Azalia od Ann

azalia

 

„Kwiecień to ten właściwy i błogosławiony miesiąc ogrodników. Niech się dadzą wypchać kochankowie ze swoim uwielbieniem dla maja, w maju drzewa i kwiaty tylko kwitną, ale w kwietniu wypuszczają pędy; bo trzeba wam wiedzieć, że to kiełkowanie i przedzieranie się, te pąki, pączki i kiełki są największym cudem natury, i nie zdradzę ich tajemnicy już ani słowem; przykucnijcie sami, grzebiąc palcem w pulchnej ziemi z utajonym tchem, gdy palec, o którym mowa, dotyka kruchego, pełnego pąka. Tego się nie da opisać, tak samo jak nie da się słowami wyrazić pocałunków i kilku innych rzeczy.

(…) Nikt nie wie, jak to się dzieje, ale dzieje się to niezwykle często: gdy wejdziecie na grządkę, aby podnieść z niej zeschłą gałązkę, albo wyplewić ten paskudny dmuchawiec, nadepniecie zazwyczaj na podziemny pąk lilii lub pełnika, chrupnie on wam tak pod nogą, że zdrętwiejecie ze zgrozy i wstydu uznawszy się za potwora, pod którego kopytami trawa nie rośnie. Albo też gdy z niezmierną ostrożnością spulchniacie na grządce ziemię, macie zagwarantowane rozsiekanie motyczką młodej cebulki albo obcięcie gładko łopatą kiełków anemonów; cofając się w przerażeniu rozwalicie swą łapą kwitnącą prymulkę lub też złamiecie młody pęd ostróżki. Z czym większą ostrożnością pracujecie, tym więcej wyrządzacie szkody; dopiero lata praktyki nauczą was mistycznej i surowej pewności siebie prawdziwego ogrodnika, który depcze, gdzie popadnie, a przecież niczego nie zadepcze, a jeśli już tak się stanie, to przynajmniej nic sobie z tego nie robi. ”

 

To jest początek rozdziału ”Kwiecień” ze ślicznej książeczki Karela Čapka „Rok ogrodnika” (wyd. Iskry, Warszawa 1986 , przekład: Halina Janaszek Ivaničková).

Przepisała go dla was ta, która właśnie przed chwilą, przesadzając rozrośnięte floksy, za pomocą ostrej łopaty zgładziła dwie kiełkujące cebulki lilii tygrysiej.
Ech, i gdzież wreszcie ta surowa i mistyczna pewność?….!
Wiosenne uściski od
MM

 

Piękne zdjęcie kwietniowej azalii  zrobiła Kochana Czytelniczka Ann.

161 przemyśleń nt. „Azalia od Ann

  1. Witam jestem tu od niedawna ale będę odwiedzać częściej tą stronę, bo jest fantastyczna, :) a co do domku Lucy to chciałabym go kiedyś odwiedzić. :)

  2. Rumień się. I tak nie widać pod piórkami.
    Dobranoc, Ludu luby.
    Idę czytać Ellis Peters. Skończyłam wczoraj „Never Pick Up Hitch-hikers!” Pyszniutkie. A najlepsze w tej książce jest miejsce, gdzie akcja się kulminuje: Muzeum Pudełek w Braybourne. Na dwóch piętrach domu z czasów georgiańskich mieści się prywatna kolekcja szkatułek, puzderek, sepecików, pozytywek, kufrów, waliz itp. – dzieła sztuki, dzieła sztuki użytkowej i dzieła rzemieślników. Ilość eksponatów: dokładnie 2007. Opis tego muzeum to coś uroczego! Ja chcę tam jechać! Muszę tylko sprawdzić, czy to naprawdę istnieje. Przecież E.P. mogła spokojnie wymyślić i muzeum, i eksponaty.
    Od dziś czytam jej „Holiday With Violence”. Rzecz zaczyna się w zatłoczonym pociągu, jadącym do Turynu.
    No, pa, moi złoci.

  3. Ach, och, DUA! Z wrażenia nie wiem co powiedzieć! Zarumienię się tylko. Dziękuję za przemiłe słowa.

  4. Afrykandrze, ja przeczytalam tylko recenzje tej publikacji, w artykule pod tytulem „Brain disease shaped Boléro”. Pod artykulem jest link do tego czasopisma, ale moglam przeczytac tylko jedna strone, reszta za mgla – domagaja sie oplaty:)
    Wzieto pod lupe zwlaszcza dwa ostatnie utwory Ravela, w tym koncert fortepianowy na lewa reke.
    A ten koncert zamowiony zostal przez pianiste Paula Wittgensteina, ktory stracil prawa reke w czasie I wojny swiatowej.

    Jesli mowa o misjach, to pozwole sobie polecic strone misji krakowskiej prowincji kapucynow. W Republice Centralnej Afryki, ogarnietej wojna domowa, pracuje paru znanych mi dzielnych braci. Wiecej mozna znalezc na stronie: misje.kapucyni.pl

    Dobrej nocy Pani Malgorzato!

  5. Nie, nie, Angole nie reintrodukowali, jeno introdukowali króliki w Australii; ich tam nigdy przedtem nie było. No i na fatalnie na tym pomyśle wyszli. To znaczy, głównie fatalnie na tym wyszła reszta fauny i flory Australii.

  6. Mało kto się mnoży w niewoli.
    Ale, ale! W przeszłości pewien kontynent (no, to już powiem: Australia) reintrodukował króliki. Gorzko tego pożałował, podobno.

  7. O, jak dobrze, że na prawdziwej wsi zające jakoś sobie żyją; toś mnie, Starosto, solidnie pocieszył.
    Pamiętam, co kiedyś wyczytałam u Żabińskiego, że zające nie mnożą się w niewoli, w związku z czym fakt znacznego spadku ich liczby w ostatnich latach bardzo mnie gnębi, bo nie bardzo sobie wyobrażam tę reintrodukcję w praktyce, skoro tak.

  8. A u nas w Wielkopolsce kicają aż miło. Prawda, że nie jest łatwo zobaczyć takiego typka: szybki jest i lubi się zlewać z otoczeniem.

  9. O, Sowo Przemądrzała, dziękuję za te pocieszające wieści o rebecu!
    Justysiu, spóźnione życzenia imieninowe:) Bardzo Ci zazdroszczę zająca i to prywatnego! Na wybrzeżu nie widziałam zająca od lat, ani prywatnego, ani publicznego. Podobno w całej Polsce prowadzona jest- jak to dostojnie ujęto – reintrodukcja zająca, ale skutku w postaci żywego szaraka jeszcze nie zauwazyłam, niestety.

  10. No, widzisz, Zuziu miła, jak się przydajemy!
    Tak jest, zanurz się w muzykę. To niesłychanie poszerza duszę.
    Ach, jak dobrze mamy z tymi nagraniami na YT! Tylko słuchać (i oglądać, bo to też ciekawe, jak kto śpiewa i gra albo dyryguje). Nie mówiąc już o tym, że wspaniale jest obejrzeć z bliska takie niezwykłe instrumenty, jak rebec.

    Chesterko, co za wiadomości! :)

  11. Dobry wieczór,
    tle się tu mówi o „Bolero” i muzyce,a ja w ogóle nie wiem o co chodzi…
    Trzeba to nadrobić.Poczytam w internecie.:)
    W poniedziałek miałam sprawdzian z muzyki-porażka
    Serdecznie pozdrawiam!

  12. Ach, jak milo to słyszeć DUA! W roku 1997 zaangażowaliśmy się z mężem w Adopcję Serca. Mięsiac później spodziewaliśmy się naszej pierwszej córeczki, choć lekarze nie dawali nam wcześniej szans na wlasne potomstwo.

  13. Celestyno, jaki ciekawy artykuł! Nie wiedziałam o chorobie Ravela, muszę podrążyć temat.
    Amuzja występuje prawdopodobnie częściej, niż sądzimy, po prostu zwykle jej nie szukamy w badaniu.

    „Bolero” lubiłam od zawsze, już jako całkiem malutki pre-Afrykander. Działa na mnie motywująco i optymistycznie.
    A dodatkowo zawsze kojarzy mi się z kolegą z klasy, który zapytany na muzyce o ulubiony utwór muzyczny zamyślił się straszliwie i w końcu wypalił: „Borero Rafaela!”

  14. Dobrze wiedzieć, Dobrywieczorku.
    Ja już od lat pomagam dzieciom z Afryki: przez Adopcję Serca i przez fundację dla Rwandy (w Odolanowie). Ale zajrzę i do Fabryki.

    Rzodkiewki! – a może posiałaś te długie właśnie? (jest taka odmiana). Jeśli nie, to chyba one się same odkształciły, poszukując wody na przykład?

    Teraz muszę posłuchać kory afrykańskiej, na pewno gdzieś znajdę.

  15. Do ciekawych imion dorzucę Jenovic czyli Jésus notre victoire (Jezus naszym zwycięstwem) – świetnie pasuje do Wielkanocy :)
    A z ciekawostek muzycznych – w opactwie benedyktynów jest jeden brat grający na korze afrykańskiej – bardzo skomplikowanej harfie.
    Moje rzodkiewki już zjedzone – najzabawniejsze, że wyrosły tutaj w formie długich bulw, zbliżonych bardziej do marchewki czy pietruszki.
    A skoro jestem przy głosie, chciałam powtórzyć wątek – czy Lud Księgi zna twórczość Szymona Hołowni i jego najnowszą „gorączkę” afrykańską? Założył ciekawą fundację „Dobra Fabryka” i pomaga misjonarzom – oby jak najwięcej takich inicjatyw. Fakt, że tu ludzie nie mają prawie nic, a większość rzeczy łącznie z żywnością ma ceny ogólnoświatowe woła o pomstę do nieba…
    Pozdrawiam paschalnie :-)

  16. A na pocieszenie powiem jeszcze mamie Isi, że rebec wcale nie wyszedł z użycia, przetrwał i ma się bardzo dobrze w muzyce ludowej niektórych regionów Hiszpanii (el rabel), a z Półwyspu Iberyjskiego potem przeniknął oczywiście do Ameryki Południowej.

  17. Ewolucja instrumentów wynika zazwyczaj z poszukiwania większych możliwości wyrazowych, brzmieniowych i technicznych. Stąd jedne instrumenty się pojawiają a inne znikają. Ale i one, jak książki, miewają swoje drugie życie. I to nie tylko w zespołach muzyki dawnej (jak rebec czy fidel)! Zainteresowanym polecam poszperać w Internecie o (ponownej) rekonstrukcji instrumentu wymyślonego przez Leonarda da Vinci, viola organista, dokonanej przez polskiego pianistę i kompozytora, Sławomira Zubrzyckiego. Wersję krótszą można znaleźć na YT, ale polecam szczególnie audycję archiwalną z dwójkowego Five o’clock’a.

  18. Pozdrawiam pana Antoniewicza i Redakcję!
    A zwłaszcza prof. Stanisława Falkowskiego!
    Wykład zapowiada się niezwykle ciekawie. A my tu należymy do stałych czytelników „WiWo”.

    Mamo Isi, a bo instrumenty muzyczne też ewoluują. Ale jestem pewna, że przeróżne zespoły muzyki dawnej chętnie włączają rebec do swoich wykonań.
    PS. Wiwat buraczki! Bardzo smaczne i zdrowe.

  19. Serdecznie zapraszamy na zajęcia prowadzone przez Stanisława Falkowskiego IN VIVO:

    WiWo in vivo: Stanisław Falkowski o Grottgerze

    Wirtualne Wydawnictwo Wiwo
    serdecznie zaprasza Drogich Czytelników i Wszystkich Chętnych
    na spotkanie pod tytułem
    DLACZEGO KRÓLIK ŻRE KAPUSTĘ?
    poświęcone cyklom rysunków Polonia oraz Lithuania Artura Grottgera.
    Zajęcia poprowadzi nasz Autor
    Stanisław Falkowski.

    Zajęcia odbędą się w sobotę 18 kwietnia A.D. 2015 w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
    Spotykamy się o godzinie 13 przy kasie w budynku muzeum.

    Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
    wirtualnewydawnictwowiwo@gmail.com
    o zamiarze przybycia.
    Pomoże to w przygotowaniu materiałów dla Uczestników spotkania.

    Serdecznie prosimy o rozpowszechnianie wiadomości o zajęciach.

    Do zobaczenia!
    Redakcja

    Załączam serdeczne pozdrowienia
    Paweł Antoniewicz

  20. Kochani, dziękuję za życzenia imieninowe.
    Też życzę wszystkim dużo kolorowych kwiatów w ogródkach i na balkonach.
    A zając do sąsiada nie pójdzie, bo tam herbicydy stosują, żeby nie mieć koniczyny w trawie. A u nas koniczyna najlepsza, więc i żółw (Asi zwierzątko) przyjdzie i zając – no i mamy jak w bajce Ezopa. Literackie podwórko.

  21. Celestyno, dziękuję za podrzucenie ciekawego wątku! Nie wiedziałam nawet, że istnieje taki objaw chorobowy jak amusia (czyli utrata zdolności muzycznych). W kontekście nietypowej dla Ravela repetytywności struktury „Bolera” (wynikającej jakoby z choroby) jest też i inna teoria – podobno pod koniec życia Ravel interesował się maszynami i mechanizacją, a sam swój utwór określił mianem orkiestrowej fabryki bez muzyki…

  22. Przed chwilą przeczytałam ze zdumieniem:”A na obrzeżach Poznania widziałam wielki napis nad buraczkiem: SALON NAGROBKÓW.” Chyba jednak pójdę spać, bo się już do niczego nie nadaję, skoro zaczynam mieć omamy z buraczkami.

    Kochany Starosto, łasa jestem na komplementy, ale muszę się przyznać, że na rebecu zatrzymałam się dłużej, bo pojęcia nie miałam, co takiego owemu minstrelowi zerwało się ze sznurka, że aż się zalewał łzami. W pierwszej chwili myślałam, że to jakieś zwierzątko;) A ponieważ informacja, że rebec to po polsku też rebec, wiele mi nie dała, musiałam drążyć dalej.

    Nie mogę za to pojąć, dlaczego instrument o tak pięknym dźwięku został zarzucony i zapomniany.

    Celestyno, cała przyjemność po mojej stronie:)

  23. Cóż, biedronka wolny duch, lata, kędy chce.;)
    Ale tak naprawdę to wiem, że jesteś biedronką solidną.
    Inna nie przeszłaby Drogi.

    A poza tym: kto pokazał Pióro, jako Ulubiony Przedmiot?
    No widzisz.

  24. Biedronka i wagary!
    Cóż, to by się właściwie zgadzało.

    PatrycjoF (wiad.pryw.)- no, popatrz tylko! Faktycznie, dużo pasuje.

  25. Niezastąpiony Błotowijku!
    Dziękuję za wiadomość o imieninach Justysi!
    Ale gapa ze mnie (może dlatego, że zupełnie przestałam używać kalendarza – ot, przywilej wolnej duchem starowiny!)
    Justysiu, życzę Ci najpiękniejszych kwiatów w tym roku i wielkiego urodzaju jarzyn oraz owoców.
    A zajączek niech grasuje u sąsiadów!

  26. Dobry wieczór! A ja widziałam kiedyś szyld: „Fotograficzny czarodziej”, hi, hi.

    PS Też jestem wielbicielką „Kalamburki”, tzn. uwielbiam całą Jeżycjadę, wiadomo, ale po cichu przyznaję, że przez „Kalamburkę” to aż kiedyś na wagary poszłam- po prostu musiałam w spokoju doczytać tę książkę- ach, to były czasy! :-)

  27. Dzień dobry.
    14 kwietnia – imieniny Justyny.
    Wszystkiego najlepszego, Justysiu, pięknego ogrodu i spełnienia marzeń.
    To chyba miło mieć prawie-oswojonego zająca ;)

  28. Może to podwórze było jakieś magiczne? Swoja droga podejrzewam, że to bliskość Borejków i życiodajna siła, która bije z Pani ksiażek miała na to wpływ, a Uzdrawiacz tylko zgarnial mamonę.
    A dziś może nazwalby to miejsce, niech no ja pomyślę, np Studio Biopradu, Galeria Uzdrowień, Salon Energii Kosmosu?

  29. Ale się ubawiłam!
    Chesterko, kiedyś przy ul. Dąbrowskiego w Poznaniu (Jeżyce!), przed wejściem do starej bramy, widniała obskurna tabliczka:

    UZDRAWIANIE W PODWÓRZU

    Niestety, jakoś niedawno znikła. Chyba uzdrawiacz umarł.

  30. Dziś minęlam optyka z podnazwa „galeria wzroku”. Może szwankuje mi wyobraźnia albo mam „tradycyjne” upodobania, ale ja tam marzę o sokolim wzroku, li i jedynie, cała galeria „wzroków”(!?, sa jakieś inne pożadane rodzaje)?) mi nie potrzebna. Wolę zdecydowanie afrykańskie nazwy od Dobregowieczorka. Ciekawe jaka nazwę nadano by tam optykowi.

  31. No, to się cieszę, Justysiu, że już po zimie u Ciebie i że cieszysz się kiełkującą zielenią. Pozdrawiam pożytecznego Z.!

  32. Dzień Dobry.
    Tak, tak, śniegi stopniały. a wczoraj był najcieplejszy dzien w roku, +22C. Tak to tu już jest – w jeden dzień +2C, a w następny +20C. Ten śnieg w Wielknanoc był uroczy, wszędzie biało. Dzieci po sąsiedzku ulepiły bałwanki przed południem, a po południu nie było już grama śniegu. Zostały same bałwanki na zieleniejącej się trawie, które wyglądały jakby je tam przywieziono.
    W ogródku wychodzą listki tulipanów, które mi jakiś zając codziennie podjada. Założyłam przezroczyste plastikowe pudełeczka, ale na kwitnące krokusy już nie zdążyłam – zając miał ucztę. Mieszka chyba gdzieś na naszym podwórku, codziennie się zjawia. Niech mu będzie, bo tam gdzie zostawi swój drogocenny nawóz, to trawa jest intensywnie zielona!

    Pozdrawiam imieninowo, choć w Kanadzie nie ma imienin w kalendarzach.

  33. Gdy ciało jest w ruchu krew szybciej kraży po organizmie i lepiej dotlenia narzady(w tym mózg). W efekcie, lepiej się myśli. To na pewno dlatego. Och, cudotwórczy ruchu!

  34. Brawo, Anonimku! Podoba mi się wielokolorowe braterstwo!
    Mały minusik może być.
    A Lacrimosa – cudo, prawda? Miło, że szkoła zapoznaje was z arcydziełami muzyki klasycznej.

    Duśko, dziękuję. Zadowolona jestem z „Kalamburki” choć tak mnie rozhartowała.

    Kapucynko, tak. Ostatnio zauważyłam, ze najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy owiewanej leśnym lub polnym wiatrem, podczas gdy nogi poruszają się miarowo na piechotę, lub też kręcą pedałami roweru.
    To musi mieć jakiś związek z krwiobiegiem.
    Oczywiście, w mieście też się dużo spacerowało, tam jednakże zamyślać się nie wolno, bo można wpaść pod tramwaj.

    Anonimku, do bryk sześciokonnych-ściokonych. Też bardzo lubię.

  35. Ze sprawdzianu 5-, ale wszystko wiedziałam, tylko pomyliłam tonacje i nie napisałam, że Lacrimosa i Kyrie eleison są z Requiem. A braterstwo namalowałam wielokolorowe, to jest ludzi z różnych części świata trzymających się za ręce, cieszących się i śpiewających.

  36. DUA, przykro słyszeć o tej grypie kalamburkowej, ale książka taka wspaniała wyszła:). I Gizelę ulubioną nam Starosta podarował i mamę Borejko w nowym, fascynującym wydaniu, a także piękną historię miłości na tle tak ważnych wydarzeń historycznych… . Ech, chyba sobie dzisiaj wrócę do „Kalamburki”.

  37. No, wlasnie. Czasu brak na wiele rzeczy. A sloneczko pieknie swieci. Idziemy sobie na powietrze.

    Dobrego dnia Pani Malgorzato, dobrego dnia wszystkim tu zagladajacym!

  38. Chyba milej jest pisać w różnych miejscach, a nie wciaż w tym samym. Można wtedy wpaść na więcej świetnych pomysłów, prawda DUA? Choć Pani pomysły i bez tego sa świetne.

  39. Sowo P., znalazlam tez wzmianke o publikacji grupy neurologow (Amaducci, L., Grassi, E. & Boller, F. Maurice Ravel and right-hemisphere musical creativity: influence of disease on his last musical works?. European Journal of Neurology 9, 75 – 82)
    No, ale to juz sa pozamuzyczne teorie naukowe.

    Pozdrawiam serdecznie!

  40. Dzień dobry, Kasiu, dziękuję!:)
    Nelu, witaj, anegdotki może i były, ale umknęły z czasem. Pamiętam tylko ciężką grypę z powikłaniami, po skończeniu „Kalamburki”.
    Co do warunków: od pewnego czasu już – tj. odkąd pracuję nie przy maszynie do pisania (którą można postawić wszędzie, nawet w namiocie w Czaplinku, lub na żaglówce, wiedzionej pewną ręką męża), tylko przy komputerze, książki powstają tylko przy jednym (tym samym) biurku. Pod oknem z widokiem na ogród!
    Pozdrawiam serdecznie!

  41. Dzien dobry Pani Malgorzato, Jak zu milo i radosnie na Pani stronie :) zazwyczaj czytam tylko nowe wpisy ale dzis przyszlo mi na mysl pytanie: otoz, pamieta Pani w jakich warunkach pisala Pani poszczegolne ksiazki? Przypominam sobie ze „Noelka” powstawala w lato, co mnie bardzo zaskoczylo i rozsmieszylo :) Czy jest wiecej takich anekdotek? Moze nawet do kazdej powiesci?
    Pozdrawiam serdecznie!

  42. Dzień dobry moim zdaniem z Jeżycjady się nie wyrasta , a przy każdym kolejnym czytaniu odkrywam coś nowego(może to kwestia wieku)

  43. Dusko, ale to zauroczenie ma jakis dramatyczny koniec. Pamietam, jak slynna para tancerzy (lata 80) na lodzie Torvill&Dean wytanczyla zloty (olimpijski?) medal, do tego wlasnie utworu. W finale partner rzucal partnerka o lod :))

    Na wiele sposobow faktycznie mozna go sobie interpretowac, a tu znalazlam taka krotka historie powstaniu utworu:
    The Story Of Ravel’s Boléro.

    Pani Malgorzato, wrazenia przy ogladaniu tego baletu chyba w jakiejs mierze zaleza od glownego wykonawcy. Obejrzalam z ciekawosci kilka wykonan, damskich i meskich.. Ta niedawna (dwoje rownoleglych wykonawcow) duzy akcent kladzie, moze przez sposob filmowania na fizyczna strone – praca miesni, zmeczenie, pot. Tak to widze ja -laik. Chyba przez to mniej widoczna jest sama strona artystyczna.
    Wyszukalam stara wersje, rok chyba 75, w ktorej tanczy Maya Plisietskaya (na YT pod takim numerem 6H4s3Wnzt3E). Oprocz techniki, co za gracja, nieprawdopodobnie plynne ruchy. Inna ciekawa wykonawczynia bolera jest Sylvie Guiilem.

    Dobrego dnia! Bez Stefanow, uprzejmie prosze.

  44. O, mnie też „Bolero” przywodzi na myśl baśnie Arabii. Tymczasem, jak zwykle drążąc temat aż nie dowiem się czegoś więcej, dotarłam do informacji o wpływie eseju Edgara Allana Poe „Filozofia kompozycji” na twórczość Ravela. Jest nawet artykuł Michaela Lanforda analizujący „Bolero” pod tym kątem, ale jeszcze go nie przeczytałam. W swym eseju Poe odrzuca spontaniczne tworzenie dzieła na rzecz pracy metodycznej i analitycznej. Ciekawe to wszystko, ciekawe. Marzy mi się kiedyś dogłębnie przestudiować wszystkich interesujących mnie kompozytorów w szerokim kontekście, także docierając przez pryzmat poszczególnych ich kompozycji do tego czym aktualnie żyli. Oddzielić narosłe mity i interpretacje od faktów. Tylko będę musiała przyjąć inny klucz niż alfabetyczny, bo inaczej nigdy nie wyjdę poza literę B :)

  45. No, ale w sumie wiele nie zaszkodził ten film…;)
    Dzień dobry, Justysiu! Jak tam w Kanadzie, śniegi stopniały, lody ruszyły?
    U nas po tym Stefanie bardzo pochmurno, raczej ciepło, mokro. Ogród się cieszy! Trawa odżyła! Na kępie bzów już zielona chmurka!

  46. Oj, jaka szkoda, że mama Zuzi12 tak się zraziła do „Jeżycjady” przez ten film! Trzymam kciuki Zuziu, aby Ci się udało Twoją mamę nakłonić i by też poznała wszystkie następne części cyklu, bo to poważna strata. Z samych książek może mama wyrosła, ale wartości w nich przedstawione pozostają niezmienne i z nich się raczej nie wyrasta (pisze to osoba zachwycona twórczością p. Musierowicz od 36 lat). Film ESD widziałam zaraz, gdy się ukazał i szybko o nim zapomniałam, by nie zrazić się do książek. Udało się. Filmu nie chcę widzieć, a do książek wracam niezmiennie. Pozdrawiam mamę.

    Pozdrawiam Ukochaną Autorkę i Księgowych w nowym dniu. A Patrycji życzę owocnego obrabiania lekcji;) A może raczej szybkiego obrobienia się z lekcjami….

  47. Także i aktorów do bohaterów powieści niepodobna dopasować. Owszem, Borejkowie istnieją! Ale na swój charakterystyczny sposób. I w każdej z naszych głów i wyobraźni może nieco inaczej.
    Dobrej nocy tudzież miłego nocnego czytania! : )

  48. Mamo Isi, posłuchałam, rzeczywiście, można uwierzyć, że aniołowie na tym grają!
    Ale jest tam jeszcze tenor rebec (patrz: Lauda Novela) – dźwięk niższy, jakby lekko pęknięty. Ciekawy! A Lauda z XIII wieku!

    Wiadomość dla Dziatwy : Mama Isi czyta „Wróbla w świątyni” Ellis Peters.
    Ach, sam smak.

    Dziewczynko z zapałkami, ja już wiem, że adaptacje filmowe Jeżycjady udać się nie mogą. Mnóstwa rzeczy nie da się z niej przełożyć na język filmu, ale przede wszystkim – humoru słownego.

  49. Tez lubie „Bolero”. I mam, podobnie jak Wiewiorka, pozytywne skojarzenia.
    Ale poznalabym chetnie tez te mroczna interpretacje.

  50. Oj, przyjemniejsze! I dziękuję za nie! Zaraz mi przychodzi ochota na „Bolero” w bolerku z cekinami.

    Kris, miłego czytania!
    Kapucynko, Sowo, ja też lubię wiatr i też go (Stefana) dziś spotkałam w ogrodzie .

    Duśko, w rzeczy samej przebywałam raczej pod drzewem.:) A Twoje „Bolero” też mi przemawia do wyobraźni. Zgodne, w gruncie rzeczy, z tym Aladynowo – Wójtowym.

    Mamo Isi, dziękuję za dobre słowo. Lecę słuchać tego instrumentu (popatrz, jak Ty całą sobą czytasz! Ja czytałam, lecz przyjęłam na wiarę i nie sprawdzałam, jak to gra). Jesteś super.

  51. Stefanek wywalił mi skrzynkę na balkonie. Cała ziemia wysypała się razem z tulipanami, na szczęście już przekwitniętymi. Tak poza tym nic innego nie uszkodził.

  52. Ach, Starosto, rzeczywiście przerażająca interpretacja tej znajomej Poetki. Mnie się Bolero nie kojarzy tak pesymistycznie. Od kiedy pamiętam, dźwięki tego utworu przywodzą na myśl ” Klechdy sezamowe” Leśmiana. Widzę te wszystkie księżniczki tańczące w rytm muzyki, Alibabę, lampy cudowne i latające dywany. Prawda, że przyjemniejsze skojarzenie?

  53. Witam wieczorowa pora! U nas na szczescie Stefan nie szalal, cale szczescie, bo i tak za czesto wieje… W zeszlym tygodniu wiatr wyrwal ogromne drzewo przy duzej ulicy, chodnik byl polamany, podmuchy spowodowaly tez zawalenie sie jednego balkonu (chyba bardzo starego…). Na szczescie nikomu nic sie stalo.
    A propos Ellis Peters, to nie moglam sie nie skusic – wczoraj wypozyczylam dwie pozycje (in italiano): „The Rose Rent” i „City of Gold and Shadows”.

    Buona notte, sogni d’oro!

  54. Wiatr jest moim bratem. Kocham go. Wczoraj leżałam w lesie wśród liści i czulam go wszystkimi zmysłami. Było to cudowne uczucie. Nawet nie wiedziałam, że kiedy byłam w szkole, towarzyszył mi Stefan. Jednak to dobrze, bo chyba nie potrafiłabym skupić się na lekcjach.

    Patrycjo! Wiesz, że mam w swojej długiej „kolejce ksiażek” „Godzinę pasowej ròży”? Muszę ja szybko przeczytać.

  55. Starosto, dobrze, że Starosta nie przebywał właśnie na drzewie, gdy powiał mocny Stefan;).
    P.S. Po tej stronie sieci „Bolero” kojarzy się z zauroczeniem kimś albo czymś:).

  56. Cyklon Stefan dał się we znaki (na szczęście nie miałam wtedy wf-u). Uhhh, to była straszne, ale jednak na swój sposób fascynujące. Czułam się jak Mała Mi stojąca na lodzie w zatoce kiedy wracało morze („Zima Muminków”).
    PatrycjoF., czytasz bardzo fajną książkę. Ja lubię często do niej powracać.:)

    PS. Interpretacja filmowa Jeżycjady? To się nie może udać. Czegoś, co zostało stworzone najlepiej jak się dało, nie da się skopiować, odtworzyć w inny sposób, ponieważ będzie to już gorsze od poprzedniej wersji. Pozdrawiam gorąco! Uściski dla p. Małgosi i Księgowych.:)

  57. Najprzytulniejsze miejsce literackie, jakie ja znam, jest tutaj, na wyspie Starosty:)
    Ale zgodzę się, że na drugim miejscu jest herbarium brata Cadfaela.

  58. Akurat skończyłam The Sanctuary Sparrow, gdzie jest przepiękna historia ratowania przez brata Anzelma zniszczonego instrumentu wędrownego minstrela. Jest to instrument smyczkowy i zwie się rebec; (inne nazwy: rebeb, rabe, rubebe, erbeb) – pochodzenia jest arabskiego lub bizantyjskiego, ma owalne pudło rezonansowe w kształcie gruszki i posiada trzy struny. Zazwyczaj grano na nim przy pomocy spłaszczonego łuku, podobnego do współczesnego smyczka. Od tego instrumentu wywodzi się hiszpańska mandola. Na obrazie Gerarda Davida gra na nim anioł.
    Ma taki słodki, staroświecki dźwięk (rebec, nie anioł) – znalazłam na you tube i z drżeniem serca wklejam na to linka, bo wiem, że skrypt tego nie lubi, ale a nuż! Gdyby jednak link został odrzucony, to dźwięk znaleźć można pod The sound of the rebec

  59. Mamo Isi, a widzisz? Prawda, że wspaniale jest w tym Shrewsbury?
    Przepadam za opisami postaci u Ellis Peters. W powieściach o Cadfaelu wyraźnie daje się odczuć jej zamiłowanie do średniowiecznych portretów, a ile pysznych szczegółów w opisach tkanin, broni, ozdób, architektury!
    Herbarium zaś braciszka C. jest najprzytulniejszym miejscem literackim, jakie znam.

    No, cieszę się, że tak Ci miło w powieściowej Walii.

    Patrycjo, brawo za czwórkę z „Grażyny”!
    Wychodzenie o siódmej na poranny marsz bardzo mi się podoba, podobnie jak radość o poranku.

  60. Cyklona Stefana nie dało się nie zauważyć! Nieuprzejmy i nachalny typ z niego; postrącał w ogrodzie poidła dla ptaków, miótł gradem po przylaszczkach i zawilcach, uniemożliwił nam dzisiejszy spacerek z maleństwami, ciepał ptakami po niebie beż żadnego względu na to, ze mogły to być przecież samiczki na chwilę przed zniesieniem jajka! Uch, nie lubię takich! Najchętniej bym na widok tego całego cyklona przeszła na drugą stronę ulicy, ale on tam też był!

  61. Dobry wieczór!
    Mnie film „ESD” nie podoba się w żadnym aspekcie. Za to „Kłamczucha” bardziej. Lubię obejrzeć ją czasami na poprawę humoru.
    Uff, dostałam 4 z recytacji „Grażyny”. U tej pani 4 to jak 5+.
    Według mnie nie ma nic piękniejszego niż spacer o poranku, kiedy wszystko się budzi do życia. Ostatnio, kiedy jeszcze było ciepło, wychodziłam o 7 na parokilometrowy marsz i cieszyłam się pięknem świata. :)
    Zmykam czytać „Godzinę pąsowej róży”. Przede mną jeszcze nauka i obrabianie lekcji, bo niedawno wróciłam z ćwiczeń korekcyjnych.
    Dobrej nocy!

  62. Witam Wszystkich wieczorową porą, jak jaki brunet wyłaniając się na chwilę z głębokiego średniowiecza. U nas w Shrewsbury pogoda i owszem, angielska, czyli mokra, ale wszystko już kwitnie, a rzeka Severn niemożebnie wezbrała. Klasztor benedyktynów o zachodzie słońca wabi wyblakłą zrudziałą różowością cegły zwaną zresztą – jakże słusznie – różem angielskim. Brat Cadfael ma się dobrze i zasyła pozdrowienia oraz pęczek ziół ze swego herbarium. Mamy tu czasem jakieś morderstwo, ale wszystko się kończy happy endem; poza tym jeżeli już – ginie zazwyczaj jeno jakiś czarny, albo co najmniej wątpliwy charakter.

  63. Tego się można było obawiać.
    Właśnie dlatego już nigdy potem nie zgadzałam się na propozycje adaptacji filmowych, a już zwłaszcza – telewizyjnych (proponowano wieloodcinkowy serial).
    Dobra to była decyzja!

    Mieliśmy cyklon nad Polską, wiedzieliście o tym? Na imię miał Stefan!
    Ale już poszedł sobie, jest cisza i teraz niebo mamy czyściutkie.

  64. Dzień dobry,
    rozumiem co czuje Pani i Mikołaj mnie też dzisiaj „zwiało”.Wiatr nieprzyjemny!

    Właśnie piszę opowiadanie o kózce.Taki temat na polski:)

    Co do filmu ESD. Nie oglądałam nigdy,lecz bardzo go nie lubię,ponieważ moja mama w dzieciństwie była zaciekłą miłośniczką Pani książek i niezmiernie się ucieszyła,gdy dowiedziała się,iż jest film o „Kwiecie kalafiora” i podobno tak zawiodła się na owym filmie,że aż z czasem przestała czytać Jeżycjadę (choć może dlatego,że był już wtedy starsza,ale przecież te książki są dla wszystkich!)Skończyła na „Brulionie Bebe B.” Tak strasznie żałuję,że tak się stało,lecz mama obiecała mi już,że przeczyta wszystkie,jak tylko skończy książkę czytaną obecnie!
    Sukces,nadrobimy to!
    Pozdrawiam znad huraganu ;)

  65. Ha! A ja lubię słuchać wiatru. Co do interpretacj „Bolera”, język muzyczny ma to do siebie, że poddaje się wszelkim (nad)interpretacjom, lepszym lub gorszym, a zazwyczaj bardzo osobistym. Dlatego również wolę trzymać się suchych faktów, mimo że nie zawsze są efektowne. Czy dla Ravela utwór ten był czymś więcej niż zabawą instrumentacyjną, tego nie wiem, ale przekonanie o tryumfie zła na szczęście mija się z Prawdą. Dobro zwycięży(ło) i tego się trzymajmy.

  66. Dzień dobry :)

    Nie mam za wiele czasu, żeby często pisać, ale podczytuję regularnie, o czym piszecie;)
    Mam pytanie Pani Małgorzato o ekranizację Pani książek. Chciałabym zobaczyć ESD, ale nigdzie nie mogę znaleźć. Czy jest możliwość gdzieś obejrzeć ten film?

    pozdrawiam

  67. Bolero, niepokój i zatwardziałość. Takie mam skojarzenia.
    Odważyłam się. Jestem po lekturze Pana Pipa. Pokrzepienie i siła- mimo tych okropności.

    PS. Piękna i Bestia, to na dobranoc. Piękny film, mogę oglądać bez końca. No i dialogi w języku francuskim, śliczne.:)

  68. Kolejna zła wiadomość! :/
    We Wronkach taki wiatr, że połamało mi wszystkie tulipany!!! :(

  69. A u nas wichura, że aż głowy urywa!
    Podwiązywałam winogrona i omal mnie nie wywiało z ogrodu.
    Ha1 Ja też widziałam ten dokument. Podobało mi się!

  70. Mnie „Bolero” zawsze wpedzalo w niemily nastroj, bez niczyjego uprzedzania kojarzylo mi sia z jakas mania, nie wpadlam na to, ze to spirala zla, ale jakas obsesja, czyms nasilajacym sie, niepokojacym.
    Moze tez dlatego, ze obejrzalam kiedys dokument o pracy nad spektaklem (i sam efekt) baletowym Béjarta, do tej wlasnie muzyki..

    Dzien dobry!
    U nas upal, 25°:)

  71. Tak, czytałam, Sowo! Także Jego „Moulin-Rouge” (o życiu Toulouse-Lautreca) i „Miłość niejedno ma imię” (o życiu Mendelssohna). A wszystko to wypożyczałam z biblioteki Pałacu Kultury w Poznaniu, w latach 60-70 (?). Pamiętam zapach tych mocno używanych książek i kolor (pożółkłe kartki).
    To dobra literatura popularno-biograficzna, fabularyzowana.
    Teraz już takiej nie lubię. Wolę suche fakty i dokumenty.
    Co do „Bolera”: przez jakiś czas i ja uważałam, że to tylko jeden z klasycznych szlagierów. Ale potem pewna poetka, wielka znawczyni sztuki, zwierzyła mi się, że ten utwór ją przeraża, że jest jak spirala zła, jak droga poprzez kolejne kręgi piekła. A motyw, przejmowany przez kolejne instrumenty, upewnia ją, że zło jest nieśmiertelne i wciąż się odradza.
    Może nie miała racji, ale teraz już nie umiem słuchać „Bolera” bez tego stwierdzenia w pamięci.
    Dlatego uznałam,że jest za mocny dla „Feblika”.

  72. Wójcie, z niczym się nie wycofuj, ja jestem po prostu skrzywiona zawodowo, na pewne utwory nie potrafię już spojrzeć świeżym okiem (czy może raczej uchem). „Bolero” to dla mnie głównie efektowny szlagier klasyczny, ale wcale tak być nie musi. A znowuż rozwiązania mniej popularne jakie przychodzą mi na myśl, byłyby raczej niestrawne dla czytelników. Zasłuchałam się właśnie w preludium do „Popołudnia Fauna” Debussy’ego – idealne na upalny koniec lata. Tylko że to też są delikatne brzmienia. Prawdę mówiąc, kierując się wyłącznie ilustracją, od samego początku feblikowa panna nie kojarzy mi się wcale z muzyką klasyczną, co najwyżej z jazzem lub piosenką autorską (niekoniecznie francuską). Ale to wrażenia wyłącznie subiektywne. Cóż, DUA sama najlepiej wybierze. Tym samym milknę już w temacie, dobranoc.

    PS. Czy DUA czytała powieść biograficzną „Clair de Lune” Pierre’a La Mure? Pewnie czytała, bo czyta wszystko, co przeczytać należy ;)

  73. W rzeczy samej! I to fluid podwójny!

    Krzysiu (wiad.pryw) – powodzenia na sprawdzianach! Życzę też zdrowia i ściskam serdecznie!

    Międzyczasie (wiad.pryw.), Wagnerowi nasze stanowcze: nie! Chociaż wspaniały dyrygent Georg Solti (patrz YT) zdziałał cuda w celu rehabilitacji tego kompozytora. Oglądałam i słuchałam z podziwem, odnajdując w tej muzyce zaskakujące blaski.
    Ale to chyba tylko pod tą cudowną batutą tak się dzieje.
    Jeszcze raz Ci dziękuję za linki do krynicy czystego wdzięku.
    Dobranoc!

  74. Ach, antyfluid z Sową :)
    Ale Sowa zna się lepiej na sprawach muzycznych, to ja się wycofuję z tą moją sugestią.

  75. O, a mnie się pomysł z Ravelem bardzo podoba! Uważam, że świetnie pasuje do Febliczkówny. No ale mogę tylko sądzić po wyglądzie, już tam Starosta lepiej wie. Niemniej proszę o przemyślenie tej sprawy.

  76. Bolero? Nie pasuje jak na mój gust. Ale ja mogę kierować się wyłącznie fizjonomią Wiśniowej Panny, wszak DUA zna ją lepiej, bo od wnętrza. Jeśli mogę coś zasugerować, to może coś z utworów Debussy’ego? Bogactwo wyrazowe tego kompozytora może przypasować wielu charakterom. I pięknie łączy się z malarstwem. W dodatku wciąż będziemy się trzymać kręgu francuskiego ;)

    Hej, Anonimku, sprawdziany słuchowe to dopiero była zabawa! Zupełnie jak księgowe zagadki literackie, tylko zamiast cytatów tekstowych są nieoczywiste fragmenty muzyczne. Poczekaj aż usłyszysz pewien koncert wiolonczelowy z dodatkiem piły (nie podpowiem czyj).

  77. Ha! Faktycznie, Wiolu, jakoś tak boczkiem mi tu powstała kronika twórczości.
    Archiwalne wpisy czytać warto, wiele tam ciekawych wiadomości – także od Czytelniczek i Czytelników!
    Hej, a w czerwcu minie siedem lat od powstania tej strony i Księgi Gości!
    Ładnie zleciało.

    Anonimku, obawiam się, że prawdziwy kolor braterstwa został doszczętnie i pod fałszywym pretekstem wyeksploatowany przez pewien niebraterski zgoła system.
    No to niech będzie – na przykład – zielony!
    Co do bohaterki „Feblika”- właśnie się rozmyśliłam z Mozarta. SowaP ma rację, koncert na flet i harfę zbyt jest czuły i liryczny dla tej osóbki.
    Teraz (przy łopacie) przymierzam sobie różne pasujące do niej melodie. „Bolero” Ravela byłoby niezłe, ale może jednak ciut za mocne w wyrazie.

  78. Kolor mocnego łańcucha więzi (nie: uwięzi, a więzi właśnie, wzajemnych, braterskich więzi). A kolor to już według uznania. Braterstwo mam na myśli.
    A ja czytam sobie od wczoraj przemiłe, przesympatyczne „rzeczy”. Zajrzałam ot tak do Archiwum tej strony, i niby wcześniej wiedziałam o tych wpisach DUA Pani M.M., kiedyś nawet widziałam, ale dopiero teraz ja je ODKRYŁAM. Tak, czuję się właśnie jak odkrywca cennego skarbu. Właśnie towarzyszyłam Pani podczas tworzenia „Sprężyny”, to dopiero świetna sprawa!

  79. I jak tu nie lubić Mozarta? Jutro sprawdzian słuchowy z klasycyzmu, więc słucham i się delektuję. Teraz ,,Dies irae”.
    Czy ta osóbka z ,,Feblika” będzie grała na flecie poprzecznym albo na harfie? Zaraz zacznie się Beethoven i Sonata cis-moll ,,Księżycowa”…

  80. He, he, Kapucynko, wejść – wejdę, ale szaleńczo wymachiwać nogami ani myślę!

    Celestyno, ale tekst, cha, cha! Cudo.

  81. Niech Pani uważa na siebie, wchodzac na drzewo! Ja po prostu czyniłam swoja powinność jako kapucynka. Swoja droga chciałabym Pania zobaczyć, wysoko na gałęzi wymachujaca szaleńczo nogami z uśmiechem na twarzy.

  82. Oczywiscie, uprzejmie prosze, zeby uwazac! *
    Ale, jak juz Pani wlezie, to prosze tam huknac z gory na ktorego, zeby z aparatem przyszedl i z drabinka. Chcialabym zobaczyc takie zdjecie: pani Malgorzata w koronach drzew. Drabinka do schodzenia, wiadomo: latwiej wejsc niz zejsc.

    * Moja tesciowa, kladac sie spac, lezac juz przed snem w lozku (byla u nas z dluzsza wizyta), wypowiedziala kiedys, ze smiertelna powaga takie zdanie: „i badz tak uprzejmy synu, dzisiejszej nocy sie nie dusic.”
    A to dlatego, ze noc wczesniej faktycznie mial miejsce incydent z krztuszeniem sie, co zaklocilo spokoj goscia:))
    Sprawiedliwie trzeba przyznac, ze osobliwa prosba wynikala tez oczywiscie z troski, ale zabrzmialo to zabawnie.

  83. Dzień dobry. Taka dzieweczka hoża wyrasta potem na duża mamusię, a nawyki pozostaja – obowiazki domowe niecha, pochłaniajac „Potęgę milości” F. Riwers (tytuł banalny, ale już sama miłość porusza głębia, na wspak dzisiejszym gustom).

    A co do dziateczek na drzewach – serca matek drża. I wizje sa takie, że Oj! A wszystko przez te ksiażki.
    Zaraz, zaraz, ale sama też właziłam.

  84. Uprzejmie dziękuję za odpowiedź! Tak właśnie zrobię. Zresztą najważniejsze jest to aby samemu być zadowolonym ze swojego wysiłku. Opinię Czytelników należy uwzględniać, choć wiadomo, że nie wszystkich da się zadowolićŻyczę i Pani miłej i owocnej pracy i raz jeszcze dziękuję za poradę. Do zobaczenia.

  85. Ależ nie jestem ci ja kruchej budowy!
    Poza tym, mam tylko 70 lat. Co to jest!
    Wierszyk zapamiętałaś bardzo dobrze.
    Natomiast co do wiadomości prywatnej: właśnie na tym mozolnym układaniu polega pisarska zabawa. Spróbuj przewrócić wszystko do góry nogami, potrząsnąć elementami, może właściwy kawałek znajdzie lepsze miejsce. Jeśli nie – śmiało wyrzucaj! Nigdy nie należy żałować tego, co się już napisało. Nie zachwycać się sobą. Wyrzucać, wyrzucać! Niech grafomani żałują. Ty nie masz problemów z napisaniem wszystkiego po raz drugi, albo i po raz trzeci. No to pisz, pracuj, szlifuj, póki mechanizm nie będzie działał jak w zegarku!

  86. Pozwolę sobie wpisać się w ten miły kwietniowy klimat Księgi Gości. Przypomniał mi się, Pani Małgosiu ten wierszyk, jaki jest zamieszczony w „Tym razem serio.” Samej książki, niestety nie posiadam, bo rozleciała się od zaczytania Od czego, jednak pamięć? Zatem brzmiało to chyba mniej więcej tak: „Była raz sobie dzieweczka hoża, co spać wieczorem nie chciała. Tylko czytała do późnej nocy, aż mama na nią krzyczała. Co dzień znosiła po kilka tomów by je pożerać od nowa. Lekcje robiła na odtrąbiono, bo ją bolała już głowa.” Ileż to razy zdarzyło się, że jakaś lektura mnie w ten sposób wciągnęła i z lekcjami był problem za czasów szkolnych… A z tym wyłażeniem na drzewo, proszę uprzejmie uważać! Kiedy o tym przeczytałam od razu przypomniał mi się fragment z Makuszyńskiego o Babci Tańskiej, która chciała pokazać Basi, co potrafi i wlazła na piec, a późnej skarżyła się, że ma osiemdziesiąt lat i to już nie dla niej. Takie praktyki są szalenie ryzykowne szczególnie dla osób o kruchej budowie ciała.

  87. A ja mam najnowsze wydanie pierwszego tomu, z 2009r, poprawione i poszerzone. Teraz będą trzy tomy zamiast dwóch, czyli będzie jeszcze obficiej. W sam raz na dociążanie trzech pischingerów ;)

  88. Międzyczasie! Otrzymane linki zaprowadziły mnie do wspaniałego materiału. Pozdrawiam Młodego Erudytę!
    :)))))))

    I wielkie brawa dla Rodziców!

    Kapucynko, ty mały zuchu! Ja też bym chciała wleźć na wysokie drzewo. Tak, buk byłby najlepszy.
    Jakże to się stało, że już wejść nie mogę?
    To jest bardzo dziwne uczucie.
    A może bym mogła?
    Chyba spróbuję, jak nikt nie będzie patrzał..

  89. Bardzo niestabilna ławeczka?
    W sam raz na plagę mrówek!
    A białą pończoszkę miałaś, jak Telimena z „Pana Tadeusza”?

    SowoP, to przepraszam. Na pociechę powiem, że ja też śpiewałam nad łopatą: „Był tam zwyczajny świerszczyk blaszany, co-o-m go niechcą-ą-cy uśmie-e-rcił”.
    Tak, korespondencja Chopina (posiadam od lat wielu) jest obfita, choć nie, jak by to powiedzieć, ciężka.

  90. Mnie ostatnio oblazły jak czytałam na ławeczce,swoją drogą bardzo nie stabilnej bo była zrobiona z dwóch pieńków i jednej deski położonej na to.
    Nie mogłam się nacieszyć pogodą. Przeprzepiękna,mogłoby być tak zawsze!
    Pozdrawiam wszystkich księgowych i DUA!
    Dobry wieczór:)

  91. DUA, też mi zaraz przyszedł do głowy ten tekst, mimo że dziewuszka zamiast serduszka i zegarka miała blaszanego świerszczyka. Skutkiem skojarzenia znów nie mogę pozbyć się melodii z głowy cały dzień.

    Celestyno, obrazek zabawny, ale mnie najbardziej ubawiło jak to się czasem rzeczywistość plecie ze snem: w rezultacie to ja okazałam się być śpiącą królewną z mojego własnego snu :)

    Tymczasem kajmakowy pischinger nabiera mocy pod ciężarem korespondencji Chopina…

  92. No nie!
    Mój ogródek zaatakowały mrówki! Ale takie duuuuuuuże! To chyba niezbyt dobrze, prawda?
    Co robić! Co robić? Uważam że preparaty nie wchodzą w gre ze względu na rośliny, nie chcę im szkodzić…

  93. Dzień dobry! Byłam dziś z przyjaciółkami w lesie i weszłam na bardzo wysokie drzewo (buk), nigdy nie wdrapałam się tak wysoko! Poczułam dreszczyk emocji, kiedy patrzyłam w dół na malutkie sylwetki przyjaciółek.

    Dzisiaj wszystko rozkwita! Widziałam pięknego żonkila, a gdy wkroczyłam do swego ogródka, w twarz buchnęła mi cudowna woń kwiatów.

  94. Kochany chłopcze, ależ nie ma za co!
    Musiałam Cię poprawić, żebyś kiedyś nie zrobił błędu w klasówce na przykład!

  95. Jaki piekny obrazek Sowo P!
    Mam na mysli nocne Sowiatko siedzace nad glowa i klepiace po twarzy w celu obudzenia:)

  96. Dzień dobry!
    Jest pięknie i słonecznie. U mnie już jeden kasztanowiec wypuścił pączki. Lada dzień rozkwitną :D
    A w parafii – jutro odpust.
    Pozdrawiam!

  97. SowoP, to sen erudytki!

    „Moja dziewuszka
    nie ma serduszka
    i nie wiadomo co w zamian;
    może skarbonkę w formie jabłuszka,
    co pestką z perły podzwania;
    może zegarek firmy nieznanej
    złotą kołatką szeleści –
    lub precyzyjny inny mechanizm
    werk ma misterny w jej piersi.”

    (Jeremi Przybora).

    Międzyczasku, niebawem damy głos.

    Mikołajku, chmara niebieskich kwiatuszków. Plagą mogłyby być mszyce.
    Hej, a moje niezapominajki jeszcze nie kwitną! Ciekawe.

    Katarko, ten Katarek to ma dobrze.

  98. Chesterko, „Marcin ” jest prześliczny. (Od dawna miałam już ochotę go przeczytać, po rekomendacji Starosty i Adminki).
    A i parę dni temu zamówiłam „Mały pokój z książkami”- przez antykwarioosza. (ktoś kiedyś pytał).
    Piękną mamy sobotę! Miłego dnia Wszystkim.

  99. Witam :)
    Dziś już na moich niezapominajkach pojawiła się plaga malutkich niebieskich kwiatostanów! :D
    Balem, że się nie przyjmą, a tutaj proszę! :D Bajeczny widok! :)

  100. Prawda, Starosto? Można pochrupać, i jeszcze się wyżyć plastycznie.
    Dzień dobry, dzień dobry!

    Ps. Wójciku, hu hu! Przebóg, już wiem co sknociłam! :D

  101. Z wszystkich łakoci najlepszy jest kajmak, przełożony waflami pozostałymi z produkcji Literaturka. Li i jedynie.
    A miłośnikom mazurków wszelakich polecam uwadze zbliżający się wielkimi krokami kolejny festiwal muzyki tradycyjnej Wszystkie Mazurki Świata. Ciekawa inicjatywa, pewnie jak zwykle będą transmitować to i owo w Dwójce.

    Przedziwny sen właśnie miałam, w dodatku w hindustańskiej oprawie ;). O dwóch śpiących królewnach, które zamiast serc miały mechanizmy zegarkowe. Z braku magicznych rozwiązań próbowano je obudzić siłowo, ciekawe, że nawet skutecznie. Niestety mimo przebudzenia nie mogły mówić. Nie znam końca tej dziwacznej opowieści, bo zostałam wyrwana gwałtownie ze snu przez Sowiątko, które siedziało nad moją głową i klepało mnie po twarzy domagając się nocnego karmienia. Napojone mlekiem słodko usnęło, a ja już nie mogę zasnąć. Na szczęście mogę mówić ;)

  102. Magdo Z., czy ladny ten „marcin spod dzikiej jabloni”? Bo mnie pozostalo tylko jakieś ulotne a tajemnicze wrażenie z nim zwiazane. Mgla i nic poza tym.

  103. Katarko ! :D
    „Więc wyrobiło się łapskami, a następnie pożarło z zachwytem :)” Ależ mam nadzieję, że najpierw się upiekło :-D

  104. Moim zdaniem Krzysztof zupełnie do Żaczka nie pasuje. Nie przypominam sobie, żeby było podane jego imię. Żaczek to po prostu Żaczek i tego się trzymajmy. Pozdrawiam późnowieczorową porą.
    PS Ogród w kwietniu – uwielbiam (w innych miesiącach zresztą też).

  105. Dobry wieczór. Śliwowiśnia już kwitnie, magnolia się czai, a czosnkom dam jeszcze szansę. Lubię wiosnę i ten jasnozielony optymizm.

  106. Bo pieczenie ciast, Katarko, to coś dla dusz artystycznych, cud kompletny – i tajemniczo to-to powstaje, i wygląda, i pachnie, i smakuje, a nawet trzeszczy niekiedy lub chrupie.
    I wzbudza zachwyty!
    Zuzia12 też już to wie.

    Lilkolipcowa, wyobraź sobie, że nie pamiętam. Może nigdy tego imienia nie było w książce?

  107. Dobry wieczór,
    jaka fantastyczna azalia! Przepiękna!
    Tak zgodzę się z tym ,że nie da się opisać uczuć towarzyszących przy patrzeniu na rozwijające się pąki kwiatów i innych roślin!Codziennie przechodzę obok naszego żywopłotu i nie mogę się nadziwić jak to możliwe ,że rośliny są takie piękne,tak mądre i takie cudowne.Uroczy widok na malutki listeczek jeszcze nie całkiem wylazły ze swojego zimowego kubraczka.
    Bzy też już mają listki!
    Dzisiaj patrzę z okna,a tu nagle mnóstwo malutkich żółtych punkcików,zbiegam na podwórze i widzę piękne żonkile.
    Ja dzisiaj czytałam na dworze,ale nic pomogłam w ogródku…Jeszcze to nadrobię!
    Pozdrawiam
    PS Zrobiłam pyszne ciasteczka owsiano-jabłkowe.Cium-cium,pyszulka!

  108. Cześć i czołem DUA i Ludu!
    Mazurki udały się, że ho ho! Literaturek dostał w tym roku piękny, fioletowy (i kwaśny!) lukier, na tym tle bazie z migdałów (gałązki z czekolady, listki z białej czekolady zabarwionej na zielono), a pomiędzy tym wszystkim pszczoły z rodzynek namoczonych w rumie. Dubelcikowi pokruszył się spód, więc zyskał „drugie dno” z wafla posmarowanego konfiturą morelową. Mniam. Babka – pierwsza w życiu! – chyba się udała, choć ciasto miało konsystencję gliny (coś sknociłam) i użycie miksera czy kopystki nie wchodziło w grę. Więc wyrobiło się łapskami, a następnie pożarło z zachwytem :) (Wewnątrz, prócz radycyjnych dodatków, kawałeczki trufli czekoladowych). A Katarkowi i tak najbardziej smakował machniety z rozpędu, posypany migdałami i zapomniany w piekarniku mazurek kajmakowy. Okazuje się, że lekko spieczone płatki migdałowe doskonale pasują do masy krówkowej.
    Przepraszam za ten przydługi biuletyn, pieczenie wprawia mnie w nadmierny entuzjazm :)
    Jeszcze raz dziękuję Staroście za doskonałe przepisy!
    Dobranoc!

  109. Dzień dobry!
    Mam pytanie trochę z innego tematu. Nie wiem czy było w jakiejś książce. Jak miał na imię żaczek?
    Pozdrawiam
    Lilka
    P.S. Jestem wielką fanką pani książek. Polecam je każdemu, kto nie ma co czytać. Czytam je nawet młodszym siostrom.

  110. Dzień dobry.
    Oj znam z autopsji bolesne okrzyki i podskakiwanie na jednej nodze po zdeptaniu kiełkującej lilii, piwonii czy narcyza. Nigdy nie nabiorę dystansu! A jak rozpaczałam, gdy nieostrożnym ruchem ręki, w trakcie włażenia na drzewo, ogołociłam z pędów kwiatowych gałąź czereśni.
    Czosnki ozdobne to istni mistrzowie przetrwania. Moim nic nie szkodzi, cebula może leżeć jakkolwiek, i tak wyrosną, mnożą się w tempie zastraszającym. Chyba stragan otworzę…

  111. Ooo! Jest i inne wytłumaczenie, SowoP!
    He,he.
    A mazurka fistaszkowego spróbuj kiedyś koniecznie. Uprzedzenia nieuzasadnione!

    PS. Rajskie jabłonki pstryknę! To już za miesiąc!

  112. Piękna azalia! A ja obserwuję w napięciu pąki magnolii, wciąż na tym samym etapie rozwoju co u azalii ze zdjęcia. Chyba przeciągające się chłody tak je wstrzymały. Lubię magnolie, kojarzą mi się z Japonią. To jeszcze przymówię się za czas jakiś o zdjęcie kwitnących rajskich jabłonek w ogrodzie DUA.

    Kończąc temat mazurków – u nas tym razem oprócz Literaturka zagościł na stole mazurek różano-marcepanowy. Szalenie prosty w robocie i bardzo aromatyczny. Ale i tak nie przebił Literaturka, ten oczywiście zniknął jako pierwszy, mimo podwójnej ilości. Za rok muszę wreszcie pokombinować coś z fiołkowym, bo do fistaszków i białej czekolady jestem jakoś uprzedzona. Może niesłusznie.

    PS Koncert fletowo-harfowy? To by zdradzało, że pod charakterną powierzchownością feblikowej panny kryje się liryczne wnętrze. I to bardzo!

  113. Nigdy nie wiedziałam, co to.
    Właściwie – nikt nie wie. Jest to jedna z tajemnic naszego języka.
    W internetowym słowniku PWN ładnie to wyjaśnia pani Krystyna Długosz-Kurczabowa z Uniwersytetu Warszawskiego.

    Dobranoc!

  114. Jas, moja krajanko! Jak to można ludzi nakarmić samym słowem. Ja też bym tak chciała, bo do stoickiego umiaru mi daleko i rozmiary też nie da się ukryć (nawet pod czarna peleryna)…chestertonowskie. A ten Anonim to mnie zbił z pantałyku, ale na krótko.

  115. Podoba mi się to, że jestem wolna. Nie mam szefa, mogę pracować, kiedy tylko zechcę i ile zechcę. I nikt nie ma prawa niczego mi dyktować (w gruncie rzeczy jestem z natury samowolna).
    Podoba mi się to, że ta praca jest ciężka, ale przynosi fantastycznie dużo radości twórczej, satysfakcji, nawet – powiedziałabym – szczęścia!
    Z cała pewnością pisałabym nawet wtedy, gdyby mi nie płacono za pisanie.
    Ale mi płacą, i to jest dodatkowa frajda!

    Alastrionno, otóż właśnie się nie pisze, bo mamy kwiecień, a to jest Miesiąc Ogrodnika.
    W ogrodzie odżywam i nabieram sił do pisania.

    O, Wiolu, witaj. Jaką piękną książkę czytasz ( i jak długo…) !

    K8, to tylko cebulki. Pierwsze koty za płoty. W przyszłym roku posadzisz stopką w dół.
    A może jeszcze spróbuj je odkopać i posadzić właściwie? Co ci szkodzi?

    Mikołajku, ty figlarzu, otóż na pewno nie!!!

  116. PS: Plus mały cytacik, z internetu, bo notatki w domu są. Kiedyś w liceum zaczęłam czytać „Twierdzę”. Nie doczytałam, ale myślę, że wrócę do tego.
    „(…) życie tylko wtedy ma sens, kiedy się je przemienia po trochu w coś, co jest poza nami. Śmierć ogrodnika w niczym nie zagraża drzewu. Ale jeśli drzewo będzie zagrożone, ogrodnik umiera dwukrotnie”.
    Antoine De Saint-Exupery „Twierdza”

  117. Tak samo chciałam zwrócić uwagę na to, iż jednak swój własny ogród warzywny to jest to! Zauważyłam, że nawet tutaj w mieście ludzie takowe uprawiają. U mnie jednak właśnie taki dominuje (Mama się tym zajmuje, jakoś mnie nigdy „nie ciągnęło”, a teraz, kiedy zaczynają mnie myśli pchać w kierunku ogródka, to czasu nie ma na razie na to). Warzywny dlatego, że jest w innej części naszej działki, kwiaty niestety w niewielkiej ilości się u nas utrzymują. No cóż, kogut górą! (nie lubię go).
    Byłam dziś na pewnych warsztatach i wzdycham sobie, dlaczego to na studiach takich praktycznych rzeczy mnie nie uczą (a to przecież podstawa do tego, co będę być może w przyszłości wykonywać, praktyka, praktyka). I wzdycham sobie jeszcze, bo moja pełna nadziei wizja gubi tę nadzieję sprzed oczu. I już nie marudzę, dobrej nocy Wam życzę : )

  118. Pani Małgosiu, co pani się podoba w swojej pracy? Cieszy się pani z tego, że jest pani pisarką?

  119. Właśnie słucham na youtube „Akademickie Rekolekcje Wielkopostne O. Jan Góra 31.03.2014 2” niesamowite.
    Chesterko pyszny mazurek, dziękuję.

  120. Wydaje mi się, że był to kwiat karczocha (bo, że ziemniaka nie, to wiem na pewno), ale nie jestem pewna.

  121. Dobry wieczór szczęśliwi ogrodnicy. Pozdrawia Was sierota, która posadziła cebulki czosnku do góry stopką. Z około 40 cebulek wyszło tylko 8. Pewnie to te, które niedokładnie ułożyłam w dołku. Może jeszcze wyjdą okrężną drogą?

  122. Dziewczynka z zapałkami ma rację. A nie zapominajmy o ziołach! Czymże byłoby życie bez majeranku?! Albo bazylii!
    Nędzną i bezbarwną egzystencją.
    A jaki to niezwykły kwiat wyhodował ów ogrodnik z baśni Andersena? Ten kwiat, ułożony w kryształowej wazie, zachwycił jaśnie państwa i ich gości. Zapomniałam: czy to był kwiat ziemniaka, czy karczocha? Kto pamięta?

    Mikołajku, Twój ogródek będzie uroczy.

    Kapucynko, teraz rozumiem. Tak, jeśli idzie o wyrabianie ręki do zadań wymagających precyzji – kreseczki są w sam raz. Przyznaję rację pani plastyczce.

  123. Mikołajku, rzeczywiście, ogrody kwiatowe są ładniejsze, ale gdyby nie warzywniki to nie byłoby sałatki do obiadu. A zresztą, ziemniak też ładnie kwitnie. Na swój sposób oczywiście. :)

  124. Posadziłem cebulki lilii, frezji, „mieczyków” i dalii oraz wykopałem stare miejsce niezapominajek i przeniosłem na lepsze, wsadziłem (wreszcie) do ziemi róże pienną :) Jesienią czekają mnie jeszcze tulipany i krokusy! Mój ogródek jest mały, ledwo zmieściłem te kwiatki, które wypisałem wcześniej… Aaaaa! I jeszcze bratki! Wsadziłem jeszcze 10 sadzonek bratków! :)

  125. Pani plastyczka powiedziala, że robimy takie coś z powodu braku precyzyjnych prac w szkole. Uważa, że kiedyś przykładano wieksza wagę do precyzyjności. Rzeczywiście tak musiało być. Teraz już nie uczymy się np. kaligrafii. Wcześniej kopiowaliśmy Van Gogha. Na prawdziwym blejtramie, farbami olejnymi! To była praca!

  126. Dzięki, Mikołajku, zdrowa jak rybka!
    Przez cały dzień sadziłam, kopałam, grabiłam i siałam. Pogoda była cudowna!
    I też wolę ogrody kwiatowe. Ciekawa jestem, coś tam posadził.
    Katar? Ech, minie. Nie przejmujmy się.

    Kapucynko, troszkę dziwna ta praca na plastykę. Chyba milej by się malowało z natury, prawda? Jakąś gałązkę kwitnącą na przykład.

  127. Piękna azalia :)
    Właśnie wróciłem z ogrodu :) sadziłem co nie co :)
    Osobiście wolę ogrody kwiatowe niż warzywne :) ale to tylko moja opinia ;)
    A jak się Pani czuje? Ja mam katar :/

  128. Niestety, co się stało, to się nie odstanie. Złamana łodyżka, wyrwany korzonek, zdeptany paczek takimi zostana już na zawsze. Jedyna pociecha w tych niezłamanych, niewyrwanych i niezdeptanych cudach Natury.

    Właśnie maluję pracę na plastykę (optical art), która, w moim przypadku, polega na stawianiu cieniutkich linii w kolorach kontrastowych. Bardzo to nużace i żmudne. Muszę zapełnić różowymi i czarnymi pociagnięciami cała kartkę A3.

  129. Mądra to znajoma, Justysiu!
    W gruncie rzeczy dorównuje filozofom.

    Kapucynko, no, nie znam takiej dobrej rady.
    Dziewczynko z zapałkami, mam o tyle lepiej, że nie hoduję kapusty. Tylko kwiaty!!!!

    A zdjęcie naprawdę śliczne, jak zresztą wszystkie, które robi Ann.

  130. Przy pomaganiu mamie w ogródku nieraz wpadam w podobne tarapaty. Czasem staram się to naprawić (nigdy mi się to nie udało, więc jeśli ktoś wie jak to zrobić, to niech zdradzi ten sekret), ale zazwyczaj staram się ukryć dowód zbrodni, tak, by nikt się nie dowiedział (działa o niebo lepiej).

  131. Dzień Dobry z ogrodniczym pozdrowieniem!
    Patrząc na dzisiejsze zdjęcie (piękne, Ann!), przypomniałam sobie rozmowę z moją kanadyjską znajomą ogrodniczką. Narzekając na tutajesze zimy, powiedziałam, że na stare lata chyba poszukam miejsca, gdzie nigdy nie ma mrozu. Nie trzeba będzie nic wykopywać, przenosić do domu, owijać i trzymać kciuki aby przeżyło. Znajoma na to – „ale zobaczysz, będzie ci brakować tego momentu, gdy wszystko się budzi, kiełkuje, rozwija, otwiera, rozkwita.” I tu jej przyznałam rację.

  132. Dzień dobry!
    Prześliczna azalia. Na naszej działce także jedna rośnie, ale jest ogniście ruda.
    Zgadzam się z Capkiem, że nie da się opisać uczuć jakie człowieka ogarniają kiedy patrzy na rozwijające się pączki kwiatów. A co do przecinania cebulek na pół, łamania pędów i obtrząsania kwiatów, komuż się to nie zdarzy? Prawdziwy ogrodnik miłuje przemyślany chaos w swoim ogrodzie i tylko czasami gubi się w nim kiedy chce dotrzeć do tulipanów a znajduje się nagle obok kapusty. No cóż, może to jest właśnie urok ogrodów?

Dodaj komentarz