Zimowe czytanie

johan gudmundsen-Holmgreen

Czytająca dziewczynka – mal.  Johan Gudmundsen-Holmgreen (1852-1912)

 

„Muszą gdzieś istnieć pisarze, których rodzice nie posiadali ani jednej książki i których przygarnęła pod opiekuńcze skrzydła sąsiadka, nauczycielka albo bibliotekarka, lecz ja takich nie znam. Moja córeczka ma siedem lat i czasami słyszę, jak rodzice innych drugoklasistów narzekają, że ich dzieci nie lubią czytać. Kiedy odwiedzam ich domy, pokoje dziecinne pękają w szwach od drogich książek, ale pokoje rodziców są puste. Te dzieci nigdy nie widzą swoich rodziców przy lekturze, jak ja oglądałam moich przez wszystkie dni dzieciństwa.

Kiedy zaś wchodzę do mieszkania z książkami na półkach, książkami przy łóżku, książkami na podłodze i książkami na rezerwuarze w toalecie, od razu wiem, co zobaczę, jeśli tworzę drzwi z napisem PRYWATNE – DOROSŁYM WSTĘP WZBRONIONY:  wyciągnięte na łóżku dziecko, zatopione w lekturze.”

Anne Fadiman, Ex Libris. Przekład: Hanna Pustuła

 

 

john-kennedy-jr-reading

Czytający John Kennedy Jr. – mal. Aaron Shikler (1922-2015)

 

193 przemyślenia nt. „Zimowe czytanie

  1. Droga Harenko -(wiad.pryw.) bardzo mi miło, że zdołałaś przemóc nieśmiałość i przemówić do mnie, w dodatku – tak ciepłymi słowami. Dziękuję za piękne podziękowania, a wierz mi, nie ma nic wspanialszego dla pracowitej pisarki, niż zapewnienie jej, że na coś ta cała ciężka praca się przydaje.
    Ładnie to napisałaś: „Pani książki przekonują, że indywidualizm nie musi stać na przeszkodzie do harmonijnego współżycia”- cieszę się, że to właśnie wyłuskałaś i podkreśliłaś.
    Niech żyje indywidualizm!- lecz nie ten aspołeczny, tylko ten, który, dzięki prawdziwej wolności ducha, każe nam się liczyć z uczuciami i potrzebami bliźnich.
    Dziękuję za długi komentarz i serdecznie Cię pozdrawiam, zachęcając zarazem do trwałego przełamania nieśmiałości (precz z nią!) – po prostu zostań tu z nami! Zapraszamy!

  2. Jesienna Ado, gratulacje! :)

    I jeszcze spóźnione gratulacje dla KokoszaNel.

    Co mi po feriach, jeśli muszę pisać jakiś idiotyczny konspekt? I to z EDB? Już bym wolała robić coś bardziej przydatnego. A do tego brat się mnie żartobliwie pyta, czy piszę na zapas pracę magisterską (do której mi jeszcze kilka lat zostało, oczywiście). Ehh, szkoła… Chociaż właściwie, to lubię wiedzieć. :)

  3. Anette, nie wiem, co to jest, ale wszelkie sagi rodzinne, zwłaszcza te, które obejmują duży okres czasu, działają wybitnie kojąco, krzepiąco i relaksująco.
    „Rodzinę Whiteoaków” słusznie więc poleciłaś.

    Jesienna Ado, gratulacje! I brawo dla syna! A córkę świetnie rozumiem, sama kochając słowniki.

  4. KokoszaNel też od razu pomyślałam o ” Mikołajku” i „Na plebanii w Haworth” też powinno się sprawdzić. U mnie czytanie dzieciom od najmłodszych lat, a właściwie ich miesięcy, przyniosło pyszne owoce. Syn dość długo chciał słuchać tylko wierszyków, dopiero w wieku 5 lat przełamał się po przeczytaniu (przeze mnie) Opowieści wigilijnej. Teraz czyta głównie książki historyczne. Tydzień temu obronił pracę inżynierską, jestem z niego dumna. Córcia zaś samodzielne czytanie zaczynała od słowników, wszelkich. Nie mam pojęcia skąd jej się to wzięło. Nawet podczas wizyt u znajomych i rodziny zawsze znalazła jakiś słownik (na szczęście).

  5. „Rodzinę Whiteoaków”, za pozwoleniem.

    Jolu P., w istocie „Kochane maleństwa” są nieosiągalne. Może na Allegro, lub w antykwariatach poszukaj?

    Karolino, dziękuję i pozdrawiam!

  6. KokoszaNel – polecam „Sagę rodu Whiteoaków”, wiele części i bardzo wciąga!

  7. Chętnie przeczytałabym „Kochane maleństwa”, ale są nie do zdobycia… Nawet w rzeszowskich bibliotekach nie ma tej książki. Chyba, że źle szukam.

  8. U nas właśnie piękny wschód Księżyca: cieniutka i długa, pomarańczowa niteczka.

  9. KokoszaNel, moja siostra czyta ostatnio „Przeminęło z wiatrem”, „Hrabiego Monte Christo” i mówi, że ma ochotę na „Wojnę i pokój” i „Annę Kareninę” – nie wiem czy to pod wpływem dzidziusia, ale tak to akurat u niej wygląda :)

  10. Jakie tu miłe rozmowy, jak zwykle zresztą. Zawsze „boję się” tu zaglądać, bo zawsze jakoś mam zaległości w czytaniu postów i komentarzy i nie daję rady nadrabiać ;) Ale przecież nie mogę tu nie zaglądać!
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę dużo słońca!

  11. Bo właśnie (myślę, że się zgodzisz Piegusko;) od głośnego czytania nawet zupełnym maluchom wszystko się zaczyna. A potem – to już samo leci.
    Wieść niesie (bo tego to już zupełnie nie pamiętam), że naukę mówienia pełnymi zdaniami zaczęłam od cytowania wierszy z „Co słonko widziało”, które znałam wówczas praktycznie na pamięć.
    Lubiłam też opowieści z historii rodzinnej, nawet powtarzane tysiące razy. Miałam taką babcię i ciocię, które tak chętnie opowiadały. („Ciociu, ale co było dalej? opowiedz jeszcze raz”).
    I w ogóle zauważyłam, że takie kilkuletnie maluchy chętnie wracają do książeczek znanych i lubianych. Co wieczór to samo, aż w końcu same „czytają” bezbłędnie, nie znając nawet literek lub poprawiają malutkie błędy czytającej osoby.

  12. Melduję, że właśnie zagłosowałam na nominowaną „Ciotkę Zgryzotkę” w plebiscycie serwisu „Lubimy czytać”. Dobrze, że są takie strony, wiele wspaniałych lektur odkryłam właśnie dzięki ludziom, którzy je tworzą.

  13. Dzięki serdecznie za czytelnicze polecanki, chętnie skorzystam :)
    Kiedy spodziewałam się Kogucika czytałam książki z „szufladkowego”spisu na tej stronie. Bardzo spodobał mi się „Zaklęty dwór” Łozińskiego. Połykałam też Twaina w dużych dawkach, może poniekąd dlatego Kogucik jest Markiem? :)

  14. I jeszcze „84 Charing Cross Road” Helene Hanff – książkę lub film polecałabym :)

  15. Może Herriot KokoszaNel? Zaś w niedzielne poranki z cyklu „Angielskie śniadanie”, na Kulturze leci serial „Wszystkie stworzenia duże i małe” sezon III . Dobry nastrój gwarantowany :). A do wspólnego czytania polecałabym niezawodnego „Mikołajka”.

  16. A wracając do zimowych lektur, taki miły cytat na dobranoc:

    „A jeśli kiedy zastuka do waszych bram nosicielka myśli i piękna — KSIĄŻKA — przyjmijcie ją i, przewracając pieszczone karty, wczujcie się w duszę czcionek i wierszy, poznajcie prawdziwą istotę księgi. Niech nie będzie dla was martwym tylko przedmiotem; kochając książkę, odnajdziecie w niej istność głęboką, którą radaby przed wami odsłonić. Obcując z książką blisko i serdecznie, poznacie, że ta, która dąży ku wam w piękno przybrana, pięknem żyje, pięknem oddycha i jako odrodzona władczyni pragnie, by świat cały zrozumiał, że jedyną niezmienną wartością, która życie w świetlane blaski przystraja, jest — PIĘKNO”.

    Michał Arct – „Piękno w książce” (1926).

  17. Witajcie! Ależ arcyciekawe tematy, ależ smakowite historie, ależ interesujące opinie! Głośne czytanie to cudowny przywilej dzieciństwa. Albo nie tylko. Jedno z moich najpiękniejszych wspomnień związanych z Mamą to czytanie nam w chorobie, chyba do końca podstawówki. A później w liceum miałam z Mamą taki układ – Ona czytała mi na głos, a ja prasowałam (Mama nie lubiła prasować). Wspaniały czas.
    Zgadzam się z opinią, że dzisiejsza szkoła bardziej obciąża, mniej przy tym ucząc. Co za paskudny paradoks. „Za moich czasów” nie było informatyki i angielskiego od I klasy, tak jak teraz, a i młodsze klasy nie pisały np sprawdzianów semestralnych. Więcej było też luzu, bez tych wszystkich testów sprawdzających. Jakoś tak bardziej beztrosko i ludzko. Chyba, że mi się już zatarły różne drastyczne wspomnienia, jak to się dzieje w pewnym wieku, he he.

    P.S. Wymarzone miejsce do czytania – weranda.
    P.S. 2 Ulubione zajęcie czytającej Mamy – wyszukiwanie książek do przeczytania dla dzieci. (Podróż sentymentalna do własnych lektur, rozpacz z powodu braku dostępu do książek, których się nie wznawia)
    Dobranoc, DUA i Księgowi!

  18. Asiu (wiad.pryw.)- znakomita decyzja! To będzie bardzo potrzebne, jestem pewna. Gratuluję i życzę wielkiego powodzenia!

    Sowo, ach, po maturze – to jest dopiero miła edukacja!

  19. A co do kłótni. Czasem awanturka dla oczyszczenia atmosfery konieczna. Bylebyśmy jak zaleca Papież Franciszek umieli przed nocą się przytulić.

  20. Czas pokaże. Na szczęście na edukację domową nigdy nie jest za późno. Szczególnie dobrze sprawdza się po maturze :)

  21. Oczekuję! Dziękuję!

    A co do Buffy, to pewnie ma Pani rację. Przedobrzyłam.
    To może „Jajko i ja”? Albo książki Shirley Jackson? „Papierowy dom”? „Kochane maleństwa”? Connie Willis? „Chwała mojego ojca” Pagnola? Bruce Marshall?
    Ojej, nie wiem, czego KokoszaNel nie czytała lub co miałaby sobie ochotę przypomnieć. :)

  22. Wiem, wiem. Ale czasem życie jest jeszcze bardziej zaskakujące niż fikcja. A nawet częściej niż „czasem”.

  23. Buffa krwawy a ponury. Nie na stan błogosławiony, spędzany na przymusowym leżeniu.

    Madziu, merci – wiesz za co – i oczekuj poczty!

  24. KokoszaNel, dziękuję i pozdrawiam!
    A polecam Ci np. powieści Buffy, jeśli jeszcze nie czytałaś. I może rozmaite wywiady – rzeki? Jeśli lubisz!

  25. Sowo (15.14), bardzo rozsądne stanowisko. Oczywiście masz rację, bowiem wszystko jest po coś. Trudności hartują, przeciwności wyrabiają charakter, nawet szturchaniec od kolegi ma jakąś funkcję edukacyjną, że już nie wspomnę o systemie opresyjnym, który jednych uczy solidarności, innych zaś – wręcz przeciwnie. Samo życie.

  26. Kasztanowłosa – dziękuję za ogromną i ciekawą wiadomość prywatną. Cieszę się bardzo z Twoich słów. To miło, że książki moje się przydają. Pamiętaj jednak, że to fikcja! W życiu oczywiście może być całkiem inaczej…
    Ale Ty to świetnie wiesz, prawda?
    Pozdrawiam całą Rodzinę czytelniczą!

  27. Wszystko, jak leci, byle spokojne, KokoszaNel.:) Najlepiej „Sagę rodu Forsyte’ów”.
    Trzymaj się!

  28. Magdo Z. – mądra i krzepiąca wypowiedź na temat szkoły – dziękuję.
    Trzeba wspierać dobrych nauczycieli – ja miałam szczęście, wybitna większość nauczycieli trafiła mi się dobrych. Kogucik też miał szczęście dostać się do klasy pani pedagog, bardzo ją szanuję.
    Muszę teraz leżeć, bo dzidziusia tego żąda – co czytać by nie zwariować? Kto podpowie?

  29. Dobry wieczor.Potwierdzam Zgredzie,program nauczania jest teraz o wiele bardziej przeladowany,niz w „naszych czasach”, a u nas tutaj dzieci we wszystkie soboty do szkoly chodza.

  30. Dzień dobry!
    Nie chcę rozkręcać dyskusji, zresztą nie mam od dawna kontaktu ze szkołą (pomimo wykształcenia, szkoda), trudno mi więc powiedzieć na pewno, „jak jest teraz”, ale słówko napiszę.
    Myślę, że wszyscy chcielibyśmy, żeby szkoła była nie tylko kopalnią wiedzy, kuźnią talentów, ale też miejscem, które rozwija kompetencje społeczne i wiele innych. Tymczasem bywa różnie. Szkoła czasem uśrednia (np. przez system oceniania), a nawet czasem pognębia jednostki (i to zarówno te najbardziej, jak i najmniej zdolne).
    Ale naszła mnie ostatnio taka refleksja, że tak jak my dorośli nie jesteśmy w stanie stworzyć idealnego, utopistycznego społeczeństwa, tak i szkoła nie może być miejscem idealnym. Zresztą dzieci muszą się przygotować do życia w świecie niedoskonałym. A przecież trzeba próbować stwarzać im jak najlepsze warunki rozwoju, próbować zawsze i wciąż od nowa. Wierzę, że są nauczyciele, którzy tak właśnie próbują. :)

  31. Materiał nauczania zmienił się, to prawda. Ale greckie polis wyparły pewnie inne zagadnienia, bo przecież godzin nauczania nie przybyło, a w soboty też już lekcji nie ma. Natomiast zmieniło się bardzo podejście do nauczania, w efekcie raczej na gorsze.

    W temat edukacji domowej jestem wdrożona, ale raczej się nie zdecyduję na nią, z powodu minusa, o którym Pani mówi. Wprawdzie towarzystwo szkolne nie gwarantuje, że się nie będzie indywidualistą, ale wspólnota pewnych przeżyć też jest ważna. System opresyjny też jednoczy :D. Grunt, żeby nie stracić ciekawości świata.

  32. Dzień dobry. Przychylam się do apelu Ulubionej- Miejmy serce dla kręgosłupa. Chwytliwe.
    Ateno, szezlong czyli łoże tortur nie sprawdził się. Miałam być czytającą romantyczną nimfą (jak na obrazie) ale kręgosłup odmówił współpracy. He, he.
    Za to wyszukana w internecie idealna lampa do czytania jest… Idealna.

  33. Dziękuję, Piętaszku!

    Zgredzie, tak, tylko łacina, a i to w nielicznych szkołach, i to jako wybór, nie obowiązek.

  34. Dzień dobry Ulubiona Autorko. Proszę i ode mnie przyjąć serdeczne gratulacje :).

    Bożenko, dziękuję za miłe słowo. Nie wiem czy wiesz, ale uwielbiam Twoje wpisy, a Twój Mąż z opowiadaniami bardzo podobny do mojego :)

  35. No tak, tylko że systemowi nauki łaciny z greką podlegała tylko elita – pewnie mniej niż jeden procent społeczeństwa. Wydaje mi się, że po wojnie została tylko łacina, ale nie jestem pewien.

    Wiele też zapomniałem z moich własnych czasów szkolnych (1973-85), ale wydaje mi się, że wymagano od nas o wiele mniej wiadomości z np. historii, geografii, biologii. Na przykład teraz są w programie różne struktury władz w różnych starożytnych greckich polis.

    Nauczanie poza szkołą to moje marzenie dla moich dzieci, ale niestety raczej nie do spełnienia.
    Lecę na zakupy, Szarotka pogania!

  36. Ciężka dola ucznia-dyslektyka! Chyba, że miał mądre nauczycielki.

    Syn ocierał się o dysgrafię, pisał jak „kura pazurem”. Zbierał najwyższe oceny, słoneczka itp. za tzw. treść (też czytał od lat czterech, to procentowało), a najniższe (rozmaite chmurki z piorunami) za „formę”. Mieliśmy w domu poglądy na sprawę podobne do zdania Tosi i Mamerta (precz z paltem i jelitem!), więc jakoś to przetrwaliśmy. A nauczycielka, choć początkowo nie mogła zrozumieć przepastnej różnicy między wyglądem zeszytów rodzeństwa, w końcu się poddała :)

  37. Potwierdzam z przekonaniem, Bożenko! Sztuka opowiadania – bezcenna umiejętność. Mamy też podobne doświadczenia z czytelnictwem najmłodszych. U nas na czworo dzieci tylko jedno nie czytało samo w wieku lat 4. W szkole się okazało, że jest dyslektykiem.

    Dzieci wiele, wiele potrafią!- więcej niż się spodziewamy! Trzeba im tylko dać porządny zapęd!

  38. Wspaniałe historie tu czytam – o czytaniu. Piętaszku, i mnie zachwycił pomysł z zabytkową walizką pomalowaną w chmurki. W sam raz na czytelnicze skarby.

    A do skarbnicy pomysłów „zachęcania, kuszenia, uwodzenia książkami”, jak to właśnie nader kusząco ujmuje DUA, dołożę praktyczny, pewnie w powszechnym stosowaniu pomysł uprzedniego OPOWIADANIA maluchom ksiąg – i księgi świata: baśni, mitów, biografii, historii Polski i powszechnej… Potem rączki same wyciągają im się do książek, w których te cuda są opisane. Kiedy jednego roku mieliśmy na wakacjach w Ustce kawałek drogi do plaży, na trasie w jedną i drugą stronę Mąż opowiadał zachwyconym dzieciom kolejne mity. Po powrocie z wakacji 5-letnia córka (czytająca biegle już w wieku lat 4) sama zaczęła czytać mitologię, dwuletni syn domagał się wspólnego oglądania ilustracji bogów i herosów, i nieskończonego czytania i powtarzania opowieści. Podobnie z historią, królami, władcami; to dla dzieci też jest jak baśnie. Jedną z książek wczesnego dzieciństwa syna była „Historia Polski dla Piotrka”; fascynowała go, w efekcie jako starszak w przedszkolu na wszystkich zajęciach plastycznych namiętnie rysował – i podpisywał! – scenki historyczne i portrety władców; bawiliśmy się w przekroje typu „królowie i książęta o imieniu Jan”, „Piastowie” a nawet, ku lekkiemu szokowi pań przedszkolanek, „królowie elekcyjni”… W tym wieku dzieci chłoną wiedzę, poprzez zabawę, jak przysłowiowe gąbki.

    Ale też ta dziecięca radość i ciekawość lektury bywa przez dorosłych gaszona. Np. panie nauczycielki na początku nie pozwalały dzieciom na samodzielne ciche czytanie w czasie przymusowego wówczas leżakowania – bo takich brewerii tam dotąd nie znano… Musiałam wyruszyć z odsieczą. Dziś chyba już takich ograniczeń nie ma.

  39. Prześliczną, wzruszającą dedykację „Z pamięcią o Marysi Wiaderek – wyobrażając sobie, jak się śmieje” ma „Wnuczka do orzechów”…

  40. Dołączam się do serdecznych gratulacji! Jeżycjadę wszyscy „Lubimy czytać” :)

    A zaraz w marcu, o czym właśnie informuje Akapit – III Ogólnopolskie Czytanie Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz.

  41. Sowo, w pełni się zgadzam z Twoim poglądem na szkolnictwo, zawartym w wiadomości prywatnej. Chciałabym też dodać, że jedno z naszych wnucząt, będące obecnie w 7 klasie, jest kształcone od początku w oficjalnym systemie edukacji domowej (poszukaj w sieci). Sprawdza się to znakomicie – mama uczy z zapałem, dziecko szczęśliwe, a cały czas codziennych lekcji zamyka się w dwóch – trzech godzinach nauki intensywnej, lecz miłej i urozmaiconej. Od czasu do czasu jedzie się na egzaminy państwowe, które sprawdzają, jak się mamie udaje. Okazuje się, że udaje się na szóstkę!
    Jest tylko jeden minus takiego systemu: nie ma się szkolnych przygód, kolegów, koleżanek, być może wyrasta się na niespołecznego indywidualistę? – coś za coś, niestety.
    Muzeum Etnograficzne, hę? Drugie nasze wnuczę spędziło ferie zimowe na warsztatach z robotyki, urządzanych dla dzieci na Uniwersytecie. Nie można go było stamtąd wyciągnąć. Pełna fascynacja!

  42. Zakres materiału może większy, ale przelatywany galopem. Lektury czytane są we fragmentach, na pamięć też już ich nie uczą. Nie porównam, bo nie mam jak, ale zajęcia wyrównawcze z matematyki na politechnice też o czymś świadczą. Żyję w przekonaniu, że kiedyś było jednak solidniej…

  43. Sowo, pomyśl tylko, o ileż więcej historii musi dziś Dziatwa przyswoić…
    Porównując wczoraj i dziś stwierdzam: liceum w latach 60-tych miało tak dobrze zorganizowany system nauczania, że pozostawiało uczniom naprawdę sporo czasu na czytanie, kino, sport etc. Uwzględnijmy jednak fakt, że telewizor nie w każdym był jeszcze domu, a o komputerach dopiero słyszało się nieśmiałe plotki. Może to dlatego uczniowie mieli więcej czasu po szkole.

    Zgredzie, zgadzam się z Tobą absolutnie. Kłótnia to szatański wynalazek.

  44. Więcej serca dla kręgosłupa!- apeluję.
    Dla obu zresztą – anatomicznego i metaforycznego.

    Dzień dobry przy cudownej pogodzie!
    Wschód słońca dziś widziałam – łososiowy!

  45. Ja też bardzo lubiłam matematykę.
    Zgredzie, ale czy dawna szkoła miała mniejszy zakres wiadomości? A łacina, greka? Mam niejasne przekonanie, że była jednak bardziej wymagająca niż teraz…

  46. Dzięki, Ateno:) Pomysł z walizką był mój, ale Pinterest podpowiada tyle ciekawych rozwiązań, że głowa boli.

    Ach te nowe kanapy. Czytanie na nich to prawdziwa mordęga dla kręgosłupa. Na leżąco nie mogę. Z miejsca zasypiam, bo od jakichś dwudziestu lat doskwiera mi chroniczny niedobór snu.

  47. Kiedy ludzie się kłócą, zło zwycięża – warto o tym stale pamiętać!

    Swoją drogą kto wie, czy dawna szkoła z mniejszą liczbą wiadomości do opanowania bardziej nie sprzyjała rozwojowi uzdolnień i zainteresowań uczniów? Ale nie kłóćmy się.

  48. He, he ja do mat- fiz chodziłam i jakoś tę matematykę lubię.
    Dziatwa mądra, najpierw się nauczy, a potem poczyta.
    Piętaszku zachwycił mnie oryginalny pomysł z walizka.
    K8, czy to oznacza ze łoże tortur się nie sprawdziło jako świetne miejsce do czytania.
    Właśnie kupiłam kanapę, która miała być wygodna do czytania i nie mogę sobie na niej miejsca znaleźć, może jakiś fotel zakupie.
    Dobranoc.

  49. Och! Kochana Dziatwo, tylko nie bierzcie z nas przykładu… Dzisiaj to chyba już nie przejdzie, tyle sprawdzianów, kartkówek, punktacji…

    Dobranoc, Bogini!
    Oby nam się nie przyśniła szkoła i matura z matematyki.

  50. Ja tez czesto mysle o Marysi. Czytam sobie emaile od niej i wtedy mi lepiej i gorzej jednoczesnie.
    Lubilam zarywac noce czytajac, a moi rodzice byli przeciwko temu (zarywaniu nocy, nie czytaniu). Mialam zelazne argumenty, zawsze wstawalam na czas, nie spoznialam sie do szkoly i nie zasypialam na lekcjach, ale to czasem nie wystarczalo.:) Wkladalam ksiazki w podreczniki i udawalam, ze sie pilnie ucze. Rodzice czasem mowili znajomym, ze moj brat jest bardzo zdolny, a ja pracowita hi hi.

  51. Sokolnictwo i pszczelarstwo zostawiłam sobie na następny raz. Chciałabym, żeby wydali jeszcze reprint „Naszego lasu” Dyakowskiego. Podobno bardzo dobra rzecz (z cytatami z Mickiewicza). Jest współczesne wydanie, ale to nie to samo.

    Gratuluję wyróżnienia:)

  52. No, Dyakowskiego kupiłam, Sowo, i jeszcze parę innych książeczek. Bardzo, bardzo, naprawdę, hej. Oho-ho! Jakie cudeńka.
    Książkę o sokolnictwie kupiłam, a co. Pewne rzeczy po prostu trzeba wiedzieć.

  53. Nutrio (wiad.pryw.)- tak, Marysia nie żyje. Była wspaniałą bibliotekarką i nauczycielką z Bolkowa.
    Wiadomości mailowej od Ciebie jeszcze nie dostałam – Adminka przesyła mi je partiami.

    Madziu, dziękuję!

  54. O, a cóż to takiego, ten ,,Bibliotecznik”? Koniecznie muszę to zbadać – gdy znajdę trochę czasu.
    Ja czytania pod ławką też próbowałam, i to niekoniecznie inspirowana Panią Małgosią, ale, niestety, operacja okazała się skazana na klęskę (odwieczne przekleństwo pierwszej ławki).

  55. I jeszcze – choć od tego powinnam była zacząć, skoro już się wpisuję – serdeczne gratulacje z powodu nominacji! Też się bardzo cieszę. :))

  56. Też oczywiście nie polecam, a nawet uważam, że w tym przypadku wpływ Pani był nadmierny a inspiracja niekoniecznie słuszna. Zresztą nieczęsto to powtarzałam, w liceum tylko sporadycznie. No, ale w szkole podstawowej lubiłam jednak mieć piąteczki i czerwony pasek na świadectwie. ;)

  57. A znów (jeśli wracać myślą i wspomnieniem do sytuacji czytelniczych ze szkolnej ławki) na początku którejś lekcji języka polskiego pod koniec podstawówki, podczas gdy jeden z kolegów był odpytywany (a jego odpowiedź polegała na pełnym przejęcia stanowczym milczeniu), nie mogąc znieść tej męki (ach, jakże chętnie odpowiadałabym za niego) sięgnęłam po ratunek lekturowy. Czytałam całkiem jawnie, na ławce, jeden z pierwszych numerów świetnego wtedy „Victora Ósmoklasisty” (to akurat miałam na podorędziu), którego zresztą znałam już od deski do deski, poza jednym jedynym opowiadaniem nastolatka. Tak się wczytałam, że ocknęłam się dopiero, gdy koleżanka zza sąsiedniego stolika poprosiła o pożyczenie korektora. Zauważyłam, że wszyscy coś posłusznie piszą. I co zrobiłam? Ano z rozpędu zgłosiłam nauczycielce, że przecież nie skończyliśmy jeszcze notatki zaległej z poprzedniej lekcji. A co się okazało? Że nie tylko „skończyliśmy”, ale i „byliśmy” w połowie następnej. Och, jaki nieziemski ubaw miała cała klasa! A polonistka powiedziała, że zdarzenie to zapisze się w legendzie szkoły. Przypuszczam jednak, że wątpię. :)

  58. To jest wyższa szkoła jazdy, Madziu, i nikomu jej, broń Boże, nie polecam (bywa, że spotykają czytającego niezasłużone przykrości)!

  59. Przyznam się szczerze, że przeczytawszy (w niezbyt zaawansowanym wieku szkolnym) autobiografię „Tym razem serio” spróbowałam tej Pani metody (czytania pod ławką) na lekcji. Zostałam jednakże szybko upomniana, spacyfikowana i przywrócona do pionu.

  60. K8, jaki miły pomysł. Ech, ktoś powinien kontynuować prowadzenie sierotkowego bloga.

    Za gratulacje bardzo dziękuję! Ale to chyba jeszcze nie jest nagroda, tylko nominacja do niej, jak się teraz zorientowałam. I tak bardzo miło.

    Kasztanowłosa, aaa, pod ławką – a jakże! Czytałam, całe 4 lata! Co mówię, więcej – bo przecie i na studiach, na wykładach obowiązkowych z przysposobienia wojskowego i z propedeutyki filozofii (czyli marksizmu-leninizmu).
    Pożytecznie spędziłam ten czas.

  61. Jak to, nie czytała Pani pod stołem? Może nie do końca w tym sensie, ale w szkole pod ławką się liczy. :) Co prawda, nie była Pani w całości pod stołem, ale te 50% plus książka to już coś. Lepszy rydz niż nic.

    Lecę robić powidła z czekoladą. Pyszności.

    Gratulacje! „Cioteczka…” zasłużyła. Chyba sobie przypomnę trzeci raz.

  62. Znalazłam wczoraj coś, co by się Sierotce Marysi spodobało: reprint pierwszego wydania „Krasnoludków” z 1896 roku z wydawnictwa Michała Arcta (ponoć bibliofilom znane są aktualnie tylko dwa egzemplarze tego wydania). W 2016 roku ukazało się ponownie dzięki wydawnictwu Graf_ika. A czego oni jeszcze tam nie mają, w tym wydawnictwie! Na przykład, kilka zbiorów poezji dla dzieci M.Konopnickiej z ilustracjami Benneta, „Złotą rószczkę” Hoffmanna (nie polecam wrażliwcom), zbiór legend „Dawno temu w Polsce” Alicji Tymińskiej, „Królową Niebios” Gawalewicza z ilustracjami Stachiewicza, kolędy w opracowniu Feliksa Nowowiejskiego, a także prześlicznej urody „Z naszej przyrody” i „Atlas motyli” Bohdana Dyakowskiego. Są też kulinaria, książki historyczne, architektoniczne… Właśnie nabyłam to i owo, więcej niż rozsądek by nakazywał, więc rodzina zapewne podziękuje mi za kolejnych kilka niskobudżetowych obadków („znowu ten pyszny makaronik?”).

  63. Marysia zaraziła mnie potrzebą zwiedzania bibliotek. Zawsze na wakacjach robię kilka zdjęć dla Niej. Na ostatnim wypadzie były to dwie piękne praskie biblioteki Clementinum i Strahovska Knihovna.

  64. O, hura, jaka miła wiadomość, dziękuję, Agnieszko z „Lubimy czytać”!
    Nie wiedziałam o plebiscycie, tym mi przyjemniej, bo to nagła niespodzianka!
    Powinnam też podziękować czytelnikom, bo to ich głosy zdecydowały, prawda? A więc z całego serca dziękuję, wszystkich ściskam i serdecznie pozdrawiam, obiecując zarazem, że – tak uskrzydlona – dołożę wszelkich starań, by „Chucherko” też się spodobało!
    A na koniec gratuluję serdecznie wszystkim, którzy prowadzą pożyteczną stronę lubimyczytać – brawo, to bardzo potrzebna i naprawdę DOBRA robota!

  65. Tak, pamiętam, lubiłyście się, odwiedzałaś ją, Karikari – miałam nawet zdjęcia pamiątkowe z tej wizyty, od Marysi.:)

  66. Wczoraj, szukając domowych powideł do naleśników, znalazłam słoiczek konfitur z płatków róży, który dostałam od Sierotki Marysi. Jakoś nie mogę go otworzyć i po prostu zjeść konfiturę, o robieniu której Marysia w KG pisała. Ostatnio często myślę o Marysi.

  67. Oczywiście Pani Małgosiu.
    Czerwone światełko było…. ale się pojechało.
    Za to wyszły pyszne Małdrzyki Kreseczki, częstujcie się! Serek był puszysty dlatego są paluszki lizać.
    Akuratne po śnieżnym spacerku!
    :)

  68. Dziękuję K8. Półeczka mobilna – dobra dla tych, którzy lubią częste zmiany :)

  69. Szanowna Pani Małgorzato,
    proszę przyjąć najserdeczniejsze gratulacje od całej społeczności czytelników lubimyczytać.pl. Pani książka „Ciotka Zgryzotka” została nominowana w plebiscycie Książka Roku 2018 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura młodzieżowa. Pani wirtualny dyplom przekazaliśmy wydawnictwu.

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam mocno kciuki!

  70. Sowo P., miło mi to słyszeć.
    Wyjątkowy to był człowiek, nasza Marysia Wiaderek. A ilu wdzięcznych wychowanków zostawiła!

  71. Tak, tak pławię się w tej stronie-wizytówce Pani nie od dziś, z ukontentowaniem.
    Gdyby nie ona, o ileż uboższy byłby nasz rodzimy klimat.
    A jeśli chodzi o czytanie, czytam wszędzie gdzie się da, ostatnio z moją wnuczką czytałyśmy sobie pod stołem,
    żeby było fajniej i było.

  72. Bardzo chętnie się nią podzielę, Casciolino!
    Wspaniały tekst, prosty i mądry.
    Dziękuję!- wzrastajmy!

  73. To może być wiadomość prywatna :)
    Właśnie przeczytałam ostatnie słowa, jakie zapisała bardzo mądra osoba, Elisabeth Kubler-Ross. I pomyślałam, że chciałabym podziękować…za Jeżycjadę i za tę stronę, bo są dla mnie miejscem wzrostu.

    The Hardest Lesson
    –by Elisabeth Kubler-Ross (Apr 14, 2003)

    The sole purpose of life is to gro