I gotowe!

okladka7-mala

 

W takiej wersji okładka już została przesłana do wydawnictwa.

Ho-ho, czyżby to było aż 15 szczegółów, różniących kolejne wersje?

Chyba mniej.

Ciekawa jestem, kto je wyłapie. Wójt Scoiattolo czyli Wiewiórka jest na dobrej drodze, jak widzę pod wpisem”Oczko do korekty”.

No, a ja teraz jadę na zasłużoną wycieczkę rowerową. Jest piękna pogoda i ptaki śpiewają jak szalone. Czy już Wam mówiłam, że na polach spotykam skowronki?

Jadę, zobaczę, co tam u nich słychać.

 

136 przemyśleń nt. „I gotowe!

  1. Bardzo, bardzo cieszę się z powrotu Srebrnego Dzwoneczka. Chciałam zakupić moim córkom chrzestnym i bardzo martwił mnie wykupiony nakład (poza faktem, że to duża radość dla autorki :) A tu jeszcze nowa okładka :)
    Och, Ateno. I ja BARDZO lubię „Białe noce”! Jak to miło, że uściskałaś jego twórcę.
    Melduję, że w Krakowie wiosna wygląda już ze wszystkich kątów i sprawia tyle radości. Tropimy z dziewczynkami wszystkie jej przejawy – listki, kwiatki, ptaki, wiewiórki, pszczoły!
    Ściskam wiosennie wszystkich Księgowych, a najserdeczniej Drogą panią Małgosię!

  2. Dobry wieczór!
    Pani Małgosiu, można gdzieś znaleźć Pani przepis na babkę wielkanocną?

  3. Wspaniały tekst. Przeczytałam z wielkim przejęciem. Analizy pana Falkowskiego są niesłychanie wnikliwe i świeże.
    Asiu, dzięki!
    Nawiasem mówiąc, można okazać swój podziw, klikając w okienko pod tekstem: Hoc mihi placet (To mi się podoba). Moje kliknięcie już tam jest, samotne.

    Celestyno, wiadomość prywatna bardzo, bardzo ciekawa, dziękuję.

  4. Znowu czuje sie mocno ubogacona, a to za sprawa tekstu pana Stanislawa Falkowskiego (strona:Wirtualne Wydawnictwo Wiwo, tekst: „Powrosla nie do przestapienia”). Polecam wszystkim i dziekuje Asi za przypomnienie!

  5. Witajcie Kochane Nieśmiałki! : )
    (powitanie to kieruję również do siebie, przyznaję się do tej swojej cechy, z którą nie zawsze łatwo mi funkcjonować, ale za to jakże wspaniałe odczucia przeżywam, gdy w jakichś wymagających sytuacjach udaje mi się ją przezwyciężyć i świetne owoce tej walki wewnętrznej wtedy są, tyle tylko, że ja jedynie wiem, ile musiałam w coś, co dla kogoś jest zwykłe włożyć wysiłku)
    Phi, cóż za wstęp mi się zrobił!
    Marzę, by tak jak Wy zajmować się ogródkiem. Na razie nie znam się na tym. Może kiedyś, gdy skończę już studia i szczęśliwie znajdę pracę (wizja średnio optymistyczna) uda mi się zacząć realizować ten cel. I wiele, wiele innych!
    No nic, zmykam na razie i pozdrawiam serdecznie (wraz z Magdą Śmiałek, która też jest nieśmiała. To ci dopiero, nieśmiały Śmiałek! Lubię ją : )

  6. Kochana Żuziu, i u nas słonko wyłazi. Grządki porządnie mokre, więc już niech świeci. Deszcz jest naprawdę potrzebny, ale słońce naprawdę też! Razem czynią cuda.

    Historynko, to zbieranie doświadczeń ogrodniczych jest takie przyjemne i uzależniające! Następną zimę już spędzisz na snuciu planów, obmyślaniu rabatek i kompozycji. a jak posadzisz pierwszą różę!- ho,ho! Przywiążesz się do ziemi na dobre.

    Co mówiąc, łapię za łopatę i lecę rozsadzać floksy.

  7. No tak Pani Małgosiu pod tym względem to pogoda na prawdę była bardzo udano.Nie się cieszą kwiatki!Dzisiaj trochę wychodzi słoneczko,a na drzewkach widać malusieńkie małe listki.Zresztą jak od czasu do czasu to może popadać.
    Dzień dobry!:)

  8. Pani Małgosiu maciejkę już posiałam, więc trzymam kciuki za pogodę. Ale ja jestem niedoświadczony ogrodnik. Jak wzejdzie choć jeden kwiatuszek to się będę cieszyć.

  9. Sciskalam Taylora Hackforda, za „White nights”. Bylam jesienia na pokazie (International Film Festival ), nigdy wczesniej nie mialam okazji ( z wiadomych przyczyn) ogladac tego filmu na duzym ekranie. Bylo tez spotknie z rezyserem po filmie i zadawno rozne pytania, na ktore moje pokolenia zna odpowiedzi, a Amerykanie nie. Nie wiedzieli dlaczego oczywistym jest, ze Rodchenko (w tej roli Barysznikow), nie moglby w Rosji tanczyc na scenie do piosenek Wysockiego np. Rezyser pieknie opowiadal o tym jak film robili, a publicznosc byla bardzo zainteresowana owczesna sytuacja polityczna i niuansami z nia zwiazanymi. W Rosjii film nakrecany byl tylko z ukrycia, jako film turystyczny, mieli tego material raptem 2 godz i T. Hackford opowiadal jak bardzo Barysznikow byl tym nagraniem poruszony.

  10. Oj, będzie pachnieć, będzie!
    Ładny zestaw, pewnie. Hiacynt będzie kwitł dłużej.

    Dobranoc, Syrenko, dobranoc wszystkim!

  11. Zakupilam zoltego narcyza i niebieskiego hiacynta. Posadze jutro w doniczce na oknie. Beda ladnie kontrastowac i ladnie pachniec. Mam nadzieje, ze sie polubia ;). Pisze bez polskich znakow, bo z mobilnioka (tak sie tu na Slasku mowi na telefon komorkowy). Zapisuje sie do klubu niesmialkow i przy okazji wszystkich klubowiczow pozdrawiam!

  12. Jak to, koszmarna pogoda, Zuziu 12?!- nie masz pojęcia, jak się kwiaty cieszą z tego deszczu. Bardzo już było sucho – a teraz! Ile zieleni w ogrodzie! I rozkwitły szafirowe cebulice!

    Ja także spędziłam pracowity dzionek, Just, przesadzając rośliny na nowe miejsca.

    Celestyno, ależ opowieść! Dzięki!
    Gubię się w domysłach, którego to niebieskookiego pisarza zaczepiłaś!

    I którego to reżysera ściskała Atena!

  13. Zgadzam sie, ze z niesmialosci sie wyrasta. Napewno pomaga w tym praca nad soba, wiara w siebie i wlasne mozliwosci, koniecznosc stawienia czola nowym sytacjom. Pozdrawienia dla wszystkich Niesmialych odwiedzajacych te strone!

  14. Pani Malgosiu! Jak milo przyczytac, ze poznala Pan pisarkei Astrid Lingren!Pamietam z dziecinstwa jedna z pierwszych przeczytanych przeze mnie ksiazek : Dzieci z Bullerbyn, bylam zauroczona. Wracalam potem do niej kilka razy.

  15. Witam serdecznie! Dzis pracowity dzionek, zasialam na tarasie nasiona w skrzynce, m.in. bazylie i kilka roslin ozdobnych. Odkrylam, ze zakwitla pierwsza frezja, pieknie pachnie.
    Zapowiadalo sie na sloneczny dzien, a tu jednak deszczowe popoludnie.
    Przyslowie mowi: Marzo pazzo – marzec szalony!

  16. O tak , warto działać bez zastanowienia!
    Na pierwszy dzień wiosny mieliśmy się w szkole ubarć kolorowo i śmiesznie .Babcia uszyła mi spódnicę,ale jak to ja zaczęłam myśleć co inni by powiedzieli,jak ja będę wyglądać,na pewno nikt się nie przebierze i tak dalej.Skończyło się na tym,że w ostatniej chili się przebrałam , a potem cały dzień byłam na siebie zła i do tego nie wyobrażałam sobie jak ja to powiem babci.Jakbym się nie zastanawiała to bym poszła i by było wesoło.
    J AM shy.
    A może nie , w końcu odważyłam się napisać na tej stronie,choć z parę tygodni mi to zajęło,a teraz jak Marysia do Pani Wróżki już się nie boję ,czasami nawet tęsknię…
    Och,nie przywitałam się :Dory wieczór.Koszmarna pogoda!
    PS Skończyłam „Srebrnego dzwoneczka”.Pychota!!!

  17. Ateno, to i ja sie przyznam sie, ze uczynilam kiedys brawurowy akt zaczepienia znanego pisarza na ulicy. Chyba tylko dlatego cos takiego przyszlo mi do glowy, ze zaczepke wykonac musialam w obcym jezyku (niezrecznosci ujda mi na sucho – pewnie pomyslalam).
    W piekny wrzesniowy poranek przechodzilam przez pustawy glowny plac miasta, i zauwazylam, ze wolnym krokiem idzie ten pan (znalam go ze zdjecia na okladce ksiazki z wywiadem-rzeka z nim). Zaczelam sie promiennie usmiechac z daleka, na co on przystanal i powiedzial milo „dzien dobry”. Jakos zagailam, juz nie pamietam dokladnie.
    Pan pisarz byl zachwycony, ze mloda- to bylo prawie 10 lat temu;)- cudzoziemka go czytala (a znalam wtedy ledwie jedna i pol jego ksiazki chyba) „To pani czyta?” zapytal zdumiony i przygladal sie badawczo swidrujacymi jasnoniebieskimi oczami, a ja pomyslalam sobie: „przeciez nie jestem taka glupia na jaka wygladam”:)))
    Zaraz zapisal sobie moj adres i regularnie przysylal jakies swoje ksiazki, dawniejsze i nowsze. A takze artykul i wiersz, ktory napisal do gazety, poruszony smiercia Jana Pawla II. Zarzucalam mu w jakiejs rozmowie, ze Szwajcarzy krytykowali papieza, na co szybko mi udowodnil, ze nie wszyscy.
    Warto czasami dzialac bez zastanowienia:) Teraz juz bym tak nie zrobila.

  18. Wojciku, twoje poczucie humou mnie rozbraja.
    Zle sie wyrazilam z tym ukrywaniem sie niesmialkow. Nie wiedzialam, ze tutaj nas tak wielu. Z niesmialosci mozna nawet uscisnac rezysera ulubionego filmu ( przeciez nie wszystkie amerykanskie sa do kitu),uprzednio kulturalnie pytajac czy mozna :)

  19. Jane, gdybyś chciała zacząć metodyczne studium nad twórczością EP, trzeba by zacząć od pierwszego z trzynastu tomów o rodzinie inspektora Felse. Jest to „Fallen into the Pit”(1951). Dobra rzecz.
    Ale gdybym miała wytypować najlepsze, to bez wahania: „Death and the Joyful Woman”(1961, Edgar Award for Best Nowel 1963), „The Grass-Widow Tale” (1968), „Mourning Raga” (1969), „Death Mask” (1959).
    Tanio, za parę złotych, można kupić te (i inne) ciekawe książki na e-bay.

  20. Dzień dobry DUA i Ludu!

    Pani Małgorzato, czuję się już wystarczająco zachęcona do EP :) i chyba coś „sprowadzę”:) (przeszukałam lokalne biblioteki i nic nie mają, pozostaje zakup)
    Ponieważ Cadfaela już trochę poznałam, mam pytanie – co proponowałaby Pani na początek z innych książek EP?

  21. O tak, o tym samym myślałam, dobrze byłoby znać węgierski. Ale najpierw francuski! Akwarelka już mnie wyprzedziła. Obiecała, że pouczy mamę w wakacje :)

  22. Chyba czas się nauczyć węgierskiego, Wójcie. Magda Szabo napisała wiele książek, a tylko kilka przełożono w Polsce. Aż boli.

  23. Aaaa! Dzięki, Starosto! Piłata nie czytałam. Teraz zaczynam ” Świniobicie”. Hura, będę miała jeszcze coś do czytania. Zresztą, co ja mówię, zawsze będę miała jeszcze coś do czytania. Jak się skończy Szabo, to przyjdą inne obsesyjki, czyli , jak mawiała Emilka ze Srebrnego Nowiu ” Będą inne tęcze”.

  24. Tak, jest świetna!
    A przeczytaj jeszcze jej „Piłata”!
    Wiwat obsesyjka!

    Co do apelu: racja. Tak było. Trzymajmy się tego.

  25. Och, fluid, fluid, fluid!
    Muszę wyznać, że jak Starosta popadł w miłą literacką obsesyjkę z Peters, tak jak tkwię w miłej literackiej obsesyjce z Szabo. Ach, jak ona pisze! Każdą, każdą jej książkę czyta się ot tak, jakby się płynęło żaglówką, albo szło szybkim marszem w rześki dzień. Czytam właśnie ” Powiedzcie Zsofice”, co za znajomość psychiki dziecka! No i właśnie tytułowa Zsofika jest tak nieśmiała, że nawet jej własna matka ( wybitny pedagog, hehe) jej nie zna. A jest to dziewczynka wyjątkowo odważna i honorowa.

    PS. Uczciwie przyznam, że nigdy nie płynęłam żaglówką, ale sobie wyobrażam, że tak się płynie żaglówką, jakby się czytało książki Szabo.

    Co do zabronionych wykrzykników. Przypominam, że mój niegdysiejszy apel ( ach jak dawno to było) dotyczył nie tylko drobiu ( oczywiście gęsi się tu nie zaliczają), ale również odzieży ( zwłaszcza kurtek) i pomieszczeń przeznaczenia gastronomicznego ( zwłaszcza kuchni).

  26. Nieśmiali jakoś nie w cenie. Często słyszę:”wspaniała ta dziewczynka, taka śmiala i odważna”. A nigdy – „jaka wspaniala, nieśmiala…” A tzecież nieśmiały, to nie antynonim do odważny. Można być nieśmiałym i odważnym.
    Co by się stało ze światem, gdyby zniknęli nieśmiali?

  27. No to już zdradzę PS z wiadomości prywatnej Zgreda (która była o czym innym):

    P.S. Opium: „wyglądasz jak prezes zjednoczenia drobiarskiego”.
    Brulion: „czuję się tak, jakby mnie obsypały kurzajki (…) jakbym miał czyścić kurnik”.

    Zgred, wybitny umysł matematyczny, a wręcz komputerowy, ma w nim zarazem obszerny a przyjazny zakątek, którym przyswaja literaturę i sztukę.
    Ale że też na poczekaniu potrafi stamtąd wyłuskać cytaty poświęcone drobiowi!!!! – jestem zachwycona.

    Biedronko moja, ależ tłumaczę Ci: błogosławieni nieśmiali.

  28. Nie używać słów związanych z drobiem…?! Betty MacDonald oszalałaby z radości. :)

    PS Też mi się zdarzało burknąć „I am NOT shy!”- i faktycznie- wcale a wcale nie brzmiało to przekonująco…
    I AM shy.

  29. Zgredziku (wiad.pryw.), no chyba żartujesz!!!!…:)))
    Pozdrowienia dla Was wszystkich.
    Dobranoc!

  30. Och, Celestyno przemiła, od czasu pierwszego wydania „Opium” obyczaje w Polsce znacznie się popsuły, niestety, i postanowiliśmy tu przenigdy nie wspominać o drobiu. Pro publico bono.

  31. Prosze cenzurowac ile wlezie:))
    Ja tylko na usprawiedliwienie powiem, ze jestem swiezo po „Opium w rosole”, a tam bohaterowie lubili sobie czasami cos soczyscie powiedziec. Bardzo lubie mackowe”cholera jasna psiakrew”, stosuje z upodobaniem. Od niedawna moge juz miec przed dzieckiem wytlumaczenie, ze to nie zlosc, tylko cytatami sypie:))

  32. No i w dodatku będzie trochę nowych obrazków, Historynko!
    Całus dla Urszulki!
    PS. Ja już posiałam trawę, ale z sianiem kwiatków (aksamitki, nagietki, smółki, maciejka) poczekam chwilę. Mają przyjść jeszcze chłody, a maciejka delikatna.

    Dobranoc! Idę czytać!
    (EP : ” The Will and the Deed” – to akurat bardzo w stylu Agathy- kompozycyjnie i treściowo, bo warsztatowo – ho,ho! Wyżej.)

  33. Posiałam kwiatki na moim przydomowym podwórku, czekam aż wyrosną.
    I bardzo sie cieszę z dodruku dzwoneczka, choć jeden mam już w domu, ale gdyby się „zaczytał” nowe wydanie będzie w sam raz.

  34. Książkę dostanę.:)))))))
    PS. chyba cię ocenzuruję, bo Wójt dawno już zakazał używania tu słów związanych choćby fragmentarycznie z drobiem.

  35. O (…), ale wam fajnie z tym milym sekretem :-) Tez bym se chciala oczy w slup postawic.
    Nie, nie jestem ciekawska, tak tylko mowie, ze to chyba mile uczucie:)

  36. Oj, trafne, Wójciku luby.
    Nie przyznać się – jeszcze gorzej.

    Nieśmiali niech pamiętają: o wiele gorzej jest być bezczelnym chamusiem. Z tego to się dopiero wszyscy śmieją! Tak, owszem, za plecami. Ale jednak. Na całego.
    A nieśmiałość w końcu mija, naprawdę. Mnie już w znacznym stopniu przeszła. Właściwie, zaczęła przechodzić od chwili, gdy po raz pierwszy pocieszyłam kogoś bardziej niż ja nieśmiałego.

    Międzyczasku, moja słodka dziecino. Już nic nie mówię, tylko stawiam oczy w słup.

  37. No właśnie, po co się ukrywać? Moim zdaniem pierwszy krok do oswojenia nieśmiałości to po prostu się do niej przyznać. Pamiętam jak na studiach jedna z naszych native speakerek ( bardzo miła angielska lady) zwróciła się do jednej z moich koleżanek, w ramach zachęty do konwersacji: ” Don’t be shy”. Na to koleżanka jak nie ryknie: „I’m NOT shy!”. To było bardzo niegrzeczne i żałosne, a i tak wszyscy od tej pory postrzegali ją jako osobę bardzo nieśmiałą, która rozpaczliwie stara się ten fakt ukryć. Nie ma co się ukrywać. I AM shy.

  38. Międzyczasie!!!!!
    Twoja wiadomość prywatna mnie poraziła!!!

    Dziękuję po stokroć!

  39. I bardzo ładnie. Tylko po co się ukrywać?
    Ateno, byle do wiosny! (Waszej!).
    Babciu Gąsko, muszę coś dorzucić: nie to, żebym Cię namawiała do złamania wierności Agacie. Nigdy!
    Ale polub też Ellis P.

  40. Łolaboga, Babciu.
    Wielka mi sztuka.
    Przecież ja Was naprawdę lubię!
    Co do wierności bernardyniej: przeczytaj tylko „Death Mask” Ellis Peters. Mniejsza nawet o intrygę (świetną!). Hej, lady Agatha nigdy by tak nie opisała burzy ambiwalentnych uczuć, szalejących w szesnastoletnim chłopcu (który widział śmierć swego ojca i rozpaczliwie pragnie mieć go na powrót). Coś wspaniałego!
    Ta kobieta (EP) była pełna miłości i empatii. Fantastyczny też miała zmysł obserwacji oraz psychologiczną intuicję. Moim zdaniem, jest niezrównana i szkoda, że te jej współczesne kryminały nie są w Polsce znane.

  41. Okazuje sie, ze jestesmy gronem ukrywajacych sie niesmialkow. :) pozdrawiam z zimnego, ale wreszcie slonecznego miasta.

  42. Bo Starosta, moi kochani, ma, zważcie, jedną z niezwykłych cech. Każdy, powiadam- KAZDY, na takim spotkaniu czuje się jak gość najważniejszy, wytęskniony, wyczekiwany. I cała nieśmiałość gdzieś pierzcha. Nie wiem, jak to się dzieje, ale to fakt.

    Ellis P- miła- fakt. Ale Agata to Agata. Mówiłam ja- wierny pies bernardyn :-)

  43. Zuziu12 (wiad.pryw.) – oj, ale chyba nie mogę? To by było bardzo”po znajomości”.

  44. Pani jest kochana!
    Patrycjo F., ponieważ jestem bardzo nieśmiała i niepewna pracuję z równie nieśmiałymi. Uwierz, to bardzo wartościowi ludzie i bardzo, bardzo ich lubię. Oni pomagają mnie, a ja im. Przeczytajcie proszę „Twoje listy chowam pod materacem”, to coś trochę na temat…

  45. Aha, a co do języków obcych: każdy język, jaki znam, poznawałam najpierw na regularnych lekcjach lub kursach. Dopiero po takich solidnych podstawach brałam się za czytanie książek w oryginale (najpierw były czasopisma, jak pamiętam), lub śpiewanie piosenek (a jakże!). Filmy – teraz jest to możliwe – staram się oglądać w wersji oryginalnej, wiele z nich ma w opcjach napisy w danym języku, dla niesłyszących. To nadzwyczajnie pomaga.

    Wspaniale jest móc czytać w językach obcych i móc nie polegać na – często niedobrych – przekładach!

  46. Dzień dobry!
    Och,nieśmiałość-to trochę straszne,ale wydaje mi się,że czasami przydatne…

    Pożyczyłam od koleżanki „Srebrnego dzwoneczka”.Nareszcie!

  47. Ta krowa dużo mleka daje, Sowo.

    Asiu, nie zauważyłam dotąd żadnej Twojej gafy. Musiały to być całkiem mikroskopijne gafiątka.

    PatrycjoF., zaraz Ci powiem, co napisał mi w liście prof. Raszewski w roku 1991, kiedy to odwiedziliśmy go oboje, mąż mój i ja.

    „Strasznie byliśmy ciekawi, jaki jest pan Musierowicz. Na szczęście okazał się bardzo miły, otwarty, uśmiechnięty, mądry i delikatny, w obejściu ma coś angielskiego. Pani stwierdzenie, że jest nieśmiały, stanowi w tym domu doskonałą rekomendację. Coraz częściej myślę sobie, że gdyby nasz Zbawiciel przemawiał dzisiejszymi słowami i stosował dzisiejsze pojęcia, na górze Błogosławieństw ludzie posłyszeliby na pewno: Błogosławieni nieśmiali.”

    Tak więc, jak widzisz, nieśmiałość wcale nie jest okropna. Niekiedy jest po prostu przejawem skrupułów, delikatności, podziwu, zachwytu, a także braku tupetu (to doprawdy nic złego, świat roi się od niemiłych tupeciarzy).
    Bądź sobą. I niczym się nie martw. Charakter ukształtuje Ci się sam, w miarę dorastania. Trzymaj się tylko dobrej strony świata.

  48. Ach, jak to miło wrócić z pracy i spotkać w domu sfatygowaną krowę, w dodatku fioletową :)

    Gdyby dane mi było spotkać Astrid Lindgren osobiście, to też bym ją poprosiła o autograf na „Ronji”, ukochanej książce dzieciństwa (zaraz po „Małej Księżniczce”, rzecz jasna). „Bracia Lwie Serce” jakoś mniej wtedy do mnie przemówili, być może dlatego, że pierwszy kontakt z nimi miałam w postaci słuchowiska radiowego (?), przy którym regularnie zasypiałam nie doczekawszy końca, przez co nie bardzo się orientowałam właściwie o co w tej opowieści chodzi.

    Tymczasem zaintrygowałyście mnie materacowymi listami Astrid Lindgren, muszę je przeczytać. Kiedyś w końcu zbankrutuję przez KG.

  49. Eviku, ja mam szalenie despotyczny charakter i to pewnie dlatego uległaś mojej sugestii;) Jednak to tylko przykrywka, bo w rzeczywistości jestem chorobliwie nieśmiała. W obliczu DUA na tej oto stronie, ciągle popełniam gafy, ale Gospodyni jest wobec mnie zawsze taktowna. :)

  50. Dzień dobry!
    Też marzę o spotkaniu z Panią. Niestety, chyba to marzenie się nie spełni, bo nie organizuje już Pani spotkań. Dlatego jestem wdzięczna, że chociaż tutaj mogę mieć z Panią kontakt.
    W jaki sposób nauczyła się Pani języków obcych? Czytała książki, oglądała filmy czy może z podręczników?
    Nieśmiałość jest okropna. Staram się jej wyzbyć.

  51. Oho, Różo!
    To byłoby ciekawe.
    No wiesz, wszystko być może.:)

    Dzień dobry, Celestynko miła!

    Jane, racja. A w dodatku- zero kokieterii. Jaka była miła, prawda?
    Chociaż ostatnio zachwyca mnie Ellis Peters. Jeszcze milsza od Agathy.(Babciu Gąsko, pardon!)

  52. Oj lubimy, zdecydowanie :). Jak to dobrze że wciąż są miejsca, które nie znają hałasu, spalin a w upalne dni dają schronienie przed słonecznymi promieniami :).

  53. Dziękujemy za pozdrowienia:) Pani Małgorzato, czy bierze Pani pod uwagę napisanie książki podobnej do Kalamburki, o wcześniejszych losach bohaterów? Marzeniem moim jest przeczytać książkę np. o losach nastoletniej Ewy Jedwabińskiej lub opisanie ślubu Gabrysi z Pyziakiem oraz jego zniknięcia.

  54. Dzień dobry!
    (jestem na sekundę) – np. Agatha Christie – skrajna nieśmiałość.

    Pozdrawiam najgoręcej!

  55. Podejrzliwość.
    Sprawdzasz mnie stale. Nie szkodzi.:) Wszystko i tak się zgadza.

    Chesterko, racja! Tak właśnie jest, właśnie u aktorów najczęściej.

    Wójciku, to fakt: nie masz trąby.

  56. :)
    Pani Małgosiu, a cóż Pani zdecydowanie wyczuwa? Mam nadzieję, że nie jakiś negatyw. Nieśmiałość?

  57. Będac nastolatka namiętnie grałam w kólku teatralnym. Pamiętam, jak grajac w Warzawiance Wyspiańskiego, wzruszyłam audytorium do łez. Takie sukcesy się pamięta. Wiele osób w zwiazku z tym uważało mnie za śmiała dziewczynkę. Nic bardziej mylnego. Teatr byl dla mnie ratunkiem na zduszone emocje.

  58. Zgadza się, z tą kokieterią. Starosta jest jej pozbawiony jak wiewiórka trąby, za przeproszeniem. Szczere jest to złoto, żadnych sztucznych farbek, żadnego krygowania się i kokietowania. Jak trzeba to rąbnie prawdę prosto w oczy, nawet własnym czytelniczkom. I dobrze!
    Kwiaciarenko, osoba nieśmiała może pisać książki, jak najbardziej. Wystarczy poczytać trochę biografii różnych pisarzy, pełno tam nieśmiałków. Choćby taki Prus, o ile pamiętam!

  59. Starosto! Ależ ja ten puder przeżywam do tej pory! Tak, tak, nie malujcie się na spotkanie ze Starostą. Czysta naturalność, a jako jedyna ozdoba – uśmiech od ucha do ucha.

  60. Kwiaciarenko, ja też coś w Tobie wyczuwam. Zdecydowanie.

    Małe wyjaśnienie: kokieteria nie należy do moich atrybutów. Jestem jej niestety pozbawiona. A szkoda!

    Natomiast pisanie niekoniecznie musi odsłaniać duszę autora. Zauważ, że o smutkach, rozterkach, nieszczęściach, a nawet tragediach, które mnie dotykają – jak każdego! – czytelnicy moich książek absolutnie niczego się nie dowiadują. Uważam bowiem, że zadaniem moim jest chronić ich i podtrzymywać na duchu. Nie zapominajmy, że – choć czytają mnie także dorośli- nie piszę dla dorosłych. Piszę dla osób młodych i młodziutkich, piszę dla dzieci także.

    Wójcie, w ramiona?! A to zależy kogo, zależy kogo. Wiewiórki przygarniam i duszę w uścisku, to fakt.
    Jedna Wiewiórka nawet zostawiła mi na bluzce swój śliczny makijaż.

  61. Dzień dobry:)
    Wyczuwam tu pewien zgrzyt, a może nawet i kokieterię – jak osoba nieśmiała może pisać książki, które czyta aż tak liczne grono czytelników? Przecież w pisaniu odsłania się wszystko, odsłania się duszę…

  62. Potwierdzam z całą odpowiedzialnością, popartą własnym doświadczeniem: Starosta rozbraja natychmiast i fachowo, a w sposób niezmiernie prosty i niezawodny. Otóż nieśmiałka ( czytaj: na przykład wiewiórkę) chwyta w ramiona i dusi w cudownym uścisku. Nie ma szans na demonstrowanie nieśmiałości, po prostu się nie da :)

  63. Czy zdarza się Wam latami szukać w pamięci tytułu i autora ulubionej ksiażki z dzieciństwa? I nic.
    Pamiętałam tylko, że byla tam jakaś straszna scena na schodach z piękna czarownica, pamiętam zapach pograżonych w mroku bezdroży i tajemniczego słowa: MANOWCE. Tylko jeden obraz i jedno słowo.
    W zeszłm roku zadzwonił mi dzwoneczek, gdy wpadły mi w ęce ilustracje Wilkonia. A od wczoraj już wiem. A może ktoś z Was kojarzy?

  64. No coś ty, Chesterko, zaraz bym Cię rozbroiła. Umiem, bo wiem z własnego doświadczenia, czego nieśmiałemu trzeba.

    Co do wiadomości prywatnej: ano, zgrzyt, w istocie. I wszystko jasne.

  65. Kiedyś myślałam o tym, jak by to było spotkać Pania i…pocieszajace dla mnie jest, że była Pani stremowana. Bo ze mna byłoby dokładnie tak samo…zapomniałabym języka w gębie.

  66. Tak, Eviku. I jedno, i drugie. I nawet trzecie, bo mam zamaszyste podpisy AL na „Braciach Lwie Serce’ i na „Ronji”

  67. Celestyno znalazłam owy blog ,mimo,że książki z dzieciństwa(bardziej) moich rodziców to niektóre książki kojarzę.Znalazłam też Panią Małgosię :D

  68. Ale przynajmniej zafluidowałam z Asią ;)

    A jakieś zdjęcie się zachowało. Albo książka z autografem?

  69. Nic nie szkodzi, Eviku, było wesoło.

    Jejku, chyba więcej nie ma czego opisywać. Siedziałam stremowana tak bardzo, jakby pomnik z marmuru nagle ożył i pił ze mną herbatkę.
    Ale myślę, że gdybym dziś spotkała się z Astrid Lindgren w tych samych warunkach, byłabym onieśmielona tak samo.
    Podziwiam ją nadal ogromnie. A to się u mnie objawia właśnie przez onieśmielenie.

  70. Czasem tytuł książki musi być dokładny. Jak się przekręci słowo to wyszukiwarka SOWA (korzysta z niej moja biblioteka) się buntuje i pokazuje 0 pozycji.
    MAK jest bardziej pobłażliwa ;)

    Chciałam być dokładna i tyle. I skutkiem tego namieszałam tylko. Przepraszam za zamieszanie.

  71. To niesamowite, że spotkała Pani Panią Lindgren. :-O Może poświęciłaby kiedyś Pani temu jeden z wpisów w dziale aktualności, tak dla potomnych? :) Na pewno dużo więcej osób chętnie poznałoby okoliczności spotkania. :)

  72. Czyli miałam rację. Nie wiem czemu po komentarzu Asi uznałam, że pomyliłam się…

  73. „- To dla pamięci.
    – O czym?
    – No, chciałem…
    – Chciałeś? A czego?
    – Już zapomniałem….”

    („Słoń Trąbalski” Tuwima, strasznie zapominalski.)

    Co jest właściwie z tym materacem, dziewczynki?

    Dzięki za książkowy adresik, Celestyno.

  74. Dziś chyba też jest dzień czytania Tolkiena. Tak się składa, że skończyłam dziś jedną jego książkę (nie wiedząc o „święcie”) – „Rudy Dżil i jego pies. Kowal z Podlesia Większego”.
    Wczoraj nieco tytuł książki przekręciłam. „…pod materac”, a nie „…pod materacem”.
    Miłej nocy :D

  75. Oj, męczące dni za mną. Znowu chciałam coś zrobić szybko i niecierpliwie. Tytuł książki to -Twoje listy chowam pod materacem.:)

  76. Wlasnie odkrylam cudny blog, musze sie podzielic odkryciem. Nazywa sie „To dla pamieci”. Autorka przypomina w nim ksiazeczki, ksiazki, lektury naszego dziecinstwa. Ze wspanialymi ilustracjami. Polecam!
    Pod data 16 marca, na przyklad, jest przypmnienie uroczej ksiazeczki „Elementarz Wiewioreczki”;-) Zdjecia ilustracji mozna sobie powiekszac. Ale gratka:)

  77. To pewne.
    Miałam przyjemność poznać ją osobiście, kiedy była Warszawie, gdzie na UW przyznano jej doktorat honoris causa . Odwiedziła wtedy dyrekcję „Naszej Księgarni”, a pani prof. Papuzińska i ja („młoda, obiecująca pisarka”) zostałyśmy zaproszone na wspólną herbatkę i ciastka.
    Była to już wtedy starsza pani, ale pełna łobuzerskiego wdzięku i poczucia humoru.
    A ja i tak byłam baaardzo onieśmielona!

  78. Czytam sobie ” Twoje listy chowam pod materac „. Miłość, dobroć, czynią cuda!
    Taka była Astrid Lindgren- dobra.

    Spokojnej nocy:)

  79. Kochana Zuziu, co to za przyjemność – słyszeć, że mądre dzieci założyły książkowy klub dyskusyjny!
    Zobaczysz, jak to miło: tak pogadać na temat naszych dobrych przyjaciół!
    W gruncie rzeczy, i tutaj to robimy, ale w bibliotece będzie jeszcze milej!
    Pozdrawiam panią bibliotekarkę!

    Celestynko, bardzo dziękuję.

  80. Wlasnie dwa dni temu skonczylysmy „Opium” (dla mnie byl to oczywiscie n-ty raz, dla corki pierwszy). Plakalysmy jak bobry (ja bardziej) pod koniec. Z biegiem lat perypetie Macka i Kreski bledna, a to dziecko coraz bardziej porusza. I ta biedna placzaca Ewa, i coreczka, ktora ja pociesza, co za scena..
    Smialysmy sie oczywiscie tez duzo!

  81. Dzień dobry,droga Pani Małgosiu!Jakże się cieszę,że ma już Pani (mniej więcej)zarys akcji „Feblika”.Wyobrażam sobie,że wszędzie musi Pani mieć te małe karteczki.
    Piszę też do Pani ,aby się pochwalić.Otóż ja i cztery moje koleżanki(Zosia,Nastka oraz Basia)założyłyśmy razem z Panią bibliotekarką ,klub dyskusyjny.Nie ma on jeszcze nazwy(ustalimy na następnym spotkaniu).Rozmawiamy tam i omawiamy książki,jest bardzo ciekawie.Niezmiernie się cieszę,więc chciałam się z Panią tym szczęściem podzielić.Mam nadzieję,że nie zabrałam Pani czasu i Pani nie znudziłam(mimo,że wpis jest dość krótki),ale po prostu pragnęłam opowiedzieć o tym Pani:)
    Ciepło Panią pozdrawiam:)

  82. Jestem Pani niezmiernie wdzięczna za Laurę i czekam z utęsknieniem na „Feblika”.

  83. Może zrobię to dla Ciebie, Kapucynko, i umieszczę Laurę w „Febliku”. Chociaż, co prawda, w czasie, gdy akcja „Feblika” ma się (w założeniu) rozgrywać, Laura i Adam wciąż jeszcze są w Lozannie (tam, nota bene, gdzie mieszka nasza miła KC Celestyna!). Chyba, żebym zmieniła czas akcji? Albo go rozszerzyła?
    Pomyślę.
    Co do „Opium” – pewne jest, że mama Aurelii kochała ją bardzo. Ale z powodu własnych blokad, smutków i cech charakteru nie umiała znaleźć „kluczyka” do swojej córeczki. Może jej też nie rozumiano w dzieciństwie? Tak to w życiu bywa. Dorośli też miewają swoje niezagojone rany z dzieciństwa.
    A jednak miłość naprawdę czyni cuda. Jak najlepszy lek.

  84. Jeszcze coś sobie przypomniałam w zwiazku z „Feblikiem”. Czy będzie tam występowała Laura (bo że Józinek to rzecz jasna), ponieważ ja uwielbiam i bardzo zawiodłam się, że nie było jej we „Wnuczce…”

  85. Witam wszystkich ogrodników z zamiłowania i z praktyki. Wiem, iż to nie okres na owoce dzikiej róży , może jednak ktoś pił kiedyś zrobiony z nich syrop? Noszę się z zamiarem kupienia takowego i jestem ciekawa jaki jest w smaku, pozdrawiam :)

  86. Mam do Pani pytanie. Ostatnio w rozprawce nawiazałam do „Opium w Rosole”. Napisałam „Rodzice Aurelii często się kłócili, nie kochali się i nie interesowali się córka”. Polonistka zaznaczyła mi w tym zdaniu bład rzeczowy. Wiem, że dość ostro potraktowałam biedna Ewę, która miała sporo własnych problemów, ale córce powinna poświęcać więcej czasu. Co Pani o tym sadzi? Czy był tam bład rzeczowy?

  87. Dzień dobry, ranny ptaszku!
    Miło mi Cię gościć. I dziękuję za takie dobre słowa (z Krakowa)!
    „Feblik” planuję raczej na rok przyszły. Ale zobaczymy! W gruncie rzeczy, wszystko zależy od tego, czy lato będzie bardzo upalne.
    Widzisz, za każdym razem muszę – żeby napisać nową książkę – zerwać się do czynu i pracować w maksymalnej koncentracji. A w upale po prostu tak się nie da!
    Teraz jestem na etapie obmyślania akcji. Co chwila dopadam jakiejś karteczki i zapisuję, a potem wszystko ładuję w komputer do pliku „Feblik – notatki i pomysły”. Słowem – jesteśmy na dobrej drodze, i ja, i moja bohaterka z garbatym noskiem.
    Pozdrawiam serdecznie Mamę i Ciebie!

  88. Dzień dobry Pani Małgorzato,

    cieszę się, że istnieje strona, dzięki której jest możliwy kontakt z Panią:) dziękuję za cudowne książki, które czytam po kilka razy w kółko (w różnej kolejności). Jeżycjadą zaraziła mnie moja Mama, a ja na pewno zarażę nimi moją córkę, jak tylko trochę podrośnie. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę – czy może Pani zdradzić, czy jeszcze w tym roku się ukaże?

    pozdrawiam serdecznie ze słonecznego Krakowa:)

  89. Dobry wieczór!
    Nowa okładka „Srebrnego dzwoneczka” jest bardzo ładna.

    PS. Czy czytała DUA książkę „Twoje listy chowam pod materacem” – korespondencję Astrid Lindgren z Sarą Schwardt?
    Książkę wydała Nasza Księgarnia.

  90. Cześć, Chesterko!
    Nie byłam nigdy w Japonii. Ale podziwiam ją z daleka przez całe dorosłe życie.
    Zaczęło się od zachwytu nad drzeworytami, jeszcze w liceum, i nad filmami Kurosawy, które poznałam, będąc już na studiach. I haiku!- w tym samym czasie. Czyli haczykiem, na który zostałam złapana, była sztuka.

    A Wannabe mogłaby się odezwać, rzeczywiście. Myślę jednak,że całkowicie pochłonęło ją życie w tym niezwykłym kraju. Być tam, widzieć to wszystko, i znać język! – coś fantastycznego.

  91. A mnie przypomniała się dziś Wanabe. Brakuje ciekawych wieści z Japonii.
    Pani Małgosiu, co podoba się Pani w Japonii?

  92. Gratuluję sukcesów córci i własnych – ilustratorskich! „Dzwoneczek” to śliczna książka, także dzięki obrazkom. Prosimy o jakieś nowe!

  93. A jakże, Jejku!
    Specjalnie dla niej przeprowadziłam się na wieś!
    Dziś cały dzień prawie spędziłam na powietrzu.
    W ogrodzie już zielono!

    Uwaga: na stronie mylatinlover.it jest link do gazety z wiadomościami, po łacinie! Nazywa się ona Ephemeris. Warto zerknąć!
    Artykuł najnowszy: De Solis eclipsi.

  94. Nie, nie słyszałam o niej, ale chętnie zajrzę.
    Ludu, Monia poleca stronę mylatinlover. it – są tam krzyżówki po łacinie!
    Idziemy zobaczyć?