Wychynął!

E1132059    

(fot: DC Rysiek)

 

 

William Shakespeare

Sonet 99

 

Fiołkowi przyganiałem, gdy wychynął z ziemi:
Słodki złodzieju, kogoś obrabował z woni,
Jeśli nie oddech owych ust, między wszystkiemi
Najdroższych? Barwę, którą twój płatek się płoni,
Też skradłeś ukochanych żył tajnej alchemii.
Lilii znowuż wytknąłem, że przejęła biernie
Wzór białości od dłoni twojej; złotym mleczom –
Że włos twój ograbiły; różom, których ciernie
Drżały z lęku, prawiłem, że piękność człowieczą
Naśladują rumieńcem mieszającym w sobie
Biele bladej rozpaczy i wstydu szkarłaty –
Lecz ten rozkwit, tak bujny, już w jutrzejszej dobie
Robak nadgryzie, karząc śmiercią ich plagiaty.

Flora, zdobiąca łąki, polany, mokradła,
Z wszystkiego, co rozkoszne w niej – ciebie okradła.

 

(przekład Stanisława Barańczaka)

 

William Shakespeare

SONNET 99

The forward violet thus did I chide:
Sweet thief, whence didst thou steal thy sweet that smells,
If not from my love’s breath? The purple pride
Which on thy soft cheek for complexion dwells
In my love’s veins thou hast too grossly dyed.
The lily I condemned for thy hand,
And buds of marjoram had stol’n thy hair:
The roses fearfully on thorns did stand,
One blushing shame, another white despair;
A third, nor red nor white, had stol’n of both
And to his robbery had annex’d thy breath;
But, for his theft, in pride of all his growth
A vengeful canker eat him up to death.

More flowers I noted, yet I none could see
But sweet or colour it had stol’n from thee.

 

128 przemyśleń nt. „Wychynął!

  1. Droga UA,

    dziękuję za odpowiedzi. Jest Pani niezawodna! Czytałam z wypiekami na twarzy! Oczywiście przekażę wszystko moim nieletnim :)

  2. Wlasnie zamowilam Jezycjade w przedsprzedazy. Jest to prezent od mojej siostry dla dziewczynek (wciaz jeszcze w brzuchu). Ale tak naprawde jest to oczywiscie prezent dla mnie oraz siostry. Hi hi.
    Bardzo mozliwe natomisat, ze bede Jezycjade dziewczynkom czytac na glos od niemowlectwa – a przynajmniej fragmenty, bo ja nie przepadam za czytaniem na glos. Bedzie sudnie odswiezyc sobie serie cala.
    Pani Malgosiu, po raz kolejny dziekuje za ksiazki, ktory ubogacaja zycie.

  3. O, dobre, dobre!

    Karino (wiad.pryw.)- aha! Dzięki za adres, skończę tylko korektę „Imienin” (pewnie jutro) i zaraz się zabiorę do odpowiadania.

  4. Skup i przetwórstwo runa leśnego w Leśnych Odpadkach. Zawsze świeżo!
    Sklep wielobranżowy „PrawieJakWParyżu” w Lafajetowie.

  5. Dzięki, niezastąpiona Mamo Isi!

    Karino, kwituję odbiór kolosalnej listy pytań. Oczywiście, chętnie dzieciakom odpowiem, proszę jeszcze tylko o podanie adresu mailowego (też jako wiadomość prywatną) pod który należy odesłać odpowiedzi.
    Winnemu Gronu dziękuję za pozdrowienia i przesyłam swoje, najserdeczniejsze!

    PS- Pytania bardzo ciekawe i inspirujące. Brawo dzieciaki, brawo nauczyciele!

  6. Podaję za wiki:
    Nazwa Ligota nadawana była miejscowościom zwolnionym z opłat lub z ulgami na zagospodarowanie. Polska nazwa jest bezpośrednim tłumaczeniem z niemieckiego: Schön ➜ Piękna, Ellguth ➜ Ligota.

    W księdze łacińskiej Liber fundationis episcopatus Vratislaviensis (pol. Księga uposażeń biskupstwa wrocławskiego) spisanej za czasów biskupa Henryka z Wierzbna w latach 1295–1305 notowana jest jako osobna wieś Swynarczowo villa (zwaną później po niemiecku Klein Schweinern), która została później wchłonięta przez Ligotę Piękną.

  7. Cześć i czołem Mili Ludzie:)

    Piszę z opóźnieniem, ale miałam wyjątkowo intensywny tydzień. Kolejny również zapowiada się podobnie. Ufff! Spieszę z podziękowaniami za miłe słowa o nauczycielach – oj, przydały się, przydały:) DUA, KokoszaNel, MagdoZ, Kasztanowłosa, Casciolino i muzyka gra { jak tu się zwrócić w wołaczu?! – muzyko gro ;) } Dobroć, życzliwość, pasja, miłość, poczucie humoru pojawiają się naprzemiennie w Waszych wspomnieniach. Cieszy mnie, że dużo w nich polonistycznych akcentów! Coś jest zatem na rzeczy… Mam nadzieję, że moi uczniowie też dobrze o mnie myślą. Ja mam mnóstwo świetnych anegdotek o wielu żaczkach. Niektórzy już dorośli, brodaci, sami przyprowadzają swoje pociechy do przybytku zwanego szkołą, a ja – patrząc na nich – przypominam sobie, w której ławce siedzieli, jak się kłócili zaciekle, dyskutując o Wokulskim, Ziembiewiczu czy Makbecie. Dam jeszcze radę na tej edukacyjnej niwie:)
    Muszę koniecznie przywołać Ligotę Piękną – urokliwa, moim zdaniem, nazwa miejscowości w okolicach Wrocławia. Zawsze wyobrażam sobie, że to imię i nazwisko jakiejś bohaterki tragicznej opowieści. Wypada sprawdzić. A może ktoś zna historię owej Ligoty?
    A „wychynąć” – rzeczywiście frapujące. Czasowniki dokonane ze swej natury nie mają czasu teraźniejszego, ale polszczyzna jest kapryśna i dlatego może taka intrygująca. Skłania polonistycznych grzebaczy do szperania, poszukiwania, sprawdzania, wertowania ksiąg i stron przeróżnych :)
    Pięknej niedzieli:)

  8. Jakieś zupełne drobiazgi, Zuziu. Generalnie rzecz biorąc, skończonego dzieła już się nie zmienia. Taka jest zasada.

  9. Czy Lafajetowo ma co wspólnego z rodziną LaFayette? Chciałabym to wiedzieć.
    Ale najbardziej mi się podoba Lenkupie. Taka automatyczna reklama działalności gospodarczej mieszkańców.

  10. Wiadomo, ale drugi tom też można czasem upolować. Ja tak zrobiłam, po pół roku miałam już komplet i to o połowę taniej niż całość od razu.

    PHU Leśne Odpadki, europejski lider produkcji mrożonek.

  11. Sowo, bez drugiego poznanie Poety się nie uda. Musi być drugi, jest tak potężny.

  12. Uwaga, na allegro pojawił się kolejny Wierzyński. Niestety tylko pierwszy tom, w dodatku dość drogi, ale może ktoś jest zainteresowany.

  13. Od tej mięty mi wzrósł apetyt na dziwne nazwy miejscowości.
    Tym razem rzuciłam się na „L”:

    Lafajetowo
    Lalka
    Latarka
    Latawiec
    Latawcowa
    Lekarka
    Lelitek
    Lenie Małe
    Lenie Wielkie
    Leniuszki
    Leniwka
    Lenkupie
    Leszczydół-Podwielątki
    Leszczydół-Pustki
    Leśne Odpadki
    Lewandowszczyzna
    Lewusie
    Lichawa Parcela
    Lisi Kąt
    Lisi Ogon
    Lisia Jama
    Longinus
    Lubienia
    Lubocześnica
    Lubodzież
    Lutnia

    Lubodzież należy oczywiście do nazw w trybie rozkazującym, jak Pisz, Wrzeszcz i Przemyśl na przykład.

  14. Zbrodnia to niesłychana!

    Piętasiu, a jakże.

    Zgredzie, to da tej mięty koło Ostrołęki, czy nie da?

  15. Bandyci wpadli do sklepu i wymordowali samoobsługę.
    Wczoraj się cały dzień śmiałam, ilekroć przypomniałam sobie tę straszliwą zbrodnię.

  16. I u nas nareszcie wychynęły! Sadzimy też róże i przycinamy iglakom sukienki. Filemon i Baucis( pamięta Pani, Ulubiona Autorko?) lepiej się teraz prezentują ,a my zyskaliśmy sporo miejsca w ogrodzie. Może zawiśnie tam hamaczek?

  17. Czoem!
    Pamiętam taki kwiatek: ktoś wydrukował „z lepszymi” zamiast „z leszymi” (sic!).

  18. Zachodzę w głowę, o jakiej literaturze nadużywającej czasu teraźniejszego mówicie. Najwyraźniej nie jestem na bieżąco ze współczesną literaturą, bo mody takiej nie zauważyłam. ;) Owszem, widzę takie zjawisko na blogach, szczególnie damskich, (bo ten parujący kubek kawy rzekomo świetnie oddaje atmosferę chwili), ale nigdy nie brałam tego za poważne pisarstwo.

  19. Ta konfitura chyba nadaje się jedynie do pojadania maleńką srebrną łyżeczką!

    A ja tu mam kwiatki z mojej wczorajszej korekty:
    „Natalia niepomyślnie siadła na ławce.” (ma być: „bezmyślnie”)
    „Patrycja z Piórkiem w Bieszczadach” (ma być: „z Florkiem”)
    „Róże plenne” i „róże szlamowe” – zamiast „pienne” i „sztamowe”.
    A kto się tak myli? Komputer!
    Istnieje program specjalny, służący do automatycznego przenoszenia złożonych już kiedyś tekstów na nowe składy. Czyta, jak widać, po łebkach. Sztuczna, jakże sztuczna inteligencja!

  20. Do konfitury fiołkowej trzeba dysponować łanami kwiatków, inaczej szkoda. Poza tym konfitura ta ma tak delikatny smak, że ginie w towarzystwie każdego ciasta. Choć trzeba przyznać, że wygląda i pachnie wspaniale.
    A za moim płotem wychynęły białe fiołki!

  21. Co prawda śliwka też człowiek, ale ogólnie rzecz biorąc – racja, Kass.

    Piękna pogoda! Cieplej! Chyba się przeniosę z korektą do ogrodu.
    Wczoraj do późnej nocy łowiłam byki w składzie „Córki Robrojka” – do nowej kolekcji, oczywiście.

  22. Melduję, że dzisiaj wychynęło więcej. Już nie liczę, bo mi się myli. Myślałam o konfiturze Sowy, ale szkoda mi rwać te biedaki. Niech sobie rosną i pachną. Zrobię mazurek z suszoną śliwką, jak zwykle.

  23. Nie pożałujesz zakupu, mamo Isi. Piękny, bujny krzew. Jedyna słabość Westerlanda – nie lubi mrozów. Trzeba go na zimę zabezpieczyć kopczykiem ziemi.
    Pozdrawiam jeża.

  24. Skoro jest maliniak, to to jest raczej jeżyniak, niż jeżynnik. Ale sprawę komplikuje jeż mieszkający w gąszczu.

  25. Nie wytrzymałam nerwowo i kupiłam Westerland i trzy dodatkowo. Co przejrzę ich katalog, znajduję nowe odmiany, którym nie potrafię się oprzeć. Muszę natychmiast przestać zaglądać do katalogu rozarium, bo to się robi groźne.

  26. Pośpiech i płytkość.
    Jest jednak wyjątek: baśnie, oczywiście.
    „Idzie Jasio, idzie, nogi go bolą, w brzuchu mu burczy, aż tu patrzy – chatka na kurzej nóżce…” etc.

  27. Dzień dobry!
    Mnie także niezwykle irytuje pisanie powieści w czasie teraźniejszym. To rodzi pośpiech. O, aż mi się przypomniała Szymborska, że żyjemy krótszymi zdaniami. W tym przypadku dosłownie. Za to lubię, gdy niekiedy przewodnicy lub nauczyciele historii używają tego czasu do opowiadania, właśnie w tych dramatycznych chwilach. Więc oczywiście bez nadużywania, wtedy wszystko jest już tak samo nudne, bo takie same.

  28. Tak, powinny pachnieć, to pewne. Polecam pomarańczowo-miedzianą Westerland – pachnie niebiańsko. Wielokwiatowa.
    Ach, już niedługo!
    Mamo Isi, u nas zima była tak łagodna, że – przycinając teraz róże – pozbywałam się także zeszłorocznych liści, wciąż jędrnych i ciemnozielonych!

  29. Zastanawiam się, skąd się wzięła ta nieznośna maniera pisania wyłącznie w czasie teraźniejszym. I czemu ma służyć. Bo skoro występuje masowo w języku polskim i angielskim, to zapewne i w innych językach też.

  30. I ja działam w ogrodzie. Doszły cztery nowe róże: Mme Isaac Pereira, Black Prince, Coral Dawn i Lady Rose. Wszystkie pachnące. Choćby nie wiem co napisali na etykietce, róże nie pachnące nie są różami, podobnie jak nie pachnące groszki – byliny nie są przecież groszkami pachnącymi.
    Poza tym dzisiaj ograniczałam ambicje jeżynnika, żeby zająć sobą cały ogród, wskutek czego czuję się jak Puchatek po spadnięciu w ciernisty gąszcz i nic tylko wydłubuję z siebie igły.

  31. Doskonale to ujęłaś, Wiewióreczko!

    Krzysztofie, a to – stopy wody pod tankowcem! Trzymamy zbiorowo kciuki, a ty trzymaj się!

  32. O, miły dzień będzie miał Starosta, który jest relatywnie ( w relacji do różnych zgorzknialców) zawsze młody. Nie ma to jak dużo lubianych pożytecznych zajęć. Toż samo u mnie, a w dodatku słoneczko ( nieśmiałe, ale zawsze).
    Muszę powiedzieć, że i ja fluidalnie nie znoszę obecnej mody na używanie wyłącznie czasu teraźniejszego w powieściach. Kiedyś czas teraźniejszy służył wyłącznie do podkreślania dramatyzmu, zatrzymania akcji jakby w zwolnionym tempie, gdy działo się coś szczególnie ważnego. Obecnie wygląda to, jakby każdy krok i ruch bohatera był niezmiernie ważny, co oczywiście sprawia, że nic tak naprawdę nie wydaje się ważne. ” Wstaję, idę, biorę ze stołu kubek z kawą. Kubek jest biały, kawa parzy ręce.” Człowiek czeka instynktownie, że coś się zaraz stanie z tym kubkiem albo wręcz z tymi rękami. A tu nic” siadam i piję kawę.” Niezmiernie irytujące.

  33. A nie, komentarz nadszedł już „ze świata”. Niedługo (kiedy się trochę ogarnę) nadejdą też obiecane zdjęcia Ciotki na wakacjach.

  34. Wpadła mi w ręce ciekawa recenzja wydanego przez PIW zbioru tekstów Kazimiery Iłłakowiczówny zatytułowanego po prostu „Proza”. Wydaje się ze wszech miar godna zakupu.

  35. Dzień dobry raczej.
    Ach, ileż jeszcze pracy w ogrodzie! Miło pomyśleć.
    Korekty do zrobienia.
    Et cetera. A więc – dobry to będzie dzień, w rzeczy samej.

  36. Relatywnie, aha. Niech będzie.

    Idę się zdrzemnąć trochę. Noc zrobiła się ostatnio zbyt krótka…
    Dobranoc!

  37. Relatywnie młody, Sowo luba.
    Tak jest: obszerna, zasobna biblioteka wielopokoleniowa. Nasz ideał.

  38. „Dudka” znam ze zbioru wesołych wierszy Lengrena z 1979 roku. Myślałam, że całkiem to młody zbiorek ;).
    Natomiast moje ulubione wierszyki dzieciństwa są autorstwa Grzegorza Timofiejewa, z ilustracjami Szancera. Te są dużo starsze ode mnie, ale grunt to dobrze wyposażona biblioteka.

  39. Wierszyk (niemłody) bardzo à propos, ale że też taka młoda Sowa go pamięta!
    Moje uznanie.

    MimiM, bo to są na ogół świetne książki – te, które pamiętamy z dzieciństwa. Kiepskich się raczej nie zapamiętuje i trudno je pokochać.
    Magia prawdziwej literatury.

  40. Sowo P., co za zabawny wierszyk :-)

    Blanko, znalazłam opis tej książki i wydaje się bardzo interesująca. Sama bym chętnie przeczytała.
    Ciekawe, że książki dla dzieci tak często goszczą na naszych własnych półkach. Do tak wielu wracamy po latach… by odkrywać nowe sensy i znaczenia, przywoływać ich magię, dawne wspomnienia, wrażenia, które wtedy towarzyszyły nam przy czytaniu.

  41. „Mnie to nie bawi, dla mnie rzecz smutna,
    że «Ktoś wystrychnął kogoś na dudka».
    Ja tam nikogo nie «wystrychuję»,
    czemu więc wciąż się mnie prześladuje,
    jakimś przysłowiem z moim nazwiskiem?
    Czy Dudek musi być pośmiewiskiem?
    A czy nie może być powiedzonka:
    «Wystrychnął kogoś ktoś na skowronka»?”

  42. Chyba ktoś palnął niezłe głupstwo.

    Dzień dobry Pani Małgosiu i księgowi. Właśnie natknęłam się na książkową nowość dla dzieci, o miłości do książek. Tytuł to „O dziewczynce, która chciała ocalić książki „.
    Miłego dnia!

  43. Dzień dobry! Słoneczny dzień, ptaki wyśpiewują, kwiatki wychynują.
    Sprawdziłam od niechcenia odmianę czasownika „palnąć”: on palnął, on palnie etc, ale czas teraźniejszy dla tego słowa wg jednych (Wikisłownik) nie istnieje, a wg innych (aztekium.pl) i owszem: ja paluję, ty palujesz, on paluje.
    „On paluje głupstwo”?
    Popadłam w głębokie niedowierzanie.

  44. Prawda, prawda, Jadwisiu!
    W nocy małe przymrozki, ale dnie ciepłe.
    Poprzycinałam róże – bardzo już rosną, czas był najwyższy.

    Zuziu, jak ładnie piszesz, miłe dziewczątko nasze.:)

  45. Ależ moi kochani, wychynęłło już nie jedno.
    Fiołki, pierwiosnki, kwitnie forsycja, wczesne tulipanki,różyczki mają listeczki.
    Wiooosna na całego, a ptasząt gromadne poruszenie….
    Chociaż od czasu do czasu zimno jak diabli !

  46. A ja się zgadzam, że wychynięcia nie można zaobserwować. Kto by chciał wychynąć przy świadkach?! To musi się stać niepostrzeżenie i bardzo tajemniczo. Fiołkom też się należy trochę prywatności, niech to chociaż przegapią nasze ciekawskie oczy, obserwujące każdy ruch i zmianę.

  47. Chyba pójdę w sobotę sprawdzić co wychyneło we wrocławskim ogrodzie botanicznym. Są tam miłe i zaciszne zakątki, sprzyjające wiosennym niespodziankom. U mnie w ogródku konkurują forsycja i oczar. Magnolia czeka.

  48. Na etacie w tygodniu do lasu nie da się.

    Facimiech to też polana i szczyt w Pieninach.

  49. W okolicach Tarnowa fiołki też już wychynęły. I forsycja zaczyna się żółcić. I malutkie piąstki fioletowego bzu widziałam!

  50. Jak uroczo. Pozdrawiam serdecznie i wiosennie. U nas gromada fiołków pod domem – z drugiego piętra widzę od niedzieli fioletową plamę!

  51. Kasztanowłoso – kiedyś rosły bujnie na trawniku na Biskupinie. Ale to było dobre 15 lat temu. Kieruj się na węch ;)

  52. Ha! kiedyś, ot, tak – same z siebie, wyrosły u nas na betonowych schodkach! To jest: w maleńkiej na nich szparze.

  53. Tak się właśnie zastanawiam, czy ja aby na pewno do tego samego Wrocławia chodzę do szkoły?
    Widziałam jedynie żonkile (sztuk: 2) i jeszcze jakiś bliżej nieokreślony kwiatek. I to tyle.

    Za to pączków ma drzewach jest mnóstwo.

  54. Niczego nie zbieram i nie przerabiam, bo ciągle biegam za trawiastym i cętkowanym jętykiem. Pozatem mam jeszcze stare zapasy.

    Ładnie u Was, pachnąco. Nasze fiołki już przekwitają, więc spoglądam teraz częściej na magnolie. Lada moment otworzą się w pełni.

  55. Nie ma zupełnie za co. Magdo:) Też byłam ciekawa, co to takiego.
    Niestety, nie znalazłam fąfary, ani farfaka;( A przecież to też musi coś znaczyć.

  56. Mamo Isi, serdeczne dzięki za wyjaśnienie Facimiechów (początkowo myślałam że to coś od miechów kowalskich).
    I Fleszy. Tak podejrzewałam, że lepiej się nie upierać.

  57. Oj, niedobrze. Wiewiórka robi przegląd drzew i krzewów pod kątem świeżego jajeczka na drugie śniadanie.

  58. Pani Kosowa właśnie nazbierała sporą wiechę trawek na gniazdko i odleciała. A wyglądała, jakby ją nagle ktoś obdarzył bujnymi wąsami.

  59. Nazwy geograficzne i miejscowości, nazwiska, idiomy to jakby okienka w dawne czasy.

  60. Nikt nie wychyna, powiadasz, Kass?
    Pośpiech naszych czasów!

    Zaraz, a gdzie jest nasza Sowa P.? Zakład, że właśnie zbiera fiołki na konfiturkę.

  61. Może to dlatego, że trudno zaobserwować proces wychynywania w chwili bieżącej. Widzimy zwykle efekty: już wychynęły, albo mamy nadzieję na rychłe wychynięcie.
    PS. U mnie w ogródku też, na razie w skromnej ilości sztuk dwóch. Ale będzie więcej. Wesołej wiosny!

  62. Hm, można i podług „wpłynął”:
    ja wychynam
    ty wychynasz
    on wychyna
    my wychynamy
    wy wychynacie
    oni wychynają

    Coraz zdziwniej i zdziwniej.

  63. We współczesnych książkach angielskojęzycznych zaginęły za to wszelkie czasy poza teraźniejszym.

  64. Aaa! Wyjaśniłaś nam Facimiechy, dzięki, Mamo Isi!
    Co do Rzezimieszków: we Wrocławiu cieszy ulica Rzeźnicza.

  65. flesza

    1.specjalna budowla zewnętrzna, która umożliwia ostrzelanie ukrytych podejść nieprzyjaciela; strzałczan
    flesza
    2. pchnięcie lub cięcie rzutem w szermierce;
    3. polowe umocnienie obronne XVIII-XIX w.

  66. Mamo Isi, ja nie utyskuję, jeno się ciekawię. To się rzadko zdarza, żeby czemuś zaniknął czas teraźniejszy.
    Tak, Twój koks zaradczy wydaje mi się trafny. Chociaż można się doń przyczepić: „wychynął” jest jak „wpłynął” lub „walnął”, a nie jak „wychylił (się)”, więc w czasie teraźniejszym, skoro mamy go tworzyć wiarygodnie… lecz przebóg!- zagubimy się w nieregularnościach.

    K8, dzień dobry! Miła wiadomość, dzięki.

    Józefino, lubię mieć coś takiego w zanadrzu, względnie za pazuchą.

  67. W Krakowie jest ulica Facimiech, znajduje się na terenie osiedla Na Kozłówce. Jej nazwa pochodzi od folwarku, a właściwie przysiółka zamieszkałego przez facimiechów czyli, jak tłumaczą źródła, ludzi chwytających cudze mieszki.
    Ulica Rzezimieszków, a to dopiero.

  68. Wizja robala zżerającego biednego fiołka w pełni rozkwitu mnie poraziła. Zniechęcam się chwilowo do Szekspira. I Tłumacz musiał się z lekka zniechęcić, bo zamiast oryginalnego mściwego raka, co to zagryza fiołka na śmierć w pełni rozkwitu, przełożył termin egzekucji na dzień jutrzejszy i miast raka dał zwykłego robaka nie przepełnionego mściwymi intencjami. I dzięki Mu za to.

    But, for his theft, in pride of all his growth
    A vengeful canker eat him up to death.

    Lecz ten rozkwit, tak bujny, już w jutrzejszej dobie
    Robak nadgryzie, karząc śmiercią ich plagiaty.

  69. Zaciekawiło mnie, co oznacza słowo famułki:
    – w regionie łódzkim oznacza dom familijny
    – w regionie żywieckim zupę chlebową
    – w regionie śląskim familok, dom fabryczny

    Nie ma co utyskiwać, kochany Starosto, tylko od ręki trza uzupełnić braki; bierzemy za wzór najbliższe prawdy słówko „wychylać” i lecimy z koksem:
    ja wychynam
    ty wychynasz
    on,ona, ono wychyna
    my wychynamy
    wy wychynacie
    oni,one wychynają

  70. Fijoły w naturze dostępne dla wszystkich na placu Kościuszki we Wrocławiu. Dzień dobry, Pani Małgosiu. Dzień dobry, Księgowi.

  71. I dlatego trzeba chronić i dbać o gwary – to skarbnica wiedzy o języku.
    Dzień dobry! :)

  72. Wpadam na momencik, aby życzyć wszystkim pięknej miłej wiosny! Oby każdy miał zawsze w zanadrzu choć odrobinę czasu na przycupnięcie wśród zieleni i podziwianie roślinnego spektaklu :)

  73. Nie widziałeś fiołka w naturze?!
    Do lasu! Czym prędzej!
    Właśnie wychynęły – a ściślej: robią to właśnie w tej chwili, ale – uwaga!!!- czasownik „wychynąć” NIE POSIADA W OGÓLE czasu teraźniejszego! Występuje tylko w przeszłym i przyszłym.
    Kto mi powie: dlaczego i jak to się stało?
    Czy przodkowie nasi mawiali: – On wychynuje (wychynywa?), a potem im to zanikło?
    A może to nasze czasy zgubiły ów czas teraźniejszy? Tyle innych rzeczy zagubiły…

  74. A jakie straszne zębiska w czeluściach onego fiołka widać!

    Nota bene, być może nigdy nie widziałem fiołka w naturze. Poza fiołkiem trójbarwnym.

    Mi się też wydaje, że Fleiche.

    Są jeszcze nazwiska: Fijałkowski, Fijewski.

  75. Nie mogę się doszukać, w którym stuleciu powstała miejscowość, ale jak się znam, to zaraz zacznę się upierać (na intuicję – choć za skarby świata nie wolno tego robić), że nazwa Flesze jest pokrzyżacka, pochodzi z niemieckiego (wiadomo, że językiem urzędowym w tymże Zakonie był niemiecki) itd.
    Wobec tego idę spać. Mam nadzieję, że frapujące (co prawda, to prawda) problemy etymologiczne nie spędzą mi snu z powiek.
    Dobrej nocy:)

  76. Zakładając, że Flesze leżą na terenie województwa podlaskiego (a leżą), które to terytorium należało do Krzyżaków, a jeszcze wcześniej do bałtyckich Prusów (i Jaćwingów), to wszystko być może, Pani Małgosiu.

  77. „Na fleku” to pewnie germanizm. Wiele ich mamy w gwarze wielkopolskiej.
    A Flesze – może to zniekształcone Flasze?

  78. Oj, przydałby się słownik gwary. Albo języka staropolskiego.

    A czy słowo Flesze nie może być formą oboczną do fleku?
    (A dlaczego w poznańskim mówi się o kimś, że jest „na fleku”? Co kojarzę z „Wnuczki do orzechów” – jedna z babć, była, zdaje się, taka żywotna. W języku potocznym znaczy to coś jeszcze innego).
    Niejasno tylko suponuję, bo tyle lat po studiach – i coraz mniej pamiętam z dialektologii i gramatyki historycznej.
    Dzisiejsze znaczenie słowa „flesze” pochodzi niezbicie z angielskiego. Co nie wyklucza, że słowo mogło istnieć dawniej i znaczyć co innego.
    Etymologia jest ciekawa.

  79. Dla mnie też niesamowite są zdjęcia DC Ryśka – nie dość, że piękne, to jeszcze zwykle tak wcześnie, wcześniutko te zwiastuny wiosny podsyła, kiedy Lubelszczyzna ogarnięta zwykle zimną aurą i ani śnić o takich cudeńkach.
    Fandulanka ładnie brzmi : )

  80. Dobry wieczór! Przeczytałam nowy wpis mniej więcej w momencie, gdy za oknem rozpoczęła się śnieżna zamieć…
    Ale też już w tym roku natknęłam się na fiołki, aha!
    Zaśmiewam się z nazw miejscowości:
    „Jestem kontrabasistą, mieszkam w Futerale”:)

  81. Bo „Farfak” już nie, Wójciku, prawda?
    Chyba nazwa pochodzi od tartaku, tyle że ktoś nie wymawiał „T” .
    Frasunek też nie wabi.
    Ani Flaki.

  82. Miło popatrzeć na wiosenny kwiatuszek, kiedy się właśnie wróciło do domu z zimnicy, wiatru i gradu.
    Falbanka zdecydowanie najładniejsza. Mieć domek z ogródkiem w Falbance.

  83. Po wpisie Asi nagle zainteresowało mnie, gdzie w Polsce obecność fiołków została uwieczniona w nazwach miejscowości. Bo bardzo dużo jest „roślinnych” nazw (najwięcej tych, pochodzących od drzew).
    I tu zaskoczenie!
    Jedna! Tylko jedna! – Fiołkówka.
    Ewentualnie można uznać, że i Fijałkowo może od fiołka wzięło nazwę.
    I na tym koniec!

    Ale rozczarowanie okrasiła mi pewna ilość innych przyjemnych nazw, na przykład:

    Facimiech
    Falbanka
    Famułki Królewskie
    Fandulanka
    Fanisławiczki
    Fantazja
    Farfak
    Fąfara
    Figlów
    Figura
    Filutów
    Firanki
    Firany
    Fiugajki
    Fiuk
    Flaki
    Flakowiec
    Flądrówka
    Flesze
    Fortuna
    Frasunek
    Futerał

    oraz niesłychana wprost ilość miejscowości o nazwie Folwark.

  84. Fiołki są we Wrocławiu. Wychynęły po ciepłym deszczu i kilku słonecznych dniach.
    Powietrze niesie wiosenny, obiecujący zapach i chyba ” zwanze” W. Zambrzyckiego jest właśnie na teraz.

    Sonet piękny. Czy to nie wspaniałe, że słowami można wyczarować takie obrazy? Chociaż za robakami, przyznaję się, że nie przepadam.

  85. Dobrze, że tak śliczny kwiatek u nas nie wychynął. Zginąłby biedak w dzisiejszej zawiei i zamieci. Mądre kwiatuszki, wiedzą, że nie przeżyłyby pod warstwą śniegu jaka u nas leży. KC Rysiu mieszka zdecydowanie w cieplejszej części kraju. Wiersz piękny.
    A może bałwana ulepić?

  86. Nie widziałam fiołków w naszej okolicy.
    Dobrze, że mogę więc poczytać poezję o nim.
    Albo posłuchać Mozarta.

  87. Uwielbiam sonety Szekspira! Ta dawna angielszczyzna ujęta w ramy poezji brzmi niesamowicie. Tłumaczenie S. Barańczaka pięknie oddaje jej melodyjne brzmienie. Coś cudownego.

    I kwiatuszek piękny. :-)

  88. Dzięki, Piętaszku – a komentować należy, rzecz jasna!
    Bardzo lubię zdjęcia kwiatów, robione przez Ryśka. I zawsze są te jego kwiatki wcześniejsze od wielkopolskich!
    Ale w tym roku fiołki już i u mnie kwitną, hura!

  89. Tak piękny utwór zilustrowany równie pięknym zdjęciem, właściwie należałoby pozostawić bez komentarza. Pozwolę sobie tylko wyrazić wdzięczność za umieszczenie ich tutaj oraz zachwyt nad przewspaniałym tłumaczeniem.

Dodaj komentarz