Od Sowy Przemądrzałej

musurgia-birds2

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, oto wiadomość prywatna, przesłana (w kawałkach) , wraz ze stosowną ilustracją, przez KC Sowę Przemądrzałą, która jest muzykologiem:

 

DUA, chciałam się podzielić pewną ciekawostką-zagwozdką ornitologiczno-muzyczną.

Jak wiadomo, śpiew ptaków jest jednym z powszechniejszych motywów muzycznych, chociaż zazwyczaj traktowanych przez kompozytorów dość konwencjonalnie (tryle i inne ozdobniki). Czasami jednak pojawia się próba bardziej wiernego oddania ptasiego śpiewu w zapisie muzycznym.
Znakomitym przykładem jest tu francuski kompozytor Olivier Messiaen, ale pionierem w tej dziedzinie wydaje się niemiecki jezuita i teoretyk muzyki Athanasius Kircher, który w traktacie „Musurgia universalis” (1650) podjął się transkrypcji śpiewu słowika, w sposób zaskakująco metodyczny i naukowy (oczywiście na miarę swoich czasów).
Ilustracja pochodząca z tego traktatu jest bardzo ładna. Oprócz zapisu śpiewu słowika znajdują się na niej również głosy innych ptaków – koguta, kury (świetna!), kurczaków, kukułki, przepiórki i mówiącej po grecku papugi.

Jednak bardziej niż sam słowik zaintrygowała mnie na tej ilustracji kukułka, gdyż przyjęło się najczęściej oddawać jej głos za pomocą opadającej tercji małej (tak też jest u Kirchera), a jakoś kukułka, która pojawia się czasem w moim ogrodzie uparła się kukać w tercji wielkiej.

Ciekawa byłam , skąd ta rozbieżność się wzięła – czy poszczególne kukułki różnią się skalą głosu, czy też są to różne gatunki – i tak rozpoczęłam internetowe śledztwo w tej sprawie.

Jak dotąd dotarłam jedynie do bardzo interesującego komentarza poczynionego przez tajemniczego pana Mitforda do pewnego listu Gilberta White’a of Selborne o śpiewie kukułek i sów (!), zawartego w „The Natural History of Selborne” (wyd. z 1878):

„The cuckoo begins early in the season with the interval of a minor third, the bird then proceeds to a major third, next to a fourth, then a fifth, after which his voice breaks without attaining a minor sixth”. (Kukułka zaczyna śpiewać na początku sezonu, w interwale tercji małej, następnie kukanie ptaka przechodzi w tercję wielką, dalej w kwartę, później w kwintę, po której jego głos załamuje się, nie dochodząc do seksty małej – przekład MM).

Ha! Bardzo to intrygująca teoria, ale niestety nie mam jak jej potwierdzić – kukułka jest u mnie rzadkim gościem, a ja w lesie też często nie bywam. Internet też na ten temat milczy. Sam G. White poczynił jedynie obserwację, że zarówno kukułki jak i sowy nie odzywają się zawsze na tym samym tonie (jak niektórzy sugerują), a w jego okolicy kukułki kukają wokół tonacji D-dur lub C-dur . A może DUA jest w stanie potwierdzić tę zadziwiającą właściwość kukułki co do rozszerzania skali głosu wraz z upływem wiosny?

Natomiast jeśli chodzi o definitywne zamilknięcie kukułki z początkiem lata, jak dobrze wiemy moment ten został określony precyzyjnie przez ks. Twardowskiego.

Okazuje się jednak, że istniał i inny poeta, który uwiecznił w swojej twórczości ten fakt. Był to John Heywood, który w 1587 roku opublikował zbiór epigramów, a wśród nich znajduje się ten oto:

„Of Use”

„Use maketh mastery: this hath been said alway;
But all is not alway, as all men do say,
In April the cuckoo can sing her song by rote
In June, out of tune, she cannot sing a note.
At first, cuckoo, cuckoo, sing still can she do,
At last, cuck, cuck, cuck- six cucks to one cu.”

„The Proverbs, Epigrams, and Miscellanies of John Heywood” ed. John S. Farmer, London 1906, s.294.

Koniec ciekawostki.

 

Wielkie dzięki, kochana Sowo Przemądrzała!

Nadzwyczaj to ciekawe.

Dziatwo, zapis nutowy  śpiewu słowika (Luscinia luscinia ) znajduje się oczywiście w górnej części tej pożółkłej kartki.

Nie, Sowo, nie wnikałam dotąd specjalnie w muzyczne niuanse kukułczych wołań , ale postanawiam to zrobić na wiosnę. ( Aha, pamiętajmy, że kuka pan kukułka, podczas gdy samice ” ochryple chichocą”- jak podaje przewodnik ilustrowany „Ptaki Europy”).  A profesor Jan Sokołowski w słynnym i wspaniałym dziele „Ptaki ziem polskich” pisze:

Głos kukułki jest tak powszechnie znany, że nie potrzeba go bliżej opisywać, a wystarczy zaznaczyć, że druga część „kuku” jest nieco niższa od pierwszej, i to o małą tercję. Kukanie ma w biologii ptaka znaczenie śpiewu i jest właściwością tylko samca. (…) Na widok nadlatującej samicy, samiec dodaje jeszcze jedną sylabę i woła „kuku-kuk”. Samica odzywa się o wiele rzadziej  zupełnie inaczej, a głos jej brzmi jak wysoki chichot „bribribribribri”.

Chichocząc ochryple, kończę z kukułkami, by przejść do małej niespodzianki, treść której zapewne jest doskonale znana Sowie Przemądrzałej, ale nie musi być jeszcze znana naszej Dziatwie. W grubym tomie „Listów” W. A. Mozarta jest taki zapis, uczyniony po majowym spacerze:

mozart

A więc, tak jak już kiedyś  pisała nasza Sowa P., wszystko jest muzyką, a ta jest  odbiciem harmonii sfer.

Czy będzie nadużyciem, gdy stwierdzę , że ptaki przybliżają nas do nieba nie tylko przez swój lot, lecz i przez śpiew?

Wiosenne uściski dla wszystkich

od

MM

40 przemyśleń nt. „Od Sowy Przemądrzałej

  1. Wszystko jest kwestią osobowości, to prawda. Duża doza poczucia humoru jest wyraźnie słyszalna w twórczości Mozarta i na tym polega jej urok. Mnie natomiast pasjonuje osobowość bachowska, pewnie dlatego, że jest bliższa mojej własnej. Właśnie mam na oku świetną książkę o nim. A hipotetyczny spór Bacha z Haendlem z „Kolacji na cztery ręce” to dla mnie muzykologiczny majstersztyk :)

  2. Ach, Thukpo!
    Pięknie powiedziane. Pięknie. „Jak to w miłości”!
    Bratnia duszo!

  3. No i namieszałam! Z ręką na sercu przyznaję się do błędu. Jestem oczywiście wielbicielką a nawet miłośniczką życia i twórczości W.A.Mozarta. Nie wiem, dlaczego wyskoczył mi taki chochlik, może była to wina zmęczenia i dość późnej pory? Tak czy owak, przepraszam za wprowadzenie zamętu.

    Co do listów Mozarta, przeczytałam je po raz pierwszy od deski do deski w wieku 14 lat a dziś od czasu do czasu czytuję je sobie od środka, od końca, a to dla wyszukania informacji, a to dla przypomnienia – i zawsze sprawia mi to jednakową przyjemność. Muszę powiedzieć, że dzięki tej lekturze Mozart stał mi się jeszcze bliższy. To jest właśnie piękne – poznajemy zwyczajnego człowieka z różnymi problemami, emocjami, wielowymiarowego jak każdy z nas – który pisał zupełnie boską muzykę. Zresztą uwielbiam mozartowski typ osobowości. Wszystko w Mozarcie uwielbiam i przyjmuję go takim jaki był, z całym dobrodziejstwem inwentarza – jak to w miłości ;-) Dlatego może z takim upodobaniem czytam jego listy: przejrzyste, ludzkie, prawdziwe, bez ozdobników, choć nie pozbawione humoru i niespodzianek. Uważam tę klasyczną – klasycystyczną prostotę za dużą wartość.

    Pozdrawiam!

  4. Aj, aj, najmocniej przepraszam wielbiciela i muzyka! Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że czytałam wpisy nocą, ukradkiem, na smartfoniku. Siłą statystyki księgowej moje oko przerobiło wielbiciela na wielbicielkę, zaś jeśli chodzi o muzyka – przywykłam do traktowania tego słowa bezpłciowo. Jakoś jestem staroświecka w dziedzinie feminizacji nazw zawodów i wyraźnie nie nadążam za duchem czasu. Skoro nawet moje dyplomy uczelniane traktują mnie po męsku, to nie widzę powodu by dodawać sobie -ożkę, -yczkę i inne ;)

    Co do „Listów” Mozarta, prof. Raszewski ujął problem znakomicie elegancko :) Przyznam, że po pierwszej (i jak dotąd ostatniej) lekturze listów Mozarta na długo zwątpiłam, czy aby na pewno chcę znać życie prywatne autorów lubianych przeze mnie dzieł. Bywa, że mocno rozczarowuje. Dzisiaj, wciąż jeszcze tego nie wiem w stu procentach, ale coraz bardzej skłaniam się jednak ku przekonaniu, że mimo wszystko warto mieć pełen obraz. Powoli nabieram też ochoty, by jednak „Listy” Mozarta przeczytać po raz drugi i spojrzeć na nie dojrzalszym okiem :)

  5. Chyba to Księgowy, Sowo. Jest nie tylko muzykiem (trudno, choć zapewne przyjemnie jest być muzyczką), ale i wielbicielem, nie wielbicielką Mozarta.
    Ten ostatni nie pisał w listach do ojca o pogwizdywaniu, jeśli pamiętam.
    Profesor Raszewski zwrócił uwagę (w „Listach”), że o ile Chopin pisał listy zgoła zachwycające, to Mozart, rzecz ciekawa, bardzo był w swoich prozaiczny, tak jakby nie wyczuwał w tym gatunku pola dla twórczości.

  6. O, widzę, że wątek Stara powrócił tym razem tutaj! Pozdrawiam Księgową po fachu :).

    Legenda jest w istocie bardzo budująca, choć prawdopodobnie mija się z faktami (daty, daty!). Czytałam dziś jeszcze interesujący artykuł o zdolnościach naśladowczych szpaków – podobno potrafią one nauczyć się powtarzać zasłyszaną melodię nawet w ciągu jednego dnia! Niesamowite. Mają też tendencje do mieszania ze sobą różnych melodii i odgłosów oraz „wypadania” z tonacji (może stąd to gis!). Ponoć Mozart lubił publicznie pogwizdywać, ale nie mam pojęcia skąd ta informacja się wzięła, DUA, czy jest coś o tym w „Listach”? Za dawno je czytałam, by pamiętać takie szczegóły. Tak, czy owak, gdziekolwiek nie znajduje się prawda o Starze (a jak wiemy, prawda zwykle nie leży po środku, tylko tam, gdzie leży), na podstawie jednego, w dodatku lakonicznego źródła nie sposób jej dociec. Specyfiką badań historycznych jest niestety również to, że zazwyczaj dochodzimy do wniosku, że wiemy tylko to, że nic nie wiemy ;). Ma to też swoje zalety oczywiście.

    A Mozart po śmierci Stara sprawił sobie kanarka (może to jego kupił u wędrownego sprzedawcy?). I skomponował potem ładne, kanarcze trio (K 600 nr 5).

  7. Pani Małgorzato, również serdecznie pozdrawiam i dziękuję za moc czytelniczych wzruszeń :-) bardzo chętnie wracam do Pani książek a niektóre z nich (a właściwie większość) znam niemal na pamięć! Życzę wszystkiego dobrego –
    Thukpa ;-)

  8. Dziękuję za tę wiadomość, Thukpa. Podniosła mnie na duchu, bowiem zawsze lubiłam tak to sobie wyobrażać, po przeczytaniu po raz pierwszy listów WAM do ojca.
    Pozdrawiam, jak wielbicielka wielbiciela. Ja też bez Mozarta nie widzę życia.

  9. Witam wszystkich serdecznie. Jako muzyk i wieloletni wielbiciel Mozarta muszę wyjaśnić: szpak Mozarta raczej nie powtarzał fragmentów utworów. Według legendy to sam szpak Star „skomponował” temat koncertu fortepianowego a Mozart, zainspirowany, postanowił tę melodię wykorzystać.

  10. I wiesz, Sowo, kiedy przez tydzień prezentowano ten pałucki karteluszek, jakby z zeszytu, z pierwszą zachowaną wersją „Bogurodzicy”, to stałam przy gablotce jak cherubin u wrót raju.

  11. Sowo, dziękuję. „De revolutionibus” w wydaniu PWN mam nadzieję odebrać po niedzieli. Egzemplarza oryginalnego (jeden taki mieszka kilka kilometrów ode mnie na południe) jeszcze nie widziałam, był pokazany w zeszłym roku zaledwie przez kilka godzin.
    W jednym z antyfonarzy (bodajże bernardynek) była taka uwaga na marginesie: „Tu poczynać śpiwać, jak należy”.

    Ann, a za takie 28 groszy w czasach wiedeńsko-sobieskich co jeszcze można było kupić?

  12. Arete, Kirchera (jeszcze) w ręku nie trzymałam, ale siedemnastowieczne partytury owszem. Oraz pierwsze wydanie „De revolutionibus”. Widziałam również w pewnym klasztorze abażur lampy zrobiony z jednej karty wyciętej z kancjonału, takiego jaki się na pulpcie maius stawia. Na szczęście nie bardzo starego kancjonału.

  13. Celem znacznego podparcia się na duchu cały dzionek słucham w róznistych wykonaniach Gioachino ROSSINI – DUETTO BUFFO DI DUE GATTI. Konkurencję wygrywa chyba wykonanie Chinwe Enu & Adrienne Webster, chociaż Montserrat Caballé jest niezrównana; szkoda tylko że współśpiewająca niekoniecznie.

    Co za szczęście, że skończyła się epoka, kiedy dzikie ptaszki kupowało się na jarmarku celem trzymania w klatce, ewentualnie przerobienia na pasztet. Słowik za 28 groszy! Hańba!

  14. O, dorsz mnie bardzo ucieszył, naprawdę! Mam w przyszły piątek parę osób na niezobowiązującej kolacyjce. Co tu podać na niezobowiązującą kolacyjkę w piątek? Oczywiście Vivalididorsza w szpinaku. Dziękuję za przepis.
    Dziękuję też za wszystkie gratulacje. Za wczesne, za wczesne, poczekajcie, najpierw przeczytajcie :-)

  15. Ann, przepraszam, z wrażenia pomyliłam osoby.
    Internet jest świetnym wynalazkiem, ale oryginał to oryginał (i tu wyznaję esencjalizm).
    Pani Małgorzato, tak. Wiem od wspaniałego Profesora. Potem nie wiadomo było, jak oddychać przy takich skarbach.

  16. Proszę, Arete. Przecież online jest dla wszystkich, a w ręku też można sobie dodatkowo przekartkować w bibliotece :-) DUA, niestety, pomysłowość ludzka nie zna granic. Pewien czytelnik z 1 poł. XX w. namiętnie zaznaczał interesujące go fragmenty rękopisów czerwoną kredką;-) Ależ się miło i smacznie zrobiło, Choco to dobre pole dla wyobraźni, od razu człowiek głodnieje… Wiewióreczko, gratuluję już teraz! Dobrego wieczoru DUA!

  17. Przebóg, nie posiadam!
    Wymyśliłam ten krem na potrzeby powieści.
    Może rozpiszemy konkurs na stworzenie przepisu Choco?

    Bardzo wdzięczny ten Vivaldidorsz. Wójt Wiewiórka się ucieszy.

    Arete, ktoś zamknął długopis w manuskrypcie „Pasji” ?????!!!!
    Ten świat schodzi na psy.

  18. Vivaldi dorsz wiosenny (przepis dla Wójta)… i może nie tylko? Przepis na 3 osobową, niezbyt żarłoczną rodzinę:
    – 0,5 kg filetów z dorsza
    – por
    – 0,5 kg szpinaku świeżego lub paczka 40 dag mrożonego
    – 2 średnie cebule
    – 0,5 szkl. śmietany
    – 2 łyżki startego żółtego sera
    -2 łyżki masła
    – sól
    Cebulę posiekać w kostkę, pory w cienkie plasterki, poddusić w rondlu kilka minut na łyżce masła, odparować, posolić, przełożyć do miseczki. Filety umyć i osuszyć, lekko posolić. W tym samym rondlu (żeby nie było za dużo zmywania) poddusić szpinak wcześniej dokładnie umyty i posiekany (lub rozmrożony w wersji dla zapracowanych). Zdjąć pokrywkę, odparować, wlać część śmietany, wymieszać. Resztę śmietany dodać do porów i cebuli. Wysmarować masłem lub lepiej oliwą dno naczynia żaroodpornego i warstwami kłaść pory+ cebula, filety, szpinak tak, żeby na końcu przykryć potrawę szpinakiem. Posypać żółtym serem. W przepisie każą zapiekać 10 min w 180 st C, ale myślę, że to zdecydowanie za krótko – ja piekę ok 25 min.
    Z tym zmywaniem to chyba jednak wszystko jedno,czy miska, czy rondel – ilość naczyń taka sama :) Z tą różnicą, że rondlowi trzeba jeszcze wymyć trzonek.
    Jeśli chodzi o wersję jesienną to Pietuszka jak najbardziej – i korzeń i nać do posypania.
    A przy okazji kukułkowania, czy mogę poprosić o przepis na krem Choco o smaku cukierków „kukułka”? Ten, który zbolałego Józinka tak skutecznie pocieszył, że później aż oberwał od matki musztardą z powodu podejrzenia genów starego opoja, kasztelana zawichojskiego.

  19. Wiesz, Sowo, a ja już myślałam, że trzymałaś to w rękach. Mnie się zdarzało. Na przykład karteluszki ze chrztów dzieci Jana Sebastiana i Anny Magdaleny. Albo siedemnastowieczne śpiewniki kościelne. Albo Allgemeine Musikalische Zeitung (cudny papier, wytrzyma jeszcze stulecia). Rękopisu Pasji Mateuszowej już nikomu nikt nie da, odkąd ktoś zostawił długopis i zamknął wolumin.

  20. Dzień dobry, Arete, ależ online, jak – na szczęście – coraz więcej starodruków i rękopisów, wystarczy poszukać. Kircher jest choćby w bazie Hathi Trust. Link pewnie nie przejdzie, ale: babel.hathitrust.
    A tak na dobry dzień – wiosna już jest, naprawdę, szaleństwo pogodowe! Dobrego dnia DUA i Wszystkim Miłym Księgowym!

  21. Sowo, ponawiam pytanie, jakim cudem masz dostęp do Athanasiusa Kirchera. I drżę z ciekawości.

  22. Bardzo słoneczne- wiosenne dzień dobry!
    Sowo P., ogromne wrażenie wywarła na mnie Twoja ornitologiczno- muzyczna ciekawostka- zagwozdka. Jak to świetnie, że nam ją DUA tutaj pokazała! I wcale mi się, Sowo, nie wydaje, żeś przemądrzała, jak sugeruje nick, ale po prostu mądra. I swoją mądrością fantastycznie się z nami dzielisz! :-)
    Pozwolę sobie jeszcze pogratulować dziadkom i rodzicom i Helenki, i Wiktorii- wiosennego skrzacika. Niech nam żyją nowe Księgowe!
    A Wiewiórce gratuluję debiutu, z pewnością będzie pyszny i skrzący humorem, jak zresztą wszystkie Wójtowe wpisy. :-)

    Zmykam poszukać symptomów wiosny. Dobrego dnia Wszystkim!

  23. Kochani, bardzo mnie cieszy, że temat się Wam spodobał! Dziękuję Myszo za cenne obserwacje. Z tą kwartą i kwintą to rzeczywiście wydaje mi się przesadzone, aczkolwiek w muzyce kwarta jest spotykana, np. u Vivaldiego. Albo w naszej rodzimej piosence ludowej „Kukułeczka kuka”. Do tej pory myślałam, że to taka kompozytorska licentia poetica, ale Gilbert White of Selborne zbił mnie z pantałyku. Jannequin oczywiście jest mi dobrze znany, ale poszłam teraz innym tropem – ciekawość mnie naszła czy ktoś się pokusił o muzyczną ilustrację pohukiwania sowy, bo wydaje się, że właściwie nie ma czego ilustrować. A jednak ktoś się pokusił! Śpiewam w doborowym kwartecie, razem z kukułką, psem i kotem w „Contrapunto bestiale alla mente” Adriano Banchieri. To taki muzyczny żart z zawiłości polifonii renesansowej, która niestety zaciera czytelność śpiewanego tekstu. Wydaje się, że można śpiewać cokolwiek, a i tak nikt nie zrozumie tekstu. Do wysłuchania na YT, koniecznie w wersji sielsko-brytyjskiej niezrównanych The King’s Singers. Dobranoc wszystkim.

  24. Arete, nie, nic złego się nie dzieje, wiadomość prywatna doszła, ale ja zajrzałam tu dopiero teraz.
    Cieszę się z tych Twoich znalezisk.

    Dobranoc!

  25. Ach, jaka piekna legenda! Dzieki, Sowo, za podzielenie sie nia. Dobrej nocy wszystkim zycze.

  26. Sowo P., Ty mnie dziś zachwycasz!

    Myszo, rozpraszajmy sobie nawzajem. Tak trzeba.

  27. Jak już jesteśmy przy temacie wiosny to w końcu będę mogła jeść swoją ulubiona sałatkę z sałata, jajkami, pomidorami rzodkiewkami , ogórkami, cebulą lub szczypiorkiem i tuńczykiem. Uwielbiam ją jest przepyszna naprawdę polecam.

  28. Przepraszam przez nieuwagę posłałam przed chwilą wiadomość – anonim (o kukułkach i Jannequin’ie

  29. Ach, cóż za przyjemność przeczytać o ptasich cytatach muzycznych. Z uwagi na fakt, że jedną nóżką stoję na historycznym poletku Ann, a drugą na działce drogiej Sowy, – muzyk ze mnie tzw. wierzący, ale niepraktykujący niestety (na szczęście płotek pomiędzy działkami niewysoki), chciałabym tylko dodać słówko o misternych renesansowych chóralnych utworkach Clement Jannequine’a „tłumaczących’ na język muzyki np.odgłosy targu. Co prawda ptaki nie są ich jedynym bohaterem, ale są wyjątkowo wdzięczne. Jestem pewna, że Sowa miała z nimi styczność – może ma nawet w swych zbiorach nutki, skoro bliskie Jej są czasy Athanasiusa K. Natomiast w kwestii kukułki, mam spore doświadczenia. Pięć wiosen na podkrakowskiej wsi przekonało mnie, że kukułki nie trzymają tonacji. Jedna kuka w C dur, inna w D – dur, a zdarzyło mi się gościć na dębie kukającą w As. (może to była szopenowska kukułka altowa). Rozszerzanie interwału od tercji małej do wielkiej potwierdzam, ale kwarty, a co dopiero kwinty podkrakowskie kukułki nie znają.
    Ukłony dla DUA, gratulacje dla Sowy i gorące pozdrowienia dla Ludu. Bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście i można tu zajrzeć. Udało Wam się rozproszyć nieco spowijające mnie dzisiaj mroki.

  30. Jest taka legenda średniowieczna (do odnalezienia w książce Michela Zinka „Kuglarz Najświętszej Panienki”) pt. „Mnich i ptak” o pewnym mnichu, który obawiał się, że wieczność podobna do znanego mu jednostajnego życia klasztornego będzie go nudzić. Prosił Boga, by dał mu jakiś znak, który by go uspokoił w tym względzie. Pewnego dnia, przechadzając się po pobliskim lesie, usłyszał głos ptaka, a „jego śpiew był tak czysty, tak modulowany, tak melodyjny, że mnich wsłuchał się w niego, zapominając o swoich myślach. Wydawało mu się, że nigdy nie słyszał czegoś równie pięknego. Wszystkie melodie oficjów i monastycznej liturgii godzin, antyfony i responsoria, tropy i sekwencje, hymny i psalmy, które od dzieciństwa śpiewał w chórze z braćmi; wszystkie te melodie, które – każda w swojej tonacji – wznosiły się od podstawowej nuty do tercji albo kwinty, rozwijały swoje melizmaty wokół motywu wiodącego, po czym łagodnie zstępowały z powrotem do pierwszej nuty, jak gdyby przechodziły przez ciągi małych arkad na sklepieniu kościoła czy klasztornego wirydarza; wszystkie te melodie, które były dla niego ucieleśnieniem piękna i pokoju- nagle wszystkie one wydały mu się mdłe w porównaniu z kilkoma nutami, które składały się na śpiew tego ptaka”. Mnich zasłuchany nie zauważył, że przesiedział w lesie sto lat, a gdy wrócił do klasztoru, to nie zastał już tam nikogo znajomego. Zrozumiał wtedy czym będzie wieczność – „jedną chwilą w zachwycie, w jakim pogrążamy się w Bogu” – i odbywszy spowiedź, umarł uspokojony w ramionach opata.

  31. Co za przeciekawe rozważania na temat kukułki! I jakie wiosenne! Sowo, dzięki za miłą piątkową lekturę. Starosto, trzymam za słowo, w sprawie akustycznego śledzenia kukułki. Teraz jestem ciekawa, jak to z nią ( a tak naprawdę -nim!) jest.
    Sondelani, cieszę się ogromnie, że już ktoś naprawdę czeka na Lawendową.
    Starosto, tak!!! Sos koperkowy :)
    Syrenko, a ja mam na razie apetyt na tego Vivaldidorsza wiosennego. Jeśli Starosta pozwoli, to poproszę o przepisik, zanim wiosna minie. A czy do tego po grecku można też dodać Pietuszkę ?:)

  32. Jeszcze w temacie kulinarnym, tym razem muzycznie – kulinarnym pomysł na Vivaldidorsza – 4 pory roku:
    – wiosna:zapiekany dorsz ze szpinakiem, cebulką, porem – kiedyś wpiszę dokładny przepis, bo mam
    – jesień: wariacja w stylu ryby po grecku z marchwią, selerem, papryką i czosnkiem
    – zima: panierowane filety z dorsza pod pierzynką chrzanowo-śmetanową
    – lato: no tu mam problem – może z ananasem i pomarańczą na słodko-wytrawnie?
    Dodawać nie muszę, czego podczas przygotowania i jedzenia słuchać należy.

  33. Dobry wieczór!
    Nadzwyczaj to wszystko ciekawe! Dzięki, Sowo Przemądrzała, za tę ciekawostkę i dzięki, Starosto, za udostępnienie jej nam. Myślę, że żadnego nadużycia nie będzie w owym stwierdzeniu o przybliżaniu do nieba. Wiosna tuż, tuż. Rano ptaki śpiewają coraz głośniej. Jak miło się idzie przez park do pracy przy takich dźwiękach. Pozdrawiam serdecznie :)

  34. No, i prosze! Mamy Wpis Szostkowy Odsowowy! A jaki interesujacy!
    A ja sie chcialam pochwalic, ze tez widzialam okladke Lawendowej czarownicy. Przyszla dzis z przesylka z Akapitu w Katalogu na 2015. Bardzo ladna, lawendowa i taka… zachecajaca:).
    Juz sie nie moge doczekac Twojego debiutu, Wojciku Kochany!
    Tyle czekania – na wiosne, na Feblika, na nowa ksiazke Adminki i teraz jeszcze Wojta. Ze o spotkaniu z Lusia Wnusia nie wspomne:). Ale dobrze tak czekac na MILE rzeczy!

  35. Dziękujemy, Ann kochana! (do Dziatwy: nasza Ann jest historykiem, doktorem historii – zna się na rzeczy).

  36. Czy to prawda, że ten szpak umiał powtarzać fragmenty utworów Mozarta?
    Arete, glony sa jak najbardziej jadalne (niektóre), mam to w ksiażce kucharskiej, ale w praktyce nie próbowałam. Może znawcy się wypowiedza.

  37. Dzień dobry, wpadam przelotem, a tu tak wiosennie i tyle nowości, DUA, dziękuję! Kircher to była niesamowita, wszechstronna osoba, polecam zapoznanie się, odkrył też takie małe „robaczki”.To może tak na marginesie wątku ptasiego dorzucę, że w maju 1683 za słowiki płacono 28 groszy, niewiele. Ale dobrze było je mieć na podorędziu, już wtedy. Ludzkość zawsze ceniła ptaki. Aha, i koniecznie ciasto marchewkowo-jabłkowe lśniące wodami lukru Ani S. Lecę i ściskam!

Dodaj komentarz