
(zdjęcie źródła pochodzi ze strony beskidsądecki.pl)
DC KrzysztO, nasz Wilk Morski, prawdziwy nawigator, już jest na pokładzie olbrzymiego tankowca, na dalekich wodach. Zabrał ze sobą w ten długi rejs całą walizkę książek i tak oto do mnie pisze:
Czytam teraz „Świadkowie nadziei”, zapis rekolekcji, jakie w 2000 roku wygłosił na Watykanie kardynał Nguyen Van Thuan. Sam także był świadkiem, bo bardzo potrzebował nadziei, kiedy przez trzynaście lat był więziony przez reżim komunistycznego Wietnamu. Przytacza wiersz Charlesa Péguy, który pozwolę sobie tutaj przepisać:
Pytamy, jak to możliwe,
że ta fontanna Nadziei wiecznie tryska wodą,
wiecznie nową, świeżą, żywą…
Bóg odpowiada:
dobrzy ludzie, nie jest to wcale takie trudne…
Gdyby chciała ona uczynić swe źródła z czystej wody,
nigdy nie znalazłaby jej dosyć
w całym Moim stworzeniu.
Ale to właśnie ze złych wód
czyni ona swe źródła czystej wody.
To właśnie dlatego ma jej zawsze pod dostatkiem.
Ale i dlatego jest ona Nadzieją…
I to właśnie jest najpiękniejszy sekret,
jaki istnieje w ogrodzie świata.
(tłum. Beata Nuzzo)
Takiej Nadziei w naszym zepsutym świecie, pełnym złych wód, które jednak mogą w źródlane się przemienić – życzę i pozdrawiam serdecznie –
K.
***
Bardzo poruszający to wiersz, Krzysztofie, dziękuję, nie znałam go!
Prawdę mówiąc, nie wiem dlaczego, dreszcz mi przebiegł po plecach, kiedy go przeczytałam.
Charles Péguy (urodzony w 1873 roku w Orleanie, student Bergsona, francuski poeta i eseista, który zginął na froncie w roku 1914, postrzelony w czoło) ubrał w poezję szczerą, praktyczną prawdę. Ten najpiękniejszy, metafizyczny sekret w ogrodzie świata jest zarazem dobrze nam znanym faktem: tak właśnie przecież – z wszelkich wód, nie tylko opadowych, przenikających poprzez glebę – powstają najczystsze źródła.
Każdy wie o tym doskonale i już się nawet nad tym nie zastanawia. Tajemnice stworzenia otaczają człowieka ze wszystkich stron, są tak niezliczone, że aż przywykł do powszechności niesłychanych cudów. I nawet pozwala sobie na zwątpienie!
Jakże niesłusznie.
A skoro o cudach mowa: dwa przykłady z Singapuru, dokąd dopłynął nasz KrzysztO (zabierając w tej walizce i Zgryzotkę). Odwiedzili razem tamtejsze Gardens by the Bay i natknęli się na drzewo, opisane jako Cannonball Tree:

A zaraz potem ujrzeli takie oto dziwadła, które chyba jednak nie są dziełem natury, tylko zręcznych ogrodników. Chociaż, kto wie? „Ta natura jest niezmierna!”. Zgryzotka, jak widzimy, aż padła z wrażenia na pierwszy lepszy kamień!

Dziękuję, nasz drogi Wilku Morski, i życzę, żeby pozostałe trzy miesiące rejsu minęły jak najpomyślniej!
MM








Cha cha cha! ale fajne limeryki o Niechciałce – przeuroczej, rodzinnej miejscowości mojego męża! Serdecznie pozdrawiamy z Krakowa, ale już wkrótce również urlopowo z Niechciałki! Sławek i Aśka
A to dobre, Aleksandro! He, he :-) już lubię tę dziewczynkę :-)
Aleksandro, ja też się uśmiecham, także do Ciebie, niezawodnej.
Bardzo dziękujemy i odwzajemniamy uściski!
Uff, trzy dni egzaminu gimnazjalnego za mną (tyle, że z tej drugiej strony). Do obowiązków członka zespołu nadzorującego (tak się fachowo nazywają ludzie czuwający nad właściwym przebiegiem egzaminu) należy m.in. sprawdzenie, czy uczeń właściwie zakodował arkusz i nie pominął jakiegoś zadania. Przeglądając pracę z matematyki jednej z gimnazjalistek na stronie przeznaczonej na brudnopis ujrzałam starannie wypisaną… fraszkę Sztaudyngera o mnącym życiu. Dziewczę widocznie rozwiązywało wszystko od razu na czysto, a po zakończeniu tej ciężkiej pracy nie mogło sobie odmówić takiego wdzięcznego dowcipu. Myślę, że sprawdzający mile się uśmiechną :)
Dzięki za autokorektę, Piętasiu.
Zgredziku (wiad.pryw.)- ściskam serdecznie Was wszystkich!
„Trzeba by „, oczywiście.
Jane, dziękujemy za miłe słowo :) Rozumiem też, co czujecie Ty i Psianka. Podobną sytuację gimnazjalno – licealną miałam nie tak dawno temu. Będzie dobrze :).
Czytałam tę książeczkę, ale dawno. Trzebaby sobie ją przypomnieć. Uwielbiam Stefanię Grodzieńską.
O, na szczęście moje dzieci są już poza zasięgiem szkółki ukochanej.:)
Duża ulga.
Sowo, a wyobraź sobie – nie czytałam tego!
Jane odściskuję !! Staram się zachować spokój i zdrowy rozsądek ale widzę wśród moich niektórych koleżanek, że denerwują się tak 10-razy bardziej niż dzieci (głównie dotyczy to synów) – ciekawe dlaczego? Chyba wiem. Dziewczynkom bardziej zależy, przeważnie lepiej się uczą i same się mocno przejmują :)
Pozdrawiam wszystkich księgowych rodziców, w tym DUA :)
Mogłam zaznaczyć, moja wina. Ale byłam pewna, że Pani zna ten tekst!
Dla porządku: „Mąż dla naszej córki” (1971) znajduje się w książce autobiograficznej S.G. „Już nic nie muszę”, wydanej w 2000 roku przez Akapit Press:).
Aaa! To przepraszam najmocniej, myślałam, że na jednym fragmencie zagadka się kończy.
Za szybko się DUA poddała. A dalej jest tylko zabawnie. Same smakowite fragmenty miałam, w tym matematyczny. No trudno.
Och, grozą powiało.
Wygooglowałam, bo nie poznaję. A to Stefania Grodzieńska!
Zuziu: po japońsku – jako tako.
Zagadka literacka (łatwa):
„Jesteśmy rodziną scementowaną i stosunki międzypokoleniowe są u nas takie, jakie powinny być w tradycyjnej rodzinie. Nie ma mowy, aby córka, na przykład, weszła nagle ze słowami: <>.
Córka nasza nigdy nie powzięłaby decyzji bez naszej akceptacji. Ile razy zaczyna jej się coś kleić, sprowadza młodego człowieka do domu, gdzie kandydat zostaje poddany testom rodzinnym. I tu dopiero przystępuję do właściwego tematu. Kandydat na ewentualnego zięcia musi zdać niełatwy egzamin z poczucia humoru, szybkiego refleksu i odporności psychicznej. Bez tych cech próba spowinowacenia się z naszą rodziną musi zakończyć się klęską.”
Zuziu, cieszę się bardzo, że Ci dobrze poszło – nie mogło być inaczej :). U nas syn, podobnie jak u Psianki, też „ścisłowiec” (chociaż dziś wrócił raczej niezadowolony, narzekał na chemię). Jego problemem z kolei jest stres i pośpiech (bywa, że nie doczyta pytania, albo czegoś nie zauważy). Jutro już będzie relaks, bo to klasa dwujęzyczna (chociaż ich wychowawczyni się martwi, że kombinują w prostych zadaniach i przez to robią błędy).
Psianko – bratnia duszo, pozdrawiam najserdeczniej i przesyłam wirtualne uściski.
Ściskam też Beatuszkę, Babcię Gąskę, Zgredzika i w ogóle wszystkich rodziców (gratulacje dla Piętaszka i jej córki)
Zuziu, ja byłam pewna, że dobrze Ci pójdzie, bo z przyjemnością czytam wszystko co piszesz w KG :)
Dzisiaj się tak bardzo nie martwiłam, bo synek należy do „ścisłowców”. Ale okazało się, że wczoraj też sobie dobrze poradził chociaż zawsze miał problem z czasem – jest perfekcjonistą i baaaardzo długo się zastanawia zanim coś napisze.
Nie mogę się doczekać przepytywania z fraszek w ,,Bukoliadzie”. Ależ to będą smakowite scenki!
Brawo dla Zuzi i dla wszystkich Zdających!
Kasztanowłosa, zdrowy to objaw, ale niekonieczny.
Wyluzuj.
PS – nie, nie znacie go jeszcze. Nawet ja go nie znam. Ale z fraszkami go przydusimy.
Jane ! U mnie to samo – teraz egzamin gimnazjalny, a w maju matura.
Trudny rok ale owocny mam nadzieję :)
Trzymam kciuki za wszystkich piszących w tym tygodniu i w przyszłym. Choć minął już rok, pamiętam dokładnie jakie to było straszne (szczególnie pierwszego dnia, bo potem to już całkiem, całkiem).
Na razie zaczęłam się stresować maturą i się zastanawiam, czy to jest zdrowy objaw w pierwszej klasie?
Pomysł z fraszkami genialny. Ciekawe, kogoż to dziadek B. tak przetestuje i czy już znamy tego jegomościa?
Dzień dobry! Dziękuję za tyle wsparcia, za tyle potężnych, masywnych kciuków! Zdaje się, że Pani przepowiednia się sprawdziła – matematyka raczej się powiodła. Gorzej z przyrodniczym, pewna byłam, że poszły absolutnie fatalnie, lecz jak teraz zerkam na odpowiedzi w internecie, wygląda na to, że nie jest tak źle. Czuję, że mój mózg wykonał nie proporcjonalnie dużo pracy do jego skromnych możliwości.
Jane, Zgredzie, jak poszło Waszym synom?
Merci!
Jasne, będzie mi szalenie miło!
Aka, a cóż za piękna anegdotka rodzinna! Spodobał mi się pomysł odpytywania absztyfikantów z fraszek. Śliczny! Mam ochotę przenieść go do pewnego domu pod lasem, gdzie dziadek B. czyhałby na chłopca Ani Górskiej. Bo przecież nie na Podeszwę! Tego już zaanektował.
Pozwoliłabyś?
Znam, Jane! I tak mi się spodobał po pierwszym spotkaniu, że kupiłam wszystkie dzieła Croftsa – czekają, aż skończę z Patrycją Wentsworth.
Trudny czas, zaiste! Obejmuję więc opieką kciukową także i Twoich synów. Zresztą, pewna jestem, że pójdzie im świetnie.
Zuziu, za kwadrans daję z siebie wszystko. Matematyka musi Ci się powieść!
Dzień dobry,
dziękuję bardzo za kciuki (bardzo się przydają – teraz zdaje młodszy syn, a za miesiąc u starszego matura). Mamy trudny czas – w ramach koniecznego odstresowania przeczytałam „Tragedię w Starvel” Freemana Willsa Croftsa. Czy zna Pani inspektora Frencha?
Życzę wszystkim słonecznego, radosnego dnia i oczywiście zapewniam o wsparciu dla tutejszych zdających (Zuziu – teraz już piszesz przyrodę, o 11 matematyka – trzymam kciuki).
Świetna fraszka.
Pamiętam jak kiedyś na imprezę rodzinną kuzynka przyprowadziła po raz pierwszy swojego nowego absztyfikanta. Mój brat dla żartu rzucił wtedy pomysł, żeby każdy powiedział jakąś fraszkę. Widziałam wtedy panikę w oczach tego chłopaka. Nawiasem mówiąc my też za wiele nie pamiętaliśmy. Na szczęście chłopak się przyjął i jest teraz wspaniałym mężem i ojcem.
Ma Pani rację. Dobrej nocki.
Nieważne. Trzymam od chwili przebudzenia.
A o której egzaminy się rozpoczynają?
Dzięki.
Ależ Młodosto, to kalka z angielskiego.
Potężne, masywne trzymanie kciuków.
Dobry wieczór wszystkim:) ja też dołączam do kciukowcow! Połamania piór, Kochani!
Dziękujemy bardzo!:)
Molu Książkowy, Sztaudynger spodoba Ci się, jak sądzę.
Celująco! Brawo dla Piętaszka, gratulacje dla jej córki!
Dobry wieczór Wszystkim, a zwłaszcza zdającym. Bardzo dziękuję za trzymanie kciuków DUA, ogromnie się przydało – Wiosenka zdała dziś celująco historię sztuki w ramach egzaminu dyplomowego. Bardzo się cieszę no i oczywiście dołączam do kciukowców.
Nie tylko śliwa kwitnie, ale i wszystko dookoła!! Pięknie jest.
Ja również deklaruję się trzymać kciuki za gimnazjalistów, z cichą uciechą, że mnie to jeszcze nie spotyka, oczywiście.
Co do fraszki wyżej wspomnianej, przypadkiem trafiłam na arkusz z polskiego i mnie samej bardzo się ona spodobała. Chyba będę musiała się bliżej zapoznać z tym poetą. A tak na marginesie, nosi ona znamienny tytuł ,,Skarga zmiętego”.
OK, trzymam i za niego.:)
Nasz najstarszy też pisze.
Powodzenia i połamania długopisów dla Zuzi i innych egzaminowanych!
OK. Trzymam bardzo gorliwie.
Dziękuję bardzo, przydadzą się, jutro najgorszy dzień – matematyka i przyrodnicze.
A! Pyszne!
Zuziu, dziękuję za wiadomość z pierwszej ręki.
I oczywiście nadal trzymam kciuki! Wiernie!
Dzień dobry!
Jako gimnazjalstka śpieszę donieść, że ludzie układający egzamin już mają moją sympatię.
Dostaliśmy fraszkę Sztaudyngera:
Życie mnie
Mnie
Od razu miałam banana na twarzy, lecz nie wierzyłam uszom, gdy niektórzy zaczęli się zgłaszać, że chyba mają błąd w druku.
Podoba mi się atmosfera egzaminów. To wszechobecne poruszenie, wymienianie się odpowiedziami i ta wspólnota, bo każdego spotyka to samo.
Odściskujemy najmocniej.
Och, och! To trzymam kciuki z potrójną siłą!
Beatuszkę z Adamem ściskam.
Dzień dobry!
Dziękuję za te kciuki :-)
W najbliższy poniedziałek, wtorek i środę m. in. nasz Janek i starsze Gąsiątko będą pisali egzamin.
Trzymam kciuki i myślę ciepło o wszystkich zdających egzaminy.
A u nas od soboty śliwa wygląda jak prawdziwa panna młoda w otoczeniu różowych brzoskwiniowych druhen.
I posadziliśmy z Adamem trzy derenie zakupione w ulubionym arboretum w Stradomii.
Oczywiście – nieustająco trzymam kciuki za wszystkich uczniów, którzy dziś piszą egzaminy.
Jak dobrze, że się ostatecznie odbywają!
Pozdrawiam dobrych nauczycieli.
A właśnie, że dzień dobry!
Zaczynają kwitnąć śliwy.
O! My właśnie też całą kolonię. Może to to samo? :-)
Dobranoc.
Istnieje pierwowzór „Wisienki”, ale nazywa się inaczej.
Ciastka przepyszne.
Nutrio, może to chwast – mam coś takiego na trawniku, całą kolonię. Kwitnie tak ładnie, ze nie wyrwałam.
Właśnie dziś czytałam Feblika i stwierdziłam, że skansen także muszę zwiedzić, ale to już na kolejną wyprawę pozostawię. A ,,Wisienka” naszego Pode to jest Piechoty, czy istnieje ?
U nas zakwitła magnolia. Piękna! Gdybym umiała zrobić ładne zdjęcie, pewnie też byście się zachwycili.
W trawniku zaś wyrosły malutkie, fioletowe kwiatuszki. Na jednej tyciej łodyżce trzyma się ich kilka. Mają drobne, ciemnozielone listki. To jakieś samosiejki, ale czy ktoś wie, jakie?
No, oczywiście.
Samochodem to już w drugą stronę.
Po drodze – Pobiedziska i domek babci Jedwabińskiej.
Ale domów Dorotki i Pulpecji raczej nie szukaj. Wymyśliłam je, choć okolica (na trasie Pobiedziska – Kostrzyn) opisana została wiernie, podobnie jak skansen w Lednogórze i kościółek drewniany w Łubowie (będzie go widać z pociągu).
Nawiasem mówiąc, skansen jest zachwycający i wart osobnej wyprawy.
Dziękuję bardzo za odpowiedź ! Ha ! Toruń też będzie i to specjalnie pociągiem :)
Kotliku (wiad.pryw.)- Ogrodnictwo Daglezja przypomina w istocie Ogrodnictwo Byczkowskich w Kostrzynie, ostatnie przy ul. Słowackiego (w głębi ulicy, po lewej). Oczywiście, podobieństwa są znikome, a sporo jest różnic, ale to właśnie miejsce miałam w wyobraźni, pisząc „Sprężynę” i to właśnie ulicą Słowackiego wędrowała Laura z donicą.
Miłego spaceru!
Pomysł wakacyjnej wycieczki śladami Jeżycjady bardzo mnie ujął. Rzeczywiście, sporo ciekawych i pięknych miejsc możesz zwiedzić w Poznaniu i Wielkopolsce, idąc tym tropem. Bardzo polecam Śmiełów (pałac, w którym gościł Mickiewicz) i pobliski kościółek („Czarna polewka”). No, a Toruń? Ale to już chyba w przyszłoroczne wakacje.
Chyba wszyscy tu jesteśmy zagorzałymi wielbicielami wiosny.
Żal Wilka Morskiego, który tego cudu nie widzi.
No, ale za to ma inne cuda do oglądania, po drodze.
Oj, wiosna, wiosna… Aż się człowiekowi błogo na sercu robi…
Przycięłam hortensje, MimiM, i usunęłam liczne chwasty. Tyle prac rolnych na dziś.
Limeryk z rozchwiawką – o ludzie! Rozchwiałką, pardon. (Chyba Ci muszę podmienić w limeryku literki na polskie, zaraz to zrobię).
Aka, serdecznie witamy! Nie wiem, co prawda, czemu aż odwagi trzeba, by się tu wpisać, ale skoro się na nią zdobyłaś- wyrażam uznanie i cieszę się, że wyszłaś spod regału.:)))
O, nie wiedziałam o tym tomiku, ani też o wspólnych z nami fascynacjach wokalistki. Jak miło!
O, tak, Pani Małgosiu! Aż by się chciało zakasac rękawy i zabrać do roboty! Szkoda, że mieszkam w bloku i nie mam swojego ogrodka :( ale może niedługo u rodziców coś podzialam :-) kocham wiosnę!
Pewien człowiek z okolic Niechciałki
Wciąż popadał w mentalne rozchwiałki.
Gdy go tylko rozchwiało,
Mówił:”Wybacz,nie chciałem,
W końcu jestem mieszkańcem Niechciałki”.
Nie wiem czy wiecie, ale nasza wspaniała wokalistka jazzowa Hanna Banaszak jeżdżąc po całym kraju z koncertami zachwyciła się nazwami polskich miasteczek i napisała tomik wierszy pod tytułem „Zamienie Samolubie na Szczodruchy”. Oto jeden z nich
Czytelnie
drogowskazem w prawo
skręca
Dobre Miasto.
Trudno tam trafić
bo
droga zbyt prosta.
Witam wszystkich, a szczególnie moją ulubioną autorkę.
W ramach dalszego wypełniania postanowienia noworocznego, aby żyć odważnie, postanowiłam wreszcie wyjść z pod regału. Otworzyłam własną firmę i poczułam , że żyję. A teraz zrobiłam następny krok i uśmiecham się do Was serdecznie. Witajcie !
Dzień dobry i słoneczny!
Jak już zielono u nas! Powietrze pachnie hiacyntami.
Do roboty!
He, he…!
„Do sprzedania jedna działka w miejscowości Niechciałka. W miejscowości Niedziałki do sprzedania nie ma już ani jednej działki.” :)
A gdyby tak spróbować jak leci:
Nieżywiść niezgody niezdaro. Niezamyśl niewinna, bo niewiesz. Nieważka ci to i nietuja, ale nietrzeba nietoperku , bo nierad niepszczołąg z niepiekła niemyje ząbków starych i nowych. Oj, nielub i nielep się tak.
Niedysz też, oj ty niedośpiały, bo niedola.
Do Niebylca jedźmy zatem, bo tam niebo z niebrzegów wprost w niebiosy niebieszczane…
P.S. Bardzo dziękuję Krzysztofie za
przyczynek do refleksji.
MaryMeg (wiad.pryw.)- zrobione!
SowoP (wiad.pryw.)- a jakże! Jestem wielbicielką Mumio.
O, tak!!
Pewna panienka z Niechciałki
w szkole zbierała wciąż pałki.
I wcale się nie wstydziła,
miejscowość swoją winiła:
„Wszak jestem mieszkanką Niechciałki”
He, he, chwytliwe te nazwy z przeczeniem, co? Inspirujące.
Ciekawa rzecz.
Pewien dusigrosz z Nierady
skupować chciał części do łady.
Gdy tylko coś kupił,
to zaraz się upił,
z odpływu gotówki nierady.
Dobranoc!
Przecinek miał być po ugryzionej, a nie po niepszczołągu. Fatalny drukarz narobił sporo bałaganu interpunkcyjnego, jam niewinna.
(Precz z pospolitymi tujami ogrodowymi! Tutaj Nietuja.)
Fircyk-astronauta z Nieważki!!!:))))
O! Cóż widzą moje oczy zaskoczone! „Poezji bania!”- jak pisał Gałczyński.
Sowo, jakie to cudne: „Niechnabrz twe serce ku innej”!
Madziu, ależ zalimerykowałaś!
Pewnego chłopka z Niezamyśla
Inny roztropek bardzo wyśmiał.
Pierwszy nierady
Z tej nagłej zwady
Przed ciosem nic się nie namyślał.
Pewien fircyk-astronauta z Nieważki
Wprost uwielbiał swoje żółte kamaszki.
Zawsze, gdy je zakładał
Przepełniała go swada
I popadał w stan nieomal nieważki.
Niechłód to czy nieczulice,
Między nami niezgoda.
Nieżywięć urazy,
Lecz niewstąp tu więcej.
Niechnabrz twe serce ku innej,
Bo jam już niechciałka,
A miłość nasza niebyła.
Niemyśl, żem niewinna!
Niewiesz czemum tobie nierada.
Niepszczołąg jam użądlona, lecz strzałą Amora rażona – nieważka.
Albo wspomniane już Nieczulice :)
Albo Nielub.
Przeszkodą w zawarciu tegoz małżeństwa z Niedoli mogłaby być Niezgoda -Majątek lub tez… najzwyklejsza Niechcialka :-)
Usta milczą, dusza śpiewa…
Zajrzałam tu z opóźnieniem i chichram, a chichram!
A ja dziś w sklepie zoczyłam filety z Wilka Morskiego. Wiem, że Niebylec, ale toć nie Niedojda!
Zuzelko, a to się cieszę!
Oto istota sprawy.
Jak niegłos, to chyba cisza. Silentium in caelo. Ale co to za chór, który siedzi cicho?
Niemyje Ząbki Stare, Niemyje Ząbki Nowe, Niewierz stomatologom
Bo zawracają głowę!
Zapowiedzi przedślubne:
Adam – kawaler zam. w par. Niedośpiały i panna Anna z par. Niedojady zamierzają zawrzeć związek małżeński w par. Niedola.
Kto by wiedział o przeszkodach …
Aphoniae ad caelum.
Wilk Morski raz w Singapurze
Chciał pooglądać róże.
Lecz były tam butelkowe
Drzewa oraz bombowe.
Czyż nie ma już róż w tej dziurze?
No, na co dzień to Wilk Morski ma widok na szarość oceanu, raczej jednostajną. Tylko te fale i fale. Ani ździebełka zieleni.
Do Singapuru, pisze, wyskoczył na krótką wizytę służbową.
Ach, zazdraszczam Wilkowi Morskiemu tych widoków.
Poza tubylcem ewentualnie mógłby się wypowiedzieć tambylec.
Jestem za, tylko jak to będzie po łacinie?
U nas – hiacynty dopiero.
Dzień dobry!
Zakwitły niezapominajki!
Mamo Isi, co Ty na to?:)))
Chór parafialny Nieglosy w Niebiosy
O, rzeczywiście! Jasne, niech zostanie.
Niedośpialam nieco i jakby z lekka Nieważka po tej zabawie, ale nie skłamię i nie powiem, żem Nierada od świtu! :)
Uśmiechniętego dnia Wszystkim!
KS Naprzód Nietrzeba.
Tylko tubylec miałby prawo się wypowiedzieć, Mamo Isi!
MaryMeg, zamieściłam dopowiedzenie, bo ładnie nam się ukazała istota Fluidu. Tak, to był Fluid: o 00.35 pomyślałyśmy i wpisałyśmy to samo. Dopiero dziś to zauważyłam. Zabawne!
No, dzisiaj jestem dośpiała i choć to sprawa nieważka, ale każdy bylec przyzna, że łatwiej przetrwać dzionek będąc dośpiałym, niż niedośpiałym. Co do niebylca, nie będę się wypowiadać.
Nieżywięć Niezgody, Niewiesz Nierada?
Działki budowlane w Niedziałkach.
Pryw: o tak!! „A nie Niepieklo” jest lepsze!! To proszę już nie dodawać mojego dopowiedzenia. Pyszna zabawa! :))
A nie Niepiekło.
Dla ciebie Niebo, Niewinna!
Niepiekło.
Że tak dopowiem jeszcze…
Niewstąp Niewinna!
Bo tu Niezgoda, Niedola!
Niewiesz?
Nietrzeba…
Dla ciebie Niebo, Niewinna!
:))
Nielep. Się do mnie!
Niewierz. Nikomu.
Nieciecz – tylko tu najsolidniejsi hydraulicy!
Niedysz – doskonali pulmonolodzy!
Niekładź – no cóż… lepiej trzymaj przy sobie, jeśli nie chcesz stracić… :))
Zabyłam.
Chyba w Bajkach Robotów było o księżniczce Niedojdzie.
Byłaś w Niebyłej?
Znieczulica w Nieczulicach? :-)
Niedojady też dla niektórych rodziców kłopotliwe.
To co z Toperkiem.
Ząbki jednak umyję.
Świetne! :)) W niektórych rodzice z definicji mają pod górkę: takie np. Niedbałki albo Niemyje-Ząbki… :))) Zwrócił też moją uwagę Niezamyśl. Pewnie dlatego, że znam miasteczko, ktore zwie się Zaniemyśl. Kuzyni? :)
No właśnie, a co z Meyerem?
Jeszcze Nieśwież, ale to na Litwie, a teraz – w Białorusi.
Jednym z najbardziej znanych architektów jest Oscar Niemeyer.
Właśnie dotarła przesyłka, Fanko Robrojka (wiad.pryw.)- dziękuję przede wszystkim za miłą pamięć.
No, jak tam, Ludu kochany? Za poważnie się zrobiło?
To macie tu rozryweczkę. Sama się rozerwałam, skończywszy żmudną korektę „Córki Robrojka” (choć i tu śmiesznie było, wyłapałam „z ruchomymi rzęsami” – gdy miało być „z rudawymi”). No, ale bawię się jednak najlepiej przy spisie miejscowości w Polsce.
Dziś dotarłam aż do „N” i wybrałam dla Was co ciekawsze nazwy zaczynające się od przeczenia.
Oto efekt mych uciech (nazwy miejscowości w trybie rozkazującym oznaczyłam gwiazdką):
Niebieszczany
Niebiosy
Niebo
Niebrzegów
Niebylec
Niebyła
Niechciałka
Niechłód
Niechnabrz
* Nieciecz
Nieczulice
Niedbałki
Niedojady
Niedola
Niedośpiały
* Niedysz
Niedziałki
Niegłosy
* Niekładź
* Nielep
* Nielub
Niemyje Stare
Niemyje Nowe
Niemyje- Ząbki
Niepiekło
Niepszczołąg
Nierada
Nietoperek
Nietrzeba
Nietuja
Nieważka
* Niewierz
Niewiesz
Niewinna
* Niewstąp
* Niezamyśl
Niezdara
Niezgoda
Niezgoda Majątek
Nieżywięć
Pani Małgorzato, dobrze powiedziane. Podziw dla ludzi, którzy w najmroczniejszym czasie walczyli o siebie i o wolność, nie tracąc nadziei do samego końca.
Nic dziwnego, że tak porusza. Przede wszystkim, to bezcenny zapis emocji i myśli ludzi wrażliwych p w czasach Apokalipsy. Ale także niesłychany akt wewnętrznego sprzeciwu, oporu, budzący najwyższy podziw.
Dla mnie również Baczyński to jeden z „poetów młodości” . Na prezentację maturalną wybrałam jego wiersze do omówienia. Generalnie poezja i literatura czasów II wojny światowej to dla mnie najbardziej poruszający okres w dziejach naszej historii i kultury.
Pani Małgosiu, a to morze poezji jest naprawdę pełne cudów! Ja chyba najbardziej kocham Leśmiana (choć czuje się w obowiązku kochać trochę bardziej Mickiewicza :)). Jego wiersze są oryginalne nie tylko pod względem leksykalno-brzmieniowym (wspaniałe do śpiewania, Stare Dobre Małżeństwo robiło to, moim zdaniem, mistrzowsko), ale także pod względem tego czegoś ledwo uchwytnego, tego fluidu, bez którego dobra poezja obronić się nie może. I sam Leśmian przecież, jego skromne życie na uboczu wielkiego świata, jego wrażliwość i te wszystkie niezwykłości, które go otaczaly. Czytałam, że w chwili jego śmierci wszystkie zegary w domu zatrzymały się na godzinie, w której umarł.
Ale przecież jest ich tak wielu! A każdy wniósł do literatury coś cennego, ubogacil ja.
Uściski na dobranoc, moja Zuziu!
Irys, i ja go bardzo lubię. Jeszcze od czasów licealnych, kiedy to Baczyńskiego odkryłam w tym całym morzu poezji.
Pani Małgosiu kochana, cóż za fluid! Właśnie to pomyślałam! Że dla Pani zawsze będę Zuzią. I dziękuję za to. Nic nie daje takiego ciepła.
Dla mnie niezwykle piękne i przejmujące są wiersze K.K. Baczyńskiego. Jest w nich tak mocny przekaz, taki promień prawdy, który potrafi wstrząsnąć do głębi, np. „Niebo złote ci otworzę…” – jeden z moich ulubionych.
Dla mnie zawsze będziesz Zuzią!
Pomyślnego egzaminu!
Dobry wieczór!
Dziękuję bardzo za te wszystkie słowa w moim kierunku! Miód na moje serce. Ale do tej mądrości to mi daleko jeszcze (i dobrze!). Wiem, co mówię, jak się jest tydzień przed egzaminami, człowiek jest w stanie zwątpić we wszystko, co już wie. ;)
A ja Chesterce dziękuję bardzo. Jakbym po raz pierwszy te słowa zobaczyła.
PS. Dla Was mogę być i Zuzanną, i wszystkim innym.
MarryMeg dziękuję :)
Mieszkałam 2 lata na Biskupinie, stąd mój sentyment.
A moja Chesterko dewiza to również cytat z Pisma Sw. ..Nie odmawiam memu sercu żadnej radości…
Sowo – dziękuję! Właśnie wróciłam ze spaceru biskupińskimi wałami (pozdrowienia dla KokoszaNel :)). Piękna ilustracja!
Casciolino – „…robi swoje, nie wiedząc czy, kiedy i jaki zbierze plon”. To podobnie jak Miłość… No tak, siostry. Ale jakie to podnoszące na duchu! Robić swoje. A troskę o efekt oddawać w pewniejsze Ręce…
To spieszę robić! :)
„Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we WSZYSTKIM, ku ich dobru” Rzym 8,28. Zdanie, które mam wyryte od 20 lat w moim sercu i które pozwala małej dziewczynce Nadziei brykać radośnie.
Dziękuję, Krzysztofie, już znalazłam.
Wietrznie dziś!
Do posłuchania:
Ludovico Einaudi – „Nuvole bianche”.
Nadzieja jest zawsze, pomimo…
Nadzieja to siewca, który robi swoje, nie wiedząc czy, kiedy i jaki zbierze plon.
Dzień dobry, piękny, słoneczny i wietrzny, a przez to wspaniały! :)
Sowo, „Świadkowie nadziei” w pdf na stronie ostatniaszuflada kropka pl ukośnik pdf ukośnik van kropka pdf
Zdaje się, że poprzedni komentarz poszedł anonimowo.
Zło samo w sobie może powodować jedynie inne zło. Jest jednak Ktoś, kto z każdego zła chce i potrafi uczynić dobro. Inna rzecz, czy percepcja człowieka pozwala mu to dostrzec.
I tak – nadzieja istnieje zawsze.
Pani tez, Pani Malgosiu? Alez milo to usłyszeć:* Ech, ten zachwyt mlodego Tuwima nad światem i życiem! Ale już mi się w głowie skontrastowal z tym jakże przejmującym: „jeszcze do Ciebie powrócę, jeszcze się z Tobą rozsmuce, Chrystusie…”.
A na przykład „Colloquium niedzielne na ulicy?” Świetny wiersz ;-) taki podryw w stylu dwudziestolecia :))) ciekawe, jakbyśmy dziś zareagowały na takiego „wielbiciela” trochę natretnego?
Odwieczne pytanie.
Ten wiersz Krzysztofie jest piękny ale odczulam po przeczytaniu pewien lęk obawe i muszę sie tu nią podzielić. Tu są inteligentne dusze to zrozumieją. Czy zlo zawsze w końcu powoduje dobro? Czy zawsze jest nadzieja? Byloby idealnie….Jako matka nigdy nie chce tego sprawdzać….i tak Pani Malgosiu mialam ten sam dreszcz po przeczytaniu wiersza co Pani.
Julian Tuwim
NA ULICY
Być wysokim –hej, hej – jak to dobrze!
Naprzód iść – o ha – jak szczęśliwie!
Patrzeć w dal – o hej – jak to dobrze!
– Jak to dobrze, jak szczęśliwie
Ujrzeć w dali Ciebie – jasną!
Wieczór jest – o tam! – jak cudownie!
Lekki wiew, ciepły wiew wiosenny!
Naprzód iść – o ho – niesłychanie!
– Jak to dobrze, jak wesoło,
Kiedy Cię spostrzegam w dali!
Wolność! Świat! Hej, ja! Jasne oczy!
Hej ha! Idę sobie po ulicy!
O ho! Coraz więcej szczęścia!
– Jak to dobrze, że oboje
Mamy takie jasne oczy!
Mam związane z Tuwimem podobne wspomnienie. I też z tego mniej więcej okresu życia!
A to właśnie Twój wpis, Zuziu-Zuzanno, przywołał mi to młodzieńcze wspomnienie :-) cudownie, że tu jesteś! Myślę, że jesteś jedna z tych wspaniałych, mądrych młodych ludzi, którzy sami są nośnikiem nadziei na piękna przyszłość. Życzę Ci tego z całego serca. I nam wszystkim też, żebyśmy mieli w sobie wiele nadziei. Zawsze. I mimo wszystko.
Zaprasza mnie Pani do wspaniałej uczty :* grzechem byłoby nie skorzystać! A skoro mowa o poezji, niech mi będzie wolno podzielić się moim pierwszym (chyba pierwszym, bo wcześniejszych nie pamietam) poetyckim zachwytem. Mialam wtedy jakieś 13 lat i wypozyczylam sobie tomik poezji Juliana Tuwima. Zaczęłam czytać, wiersz za wierszem , i nagle stało się coś , co można by chyba nazwać poetycką epifania :) cały otaczający świat znalazł się nagle gdzieś daleko, wszystko jakoś się rozslonecznilo i rozzlocilo (jak w jego młodzieńczych wierszach). Byłam zachwycona ! Do dziś bardzo cenię poezję Tuwima, i już na zawsze z tym złotem i słońcem, jesienią i mimozami mi się skojarzył:-)
Zaglądaj więc, Mimi M. Wierszy tu pod dostatkiem!
Krzysztofie, jaki piękny ten wiersz, który cytujesz poniżej! Doskonały, dziękuję, że się tu dzielisz z nami takimi perelkami :)
I mnie się podoba ta dewiza, Pani Małgosiu! Ostatnio, ze wstydem muszę przyznać, poezję trochę zaniedbalam na rzecz prozy- najwyższy czas to zmienić! Tak jest! Uroczyście postanawiam! :)))
Dzień bez wiersza – dniem straconym?
O, podoba mi się ta dewiza.
Natalia Budzyńska żona Tomasza? Tego z Armii?
Dzień dobry! Piękny, słoneczny, pełen nadziei. Wiosna w pełni!
Widzę, że rekolekcje watykańskie dawno już wyprzedane, czy da się jeszcze gdzieś je zdobyć, Krzysztofie? Zawsze takie interesujące rzeczy polecasz.
Dzień dobry!
O, jakie cudeńka! Dziękuję Krzysztofie, Pani Małgosiu, Zuzanno (przemawia do mnie argument Krzysztofa).
Właśnie potrzebowałam takiego wzmocnienia…
Jak dobrze, że jesteście WSZYSCY (nie tylko wymienieni wyżej), jak dobrze, że jest ta strona! :)
A wczoraj usłyszałam, że poezja jest szkołą czułości, a dzień bez wiersza dniem straconym (ks. Krzysztof Grzywocz). Co prawda, to prawda… :)
Dobry przekład to podstawa.:)
Dzień dobry wszystkim!
Na portalu Opoka artykuł Natalii Budzyńskiej „Nadzieja według mistyka” o Péguy.
Wiersz przepisałem z książki kardynała Nguyen Van Thuan, w tłumaczeniu raczej amatorskim, ale teraz sprawdziłem, że pochodzi z poematu „Przedsionek nadziei drugiej cnoty”, w całości poświęconego właśnie nadziei. Poemat w tłumaczeniu prof. Leona Zaręby, leksykografa i autora licznych słowników języka francuskiego, wydało dość już dawno temu Wydawnictwo Karmelitów Bosych, ale ciągle jest dostępny na jego stronie, można tam też podejrzeć fragmenty. Na przykład takie:
„Co mnie zadziwia to nadzieja, mówi Bóg.
I nie mogę wyjść z podziwu.
Ta drobna nadzieja taka niepozorna.
Ta wątła dziewczynka nadzieja.
Nieśmiertelna.
(…)
To jednak ta mała dziewczynka przemierzy cały świat.
Ta mała dziewczynka taka niepozorna.
Zupełnie sama, porywając innych, przemierzy minione światy”.
Chyba zaraz dokonam zakupu.
KokoszaNel, to ja dziękuję za dobre myśli.
„Nadziei konieczne są niepowodzenia!” Dobrze to ujęłaś, Zuzanno (tak mądrze piszesz, że nie mogę nazywać Cię Zuzią). Tak jak nie zatęsknisz, jeśli wcześniej nie doznasz rozstania.
Korekta w sprawie bitwy: była nad Marną, nie pod (Marna to rzeka) i były dwie, we wrześniu 1914 oraz w lipcu-sierpniu 1918. Charles Péguy zginął w tej pierwszej.
Zgredzie, masz rację, wymagana „stopa” pod kilem (czyli UKC – Under Keel Clearance) to w moim przypadku ponad dwa metry.
Wart uwagi, Zgredziku.
Czyli nadzieja na oczyszczenie!
Stopy (takiej z tych większych – proporcjonalnie do wielkości statku) wody pod kilem!
Nie wiedziałem, że po dwudziestu kilku latach przeczytam znowu o Charlesie Peguy.
Właśnie się dowiedziałam, co to za cudaki widnieją na drugim botanicznym zdjęciu Krzysztofa: to drzewa butelkowe!
W pękatych pniach magazynują sobie wodę.
O, witamy naszą Babcię Gapcię, jakże dawno jej tu nie było!
Rzeczywiście, nasz Wilk Morski wszystkich botanicznie zadziwił. Cóż to za przyrodnicze dziwolągi! I w jakim celu powstały?
Bo przecież „wszystko jest po coś”, jak właśnie przypomniała mądra Zuzia.
Na tej stronce też biją źródła życiodajnej wody, i gdy czytam i oglądam te cuda czuję się ukojona.
Zgryzotce najlepiej na tym drzewie „kulistym”, jakby bardziej dziubek w „ciupek” z zadziwienia, że świat nie widział takich osobliwości, z jakimi ona „za pan brat” :)
Dzień dobry, kochana Zuziu!
Lubię mieć mądre Czytelniczki.
Czyli nadzieja buduje na beznadziei? Czyli znów ten wniosek, wszystko jest po coś? Ach, no przecież! Nadziei konieczne są niepowodzenia!
Ten cudowny moment, gdy przesłanie wiersza dociera w pełni, uczucie takiej czystości i przejrzystości w głowie i sercu.
Ten wiersz już sam w sobie jest taki właśnie czysty.
Na historii teraz uczymy się o bitwie pod Marną. Tam to tylko data, nazwa i fakt, a tu nagle spotykam to, co kryje się pod tymi paroma słowami – człowieka. Ilu jeszcze było takich pięknych zapomnianych…
Poza tym, śliczne dzień dobry w ten słoneczny dzień!
Piekne, zawsze jest nadzieja.
Nie mozna sie poddawac i przekreslac innych.
Dziękujemy KrzysztOfie za wzruszenia i wrażenia! Pomyślnych wiatrów i prądów morskich!
:) Tak też.
O tak, to bardzo głęboki, śliczny wiersz. Uniwersalna prawda zapisana w najprostszych słowach zapiera dech.
Czy to właśnie „tak się za nas modlili poeci”?
„Ale to właśnie ze złych wód
czyni ona swe źródła czystej wody”.
Oczywiście.
Zdjęcie przejmujące.
Piękne zdjęcia! Przejmujący wiersz Peguy! Raissa Maritain, jego, myślę, że można tak powiedzieć, duchowa matka w książce „Wielkie przyjaźnie” pisze o ostatniej nocy poety, który zginął pod Marną: „Nazbierał kwiatów i zaniósł je do poświęconej stodoły, a z nadejściem wieczoru, kiedy jego ludzie spokojnie posnęli, wrócił do kaplicy na noc wypełnioną modlitwą.” Wojna była ostatnim etapem oczyszczania jego „źródeł”.