W moim ogrodzie…

IMG_9891a

 

…właśnie kwitną, Mamo Isi, cztery rodzaje jabłoni ozdobnych w czterech odcieniach różu.

 

IMG_9892a

 

Pięknie się komponują ze złotym klonem

 

IMG_9886a

 

i z kaliną angielską, wonną

 

IMG_9903a

 

i z kremową magnolią

 

IMG_9896a

 

A tu na pierwszym planie pyszni się różowa japońska wiśnia piłkowana Kanzan.

Dalej ciągnie się długa esowata rabata, na której coraz mniej jest miejsca na byliny, bo krzaki ozdobne postanowiły się rozpanoszyć. Niebieskie kwiatki, zdobiące krawędź rabaty, to brunera – kiedy przekwitnie, będzie nadal dekoracyjna: ma śliczne biało-zielone liście. Białe podłużne bicze to urocza tawuła wiosenna, ślicznie pachnąca. Widać też niekwitnące jeszcze dwie róże („Graham Thomas” przy żardninierze i dalej – pękaty krzak „Claire Matin”). Kwitnie fioletowo bez, a duża lipa za nim właśnie okrywa się listeczkami w moim ulubionym odcieniu zieleni.

I coś Wam powiem: to wszystko – wszyściutko! – co tu widzicie, cały ten gąszcz, przed dwudziestu laty posadziłam na pustawej, łysawej, spalonej słońcem, piaszczystej działce – sama, osobiście, tymi oto rączkami, które może nie są małe, „lecz do pracy doskonałe”. Rączki, i owszem, mam po tych akcjach sfatygowane, kręgosłupik też, ale stwierdzam stanowczo: warto było bezlitośnie fatygować te elementy organizmu. Ogród odpłaca po stokroć włożone weń trudy – i teraz mogę sobie w nim spoczywać bez ruchu, wyłącznie napawając wzrok, węch i poczucie piękna. Od czasu do czasu, co prawda, wyrywam się z błogiej kontemplacji, podnoszę się i pilnie wyszarpuję z ziemi dostrzeżone właśnie chwaścisko (Mala herba cito crescit), ale potem znów się wyciągam na leżaku i nawiedza mnie myśl następująca (nie moja, tylko chińska starożytna): Najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

I jeszcze wyrywa mi się okrzyk: – Hej, ha, faktycznie praca się opłaca!

Po czym wracam do korekty „McDusi” (potrzebnej do tego nowego, pięknego, zbiorowego wydania) i nachodzą mnie bardzo podobne refleksje, wraz z identycznym uczuciem satysfakcji.

Wokół mnie wielki, bujny ogród, który na pewno mnie przeżyje i będzie cieszyć innych. Przede mną – wydanie zbiorowe „Jeżycjady”, o której mogę powiedzieć – z nadzieją – to samo, co o ogrodzie. Przy mnie – liczna rodzina z wciąż nowymi odnóżkami. Piękne widoki!

Zaczyna się od pierwszego kroku, pamiętajcie!

A potem już samo się dzieje.

Coś wspaniałego!

Odwagi!

 

Uściski od

MM

146 przemyśleń nt. „W moim ogrodzie…

  1. Wojtku, dzięki za miłe słowa. Maluch oczywiście już poprawiony, zgrabnie to wyszło, o dziwo.
    Sprawa matki Hajduka została natychmiast po wydaniu „Imienin” zauważona przez pilne oczy czytelnicze i w tomie następnym udało mi się wybrnąć z tej ewidentnej omyłki.
    Za korektę dziękuję!

  2. Szanowna Autorko, ponieważ szykuje Pani wydanie całości- dwie tylko uwagi natury redakcyjnej: 1. W maluchu silnik jest z tyłu, czyli jeśli ktoś otwiera maske z przodu- widzi tylko bagaznik, 2. J. .Hajduk jest w szkole wychowywany przez babcie, a jako dyrektor jedzie pociągiem spotykając Różę do mamy. A w ogóle genialnie Pani pisze. Wojtek

  3. O, jak mi miło! Dzień dobry!
    Tak, pada! Szkoda, że nie mieliście ładnej pogody, zimno jest.
    Co do nowej książki („Chucherko”)- dopiero się nad nią namyślam, równocześnie pilnie robiąc korekty do nowego, zbiorowego wydania „Jeżycjady”.
    Jeśli zdrowie dopisze, może zdążę z „Chucherkiem” na przyszły rok. Celuję na pierwszą jego połowę.

    Pozdrawiam Geniusię, a Was ściskam!

  4. Dzień dobry:)
    Pani Małgosiu! Pozdrawiam wraz z mężem z deszczowego Poznania. Na naszej majówce postanowiliśmy ruszyć śladami bohaterów Jeżycjady! Było nam wspaniale, zajrzeliśmy do kawiarni na Roosevelta 5:) poznaliśmy wspaniała ekipę, która również rozkochana jest w Pani powieściach:) jutro ruszamy na ostatnia podróż do Pobiedzisk:) i wracamy do naszego domu i kota o imieniu Geniusia:) serdecznie pozdrawiamy!
    Ps. Czekamy z niecierpliwością na kolejną część:)

  5. Kochana Pani Małgorzato! Jakie to piękne! I ogród i przesłanie :).

  6. Zimni ogrodnicy się pośpieszyli. A w dodatku duje taki wicher, że mało łba człowiekowi nie urwie. Do niczego z taką pogodą.

  7. Dobry wieczór Państwu, jak mawia Jan Kobuszewski. Siedzę ja sobie, palę fajkę i myślę o niczym. Wszyscy już śpią poza jednym kotem, który czeka, aż ja się położę (bo kot wymaga kompletu w łóżku, jest formalistą). Może już Ulubiona Autorka i reszta Ludu śpi, w takim razie zostałem sam na posterunku, z herbatą, książką i fajką mojego dziadka.

  8. Dziękuję, niezawodne Dziewczyny!! Co za szybki odzew! Skorzystam z pomocy Magdy, która zna mój adres.

  9. Chesterko! Ja mam! Jest jeszcze str 219 na której jest dokończenie bajki o Grzesiu i rozmowa bardzo sennego Marcina z Julianą a na koniec ona mu śpiewa kołysankę oraz str 220 ze spisem treści. Niestety nie mam skanera, ale może zdjęcie ze smarfona dałoby się przesłać? Nie jestem w tym zbyt biegła niestety.
    A ja uwielbiam jeszcze bajkę o młodym Gerardzie i Tei, oraz historię o dumnej Rozalindzie.

  10. Chesterko, sprawdziłam. Jest jeszcze jedna, 219 strona i zamierzam Ci ją wysłać (mailowo), ale najprędzej jutro. Ten weekend majowy jest dla mnie jakoś intensywnie pracowity i dosyć męczący.

    Pani Małgosiu, Pani ogród jest jak z bajki. :)

  11. Muszę dać upust mojej radości – po raz pierwszy od 40 lat trzymam w ręce „Marcina spod dzikiej jabłoni” Eleanor Farjeon! Tęskniłam za tą książką latami, pamiętając zaledwie jedno słowo – Manowce (okazało się być tytułem najpiękniejszej baśni), nastrój i zamazaną wizję ilustracji. Najpierw odkryłam, że to musiał być Wilkoń, reszta już poszła szybko.
    Mam tylko jedno zmartwienie – 2 tom kończy się na stronie 218 i nie jestem pewna, czy wyrwane po niej kartki zawierały cd treści. Może ktoś z Was ma egzemplarz z 1966 roku i może mi powiedzieć?

  12. A Żaba ma dziś 30 urodziny, pamiętacie?
    W Budapeszcie było świetnie, ale podróż nocnym pociągiem (14 godzin, horrendum!) wykończyła mi kręgosłup dokumentnie, pozdrawiam z łoża boleści :(

  13. Droga Autorko, ogród jest zachwycający, a wiosną cieszy najbardziej. Te odcienie różu i zieleni warte są pędzla.
    U nas lada dzień – dwa zakwitnie glicynia i przez 2 tygodnie będzie przypominała obfity, liliowy wodospad. Już się cieszę na ten czas. Siądę sobie na leżaczku i będę ją podziwiać. A dzisiaj z przerażeniem odkryłam jakiegoś podstępnego grzyba na dwóch wielkich jałowcach. Paskudna pomarańczowa galareta u nasady gałązek. Muszę koniecznie je jutro czymś spsikać. Mam nadzieję, że da się to wyleczyć.
    Macham do świeżutkich bliźniaczek, niech rosną zdrowo! I posadzić po drzewku, tak, koniecznie.
    PS. „Liść, dzieło Niggle’a” to jedno z moich ulubionych opowiadań. Liść, drzewo i góry na horyzoncie.

  14. Och, jak tu pięknie! Czy pod jedną z tych jabłoni nie siedzi grajek Marcin otoczony wianuszkiem siedmiu panien?

  15. Liczyłam na opinię eksperta :).
    W wersji elektronicznej cena jest przystępna.

  16. Dla tych, którym dokucza kręgosłup lub inna część ciała: jedziemy właśnie piękną ścieżką rowerową ze Swarzewa nad Zatoką Pucką do Krokowej. Ścieżka zbudowana jest na nasypie dawnej kolejki wąskotorowej, biegnie przez pola kwitnącego rzepaku, tuż przy ścieżce kwitną drzewa i krzewy owocowe, latem i jesienią można z nich zrywać owoce. Na trasie w dawnych dworach ziemskich są restauracje i hotele, ale można też wejść i zwiedzić ich wnętrza. Warto!

  17. Piekny ogrod, DUA!
    Na pewno wspaniale sie w nim odpoczywa i regeneruje sily… I jakie to musi byc wspaniale, satysfakcjonujace uczucie – patrzec na taki bogaty ogrod, wlasnorecznie zasadzony…

    Ja musze sie zadowolic roslinami w domu i na balkonie. W mieszkaniu rosliny pieknie rosna, wspaniale kwitnie mi orchidea, a roza, o ktorej kiedys wspominalam (ktorej bylo zle na balkonie i wolala zostac przeniesiona do srodka) tez niedawno pieknie zakwitla.
    Natomiast na balkonie rosliny nie rozwijaja sie zbyt dobrze, moze z powodu silnych wiatrow i pogody w kratke…

    Milesale, podwojne gratulacje! Ucaluj Dziewczynki w piasteczki! Zycze im wszystkiego, co najlepsze, na pewno sa cudowne.

  18. Sowo P., „Od Valinoru do Mordoru” kusi mnie czasem na allegro, ale ciągle uważam, że nie jest warte tej ceny, której żądają sprzedający. Może jednak się mylę?

  19. „Drzewo i liść” Tolkiena jest wspaniałą opowieścią o byciu twórcą, ale spodobałoby się Młodoście z jeszcze jednego względu: zawiera też esej Tolkiena „O baśniach”.

  20. Ach, jaki to piękny ogród!
    Tak mi się marzy chociaż maleńki kawałek takiego piękna, wobec czego razem z Adamem za radą Sowy uczcimy dzisiejsze święto wytężoną pracą ogrodniczą na działce.
    Wspaniałej majówki życzę wszystkim, a szczególnie tej pierwszej córeczkom Milesale, niech rosną zdrowo kochane maleństwa.

  21. Krzysztofie, czy czytałeś „Od Valinoru do Mordoru” Andrzeja Szyjewskiego (Wydawnictwo M)? Aktualnie do kupienia tylko w wersji elektronicznej.

  22. Pani Małgosiu, jako mała dziewczynka w wiecznie podartych rajstopkach (co tylko mama kupiła nowe, to zaraz gdzieś rozprulam) też przegrywalam z radia na kasety :) A jak tylko odkryłam, że można „się nagrywac” na stare kasety taty, to jeszcze z siostrą i koleżankami nagrywalysmy własne „audycje”, a potem strzeglysmy tajemnicy przed rodzicami :-)
    He, he, były czasy !

    „A teraz maj, dokoła maj wyświęca ogrody…” :-)

  23. „Liść, dzieło Niggle’a” został po polsku opublikowany w tomiku „Drzewo i liść”, zawierającym oprócz tego opowiadania słynny esej Tolkiena o baśniach „Mythopoeia”.

  24. Też to robiłam z wszelką muzyką, MimiM, zanim pokazały się CD. Na kasety magnetofonowe! Z radia!

    Miłego majówkowania, Ludu!
    Śliczna pogoda!

  25. LMM, Aleksandro? :)

    No jasne, przecież nie darmo jej bohaterki tak kochają ogrody!

    A niejaka Pani doktorowa Anna Blythe wygłasza takie oto zdanie: „Mój ogródek jest jak wiara- to podstawa rzeczy spodziewanych” :-)))

  26. Tak sobie zgrywalysmy z kolezankami na płyty piosenki, które nam się podobaly:) ot, takie licealne kolekcje;)

  27. A widzisz, Aleksandro! Wiedziałam, że oko moje nie padło na te literackie kwiatki.
    Dziękuję za trop! Trzeba przeczytać.

    Ryśku to i u was susza? Oj, co ja się dziś natrudziłam. Deszczyk niby był, ale znów ziemia jak popiół.
    Dobra nasza, wpisuję także tego Tolkiena na listę.

  28. Zakwitły kasztany – matury blisko. I Rosa Rugosa – z powodu suszy wszystko za szybko.

    Jest opowiadanie Tolkiena „Liść, dzieło Niggle’a”, w którym ogród odgrywa znaczącą rolę.

  29. Nasza druga ulubiona MM, ta, co to jeszcze ma L z przodu ;) Czytam właśnie jej pamiętniki, bo jakoś nie miałam dotąd okazji i fragment o ogrodzie trafił się jak na zawołanie :)

  30. I jeszcze fragmencik o roślinkach obowiązkowych w staroświeckim ogrodzie.
    „Powinny tam być maki podobne do wytwornych dam w sutych, jedwabnych sukniach, „stulistne” róże – ciężkie, różowe i soczyste, lilie tygrysie niczym wartownicy w przepysznych strojach, „goździki brodate” w pasiastych szatach, lak wonny – ulubieniec mojego dzieciństwa, kłujące i pierzaste boże drzewko, żółte narcyzy, malwy przypominające panny, które pysznią się swą urodą, purpurowe storczyki, różowo-biały „piżmaczek”, melisa i spirea, mydlnica w liliowej sukni z koronką, białe jak śnieg „czerwcowe lilie”, karmazynowe piwonie – „pinie”, aksamitnookie „irlandzkie pierwiosnki”, które nie są pierwiosnkami ani nie są irlandzkie, szałwia i szarłat – a wszystko to stosownie przemieszane.
    Drogie, stare ogrody! Sama ich woń jest błogosławieństwem.”

  31. „Nic na świecie nie ma tyle słodyczy co prawdziwy „staroświecki” ogród. (…) Staroświecki ogród musi posiadać pewne cechy, bez których nie byłby sobą. Podobnie jak poezja, rodzi się z talentu, nie pracy – jego rozkwit jest wynikiem długich lat poświęcenia i troski. Psuje go nawet najdrobniejsza oznaka nowoczesności.
    Po pierwsze, m u s i być ustroniem odciętym od świata – „zamkniętym ogrodem” najlepiej okolonym wierzbami, jabłoniami lub jodłami. Musi mieć schludne ścieżki obrzeżone płaskimi muszlami lub trawą o szerokich źdźbłach, a ponadto muszą w nim rosnąć kwiaty typowe dla starych ogrodów i rzadko widywane w dzisiejszych katalogach – byliny posadzone ręką babci przed kilkudziesięciu laty.”
    Nie mogę się powstrzymać od podzielenia się z Wami takim oto opisem. Rozpoznajecie po stylu, kto kochał takie ogrody?

  32. Dobry wieczór!
    Za tyle dobra dostała Pani raj. A raczej zrobiła go sobie sama! Jak to cudownie przez wiele lat patrzeć na owoce swojej pracy, rosnąć razem z drzewami!
    A przy tym, jak przyjemne jest uczucie porządnego zmęczenia. Takiego, żeby potem wziąć prysznic, lec w łóżku, a następnego dnia nie móc się ruszyć.
    Ja osobiście uwielbiam jeszcze mycie rąk ubrudzonych ziemią. Nie będę mamić, że chodzi o wzniosłe interpretacje oczyszczania strudzonych dłoni, ale o same rozchlapywamie się brązowych plam. I widok czyściutkich palców. ;)

  33. Święto Pracy należy uczcić wytężoną pracą – najlepiej ogrodniczą. Posadziłam już borówki amerykańskie, a jutro posadzę jeszcze żółtą malinę i dynie ozdobne.

  34. No! Zaczynamy majówkę!
    Miłego próżnowania! (Ja tam nie próżnuję – bo korekty – ale Wam wolno)

    Pięknej pogody!

  35. Milesale, nie żałuj sobie ani hormonów ani łez! Płacz sobie kobieto jak bóbr rzęsiście, a łzy skrzętnie do słoika zbieraj, podlejesz później zasadzone drzewka.
    Młodosto, ach gdyby Pani wiedziała pisząc wczoraj o nas „pogodna rodzinka” jakie czarne chmury po głowie mi się snuły! Cóż, chmury to po pierwsze też pogoda, a po drugie ponad nimi zawsze świeci słońce. Tego staram się trzymać.

  36. Nie pojmuję, co z tymi kotami. Wyobraź sobie Professore, że moja kotka ma to samo.

    Dzień dobry Wszystkim :)

  37. Ja już przepadłam. Pierwsza w świecie książka o różach Mary Lawrance, historia pergoli ogrodowych, książka kwiatowa Waltera Crane’a, historia brytyjskiego szaleństwa na uprawę Aspidistry, dywan przebiśniegów w Welford Park, Poppyland…
    The Gardens Trust nazywa się to miejsce w sieci, gdyby ktoś jeszcze chciał zajrzeć.

  38. O, lipa też byłaby cudowna.
    Sowo, dzięki za linka w wiad.pryw. Będę zaglądać.(Jak już skończę z korektami)

  39. Milesale, przyłączam się do gratulacji. Podwójne szczęście, podwójna radość!
    Przy narodzeniu córeczki sadzono kiedyś lipę.

  40. Dzień dobry!
    Co za śliczny pomysł, Milesale! Jabłonie? A może jabłonie ozdobne?
    Co do hormonów: prawda szczera. Powodują falę wzruszeń przy byle okazji. Chyba tak to właśnie musi być – wszystko to jest młodej mamie potrzebne, by funkcjonować należycie, przejawiać należną czujność i skłonność do poświęceń oraz stałej opieki.
    A u Ciebie to podwójna porcja musi być!

  41. Dzien dobry!
    Dziekujemy przeslicznie za wszystkie dobre zyczenia, cos chyba na rzeczy z tymi hormonami, bo sie splakalam ze wzruszenia. Jestescie kochani!
    W temacie ogrodowym, nie moge sie doczekac rozprawy z chwastami i ogolnego porzadkowania naszego skalnego ogrodka.
    I namawiam Tate dziewczynek, zebysmy posadzili dwa drzewa dla nich z okazji urodzin. Chyba chcialabym owocowe. A dla mnie, nareszcie, dlugo obiecywany krzew bzu.

  42. Milesale, wszelkich łask Bożych dla córeczek:)

    Ateno, zdublowałaś „i”! To niesłychane! Co prawda nie zauważyłam tego, ale chyba nie przeżyję powyższego załamując się moralnie, jak zwykł był mawiać Konstanty Ildefons.
    To mi przypomina, jak Gerald Durrell opowiadał o Grekach, że każdą okazję dramatyczną wykorzystują do imentu, bo sprawia im to wielką radość.

    Zgredzie, nie wiedziałam, że Cię nieustannie prowokuję, ale skoro tak, będę to teraz robić z pełną świadomością.;)

    Mimi, bardzo dziękuję za komplement.

    Sowo, zapewne po coś do tej taczki właziła w białej sukieneczce, ale po co – któż to teraz zgadnie?

  43. Dobranoc Państwu, kończę jeszcze zaległą pracę i oddalam się, mrucząc. Swoją drogą, to strasznie zaraźliwe zachowanie. Robi tak również mój kot.

  44. Masz rację, Ateno, to bardzo przydatne doświadczenie. I rzeczywiście – przyda się „Chucherku”.

    Wójciku, kiedyś to zrobisz.
    Wiewióreczki zostawisz w mieście, a sama z Wiewiórkiem – hop! Na wieś.
    Ależ będzie śmiganie po sosnach!

    Bożenko, dla mnie tych 20 lat to było jedno mgnienie oka. Naprawdę.
    A rośliny przez ten czas całkowicie się przeobraziły.

  45. Korekta „Mcdusi”, tzn ze juz blizej konca. Dobrze sobie tak odswiezyc calosc, przyda sie do tworzenia „Chucherka”.
    Mamo Isi, przepraszam za zdublowane „i” w poprzednim komentarzu.
    Pewnie kilku rodakow poczulo sie urazonych, ci sa straceni dla swiata, brak poczucia humoru.
    Alku, przynajmniej robisz uzytek z darow natury.

  46. Ilekroć oglądam zdjęcia z ogrodu Starosty, mam ochotę natychmiast sprzedać mieszkanie w mieście i kupić kawałek ziemi na wsi, wybudować dom i założyć ogród. Ale to się tylko tak mówi …
    Na razie cieszę się, że u nas pada, a po drugiej stronie ulicy mam ogród botaniczny. Też piękny, ale ma tę wadę, że nie mogę po nim pochodzić w nocy, w koszuli nocnej. Koniecznie perkalowej.
    ” W moim ogrodzie” – znam tę piosenkę i mimo że jest ładna, niezmiennie mnie denerwuje z powodu jednego wersu. Zawiera on bowiem błąd i to mi strasznie zgrzyta za każdym razem. No tak już mam.
    ” … co się przegląda nad tafli wodą…” Jaka to jest tafla, która posiada wodę???

  47. Ogród – marzenie.
    Dwadzieścia lat!

    Kazimierz Wierzyński
    Ogrodnicy

    Ogrodnicy rzeźbią ziemię,
    Poprawiają jej rysy:
    Chcą upiększyć moją najpiękniejszą,
    Ugładzić moją niespokojną,
    Uleczyć moją zatrutą.

    (…)

  48. Do samochodu używam żarówek firmy o identycznym temacie słowotwórczym, ale o innym przedrostku.
    Przedrostek pochodzi od obcojęzycznej nazwy wolframu.

  49. Zgredziku (wiad.pryw.)- nie, nie znam tej książki, nawet nie wiedziałam, że wyszła.
    Po uszy zatonęłam w złotej erze angielskiej powieści detektywistycznej i nieustannie odkrywam nowe skarby.

  50. Czołem Alku, profesorze in spe!
    Dziś u mnie padało po dziewiątej rano, ale potem nie wiem, bo mnie tu nie było.

    Wszystkiego dobrego dla nowego pokolenia!

    Mamo Isi, jak ja lubię, jak Ty mnie prowokujesz, ale będę głośno milczał.

    A może Starosta posłucha tej piosenki?
    Czy ja źle zrozumiałem, czy Mimi nagrywała płyty?

  51. Burza! Pierwsza w tym roku.

    Ogród przepiękny. Mam nadzieję, że kiedyś się takiego dorobię, bo teraz mamy jedynie mały ogródek. Ale zawsze to już jest gdzie się wprawiać.

    O, Alek wrócił. :)

    Milesale, cieszę się bardzo i składam serdeczne gratulacje. Jak ja lubię, gdy dzieci się rodzą. Cudowne. Piękne. Wspaniałe.

  52. Mamo Isi, ten wpis o fraternizowaniu się z naturą to kawałek porządnej epiki! Ma wszelkie widoki na bycie fragmentem niezłej prozy!

    Może spróbuj go przybrać w jakieś ładne opowiadanko??? :-))))

  53. Szalenie się cieszę, bo mógł to być przecież przelatujący kondor, albo inna latająca forteca.

    Ateno, nie wyobrażasz sobie, jak mi się podoba, że nazwa tej firmy bawi kolejne pokolenia Polaków nie wywołując w nich natychmiastowego pragnienia zgłoszenia pretensji o antypolonizm, być może połączonego z żądaniami odszkodowań za straty moralne. Dobrze być Polakiem.

  54. MI – no, o tym samym pomyślałem, czyli o poczytaniu Tolkiena, tyle że książki nie mam pod ręką. Mam na dysku wersję cyfrową, ale nie przepadam, oraz audio, całkiem nieźle czytane, tę niszę jednak zajmuje obecnie Dumas i „Dwadzieścia lat później”. Więc idę posłuchać „W moim ogrodzie” (fonotekę też mam obfitą).

  55. W powiecie tarnowskim (Małopolska) również pada nieprzerwanie od sobotniej nocy i od razu zieleń stała się zieleńsza.
    Co do ogrodu – piękny, Pani Małgorzato. Ja również mam koło domu kawałek ogródka i cieszy bardzo, szczególnie w upalne dni leżak i książka w cieniu drzewa, gdy wokół brzecząca i pachnąca przestrzeń – raj!

  56. Przyznam się, że nie wytrzymałam i kupiłam nie tak dawno „Tajemniczy ogród” (w Bonito) – nowe wydanie z wyjątkowymi w urodzie i nastroju ilustracjami Ingi Moore i przeczytałam w całości. Po latach nadal miła lektura. A Geralda Durrellla też bardzo lubiłam czytać, niestety do Korfu tylko podpłynęliśmy promem, trochę postaliśmy bez możliwości zejścia na ląd, szkoda.

  57. Mamo Isi (wiad.pryw.)- ależ oczywiście, Isia ma rację.

    Alku, o rany, ta Wasza śliczna magnolia też ucierpiała?
    To zawsze jest bolesny widok.

  58. Athina, bogini, dziękuję, ale już właśnie przestałem potrzebować śniegu. Dzisiaj przez moje podwarszawie przeszła nawałnica zapoczątkowana gradem. W związku z tym ja mam lód do whisky, a pozostałości kwiatków w ogrodzie przemawiają słowami Adasia Miauczyńskiego.

  59. Hałdy śniegu w Chicago, szczyt wszystkiego. Co prawda to Amerykanie zaczęli te głodne kawałki o globalnym ociepleniu, to się wspomniana Matka Natura w końcu zdenerwowała. Ale dlaczego biedna Atena ma cierpieć?!

    Krzysztofie, narobiłeś mi smaku. Chyba polezę na górę i wezmę „Hobbita” do czytania.

  60. Mamo Isi – cieszmy się że krowy nie mają w zwyczaju przysiadywać cichaczem nad hamakiem.

  61. Mamo Isii:)
    Nawet nie wiesz jak sie kiedys ucieszylam na widok takiej zarowki tutaj.
    Tak samo straszyla, ale tylko Polakow.

  62. Biedna nasza Bogini! Właśnie przyszły od niej zdjęcia, przedstawiające hałdy śniegu w Chicago.
    Oj, daleko tam do wiosny! Nic dziwnego, Ateno, że napawasz oczy zdjęciami ogrodu.
    Trzymaj się ciepło!

  63. O święta Genowefo, „wdzięczne zdjęcie dziewczęcia siedzącego w taczce (w białej sukience)”!
    Już to widzę w naszych realiach. Starosta ma nawet w ręku dowody na to i być może nie zawaha się ich użyć.;)
    Na szczęście skończyłam robotę i taczka już opróżniona z kuszącej czarnej brei.
    Dzisiaj więc panienki zbudowały chatkę Puchatka dla Kłapouchego.

  64. Fraternizowanie się z naturą niesie ze sobą element ryzyka. Po południu znalazłam wolną chwilkę, żeby zdrzemnąć się na hamaku zawieszonym pod sosną. Obudziło mnie solidne pacnięcie w rękaw polarka. Myślałam, że to szyszka, ale okazało się, że to solidna gołębia kupa. Spojrzałam do góry i w istocie – jakieś 5 metrów nade mną tkwił ogromny kuper gołębia skalnego (tzn. tkwił cały gołąb, który też sobie uciął drzemkę poobiednią, ale bezpośrednio w polu widzenia był ww.kuper. Taki gołąb gorszy jest od żarówek znanej firmy, bo te w końcu tylko grożą. Ta natura za wiele sobie pozwala, ot co.

  65. Przyjemnie jest usiasc (wirtualnie) w tak szczegolowo opisanym, pieknym ogrodzie.
    Nie moge sie napatrzec.
    Gratulacje Milesale. Prosze ucalowac w piasteczki i powitac na swiecie dziewczynki.
    Witaj Alku.
    Jesli ktos chce deszczu lub sniegu to ja sluze uprzejmie, mam w nadmiarze.

  66. „A droga wiedzie w przód i w przód,
    Choć się zaczęła tuż za progiem –
    I w dal przede mną mknie na wschód,
    A ja wciąż za nią – tak, jak mogę…
    Znużone stopy depczą szlak –
    Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
    Gdzie strumień licznych dróg już wpadł…
    A potem dokąd? – rzec nie mogę”.

    Tak sobie podśpiewywał imć Bilbo Baggins. Pewnie czytał Konfucjusza…

  67. Sowo, bardzo ciekawe masz lektury. Kuszące!
    Niestety, wciąż muszę robić korekty.

    Mimi M, dziękuję za Dantego.

  68. To słowa, jeśli się nie mylę. Konfucjusza, a w każdym razie na pewno pochodzą ze starożytnych Chin.

  69. Ja rowniez mam wspomnienie zwiazane ze wspomniana tu piosenka zespołu Daab. Leżałam w łóżku z jakąś paskudną gorączką i postanowiłam włączyć sobie płytę (taka standardowa „skladanke”, jak się to w czasach liceum nagrywalo). W pewnym momencie zabrzmiało: ” W moim ogrodzie”, i już można się było przenieść w wyobraźni do niego;) od razu poczułam się lepiej!

    Milesale, podwójne gratulacje!! Wiele szczęścia i zdrówka dla Was!

    „TRZY rzeczy zostały z raju- kwiaty, gwiazdy i oczy dziecka ” Dante Alighieri

  70. Pani Małgosiu, co za piękne, mądre, prawdziwe słowa – „najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku”. A kiedy się już odwazymy go postawić, czeka nas wiele wspaniałych niespodzianek, tak więc odwaga jest rzeczywiście nieodzowna :) bo i życie jest jak ogród, zaczynamy od drobnych rzeczy , a potem wszystko toczy się dalej, często w zaskakujący sposób! A my , zdumieni, przygladamy sie temu łańcuchowi zdarzeń i spotkań. Bardzo dziękuję za te piękne, krzepiące słowa i zdjęcia wiosennego ogrodu! Serce rośnie!

  71. O drzewach (lesie) i warzywach w ogrodzie też są książki pani Jekyll. No, ale jej posiadłość była ogromna, były w niej lasy i jeziora. Książka o dzieciach w ogrodzie jest bardzo wiktoriańska w stylu (zadowoli tylko grzeczne dziewczynki, które lubią bawić się w popołudniowe herbatki w kwiatowym ogrodzie), ale miło się ją czyta. Zaczyna się tak: „(…) I ought to know I am quite an old woman. But I can still – when no one is looking – climb over a five-barred gate or jump a ditch”. A w taczce siedzi zdaje się sama Gertrude: „a grown-up wheelbarrow was a very comfortable thing to sitting when you are tired, particularly if you got a cushion or even an old sack in it”.

  72. Gerald Durrell jest po prostu świetny w oryginale; tłumaczenie zupełnie mi nie leży. Mam komplet tego, co stworzył. Również śliczne cztery książeczki dla dzieci.
    Kochany Starosto, rano poszła paczka; kiedy dojdzie, nie wiadomo.

  73. Mamo Isi, pani Jekyll napisała również książkę „Children and gardens”. Jest w niej rozrysowany projekt domku zabaw i kuchni herbacianej, rozdział o jeżach i nietoperzach, a także wdzięczne zdjęcie dziewczęcia siedzącego w taczce (w białej sukience). Tak że nie tylko kwiatowy impresjonizm. O wodnych ogrodach też napisała książkę.

    Jakoś jesienią ukazała się w Polsce książka „Durrelowie z Korfu” Michaela Haaga (Noir sur Blanc).

  74. Alku, ależ znamy i kochamy zwłaszcza Geralda.
    Na Korfu jest też muzeum w domu znakomitej rodziny D. Mieliśmy tu kiedyś – na dawnej stronie – fotoreportaż od niezapomnianej Jelly.

    Wędrująca Wspak Biedronko, uściski!

  75. Nasz Zgred i Wilk Morski zafluidowali z tym utworem Ulubiona Autorko :) I ja należę do jego fanek. Magiczny utwór, miłe wspomnienia.
    A tymczasem zajadając maminy rosołek tonę w pięknie Pani ogrodu.

    Istotki Niewielkie całuję w piąsteczki, a ich Rodzicom serdecznie gratuluję :)

  76. Nawiasem mówiąc, jeśli są tu obecni naturaliści (w co nie wątpię), na pewno znają twórczość i osobę Geralda Durrella (Lawrence Durrella również, ale to inny temat). Otóż ostatnio w parku w Kerkyrze widziałem solidne popiersia obu pisarzy (porządnie już wybłyszczone pocałunkami wiernych, zwłaszcza elementy wystające). Mieszkańcy Korfu cenią Durrellów wiedząc, że popularność zawdzięczają głównie twórczości tych dwóch Brytyjczyków. Obu z kolei urodzonych w Indiach, to tak, żeby było bardziej skomplikowanie.

  77. Dzień dobry, prawdziwie wiosenne! Młodosto, ach, co za cudny, cudny ogród! Mieniące się biało- różowo drzewa zachwycają. Gratuluję!

    Chińskie przysłowie zadziwiło mnie fluidowo- niedawno bowiem odświeżałam sobie „Dz. Piątku”, a w dodatku uczestniczyłam w spotkaniu po latach- z przyjaciółmi, z którymi kiedyś kawał drogi przewędrowałam. :)

    Milesale, całuski dla kwietniowych Przybyszek!

    I ja bardzo się cieszę z powrotu Alka, szaleję wprost za jego wpisami! :)

    Z ukłonami
    -Biedronka

  78. Żebyż to można było traktować ogród li i tylko jako cudnie zestawione kolorystycznie i fakturowo rośliny w prawdziwe dzieło sztuki, ale przecie on jeszcze musi mieć teren zabawowy dla dzieci, drzewa, na których te huśtawki, liny i hamaki się zawiesi, miejsca do czytania, modlenia się, czy opalania piegów, kapliczkę, ptasie budki lęgowe, poidełka, karmnik, alejki do jeżdżenia na rowerku, grzędy warzywne, gdzie się posadzi ogórki, pomidorki, dynie i cukinie, pergolę, na której rozepnie się winorośle, wiatę na drewno do kominka, stół i fotele ogrodowe na letnie uczty, jakieś oczko wodne z choć paroma żabami wykonującymi wieczorami żabie chóry, etc.

  79. Alku, nasz profesorze: ziemi dokup! Z pół hektara! Posadź las – głównie buki.
    To mi dopiero życie, to mi dopiero twórczość!

  80. Ach, Sowo!
    Zgadzam się z każdym słowem.
    I jak pięknie to pani Jekyll napisała, jak trafnie!
    Dziękuję!

  81. Tak, i ta zgryzota, kiedy na coś zachorują. Ostatnio jakiś grzyb rzucił mi się na ogród, a nie chciałam stosować chemicznych fungicydów. No i na szczęście odkryłam polyversum – jest to inny grzyb, który zżera tamte grzyby. Odkrycie stulecia i to chyba polskie.

  82. C.d.
    „It is just in the way it is done that lies the whole difference between commonplace gardening and gardening that may rightly claim to rank as a fine art. Given the same space of ground and the same material, they may either be fashioned into a dream of beauty, a place of perfect rest and refreshment of mind and body—a series of soul-satisfying pictures—a treasure of well-set jewels; or they may be so misused that everything is jarring and displeasing. To learn how to perceive the difference and how to do right is to apprehend gardening as a fine art. In practice it is to place every plant or group of plants with such thoughtful care and definite intention that they shall form a part of a harmonious whole, and that successive portions, or in some cases even single details, shall show a series of pictures”.

  83. „I am strongly of opinion that the possession of a quantity of plants, however good the plants may be themselves and however ample their number, does not make a garden; it only makes a collection. Having got the plants, the great thing is to use them with careful selection and definite intention. Merely having them, or having them planted unassorted in garden spaces, is only like having a box of paints from the best colourman, or, to go one step further, it is like having portions of these paints set out upon a palette. This does not constitute a picture; and it seems to me that the duty we owe to our gardens and to our own bettering in our gardens is so to use the plants that they shall form beautiful pictures; and that, while delighting our eyes, they should be always training those eyes to a more exalted criticism; to a state of mind and artistic conscience that will not tolerate bad or careless combination or any sort of misuse of plants, but in which it becomes a point of honour to be always striving for the best.”
    Gertrude Jekyll – „Colour in the Flower Garden”.

  84. Dzień dobry w pochmurny ranek. Prognoza (na Meteo) wprawdzie nie zapowiada, ale może jednak coś spadnie. Na razie przyswajam drugą kawę i staram się zrozumieć co to znaczy, że obecnie moja działalność będzie polegała na umiejętnym wypełnianiu czterech slotów. Praca naukowca coraz bardziej przypomina ogarnianie kuwety przez koty z dowcipu. Albo mawiał jeden z bohaterów Bułyczowa: cóż ja tutaj, prosty profesor… Gdybym miał większy ogród niż te moje pięćdziesiąt metrów, chyba przerzuciłbym się na uprawę. Efekty szybciej widać i biurokracji chyba mniej. Muszę jakoś podkosić trawę, przynajmniej te wiechcie, co zaczynają przesadnie wyrastać pomiędzy kępami koniczyny itp. chwastów, które pozostawiamy dla owadów latających. Nasz ogródek jest bardzo przyrodniczy, innymi słowy bałagan w nim straszny. Ale lubią go trzmiele, motyle, koty oraz jeże.

  85. I jeden z największych cudów na Ziemi, Mamo Isi.
    Co do uogólnienia: trafne! Czynić sobie Ziemię poddaną. Ale przede wszystkim: przyjaźnić się z nią, dobrze jej życzyć i współtworzyć z nią żywe piękno. Często mam wrażenie, że maluję i rzeźbię tymi roślinami. A jeszcze częściej – że opiekuję się nimi jak własnymi dziećmi.

    I w związku z tym – Krzysztofie, ach, jaka ładna ta piosenka, nie znałam.

  86. Milesale, serdeczne gratulacje!!!
    Czyli jednak kwietniowe panieneczki :) – tu są tulipany dla trzech dzielnych kobiet (wyjaśniam, bo nie wiem czy ze względów technicznych da się zobaczyć)
    Ja też jestem urodzona w kwietniu, dlatego chyba najbardziej kocham wiosnę. Ale gdybym była i z listopada też pewnie bym ją kochała. ;)
    Pani Małgorzato dziękuję ☺
    Piękny, piękny ogród.

  87. Tak sobie myślę, że to można by uogólnić. Bo właściwie taki jest sens życia: zamieniać łyse klepisko na kwitnący raj.

  88. Tylko tytuł przeczytałem i natychmiast przyszło skojarzenie z wielkim niegdyś przebojem zespołu Daab. Jedna ze zwrotek tak brzmi:

    Aż pewnej nocy puściły lody,
    Ogrodu serce mocniej zabiło,
    Przyszłaś, nabrałaś źródlanej wody
    I napoiłaś, a wszystko ożyło.

  89. Aaa! Hura! Coś tak czułam, Milesale, że to już ta pora!
    Najserdeczniejsze gratulacje! – ach, dwie córeczki za jednym zamachem!
    cudownie!
    Całuję małe czółka.

  90. Droga Kochana Pani Malgorzato,

    Tak wlasnie, od pierwszego kroku sie zaczyna wszystko. Mysmy postawili pierwsze niesmiale kroczki (choc z przytupem radosnym;)) w piatek po poludniu.
    Dziewczynki malenkie, szczegolnie jedna, ale widac, ze beda z nich twarde sztuki, mniejsza na pewno zostanie karateka- doskonale sie spisywala juz w brzuchu dokopujac sie do moich zeber, a teraz cwiczy wykopy i uderzenia z piesci w inkubatorze.
    Swietne sa.
    Dzis im recytowalam Pania Twardowska, tylko ciut, bo tylko troszke pamietam, bardzo sobie milo spaly w tym czasie. A lada moment bedziemy czytac Andersena, tylko czekam az moja Szancerowska wersja dojedzie z Polski, bo to musi byc ta sama ksiazka, ktora ja czytalam oraz mnie czytano.
    Taka tradycja.
    Och, ciesze sie!!

  91. Ach, Nini (wiad.pryw), przepraszam za pomyłkę, która raczej była fluidem, bo w tejże chwili myślałam intensywnie o Nutce i czekającym ją już niebawem Wielkim Wydarzeniu.

    Już poprawiłam.
    Ściskam czule!

  92. KokoszaNel, dziękuję za piękne zdjęcia – tak, pamiętam to drzewo! – i gratuluję rodziny!

    Karino, dziękuję za wieści z Krobi – bardzo mi miło!

  93. O, i ja lubię tę powieść, Irysku. I często sobie przypominam tajemniczy ogród i jego szczegóły.

  94. Dobranoc, Alku! Do jutra!

    Nini, dziękuję za obszerną i ciekawą wiadomość prywatną. W sprawie czeremchy: nie, nie mam jej! Ale kto wie, może jeszcze ją sobie zafunduję.
    Piękna opowieść o Babci i koleżance. Moja Mama też była Zośką.

  95. Ależ tu malowniczo! Piękno w naturze, piękno w sztuce – pociecha tego świata, ratunek dla duszy. „Bo piękno na to jest by zachwycało/ Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”. Tak od razu nasuwa się ten cytat:) Śliczny domek dla skrzydlatych. Dziękuję Kochanej Autorce za te widoki. Bardzo lubiłam w dzieciństwie czytać „Tajemniczy ogród” Frances Burnett, też tak zachwycająco budził się do życia.

  96. Ako (wiad.pryw.), byłoby wspaniale, lecz najpierw muszę doprowadzić kręgosłupik do porządku.
    Gratuluję dobrego wyboru!;)

  97. Dobranoc, tymczasem idę lec w robaczywe łoża. Do jutra, jeśli los pozwoli, Ulubiona Autorko, do jutra, Ludu.

  98. Och, jakże miło będzie gościć tu profesora i gwarzyć z nim sobie beztrosko.:)
    Pisanie po to, by nic już nie przeszkadzało w robocie (ogrodowej) jest mi znajome. Rozumiem Twą ulgę bezgraniczną, Alku.

  99. A wracając do wiosny: na Mazowszu wreszcie trochę dziś pokropiło. Ale ogólnie jest koszmar. Niestety, to było do przewidzenia. Piszę właśnie artykuł na temat niszczenia zadrzewień i ogólnie osuszania terenu w sytuacji, kiedy trzeba chronić to co jest, natychmiast sadzić drzewa gdzie się da i póki jeszcze można i gromadzić wodę. Ale poczekam z wysyłką, aż będę mógł podpisać jako profesor, bo bez tego jeden z drugim decydent nawet nie przeczyta. Jestem realistą.

  100. Napisałem, Madame, poniekąd też dla świętego spokoju, już nic mi nie będzie w robocie przeszkadzać.

  101. Ako!:))))

    Zgredziku (wiad.pryw.) ad 1 – poniekąd już się to stało, he, he. Lecz od czegóż regeneracja.
    Ad 2 – niestety, żadnych znajomości w stolicy, w tej dziedzinie. Zresztą gdzie indziej tez nie.

  102. Super, dojadę wszędzie, gdzie i kiedy tylko będzie Pani chciała. Mieszkam w centralnej Polsce, więc mam wszędzie blisko :)

  103. Może się kiedyś uda, Ako!:)

    Zgredziku, a wiesz, nawet nie pomyślałam o tym. Samo brzmienie tych słów – „W moim ogrodzie” – sprawia, że serce mi żywiej bije. Tak lubię mieć swój ogród! Zawsze o tym marzyłam. I proszę.

  104. Młodzieży wyjaśnię, że „W moim ogrodzie” to incipit pewnego przeboju (lubię go) sprzed wielu lat.

  105. Ako, na Helu, wiosnę podziwiać z roweru! Ojejku!- też bym chciała.
    Aleksandro kochana, dziękuję za dobre słowo.

  106. W samą porę Ci odpuściło: wiosna w rozkwicie! Szkoda byłoby nie zauważyć takich śliczności.
    Czyli co, naprawdę napisałeś?! Gratulacje!

  107. Niee, nic aż tak głębokiego się nie działo. A ja teraz jestem dosyć szczęśliwy, bo nic ode mnie nie zależy, recenzenci recenzje piszą, kiedy napiszą, to napiszą, a ja mogę zająć się normalną pracą i podziwianiem wiosny. Dopiero kiedy odpuściło poczułem, jaki byłem sprężony wcześniej. Spora ulga.

  108. A my uciekliśmy dzisiaj przed deszczem na Hel i przejechaliśmy na rowerach 50 km. Było pięknie: na Helu dopiero kwitną forsycje :)

  109. Aaa, zdrowie! Tego się obawiałam.
    Alku, tylko się trzymaj dzielnie! I dbaj o nie!

    A myśmy tu sobie różnie tłumaczyli Twoją nieobecność – przychodziło mi do głowy, że może urodziło się w Twej rodzinie jakieś nietoperzątko (skoro był ślub i weselisko) i że zostałeś użyty do opieki. A to absorbuje.

  110. Dziękuję za powitanie, Ulubiona. U mnie znośnie, pojawiam się po długiej nieobecności, bo już lepiej. Przez ostatnie pół roku i troszkę uprawiałem nową dziedzinę sportu wyczynowego, bardzo ostatnio popularną (będzie taka jeszcze przez dwa dni). Zdążyłem i teraz leczę rany, bo moje zdrowie też się trochę w ten wyścig wkręciło, jak broda w wyżymaczkę.

  111. Jak cudnie!!! Wszystkie słowa, które mi się cisną do głowy wydaja się niewystarczające.

  112. Ooo, jaki miły nietoperzyk wleciał tu po długiej nieobecności!
    Jak tam, Alku? Czy wszystko dobrze?

  113. Cała przyjemność po mojej stronie!
    Brunera – nadzwyczaj godna polecenia. Wytrwała, odporna, dekoracyjna, bujnie rośnie.

    Blanko – Arthur Bell rośnie i u mnie. Jedna z lepszych róż. I jak pachnie!

  114. Ach, cudo! Co za kwitnący, rajski, pachnący gąszcz! Kochany Starosto, mniej to znane dzieło Twych rąk, ale równie wspaniałe jak Jeżycjada. Ile tam wspaniałych egzotycznych odmian krzewów ozdobnych! Jakie malarskie zestawienia! I jaki wytworny karmnik! Oglądam i oglądam i naoglądać się nie mogę.
    Aż sprawdziłam Claire Matin, bo nie znałam – różowa, pnąca, o czerwonych pędach. I brunerę musiałam sprawdzić. Bardzom ciekawa tego widoku w czerwcu. I lipa – muszę ją gdzieś zmieścić w naszym ogrodzie, choćby tam nie wiem co.
    Nb. stwierdzam u siebie ten sam objaw. Co siądę, żeby ponapawać się widokiem, zaraz dostrzegam jakieś chwaścisko, zrywam się i wyrywam. Toteż od pewnego czasu wolę odpoczywać na hamaku – na niebie jako żywo chwastów nie bywa. Poza tym mój kręgosłup to woli.

  115. Zachwycający ogród, Droga Autorko! Dziękuję za te zdjęcia i opowieść, bardzo dla mnie krzepiącą. Sama właśnie zabieram się za swój mały ogródek, w którym, póki co, jest jedynie przegląd chwastów polskich…
    No i Arthur Bell

Dodaj komentarz