Monolog Genowefy B.

genia_OSTATECZNA

 

Cześć i czołem!

Wszyscy główni bohaterowie książek MM mieli na okładce swój portret w kolorach.

Tylko nie ja!

Tak, wiem, Kreseczka była ważniejsza, bo to o niej było tak wiele w „Opium w rosole”. Ale o mnie też było dużo, a jednak w każdym z wydań tej powieści malowano mnie zwykle w tle okładki, na drugim planie. Dopiero jak dorosłam, dostałam swoją okładkę w „Dziecku piątku”. Ale przedtem zawsze byłam czarno-biała. Albo niewyraźna, daleko w tle.

Ja się, oczywiście, nie skarżyłam, cichutko siedziałam, ale pani MM musiała coś zauważyć. Tak, musiało tak być, bo sama słyszałam, jak od razu stanęła po mojej stronie, kiedy rozmawiała onegdaj z panią Iwoną (to jest nasza wydawczyni, osoba bardzo ważna, bo to ona nakłania panią MM do pisania kolejnych tomów, więc dlatego my, wszyscy bohaterowie, istniejemy;  pomyśleć tylko! – nie byłoby nas,  gdyby nie to nakłanianie!).

– Jubileusz, pani Małgorzato – przypomniała pani Iwona, kiedy się zbliżało 40-lecie Jeżycjady. – Trzeba by zaprojektować ładny znak z tej okazji, na plakaty i pocztówki.

– Takie logo? – upewniła się pani MM.

– Tak, i niechby na nim było to, co najważniejsze w serii.

A na to pani MM palnęła bez namysłu:

– Geniusia!!!

To była dla mnie wielka chwila, naprawdę!!!

Pani MM zaprojektowała, a jej córka, kochana pani Emilka, zwana też Adminką, opracowała na komputerze logo z Geniusią, czyli mną, oraz pieczątkę, pocztówki, plakaty i tak dalej. Sami wiecie, bo widzieliście. (Znowu byłam czarno-biała, choć na kolorowym tle).

A całkiem niedawno usłyszałam drugą rozmowę, telefoniczną. Pani MM i pani Wydawczyni szykowały Wielką Niespodziankę!

– Pani Małgosiu, projekt pudełka.

– Na kiedy?

– Na zaraz! Bo kończymy składy, druk w sierpniu. A już na Targi Książki w Poznaniu potrzebny będzie plakat z reklamą.

– OK, już się robi – powiada MM. –  Pudełko mam zaprojektowane, tylko jeszcze mi mój zięć najlepszy na świecie robi wizualizację.

– Musi być śliczne! – oświadczyła pani Iwona. – A na pudełku kto będzie?

A na to MM:

– No, jak to kto? Któż inny jak nie Mała Geniusia! Adminek mi uprzytomnił, że ona też powinna mieć wreszcie swój portret w kolorze!

 

Jak powiedziała, tak zrobiła. Efekt widzicie sami.

 

pudełko3_tył_plakat_MALY

 

A ta cała wizualizacja to jest sztuczka Adminka. Bierze projekt graficzny, zrobiony przez MM i – ciach! – obrabia go komputerowo. Istne czary! Chociaż pudełka jeszcze nie zrobiono, na plakacie ono już jest, dokładnie takie, jakie naprawdę będzie! O, popatrzcie, nawet rzuca cień:

 

plakat3A_kolekcja_wersja_czerw

No a obok leżą, jak widzicie, takie wizualizacje nowych wydań, i też rzucają cień, chociaż ich jeszcze nie ma.

Tak naprawdę to one obecnie inaczej wyglądają (pani MM wszystko namalowała i narysowała, a pani Emilka opracowała graficznie całą serię) – bo chwilowo są to tylko zapisane w komputerze projekty okładek do tego Specjalnego Niespodziankowego Wydania:

 

 

10-Nutria i Nerwus-całość

 

 

13-Tygrys i Róża-całość

 

 

14-Kalamburka-całość

 

Ale już wkrótce  wydawnictwo przyśle pani MM wszystkie nowe składy do korekty autorskiej (uu-u, tyle będzie pracy, że MM się nie wyrobi, więc musiała poprosić, żeby jej przesunięto, na rok 2020, termin oddania do druku nowej powieści! – widzicie, jaka ważna jestem? Ważniejsza od wszystkich, nawet od tego Chucherka!). I jak dobrze pójdzie – już we wrześniu każdy, kto zechce (no, prawdę mówiąc to jednak nie każdy, bo to ma być bardzo  mały nakład, „limitowany”, jak one mówią) będzie mógł mnie kupić, razem z całą kolekcją, i to będzie bardzo ładny prezent na Gwiazdkę, na osiemnastkę, na I Komunię, na ślub (słyszałam, że modnie jest dawać całą „Jeżycjadę” w prezencie ślubnym, hura! Uwielbiam śluby!).

I tym sposobem, taka kolorowa, będę u wszystkich w domu! A ja to tak lubię!

Uściski! Całusy! Jestem taka ucieszona!

Wasza –

Genowefa Bombke vel Trombke.

 

173 przemyślenia nt. „Monolog Genowefy B.

  1. Właśnie po raz n-ty odświeżam sobie całą serię. Ogromnie ucieszyła mnie wiadomość, że to nie koniec przygód rodziny B.!
    Czas pomyśleć o ślubie, problem w tym, że na horyzoncie nie ma chętnego do ożenku ze mną. I co zrobiłabym z tymi kilkoma tomami, które udało mi się uciułać? A może najpierw powinnam wygospodarować miejsce na półce…?
    Bardzo cieszą mnie te dobre wieści. Serdecznie pozdrawiam Autorkę!

  2. Powiem szczerze, że to wydanie „Jeżycjady” w pakiecie jest po prostu przepiękne. Jestem zachwycona i jednocześnie ubolewam, że posiadam już wszystkie tomy na własność ;)

  3. Pani Malgorzato!Dobrze,że ptaki już śpiewają,bo wiosnę i lato jakoś przetrzymamy bez Chucherka.Na jesień i zimę zostaną nam starzy przyjaciele,a potem już rok 2020;)Dla mnie spotkanie z Borejkami jest jak terapia-plasterek na serce(tego chyba Noelka doswiadczyła)i ja tak mam;)Dzięki za te postacie tak bliskie;)

  4. Decyzja wydawcy. Ja tylko wyraziłam zgodę (z radością, zresztą). Całusy, Dorotko!

  5. AsiuN, przecież to już niebawem…
    Tak, masz rację, cały Poznań już inny. A na wsi wciąż tak samo: cicho i pięknie.
    A jak już ptaki śpiewają!

  6. No , jak czytam te komentarze, to uświadamiam sobie, że ja już połowy „Jeżycjady” nie pamiętam! A dwóch części wcale nie czytałam… a to oznacza, że muszę mieć całą edycję. Ale dlaczego limitowana?! Ja jeszcze nie zarabiam, skąd wezmę na nią pieniążki? Mam nadzieję, że chociaż nie będzie zbyt droga, może trochę uda się uskładać, trochę od rodziców poprosić… no cóż, czekam i mam nadzieję, że się uda! Całusy!

  7. Cieszy tak piękne wydanie książek.Cieszy mnie przeniesienie naszych ukochanych bohaterów na wieś.Jeżyce już nie takie same,cały Poznań inny..A u Borejków dzięki przeprowadzkom znów oaza.Smuci mnie jednak,że w tym roku nie będzie Chucherka….wszystko,wszystko rozumiem,ale jako nałogowiec będzie mi ciężko dozipać do tego 2020…

  8. Oj, nie mogę się powstrzymać… Może akurat Wójcik zajrzy tu jeszcze… Bo ja mialam bardzo podobnie z „W pustyni i w puszczy”. Dotąd sporo fragmentów zn na pamięć. A z koleżanką po lekcjach codziennie odgrywałyśmy różne scenki. Gdzie tylko się dało i tak np. w drodze powrotnej ze szkoły – zamieć śnieżna świetnie „robiła” za burzę piaskową :)

  9. Och, niby powinnam się cieszyć, że zaczyna się coś nowego, ale tak bardzo mi szkoda, że ,,Jeżycjada” się kończy…

  10. Wójciku, ważną kwestie podniosłeś: Sienkiewicz i jego zdolność tworzenia „skrzydlatych słów”, jak nazwał prof. Markowski niezapomniane powiedzenia, zwroty, urywki dzieł literackich. Autor „Trylogii” należy chyba do polskich rekordzistów w tej dziedzinie, wraz z Mickiewiczem.

  11. Magdo, a wiesz, że o tym nie pomyślałam.
    Zastanowię się i wszystko się okaże.
    Chyba nie 23! Nie, na pewno. Raczej 1.

    Anette, a i owszem.:)

  12. Długo mnie na stronie nie było, teraz czytam i nadrabiam zaległości. A wszystko, co napisałabym przez ten czas aż we mnie buzuje, więc zamknę to po prostu w jednym ( oraz wieloznacznym):
    ,,OCH!”

  13. Wspaniale! :) Bardzo jestem ciekawa co u Nutrii (mojej ulubionej siostry Borejko) i mam nadzieję, że w „Chucherku” będzie jej dużo, dużo więcej niż w ostatnich tomach :)

  14. Piękne to jest, Krzysztofie. Dzięki za ten fragment.
    Bwana kubwa pamiętam i nigdy nie zapomnę, gdyż swego czasu miałam jakąś obsesję na punkcie
    ” W pustyni i w puszczy”. Tak gdzieś od 12 do 16 roku życia. Czytałam tę książkę w kółko i w kółko. Nawet stworzyłam pierwowzór audiobooka! Nagrałam mianowicie „W pustyni i w puszczy” na kasety ( ze mną samą w roli lektora) i słuchałam potem przy sprzątaniu czy też przepisywaniu zeszytów ( w kółko i w kółko). Obsesję dzieliła ze mną moja siostra, więc porozumiewałyśmy się często cytatami wprost z książki. Na przykład po przebytej po raz kolejny anginie mówiłam:
    – Mnie już nawet i głowa nie boli.
    a siostra na to:
    – Chwała Bogu, chwała Bogu.
    Potem też nauczyłam męża przez wielokrotne powtarzanie:
    Ja: Ty to sobie zawsze potrafisz poradzić!
    Mąż: Byleś tylko była zdrowa, to resztę możesz zdać na mnie.

  15. Pani Małgosiu, nurtuje mnie jedno pytanie: czy na grzbiecie „Chucherka” będzie liczba 23 (miejsce definitywnie zmienione, acz bohaterowie niezmienni – chyba że zmiany powoduje upływ czasu), cyferka 1, czy też póki co nic nie będzie?

  16. Krzysztofie, specjalnie dla Ciebie poszerzyłam jednorazowo pojemność formularza.
    Znam ten tekst, nota bene, kiedyś go czytałam (bo też miałam potrzebę poznać wszystko, co napisał H.S.). Dzięki za przepisanie!

  17. Właściwie już został przyswojony, Anette.
    Nie przewiduję zmiany stanowiska!

  18. Ooo i dwie rude siostry mogły by porozumiewać się klasycznym Morsem świetlnym w razie gdyby internet i telefonia nawaliły ;)

  19. Nie oprę się jednak potrzebie podzielenia się z Ludem tym oto fragmentem „Sielanki” Henryka Sienkiewicza (może formularz przepuści):

    „Ale oto zorza stała się jeszcze czerwieńszą, a na wschodzie pociemniał głęboki błękit niebieski — więc już i wszystkie szmery leśne zlały się w poważne i ciche, choć ogromne, chóry — to bór, nim zaśnie, przed nocą, modli się i odmawia pacierze; drzewa opowiadają drzewom chwałę Bożą, i rzekłbyś: ludzką rozmawiają mową.
     Ach! tylko bardzo niewinne dusze rozumieją tę wielką i błogosławioną mowę! Ach! tylko bardzo niewinne serca słyszą i rozumieją, gdy pierwszy chór ojców-dębów tak rzecz zaczyna prowadzić.
     — Siostry-sosny, radujcie się: oto Pan dał nam dzień cichy i ciepły, a teraz noc gwiaździstą po ziemi czyni. Wielki Pan, a mocny, a mocniejszy od nas, a dobrotliwy, więc chwała Mu na wysokościach, na wodach, na lądach i na powietrzu!
     A sosny przez chwilę rozważają dębowe słowa, a potem ozwą się zgodnie chórem:
     — A oto, Panie, na chwałę Twoją, niby kadzielnice ofiarne, ronimy balsam wonny i mocną a mocną woń żywiczną. Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje!
     A potem brzozy:
     — Zorze wieczorne płoną na niebie, o Panie, a w blaskach ich listeczki nasze złote są i pałające. Więc listkami naszemi złotemi pieśń Ci czynimy, o Panie, a cienkie gałązki nasze grają, jak harfy, o dobry Ojcze nasz!
     I znowu smętne świerki:
     — Na umęczone upałem, posępne czoła nasze pada rosa wieczorna. Chwała Panu! Bracia i siostry, radujcie się, bo pada rosa wieczorna!
     I wśród tych chórów jedna tylko osiczyna drży lękliwie, bo dała drzewa na krzyż Zbawiciela świata, i czasem tylko zajęczy cicho:
     — Panie, zlituj się nade mną!
     A czasem znowu, gdy dęby i sosny zmilkną na chwilę, od stóp ich podnosi się cichutki, lękliwy głosik, cichy, jak brzęczenie komara, cichy, jak cichość sama. Głosik ten śpiewa:
     — Jagódkam jest, o Panie! maleńka i w mchu utulona. Ale Ty mnie usłyszysz, odróżnisz i ukochasz, bo, chociażem maleńka, pobożnam jest i śpiewam Tobie na chwałę!
     Tak modli się co wieczora las, i taka kapela podnosi się co wieczór od ziemi ku niebu i leci wysoko, wysoko, aż tam, gdzie niema już żadnego stworzenia, gdzie niema nic, tylko pył srebrny gwiazd i mleczne szlaki, i gwiazdy, a nad gwiazdami — Bóg!”

  20. O, już nie mogę się w takim razie doczekać renowacji w wykonaniu Robrojka!:) Są zawsze takie inspirujące i przytulne.

    Serdeczne pozdrowienia dla pani Iwonki :)

  21. No, idę. Zaraz przyjedzie pani Iwona, przywiezie makiety tej kolekcji. Ciekawa jestem!

  22. Tak, to prawda w pewnej mierze.
    Akcent coraz mocniej mi się przesuwa na tereny wiejskie!
    Od wczoraj ruszyła mi wyobraźnia w kwestii przeprowadzenia rodziny Rojków w pobliże sióstr i rodziców. Co tak będą sami w mieście tkwić! Ida już się przeniosła do Ruinki, Gabrysia u Patrycji. Zapytam, czy tata Gaudentego nie chciałby sprzedać tej chałupki z pamiętną stodołą. Robrojek spokojnie by sobie poradził z renowacją!

  23. Dziękuję, Józefino!
    Tak, pora na Bukoliadę, bo 7 kg Jeżycjady z trudem się mieści w pudełku.
    Ale spokojnie, jedyna różnica to będzie miejsce akcji: już nie Poznań!

  24. Ileż do przyswojenia ma człek ze wszystkim wiecznie spóźniony (czyt. moja przykra osoba), ile nowin, ile obrazów do podziwiania, wierszy podsuniętych pod nos, osiągnięcia Ciotki Zgryzotki (wielkie gratulacje!), a teraz niespodzianka w postaci nowych jeżycjadowych szat! No, proszę, jak tu Geniusia smacznie triumfuje :) A ja właśnie się za powtórkę zimową „Opium w rosole” wzięłam i wszystko tak mile się przeplata. I gdy się tak nad tą Genowefką zastanawiałam… to naprawdę ona niesłychanie pasuje jako taki symbol Jeżycjady. Gdyby tak spojrzeć na jej małą postać maszerującą za bohaterami, przyglądającą im się uważnie i wpadającą znienacka na obiadki, czy nie przypomina ona troszkę nas jako czytelników, którzy chętnie wracamy do tych wszystkich historii, śledzimy losy miłych nam postaci i, niesieni magią czytania, koniec końców lądujemy na herbatce przy stole Borejków?
    Całe przedsięwzięcie pudełkowe prezentuje się znakomicie i bardzo „przytulnie”. I, Geniusiu, do twarzy ci w kolorach!! (◍•ᴗ•◍)❤

    P.S. Jeżycjadę darzę niewygasającą potężną dawką sympatii, lecz jeśli droga pani Małgorzata twierdzi, że pora na Bukoliadę (równie czcigodna nazwa), to zaraz szykuję wygodny kącik w sercu na kolejną przygodę.

  25. A nie, nie było tak źle, trochę się tylko naszukałem mniej znanych nowel, natomiast nowe wydania powieści są dostępne na rynku, sporo w ostatnich latach opublikowało Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu.

  26. Piękna kolekcja, Wilku Morski. I wcale nie tak łatwo było ją zebrać, prawda? Pewnie wiele starych wydań zgromadziłeś, nowych nie ma!

    Dobranoc!

  27. Mowa o Sienkiewiczu, więc się wtrącę. Uzupełniłem książki, których na półce nie było (chociaż niektóre z pewnością kiedyś tam przebywały – a potem zniknęły) i mam wszystko, co H.S. napisał. Pierwszych swoich utworów – „Na marne”, „Humoreski z teki Worszyłły”, „Sielanka. Obrazek leśny” – ponoć się wstydził i nie pozwalał później wydawać, ale według mnie są całkiem niezłe. W „Sielance” jest śliczna modlitwa drzew na zakończenie dnia, zbyt długa jednak, żeby tu przytoczyć.

  28. Magdo, bardzo dziękuję za polecankę, myślę, że takiej lektury właśnie mi potrzeba.

  29. Z „Wnuczki do orzechów”, Nutrio. Nie martw się, jesteś jeszcze młodziutka. Mnóstwo czasu przed tobą, wchłoniesz masę wiedzy.

  30. Kojarzę ten cytat! Skąd? (Cóż, im dłużej tu jestem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mam ogromne braki…)

  31. A pewnie, że tak. :) Przeczytałam wszystkie tomy jak i (siłą odrzutu) wszystko McCall Smitha co tylko było dostępne w bibliotece.
    Ta seria o Szkocji (44 Scotland Street) też całkiem przyjemna. Choć nie wiem, czy Pani jest tego samego zdania. Mam jednak inną metodę na czytanie niż Pani i Sowa. ;))
    Sam Alexander McCall Smith to bardzo pozytywna postać. Oprócz tego, że pisze, jest także doktorem praw (specjalizował się w prawie medycznym), pomógł założyć pierwszą operę w Botswanie: the Number 1 Ladies’ Opera House (i osobiście napisał libretto do pierwszego przedstawienia), grywał także jako fagocista w zespole The Really Terrible Orchestra. Miły człowiek. (To tak na zachętę, gdyby ktoś jeszcze nie czytał).

  32. Hanno (wiad.pryw.)- tak, właśnie dlatego nie byłam na gali. Zresztą, nawet zdrowiutka jak młoda rybka, i tak wolałabym nie uczestniczyć.

    „Daj sobie z wielkim światem spokój,
    Zostańmy lepiej tu, na boku”- jak pisał poeta.
    Nota bene, był to Goethe. Wiedział, co pisze. On też by nie uczestniczył.

  33. Madziu, miła to książka, prawda? Tom pierwszy, i może drugi, bo dalsze już mniej.
    Ale czy oni mówili w języku suahili?

  34. Mamo Isi, dziękuję za „Chucherko” w suahili. Wstrząsające.

    Hanno (wiad.pryw.)- nie, nie przewiduję. Zdrowie już nie to, co kiedyś. Ale nie narzekajmy. Inni mają gorzej.

  35. Słowo bibi chyba znam. Czy to możliwe, że z Kobiecej Agencji Detektywistycznej nr 1?

  36. Jednak, słowo mama w tym egzotycznym języku brzmi chyba inaczej, ale jedno jest pewne, że to prawdopodobnie jedyny język na świecie, w którym mlaskać można do woli.

  37. „Chucherko” w bardzo wolnym tłumaczeniu to „Embamba kijana” (chuda dziewczyna).

    Słowo safari też jest z ki suahili i oznacza ekspedycję.
    „Kilima” oznacza górę, a „ndżaro” karawanę.
    A „siafu” oznacza mrówkę. No i „bibi” panią.

    Doczytałam się, że zeriba nie jest w ki suahili. Tak mówią w północnym Sudanie.

  38. Bo to jest pierwszy dźwięk, formowany przez małe usteczka. Takie mamlanie. I na ogół słyszy to rodzicielka, zwłaszcza karmiąca.
    Ależ była radość, kiedy jedno z naszych dzieci wymamlało najpierw „ta-ta”!

  39. Nawet w jednym z najdziwniejszych, moim zdaniem języku świata xhosa lub khosa, którego wymowa polega m.in. na – mlaskaniu !! Mama, to mama. To jest zadziwiające.

  40. Magdo, ja też oglądałam ,,Alicja po drugiej stronie lustra” (dawno, bo dawno, ale wrażenia się pamięta) i mi również się podobało. Niestety, nie czytałam książki. Jakoś nie było jej w żadnej znanej mi bibliotece, a potem to już po prostu o niej zapomniałam.
    Co do ortografii, to ja mam podobne doświadczenia. W młodszych klasach z dyktand zawsze łapałam słabe oceny (to jest, wg. mojej ówczesnej hierarchii ocen, zapewne coś koło czwórek), a teraz to zazwyczaj robię tak, że, gdy mam wątpliwości co do jakiegoś słowa, po prostu je sobie piszę gdzieś z boczku w obu wersjach. I wtedy już wiem na pewno.

  41. Uczmy się!
    Mzimu jest – duch. Oraz nyama – mięso. I mtoto – dziecko. Simba – lew. Jambo – witaj.
    Zeriby za to nie ma, no ale to mały słownik.
    Kubwa oznacza duży, ważny, wpływowy.
    Ale mamy coś wspólnego – mama oznacza mamę. A mama mkubwa oznacza ciotkę. Zaś kłopot to jenga, kisirani lub shughuli. Jednym słowem „Ciotka Zgryzotka ” po suahilijsku to „Mama mkubwa jenga”.

  42. Jambo, mzungu!
    Może i ma Pani rację, skoro tak pięknie się to „Chucherko” zapowiada, a scenerie ostatnich powieści rzeczywiście urocze i też bliższe mnie (na wsi naprawdę się oddycha!).
    Czy jest ktokolwiek tutaj, kto widział tę zorzę? (w lubelskim nie widziałam).
    Przybijam z Wami „tano” i znikam. : )

  43. Dziękuję za poprawkę i za poprawność.:)
    Przyznam, że fafanukuję się także ogromną i irytującą (mnie) skłonnością do powtórzeń, dlatego czytam zwykle swe przemyślenia przed wysłaniem, a jak już poślę, to cofam i czytam znowu. I, dziwnym trafem, okazuje się często dopiero wtedy, że jednak puściłam jakiś błąd czy błądzik. Nie zawsze poprawiam, bo co za dużo to niezdrowo, cóż zrobić.
    A z ortografią właściwie nie miewałam nigdy problemów, bo choć zasady znam trochę słabo, to czytałam, czytam (i czytać będę) – więc i pisownię się zapamiętało. ;)
    Miłego wieczoru! Dla Pani i dla Wszystkich!

  44. Poprawiłam, Madziu. Ty fafanukujesz się starannością ortograficzną.

    KokoszaNel, MaryMeg, tak, Mzimu! No przecież, pamiętam!

    Chyba sobie dziś poczytam na dobranoc „W pustyni i w puszczy”, pod kątem suahili.
    Mamo Isi, sprawdź, z łaski swojej. czy w słowniczku masz Mzimu.

  45. Aż tak daleko (do zeriby) pamięć moja nie sięga.
    Ojoj, specjalnie puściłam drugą (prawie) taką samą wiadomość przed ujawnieniem komentarza, bo w tej drugiej nie zjadłam literki „w”.
    Ale pal to sześć, zaznaczam tylko korektę.
    Obejrzałam właśnie „Alicję po drugiej stronie lustra”, z pewnym takim opóźnieniem (bo jak się ma czas, żeby trochę więcej poczytać, to się już go nie ma, żeby trochę pooglądać, ot co) i całkiem mi się spodobała, bo była po trosze poświęcona mojemu ulubionemu zagadnieniu, czyli czasowi.
    Właściwie zgadzam się z Alicją: Czas to nie pieniądz. I najlepiej wykorzystujemy ten czas, który dajemy innym. :)

  46. I słuszny to wniosek, Nutrio luba.

    Aha. jeszcze jedno słowo w języku suahili znamy z „W pustyni i w puszczy”: „zeriba”. Pamiętacie? Kolczasta zapora z gałęzi przeciwko dzikim zwierzętom.
    Ach, Mamo Isi, jakie śliczne słówka, Uczmy się razem!
    A więc Kali znaczy odważny?!
    Ach, pigupigu!!!!

    Madziu, życiowa racja. Miągwa też może być bingwa. Natura ludzka jest złożona.

  47. Do świętej Anielki, oczywiście, że pamiętamy ,,bwana kubwa” (że tak sobie pozwolę wypowiedzieć się w imieniu ogółu)!
    W ogóle do ,,W pustyni i w puszczy” bardzo lubię wracać, choć inne powieści przygodowe zawsze mnie niezmiernie nudziły.

  48. A w swej biografii miał nawet epizodzik detektywistyczny. Żeby nie było.
    Już mnie nie ma. (Powiedzmy).

  49. Pamiętam!
    A teraz to nawet potrafię powiedzieć jedno zdanie w języku suahili. (Ciekawe, jaką mają też gramatykę).
    Kto by pomyślał… Idę poczytać, bo jeszcze za chwilę poczuję, że jestem prawie bingwa. A nie miągwa rozmemłana;)

  50. fafanuka – wyróżniać się
    pigupigu – machać ogonem
    Nb. „kali ” oznacza:dziki, ostry, silny, odważny;

    A „mkubwa” – przywódca, jak wiadomo.
    Czyżby Sienkiewicz miał ten sam słowniczek?

  51. Och, zatęskniłam za „W pustyni i w puszczy!” zapiszczała Genowefa Mjombke.
    Gratuluję pamięci Młodosto!
    „Bwana kubwa” kojarzę dlatego, że zapomniałam jak miała na imię Mea (Kalego każdy pamięta, swoją drogą ciekawe czemu?). No i z rozpędu przeczytałam Kogucikowi fragment o słoniu.

  52. Aa, przyszła Emilka i co? Nawet ona nie pamięta, że „bwana kubwa” (panie wielki) pochodzi z „W pustyni i w puszczy”!
    A wy pamiętacie?

  53. O, jakoś tak swojsko się zrobiło ;)

    Piętaszek nie chce narażać Ulubionej Autorki na stres, ale historia literatury zna takie przypadki, a mimo to nie widuję hord nastolatków uganiających się za przestępcami, ale już nie będę dręczyć – ja mjonga, mjonga.

  54. Nie, Piętasiu, nie i nie. Z moim rozbudowanym instynktem macierzyńskim bałabym się stale, że jakaś grupa bystrych nastolatków weźmie rzecz na serio i spróbuje demaskować groźnych przestępców. To by się nie mogło powieść.

  55. Mamo Isi, „bingwa” zbyt blisko jest miągwy, by miało mnie przekonać do siebie. Ale podejmę próbę.

    Sowo, a nie, a wcale nie!- mówi Ci osoba z doświadczeniem praktycznym.
    Jest zdecydowanie taniej, a milej na pewno.

  56. Och, piękna seria się zapowiada, pewno będą zapisy!
    Berecik Geniusiowy mam, noszę i chwalę sobie. Z racji wiosny i powiększających się gabarytów nabyłam w zaprzyjaźnionym secondhandzie T-shirt w kolorze chucherkowym. Berecików nie mieli, szkoda.

  57. Dorwałam dziś „Mały słownik suahilijsko-polski i polsko-suahilijski, wyd. I z roku 1966. Nakład 10 tys egz. Część suahilijsko-polska liczy sobie stron 46 i tyleż samo w drugą stronę. Nie jest to język bogaty, ale niewątpliwie musi mieć jakieś inne zalety. Chyba sobie przyswoję na chybił trafił. Co dzień jedno słówko. Na dzisiaj: „bingwa” – pilny, zdolny, doświadczony.

  58. Tak i cóż zrobić, spróbujmy przeżuć ten zawód wespół w zespół. Co za życie! Nikt nie ma na nic czasu i to są tego skutki! Ech!

  59. Co się oszczędzi na wsi, to się zużyje na dojazdy. (Ch. w czasie roku szkolnego mogłaby ewentualnie pomieszkiwać w bursie.)

  60. O zabijaniu szczerze mówiąc nawet nie pomyślałam, ale o przestępcach zdemaskowanych przez grupę bystrych nastolatków i owszem :)

  61. No, może jeszcze przemyślę tę szkołę muzyczną, Sowo. Może Ch. będzie tylko grała w kółku muzycznym, w miasteczkowym Ośrodku Kultury. U nas jest takie i wszystkie znane mi dzieci tam chodzą i potem grają w dziecięcej orkiestrze! Mamy tu też chór i zespół tańca ludowego. Wiwat Wielkopolska!

    W związku z tą Bukoliadą zmieniła mi się koncepcja Chucherka”. Ale nieznacznie. Akcję przesuwam na 2019, co jest z wielu względów korzystniejsze.

    Anette, to jest do rozważenia. Jędruś chodzi do liceum (miałby na wsi to samo, co Nora), a Szymon zdał na studia. Mógłby zamieszkać w poznańskim mieszkaniu, sam.
    A życie na wsi jest O TYLE tańsze!!!!

    Madziu (wiad.pryw.)- dzięki za wiadomości i nadal życzę powodzenia, niezmiennie!

  62. Piętaszku, och, nie: nie umiem zabijać bohaterów, a w ogóle jestem zbyt praworządna, by napisać naprawdę interesujący kryminał. Jak to poznanianka.
    Co do Rzodkiewki: ona miała swój pierwowzór w postaci niejakiej Moniki, rumianego, zamaszystego dziewczątka lat 8, które uczęszczało na zajęcia malarskie, prowadzone przeze mnie w Pałacu Kultury w Poznaniu.
    Po latach przypomniała mi się sama, kiedy przyszła do mnie po wywiad. Została dziennikarką!

  63. Dzień dobry! To znów ja – namolny ale
    wierny Piętaszek , którego w związku z nową, bukoliadową perspektywą (hura!), zaczęła nurtować taka myśl – czy Ulubiona Autorka (znana miłośniczka i ekspertka w dziedzinie powieści detektywistycznej), nie spełniłaby marzenia wielu i nie stworzyłaby kiedyś bukoliadowej odnogi w postaci powieści kryminalnej z udziałem potomków dajmy na to Rzodkiewki ? Ciekawe co ona teraz porabia? Poza tym czyż akcja Małomównego nie dzieje się właśnie na wsi? Och, rozmarzyłam się.

  64. Pani Małgorzato, co za sensacyjne wieści na temat miejsca akcji „Chucherka”! :) A czy Rojkowie również porzucili/ porzucą wielkomiejski blok i przenieśli się/ przeniosą się w wiejskie zacisze?

  65. Bukoliada – świetny pomysł! Czy w takim razie „Chucherko” będzie tomem pierwszym nowej serii? Jak ja lubię. kiedy rodzą się nowe, piękne pomysły:)

  66. No nie, przegapiłam zorzę polarną! Ja się odstrzelę z dwururki; zawsze chciałam ją zobaczyć;(

  67. A mnie się wydaje, że Geniusia nie jest ważna, jest nadal skromna, choć uszczęśliwiona. ;) To miłe i dobre dziecko cudownie się nadaje na logo Jeżycjady, symboliczne wręcz.
    A poza tym bardzo się cieszę na Bukoliadę. Całe dzieciństwo spędziłam na wsi i teraz znów tu mieszkam. Nie mogę się doczekać „Chucherka”, choć to dopiero w przyszłym roku. :) A od mieszkania w mieście w trakcie roku akademickiego w okolicach kwietnia zaczynałam cierpieć na permanentne bóle głowy; mieszkałam kiedyś przy głównej ulicy w kamienicy z początku ubiegłego wieku, wspaniały, wielki i wysoki pokój, ale ten huk pędzących samochodów i przejeżdżających trolejbusów! Nie ma to jak wieś spokojna.

  68. Dzień dobry!
    Kris, dziękuję. Tak, na Bukoliadę już wielki czas. Sama już prawie nie bywam w Poznaniu, najnowsze miejskie realia mi uciekają, za to tych bukolicznych znajduję całe wielkie obszary. Zresztą, to się samo dzieje: już akcja kilku ostatnich tomów Jeżycjady rozgrywała się głównie na wsi, z akcentami wielkomiejskimi. Centrum wydarzeń serii przesuwało się coraz częściej poza miasto. A już kiedy przeniosłam wiadomą tablicę do domu Patrycji, oczywiste się stało, co musi być dalej, zwłaszcza, że Ida właśnie wykończyła Ruinkę i przeniosła się tam na stałe z rodziną. Ciężar przesunął mi się na wieś jeszcze wyraźniej!
    Tym samym decyzja zapadła: Chucherko będzie pochodziło z małego miasteczka, nie z Jeżyc!

    Tak więc, WioluM, nie żałuj niczego: pracujemy nadal!

  69. „Widzicie, jaka ważna jestem? Ważniejsza od wszystkich, nawet od tego Chucherka!” – Geniusiu, uwielbiam Cię! :)
    Piękny ten kolorowy portrecik, te oczka i uśmiech!

    Wspaniały pomysł, DUA, limitowana edycja Jeżycjady w pudełku wygląda pięknie! Bardzo mi się podoba nowa szata graficzna.

    Bukoliada, och, cieszę się!

  70. Cześć i czołem w Tłusty Czwartek!
    O! A mnie dziś obudziło cudne słoneczko; pięknie jest – szkoda tylko że tak wieje.

  71. Wystarczy popatrzec na ciebie Gieniusiu i cieplej sie robi na duszy (i ciele- wciąż zimno). Tymczasem tez robię sobie mentalną wizualizacje tego pięknego wydania na moich półkach.

  72. To już!
    Idę się wychylić.
    Pogoda była tu dziś bezchmurna, może coś ujrzę na niebie.

  73. Pani Małgosiu, nie było mowy o Wielkopolsce, tylko że, inaczej niż poprzednio, zorza ma być widzialna nie tylko w północnej Polsce, ale i w centralnej. Mam nadzieję, że Wielkopolska, jako kraina leżąca na południe od północy, mieści się w tym centrum. ;o)
    Między 22 a 1. Nie cały czas. I niestety – w mieście rzeczywiście nie widać.

  74. Piękna rzecz, piękna pamiątka.
    Będzie nam wszystkim odmierzać godziny szczęśliwe.

  75. Zorzę polarną, Nini?! Ależ nie wiedziałam! Czy w Wielkopolsce też?
    Muszę to zbadać!

  76. Kochane jesteście.

    Bożenko, tak, to ten sam obrazek, który namalowałam na Sylwestra 2014 – tylko tyle byłam wtedy w stanie zrobić, by zainaugurować tę stronę w jej nowej wersji – tak się złożyło. Pomyślałam, że ten zegar powinien teraz odmierzać szczęśliwsze godziny.

    Tak, mam w domu naprawdę właśnie taki zegar. Jest piękny. Pochodzi z czasów Księstwa Warszawskiego, podstawę ma z drewna zwanego czeczotą, a dostałam go od rodziców po zdaniu matury.
    Występował już kiedyś we „Frywolitkach”, w wersji rysunkowej, czarno-białej. A teraz ozdobił „Kalamburkę”, bo jest bardzo à propos.

  77. Karino! Dziękuję za przypomnienie o Ogólnopolskim czytaniu Jeżycjady! Zaraz jutro zgłaszam i moją szkołę!

    Limitowane wydania bardzo chętnie bym przygarnęła, szczególnie wiedząc, ile serca włożyła DUA, Adminka i Adminek w ich przygotowanie. Też zakładam skarbonkę!

  78. Delektuję się ponownie projektami okładek. Są bardzo stylowe. Na „Kalamburce” przepiękny zegar, z symboliczną godziną. Podobny rysunek zauroczył mnie już kiedyś w sylwestrowym rozdziale „Pulpecji”; tu ten sam chyba zegar, jakże pasujący, perfekcyjnie wycyzelowany. Czy DUA może takie cudo zegarmistrzowskie posiada?

    Okładki miękkie są rzeczywiście lekkie i wygodne, ale tutaj, tutaj – tylko twarda.
    Elegancki, zgrabny tomik Jeżycjady w dłoni, zwiewna suknia, kapelusz i huśtawka ogrodowa – taka mała scenka rodzajowa mi się marzy…

  79. Jaki śliczny pomysł! I Geniusia jaka ładniusia w bereciku czerwonym i uśmiechu szerokim! Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć wszystko, Pani Małgosiu.

    A czy Lud wie, że będzie dziś można zobaczyć zorzę polarną? Najlepiej z dala od miast i ich świateł, niestety.. No, zobaczymy!

  80. Jakie to piękne! Nie ma dnia, żeby nie myśleć o Jeżycjadzie i górach, nęcą tak samo : )
    Szkoda tylko troszkę, że już Jeżycjady koniec. Tak to w życiu bywa.

  81. Geniusiu, dziecko kochane. Myj łapki, chodź na obiadek. :)
    Ile ufności jest w tych oczkach.
    Okładki śliczne. Listeczki, kwiatuszki, takie precyzyjne, delikatne.

    Bereciki posiadam, w kolorze czerwonym zakupię jak tylko wybiorę płaszczyk.

  82. Bardzo mi miło, MaryMeg! Dla Córci – najlepsze życzenia na studenckie lata! (Ale najpierw chyba – na maturę!). A Tobie dziękuję za dobre słowo.

    Co do reprintów, Piętaszku: wielce wątpliwe. Co było, minęło. Idziemy dzielnie naprzód!

  83. Córci na początek studenckiego (mam nadzieję!) życia – jak znalazł! A moje ukochane, wyczytane egzemplarze niech zostaną ze mną :). Tyle wspomnień przywołuje każdy! Z kolejnych etapów życia…
    Żółciutką „Szóstą klepkę” dostałam jeszcze w podstawówce (i wciąż nie tracę nadziei, że odnajdę ją w rodzinnym domu). Na studiach podczytywałam pod ławką „Brulion…”, karmiąc dzieci – „Imieniny”. A od dobrych paru lat bohatersko ćwiczę się w ofiarności i pozwalam Córce pierwszej czytać najnowsze tomy… :)
    Najbardziej jednak pokochałam „Opium”. Rok bez Geniusi byłby rokiem straconym! :) Proszę zatem uściskać ją ode mnie!
    A Ukochanej Autorce – z serca DZIĘKUJĘ! :)

  84. A ja tak tylko na marginesie zupełnym zapytam (po cichutku), czy byłaby szansa w przyszłości pani Małgosiu na reprinty pierwszych tomów Jeżycjady ? Uważam bowiem, że stanowiłyby one dla niektórych smakowity (oj, bardzo) kąsek, a i dla Autorki Ulubionej mało absorbujący. Mogłaby Ona bowiem zajmować się „produkcją” całkiem nowych tomów tej ukochanej przez rzesze serii.

  85. Karolino, nie, ilustracje, jako integralna już część tekstów, pozostają bez zmian. Może tylko zmienią się niekiedy ich rozmiary i wymiary – bo inny niż zwykle jest format książek (są nieco mniejsze, ale dzięki temu zgrabniejsze i milsze w kontakcie).

    Proszę, oto i nasz Wójt w gronie Czerwonych Beretów!

  86. Kolifink, kolifink, już więcej nie pytam.
    Czerwony berecik, rychtyk w takim kolorze jak ten Geniusi, noszę z upodobaniem od lat. Nie zważając na trendy i mody jestem wierna beretom. Mam pudło ze stosikiem berecików we wszystkich niemal barwach. Ten stosik wygląda jak kolorowy tort. No dobrze, przyznam się, żółty miałam na sobie tylko raz i to dawno, ale tak ożywczo się prezentuje między szafirowym i zielonym, że niech tam sobie leży.

  87. Co za wspaniała wiadomość ! Marzę o tak pięknie wydanej kolekcji do nowego domu. Biorąc pod uwagę, że postanowiłam spełniać marzenia, to kto wie, kto wie :)
    Ilustracje będą takie same jak w poprzednich wydaniach, czy również na tym polu możemy się spodziewać nowości ?

  88. Wójciku, Ida ma serduszko z dziurką.
    Ale więcej nie zdradzę, suspensik musi być!

    Gio, wzruszasz mnie.

    Celestyno, a więc Geniusia jest trendotwórcza! Czerwone bereciki hitem roku 2019?

  89. O, Boze, jakie to wszystko piekne!
    Nie moge wzroku oderwac od kolorowej Geniusi. Przeczytalam monolog, cala serie oszalamiajacych dobrych wiesci, obejrzalam z pietyzmem zaprojektowane nowe przesliczne okladki, ale wciaz wracam do tego wielkiego portretu. Kocham Cie, Genowefo!!
    Piszczymy tu z zachwytu, corka i ja.
    P.S. Zaraz polece nabyc czerwony berecik, „na starosc” tez ladnie i ozywczo wyglada:)

  90. Och, walor estetyczny tej specjalnej edycji kusi mnie bardzo (a moja Jeżycjada „pierwotna” jest w stanie podobnym jak u Wiewiórki). Zerkam na te nowe okładki i z każdym rzutem oka podobają mi się coraz bardziej (a rzuciki przypadły mi do gustu od razu). :-) Już chętnie bym je widziała w „realu”. Ale z drugiej strony cieszę się, że to nie będzie tak zaraz – przyda się trochę czasu, żeby poczynić stosowne przygotowania budżetowe (założę sobie specjalną skarbonkę). :-)

  91. No jasne, że wazę! Rosołek obowiązkowo.
    Ciotkę natomiast widzę na wizualizacji, ale listka nie rozszyfrowałam. A więc klon i to z noskiem, no no.
    A Ida ma pędzel? :D

  92. Ciotka ma listek klonu z podwójnym „noskiem”.
    „Opium” ma wazę z rosołem.
    A Bebe ma guzik.:)

    Et cetera.

  93. A już zwłaszcza, zamiast mufki z wiewiórek.
    Jeszcze tylko dodam, że bardzo cieszę się z sukcesu Ciotki Zgryzotki. A w jaki to rzucik Cioteczka się przyozdobi?

  94. Kochany Wójciku! Jeżycjada zamiast futra z norek – to nawet w zgodzie z myślą ekologiczną!
    No i dużo taniej.

  95. Po powrocie z ferii dobrze jest zajrzeć na tę stronę. Co za pociechy!
    Kupię to sobie. To już postanowione. Myślę, że nie trzeba specjalnych okazji, ślubów, rocznic, imienin, urodzin itd. Uważam, że kobieta ma prawo raz na jakiś czas sprawić sobie przyjemność książkowo – estetyczną. Mężczyzna oczywiście też je ma. Moje stare wydania Jeżycjady są już mocno sfatygowane ( Opium wręcz w rozsypce) i w dodatku każde z innej parafii, by tak rzec, więc młodziutka, pachnąca farbą drukarską Jeżycjadka zagości na mojej półce. A jaka ona jest śliczna! Jak przemawia do mojej wrażliwości na piękne okładki, jak miło będzie na nią patrzeć codziennie i myśleć o tych wszystkich miłych ludziach, których Autorka wymyśliła. A w dowolnej chwili sięgnąć po dowolny tom i zanurzyć się w tym przyjaznym świecie ( i oczywiście spóźnić się tam gdzie się miało nie spóźnić).
    No, jednym słowem, też nie mogę się doczekać.

  96. Ten Anonim w czerwonym bereciku to przecież ja – Karina:) Zapomniałam się! Dziękuję bardzo, każda wiadomość tutaj, to uśmiech.

  97. Drogi Anonimie!
    Osoba w czerwonym bereciku może mnie prosić o wszystko. Zgodzę się odruchowo.

    Zapraszam dziatwę tutaj, gdzie właśnie sobie bezpośrednio i na żywo rozmawiam z czytelnikami. Wpisujcie pytania, odpowiem od razu!

  98. O! Witaj Geniusiu! Ty nasz poczciwy jeżyku z Jeżycjady :) Fajnie, że znów jesteś z nami plasterku na zbolałą duszę. Rób nadal to, co robisz najlepiej – godź ludzi z samym sobą oraz z innymi.

  99. Jakie subtelne i śliczne te okładki:) A Geniusia – miód, ptyś i „kakałko” z pianką! Jakże jej się oczka błyszczą. Aż chciałoby się przytulić kruszynkę. Coś mi chyba podszepnęło, bo kupiłam sobie czerwony berecik. Zamierzam go od jutra z dumą prezentować całemu światu.

    Mam ogromną prośbę. Wiem, że czas to towar deficytowy i bezcenny, ale spróbuję. Jako że związana jestem z edukacją ( piętnaście lat nauczania języka polskiego w LO, a od dwóch lat fach logopedy i tyflopedagoga w SP), zamierzam wytrwale krzewić miłość do Borejków, ich sąsiadów, nauczycieli i przyjaciół :) Właśnie zarejestrowałam swoją szkołę do udziału w akcji Ogólnopolskiego Czytania Jeżycjady. Jednym z projektowanych działań jest skrzynka pocztowa, w której znalazłyby się pytania do Szanownej Autorki i Równie Szanownych Bohaterów. Chciałabym zaproponować dzieciakom taką pośrednią formę korespondencji. Nie byłyby to całe listy, tylko konkretne pytania. Oczywiście dokonałabym selekcji tychże, żeby oszczędzić Pani podobnych tematów i nie zarzucić tysiącem komentarzy. Czy jest szansa na Pani akceptację tej formy? Właśnie wymyślam różne różności i robię sobie burzę w mózgu, żeby połączyć kilka ciekawych akcji w ramach OCZJ. Przesyłam mnóstwo serdeczności:)

  100. No, miło będzie wreszcie zobaczyć w realu to wszystko, cośmy wytworzyli wirtualnie.
    Prawdę mówiąc, nie mogę się doczekać!

  101. Och, jaka to musiała być mozolna, ale i z pewnością miła (bo wspólna?…) praca! I te debaty nad kolorem – jaki przyjemny, ciepły obrazek!

  102. Dziękujemy obie z Admineczką, Jolu P. Wspólna robota. Moje projekty, obrazki, rysunki, a opracowanie komputerowe Emilki. Proszę zwrócić uwagę na ten drobny rzucik w tle każdej z okładek. Każdy tom ma swój specjalny, a wymowny, czasem symboliczny wręcz elemencik, przeze mnie narysowany, a przez Emilkę zręcznie powielony.
    Na przykład ta Geniusia z pudełka ma kluczyk z serduszkiem. Nutria – poziomkę leśną. A Tygrysek – kłującą różę. Była z tym zabawa!
    Kolor każdej z okładek był przedmiotem naszych długich konferencji, deliberacji i namysłów.
    Jesteśmy bardzo zgranym tandemem, a jeszcze wszak i Adminek się włączał z modelową współpracą!
    Miło się nam pracowało nad tą nową edycją i to chyba widać!

  103. Ateno, o rety, naprawdę aż tak wiało?!
    Bardzo mi przykro z tego powodu, a w dodatku się zdenerwowałam, że mogło być gorzej!
    Uważaj tam na siebie, proszę!(Tak, wiem, że przecież uważasz, ale musiałam to powiedzieć!)

    Geniusia prosi, by Ci przekazać, że Twój komplement o kolorze jest bardzo przyjemny, a cała reszta też!

  104. Bożenko, Pustelniku, już mi Emilka wyrywać książkę chciała, alem się zaparła i tylko obiecałam, że jej pożyczę za dwa dni!
    Łączę wyrazy podziwu dla Autora i Muzy. Reszta będzie w liście.

  105. Chyba sie zaraz komus oswiadcze ;).
    Gieniusiu moja ulubiona, dziekuje za calusa, przeciez codziennie (zanim wyjde do pracy) usmiechasz sie do mnie z podpisanej kartki i od razu dzien jest sloneczny. (Nawet jak jest mroz, wiatr (i ktos ci drzwiami obil auto, bo wiatr drzwi wyrwal) i snieg – twoj usmiech mowi, ze wiosna musi przyjsc.)
    Gieniusiu, no mam wielki sentyment do ciebie i juz.
    Piekna jestes w kolorze.

  106. Geniusiu, jakaś Ty śliczna!
    Jaka piękna edycja! Dlaczego limitowana, pytam? Przecież każda ilość sprzedałaby się na pniu, jestem pewna.

  107. Biedroneczko, moja wina, nie biednego maleństwa. Niestety, czas nie chce się rozmnożyć, łobuz jeden.
    Lecz obiecuję, że Chucherko wiotkie nie będzie!

  108. Ach, Bożenko droga, a ja właśnie w „akwach” tonę, jak dobrze i ciekawie się czyta! Dziękuję Wam obojgu za przemiłą i cenną niespodziankę!

  109. Geniusiu, ja wszystko rozumiem, no ale żebyś tak od razu wpychała się przed Chucherko?!?!!

    Przecież tonacja czarno-biała też jest bardzo ok. :)

    Nie, no dobrze, do twarzy Ci w tych kolorkach, tylko, zrozum, Chucherko w 2020 to jednak strasznie długo.

    Może do tego czasu dziewczę przynajmniej potłuścieje? Dajmy na to, do tych 300 stron…? Umiałoby wtedy i w puzon zadąć, o!

  110. Ja też wolę miękkie okładki, swobodniej jakoś się czyta. Ale twarde są eleganckie! No i trwalsze.

    Geniusia mówi, że w tle się nie liczy!

  111. Geniusiu miła, gratulacje! Zasłużyłaś, malutka.
    A pomysł fantastyczny. Prezent dla nas – i szczęśliwców, których będziemy mogli tak obdarować. Okładki śliczne, twarde koniecznie!
    I jak to dobrze, że zbyt wolno przymierzałam się do kupna nowej całej serii (większość mojej Jeżycjady zaczytana doszczętnie). Jesienią sprawię sobie przyjemność podwójną :)

  112. AAA!!! Niestety, nigdy nie będzie mnie na to stać.
    Co do konkursu:
    a) wielkie dzięki z kciuki i inne przejawy mentalnego wsparcia – to naprawdę pomaga
    b) jeśli chodzi o anafory, złote myśli i sentencje – nie, nadal nie zgłębiłam
    c) ale to nic, bo na szczęście tego nie było
    d) były za to inne rzeczy, między innymi dwie prace pisemne (jedna, rozprawka, dłuższa – na min 200 słów)
    e) wiem już, że zrobiłam dwa błędy
    f) jeśli nie więcej
    g) ale może będzie dobrze.

    PS Geniusiu, a nie, raz przynajmniej byłaś w kolorze – choć w tle. Mam na to dowód rzeczowy.
    PS2 Prawdę mówiąc, ja osobiście wolę miękką okładkę.

  113. Dziękuję pięknie! Prosilabym jeszcze o ten jej unikalny szpagat („niesamowite dziecko tam właśnie rozciagalo swe członki w regularnym szpagacie” – pamiętacie to?) :-) A tak poważnie- cieszę się, że naszej Aurelii życie się ułożyło! Doswiadczylo ja bowiem tak bardzo wcześnie… to było chyba najbardziej spragnione milosci dziecko „Jezycjady”. Dobrze, że na swojej drodze poznała dobrych ludzi, którzy pomogli jej mamie zdążyć z okazaniem ciepła coreczce. I dziś często dookoła siebie możemy spotkać zarówno zapracowanych Eugeniuszow, zagubione w sobie Ewy i stesknione Geniusie… to nie ilość dóbr materialnych czynia dzieci szczęśliwymi! Tak często wystarczy najprostszy domowy obiad i choć odrobina czasu, cierpliwej uwagi.

  114. Pani Małgorzato, co za niespodzianka!!!! Aż żal, że ma się wszystkie tomy Jeżycjady już kupione i brak pretekstu, aby kupić edycję limitowaną!!! Będzie na pewno piękna :)
    PS. A może będzie można osobno kupić tę specjalną torbę z Geniusią? Gdyby np. była materiałowa, na zakupy byłaby idealna. *tak mi się marzy*

  115. Geniusiu, Ty to masz dobre pomysły!
    Dam jej to nowiutkie wydanie Jeżycjady, gdy będzie się wprowadzać do nowiutkiego mieszkania.
    Sugerować zmiany terminu ślubu raczej bym się nie ośmieliła. Jeszcze by kto pomyślał, że jestem dziwna, czy co.
    Ukłony dla Pani MM.

  116. Geniusia się szczerzy i macha Ci łapką, Mimi M.!
    A Atenie przesyła soczystego całusa!

  117. Ooo, czesc i czołem, Mała! Faktycznie, dawno już nie Cię nie było „przy glosie” :) jako Geniusia rozmawiasz, jako Aurelia – wzruszasz i dajesz do myślenia:)

  118. Pani Iwona właśnie niedawno mi pisała, że negocjuje z drukarnią te twarde okładki, które zarazem będą musiały być lekkie, bowiem cały pakiet i tak już ważyć będzie jakieś 7 kg. Przygotowywane są specjalne jeżycjadowe torby do pakowania tego ciężkiego prezentu.
    W ogóle, wielki to jest ze strony wydawcy trud i koszty, wielki wysiłek – i ja to bardzo doceniam, że tak się Jeżycjadę honoruje. Bardzo elegancka to będzie edycja!
    Natomiast „Chucherko” rozpocznie nową erę i nową serię, która – jak autorka – przeniesie się z Jeżyc na wieś. I to już będzie raczej Bukoliada, nie Jeżycjada sensu stricto, choć zachowany zostanie charakter tych książek, styl, a nawet bohaterowie. Słowem, zacznę przez najbliższe lata pracować nad zapełnieniem kolejnego pudełka.

  119. Czy okładki będą twarde? I czy w pudełku będzie miejsce na „Chucherko”? Bo może warto zarządzić odnowienie przysięgi małżeńskiej. ;)

  120. O, Geniusia podszeptuje z boku, że to nierozsądne, przesuwać ślub, bo jeszcze się ktoś rozmyśli. Lepiej przesunąć termin wręczenia ślubnego prezentu!

  121. Ech, ech a to pech!
    Taka piękna seria ukaże się we wrześniu, a tymczasem moja siostra Agnieszka (ta, która ćwierć wieku temu myślała, że Jeżycjada jest o jeżach) ślub bierze już 30 czerwca.
    Nie przeboleję chyba, moja kochana Genowefo Bombke!!!
    A poza tym Twój monolog szaleńczo mi się podoba! (No, może poza przesunięciem terminu – ale za to rozumiem powód i powagę sytuacji). Nie chcemy tak całkiem zamęczyć Ulubionej Autorki MM.
    Uściskuję i pozdrawiam, a przy tym bardzo się cieszę, że portret Geniusi zostanie tak wspaniale wyeksponowany. :)

Dodaj komentarz