Niedziela Palmowa

wielkanoc2015

 

„Otóż Wierzbna, otóż Kwietna zawitała nam niedziela” – jak napisał Władysław Syrokomla.

Zanim sobie od rana sporządzę coś takiego na żywo, namalowałam Wam palmę z zielonych trawek, listków, fiołków, małych szafirowych cebulic i innego ziela. Wszystko to już rośnie w ogrodzie, fiołki zakwitły, a każdy dzień przynosi nowy przyrost zielonego życia.

Wielkanoc blisko!

Kochana Czytelniczka PatrycjaF, nasza mądra czternastolatka, zamierza upiec na Święta babkę i poprosiła o przepis. Już się robi! Mam taki, niezawodny! W rodzinnej księdze z wklejanymi i wpisywanymi przez lata przepisami, wyraźnie zużytej i pożółkłej, ze śladami ciast, czekolady i lukrów, figuruje on pod nazwą: BABKA WIELKANOCNA BARDZO DOBRA.

Natomiast w moim „Łasuchu literackim” znajdziecie ją na stronie 25, jako

„Babkę wielkanocną Mamy Żakowej”:

(„Babka wielkanocna musi być babką drożdżową, rzecz to pewna. Żadne inne ciasto nie komponuje tak cudownie swej woni z dźwiękiem dzwonów, wzywających na rezurekcję, z zapachem świeżo wyprasowanego obrusa, wyszorowanych podłóg, pierwszych żonkili i ostrego, wiosennego powietrza.”)

 

Oto przepis:

7 dkg masła roztopić w rondelku, odstawić do przestygnięcia.

Lekko podgrzać ćwierć litra mleka.

3 dkg świeżych drożdży rozetrzeć w miseczce z łyżeczką cukru, dodać je do letniego mleka, rozmieszać, po czym lekko posypać po wierzchu mąką (1 łyżka). To jest zaczyn. Naczynie,w  którym się znajduje, należy postawić w ciepłym miejscu i przykryć czystą ściereczką  na 10 minut.

W tym czasie utrzeć 1 całe jajko i 2 żółtka z 15 dkg cukru. Przygotować rodzynki, migdały, skórkę pomarańczową smażoną w cukrze.

Kiedy rozczyn podwoi swoją objętość, łączymy go z utartymi jajkami i cukrem, wsypujemy powoli, mieszając, 50 dkg przesianej mąki tortowej, dodajemy posiekane bakalie i przestudzone masło. Trochę otartej skórki cytrynowej, nieco waniliowego zapachu – i można ubijać. Kopystką. Albo mikserem. Mikser (na wolnych obrotach) zrobi to doskonale i wcale się przy tym nie zmęczy. Kiedy ciasto jest gładkie i lśniące, odstaje od kopystki (lub mieszadła), a spod jego powierzchni wydobywają się pęcherzyki powietrza, można już więcej nie ubijać.

Naczynie z ciastem przykrywamy czystą ściereczką, po czym stawiamy je w ciepłym miejscu na godzinę lub dłużej. Kiedy urośnie tak, że jest go dwa razy więcej, delikatnie przekładamy je do formy babkowej, wysmarowanej masłem. I niech znów odpoczywa oraz rośnie. Ale już bez przykrycia.

Teraz trzeba nagrzać piekarnik, żeby babka od razu znalazła się w cieple. Potrzebna jest temperatura 180-200 stopni, a piec należy tak długo, aż ciasto wyrośnie, jest przyjemnie rumiane i odstaje od brzegów formy, zaś patyczek, wetknięty w ciasto, jest po wyjęciu całkiem suchy.

I tyle!

Wyjmujemy babkę dopiero wtedy, gdy forma z nią jest już zupełnie przestudzona.

Lukrujemy ją nazajutrz (cukier puder, trochę śmietany tortowej, sok z pół cytryny – utrzeć energicznie na gęstą, lśniącą masę) i posypujemy po wierzchu drobinami skórki pomarańczowej, a w otwór zwany kominkiem wtykamy trochę bukszpanu i oczywiście chorągiewkę!

Co za widok, Patrycjo, mówię Ci!

Bierz się śmiało do dzieła, nic się nie bój, najwyżej ptaszki zjedzą coś dobrego. A ty upieczesz babkę nr 2.

Powodzenia!

 

139 przemyśleń nt. „Niedziela Palmowa

  1. To jeszcze tylko śpieszę odpisać – DUA, niestety jaj strusich tu nie ma, bo afrykańskie ptaszyska w naszym regionie nie występują. Pisanek też oczywiście się nie uświadczy, aczkolwiek moje siostry ze Wspólnoty rozczuliły mnie w zeszłym roku do łez, ofiarując mi w niedzielę wielkanocną miseczkę z trzema pisankami, przybraną świeżymi kwiatami (opowiadałam im o naszych zwyczajach). W tym roku jedziemy w Wielką Sobotę do benedyktynów i mam zamiar zrobić kilka pisanek.
    Jeśli chodzi o zwyczaje świąteczno-kulinarne to myślę, że Polska nie ma sobie równych, a Afryka… Cóż, grunt to mieć co do garnka włożyć.
    A w kwestiach literackich chciałam zapytać, czy Lud Księgi zna Szymona Hołownię – co prawda jego książki to raczej publicystyka, ale myślę, że bardzo interesująca. No, a teraz pan Szymon zapadł na nieuleczalną „infekcję afrykańską” i robi świetne rzeczy dla ludzi tutaj – założył Dobrą Fabrykę i zaraża mnóstwo ludzi swoją „infekcją”
    Pozdrawiam świątecznie.

  2. Kochana Pani Małgorzato!
    Życzymy Pani i Pani Rodzinie wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Wielkanocnych.
    Dużo zdrowia, sił i natchnień w miłości i sztuce!

    Szarotka* i Zgred

    ——-
    * śpi

    P.S. Zna Pani na pewno typ ikon Zmartwychwstania, na których Jezus stojąc na ramionach leżącego krzyża wyciąga Ewę i Adama z otchłani.

  3. Wreszcie! Wreszcie znalazłam przepis na wspominany setki razy tutaj „mazurek literaturek”. Czyżby naprawdę był wyśmienity? Może się skuszę. Tylko te białka nie ubite, a wymieszane jakoś mi nie pasują. No, ale jestem nowicjuszem kuchennym, ostatnio w sumie więcej gotuję, piekę głównie w wakacje, więc może się nie znam.
    U mnie też śniegu pełno! I to po pas! Bo właśnie łażę sobie z „Pulpecją” po mieście, tudzież popatruję oczami wyobraźni na nią i na Baltonę tarzających się w śniegu. Ale to tylko tak „z doskoku”, własne chwile przyjemności, bądź co bądź to Święta Wielkanocne, więc i treści czytane wolę by były związane bardziej z ich przeżywaniem.

  4. Piękna ta palma. I jak pięknie kontrastuje ze śniegiem, który właśnie mam za oknem :) U mnie w skrzynce na balkonie dzielnie pomimo śniegu kwitną takie same fiołeczki :)

    Składam najlepsze życzenia błogosławionych Świąt. Bo Triduum Sacrum już za chwilę…

  5. Moja mama tez ma taki zeszyt z przepisami. Nigdy przed świętami nie możemy go znaleźć :-)
    U mnie za oknem znów śnieg, a raczej śnieg z deszczem. Jeśli ta pogodo się utrzyma to w Wielkanoc będziemy lepić zające ze śniegu : )

  6. Dobry wieczór! Przyszedł dzisiaj do mnie pocztą (prenumerata) nowy numer „Zeszytów Literackich”. Otwieram białą kopertę, a tam piękne czarno-białe zdjęcie Pana Stanisława. Na ramionach siedzą mu gołębie, w tle widać weneckie gondole. I tylko mała jasnozielona karteczka z imieniem i nazwiskiem Poety. Bardzo mnie to wzruszyło i chciałam się tym tu podzielić. Pani Małgosiu i wszyscy Drodzy Czytelnicy życzę Wam prawdziwych Świąt, znalezienia w nich tego, co najważniejsze. A na dodatek dużo spokoju i słońca! Pozdrawiam i ściskam!

  7. Brr, na zmianę śnieg i śnieg z deszczem. pogoda okropna, a w Japonii zaczyna się święto kwitnącej wiśni( sakura hanami), tak tylko przypominam dla poprawy nastroju ;)
    DUA, całą serię „Wilczy brat ” czytaliśmy w domu wydzierając sobie z rąk kolejne tomy. Mroczne, tajemnicze, zaczarowane, z cudownym Wilczkiem , którego każdy chciałby mieć za przyjaciela. Chłopcy czytali z wypiekami.
    Eviku, to musiała być wielka przyjemność, posłuchać dr. Kruszewicza na żywo. Wspaniały z niego gawędziarz.
    Mamo Isi, Księga przyciąga pokrewne dusze:))

  8. Kochani! Baba próbna wg podanego przepisu udała się, mimo że mieszała ja maszyna do poeczenia chleba (po wyrośnięciu, przerzucilam do formy, potem rosła i piekarnik). Może to uproszczenie przyda się zaczytanym. Jest wielka!

  9. Wręcz przeciwnie, Jolu!
    Nie zawiera żadnej przedmowy, tylko listy.

    Patrycjo, można spróbować. Ale trzymałabym się jednak przepisu, w przypadku babki drożdżowej to wskazane.

  10. Dobry wieczór Starosto i Księgowi.
    Mam pytanie dotyczące „Listów do MM” Profesora Raszewskiego. Wstyd się przyznać, ale nie mam własnego egzemplarza. Czy wydanie z 2014 roku zawiera coś (np. przedmowę DUA lub coś równie cennego) czego nie mają poprzednie wydania?

  11. Dobry wieczór!
    Pani Małgosiu, czy część cukru białego w babce można zastąpić brązowym?
    Mazurek Literaturek wyszedł wyborny(upiekłam wcześniej, bo przyszli goście).
    Tylko szkoda, że nie mam dla kogo piec. Ja prawie nie jem słodyczy a przecież mama sama nie zje całego ciasta. Rozdać też nie zawsze mam komu.

  12. Tak, można już nie trzymać kciuków. :) Moja siostra wróciła zmęczona ale zadowolona. Wcale a wcale się nie stresowała: byłem nawet zdziwiony. Poziom absurdu w mediach faktycznie jest zatrważający.

  13. A spróbuj przez wyszukiwarkę antykwarioosz.pl !

    Jejku, czy już można nie trzymać tych kciuków?

  14. Dzień dobry DUA i ludu życzliwy. Na starość założę chyba bibliotekę z ukochanymi, nieosiagalnymi ksiażkami. Między nimi znajdzie się tam „marcin spod zielonej jabłoni” Eleanor Farjeon, ktora to ksiażka) niedawno wyszła z mojej podświadomości i odnalazła tytuł i autora! Eureka! I to po tylu latach poszukiwań. Ale żadna biblioteka Gdańska jej nie posiada.

  15. Aniu G, a ja byłam na spotkaniu z Kruszewiczem.
    Takie spotkania są fajne, bo można dostać książkę z autografem. I ja mam takową.
    A u mnie dziś „kwiecień – plecień”.
    Pozdrawiam!

  16. Dzień dobry.
    Wpadam tylko, by się przywitać i też ściskam. Ale czy poniedziałkowo? Dziś środa.:)

  17. AniuG, dzięki za wiadomość o „Wilczym bracie”- nie znałam.
    Natychmiast idę szukać, bo wiem, że Twoje rekomendacje są dobre.

  18. Tak, Kasiu, ona to umie – no, jak nikt na świecie!
    Dodam, że sama jest bardzo pracowita i dzielna.

    Jejku, ja kciuki już trzymam! A czy siostrzyczka bardzo się denerwowała, czy tylko tak sobie?

    A z tym Prima Aprilisem jest tak, że od dawna już się nie udaje. Różne kawały i figle wymyśla się na przykład w mediach, ale ogólnie poziom absurdu na co dzień jest tak wysoki, że te żarty wyglądają po prostu jak kolejne newsy. Zauważyliście?

    Mamo Isi, Ty to tylko byś się oflagowywała (swoją drogą, uwielbiam Cię za to). Spokojnie. Myśl o Senece.

    Dobry Wieczorku, a jajka? Strusie?

    Dziękuję wszystkim za dobre słowa i ściskam poniedziałkowo.
    Wciąż trzymając kciuki za naszych szóstaków!

  19. No i nadszedł ten dzień – oby mojej Siostrze jak i innym szóstoklasistom test wyszedł wyśmienicie. :) Też się zastanawiałem nad tym Prima Aprilisem – śmiesznie z nim wyszło.

  20. Dobrywieczorku, palma z palmy, no czego to ludzie nie wymyślą;)))
    Bóg zapłać za życzenia, również pozdrawiam kochaną DUA i cały lud księgi i życzę im, aby święta Zmartwychwstania Pańskiego napełniły ich nadzieją i pokojem.
    Aniu.g., po książkach na półce poznaję bratnią duszę:) Pan Gołąb Grzywacz siedzi na drucie przed domem i grucha, zaś p.Kos rankami i wieczorami wyśpiewuje. Widuję też w ogrodzie parkę gili, rudzików, zięb, dzięcioły, kowaliki, pełzacze, dzwońce, kilka sójek i srok, no i stadko wróbli. Po paru dniach słotnych oczko wodne przestało być taką atrakcją, ale przedtem stały do niego po prostu kolejki;)
    Starosto, jak ja lubię takich , co to mają lepsze pomysłym od Starosty w kwestii tego, jak powinna wyglądać Jeżycjada! Chyba się oflaguję prześcieradłem z napisem „Ręce precz od Jezycjady!” i zacznę manifestować od sklepiku do domu i z powrotem;)

  21. A u nas, w Kongu palmy wielkanocne są wykonane, o dziwo, z palmy ;-)

    A propos Kalamburki – choć mnie zachwyciła, to jednocześnie zaniepokoiła i popchnęła do napisania listu do DUA, dzięki czemu w odpowiedzi zyskałam prześliczną kartkę pocztową z tęczą. Cieszę się bardzo, że Pani wydawczyni ma takie wspaniałe wyczucie – fascynująca zdolność DUA do dostosowania się do realiów współczesności ciągle mnie zachwyca. Postać Józinka jako nowe otwarcie to był strzał w dziesiątkę.
    I chciałam dorzucić do dyskusji: myślę, że Jeżycjada doskonale nadąża za współczesnością na swój własny sposób. Pamiętam, co pisała Pani w „Tym razem serio” na temat pisania „Opium w rosole” – tematy współczesne, takie jak stan wojenny są tam wspomniane mimochodem i zgadzam się, że tak powinno być.

    Pozdrawiam wszystkich i życzę dobrego przeżycia Wielkiego Tygodnia.

  22. Jak rozkosznie byłoby czytać EP i Ellerego w przekładzie DUA!
    A propos oczekiwania. We wstępie do „Ptaków Polski” t II dr Kruszewicz zamieścił fragment listu czytelnika. Bardzo wiekowy pan prosił autora, aby pospieszył się z pisaniem tomu II, bo koniecznie musi go przeczytać, a obawia się, że może nie zdążyć.
    Prawdę mówiąc wzruszyłam się.
    A Sokołowskiego też posiadam i pasjami czytam, choć Kruszewicz mi bliższy;)
    DUA, pieski oszukują, a my dajemy się nabrać;)
    Cudne odwrócenie perspektywy zwierzę- człowiek w „Wilczym bracie”Michelle Paver. Znakomita seria dla dzieci w wieku 10 -12 lat. Moje dzieciaki uwielbiały i przerzucały się cytatami z monologów wewnętrznych Wilczka.

  23. Dzięki, Zgredziku, jesteś niezawodny.

    Anonimku, Jejku, jutro od samego rana zacznę trzymać kciuki za szóstoklasistów! Poważnie!
    Ale kto to, u licha, wymyślił, że mają oni pisać test w Prima Aprilis???

  24. Dzięki Starosto!
    Skojarzył mi się pewien wiersz.
    Jeśli nie pasuje, to proszę go nie zamieszczać.
    Dobranoc!

    czekaj

    nie mów językiem Kanaanu
    nie bierz ich słów
    tego głosu nie będziesz miał
    przede mną

    wypluj strzępy brudnego papieru
    co oblepiły ci język

    milcz
    milcz wytrwale
    czekaj aż w twoim ciele
    pocznie się słowo

    18.6.84

    Janusz St. Pasierb
    wiersze wybrane
    WAW 1988

  25. AniuG, naprawdę, poważnie myślę o tym, że kiedyś, kiedyś… na stare lata…usiądę sobie w ogrodzie i przetłumaczę całego Ellery’ego Queena i całą Ellis Peters.

    Duśko, dziękuję za kształtowanie nowej Czytelniczki!

    Zgredziku (wiad.pryw.), tak, widzimy to, ale też widzimy po stronie administracyjnej takie rzeczy, jak numery IP, więc spokojnie. to drobiazg.
    Pilnuj zdrowia!!!

  26. Ależ pieski nie umieją udawać!

    Co do de Blasi: no, nie jest to wielka literatura. Ale smacznie się czyta, dużo o dobrym włoskim jedzeniu. Pouczające w tej materii.

    Zuziu12, a to się cieszę! Ta książka przyda ci się tysiąc razy! Zobaczysz!

    Dominiko12, byłam tak strasznie zmęczona po wysiłku, włożonym w napisanie „Kalamburki”, że nie przypuszczałam, iż jeszcze kiedykolwiek napiszę powieść. Z tego zmęczenia rozchorowałam się ciężko (powikłania po grypie) i już chciałam sobie dać spokój. Ale moja pani wydawczyni mi na to nigdy nie pozwala: umie we mnie pobudzić poczucie obowiązku.
    Mówiłam jej:- Ale przecież już wszystko tak ładnie zamknęłam, napisałam tzw. prequel, dotarłam do początku historii Borejków, to dobry numer na zakończenie.
    A pani wydawczyni na to: – Iii tam, co pani opowiada. To dopiero początek dalszego ciągu!
    (I co? I miała rację!)

    Całus dla Babci Gąski!

  27. Dobry wieczór. U nas też zadymka na zmianę z ulewą i porywisty wicher.
    Oniegin ulubiony, rosyjski kiedyś opanowany biegle w mowie i piśmie, niestety nie praktykowany i nieco zapomniany. Przydaje się jeszcze przy pacjentach z Ukrainy i Kazachstanu. I czasami by wzbudzić pełen grozy podziw wśród potomstwa(bukwy!) :))
    DUA, de Blasi omijałam szerokim łukiem, sądząc, że to toskański harlequin! Ale skoro DUA czyta, to na pewno warto spróbować.
    A Oniegina z rozkoszą po rosyjski czytałam szczenięciem będąc. Szkoda, że angielski przychodzi mi z takim trudem( niedostępna EP i Ellery).

    PS. Psina ma wyjęte szwy, ciężko to przeżywa. Leży i udaje chorą. Ale pełną michę wtrząchnęła, więc jestem spokojna o jej zdrowie;)

  28. Dobry wieczór,
    w całości zgadzam się z wpisami innych odnośnie ponadczasowych książek Pani Małgosi!
    Bardzo śliczna wypowiedź Pana Tomka!
    U Borejków jest tyle dobroci,że przyprawia mnie to o kompleksy , iż ja taka dobra i miła nie jestem.Tam jest tak cudownie,wszędzie doszukują się plusów.Kocham ich za to!

    Trzymam kciuki za wszystkich szóstoklasistów!!

    Ach,Pani Małgosiu:w końcu zdobyłam książkę „Polszczyzna płata nam figle”.Jestem dozgonnie wdzięczna za polecenie:)

  29. Dobry wieczor!
    Nie odzywalam sie wieki cale bo mialam zly humor (cale wieki) i nie chcialam zarazic DUA i Ksiegowe (przez fluidy). Sobie tylko czytalam” ku pokrzepieniu serc”. Dzisiaj nie wytrzymalam po liscie Anny. Rozumiem jej punkt widzenia- mozna byc wielbicielka wspolczesnych tworcow. I ciesze sie, ze Anna zauwaza, ze dzis tez sa fajni ludzie- ale dlaczego Jezycjada musi promowac te epoke? Zawsze jak ktos ma zarzuty do jakiegos pisarza albo do jakiejs ksiazki mam ochote powiedziec- NAPISZ SAM! Napisac dobra ksiazke, nakrecic dobry film wymaga ogromnego nakladu pracy. O wiele latwiej jest wychwytywac „bledy i wypaczenia” niz samemu cos stworzyc! CZASAMI cos z Jezycjady nie przystaje do mojego sposobu myslenia ale szanuje PRACE i wysoki poziom prozy pani Musierowicz. Mam dosc tego ciaglego krytykanctwa i na biednej Annie sie to skrupilo dzisiaj! Zauwazyliscie, ze ludzie, ktorzy robia duzo fajnych rzeczy rzadko krytykuja? Bo wiedza ile wysilku trzeba wlozyc w stworzenie czegos na poziomie!

  30. Dobry wieczór! A może by tak, zamiast dopytywać (pisarza!) o motywy powieści (dlaczego tak, a nie inaczej), samemu coś napisać i wypełnić odczuwaną lukę?:)
    P.S. DUA, Różyczka, widząc okładkę Pani najnowszej powieści, radośnie wykrzykuje: „Nućka!”:).

  31. Dlaczego klasycy? Herbert pięknie odpowiedział. Wprawdzie przed 2006, ale celnie.
    Wszystkich ściskam

  32. Tomek pięknie napisał.
    Kolejny raz przeczytałam Wnuczkę. Eksplozja miłości i wdzięczności.

    Córka zaśmiewa się z Bodzia…

  33. P.S. A ja się z Oniegina uczyłem „miatieżnych / prieżdnije mieczty”.
    Nu ja zabył.

  34. Witam z antybiotykiem!
    Piękna wypowiedź Tomka.
    Wójcie, oko bez szkiełka, ale z połową głowy potrafi niemało.
    Dlaczego klasycy trzymają się mocno ? ;-)
    Pozdrawiam Starostę i Xięgę.

  35. Ojej, „Buria mgloju..” tez uczylam sie na pamiec :-)
    Czlowiek same piatki mial z rosyjskiego, trzebaby jakos odnowic znajomosc.
    Niedawno zaskoczylam corke piszac jej alfabet cyrylica.

  36. Pani Małgorzato, chciałam się zapytać, dlaczego po napisaniu”kalamburki” chciała pani zakończyć przygodę z Jeżycjadą? Przecież w całej Polsce dużo osób uwielbia pani twórczość. Cieszę się, że pomimo upływu lat Jeżycjada nadal istnieje i jest lubiana. Właśnie planuję zakup „kalamburki”. „Wnuczkę do orzechów już przeczytałam, najbardziej podobał mi się wątek miłości Doroty i Ignasia. :)
    Pozdrawiam cieplutko i serdecznie

  37. Ale super wpis Tomka, uauu (przepraszam, Bodzio jeszcze sie mnie trzyma od zeszlego tygodnia).
    Mowiac juz po mojemu: dziekuje panu Tomkowi, ze to napisal!!
    Cieszy bardzo, kiedy mezczyzna czasami sie tutaj wypowie, w dodatku tak zgrabnie i z takim zrozumieniem i znajomoscia rzeczy:)

    Pani Malgorzato, a Pani dziekuje za przypomnienie o zobowiazaniu jakie Papiez nam pozostawil.
    Czuje sie dzisiaj jakos mocno podbudowana. Wlasnie slonce mocne nam wyszlo po brzydkim i deszczowym dniu, serce i skrzydla rosna:)

  38. Jas, niedobrze że wrzuciłam tu Gramsciego – to nie jest postać z tej, czy jakiejkolwiek innej bajki i nie powinien mieć wstępu na wyspę. Przepraszam! Już tego pana wsadzam za frak do łódki i ciupasem odstawiam tam, gdzie jego miejsce.

  39. Oj, jak są w domu takie szczeliny, że wichura może sobie powyć i popłakać przez nie, to fatalnie dla rachunków za ogrzewanie;(
    Ale z drugiej strony – jak romantycznie.
    Męża Babunia uczyła rosyjskiego i „Eugeniusza Oniegina” może recytować po dziś dzień (mąż, nie babunia). A intonację
    i akcent ma jak rodowity Rosjanin. Chyba w związku z tym zostanie zatrudniony jako rosyjski guwerner przy maleństwach;)
    Uczyła go też (Babunia) (te podmioty domyślne to jednak zdradliwa sprawa) wierszyków typu nursery rhymes, z których najbardziej urokliwy jest ten o krokodylu:
    Krokodil is Nil Ili nilskij krokodil.
    Na chwost nastupisz – Rotom diszyt;
    Na rot nastupisz – Chwostom diszyt.
    Ot gołowy do chwosta tri arszina,
    Ot chwosta do gołowy tri arszina –
    Wsiewo sziest arszin.

  40. Racja, Mamo Isi! Niedawno oglądałam z wnuczką wielki album z reprodukcjami malarstwa, przekrój przez epoki. Naprawdę, nawet największym zdarzało się malować nie niemowlęta, lecz stare-maluśkie karzełki, obwieszone fałdami sadła.
    Co do zwrotki z Puszkina: uczyłam się tego wiersza w VI klasie szkoły podstawowej i pamiętam go do dziś.
    „Buria mgłoju niebo krojet,
    Wichry snieżnyje krutia,
    To kak zwier’ ona zawojet,
    To zapłaczet kak ditia.”

    „Zapłacze jak dziecina”. Może być chyba, czasem słyszę takie odgłosy wichury w naszym wiejskim domu. O, na przykład dziś w nocy tak wyło i płakało w szczelinach.
    Teraz też wieje i leje. Ale pociecha: śnieg już stopniał, Ann miała rację.

  41. Tomku, jakże mnie ucieszyły Twoje trzy grosze! Dziękuję bardzo, trafiłeś w sedno. Bezbłędnie wyczułeś istotę sprawy. Jestem zachwycona.

    Oczywiście! Obiecuję: Borejkowie i wszyscy inni bohaterowie „Jeżycjady” nadal będą czytali to, co ja im podsunę. A podsunę tylko to, co sama lubię i uważam za godne polecenia.
    Będą tak dobrzy, prawdomówni, odważni, twórczy, radośni i szczęśliwi, jak tylko to możliwe. I z całą pewnością nikomu się nie uda mnie namówić na uczynienie ich bardziej, jak by to powiedzieć…’dzisiejszymi”. :)

    Beacie gratuluję mądrego i dobrego męża, a Zuzi i Jasiowi – taty.
    Trzymajmy się, nie dajmy się, kochani!
    Niedługo rocznica śmierci naszego Wielkiego Papieża. Nie zapominajmy nigdy tego, co do nas mówił, ani tego, co nam zostawił. To zobowiązanie, ale i wielki skarb.
    A kiedy się o nim pamięta, żadne „podszczypywanie” nie jest warte uwagi. Po prostu, zna się drogę. I idzie się prosto, z radością.

  42. Wielki Tydzien to ostatnia prosta, ale post jak najbardziej, az do Niedzieli Zmartwychwstania. A w Wielki Piatek scisly.

  43. Kochany Jejku, będziemy tu trzymać kciuki za wszystkich szóstoklasistów, a za Twoją siostrę – także, jak najchętniej!

    Jas, podzielam Twoje upodobanie do książek o Toskanii. Z tej to chyba książki de Blasi zaczerpnęłam pomysł na jesienną dynię pieczoną z różnymi warzywami i oliwą. Pyszne i kolorowe!

  44. Pogodę mamy Bożonarodzeniową. Czuję, że w niedzielę Wielkanocną ulepimy śniegowego zajączka.
    Jak powiada Poeta:
    „Zamieć mgłami niebo kryje,
    Wichrów śnieżnych kłęby gna,
    To jak dziki zwierz zawyje,
    To jak małe dziecię łka.”
    Co prawda, jako żywo nigdy nie słyszałam, żeby zawierucha łkała jak małe dziecię; coś Poeta chyba miał mało kontaktów z dziecmi i przekombinował.
    Zresztą oglądając malarstwo w temacie Madonna z Dzieciątkiem – też czasami mam wrażenie, że Mistrzowie nie widzieli w życiu niemowlęcia. Ale z drugiej strony, jak udatnie namalowali swoje wyobrażenie o tym, jak ono wygląda;)

  45. Z ciekawością wysłuchałem relacji mojej żony (Beaty – mamy Zuzi i Jasia) na temat wpisu Anny dotyczącego kanonu lektur i utworów muzycznych obecnych w świecie rodziny Borejków i… poczułem potrzebę wtrącenia swoich trzech groszy :-). Dobrze, że „Jeżycjada” nie wypełnia roli analogicznej do tej, którą spełniają współczesne seriale-tasiemce. Ich twórcy starają się „trzymać rękę na pulsie”, komentując wszelkie nowinki kulturowe i obyczajowe (często wątpliwej lub jednoznacznie negatywnej wartości). W odróżnieniu od tych pożal się Boże telenowel, „Jeżycjada” ustawia stabilny świat wartości. Rodzina Borejków to porządni ludzie z kręgosłupem moralnym, kierujący się tak „niemodnymi” dziś drogowskazami jak prawda, wolność, odwaga samodzielnego myślenia i wyrażania swego zdania, życie „pod prąd”, wiara; przy tym idący z duchem czasu w takich sprawach, jak korzystanie z nowinek technicznych, odnoszący sukcesy w pracy zawodowej, w biznesie itd. To, czy czytają Mickiewicza, Reymonta, Słowackiego czy Herberta (itd. itd.) jest kwestią wtórną (choć to też coś pokazuje – właśnie w kwestii kanonu wartości…). To ich sprawa. Ani oni (bohaterowie) w swych zainteresowaniach, ani autorka, która ich powołała do życia, nie mają obowiązku odzwierciedlać wszystkich trendów, kierunków, autorów i dzieł. Można nie mieć pojęcia o najważniejszych twórcach publikujących po roku 2000 – i być człowiekiem realizującym wartości ponadczasowe: być dobrym, prawdomównym, odważnym, twórczym, radosnym, szczęśliwym. A obraz rodziny wyłaniający się z „Jeżycjady” jest wspaniały – rzadko gdzie można spotkać taką pochwałę życia rodzinnego, która pociąga, bawi, zachęca do podpatrywania, naśladowania. Rodzina Borejków prowadzi coś, co nasi znajomi trafnie nazwali „życiem atrakcyjnym i radosnym”. Jest to bezcenne w czasach, gdy w głównym nurcie rodzinę, małżeństwo raczej się „podszczypuje”, krytykuje, ośmiesza, czasem zohydza.
    Rozpisałem się zgoła nie po męsku. Reasumując, droga Pani Małgorzato: niech sobie Borejkowie czytają, słuchają i cytują co chcą; niech tylko pozostaną ludźmi prawymi i myślącymi :-)

    Pozdrawiam serdecznie

    Tomek
    korzystam gościnnie z konta mojej Żony, twórczyni poetyckich mazurków i innych rozkoszy podniebienia :-)

  46. U nas w parafii otworzyli bibliotekę. Ktoś oddał całą półkę książek o Toskanii. Nigdy bym nie wpadła na to, by kupować tak tematycznie. Teraz siedzę w toskańskim słońcu i czytam: „Tysiąc dni w Toskanii” Marleny de Blasi. Jedzenie i klimat tak ciekawie opisane, ach te smażone kwiaty cukinii, grzanki, sałatki! Widzę, że kultura nie została całkiem zniszczona. Kto by tam na wsi słuchał Gramsci. Książka jest na czasie, bo w Niedzielę Palmową chyba skończył się post i jest Wielki Tydzień zdaje się, że zaczęły się Święta.
    W Poście akurat wpadła mi też w ręce książka Anselma Gruna „Przypowieści mądrościowe Ojców Pustyni”, świetna, zrobiły mi się rekolekcje. Tak to biblioteki parafialne są bardzo przydatne.

  47. A ja od siebie powiem tyle, że w niedzielę byłem na wieczorku poetyckim poświęconym Janowi Pawłowi II i że bardzo mi się on podobał. Była tam jedna Pani z Warszawy, z Żoliborza. Z jaką pasją opowiadała ona przy okazji o swojej dzielnicy i tamtejszych poetach! Od teraz wiem, że „Żoliborz” znaczy „piękny brzeg” i to z pewnością prawda, bo to bardzo wartościowa dzielnica stolicy. Lubię dowiadywać się różnych znaczeń, mam to chyba po bohaterach „Jeżycjady” we krwi. ;)
    PS: Moja Siostra też pisze jutro test szóstoklasisty…

  48. Kochana Pani Małgosiu, wczoraj był grad, ulewa, na koniec piękna tęcza, dzisiaj nie tylko pada, ale i leży na tulipanach śniegu pierzynka. Nic się nie załamujemy, wykluczone! Li i jedynie. Pięknie będzie wszystko nawodnione, zieleń zaszaleje. Dobrego, spokojnego dnia! :-)

  49. Właśnie odkryłam, że w dniu moich imienin królem Anglii został Ryszard Lwie Serce, a Thomas More został ścięty. Jak wiele można się dowiedzieć korzystając z internetu. A kiedy ma imieniny Droga Ukochana Autorka?

  50. Zapytałam męża, czemu ten Mickiewicz ma taki piękny język, a on raczej nie zainteresowany, odpowiedział mi odruchowo, że jest w nim mało naleciałości. Pewnie znawcy wiedzą nieskończenie więcej, ale to też wydaje mi się ciekawe.

  51. A jak tam z ,,Feblikiem” ? Nulla dies sine linea?
    Czy będzie Pani jutro trzymała kciuki za szóstoklasistów piszących sprawdzian ich wiedzy i umiejętności?
    same pytania:)

  52. Ja też zastanawiam się nad zerówką. Po skończeniu dziesięcioletniej edukacji, czyli gimnazjum, dziecko (trudno nazwać je wtedy dzieckiem) wciąż będzie miało podstawowe wykształcenie, czy jeszcze dokładać mu 11-nastą klasę podstawówki czyli powtórnej zerówki? Płacze na lekcjach w zerówce, bo tęskni za mamą, w pierwszej klasie może być to samo (inne dzieci moczą się i wymiotują). A znów dzieci o rok starsze będą na pewno lepiej się uczyły i przed studiami będą miały więcej punktów i chyba więcej pójdzie na upragnione studia itd.
    W renesansie od małego uczono dzieci zawodu, mała wie już dużo o pszczołach, ogrodnictwie, umie projektować plastycznie (oczywiście po swojemu), trochę przyrządzać potrawy, tak jakoś to naturalnie wychodzi, niech się uczy. Zgodnie z tutejszą modą nie mamy telewizora.

  53. Dziękujemy za przepisy i kartki, ja widzę w nich tęsknotę za krajem kwitnącej wiśni. A tu znów wyszedł temat porcelany. A to, że współczesna sztuka wychodzi w niej przepięknie, a to, że ktoś ma trochę niepotrzebnej i chętnie odda, znów inny wypala i wyobraźnia pracuje… . Twórczość odbywa się w głowach.
    Vasari opisał chyba kilkuset artystów renesansu, a każdy miał coś pięknego w sobie, tłum, to było jakieś szaleństwo. Dobrze, że jest tyle tych Muz, można przenosić się od jednej do drugiej i koić nerwy po kontakcie z ciemna stroną rzeczywistości. Na przykład to, że u nas Z. Raszewskiego nie ma w żadnej bibliotece.

  54. Mamo Isi, cieszę się, że masz jeszcze tyle rozkosznych książek do przeczytania.
    A ta o ptakach! No, to ci skarb, doprawdy.

  55. No, widzę,że już nic nie muszę dodawać. Chesterko, Celestyno, pięknie to napisałyście.
    Śnieg?! Starosto, a coś mi tak oko i pół głowy podpowiadały , alem nie wierzyła. Nigdy nie należy wątpić w oko i pół głowy.
    Przejdzie, przeleci, nie ma się co załamywać. Wszak w marcu jak w garncu. Zaraziutko słońce wyjrzy. Oby tylko na Rezurekcje w śniegu nie brodzić.

  56. To chyba norma o tej porze roku, nie ma sie co zalamywac. Owszem, ochota do prac domowych przy takiej aurze, niestety, mniejsza. Ale ogrod przetrwa.

  57. Ludu!
    Śnieg u nas pada. Gęsto!
    Czy już się załamywać, czy jeszcze nie?

    A tak sobie jeszcze myślę o Mickiewiczu (Anna najwyraźniej „jest przeciw”): już tyle razy go zakazywano, ośmieszano, wyrzucano z lektur. A ten uparciuch żyje, wciąż żyje! Gdzie? Ano, w ludzkich sercach.

    Wielka jest rzesza twórców, którzy zatrzymali się na dobre w moim sercu i w mojej duszy.
    Jak to zrobili?
    Ano, po prostu przemawiali właśnie do serc i dusz.
    Moja rada dla pokolenia twórców, które reprezentuje Anna: i Wy tak zróbcie.

  58. Dzisiaj partię szachów wygrał biały pionek, to nic, że król dawno został zbity, pionek grał dalej. Najważniejsze, by grało się i grało, a najlepiej wcale nie zbijało i nie było zbijanym. Ja się nie nadaję (zbyt prymitywnie gram), bo szybko kończę i rodzina się tym gorszy, a tutaj trzeba podelektować się kombinowaniem i nikt nikogo nie zbija. Ta gra u nas tak wygląda.

  59. Ja myślę, że nie da się tego rozgryźć, to taki dar, ale analizować i uczyć się warto.

  60. Anno, przewinelo sie paru pozniejszych (po Mickiewiczu) poetow przez ksiazki MM. Ale nie bede podpowiadac.

  61. Dodam jeszcze, ze to nie brak szczegolow na czasie swiadczy o ponadczasowosci ksiazek pani Malgorzaty. Od roznych „wspolczesnych” szczegolow w tych ksiazkach sie roi. Na pewno nie ma tam jednak zalewajacej nas na codzien pop- kultury, bo i po co?
    Gdyby np. Dorota, sluchala sobie czasem Lao Che, w niczym nie zmieniloby to ogolnego odbioru ksiazki. Chodzi o cos innego.
    Baltona przeciez jezdzil na swoim motorze, z buraczkowym czubem, chodzil na filmy Jarmusha ( szczegol dla Anny), ale to sa dodatki.
    Fenomen tej wspolczesnosci (obecnej w kazdym drobiazgu) oraz ponadczasowosci rozgryzalo znamienite miedzynarodowe grono profesorskie na zwolanej w 1989 roku sesji „Jezycjada”. Oczywiscie pieknie przez profesora Zbigniewa Raszewskiego wyimaginowanej. Polecam „Listy do MM”, str 20-33. :-) :-)
    Nie wiem czy dosc zrozumiale sie wyrazam, nie umiem krotko i zwiezle.

  62. Przepiękna palma! Muszę się nauczyć korzystać z kartek Starosty!
    Powoli dom zaczyna wyglądać świątecznie. Ćwikła gotowa, czas pomyśleć o sałatce śledziowej.
    Niestety, jako że zima była łagodna, nie wybieliłam w styczniu drzew w ogrodzie i teraz brakuje mi ich białych pni do poczucia, że ogród wygląda tak, jak trzeba.
    Ale pocieszyła mnie znacznie dorwana w ciucholandku książka „Birds in your Garden”; wygląda na to, że nasz ogród spełnia najwyższe wymagania angielskich birdwatcherów;)
    Skończyłam pierwsze trzy ksiązki Ellis Peters i czekam na zakupione następne cztery. Już się cieszę, że napisała coś koło siedemdziesięciu i tak szybko radość się nie skończy;) Dzięki, Starosto kochany, za E.P.:)

    Jak patrzę na te książki współczesne, jakie nam podsuwają rzekome „ałtorytety”, źle mi się robi; Gramsci dobrze wiedział, jak rozwalić kulturę.

  63. O, to to, Chesterko! Ponadczasowosc. Niby absolutnie aktualne, calkowicie zanurzone w realiach, a jednak jakos inaczej. Z uplywem czasu nie traca myszka, jak to sie mowi, a zyskuja. Faktycznie, ciekawa rzecz. Tez musze rozgryzc.
    W szostej klasie podstawowki seryjnie, na wyscigi czytalam mlodziezowe „wspolczesne”autorki (nic nie ujmujac tym pisarkom), potem wpadl mi w rece „Kwiat kalafiora”, i przepadlam na zawsze. Do tamtych ksiazek nigdy nie wrocilam. Do ksiazek pani Malgorzaty wracam bezustannie. Nigdy sie nie starzeja.

  64. A ja tak bardzo cieszę się, że Pani jest „nie na czasie”. Co więcej. Gdy bylam nastolatka, czytałam wiele wspołczesnych ksiażek dla młodzieży, ale nawet wtedy nie umiałam odnaleźć bliskości z ich bohaterami, kt byli jakby „na czasie”. Dopiero, gdy odkryłam Pani ksiażki, poczułam się jak ryba w wodzie. A najdziwniejsze, że wracajac do dawnych lektur, dziwię się, że mogly mi się kiedyś jakoś podobać. Dla moich córek sa niezjadliwe, skansen, podczas gdy, w Pani ksiażkach odnajduja swoje tęsknoty.
    W czym tkwi sekret? W jakiejś ponadczasowości? Z jednej strony zanurzone sa w realiach epoki, z drugiej, bohaterowie nie mówia młodzieżowym slangiem itd obiecuję sobie, że kiedyś rozgryzę ten sekret.
    Wiem jednak, że moje dzieci odnajduja w domu Borejków archetyp własnego domu. Mówia nawet: u nas jest trochę tak jak u Borejków. Ale też odczuwaja, że różnia się od znacznej większości swoich rówieśników w szkole, jeśli chodzi o wartości, cele, marzenia i zainteresowania. Może nie ma nas dużo, ale jesteśmy żywi i też tworzymy trendy epoki, choć może niepozornie, cicho, subtelnie.

  65. Pani Małgorzato,

    dziękuję za odpowiedź. W archiwum zajrzę jutro z ciekawości. Nie wyczerpałam niestety swojego pytania, bo wciąż zastanawia mnie, czemu jest takie przesunięcie ciężkości na romantyzm (ach ten Mickiewicz!) i klasykę a tak rzadko w Jeżycjadzie pojawiają się odniesienia do sztuki po okresie klasyki i romantyzmu? Nie chodziło mi o wyszczególnianie wszystkich trendów (chociaż przytoczone polecam, bo są obrazem całej nowej generacji od ok 2006 roku, trwa to za długo, jak na przelotną modę) ale w ogóle cytowanie np. tego, co Pani poleca w archiwum jako godne uwagi nowości. Lubi innych cenionych artystów, np. w wieku Gabrysi.
    Czy też są, tylko je przegapiłam? Jeśli tak, to będzie kolejna zagadka – gdzie te nawiązania w Jeżycjadzie się znajdują. Taki test na spostrzegawczość :)

  66. Wszystkie pieski miłe są.
    Niedawno pożegnaliśmy przyjaciela po czternastu latach wspólnego bytowania.
    Teraz nie daje mi spać jamnik szorstkowłosy…
    Ale cichutko, bo właśnie przysnął.

    Eviku, pozdrawiam.

  67. Oj, nie ta ja farby jeszcze nie zjadłam…
    Dziękuję z całego serca za na pewno przydatne rady!:)

  68. Kochana Pani Małgorzato, dziękuję bardzo za polecenie książek Ellis Peters – już sobie wyszukałam, ale jeszcze nie zamawiałam – żyjemy teraz bowiem zapisami do szkoły podstawowej (jestem rozdarta między wyborem szkoły, a odroczeniem – takie małe wydają mi się te dzieci, a zwłaszcza moje własne – serce matki :)).

    Życzę dobrej nocy i dobrego, spokojnego Wielkiego Tygodnia.

  69. Kochany Eviku! (wiad.pryw.).
    Rzeczywiście, smutna wiadomość.
    Bardzo szkoda.
    Ale powiem Ci na ucho, że rasa gończych polskich jest godna polecenia.
    Zresztą co tam, każdy kundelek jest miły.

  70. Trzeba ugotować jajka w łupinach cebuli, będą zdrowe i brązowe. A pomaluj dla spokoju ducha takimi farbami, które są przeznaczone dla dzieci. Na pewno można połknąć cały słoik takiej tempery i nic się nie stanie. Wiem to na pewno, ponieważ nasz synek, będąc maluszkiem, wyjadł kiedyś zawartość otwartego słoiczka z plakatówką Talensa, w kolorze zgniłej zieleni. Widać mu smakowała, bo aż wylizał słoiczek.
    Żadnych konsekwencji.

  71. Jak byłam taka maluśna,ale już jadłam jajka na Wielkanoc to zawsze bałam się spożywać pisanki,no bo jak to jeść pomalowane jajka.Zatruję się przecież!Na szczęście mi przeszło,choć nadal tak z czystymi myślami ich nie jem…
    :)

  72. Uszy do góry, Zuziu! To tylko jajko. Ugotuj dziesięć na zapas i puść wodze fantazji!
    Będzie cudnie!
    Ateno, w żadnym razie i nigdy nie będziesz wyglądała jak bułka.
    Tak, upiecz trzy mazurki, ale zjedz z każdego po kawałeczku, a resztę rozczęstuj. Ja tak robię.

  73. Och tak,uwielbiam malowanie pisanek!
    Robiliśmy na technice,
    Moja to najczerniejszy koszmar….(a właściwie zielony bi pisanka była zielono-biała)
    Skończyła mi się farba i musiałam użyć nowej do tego mi nie wyschła.
    Ale ta domowa wyjdzie lepiej!:)Jestem dobrej myśli,a to najważniejsze!

  74. Nie, przeciez ja po tych Swietach bede wygladaly jak bulka z maslem. Juz planuje upiec trzy mazurki.
    Dziekuje za przepisy.

  75. Zuziu12, a przecież jeszcze przed nami malowanie pisanek, prawda? Ech, lubię.
    Zaszalałam w tym roku i kupiłam świetny niegruby marker, który pisze prawdziwym złotym kolorem. Już w ubiegłym roku miałam brązowe pisanki w złote groszki. Były śliczne, lecz pan Musierowicz najpierw zjadł właśnie te!!!

  76. Joanno Wawa (wiad.pryw.)- tak, można zapiec mazurek kajmakowy. Robiłam to, pycha. Na świeżą warstwę krówkową trzeba nasypać migdałów w płatkach. I wsunąć na trochę do piekarnika, aż się zrumienią.
    Ale w tym wariancie ciasto musi być zaledwie podpieczone, kiedy wylewamy na nie masę kajmakową.

    Co do Twojej prośby o wypróbowany przepis na mazurek luksusowy: już się robi!

    Ten mazurek sam mi się wymyślił w roku 2005. Miałam za dużo białek, pozostałych po pieczeniu, a znacznie za dużo gorzkiej czekolady, więc zaczęłam swobodnie kombinować. Zanotowałam na świeżo i mam przepis. Jest boski!

    MAZUREK DUBELCIK

    1 warstwa:
    2/3 kostki masła, mąka (ile trzeba), szczypta soli, szczypta cukru – zagnieść „short bread” , rozwałkować wprost na wyłożonej papierem blasze, upiec (krótko!)- a po wystygnięciu posmarować dżemem z czarnej porzeczki.

    2 warstwa:
    5 białek ubić na pianę, dodając szklankę cukru brązowego demerarra.
    Dodać szklankę maku, szklankę mąki, 1/2 kostki masła (roztopić!), odrobinkę (!) zapachu migdałowego, 1/2 szklanki likieru pomarańczowego Curaçao, 2 tabliczki gorzkiej czekolady (rozpuścić w kąpieli wodnej), łyżeczkę proszku do pieczenia – wszystko delikatnie a dokładnie zmieszać, dorzucić ok. 20 dkg posiekanych orzechów – i wylać ciasto na blachę o wielkości tej pierwszej. Piec w niewysokiej temperaturze. Po wystygnięciu zsunąć warstwę 2 na warstwę 1. Wyrównać boczki, polać lukrem.

    Lukier: 1 tabliczkę gorzkiej czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej ( tzn. w garnuszku, wstawionym do garnka z gotującą się wodą), dodać mleka, masła, cukru pudru, w takich ilościach, żeby powstała lśniąca masa. Pokryć nią wierzch mazurka, ozdobić.

    Uwaga: to nie jest mazurek dla dzieci!- chyba, że się zrezygnuje z likieru.
    Ale teściowa zostanie podbita!!!!

    Powodzenia!

  77. Dobry wieczór,
    jak na razie nie piekłam nigdy babki,ciasta owszem,ale babki -nigdy.
    Pora to zmienić!!
    Jak na razie to mam pilnować aby babka się nie spiekła i w porę ją wyjąć!Jak to powiedziała moja mama „Mam dla ciebie bojowe zadanie!”:)
    U mojej mamy też jest taki zeszyt i też jest poplamiony oraz pomazany przeze mnie i mojego barta w bardzo wczesnym dzieciństwie:)
    Tak właściwie to czy jest inne święto lub dzień , który oddziałuje na nas tak jak Wielkanoc?
    Dla mnie nie!Pozdrawiam

  78. Anno, po pierwsze, muszę Ci przyznać rację: rzeczywiście, komentarze do dawnych wpisów wyłączyły się po miesiącu. Ale już wszystko działa na nowo. Dzięki za zwrócenie na to uwagi.
    Druga sprawa. Masz znowu rację: trzeba szanować mój pogląd na to, jak ma wyglądać Jeżycjada.
    Jest to przecież moje dzieło i moja własność intelektualna. Nie mam ambicji reporterskich i nie uważam, bym musiała w powieściach odnotowywać absolutnie wszystkie trendy, nowości i wydarzenia kulturalne . Nie to jest moim celem. I nie powieści są najwłaściwszym miejscem do tego. Działa przecież z rozmachem cała wielka machina promocyjna w postaci różnorodnych mediów.

    Jeśli zaś naprawdę interesuje Cię, co z najnowszej literatury i sztuki mogłabym polecić – zajrzyj do działu „Archiwum” (kończy się na roku 2014), gdzie znajdziesz mnóstwo wskazówek zarówno w Księdze Gości, jak i – zwłaszcza – w zagadkach literackich. Lubię promować te wartościowe dzieła, które wymykają się powszechnej uwadze, znikają gdzieś w cieniu, zostają pominięte przez medialne tuby. Mam wtedy poczucie, że wykorzystałam właściwie moją popularność i pomogłam choć na chwilę zajaśnieć prawdziwym klejnotom.

    Pozdrawiam serdecznie!

  79. Pewnie poruszę kilka tematów poruszanych już z 1000 razy, ale chciałam swoje pytania ubrać w konkrety (mam nadzieję) szanujące Pani poglądy na to, jak ma wyglądać Jeżycjada.

    Wspominała Pani wielokrotnie o tym, że chciałaby, aby jej bohaterowie byli kulturalni i na poziomie co niekiedy stoi w opozycji do pragnień czytelników, by ewoluowali w coś „bardziej współczesnego”. Jak zapatruje się Pani na poniższe kwestie:

    1.Czy poleciłaby Pani Borejkom i ludziom, którzy się z nimi stykają coś z poezji i literatury napisanej po 2000 roku? Jakie dzieła z tego okresu może Pani zarekomendować?

    Pytanie motywuje swoim odczuciem, że jak na tak literacko rozwiniętych bohaterów jest to aż zaskakujące, że cytują niemal wyłącznie bohaterów romantycznych lub klasycznych, jakby wszystko co potem zostało stworzone było po prostu do niczego. Smutnym jest dla mnie, że poezja i literatura naszego pokolenia (tu wypowiadam się za roczniki od `85 wzwyż) jest przez nich niedoceniana a przynajmniej w książkach – ignorowana. Może to doprowadzić do daleko sięgających wniosków, że przy Mickiewiczu i Słowackim my jesteśmy kompletnie bezwartościowi i nie potrafimy już stworzyć „nic na miarę”. Myślę, że po tylu tomach każdy czytelnik ma zakodowane, że ta poezja i literatura są wspaniałe, wielkie i ponadczasowe i nie zaszkodziłoby pokazanie, jak teraz to wykorzystujemy, co doprowadza mnie do kolejnego pytania.

    2.Jaką muzykę Pani poleca z tych kompozycji, które ukazały się po 2000 roku? Czy jest je Pani skłonna polecić do słuchania także Borejkom?

    Podobnie jak przy literaturze jest to dla mnie smutne, że nie ma pokazanego dorobku współczesnej kultury, że książki skierowane są do osób, które te kulturę tworzą a z przekazem, że nie dajemy od siebie nic wartościowego.

    Czytelnicy często chcą skrajności. Jak zobaczyłam że Józinek słucha Rammstaina to byłam z jednej strony ubawiona a z drugiej nie wierzyłam, że będzie go słuchał nadal. Że w końcu uzna, że jest bezwartościowy i przerzuci się na muzykę klasyczną. Cieszy mnie, że póki co jest zupełnie odmienny od innych bohaterów.
    Ale czemu aż Rammstain? Przecież tworzymy wiele rzeczy pięknych, klasycznych ale zaserwowanych w sposób „młodzieżowy”, dzięki czemu młodzież rozwija w sobie pewną kulturę. Wiem, że na ulicach Poznania najbardziej słychać słowa na k… i ch.., ale czy nie dlatego, że są po prostu głośni, podczas gdy kulturalna młodzież po prostu znika na ich tle? Ponad to – jeszcze 12 lat temu młodzież prędzej by umarła, jak użyła zabawnego stwierdzenia „Jestem szlachta” czy „waćpan” albo nosiła ubrania z hasłami PRLu. Bo wstydzili się za swój kraj i kulturę. Uważali, że trywialność i konsumpcja są najlepsze.
    Ale to się zmienia.

    Co sądzi Pani o zespole Lao Che, który stworzył piękną płytę o Powstaniu Warszawskim? Czy Borejkowie byliby nią poruszeni?
    Czy Wnuczka zasłuchiwałaby się w muzyce Goorala, który w klubach (klubach!) popycha do tańca młodzież szkolno-studencką, chociaż piosenki są oparte na kompozycjach zespołu Mazowsze?
    Jaki stosunek do mody na PRL oraz ubiór i słownictwo z Polski międzywojennej mają Borejkowie? Czy zauważają też tą liczną grupę osób?

    Z góry dziękuję za odpowiedź!

  80. Ależ nie są zamknięte, można się wpisywać wszędzie.
    Ale – ponieważ to nie jest forum dyskusyjne – żadne tematy nas nie obowiązują i możemy sobie rozmawiać wszędzie o wszystkim. Słucham, o co chcesz spytać?

  81. Dziękuję za tak szybką odpowiedź.
    Niestety pod „Feblikiem” komentarze są już zamknięte. Gdzie mogłabym zadać pytanie dotyczące tej książki, aby nie zrobić „off topu”?

  82. Tak, Anno, tu, „po drugiej stronie” widać wszystkie nadchodzące komentarze, jestem na bieżąco.

    Ateno, śmiało, rób baranka, on nie ma zębów.
    Mazurek kajmakowy jest boski.

    Biedronko, cała przyjemność po mojej stronie!

    Syrenko, ależ nie, kartki mają być ode mnie w prezencie dla gości tej strony.

  83. Pani Małgorzato,

    chciałabym się wypowiedzieć w adekwatnym wątku ale nie mam pewności, czy przegląda Pani też starsze, np. o „Febliku”? Nie wiem czy dochodzą Pani powiadomienia o nowych odpowiedziach a pytanie dotyczy książki właśnie.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Anna

  84. Cudna palemka. Nabralam ochoty na mazurek kajmakowy, bo Literaturek byc musi, a drugi bedzie jako dodatek specialny. Baranak z masla powiadacie. Juz sie go boje. :)

  85. Piękne kartki, najbardziej podobają mi się ta z gałązką jabłoni i malutkim Barankiem na górze. P. Małgosiu, czy myślała Pani o sprzedaży kartek w formie tradycyjnych, papierowych pocztówek? Trochę się ich nazbierało.
    Dziękuję za przepis na mazurka pomarańczowego – kiedyś wypróbuję, jeśli nie w tym, to w przyszłym roku (w tym biorę się za „sernik idealny”z własnych zeszytowych zasobów, jestem już zapisana na dobry ser z bazaru ;). Melduję, że narcyzy kwitną w najlepsze, a hiacynt coraz śmielej podnosi niebieską główkę. Pachną na potęgę. :)

  86. Dziewiętnaście kartek świątecznych (w tym trzy nowe), gotowych do wysłania, czeka na Was w dziale „e-kartki”- „Wielkanoc”.
    Zapraszam!

  87. Nie wiem, czy tak ogólnie baranki mają brwi (choć łuki brwiowe chyba mają), ale te moje drożdżowe, dzięki tym narysowanym brwiom, stają się bardzo charakterne ;-) Moja babcia też im brwi rysowała, więc to już chyba tradycja rodzinna.
    Dziękuję za odpowiedź w sprawie masy pomarańczowej – upiekę ten mazurek, na pewno!

  88. Tak, starczy na dwa, Karikari!
    Masę tę rozsmarowuje się cieniutko po powierzchni ciasta. A co zostanie, można zjeść.
    PS. Czy baranki ogóle mają brwi?!????

    Baranek z masła, oczywiście, wędruje w koszyczku, z chorągiewką wbitą w bok, w towarzystwie całej święconki, do kościoła. I zjada się go przy wielkanocnym śniadaniu.

  89. Dzień dobry!
    Pytanie mazurkowe pomarańczowe mam. Czy składniki na masę, podobnie jak na kruche ciasto, wystarczą na dwa mazurki? Tzn. czy masa zrobiona z tych 4 pomarańczy jest do położenia na jednym cieście, czy dzieli się ją na dwie części – po połowie na każde z tych dwóch upieczonych ciast?
    Palemka śliczna! A baranki z masła są mi zupełnie nieznane. Mam za to żeliwną foremkę na baranka z ciasta, którą odziedziczyłam po babci. Najlepsze baranki wychodzą z ciasta drożdżowego. Zwykle robię im oczy z goździków, czarnym cienkopisem rysuję wyraziste brwi, obsypuję cukrem pudrem dla wywołania wrażenia gęstego runa, na szyi wiążę czerwoną wstążeczkę, a w bok obowiązkowo wtykam chorągiewkę. Takiego baranka będę miała i w tym roku. A przy okazji pewnie jeszcze ze dwa dodatkowe powstaną (bo ciasta drożdżowego zwykle wychodzi mi więcej, niż trzeba), to się je komuś sprezentuje. :-)
    Wesołych Świąt!

  90. Dzien dobry!
    Widzialam i slyszalam o Barankach z masla. U mnie w rodzinie nie bylo jednak tej tradycji, choc mama opowiadala, ze w jej dziecinstwie- owszem.
    Rozumiem, ze pozniej, po poswieceniu, maslo to spoywa sie w czasie sniadania wielkanocnego, tak?
    A w czasie rzezbienia trzeba od czasu do czasu do lodowki, bo od rak szybko mieknie.

  91. Ojoj, Justysiu, ależ nigdy nie robiliśmy zdjęć barankom!
    Do głowy nam nie przyszło.
    Po prostu bierzesz pół kostki masła, stawiasz ją na talerzyku i operujesz nożem do skutku. A potem sięgasz po widelec.
    Jak się baranek nie uda, można masło wygładzić i znów zacząć!
    Wesołych Świąt!

  92. Dzień Dobry.
    A nam się spodobał pomysł baranka rzeźbionego w maśle! W moim domu takiej tradycji nie było. Asia już nabrała ochoty, by zacząć rzeźbić jutro po szkole. W związku z tym mamy prośbę, czy mogłaby Pani pokazać zdjęcie któregoś swojego maślanego baranka z poprzednich lat? Tak na wzór, może jakieś się znajdzie. Popatrzyłyśmy na YT, aby w ogóle nabrać pojęcia, jak się za to zabrać. Jest jeden w miarę ładny, ale już inny wygląda jak piesek, bo z bukszpanu ma nie tylko uszy, ale i język i ogonek. A my chciałybyśmy ten najładniejszy, od samych artystów plastyków! A może nie tylko my?

    Szkoda, że nie ma jeszcze książki „Musierowicz na Wielkanoc”. Tam na pewno znalazłyby się wzory takich baranków z masła, specjalnie dla mniej uzdolnionych.

    Pozdrawiam i życzę gospodarzom i wszystkim gościom tejże lubianej przez nas strony, aby Wielki Święty Tydzień (Holy Week, Santa Semana) był pełen pięknych duchowych przeżyć prowadzących do radosnego Alleluja.

  93. O, Kochana DUA, dziękuję za podzielenie się przepisami. Właśnie ustalałyśmy dzisiaj z moją mamą, co każda z nas upiecze na święta, a więc nowe mazurki już mam. Teraz tylko wykonać. Zuzia będzie robić ciasto meksykańskie.
    Wspaniałe są te pożółkłe zeszyty z przepisami, ile w nich romantycznych chwil, dzięki DUA za wspomnienie sprzed 47 lat.
    Moja księga z przepisami natomiast, składa się z mnóstwa karteczek zapisanych w różnych okolicznościach i na bardzo różnych karteczkach…:) Kiedyś chciałam wszystko przepisać, ale Zuzia przekonała mnie, że księga ta straciłaby wtedy swój niepowtarzalny urok i wiele ciepłych wspomnień. I tak została. I dobrze. Warto posłuchać córki.
    Niech ten Najważniejszy Tydzień w roku przyniesie wiele duchowych owoców dla wszystkich Gości tej strony, a przede wszystkim Gospodyni z p. Musierowiczem.
    Dobranoc!

  94. Najwcześniej w Wielki Czwartek, Asiu.
    SowoP., w nocy słuchałam „Figara”, czytając, a dzisiaj znalazłam na YT stare nagranie z Opery Paryskiej pod dyrekcją Soltiego. Ach!!! (Lucia Popp i Gundula Janowitz.) Finał, który uwielbiam („Contessa, perdono” ) pod dyrekcją Soltiego jest czymś niebiańskim.
    Ze słodyczą w sercu mówię „dobranoc” i idę czytać „The Funeral of Figaro”.

  95. Palemka marzenie :)
    Zimna i wietrzna była u na Palmowa Niedziela. Zmarznięte kwiatki kuliły się w ogródku, a pies nie chciał nosa wysunąć z domu.
    Baby drożdżowe koniecznie. Udają mi się wyłącznie pod czujnym okiem Mamy. Mazurków nie robimy, bo liczne ciocie i kuzynki przynoszą nam je w obfitości ;))
    Dziś Mama telefonicznie referowała mi menu, równocześnie przydzielając zadania. Baranek z masła obowiązkowo.
    Lubię Święta…

  96. DUA, Ellis Peters już dawno dopisałam do prze-długiej listy książek koniecznych do przeczytania. Nie wiem kiedy dotrę do końca tej listy, zważywszy, że ostatnio czytam niemal wyłącznie w komunikacji miejskiej, a do pracy mam stosunkowo blisko. Dodatkowo ostrzę sobie ząbki na najnowszą biografię Bacha autorstwa Christopha Wolffa (zaintrygował mnie tytuł jej przedostatniego rozdziału, „Śpiewający ptaszek i goździki dla pani domu” – coś te ptaki trzymają się mnie ostatnio), która jest smakowicie długa (700 stron) i okropnie droga. Chyba napiszę list do Zająca.

    Ponieważ Literaturek podbił mnie bez reszty, muszę wypróbować też pozostałe przepisy mazurkowe z Pani zbiorów – ciekawy pomysł z mieleniem całej pomarańczy. Ja do tej pory robiłam do mazurka dżem pomarańczowy bez użycia skórki (jest delikatniejszy w smaku), a wierzch dekorowałam kandyzowanymi plastrami, oczywiście ze skórką, by nieco tej charakterystycznej goryczki w mazurku też było.

    Natomiast własna książka kucharska to pozycja obowiązkowa każdej szanującej się kury domowej. Koniecznie musi być gruba, pożółkła, zaplamiona i z intrygującymi nazwami oraz dopiskami. Ja w niej notuję wyłącznie wypróbowane i ukochane przepisy rodziny. I tak jak u Wiewiórki – kojarzące się z konkretnymi osobami. Lubię zaglądać do cudzych „przepiśników”, bo to jest zazwyczaj niezwykły zapis rodzinnej historii. Oprócz tego lubię też podczytywać mniej typowe książki kucharskie drukowane, takie jak np. „Barokowa melokuchnia nie tuczy” Philippe’a Beaussant’a, czyli zbiór ulubionych przepisów francuskich i nie tylko francuskich muzyków, np. na krem kataloński Jordiego Savalla.

  97. Tak, tak, słuchaj Aleksandry, Patrycjo!
    Bardzo dobra, a nawet świetna babka całoroczna z niej.

    Karambolu, raczej tak, to może być on. Innego pomarańczowego nie znam.

  98. Skoro tak polecacie Literaturka to go zrobię. I babkę wielkanocną bardzo dobrą. Oczywiście podzielę się efektami i wrażeniami!

  99. O, widzę, że w tym kąciku Wielkanoc już w pełni! Baby, mazurki i palmy… Czy pisanie nowej powieści idzie dobrze, Pani Małgosiu? Sama ostatnio jakoś mam sporo weny. Czy mazurek pomarańczowy to ten sam, który Gabrysia piekła w Pulpecji?

  100. Przepiękna palma, taka wiosenna, jasna, radosna. Pozdrawiam serdecznie Pani Małgosiu :) Życzę Wszystkim pięknego, głęboko przeżytego Wielkiego Tygodnia.
    Właśnie wybrałam ciasta na tegoroczną Wielkanoc. Literaturek obowiązkowy :)

  101. No, troszkę długo. Ja zwykle siadam z książką w kuchni i z doskoku mieszam, póki biały (lubi kipieć), a za to stoję z trzepaczką, kiedy zaczyna z wolna gęstnieć i przechodzić w beż. 15 minut? Jakoś tak.
    I powiem Wam jedno: takich pysznych krówek już nikt nie produkuje.
    Dlaczego?
    Oto jest pytanie.

    Wójciku, skrzydełka pani Ani mnie zachwyciły.

  102. Bardzo podoba mi się oryginalny tytuł babki wielkanocnej Mamy Żakowej. BAKA WIELKANOCNA BARDZO DOBRA. I wszystko jasne :)
    Mam i ja taką domową książkę kucharską. I też nosi ona ślady mąki, różnych mas, a nawet koncentratu pomidorowego ( ten wygląda dosyć tragicznie). Większość nazw potraw wskazuje na źródło ich pochodzenia. Są tam ” Skrzydełka pani Ani” , ” Pomidorowy śledzik Miecia”, „Szarlotka Tereni” , a także ” Miodowe udka Basi”. Lubię przeglądać mój zeszyt ( bo książka ta jest w rzeczywistości zeszytem A4) i zawsze ze wzruszeniem czytam te imienne przepisy, bo każdy wiąże się z jakąś miłą osobą. Największe wzruszenie ogarnia mnie oczywiście przy tych, których autorzy już odeszli.

  103. Dzień dobry, Ludwiko!
    Dzięki za interesujące zaproszenia – sama nie pojadę (mieszkam już od dawna na wsi), ale zachęcam poznańskich czytelników.

    Księga Gości jest już w archiwum, istotnie zamknięta na amen, a teraz spotykamy się tutaj, i nadal jest to w jakimś sensie Księga Gości, choć nosi inny tytuł.
    Zapraszam!

  104. A tu –

    MAZUREK POMARAŃCZOWY:

    Ciasto kruche ( z tego przepisu wychodzą 2 blaszki):
    2 jajka
    kostka masła
    1/2 kg maki krupczatki
    1/2 kg cukru brązowego demerarra
    1/2 proszku do pieczenia
    kilka garści migdałów lub orzechów włoskich (posiekać!).

    Zagnieść, rozwałkować, upiec na blasze pokrytej papierem.
    Piec w średniej temperaturze, do zrumienienia.

    Masa:
    4 całe pomarańcze należy wyszorować, zalać wrzącą wodą i ugotować do miękkości, a następnie przekręcić je przez maszynkę. Usmażyć szybko razem z cukrem (ile cukru?- jak kto lubi!), dodać sok z 1/2 cytryny, wymieszać i gorącą masę rozsmarować na powierzchni ciasta.

  105. Baranek? Zawsze z masła! Uszka z listków bukszpanu, różki z goździków, oczka z kulek pieprzu lub ziela angielskiego. Runo wykonujemy za pomocą widelca. Powstaje piękna rzeźba, co roku inna, bo oczywiście rzeźbić chce każdy członek artystycznej rodziny.

    Oto przepis na MAZUREK KAJMAKOWY:

    Ciasto kruche- jakie lubicie- ale może być takie:
    150 g mąki
    100g masła
    50 g cukru pudru
    1 żółtko
    Zagnieść, wałkować, wyłożyć ciastem formę do tarty
    Piec powoli (180-200 stopni).
    Tymczasem usmażyć masę krówkową: 1 opakowanie śmietany tortowej 36% (250ml) wlać do płaskiego, sporego rondla, dodać 150 g cukru , smażyć na dość ostrym ogniu, jak najczęściej mieszając. Im energiczniej miesza się masę, tym bardziej będzie krucha ( ja używam trzepaczki).
    Kiedy cała masa przybierze kolor beżowy, dodajemy do niej 100 g posiekanych drobno orzechów włoskich i wylewamy na upieczone ciasto, które też zaraz stawiamy obok otwartego okna lub wręcz na balkonie.

  106. Dzień dobry,
    pozwalam sobie napisać tutaj, choć nie a propos Niedzieli Palmowej i też raczej bez związku z pyszną skądinąd babką wielkanocną (chciałam w Księdze Gości, ale nie współpracuje, nie wiem – czy ze mną czy ogólniej?). Wątek operowy ośmielił mnie nieco, bo do niego chociaż mogę nawiązać. Chcę podzielić się frajdą, jaką była dla mnie – 35-letniej czytelniczki Jeżycjady (wszystkie tomy czytane wielokrotnie, pierwsze znane prawie na pamięć), wizyta w Poznaniu. Celem wyjazdu był pobyt w Operze właśnie, okoliczności zaś wysoce emocjonujące – wystawiano utwór skomponowany przez mojego męża (Space Opera). Było więc momentami ekstremalnie nerwowo i nadzwyczajnie miło, a tło dla tych uczuć stanowiło rozpoznawanie i wzruszanie się jeżycjadowymi kontekstami. Bardzo za nie dziękuję!!! I – swoją drogą – zapraszam na spektakl (będzie grany jeszcze raz 22 kwietnia). Mnie poruszył, ale trudno chyba o bardziej subiektywnego odbiorcę… :) Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam!

  107. Dzień dobry! Dziękuję za tę prościutka, świeża jak pierwszy uśmiech wiosny palmę.
    A czy Baranek gości na Pani stole? Z ciasta, cukrowy?
    Od jakiegoś czasu robię własnego (płaski), wycinajac z kruchego ciasta, zdobiac lukrem, płatkami migdalów i choragiewka z papieru. Najlepszy bylby z ciasta piernikowego, bardziej plastyczne, ale to nie ten czas. A może zrobić ciasto piernikowe bez korzeni?

  108. Mazurek Literaturek w podwójnej ilości to ideał, oczywiście.
    Przepis znajdziesz, Beato, w archiwum wpisów, pod datą 16 kwietniea2011.

    Zaraz podam te dwa inne przepisy.
    Tymczasem powiem SowieP, że powinna przeczytać „The Funeral of Figaro”- zachwycające cacko, misterny kryminał z akcją przebiegającą w teatrze operowym, z niezmiernie sympatyczną, zadziorną i porywczą 19 latką śpiewającą partię Cherubina i z ujmującymi uwagami autorki na temat muzyki Mozarta. Nota bene, akcja kryminalna splata się ściśle z akcją libretta. W czasie wykonywania arii „Deh vieni non tardar” (najpiękniejszej pieśni miłosnej, jaka kiedykolwiek napisano dla głosu kobiecego – taka jest opinia autorki) przez samotną na scenie Suzannę (wszyscy inni soliści kryją się w ogrodowych altanach) zabity zostaje odtwórca roli Figara. Policjant siedział na widowni i okazał się znawcą i miłośnikiem muzyki operowej (ale przedkłada Wagnera nad Mozarta!). Słowem, absolutnie rozkoszna wariacja operowa, przemiła zabawka zarówno dla autorki, jak i dla czytelnika, który wielbi Mozarta.

  109. Przepiękna, wiosenna palma! Rzeżucha zasiana, akcja łuskania orzechów do Literaturka (podwójna porcja!) rozpoczęta, to znaczy, że Święta tuż, tuż!

  110. A to miło, miła Kapucynko!
    Ago, dziękuję!

    Kris, ja wiem, że zawsze jesteś z nami. A my z Tobą!

    Beato, zaraz poszperam w mojej pożółkłej księdze. Założyłam ją nerwowo zaraz po tym, jak mi się pan Musierowicz oświadczył, gdyż czułam się absolutnie nieprzygotowana do roli żony i postanowiłam nie zwlekając nauczyć się gotowania i pieczenia!
    A teraz księga ma już – yyyh!- 47 lat?!
    A ja już umiem piec i gotować (Patrycjo!).

  111. A mi się dzisiaj przypomniała pewna Niedziela Palmowa 1992 roku w Poznaniu, kiedy to Patrycja pojechała z Baltona nad jezioro. Było tam bardzo romantycznie.Będac na Mszy, czułam, że cała rodzina Borejków towarzyszy mi w pewien sposób w swoim poznańskim kościółku.

  112. Witajcie Kochani,
    właśnie powróciłam z kościoła, gdzie (a jakże!), pojawiliśmy się z palmami, tylko dwoma, tak że taczka była nam zbędna. Zaczęliśmy, całą rodziną, przygotowania do tego wielkiego Święta-Zmartwychwstania. Siedząc w Kościele, także na rekolekcjach, przypomniałam sobie słowa naszego pana polonisty (dziś to już szacowny profesor wyższej uczelni), który wielokrotnie kazał nam się zastanawiać na lekcjach:”jaka jest przeciw włóczni złego twoja tarcza”? Teraz, po latach, wiem, jakie to ważne pytanie. I myślę, że już znam na nie odpowiedź. Powiem szczerze, że w zrozumieniu tego, co jest w życiu ważne, pomogły mi Pani książki i wartości, jakie one przekazują. Dziękuję za wszystko DUA i Wam, kochani Goście.

  113. Sliczna palma!
    Bardzo podoba mi sie rowniez nowa okladka „Srebrnego dzwoneczka” – gratuluje drogiej Emilce wznowienia ksiazki i tylu czytelnikow, a DUA pieknego portretu Marysi (tez bym chciala taki wianek!)

    Zycze Wszystkim dobrej Niedzieli Palmowej i spokojnego, pelnego refleksji Wielkiego Tygodnia. Przepraszam, ze sie nie odzywalam ostatnio, to z powodu licznych obowiazkow i braku czasu. Ale zagladnelam kilka razy. :) Pozdrawiam cieplo!

  114. Dziękujemy za śliczną palmę, nasza też cała naturalna, ale ta jest wyjątkowa, bo dedykowana nam wszystkim na tej wyjątkowej stronie. A można jeszcze prosić o przepisy na te ulubione trzy mazurki Starosty? W „Łasuchu literackim” próżno ich szukać.
    Dobrej, choć nieco krótszej nocy:)
    Beata z rodzinką.

Dodaj komentarz