przeczytałam fragment o ogrodzie Idy zarośniętym pokrzywami po pas :)

  45. Och, Sowo! Smętny obraz tu malujesz. Pocieszę Cię: deszcz NA PEWNO przyjdzie!

  46. Lody limonkowe z szałwią cytrynową – właśnie sobie ją posadziłam i się napawam, dorzucając ją do wszystkiego (pyszna z wodą gazowaną i sokiem malinowym!)

  47. Tak myślałam, że lody Patrycji nie wzięły się z niczego.
    My zaczęłyśmy na razie od podstaw, żeby opanować proces twórczy, ale plany są dalekosiężne!
    Ma pani jakieś nowe lodowe odkrycie pani Małgosiu?

  48. Chwasty po pachy, kolonie grzybów na trawniku, po całym ogrodzie rozsypane na wpół dojrzałe czereśnie, a ziemia, mimo deszczu, ciągle sucha jak pieprz. Niby podlewam mniej, ale roboty nie ubywa. Zaraz wyjmę kosiarkę.

  49. Ostatnio kocica zaaportowała młodego wróbla w celach zbrodniczych. Odebrałam i zaniosłam na górę do dzieci, żeby nieszczęśnik się otrząsnął ze wstrząsu. Jak wróciłam z zakupów, okazało się, że jak tylko doszedł do siebie gdzieś po kwadransie zaczął latać po mieszkaniu. No to go Isia wypuściła. Ćwierknął i pooleciał. Lubię happy endy.

  50. Na razie lochy mi nie przeszkadzają, chociaż właśnie bohater wszedł w ich labirynt i jak tylko znajdę wolną chwilę, dowiem się, czy zaginął bez wieści, czy też nie;) Lubię za to u Patrycji żelazną zasadę, że sympatyczny bohater na pewno nie poniesie żadnego uszczerbku na zdrowiu, choćby tam z jednej strony rekin, a z drugiej okręt podwodny na niego dybały. Natomiast niesympatyczny, wredny bohater , ho, ho, nawet nie wie kiedy, najdalej w przedostatnim rozdziale znienacka padnie trupem. Bardzo to uspokajające.

  51. Mamo Isi, jeszcze o Patrycji Wentsworth: poza robótkami Miss Silver obsesyjnie nawraca w tych książkach wątek lochów i tajnych korytarzy pod starym domostwem. Wejście na ogół przez stary portret, wyjście – przez grotę na skalistym wybrzeżu. Na moim zapale dla tej autorki pojawia się rysa. Od razu widać, że Patrycja nie należała do Klubu Detektywistycznego, założonego przez Chestertona. Członkowie klubu mieli założony ścisły regulamin twórczy i na eksploatowanie wątków po kilkakroć nigdy by sobie nie pozwolili. Wszyscy byli świetnymi pisarzami!(Odkrywam takie wybitne postacie, jak Anthony Berkeley, Edmund Crispin czy E.C. Bentley). Dyscyplina, wymuszona przez gatunek wymagający też żelaznej logiki, zaowocowała mnogością znakomitych POWIEŚCI, które czyta się z najwyższą przyjemnością.

  52. A to zabawne, Mamo Isi!
    Nasz pies, gdy był młodziutki, szalał ze szczęścia, kiedy w użyciu był wąż ogrodowy – i tak długo kazał sobie lać zimną wodę do pyska, aż dostał zapalenia krtani.

    Li Ziqi? Nie znam, ale chętnie poznam.

  53. Oj, tak, nasze żałosne podlewanie ma się nijak do porządnej ulewy, albo burzy majowej. Lubię burze majowe.
    Co prawda na bezrybiu i rak… jeszcze podczas suszy wróble specjalnie siadały tam, gdzie podlewałam i robiły sobie prysznic.

  54. Nawiązując do Jacka Tanaki, (bo ten wątek tak egzotycznie się zapowiada) moja córcia pokazała mi filmiki o Li Ziqi. Znacie? Na początek proponujemy filmik o magnoliach. Jednak ostrzegamy:
    1. Można się w nich zakochać (albo i nie;)
    2. Po obejrzeniu prawie każdego odcinka człowiek robi się nieco głodny;)

  55. O tak, DUA, deszcz niebieski dużo skuteczniejszy, niż nasze ziemskie wysiłki. Rośnie, pachnie, kwitnie, zieleni się. Pisklaki drą się w gniazdach, psy mokre jak psy. Pięknie jest

  56. Pielęgniarki niestety nie są zbyt szanowane przez lekarzy, przynajmniej w szpitalach. Mam przyjaciółkę młodą pielęgniarkę. Jednak to ona są najbliżej pacjentów, to one są z nimi, nie lekarze. Z relacji wiem, że to bardzo trudna praca. Jeśli dziewczęta czują, że się w tym odnajdą – to powodzenia! : )
    Deszczowo, burzowo i zielono!

  57. Ach, nie napisałam najważniejszego. Po gigantycznych zielonych zakupach na targu – 4 ogromne torby sadzonek wielorakich, zamierzam na całe popołudnie zniknąć w ogródku (warzywa) i ogrodzie (cała reszta). Nareszcie wytchnienie po ciężkim okresie wytężonej pracy umysłowej !! Jak dobrze jest plewić i sadzić i robić coś namacalnego :)

  58. Uff i po maturach. Nie było tak źle. Jak na moją nieśmiałą milczkę 85% z j.polskiego to rewelacyjny wynik, ale gratuluję synowi Jane i Patrycji F. i na pewno jeszcze wielu Księgowym. A tak z ciekawości, na jakie studia maturzyści się wybierają ?
    Patrycjo F. moja córka też myśli poważnie o pielęgniarstwie, chociaż jest przez babcie nakłaniana w stronę medycyny :) A drugim wyborem jest leśnictwo :) :)

  59. Dzień dobry!
    Mamy piękny dzień majowy. Słońce!- po wczorajszej burzy i obfitym deszczu.
    Co tam to nasze żałosne podlewanie, Sowo, Mamo Isi i AniuG! Ulewa! I potem równy, długotrwały, ciepły deszcz: oto, co kochają nasze ogrody.

    Zgredzie, dziękuję za wiad.pryw. i przesyłam wyrazy zrozumienia.

  60. O, to masz lepiej! Ja znam tylko dwie Błotowijki. Obie przemiłe, to fakt!

    Róża Louise Odier sprawi Ci wiele radości, Mamo Isi. Dzielna, piękna i żwawa. A jak ona pachnie!!!

  61. Dzień dobry, kochana rodzino Księgowych:) Ale piękna niedziela.Nareszcie ciepło, ogród przez tych parę dni deszczy odżył. A jak pachnie!
    Tak, Louise Odier już ma pąki! A jak się rozrosła od zeszłego roku! Każdą wolną chwilę działam w ogrodzie. Oczywiście oprócz chwil, które spędzam czytając Patrycję;)
    Dlatego też dopiero drugi tom „A Benbow Smith Mistery” czytam i nie mogę się oderwać mimo braku czasu. A Isia ciągnie „A Frank Garrett Mistery”.
    Poznaliśmy Błotowijów w przelocie! Całą przemiłą rodzinę!

  62. Tutaj zaraz zakwitną jaśminy i róże. Jak zwykle pierwsza będzie śliczna staroświecka „Louise Odier”, już to widać!

  63. Dobry wieczór. Oczywiście widzę i podziwiam go. Prześwituje przez sosny i pięknie zamyka dzień. Również spędziliśmy miły dzień w ogrodzie. Posadziłam pelargonie i aksamitki, a Wiosenka już po egzaminach odpoczywa. Mama zyskała nowy przydomek – Bzowa Babuleńka.

  64. Właśnie sobie go oglądałam przez okno, Anette, i zastanawiałam się, czy ktoś z Ludu też patrzy w tę twarz złocistą.
    Cudowny był dzisiaj dzień – w pachnącym, słonecznym ogrodzie.

  65. Jaki piękny dziś Księżyc! W Małopolsce w końcu ciepły, słoneczny dzień, idealny na prace ogrodowe. Posadziłam pomidory w tunelu foliowym i przesadziłam do większych donic surfinie i aksamitki. Kwiaty poleżą jeszcze w tunelu a jak zrobi się cieplej to powędrują na balkon.

  66. Ważkie pytanie!
    Lubię wiewiórki bo są inteligentne, wesołe i żwawe, a przede wszystkim – urocze!
    Pozdrawiam Was wszystkich i panią Beatę!

  67. Dzien dobry!

    Jestesmy uczniami klasy 5 we Francji od pani Beaty.

    Mamy do Pani pytania: Czemu Pani lubi wiewiorki?

    Teraz bedziemy czytac „Malomowny i rodzina”

    i mamy nadzieje, ze to bedzie fajna ksiazka.

    z gory dziekujemy za odpowiedz :)

  68. DUA, oczywiście, że tak – sama myśl, że ten pomysł będzie zrealizowany już mnie cieszy, a tymczasem będę przeszukiwać archiwum wpisów.
    Życzę równowagi w pracy i napawaniu się jej rezultatami :-)
    A wszystkim smutnym niech dodaje ducha lektura Jeżycjady w otoczeniu bujnie krzewiącej się zieleni! Szczególnie zmęczonym maturzystom, zestresowanym ośmioklasistom i gimnazjalistom!
    Mokre pozdrowienia.

  69. Fianiebieska – ano tak, ja także to poczułam w owej cudownej i niewiarygodnej chwili życia. I potem jeszcze trzykrotnie!
    Cieszę się, że lubisz „Zgryzotkę”. Dziękuję, że o tym napisałaś!

  70. Miałam teraz gorszy okres w życiu i znów, jako panaceum na choroby ducha, wzięłam do czytania „Ciotkę Zgryzotkę”. Nie będę znów pisać jaka to świetna książka, ale chciałam się z Panią podzielić, jak mocno, za każdym razem, porusza mnie ten fragment, kiedy Nora tłumaczy Augustowi, że dziecko jest uosobieniem miłości i bezpośrednią łącznością z Bogiem. Tak, i ja to poczułam po urodzeniu swojego dziecka, i wtedy też ostatecznie uwierzyłam. Piękna to myśl Pani Małgorzato. Dziękuję…

  71. Oho! Czytam właśnie, że dziś matura z języka francuskiego.
    Kibicuję wszystkim!
    A czy ktoś z naszych zdaje?

  72. Oj, to prawda! Lubię te wtrącenia innych bohaterów. Łusia ma równie ciekawy styl pisania, jak jej mama i ciotki:) ale w „Ciotce” najbardziej chyba bawi mnie miłosny mail Idy do Marka, z jakże romantycznym postscriptum: „Nie zapomnij o szorowaniu wanny”. Cała Ida! :))

  73. Dobrywieczorku, ale to może po wakacjach dopiero coś wykombinujemy, dobrze? Adminki zapracowane, a i mnie się tu wciąż jakaś robota piętrzy.

  74. Dziękuję za miłe słowa i za Czytelników!
    Cieszę się bardzo.

    Dobrze wiedzieć, że lubicie maile sióstr B. Ja bowiem bardzo lubię je pisać i tym samym rozszczepiać sobie osobowość na czworo, a nawet więcej! (Bo i Mareczek pisuje, i Florek się włącza, i Łusia…)

  75. Pani Małgosiu, wszak ja swojemu mężowi też „Jezycjade” czytuję! :-) i chyba też udało mi się zaszczepić w nim sympatię dla Pani bohaterow:) a ile radości było, kiedy przyniósł do domu nowiutki egzemplarz „Ciotki”! Nawet Mała szybko nauczyła się rozpoznawać na ilustracjach Idę i Ignasia :-)

    Nini, mam tak samo. Też lubię czytać te siostrzane maile :) różnice w charakterach Borejkowien (i podobieństwa też!) wspaniale tam się rysują.
    Ukłony, DUA ! „Szacun”, jak to mówi młodzież:*

  76. O! Jak miło, że są szanse na spełnienie mojego marzenia. Dziękuję DUA!
    A propos pogody – po przeczytaniu dzisiaj ostrzeżeń IMiGW zaczęłam się zastanawiać, czy nie jesteśmy jednak świadkami spektakularnych zmian klimatycznych – mieliśmy porę suchą, a teraz jest deszczowa… Przypomniała mi się Cesia z Szóstej klepki rzewnie płacząca nad stanem świata i dziurą ozonową :-) Co by nie było, Opatrzność nad nami czuwa i zawsze można znaleźć pozytywne aspekty rzeczywistości.
    Pozdrawiam mokro ;-)

  77. Emilciu, gratulacje! Doskonały wynik.
    A czy mówimy o egzaminie maturalnym, czy jakimś innym?

  78. Dobry wieczór,
    Dzisiaj miałam ustny egzamin z polskiego:
    Obraz domu w literaturze polskiej z fragmentem „Pana Tadeusza”. Powołałam się na „Opium w rosole” oraz odpowiedziałam na zabójcze pytanie, dlaczego panaTadeusza nazwano Tadeuszem i osiągnęłam wynik 95%.

    Dziękuję!

  79. Taaak, to samo powiedział: zasługa lektorki ;) Ale tylko na początku, potem już było tylko: Czytaj dalej.
    Moja najlepsza rola to odgrywanie Bodzia, złapałam nawet jego akcent :)

  80. Cha, cha, no kto by przypuścił!
    Bardzo Ci dziękuję, miła Ako, za nowego Czytelnika. Z pewnością działanie bliskiej sercu P. lektorki w sposób szczególny przybliżyło mu te książki.

  81. Dodam jeszcze, że były fragmenty, które musiałam opuszczać, ze względu na zbyt silne emocje – niewskazane dla kierowcy. Przykładem jest śledzenie Natalii przez Nerwusa. Co to się działo… ;)

  82. Pani Małgosiu, ja też przeczytałam ponownie całą serię, a było to tuż przed wydaniem Ciotki Zgryzotki. Miałam świetną zabawę, bo czytałam ją na głos mojemu ukochanemu. Prawie w całości udało się przeczytać w samochodzie stojąc w korkach lub jadąc w dłuższe trasy. Obecnie P. jest Pani zagorzałym wielbicielem, który też czeka na Chucherko :)

  83. Dziękuję!
    Napracowałam się nad nimi i cieszę się, że to zostało docenione!
    Co do awarii: na jej wypadek zamierzam siostrzyczki osadzić w miarę blisko siebie, w zasięgu spaceru rowerem.

  84. O! Ciekawość rośnie!
    A już się zastanawiałam, czy siostry uruchomią komunikację alfabetem Morse’a, gdyby prądu zabrakło i baterie w telefonach i laptopach padły?

    Bardzo lubię ten fragment Ciotki z listami sióstr Borejko obok siebie, ładne podkreślenie różnic charakterów.

  85. Nini, właśnie to – tak jest!- wymyśliłam, i to dzisiaj. Fluid musiał zaistnieć.
    To nie musi być – i chyba nie będzie – dom po starej Kiczkowej.

    Dobry wieczorku, nie widzę przeszkód. Listy polecanek są tu mile widziane!
    Co do zakładki – gorzej. Musiałabym chyba wyrzucić którąś z istniejących. Ale jeszcze zapytam nieocenionych Adminków.
    Mamy w archiwum spis lektur zagadkowych. Może by się dało gdzieś go umieścić.

  86. Dzień dobry!

    Akurat chwilowa przerwa w niebieskim podlewaniu, trzeba się ruszyć w tę zieleń, może spotkam takie cudeńka, jak na zdjęciach Marple?

    Chucherko! Strasznie jestem ciekawa, jak Pani wyprowadzi Nutrię do nadjeziornego domku naprzeciwko Ruinki, właśnie czytam o jej zachwytach nad dachem, który bezpiecznie spoczywa sobie osiem pięter wyżej.

    A nasturcja kanaryjska wcale nie chce wzejść, w ubiegłorocznych upałach też nie chciała, nie wiem, dlaczego?

  87. O! To po tym przeczytaniu całości Jeżycjady przez Młodostę, Chucherko będzie doskonale zorientowane w świecie borejkowskim! Bardzo się cieszę, DUA! :-)
    Dziękuję za tę stronę – ciągle tu cichcem bywam, nabierając sił do codzienności i karmiąc się pięknem i dobrem. Wspaniałe te wodne diamenty – dzięki za piękne zdjęcia, KC Marple.

    Mam nieśmiałe pytanie – czy na stronie nie mogłaby się pojawić zakładka z „polecankami”? Już wielokrotnie znalazłam tu inspiracje do czytania, ale nie zawsze zdążę sobie zapisać tytuły, a przekopywanie się przez wszystkie komentarze jest pracochłonne. Może któraś z naszych nieocenionych KC mogła by dostarczyć swoje listy ciekawych pozycji do przeczytania? To taka nieśmiała propozycja leniucha albo osoby zapracowanej ;-)

    Dobrej wiosny!

  88. Pod drzwiami nie. Nie koty!

    Czekolada jest niezdrowa.

    Jak tam, Ludu, u Was też ciągle pada?
    Trawnik mi odżył.
    A także – zmieniła mi się koncepcja „Chucherka”, na dużo lepszą mianowicie, i teraz wyrzucam to, co dotąd napisałam (na szczęście niewiele).
    Dobrze jest czasem zmoknąć! No i dobrze jest także przeczytać całą serię za jednym zamachem, jak to uczyniłam z powodu korekty.

  89. Haha, dlatego koty też się nauczyły przeciskać przez wąskie szparki pod drzwiami, też widziałam. No może nie pod drzwiami a pod bramą. Przygruchajcie sobie służbowego kota Ateno ;)

  90. O, to już wiem, Ateno, dlaczego mumijka – one bardzo lubią czekoladę, ale to mysia trucizna.

  91. Prześliczne.
    Pierwsza fotografia – świat jak z baśni. Druga – kraina poezji.

    Zosie, Zofie, Zofije – wszystkiego dobrego.

  92. Piekne slowa. Cóż Poeci potrafią ubrac w słowa to co jest jak ulotne uczucie nienazwane….A te pajęczyny wyglądają jak najdroższa biżuteria! Wiosna to specjalista od marketingu. Swiat wiosną wyglada jak piekna mloda dziewczyna. U nas pada. Bzy i konwalie juz kwitną. Jaśmin czeka. Pieknie jest.

  93. One wszystko lubią, Ateno.
    A prześlizgnąć się potrafią nawet przez szparkę pod drzwiami. Na własne oczy widziałam!

  94. Zwykle nie jadam u siebie (chyba ze czekolade). Mamy dwie kuchnie, to nich sobie one (te myszy) tam harcuja. Ciekawe czy lubia czekolade?
    Mimi M, dlatego wlasnie sie podzielilam tym faktem.:)

  95. Ateno, a mnie od razu się kojarzy „Szósta klepka” i mumijka myszy wypadajaca z maszynki do mielenia maku :-)

  96. To lubię!- rzekłam.- To lubię!
    Pewnie jest ich więcej, żywych.
    Uważaj z drugimi śniadaniami!(Nie krusz)

  97. Klaniam sie wszystkim Zosiom.

    U mnie w pracy wielkie przemeblowanie, malowanie i remonty. Wlasnie dzisiaj maluja i przekladaja meble w moim biurze i wiecie co bylo za meblami… mumijka myszy.

  98. Powiedziałbym że oryginalne :-) bracia Bogumił i Szymon, a siostry Zofia, Janina,Anna i Marta jeszcze tata Feliks :-)

  99. A moja siostra Zofia jest w Poznaniu chyba zadzwonię do niej jak skończy pracę pogoda okropna mimo wszystko lubię słońce pozdrawiam deszczowo

  100. Wszystkiego, co najlepsze dla Wszystkich Zofii!

    Tak, ten deszcz jest zyciodajny i ożywczy, ważny i potrzebny! Spójrzcie tylko, jak go ziemia chłonie:-) w maju nawet deszcz jest piękny i posiada swój urok. A zieleń po nim jest jeszcze zielensza i radosniejsza :*

  101. Wannabe, najlepsze życzenia imieninowe!
    I dla wszystkich Zosiek – też najlepsze!

  102. Dzień dobry!
    We Wrocławiu też pada równiutko i systematycznie podlewa wszystko, wszędzie mokro.
    A w Dniu Niezapominajki zawsze serdecznie i z wdzięcznością pamiętam o kochanej Pani Zofii.

  103. No i – dzień dobry wszystkim w Dniu Niezapominajki! (Ten nasz Rysiek!- on co roku pamięta!)

  104. Nie mogę się nacieszyć tym deszczem dobroczynnym.
    Zieleń ożyła, taka jest bujna i świeża!

    Miła D., witam Cię serdecznie i cieszę się z takiej sympatycznej percepcji.

  105. Piękne te perełki natury. Tak, one muszą być efektem porządnej ewolucji, takiej ze stałym, silnym instynktem.
    Widuję takie w porze babiego lata, kiedy poranna rosa osiada na niteczkach a wschodzące słońce rozświetla wszystko dookoła.

    No i wbrew smutasom, którzy celebrują suszę mamy deszcz, który jest!

  106. Deszcz. Słowo klucz. Jak deszcz, to jestem Bellą w ciepłym gniazdku uwitym w pościeli gościnnego pokoju dziewczynek na Roosevelta. Z Idą Sierpniową czytam do rana, gdy za oknem monotonnie pada. Jeśli muszę wyjść, to energię czerpię z Elki i jej żółtego parasola Camel. Piję herbatę z rumem, starając się nie przeszkadzać Robrojkowi i Nutrii. (Choć wiórki w wiśniowym swetrze gryzą). I nagle jestem babcią w Małomównym i Rodzinie. Deszcz, poranna kawa, radio, audycja o burakach i nowela „Płaszcz”. Dobrze, że nie dostałam w głowę:) A jak chce mi się jeść po nocy, to biorę przykład z Gabrysi. I to już nie ma nic wspólnego z deszczem i porą roku. Po prostu pochłaniam razowiec z masłem i solą.

  107. Tylko te po porządnej ewolucji.

    Ateno, ja też sobie przypomnę „Kwaterę”. Trzeba, od czasu do czasu. Tyle tam jest materiału do przemyślenia.

  108. Odpowiadam, Młodosto: to instynkt, który powstał poprzez miriady pokoleń ewolucji.
    Oj, chyba nie wszystkie pająki robią sieci.

  109. To zdjecie wrecz hipnotyzuje, natura nam dostarcza takich cudnych obrazkow wiele.
    Masz racje Casciolino, nie kazdy potrafi uchwycic piekno i zamknac je w ramki zdjecia.
    Niektorzy nie potrafia go nawet dostrzec, biedni.
    Zapomnialam o gasienicy z „Kwatery Bożych Pomylencow”, pora sobie przypomniec (z wielka przyjemnoscia zreszta).

  110. W tych zdjęciach uderza mnie i zastanawia coś jeszcze: wielka wytrzymałość tej subtelnej pajęczyny. Zdawałoby się, że powinna się zerwać pod ciężarem jednej kropli; a jednak – rozsnuta w sposób optymalny – utrzymuje pewnie i setkę kropelek.
    Skąd pająki wiedzą – i to wszystkie!- jak należy konstruować sieć wedle praw fizyki?
    (Przypomina mi się tu podobne pytanie, dotyczące pewnej gąsienicy, z „Kwatery bożych pomyleńców” Zambrzyckiego)

  111. Coś niesamowitego! Jaka spostrzegawczość i wrażliwość na piękno, szczegóły Autorki fotografii.
    A wiersza Staffa deszczowe lubię, lubię.

  112. To samo pomyślałam, Ateno.
    Natura tworzy najpiękniejsze klejnoty.
    Chwała Marple, że umiała to piękno zobaczyć i uchwycić.

  113. Piękne wiersze. Zdjęcia Marple – dzieła sztuki. „I jedynie nalotem lekkim malachitu…”

  114. Jarosław Iwaszkiewicz

    Smugi jasne, smugi srebrne, smugi szklane,
    Srebrnowłose, srebrnodźwiękie, ukochane –
    W waszych szeptach miodopłynne są peany,
    Smugi deszczu, szklane kulki, pieśni szklane.

    Czy w radości, czy w tęsknocie – zakochany,
    Chodzę sobie, w waszą mowę zasłuchany.
    Dobre deszcze, deszcze dobre, złotem dziane,
    Smugi jasne, krople drobne, ukochane.

    Uwielbiam recytowac ten wiersz. Brzmi jak kołysanka:)

  115. Piękne zdjęcia, trzeba mieć oko, aby uchwycić takie małe cuda
    PS. Zapamiętałam zdjęcie Marple przedstawiające refleksy słoneczne przeświecające przez dzbanek z herbatą i wydaje mi się, że taki mini-obrazek znalazłam w „Ciotce Zgryzotce”.

  116. „nudny dzień powszedni” – to jest to, czego mi ostatnio nieco brakuje i przez pewien czas brakować będzie.
    Zdjęcia piękne, zwłaszcza z paprociami. One są takie inne.
    Lubię wiersze o deszczu.

  117. Leopold Staff
    Deszcz majowy
    (…) Rosi deszczyk nam na głowy,
    Srebrny, złoty, brylantowy.
    Iskry, perły i diamenty
    Lecą z chmury uśmiechniętej.
    To klejnoty, a nie deszcze …
    Jeszcze, jeszcze…Jak szeleszcze,
    Szepce, szemrze, szumi, śpiewa …
    Trawy cieszą się i drzewa.
    (…)
    Maj na ziemi! Deszcz o wiośnie
    Kogo zmoczy, ten urośnie. (…)

    Ten fragment wiersza zacytowala mi z pamięci moja świętej pamięci babcia, mając 94 lata. Babcia chorowała, a gdy ja jej przeczytałam wiersz Tuwima (cytowany na tej stronie w ramach wierszy porannych wiosną 2014 r.), to Ona w odpowiedzi wyrecytowała mi ten fragment wiersza Staffa. Pozdrawiam wiosennie i majowo.

Dodaj komentarz