
*
Autorka tego zdjęcia, nasza nieoceniona KC Atena, pisze z Chicago:
.
Profesor angielskiego ze specjalizacją w literaturze kobiecej XIX wieku (kobiety wówczas nie mogły wydawać swoich powieści, chyba że pod męskim pseudonimem lub z pomocą znajomych), zrobił taką oto bibliotekę-miniaturkę domu sąsiadów.
Jest to człowiek wielu talentów. Latem, gdy nie uczy, zajmuje się ciesielstwem, wytwarza ręcznie (używając oczywiście sprzętu i talentu odziedziczonego po ojcu) różne rzeczy, ratuje drewniane okiennice, odnawia je, a także produkuje piękne meble.
Przesyłam zdjęcie darmowej biblioteki, ona nawet ma światełko w środku.
.
Tutaj jest pełno takich małych biblioteczek ulicznych, często są w portach, parkach i na ulicach, w hotelach i restauracjach. Mają przeróżne ciekawe kształty i zawsze są zabezpieczone przed deszczem. Książki można zabrać, przynieść, przeczytać i oddać. Miło na to wszystko patrzeć i fajna jest myśl, że ludzie czytają – dodaje Atena.
.
A oto, przedstawiony nam przez naszą KC Piętaszek, pan Antonio La Cava, emerytowany nauczyciel, który odwiedzał włoskie wioski ze skonstruowaną własnoręcznie ruchomą biblioteczką zwaną Il Bibliomotocarro; piszę „odwiedzał”, bo, jak zrozumiałam z internetowych informacji, pan Antonio już nie żyje. Ale jakże piękne zostało po nim wspomnienie!
.
(zdjęcia pochodzą ze stron Il Metapontino oraz The Educated Traveller)
.

.

.

.
I tacy są właśnie Ludzie Książki.
Czyż można ich nie kochać?!








Dobry wieczór,
W zeszłym roku w Austrii widzieliśmy na jeziorze Wortersee pływającą bibliotekę :)
A u nas w Krakowie jest sporo punktów wymiany książek – w plenerze i w instytucjach kultury (moja ulubiona biblioteka na rajskiej czy Centrum Młodzieży na Krupniczej). Rajska miała też akcję z rowerową biblioteczką :)
Ale ten domek ze światełkiem jest najpiękniejszy!!
Hahaha, Mimi dziękuję i piąteczkę przybijam :D
Dziękujemy:-))
Kolosalne brawo! Dla obu Pań!
… trzymaj metrum starannie,
Bo i chłopcu, i pannie
Znać przystoi limeryk szacowny:)
Zatem piszcie, rymujcie,
W twórczej pracy się znójcie,
Aż powstanie porządny limeryk.
Bo choć praca mozolna,
Tyś wykonać ją zdolna,
Wszakci żaden jest z Ciebie histeryk.
Czy to dzisiaj, czy wczoraj
Zawsze dobra jest pora
Na limeryk, byleby gustowny.
Trzymaj metrum starannie…
i tu mi się wena kończy, kto dokończy? :)
Ach, smaczne, smaczne limeryczki!
Mniam, mniam!
Raz pewna dziewczynka z Kłajpedy
ciągnęła tatusia za dredy.
Choć jęczał i płakał,
nie zmniejszał się zapał
paskudnej córeczki z Kłajpedy.
A pewien mieszkaniec Berlina
hołubce od rana wycina.
Choć mówią jak dziecku
i to po niemiecku:
Siądź waść i napijże się wina!
Wiem, to miało być wczoraj, ale nie miałam czasu. To tylko żeby się trochę odstresować po dniu pracy. Już zamilczam.
Mnie też się podobało to o cielątkach :)
Piekny dom z ksiazkami pana Antonio La Cava.
Dzieci pewnie wciaz za nim biegaly.
„Brawo, brawo!- rzekł starosta. – Sztuczka nie jest taka prosta!”
(Brzechwa: „Pan Drops i jego trupa”)
Dzień dobry:) Muszę powiedzieć, że układanie limeryków znacznie obniża poziom stresu, a jest on ostatnio duży, oj duży. Ale nie poszedł na marne – 100 % Wiosenka uzyskała z ustnego j. polskiego. Uff.
Język można sobie połamać tudzież zwichnąć, czytając te wspaniałe limeryki :-)
Dzień dobry! (przepraszam, że od tego nie zaczęłam)
Dzień dobry, nasza Isiu!
Raz reumatyk w wiosce Mieszki-Różki
Się odkleić nie mógł od poduszki,
Bo przed snem się pomylił
Lek na włosach rozpylił,
Zamiast nim posmarować swe nóżki.
Tęgi chłop, który żył w mieście Marzysz
Gdy zapytan był: O czym ty marzysz?
Westchnął na to, że balet
Ma tak wiele dlań zalet.
Cóż gdy chłop był jak dąb w mieście Marzysz.
Raz ekolog z miasteczka Prabuty
Rzekł: ten świat jest już całkiem zatruty.
I jeziora, i rzeki
To zatęchłe są ścieki!
Po czym struty opuścił Prabuty.
Świetne i dowcipne są wszystkie Wasze limeryki, uśmiałam się. Najbardziej ujął mnie obraz hodowczyni z Małego Jabłuszka całującej cielątka swe w uszka:)
A tu już zupełny odlot:
Raz w miejscowości Męka Księża
Nadepnął krewki baca na węża.
A, że wąż był kudłaty,
Wleciał baca do chaty,
By poszukać jakiegoś oręża.
Brawo, dziewczyny!
Nutko (wiad.pryw.)- Tak, bardzo poproszę o zdjęcie!
Ale zaniepokoiłam się: czyżby moja przesyłka nie zdążyła na czas?
To może ja też spróbuję z trudną nazwą.
W miejscowości Miodusy – Stasiowięta
Zajadają się miodem niemowlęta
I choć słodkie z natury,
Pożerają mikstury,
A dlaczego, tego nikt nie pamięta.
Rymotwórca z odległego Limerick
pała chęcią, by ułożyć limeryk.
Ale metrum – o rety! –
nie słucha wierszoklety.
Ten się wścieka, bo jest straszny choleryk.
Ekspedientka ze wsi Męka Księża
Asortyment towarów zawęża.
Sklep w efekcie upada,
Na cóż bowiem się nada,
Gdy handlowcom brakuje oręża?
Wzięłam się za najtrudniejsze nazwy.
Lubię wyzwania!
Telemanka z Męcikału-Strugi
Oglądała raz serial przydługi.
Zapomniała o pracy
A tym samym – o płacy
Nieuchronnie popadła więc w długi.
Raz dżentelmen we wsi Masłomiąca
Upiekł sobie na maśle zająca.
Lecz gdy wziął się za kurkę
Zbryzgał tłuszczem bonżurkę!
Sytuacja ta była drażniąca.
Woltyżerka w pięknej Micigóździe
Klacz trzymała króciutko przy uździe.
Zbyt króciutko! Bo przy tym
Oberwała kopytem
I zaległa, stratowana, w bruździe.
O, fluid z Piętasiem!
No, ładna historia, Sondelani, urodzony molu książkowy!
Jesteś bywalczynią bibliotek od zawsze!
Sondelani, dziękuję! Wspaniała opowieść dzielna czytelniczko!:)
Witam po dlugiej przerwie.
Nie pisalam, ale czytalam wpisy codziennie.
Pietaszku, jak tak Ci sie podobaja, to masz jeszcze jedna historyjke :).
Male osiedle na Okeciu, Warszawa, pozne lata 50-te. Raz w tygodniu przyjezdza bibliobus. Ja – mala, szescio-, siedmioletnia dziewczynka z warkoczykami bardzo czekam na wymiane ksiazeczek (do dzis mam w oczach jedna o malym, bialym kotku!). Wreszcie jest! Wdrapuje sie po schodkach do zaczarowanego wnetrza pelnego ksiazek. Mila pani proponuje mi kolejne skarby. Wracam do domu na sasiedniej uliczce, oczywiscie z nosem w ksiazce, nie patrzac pod nogi. Lato, sandalki… Nagle – niemile przebudzenie z zaczytania. Skad ten bol?! Patrze, a tu z duzego palca u prawej stopy sterczy pokazna galaz, ktora, idac na slepo, wbilam sobie pod paznokiec. Musialam byc bardzo przytomnym dziecieciem, skoro nie probowalam isc dalej z tym badylem u nogi, tylko odlamalam wieksza jego czesc i jakos dokustykalam do domu. O wrzaskach przy usuwaniu drzazgi z czescia paznokcia zmilcze, ale jakos mnie ta przygoda nie zniechecila do czytania:).
Jezeli chodzi o polki niechcianych ksiazek, to korzystalam z takowych w bibliotece w Pobiedziskach(gdzie ktos nie chcial „Jajko i ja”!!) i w Instytucie Onkologii w Poznaniu. Tam tez, tzn w Poznaniu, byly uliczne punkty wymiany ksiazek – jedna na Fredry niedaleko slynnej fontanny, a druga na Placu Wolnosci, blisko Biblioteki Raczynskich.
Wasze limeryki sa wspaniale! Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
W miejscowości Męka
Cóż to za udręka,
Chciałoby się rzec:
„Trzeba ciasto piec”
Lecz złamana ręka.
Nie mogę, nie mogę. Mam gości!
Pewna dama z wielkiego Poznania
Wszystkim wkoło codziennie się kłania.
Gdy kto mówi jej „co Ty,
Nie udawaj tak cnoty”
Ona swoje wypełnia zadania.
Mama odwzajemnia pozdrowienia, a zachwytom nad Pani „rodzinnymi skarbami” nie ma końca :)
Gruby pijak ze wsi Wymysłów
Na swą dietę miał tysiąc pomysłów.
Pić ziółka na trawienie
Czy wódkę na przeczyszczenie?
I tak się gubił w spirali domysłów.
Urodzona, niestety, w Martwicy
Mieszka teraz w lepszej okolicy.
Czy to latem, czy zimą
Ożywiona jest, mimo
Że zrodzona została w Martwicy.
Kto mieszkał w Miodusach-Stasiowiętach,
Ten smak mięty najlepszej pamięta.
Nie z Martwicy ni Matni
Aromat tak dostatni
Jeno we Miodusach-Stasiowiętach.
Sprawiedliwość jak zwykle wyłącznie pod literą S w słowniku. A u nas ogród nie mógłby się tak sam ze siebie popodlewać?
Ze Szczebrzeszyna do Mszczyczyna
Przeniósł się chrząszcz – nie jego wina.
Przecie w Mszczyczynie też brzęczeć może.
No to i brzęczy małe nieboże –
Chrząszcz z Szczebrzeszyna.
Trzem mieszkańcom wsi Małe Krówno
Wszystko było zupełnie za równo.
Wciąż żubrówkę więc pili
I zawzięcie nic nie robili,
Bo już mieli pod sufitem nierówno.
Piętaszku, pozdrawiam Mamę. Wszystkie przepisy z „Łasucha” to nasze rodzinne skarby.
Madziu! He,he!
Pewien ogrodnik z Gdyni
zgłosił się na konkurs dyni
– „Która największa będzie”
O to pytają wszędzie
A najbardziej w Gdyni
Małomówny mieszkaniec Milcza
mnóstwo mądrych myśli przemilcza
mimo tej mrukliwości
znany jest z roztropności
wśród ludności z Milcza i zza Milcza.
Z ogromną przyjemnością czytam wszystkie opowiastki tutejszego Ludu o obwoźnych bibliotekach :)
Tymczasem Mama , (która się u nas regeneruje ,a nie może korzystać z dobrodziejstw ogrodu, ponieważ pięknie się on dzisiaj podlewa w sposób naturalny) zachwyca się właśnie przepisami z „Łasucha literackiego” i coś tam bez przerwy notuje oraz przytacza obszerne fragmenty.
Hihi, no nareszcie kolejna litera i to nasza rodzinnie ulubiona!
KS Do Boju Mazgaje.
Dzień Limeryków podziałał na Młodostę mobilizująco i motywująco.
Wszystko na M. ;)
Wrzucam dalsze inspiracje na „M”:
Markocin
Marksewo
Marmur
Martaużówka
Martwica
Marzysz
Marzysz Pierwszy
Marzysz Drugi
Maskulińskie
Masłomęcz
Masłomiąca
Matnia
Matoły
Matonogi
Mazgaje
Mądre Drzewko
Męcikał-Struga
Męka
Męka Księża
Męka Jamy
Micigózd
Mieszki-Różki
Milcz
Miodusy-Stasiowięta
Mlekodajówka
Moczydły-Stanisławowięta
Mszczyczyn
Do niektórych wsi w Beskidzie Niskim jeszcze na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych sklepik spożywczy przyjeżdżał niewielkim samochodem dostawczym kilka razy w tygodniu, ale na pewno nie codziennie.
Niektórych męczy i co gorsza o tym piszą, ale takie jest już prawo dżungli. Nie dajmy się im jednak.
Ludzi dobrej woli jest więcej.
No, prawda, też można.
Trzymaj się dzielnie!
Pozdrawiam serdecznie.
Nic z tych rzeczy, śledzę tylko przebieg meczu w relacji internetowej.
Jak to, tyś już na lądzie, Wilku Morski?
Rzuca koszykarz w Gdynia Arena
Piłką do kosza szukając cienia.
Cień mu przesłonił ławkę,
więc poszedł na huśtawkę.
Czy jest huśtawka w Gdynia Arena?
To tak w przerwie meczu…
Raz pewien kucharz z samego Krakowa,
But Lajkonika w zupie ugotował.
Co za zupa, mówiono,
Jaki przepis na oną?
Kucharz czkając wydusić nie mógł słowa.
…i tkając, czka.
U Ciebie metrum bez zarzutu, Nutrio, spokojnie.
Pani Małgosiu, a jak to tam z tym metrum było?
Pewien Arab w miasteczku Macocha
Wykrzykiwal na targu, że kocha.
-Kogo? – ludzie pytali,
Lecz on szedł sobie dalej,
Rozśpiewany, że serce mu szlocha.
Cześć i czołem!
Pewna wdowa z miasteczka Kożuchów
Miała w domu aż pięć głodnych brzuchów.
A że wełny zapasy
Trzymała na gorsze czasy,
Postawiła na wytwórnię kożuchów.
Cóż widzę? Mania się szerzy.
Pilnujta metrum!
Pewien facet, w Maglu urodzony,
Co dzień sprawdzał cierpliwość swej żony.
Wypytywał, maglował,
Wreszcie się rozchorował.
„Z tej zazdrości jestem wykończony”.
Mieszkając zawsze w Małych Tuligłowach
Wciąż próbuje zacząć wszystko od nowa.
Od bójki do rozróby –
Daremne jego próby,
Nie zagraża mu życiowa odnowa.
Zamieszkała od niedawna w Maleniach
Limeryki układa od niechcenia.
Co napisze limeryk,
To jej jakiś histeryk
Suponuje, że swój talent przecenia.
Pewna księgowa z miasta Łodzi
Wciąż sprawdzała, czy fasolka jej wschodzi.
Zamiast księgować,
Szła ogrodu pilnować,
Aż stała się sławna w całej Łodzi.
Zamieszkały w wiosce Małe Kozy
Całe lata wnikał w głębię gnozy.
Gnostyckie przekonania,
Płynące z nich pytania
Sprawiły, że zbaraniał z grozy.
Mieszkańcy zasiedziali w Książkach Małych
Czytają i czytają po dniach całych.
Po wnikliwych lekturach
Nie obstają przy bzdurach,
Które plagą są i w miastach niemałych.
Raz, w miejscowości Mały Uderz
Powiedział duży – no, mały – uderz!
I uderzył go mały,
aż się iskry sypały
Trzeba było nie mówić – mały – uderz.
Pewien zbieracz numizmatów
Bardzo lękał się piratów,
Więc, gdy jachtem swym pływał
Skarby w nosie ukrywał
Bo miał nos wielkości stu batatów.
O!!!
Pewien bogacz urodzony w Maglu
Lubił słyszeć łopotanie w żaglu.
Miast kupić hondę nową
Nabył więc łódź żaglową
I zostawił swą małżonkę w Maglu.
Pijaczyna z miejscowości Malutkie
Postanowił się wypiąć na wódkę.
Abstynencję ogłosił
W karczmie o kawę prosił
I do kawy – o ciasteczka malutkie.
Raz hulaka z miejscowości Maczugi
Hulał tyle, że aż popadł w długi.
Nie miał na to ratunku,
Zmarł z samego frasunku.
(Grób, rzecz jasna, w parafii Maczugi)
Raz myśliwy z Małego Uderza
Się zasadził po nocy na zwierza.
Upolować chciał wilka,
Lecz nim minęła chwilka –
Patrz!- myśliwy w kimono uderza!
Pewien rolnik ze wsi Maciążyzna
Nieustannie swą glebę użyźniał.
Lecz z nawozem przesadził,
Z siewem sobie nie radził,
Aż się śmiała cała Maciążyzna.
Pewien kowal, zrodzony w Maciuźni
Miał awersję do pracy i kuźni.
Noce spędzał na piciu,
W dzień rozmyślał o życiu,
Bo cóż jeszcze można robić w Maciuźni?
Hodowczyni z Małego Jabłuszka
Całowała cielęta swe w uszka.
Gotowała im kaszki,
Łaskotała pod paszki
I wrzucała do paszy jabłuszka.
Dziękuję za polecenie piosenek w wykonaniu Jean-Clauda Pascala. Miło się Go słucha – ciepły, klimatyczny głos, taki czarowny:). Będę do Niego wracać. Jeśli mogę, i ja chciałabym się czymś podzielić: Dimash i Jego wykonanie (po rosyjsku) pieśni Igora Krutoya „Love is like a dream”. Ładna treść, pozytywne przesłanie.
Biblioteczki pełne wdzięku i fantazji, taki miły ten domek na kółkach, aż człowiek się uśmiecha.
Pozdrawiam serdecznie.
Na dobranoc:
Pewien mieszkaniec Małej Główki
Zbierał w lesie pachnące borówki,
Lecz miał koszyk dziurawy,
Wszystko wpadło do trawy
Poszedł zatem po rozum do główki.
Zadowolona, udaję się na spoczynek.
Dobranoc, Małe Tuligłowy!
Małochwiej Duży
Małochwiej Mały
Mały Dołek
Mały Jabłuszek
Mały Kadłubek
Mały Rozkochów
Mały Uderz
Małachowo-Złych Miejsc
Małe Boże
Małe Końskie
Małe Kozy
Małe Krówno
Małe Książki
Małe Raczki
Małe Rokitki
Małe Tuligłowy
Mała Bobra
Mała Główka
Mała Połać
Mała Słońca
Mała Widełka
Dziękuję, Piętasiu!
W nagrodę za terminową pracę udałam się na stronę Spisu Miejscowości Polskich i zajrzałam sobie pod literkę „M”.
Oto słodki plon:
Maciążyzna
Maciołki
Maciowakrze
Maciuźnia
Macocha
Maczugi
Magiel
Malenie
Malutkie
Cieszę się razem z Panią DUA i mam nadzieję, że udawało się Pani czasem spojrzeć na swój tekst tak troszkę z boku i przeżyć choć część tych wszystkich wzruszeń, których nam Pani dostarcza :)
Jak to miło, że są takie miejsca i tacy ludzie! W Tarnowie przy ulicy Wałowej znajduje się tzw.” Ławka Poetow”, na której siedzi wyrzezbiona Agnieszka Osiecka z wyrzezbionym Romanem Brandstetterem (i jeszcze jeden poeta, który mi umknął chwilowo z pamięci). Na nowej ławce mieszczą się przemyslnie zaprojektowane schowki, w których można „uwolnic” przeczytana książkę, aby mógł ja przeczytać ktoś inny :)
Piętaszku, a wiesz, że nie męczyło mnie zbytnio. Całkiem miło mi się czytało. Zadowolona jestem ze swojej pracy.
Jeśli wydałam z siebie głośne „Uff”, to dlatego, że jednak bardzo trzeba się koncentrować na takiej lekturze. Komputer, który sczytywał składy, narobił śmiesznych błędów.
No, ale już po wszystkim. Druga tura korekt to już będzie pestka.
Włodarze Gdańska lekceważą literaturę i czytelnictwo?
Upominajcie się!
W Gdańsku- Osowej też mamy takie darmowe uliczne biblioteczki. Jedna jest w parku, druga przy ulicy Komandorskiej.
Biblioteczki mają kształt szafeczki z przeszklonymi bokami, drzwiczkami i z dwuspadowym daszkiem. Przejrzałam oczywiście zawartość( pies się niecierpliwił), od bajek, przez powieści obyczajowe i kryminały, po poradniki. Książki pochodzą z darowizn, bierzesz lub dokładasz, puszczając książkę w obieg. Ciepło mi się zrobiło na sercu, że ktoś wpadł na taki pomysł i zadał sobie trud.
A teraz mniej optymistyczna myśl. Osiedle z 20 000 mieszkańców, a publicznej biblioteki brak. Może się doczekamy, opcją jest wyprawa: 8 km( Oliwa) w gigantycznym korku.
Uściski
PS. W ogrodzie dziś było bosko, mokro, ciepło, pachnąca, brzęcząco( pszczoły i trzmiele na jabłoni).
Hurra! Swoją drogą jest Pani jedyną osobą na caluśkim świecie, którą czytanie Jeżycjady męczy.
Nutrio, jasne :)
Skończyłam korekty!!!
Uff.
Pierwsza tura za mną.
Marianko, wpisz tutaj wiadomość, dodając, że jest prywatna – nie ukaże się, a na pewno ją przeczytam – i odpowiem.
Wizja raczkującego osiołka wprawiła mnie w zakłopotanie. A to mnie nabrałaś Karolciu.
Dobry wieczór, moja mama pamięta, jak u jej babci w 1972r. na wsi pod Zgorzelcem raz na tydzień przyjeżdżała biblioteka, a raz na dwa tygodnie sklepik spożywczy. Był to taki śmieszny autobus.
P.S. Jak można do Pani wysłać maila?
Zatem nuda Ci nie grozi Karolciu, prawda?
Piętaszku, może jednak już jutro?…
Cudeńko biblioteczka. Kochana Autorko, rzeczywiście śliczne piosenki. Gdyby tak jeszcze coś człowiek rozumiał…
Piętaszku, mój najstarszy osiołek zbliża się do półwiecza, średni wybiera się do zerówki, a najmłodszy uczy się raczkować :).
Ahoj, Nutrio. Rzuć coś na dobry początek :)
Bawcie się, Ludu, bardzo proszę.
Ja kończę korekty.
Przeurocze te biblioteczki! Piętaszku, Ateno, dziękuję za podzielenie się z nami ich zdjęciami i historią!
A czy wiecie, Kochani Księgowi (i Pani Małgosiu), że jutro Międzynarodowy Dzień Limeryków? Co powiecie na mały maratonik?
Dzień dobry! UA polecankę muzyczną natychmiast wrzuciłam do ulubionych. Miłego dnia wszystkim życzę.
O, ładne!
Cześć i czołem, kochana Zuziu.
Dzień dobry!
Takie przejezdne biblioteczki zyskują chyba na popularności. Moi rodzice, wróciwszy z Lizbony, opowiadali o takich samych samochodach z tyłem pełnym książek. Mama odmalowała też śliczny obrazek, jak to pani siedziała na kocu gdzieś w środku miasta i czytała dzieciom, które otoczyły ją i słuchały. Taki drobiazg, a można ulecieć w niebo z radości!
Dzień dobry!
Dziś imieniny Mamerta!
Pogoda śliczna, ogród pachnie po deszczu.
Maturzyści leżą i dyszą.
Prawda?
Chciałoby się posłuchać jeszcze części II, ale chyba nie ma jej na YT.
Dobranoc!
Przeuroczy album.
Śliczna miniaturka! I cenna! I To światełko!
Nie można, Pani Małgosiu.
Jaki słodki ten miniaturowy domek-biblioteka! Ludzie mają fantazję, no i zdolności, podziwiam! A Pan Antonio, jak również biblioteka na osiołku mnie po prostu wzruszyły…jakie to piękne inicjatywy.
Jestem zauroczona.
Tak samo zauroczył mnie jakiś czas temu śliczny blog, w którym autorka na przestrzeni kilku ładnych lat zeskanowała ilustracje i zaprezentowała ponad tysiąc książek dla dzieci z dawnych lat. Oglądam i systematycznie kupuję na allegro różne urocze książeczki dla moich córek. Uwielbiam te stare książki, a nade wszystko ilustracje do nich. Bije z nich nieopisane ciepło, spokój, ład. Mam wrażenie, że ten dziecięcy świat był kiedyś taki bezpieczny, uporządkowany. Moje dziewczyny też lubią te książeczki i to mnie raduje.
Pędzę posłuchać! Muszę przecież wiedzieć przy czym tak wdzięcznie się rozprasza moja Ulubiona Autorka :)
Ateno, biblioteczka – cudo.
Jean-Claude Pascal, Vol. 1 « Chansons françaises à textes » (Album complet)
Prześliczne!
Posłuchajcie na dobranoc.
Absolutnie wzorowa dykcja, poza wszystkim. Kto się uczy francuskiego, powinien posłuchać.
Oczywiście!:)
Symboliczne to światełko w środku.
Dzięki za wiad.pryw., Piętaszku.
Przepuszczam tu literówki, bo jednocześnie lecę z korektą „Feblika” i tam ich przepuścić nie mogę!
W dodatku, dla urozmaicenia, słucham sobie z YT ślicznych francuskich piosenek (w tej chwili „L’Existence” – śpiewa Jean-Claude Pascal; co za wykonanie!- co za dykcja!- polecam!). Czyli się rozpraszam nieco.
Jaka szkoda, że Go już nie ma. Szczerze mówiąc, wolałam nie sprawdzać za dokładnie, gdyż przeczuwałam, że tak może być.