Monolog Ciotki Z.

P1310667

fot: KC Justysia

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Pani MM pozwoliła mi – w drodze wyjątku! – zabrać głos, co oznacza, że choć raz nie będzie mi się tu wtrącać, nie będzie mnie maltretować, przycinać, skracać, wydłużać, wstrząsać moimi trzewiami i amputować mnie po kawałku pod pretekstem uzyskania zwięzłości i wzmożenia walorów artystycznych. Tak, rozumiem, to ona rządzi, ale to naprawdę nie jest miłe, być tylko MILCZĄCYM przedmiotem bezlitosnej obróbki.

Przemawiam więc, a mam się czym pochwalić! (Dlatego mi pozwoliła na monolog, twierdzi, że ona się przechwalać nie znosi. No, ciekawe!)

Otóż Justysia tak bardzo mnie polubiła, że śmiała się do mnie i oświadczyła, że za nic nie zostawi mnie w domu, tylko polecimy sobie razem na wspaniałą wyprawę. I poleciałyśmy, ona, jej córka Asia (ładna i bardzo miła) i ja. I Justysia o mnie dbała, i nie pozwoliła mi zmoknąć na deszczu, wykrzykując, że jestem jej ulubioną ciotką!

Powyżej widzicie na pięknym zdjęciu tajemnicze, kamienne, strasznie stare, gigantyczne posągi, które są główną atrakcją Wyspy Wielkanocnej (po polinezyjsku: Rapa Nui). Wszelkie informacje na ich temat znajdziecie bez trudu w internecie, więc nie będę się zbytecznie wysilać, tylko od razu przejdę do rzeczy: ja też tam byłam!!!

Oto dowód:

 

P1310677

fot. KC Justysia

 

Naprawdę, jestem bardzo, bardzo zadowolona z tej wyprawy i czuję się odświeżona, wypoczęta i znacznie wzbogacona wewnętrznie, że już nie wspomnę o tym, jak miło jest być tak szczerze lubianą!

Tu muszę powiedzieć o jeszcze jednym przyjemnym przypadku, bo ma on ścisły związek z tym pozytywnym uczuciem, to znaczy – szczerym lubieniem. Mnie, Zgryzotki. Przez Kochane Czytelniczki i oczywiście Drogich Czytelników. Wykupiliście mnie od razu, cały ten wielki nakład! W efekcie oszołomiony Empik nie poprzestał tym razem na nominacji (co było udziałem moich poprzedniczek), tylko musiał mi przyznać tytuł Bestsellera Roku!

Oto dowód (to  metaliczne coś obok mnie to jest właśnie wiadoma statuetka):

 

20190215_085317

 

No i co Wy na to?

Cieszycie się?

To przecież nasz wspólny sukces!

Dziękuję Wam za tyle sympatii i za to kupowanie – dzięki Wam jestem Bestsellerem Roku 2018! Hura!

Taka jestem dumna!

Pani MM coś tu mruczy na boku, przebąkuje, że i ona ma pewne drobne zasługi, ale bądźmy szczerzy, ona po prostu tylko mnie zamęczała.

Wybaczam jej jednak, bo może warto było znosić te tortury, by teraz tak sobie stać w blasku owego mosiądzu.

Dziękuję wszystkim jeszcze raz i zapewniam, że będę Was bawić zawsze!

Wasza –

Ciotka Zgryzotka

137 przemyśleń nt. „Monolog Ciotki Z.

  1. Agnieszko, bardzo, bardzo dziękuję za tę miłą wiadomość! Co mówię: miłą. Ona jest uskrzydlająca!
    Wdzięczna jestem ogromnie wszystkim głosującym osobom. Przesyłam uściski!

  2. Pani Małgorzato,
    teraz mogę już pogratulować nie tylko nominacji, ale zwycięstwa w plebiscycie Książka Roku 2018 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura młodzieżowa. Serdeczne gratulacje w imieniu czytelników serwisu! Wyniki zostały ogłoszone na stronie lubimyczytac.pl/plebiscyt

  3. Nutria i Molik Książkowy piszą już chyba w tej chwili! Teraz się okazuje, ile bliźniaczki same się nauczyły, a także – co potrafią. (Ciekawam, czy zgłębiły ostatecznie wiedzę o aforyzmach, i czy zdobyły w końcu ten słownik terminów literackich). Kciuki, rzecz jasna, nie mają tu nic do rzeczy.

    Ale ja je trzymam.

  4. Ech, gapa jestem. Znalazłam. Na polona, oczywiście. Staro-cerkiewno-słowiański mieliśmy na polonistyce.

  5. Pani Małgosiu Kochana, proszę to sobie raz na zawsze zapamiętać: zawsze, ilekroć zwracam się do Ogółu, mam na myśli również Panią. A może raczej: zwłaszcza Panią.
    A piszemy, jak się dowiedziałam, w godz. 9-10:30.
    Chesterko, przepyszna historyjka!

  6. Adminka niech słoniocuje, Mamo Isi. Ja nie wiem, gdzie to było, zrozumiałam, że na polona.pl – i podobało mi się, warto poszukać.

    Co do wiad.pryw. – zgadzam się z Tobą w 100%.
    I w tym, że Konfucjusz dał dobrą radę – też się zgadzam.

  7. Nie mogę znaleźć tego nagrania staropolskiej wymowy, kochany Starosto ;( Słoniocy!

  8. Dziękuję Pani Małgosiu! Widziałam, mierna kopistka, ale komentarze nie są dostępne istotom a-społecznym.
    Cieszę się, że miłe. :o)
    Liznęłam tylko nieco And, napiszę później, bo mi durne urządzenie skasowało właśnie całą długą wiadomość.

  9. Kochany Starosto, mogę pożyczyć „Pamiętnik”, jak go jeno skończę czytać.

    Adminko, moja wdzięczność i tak nie ma granic;)

    Dzięki, Nini, za wieści z Andów. Zapaska to po prostu fartuch, żeby tych fałdzistych spódnic nie trzeba było prać co chwila.

  10. Hej, Nini!
    Dzień dobry!
    Czy widziałaś swój pierniczek na facebookowej stronie Akapitu? To było już jakiś czas temu, trochę jest przysypany nowszymi informacjami.
    Dużo miłych komentarzy!

    PS – czy byłaś w Andach???

  11. Dzień dobry!
    Wielkie, wielkie gratulacje Pani Małgosiu i Ciotko!

    Mamo Isi, andyjskie góralki nadal noszą te siedem spódnic. A stopy bose. O zapasce nic nie wiem. Ślapy za to przebogate.

  12. Ja też przecież go mam, a nie zajrzałam w sprawie mandaryny: zwątpiłam w Mistrza!
    A w jego ogromnym Słowniku Języka Polskiego jest przecież wszystko. Lub prawie, bo kiedyś właśnie szukałam u Doroszewskiego jakiegoś staropolskiego słowa i go nie znalazłam. Stąd zwątpienie (przejściowe, przysięgam).

  13. Mamo Isi, cieszę się, że mogłam pomóc w mękach (wiem, jak to jest, kiedy jakieś słowo/cytat/melodia nie dają spokoju!). Lecz bynajmniej nie moja to wiedza, ja tylko mam słownik Doroszewskiego!

  14. O, to ja miałam kiedyś cosik takiego na głowie, niezwykle finezyjny kaszkiet z podwiniętym rondem przyczepionym na szczycie. Pojechałam ci ja w tym i kupionym onegdaj płaszczu z Telimeny (o nazwie, nomen omen, wileński) do Wilna właśnie z misją dostarczenia pewnemu pisarzowi książki od Teścia. Spotkanie miało być na rynku, a jako że nigdy nie widzieliśmy się nawet na zdjęciach, trochę się denerwowałam. Nagle widzę mężczyznę, który zdecydowanie bieży w moim kierunku. Na pytanie, skąd wiedział, że to ja, roześmiał się: taką ślapę może mieć tylko Polka.

  15. Nutrio, co prawda zwracasz się o trzymanie kciuków nie do mnie, tylko do PT Ogółu, ale ja i tak za Was obie potrzymam.
    Powodzenia!

    Mamo Isi, właśnie mi Adminka dała posłuchać (nagranie jest chyba na polona/pl) jak naprawdę mówili nasi przodkowie. Trudno by nam było ich zrozumieć! Naukowo odtworzono rodzaj intonacji, wymowy etc. na przykładzie „Bogurodzicy”. Kiedy się słyszy jej tekst, czytany tak, jak wg. naukowców należy, pokrewieństwo polszczyzny z językiem czeskim staje się bardzo wyraźne. Duże wrażenie!

  16. Ach, ach, Isiątka w gorsecie!
    To działa na wyobraźnię. Zwłaszcza że musiałyby wpakować się w jeden.

  17. Ostatniemi czasy Isiątka też z lubością oglądają, jak to drzewiej niewiasty się odziewały i nawet próbowały wykombinować coś na kształt gorsetu.
    Jak wiadomo siedem spódnic zastępujących jedną krynolinę, noszono w I połowie XIX wieku, ale nie miałam pojęcia, że nosiły je jeszcze niedawno kobiety z Górnego Śląska. Zwały się owe spódnice po kolei: odziemek, wierzchniok, spódnica biała, spódnica kolorowa, fryzka, watówka i suknia wierzchnia bogato fałdowana. Na tym wszystkim dopiero jedwabna zapaska.

  18. Dziękuję, Adminko, jestem pełna podziwu dla Twej wiedzy! Okrutnie mnie ta mandaryna z bielistkami męczyła.

  19. Dzień dobry!
    O mandarynie czy też mandarynce czytam u niezastąpionego Doroszewskiego (Słownik języka polskiego):

    „Mandarynka – daw. okrągła czapka z zagiętym do góry rondem i guzikiem na czubku: >>Przyjechała potem do domu bardzo ładnie ubrana; w błękitnej, futerkiem obłożonej mandarynce.<< (Seweryn Łusakowski, "Pamiętnik zdeklasowanego szlachcica")."

  20. A my dziś znowu spędziliśmy dzień w górach. Ileż śniegu!!! Tylko wierzchołki najwyższych drzew wystawały. Dosłownie! Odkryliśmy również piękną, malutką górską kapliczkę, która, ku naszemu zdziwieniu, była otwarta. Zmówiliśmy tam koronkę do Miłosierdzia Bożego. Pięknie było!!!
    Tymczasem chciałabym przypomnieć o ostatnim etapie olimpiady polonistycznej, bo to już we wtorek! Godzinę podam dokładniej, gdy się dowiem. Prosimy z Molikiem o gorące trzymanie kciuków. Ostatnio spisaliście się na medal (za co raz jeszcze dziękujemy) i bardzo chciałybyśmy, żebyście i tym razem nam nieco pomogli. Nawet nie wiecie jak to wsparcie – mieć za sobą taki ogrom Inteligentnych Ludzi. Uwielbiam Was!

  21. Ja też nigdzie nie mogę znaleźć tej mandaryny.(Też w tych właśnie tomach szukałam, a są i w internecie ciekawe słowniki staropolszczyzny)

    Przyjemnie minęła mi spora część dnia.

  22. U Glogera nie ma. Właśnie dziś dostałam od Mamy, z zasobów rodzinnych, 4 tomowe wydanie z 1972 roku. Czytam że smakiem.
    U nas wiosennie, +10 C, słońce, zielone kiełki. Ciut za wcześnie chyba…
    Uściski

  23. No, taki posag, to rozumiem!
    Sprawdzę mandarynę u Glogera. Może będzie.
    Ciekawe masz lekturki, mamo Isi.

  24. W „Pamiętniku podlaskiego szlachcica” Juliana Borzyma trafiłam na spis posażnego kufra panny młodej – jego matki. W spisie garderoby występuje też tam „mandaryna z bielistkami” za złotych polskich 40, rzecz niezbyt droga w porównaniu z taką „salopą sukienną granatową”, która kosztowała 242 złote, czy choćby „salopą tybetową z bielistkami” w cenie złotych 150. Albo trzema sukniami jedwabnymi za złotych 150. Bielistki, jak się doczytałam, to futro z brzuszków popielic. Ale cóż to jest ta mandaryna?
    Dla ułatwienia dodaję, że „łyżek srebrnych stołowych sztuk 12” kosztowało wonczas złotych 200, a łóżko politurowane złotych 25.

  25. Mamo Isi, dzięki za marzenia. Pokrzykuję boleśnie, ale przecież one autentycznie dopingują.

  26. U mnie jeszcze zima daje o sobie znak. Spadło trochę śniegu ;)
    Albinosik nadal się pojawia.

  27. Aha. Dziękuję za odpowiedź, Pani Małgosiu. Pani z takim smakiem i tak ładnie pisze o swoich aktualnie ulubionych autorach, że człowiek natychmiast miałby ochotę rzucić wszystko i zabrać się za te właśnie lektury. :)

  28. Czytałam tylko informacje biograficzne (wystarczająco obszerne), zamieszczane w powieściach przez oba wydawnictwa.

  29. A czytała Pani także jakąś jej biografię książkową? Czy zna ją też raczej Pani z informacji zamieszczanych w internecie? Na podstawie tego, co tutaj mogę przeczytać, ta pisarka wydaje mi się być bardzo frapującą postacią. E, chyba nie będę czekać do emerytury. :)

  30. Po przeczytaniu recenzji Pani mam natychmiast ochotę przeczytać wszystkie 66 powieści Patrycji W.
    No, ale. Zresztą kiedyś może się uda (pytanie, czy przed emeryturą).
    Bez szukania jakichś bezzasadnych podtekstów: liczba 33 powtarza się w biografii Patrycji Wentworth. Miała 33 lata, gdy debiutowała i napisała dwie udane serie po 33 tomów każda. ;) Tak sobie zauważam i idę czytać dalej – obecnie „Rozmowy z Picassem” (jakoś wciągnęłam się w te lektury zwz. z historią sztuki).
    Pięknej, słonecznej soboty! U nas taka jest – choć doskwiera zimny wiatr.

  31. No, ależ! Ależ!!!…
    Zresztą już za późno. Chucherko jest chucherkiem.

    Co do Patrycji Wentworth: tylko kilka wczesnych, pierwszych jej dzieł, można uznać za nieco mniej doskonałe. Poza tym – poziom wyrównany, satysfakcja czytelnicza duża, relaks pełny. Teraz, po skończeniu serii z Miss Silver (33 powieści), przeszłam do dzieł pozostałych (komplet, złożony także z 33 tomów, wydany przez Dean Street Press) i obserwuję z zainteresowaniem, że świat, jaki Patrycja W. stworzyła, jest pełny, kompletny, samoistny, postacie żywe i przekonujące, zróżnicowane. (Co ciekawe, przechodzą one w sposób naturalny z serii do serii – na przykład inspektor Lamb i Frank Abbot pojawiają się niespodziewanie w powieściach niezwiązanych z Miss Silver).
    Dziś zarwałam noc z powodu „Who Pays the Piper?” z roku 1940 – bardzo emocjonująca. I co tu dużo gadać, powieści Patrycji W. utrwaliły – jak muchę w bursztynie – tę dawną, prawdziwą Anglię, której już raczej nie ma, a którą tak bardzo lubimy, zwłaszcza jej obyczaje, kodeks honorowy, komplet zasad, zacność i przyzwoitość. Miło się przebywa w tamtym świecie, nawet tylko powieściowym.

  32. Młodosto, uważam, że należy nawiązać do Wieszcza.
    Weźmy pod uwagę choćby rozmiary Rózeczki czy też Scyzoryka na ten przykład.
    Tedy i Chucherko słuszny rozmiar mieć musi, choćby i w wadze papierowej.

    P.S. Bardzo podobało mi się „The Clock Strikes Twelve”.

  33. Opasłe, tak ze 300-stronicowe Chucherko, to i moje marzenie, Magdo. Bez względu na oksymoron.

  34. I to jest taka przyjemna wiadomość.:)
    Lepiej czekać na utuczone Chucherko niż na smukłe.
    Mamo Isi – przepraszam za oksymoron.

  35. Cioteczko, gratulacje!
    Przy okazji, dyskretnie chciałbym Cię poprosić (jak już wrócisz z tych dalekich wojaży) o solidne podtuczenie Chucherka!
    Z serdecznym pozdrowieniem
    -Biedronka

  36. A u nas śliczna, słoneczna pogoda!
    Idę do lasu.

    Aleksandro, Agaju, ściskam serdecznie!

  37. Zajęta feriami miałam małą przerwę w zaglądaniu, a tu taka nowina. Kochana Ciotko, serdeczne gratulacje! Wspaniale, że dorwałaś się do głosu :)

  38. Dobranoc wszystkim, a zwłaszcza – Ani K, której wiadomość prywatną biorę sobie do serca.
    Spokojnych snów, Aniu, i uściski dla Twoich maluszków!

  39. No bo jak żyć na tym świecie pełnym środków stylistycznych, figur retorycznych i innych okropności?
    Nielekko człowiekowi, jak mu przyłożą anaforą i poprawią apostrofą, ot co.

  40. Powinna powstać gra, której celem byłoby układane palindromów. Na pewno rozwijałaby wyobraźnię i, kto wie, może ludzkość wyzbyłaby się dzięki niej tej absurdalnej fobii? Nie wiem, czy taka gra jest, ale może my ją sobie urządzimy? Co Wy na to?
    Mamo Isi, oksymorony nie są takie złe… ogień krzepnie, Blask ciemnieje, ma granice Nieskończony… (nota bene, ,,Bóg się rodzi” to moja ulubiona kolęda).
    A znacie to:
    W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu siedziała sobie młoda Staruszka i, nic nie mówiąc, rzekła… Jak to dalej szło…?

  41. Mamo Isi myślę, że wielu moich uczniów podziela ten strach! Boją się też na pewno apostrof i anafor, aż im się ze strachu plączą ;)

    Gratulacje dla Ciotki Z.!

  42. E, one jeszcze ujdą, nie takie znów groźne.

    Madziu Z, jak tam, czy ja mam ciągle trzymać te kciuki? A jeśli tak, to jak długo jeszcze?

  43. Myślę, że można pójść o krok dalej i zacząć się bać oksymoronów.
    Ja tam na widok oksymoronu dostaję drgawek.

  44. Karino, bardzo dziękuję za dobre słowo.
    Ignacy B. bardzo wzruszony! Prosi, by Ci przekazać niskie ukłony. I że całuje rączki.

  45. Pięknie gratuluję sukcesu! Ciotka jest taka mądra i dojrzała :) Czuję, że dorastam z bohaterkami Jeżycjady ( liczę sobie 42 wiosny), z każdą coś mnie łączy, od każdej się czegoś nauczyłam i wszystkie kocham. Ale najbardziej to chyba kocham Ignacego B. :) Cała seria oraz Autorka ( też w całości), która tak pięknie, dobrze i mądrze pisze to dla mnie oaza, ostoja wszystkiego, co naprawdę wartościowe w życiu. Usłyszałam kiedyś, że jestem dinozaurem w tym świecie. I dobrze. Mogę być. To Pani ( miedzy innymi), Szanowna Autorko – „winozasługa”. Dziękuję :)
    Ps. 1 Wiosna już pędzi!
    Ps.2 Całusy dla Chucherka :) Czekam…

  46. Ach, ludzkość, Mamo Isi!- jakże pełna jest fobii. Palindromów się boją! – kto by pomyślał.
    „Kobyła ma mały bok”.
    Nota bene, „aibofobia” to także palindrom.

  47. Ciotka zwana przewrotnie Zgryzot(k)ą
    Wojażuje z kolegą Piechot(k)ą.
    Raz Singapur, raz Kyoto
    Okrętem choć z Piechotą.
    Mosiądz ma, a należy się złoto.

  48. Właśnie się dowiedziałam, że można bać się palindromów, a nazywa się to dostojnie aibofobia.
    No to ja zapodaję palindrom:

    A to kanapa pana Kota.

    Ktoś się boi?

  49. To chyba jednak nie było całkiem poprawne pod względem językowym. Poświęcam poprawce? Nie, nie.
    Może raczej: Podziękowania powodują Pani poprawka ponadto przyjemna przecież pochwała.
    Przekombinowałam, przepraszam.

  50. Bogini, dzięki za malowniczy opis nieba – ujrzałam to przed oczami duszy mojej. Jak to miło, że zechciałaś się z nami podzielić!

    Ciotka dorzuca z boku, że docenia Twe zgrabne komplementy i że lubi, jak boginie się z niej śmieją!

  51. Prawie doskonale, Madziu.
    Poprawiłabym jedynie rytm w ostatniej linijce na:
    „Ciotce jest cieplej w Singapurze”.

  52. Ciotko Z., zaszalalas tym razem. Ty to masz zycie. Potrafisz nawet byc w dwoch miejscach rownoczesnie. Wehikulem czasu tez sie przemieszczasz, bylas ze mna, jako nastolatka na Captivie (tam gdzie chadzala Anne Fadiman z ojcem). Jestes dobrym kompanem podrozy, poczucie humoru cie nigdy nie opuszcza.
    Gratulacje!!!

    Bozenko, pewnie ze mnie grzeja cieple mysli. Dzisiaj sniegodeszcz, ktory pewnie zamarznie.
    We wtorek widzialam cudny zachod slonca, utworzyl sie taki jeden wielki promien, jakby ogromny reflektor swiecil w gore rozlewajac cieple pomaranczowe swiatlo, a z drugiej strony nieba czarowal ogromny bialy ksiezyc. Kazde pokazywalo sie z jak najpiekniejszej strony. Cudnych widokow nigdy za wiele.

  53. Parafraza (na chybcika):

    Światowa Ciotka w Singapurze
    kontynuuje swe podróże.
    Północny biegun
    odpadł w przedbiegu –
    Ciotce Z. cieplej jest w Singapurze.

  54. Ciotka Zgryzotka w Singapurze
    Ma powodzenie bardzo duże,
    Biegun odległy
    Odpadł był, biedny,
    Bo ciepło lubi na swej skórze

  55. To niech się Ciotka szykuje do podróży :-)
    Nadeślę okolicznościowe zdjęcie w stosownym czasie.

  56. Asiu CN, znam tego malarza i mam dwa jego piękne obrazy w swojej komputerowej spiżarni.
    Dziękuję za polecenie go moim gościom!
    Warto go poznać, naprawdę.
    Tyle światła!

    (Niestety, linków zamieszczać tu się nie da).

    Monik, miła czytelniczko, dziękuję za ciepłe słowa!

  57. Dzień Dobry. Nie miałam internetu od niedzieli, patrzę, a tu takie cudeńka – Ciotka przemówiła!
    Wyjaśnię – ponieważ trochę padało, więc nie ma więcej zdjęć Ciotki z innych bardziej znanych miejsc na Wyspie Wielkanocnej, bo żal było robić zdjęcia gdy książka moknie. To miejsce na wyspie nazywa się Ahu Nau Nau, a z tyłu za posągami jest Anakena Beach, jedyna plaża na tej wulkanicznej wyspie.
    Dziękuję Pani Małgosiu za umieszczenie zdjęć i dobrze, że nie czekała Pani na moją odpowiedź. Wysłałam po to by podzielić się ze wszystkimi Księgowymi. Ten wyjazd był tak bardzo niespodziewany i tak egzotyczny i do tego na ostatnią chwilę, że aż nie mogę uwierzyć, że tam byłam.

  58. Kochana i Autorko i Ty ukochana Ciotko !
    szczere i gorące gratulacje. Dobrze jest czytać dobre książki. I zaglądać tutaj, inspirować się i ogrzewać.
    Ciepłe pozdrowienia od wiernej czytelniczki

  59. To były gęsi, pani Małgosiu i Mamo Isi, jestem tego pewna, bo gęgały. No ,to teraz wszystko się wyjaśniło. Musiały sprytne bestyjki zwiedzieć się, że zima nie będzie zbyt sroga i latały sobie znad Noteci na pola. A boćki stacjonarne też mamy, ale one przez zimę przebywają w naszym leśnym szpitalu.

  60. Ano.
    Dziewczęciu w wieku pokwitania to może wyjść na zdrowie.
    Byle nie za późno, nie za prędko, tylko w swoim własnym tempie.
    Dobranoc, Pani Małgosiu i mili Księgowi.

  61. Na sośnie mojego sąsiada mieszka siedem sów. To są dopiero lunofilki! Kiedy zaczną pohukiwać i skrzeczeć, to znaczy, że gody i wiosna tuż, tuż! Na razie jeszcze cisza..

  62. A my dzisiaj byliśmy na wycieczce w górach (gdzie jeszcze śnieg zalega, i to dość głęboki) i właśnie tam udało mi się przydybać pierwsze oznaki nadchodzącej wiosny. Szliśmy sobie szeroką ścieżyną z obu stron obwarowaną drzewami, aż tu nagle w głębi jednego z nich coś zaświergotało i mały ptaszek przeleciał na inne, stojące na przeciwko. Jakby w odpowiedzi na to, inni jego koledzy, dotąd starannie ukryci między gałązkami, zaczęli go naśladować. I tak dłuższą chwilę bawili się ze mną w chowanego; jeden świergotał, i, nim zdążyłam odwrócić głowę w jego stronę, zrywał się i już go nie było. I następny.
    Widziałam je tylko w przelocie; wiem, że były małe, miały drobne dzióbki i coś żółtego z boku. Domyśla się ktoś, co to mogło być? A może to jakiś gatunek zimujący w Polsce, a ja jestem zwyczajnie naiwna, oczekując początków wiosny w połowie lutego?

  63. Bo blisko południowego Justysia już była, Sowo, na Przylądku Dobrej Nadziei. Z „Brulionem Bebe B.”

    No, może Wilk Morski zrobi coś w tej sprawie.

    Eviku, idę oglądać.

  64. Kochana Ciotko Z.!
    Uczynię Ci wyznanie – zanim po wysłaniu przemyślenia dotarłam do półeczki, na której stoisz z miłą dedykacją od srogiej MM (która poddawała Cię tak nielitościwym zabiegom, cenzurowała, skracała, usuwała – ach, jakże mi szkoda tych na dobre utraconych fragmencików – przynajmniej niektórych) – zatem, nim tam dotarłam: ruszyło mnie sumienie! Spojrzałam na stosik lektur z historii sztuki (a takie są jednak ciekawe), spojrzałam na zegarek (a godzina była zaawansowana) i – spasowałam. Tęsknię jednak przeokrutnie za Tobą i nie mogę się doczekać powtórnego spotkania. Piszę specjalnie, by Ci to zakomunikować. A zaopiekuj się – jak prosi Nutria – tytułowym Chucherkiem. To fiołkowe dziewczę zdaje się być warte tego.
    Do miłego (choć dalszego) zobaczenia!
    PS. Jak zabawa, to zabawa – najpierw jednak praca tudzież obowiązki. Uściski!

  65. A dziś jaki cudny księżyc!!!
    Między innymi dzięki pieskowi mogłam go dłużej podziwiać :)