Vivat Maj!

2_5_2019

 .

Józef Baran

BALLADA MAJOWA
.
 
brnąłem do ciebie maju
przez mrozy i biele
przez śnieżyce i zaspy
i lute zawieje
przez bezbarwne szpitalne
korytarze stycznia
w tych korytarzach słońce
gasło ustawicznie

 

a teraz maj dookoła maj
wyświęca ogrody
i cały ja i cały ja
zanurzony w jordanie pogody
a teraz maj i maj i maj
dokoła się święci
od wonnych bzów szalonych bzów
wprost w głowie się kręci

 

i płyną przeze mnie dmuchawce
jak dzieciństwa echa
i wielka jest majowa moc
kiedy niebo się do ziemi uśmiecha
śpi w twoim wnętrzu chłopiec
w chłopcu pierwszy zachwyt poznaję
z twoich ziaren wyrosną sady
strudzonemu pielgrzymką ulżyj dodaj wiary

 

(piosenka zespołu „Stare Dobre Małżeństwo”)

 

147 przemyśleń nt. „Vivat Maj!

  1. Kasztanowłosa, jeśli jeszcze tutaj zajrzysz: ja jestem niezłym przykładem człowieka, który miał trudności z opanowaniem angielskiego. W podstawówce nie miałem w ogóle, w liceum cztery razy zaczynaliśmy od początku „Drugiego Alexandra”, aż mi się niedobrze robiło od tego niebieskawego koloru okładki. Zapamiętałem z tego tylko, że w angielskim są czasy. Wymyślone przez koszmarnych Sasów, nie do ogarnięcia dla wolnego potomka ludów znad Dniestru. Na studiach – ciężko, mimo że mieliśmy native speakerkę, ale byłą za miła i zbyt rozproszona dla naszej bandy. Wyszedłem ze znajomością języka tak powierzchowną, jak się tylko dało. Bądźmy szczerzy: nie umiałem nic. Po czym w pierwszym roku pracy dostałem na miesiąc pod opiekę studenta z Portugalii, który mówił jak rodowity bostończyk. Rany Boskie, co to było. Przez miesiąc mówiłem w języku, którego nie znałem. Niestety, był to mój język zawodowy… No i potem już poszło, uczyłem się w ogniu walki. Minęło, dajmy na to, kilka lat. Czytam po angielsku, piszę po angielsku i w znacznym stopniu wyczuwam ten język (intencję, odcień uczuciowy), chociaż daleko mi do doskonałości. Wciąż lepiej wyczuwam rosyjski. Ale zwróć uwagę: nigdy się tego angielskiego porządnie nie uczyłem! Bądź zatem dobrej myśli, jeśli ten język będzie ci potrzebny, to w którymś momencie stwierdzisz, że właśnie wysłano cię na rok za granicę i mówisz po angielsku, choćbyś i nie chciała. A że są mniej traumatyczne sposoby… Cóż, dla niektórych są takie, dla niektórych inne. Tak czy tak, nauczysz się.

  2. O tak, Sowo, i dla mnie Ania Shirley już na zawsze będzie miała twarz z ilustracji Bogdana Zieleńca :-)

  3. Przedszkolanki się skarżą, że nie wyrabiają się z programem, taki jest napakowany. Natomiast w zerówce w dodatku, choćby nawet dziecko opanowało absolutnie cały program, ale przekroczyło limit nieobecności (usprawiedliwionych) i tak nie zostanie dopuszczone do pierwszej klasy.
    Kto tu zwariował, jak sądzę.
    Pamiętam opowieść Mamy o swojej Mamie, która mając sześć latek już dawno czytała i pisała, więc jej Mama zaprowadziła ją do pobliskiej szkoły, nauczyciel przeprowadził krótki i nieformalny egzamin i następnego dnia poszła do szkoły. Bez trzygodzinnego egzaminu u psychologa, bez miliona papierków, bez decyzji na najwyższym szczeblu, nie uginając się pod ciężarem tornistra, tylko niosąc parę podręczników spiętych rzemykiem.

  4. Drodzy Księgowi, pójdę za Waszą radą i radą Pani Małgorzaty i sięgnę po oryginały. Podpatrzyłam już nawet w internecie pierwsze rozdziały Ani i poza tzw. opisami przyrody, w których roi się od specjalistycznego słownictwa, chyba nie będzie tak ciężko jak przypuszczałam. Teraz muszę w bibliotece znaleźć wersje anglojęzyczne.

  5. Mamo Isi, uświadomiłaś mi właśnie, że moje dziecko nie zda do zerówki… ;) No, chyba że jest jakaś taryfa ulgowa za znajomość łacińskich nazw dinozaurów i geologicznego podziału na prehistoryczne epoki oraz pamięciowego opanowania obszernych ustępów z „Kubusia Puchatka”.

  6. Pamiętam zauroczenie pierwszą lekturą „Władcy Pierścieni”, oczywiście w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej (innego wtedy nie było), pozostało we mnie do dzisiaj. Jak DUA zauważyła, pani Skibniewska konsultowała swój przekład z Autorem, a warto wiedzieć, że Tolkien był poliglotą i nasz język także nie był mu obcy.

    Macie pojęcie, jak dobrze jest mieć w kabinie 20 stopni zamiast 35? Po dwóch prawie tygodniach męki…

  7. Program przedszkolny dla pięciolatków na maj (między innymi):
    Dziecko -podaje informacje na temat rodziców,
    -wykonuje portrety rodziców pastelami olejnymi,
    -projektuje elewację,
    – wymienia ważne zabytki i instytucje w miejscu zamieszkania,
    – wypowiada się na temat charakterystycznych cech Niemiec, Czech i Słowacji
    Całe szczęście, że rodzice Isiątek są architektami, to im choć w tym projekcie elewacji pomogą, ale co z resztą?
    Nb. to podawanie informacji nt.rodziców – Pawka Morozow się kłania. ;)

  8. Wiadomo. :)
    Przyjemność obcowania z prozą Tolkiena jest w dużej mierze natury intelektualnej. Proszę koniecznie przeczytać „Drzewo i liść”, ta niepozorna książeczka jest kluczowa, moim zdaniem.

  9. Ależ oczywiście, że jest nadzieja! Zawsze jest!
    A Ty jesteś w dodatku naprawdę mądrą i zdolną osobą.

    Sowo, ależ oczywiście. I to już dawno temu.
    Nie muszę za czymś przepadać, by to dobrze poznać.
    „Lubię wiedzieć” (prof. Zbigniew Raszewski).

  10. Zapomniałam jeszcze dodać, że hiszpański idzie mi wyjątkowo dobrze, jak na umysł oporny na obce języki, więc może rzeczywiście jest nadzieja.

  11. Dobrze, w takim razie jeszcze raz podejmę próbę, ale tylko ze względu na Panią (ze względu na samą siebie chyba bym się nie zdecydowała). Więc jak się już nauczę, to będzie to tylko i wyłącznie Pani zasługa i będę Pani za to dozgonnie wdzięczna.

    Po prostu miłością mojego życia od zawsze była matematyka. I jeszcze biologia – z tego samego względu, co Dorotka.

    A teraz trzeba jeszcze dobrze wykorzystać ten ostatni dzień wolnego (z powodu matur, oczywiście). U nas w końcu słońce.

  12. I do tego najlepsze w świecie ilustracje Bogdana Zieleńca.

    DUA skusiła się na Tolkiena! Ho, ho!

  13. Mam na swojej półce wszystkie Anie, właśnie te wydane przez Naszą Księgarnię! Troszkę już sfatygowane (lata użytkowania…A ostatnio namiętnie je przeglądała moja coreczka), ale znam na pamięć!

    Oryginały są równie piękne, bogate, dla mnie to prawdziwa uczta literacka i balsam dla duszy na wszystkie smutki:-)

    Anette, podobnie jak UA, zachęcam do czytania oryginałów. Dialogi, kwestie wypowiadane przez poszczególne osoby, są chyba troszkę zywsze, bardziej zaprawione humorem… A po sposobie wyrażania się, doboru słownictwa, zaraz poznasz, z kim masz do czynienia- młodzież to czy ktoś dojrzały i stateczny, pani domu czy służąca ;-) to daje też pełniejszy obraz zróżnicowania tamtejszego społeczeństwa, obyczajów- takie „podglądanie” świata przedstawionego to coś, co uwielbiam!

  14. Anette, zdecydowanie Rozalia Bernsteinowa! Moim zdaniem, jej tlumaczenie najpiękniej oddaje urok i wdzięk tych starych czasów ;-)

  15. Kasztanowłosa, a więc masz jeszcze dwa lata, by to błędne przekonanie zmienić.
    Jesteś bardzo mądrą panienką, a więc zapewniam Cię, że potrafisz opanować język obcy. W gruncie rzeczy jest to bardzo proste, trzeba tylko się przyłożyć. No i mieć swoje sposoby! A te same się nasuwają, gdy tylko zabierzesz się do rzeczy na poważnie.
    Ucz się tekstów piosenek i śpiewaj je sobie.
    Ucz się na pamięć angielskich wierszy.
    Oglądaj (nawet po kilka razy) filmy BBC (są świetne) i staraj się zrozumieć dialogi bez czytania napisów. Przyswajaj sobie właściwy akcent brytyjski, tak różny od amerykańskiego.
    Czytaj znane Ci (dobre!) powieści w oryginale. Zacznij, jak mówiłam, od Ani albo od Agathy Christie. Kiedy się wie „co było dalej”, można skupić się tylko na rozgryzaniu angielszczyzny.
    A w żadnym razie nie wmawiaj sobie, że „nie ma mowy”! Myśl pozytywnie i konstruktywnie.

  16. Dzień dobry! Kochana Buczyno, dziękuję za ciekawą i jakże miłą wiadomość prywatną. I tak mi się podobają Twoje decyzje – jakże dobre!
    A hart ducha masz przecież swój, własny.:)

  17. Anette, rzeczywiście te stare tłumaczenie jest najlepsze. Jeśli jednak, jak sama mówisz, zamierzasz odświeżyć całą serię, to radzę czytać wszystkie części w tym samym tłumaczeniu, nawet jeśli jest to „gorsze”. Ja czytałam na zmianę (część książek miałam na własność, część wypożyczałam) i bardzo mnie denerwowało, że w jednej książce był Kuba, a w następnej już ta sama osoba miała nieprzetłumaczone imię. Czytając miałam wrażenie, że to dwie różne osoby i za nic nie mogłam sobie tego połączyć.

    Dzisiaj angielski, dla mnie najgorsze (choć jeszcze 2 lata). Ale już wiem, że to będzie dla mnie najtrudniejsza część. W moim przypadku nie ma mowy, żebym kiedykolwiek przeczytała coś w oryginale.

  18. Pani Małgorzato, dziękuję za dobrą radę, spróbuję :) Ze słownikiem online powinno iść sprawniej.

  19. to byłam ja, buczyna, nie anonim oczywiście. Anię z Zielonego Wzgórza w oryginale zdarza mi się częściej słuchać niż czytać. Celowo sięgam po angielskie audiobooki, które dobrze znam w tłumaczeniu – wtedy o wiele więcej rozumiem. Dobrze się słucha także Opowieści z Narnii. To taki mój sposób na kontakt z językiem :)

  20. W sprawie tłumaczeń klasyki – jestem ciekawa czy ktoś z Was miał okazję sięgnąć po Tajemniczy ogród lub po Anię z Zielonego Wzgórza w tłumaczeniu Pawła Beręsewicza? Bardzo lubię go jako pisarza, ale nie miałam okazji poczytać jego tłumaczeń – czy ktoś ma jakieś doświadczenia?

  21. A jeszcze prościej będzie otworzyć sobie komputer na przykład na oxforddictionaries.com – i tylko wpisywać w wyszukiwarkę potrzebne słówka.

  22. Anette, a jak już wszystkie przeczytasz, odważ się jednak i sięgnij po oryginały, będzie łatwiej. Dobrze radzę!
    Czytanie ze słownikiem nie powinno Cię odstraszać! Trzeba tylko ułatwić sobie życie, doklejając na skraju kart w odpowiednich miejscach kwadraciki z literami alfabetu – szuka się wtedy słówek o wiele szybciej. Słownik (duży, dobry!) powinien leżeć, rozwarty, tuż obok Twego łokcia i zachęcać do sprawdzania kolejnych wyrazów. Zdziwisz się, jak szybko rozwiniesz umiejętność czytania w oryginale!
    Co nie znaczy, że kiedyś słownik przestanie Ci być potrzebny. Ale to dobrze!

  23. Pani Małgorzato, dziękuję, rzucam się w takim razie sprawdzać, które tłumaczenia mam na półce a które wypożyczyć.

  24. To samo zresztą dotyczy Earla Derr Biggersa („Charlie Chan prowadzi śledztwo” i kolejne). Nad polskim tłumaczeniem przewracałam się ze śmiechu, tak było rozkosznie zabawne i ciepło-ironiczne. Potem Atena podarowała mi dzieła zebrane Biggersa w oryginale – rzuciłam się na nie z zapałem, licząc na jeszcze większe przyjemności. A tu klops! Cale ciepło i wdzięk były zasługą tłumacza!

  25. Czytanie „Kima” daje dużo radości, jeśli ma się pod ręką z jednej strony oryginał, a z drugiej tłumaczenie. Ale mnie się podoba :-) W końcu tłumacz prawdziwy pisarz i na dodatek poeta, to jest coś. Przy okazji, przychodzi mi jeszcze na myśli tłumaczenie „Trzech panów w łódce” Jerome’a. Czytałem i oryginał i przekład Kazimierza Piotrowskiego. No jak rany, kocham polską wersję.

  26. A wiesz, Anette – nie wiem.
    Trzymałabym się jednak przekładów, wydanych po raz pierwszy po wojnie przez „Naszą Księgarnię” – tam pracowali znakomici fachowcy. Te przekłady są, jak pamiętam, jeszcze sprzed wojny, ale świetna redakcja bardzo uszlachetniła teksty.
    Najnowsze czasy, jak się domyślam, nie przyniosły niczego lepszego.

  27. Cha, cha, Alku!
    Niezapomniane tłumaczenie powieści Kiplinga „Kim” w odkrywczym tłumaczeniu Birkenmajera: język ubogich Hindusów przełożony został za pomocą gwary podhalańskiej!
    To się nazywało wtedy: „przekład autoryzowany”. Yh!

  28. Ja w takim razie również mam prośbę do Szanownych Księgowych na czele z Naszą Autorką. Które tłumaczenie książek o Ani z Zielonego Wzgórza polecicie? Planuję sentymentalnie wrócić do ukochanej serii z dzieciństwa, próbowałam czytać w oryginale i jednak nie dam rady (symultanicznie musiałabym czytać słownik, a wówczas cały urok Ani pierzchnie). Które tłumaczenie jest najlepsze? najbliższe oryginałowi?

  29. Wracając do tłumaczeń: Birkenmajer był wspaniały, nikt u nas takich wspaniałości nie robił z Kiplingiem. Ostatnio mamy brand new tłumaczenie „Księgi Dżungli”, (która jak wiadomo jest dla dzieci, a nie dla poważnych ludzi). Chyba postanowiono czytelnikom oszczędzić tych wszystkich spłowiałych zwrotów i trudnych słów. I oto w miejsce „Seeonee” czytam „Seoni”. Czytelnik zrozumie prawidłowo: najwidoczniej akcja powieści dzieje się we Włoszech. Z kolei mam na półce bardzo stare tłumaczenie jakichś mało znanych kiplingowskich opowiadań (raczej spoza kanonu) – koszmarne, nie da się czytać… Czyli nie kwestia czasów, lecz konkretnego człowieka.

  30. Och, wiem, że by się znalazło. Ostatnio pozostaję jednak pod wrażeniem książki, którą wydał kolega mojego syna (już jego trzecia). Jest to tzw. obecnie klasyczne fantasy, czyli „zamachnął się straszliwie mieczem i rzucił czar”. Otóż jest to napisana poprawnie historia o niczym, o czym już wcześniej nie napisało kilkanaście osób, tworzących o czarownikach, czarownicach oraz rycerzach. Nudne jak flaki z olejem, język współczesnej publicystyki. Żucie papieru gazetowego, wypluwanie go do wspólnej miski i lepienie z niego kolejnych tomów po 39,90 brutto. To jest dzisiaj mainstream. Chłopaki czytają głównie siebie nawzajem i pod własnym wzajemnym wpływem piszą wciąż to samo. Bo styl pisarza (ja tak sądzę) w znacznym stopniu kształtowany jest przez to, co czytał, a nawet co czytał ostatnio.

  31. Żywię nadzieję, że parę takich jeszcze by się znalazło, Alku.
    Tak, język tego tłumaczenia jest prześliczny. Przeczytałam trochę „Władcy pierścieni” po angielsku i z zachwytem wróciłam do przekładu.
    To podobna historia, co z Ireną Tuwim i „Puchatkiem”: przydano oryginałowi uroku.

  32. Dobry wieczór. Odzew ws. Skibniewskiej zgodny, bo ona pisała najlepiej po polsku, moim skromnym zdaniem. Stara, najlepsza szkoła. Nawet, jeśli gdzieś znalazły się nieścisłości translatorskie (zdaje się, że parę jej tam gdzieś wytknięto), to całość jest wspaniałą polską książką, a nie tylko tekstem angielskim, mniej lub bardziej zgrabnie „zlokalizowanym” na miejscowe narzecze.
    Ostatnio siedząc u rodziców, czytałem po kolei dzieła zebrane Boya, bo były na najbliższej półce. Przejrzysty, zwięzły, niesłychanie komunikatywny język, znamionujący wysoką kulturę i ogólną wiedzę autora. „Dziś już nie ma takich osób” (wiem, wiem, to z nieprzyzwoitego wierszyka), przynajmniej jeśli by sądzić po większości tego, co się drukuje.

  33. Podpisuję się pod tym werdyktem obiema rękami. Tylko Maria Skibniewska.

  34. Droga Autorko, bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź. Będzie to piękny prezent dla męża na urodziny, a przyznam, że ja też skorzystam. Jeszcze napiszę, że pod koniec maja ukaże się nowe wydanie Sagi Rodu Forsyt’ow (na razie pierwsza część) wydaw. Prószyński.

  35. Przekład Marii Skibniewskiej jest najpiękniejszy, żaden mu dotąd nie dorównał.
    Nota bene, pani Skibniewska konsultowała się wielokrotnie z Tolkienem, więc jest też ten przekład najbardziej wiarygodny.
    Warto zapoznać się z jej życiorysem – znakomita to była dama.

  36. Dzień dobry, przepraszam, że tak po prośbie się odzywam, ale chcialam zakupić na prezent powieść Władca Pierścieni i nie wiem, które wydanie byłoby najlepsze, w jakim tłumaczeniu. A wstyd przyznać, sama też dopiero zamierzam odkryć tę powieść. Trzymam też kciuki za wszystkich maturzystów.

  37. Witajcie Kochani!
    Czytając ten wiersz az czuje sie zapach kwitnącego bzu (jak mi go tu brakuje).
    Lubię poezję śpiewana, słuchałam jej dużo w czasach licealnych.
    Pozdrawiam wszystkich Maturzystów, trzymam za Was kciuki !

  38. Patrycjo, już po wszystkim? No, hura! Brawo!
    Pozdrawiam wszystkich zuchów.

    ElkoM, zdrowia życzę!

  39. Przychylam się do opinii, że dziś dzień najłatwiejszy, przynajmniej dla podstawy. Matura była bardzo przyjemna! Zaryzykowałabym stwierdzenie, że łatwiejsza od polskiego.

  40. Okazało się, że mój ból kręgosłupa jest wynikiem samoistnego złamania kręgu piersiowego (jako powikłanie terapii sterydami). Że też zniosłam ten wyjazd na Węgry! Teraz jestem już w gorsecie, niestety nie jest to nic wygodnego. Boże co ja widziałam na tym oddziale urazowym, Drodzy Księgowi nawet jak ściągacie coś z szafek z drabinki, to zadbajcie o kogoś do asekuracji! Kolejna pani rozbiła udo w drobny mak sięgając po blaszkę do ciasta z blatu kuchennego. Przy nich byłam lekkim przypadkiem…
    Wiosnę podziwiam na razie przez okno, o ogród będzie leżał odłogiem. No cóż, porzeczka, agrest i borówka amerykańska urosną bez mego udziału a z pomidorów najwyżej w tym roku zrezygnuję :( Pozdrawiam maturzystów

  41. Bo to poziom podstawowy. Myślę, że na rozszerzonym jednak stresik będzie.

  42. Dzień dobry!
    Połamania piór dla Maturzystów! Prędzej koło się wyprostuje niż polubię matematykę, a za moich czasów na szczęście można było zdawać historię!

    Na stronie Ekologii znalazłam artykuł o Czernobylu, który sprawił, że się uniosłam i nie opadłam. Na skażone, bezludne tereny wróciły zwierzęta- rysie, jelenie, watahy wilków, dzikie ptaki. Jak to miło ze strony natury i skąd ta siła?

    Miłego dnia. Pani Małgosiu, Pani ogród jest zachwycający.

  43. We Włoszech intensywne zawieje i zamiecie. W maju! To tak w ramach globalnego ocieplenia.
    Przez te przymrozki w nocy przeziębiły mi się sadzonki ogórków. A Isiątka tak lubią ogóreczki zrywać i chrupać prosto z krzaka.

  44. Psianko, najłatwiejszy?!!!
    Brawo dla ścisłego umysłu.

    Aha, zdają też dzisiaj łacinnicy.
    Trzymam kciuki!

  45. Zdenerwowany rodzić zdającej melduje się i trzyma za wszystkich kciuki. Dzień dobry mimo wszystko.

  46. Dzisiaj podobno jest najłatwiejszy dzień :) Pewnie nie dla wszystkich ale ja jestem trochę spokojniejsza, więc wczoraj wieczorem odświeżyłam sobie moją lekturę przedmaturalną – „Planetę spisek” O.S.Carda. Zafascynowała mnie w czasach licealnych, a teraz też miło wciągnęła. Zresztą byłam wielbicielką całej twórczości.

    Sowo P. niestety nie wiem jaka jest bezpieczna odległość. Traktuję dynię całkowicie utylitarnie, więc w moim ogródku króluje wiele odmian ale wszystkie jadalne. Jesienią zbieramy owoce taczką i jemy je do wiosny następnego roku (zupy, placki, zapiekanki, pasty do chleba itp.) :)

  47. Patrycjo, to i ja się cieszę, bo niemal cały dzień myślami byłam z maturzystami, zwłaszcza Księgowymi. :) I mam nadzieję, że jutro też pójdzie Wam dobrze. :)

  48. Nuelko, każda matka najbardziej pragnie dla swojego dziecka, aby ono było szczęśliwe. Spróbuj być szczęśliwa. Dla Niej.

  49. Sowo, to zależy od oczekiwań, nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć (więc chyba nie). Przez ostatni czas potrzebuję przed snem lektur luźnych, lekko nudnych, zdecydowanie usypiających. Dla mnie książka Pearsona świetnie się do tego nadaje. Czytam zgodnie z układem książki – krótki tekst prawie na każdy dzień. Niestety nie działa ona kompletnie na moją wyobraźnię, jest przeładowana nazwami roślin, powinnam czytać i na bieżąco sprawdzać w internecie o jakich odmianach mówi autor, może wtedy łatwiej widziałabym obrazy. Są w książce jednak perełki np. z dzisiaj – „Istnieje stare chińskie przysłowie mówiące, że jeśli sadzisz sosny, to zapraszasz wiatr”.
    Oto próbka stylu autora (z 22 kwietnia):
    ” Magnolie kwitną też w sekwencji, tworząc cudowne crescendo z końcem marca i na początku kwietnia i i kontynuując aż do lata. Czysto biała magnolia naga M. denudata to jedna z najwcześniejszych odmian o kwiatach w kształcie pucharu, po niej przychodzi czas na magnolię gwiaździstą M. stellata z kwiatami jak chińskie fajerwerki, ale jest też cała masa innych, po kochających słońce, kwitnące w sierpniu magnolie wielkokwiatowe M. grandiflora, które pochodzą z głębokiego południa Ameryki – to przez nią właśnie Mississippi nosi nazwę Stanu Magnolii.”

    Sowo, widząc jak kwitnie tu na stronie system przesyłowy Patrycji W. – chętnie pożyczyłabym Ci, drogą pocztową, Dana P. Sądzę jednak, że pewnie korzystniej będzie przekartkować książkę w księgarni i podjąć decyzję, zerkając na nietypowy, zielony kolor czcionki ;)

    A tak na koniec (przepraszam, za długi wpis, ale to chyba metoda na odstresowanie:)) – polecam do posłuchania ogromnie ciekawych rozmów o ogrodnictwie z Katarzyną Bellingham – podcast „Naturalnie o ogrodach” oraz „Ogrodniczka w radiu Gdańsk”.
    Dobrej nocy.

  50. Nuelko – przytulam Cię.
    Wiersz Świrszczyńskiej rzeczywiście trudny. Ciekawe jak młodzież sobie poradziła.

  51. Nuelko (wiad.pryw.)- zajrzałam tam i przeczytałam. No, trzeba jeszcze dużo pracować. A przede wszystkim – dużo, bardzo dużo czytać.
    Czytanie to najlepsza szkoła pisania!

  52. Dzień dobry, mój Najstarszy też dziś pisał, podstawę i rozszerzenie.
    Pozdrawiam wszystkich maturzystów i ich Rodziców.
    KrzysztO, dziękuję za modlitwę.
    Nuelko przytulam, zapewniam o pamięci w modlitwie.

  53. Dziękuję!:)
    A na rozszerzeniu „Filozofia dramatu” Tischnera, ale który fragment (o tragedii i triumfie chyba)? Muszę przefrunąć na półeczki.

  54. Choć mam więcej lat niż Nuelka i mogłam dłużej cieszyć się życiem swojej Mamy, to jej utrata dwa lata temu do tej pory boli, myślę i tęsknię za Nią codziennie.To kres jakiegoś etapu, a świat już nie jest taki sam. Bardzo współczuję. Ale jest też Radość Zmartwychwstania, Świętych obcowanie, obietnica życia pełnią szczęścia w niebie. Dar wiary to prawdziwa łaska. Bardzo za nią dziękuję.

  55. Nuelko, przytulam.

    Psianko, dzięki za informację. Sowiątko jest generalnie nauczone, że z ogrodu może zrywać jedynie porzeczki i poziomki, bo większość tego co mamy, jest trująca (poczynając od zagajnika cisów), ale ciągle trzeba być czujnym.
    Jaka odległość między dyniami zapewni mi odrębność gatunkową? Trudno mi się zdecydować na jedną…

    DUA, mamy w ogrodzie trzy drzewa czereśniowe, nigdy nie były pryskane, a są bez robaków. Może to kwestia gatunku. Niestety zwykle przegrywamy wyścig ze szpakami.

    Jane, czy książka Pearsona jest warta zakupu?

  56. A ten wiersz to „Samotność” Anny Świrszczyńskiej. Oj, trudne zadanie.

  57. Jane dziękuję :) i ja trzymam kciuki za Twojego syna i dziatwę Księgową. Analiza wiersza na maturze ho, ho :)
    Obawiałam się trochę dzisiejszego dnia – mimo tego, że starsza córka jest namiętną czytelniczką jest jednak ścisłowcem i nie ma tej swobody wypowiedzi …
    Nuelko jesteśmy z Tobą. Będziemy pamiętać.
    Sowo P. uważaj na złotokap !!! Jest silnie trujący – kwiaty i nasiona – dzieci mogą pomylić z akacją.
    No i nie sadź koło siebie dyni jadalnej i ozdobnej, z łatwością się krzyżują i zostanie Ci tylko ozdobna – widziałam takie przypadki !!

  58. Kochana Nuelko, także i ode mnie serdeczne wyrazy współczucia. Będę pamiętała w modlitwie – o Tobie i o Twojej Mamie.

    Mama zawsze odchodzi za wcześnie. Ale Blanka ma racje – zawsze dziękuj. Za to, że była, że czuwa, ze kocha. Bo „miłość nigdy nie ustaje „. Przesyłam ciepłe myśli.

  59. Nuelko, tęsknotę za Mamą przekuj na wdzięczność za Jej życie.
    To pomaga.

    W każdym położeniu dziękujcie (…).

    Choć to trudne do wcielenia w życie, jednak trzeba zrozumieć, że właśnie tak nas Bóg formuje.

    Ja swoją Mamę straciłam w wieku 28 lat. Wiem, co czujesz.

  60. Ależ, Wójcie, wyluzuj!
    Kto jak kto, ale ta bystra wiewióreczka przeleci przez maturę jak strzała!

  61. Starosto dziękuję za pamięć o maturalnej wiewiórce i o innych maturalnych Księgowych. No denerwujemy się, denerwujemy, my rodzice chyba bardziej niż dzieci.

  62. Dziękuję Pani Małgosiu za wsparcie.
    Myślę też od rana o Nuelce – bardzo jej współczuję. Ta sytuacja szczególnie mnie wzrusza, bo w sylwestra zmarła moja przyjaciółka osierocając pięcioro dzieci. Utrata Mamy to ogromnie trudne i bolesne doświadczenie.
    Nuelko, zapewniam o modlitwie za Twoją Mamę i za Ciebie.

  63. Jedna z Wiewiórek naszego Wójta także pisze dzisiaj.
    No, odwagi, maturzyści drodzy! Potem sami zobaczycie, że nie było tak strasznie.
    Mamy maturzystów zapewniam o swym pełnym zrozumieniu. Jane, trzymaj się!

    Kochana Chesterko, jak pięknie napisałaś o owych okruchach serca.

  64. Dzień dobry!
    Tak, to już dziś. Wczoraj mieliśmy Mszę św. dla maturzystów ze specjalnym błogosławieństwem. Potem 5 km intensywnego marszu, żeby się dziecię dotleniło (a i tak nie mógł za bardzo spać).
    Dziękujemy za kciuki.
    Pozdrawiam gorąco kochaną Psiankę i inne mamy maturzystów- trzymajmy się.

    Dobra to okazja wspomnieć swoją maturę z polskiego – analizowałam wiersz Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”.

    Uściski i życzenia dobrego dnia dla Ulubionej Pani Małgorzaty i Ludu.

    PS
    W ramach odstresowania przeczytałam Croftsa „Tajemnicę Hog’s Back”, a w kolejce czeka „Jad”. Teraz już zupełnie lekko czytam „Co czytali sobie kiedy byli mali” :-) oraz „Rok w ogrodzie” Dana Pearsona.

  65. Nuelko, przytulam. Moja Kapucynka ma tyle lat, co Ty wtedy (zadrżałam, kiedy to sobie uświadomiłam). Życzę Ci, żebyś w sercach kobiet, które spotkasz na swej drodze odnalazła okruchy serca Twojej Mamy. Będę pamiętać o prośbie.

    Kochanym Maturzystom minimalnego stresu koniecznego do mobilizacji, dystansu i jasności umysłu! Kapucynka i Patrycja F. też piszą za 1,5h.

  66. Dobrze pamiętałam, tylko że to już dzisiaj.
    Trzymajmy kciuki od rana!
    Język polski!

    No, ciekawe.

  67. Dobranoc, Casciolino. :)

    Czy ja dobrze pamiętam, że jutro trzeba trzymać kciuki za maturzystów?
    A kasztany już kwitną.

  68. Nuelko, łączę się z Tobą w tej tęsknocie. Ona nigdy nie mija, ale mówi mi o czymś ważnym: o tym jaką chcę być kobietą, żoną, mamą i o tym dokąd zmierzam. Ta tęsknota jest dobra.
    Bardzo Ci polecam to, co o przeżywaniu żałoby pisała Elisabeth Kübler-Ross.
    A Ciebie polecam najlepszej Mamie.

  69. Józefino, ach, z czereśniami kłopot taki: trzeba je opryskiwać chemikaliami, żeby robaczków nie miały.
    A to niezdrowo.
    Więc czereśnie – non, merci.
    Lecz poza tym pełna zgoda: „współuczestnictwo w dziele Matki Natury” – tak! Dobrze powiedziane! Natura nam pozwala bawić się z nią tymi ogródkami, kwiatkami, rabatkami, ale w gruncie rzeczy to ona jest twórczynią. Rzecz ciekawa i godna uważnej obserwacji: rośliny same wiedzą, jak mają się układać w grupach, same się umiejętnie wkomponowują w otoczenie – w gruncie rzeczy nie jesteśmy im bardzo potrzebni, my, ogrodnicy. Są niejako zaprogramowane do piękna.

  70. Odsłuchałam sobie dziś wypowiedzi ks.Glasa i ks.Chmielewskiego w związku z filmem „Proroctwo” i prawdziwie poczułam się w czasach ostatecznych.

    Ach, Nuelko, i w Twojej intencji się pomodlę. To ciężko stracić Mamę jako malutkie dziecko. Zresztą zawsze ciężko. Moja Mama w tym roku skończy 94 lata i cieszę się każdym następnym dniem z Nią.

  71. Kochana Nuelko, przytulam mocno i przesyłam ciepłe myśli. Pomodlę się.

  72. Ach, bzy, bzy, bzy! Majowe boginie (dla mnie przynajmniej) zapachu, koloru i radości! Dziś z siostrą uzbierałyśmy bukiety z babcinego ogródka i teraz porwane w świat dzielą się zapachem w naszym salonie. Takie krótkie spojrzenie na kwiaty, dumnie zielone drzewa, w ogóle na przyrodę troszkę stresu życiowego zawsze odejmuje, a roślinny świat wysyła wiadomość: „coś się może nie udać, coś zawiedzie, ale my nadal będziemy i ty pewnie też i wcale wiele się, w gruncie rzeczy, nie zmieni”. I to pociesza! Podziwiam także Pani ogród z poprzedniego postu. Im jestem starsza, tym coraz bardziej zachwyca mnie idea współuczestnictwa w dziele Matki Natury, a krzepiące słowa zrywają mnie do czynu i jeszcze jeszcze bym coś posadziła (od pewnego czasu namiętnie zasypujemy rodzinę pomysłami na przyjęcie kolejnych roślinnych towarzyszy – a najbardziej to chodzi nam o czereśnie, które uwielbiamy i zawsze ich jakoś za mało!). Życzę Wszystkim pogodnego maja, niech będzie dla Was dobry!

  73. Nuelko, obejrzałam zdjęcia pod wskazanym adresem: jak niewiele się zmieniłaś! Nie wyglądasz, zresztą, na swoje 21 lat. Wciąż masz buzię miłej dziewczynki. I jaka ładna jesteś!
    Odwagi, jeszcze będzie dobrze. Trzymaj się!
    (Miło mi, że Jeżycjada Ci towarzyszy nawet na Instagramie! Dziękuję!)

  74. Krzysztofie, dziękuję w imieniu Nuelki.

    A Nuelce dziękuję za długą wiadomość prywatną, którą z uwagą przeczytałam.
    Ciężkie chwile za Tobą, dziewczyno. Myślę o Tobie serdecznie i życzę, żeby zły los się odwrócił.

  75. Bardzo mi miło, Alku, że rodzice Twoi mnie pamiętają i pozdrawiają. Tacy interesujący ludzie. Mam gdzieś jeszcze zdjęcie Twojej Mamy, które mi kiedyś przysłałeś. I zdjęcia weselne też – są tam oboje. Ujmujący.
    Tak jest, nie żałuj czasu dla nich. Potem się żałuje każdej straconej chwilki.

  76. Pozdrowienia wszystkim, ze szczególnym uwzględnieniem Ulubionej Autorki. Wyrazy współczucia dla Nuelle. Rodzice nie robią się coraz młodsi, moi również i czuję, ze trzeba o nich coraz bardziej dbać i interesować się nimi, bo kiedyś będzie na to za późno.
    Właśnie dziś wracałem od rodziców (Autorko, pozdrowienia od Komandora i jego małżonki!) i przy okazji zrozumiałem wreszcie, czym jest pułapka biologiczna (ha!). Trasa z Trójmiasta do Łodzi i Warszawy wiadomo jaka jest w takie dni, jak ten. Wymęczeni tym czymś my (w składzie mój syn oraz M.) postanowiliśmy jednak coś zjeść (bagatela, przejechawszy najpierw 200 kilometrów). Zatrzymałem się przy jakiejś jadłodajni masowej, operującej numerkami i żywnością podgrzewaną na miejscu. Tłum był oczywiście dziki, zamówiliśmy jakieś minimalne jedzenie korzystając z elektronicznego pionowego pagaja do przyjmowania takich zamówień. Po kwadransie oczekiwania stało się jasne, że na swoja kurę w panierce będziemy czekać trzy kwadranse jak nic – sytuacja w fast-foodzie rzadka. I tu właśnie dała o sobie znać pułapka biologiczna. Jak już po wszystkim ustaliliśmy, każde z nas indywidualnie w tym momencie dałoby nogę, odżałowując wydane szekle i gnałoby przed siebie, gdzie pieprz rośnie. Ale w tej sytuacji każde z nas poczuło się odpowiedzialne za dobrostan dwojga pozostałych, głodnych i spragnionych. I tak w efekcie wytrzymaliśmy dzielnie, trwając w uścisku pułapki biologicznej, której jakże słusznie obawiał się stary pan Schoppe. Rzeczywiście, to koszmar.

  77. Nuelko, z pewnością rozmawiasz sobie z Mamą. Przesyłam Ci wiersz-modlitwę, może zechcesz nim pogadać z Matką nas wszystkich, niech przyniesie Ci ukojenie.

    LITANIA PRZYDROŻNA
    s.Benedykta Karolina Baumann OP

    Maryjo z przydrożnej kapliczki, w wypłowiałej sukience i z bukietem kaczeńców, które ktoś kiedyś tam zostawił ze swoimi łzami… Módl się za nami.
    Maryjo z fresków Fra Angelico, krucha jak poranny powiew i silna jak „Bądź wola Twoja”… Módl się za nami.
    Maryjo z Jasnej Góry, wielka jak śluby Jana Kazimierza i cicha jak obietnica przyjaciela… Módl się za nami.
    Maryjo ze znanych od dziecka pieśni, prostych jak Biblia, którą opowiadał dziadek, i trudnych jak tęsknota za niebem… Módl się za nami.
    Maryjo z Litanii Loretańskiej, oswojonej jak dom rodzinny i świeżej jak wyznanie miłości… Módl się za nami.
    Maryjo z twarzą mojej matki.
    Maryjo o spojrzeniu, z którego można wyczytać jak z otwartej księgi to zawieszenie między Krzyżem a Zmartwychwstaniem… Módl się za nami.
    (2003)

  78. Kochana Nuelko!
    Bardzo Ci współczuję i bardzo dobrze wiem, jaki to ból.
    Ściskam Cię serdecznie.

  79. A mi raczej smutno, bo moja mama nie żyje, a wszędzie widzę śliczne prezenty na Dzień Matki, który się zbliża. 17 maja miną dwa lata od śmierci mojej mamusi :-( Poproszę Lud Księgi o modlitwę w intencji mojej Mamy.

  80. A to tym chętniej sięgnę. Na razie podczytuję „Mariannę i róże”.

  81. Ja również dziękuję Zgredzie – dobry pomysł na prezent dla męskiej części rodziny a może i ja się skuszę.

  82. Zgredzie, bardzo dziękuję za tę recenzyjkę – na pewno tę książkę przeczytam!

  83. Bardzo polecam książkę Dermota Turinga „X, Y, Z. Prawdziwa historia złamania szyfru Enigmy”.
    Autor jest bratankiem Alana Turinga i opowiada historię z wielu punktów widzenia. Co ciekawe, także z punktu widzenia Polaków. Dotarł do wielu źródeł, także nowo ujawnionych oraz niespodziewanych. Dobry styl: nie tylko brytyjska ironia, ale nawet autoironia. Jeden z głównych bohaterów (Antoni Palluth) pochodził z wspomnianych tu niedawno Pobiedzisk, a jego żona, jak się okazuje, też była kobietą wyjątkową. Wiele zdjęć. Autor rozmawiał z rodzinami bohaterów. Dowiedziałem się z wiele z tej książki, a jej czytanie sprawiało mi przyjemność.

  84. Radosnego świętowania ! Przed nami piękny wieczór. MagdoZ, spóżnione , ale gorące podziękowania. Ludu Księgi, śpieszę podać kolejny powód uczenia się języków obcych. Przeczytałam o nim w książce Ruth Benedict ,,Miecz i chryzantema ” i uśmiechnęłam się szeroko . Było to w autobusie, a państwo siedzący naprzeciw niechybnie należeli do znających Józefa i odwzajemnili uśmiech( czuję , że pomyśleli o ESD ). Otóż moi Drodzy, kiedy w japońskich szkołach wprowadzano języki europejskie do szkół dla dziewcząt uzasadniono to praktycznie. Kiedy panny powychodzą za mąż i będą ścierać kurze z mężowskich półek, nie powstawiają książek do góry nogami.

  85. Podobno Lukullus jadał dynię smażoną w miodzie. Muszę wypróbować przy najbliższej okazji.

    Nurtuje mnie jedna kwestia: czy posadzenie w niedalekiej odległości od siebie dyni jadalnej i ozdobnej spowoduje ich skrzyżowanie? Może lepiej zdecydować się na jedną?

  86. Justysiu, kanadyjski był. A przemarzł. Miał pecha.
    Prędkiego ocieplenia Wam życzę!

  87. Dzień Dobry, pozdrawiam majowo-świątecznie Panią i Księgowych.
    Miło sie ogląda z djęcia z ogrodu. Pani ogród robi się coraz bardziej gęsty i tajemniczy. To przykre, że judaszowiec przemarzł. Czy to był judaszowiec południowy (Cercis siliquastrum), czy judaszowiec kanadyjski (Cercis canadensis)? Mój kanadyjski – z małego patyczka piękne drzewko urosło w ciągu 4-5 lat i mrozy mu nie straszne. -25 bez okrywania zniósł.

    A dynie u nas najbardziej są lubiane w postaci „pumpkin pie”. Jesienią to mocna konkurencja dla tradycyjnego jabłecznika.

    Pozdrawiam z ogrodu – może w końcu kiedyś zrobi się i tu ciepło.

  88. Bardzo lubię ten utwór w wykonaniu zespołu SDM :-)

    Bądźmy dumni z faktu, że jesteśmy Polakami. Mamy ku temu wiele powodów.

    Radosnego świętowania!

  89. Poszerz, poszerz.:)

    Sowo, dzięki za cenne wskazówki. Debiutuję z dynią, więc przydadzą się.

    O, o, Aleksandro! Przedszkole, dynia z octem, ohyda.

  90. Octu używam jedynie do czyszczenia czajnika oraz kabiny prysznicowej, a zupę dyniową robię na mleku oczywiście:), ale zamierzam poszerzyć dyniowy repertuar.

  91. Właśnie takie mam wspomnienia dyni z dzieciństwa (ocet i cukier), co mnie na długo odstraszyło od tego warzywa. Na szczęście spróbowałam na słono i się nawróciłam☺

  92. Polecam też zupę dyniową z mlekiem kokosowym lub z jogurtem greckim i grzankami.

    Przycięcie głównego pędu jest wielce wskazane, przyda się do wytworzenia pędów bocznych, z kwiatami żeńskimi. Można dodatkowo wspomóc zapylanie ręcznie, to będzie więcej owoców.

  93. Sowo, ojejku. W razie czego ciachnę.

    Piętaszku – u nas dynia wyłącznie na słono i pieprzowo, z cytrynką, ale broń Boże z octem i cukrem, nie, nie!

  94. A ta piosenka SDM pojawiła się chyba w „Dziecku Piątku”? Śpiewana w furgonetce Pana Piotrusia zmierzającej do Pobiedzisk. Tak mi się wydaje, bo książki nie mam pod ręką.

  95. Ojej, DUA i za mną chodzą tej wiosny dynie (hi, hi) z tą samą nadzieją się wiążące, iż jesienią i zimą spożytkuję je pięknie na dyniowe potrawy. Szczególnie upodobaliśmy sobie zupę dyniową na słodko z kluseczkami. Podaję ją w dyni, choć to trochę pracochłonne. Namawiam M. na uprawę tychże, bo choć nie jest jakimś zapalonym ogrodnikiem, to tzw. rękę do roślin posiada i wszystko co posadził ładnie rośnie (właśnie połknął bakcyla różanego). Ze mną zaś różnie bywa :)

  96. Pędy z zaledwie jednego nasiona dyni pochłonęły nam kiedyś ćwierć ogrodu, co niestety nie przełożyło się na ilość owoców. Z dynią trzeba ostrożnie, żeby nie zadusiła kwiatów.

  97. Oj, chyba prawdziwe to spostrzeżenie, Piętasiu. I celne!
    Nawiasem mówiąc, właśnie szukam miejsc słonecznych, żeby powtykać tam nasionka dyni olbrzymiej. W torebeczce było ich kilkanaście, a ja potrzebuję najwyżej trzech dyń na zimowe zapasy i jednej – do jesiennych zup i zapiekanek Kopciuszka. Ale przecież nie zmarnuję pozostałych nasion! Więc utykam je między piwoniami, i koło róż, i chyba się zdecyduję na zasianie reszty pomiędzy młodymi jałowcami, na centralnej rabacie. To ci będzie widok!!! He, he.
    Za dobre słowo dziękuję.

  98. Dla nas i tak najcenniejsze są Pani OGRODY WYOBRAŹNI Ulubiona Autorko. A jakie społeczne, jakie pożyteczne :).

    I jeszcze nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż traktuje Pani swój OGRÓD, podobnie, jak swoją BIBLIOTEKĘ. Widzę analogie – jeszcze kawałek ziemi, to nowy regał na książki, zaś każdą nowa roślina, to jakby nowa wspaniała książka, co do której jeszcze nie wiadomo, czy zachwyci, czy też rozczaruje, ale zawsze znajdzie się dla niej miejsce.

  99. Też bym mogła nasadzać.
    Chwilowo mogę zakupić wyłącznie ziemię w worku, ale za jakiś czas – kto wie!

    Dobranoc.

  100. Sowo, ale niektórym się udaje. Nie traćwa nadziei.
    Sadzenie drzew (i krzewów) to jest rozkoszne zajęcie. I perspektywiczne!
    I takie społeczne, i dla dobra świata!
    Mogłabym sadzić drzewa nawet na cudzej działce, albo wręcz na bezpańskiej.

  101. Ach cudna ta SDMowa „Ballada majowa”, miałam taki rok, że na cały maj i nawet czerwiec się mnie uczepiła. Pozytywne to jednak uczepienie. : )
    Podziwiam zdjęcia z Pani poprzedniego wpisu, rajskie piękno, jak to chyba Zuzia napisała. Dziękuję, że się Pani nim z nami dzieli.

  102. Powodzenia więc!
    Aha, ja też już nie mam gdzie sadzić. Tej wiosny zdołałam wcisnąć (na trawnik!) zaledwie jedna różową jabłoneczkę. Przykre. Może ziemi trzeba by dokupić?

  103. Tak, młode osobniki należy na zimę okrywać. Jednego już mamy i jakoś się trzyma. Jest szansa, że za dwa lata zakwitnie…

  104. O, uwaga, judaszowiec łatwo marznie. Mój (młodziutki) nie przetrwał poprzedniej zimy.
    Może chochoła takiemu trzeba?

  105. A my zakupiliśmy dziś judaszowca, ambrowca i złotokap. Teraz mamy wielki problem, gdzie je posadzić w i tak już mocno zadrzewionym ogrodzie…

    Bukiecik istotnie wygląda na japoński.

  106. O, tak, zapach tej kaliny jest urzekający.
    Kiedy ona zakwita, pachnie tak cała okolica, bardzo mocny to zapach.
    Niewymagająca, półcień jej nie przeszkadza.

  107. Jakiż wspaniały ogród…, przepiękny!
    Znam smak zamieniania kawałka ugoru w kwitnący ogród (mój był zarośnięty ostami i dziką miętą). Chwaściory przetrzebiliśmy, mięta pozostała w nazwie ulicy (Dzikiej Mięty) i częściowo w naturze.
    Teraz, po dziesięciu latach wprost napawam się w eksplozją jego piękna, ach, ach…
    Właśnie teraz jestem na Poście Daniela w Konstancinie, gdzie leczę mój nadwątlony kręgosłup. Wypatrzyłam tu dwa krzewy, jeden zachwycił mnie zapachem, drugi urodą kwiatów. Dzięki spacerowi po Pani ogrodzie wiem już, że to kalina angielska wonna i wiśnia japońska piłkowana Kanzan. Posadzę, dziękuję.
    Dopiero teraz obejrzałam zdjęcia tego urokliwego ogrodu i nie mogłam się powstrzymać przed komentarzem „zanurzona w jordanie pogody”.
    Wszystkim Państwu życzę wspaniałego świętowania jutro!

  108. Twoja wiad.pryw., Zgredzie, co do tej lektury, była intrygująca.
    Uprasza się o szczegóły.

  109. A my dzisiaj zwiedzaliśmy interesujący basen w nieodległym mieście wojewódzkim.

    Ach, co ja czytam!
    Napiszę, jak skończę.

  110. Moja reakcja na widok zdjęcia była dokładnie taka sama jak Mamy Isi. Te same słowa przyszły mi do głowy. Coś cudownego!

  111. Ojej, przepraszam. Wszystkie pudełka bezmyślnie wywaliłam na makulaturę i ratowałam się, jak mogłam. Ale od dziś tylko pudełka! Mam nadzieję, że Patrycje dotarły nieuszkodzone?

  112. Dzięki, Mamo Isi!
    Uszczknęłam ci ja z rana co tam było białego i czerwonego (pigwowiec chiński i rajska jabłonka).

    Aha – Patrycja przybyła! W podartej paczce. To musi jednak być pudełko, pamiętaj.
    Przy okazji pożyczę Ci parę tomów z serii bez Miss Silver. Też fajne, choć w zbyt wielu z nich bohaterka więziona jest w ciemnych lochach.

  113. Ależ cudo – ten patriotyczny bukiecik! Czegoś tak wysmakowanego dawno nie widziałam. Japończycy by oszaleli z zachwytu.

  114. Wiwat! Od wczoraj – mimo złych prognoz – jest cieplej, i słońce nas dogrzewa. I wszystko tak kwitnie jak zwariowane :).

  115. Ja już podśpiewuję!
    Uczepiła mi się zwojów mózgowych ta śliczna piosenka – natychmiast. I trzyma.

  116. Chałupa pachnie konwaliami oraz bzem, świeci słoneczko, a w całym mieście orzeźwiające spowolnienie- Vivat Maj!!! :)

  117. Ładne, nie znałam.
    Noooo to teraz ruszyła lawina wspomnień :) słuchałam SDMu przed maturą.
    A propos: kciuki i pozdrowienia dla maturzystów!
    Będę Ci ja teraz wić gniazdeczko i nucić o bieszczadzkich aniołach.

Dodaj komentarz