Monolog Genowefy B.

genia_OSTATECZNA

 

Cześć i czołem!

Wszyscy główni bohaterowie książek MM mieli na okładce swój portret w kolorach.

Tylko nie ja!

Tak, wiem, Kreseczka była ważniejsza, bo to o niej było tak wiele w „Opium w rosole”. Ale o mnie też było dużo, a jednak w każdym z wydań tej powieści malowano mnie zwykle w tle okładki, na drugim planie. Dopiero jak dorosłam, dostałam swoją okładkę w „Dziecku piątku”. Ale przedtem zawsze byłam czarno-biała. Albo niewyraźna, daleko w tle.

Ja się, oczywiście, nie skarżyłam, cichutko siedziałam, ale pani MM musiała coś zauważyć. Tak, musiało tak być, bo sama słyszałam, jak od razu stanęła po mojej stronie, kiedy rozmawiała onegdaj z panią Iwoną (to jest nasza wydawczyni, osoba bardzo ważna, bo to ona nakłania panią MM do pisania kolejnych tomów, więc dlatego my, wszyscy bohaterowie, istniejemy;  pomyśleć tylko! – nie byłoby nas,  gdyby nie to nakłanianie!).

– Jubileusz, pani Małgorzato – przypomniała pani Iwona, kiedy się zbliżało 40-lecie Jeżycjady. – Trzeba by zaprojektować ładny znak z tej okazji, na plakaty i pocztówki.

– Takie logo? – upewniła się pani MM.

– Tak, i niechby na nim było to, co najważniejsze w serii.

A na to pani MM palnęła bez namysłu:

– Geniusia!!!

To była dla mnie wielka chwila, naprawdę!!!

Pani MM zaprojektowała, a jej córka, kochana pani Emilka, zwana też Adminką, opracowała na komputerze logo z Geniusią, czyli mną, oraz pieczątkę, pocztówki, plakaty i tak dalej. Sami wiecie, bo widzieliście. (Znowu byłam czarno-biała, choć na kolorowym tle).

A całkiem niedawno usłyszałam drugą rozmowę, telefoniczną. Pani MM i pani Wydawczyni szykowały Wielką Niespodziankę!

– Pani Małgosiu, projekt pudełka.

– Na kiedy?

– Na zaraz! Bo kończymy składy, druk w sierpniu. A już na Targi Książki w Poznaniu potrzebny będzie plakat z reklamą.

– OK, już się robi – powiada MM. –  Pudełko mam zaprojektowane, tylko jeszcze mi mój zięć najlepszy na świecie robi wizualizację.

– Musi być śliczne! – oświadczyła pani Iwona. – A na pudełku kto będzie?

A na to MM:

– No, jak to kto? Któż inny jak nie Mała Geniusia! Adminek mi uprzytomnił, że ona też powinna mieć wreszcie swój portret w kolorze!

 

Jak powiedziała, tak zrobiła. Efekt widzicie sami.

 

pudełko3_tył_plakat_MALY

 

A ta cała wizualizacja to jest sztuczka Adminka. Bierze projekt graficzny, zrobiony przez MM i – ciach! – obrabia go komputerowo. Istne czary! Chociaż pudełka jeszcze nie zrobiono, na plakacie ono już jest, dokładnie takie, jakie naprawdę będzie! O, popatrzcie, nawet rzuca cień:

 

plakat3A_kolekcja_wersja_czerw

No a obok leżą, jak widzicie, takie wizualizacje nowych wydań, i też rzucają cień, chociaż ich jeszcze nie ma.

Tak naprawdę to one obecnie inaczej wyglądają (pani MM wszystko namalowała i narysowała, a pani Emilka opracowała graficznie całą serię) – bo chwilowo są to tylko zapisane w komputerze projekty okładek do tego Specjalnego Niespodziankowego Wydania:

 

 

10-Nutria i Nerwus-całość

 

 

13-Tygrys i Róża-całość

 

 

14-Kalamburka-całość

 

Ale już wkrótce  wydawnictwo przyśle pani MM wszystkie nowe składy do korekty autorskiej (uu-u, tyle będzie pracy, że MM się nie wyrobi, więc musiała poprosić, żeby jej przesunięto, na rok 2020, termin oddania do druku nowej powieści! – widzicie, jaka ważna jestem? Ważniejsza od wszystkich, nawet od tego Chucherka!). I jak dobrze pójdzie – już we wrześniu każdy, kto zechce (no, prawdę mówiąc to jednak nie każdy, bo to ma być bardzo  mały nakład, „limitowany”, jak one mówią) będzie mógł mnie kupić, razem z całą kolekcją, i to będzie bardzo ładny prezent na Gwiazdkę, na osiemnastkę, na I Komunię, na ślub (słyszałam, że modnie jest dawać całą „Jeżycjadę” w prezencie ślubnym, hura! Uwielbiam śluby!).

I tym sposobem, taka kolorowa, będę u wszystkich w domu! A ja to tak lubię!

Uściski! Całusy! Jestem taka ucieszona!

Wasza –

Genowefa Bombke vel Trombke.

 

173 przemyślenia nt. „Monolog Genowefy B.

  1. Właśnie po raz n-ty odświeżam sobie całą serię. Ogromnie ucieszyła mnie wiadomość, że to nie koniec przygód rodziny B.!
    Czas pomyśleć o ślubie, problem w tym, że na horyzoncie nie ma chętnego do ożenku ze mną. I co zrobiłabym z tymi kilkoma tomami, które udało mi się uciułać? A może najpierw powinnam wygospodarować miejsce na półce…?
    Bardzo cieszą mnie te dobre wieści. Serdecznie pozdrawiam Autorkę!

  2. Powiem szczerze, że to wydanie „Jeżycjady” w pakiecie jest po prostu przepiękne. Jestem zachwycona i jednocześnie ubolewam, że posiadam już wszystkie tomy na własność ;)

  3. Pani Malgorzato!Dobrze,że ptaki już śpiewają,bo wiosnę i lato jakoś przetrzymamy bez Chucherka.Na jesień i zimę zostaną nam starzy przyjaciele,a potem już rok 2020;)Dla mnie spotkanie z Borejkami jest jak terapia-plasterek na serce(tego chyba Noelka doswiadczyła)i ja tak mam;)Dzięki za te postacie tak bliskie;)

  4. Decyzja wydawcy. Ja tylko wyraziłam zgodę (z radością, zresztą). Całusy, Dorotko!

  5. AsiuN, przecież to już niebawem…
    Tak, masz rację, cały Poznań już inny. A na wsi wciąż tak samo: cicho i pięknie.
    A jak już ptaki śpiewają!

  6. No , jak czytam te komentarze, to uświadamiam sobie, że ja już połowy „Jeżycjady” nie pamiętam! A dwóch części wcale nie czytałam… a to oznacza, że muszę mieć całą edycję. Ale dlaczego limitowana?! Ja jeszcze nie zarabiam, skąd wezmę na nią pieniążki? Mam nadzieję, że chociaż nie będzie zbyt droga, może trochę uda się uskładać, trochę od rodziców poprosić… no cóż, czekam i mam nadzieję, że się uda! Całusy!

  7. Cieszy tak piękne wydanie książek.Cieszy mnie przeniesienie naszych ukochanych bohaterów na wieś.Jeżyce już nie takie same,cały Poznań inny..A u Borejków dzięki przeprowadzkom znów oaza.Smuci mnie jednak,że w tym roku nie będzie Chucherka….wszystko,wszystko rozumiem,ale jako nałogowiec będzie mi ciężko dozipać do tego 2020…

  8. Oj, nie mogę się powstrzymać… Może akurat Wójcik zajrzy tu jeszcze… Bo ja mialam bardzo podobnie z „W pustyni i w puszczy”. Dotąd sporo fragmentów zn na pamięć. A z koleżanką po lekcjach codziennie odgrywałyśmy różne scenki. Gdzie tylko się dało i tak np. w drodze powrotnej ze szkoły – zamieć śnieżna świetnie „robiła” za burzę piaskową :)

  9. Och, niby powinnam się cieszyć, że zaczyna się coś nowego, ale tak bardzo mi szkoda, że ,,Jeżycjada” się kończy…

  10. Wójciku, ważną kwestie podniosłeś: Sienkiewicz i jego zdolność tworzenia „skrzydlatych słów”, jak nazwał prof. Markowski niezapomniane powiedzenia, zwroty, urywki dzieł literackich. Autor „Trylogii” należy chyba do polskich rekordzistów w tej dziedzinie, wraz z Mickiewiczem.

  11. Magdo, a wiesz, że o tym nie pomyślałam.
    Zastanowię się i wszystko się okaże.
    Chyba nie 23! Nie, na pewno. Raczej 1.

    Anette, a i owszem.:)

  12. Długo mnie na stronie nie było, teraz czytam i nadrabiam zaległości. A wszystko, co napisałabym przez ten czas aż we mnie buzuje, więc zamknę to po prostu w jednym ( oraz wieloznacznym):
    ,,OCH!”

  13. Wspaniale! :) Bardzo jestem ciekawa co u Nutrii (mojej ulubionej siostry Borejko) i mam nadzieję, że w „Chucherku” będzie jej dużo, dużo więcej niż w ostatnich tomach :)

  14. Piękne to jest, Krzysztofie. Dzięki za ten fragment.
    Bwana kubwa pamiętam i nigdy nie zapomnę, gdyż swego czasu miałam jakąś obsesję na punkcie
    ” W pustyni i w puszczy”. Tak gdzieś od 12 do 16 roku życia. Czytałam tę książkę w kółko i w kółko. Nawet stworzyłam pierwowzór audiobooka! Nagrałam mianowicie „W pustyni i w puszczy” na kasety ( ze mną samą w roli lektora) i słuchałam potem przy sprzątaniu czy też przepisywaniu zeszytów ( w kółko i w kółko). Obsesję dzieliła ze mną moja siostra, więc porozumiewałyśmy się często cytatami wprost z książki. Na przykład po przebytej po raz kolejny anginie mówiłam:
    – Mnie już nawet i głowa nie boli.
    a siostra na to:
    – Chwała Bogu, chwała Bogu.
    Potem też nauczyłam męża przez wielokrotne powtarzanie:
    Ja: Ty to sobie zawsze potrafisz poradzić!
    Mąż: Byleś tylko była zdrowa, to resztę możesz zdać na mnie.

  15. Pani Małgosiu, nurtuje mnie jedno pytanie: czy na grzbiecie „Chucherka” będzie liczba 23 (miejsce definitywnie zmienione, acz bohaterowie niezmienni – chyba że zmiany powoduje upływ czasu), cyferka 1, czy też póki co nic nie będzie?

  16. Krzysztofie, specjalnie dla Ciebie poszerzyłam jednorazowo pojemność formularza.
    Znam ten tekst, nota bene, kiedyś go czytałam (bo też miałam potrzebę poznać wszystko, co napisał H.S.). Dzięki za przepisanie!

  17. Właściwie już został przyswojony, Anette.
    Nie przewiduję zmiany stanowiska!

  18. Ooo i dwie rude siostry mogły by porozumiewać się klasycznym Morsem świetlnym w razie gdyby internet i telefonia nawaliły ;)

  19. Nie oprę się jednak potrzebie podzielenia się z Ludem tym oto fragmentem „Sielanki” Henryka Sienkiewicza (może formularz przepuści):

    „Ale oto zorza stała się jeszcze czerwieńszą, a na wschodzie pociemniał głęboki błękit niebieski — więc już i wszystkie szmery leśne zlały się w poważne i ciche, choć ogromne, chóry — to bór, nim zaśnie, przed nocą, modli się i odmawia pacierze; drzewa opowiadają drzewom chwałę Bożą, i rzekłbyś: ludzką rozmawiają mową.
     Ach! tylko bardzo niewinne dusze rozumieją tę wielką i błogosławioną mowę! Ach! tylko bardzo niewinne serca słyszą i rozumieją, gdy pierwszy chór ojców-dębów tak rzecz zaczyna prowadzić.
     — Siostry-sosny, radujcie się: oto Pan dał nam dzień cichy i ciepły, a teraz noc gwiaździstą po ziemi czyni. Wielki Pan, a mocny, a mocniejszy od nas, a dobrotliwy, więc chwała Mu na wysokościach, na wodach, na lądach i na powietrzu!
     A sosny przez chwilę rozważają dębowe słowa, a potem ozwą się zgodnie chórem:
     — A oto, Panie, na chwałę Twoją, niby kadzielnice ofiarne, ronimy balsam wonny i mocną a mocną woń żywiczną. Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje!
     A potem brzozy:
     — Zorze wieczorne płoną na niebie, o Panie, a w blaskach ich listeczki nasze złote są i pałające. Więc listkami naszemi złotemi pieśń Ci czynimy, o Panie, a cienkie gałązki nasze grają, jak harfy, o dobry Ojcze nasz!
     I znowu smętne świerki:
     — Na umęczone upałem, posępne czoła nasze pada rosa wieczorna. Chwała Panu! Bracia i siostry, radujcie się, bo pada rosa wieczorna!
     I wśród tych chórów jedna tylko osiczyna drży lękliwie, bo dała drzewa na krzyż Zbawiciela świata, i czasem tylko zajęczy cicho:
     — Panie, zlituj się nade mną!
     A czasem znowu, gdy dęby i sosny zmilkną na chwilę, od stóp ich podnosi się cichutki, lękliwy głosik, cichy, jak brzęczenie komara, cichy, jak cichość sama. Głosik ten śpiewa:
     — Jagódkam jest, o Panie! maleńka i w mchu utulona. Ale Ty mnie usłyszysz, odróżnisz i ukochasz, bo, chociażem maleńka, pobożnam jest i śpiewam Tobie na chwałę!
     Tak modli się co wieczora las, i taka kapela podnosi się co wieczór od ziemi ku niebu i leci wysoko, wysoko, aż tam, gdzie niema już żadnego stworzenia, gdzie niema nic, tylko pył srebrny gwiazd i mleczne szlaki, i gwiazdy, a nad gwiazdami — Bóg!”

  20. O, już nie mogę się w takim razie doczekać renowacji w wykonaniu Robrojka!:) Są zawsze takie inspirujące i przytulne.

    Serdeczne pozdrowienia dla pani Iwonki :)

  21. No, idę. Zaraz przyjedzie pani Iwona, przywiezie makiety tej kolekcji. Ciekawa jestem!

  22. Tak, to prawda w pewnej mierze.
    Akcent coraz mocniej mi się przesuwa na tereny wiejskie!
    Od wczoraj ruszyła mi wyobraźnia w kwestii przeprowadzenia rodziny Rojków w pobliże sióstr i rodziców. Co tak będą sami w mieście tkwić! Ida już się przeniosła do Ruinki, Gabrysia u Patrycji. Zapytam, czy tata Gaudentego nie chciałby sprzedać tej chałupki z pamiętną stodołą. Robrojek spokojnie by sobie poradził z renowacją!

  23. Dziękuję, Józefino!
    Tak, pora na Bukoliadę, bo 7 kg Jeżycjady z trudem się mieści w pudełku.
    Ale spokojnie, jedyna różnica to będzie miejsce akcji: już nie Poznań!

  24. Ileż do przyswojenia ma człek ze wszystkim wiecznie spóźniony (czyt. moja przykra osoba), ile nowin, ile obrazów do podziwiania, wierszy podsuniętych pod nos, osiągnięcia Ciotki Zgryzotki (wielkie gratulacje!), a teraz niespodzianka w postaci nowych jeżycjadowych szat! No, proszę, jak tu Geniusia smacznie triumfuje :) A ja właśnie się za powtórkę zimową „Opium w rosole” wzięłam i wszystko tak mile się przeplata. I gdy się tak nad tą Genowefką zastanawiałam… to naprawdę ona niesłychanie pasuje jako taki symbol Jeżycjady. Gdyby tak spojrzeć na jej małą postać maszerującą za bohaterami, przyglądającą im się uważnie i wpadającą znienacka na obiadki, czy nie przypomina ona troszkę nas jako czytelników, którzy chętnie wracamy do tych wszystkich historii, śledzimy losy miłych nam postaci i, niesieni magią czytania, koniec końców lądujemy na herbatce przy stole Borejków?
    Całe przedsięwzięcie pudełkowe prezentuje się znakomicie i bardzo „przytulnie”. I, Geniusiu, do twarzy ci w kolorach!! (◍•ᴗ•◍)❤

    P.S. Jeżycjadę darzę niewygasającą potężną dawką sympatii, lecz jeśli droga pani Małgorzata twierdzi, że pora na Bukoliadę (równie czcigodna nazwa), to zaraz szykuję wygodny kącik w sercu na kolejną przygodę.

  25. A nie, nie było tak źle, trochę się tylko naszukałem mniej znanych nowel, natomiast nowe wydania powieści są dostępne na rynku, sporo w ostatnich latach opublikowało Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu.

  26. Piękna kolekcja, Wilku Morski. I wcale nie tak łatwo było ją zebrać, prawda? Pewnie wiele starych wydań zgromadziłeś, nowych nie ma!

    Dobranoc!

  27. Mowa o Sienkiewiczu, więc się wtrącę. Uzupełniłem książki, których na półce nie było (chociaż niektóre z pewnością kiedyś tam przebywały – a potem zniknęły) i mam wszystko, co H.S. napisał. Pierwszych swoich utworów – „Na marne”, „Humoreski z teki Worszyłły”, „Sielanka. Obrazek leśny” – ponoć się wstydził i nie pozwalał później wydawać, ale według mnie są całkiem niezłe. W „Sielance” jest śliczna modlitwa drzew na zakończenie dnia, zbyt długa jednak, żeby tu przytoczyć.

  28. Magdo, bardzo dziękuję za polecankę, myślę, że takiej lektury właśnie mi potrzeba.

  29. Z „Wnuczki do orzechów”, Nutrio. Nie martw się, jesteś jeszcze młodziutka. Mnóstwo czasu przed tobą, wchłoniesz masę wiedzy.

  30. Kojarzę ten cytat! Skąd? (Cóż, im dłużej tu jestem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mam ogromne braki…)

  31. A pewnie, że tak. :) Przeczytałam wszystkie tomy jak i (siłą odrzutu) wszystko McCall Smitha co tylko było dostępne w bibliotece.
    Ta seria o Szkocji (44 Scotland Street) też całkiem przyjemna. Choć nie wiem, czy Pani jest tego samego zdania. Mam jednak inną metodę na czytanie niż Pani i Sowa. ;))
    Sam Alexander McCall Smith to bardzo pozytywna postać. Oprócz tego, że pisze, jest także doktorem praw (specjalizował się w prawie medycznym), pomógł założyć pierwszą operę w Botswanie: the Number 1 Ladies’ Opera House (i osobiście napisał libretto do pierwszego przedstawienia), grywał także jako fagocista w zespole The Really Terrible Orchestra. Miły człowiek. (To tak na zachętę, gdyby ktoś jeszcze nie czytał).

  32. Hanno (wiad.pryw.)- tak, właśnie dlatego nie byłam na gali. Zresztą, nawet zdrowiutka jak młoda rybka, i tak wolałabym nie uczestniczyć.

    „Daj sobie z wielkim światem spokój,
    Zostańmy lepiej tu, na boku”- jak pisał poeta.
    Nota bene, był to Goethe. Wiedział, co pisze. On też by nie uczestniczył.

  33. Madziu, miła to książka, prawda? Tom pierwszy, i może drugi, bo dalsze już mniej.
    Ale czy oni mówili w języku suahili?

  34. Mamo Isi, dziękuję za „Chucherko” w suahili. Wstrząsające.

    Hanno (wiad.pryw.)- nie, nie przewiduję. Zdrowie już nie to, co kiedyś. Ale nie narzekajmy. Inni mają gorzej.

  35. Słowo bibi chyba znam. Czy to możliwe, że z Kobiecej Agencji Detektywistycznej nr 1?

  36. Jednak, słowo mama w tym egzotycznym języku brzmi chyba inaczej, ale jedno jest pewne, że to prawdopodobnie jedyny język na świecie, w którym mlaskać można do woli.

  37. „Chucherko” w bardzo wolnym tłumaczeniu to „Embamba kijana” (chuda dziewczyna).

    Słowo safari też jest z ki suahili i oznacza ekspedycję.
    „Kilima” oznacza górę, a „ndżaro” karawanę.
    A „siafu” oznacza mrówkę. No i „bibi” panią.

    Doczytałam się, że zeriba nie jest w ki suahili. Tak mówią w północnym Sudanie.

  38. Bo to jest pierwszy dźwięk, formowany przez małe usteczka. Takie mamlanie. I na ogół słyszy to rodzicielka, zwłaszcza karmiąca.
    Ależ była radość, kiedy jedno z naszych dzieci wymamlało najpierw „ta-ta”!

  39. Nawet w jednym z najdziwniejszych, moim zdaniem języku świata xhosa lub khosa, którego wymowa polega m.in. na – mlaskaniu !! Mama, to mama. To jest zadziwiające.

  40. Magdo, ja też oglądałam ,,Alicja po drugiej stronie lustra” (dawno, bo dawno, ale wrażenia się pamięta) i mi również się podobało. Niestety, nie czytałam książki. Jakoś nie było jej w żadnej znanej mi bibliotece, a potem to już po prostu o niej zapomniałam.
    Co do ortografii, to ja mam podobne doświadczenia. W młodszych klasach z dyktand zawsze łapałam słabe oceny (to jest, wg. mojej ówczesnej hierarchii ocen, zapewne coś koło czwórek), a teraz to zazwyczaj robię tak, że, gdy mam wątpliwości co do jakiegoś słowa, po prostu je sobie piszę gdzieś z boczku w obu wersjach. I wtedy już wiem na pewno.

  41. Uczmy się!
    Mzimu jest – duch. Oraz nyama – mięso. I mtoto – dziecko. Simba – lew. Jambo – witaj.
    Zeriby za to nie ma, no ale to mały słownik.
    Kubwa oznacza duży, ważny, wpływowy.
    Ale mamy coś wspólnego – mama oznacza mamę. A mama mkubwa oznacza ciotkę. Zaś kłopot to jenga, kisirani lub shughuli. Jednym słowem „Ciotka Zgryzotka ” po suahilijsku to „Mama mkubwa jenga”.

  42. Jambo, mzungu!
    Może i ma Pani rację, skoro tak pięknie się to „Chucherko” zapowiada, a scenerie ostatnich powieści rzeczywiście urocze i też bliższe mnie (na wsi naprawdę się oddycha!).
    Czy jest ktokolwiek tutaj, kto widział tę zorzę? (w lubelskim nie widziałam).
    Przybijam z Wami „tano” i znikam. : )

  43. Dziękuję za poprawkę i za poprawność.:)
    Przyznam, że fafanukuję się także ogromną i irytującą (mnie) skłonnością do powtórzeń, dlatego czytam zwykle swe przemyślenia przed wysłaniem, a jak już poślę, to cofam i czytam znowu. I, dziwnym trafem, okazuje się często dopiero wtedy, że jednak puściłam jakiś błąd czy błądzik. Nie zawsze poprawiam, bo co za dużo to niezdrowo, cóż zrobić.
    A z ortografią właściwie nie miewałam nigdy problemów, bo choć zasady znam trochę słabo, to czytałam, czytam (i czytać będę) – więc i pisownię się zapamiętało. ;)
    Miłego wieczoru! Dla Pani i dla Wszystkich!

  44. Poprawiłam, Madziu. Ty fafanukujesz się starannością ortograficzną.

    KokoszaNel, MaryMeg, tak, Mzimu! No przecież, pamiętam!

    Chyba sobie dziś poczytam na dobranoc „W pustyni i w puszczy”, pod kątem suahili.
    Mamo Isi, sprawdź, z łaski swojej. czy w słowniczku masz Mzimu.

  45. Aż tak daleko (do zeriby) pamięć moja nie sięga.
    Ojoj, specjalnie puściłam drugą (prawie) taką samą wiadomość przed ujawnieniem komentarza, bo w tej drugiej nie zjadłam literki „w”.
    Ale pal to sześć, zaznaczam tylko korektę.
    Obejrzałam właśnie „Alicję po drugiej stronie lustra”, z pewnym takim opóźnieniem (bo jak się ma czas, żeby trochę więcej poczytać, to się już go nie ma, żeby trochę pooglądać, ot co) i całkiem mi się spodobała, bo była po trosze poświęcona mojemu ulubionemu zagadnieniu, czyli czasowi.
    Właściwie zgadzam się z Alicją: Czas to nie pieniądz. I najlepiej wykorzystujemy ten czas, który dajemy innym. :)

  46. I słuszny to wniosek, Nutrio luba.

    Aha. jeszcze jedno słowo w języku suahili znamy z „W pustyni i w puszczy”: „zeriba”. Pamiętacie? Kolczasta zapora z gałęzi przeciwko dzikim zwierzętom.
    Ach, Mamo Isi, jakie śliczne słówka, Uczmy się razem!
    A więc Kali znaczy odważny?!
    Ach, pigupigu!!!!

    Madziu, życiowa racja. Miągwa też może być bingwa. Natura ludzka jest złożona.

  47. Do świętej Anielki, oczywiście, że pamiętamy ,,bwana kubwa” (że tak sobie pozwolę wypowiedzieć się w imieniu ogółu)!
    W ogóle do ,,W pustyni i w puszczy” bardzo lubię wracać, choć inne powieści przygodowe zawsze mnie niezmiernie nudziły.

  48. A w swej biografii miał nawet epizodzik detektywistyczny. Żeby nie było.
    Już mnie nie ma. (Powiedzmy).

  49. Pamiętam!
    A teraz to nawet potrafię powiedzieć jedno zdanie w języku suahili. (Ciekawe, jaką mają też gramatykę).
    Kto by pomyślał… Idę poczytać, bo jeszcze za chwilę poczuję, że jestem prawie bingwa. A nie miągwa rozmemłana;)

  50. fafanuka – wyróżniać się
    pigupigu – machać ogonem
    Nb. „kali ” oznacza:dziki, ostry, silny, odważny;

    A „mkubwa” – przywódca, jak wiadomo.
    Czyżby Sienkiewicz miał ten sam słowniczek?

  51. Och, zatęskniłam za „W pustyni i w puszczy!” zapiszczała Genowefa Mjombke.
    Gratuluję pamięci Młodosto!
    „Bwana kubwa” kojarzę dlatego, że zapomniałam jak miała na imię Mea (Kalego każdy pamięta, swoją drogą ciekawe czemu?). No i z rozpędu przeczytałam Kogucikowi fragment o słoniu.

  52. Aa, przyszła Emilka i co? Nawet ona nie pamięta, że „bwana kubwa” (panie wielki) pochodzi z „W pustyni i w puszczy”!
    A wy pamiętacie?

  53. O, jakoś tak swojsko się zrobiło ;)

    Piętaszek nie chce narażać Ulubionej Autorki na stres, ale historia literatury zna takie przypadki, a mimo to nie widuję hord nastolatków uganiających się za przestępcami, ale już nie będę dręczyć – ja mjonga, mjonga.

  54. Nie, Piętasiu, nie i nie. Z moim rozbudowanym instynktem macierzyńskim bałabym się stale, że jakaś grupa bystrych nastolatków weźmie rzecz na serio i spróbuje demaskować groźnych przestępców. To by się nie mogło powieść.

  55. Mamo Isi, „bingwa” zbyt blisko jest miągwy, by miało mnie przekonać do siebie. Ale podejmę próbę.

    Sowo, a nie, a wcale nie!- mówi Ci osoba z doświadczeniem praktycznym.
    Jest zdecydowanie taniej, a milej na pewno.

  56. Och, piękna seria się zapowiada, pewno będą zapisy!
    Berecik Geniusiowy mam, noszę i chwalę sobie. Z racji wiosny i powiększających się gabarytów nabyłam w zaprzyjaźnionym secondhandzie T-shirt w kolorze chucherkowym. Berecików nie mieli, szkoda.

  57. Dorwałam dziś „Mały słownik suahilijsko-polski i polsko-suahilijski, wyd. I z roku 1966. Nakład 10 tys egz. Część suahilijsko-polska liczy sobie stron 46 i tyleż samo w drugą stronę. Nie jest to język bogaty, ale niewątpliwie musi mieć jakieś inne zalety. Chyba sobie przyswoję na chybił trafił. Co dzień jedno słówko. Na dzisiaj: „bingwa” – pilny, zdolny, doświadczony.

  58. Tak i cóż zrobić, spróbujmy przeżuć ten zawód wespół w zespół. Co za życie! Nikt nie ma na nic czasu i to są tego skutki! Ech!

  59. Co się oszczędzi na wsi, to się zużyje na dojazdy. (Ch. w czasie roku szkolnego mogłaby ewentualnie pomieszkiwać w bursie.)