Zimowe czytanie – część 2

Calderara, Antonio - La finestra il libro, 1935

mal: Antonio Calderara (1903-1978) – La finestra il libro (1935)

 

 

Z książki „Cytaty mądre i zabawne” w wyborze Henryka Markiewicza:

 

 

Jaques Vallée des Barreaux

Un livre est un ami qui ne trompe jamais.

Książka to przyjaciel, który nigdy nie zdradzi.

                                                                                       Sonnets

 

 

Gustave Flaubert

Książka jest dla mnie szczególnym sposobem życia.

                                                                  List do panny Leroyer de Chantepie z 18 XII 1859

 

 

Friedrich Rückert

Co nie było warte dwukrotnego przeczytania,

Tego nie warto w ogóle czytać.

                                                                       Vierzeilen

 

 

Logan Pearsal Smith

Ludzie mówią, że najważniejsze jest życie, lecz ja wolę czytanie.                                                         

                                                                                          Afterthoughts.6

 

 

Jorge Luis Borges

Zawsze wyobrażałem sobie Raj pod postacią biblioteki.

                                                                           Siedem wieczorów. Ostatni wykład (1977)

 

 

80796

mal. Carl Larssen (1859-1919) – Czytająca Karin

134 przemyślenia nt. „Zimowe czytanie – część 2

  1. Ja również pani książki czytałam kilka razy :)
    PS. Bardzo polecam „Złotą nić”. Podobało mi się zawarte tam opowiadanie o Szarym Tkaczu i Złotej Prządce.

  2. Co nie było warte dwukrotnego przeczytania,
    Tego nie warto w ogóle czytać.
    A ja każdą Pani książkę przeczytałam kilku lub kilkunastokrotnie :)))
    Pozdrawiam serdecznie i niezmiennie dziękuję za umilanie życia :*

  3. Jeszcze glossa o witrażach Larssonów. Nutrio, właśnie podziwiam nastrojowy obraz Carla „Around the Lamp at Evening”, tam też jest to okno bez kredensu. Ale, ciekawa rzecz, że na zdjęciu pracowni to okno wygląda na malowane lustro… Larssonowie byli mistrzami iluzji, są i półstoliki przykręcone do ścian, i lampy wyglądające na szklane, choć sa papierowe… Niezwykle pomysłowi ludzie.

  4. To samo, to samo, Kris! Tyle że wciąż starsze.
    A po raz pierwszy pojawiła się ta wierzba w „Kwiecie kalafiora” (jeśli dobrze pamiętam).

  5. Bardzo podobaja mi sie bogate wpisy o zimowym czytaniu, dziekuje, DUA! Troche nie nadazam z czytaniem komentarzy…

    Mam male pytanie: wierzba placzaca obok pomnika Mickiewicza, ktora pojawia sie w „Brulionie Bebe B.” (str. 7) i w „McDusi” (str. 290), to to samo drzewo, prawda?
    Ciekawe, czy pojawia sie gdzies jeszcze w Jezycjadzie, zwroce uwage przy kolejnej lekturze.

    Pozdrawiam cieplo!

  6. U mnie też wietrznie i zimowo, więc wcale się nie smucę, że w domowym ciepełku usiłuję się doleczać.
    (PS. Pani Małgosiu, chyba tę drugą wiadomość moją gdzieś wcięło, albo ja przez nieuwagę zamiast wysłać, to usunęłam).
    (PS.2: Mnie, jak Nutrię, pierwsze przedwczesne oznaki wiosny też nie cieszą, z tego samego powodu. W mojej okolicy wielokrotnie drzewka przedwcześnie u rodziców zakwitły, no i potem w porze jesiennej cieszyliśmy oczy jedynie pięknymi barwami liści, zaś kubki smakowe trzeba było raczyć zakupionymi owocami).
    (PS.3: A tak naprawdę to cieszy mnie każda pogoda. Bo pogodę najpierw trzeba mieć w sobie, tę pogodę ducha. I z odpowiednim nastawieniem rano wstać).

  7. Aaa, Kalko, no to się cieszę!
    Tak, wiersz jest figlarny i daje duże pole do popisu recytatorce-nastolatce.
    Powodzenia! Recytuj z uśmiechem.

  8. Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za odpowiedź. Wiersz bardzo mi się podoba, jest pogodny i sympatyczny. Na pewno go wyrecytuję.

  9. O, ja się tak nie cieszę z pierwszych kwiatów. Żal mi ich, bo obawiam się, że padną po pierwszym lepszym przymrozku. Mogły jeszcze chwilkę poczekać.

  10. Ach, bardzo lubię wiewiórki!
    Zwłaszcza te, które tak ładnie umieją władać słowem.

  11. Wiosna? O,nie u nas, Starosto kochany. Wiatr bynajmniej nie ciepły, a z nieba prószy … śnieg.
    Pogoda w sam raz na pieczone jabłka pod bezą i kruchą pierzynką, gorzką herbatę i oczywiście książkę.
    To dobrze, że Starosta lubi zwykłych ludzi ( a zwykłe wiewiórki? ), ja też.
    Uśmiecham się do wszystkich i idę wydrążać.

  12. A więc dobrze, że ów ponury dzień dobiegł końca, Aniu K.
    I oto mamy dzionek całkiem nowy, bardzo wietrzny, ciepły i słoneczny. Czyżby naprawdę wiosną pachniało?

    Kass, dziękuję i zapewne spróbuję. Lubię zwykłych i najzwyklejszych ludzi.

  13. Moje dziecię przyniosło dziś uwagę w dzienniczku. Zapytane co porabiało w ferie odpaliło: byłem w centrum nauki cholernik…….zamiast Kopernik….

  14. Dla porządku: Tomasz Michniewicz – „Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata”
    Naprawdę polecam.

  15. Dziękuję, aktywnie je spędziłam, co oczywiście nie wyklucza się z faktem, że odpoczęłam. W końcu można się było uwolnić od codziennych, krążących wokół szkoły myśli.

  16. Nie tylko w sieci, w książce także. O tak, piękna. O wielkich oczach i czarującym uśmiechu. Jej radość zaś ulokowywała się gdzieś w okolicach nosa. Takie mam wrażenie.

  17. Zuziu, ta poetka była też bardzo piękną kobietą. Są chyba zdjęcia w sieci.
    Mam nadzieję, że odpoczęłaś w ferie?

  18. No to piszę jeszcze raz. :)
    Ktoś już tu wspomniał o książce pod tytułem „Chrobot”. Nie jest to, bynajmniej, biografia naszego ulubionego mieszkańca wsi wielkopolskiej. Opowiada o życiu siedmiu osób, urodzonych w różnych puntach świata, od Japonii po Południową Amerykę, w połowie lat osiemdziesiątych. Mamy siedem różnych spojrzeń na dzieciństwo, młodość i dorastanie. Ten sam czas, a jakże różne stosunki rodzinne, możliwości i oczekiwania. Polecam uwadze. Mnie wiele rzeczy zdziwiło i zaskoczyło.

  19. Dobry wieczór!
    A propos Ginczanki. Czytam właśnie książkę o jej przyjaźni z niejaką Lusią Gelmont. „Musisz tam wrócić”, napisana przez córkę drugiej bohaterki. Bardzo ciekawie, bo cały czas autorka zwraca się do swojej mamy, przywołując jej wspomnienia. Czytając czuję, jakby obie panie były za mgłą, nie do końca mogę je poznać, ale bardzo miło poczuć, jakby samemu siedziało się przy stoliku Gombrowicza, a takie właśnie można mieć wrażenie.
    Z bólem serca życzę najlepiej wykorzystanych ferii, ja, która właśnie je skończyła. Dobrze, że lubię poniedziałki, bo musiałabym chodzić dziś smutna.

  20. Bardzo polubiłam książki Marii Buyno-Arctowej.
    Pierwszą, z jaką się zetknęłam było „Słoneczko”. Później „Kocia mama” i „Złota nić”.

  21. Przepraszam, chyba niechcący kliknęłam, zanim skończyłam zdanie. Siedem różnych punktów widzenia na dzieciństwo, stosunki rodzinne, szkołę, przyjaźnie, możliwości rozwoju itp. Podobieństwa i różnice. I wcale nieoczywiste wnioski można wysnuć. Polecam uwadze.

  22. Wiolu, niestety, stanowczo za długa jest Twoja wypowiedź, nasz formularz nie jest w stanie jej przełknąć, boję się katastrofy, jak przy pierniczkach.
    Nie bardzo mam też czas na redagowanie jej, jak prosisz, więc może po prostu sama skróć ją do przeciętnego rozmiaru,
    dobrze?

  23. Za to z łatwością dam się ogłupić w kwestii ortografii – wystarczy dać mi do ręki telefon. „Ty” dużą literą, oczywiście.

  24. KokoszaNel, ty przecież też masz kolegę skrzypka, któremu to się przydarzyło, nie pamiętasz? Z tą różnicą, że on jechał wtedy autokarem, z całą orkiestrą filharmoniczną. I było im bardzo wesolutko, bo właśnie świętowali odniesiony sukces w Melbourne i ten czarny frak, bo przecież kangur potrącany leżał na wznak, no, słowem, sama rozumiesz. Z Sową nie takie numery, oj nie.

  25. Zuzanna Ginczanka i Krzysztof Kamil Baczyński – oboje bardzo zdolni i oboje zabrała wojna. On – powszechnie znany i ceniony, Ona – nie zdążyła w pełni rozwinąć swego talentu, zapomniana.
    Jej wiersz -„Non omnis moriar…”.

  26. Ale gdyby wiersz ten Ci się nie spodobał – zajrzyj do mojej książki „Dla zakochanych”, znajdziesz tam inne tropy.
    Powodzenia w recytowaniu! Trzymam kciuki!

  27. Kalko (wiad.pryw.) – dziękuję za zaufanie. Pewnie, że uczennicy trudno recytować wiersze zbyt dorosłe. Wybrałam więc dla Ciebie ten, moim zdaniem walentynkowy aż miło:

    Zuzanna Ginczanka
    WYJAŚNIENIE

    Żeby rzecz wyjaśnić wreszcie
    tak czy owak, tak czy siak,
    kiedy spytasz: CZY MNIE KOCHASZ?
    powiem tobie NIE I TAK.

    Powiem tobie po namyśle,
    nie na oślep, byle jak.
    Mówiąc NIE rzecz jasna skłamię,
    by nie skłamać, mówiąc TAK.

    Mówiąc TAK zaś, skłamię po to,
    by nie skłamać, mówiąc NIE.
    Mam nadzieję, że już teraz
    nie zrozumiesz słów mych źle.

  28. Dzień dobry!

    Dwa tygodnie temu zakwitła forsycja – trochę się jej pospieszyło i niestety późniejszy mróz kwiaty zwarzył. A teraz z ziemi wychynęły przebiśniegi, krokusy i tulipany :) I oczywiście kwitnie prymulka.

    Pozdrowienia z Wrocławia!

  29. A skoro o dykteryjkach mowa: kupiłam w antykwariacie internetowym tomik wydany w roku 1927 przez J. Mortkowicza – z serii „Bibljoteka Humoru T-wa Wydawniczego pod redakcją Juljana Tuwima” – „Humor starej Anglji”.
    Ale suchary!
    Zadziwiająco nieśmieszne.
    Jedna anegdotka wszelako nie najgorsza:
    ” Johnson szeroko omawiał kiedyś u pani Thrale wszystkie zalety i talenta, potrzebne dobremu poecie. Pan Grierson ze swej strony mówił o dobrym kucharzu i wreszcie powiedział, że woli smaczny obiad od dobrego wiersza.
    – Mój Boże – powiedział na to Johnson – ma pan po swojej stronie wszystkie psy i wszystkie koty na świecie!”

    A tu drugi kawałek, z uciechą zapewne zamieszczony przez pana redaktora (jakże wówczas młodego!):

    „Pisarz, któremu nie udaje się pisanie dobrych dzieł staje się często doskonałym krytykiem. Wino niesmaczne i cierpkie może się stać doskonałym octem.”

    Uważam, że to bardzo celne stwierdzenie.

  30. Ach, więc to tak, Sowo! Tak jak podejrzewałam. :)
    Zaniechawszy (chwilowo) esejów i książek anglojęzycznych, rzuciłam się w wir lektur z zakresu historii sztuki współczesnej. Przeczytałam już trzy i zaraz zacznę czwartą – chyba że wybiorę się na spacer przy bajecznej pogodzie. „Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty”?
    Dobra wiadomość dla mnie jest taka, że wszystkie książki z listy Sowy są dostępne w moich bibliotekach, więc je przeczytam. Kiedyś. :)

  31. Kokoszanel, jest jeszcze gorzej: oni chcieli nabrać naszą Sowę i opowiedzieli jej starą a zmyśloną dykteryjkę, zdaje się, że jeszcze przedwojenną (tak mi wygląda). Ale nie z Sową te numery!

  32. Hahaha, Sowo pyszna historia!
    Muzycy to mają fantazję, słowo daję- ubrać kangura we frak do zdjęcia.
    Przypomniało mi się jak kolega reanimował wytarmoszoną przez psa wiewiórkę – z sukcesem! :D

  33. Dzieci są teraz przeciążane mnóstwem zbędnej nauki, podczas gdy wiedza najbardziej niezbędna pozostaje przed nimi ukryta.

    Roma locuta (str. 49).

  34. Patrycje skończone. Jakoś nie mogę przebrnąć przez „Headlong”. Nie wciąga.;(

  35. Ach, Mamo Isi droga, kwitnące leszczyny zaobserwowałam już dwa tygodnie temu! A w styczniu – to naprawdę wcześnie, jak na leszczyny.
    Jak tam Patrycja? Ja uroczyście skończyłam ostatni tom serii o Miss Silver. No, świetnie się czytało.
    Ciekawa uwaga o zmianie znaczenia słowa „postponować”. Dawna polszczyzna (a Sienkiewicz, jak wszyscy wiemy, podsłuchiwał ją u swego teścia – starego Sarmaty) poczynała sobie z łaciną dość swobodnie, adaptowała ją i przemieniała zgodnie z zapotrzebowaniem. Po „Trylogii” i dla mnie „postponować” znaczy już na zawsze: uwłaczać.

  36. A ja właśnie wracam od mamy z Sandomierza do domu w Szczecinie (mąż czeka stęskniony). Zawsze w tych podróżach mam ze sobą jedną część Jeżycjady – akurat wystarcza mi na 11 godzinną jazdę. Przejeżdżając pociągiem przez Poznań zawsze wyglądam przez okno jak szalona z uśmiechem na ustach i wypatruję wiadomo której kamienicy. Uwielbiam tę część podróży, na dworcu patrzę sobie czy przypadkiem nie biegnie na pociąg Nora wracająca z kina :) cudowne jest to, że obce dla mnie miasto stało się tak bliskie sercu. Dobrze, wracam do McDusi. Ściskam DUA i Księgowych !

  37. Leszczyny kwitną, szczoteczki przebiśniegów już w pąkach, a kos kąpał się wczoraj w poidełku. Wiosna za pasem!

  38. I pomyśleć tylko, ile rozrywki mogą dostarczyć znaki diakrytyczne;)

    Znowu się rąbłam w tłumaczeniu łacińskim. Najgorzej, jak się człowiekowi kojarzy.
    Beati omnes qui (…) ambulant in viis eius. (Deus Abraham, Saint-Saëns), czyli:
    Błogosławieni wszyscy (…) którzy chodzą Jego drogami.

    Zmyliło mnie „ambulare”. Skoro pochodzi od niego ambulans, doszłam do wniosku, że słówko to oznacza „ratować”. Tymczasem ambulans na początku swego istnienia oznaczał pojazd, który regularnie przemieszcza się wte i wewte, czyli spaceruje; były karetki medyczne, pocztowe, etc.

    Pamiętam, jak mnie swego czasu ubawiło przesunięcie znaczenie słowa „postponować”. Oznacza ono przesunięcie czegoś (kogoś) w czasie na dalszą pozycję. Ale już u Sienkiewicza oznacza znieważenie.

  39. Kolega skrzypek opowiadał mi historię, jak to ze swym przyjacielem pianistą pojechali w zeszłym roku na tournée po Australii. Pewnej nocy, gdy wracali samochodem z kolejnego koncertu do hotelu, niespodziewanie wyskoczył im prosto przed maskę kangur. Nie zdążyli zahamować niestety i potrącili kangura. Wysiedli z samochodu, patrzą, a kangur leży bez życia. No trudno, myśłą, co się stało, to się stało, zróbmy sobie chociaż pamiątkowe zdjęcie z egzotycznym zwierzakiem. Kolega ubrał kangura we frak przyjaciela, ustawił obu do zdięcia, aż tu niespodziewanie kangur się ocknął, dał susa i pomknął we fraku w siną dal. A w kieszeni fraka znajdował się paszport, portfel i klucze do mieszkania…

  40. O, jak najbardziej zgadzam się z Borgesem!
    Pozdrawiam z narciarskich szlaków :)

  41. Mógł Lechoń zjeść „Ę”, mógł Zambrzycki zjeść „Ą” ;)

    A książki Zambrzyckiego polecam Kokoszanel na czas oczekiwania.

  42. Aaa, cha,cha! A to dobre! Uśmiałam się, Błotowijku!
    10 lat minęło, a ja nie zaglądam do archiwalnych felietonów. Pamięć ludzka jest zawodna. Lecz, jak widać, nie tylko moja… oj, nie tylko!
    Gdzież więc leży prawda? To ciekawe.

  43. Ależ, Pani Małgosiu, to o Władysławie Zambrzyckim pisała Pani w 2009 roku w miesięczniku „W drodze”:

    „Władysław Zambrzycki, młody, elegancki mężczyzna w świetnie skrojonym garniturze, wszedł do sklepu Wedla w przedwojennej Warszawie i spytał, czy są czekoladowe literki. Były oczywiście – cały alfabet – służyły zapewne do wypisywania imion lub życzeń na torcie.
    – Jakie literki podać? – spytała sprzedawczyni.
    – Tylko jedną: „Ą”.
    Litery „Ą”, jak się okazało, w ogóle nie było w zestawie. Po dłuższych , wytrwałych poszukiwaniach sprzedawczyni znalazła „A” z lekka przypominające „Ą”.
    – Czy zapakować?
    – Nie, dziękuję – odparł wymagający klient. – Zjem na miejscu.
    Zjadł „Ą”, ukłonił się i wyszedł.”

    Autentyczna historyjka od siostrzenicy pisarza, pani Marii Pajzderskiej. ♥♥♥

    Gratuluję nominacji!!!

  44. Żeby aż na czarną? Daj na sam dół listy białej. Tak bym to widziała.
    W tej znanej mi (zwięzłej i zabawnej) wersji anegdotki Lechoń kategorycznie odmówił przyjęcia zamówionych liter, bo brakowało ogonka przy „Ę”.

  45. Och, anegdotkę znam, lepiej opowiedzianą. Nie pamiętam przez kogo.
    Ale sama widzisz, Sowo, panu Fiszerowi obca była sztuka prowadzenia intrygującej narracji.

  46. O, znalazłam recenzję książki Fiszera na blogu „Nakład niewyczerpany”. Ponoć w drugiej części książki jest lepiej, opowieść staje się swobodniejsza i są w niej nawet interesujące literackie anegdotki, jak np. ta (cytuję za blogiem):

    „Któregoś dnia poszedł [Lechoń] do centralnego sklepu Wedla na ul. Szpitalnej i zapytał, czy mają czekoladowe alfabety. Na twierdzącą odpowiedź ekspedientki poprosił o 5 liter O, 8 liter N i 12 liter Z. Ekspedientka oświadczyła mu na to, że na składzie posiadają tylko komplety abecadeł, ale na żądanie mogą w ciągu dwóch dni przygotować żądane przez niego litery. Po dwu dniach Lechoń zgłosił się po odbiór zamówionych liter. Obejrzał je i z niesmakiem odrzucił twierdząc, że krój liter mu nie odpowiada. Przedstawiono mu inne wzory. Lechoń zdecydował się na jeden z nich i po trzech dniach znów zgłosił się do Wedla. Czekoladowe litery były przygotowane zgodnie z jego życzeniem. Lechoń obejrzał je z zachwytem oświadczając, że to jest to właśnie, o czym marzył, po czym uregulował należność. Kiedy ekspedientka chciała mu je zapakować, oświadczył ku jej zdziwieniu: – Nie potrzeba, zjem na miejscu”. Może dam kiedyś panu Fiszerowi szansę.

  47. Tak, potwierdzam początek ferii w lubelskim, a tym samym zapowiadam powrót wójta po skandalicznie długiej nieobecności. Liczę na wyrozumiałość Starosty, pardon, Młodosty, gdyż styczeń był wykańczający dla społeczności wiewiórkowej. Mam nadzieję na lepszy luty. Lepszy bo z Wami!
    Dużo mam do nadrobienia w KG. O czym tu się tak ciekawie rozmawia? Ach, już widzę, no przecież o tym najciekawszym, o książkach i autorach!
    Aha, gratuluję nominacji!

  48. „Byli chłopcy, byli, ale się minęli.
    Hej! – i my się miniemy po malućkiej chwili.”

  49. Bohdana Arcta mam też „Bohaterów nieba”. Naprawdę dobry styl pisania.
    Był pilotem myśliwskim, między innymi dowódcą eskadry w dywizjonie 303.
    Ma 3 pewne zestrzelenia samolotów przeciwnika, jedno prawdopodobne oraz 2 uszkodzenia samolotów nieprzyjaciela. Ponadto zestrzelił dwa pociski V-1. Wykonał ogółem 131 lotów bojowych.
    Akurat w jego przypadku przypuszczam, że Wikipedia niewiele się myli.

  50. Miłe to wydawnictwo.

    Właśnie rozegrałam z Sowiątkiem partyjkę Carcassone. Przegrałam! Chyba już czas na emeryturę…

  51. Sowo, do mnie przybyła już wczoraj. A paczka z zakupami była tak duża, że wydawnictwo postanowiło dać mi prezent – „Motyle krajowe” dostałam!

  52. Ach, jaki dobry pomysł, Krzysztofie! Co tu dużo gadać, wspaniały pisarz i niezwykła postać! Na szczęście ukazało się też kilka dobrych książek biograficznych o Sienkiewiczu, listy etc. To na zakończenie zamierzonej lektury – będzie pełny obraz. Zrobiłam kiedyś taką podróż przez Sienkiewicza i warto było!

  53. Pan Zbysław był bratem pana Bohdana, a więc synem tej samej matki. Stanisław zaś był pradziadkiem stryjecznym obu, jeśli dobrze się doliczam. U pana Stanisława też są jakieś statystyki, ale nie dominują. Są opowieści o tym, jak Konopnicka pisarką dziecięcą została. Dość osobliwa sprawa, bo pisała wszystko pod istniejące już ilustracje, dostarczane przez wydawcę. Ilustratorzy w XIX w. nie byli objęci prawami autorskimi i ich ilustracjami handlowano po całej Europie. Tak powstawały rozmaite, rozbudowane adaptacje lub całkowicie nowe teksty do ilustracji i książek obrazkowych Harriet Bennet, Elsy Beskow i Sibylle von Olfers, a ich nazwiska nie pojawiały się w tych „nowych” książkach wcale.

    Właśnie podziwiam przybyłą do mnie Przyrodę Dyakowskiego. Śliczna! Ale o pochodzeniu ilustracji też ani słóweczka.

  54. Skoro o czytelnictwie. Zamierzyłem sobie, wzorem DUA, poznać/przypomnieć pewnego autora czytając chronologicznie wszystko, co napisał i właśnie wczoraj nabyłem trzytomowe wydanie (z 78 roku) jego nowel, mam nadzieję, że zawiera wszystkie. Większość powieści posiadam od młodości, ale też chyba wtedy je ostatnio czytałem, choć przyznać trzeba, że wielokrotnie. A pisarz ten, już niżej wzmiankowany, to Henryk Sienkiewicz.

  55. A to ciekawe!
    Bardzo lubię tę autorkę.(„Słoneczko”)

    To i ja dorzucę pewien tytuł, ale z przestrogą: Ludwik Fiszer, „Wspomnienia starego księgarza”(Iskry 1959)- kupiłam w antykwariacie internetowym i błyskawicznie się rozczarowałam. Zamiast spodziewanych cudów o moim ulubionym przedmiocie znalazłam wyjątkowo nudne wspomnienia na temat obrotu książkami w zmieniających się latach, realiów handlu książką, procesów sadowych etc. Autor był właścicielem księgarni Wende i Ska w Warszawie, i tym, co go interesowało w pierwszym rzędzie, był obrót oraz rynek.

  56. W tym kontekście polecam też „Poczet wielkich lotników” Bohdana Arcta, zresztą syna Marii Buyno-Arctowej.

  57. Też sobie dopiszę, dzięki Sowo. Z tej krótkiej listy czytałam „Dziwną rzecz – pisanie” :)

  58. Magdo, dopisałam właśnie do swojej listy książek o książkach takie pozycje:

    Stanisław Arct – „Okruchy wspomnień”
    Zbysław Arct – „Gawędy o księgarzach”
    Ludwik Gocel – „Przypadki jej królewskiej mości książki”
    Małgorzata Łukasiewicz – „Dziwna rzecz – pisanie”, „Rubryka pod różą”

    Dwie pierwsze książki są o historii polskiego księgarstwa, w tym o początkach ilustrowanej literatury dziecięcej w Polsce. Dwie ostatnie to eseje i felietony o literaturze europejskiej.

  59. Istnieją ex librisy w formie naklejek, ale tylko moje.
    Zaniosłam do punktu usług poligraficznych projekty, zapisane na płycie, i poprosiłam o ich wydrukowanie na papierze samoprzylepnym, podzielonym na prostokąciki. Dziś wszystko w poligrafii jest możliwe!
    Nawet niedrogo to wypadło.

  60. W podkarpackim też Eviku, szkoda że mnie już nie dotyczą. :)
    To znaczy dotyczą – przy ich okazji będę tyrać szczególnie intensywnie! Ale w sumie to ja to lubię, więc co będę narzekać. ;)
    Nie mogę się od Was oderwać, choć w międzyczasie naprawdę czytam. :)

  61. Przyłączam się do prośby o pokazanie ex librisów :)
    Nie wiedziałam że istnieją w formie naklejek. Mam w planach zamówić Kogucikowi pieczątkę ale to chyba na Zajączka.

  62. Nutrio, nie wiem. Obejrzyj sobie obrazy Larssona „The Studio” (z 1899 r.) i „Jadalnia” („Maltsale”, z 1901 r.) i porównaj okna i postacie na nich, a potem przyjrzyj się ścianie i drzwiom na „Czytającej Karin” (1904) i „Jadalni”. Moim zdaniem, to jest ciągle ta sama ściana, widziana z dwóch stron – dwa razy od strony jadalni i raz od werandy-atelier. Reszta to hipotezy, ale spodziewam się, że kredens nie został pokazany nam w całości, po lewej może być jeszcze jedna szyba. Być może, w dawniejszych czasach (może nawet jeszcze przed Larssonami), weranda nie istniała i to okno też było zewnętrzne, do pary z tym o kolistych szybkach, które według moich obserwacji leży naprzeciwko kredensu. Na obrazie „The Studio”, w zbliżeniu, widać zawiasy przy szybach, zatem ten witraż jest otwieralny.

  63. E, Madziu, aż takie znów nadzwyczajne nie są. Jak mówię, nie całkiem zgodne z kodeksem bibliofila. Tyle, że służą, to już wiele.
    Miłego czytania w weekend!

  64. To ja idę głosować na Ciotkę, wcale nie z obowiązku. :)
    Proszę dbać o rękę, Pani Małgosiu!
    Ps. A może kiedyś pokaże Pani kilka spośród swoich ex librisów?
    I zmykam, znikam – najpierw, żeby zagłosować, potem, żeby się zaczytać. Wolna sobota, wolna niedziela. Hura!

  65. Eviku, nie ma obowiązku głosowania na „Ciotkę”. Głosować należy tak, jak serce dyktuje. Nie miej wyrzutów w tej sprawie.

  66. Madziu (wiad.pryw.)- a to się cieszę.
    Ex librisów mam kilkanaście! Kiedyś sobie zaprojektowałam i zamówiłam takie samoprzylepne – każdy z inną grafiką – i starczy mi ich do końca życia.
    Są trochę niezgodne z kodem bibliofilskim, bo wykonane komputerowo, nie żywą ręką grafika, ale co mi tam kody! Gdybym miała sama odbijać parę tysięcy drzeworycików lub linorycików, już bym pewnie nie miała prawej reki. Tylko uschły kikutek.

  67. „Zamku żaden wziąść nie chciał, bo w szlacheckim stanie
    Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie”. To z „Pana Tadeusza”?!

  68. „Ciotkę Zgryzotkę” również. Dwie świetne książki. Chciałabym zagłosować na obie. Na „Chucherko” i inne książki DUA zawsze z nie-cierpliwością czekam.

  69. Eviku, a czytałaś ,,Cudownego chłopaka”? Świetne! Od tej właśnie książki wszystko się zaczęło.
    Sowo, czyli jednak mogę mieć rację? Ciekawe jest to, że okno i kredens naprawdę wyglądają jak całość. Z pewnością celowe zagranie.

  70. Dziękuję DUA za odpowiedź.
    Rzeczywiście. Słyszałam, że dłonie mówią dużo o człowieku.
    Życzę wszystkim miłego popołudnia:)
    P.S Hurra! FERIE!
    P.P.S Wiosna idzie! Robi się coraz cieplej, śnieg topnieje, a w ciągu dnia słońce prawie w ogóle nie chowało się za chmury i czuć to coś w powietrzu.

  71. Dzień dobry!

    I kto to mówi!? Ten, kto napisał „Latarnika”?!!

    Do książek, które można polecić leżącym kobietom w ciąży dodałbym np. „Tym razem serio” oraz „Marianna i róże”.

  72. A ja jeszcze nie oddałam wszystkich głosów w plebiscycie LC. Bardzo żałuję, że nie można zagłosować na dwie książki z danej dziedziny.
    Bo książka „Cudowny chłopak i ja. Trzy cudowne historie” również jest bardzo dobra.
    Jeszcze mi parę wolnych głosów zostało,a le na kategorię horror raczej nie zagłosuję. Nie czytałam żadnej z tych książek i póki co ta dziedzina mi nie leży.

  73. I znany, ale ulubiony:

    „Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”. (Wisława Szymborska)

  74. Dziwnie trzyma książkę ta pierwsza pani. Niemalże czubkami paluszków. Bardzo to niewygodnie wygląda. Ale za to ma piękny widok z okna!

  75. Dzień dobry!
    Taki mały dwugłos od rana:

    „Sztuka czytania jest niby nowym zmysłem, nieskończenie głębszym i rozleglejszym od wzroku.”- Bolesław Prus.

    „Gdy się ktoś zaczyta, zawsze się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie – w każdym razie wygra.” – Henryk Sienkiewicz.

  76. Bardzo przyjemne, ale ostatecznie prowadzące donikąd. Znalazłam jeszcze dwa obrazy z wewnętrznym oknem, prawdopodobnie trójdzielnym: „Little Girl At Spinning Wheel” i „The Studio. From A Home”. Pewności nie mam, czy rzeczywiście jest potrójne, bo częściowo zasłania je rzeźbiony słup (od kanapy?). Pomieszczenie jest dużo wyższe od jadalni, więc niekoniecznie przylega do niej, ale znajduje się na parterze, bo w głębi widać schody na piętro, a przez okno widać ogród. A na koniec znalazłam fragmentaryczne zdjęcie górnej części kredensu, tym razem z portretem Larssonów malowanym na szkle, ale musiano zrobić je w innym pomieszczeniu niż jadalnia, bo nie zgadza się fresk dookoła drzwi. Pan Larsson wyraźnie gra mi na nosie, idę zatem spać. Dobranoc!

  77. To okno zewnętrzne znajduje się naprzeciwko witrażu. Czyli oba są w jadalni. Jest jeszcze obraz „W kuchni z dziećmi” i tam widać kawałeczek ramy od witrażu, też bez kredensowego dołu. Kredens pewnie powstał później.

  78. Ja nie mówię o tym oknie zewnętrznym, trójdzielnym, z kolkami po środku, pod którym jest siedzisko. Tylko i wyłącznie wewnętrznym. Dwudzielne, między salonem i kuchnią, w kuchni z doczepionym jakby dołem kredensu. Wąskim, taką bardziej podstawką na bibeloty. Tak, jak mówi Nutria. Na obrazie Larsson wmalował w szybach kredensu małżeński portret, który w rzeczywistości istnieje naprawdę, jako samodzielny obraz (wisi w atelier Larssona). Natomiast „kredens” rzeczywisty ma w szybach jakąś secesję (na zdjęciu go widać). Po drugiej stronie witrażu, w salonie, też stoi kanapa (całkiem inna od tej spod okna zewnętrznego). Natomiast na drugim obrazie („Matsalen”) jest przedstawiona ta sama ściana, z tymi samymi drzwiami i sentencją nad nimi, bez kredensu, jest za to ten sam witraż, ale tym razem przedstawiony jako trójdzielny (wciąż inny od okna zewnętrznego), z innym malowidłem, trochę jakby baśniowym (może weneckim).

  79. Racja, Motylku, po stokroć racja! Wszelkie sceny z dziećmi, albo te z przyrodą w tle.

    Co do techniki: pierwszy obraz malowany jest farbą olejną, drugi to rysunek ołówkowy, podmalowany farbą wodną – akwarelą lub temperą.
    Nawiasem mówiąc: warto spojrzeć na mistrzowsko narysowane dłonie Karin – ile w nich wyrazu i jak wiele ich układ mówi o osobie portretowanej: ta dłoń, która podpiera policzek, świadczy o głębokim zamyśleniu, zanurzeniu się w lekturze. Dłoń prawa zastygła w wykwintnym geście, ale kryje się w nim pomysłowość czytającej, coś twórczego; oszczędność energii – po co przytrzymywać książkę całą dłonią, skoro taki lekki dotyk wystarczy?

    Sowo, jak pooglądasz jeszcze zdjęcia domu Larssona w sieci, na pewno trafisz na to okno – jest takie jedno ujęcie fasady od zewnątrz. Okno z szybkami oprawnymi w ołów, inne niż wszystkie okna domu, najwidoczniej pochodzące z innego, starego budynku.

  80. A może jest tak: okno witrażowe, do którego doczepiony (dostawiony?) jest niski kredensik. Celowy, stylowy i bardzo oryginalny zabieg. Jak uważacie? Nie oglądałam ani nie czytałam nic na temat Karin i jej domu, ale gdy tak na nią patrzę, to myślę, że byłoby to bardzo w stylu tej kobiety o – jak sądzę – dużej wyobraźni wnętrzarskiej.

  81. A obrazy Larssena mogłyby być ilustracjami do książek Astrid Lindgren. Moim zdaniem bardzo do nich pasują. Zwłaszcza ,,Śniadanie pod brzozą”, gdyż są na nim dzieci.
    Dobranoc!:)

  82. Podejrzewam, że w rzeczywistości jest to witrażowe, dwudzielne okno między salonem a kuchnią, (w salonie stoi pod nim kanapa, a w kuchni etażerka), a na obrazach Larssona zostało dodatkowo dwukrotnie zmodyfikowane. Nie ma rady, muszę kiedyś wybrać się do Szwecji na oględziny :D.

  83. Ta elegancka, bardzo poukładana pani z pierwszego obrazu czeka na swoją sympatię, która po nią przyjedzie i wręczy kwiaty (przygotowany pusty wazon na stole). Strzepywała właśnie szczotką pyłki na płaszczu, gdy wzrok jej padł na nieznany jej tytuł książki, którą ktoś zostawił na stoliku. Na pierwszej stronie widniała niespodziewana dedykacja…
    Lubicie tworzyć sobie historyjki do obrazków?

  84. Bardzo mi się podobają oba obrazy. Chciałam się tylko zapytać czym malowane są oba obrazy tj. jakim rodzajem farb?

  85. Strona nie chce mi wejść. A są tam zdjęcia kredensu? Sądząc po napisie nad drzwiami, na obu obrazach to jest to samo wnętrze (ta sama ściana). Na kredensowym witrażu jest chyba autoportret Larssonów, a na tym drugim jakaś inna sceneria. Bardzo to wszystko piękne.

  86. Tak myślałam, że się Pani spodoba. :)

    A mnie się także bardzo podoba pierwszy obraz. Nawet jeśli modelka tylko mistyfikuje, że czyta.

  87. „Ludzie mówią, że najważniejsze jest życie, ale ja wolę czytanie”.
    Hm… czytanie, to życie.

  88. Sowo,,dzięki za link. Wszystko to znam, a mam też album o Larssonie, Lubię ich od dawna.
    Popatrz tu:
    joeleriksson.com karin-larsson-carl-larsson-gården

    Widać, że było i okno z takimi ostrołukowymi przedziałami oraz kolistymi szybkami oprawionymi w ołów, i kredens o takich samych przedziałach,lecz bez kolistych szybek.
    Na tej stronie zresztą są też te piękne stare zdjęcia. Co za wspaniała pani, ta Karin. Osobowość!
    I ile miała smaku!

  89. Sowo, to naprawdę kredens, zapewne projektu Karen. Szyby witrażowe, albo malowane. Są też freski na ścianach i ponad drzwiami oraz meble malowane na żywe, jaskrawe kolory.
    Te domowe obrazki Larssona uwieczniły piękno ich domostwa – a są wierne (można porównać z dzisiejszymi fotografiami tego domu).
    Pani Karen (śliczna za młodu, w sieci są fotografie) czerpała inspirację ze szwedzkiej sztuki ludowej. Ach, co za wspaniały to był okres.

  90. Tak jest, Cyceronie.

    Nutrio (wiad.pryw.) – tak, dotarła. Przyjemny pejzażyk lunofilski, gratuluję.

  91. Zajrzałam do domu Larssonów (rzeczywiście piękny), bo nurtowało mnie, czy w głębi widzimy okno, czy raczej kredens. W szybach zarysowują się jakieś postaci i domy. Wychodzi na to, że to jednak okno, ale złudzenie kredensu jest doskonałe.

  92. Rozwińmy myśl Borgesa: „Człowiek potrzebuje do życia ogrodów i bibliotek” (również Cyceron).

  93. Och, jakież miłe, kolorowe wnętrze! Ale nie jaskrawe – bo przy tym spokojne, przytulne i wyjątkowo swojskie.

  94. Ta pani we Włoszech ma wiązadełko z dwiema pufkami futrzanymi. I, moim zdaniem, nie czyta, tylko pozuje z książką.
    Pani w Szwecji, ukochana żona artysty, matka siedmiorga artyściątek, sama była świetną artystką (sztuka użytkowa, meble. tkaniny) i, moim zdaniem, naprawdę czytała, podczas gdy mąż (Larssen słynny jest z takich domowych scen) szybko ją namalował.
    Nota bene, warto obejrzeć w sieci jego prace – widać na nich piękny dom, ze smakiem zaprojektowany przez Karin i widać też szczęśliwe, pełne radości i miłości życie tej niezwykłej, twórczej pary.
    Dom Larssenów stoi w Szwecji do dziś i jest atrakcją turystyczną.

  95. Czytanie rozwija rozum młodzieży, odmładza charakter starca, uszlachetnia w chwilach pomyślności, daje pomoc i pocieszenie w przeciwnościach (Marcus Tullius Cycero).

Dodaj komentarz