Dzień Kobiet jest co dzień

hanu

 

I tak ma być.

Dobrze jest być kobietą!

Młodziutką, dorosłą i całkiem dorosłą.

Dobrze jest być kochaną, a jeszcze lepiej jest – kochać.

Wszystkim  Czytelniczkom, oczywiście niezależnie od wieku,

przesyłam zielone i wiosenne życzenia: rozkwitajcie!

 

– MM

 

PS To śliczne zdjęcie jest dziełem naszej KC Marple.

 

189 przemyśleń nt. „Dzień Kobiet jest co dzień

  1. Jak to sie ze ja jeszcze nigdy wczesniej nie czytalam plaszcza zabojcy. Wsiaklam na pol niedzieli. Ide sobie zrobic salatke. Z pozdrowieniami dla najmlodszego.

  2. Sowo P. koleżanka altowiolistka powiedziała mi, że orkiestra naszego ostatniego króla cała wyposażona była w instrumenty, które zrobił Stradivarius. Potem rozeszły się po świecie.

  3. Katarko, potwierdzam jak najgoręcej! Między ludźmi jest tu ciepło.
    Celestyna (i Łusia) też mają rację.

    Ann (wiad.pryw), dziękuję za ten miły uśmiech i niewątpliwe zrozumienie.

    Chesterko, powiedzmy sałatka „boleslaw”, nie moleslaw.:)))
    Katarko, tak, zaufaj mi, pyszniutkie są moje przepisy. Proste a smaczne. I zdrowe!

    Zapraszam na nowy wpis. Nie mogłam się oprzeć, by nie zacytować ulubionego pisarza.

  4. Dobry wieczór.
    Wiem, że późno, ale jako świeża reemigrantka chcę cicho zaprotestować. Tak, na górze nie jest dobrze, ale na poziomie międzyludzkim wręcz przeciwnie! Co dzień niemal ludzie zaskakują mnie zwykłą, bezinteresowną życzliwością. Dobrych ludzi jest w Polsce naprawdę dużo! Nie tylko w księdze :)
    Przepraszam DUA, już skończyłam. Ściskam Panią na dobranoc :)

    Ps. Kolejna sałatka! Uwielbiam Starostowe przepisy, wciąż na nie czyham. A wczoraj przetestowałam Pani sos do kaszy gryczanej, pycha!

  5. Nie naciowy, bulwa. Bardzo lubię.
    Myślałam, że nie zagra z papryką, ale zagrał.

  6. Arete, jak juz tak Wyspianskim mamy mowic, to ja mysle tak:

    „Jest tyle sił w narodzie, jest tyle mnogo ludzi,(…)” :-)

    Pozdrawiam!

  7. Wedlug Wikipedii (sama juz sie gubie) Idusia jest rocznik 64.
    To juz po piecdziesiatce…Jak ten czas leci.

  8. Sałatkę.
    Właśnie wymyśliłam dziś nową, bo synek przyjechał i coś trzeba było na chybcika.
    Papryki dwie czerwone poplasterkowało się na ostrej tarce, takoż pół selera, cebulę, jabłko. Zalało się sosem z oliwy, musztardy dijon, miodu, soku cytrynowego i zgniecionego ząbka czosnku. Posypało się świeżą bazylią.

    Arete,(wiad.pryw.) proszę , daj spokój. Ja tu się właśnie staram skierować myśli gdzieś indziej.

  9. Tak, juz kiedys czytalam ten wybor pamietnikow M.Baranowskiej. Myslalam, ze pojawilo sie cos nowego. Opowiesc o wolskich pijaczkach i ich znajomosci literatury – raczej literatow – urocza:)
    Ach, piekny wybor listow do Pani, Z.Raszewskiego. Moge je czytac bez konca, nigdy mi sie nie znudza:)

  10. Urodziny Idy Borejko? Ojej, a co my zrobimy, jak ona nie lubi słodkiego? Zaprosimy Pulpę, żeby nam pomogła w konsumpcji?

  11. Celestyno, Kris, przypadkiem nie żałujcie, że Was tu nie ma. Jeżeli pamiętacie Wyspiańskiego o kamieniach i ludziach, będziecie wiedzieć, dlaczego.

  12. To był wpis z 26 stycznia 2012, Celestynko.
    Pamiętałam o urodzinach Małgosi, wczoraj zresztą trafiłam na jej wybrane teksty (z „Pamiętnika mistycznego”) na stronach znakomitej blogowej antologii Płaszcz zabójcy, którą stale czytuję.
    Fragmenty literackich dzienników i listów zamieszczane są tam wg dat dziennych. Wspaniałe kąski!
    Wczoraj z radością znalazłam tam też fragment listu mojego profesora, Mariana Węgrzynowicza. Profesor Raszewski też jest!

    O, fluid!!
    Właśnie Ci odpowiadałam, kiedy brzęknęło w poczcie i nadeszła informacyjka od Ciebie.

  13. Internet podpowiada mi, ze dzisiaj urodziny Idy Borejko:)

    A takze, s.p. Malgorzaty Baranowskiej, o ktorej, jak pamietam, kiedys tutaj Pani ladnie napisala. Chcialabym odnowic sobie tamten wpis, tylko nie pamietam dokladnie, kiedy to bylo.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Kris, sama sie nad tym zastanawiam, bo jednak tesknota mnie zzera i wiem, ze to Krakow jest moim miejscem na ziemi. Zeby to czlowiek za mlodu bral to wszystko pod uwage….

  14. No, wiesz… SowoP., ale też trzeba wiedzieć, czego się szuka, prawda?
    Mnie na przykład Wójt rzucił słówko „cymatics” i kazał poszperać w Googlu i na YouTube. To, co znalazłam, podniosło mnie na duchu w sposób nadzwyczajny.
    Wszystkim polecam.

  15. Ależ się zakłębiły dymy kadzielne, aż wzrok straciłam i kaszlem się zaniosłam. Przemądra! A ja tylko bardzo lubię buszować w tej przebogato wyposażonej bibliotece zwanej Internetem. Ileż tam skarbów nieodkrytych!

  16. Ach, Sowo Przemądra, co też Ty znalazłaś!
    Pełna ekscytacja. ( A więc jednak był to sklep?!..). Jakie to ładne.
    Bardzo Ci dziękuję, zaraz sobie wydrukuję wiersz i schowam go w odpowiednim miejscu w „Listach”, niech przyszłe pokolenia rodzinne też go przeczytają.

    Kris, jasne. Italia na jakieś 2 lata, przybywam.

    Jane, od Ciebie też nowinka! Faktycznie, mój ulubiony i bardzo angielski Molesley (ta łysinka, ten uśmiech skąpy) coś tam ciągle komuś dawał do czytania.
    Już poszperałam w sieci na temat Elisabeth, bardzo ciekawa osoba. Nawet znalazłam – na czyimś blogu – rycinę przedstawiającą ten jej podszczeciński dom i ogród z różaną rabatą.Wszystko w obrazach Googla, warto poszukać.

  17. Pani Malgosiu, Italia tez sie znajdzie w itinerarium, prawda? „Pokoj z widokiem” itd.:)

    A wiec i Celestynka jest z Krakowa? Milo. Ciekawe, wiele „zagranicznych” Ksiegowych to wlasnie krakowianki. Co nas tak w swiat ciagnelo? :)

  18. Zainspirowana przez K8, sprawdziłam na innym znanym mi portalu
    ebooks.adelaide.edu.au (można wyszukać alfabetycznie „Elizabeth and her German Garden” lub autora pod „v”) i niespodzianka – zamieszczone tam wydanie ma zdjęcia, których nie ma polskie. Warto zerknąć. Są i inne książki Elizabeth.

    (filmu niestety nie widziałam, choć polowałam na niego swego czasu, znalazłam za to ciekawostkę : Molesley lends a copy of this book to Anna on the 2nd episode of the 2nd season of Downton Abbey).

    Ściskam Wszystkich. Dobrej nocki.
    (jak ja lubię naszą Księgę, i Autorkę oczywiście)

  19. Może sprzedawcą był sam Papageno, tego nie wiem. Znalazłam za to w sieci taki ciekawy wiersz:

    Karl Kirchwey

    K. 453

    On May 27, 1784,
    as he followed Vienna’s back streets home,
    Mozart paused, startled, by a pet shop door
    and listened to the allegretto theme

    from his own piano concerto in G-Major
    repeated by a starling in a cage.
    He’d written it only five weeks before—
    had God given them both the same message?

    He counted out thirty-four copper Kreutzer.
    Pleasure was like the iridescent sheen
    in the dark plumage: an imagination livelier,
    perhaps, more fecund and ready than his own!

    He entered this in his new quarto accounts ledger,
    but where the price should go, he wrote the tune
    instead—transcribed it a second time, rather—
    and then, in his small hand, wrote Das war schön.

  20. A to pewnie i inne jej książki też?
    Dzięki, ogrodniczko K8!
    Dobranoc!
    (Chyba mi się przyśni ten żywopłot z derenia, wyobraziłam go sobie bardzo plastycznie).

  21. Dobry wieczór! Ogród Elizabeth w wersji oryginalnej powinien być do wzięcia ze strony Project Gutenberg. Pozdrawiam wiosennie Ogrodników, Autorów i Czytelników. K8

  22. Tak, też tak sądzę, Sowo P.
    Co do Stara : dlaczego w sklepie? Muszę sprawdzić w „Listach” Mozarta, ale mam wrażenie, że pisze on (a może gdzie indziej to wyczytałam?), że ptasznik stał na ulicy. Taki Papageno zapewne. Może Mozart słyszał ten śpiew już w kwietniu, przechodząc , albo nawet- szpak śpiewał mu pod oknem?
    Ach, ciekawe.
    Nota bene, mnie też się melodie czepiają. Czasem na kilka dni. Tak było, kiedy po skończeniu „Wnuczki” przedawkowałam z IX L.v.B. pod dyrekcją Soltiego. Jechały mi w głowie nawet partie chóralne. Yh.

  23. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, wiadomo. Chociaż Cremonę (Monteverdi, Stradivarius) chętnie bym jednak zwiedziła :)

    Tymczasem mozartowski szpak zamienił się w mojej głowie w męczącego Ohrwurma. Od paru dni nie mogę przestać gwizdać tego motywu! Aż zaczęłam szukać odpowiedzi na Twoje pytanie Chesterko, czy Star umiał gwizdać melodie zadane przez swojego właściciela. Niestety nic nie znajduję w tym temacie, ale ta hipoteza wzięłą się być może stąd, że nie ma pewności co było pierwsze: szpak czy Koncert G-dur. Wprawdzie do dat podawanych przez Mozarta należy podchodzić z rezerwą, ale wg jego zapisków utwór gotowy był już 12 kwietnia, (choć publicznie go wykonano dopiero 13 czerwca), a ptaka kupił dopiero 27 maja. Może Mozart odwiedzał Stara już wcześniej w sklepie i tam usłyszał ten temat jeszcze w kwietniu, a może było odwrotnie – to kompozytor mógł nauczyć gwizdać ptaka fragment swojego koncertu. Szpaki mają zdolność powtarzania zasłyszanych dźwięków i melodii, ale ich nauka trochę trwa.

  24. Dobry wieczór.
    Dzień ogrodniczo stracony. Kategoryczna pani rehabilitantka uwięziła mnie w pozycji: ciup i małdrzyk, żadnych skłonów, gwałtownych ruchów, ignorować grabie i miotłę. A tak się chce ręce zanurzyć w ziemi( zimnej jeszcze). DUA, z tym rozmachem i niekontrolowanym entuzjazmem to prawda. Dobrze, że jest szpadel i sekator, bo by mnie moje drzewka i krzewy zadusiły( patrz Muminki i dżungla z kapelusza). Kiedyś wyhodowałam żywopłot z derenia długi na 30 m, szeroki na 1,5 m i wysoki na 3 m. I to w ogródeczku wielkości męskiej chustki do nosa. Pozbycie się tego potwora wymagało wiele wysiłku i kosztów. Z czasem nieco ochłonęłam i działam w mniejszej skali. A ile razy mnie” połamało” to nawet nie liczę. Dlatego teraz ze stoicyzmem oddaję się rozrywkom intelektualnym i czekam :))

  25. Jolu (wiad.pryw.)- tak, doskonale to rozumiem. Przeszłam przez to samo, niedawno.
    Przesyłam wiele, wiele ciepłych myśli Wam obu.

  26. Sprawdziłam!
    Film wg powieści Elisabeth von Arnim, „Enchanted April”, lokalizacja: Portofino, Włochy.

    Hop-siup, już zamówiłam książkę. Na okładce róża, którą namalował Pierre-Joseph Redouté.

  27. Syrenko! (wiad.pryw.) – nie, to na pewno nie ten pan od mola książkowego. Tamten był bardzo, bardzo stareńki.
    A ten jest całkiem jeszcze młody.
    I proszę, zna Spitzwega!

    Chesterko, film rzeczywiście uroczy, znam go. Ulubiona Joan Plowright mnie zwabiła, film miał w ogóle nadzwyczajną obsadę.
    Trzeba sprawdzić.
    Ale głowę bym dała, że to były Włochy, nie Francja. Może się mylę.

  28. I ja wolę przygody w mikroświecie. Dlatego bliska mi byla zawsze Emily Dickinson. Kiedy jestem w podróży, świat zewnętrzny tak mnie rozprasza, że mam wrażenie, że gubię sama siebie. Skad to się bierze? też tak macie?

  29. Arnim? Czy ona nie napisała przypadkiem powieści „Czarowny kwiecień”? Ogladalam kiedyś uroczy film o tym tytule, ale żadnej powieści w polskim tlumaczeniu nie znalazlam. A film mówi o tym, jak doświadczenie piękna zmienia czlowieka i jego nastawienie do najbliższych. I to wszystko na tle przepysznych ogrodów na poludniu Francji.

  30. A ja mam tak jak Starosta i Jas, już od dawna, a nie od ” pewnego wieku”. Podziwiam podróżujących, ale wolę moje miejsce na ziemi. No i pisanie:)

  31. Jane, nie wiedziałam o tej książce, ale koniecznie muszę ją zdobyć!
    Rozpoznaję tę niepowstrzymaną namiętność do zanurzania rąk w ziemię, sadzenia, wysiewania , pielęgnowania. Ogrodnictwo to jest dziedzina nieskrępowanej kreacji, a zarazem- troskliwej opieki. Coś czarownego i i uzależniającego.

    Arete, ach, szkoda doprawdy. Życie jest za krótkie, tyle cudów nam ucieka każdego dnia.

    Pamiętam, jak ujęło mnie kiedyś w liście od francuskich znajomych kurtuazyjne podziękowanie po wizycie u nas: za to, że poświęciliśmy im swój czas,”tak cenny”. Tak, trzeba bardzo pilnować swojego czasu, nie trwonić go. I tak nam go nie starczy.
    Z tego względu zawsze wolałam, jak Celestyna, być z najbliższymi ludźmi, a nie – zwiedzać świat.
    Jeśli mam być całkiem szczera – nadal wolę.
    No, chyba, żeby wszyscy pojechali ze mną.

  32. Dzień dobry.

    Autorką książki „Elizabeth i jej ogród” jest Elizabeth von Arnim, Angielka urodzona w 1866, która poślubiwszy niemieckiego hrabiego Henninga von Arnima, zamieszkła w Rzędzinach koło Szczecina (wtedy było to Nassenheide). Autorka opisuje w tej niewielkiej książeczce (163 strony, duży druk, szerokie marginesy) swoje życie w życie w Rzędzianch, jak zakłada swój ogród, a także swoje zmagania z ogrodnikami, służbą, sąsiadami. Próbka jej stylu:

    „ Rozkoszując się tym, że cały ogród jest dla mnie, płonąc z niecierpliwości, aby pusta plama ziemi na różowo rozkwitła, pewnej ciepłej niedzieli w kwietniu ubiegłego roku, dwukrotnie wymknęłam się ukradkiem podczas dnia świątecznego i przerwy obiadowej personelu ze szpadlem i grabiami i pośpiesznie przekopywałam małe kawałki gruntu, kopałam ziemię i zasadzałam potajemnie wspaniałości, a potem biegłam zgrzana z poczuciem winy do domu, padałam na fotel, zasłaniałam się książką i siedziałam z obojętną miną. Udało mi się ocalić dobrą reputację.”

    Szykowałam tę książkę na marynaty, bo miałam nadzieję, że nikt jej nie zna i Was zaskoczę. :)

    Pozdrawiam Kochanego Starostę i życzę miłego dnia (choć u nas pochmurno, zimno i ogólnie brrr).

  33. Dzien dobry!

    A ja mysle, ze kochane dzieci pani Malgorzaty chca jej ofiarowac cos, na co nigdy nie miala czasu, bo mysli zawsze o wszystkich tylko nie o sobie:) A troche od swiata jej sie nalezy!:-)Zycze z calego serca, zeby wyprawa doszla do skutku, Pani Malgorzato. Zeby bylo milo, wypoczynkowo, niespiesznie.

    Jas, od kiedy mieszkam za granica, i co nieco zobaczylam (choc ani troche nie jestem typem podroznika), najwspanialsza rzecz dla mnie to wyjazd na miesiac do mamy i rodzenstwa do Krakowa. Moge siedziec plackiem w mieszkaniach i spedzac z nimi zwyczajnie, „codziennie” czas. Najlepsze wakacje:-) Dziecko korzysta maksymalnie z babc (drugie babcie swoich kuzynow tez nazywa babciami), cioc i wujkow, czego tutaj niestety nie mamy.

  34. Przecież niektórzy od podróżowania wolą pisanie. Ja chyba od podróżowania wolę siedzenie na polu, albo grzebanie w ziemi. Zwłaszcza, że atrakcjami turystycznymi już się trochę rozczarowałam . Jeśli chodzi o podróże, to najbardziej lubię siedzenie w jednym miejscu miesiąc lub dwa i „szperanie ” po okolicy i oglądanie śladów życia w tym miejscu, albo jak w Paryżu oglądanie rękodzieł z całego świata. Na przykład w Muzeum Wschodu widziałam starodawne azjatyckie meble, zrobione bez żadnego gwoździa!; w Musee D’orsay meble secesyjne, jest tego mnóstwo. Albo takie na przykład podróże śladami pisarzy, tak jak tutaj sobie robimy choć jestem za to bardzo wdzięczna, to chyba wystarczy mi przez internet. Pewnie, że bym pojechała do Krainy Jezior, żeby sobie tam pomieszkać. Tylko to zabiera dużo tego i owego. Tak na prawdę najbardziej lubię malowanie (pomimo, że nic mi właściwie nie wychodzi) i czytanie oraz grzebanie w ziemi, nie mówiąc już o rodzinnych zabawach. W pewnym wieku już niestety trzeba wybierać. W moim to chyba zostaje jedna lub dwie rzeczy. Ale jak byłam młodsza to cho, cho! Podróżujcie!
    Chyba mi się teraz zmienił punkt widzenia. Poza tym bardzo mnie teraz fascynuje życie w okół mnie (tyle w nim niuansów), no i ta strona, też fajna. Jakoś moje otoczenie wydaje mi się teraz ciekawsze od innych krajów (do Włoch, by oglądać obrazy to bym oczywiście poleciała).
    Jest też takie coś, że jak człowiek zacznie wyjeżdżać to go potem „nosi”. A jak się wgryzie w jedno miejsce to w nim grzebie i to go wciąga.

  35. Nadal nie jestem idealną ogrodniczką.
    Mam za duży rozmach.
    AniaG chyba też, jeśli by sądzić po kręgosłupiku.(Aniu, uważaj, bo nie pojedziesz do Anglii!)

    A cóż to za książka, Jane? Muszę poszukać.
    Dobranoc!
    Idę czytać o uroczej Charlotte Rossignol, która ma twarz małpki, świetny charakter, włosy czarne i jedwabiste, a gra na oboju w orkiestrze symfonicznej. Ledwie przyjechała do Walii, a już nie dopuściła do morderstwa!
    Lubię tę Ellis Peters.

  36. Dziękuję: Sondelani i Ann za wsparcie ogródkowe :), Justysi za wyjaśnienia dotyczące pracy (fraud analyst to zupełna nowość dla mnie), Kochanemu Staroście za odpowiedź w sprawie ogrodnictwa (to bardzo budujące wiedzieć, że nie od razu był Starosta idealną ogrodniczką – budzi się nadzieja, że przy odpowiednim nakładzie pracy i zapału, można osiągnąć ho, ho – albo nawet małe ho, ho, ale zawsze :)).
    Pozdrawiam Katarkę i przesyłam Wszystkim życzenia dobrej nocy.

    PS Miałam już dawno zapytać, czy Księgowe znają książkę „Elizabeth i jej ogród”? Trafiłam na nią dzięki książce „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”, którą nie tak dawno przypomniała Babcia G.

  37. Swój kawałek ziemi to jest to! Można posadzić co się chce i gdzie się chce, nawet ból pleców jest inny niż taki zwyczajny, od codziennych prac. A jeszcze najlepiej żeby drzewa otulały konarami maleńki domek i można wtedy poczuć odrobinę raju na ziemi. W mieście trzeba się zadowolić gołębiem na dachu, który nas ostatnio odwiedza i zagląda cóż też poczynamy, choć czasem trafi się i wiewiórka (dwa dni temu), dziarsko wspinająca się po drzewie w środku miasta :)

  38. Ojej, ale glupi blad zrobilam. Dzialke zmienilam na ogrodek, a nieszczesne „na” zostalo – NA dzialce, ale W ogrodku.
    Czytajac o planach podrozniczych DUA zaczynam zalowac, ze zbyt wczesnie wrocilam do Kraju. Moze namowilibysmy Staroste na „Pozegnanie z Afryka”, a wtedy zorganizowalibysmy Jej takie safari, ze swiat nie widzial. Mielismy niejaka praktyke i przyjaciele-uczestnicy byli zachwyceni:). Pomarzyc dobra rzecz…

  39. Kochany Starosto, to był (świetny!) pomysł Katarka. Moje marzenia były nędzne: balkon i skrzynki z ziemią. Na szczęście Katarek marzy z rozmachem. Dziękuję, że podzielacie naszą radość :)

    Jas, widziałam te kanały :) Też w Birmingham, i w Leicester. I domy-barki zacumowane przy brzegach, w środku miasta. Ruchomy dom! Można zmieniać widok za oknem choćby codziennie :)

  40. A to mi sie cos przewidzialo, moze to wyobraznia zadzialala ( odnosnie ilustracji ). To Justysia, moja imienniczka tez jest geografem! Co za zbieg okolicznosci.

  41. Dobry wieczór.
    Ojoj, zbyt entuzjastyczne zamiatanie ulicy nie służy zdrowiu. Kręgosłup odmówił współpracy. Wymasowana, nasmarowana i opatulona w odcinku piersiowo-lędźwiowym( niczym Dziadek Borejko po wstrząsie w pizzerii) podziwiam w ponurym nastroju bardzo czysty kawałek ulicy i chodnika. A pomidorki kiełkują w miniszklarence, już widać pierzaste listeczki.
    Katarko, osiemnaście drzew!! To sad prawdziwy! Życzę mnóstwo radości z uprawiania ogrodu :))
    Angielskie kanały znam i uwielbiam, też chciałabym kiedyś popłynąć. Na razie jednak szykuję się na kolejny objazd angielskich ogrodów. Biorąc pod uwagę ich ilość, pewnie nigdy nie starczy mi czasu na nic innego;).

  42. DUA, ja też rozumiem, że człowiek ma prawo po prostu podróżować. Rozumiem, ale robię to przeciw sobie.

  43. Kiedyś chłopi sadzili w okół ogródków żywopłoty, bo zatrzymują wodę w ziemi. Pewnie też chronią od wiatrów. Tuje trzeba dobrze podlać na zimę, bo wtedy potrzebują sporo wody, bo opady nie wsiąkają w ziemię. Jakoś nie przepadam za tujami. Ludzie na wsi wycinają drzewa i sadzą tuje. Niewiele już na wsi jabłoni, czy czereśni, nie wiem czemu.

  44. Ja na pewno bym się podwójnie cieszyła z podwójnej albo potrójnej objętości Pani książki. Lubię zagłębiać się w meandry, śledzić wątki, „łapać ślad”, jeszcze ta łacina, opisy miejsc (właściwie to już poezja), bardzo przyjemnie obcuje się z tym pisarstwem. Książki są bardzo dowcipne, relaksują , nie są płytkie i bardzo ciekawe, poza tym w nich jest to „coś”, jakoś nie umiem tego określić. Są jak łyk świeżej wody. To chyba dobrze? Czytając wpisy, myślę, że nie jestem w tej opinii osamotniona.

  45. Kiedyś pytałam pewnego Anglika co jest największą atrakcją Anglii. On odpowiedział mi, że „kanały” (byłam zupełnie zaskoczona) i że każdy Anglik marzy o tym, by mieć łódź na kanale, ale to jest raczej dla bogaczy. Byłam wtedy w Birmingham, tam zastanawiały mnie takie długie schody (to dla koni ciągnących łodzie pod mostami) przy każdym moście oraz takie obmurowane zbiorniki wodne. Myślałam, że to są jakieś pozostałości po rewolucji przemysłowej. A tu okazuje się, że są to te sławetne kanały! Wtedy bardziej zrozumiałam „Trzech panów w łódce…”. Anglicy zryli kanałami całą Anglię chcąc w ten sposób zrobić sobie drogi transportu. Ale zaraz weszła kolej i właściwie wydaje się, że ten wielki wysiłek został wykonany na darmo. Wszędzie tam można zauważyć tajemnicze „drogi wodne”, bo to było pomyślane jako drogi. To jest taka tajemnica, nie dla turystów, ale dla miejscowych. Najlepszy kąsek dla siebie. Wzdłuż tych taras znajduje się dużo restauracji , pięknych hotelików, przystani, śluz i przede wszystkim widoków. Wpiszcie English canals i można oszaleć. Jak mi ktoś nie wierzy to może w Wikipedii wpisać „Canals of the United Kingdom” i zobaczyć mapę kanałów i rzek oraz w ilu językach można zobaczyć tę stronę (chyba w trzech). No to sza, tę tajemnicę zdradzam naszym Polakom, żeby nie byli „gorsi”! Oczywiście, każdy może o tym się dowiedzieć i kupić sobie wycieczkę po kanale. Tylko te wycieczki mogą być trochę jak cały biznes turystyczny, który wydaje mi się trochę dziwny.

  46. To jeszcze do planu podróży życia należy dorzucić Salzburg i Wiedeń! W Bawarii istnieje nawet specjalna trasa rowerowa wiodąca śladami Mozarta (Mozart Radweg). Podzielona jest na 21 odcinków, po około 20km każdy.

    A dobra literatura podróżnicza nie jest zła ;) Taka relacja z miejsc literacko-artystycznych mogła by być świetna, chociaż zgadzam się z DUA, że jak się pracuje pisząc, to czasem chce się zrobić coś wyłącznie dla przyjemności, bez konieczności pisania.

  47. Dzień dobry,
    widać, że wiosna się tli, od razu ogrodniczo się zrobiło:-) Jane, jasne, że ogródek ma sens, w mieście czy poza nim, trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie! Katarko, gratuluję, to ładne takie kawalątko ziemi z tyloma drzewami, będzie tam zielono! Ależ zapowiada się miły zjazd Księgowych na innym kontynencie ;-) Dobrego popołudnia!

  48. Pani Małgorzato, cosik nam konkursowo nie wyszło ze zrozumieniem się.
    Skoro jest Pani namawiana najpierw na podróż, a potem relację, to może zamiast takowej, zachłannym czytelnikom wystarczyłyby rysunki? Po podróży, a nie w trakcie ani zamiast.

    O panu Kita Busei niewiele wiem, niestety (chciałabym więcej), ale jego rysunek Fuji z gałązką wiśniową jest tak oszczędny, że nigdy nic lepszego w tym gatunku nie widziałam. Zapewne malowany z natury.
    Karel Capek? Jeszcze nie, ale znajdę.

  49. Just, to nie niemowlę, tylko lalka szmaciana.:) Dziatwa sobie właśnie wyszła z pokoju.

    Katarko, aaa, brawo! To była doskonała decyzja! Teraz ziemia jest tania, na rynku nieruchomości zastój, w sam raz na okazyjne kupowanie raju na ziemi! Osiemnaście drzew, dwa orzechowce? To nie takie kawalątko!
    I świetnie.
    Jane, nie, nie od razu polubiłam prace ogrodowe. Jako mieszkanka dużego miasta wręcz nie lubiłam dłubania w ziemi. Ale kiedy urodziły nam się dzieci, trzeba je było wywozić na świeże powietrze z tej chmury spalin przy Słowackiego, więc jeździliśmy od razu za miasto. I któregoś dnia ujrzeliśmy ohydną kostkę betonową ręcznej roboty na małej działeczce z dużą czereśnią. Wisiało tam ogłoszenie:”Na sprzedaż”. Cena była śmiesznie nieduża. A my właśnie mieliśmy trochę pieniędzy (po premierze „Kłamczuchy”, którą wykupiono na pniu w nakładzie 40 tys.egz.) – więc długo się nie zastanawialiśmy.

    Ogródek był zarośnięty zielskiem i długo mi to nie przeszkadzało, bo wózek można postawić nawet na zielsku, ale potem zapragnęłam posadzić różę.
    I tak to się zaczęło.
    I trwa, z tendencją rozwojową.

  50. W niedzielę po południu, Ateno i bedę do piątku wieczorem.
    Tak, pojedziemy! Podaj datę i czas.

    Do zobaczenia!

  51. Jane, tak jestem w pewnym sensie detektywem, ale nie kryminalnym, żadne tam morderstwa ani tego typu sprawy.
    Po prostu siedzę przy komputerze i wyłapuję oraz anuluję transakcje zakupu biletów lotniczych przy użyciu fałszywych kart kredytowych. Ot taki sobie „fraud analyst”. Studiowałam geografię, bo chciałam dużo wiedzieć o świecie i podróżować. Znalazłam pracę w biurze podróży, ale… nie umiem sprzedawać. Z tego powodu omal nie wyleciałam z tej firmy, ale na ratunek przyszedł mi internet, który właśnie się rozkręcał. Teraz ludzie sami sobie kupują bilety, już nie trzeba umieć sprzedawać. Jednocześnie powstało zapotrzebowanie na pracę, którą obecnie wykonuję, gdyż niestety nie każdy jest uczciwy.

    Pozdrawiam i uciekam do pracy.

  52. Dzien dobry.
    Droga Jane, ja sie wychowalam na ogrodku dzialkowym – 10 minut spaceru z osiedla na obrzezach Warszawy (wtedy!:)).
    I tak mi juz zostalo. W zwiazku z rozwojem miast, obecnie moze w nich byc wieksze skazenie cywilizacyjne, ale ogrodek zawsze warto miec. I np nastawic sie tylko na kwiaty, jak to czyni Starosta. Ale czy my na pewno wiemy, co jemy kupujac w sklepach… Wiec moze wlasny ogrodek z jarzynkami bedzie i tak lepszy. Powodzenia, Jane!
    Ja wlasnie skonczylam malowanie skrzynek, a jutro wielkie mieszanie i robienie grzadek. Reszta dopiero po powrocie od Wnusi, ale baza bedzie gotowa:).
    Tez sobie znalazlam Wojcika w Szkole, bo jakos szanowne oblicze wylecialo mi z glowy od czasu Kalendarza.

  53. Starosto, przybywaj. Pojedziemy razem do Alabamy. Juz kilka razu planowalam, ale w „okolicy ” jestem zwykle w czasie swiatecznym i wszystko pozamykane. Muzeum i gmach sadu. Ciekawe sprawa z tymi wycieczkami sladem pisarzy. Znajomi, nawet jesli sami nie czytaja, chetnie chca jechac w takie miejsca.
    Justysiu, kiedy tu przyjezdzasz? Moze pojedziemy do domu Hemingwaya w Oak Park z Miedzyczasikiem.

  54. Dzień dobry DUA! Dzień dobry Ludu!
    Księga, z jej eleganckim i pełnym wdzięku zarządem, inspiruje na wiele sposobów :) Pewna Katarka, na przykład, od lat pożądliwie chłonęła Wasze dyskusje ogrodnicze. W rezultacie jeszcze na zesłaniu amerykańskim kupiliśmy z Katarkiem kawalątko ziemi na wsi, i właśnie rozpoczęliśmy sezon działkowy. Spędzilismy dwa upojne dni na koszeniu wieloletnich pokładów trawy (Katarek) i wycinaniu bujnych krzaczorów (ja). Gładząc i podziwiając drzewa (sztuk 18, w tym 2 orzechowce!), myślałam oczywiście o Dorotce z „Wnuczki” :)
    Ach, już się nie mogę doczekać kwiatów i warzyw! Trzeba tylko ziemię ogrodzić: posadzone w któreś wakacje tuje zimą zjadły głodne sarny, biedactwa.

    Ps. Marple, piękne zdjęcie. Wiewójciku, trzymam kciuki za Czarownicę. Starosto, ilustracja z rajstopkami jest jedną z moich ulubionych. Jak miło widzieć, że scenka autentyczna :)

  55. Jeszcze w temacie ogrodniczym (od wczoraj mam myśli zajęte tylko ziemią, kompostem, doborem roślin itd.) – mam pytanie do Starosty. Czy zawsze miała Pani upodobanie do ogrodnictwa? Jak udawało się Pani pogodzić sprawy domowe, pisanie z pracą w ogrodzie? Teraz dopiero jak moje dzieci podrastają mam realne możliwości większych działań (może dalej będzie jeszcze lepiej i uda mi się rozwinąć „ogrodniczo”?).

  56. Pani Malgosiu, swietny ten obrazek! A najczulsze w tym wszyskim jest niemowle w kolysce, ktoremu nic a nic balagan nie przeszkadza.
    Niektorych to wlasnie nielad inspiruje do pracy tworczej.

  57. Pal licho Knuta, ale dla samej Undset nie omijajcie Starosto Norwegii w tej potencjalnej swej podróży. Wiadoma katedra z witrażami, ach!

  58. Z lekkim opoznieniem witam serdecznie Wiktorie -Skrzacika i gratuluje Rodzicom i Dziadkom! Niech rosnie zdrowo niosac nam wiele pociechy!

  59. Starosto, zawiadamiam, że powyrastałyśmy w istocie ( niektóre nawet bardzo), a że na wartościowe, to w dużej mierze zasługa książek Małgorzaty Musierowicz. Czy Starosta zna tę serię? Jeżycjada! Nie dość, że jest przezabawna i wzruszająca, to jeszcze uczy młode dziewczyny jak wyrosnąć na wartościowych ludzi.

  60. Arete, a może on narysował górę Fuji z natury?
    Polecam Ci „Listy z podróży” Karela Capka. Z jego własnymi ilustracjami, uroczymi zresztą. Ale pewnie je znasz?

    Patrzcie tylko, jak reagujecie na samą myśl, że Starosta miałby gdzieś pojechać i po prostu nic nie robić, tylko się bawić.
    Coś w tym jest.
    Każdy ma, widać, swoją rolę w życiu, a beztroskie leniuchowanie nie jest moją rolą. Muszę to przemyśleć.
    .

  61. Podzielam poglady Chesterki o akceptacji siebie wraz ze swoimi slabosciami. Wazne jest, by skoncentrowac sie na rozwoju swoich mocnych punktow. A odnosnie sytuacji w pracy, to trzeba umiec bronic wlasnych racji, nie poddawac sie opinii innych, choc czesto trzeba isc pod wiatr. Potwierdza to moje osobiste doswiadczenie.

  62. Niech żyje przyjemny bałaganik, Just!
    Uprzejmie zapraszam do działu „Ilustracje”, gdzie znajduje się dokumentacja bałaganiku w pokoju naszych szczęśliwych dzieci, przy ul. Słowackiego w Poznaniu. Mam na myśli obrazek do „Czerwonego helikoptera”. Tak było! Włącznie z rajstopkami zwisającymi z lampy.

    Wiewiórko, a Starosta Cię uwielbia (m.in.) za ten dystansik do samej siebie. To bardzo eleganckie.
    Wprost nie do wiary, że trafił nam się taki Wójt!

  63. Ach, Starosto, z tym uwielbieniem to jednak przesada. Nie lubię o sobie gadać, ale muszę napisać sprostowanie w tej sprawie. Uwielbiają mnie głównie maluchy, potem następuję pewna selekcja tych uczuć:) Od klasy czwartej, kiedy rosną wymagania, pozostaje mi sympatia tych uczniów, którzy naprawdę chcą się uczyć ( są tacy, nawet wielu!). Z takimi uczniami świetnie się rozumiemy: oni naprawdę chcą się uczyć, a ja naprawdę bardzo chcę ich nauczyć. Natomiast ci, którzy przychodzą tylko po to by przeszkadzać innym, z reguły przenoszą się szybciutko do innych grup, hehe. Bo ja jednak jestem wymagająca: od siebie i od innych. Inaczej nie potrafię.

    Dziękuję za wszystkie życzliwe słowa i za to, że czekacie na ” Lawendową czarownicę”. Ja też na nią czekam!

  64. Dzien dobry Dua i wszystkim Ksiegowym! Gratulacje dla Marple za tak piekne zdjecie i urocza coreczke o zywym spojrzeniu! Dzis rano slyszalam wywiad o ilosci czasu, jaka dedykujemy naszym dzieciom. W tym przypadku, to nie ilosc ale jakosc jest wazna. Czasem lepiej wyjsc na spacer niz oddawac sie porzadkom domowym, a usmiechniete dzieci to te, ktorych mamy maja czesto sterte ubran do prasowania i kurz na meblach:)
    Osobiscie nie mam doswiadczenia w kwestii dzieci, a i tak prasowanie odkladam na jutro.

  65. Skoro nie lubi Pani relacji z podróży, to po powrocie mogłaby Pani coś narysować. Jak Kita Busei górę Fuji.
    Ja do Norwegii jak najchętniej. Śladami Nansena i Amundsena. Uwielbiam ich obu, odkąd umiem czytać.

  66. Justysiu, jesteś detektywem? (tu powinna być buźka z tymi oczami powiększającymi się, fioletowa chyba)

    Wójcie – widziałam okładkę, bardzo obiecująca – nie mogę się doczekać książki, bo bardzo lubię Twoje poczucie humoru.

  67. O, bardzo mi się on podoba, Jane!
    Jasne, że Anglię – wzdłuż i wszerz. Na samą Anglię przeznaczyłabym z roczek.
    Ale nie ekscytujmy się jeszcze, bo… najpierw „Feblik” (a potem pewnie pani wydawczyni znów mi jakieś zajęcie wymyśli!- i dobrze).
    Do Szwecji by się skoczyło potem…do Finlandii…
    Do Norwegii może nie, bo Knuta Hamsuna aż tak nie kocham.

  68. Przy okazji podziękuję jeszcze Sondelani za informację o SFG i Melu Bartholomew. Wczoraj cały wieczór czytałam, oglądałam filmiki, no i mam już plan! (w ubiegłym roku, na kawałku użyczonej ziemi udały mi się jedynie cukinie – czas i dojazdy to moje słabe punkty). W tym roku wszystko będzie blisko domu, tylko czy w mieście (na obrzeżach) taki ogródek ma sens?

  69. Dzień dobry Kochana Autorko i Ludu!
    Starosto, czy Starosta ma w planach, przy okazji wizyty w Shrewsbury, wypad do Yorkshire? Pospacerować po wrzosowiskach, skoczyć do Thirsk (Darrowby niestety nie istnieje :)). Choć oczywiście, najlepsza byłaby jednoczesna podróż w czasie – zobaczyć wszystko oczami ulubionych autorów.
    To oczywiście mój plan marzeń, ale myślę, że się Pani nie obrazi, że tak się tu z nim pcham :)

  70. Dzień dobry, Justysiu!
    A ja mam taką prośbę do Ciebie: jeśli możesz, wyślij mi raz jeszcze Twój reportaż o domu LMM. Miałam go w tej dawnej przepełnionej skrzynce, którą mi wysadziło w powietrze, musiałabym teraz chyba ściągnąć zdjęcia z serwera, ale najpierw je odszukać. Prościej poprosić Ciebie, przepraszając za kłopot.

    Tak, nasz Wójcik jest uwielbianą nauczycielką w szkole językowej. Dzieciaki się do niej garną jak muchy do miodu!
    A ja stale i coraz bardziej jestem dumna z moich Kochanych Czytelniczek. Na jakie wartościowe osoby powyrastały te wszystkie dziewczynki (w tym Justysia, którą przecież znam od czasów szkolnych!).

  71. Eviku, dom Margaret Mitchell kiedyś Atena pokazała. Jest w archiwalnych wpisach szóstkowych, ale nie pomnę teraz daty.

    A ja zapraszam do Kanady. PEI – jak tu się potocznie mówi na Wyspę Księcia Edwarda – wszyscy znają, ale kto wie gdzie jest olbrzymi pomnik dzikiej gęsi kanadyjskiej? Wygooglujcie „Wawa goose”. Babciu gąsko – Kanada stawia Ci pomnik!

  72. Dzień Dobry!
    Ja też pobawiłam się w detektywa (no, nie zupełnie pobawiłąm, bo właściwie taką pracę obecnie wykonuję), znalazłąm Wójcika – „Anglistkę od kołyski” i jestem pełna uwielbienia i podziwu. Dla nauczycielki-Wiewióreczki i szkoły. Za wcześnie się urodziłam – dlaczego takich szkół nie było 30 lat temu??? Pytanie retoryczne, wszyscy wiemy dlaczego.

    Do dziś pamiętam jak męczyłam ten angielski w LO. Ciężko było, bo nie mogłam złapać poprawnego akcentu, zresztą dalej go nie mam. Kiedyś nauczycielka kazała mi za karę napisać dwie kartki poprawnej wymowy słowa „work” (bo mówi sie „/wɜːk/”, a ja mówiłam „/woːk/”, do tego z polskim akcentem na „o”). W życiu bym nie pomyślała wtedy, że w przyszłości własne dzieci będą mówić do mnie po angielsku! I że ja też praktycznie przez większość dnia (w pracy) nie będę mówić po polsku. Gdy teraz opowiadam dzieciom o moim „łork”, to się śmieją, bo tu raczej „wɜːk” nikt nie mówi, wyraźnie słychać „o”. Ot, taka ciekawostka.

    Wiewióreczko, gratuluję debiutu. A jaka okładka śliczna, lawendowa! A po angielsku, czy „Lavender Witch” też się ukaże?

  73. Jak Czechy z Capkiem, to potem tylko krok do Debreczyna (” Staroświecka historia”) do Szabo. Bo ja teraz pod wielkim wrażeniem tej książki jestem. Debreczyn chętnie bym obejrzała, chociaż to przecież już nie to samo miasto.
    Eviku, Ty detektywie ;)

  74. Zdjęcie, które przesłała Marple jest prześliczne!
    Sama mam podobne. Zdjęcie, na którym są widoczne cztery pokolenia. Moja babcia, mama, ja i siostrzeniec :D
    Babci już nie ma…

    I w oczekiwaniu na premierę „Lawendowej czarownicy” pobawiłam się w detektywa i odszukałam naszego Wójta. Wiem teraz, jak wygląda ;)

    Pozdrawiam, dobrej nocy życzę.

  75. Dobry wieczór, a ja sobie myślę że „Jeżycjada” to swoista relacja z podróży po Poznaniu i nie tylko :) A swoją drogą co by to było, gdyby bohaterowie Pani książek wybrali się razem z ich autorką w podróż… Spokojnych snów wszystkim :)

  76. DUA.
    Nic, tylko pisać Feblika i po premierze pojechać :)
    Życzę powodzenia!
    Jak USA – to dom Margaret Mitchell, bardzo chciałabym :) !
    I może nie książka, ale jakieś zdjęcie, króciutkie relacje z wyprawy w Księdze Gości?

  77. Prywata:

    :-) No właśnie tak robię przypisy i częścią mózgu się zastanawiam po czym Pani mnie poznała, po czym? Tym razem nie nabazgrałam:-) To ta Anglia, na pewno. Ten zachwyt ze mnie emanuje. Ech, no jasne, że się tam razem wybierzemy. Muszę mieć jakieś marzenia:-)
    A tak a propos, nieopodal Shrewsbury jest Ludlow, takie przeurocze miasteczko, kwintesencja chyba angielskości. W sam raz na popołudniową herbatkę. Bo Stratford upon Avon chyba za bardzo turystyczne. Ściskam!

  78. No, absolutnie, Zielone Wzgórze.
    Duśko, sama nie lubię czytać relacji z podróży, to pewnie i nic ciekawego bym nie napisała.
    Pojechać, widzieć, przeżywać. Tyle.

    Ann (wiad.pryw.) od razu poznałam, że to Ty!
    Może się kiedyś razem kropniemy do Anglii?

  79. P.S. 2. Ale Pani relacja (pisarki i wielkiej miłośniczki literatury) z takiej podróży, to byłby dopiero rarytasik!

  80. Chesterko, no, można by raz w życiu coś zrobić i bez pisania…:))))
    Anglia koniecznie. Anonimie (wiad. pryw. – to Ty, Ann?), bez Anglii ani rusz.
    I południowe Stany, tropem Trumana Capote i Harper Lee.
    I tak dalej, i tak dalej.

  81. A potem, niech no pomyślę…unikalna ksiażka reportażowa o tych wszystkich, których kochamy oczami Tej, która kochamy! Pani Małgosiu, to bajkowy pomysł!
    Jeszcze ośmielę się zapytać: a Chesterton?

  82. Cała czwórka jest cudowna. Wymyślili to razem, a najstarszy, jako znany Włóczykij, chce mnie tam wszędzie zawieźć. I starannie planuje trasę.

    Sigrid Undset – koniecznie.
    Ale też i Czechy śladem Karela Capka.
    Że już nie wspomnę o Japonii!

    Tylko że najpierw – „Feblik”, a dopiero potem wyprawa.

  83. Cudowny musi być ten Pani syn!!
    Życzę z całego serca, żeby wybrała się Pani w taką podróż, jaką tylko sobie Pani wymarzy :)
    Mi na początek wystarczyłaby Wyspa Santorini w Grecji :)
    Przesyłam uśmiech:)

  84. Szczera prawda, Kwiaciarenko. Zawsze wieziesz ze sobą ten sam bagaż: samą siebie. Od tego nie uciekniesz.
    No i jeśli tylko się założy, że podróże są nie po to, by przed czymś uciekać – można ruszać.

    Powiem Ci na ucho, że owszem, najstarszy syn właśnie wymyśla dla mnie wspaniałą podróż dookoła świata.:)
    (Tylko że najpierw muszę napisać powieść).
    Zaczęłabym chyba od Walii, a ściślej: od Shrewsbury (tam właśnie, lub w najbliższej okolicy, przebywam właśnie duszą, czytając książki Ellis Peters – można by więc poprzebywać i ciałem).
    I poruszałabym się dalej szlakiem ulubionych pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy – taka artystyczna pielgrzymka.

  85. Pani Małgosiu, a jak jest (lub było) u Pani z podróżowaniem? Nie ma Pani marzeń o zwiedzaniu świata, albo chociażby Polski?
    Mnie bardzo ciągnie do zwiedzania, chociaż wiem, że podróżując wcale, a wcale nie odnajdę siebie… :)
    Miłego wieczoru.

  86. Dzien dobry! Moja Weronika (15 lat), czyta Jeżycjadę po raz czwarty. Twierdzi, że za każdym razem podświadomie liczy na to, że akcja potoczy się inaczej i to daje specyficzne napięcie.

  87. Tak jest Pani Małgosiu, wybierać najlepsze, nawet jeśli czasem odrzucanie gorszych boli ;-) Dziękuję za pozdrowienia dla Babci, przekażę oczywiście. Hania skończyła 4 latka i – jeśli pójdzie w moje ślady, już za ok. rok być może będzie książeczki czytała samodzielnie :-) Pozdrawiam najcieplej !…

  88. Ha! Jas, taka książka chyba by się Wam nie spodobała,

    Marple, dzień dobry, Ty chyba wiesz to także: spośród stosu naszych prac musimy ostatecznie wybrać te najlepsze warianty, a całą resztę – bez żalu wyrzucić. Prawda?
    Miło, ze wpadłaś. Adminka przysłała mi Twój liścik, cieszę się z wiadomości, że młodziutka bohaterka zdjęcia powyżej, już nieco starsza (o dwa lata chyba, co?) lubi książeczki. A to, że lubi moje, cieszy mnie jeszcze bardziej!
    Tak, proszę, zawsze chętnie zobaczę Twoje zdjęcia! Przysyłaj! Te, które nadeszły dzisiaj- urocze! Ależ córeczka urosła!
    Aha, i zgadłyśmy: ta miła pani to Prababcia (piszesz, że ma już ponad 90 lat). Prosimy przekazać jej od nas wszystkich ukłony i rewerencje!

  89. Kris i Sarenko dziękuję za informacje o karczochach! Cieszę się, bo parę osób odezwało się do mnie w kwestii kulinarnej. Jestem ogromnie zaskoczona. Przydałby się jakiś fajny kursik gotowania. Pozdrawiam.
    DUA, czy nie dałoby się napisać choć jednej książki Jeżycjady, ale takiej bardzo grubej? Z tymi wszystkimi pomysłami, które zostają wykreślone?

  90. Dzień dobry wiosennie ! Jak miło jest widzieć swoją córeczkę na zdjęciu, w kąciku Pani Małgosi, zaszczyt po prostu :-) Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i dziękuję za miłe słowa pod adresem zdjęcia (Sondelani – pięknie uchwyciłaś sens obrazu :-)). Pani Małgosiu, do listu , który dziś do Pani wysłałam, chciałabym dodać jeszcze ogromne podziękowania za „Wnuczkę..”! Oczywiście przeczytana, pokochana i pyszni się na półce wraz z całą Jeżycjadą, a jakże ! Miłego dnia dla Wszystkich Kochanych Księgowych z DUA na czele !…

  91. Dziękuję, Pani Małgosiu. Staram się. W końcu napis nad łóżkiem „Oculus vitae sapientia” zobowiązuje. ;-)

  92. Dziękuję za Senekę, dziękuję za ogródek rodzinny Briana, dziękuję tę stronę, która wnosi tyle światła i radość! :)
    Jas karczochy jadłam we Francji (sama nie przygotowywałam), ale bardzo mi smakowały, więc pytałam o przepis. Z tego co pamiętam były długo gotowane w osolonej wodzie, możliwe że nawet w szybkowarze. Karczocha kładło się na płaski, duży talerz, na spodeczek wlewało się odrobinę sosu (oliwa, ocet lub cytryna, sól, przeciśnięty czosnek, ew. zioła) i odrywało po listku. Końcówkę listka (tę od środka kwiatu) moczyło się w owym sosie i dosłownie wysysało. Resztę liścia wyrzucało się do przygotowanej miski na odpady (jest niejadalna, tzn ta końcówka, miska zresztą też;)). Po oberwaniu wszystkich listków zostawało najlepsze – serce karczocha. Trzeba było tylko usunąć „wąsy”, pokroić serduszko, które nota bene ma kształt spodeczka i polać sosikiem. Pycha! Przepis od śp. Cioci Maryni – siostry Dziadka – świetnej i świętej (jak wierzę) kobiety.

  93. Eviku (wiad.pryw), w takim przypadku po prostu skopiuj sobie komentarz, po czym spróbuj jeszcze raz. Czasem zbyt wiele tu się dzieje w jednej chwili, wtedy trzeba odczekać momencik.

    Zofio, dziękuję za miłą wiadomość prywatną. Mam nadzieję, że Ci się uda bez trudu! Pozdrawiam serdecznie!

  94. Ależ mnóstwo wartościowych wpisów pojawiło się tutaj w ostatnim czasie, że aż już sama nie wiem, do którego się odnieść!
    Po pierwsze, jakże twórcze tu grono, jeśli chodzi o Szekspirowe menu.
    Po drugie, jakże interesujący wpisy Sowy P. Widać w nim dociekliwość samej Autorki, zaangażowanie w poszukiwanie, a to pozytywne cechy są! I mimo iż na muzyce od takiej teoretycznej strony się nie znam (niestety, nie da się znać na wszystkim, na czym by się chciało), słowa te mnie zaciekawiły. : )
    Beato – mamo Zuzi i Jasia, co za ogród! Ach, żeby tylko takie na świecie rosły… Zbyt idealnie by było.
    A co do filmu „Skazani…” jest też taki film „Wyspa skazańców”. Nie wiem, dlaczego, ale oba są dla mnie w jakimś stopniu do siebie podobne. Z tym, że w „Wyspie…” młodsi bohaterowie, bardziej mroczny, no i porażające – bo taki ośrodek na wyspie Bastoy naprawdę istniał.
    Jakoś chaotyczna wyszła mi ta wiadomość, więc może nic więcej już nie będę na dziś pisać.
    Pozdrawiam Was serdecznie, a zwłaszcza Patrycję F. z zakątków tego samego miasta. Teraz już nie słonecznych, a zaciemnionych, co oznacza, że pora zbierać się do snu.

  95. Dobry wieczór.
    Starosto, młodszą mi siostrą jesteście :D
    Freeman ulubiony, „Skazanych…” też bardzo lubię, szczególnie finał i zaspokojone poczucie sprawiedliwości.

  96. Arete, dziękuję za ważną korektę. Już poprawiłam.

    Gosiu Imienniczko, u Ciebie też poprawiłam literówkę. Oj, to poprawianie.
    Dziękuję i pozdrawiam!

  97. Pani Małgorzato, „nawet gdyby inni” itd.
    Jesteśmy prawie rówieśniczkami? :)
    A najlepsza rola Morgana Freemana (lubię zawsze i wszędzie) to ten cały cykl „Zagadki Wszechświata” (Through the Wormhole”. Mogę oglądać w kółko i na pamięć.
    A teraz mam w domu świeżutkie „O obrotach ciał niebieskich” (tak, tak, Kopernikowe) i Feynmana wykłady z fizyki tom pierwszy z pięciu. Ciekawe, jak podołam temu drugiemu autorowi. O którym, nawiasem, wiem dzięki Pani. Dziękuję!

  98. Też lubię Freemana w ” Skazanych…” i w ogóle ten film lubię, a najbardziej końcówkę.
    Przepraszam za błąd w tak ważnym cytacie. Cytowałam z ( słabej) pamięci i późną porą.

  99. Dziękuję za piękne życzenia! Oczywiście też życzę Pani wszystkiego, co najlepsze, a przede wszystkim dużo siły i pomysłów do pisania książek! :) Zdjęcie jest na prawdę prześliczne. Nie zapominajmy, że jest jeszcze jeden rodzaj miłości – miłość do książek (a zwłaszcza Pani książek!)

  100. Skoro tak, Ateno, potrzebna jest korekta tego zdania: „MUSICIE od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

    (Widzę, że to dotyczy również nieobniżania poziomu.;)).

    Kwiaciarenko, sto procent racji. Albo się umie, albo się nie umie.

    Beato, mamo Zuzi i Jasia – ładny ten ogródek.

  101. Wojciku, przemysliwalam dzisiaj to samo zdanie. Starosta jest w porywach w moim wieku :).

  102. Merci, Kwiaciarenko.
    A dlaczego miałabym obniżać poziom?
    Nie ma ani jednego dobrego powodu.

  103. Dobry wieczór.
    Czytam „Wnuczkę do orzechów”, jestem już w połowie. Chciałam tylko Pani napisać, że jestem absolutnie na TAK jeśli chodzi o tę część Jeżycjady. Zaczynając czytanie zastanawiałam się, jaka będzie kolejna Pani książka. Jest taka jak zawsze – przyzwoicie napisana, z dużą ilością mądrości i wdzięku, a przy tym, momentami, zabawna.
    Nic się Pani w tym pisaniu nie zmienia – ciągle ten sam, wysoki poziom.

  104. Temu to kadzili, Duśko! Oj, tak.

    Patrycjo, czy już Ci mówiłam, że jesteś najmądrzejszą ze znanych mi 14 latek? Aha, mówiłam.
    Znów to się potwierdza.

    Arete, w tym filmie jest coś, co wszystkim sprawia satysfakcję. Zwycięstwo rozumu i odwagi nad podłością i rygorem? Zrealizowane perfekcyjnie marzenie o wolności? Triumf sprawiedliwości, własnoręcznie wywalczony?
    Freeman faktycznie daje w „Skazanych” istny koncercik.

    Wszystko jest tu dobre, ale scenariusz – najlepszy!

    Ps. Z tą starowiną to ja tak kokietuję tylko. W gruncie rzeczy czuję się na 47, w porywach na 42.

  105. Na tej stronie: wiosna, ogród, piękno kobiece i mądre myśli, więc i ja coś dorzucę rodzinnie:
    „Rodzina, tak jak ogród, potrzebuje: czasu, uwagi i pielęgnacji, słonecznego światła uśmiechu i afirmacji, deszczu trudności, chwili napięcia i niepokoju oraz poważnych dyskusji na ważne tematy, przekopania stwardniałego gruntu: rozgoryczenia, zawiści, nie wybaczonych uraz. W tym rodzinnym ogrodzie zaplanujcie obsianie siedemnastu grządek:
    Na pięciu grządkach pory: pora na wytrwałość, pora na uprzejmość, pora na pochwały, pora na pojednanie, pora na modlitwę; Na czterech grządkach niezapominajki:nie zapominajmy być wierni w słowach i uczynkach; nie zapominajmy być niesamolubni; nie zapominajmy być lojalni; nie zapominajmy kochać się nawzajem; Na trzech grządkach dynie: je-dynie tłumić plotki; je-dynie tłumić krytykowanie; je-dynie tłumić obojętność; Na pięciu grządkach przychodnik: przychodź na czas (….), przychodź na zjazdy rodzinne; przychodź z lepszym nastawieniem; przychodź z nowymi pomysłami i determinacją, by je zrealizować; przychodź z uśmiechem. Jeśli zasiejecie i będziecie pielęgnować te «ziarna wartości» w waszym rodzinnym ogródku, zbierzecie obfite żniwo prawdziwej, świętej rodziny.” Brian Cavanaugh Tor

  106. Dopiero teraz zauważyłam „starowiny” poniżej i jak mi nie do śmiechu, tak się śmieję.
    Pani Małgorzato, dziadkiem można zostać mając 42 lata (takie wieści o znajomym pojawiły się nam ostatnio w rodzinnej rozmowie).
    Nie na temat: widziałam wczoraj po raz pierwszy „Skazanych na Shawshank”. Luuuubię Morgana Freemana.

  107. Dzień dobry!
    Zgadzam się z Wójtem Wiewiórką.
    Uważam, że należy być dla siebie przyjacielem i jednocześnie wymagać od siebie i się doskonalić.
    Pozdrawiam ciepło ze słonecznego Lublina.

  108. Dzien dobry! Z ta samoakceptacja jest problem, a raczej z jej zrozumieniem. Bo, jesli kocham siebie, życzę sobie rozwoju, co dla mnie oznacza przede wszystkim bardziej kochać. Ale można pracować nad soba, ale siebie nie akceptoeać. Nie dalej jak kilka dni temu rozmawiałam z koleżanka, z której wyśmiewaja się w pracy, bo jest wolna. Była rozgoryczona, a jednocześnie sama przyjęła ich spojrzenie na siebie i to było straszne – „bo ja powinnam być szybsza”. Sa rzeczy, na które, nie mamy wpływu albo zmienimy je żmudna praca przez lata. Naprawdę bardzo trudno spotkać ludzi, którzy akceptuja siebie wraz ze słabościami. A nie akceptujac, staja się dla siebie oprawcami.

  109. A u nas dzis wreszcie (chyba) wiosna! Oby…
    Nadrabiam lekture wpisow (zabieganie, no i „Smok” Ellery’ego, ilez tam sie dzieje… ciezko sie oderwac!)
    Jas, pytalas o karczochy, przyrzadzenie nie jest trudne. Wazne, by je dobrze obrac (albo kupic dobrze obrane), zewnetrze liscie sa twarde nawet po ugotowaniu, najlepsze jest tzw, serce karczocha (cuore di carciofo), czyli czesc wewnetrzna, mieciutka, pyszna. Nadziewa sie po prostu takiego karczocha zgniecionym czosnkiem i zielona pietruszka, podsmaza chwilke na oliwie (musza stac pionowo w garnku), a potem podlewa sie bulionem, mozna dodac troche wina bialego. Bulionu nie ma byc duzo, ok. 2 cm. I tak sie dusza pod przykryciem ok. 40 min.
    A pamietacie, jak Giulietta Masina w „La stradzie” Felliniego zostala porownana do karczocha? Az mi sie serce wtedy scisnelo na widok jej spojrzenia (choc wtedy nie znalam specjalnie karczochow, to byly czasy studenckie) – wspomnienie pozostalo do dzis!

  110. Ten to był raczej silnie spięty. Naprawiałby, owszem, ale innych.
    Dzień dobry z mokrej Wielkopolski!

  111. Ach, ale przecież taka totalna samoakceptacja, że niby nic już nie ma do zrobienia, chyba w ogóle nie jest możliwa ( jest?). Przecież człowiek zawsze będzie chciał być lepszy, pracowitszy, bardziej pomocny, szybciej wybaczający, mądrzejszy, itd. Zawsze, do końca życia. No tak czy nie?
    „Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali”
    Jan Paweł II

  112. Dzięki, Wójciku.
    Seneka górą zawsze i wszędzie.
    Powiedziałabym – w świetle jego nauk – że tu w ogóle nie chodzi o kochanie samego siebie. Chodzi raczej o kształtowanie samego siebie, i to tak, by choć nieco się zbliżyć do doskonałości.
    Być może idzie właśnie o to: o stałą pracę nad sobą. To ona rozwija.

    A jak się ktoś tak samoakceptuje, tak sam się sobą napawa – nie ma potrzeby nad sobą pracować.
    Zgubne.

  113. No to ja się zgadzam z panem Seneką w całej rozciągłości! Tak to można kochać siebie samego i nie popaść przy tym w samouwielbienie, ani przeczulenie. Przeczulenie, błe, tylko nie to.
    Seneka górą!

  114. Ty też utrafiłaś w sedno, Biedroneczko.
    Do „Myśli” Seneki zaglądam przez całe świadome życie. Jestem pewna, że wiele mi to dało.

  115. Dziękuję, DUA, za Senekę! Ale że akurat TE cytaty Pani wybrała, no naprawdę…!
    (chcę przez to powiedzieć, że dostrzegam pewien niezwykły Fluid- ale może to po prostu Seneka zawsze utrafia w sedno)

  116. Jas, lubię postrzegać miłość jako odpowiedzialność. Po prostu. A względem miłości do siebie, polecam tekst „Pokochać siebie miłością Chrystusa” ks. Marka Dziewieckiego ze strony adonai.pl

    Kaligrafia to bardzo szlachetna dziedzina, chciałabym kiedyś jej popróbować. Istnieją świetne angielskie podręczniki do nauki pięknego pisania.

  117. Skąd on to wiedział? Kocham po prostu: „Non morir, Seneca!”z L’Incoronazione di Poppea Monteverdiego.
    Byłam dzisiaj zdenerwowana, ścinaliśmy gałęzie rodzinnej jabłoni do zaszczepienia i podobno mogą być! Co najmniej jakby to było jedno z moich dzieci.

  118. „Skromnie przyjmować, spokojnie tracić”. Powtórz, dla utrwalenia (Marek Aureliusz / Ignacy Borejko)

  119. Albo:

    „Życie szczęśliwe pozostaje w harmonii ze swoją naturą, lecz można je osiągnąć pod warunkiem, że umysł jest, przede wszystkim, zdrowy i nieustannie zachowuje zdrowie; następnie, że jest mężny i silny, dalej: niezwykle wytrzymały, dostosowany do okoliczności, dbały, bez przeczulenia, o swoje ciało i wszystko, co go dotyczy, jak również troskliwy o inne rzeczy, które wnoszą porządek w życie, choć bez podziwu dla każdej z nich, a w końcu, że zamierza korzystać z darów Losu, lecz nie być ich niewolnikiem.” – to także Seneka („O życiu szczęśliwym”).

    Oba cytaty w przekładzie Stanisława Stabryły.

  120. Bardzo się cieszę, Jas!
    A co do zdania starożytnych – może coś takiego się nada?

    „Myślę, że wielu ludzi osiągnęłoby mądrość, gdyby nie sądzili, że już ją osiągnęli, gdyby nie ukrywali pewnych cech swojego charakteru, a innych nie pomijali, przymykając oczy. Nie ma bowiem podstawy, abyś sądził, że bardziej zgubne jest dla nas cudze pochlebstwo niż nasze własne. Któż ma odwagę powiedzieć prawdę samemu sobie? ” – Lucjusz Anneusz Seneka.

  121. Miasta dużo straciły na uroku, gdy zapomniano o szacunku dla przyrody. Stawia się blok obok bloku, a czy będzie miejsce na wypoczynek wśród zieleni, nie bierze się pod uwagę. Sadzi się jakieś miniaturowe drzewka, których korony nie mają nic z majestatu i piękna dawnych. Nawet na wsiach coraz częściej ludzie pozbywają się drzew, a szkoda, bo to nasze płuca. Miłego wieczoru dla wszystkich.

  122. Dziękuję za Wnuczkę! Ogromnie i radośnie mnie wciągnęła, ale szczęście trwało krótko, bo się skończyła!!! Czy w kanonie powieści dla dziewcząt nie jest tak, że trzeba jeszcze zrobić dopisek o tym, jak potoczyły się losy bohaterów do trzeciego pokolenia? Chyba coś o tym słyszałam…
    Na rynku skończyły się malinówki, ale na szczęście są jeszcze koksy, które ogromnie mi służą. Są takie słodziutkie i delikatne.

  123. Jeśli chodzi o to lubienie siebie, samokrytykę i samouwielbienie itd. to zauważyłam, że niektóre słowa dziś znaczą coś innego, niż dawniej. Na przykład: „dobry człowiek” to taki, który się uśmiecha, a „złodziej” to w ogóle nie istnieje, bo mówi się „ma zawiasy”, albo „brał udział w aferze”, ale to nie znaczy, że sąd orzekł winę (a co to jest wina?). Nie można kogoś określić takim wyrażeniem jak złodziej, bo trzeba dać mu szansę i pokiwać głową. To „kochanie siebie” nie wiem zupełnie, co oznacza we współczesnym języku. W moim prywatnym to trochę wiem. Chyba każdy ma na to inny pomysł. Ciekawe jak by to określił Ignacy Borejko, albo co o tym myśleli starożytni? Dobrze, że istnieli jakoś chyba widzieli to ostrzej (chodzi o wadę wzroku, nie o karę).

  124. Oo, witajcie, dopiero wróciłam z miasta. Z ulgą!
    Przy cudownej pogodzie odbyłam owocne spotkania z radcami, adwokatami, doradcą podatkowym i bankiem PKO (yyy, kolejki!).
    I kupiłam sobie śliczny batyst na letnie sukienki – jeden zielony jak młode liście , drugi niebieski w turkusowe oraz zielone krążki.

    A tu tymczasem , przez jeden dzień, nowe rośliny powychodziły z ziemi, pączki na drzewach i krzewach niewiarygodnie urosły i jakieś nowe ptaki śpiewają w ogrodzie.

    Karambolciu, skarbie, jestem ostatnią osobą, która mogłaby doradzać w sprawie pięknego charakteru pisma. Zawsze tak mi było spieszno do tego pisania, i pisania, i pisania, że charakter pisma zrobił mi się zbyt płynny i w efekcie – nieczytelny. Wysiłkiem woli przestawiłam się na pisanie literami drukowanymi, ale znów wrodzony dynamizm sprawił, że i ono jest płynne i pospieszne.
    Nie mogę się nachwalić komputera. Maszyna do pisania, która służyła mi wiernie przez długie lata, i na której trzaskałam z szybkością pepeszy, może się schować przy klawiaturce komputera.
    Już prawie wcale nie piszę odręcznie.

    Ale pewna jestem, że jest na świecie ktoś, kto mógłby Ci pomóc!
    Czy istnieją np. kursy kaligrafii? Chyba tak.

  125. Dobrze w życiu patrzeć na wszystko z pewnej perspektywy, dlatego mówi się ,że ważnych decyzji nie należy podejmować w przypływie emocji. Krytyka może zmobilizować do lepszej pracy lub zdołować, to zależy od intencji krytykującego. Dużo zależy też od charakteru odbiorcy. Jednak chyba wszyscy wolimy usłyszeć coś miłego, taka już natura człowieka.A tak z innej beczki , polecam dla wszystkich różę „Little artist”, nieduża ale o pięknym zapachu.

  126. Kris, a te karczochy to się trudno robi? Ciekawa jestem tego przepisu, bo chcę „przestawić” się na warzywa, jakoś mi służą. Już zrezygnowałam z robienia słodkości, zup, drugich dań, jakoś nie umiem połączyć składników i smaków. Skupię się chyba na warzywach. A mówią, że gotowanie to taka kobieca umiejętność! Już wolałabym strugać w drewnie, mogą być nawet półmiski z jedzeniem.
    Ostatnio odwiedziliśmy ostatnią w naszym regionie piekarnię, gdzie jest piec na węgiel. Ludzie tam przychodzą po zakwas. My kupiliśmy drożdże. Ojej, takiej drożdżówki jeszcze nie widziałam! Przelewanie ciasta z miski do dwóch, a potem w piekarniku wylało się z formy. To taka stara mała piekarnia(znam ją od dziecka), ale już, pewnie będzie niedługo, bo nie ma kto jej przejąć. Wszystko się kiedyś kończy.

  127. Och, ile tutaj się zmieniło, jaka fajna ciekawostka od Sowy Przemądrzałej! Skrzacika wprost uwielbiam! A Dnia Kobiet nie obchodzę. Choć dobrze jest być przedstawicielką tej płci pięknej, oczywiście nie zawsze! A teraz mam do Pani zupełnie profesjonalne pytanie jako do doświadczonej Matki, Pisarki etc. Czy istnieje jakiś sposób na opanowanie sztuki bezbłędnego pisania? Wiadomo, że swoich potknięć na ogół nie dostrzega. Pisarz taki profesjonalny ma od tego korektora tekstu w wydawnictwie, a co z tą resztą? Szczególne jeśli u tej osoby nie wynika to z niechlujstwa, tylko na przykład z choroby? Ja nigdy nie oponowałam sztuki ręcznego pisania, ze względu na moją przypadłość. Uczyłam w domu i pisałam najpierw na maszynie potem komputerze, a więc czy jest jakaś rada? No dużo musiałam też mieścić pamięciowo

  128. Dobry wieczór!
    Też uważam, że trzeba siebie lubić (tylko nie popaść przy tym w samouwielbienie). I się doskonalić. Czasami bez pokochania siebie trudno pokochać innych.
    Ja siebie lubię(w końcu!), ale za to jestem za bardzo krytyczna. Dopiero jak ktoś, komu wiem, że mogę zaufać, mi powie, że jestem taka i potrafię to(bo to zaobserwował), ja stwierdzę, że tak jest, w istocie i w to bezapelacyjnie uwierzę. I będę się tego trzymać.
    Upiekłam niedawno placek drożdżowy wielkopolski z Pani przepisu. Świetny. Wyszło go tak dużo, że rozdawałam komu się dało. Wszystkim smakowało. :)
    Przyszło dziś „Musierowicz dla zakochanych”. Pyszne. Te historie! :D

  129. Zacznę od tego, że też Was lubię. I lubię tu do Was zaglądać i się pocieszać albo „nabierać” fasonu. A Sowę,którą lubię już od dawna, polubiłam podwójnie za „ani mniej, ani więcej”. Też kiedyś doszłam do tego wniosku i aż się zdumiałam , że to takie rozsądne i prawdziwe. Choć wnioski wnioskami, a w praktyce bywa różnie. Trzeba pracować.
    No, to teraz uśmiecham się do wszystkich księgowych pań z okazji codziennego dnia kobiet. Ale co mi tam, do księgowych panów też się uśmiechnę. :)

  130. Dzień dobry! Myślę, że człowiek jest stworzony, by uwielbiać (ja w każdym razie jestem tak skonstruowana), ale jeśli nie uwielbia czegoś, co jest nad nim, to strach się bać.

  131. W żadnym wypadku o samolubstwo mi nie chodziło – raczej o wewnętrzną harmonię i akceptację siebie samej, co ujęłam w skrócie myślowym „miłość do siebie samej” :). Poza tym akceptacja siebie samej nie wyklucza pracy nad sobą w przyszłości (nowe sytuacje życiowe), takie jest przynajmniej moje skromne zdanie. Bardziej niż na sile chciałam się skupić na dwóch różnych miłościach – do siebie samej („akceptuję siebie, ale staram się nad sobą nieustannie pracować”) oraz do najbliższych (powtarzając po Pani – „bezwarunkowej”). Niechaj mnie Pani nie przeprasza bo nie ma za co :).

  132. Drogie dyskutantki, słuchajcie słów starszej pani, poczwórnej matki i potrójnej babci. Takie starowiny mają bagaż doświadczenia życiowego, godny uwagi.
    W jednym zgadzam się z Syrenką: „bezwarunkowo”, nie „bezkrytycznie”. Tak właśnie myślę i tak miałam napisać, alem się słownie omsknęła (wskutek pośpiechu, nie sklerozy).
    Na koniec zdradzę półgębkiem pojedyncze zdanko w dyskusji, pochodzące z prywatnej wiadomości Babci Gąski: „To samouwielbienie panujące wszędzie wprost mnie dobija!”.

  133. Dzień dobry. Prababcia z prawnuczką wzruszające. A Marple ma bystre oczko fotografa:D
    Wczoraj w Gdańsku było 17.5 stopnia C. Na plaży tłumy, a piasek pod pupą tak lodowaty, że trzeba było chodzić. Pies dwukrotnie skąpał się w przejrzystych wodach Bałtyku. Wiosna.
    Dziś rano odkryłam fioletowe i żółte krokusy, a u sąsiadów żółciutkie ranniki zimowe. Natomiast w donicy z anturium ( nie lubię, ale dostałam i co zrobić, przecież to żywe stworzenie) wykiełkował krzaczek pomidora. Ma 30 cm wysokości i sześć wątłych listków. Skąd on tam , nie mam pojęcia. Na ogół resztki pomidorków i ogryzki lądują w śmietniku. Spróbuję przesadzić do osobnej doniczki.
    Idę pracować.
    Pa.
    PS. Lubię Was

  134. Mnie to kadzą… lubię sobie to powtarzać, gdy mówią żem mądra. Zdrowa dawka autokrytycyzmu jest mi niezbędna do oddychania. Dziękuję wszystkim za słowa uznania, ale jednak pozostanę przy swoim nicku :)

    A miłość własna nie musi być samolubstwem, może nam być potrzebna, by kochać innych. Wszak powiedziano nam: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Ciekawe, że ani mniej, ani więcej, hmm…

    Nigdy nie lubiłam Dnia Kobiet, zawsze oznaczało ono dla mnie Święto Samorealizacji, przyklepywane obowiązkowym tulipanem. Zmieniło się to diametralnie w zeszłym roku, teraz jest to dla mnie Święto Najważniejszego Powołania Kobiety, pięknie oddanego zdjęciem Marple. Sowiątko zdmuchnęło wczoraj swoją pierwszą świeczkę.

  135. Chesterko, jakie ładne życzenia!:)
    Miłość do samej siebie to nie samolubstwo, tu się ze Starostą zgodzić nie mogę. Zdrowa miłość własna jest bardzo ważna i potrzebna. Najpierw kochać, później krytykować i siebie i najbliższych. Kochać bliskich bezwarunkowo, ale czy bezkrytycznie? Jeśli mam być wymagająca wobec siebie, to dlaczego nie wobec tych, na których mi zależy?
    P.S.1. Platforma ZUS wyzwala we mnie od rana pokłady ZUUA :/
    P.S. 2. Anturium też nie lubię, zwłaszcza czerwonej odmiany, kocham za to fiołki leśne i nie mogę się ich doczekać :)

  136. ” Cena wiernosci za ujrzenie kobiety nie jest wygórowana” – G.K. Chesterton
    Nie gaście swoich wewnętrznych lamp, zwłaszcza gdy nadchodza ciemności! Tego Wam i sobie życzę utkane z Piękna i Miłości istoty!

  137. Jak DUA, uczcilam nasz dzien praca ogrodkowa. Po przerzuceniu 1/3 sterty kompostu czuje sie jak prawdziwa kobieta pracujaca :).
    A na rabatce kwitna piekne zolte krokusiki. Dla mnie teraz najpiekniejsze, bo zapowiadaja wiosne.
    Kolorowych snow!

  138. Absolutnie, Celestyno, absolutnie!
    To oczko jest roześmiane.
    A czarne!- tak jak oczko prawnuczki. Taka pokoleniowa ciągłość oczek, że tak się płynnie wyrażę.

    Babciu Gąsko, ja Cię też.
    Wójt również przysłał w tej sprawie wiadomość prywatną, lecz, przeciwnie, zanegował mój pogląd.
    Ale zostanę przy swoim.:)

    Duśko, Twoje komplementy mnie zawstydzają. Miałabym nie widzieć kolorów? W moim zawodzie pasja do kolorów i umiejętność ich rozróżniania to są rzeczy podstawowe.
    Ech, no lubię kolory.

  139. Zachwyca mnie ta sliczna starsza Pani w tle uroczego dzieciecia. Ma takie bystre, zwawe, wesole, czarne oczko:)

    Wszystkiego najlepszego, dziewczyny kochane!

  140. Och, DUA, jak ja lubię Pani rozważania na temat kolorów (zwłaszcza w Dzień Kobiet): tu barwa żółtka (mowa o tym drzewku w Londynie), tam żurawina, tu znów korale i pąsy:) Dziękuję! Czyta się to cudownie:).

  141. Kochani, jak tu pieknie, wesolo i interesujaca. Starosto, dziekuje za ten kacik, szczegolnie dzisiaj.
    Pochlonelam wpis Sowy Przemadrzalej i zachwycila mnie muzyczna wiedza i ciekawostki (mnich).
    Usmialam sie nad makbreskami w formie wymyslonych potraw. Czernina brrr.. Lot nad kukulczym gniazdem hi, hi (Musze zaproponowac na tutejszym DKF-ie aby kazdy zrobil jakas potrawe inspirowana filmem.)
    Marple, zachwycilo mnie zdjecie,jest magiczne. Sondelani juz pieknie to wszystko ujela.
    Sciskam was prawie wiosennie, od wczoraj topnieje snieg, jeszcze sa gory, ale mniejsze. Idze wiosna, idzie maj…

  142. O!
    A czy miłość do samej siebie to nie samolubstwo przypadkiem?
    Samoakceptacja też bywa zwodnicza.
    Mówię Ci, Paulinko znakomita, nie masz jak zdrowy autokrytycyzm, zwłaszcza u twórcy! Poważnie!
    Trzeba zawsze mieć gotowość do poprawiania samej siebie i swojej pracy. Dopiero wtedy można siebie zaakceptować i nawet polubić.
    A swoich najbliższych kochać jednak mocniej niż siebie. I bezkrytycznie.
    Takie gadki zasuwa Ci tu Starosta, a przecież Ty chciałaś tylko złożyć miłe życzenia. Przepraszam, dziękuję, i nawzajem życzę wielkich radości tej wiosny!

  143. Dziękuję za piękne życzenia. Ja również chciałabym życzyć Pani i wszystkim czytelniczkom dużo miłości – najpierw do siebie samej tak, by zaakceptować siebie w pełni a następnie do drugiej połowy swojego serca oraz wszystkich najbliższych :).

  144. Zapach u nas coraz bardziej intensywny! DUA, polecam jednak swieze karczochy (jesli mozna je dostac), w razie czego sluze przepisem. :)
    Ciesze sie, ze tak wiele pozycji EQ jest dostepnych w jezyku wloskim.
    Tez mysle, ze na zdjeciu ogladamy prababcie z prawnuczka.

  145. Kris, tak, lubię karczochy (choć jadłam tylko konserwowane). Lubię wszystkie warzywa i wszystkie owoce.
    Ładny ten zapach z Twojego domu! Ach, ach! Dzięki za przesłanie!

  146. Aleksandro, ja też sądzę, że to prababcia z prawnuczką. Urocza i kochana prababcia, zresztą.
    Zdjęcie w istocie wspaniałe. KC Marple jest bardzo utalentowanym fotografikiem.

  147. Kris, czuję, że złapiesz bakcyla EQ!
    Jasne, że bardzo ciekawe! Oderwać się nie można!
    A każda książka inna, a nic się nie powtarza, pomysły iskrzą, a jaka kultura, a jaki kunszt pisarski!
    Schemat powieści, postaci, intrygę, wymyślał zawsze Danny (Frederic Dannay). A oblekał to wszystko w słowa Manny (Manfred Lee). A współpraca kuzynów, choć tak nieprawdopodobnie owocna, była pełna konfliktów, sporów i wybuchów. Ich listy, wydane w formie książki, przeczytałam niedawno z największym zainteresowaniem.
    Przeczytawszy wszystkie powieści Ellery’ego Queena (co z lubością uczyniłam – jest ich 27, a liczę tu tylko te, w których pisaniu nie pomagali ghostwriterzy), a także świetne opowiadania, należałoby jeszcze przeczytać burzliwą historię ich tworzenia – co właśnie jest przedmiotem głównym listów. (Ann, jeszcze raz dziękuję!)

  148. A Maz szanowny przyrzadza wlasnie karczochy, postanowil zrobic dzis kolacje. Czy Starosta lubi karczochy? W Polsce mozna kupic dobre? Na Sardynii rosnie ich mnostwo, bardzo je lubie (to, obok brokulow i cukinii, moje ulubione warzywa). W domu ciekawie wiec pachnie: swiezo pokrojony czosnek, pietruszka, karczochy, no i slodkawe mimozy. :)

  149. Sliczne zdjecie!
    Kochanej DUA i Wspanialym Ksiegowym wysylam swiateczne usmiechy!
    U mnie mimozy (z roza w srodku) mocno pachna (na noc trzeba je wynosic do innego pokoju), ale wiosna wciaz w kratke, moze w koncu sie ustabilizuje…

    (Starosto, czytam „Zęby smoka” E.Q., bardzo ciekawe! A maz juz po lekturze „Kota” – mowi, ze byl na slusznym tropie.)

  150. Dobry wieczór!
    Przepiękne zdjęcie! (myślę, że to prababcia z prawnuczką). Wszystkim Kobietom wszystkiego, co najlepsze. Anturium też dla mnie wygląda jak plastikowe – nie lubię. Co innego róże, goździki, tulipany (dostałam dziś ciemnoróżowe, a moja Mama żółte – wstawiłyśmy do jednego wazonu i wyglądają przepięknie). W ogrodzie i na parapecie kwitną krokusy – wiosna!

  151. Adminko, Adminko, dlaczegóż to zlikwidowałaś link do Twojej strony?
    Proszę go spiesznie przywrócić! Matka żąda.
    Oto ów adres:
    emilia.kieres.net

    Gałązki! U mnie kwitnie już cały snop forsycji (w wazonie).

    Piękny jest taki Dzień Kobiet w ogrodzie. Grabiłam i sprzątałam jak szalona. Co za pogoda cudowna!

    Justysiu, wytrzymaj, wiosna przyjdzie i do Kanady.

  152. Natomiast lubię cięte gałązki kwiatowe (zobaczcie – wpis na stronie Adminki) – forsycje, bzy, budleje, no i róże, bo i tak te gałązki trzeba wcześniej czy później przyciąć.
    Pozdrawiam pięknie, słonecznie i kobieco na Dzień Kobiet.
    Nareszcie odwilż!

  153. Również nie lubiłam anturium do niedawna. Jakoś zawsze ten kwiat wydawał mi się, nie wiedzieć czemu, wulgarny. Jednak ostatnio napatrzyłam się na różne odmiany, zupełnie inne kolory niż czerwony, i spodobały mi się. Wyglądają mniej plastikowo, a barwy są naprawdę interesujące. Ale na urodziny wolałabym jednak dostać różę.

  154. Anturium, aż takie brzydkie? Kwiaty tej rośliny wyglądają jak serduszka i w Kanadzie są z kolei bardzo popularnym prezentem na Valentines Day. Nie w bukiecie, lecz w pięknej szklanej doniczce w kształcie odwróconego stożka, wypełnionej na dnie kamieniami, ziemią i hiszpańskim mchem przykrywajacym całość. Kompozycja wygląda pięknie i jest miłym prezentem dla tych, co nie lubią ciętych kwiatów (ja!). Moment wyrzucania ciętych kwiatów, gdy są zwiędłe, jest dla mnie tak smutny, że przesłania radość ich otrzymania.
    A u nas oficjalnie nie ma (to znaczy nie znają) Dnia Kobiet, a więc i życzeń brak:(

  155. Sondelani, jak pięknie to wyraziłaś!
    Syrenko, tak, to anturium, dzięki za podpowiedź. Ten kwiat wygląda, jakby był z plastiku. A zarazem wygląda jak papryka. W sumie, jak plastikowa papryka. Gdyby przyłożyć do tego definicję Simone Weil („Piękno to coś, czego się nie chce zjeść”- tak podał tę definicję prof. Raszewski; ja znam inną: „Piękno to coś, czego nie chce się zmieniać”), zaraz by się jasnym stał powód mojej rezerwy wobec biednej rośliny.
    To znaczy, nic do niej nie mam, niech sobie żyje. Ale nie przy mnie.

  156. DUA i Kochane Ksiegowe Kobiety, najlepszego!
    Zdjecie cudowne! Ten niesamowity kontrast faktur twarzy, kolorow wlosow i spojrzen. Kobieta zapatrzona z czuloscia w ukochana wnuczke, a Kobietka zerka ciekawie na otaczajacy swiat, w swoja przyszlosc. I te paluszki w buzi – tak potrzebne do zdecydowania, co teraz zrobic, gdzie pojsc, ktory kawalek swiata zdobywac…
    Kobieta trzyma Kobietke, ale z czulego, a jednoczesnie poblazliwego polusmiechu widac, ze nie bedzie jej zatrzymywac w drodze w swiat. Jej uscisk jest podtrzymujacy, a nie zatrzymujacy.
    Kwintesencja kobiecosci – innej w kazdym wieku.
    Usmiecham sie do wszystkich w ten sloneczny przedwiosenny dzien i zmykam do ogrodu.

  157. Piękne i wzruszające jest to zdjęcie, esencja kobiecości. Ach, Starosto jak dobrze, że koralowe tulipany załapują się do akceptowanych. Te zakwitły u mnie pierwsze, więc je dedykuję Staroście. Właśnie pięknie się dziś uśmiechnęły do słońca, całą gębą można powiedzieć ( jeśli potraficie to sobie zwizualizować). I ja uśmiecham się całą gębą do wszystkich tutejszych Kobiet :-D (<—– cała gęba).

  158. Dzień dobry, kochane Kobiety w każdym wieku!

    PatrycjoF, muszę to znowu powiedzieć: jesteś chyba najmądrzejszą 14-latką, jaką znam!

    Duśko, dziękuję za dobre słowo – w istocie, czerwonego koloru nie lubię, lecz tylko w pewnym odcieniu, skądinąd dość oklepanym i ordynarnym, z historyczną, hm, konotacją. Lecz pąsowe róże – owszem, mogą być. Tulipany w kolorze koralowym – też. Goździki!- jakże są piękne, gdy mają barwę żurawiny!
    Kolor maków też nie przypomina tego z transparentu.
    Ale kwiaty lubię tak bardzo, że ostatecznie przyjmę każdy bukiet, nawet czerwony, i zawsze się ucieszę!
    No, może z wyjątkiem bukietu z tych czerwonych paprykopodobnych, zapomniałam, jak się zwą.

  159. Dzień dobry! Piękne, piękne zdjęcie, a ileż tu symboli! Gratuluję Artystce, a wszystkim Księgowym, w tym w szczególności naszej kochanej DUA (będącej odzwierciedleniem tego, co najlepsze w kobietach), rzucam do stóp SNOP (jak Baltona) różowych róż (wie się skądinąd, że DUA nie toleruje czerwonego;))!

  160. Dzien dobry wiosennie! Dolaczam sie do zyczen dla wszystkich Kobiet tu zagladajacych! Dzielmy sie naszym cieplem z innymi!

  161. Wiwat Starosta!
    Wiwat Księgowe!
    Wiwat kochane i mądre!
    Jakie piękne zdjęcie od Marple!
    Dziękuję za smakowite wieści wydawnicze na 2015. Czekam z radością na książkę Starosty, Adminki i Wójta.
    Dziękuję za wpis Mądrej Sowy, smakowity przepis od Syrenki, dziękuję za to, że jesteście.
    Bardzo, bardzo Was lubię!

  162. Zdjęcie przepiękne. Kobietom od 0 do… do nieskończoności – wszystkiego dobrego.

  163. Dzień dobry!
    Dziękuję, Pani Małgosiu! Będę rozkwitać! Nawzajem!
    Jakie p r z e ś l i c z n e zdjęcie! Właśnie miłość jest najpiękniejsza. Zawsze do nas wraca! I to z podwójną siłą!
    Pięknego dnia życzę!

Dodaj komentarz