Coś się ruszyło

tulipki

Karel Čapek – „Rok ogrodnika”.

Marzec ogrodnika.

„Jeśli mamy zgodnie z prawdą i stosownie do prastarych doświadczeń przedstawić marzec ogrodnika, musimy przede wszystkim pieczołowicie rozróżnić dwie sprawy: a) co ogrodnik czynić powinien i pragnie, b) co rzeczywiście czyni, nie mogąc robić więcej.
a) A więc namiętnie i usilnie pragnie, to rozumie się samo przez się: zdjąć choinę i odkryć kwiatki, ryć, kruszyć, kopać, przerywać, spulchniać, wyrównywać, podlewać, rozmnażać, podcinać gałązki, preparować, przesadzać, podwiązywać, kropić, gnoić, pleć, wysiewać, czyścić, ciąć, odpędzać wróble i kosy, wąchać ziemię, wygrzebywać z niej palcem kiełki, radować się kwitnącymi przebiśniegami, ocierać pot z czoła, rozprostowywać plecy, jeść jak wilk i pić jak smok, kłaść się do łóżka z łopatą i wstawać ze skowronkiem, wielbić słońce i niebieską rosę, obmacywać twarde pąki, wyhodować sobie pierwsze mozoły i pęcherze i w ogóle szeroko, wiosennie i bujnie po ogrodniczemu żyć.
b) Zamiast tego klnie, że gleba jest nadal jeszcze albo znowu zmarznięta, rzuca się w domu jak lew w klatce, gdy ogród znajdzie się pod śniegiem, wysiaduje pod piecem z katarem, musi chodzić do dentysty, zwala mu się nieoczekiwanie na głowę ciotka, prawnuk, stryj i diabli wiedzą kto jeszcze, w ogóle traci dzień po dniu, prześladowany wszelkimi możliwymi i niemożliwymi dopustami bożymi, klęskami, sprawami i przeciwnościami losu, które dziwnym trafem gromadzą się właśnie w marcu; bo trzeba wam wiedzieć, że ‘marzec jest najbardziej pracowitym miesiącem w ogrodzie, który winien się przygotować na nadejście wiosny’.
(…)
Dla nas, ogrodników, ogromnie ważne są ludowe przepowiednie; my jeszcze wierzymy w to, że ‘święty Maciej lody łamie’, jeśli on sam tego nie uczyni, oczekujemy, że sprawi to św. Józef, niebiański lodołamacz, wiemy, że ‘w marcu jak w garncu’ i wierzymy w trzech zimnych Ogrodników i w to, że ‘ jeśli się rozsierdzi Serwacy, wszystko zmrozi, przeinaczy’, i w inne takie przepowiednie, z których wynika w sposób niezbity, że ludzie od pradawnych czasów mają smutne doświadczenia z pogodą. (…) Krótko i węzłowato, ludowe przepowiednie wieszczą nam w większości sprawy niemiłe i pochmurne. A zatem trzeba wam wiedzieć, że sam fakt istnienia ogrodników, którzy mimo tych złych doświadczeń z pogodą rokrocznie witają entuzjastycznie wiosnę, jest świadectwem bezmiernego i cudownego optymizmu rodzaju ludzkiego.
(…)
Gdy stanie zegarek, rozkłada się go na elementy pierwsze i następnie odnosi do zegarmistrza; gdy nagle zatrzymuje się auto, podnosi się maskę, zaczyna się tam pchać palce, po czym wzywa się montera. Ze wszystkim na świecie można coś zrobić, wszystkim można pokierować i wszystko można zreformować, ale z pogodą nic nie da się zrobić. Żadna gorliwość ani wielkie gesty, ani nowatorstwo, dociekliwość ani bluźnierstwa nie pomogą; pąk się otworzy i kiełek wzejdzie, gdy wypełni się jego czas i prawo. Tu z pokorą sobie uświadamiasz bezsilność człowieka; zrozumiesz, że cierpliwość jest matką mądrości.
Poza tym nic innego nie da się zrobić.”

 
Iskry, Warszawa 1986
Przełożyła z jęz. czeskiego Halina Janaszek-Ivaničková

 

152 przemyślenia nt. „Coś się ruszyło

  1. Dzięki, dzięki, miły Jejku!
    Zadowolona jestem z Dorotki, pod każdym względem. Czuję, że ją polubisz.

    A dziś właśnie namalowałam ładną Marysię na okładkę „Srebrnego dzwoneczka” Emilii Kiereś (mojej młodszej córki).
    Z uczuciem zadowolenia kończę tę niedzielę.
    Wiadomość dla Ann: przeczytałam już wszystkie pyszne powieści Ellis Peters z serii o inspektorze Felse. Szkoda.
    Ale mam jeszcze kilka innych.

  2. Ja się przyznam nie bez lekkiego wstydu, że do tej pory nie przeczytałem wytęsknionej „Wnuczki…” ale jako że najprawdopodobniej trafi mi się jako wielkanocny podarunek to sytuacja ulegnie zmianie (a wtedy przekażę ją po przeczytaniu mojej młodszej Siostrze). Byłem w księgarni, okładkę znam już od dawna z Internetu i powiem tyle, że stanowi ona esencję „jeżycjadowatości”. To pogodne, niewinne spojrzenie Doroty… Nawet gdybym nie znał Jeżycjady i nie wyczekiwał z niecierpliwością kolejnych tomów to już dla samej okładki chciałbym mieć taką książkę. W okładkach Jeżycjady kryje się okruch Nieba, zdecydowanie. :)

  3. Zadymka?!…!!!
    Przebóg. Bratki by nie przetrwały.

    Celestyno, dzięki za ten uroczy okruch z przeszłości.

  4. Dzień dobry.
    Po wczorajszej zadymce niedziela wstała słoneczna, mroźna i biała. A miałam zamiar obsadzać donice bratkami!
    Miłej niedzieli.

  5. Dzien dobry!

    I ja znalam Bodzia. A byl wypisz, wymaluj z wygladu jak ten z Czarnej Polewki:-) Bodzio, naprawde byl niessamowity, zapalony motorowiec (nie powiem dokladnie czy byl to harley, ale maszyna ta mocno sie blyszczala w pewnych partiach), spedzal dnie cale nad tym swoim cackiem, zamiast sie uczyc do matury. Ciagle cos tam spawal, czyscil. Mozecie sobie wyobrazic o czym glownie Bodzio monologowal. Mial zwyczaj zahaczac o nasz dom (ktory obfitowal w dziewczeta) tak znienacka, po drodze, w swoim usmarowanym rynsztunku, zawsze bardzo z siebie zadowolony:-) i przesiadywal dlugie godziny, a nikt nie mial sumienia go wypraszac. Na szczescie, nie bylam jedyna ofiara sympatii Bodzia, bo upatrzyl sobie w klasie kilka milych kolezanek, o ktorych domy rowniez zahaczal.

  6. Harcująca wspak Biedronko, to mogła być nasza. Do Zielonki stąd niedaleko.
    Na tarasie stoi u nas koszyk, a w nim całe orzechy włoskie. Wystawiłam kilo przed Gwiazdką, dla wiewiórek i sójek. Teraz zostało kilka orzeszków zaledwie, a skorupek wokół – żadnych, czyli że podkradały wiewiórki. Jak się taki Wójcik porządnie naje, to mały spacer tylko dobrze mu robi.

    Dzień dobry w śliczny poranek z przymrozkiem!(Trawnik biały).

  7. Dobry wieczór,
    Dziewczynko z zapałkami, potwierdzam, harcowałam dziś aż miło, po wielkopolskich rezerwatach leśnych puszczy Zielonki. :)(pomyślałam o Dorotce- Wnuczce, ale akurat na rezerwat bukowy się nie natknęłam)
    I, wyobraź sobie, spotkałam tam wiewiórkę, zapewne krewniaczkę jakąś naszego Wójta- śmignęła na drzewo, a ruda kita pięknie błysnęła w wiosennym słońcu!
    Pojedzie człowiek do lasu, a tam co rusz coś mu przypomina o Was! :-)

  8. DUA, a czy Pani kiedyś takiego niesamowitego Bodzia spotkała?
    P.S. Ostatnio usłyszałam od jednego ze znanych mi bodziów (:p), że obiad, który właśnie skonsumował był niessamowity;).

  9. Informuję wszystkich zainteresowanych, czy nie, że biedronki już harcują. Tylko nie w ogrodzie, gdzie jest ich miejsce i nie na domowych kwiatkach lecz na ręce ich właścicielki. Mimo to, jest ten widok bardzo pokrzepiający. Że też tym maleństwom chciało się obudzić!

  10. O, Bodzio! Bodzio jest niesamowity! :)
    I bardzo prawdziwy. Spotkałam paru takich Bodziów w swoim życiu. Muszę przyznać, że nie włożyłam zbyt wiele wysiłku w utrzymanie tych znajomości ;)

  11. Bodzio jest NIESAMOWITY! Momentami tylko nieco irytujący.

    Ja wiosnę rozpoczęłam od przesłuchania „Czterech pór roku” Vivaldiego, a konkretnie części jej odpowiadającej.

  12. Kochany Jejku, dziękuję za te dobre słowa. Jak sam już (niestety) wiesz, ból mija, zostaje smutek, ale i on mija, ustępując miejsca tęsknocie. A tę, jak wierzymy, uda się kiedyś ukoić.
    Miło mi, że wracasz tu z przyjemnością.
    Bardzo mi pomaga kontakt z Wami wszystkimi!

    WioluM., dziękuję za nową czytelniczkę!
    Bodzio w istocie trudny jest do lubienia, ale (zajrzałam właśnie do „Czarnej polewki”) w istocie zabawny tak, że aż sama się zaśmiałam.I o to chodziło.

  13. Kochana Pani Małgorzato! Nie wiem jakimi słowami rozpocząć powitanie po dłuższej nieobecności na tej stronie ale wiem jedno: wracam w tutejsze progi jak do napełnionego ciepłem i miłością domu. Utrata kogoś bliskiego boli i jest mi ogromnie przykro, że dotknęło to Osobę, która dała innym tak wiele ciepła i radości czyli Panią. Chciałbym złożyć spóźnione ale szczere kondolencje. Sam straciłem swoją Mamę w wypadku samochodowym ale to co pomaga to wiara w to, że śmierć nie jest ostatecznym końcem ale początkiem czegoś dalszego i że odnajdziemy kiedyś w lepszym miejscu swoich ukochanych. Cały czas mam w głowie przykład Oskara z „Oskara i pani Róży”, który odnośnie swojej śmierci napisał, że to Bóg może go „obudzić”.
    Jest jeszcze wiele rzeczy o których mógłbym napisać i za które chciałbym podziękować, ale myślę, że dzisiaj powinienem poprzestać tylko na powyższych słowach. Dziękuję Pani za wszystko, co Pani robi…

  14. PS. A Bodzia jakoś nie lubię. Chociaż nieźle się uśmiałam, gdy przyśnił mu się Mickiewicz. : )

  15. Ach! A ja wiosnę przywitałam na spacerze, mimo innych zajęć, które się tylko coraz bardziej piętrzą, mnożą i zalegają pilnie do wykonania. I było tak cudnie, bo z dobrą, przemiłą, bliską osóbką na nim byłam. Na tym spacerze. Aż zapomniałam o całej reszcie.
    I… nie zabrakło też jeszcze kogoś na tym spotkaniu. A kogo? Kochanej Pani M.M.! Podtykając „Idę” pewnej studentce jako lekarstwo na nudne wykłady mogę już teraz z całą śmiałością orzec, że owszem, nuda została skuteczne wyleczona. Za to osóbka owa załapała bakcyla, który zwie się „Jeżycjada”. Co za radość! Kolejny ktoś, z kim będę godzinami rozprawiała na jej temat i wpadała w nieograniczony zachwyt. : )
    Smakowitości fiołkowe? Nigdy o czymś takim nie słyszałam, choć bardzo ładnie to brzmi, od razu się wyobraża jako coś delikatnego.

  16. Dzięki za sympatię dla Bodzia, Duśko. Spontan w istocie jest jego urokiem, podobnie jak to niezwyciężone „uau!”.

    SowoP, ale frajda, naprawdę polubiłaś Literaturka? U nas to też jest nr 1, łeb w łeb z kajmakowym. Pomarańczowy na miejscu drugim.
    Ach, jak miło, że już mowa o mazurkach. Chyba najwyższy czas umyć okna.

  17. Dzień dobry, najlepszy przykład brawury w Jeżycjadzie? Bodzio działający „na spontanie” w garbusie Wolfiego:). He, he.

    P.S. DUA, czy Pani uwierzy, że Bodzio, to zdaniem mojej rodzinki i mnie jedna z najzabawniejszych postaci jeżycjadowych?:) Uwaga, formularz chce poprawić „jeżycjadowy” na „jeżynowy”;).

  18. Tak, tak, wiem, że w sieci jest sporo przepisów z udziałem fiołków (co więcej, jest nawet do kupienia piękna „Kuchnia Kwiatowa”), ale myślałam, żeby pokusić się o własną kompozycję. Najpierw jednak musiałabym spróbować takiej konfitury, czy jest intensywna i czy jej smak jest tak samo urzekający jak zapach. Bo może gra nie warta świeczki. Jadłam kiedyś lody fiołkowe i były takie sobie, ale pewnie zawierały „aromat identyczny z naturalnym”. Robiłam już mazurki z konfiturą różaną, migdałami i kajmakiem własnej produkcji i wg mnie taki skład jest rewelacyjny, do zeszłego roku był to mój świąteczny nr dwa (zaraz po mazurku pomarańczowym). Teraz przesunął się na trzecią lokatę, bo pomarańczowy musiał ustąpić miejsca Literaturkowi ;). Róża cukrowa jest intensywna i z wieloma rzeczami współgra, ale jak jest z fiołkami, mogę sobie tylko wyobrażać. Póki co, Mazurek Chopina umieszczam na potencjalnym czwartym, jeszcze wolnym miejscu.

  19. W brawurze nie ma ani cienia mądrości.
    Dzień dobry, Dziewczynko z zapałkami. Witam Cię serdecznie!

    Eviku, (wiad.pryw.) poczekaj jeszcze troszkę, na razie mamy zwolnione obroty.

    SowoP. w sieci są przepisy na różne desery i ciasteczka z fiołkami, sama widziałam!
    Musiałoby to chyba być niezmiernie delikatne, lekkie ciasto, żeby żaden smak ani zapach nie tłumił subtelnego aromatu fiołków.

  20. Ha! Odkryłam właśnie w ogrodzie pierwszego kwitnącego fiołka! Wiosna zdecydowanie się zaczęła. Od paru lat chodzi za mną pewien szalony pomysł kulinarny, by upiec na Święta Wielkanocne mazurka z własnoręcznie zrobioną konfiturą z fiołków (ta kupna ponoć fatalna). Nie wiem czy kiedykolwiek ten plan zrealizuję – pomijając ile cierpliwości by trzeba mieć do zrobienia takiej konfitury, trudno ją przecież zrobić z dziesięciu kwiatków. A Doliny Fiołków w pobliżu nie ma. W każdym razie, gdybym jednak mazurek ów upiekła, nazwałabym go Mazurkiem Chopina („Nigdy czarowniejszą pieśnią / Nie kusiła Odysa syrena… / Gdyby konwalie i fiołki / Zamiast pachnąć grać umiały / Byłaby to muzyka Chopina” L. Staff). Nie wiem jeszcze jak byłby skomponowany, ale pewnie na kruchym cieście z migdałami. Albo z masą marcepanową, zamiast konwalii.

  21. Dzień dobry wszystkim!
    Cóż za wspaniały dzień. Aż chce się żyć i śpiewać (nawet jeżeli mieszka się w gniazdku z trawek jak przypuszczam).
    Pani Małgosiu, a czym się różni odwaga od brawury?

    PS. Ja zaćmienie słońca oglądałam przez zdjęcia rentgenowskie kręgosłupa, miednicy i kolan.:)

  22. Zbudować z trawek gniazdo na wysokiej brzozie, mieszkać tam z całą rodziną i w dodatku śpiewać?
    Coś w tym rodzaju.

  23. Dzień dobry!
    Świat wiosną jest taki piękny! Nie ma to jak o 6.30 otworzyć okno i cieszyć się śpiewem ptaków, które za oknem na wysokiej brzozie budują gniazdo. :)
    Pani Małgosiu chciałabym poznać Pani zdanie. Co to jest według Pani odwaga?

  24. Dziękuję, Ann!
    Ellis Peters – Rainbow’s End.
    Piękny opis wnętrza gotyckiej dzwonnicy z karylionem i zrujnowanej wieży obronnej.Sam smak.

    SowoP. jakże się cieszę! Będzie dużo radości z tej krówki. Na długie lata.

    Chesterko, nie wszyscy jeszcze wyrośli z fajererków, jak to uczynił p. Borejko.
    Osobiście dopiero wyrastam.

    AAA! I dzięki za wiadomość prywatną! Wiwat Kapucynka!

    Dobranoc!

  25. DUA, uśmiechy na dobranoc! :-) Wiosna:-) Tulipany zaszalały i w zielonych listkach widać już coś czerwonego:-) Kolorowych, wiosennych snów i miłej lektury!

  26. Niemożliwe stało się możliwe! Chyba kupiłam krowę nie ruinując przy tym sowiej rodziny. Czekam na potwierdzenie rezerwacji. Dziękuję DUA za przypomnienie gdzie należy szukać! Dobranoc.

  27. A u nas na pustyni bloków ktoś fajerwerkami wita wiosnę. Czyżby to zaćmienie slońca tak dzialało na ludzi?

  28. Oj, a ja nie zdążyłam zobaczyć , a podobno kto żyw i na nogach mógł się utrzymać, wyległ przed szpital i z głową w górę zadartą przez improwizowane osłony spoglądał. Tkwiłam wtedy w gabinecie patrząc we wrzód rogówki. Potem w koleją rogówkę z ciałami obcymi( wydłubałam), następnie piętnaście badan okresowych i było po zaćmieniu…
    Chesterko, dzięki za dobre myśli:))
    Burza przeszła dziś operację, po narkozie usiłowała zjeść weterynarza, tak że z zastrzykiem i wyciąganiem venfolnu czekano na mnie. Psina, przestraszona, wtuliła się pod moją pachę(obie w siadzie na podłodze w gabinecie) i wtedy dała sobie zrobić wszystkie konieczne zabiegi. Teraz śpi zawinięta w mój stary wełniany sweter. Ogródek odetchnie krzynkę.
    PS.1 Uwielbiam pana Leara w przekładach pana Stanisława. Mam wrażenie , że oryginały zyskują na tych tłumaczeniach… ;)
    PS.2 Dobranoc.

  29. Bardzo dziękuje Pani i Celestyno za te pokrzepiające, pokrzepiające słowa!!!. To to już jest wiosna na prawdę? Już jest zielono, słonecznie, żółto, optymistycznie i radośnie? I CIEPŁO? A przynajmniej oficjalnie już tak jest? Ależ ja w ogóle zapomniałam ostatnio o istnieniu kalendarza. To przecudowna wiadomość!!!!(znaczy się oczywiście ta wiosna, nie ten kalendarz, należy zawsze dokładnie określać podmiot, zwłaszcza gdy jest on domyślny, jak mówi Naszpan Polonista)

  30. Droga Pani Małgosiu, ja odczułam zmęczenie i i ból głowy. Rozmyślałam natomiast w Dolince Marzycieli o przeszłości, teraźniejszości i o tym, jak będę postrzegać ta druga w przyszłości. Doszłam do wniosku, że każda faza rozwoju człowieka jest piękna, ale każda na inny sposób.

  31. Właśnie, Celestyno.

    Sowo, krowę mieć trzeba. Koniecznie.
    Poszukaj za pomocą wyszukiwarki antykwarioosz.pl, poleconej nam kiedyś przez niezapomnianą Sierotkę Marysię.

  32. A kto by tam, Miaukunie w piatek wieczorem zameczal sie szkola.

    Nie wiem jak zacmienie wplywa na innych, ale faktem jest, ze moje dziecko dzisiaj fukalo na mnie (pan nauczyciel nie pozwolil obserwowac zacmienia)

    Alez to oczywiste, ze kazdy Puchacz posiada maske spawalnicza:)

  33. A w ogóle to intrygujące książki dla dzieci ostatnio tu wspominacie. „Kraina sto piątej tajemnicy”! Że też mi to umknęło w dzieciństwie. Muszę nadrobić zaległości.

    I jeszcze prośba – jakby ktoś spotkał w Internecie „Fioletową krowę” za rozsądną cenę, niech mi da znać.

  34. Jak to skąd? Puchacz miał maskę, i tyle.
    Nie widziałaś nigdy Puchacza w masce spawalniczej?

    Miaukunie, w pełni rozumiem, że zaćmienie słońca może tak działać na wiotkie uczennice w porze przednówka. Ależ uważaj!- zaraz będzie czerwiec.
    Przesyłam krzepiący uścisk.

  35. A mnie w powiastce Leara urzekł rym „Puchaczu, czułych strun potrącaczu”. Czuję silną więź z Puchaczem w tym aspekcie ;)

    Dzisiejsze zaćmienie podziwiano w mym domu przez maskę spawalniczą. Skąd się ona u nas wzięła?! Nie mam pojęcia.

  36. Miau! Dzień dobry, a raczej dobry wieczór! Wpadłam tu tylko przelotem powiedzieć Pani- Miau i spotkać dużą dawkę Pani wyśmienitego stylu, w tekstach, których jeszcze nie czytałam, więc zaczytuje się nim i – prawdę mówiąc- trochę leniwcze, powinnam pisać charakterystykę na polski, albo opowiadanie na konkurs, albo w ogóle uczyć się fizyki. Jednak, niestety napadły mnie niedźwiedzie, vel misie, których absolutnie „nie chce”.Więc uciekając przed obowiązkami jestem tu i piszę pani:
    Miau!

  37. Patrz, Kapucynko, już masz odpowiedź: Zgred się nie postarzeje nigdy.
    Jeśli chodzi o mnie, poczułam nagłą więź z ludzkością, zagapioną zbiorowo w niebiosa.

    Witam Cię serdecznie!

  38. No cóż. Nigdy nie będę mieć tyle lat, co Ida.
    Non omnia possumus omnes.

    Mi posłużyła skomplikowana elewacja szklana pewnego biurowca.
    I okulary przeciwsłoneczne.

  39. Witajcie! Zapragnęłam również się tu wpisać i mam na wstępie pytanie, a mianowicie: czy ktoś z Was orientuje się, jak zaćmienie słońca wpływa na samopoczucie człowieka?

  40. Ja też obserwowałam zaćmienie Słońca.
    Nawet wysłałam zdjęcia, ale chyba nie doszły…

  41. Aaa, Ciotko luba, dziękuję za wiadomość z pierwszej ręki.
    Czule pozdrawiam Puszczę Notecką, a zwłaszcza Leśniczówkę Pustelnia (lokalizacja miodowego miesiąca).
    Ciekawe, czy jeszcze stoi. Nad jeziorem, wśród wzgórz i lasów.

  42. Dobry wieczór. Droga Pani Małgosiu i Inni Zainteresowani, uprzejmie donoszę, że ptaki w Puszczy Noteckiej zamilkły. Było cicho jak w nocy.

  43. Oglądaliśmy z zapałem, choć to już chyba trzecie w moim życiu. Pan Musierowicz skonstruował podobny przyrząd optyczny, złożony z trzech par okularów bardzo ciemnych.
    Pies w ogóle nie zauważył, że ze słońcem coś nie tak.
    Zapomniałam obserwować ptaki – czy śpiewają, czy siedzą cicho, struchlałe. I nie wiem.

  44. Dzisiejsze zaćmienie słońca było po prostu piękne. Widziałam sprzed szkoły, specjalnie wyszliśmy, patrzyliśmy przez takie małe czarne płytki żeby nie zepsuć sobie oczu :-) niezapomniane, następne w 2026 roku. Z Hiszpanii będzie widać całkowite. Chciałabym to zobaczyć…

  45. A jak tam obserwacje słońca?
    Moja najmłodsza córka, zwana w domu Łejca-Żyrafejca, zdażyła w ostatniej chwili. W tym celu założyła 3 pary okularów przeciwslonecznych i patrzyła przez 3 talerze z Arcorocu (ciemne rzecz jasna). Udało się.

  46. Aniu G., Sowo – dziękuję za miłe słowa. Aniu, już dziś życzę Ci, byś wchodzac do ogrodu Twojego życia zawsze mogła dostrzec, że”coś ruszyło”, coś pięknie kwitnie i coś bujnie owocuje. A chwasty , cóż chwasty też po coś. To co piękne i to, co nie piękne buduje nasza historię, wszystko zależy od tego, jak to wykorzystamy. Tak myślę.

  47. Ha! Nie wiedzialam, ze ta piosenka jest spiewana na festiwalach piosenki zeglarskiej:)
    Zainteresowani beda sobie mogli znalezc piosenke „Puchacz i Kicia” na YT, posilkujac sie nazwiskami wykonawcow: Marek Szurawski, Dominika Zukowska i Andrzej Korycki. Milego dnia!

  48. Ja za kilka lat będę miała tyle lat co Ida, ale już się czuję jakbym była w jej wieku! Sił mniej, ale za to ile mądrości! Jak wiele ciekawych rzeczy mi się teraz przytrafiło, na przykład szczepienie drzew. Wystarczy rozejrzeć się dookoła i skorzystać. A kiedyś szukałam przygód za granicą… . To nie jest aluzja do podróży, ale czy DUA wytrzyma tak długo w podróży? Może tak teraz na dwa tygodnie albo tydzień póki zimno, potem znów na dwa itd. Jak widać mamy dla Pani gotowe scenariusze!

  49. Starosto kochany, jesteś niezawodny! Wielkie, wielkie dzięki:)
    O,właśnie! Nie dość, że w tym tłumaczeniu nie ma mimowolnego genderactwa, w sytuacji gdy jako bohaterowie występują:Sowa i Kot i nie wiadomo dlaczego Sowa rodzaju gramatycznego żeńskiego ma rolę męską, a Kot rodzaju (gramatycznego) męskiego żeńską , ale w dodatku fraza „They dined on mince, and slices of quince” przecudnie zamieniły się w „A po uczcie z kapusty i plasterków langusty”. No i drzewo Bongo zostało zachowane!
    I można również w tłumaczeniu rzecz zaśpiewać.
    I jakie to piękne: „Puchacz najrozmaitsze piosnki brzdąkał na cytrze”. Chociaż właściwiej byłoby stwierdzić z mocą, że całość jest po prostu mistrzowsko przetłumaczona! Majstersztyk.
    Celestyno, maleństwa na pewno wyciągną słuszne wnioski. Już ja je znam. Byle tylko nie próbowały ucztować na kapuście z plasterkami langusty, bo i do tego są zdolne.

  50. No, ja nie wiem mamo Isi jaka nauke z tego wiersza malenstwa wyniosa;-)
    W kazdym razie, rzecz sie nadaje do zaspiewania.

    Urzekl mnie rowniez rym: W zgrabnej łódce groszkowozielonej, I słój miodu z nalepką „The Honey”

  51. Edward Lear
    PUCHACZ I KICIA

    Kiedy Puchacz i Kicia wyruszyli w rejs życia
    W zgrabnej łódce groszkowozielonej,
    Wzięli w drogę parówki, duży zapas gotówki
    I słój miodu z nalepką „The Honey”.
    Puchacz najrozmaitsze piosnki brzdąkał na cytrze
    I tak śpiewał w kierunku Nord – West:
    „Kiciu, cudna osobo! Kiciu, życia ozdobo!
    Urodziwą mą Kicią tyś jest!
    Tyś jest!
    Tyś jest!
    Urodziwą mą Kicią tyś jest!”

    Kicia na to: „Puchaczu, czułych strun potrącaczu,
    Jakichż w pieśni twej żądz czuć gorączkę!
    Jeszcze dziś się pobierzmy i do siebie należmy!
    No tak, dobrze, lecz skąd wziąć obrączkę?”.
    Cały rok żeglowali, aż zamgliły się w dali
    Drzewa Bongo, gdzie Ziemia Niczyja:
    A tam w poprzek na szosie Wieprzek stał czyli Prosię
    Z kółkiem złotym wiszącym u ryja,
    U ryja!
    U ryja!
    Z kółkiem złotym wiszącym u ryja.

    „Drogi Wieprzku, czyś gotów za ten zwitek banknotów
    Sprzedać kółko?” – Odchrząknął im: „Bierzcie”.
    Więc obrączkę już mieli i następnej niedzieli
    Indyk ślubem połączył ich wreszcie.
    A po uczcie z kapusty i plasterków langusty,
    Odłożywszy widelczyk do pikli,
    Puchacz z Kicią objęci całą noc bez pamięci
    Szli w dal w blasku księżyca, aż znikli,
    Aż znikli!
    Aż znikli!
    Szli w dal w blasku księżyca, aż znikli.

    (przełożył Stanisław Barańczak)

  52. Starosto kochany, dorwałam ślicznie ilustrowanego Edwarda Leara „The Owl and the Pussy Cat”; chciałam poczytać maleństwom rzecz w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka i nie mogę go znaleźć! Gdzie ono jest?

  53. Znam takich, co w korkach uczą się języków obcych przez słuchawki, albo słuchają angielskich audiobooków (powieści Dickensa preferowane).

    Eviku, ten Tajemniczy Ogród może mnie troszkę przekonuje.
    Dzięki za przypomnienie o zaćmieniu. Nie omieszkam pouczestniczyć. „Dziwne znaki na niebie i ziemi” oglądam z literackim dreszczykiem.

  54. Dobry wieczór DUA. Dobry wieczór Ludu. Nawet korki drogowe mogą być przydatne. Dzisiaj podczas ślimaczej jazdy do pracy mogłam posłuchać audycję o burczybasach, mazankach i innych…

  55. PS. A ogród proszę zostawić ;)
    Jak DUA wróci to poczuje się niczym w Tajemniczym Ogrodzie :D

  56. Dobry wieczór.
    Chciałam tylko przypomnieć, że jutro można podziwiać zaćmienie Słońca :)
    Miłych obserwacji dla tych co zechcą i mają taką możliwość :)
    Dobrej nocy!

  57. Ach, właśnie im to powtarzam, Zgredu – tj. moim dzieciom. Mam zostawić mój ogród na łaskę losu? Zbyt wiele żywych istot mnie tu potrzebuje.
    Chyba że wyruszymy jesienią, a na przedwiośniu wrócimy.

    Rozmarynie miły, dziękuję za wiadomość prywatną i wszelkie dobre słowa oraz myśli.
    Nazwisko rodowe Mamy to oczywiście: Konopińska.

  58. A jak Starosta pogodzi ogrodnictwo z podróżami?

    Dodałbym do listy szlak Barbarzyńcy w Ogrodzie.
    :-)

  59. Śmiech to zdrowie! – pamiętasz to porzekadło? To może jest i nawet dawna mądrość ludowa, w każdym razie – nic prawdziwszego, jak się okazuje w świetle najnowszych badań.

  60. A ja dziekuje, ze napisala tutaj Pani o swojej Mamie, ktora prosila o „cos wesolego”. I ze zdazyla sie ta ksiazka nacieszyc. Pamietam, w jednym z Pani komentarzy w dawnej KG, napisala Pani, ze Mama powiedziala po przeczytaniu „Wnuczki”, jeszcze przed drukiem, „robisz dobra robote” (pamietam w przyblizeniu, nie odszukalam tego komentarza).
    Udala sie pani ta „Wnuczka”doskonale! Ale tez i motywacja byla ogromna.

    Tak sie zlozylo, ze wszyscy tutaj przerwalismy to radosne dzielenie sie lektura. Ale powoli wracamy:-)

    Paroma wrazeniami juz sie podzielilam, wszystkie ciekawe fragmenty zostaly tu juz przez wielu czytelnikow odnotowane.
    Co sie nasmialam, to moje. Pisalam tu juz wczesniej o roznych „wybuchowych” scenach:-) i sugestywnych opisach.
    Lirycznie oczywiscie tez bylo.

    Bardzo podobal mi sie i ubawil mnie opis spiacego na trawie Chrobota. Wlasciwie tylko buty ulozone na ksztalt V (triumfalnie) mowily o jego horyzontalnej obecnosci. Sliczne:-)

    Zerknelam przed chwila do „Wnuczki” i stwierdzam, ze absolutnie czas na ponowna lekture, bo wielu rzeczy nie pamietam. Smiechu, smiechu mi trzeba!

  61. Pozdrawiam Basię :) podpisuję się obiema rękami pod wpisem! Jakbym siebie czytała z listopadowego wpisu, przez chwilę musiałam sprawdzić kto pisze! W mojej głowie i sercu siedzi to samo :) I w milionach innych serc pewnie tak samo:)

    Uściski i podziękowania za Pani obecność :)

  62. Lubię wiedzieć – szczegółowo. To jest to słowo :)

    Piękna historia Chesterko. Dobranoc wszystkim.

  63. Dobry wieczór, oto obiecane wyniki moich poszukiwań. Po przestudiowaniu pracy brytyjskiego muzykologa, Bena Byrama-Wigfielda, dowiedziałam się, że możemy mówić jedynie o pięknej legendzie: nie ma żadnego dowodu na to, że Mozart spisał „Miserere” po jednokrotnym wysłuchaniu go w Kaplicy Sykstyńskiej. Jedynym świadectwem o sprawie są słowa z listu Leopolda Mozarta do jego żony z 14 kwietnia 1770r., w którym informował ją o spisaniu przez syna tegoż utworu, pilnie strzeżonego przez Watykan, ale nie podaje w jaki sposób się to dokładnie odbyło. Legendą też najprawdopodobniej jest przekonanie o grożącej za rozpowszechnianie utworu karze ekskomuniki – mimo wzmianek o tym w kilku osiemnastowiecznych źródłach (także we wspomnianym liście Leopolda), nie znaleziono jak dotąd takiego dekretu w papieskich archiwach. Nie zachował się też autograf wersji utworu spisanej przez Mozarta. Nie ma dowodu na to, że L.Mozart odsprzedał kopię syna Charlesowi Burneyowi (a ten ją opublikował). Prawdą jest natomiast fakt, że „pirackie” kopie krążyły już po Rzymie i Londynie na grubo przed urodzeniem Mozarta (można je było sobie kupić, obejrzeć lub nawet posłuchać utworu na koncercie), w związku z czym mały Wolfgang miał kilka sposobności, by się z utworem lepiej zapoznać (i o tym jest m.in. wspomniany przez Ciebie Celestyno artykuł). Cóż, zakazany owoc lepiej smakuje, jak wiadomo. A jak kto ciekawy do jakich rozmiarów urosła mozartowska legenda, niech poszpera w Internecie. Na marginesie dodam tylko, że wersja „Miserere” powszechnie nam znana, nie jest do końca zgodna z tą (pełną improwizowanych ozdobników), jaką wykonywano w XVII wieku podczas Ciemnej Jutrzni w Kaplicy Sykstyńskiej. Prawdopodobnej rekonstrukcji można sobie odsłuchać na YT, w wykonianiu zespołu A Sei Voci (hasło Miserere di Allegri con ornamenti barocchi).

  64. O, jakie miłe Wrażenia Czytelnicze – dziękuję!
    Magdo, cieszę się bardzo – zwłaszcza z tego, że czytacie we dwie, mama i córka. To bardzo sympatyczne.
    Z dobrego odbioru „Wnuczki” także jestem rada: tyle dobrych sygnałów do mnie płynie dzięki niej. A pisałam ją, siedząc miesiącami w domu, przy chorującej Mamie. Nasza Mama była molem książkowym, czytała wiele i z zapałem. Ale coraz częściej mówiła, że wszystko, co obecnie czyta, wydaje się jej smutne, nudne lub złe.- „Napisz mi coś wesołego”- dodawała.
    Napisałam więc, starając się, żeby książka była jak najmilsza.
    I Mama jeszcze, jak zwykle, przeczytała ją przed korektą, i jak zwykle sama wprowadziła poprawki, zawsze trafne.
    Taka historia, widzisz.

    A teraz o różach: Gloria Dei wspaniała, też ją mam, wyobraź sobie – w odmianie pnącej! (rzadkość). Ale słabo jakoś rośnie.
    Miłego ogródkowania, miłej wiosny! Pozdrawiam serdecznie!

  65. Ha!!!
    Witam serdecznie:)
    Znalazłam Was :-) Chciałam się wpisać w starej księdze gości ponownie i nie szło :( Szukałam i znalazłam tutaj, nie wiedziałam o zmianie miejsca ?
    Najpierw wpis nie na temat wiosny, lecz „Wnuczki do orzechów”
    Od grudnia czytałam całą serię Jeżycjady od początku, aby mieć odświeżonych bohaterów i zabrać się za „Wnuczkę…”
    Kiedy podekscytowana chwyciłam w końcu ostatnią z serii, delektowałam się nią pomalutku, aby za szybko jej nie skończyć. Wiedziałam, iż na Feblika muszę znowu czekać…
    Po zamknięciu ostatniej strony „Wnuczki… ” Poczułam żal rozstania. Jakby mi wyjechała rodzina najbliższa na długie wakacje… ogromna pustka i tęsknota… Czy to normalne tak się zżywać z bohaterami?
    Nie bardzo chciało mi się zabrać za jakąkolwiek nową książkę, a mam ich sporo do przeczytania. No i jeszcze się nie zabrałam.
    Pani Małgosiu, dziękuję za chwile radości i ciepła :) Za tę pustkę , która teraz odczuwam, także dziękuję… A Ida w tej części „wymiata’ jak to mówią młodzi :) Uwielbiam Gabrysię, i kocham Idę :) Rozbawiła mnie i wprowadziła w rewelacyjny nastrój:-) Nie mogę się doczekać jej reakcji na Dorotkę:)
    Mmmm….
    Córcia Dominika (28 letnia) , wychowana na Jeżycjadzie, już zabrała całą 20-tkę do siebie i pochłania.
    A teraz o wiośnie! Kocham książki i kocham mój ogródek, a w ogrodzie cudne róże…
    Pierwsze co nieco już wychodzi z ziemi, krokusy już pięknie kwitną (szkoda, że zdjęcia nie mogę wstawić ) a róże zaczynają świeżutko pęcznieć. Nie wiem, która jest piękniejsza… Jedną z pięknych , które mam to Gloria Dei… pastelowa, żółto – różowa. W internecie oglądałam, lecz moja jest cud – miód :-) Czyli piękniejsza! Samochwała!
    No i sasanki ;) i rozwary!! pięknie podkreślają kwitnące róże i lawenda i i i i całe jeszcze mnóstwo :)
    Serdeczności dla Pani Małgorzaty i dla wszystkich tutaj wpisanych :):):)

  66. Śliczna historia, Chesterko:)) Bardzo lubię „Krainę…” A torcik z 50 świeczkami był? Urodzinowe uściski od prawie równolatki ( jeszcze kilka tygodni).
    Utknęłam na dobre w „Gawędach o sztuce”, katedry skończone, teraz Flamandowie. A jak mam czas, to w archiwum Dwójki słucham dr Fabiani. Głowa w średniowieczu, a ręce siekają surówkę, albo pieką ciasto. Trochę niebezpiecznie, ale jaka frajda.
    Z usztywnionym kręgosłupem, wyniośle omijając wzrokiem rozgardiasz domowy(schylać się i skręcać nie mogę, panie dzieju), idę zatonąć w lekturze. Od domowych porządków mam zwolnienie od lekarza, ha!
    Pa!

  67. Tak, tak Pani Małgosiu, to zupełnie możliwe. Na tej sesji na pewno był. Gdybym wtedy wiedziała, że Pani tam jest, przyleciałaby na skrzydłach.
    Byl autentyczny, czasem do bólu prawdomówny. Brak mi rozmów z nim. Odszedł do Krainy Sto Piatej Tajemnicy dzień przed moim rodzonym Tata. Życie dorównuje powieściom.

  68. Celestyno, jakże mi miło, rownież w imieniu mojego, nieżyjacego już teścia. Też lubię, zwłaszcza jego wileńska trylogię, oparta w dużej mierze na historiach rodzinnych.

  69. Jak dobrze, że go przypomniano.
    Poznałam go kiedyś, na sesji w Gdańsku – chyba to była ta, poświęcona Astrid Lindgren.
    Bardzo miły, skromny pan.

  70. Chesterko, jaka piekna historia:-)

    Nabralam ochoty na przeczytanie ksiazek -zwlaszcza wspomnien wilenskich-autora „Krainy sto piatej tajemnicy”:-)

  71. Wiedziałam, że historia będzie piękna i oczywiście nieprawdopodobna, jak to z pięknymi bywa.
    Dziękuję, że zechciałaś się nią podzielić. Pozdrawiam serdecznie Romantycznych!

  72. Cóóóż. A było to tak. „Chłopiec z zielonym beretem” (bohater) wyrósł na romantycznego młodzieńca. Będac w Wilnie, w miejscu, gdzie zanoszono modły o życie dla maleńkiego Mickiewicza, prosił o dobra żonę. Wróciwszy do Gdańska, jako przedstWiciel podziemia studenckiego wpadł na UG, gdzie pewna młoda, równie romantyczna studentka strajkowała. Jedno spojrzenie i już wie, że został wysłuchany, ale wierzac, że istota ta jest mu przeznaczona, czeka ze znajomościa 2 lata. Potem: skrzypki!
    Przy pierwszej wizycie u przyszłych teściów, Chesterka widzi na ścianie obraz-ilustrację ze znajomej ksiażki, kt autorem okazuje się być Tata bohatera. Fine (tzn jeszcze nie)

  73. No, ależ!
    Rzucić taką uwagę i nie dodać nic więcej?!
    Prosimy o garść szczegółów.
    To jakaś piękna historia, prawda?

  74. W zwiazku z refleksjami okołojubileuszowymi (jak już się chwalilam – stuknęło 50 lat- tak, tak) – w życiu żywych ludzi często zdarzaja się niezwykłe rzeczy. Np 11-letnia Chesterka, czytajac „Krainę sto piatej tajemnicy” zupełnie nie wiedziała, że kilkanaście lat później będzie żona jej bohatera. Sic!

  75. Nie powstrzymuj się, ulubiona Celestyno. Wrażenia czytelnicze miło się przyswaja.;)

  76. Dzień dobry,Basiu! Chyba nic milszego nie mogło mi się zdarzyć po powrocie ze spaceru, niż takie miłe słowa. Serce autorki aż podskakuje z radości, gdy się jej tak uprzytamnia, że jej praca ma sens!
    Cieszę się ogromnie!
    Co do niewiarygodnych zbiegów okoliczności: cóż, połowa literatury na świecie na nich właśnie ufundowała swe istnienie. Nota bene, to wcale nie znaczy, że nie zdarzają się one w tak zwanym normalnym życiu. Moim skromnym zdaniem to „normalne życie” toczy się wśród (i DZIĘKI nim!) nadzwyczajnych wydarzeń i niezwykłych zbiegów okoliczności. Ciekawe, że człowiek zwykle ich nie dostrzega od razu – „takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy”- i dopiero, gdy z perspektywy lat obejrzy się na swoje życie, nagle widzi całą jego logikę, ukryte związki, kamienie milowe etc.
    Pisarz, któremu uda się od razu widzieć większe „świata koło”, wprzęga to wszystko do swoich książek, wiedząc doskonale, że fabuły skrupulatnie prawdopodobne, monotonne, pozbawione nagłych zwrotów akcji i nawet rysu szaleństwa, z całą pewnością nie przykują uwagi czytelnika. A to o nią przecież się bijemy.
    Ściskam Cię najserdeczniej, dziękując za miły sygnał, pozdrawiam narzeczonego oraz całe grono rodzinno-przyjacielskie!
    Pozdrawiam też Kraków!

  77. Ale super komentarz Basia napisala! Z ust mi wyjela duzo rzeczy:-)
    Ja teraz tylko sila powstrzymuje sie, zeby sie nie powtarzac z opisywaniem moich wrazen, jednak za kazdym razem kiedy n-ty raz siegne po ktoras z ksiazkek MM, swierzbi mnie reka, zeby tu recenzje zamieszczac i cytatami przemawiac:) Dobrze, ze pojawia sie wciaz ktos nowy:-)

    Dzien dobry!

  78. Dzień dobry Pani Małgosiu!

    Chciałam Pani podziękować za barwny świat Jeżycjady, który Pani stworzyła. Czytam Pani książki, od kiedy pamiętam i ciągle do nich wracam.To niesamowite, powołać do istnienia kogoś, kto potem żyje w sercach ludzi przez pokolenia. A Pani przecież stworzyła tych postaci bez liku. Z naszych rozmów w gronie rodzinno-przyjacielskim można wysnuć wniosek, że udało się Pani trafić do każdego z nas w inny, niepowtarzalny sposób. Bo też każdy z nas uznaje za majstersztyk odmienny typ bohatera. Dla mnie najwspanialsze w Pani pisaniu jest to, że kiedy czytam, staję się częścią Pani świata, jestem tam naprawdę. Niewiarygodne zbiegi okoliczności mogą się wydarzyć i wcale mnie nie dziwią, bo taki jest ten Pani świat: wszystko jest możliwe i ma swój magiczny porządek. Wraca się do Pani ożywczych arcydzieł jak do domu. Dziękuję, że w każdym z nich umieściła Pani dawkę szczęścia w wysokim stężeniu i że ten eliksir humoru nigdy się nie wyczerpuje ani też nie ulega przeterminowaniu! Wszystkie Pani książki są wspaniałe i nie mogę się doczekać kolejnej. A moja koleżanka kiedyś zażartowała, że mój narzeczony jest idealnym mężczyzną wedle kanonów Jeżycjady. Może dlatego, że jest filologiem klasycznym.:) Gorące uściski z prawdziwie wiosennego Krakowa!

  79. Już wszystko wiem, ale podzielę się moją wiedzą dopiero wieczorem, jak Sowiątko pójdzie spać.

  80. Dzien dobry! Dzis nareszcie sloneczny poranek! Mickiewicz wiedzial, co pisal. Jasmin cudownie pachnie, moze w tym roku wczesnie zakwitnie :)

  81. Dobry wieczór.
    Yes DUA, czysta twórcza przyjemność :D
    Oddalam się ku wannie mrucząc: dywanik i uchwyt, dywanik i uchwyt…

  82. Dobry pozny wieczor. Mnie tez sie ta podpowiedz przyda, bo tez zapomnialam.
    Zorzy polarnej nie udalo mi sie zobaczyc, chociaz ciemno u nas, ze strach.
    Padam po ogrodowej gonitwie od rana, ale podstawowe rzeczy zrobione. Chociaz moglabym jeszcze znalezc zajecie na jakis miesiac – co najmniej.
    Motylki przedpodrozne duze jak gesi. Do soboty pewnie osiagna wielkosc sloni…
    Kolorowych ogrodkowych snow:).

  83. Och, dzięki!

    Wiedziałam, że na Ciebie można liczyć.
    Szukałam :”Vivo” albo „Vita” i nie znalazłam!:)))

  84. Hej, a kto mi podpowie: jak się nazywał ten blog, na którym pisuje pan Stanisław Falkowski?
    Dawno nie zaglądałam i zapomniałam.

  85. Pewnie, że można modyfikować. Ja dziś dodałam zielonego ogórka, też chrupał!
    Miłego zdrowienia, Celestynko!

  86. Acha, wyprobowalam juz salatke „boleslaw” :) Pyszna! Zjadlam ogromna jej ilosc, chrupiac przy tym smakowicie.
    Zmodyfikowalam leciutko, zamiast polowki selera, uzylam cwiartke nieduzego selera i cwiartke korzenia fenkulu, wszystko cieniusienko pokrojone. Reszta jak Pani podala. Sos cudowny!

  87. Aniu G., koniecznie plastikowy dywanik na dno wanny i uchwyt na scianie, zeby trzymajac sie wchodzic! W mojej rodzinie bylo pare bolesnych poslizniec, az poszlam po rozum do glowy.

    Sowo, wyczytalam, ze Mozart byl kilkunastoletnim mlodziankiem, kiedy to ze sluchu spisal. Pod haslem Gregorio Allegri, znalazlam taki dokument w pdf: Ilias Chrissochoidis London Mozartiana: Wolfgang’s disputed age & early performances of Allegri’s Miserere.

    Pani Malgorzato, pieknie sie usmiecham (przez lzy i kichanie, alergia na pierwsze zolto pylace drzewa: olchy, brzozy..)!

  88. Dlaczego trzy? Bo tylko takie trzy paczuszki to pełna gwarancja idealnych słonecznych kompozycji, na wypadek, gdyby któreś nasionka gdzieś wyniosły myszy, albo część nie wzeszła. Czyli czysty rozsądek:-) I zielone szaleństwo.

  89. Proste, myślałaś: „siejemy, siejemy!’
    Kupiłam dzisiaj, jak co roku, nasiona aksamitek w trzech odcieniach. I to jest zrozumiałe, bo cytrynowy, miodowy i rudy pięknie razem ze sobą wyglądają. Ale dlaczego kupiłam po trzy paczki z każdego koloru?
    Ostatecznie zawsze mogę je wysiać gdzieś w polu.

  90. Dzień dobry, siejemy, siejemy:-) Byle do piątku. I sadzimy. I kopiemy. Zastanawiam się, co ja myślałam, kupując te wszystkie nasiona… pozdrawiam wiosennie:-)

  91. SowoP, jestem bardzo zainteresowana wynikami Twoich badań!

    AniuG, ależ to nie jest właściwie robota, to czysta twórcza przyjemność! No, nie?

  92. Dziękuję! Czuję się, jakbym już tam była, Just!

    „…niebo się odkryło
    I wkoło ciepło i błękitno było!
    Uczułem zapach Włoch, róż i jaźminu,
    Różą pachnęła góra Palatynu.”

    (Adam Mickiewicz- „Śniła się zima”)

  93. Pani Malgosiu! Co do planowanej podrozy, to zapraszam do Rzymu, najlepiej pozna wiosna, kiedy zakwitna roze w ogrodzie na Adwentynie. Roztacza sie stamtad przepiekny widok na Wzgorze Palatynskie.

  94. Witam serdecznie z deszczowej Italii!
    Od jutra pogoda ma sie polepszyc i mam nadzieje, ze slonce na dluzej zagosci.
    Zauwazylam, ze w skrzynkach na balkonie wyrosly frezje, niedlugo zakwitna.
    W najblizszy wolny dzien zamierzam zasiac bazylie i inne ziola.

  95. O, dawniej też potrafiono skutecznie zabezpieczać swoje interesy: kopiowanie i wykonywanie „Miserere” Allegriego poza papieską kaplicą było obłożone karą ekskomuniki. Ciekawe czy Mozart wziął to pod uwagę. Muszę sprawdzić, kiedy kara została zdjęta. Mam nadzieję, że nie obowiązuje do dzisiaj :O
    .

  96. W temacie bzów, moja krasawica okazała się zwykłym bzem i kolorze najpospolitszym, ale za to ten dwubarwny( kupiłam 20 lat temu jako starą polską odmianę o nazwie Fantazja) rozrósł się w potężny krzak tworzący sklepienie nad ścieżką. Panowie wiosną zawadzają głowami, bo pod ciężarem kwiatów gałęzie zwieszają się nisko.
    Na tematy ogrodnicze to ja mogę gadać godzinami :)) Dlatego tak miłe są te wycieczki ogrodnicze- gromada takich samych zapaleńców zgromadzona jednym miejscu. Ile można się nagadać kompoście i wszyscy są szalenie zainteresowani tematem:D

  97. Zdrowie jeszcze marnie. Niesprawna ruchowo-kręgosłup- wywaliłam się w wannie tłukąc boleśnie żebra, siedzenie i lewą stopę, ale siejemy! Sałata majowa już sypnięta do skrzyneczki po lodach, astry peoniowe jeszcze w torebce, bo boję się że za wcześnie, u nas długo zimno. Przechowane przez zimę pelargonie angielskie zostały dziś pocięte na flance. Smagliczka jeszcze czeka razem z gęsiówką kaukaską. Agapant wsadzony do donicy na oknie, skrzynka tarasowa czeka na pietruszkę naciową. DUA, kocham tę robotę!!

  98. Dzień Dobry.
    Krasawica Moskwy? Widzę, że to jest ten sam lilak, który tu zwą Beauty of Moscow. Też go rozważałam, ale wygrał „Sunday Lilac Sunday”. Nie wiem czy ma on polską nazwę. Wyróżnia się też innym pokrojem. Ma bowiem łukowate gałęzie (jak budleja), zakończone kiściami kwiatów, długimi niczym rękawiczki pod łokieć. Na zdjęciach ciekawie to wygląda, zobaczymy, w rzeczywistości.

  99. Żyjący twórcy mają lepiej. Mogą pilnować swoich spraw.;)

    Aaależ wycieczkę dziś miałam! Wspaniałe powietrze, słońce, skowronki nad polami!
    Znów kupiłam za dużo nasion. Zwłaszcza – astrów peoniowych.

    AniuG, jak tam zdrowie? Siejemy?

  100. Problem „darmowych” e-booków to rzecz niby oczywista, ale nie wszystko takie jest. Dajmy na to – korzystanie z serwisu YT. Przecież tam sporo muzyki zostaje umieszczonej bez zgody twórców, nawet jeśli są to nagrania z koncertów albo z telewizji. A idąc już całkiem daleko – czy właściwą rzeczą jest spisywanie muzyki ze słuchu? Czy Mozart był piratem spisując ze słuchu „Miserere” Allegriego? O ile spisał, bo to też kwestia wątpliwa ;)

  101. Moich już nie ściągną.

    Dzień dobry! Wiosna prawdziwa!
    Wskakuję na rower i znikam w krajobrazie.

  102. Dzień dobry! : )
    Siedzę sobie w bibliotece na uczelni, łapię oddech po ponad godzinnym spacerze (wybrałam ten sposób komunikacji, zamiast miejskiej, takie piękne słoneczko przecież) i zaraz pędzę na zajęcia.
    Zgadzam się z Panią M.M. w 100% jeśli chodzi o te książki e-booki. Z strony na „ch” (i pewnie z innych też) wszyscy je sobie ściągają, w ogóle nie myśląc o autorach i o tym, że to nie jest fair wobec ich pracy.

  103. Mam szczerą nadzieję, że nigdzie, Julko. Wydawcy moi starają się o to pilnie, miarka się przebrała, działa w tej sprawie ich prawnik.
    Zabrano się energicznie za wszelkich złodziei – bo, widzisz, ja żyję tylko z tego, co napiszę i narysuję.Wydawca żyje z tego, co autor pozwoli mu wydać i sprzedać.
    A wszelkie inne sposoby zarabiania na moim dorobku to zwykła kradzież.
    Wiesz, jeśli nie możesz sobie kupić książki, wypożycz ją z biblioteki. Albo napisz do mnie, a ja Ci ją sprezentuję.
    Ale złodziei nie wspieraj.

  104. Dobry wieczór,
    ja chciałabym spytać czy pani nie wie, gdzie można dostać pani książki w formie e-booków za darmo?
    Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź :)
    Pozdrawiam i miłej nocy,
    Julka

  105. Dobry wieczor.
    Znowum spozniona z komentarzami…
    Dzieki wielkie za namiary na Plaszcz zabojcy i igpoty.com – tylko… krolestwo za CZAS!! ;)
    Przepis salatkowy smakowity!
    Cymatics – cudowne!
    Mamo Isi, konwalii nie przezylismy, ale kiedys w sosnowych laskach kolo Otwocka nasze, jeszcze nie mowiace Malenstwo, wyszlo spoza krzaczka z nadgryzionym grzybkiem w lapce i z kawalkami tegoz grzybka na buzi. Na wszystkie pytania odpowiadala slodkim usmieszkiem, w buzi nic nie odnaleziono, grzybek nie byl gorzki ( do dzis nie wiemy, co to bylo!!), wiec postanowilismy obserwowac i czekac. I tym razem metoda pilota Pirxa sie sprawdzila…
    Z Arete sie nie zgadzam – razem z Katarka. Ludzie sa tu dobrzy, tylko czesto sami powracajacy maja problemy ze znalezieniem sie w nowej rzeczywistosci. Ale wracac trzeba…
    AniuG, na te katedry, obrazy i inne rzezby, to zycia nie starczy. Ale tez buduje ;).
    Chyba zaczynam miec motylki przedpodrozne…
    Aaa, widzialam kilka dni temu pierwszego cytrynka! I zurawia na lace!
    Pozdrawiam z prawie gotowego, zupelnie nowego ogrodka.

  106. Dobry wieczór,
    dla mnie Derek Jacobi to wyłącznie Klaudiusz. Choć w „Jak zostać królem” był milutkim inaczej arcybiskupem Canterbury:-) Mieć nieopodal takie Arboretum, to musi być wieczna pokusa…:-) Zdjęcia na igpoty.com i fotografie Pani Magdaleny Wasiczek znam, lubię, oglądam i podziwiam. Piękne. Ale też zawsze trochę zastanawiam się, gdzie jest granica fotografii. Po te zdjęcia są wielokrotnie „obrobione”, zmiany barw, ich nasycenia, przeróżne filtry, programy do obróbki… Ech.
    Co do roślin ogrodowych, wielce pouczająca jest jednak lektura kryminałów… Konwalie, naparstnica, cis i inne takie. Takie rozkoszne lektury:-) Miłego wieczoru!

  107. No proszę :( A ja go tak lubię…Ale tak to już jest z ekranizacjami, nie tylko Ellis Peters. Ja na przykład nie cierpię ekranizacji Agathy Christie, zwłaszcza książek o Miss Marple.
    ps. Co prawda, pierwsza seria Cadfaela jest najlepsza, jak to zwykle bywa.

  108. Polecam też serial BBC o braciszku Cadfaelu. Cudownie zagrał go Derek Jacobi, niezapomniany Klaudiusz. Współgra z książkami idealnie.

  109. O, wielkie dzięki, Starosto kochany! Zaraz sobie spis wydrukuję.
    Zapomniałam dodać, że cebulice i forsycje zaczynają kwitnąć.
    No i z tydzień temu nad naszym ogrodem przeleciało stadko żurawi, po czym na widok stoczni wrzasnęło swoje „gru”, „gru”, dało w prawo zwrot i poleciały na Wyspę Sobieszewską;)

  110. Dobry wieczór!
    Poczytałam komentarze, żeby zaczerpnąć energii z Pani Strony i natchnąć się jakoś do pracy. A tu formularz tak ładnie wpisał – sam z siebie – „nutka”, że aż poczułam się w obowiązku przesłać serdeczne, nutkowe pozdrowienia!

  111. Już zapodają:

    Cadfael Novels:

    A Morbid Taste for Bones (published in August 1977, set in 1137)
    One Corpse Too Many (July 1979, set in August 1138)
    Monk’s Hood (August 1980, set in December 1138)
    Saint Peter’s Fair (May 1981, set in July 1139)
    The Leper of Saint Giles (August 1981, set in October 1139)
    The Virgin in the Ice (April 1982, set in November 1139)
    The Sanctuary Sparrow (January 1983 set in the Spring of 1140)
    The Devil’s Novice (August 1983, set in September 1140)
    Dead Man’s Ransom (April 1984, set in February 1141)
    The Pilgrim of Hate (September 1984, set in May 1141)
    An Excellent Mystery (June 1985, set in August 1141)
    The Raven in the Foregate (February 1986, set in December 1141)
    The Rose Rent (October 1986, set in June 1142)
    The Hermit of Eyton Forest (June 1987, set in October 1142)
    The Confession of Brother Haluin (March 1988, set in December 1142)
    A Rare Benedictine: The Advent of Brother Cadfael (September 1988, set in 1120)
    The Heretic’s Apprentice (February 1989, set in June 1143)
    The Potter’s Field (September 1989, set in August 1143)
    The Summer of the Danes (April 1991, set in April 1144)
    The Holy Thief (August 1992, set in February 1145)
    Brother Cadfael’s Penance (May 1994, set in November 1145)

  112. Aniu g., bez wątpienia dostarczają. Ledwośmy doszli do siebie po tym, jak Zosieńka przegryzła sobie język (pogotowie, szpital, lekka narkoza, szycie),a tu Asieńka postanowiła tez nie być gorsza.
    Starosto, maleństwa są pod stałym nadzorem przez 24 godziny na dobę, jeno wygląda na to, że w ogrodzie powinny być pod dwoma nadzorami, bo jedna leci w jedną stronę, a druga w drugą. I to zupełnie się przedtem nie umówiwszy. A po drodze każda zgarnia wszystko, co jej się napatoczy. Dzisiaj Asi napatoczyły się trzy krokusiki, które zerwała i ściskała w łapce. Stoją teraz w malutkim dzbanuszku, bo na szczęście nie padły pod kolosalnym ciśnieniem;)
    Tylko kiedy w tych okolicznościach przyrody zająć się ogrodem?
    Teraz czytam „One corpse too many”, czyli cofam się w czasie. Mogliby gdzieś zapodać kolejność.
    A tak w ogóle, to lecę zaraz na rekolekcje.

  113. Potwierdzam, Babciu Gąsko jedyna.
    Pozdrawiam Gąsiątka!

    Zawodowa Mamo, dowcip stary, lecz prawdziwy.

  114. Znamy „W moim Mitford”. Miło się czytało. Dodam tylko, że cały cykl składa się z bodajże dziewięciu części- ja odpadłam po piątej, bo jednak wtórnie się zrobiło. Ale pierwsza część faktycznie- milutka.
    Uściski wiosenne- b.g.

  115. Mnie zawsze bawi tajemnicza nocna przemiana łopaty w skowronka…szkoda, że mnie się to nigdy nie zdarzyło. Coś jak w starym dowcipie, że jedyne, co się w domu samo umyje, to kot :)
    W moim lesie jeszcze NIC nie kwitnie, dopiero wyłazi jedno za drugim. Może, gdyby dzisiejsze słońce potrwało z tydzień, sytuacja uległaby zmianie. Póki co, wygrabiam tony liści i planuję nowe nasadzenia. To nieuleczalne. Dziękuję za wpis i serdecznie pozdrawiam!

  116. Zgłaszam, że moje tulipany w gdanskim, przyblokowym, ciupkim ogródeczku takoż samo wygladaja.
    Przepis na sałatkę przedni, mimo że nie dodałam bazylii, za to miód gryczany, który dał ciekawy odcień smakowy.
    Odkryłam urocza powieść, pełna ciepłego humoru i miłości do ludzi – W moim Mitford. Ale wy DC, na pewno już ja znacie.
    P.s. Czy tulipany, można jeszcze przesadziic?

  117. Dzień dobry.
    Capek boski jak zawsze:)) Ale chyba nie miał energicznego psa…
    Mamo Isi, dzieci dostarczają ekstremalnych przeżyć!! Numeru z konwalią nie mieliśmy w repertuarze!
    Z powodu ograniczeń fizycznych tkwię w XIII wieku we Francji na budowie gotyckiej katedry. Trochę mi się zejdzie, jakieś 40 lat ;) ( B. Fabiani).

  118. Mamo Isi, ale zgroza z tą konwalią.
    Osobiście nie mam dla Ciebie rady, poza jedną, że małych dzieci nie wolno spuszczać z oka, bowiem , pozostawione na pełnej swobodzie, od razu sobie coś wkładają do buzi, nosa albo ucha, że nie wspomnę oka. Brrr.
    Fajnie, że wsiąkłaś w Ellis Peters. Widzę, że w serię średniowieczną. Ale istnieje też wielce udana seria kryminałów, dziejących się współcześnie (tj. w latach 60 na ogół), które są w pierwszym rzędzie świetnymi, zwięzłymi powieściami obyczajowymi. Napisane są z najlepszym angielskim smakiem i powściągliwością, i z raczej nieangielskim ciepłem oraz wdziękiem i sympatią dla ludzkości. Bardzo polecam!

  119. Wsiąkłam i ja po angielsku na czas jakiś, bowiem doszły pierwsze trzy książki Ellis Peters, wskutek czego wgryzłam się w pierwszą z brzegu („Saint Peter’s Fair”) i przepadłam. Rzeczywiście, Starosto, wciągają te księgi wprost niemożliwie;) Bo w końcu trza wiosenne porządki domowe zacząć, no i w ogrodzie działać co dzień choć troszkę, a tu taka pokusa na podorędziu!
    Tymczasem w ogrodzie zakwitły już krokusy i pierwsze przylaszczki oraz pierwiosnki, zaś przebiśniegi wciąż dziarsko się trzymają, bo zimno.
    Maleństwa co dzień wychodzą na spacer, dzielnie grabią, głaszczą niebieskie krokusy i czule do nich przemawiają. Jednak przedwczoraj Asieńka bystrym oczkiem przyuważyła nie usunięty owocek konwalii!
    Wywołanie wymiotów, pogotowie, szpital, EKG – na szczęście nic nie przyswoiła. Zaraz potem niemal na czworakach przebadałam ogród pod kątem nieusuniętych owocków konwalii i znalazłam jeszcze trzy! A przecież żonkile, czy naparstnice też są trujące. Jak zniechęcić maleństwa do próbowania wszystkiego, co znajdą?
    Właśnie przeleciała pani kosowa z pękiem traw w dziobie – jak co roku pp.kosowie gniazdują w gęstwinie bluszczu na elewacji południowej. A wczoraj w oczku wodnym ptaki urządziły sobie istne spa – woda aż się burzyła, tak się pluskały.

  120. Ann i ogrodniczki, obejrzyjcie cudowne zdjęcia na igpoty.com ( International Garden Photographer of the Year – images of a green planet). Polka , Magdalena Wasiczek, zdobywa tam nagrodę za nagrodą!
    Najładniejszy dział w kolejnych seriach konkursu – The Beauty of Plants.
    Ale właściwie wszystkie piękne!

  121. Mam krasawicę! Kupiłam w sklepie Arboretum Kórnickiego przed dziesięciu już laty. Jest nieco brudnawa w kolorze, szkoda, ani to biel, ani róż. Biel przybrudzona słabym fioletem. Ale rośnie bujnie i zdrowo, kwitnie bogato.Wielkie kwiatostany, puszyste. Zapach mocny, ładny.
    Dobranoc, kwiatolubki.
    Celestyno, „Rok ogrodnika”- koniecznie. To jest cudo.

  122. Hm, to już raz ostatni, naprawdę. Wiedziałam, że się spodoba:-)Krasawica Moskwy też piękna, ale jakoś tak… Co do nazw wiosennych, zawsze rozbraja mnie za to narcyz Winston Churchil. Sir.
    Uśmiechy dla DUA i Miłej Celestyny.
    Dobranoc:-)

  123. Acha, czyli cos jakby zolc neapolitanska. Ja to nazywam: kolor kogel- mogel.

    Dobranoc!

  124. Wielkie nieba, Ann! Toż to rzeczywiście sensation! Białe brzeżki kwiatków, w środku liliowy krzyżyk!
    Obejrzałam w Googlu, tamże: wielka ściana lilaków ponad murkiem, ach, chyba stare to krzewy.
    No, warto o nim marzyć.

    Celestyno, dzięki; to już poważny pan architekt. Ale wciąż się tak miło, z rzadka, uśmiecha.

  125. Zależnie od światła delikatny, ciepły żółty, lekko kremowy, lubię taki żółty. Wszystko może nie, ale zawsze ciut raźniej.
    A kusi mnie lilak sensation. Chyba ładnie pasowałby do magnolii Susan:-) Hm, można pomarzyć.
    Dobranoc!

  126. Ladna nazwa dla salatki:) (to o ostatnim Pani komentarzu pod poprzednim wpisem).
    Przy okazji: pozdrawiam Boleslawa, ktorego mialam okazje widziec dawno temu w roli osoby towarzyszacej na Pani spotkaniu z czytelnikami w Krakowie, na poczatku lat 90-tych.

    Swietny ten Capek!

  127. A ja dziękuję za dwa uśmiechy jednego wieczoru. :-)
    Maślane krokusy! – jakie to będą?
    Żółtawe? Czy kremowe?
    No i widzisz, Karel Capek też miewał koszmarne dni. E, tam. Powiadam Ci, ogród wszystko usuwa w cień, że się tak obrazowo wyrażę.

  128. Kochana Pani Małgosiu, muszę, po prostu muszę uśmiechnąć się po raz wtóry:-)
    Miałam dziś właśnie taki koszmarny dzień przeładowany dopustami, klęskami itd. Ale ratuje mnie tylko myśl, że już w piątek chcę tam coś sobie zasadzić… Czaję się na kolejny bez. Tulipany mam dokładnie takie same, jak Pani. Krokusy białe jak śnieg z pomarańczowymi pręcikami, maślane i pomarańczowe. Dziękuję za wpis!

Dodaj komentarz