Uwaga, Lunofile!

john atkinson grimshaw

                                                                                                  mal. John Atkinson Grimshaw (1836-1893)

 

 

Kazimierz Wierzyński

PODJUDZANIE KSIĘŻYCA

 

.                                                     …to dla Juliety

.                           I dla Romea łza ta znad planety

.                                                                           Norwid

 

 

 

Nuże, wysoki! To za nisko.

Wyżej nam piąć się, górniej, stromiej!

Płonącą głową nad urwisko,

Nad noc, nad świat, w księżycowisko!

To nas dopiero oszołomi.

 

Bez lęku, stary! Jednym skokiem

Mijaj ten czerep łysy, ziemię.

Nad zbiegowiskiem chmur, nad mrokiem

W bezmierną przestrzeń rzuć swym okiem,

Dalekowzroczny polifemie.

 

Gdzież twoja broń promieniejąca,

Tarcza ognista! Dziś w nią stuka

Byle kiep rymem i z miesiąca

Wyświeca blaski, gwiazdy strąca

Do strof garściami, u kaduka!

 

I cóż ty na to? Snadź zbyt łatwo

Dostępna wszystkim twa potęga,

Gdy somnambulik w śnie, włóczęga,

Jak po drabinie idąc w światło,

Znad gzymsu ręką cię dosięga.

 

Ongi na pułap wchodząc boski

Kropkę nad „i” stawiałeś ziemi,

Książę ciemności i alchemii…

Poświeć nam, wnuku mussetowski,

Nocami znów romantycznemi.

 

Wyżej się wspinaj. Zarzuć sznury

Na krokwie świata. Znad planety

Niech jeszcze raz się łza poety

Potoczy deszczem gwiazd u góry,

Łza dla Romea, dla Juliety.

 

(z tomu „Róża wiatrów”)

 

*

 

A tu – fragment  wiersza, do którego nawiązuje Wierzyński:

.

C’était, dans la nuit brune,
Sur le clocher jauni,
La lune
Comme un point sur un i.(…)

.
(Alfred de Musset – Ballade à la lune)

 

*

Kochani Lunofile, tylko nie przegapcie porannego widowiska! Całkowite zaćmienie Księżyca można będzie zaobserwować w poniedziałek  przed godziną 5 rano, a moment kulminacyjny nastąpi o 06:12.
Łatwo możecie też stwierdzić, że Księżyc w ogóle nie posłuchał Wierzyńskiego, bowiem znów będzie bardzo blisko Ziemi. Ostatnio był tak bliziutko w 1948 roku, czyli 71 lat temu.
Będzie w pełni i będzie się wydawał bardzo duży! (Już się wydaje, mam go za oknem, jak olbrzymi balon światła).
Patrzmy w niebo, łatwiej nam będzie na Ziemi!
.
 **
PS (22.01.2019)  – A oto, jak w niedzielę, w kulminacyjnym momencie  o 23:12 tamtejszego czasu,  wyglądał nasz Ulubiony nad Chicago. Fotografowała niezastąpiona KC Atena – dziękuję!
.

1

134 przemyślenia nt. „Uwaga, Lunofile!

  1. Ano tak, esejów Cliftona Fadimana nie czytałam i pewnie prędko nie zdobędę.
    Ale kiedyś może się to uda.

  2. To ja chyba zaraz pokażę zimowe Tatry w obiektywie Wilka Morskiego.(Prawda, że mogę, Krzysztofie?)

  3. :)
    A, właśnie że nie! (Jeśli można się sprzeciwić, Pani Małgosiu!)
    Wszystko – tylko kilku autorów. A i tak pewnie jest to umowne.;)
    Z poleceń Sowy czytałam jeszcze na przykład „Moje życie z książką” Zuzanny Rabskiej – i też polecał ktoś stąd. Może Jane, a może Sierotka Marysia, która polecała mnóstwo spośród regałów bibliotecznych.
    A z Pani poleceń mam jeszcze na półce (już nie eseistyczne) „Zapiski spod wezgłowia” – gdyby nie Pani, to bym ich nie miała. :)
    Rekomendacje książkowe Sowy są dla mnie wielce satysfakcjonujące. Jestem uradowana – teraz potrzebuję tylko dużo, dużo czasu. Albo muszę nauczyć się wybierać.

  4. Magdo Z. Ha ha stawianie limitów, to nigdy nie działa. Mój ostatni limit w zeszłym tygodniu, a dzisiaj czekam już na cztery kolejne książki. Ostatni z rodu, dzięki Wam, zresztą W. Collins też. Miłego wieczoru.

  5. Magdzie w ogóle trudno doradzać, dlatego się nie kwapię: dziewczyna czytała już wszystko, niemożliwa jest!
    Ale mam (od Ateny!) coś, czego pewnie Madzia nie czytała: eseje Cliftona Fadimana (ojca autorki „ExLibris”) – w pięknym pierwszym wydaniu, w oryginale.

  6. Dziękuję Sowo. Hmmm umknęły mi te latarnie, nie wiem jak to się stało. U nas po śniegu, niestety, wspomnienie.

  7. KrzysztOfie, dziękuję. Herberta też czytałam wszystkie eseje, i w ogóle wszystko, wtedy, gdy pisałam pracę magisterską. Ale trzeba czasem powrócić do różnych tekstów.
    Książki eseistyczne Szczeklika czytałam i bardzo polubiłam, ale na przykład „Myśli różnych o ogrodach” Rymkiewicza akurat nie. Kiedyś miałam w planach lekturowych wszystkie jego książki, przeczytałam kilka, a potem powędrowałam w innym kierunku, dobrze że mi przypominasz, Sowo.
    Pani Małgosiu, pamiętam wspomnienie o Małgorzacie Baranowskiej, które Pani napisała w jednym z wpisów szóstkowych. Czasem żałuję, że do archiwum nie można już zajrzeć. :)

  8. Sowo, oniemiałam. Dziękuję. :))
    Sporo tytułów mnie inspiruje. „Czytelniczkę znakomitą” Bennetta polecam – też czytaliśmy i zadawaliśmy na zagadkach.
    „Prywatną historię poezji” mam na półce z autografem autorki i dedykacją, choć nieprzeznaczoną dla mnie (taki egzemplarz dostałam w którymś internetowym antykwariacie).

  9. Wilku Morski, witamy w Księdze Gości po dłuższej przerwie!
    Zdjęcia górskie od Ciebie nadal cieszą.

  10. A ja czytałam „Czytelniczkę znakomitą” – nie jest znakomita.
    Sowo, jak miło, że wspomniałaś Małgorzatę Baranowską.

  11. Madziu, a eseje Zygmunta Kubiaka? Andrzeja Szczeklika?Albo „Myśli różne o ogrodach” Jarosława Marka Rymkiewicza? Pewnie wszystko znasz.

  12. Eseje Zbigniewa Herberta:
    – Barbarzyńca w ogrodzie
    – Martwa natura z wędzidłem
    – Labirynt nad morzem
    – Król mrówek

  13. Jest też mnóstwo powieści o książkach, o których wiemy, ja bym chciała aktualnie przeczytać dwie:
    „Jeśli zimową nocą podróżny” Italo Calvina i „Czytelniczkę znakomitą” Alana Bennetta.

  14. Alberto Manguel – „Moja historia czytania”
    Andrzej Kuśniewicz – „Moja historia literatury”
    Jan Michalski – „55 lat wśród książek”
    Małgorzata Baranowska – „Prywatna historia poezji”
    Jorge Carrión – „Ksiegarnie”
    Robert Macfarlane – „The gifts of book”
    Jacek Dehnel – „Młodszy księgowy”
    Rainer Maria Rilke „Druga strona natury. Eseje, listy i pisma o sztuce”
    Justyna Sobolewska – „Książka o czytaniu, czyli resztę dopisz sobie sam”
    Zuzanna Rabska – „Moje życie z książką”, „Magia książki” oraz „Książka i wojna”
    Mario Vargas Llosa – „Listy do młodego pisarza”
    T.S. Eliot – „Kto to jest klasyk i inne eseje”
    Henry Miller – „Książki mojego życia”
    Simon Leys – „Szczęście małych rybek. Listy z Antypodów. O literaturze i nie tylko”
    „Czytanie wzbronione” – Dubravka Ugrešić
    Alexander Pechmann – „Biblioteka utraconych książek”
    Jarosław Iwaszkiewicz – „Gawęda o książkach i czytelnikach”
    Keith Houston – „Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski”.
    Jan Tomkowski – „Zamieszkać w bibliotece”
    Ryszard Kapuściński – „O książkach, ludziach i sztuce”.

    Nie wkleiłam tych licznych tytułów, o których w Księdze Gości już sporo było mowy.

  15. Taka latarnia śniegowa, nie wspominając już o igloo, musi cudnie wyglądać! Takie światełko pośród mroku, choć zimą, gdy spanie śnieg jest jakoś nawet nocą jaśniej. Nie wiem, jak ja czytałam „Dzieci z Bullerbyn” (wielokrotnie), że tego nie pamiętam!
    (PS: „Twoje życie jest dzisiaj. Nie jesteście jutrem, nie jesteście międzyczasem. Jesteście Bożym teraz”. Jak to wybrzmiało, przynajmniej we mnie!)

  16. Orwell napisał sporo esejów. Na przykład „Anglicy i inne eseje”.

    Lubię (jak wszyscy tutaj) książki o książkach, bibliotekach, antykwariatach, czytaniu i pisaniu. Mam sporą listę takowych do przeczytania. Zaraz podam Ci kilka mniej znanych tytułów, może niektóre Cię zainteresują.

  17. A widzisz, Sowo! Nie czytałam! Ale już zamówiłam (choć przykazywałam sobie ostatnio surowo, że limit zamówień w tym miesiącu został wyczerpany), poczytawszy nieco o autorze. Dziękuję za wszystkie Twoje polecanki (tych muzycznych już chwilę nie było, swoją drogą). Gdyby Ci coś jeszcze przyszło do głowy w sprawie eseju, to ja chętnie, to ja tak, poproszę. Naprawdę coraz bardziej przepadam za tym gatunkiem, a wcale jeszcze nie jestem w nim mocno oczytana.

  18. Chesterko, cieszę się, że doceniłaś obraz Grimshawa. Jest wspaniale zakomponowany, namalowany świetnie i ma niezwykły nastrój.

  19. Aha! A my tu kiedyś – parę lat temu – mieliśmy śniegowe igloo z latarenką w środku. Postało sobie dwa tygodnie, a Adminiątko było uszczęśliwione.

  20. Zdjęcie Ateny mogłoby stanowić scenerię do powieści gotyckiej czy ballady Mickiewicza „To lubię”. Brawo, Bogini!
    Fluid grypowy z Sowiątkiem (lekko przesunięty w czasie).
    Bo kto prowadzi dziecko na zaległe szczepienia okresowe w sezonie chorobowym! udzielam sobie jako matce surowej nagany!

  21. Latarnię ze śniegu robiły dzieci z Bullerbyn. To taki ażurowy stożek ze śnieżek, do którego wstawia się świecę. Ładnie wygląda w wieczornym ogrodzie.

    Madziu, a czytałaś „O sztuce czytania i pisania” Olofa Lagercrantza?

  22. Sowo miła. Zaintrygowały mnie latarnie śnieżne. Można prosić o więcej na ten temat?

  23. Miało grypę, a jakże. I ja też. Ale już nam lepiej i pół dnia spędziliśmy dziś na śniegu. W naszej okolicy to rzadkość, więc trzeba korzystać. Sanki, śnieżki, bałwany, latarnie śnieżne… i teraz łupie mnie w krzyżu.

  24. Niebawem też będę miała, choć nie wszystkie – seria trzecia jest na razie niedostępna. Ale i tak się cieszę! :)
    A książki Erwina Axera z miłą dedykacją – to jest to! :)))

  25. O, Sowa!
    Już się bałam, że Sowiątko ma grypę.
    „Alchemię słowa” Madzia na pewno zna.

    Madziu, Axera mam wszystkie tomy po kolei (każda – oprócz części 4 – z miłą dedykacją autora) – wszystkie równie znakomite!
    Z „Odbiorcą…” prawda. Znajdziesz.

  26. „Wykłady amerykańskie” jak najbardziej.
    „Alchemię…” Parandowskiego znam. Pani Małgosia polecała, zadając na zagadkach. :)
    Dziękuję, Sowo.

  27. O rety!
    Trzy tomy Ćwiczeń pamięci ( w tym dwa niedostępne w mojej bibliotece) znalazłam na Allegro w cenie 2,70 i 4 złote.
    Widzi Pani, jak dobrze, że mnie Pani natchnęła? Dziękuję :)))
    Wiad. może być prywatna.

  28. Oho! Poniewczasie (po cofnięciu strony) widzę, że potrzebna jest korekta:
    wtrącenie „nie będąc już studentką” powinno być oddzielone przecinkami. Bez przecinków źle to wygląda. Przepraszam.

  29. Ależ oczywiście, że nie. Wspomniałam o „Pani na Berżenikach”, bo bardzo jestem Pani wdzięczna za polecenie tejże książki (jeszcze w starej Księdze Gości) – i dlatego, że wspomnienia też lubię. Zresztą „Ostatniego z rodu” też wtedy od razu przeczytałam. Troszkę chyba niedokładnie się wyraziłam, stąd pewnie nieporozumienie.
    A „Ćwiczenia pamięci” czytałam co prawda, ale tylko to wydanie z 1984 roku. A są jeszcze: „Ćwiczenia pamięci: seria druga” i seria trzecia i „Czwarte ćwiczenia pamięci”, których nie znam.
    Dziękuję więc za odpowiedź i za dobrą wskazówkę. :)
    PS. Czesława Miłosza, Jerzego Stempowskiego i Stanisława Barańczaka eseje czytałam wszystkie. Pamiętam, że „Czytelnika ubezwłasnowolnionego” kserowałam nie będąc studentką już w bibliotece uniwersyteckiej, jako że nigdzie nie mogłam tego znaleźć. A ostatnio zamówiłam to nowe wydanie „Odbiorcy…” – o! i tu pewnie znajdę jeszcze coś, co przeczytam po raz pierwszy. :)

  30. Ależ czy „Pani na Berżenikach” jest esejem?
    (Ale skoro Ci się podobała, to polecam jeszcze tegoż autora „Ostatni z rodu”)
    U mnie obie te książki stoją w dziale „Wspomnienia, pamiętniki, biografie, listy”.
    A w dziale esejów mam np. Stempowskiego i Miłosza. I „Ćwiczenia pamięci” Erwina Axera. Obok – Montaigne.
    Axer Ci się spodoba na pewno (subtelny, świetny w czytaniu). Nota bene, jego mistrzem był Stempowski. :)

  31. To tak jak myślałam.
    A poleci Pani jakiś esej szczególnie? Pytam, ponieważ można dzięki temu trafić na coś wartościowego.
    W ten sposób trafiłam na przykład na „Księgę ksiąg zapomnianych” i „Panią na Berżenikach”.

  32. Chciałabym podziękować – bodajże Bożence – za polecenie książki „Dobrze się myśli literaturą”.
    Wypożyczyłam sobie i czytam z zainteresowaniem.

    Pani Małgosiu, a czy Pani lubi czytać eseje? Zdaje się, że wśród licznych pytań (i idących za nimi niekiedy rekomendacji) o eseje nie pytałam Pani jeszcze nigdy. :)

  33. Szarotka pewnie by sprawdziła, gdyby też tam była.
    Ale byłem sam. Bo to było wyjście dla kondycji.
    Żeby było potem łatwiej zasnąć przed ciężkim dzisiejszym porankiem, który okazał się obiecujący.

  34. „Headlong” bardzo ciekawa książka – lubię powieści o malarstwie!- ale zakończenie trochę zbyt popkulturowe. Jak z amerykańskiego filmu akcji klasy B, albo i C.
    Rozczarowuje. Szkoda.

  35. Cztery przeczytane, dwie jeszcze nie. No i „Headlong”. Staram się czytać bardzo oszczędnie, żeby na dłużej starczyło;) No ale skoro trzy nowe już czekają, to sobie pozwolę poszaleć.
    Jak była ta superpełnia akurat wysoko po niebie przechadzały się takie malutkie, płaskie obłoczki (każdy wielkości mniej więcej księżyca). Oka nie mogłam oderwać, bo Księżyc przez nie przeświecał, a one mieniły się, jak by były z masy perłowej.

  36. Ptaki sobie radzą. Do nas, jak co roku, przyleciały kwiczoły – przepadają za zimnymi jabłuszkami rajskimi, także za jagódkami ognika, ale tych już mało zostało.
    Jak tam Patrycja, Mamo Isi? Trzy kolejne mam już przeczytane.

  37. U nas zimno jak pioruni, karmnik oblężony, ale sierpówki zaczynają toki, a pan kos ma przepiękny pomarańczowy dziób. Bardzo krzepiące, że jednak ta wiosna za pasem.
    Kocica siedzi na parapecie naprzeciwko karmnika, pożera ptaszki wzrokiem, a dźwięki jakie z siebie wydobywa jako żywo przypominają zirytowane kwakanie. Jest to zapewne klasyczny przypadek mimikry. Liczy zapewne na to, że jakiś ptaszek powie sobie: „Ach, to tylko kaczka” i siądzie jej na łbie.

  38. Asiu, muszę pamiętać datę i przypomnieć komu trzeba!

    Zgredziku, a cóż za ładna widokówka z Łazienek, dzięki. A sprawdziliście aby, czy ogon pawiowi nie przymarzł do gruntu?

  39. Rozmarynie, teściowa miała na imię Noemi a synowa Rut. A 5- ego marca obchodzimy Dzień Teściowej:)

  40. Czy DUA wie, że „nora” to po portugalsku „synowa”? Ciekawe, jaką Nora będzie synową?
    A może ktoś z Księgowych pamięta, jak miały na imię teściowa i synowa z biblijnej przypowieści o dobrej synowej?

  41. A w Łazienkach lis chodził po zamarzniętej części stawu. Mam nadzieję, że krewni Wójta spali wysoko.
    Ogon pawia oparty o ziemię pomagał mu stać na jednej nodze.
    Na ogrodzeniu parku, niedaleko Belwederu, wystawa z okazji stulecia stosunków polsko-japońskich.
    Jedna z plansz poświęcona, a jakże, Bronisławowi Piłsudskiemu.

  42. Muszę się dowiedzieć, Kotliku.;)
    Swoją drogą, bliźniaki mogłyby się urodzić w obu takich rodzinach.

    Nini, pisze się, pisze. Wolniej niż zwykle bo plecy bolą. Ale dajemy radę, Chucherko i ja.

  43. A ja bym chciała wiedzieć co u Piotrusia i Pawełka, czy mają żony ? A może Bernard doczekał się wnuczki ? :)

  44. Na całej połaci śnieg..

    Dziewczyna z naprzeciwka ma przed sobą książkę pt. „Chrobot”. ;o)

    A.Chucherko się pisze.. hurrra!

  45. Zgredzie (wiad.pryw.) to być nie może, pewnie Kostrzyn, nie Kostrzyń.
    W tej okolicy nie ma czym mierzyć.

  46. Jakaś młoda Czytelniczka pytała o Elkę, a Pani powiedziała, że Elka jest już dorosła.
    Owszem Elka jest dorosła, ale ma dwóch synów, z których młodszy jest w wieku Karola Schoppe (czyli obaj chłopcy mają w tej chwili 8 lat); ile ma starszy nie wiemy, ale być może jest nastolatkiem?

  47. Bardzo się cieszę Moliku, że tak to mądrze i serdecznie przyjęłaś.
    A na pocieszenie powiem Ci, że człowiek uczy się całe życie, pomyśl jaka to radość !

  48. Rzeczywiście, Jadwisiu. Muszę się jeszcze wiele nauczyć.
    Nie obrażę się i wkuwać będę. Jak trzeba, to trzeba, ot co! :o)

    Dobranoc Księgowym i pani Małgosi.

  49. Można też uczyć się wierszy i piosenek angielskich na pamięć. Ich słowa łatwiej się przyswaja!

  50. Kochany Molu Książkowy, o r y g i n a l n y, o r y g i n a ł.
    Nie obraż się. A słówka angielskie wkuwaj skarbie.
    Pozdrowienia

  51. Dobry wieczór!
    Nasza nauczycielka angielskiego wie, co dobre. Wie także, jak przygotować nas do bycia ambitniejszym czytelnikiem. Na lekcjach czytamy klasyczne powieści po angielsku. Nie całe oczywiście, ale wszystko jest cudownie rozplanowane. Była już Agatha Christie, „Emma”, a dziś „Jane Eyre”. Zapomniałam już, jak kocham tę książkę. Stwierdzam też, że język oryginału jest idealnie taki jak bohaterka. Muszę znaleźć i zakupić. Zdziwiłam się, że fragmenty czytane w szkole nie sprawiły mi żadnego problemu. Dodatkowa motywacja.
    Tymczasem rzucam się na naszą, polską wersję, aby jeszcze raz zanurzyć się w tej pięknej historii o wielkiej miłości.

  52. Oh, a ja nic nie wiedziałam! Od kiedy zrobiłam w pokoju małe przemeblowanie, mogę sobie zimą (nie wiem czy latem też, bo jeszcze nie miałam okazji tego sprawdzić) oglądać księżyc przed spaniem. Kilka godzin przed zaćmieniem również sobie go podglądałam. Miał normalną wielkość, za to był tak jasny, że aż mnie raził po oczach. A niebo było bezchmurne! Szkoda, szkoda…

    Niektórym zostało kilka dni do ferii, a nam jeszcze dwa-trzy tygodnie…

    Miałam się zabrać za naukę angielskiego, ale jest on na razie na tak niskim poziomie, że nie pomaga nawet L. M. Montgomery w orginale. Po prostu nic z tego nie rozumiem. I nie potrafię się zmotywować do wkuwania słówek.

  53. Zawsze, ilekroć patrzę w górę i widzę to księżycowe blade oblicze, to myśl kieruje się do Was. Dziękuję za piękne zdjęcie!
    Patrzcie, dopiero niedawno pełni wzruszeń i emocji Księgowi dzielili się bezpośrednimi relacjami bądź wrażeniami, przemyśleniami ze ŚDM w Krakowie, a tu już Panama. Ciekawa jestem, czy ktoś z bliskich Księgowych tam jest? Ja chyba nie mam takich znajomych, którzy by się tam udali, chyba że o tym nie wiem.

  54. KokoszaNel, gratulacje!
    Magdo, dzięki za uznanie, ale zasługa nie jest tylko moja. W pierniczkowaniu uczestniczyła moja młodsza córka i kilka jej przyjaciółek. Kolorowe lukry to odbicie ich barwnych osobowości. ;)

  55. Dzień dobry
    Pani Małgosiu, dzisiaj znowu zadziwił mnie świat.
    Otóż na spacerze z Kropką widziałam wróbla – albinosa :O .
    Pozdrawiam.

  56. Zawsze chciałam mieć starszego brata, dobrze jej będzie! Gratulacje! O jednego dobrego człowieka więcej na świecie!

  57. Gratulacje KokoszaNel. Siostry sa swietnym wynalazkiem.

    Zdjęcie zrobione z reki, bo sie gdzies statyw zlosliwie schowal.

  58. Ooo, wielkie gratulacje!
    Dla wszystkich, z Kogucikiem na czele!
    (Ach, jakie ona będzie pierniczki wypiekała, już widzę!)

  59. O tak, zjawiskowa Siostra Księżyc – dziękujemy Ateno!
    A propos: Kogucik będzie miał siostrę. Siostra jako taka to niezły wynalazek :)

  60. U nas był taki piękny już wczoraj, widziałam go, gdy po siedemnastej wracałam z pracy. Wielki, okrągły, żółciutki, wręcz złocisty. Całkiem płaski. Jak też Atenie udało się uchwycić taki kształt?

  61. Piękny! Dziękuję Ateno i Pani Małgosiu za możliwość podziwiania.
    Wystawiłam nos na balkon równo o 6.12, a tam jednolita szarość.. zawróciłam w piernaty. To zaćmienie powinno odbyć się dzisiaj – idealne warunki!

  62. No to dopiszę – księżyc od Ateny jest przepiękny. Taki kulisty. Cudnie to zdjęcie Ci się udało, Ateno.
    No i jednak zmykam – kiedyś wreszcie muszę to wszystko przeczytać. :)
    Wyłączyłabym wręcz komputer, ale ten słownik internetowy jest bardzo przydatny.

  63. Madziu, gawędź sobie, zapraszam! :)
    Uwaga: jest już we wpisie zdjęcie Ateny – ależ księżyc czerwony!

  64. Anie LMM lubię czytać najbardziej (jeśli chodzi o oryginały). Lektura idzie mi wybornie, prawdę mówiąc. To dlatego, że w dzieciństwie przekłady przeczytałam tak ze dwadzieścia pięć razy, licząc na oko. (Toż to był eskapizm w czystej postaci).
    Kass, koniecznie Ci chciałam napisać, że bardzo mi się spodobały Twoje pierniczki (tylko nie zdążyłam we właściwym wpisie). Takie kolorowe, dopracowane – a przy tym prawie każdy inny. Takie zamysły chodzą mi po głowie przed każdym zdobieniem – przy czym w tym wypadku zamysły mijają się z realizacją. Ślicznie Ci to ozdabianie wyszło. :)

    Pani Małgosiu, przepraszam za moją nagłą nadproduktywność – to chyba dlatego, że mam akurat weekend w środku tygodnia i troszkę więcej czasu. Już się poprawiam i milknę. :)

  65. To był tzw. przekład autoryzowany.

    Hej, Ludu!
    Kto nie widział zaćmienia, niech zerknie do PS we wpisie. Właśnie dodaję zdjęcie od Ateny.

  66. Czytając w oryginale można się wielce zdziwić. Na przykład w znanym tu i lubianym cyklu o rudej Ani, połowa bohaterów drugoplanowych znanych mi od dzieciństwa, ma na imię zupełnie inaczej. Mogę zrozumieć polskie wersje imion angielskich, ale całkowite przechrzczenie?! Na przykład pani Rachel Linde znana mi była długo pod imieniem Małgorzata. Co komu przeszkadzała Rachela?

  67. Drodzy Lunofile!
    Jeszcze coś o księżycu.
    Kiedy byłam dzieckiem, rodzice mnie uczyli, jak rozpoznawać, czy księżyc zmierza do pełni, czy do nowiu. Kiedy tworzy literkę D – Dopełnia się, a kiedy literkę C -Cienieje.
    Na półkuli południowej, na przykład w Brazylii, jest odwrotnie, bo księżyc, podobnie jak słońce zatacza krąg w odwrotną stronę, czyli przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.
    Nie wiem, czy Brazylijczycy mają jakieś sposoby na nauczenie dzieci, jak to tymi rogalikami księżycowymi jest, ale mogłoby być na przykład tak:
    Kiedy księżyc tam idzie do pełni , to „Cresce” [ czytaj: „kresze”] czyli wzrasta, rośnie (po portugalsku) – literka C, a kiedy idzie do nowiu, to „Descresce” [czytaj: „dekresze”] czyli maleje (po portugalsku) – literka D.
    Czy ktoś może coś więcej wie na ten temat?
    Pozdrawiam wszystkich Lunofilów (czy Lunofili?).

  68. Dzięki Muzyczko za słowa wsparcia i oczywiście dobrze rozumiem zasadność Twojej rady. :)
    To teraz skończę „The Catcher…”, potem przeczytam „Breakfast at Tiffany’s” i jeszcze odkładane od miesięcy „Gone with the Wind”, i jeszcze z jedną powieść Ellery’ego Queena i już zabieram się za „Trent’s Last Case” o „bogatym, urozmaiconym i eleganckim słownictwie”. Mam nadzieję, że po takiej zaprawie dam sobie nieźle radę, bowiem nie należy nigdy poddawać się na starcie. ;)
    Chciałabym też specjalnie podziękować Wójtowi Wiewióreczce za obszerną i ciekawą refleksję o czytaniu w obcym języku. Bo ja to zawsze myślałam, że Wójt zna język angielski na wskroś i czyta niemal z zamkniętymi oczyma (że pozwolę sobie na taką malowniczą przesadę) i opinia, że język obcy to jednak zawsze jest język obcy ( dokładniej „język wyuczony, a nie wrodzony”), jest dla mnie bardzo pocieszająca. Zamówię „Amy Snow” w oryginale w celach treningowych. :)

    I najlepsze życzenia dla tutejszych dziadków i babć. :) Swojego dziadka dziś odwiedziłam, bo babci już nie mogłam (zapaliłam Jej po prostu znicz na cmentarzu).

  69. Starosto, już aż dwoma?
    Ciągle myślę o nich jak o jednym barytonie, a to już dwa?
    O tempus! O fugit!

  70. Adamie, spacerek i tak będzie mile widziany, sam zobaczysz. Ciesz się chwilą.
    Ja dziś usłyszałam w telefonie życzenia złożone dwoma soczystymi barytonami… Tempus fugit.

  71. Czytanie w oryginale to jest to! I nawet jeśli nie każde słówko rozumiesz, to w pewnym momencie (a nie spostrzeżesz się kiedy) tekst Cię Magdo Z po prostu wciągnie, jakby przeskoczył jakiś pstryczek:). Bardzo przyjemne uczucie!
    Potem w drugą stronę jest trudniej, bo nie wszystko z innego języka da się przetłumaczyć dosłownie. Ma się jakieś obrazy w głowie, jakieś wrażenia ale one już w naszym języku „nie brzmią”. Też wam się coś takiego zdarza? Myślę, że wiecie o co mi chodzi…

  72. Dziękuję za pamięć!
    Już się nie mogę doczekać jutrzejszej wizyty wnuczki.
    A tak w ogóle to dzień dziadka powinien być w lecie, żeby można było pójść razem na lody i długi spacer :-)

  73. Właściwe znaczenie pewnego fragmentu u Jane Austen (po polsku) zrozumiałem dopiero po przeczytaniu pewnego fragmentu Armadale (w oryginale).
    Please let me take a liberty of not delving into related details here.

  74. Beatuszko, to ja jeszcze załączam życzenia dla Dziadków, w tym – Adama.
    Niech nam żyją!

    Wójciku, pilnuj noska.

  75. Czasem czytam w oryginale, a czasem w tłumaczeniu, a czasem oryginał porównuję z tłumaczeniem, ale im więcej czytam tłumaczeń, tym częściej skłaniam się ku oryginałom. Jedno i drugie ma swoje wady i zalety. Kocham język polski i czytając tłumaczenie płynę przez powieść nie wiedząc nawet, że czytam. Kiedy rozgryzam oryginał, muszę się jednak posiłkować słownikiem, a to przeszkadza płynąć:) Mimo wszytko angielski to język wyuczony, a nie wrodzony. Przeszkadza mi też, że nie słyszę dokładnie brzmienia wszystkich słów w głowie, tylko te które znam.
    A jednak… co oryginał, to oryginał. Powinnam była zamówić Amy Snow w oryginale, zdecydowanie.
    Tak stwierdzam i idę nasmarować czerwony od kataru nos.

  76. Dziękuję za wszystko najmilsze i najpiękniejsze dla babć.
    A ja dzisiaj odsłuchałam skocznej piosneczki zachęcającej do poskakania z wnusią, ale poskaczemy sobie dopiero jutro w dzień dziadka.
    Wszystkiego najlepszego dla wszystkich babć i dziadziusiów.

    Wójciku, jeszcze w grudniu zauważyłam w księdze, co Wójtuś dostał pod choinkę i z przyjemnością przeczytałam „Amy Snow”, dziękuję,

  77. Ano wiem o tym, wiem, sama już o tym pisałam, a także i czytałam potwierdzenia nawet i na tej stronie, u Pani. Co i rusz też sobie obiecuję, że zacznę czytać regularnie (!) i co i rusz dezerteruję w stronę wydań polskojęzycznych, do których mnie ciągnie z tego lub innego powodu. I łamię swe mocne postanowienia. A wiadomo: trening czyni mistrza.

  78. Wierz w siebie, Madziu: z każdą kolejną książką będziesz rozumiała coraz więcej. Umysł się poszerza! I to znacznie!

  79. Edmund Clerihew Bentley.

    Warto o nim poczytać choćby w Wikipedii.
    Dowcipny człowiek: to on pisywał te prześmieszne, nonsensowne wierszyki, które na jego cześć dostały nazwę: clerihew.
    Na przykład:

    Sir Humphry Davy
    Abominated gravy.
    He lived in the odium
    Of having discovered sodium.

    Mój brat Staś też się wziął za ten gatunek, nazywając wierszyki takie Biografiołami.

  80. Najchętniej korzystam ze słowników internetowych.
    A najlepiej mi idzie lektura książek już znanych skądinąd (obecnie: „The Catcher in the Rye” Salingera).
    Przy dobrych, a nieznanych mi książkach, trochę się martwię, że różne smaczki i subtelności umkną mojej uwadze. Można zawsze do lektury wrócić rzecz jasna, ale wiadomo: co pierwsza lektura to nie druga (zwłaszcza gdy mowa o dobrej powieści kryminalnej). Coś tam jednakże zawsze złapię i zrozumiem. :)

  81. Sowo, Anette, czyli znów nam się nie udało podglądanie Księżyca.

    Chucherko? A, fakt: krystalizuje się.

  82. Dasz radę, Madziu!
    Słownik oczywiście potrzebny będzie.
    Ja sobie zrobiłam zakładkę na oxforddictionaries i w ten szybki sposób rozwiewam kolejne wątpliwości.
    A Bentley ma bogate, urozmaicone i eleganckie słownictwo!
    Czysta przyjemność, czytać coś tak błyskotliwego.

  83. U nas też chmurno było. Ale, prawdę mówiąc, zimą o piątej rano nie wyciągnęłyby mnie z łóżka nawet trzy wirujące księżyce.

    Kasztanowłosa, to się załatwia prosto: zamiast ryby jako takiej, można wymienić konkretny gatunek. Albo zamienić na mejillones, jeśli ktoś lubi kulturowe adaptacje.

  84. Pani Małgosiu, jeśli tak doświadczony czytelnik kryminałów wydał na koniec okrzyk zaskoczenia, to cóż to musi być za intryga! Nie mogę się doczekać.
    Tylko czy mój angielski (wciąż i wciąż nie najwyższej próby) okaże się wystarczający? Cóż, trudno, kto nie spróbuje, ten się nie dowie. Podejmę wyzwanie niebawem.

  85. O godz. 5:40 byłam już na nogach, ale we wschodniej Małopolsce również niebo zakrywały chmury i księżyca nie było widać.
    P.S. Akapit-Press dodał krótką zapowiedź „Chucherka”. Wspaniale wiedzieć, że Główna Bohaterka ma już wykrystalizowane kluczowe rysy osobowości :)

  86. 88 dni!- co to jest!
    Pestka.
    Jakoś da się wytrzymać.

    Ciekawa ta wiadomość o hiszpańskiej rybce.:)

  87. Dzień dobry, :)
    Od września uczę się hiszpańskiego i dowiedziałam się dzisiaj bardzo ciekawej rzeczy: ryba w morzu i ryba na talerzu ma dwie różne nazwy. Jeśli więc ktoś chciałby przetłumaczyć „Szósta klepkę” na hiszpański, musiałby pominąć rybę, kiedy Bobcio zauważa ciekawą zbieżność między nazwami zwierząt i potraw. Jednak w trosce o dokładność potencjalnego tłumaczenia zapytałam się pani, czy jest tak we wszystkich przypadkach, ale okazało się, że nie, więc tłumacz może tylko nie wspomnieć o rybie i, na szczęście, nie będzie musiał usuwać całego, tak komicznego momentu (jednego z moich ulubionych). Co prawda, wątpię żeby to się komuś szczególnie przydało, ale uważam, że to fajna ciekawostka. :)

    W tym tygodniu ŚDM. Tylu ludzi dobrej woli. :)

    I jeszcze tylko 4 dni w szkole do ferii (woj. dolnośląskie), a 88 dni do wakacji (bez dni wolnych, sobót i niedziel, świąt itd.). Zdążyłam to obliczyć na angielskim, przez co język ten trochę ucierpiał, ale zawsze był przeze mnie traktowany po macoszemu, a nawet gorzej, więc zdążył przywyknąć. Ale, oczywiście, potępiam swoje zachowanie i rozumiem błąd. Mea culpa.

  88. „Patrzmy w niebo” brzmi zupełnie jak moje ulubione „szukajcie tego, co w górze”.
    A jednak dzisiaj wybraliśmy sen ;)

  89. A ja zapomniałam, że dziś Dzień Babci! (dopiero mi przypomniano…).
    Wszystkiego najmilszego i najlepszego, kochane Babcie!

  90. Nad morzem też niebo zasnute chmurami… i mimo pobudki o 5.30, nic zupełnie nie zobaczyłam…

  91. Dzień dobry!:) Łapię się na tym UA, że czasem częściej spoglądam w niebo, niż przed siebie. A dziś – dane mi było oglądać ten cudowny spektakl! Wszystko się pięknie zbiegło – bezchmurne niebo ciężkie od gwiazd, KSIĘŻYC, który ulokował się w najciemniejszym zakątku ogrodu i prawie całkowite brunatnoczerwone zaćmienie z wąziutkim paseczkiem srebra po prawej stronie. Zamarłam i ładowałam akumulatory – dla siebie, dla rodziny śpiącej smacznie i… może też dla tych, którzy ledwo wiedzą jak księżyc wygląda, bo po co, bo za daleko, bo są ważniejsze sprawy…

  92. Odo, mnie jego polszczyzna od zawsze zachwyca. W dodatku Wierzyński sam tworzył słowa, wyplatał z nich giętkie układanki. Wspaniały!

  93. Justysiu, dzień dobry. Jak dobrze się dowiedzieć, że jesteś dzielna i zaradna jak zwykle i że przezwyciężyłaś problemy!
    Tak jest, tak właśnie z nimi trzeba postępować. Za łeb i przezwyciężać!

    Dziękuję za miłe życzenia!

  94. Madziu, w nocy skończyłam Trenta – nadzwyczajnie mi się podobał! Pod sam koniec złapałam się na tym, że właśnie wydałam okrzyk zaskoczenia i śmieszek zarazem, jakby mi ktoś właśnie spłatał miłego figla, znienacka. Że też pan Bentley tak potrafi władać czytelnikiem! Ale to jest chyba to właśnie,o czym pisała Dorothy Sayers w związku z „Trent’s Last Case” – „A tale of unusual brillance and charm – startlingly original”.
    A co za kultura literacka u autora, jaki styl, ile błyskotliwości i ile znakomitego rzemiosła!
    Oxford, oczywiście.

  95. U nas nic nie było widać. Niebo zaciągnęło się chmurami!
    Wróciłam do łóżeczka i beztrosko zasnęłam.
    Teraz nadal jest pochmurno, szaro i ciemnawo. I mgiełka jakaś taka dziwna.

  96. Ojej, takie widowisko. Przegapiłam. Choć nie wiem, czy było coś widać w Krakowie przez tę mgłę.

  97. Przespałam księżyc. :(
    To jest zła wiadomość, a ta dobra jest taka, że „Trent’s Last Case” dostępny jest na stronie gutenberg.org, czyli zupełnie w moim zasięgu. Wydrukuję sobie i przeczytam. Dziękuję za polecankę, Pani Małgosiu. :)
    Polecanka Wójta też brzmi zachęcająco, ale czy zdążę przeczytać wszystko? Chyba nie. Trzeba wybierać.

  98. Dzień Dobry, czy Pani czuwa, Pani Małgosiu? Zaczęło się!

    Nam tu w tej strefie czasowej jest łatwiej, bo kulminacyjny punkt będzie on 0:12. Syn ustawił aparat na statywie i próbuje nagrać film poklatkowy z tego wydarzenia, ale przy temperaturze -19C obiektyw zamarza i pokrywa się lodem. Siarczysty mróz, ale za to niebo wyraźne.

    P.S. Znowu zniknęłam na jakiś czas, ale już wszystko dobrze, przezwyciężyłam moje problemy. Składam spóźnione, ale szczere życzenia urodzinowe, dużo zdrowia, mocy, radości i siły do pisania „Chucherka”.

  99. A swoja drogą, piękne u Wierzyńskiego te zapomniane dziś słowa: „nuże”, „snadź”…- nie do zastąpienia przecież. Nuże, dzieci,do łóżek! Jutro trzeba wstać!

  100. Ach, myślałam o Tobie, oczywiście, Chesterko, pisząc te słowa.
    A Chesterton i Bentley byli przyjaciółmi od dziecka. Miło pomyśleć.

  101. Ja chyba w ogóle nie pójdę spać, w obawie, że cisnę budzikiem o ścianę.
    Mam do czytania świetną książkę: E.C. Bentley „Trent’s Last Case”.
    Bentley napisał ją, przyjąwszy zakład od przyjaciela, G.K. Chestertona. Miał napisać powieść detektywistyczną, która wywróci do góry nogami przyjęte wówczas (ok. roku 1913) konwencje tego gatunku. Niechcący zaś napisał coś, co Agatha Christie nazwała „jedną z trzech najlepszych powieści detektywistycznych, jakie kiedykolwiek napisano”. A Chesterton dopowiedział:” The finest detective story of modern times”.
    Czyta się WSPANIALE! – znakomite pióro, jestem zachwycona. Czysta przyjemność.

Dodaj komentarz