Już idzie! Już idzie…

mikolaj1

 

…blaskiem nieziemskim oblany, wiatr kosmiczny szaty i włosy mu rozwiewa, a on w worku pełno prezencików niesie. Szykujcie buty, półbuty, butki i buciki, pantofle, mokasyny, czółenka, trepki, boty, botki i saboty, kozaczki, tenisówki, trampki, paputki, kapcie, klapki, kalosze, a nawet buty narciarskie, łyżwiarskie lub wręcz ortopedyczne – każde się nadadzą, byle były czyste, starannie wypastowane lub wymyte do połysku.

Następnie ustawcie je wszystkie długim dwuszeregiem w przedpokoju i udajcie się do łóżek, po czym postarajcie się zasnąć, co nie będzie łatwe, bo oczekiwanie sprawia, iż człowiek staje się podminowany, podekscytowany, niespokojny i ciekawy. Co też Święty Mikołaj zostawi nam w bucikach?  Co w nich rano (pewnie około czwartej, bo dłużej w dzień św. Mikołaja uleżeć w łóżku się nie da) znajdziemy?

Niegrzeczni – przynajmniej tak jest w naszej rodzinie – dostają po ziemniaczku za każde grubsze przewinienie. Na szczęście tych ziemniaków nigdy nie było więcej niż dwa, no, góra trzy! A to jest jednak – sami przyznajcie – niewiele, zważywszy perspektywę całego minionego roku.

Grzeczni i mili za to obdarowani zostają szczodrze i serdecznie. Prezenty bywają różne – choć na ogół drobne, bo niewiele ostatecznie da się wcisnąć do buta.

No, chyba że są to prezenty mniej namacalne niż czekolada, linijka z tabliczką mnożenia, guma do żucia lub ciekawa książka. Wtedy prezenty mogą być wręcz niezmierne, o takie:

 

mikolaj

 

PS Pieczcie pierniki, a z fantazją!!! I róbcie im zdjęcia!

Po Świętach uruchomimy specjalny adres, pod który będzie można nadsyłać te zdjęcia, a po Nowym Roku – jak zwykle w Trzech Króli – uroczyście otworzymy tu doroczną Galerię Piernika!

179 przemyśleń nt. „Już idzie! Już idzie…

  1. My zawsze robimy lukier biały, z białka i cukru pudru. I nie ma obawy, chociaż co roku wszystkie pierniki są skrzętnie zjadane, nigdy jeszcze nie mieliśmy salmonelli.:o)
    Nini, najbardziej zapadł mi w pamięć Twój piękny, błękitny paw, z GP sprzed dwóch lat.
    A, i jeszcze ,,Portret lunofila” wykonany pudrem, z tej samej GP (zeszłoroczna mnie ominęła, niestety; muszę to koniecznie nadrobić).

  2. HA! – wykrzyknęłam krótkie haiku zwycięstwa i zadowolenia,
    pokonując przydługie „Veni, vidi, vici” Cezara.

  3. Magdo, srebrna była, jak moja. Babi też zaniedbała czyszczenie.

    Pudernica, Bożenko! aha…:)))

  4. Oczywiście, Aleksandro!
    Wytworny prezent do postawienia na toaletce damy.
    Ewentualnie przykład dla ucznia/dziecka (starszego:)), ukazujący zmiany znaczeniowe wyrazów. Pudernica ze słownika Doroszewskiego i ta z bardziej współczesnych słowników to będą całkowicie odmienne rzeczy…

  5. Cześć i czołem!
    Ostatnio dużo szaleję w świecie, toteż przegapiłam ten śliczny fioletowy berecik Chucherka!
    Ale pozwólcie, że się mile pochwalę: w lutym na 3 tygodnie wyjeżdżam do Japonii!! Udało się.
    Z całych tych wielkich emocji przyjęłam bardzo mężnie nawet zaproszenie na obiad, ale to akurat udało się o wiele mniej (chyba właśnie dlatego, że wypadłam zbyt mężnie!). Ach, trudno odżałować! Ale za to przyjaźń znajduje mnie sama każdego dnia i doprawdy nie spodziewałam się tyle szczęścia na stare lata.

  6. Ach! Pyszny Forbes! I to po locie balonem oraz awaryjnym lądowaniu tak błysnął!
    Co do kryształowej: przebóg, sama nie pamiętam…

    Sześć-siedem osób to faktycznie mało.

  7. Anette, Nini, wielkie dzięki, a czy te Wasze wiadomości i propozycje muzyczne muszą być prywatne? Chętnie bym je pokazała Ludowi, pro publico bono. I pewnie Sowa oraz Zośka zaraz by się zainteresowały. Czy pozwolicie?

  8. O, dziękuję. Cieszę się, peszę się, trochę się boję :)

    Wpis Zgreda (pyszne!) przypomniał mi pewną anegdotę (funkcjonuje w wielu wariantach; pierwszy raz opowiedziana przewrotnie podczas konferencji American Statistical Association):

    Malcolm Forbes zagubił się kiedyś podczas lotu jednym ze swych słynnych balonów. Wylądował w końcu na polu kukurydzy. Spostrzegłszy zbliżającego się człowieka, zapytał:
    – Czy może mi pan powiedzieć, gdzie ja się znajduję?
    – Z pewnością znajduje się pan w gondoli na polu kukurydzy – padła odpowiedź.
    – Pan musi być statystykiem!
    – To zdumiewające; jak pan to odgadł?
    – To nie było trudne – odrzekł Forbes. – Pańska informacja jest zwięzła, dokładna i zupełnie bezużyteczna.

    I zaraz skojarzenie kolejne: zabytkowa, kryształowa, cudownie bezużyteczna i niepraktyczna, dla mamy Borejko od całej rodziny. Co to za prezent?
    Wiem, wiem, za łatwe.

    A według danych statystycznych na Gwiazdkę obdarowujemy 6-7 osób (coś mało?), panowie kupują prezenty znacznie później niż panie, a najwięcej kulinarnych arcydzieł prezentuje Galeria Piernika.

  9. Wiadomość prywatna c.d:
    Tym razem inspiracje muzyczne dla Chucherka: Wspominała Pani o delikatnej francuskiej gitarze – mogę zaproponować Isabelle Mayereau. Francuską muzykę znam słabo (poza klasykami – Jacques Brel, Charles Aznavour, Yves Montand), więc obawiam się, że w tym przypadku nie będę w stanie „sypać” nazwiskami. Ale naszła mnie inna myśl -skoro w tle pojawi się być może „egzotyczny” duduk ormiański, to może również znalazłoby się miejsce dla sefardyjskiej muzyki Yasmin Levy? Tęskne, melancholijne, przejmujące pieśni, inspirowane różnymi wpływami kulturowymi. W wybranych utworach używany jest inny ciekawy instrument – ud (oud) – uważany za przodka lutni, wywodzący się z Bliskiego Wschodu.

  10. A Gabriela Faure też Pani nie lubi? Jak tylko przeczytałam o harfie natychmiast przypomniała mi się „Sicilienne” usłyszana kiedyś w Łazienkach i już sobie wyobraziłam, że przygrywającemu na flecie Chucherku towarzyszy harfista i że to świetny dla Jędrusia może być antagonista..?
    Inna sprawa, że jeszcze nie spotkałam harfisty. Rodzaju męskiego przy harfie, znaczy. Ale też i okazji wielu nie miałam.. Ciekawość rośnie! :o) Cieszę się przeokropnie!

  11. Ach, więc to jest słowo-samorodek!
    Moje gratulacje – jest bardzo obrazowe i celne zarazem.

  12. Ojejku, ten anonim z koszturpańcem to ja. Mea culpa, zapomniałam się podpisać. W naszej rodzinie mówimy tak na coś krzywego i nieforemnego, no i nie gładkiego ;).

  13. Aaa, rzeczywiście, pod poprzednim sezonie wpisem jest odpowiedź od Pani. Dziękuję. W porządku, myślę zatem dalej.

  14. Och, pardon. Dzięki, Sowo, rzeczywiście.
    U mnie tu – po stronie administracyjnej- wszystko idzie w kolejności czasowej, nie zauważyłam w pośpiechu.
    Madziu, Anonim jest pod „Praca wre!”.

  15. Pod wpisem Dewajtis z 12. 24 mam komentarz Pani z odpowiedzią dla Anette z godziny 8. 52. Czy mnie oczy mylą, czy może coś poszło nie tak z zatwierdzaniem?:)

  16. A! Świetne określenie, Casciolino, Mama miała rację oczywiście.
    Madziu, Anonim jest pod Dewajtis.

  17. A cóż to jest koszturpaniec? Nie widzę wpisu Anonima.

    Sowo, no pewnie ostatecznie coś tam wyjdzie. A jak całkiem nie wyjdzie – to zjem. ;)

  18. Rozumiem obawy, Dewajtis. Moja Mama, która robiła najlepsze ciasto drożdżowe na świecie, mawiała, że jest ono gotowe kiedy konsystencją przypomina pupę niemowlaka :) i tak jak „kruche ciasto lubi nóż”, tak drożdżowe lubi ciepło rąk przy wyrabianiu. Takie pobrałam nauki. Sama robię drożdżowe bardzo rzadko.

  19. Anonimie, koszturpaniec! – jakie ładne słowo!
    Nie znałam!

    Tak, łamigłówki naszej Bożenki kochanej, wszystkie wspaniałe, zgrabne i rozrywkowe!

  20. Po godzinie, Dewajtis, ciasto (połączone z rozczynem, który przedtem powinien rosnąć ok. 20 min) będzie wyrośnięte w sam raz (przykryte, w pobliżu kaloryfera).
    Dziś już nie trzeba stosować kopystki, na szczęście mamy miksery i roboty kuchenne. Zrób próbne ciasto drożdżowe już teraz ( na bułeczki na przykład), to się przekonasz, że łatwo rozpoznać moment, gdy jest gotowe: zwarte, gładkie, elastyczne i odstające tym razem od końcówki miksera.

    To jest przepis mojej Mamy, cudowny. I nietrudny. Najlepszy makowiec świata.

  21. Dzień dobry, Pani Małgorzato, planuję upiec makowiec z Łasucha Literackiego na Boże Narodzenie. Mam pewną wątpliwość (ciasto drożdżowe zawsze napawa mnie obawą) – jak długo mniej więcej rozczyn ma rosnąć? I jak długo ciasto się wyrabia? Wiem, że w przepisie jest „aż odstaje od kopystki”, ale nigdy nie mam pewności, kiedy to JUŻ. Raczej po 15 minutach, czy po godzinie?

  22. Dzień dobry!
    A to bardzo nam tu miło, proszę Kogucika z Mamą!

    Anette (wiad.pryw.) – dotarła i nawet podziękowałam, prosząc o jeszcze. Patrz: poniżej, godz. 20.22!

  23. Uśmialiśmy się z Szarotką jak fretki, czytając początek dzisiejszego zadania z konkursu programistycznego. Oto on. Początek znaczy.

    Gdy uciekasz przed niedźwiedziem, który chce się z Tobą pobawić i/lub skonsumować Cię na kolację, bardzo
    ważne jest rozpoznać jego gatunek:
    • jeśli biegniesz i biegniesz, znajdujesz drzewo i wdrapujesz się na nie, a niedźwiedź za Tobą, to jest to
    niedźwiedź brunatny,
    • jeśli biegniesz i biegniesz, znajdujesz drzewo i wdrapujesz się na nie, a niedźwiedź strząsa Cię z niego, to jest to niedźwiedź grizzly,
    • jeśli biegniesz i biegniesz i nie możesz znaleźć drzewa, to jest to niedźwiedź polarny.

  24. Pani Małgorzato, myślę cały czas nad warstwą muzyczną dla „Chucherka” i mam kilka wstępnych propozycji:
    Dla Jędrka – pisała Pani o jego ewentualnym ulubionym zespole: „Taki raczej nieskomplikowany o energicznym brzmieniu”. Jeśli Jędrek preferuje współczesną muzykę to proponuję:
    1. Lao Che – polski zespół, nie należą do tzw. mainstreamu. Nie usłyszymy ich w RMF-ie, ale w radiowej Trójce. Ciekawe teksty, pełne nieraz nawiązań i gier kulturowych, np. „Hydropiekłowstąpienie”, „Klucznik (Rozdziobią nas kruki i wrony)”, „Wojenka”.
    2. Strachy na Lachy – lubię wybrane piosenki za niebanalne, czasem nieco poetyckie teksty. Zdarzyło im się zaśpiewać tekst Tuwima „Kobiece”(!), pięknie zinterpretować na nowo „Nim wstanie dzień” i Kaczmarskiego „Kazimierz Wierzyński”(!).
    3. happysad – rockowe brzmienie z przemyślanymi tekstami i romantycznym wokalistą, np. „Niezapowiedziana”, „Nie będziem płakać”, „Bez znieczulenia”.
    Gdyby natomiast Jędrek nostalgicznie podziwiał dawne dobre polskie zespoły z czasów PRL to mógłby słuchać np. wspaniałej Republiki z Grzegorzem Ciechowskim, Perfect (i piękna „Wyspa, drzewo, zamek” albo energiczniejsze „Bla, bla, bla”) albo wciąż trzymającego formę zespołu Hey z Kasią Nosowską.
    Jak Pani myśli? Będzie mu się podobał któryś z wymienionych?
    (Dla Chucherka propozycje następnym razem).

  25. Madziu, jak coś pójdzie z pieczeniem i lukrowaniem nie tak, zawsze możesz powiedzieć, że to jest chory kotek. A jak nadmiernie spuchnie, to że miał być Aslan.

  26. Sowo, DUA, dziękuję za informację o Farjeon. Kilka lat temu nawet wybrałam się na wędrówkę na Wyspy śladami autorki. Do pierniczków zabiorę się w najbliższą sobotę. No, nie wiem czy będą bardzo twórcze ale na pewno smaczne ;)

  27. W kontekście (Memling) dodajmy, Madziu, że chodzi tu zaledwie o kota.

    To tak dla jasności – bo pamiętajmy, że mamy Adwent, a to nie tylko pierniczki.

  28. I ja polecam lukier z cytryną. Jest tak pyszny, że można go jeść łyżkami niestety.

  29. Za dwa dni ma się ukazać wznowienie „Małego pokoju z książkami” (Dwie Siostry). Ponoć będzie poszerzone o rozdziały dotąd w Polsce nie publikowane.

  30. Kasztanowłosa, racja z tą gęstością, ale i tak sztuką pozostaje zrobić go w ten sposób, by zastygał w słupek nie za bardzo. Nie za bardzo, bo nie będzie dobrze przyczepiał się do podłoża i łatwo odpadał po wyschnięciu. Proporcje nic tu nie dadzą tylko wyczucie.

  31. No, nie wiem. Jak tak sobie przypomnę te zeszłoroczne lukry Nini, to i wrzątek się sprawdza, bardzo!
    Prawdę mówiąc, znałam sposób z białkiem, wypróbowywałam i efekty, które osiągnęłam, nie wprawiły mnie w zachwyt (lukier był za lepki). Co nie znaczy, że z wrzątkiem i cytryną lub spirytusem pójdzie mi łatwiej.
    Na wszelki wypadek podejmę też próbę z Behemotem ew. Lucyperem (co wyjdzie?), już bez lukrowania, żeby się nie pogrążać.

    I – chciałabym przede wszystkim podziękować za tyle cennych rad i liczne odpowiedzi na moje pytanie.
    Dziękuję! Dobrej nocy!

  32. Jajko należy przed użyciem zlać wrzątkiem. Lukier z torebki ma sproszkowaną albuminę, zakładam, że bez salmonelli. Tylko mało go w torebce, jak się ma dużo pierników do lukrowania, to się w ogóle nie opłaca.

  33. Do zdobienia najlepszy jest chyba jednak ten z zawartością białka, wygląda najefektowniej. Ale ja bym się bała jeść takich pierników z surowym białkiem, z powodu salmonelli. Natomiast można po prostu ozdobić, sfotografować, wysłać do GP, a następnie gdzieś powiesić.

  34. Sok z cytryny! Pomysł doskonały, zniweluje trochę tę słodycz! Dzięki Casciolino.
    Zamierzałam wypróbować sok pomarańczowy, ale ten będzie chyba lepszy.

  35. O, Bellu, dziękuję Ci za tę miłą nowinę! I za miły komentarz:)!

    Kasztanowłosa, dzięki za cenną radę wujaszka! I za ciekawy przepis na lukier podgrzewany. Nie znałam tego sposobu!

  36. Trudno je dokładnie określić, Madziu. Sypię pół filiżanki pudru i obiecuję sobie, że nalewać tym razem będę ostrożnie (zawsze prosto z dzbanka), po czym leje mi się za dużo, co się za chwilę okazuje, bo trzeba od razu szybko mieszać łyżeczką. Dosypuję więc cukru. I tak dalej. Najlepszy jest taki o konsystencji bardzo gęstej śmietany, może być nawet gęstszy, jeśli zamierzasz dodać barwników, one go rozrzedzą.

  37. Lukier robię z sokiem z cytryny zamiast białka lub wody, jest wtedy smaczniejszy i pięknie pachnie. Proporcji nie podam, bo soku dodaję po trochu do pożądanej konsystencji.

  38. Dość rzadko ostatnio tu zaglądam, jednak nie zapominam o Pani i reszcie użytkowników. Nauka i szkoła jednak zajmują dużo czasu. Z utęsknieniem czekam na ,,Chucherko”. Dzisiaj zasiadłam do studiowania katalogu meblowego ,,Black Red White” (Zabawne, że lubię czytać takie katalogi) i natrafiłam tam na… wzmiankę o Pani Musierowicz! Zacytuję. ,,Dawno temu zaczytywałam się w książkach Małgorzaty Musierowicz. Wciąż pamiętam atmosferę mieszkania Borejków, z jego przykurzoną biblioteką, wysłużonym fotelem i wielkim stołem. Marzyłam o takim domu- ciepłym, wypełnionym rozmowami.” To słowa Pani Magdy Tomkowicz, pasjonatki fotografii. Widać, że Pani książki kojarzone są z tak cudownymi rzeczami! Stworzyła Pani odrębny świat który pokochało tylu ludzi.

  39. Natomiast (snuję nadal niezobowiązujące rozmyślania) chętnie zobaczyłabym np. mojego ulubionego anioła literackiego z ulubionego wiersza Zbigniewa Herberta w piernikowym wykonaniu Ateny. Uważam bowiem, że Atena ma naturalny, jeśli nie wrodzony, talent do tworzenia nieszablonowych postaci anielskich. :)

  40. Mój wujek cukiernik mówił, że lukier (ten z białek) powinien być taki gęsty, że jak się go weźmie na palec to musi stać sztywno i wtedy się nadaje do pisania (rękaw cukierniczy). Ale chyba taki nie nadaje się zbytnio do lukrowania dużych powierzchni. Robiłam tak dwa razy i zawsze wychodziło, ale zazwyczaj robię lukier z cukru pudru, odrobiny mleka i soku z cytryny, a później się to podgrzewa, tylko trzeba uważać, żeby nie przypalić.
    Dużo bardziej lubię wykrawanie i zagniatanie. I, oczywiście, jedzenie.

  41. Zawsze!:)
    Mnie nawet w międzyczasie, wbrew własnym zapewnieniom, przyszedł do głowy taki pomysł na literackie koty z piernika: Kot z Cheshire (z szerokim uśmiechem), kot Behemot (ze złotymi wąsami), kot w butach i kot Hrabala (Auteczko)… i kto tam jeszcze.
    Istnieje niestety obawa, że zamiast kota Behemota z mojego pieca wyłoniłby się istny Lucyper – tak, że pomysł jest wysoce ryzykowny.

  42. Aha – dziękuję, Sowo!
    Nini (z ciekawości)- a proporcje z tym wrzątkiem? ;)
    Chesterko – mnie by chyba przeszło. A najchętniej bym to Oko zobaczyła. Bardzo literacki pomysł. :)))
    Lubię Galerie P. – nie dość, że są bogate i różnorodne, opatrzone zawsze ciepłymi komentarzami, to jeszcze w każdej coś lub ktoś zaskakuje. :)

  43. Ani się ważcie zjadać, Chesterko! Proszę najpierw zdjęcie zrobić!
    Jak ja się cieszę na Galerię Piernika, przepadam za tą różnorodnością i fantazją Waszą, i za tym bogactwem pomysłów!

  44. Szklanka cukru na jedno białko. Ale białko białku nierówne. Dosypujesz i obserwujesz. Jak się za bardzo leje, to znaczy, że jeszcze za mało.

  45. Mój siostrzeniec wyciął piernikowe Oko Saurona z wieżą Mordoru (Baltona jeden!), a Łucja pomalowała. Komu to przez gardło przejdzie?!

  46. Znałem, ale zapomniałem.
    Trochę tych sądów się widziało: Bosch, Orvieto, Sistina, nie licząc tych w galeriach.

  47. A u nas rekolekcjonista poprosił o obejrzenie przed jutrzejszą nauką Sądu Ostatecznego Memlinga.

  48. Pani Małgosiu, dziękuję, ale to chyba zależy kiedy. :)
    Wójcie, dziękuję Ci za miłe słówko. :)
    Sowo, a Tobie dziękuję za podpowiedzi. :)
    A już miałam pytać w jakich proporcjach: tak na szklankę cukru pudru – parę łyżek wody?
    Trudno, przyznam się, że jestem taki amator, co na oko nigdy nie potrafi, musi znać proporcję.

  49. O, Sowo, racja! Tu chodzi o cierpliwość. Do lukru jej nie mam, trudno.
    Mamo Isi (wiad. pryw.)- ja też. Lecz spoko.

  50. Madziu, a mnie się Twoje pierniczki podobały najbardziej, w którejś GP, nie pamiętam już w której.

  51. Madziu, sekret lukru tkwi, zdaje się, w długości jego ucierania/miksowania – nawet przez 20 minut, ale na wolnych obrotach. Im więcej dasz cukru, tym będzie gęstszy, rzecz jasna, odpowiedniejszy do detali. Powinien też zawierać białko, najlepiej schłodzone i kilka kropel soku z cytryny. Tyle w teorii, ja nie mam do lukru aż tyle cierpliwości. Najczęściej używam takiego z torebki, tegoż samego doktora na O. co barwniki, wymieszanego dwie minuty z wrzątkiem. Potem zjada je Sowiątko, bo wolę ciastka bez lukru.

  52. Moje ciasto stoi w emaliowanej misce przykrytej ściereczką (od tego roku mam specjalnie w tym celu wyhaftowaną, z motywem anielskiej piekarni) po prostu na kuchennej szafce. Tak robiła moja Mama, a przed nią moja Babcia. Udanych wypieków Wszystkim. Ja już mam za sobą pierwszą turę pieczenia (piernik przekładany powidłami na blasze), na pierniczki wykrawane ciasto stoi w w/w misce :)

  53. Lukrowane ptaszki Adminki pamiętam i ja; były wyjątkowe. :)
    Ale, Pani Małgosiu, za to jakie rzeźby piernikowe wychodzą spod Pani ręki! Ten Mikołaj na przykład jest przewspaniały.
    Tworzenia postaci z piernika postanowiłam zaniechać – przyznam, że od czasu, kiedy mój Starosta „Czym chata bogata” został wzięty za Gwiazdorka, choć zaznaczam, że właściwie mile wspominam to nieporozumienie, zwłaszcza że stało się asumptem do przywołania uroczej historii o małym Staroście. Lukrowanie też nie jest moją mocną stroną, obawiam się, ale nie będę się tak z góry poddawać. Popróbuję, a co tam. ;)

  54. Nini (wiad.pryw.) – tak, te pawie wyglądały na twardawe, z miękkiego ciasta nie mogłabyś wycinać dziureczek z taką precyzją.
    Ciekawam, co nam zaprezentujesz w tym roku!
    Uśmiechnęłam się na Twoją aluzję do serduszka Doroty; to już wiesz, dlaczego nie lubię lukrowania!
    Z tym większym podziwem patrzę na cudeńka tych, co lukrować umieją.

  55. A tak, Sowo, Adminka ma swoją technikę – miesza kolory, rozjaśnia, cieniuje – postępuje z lukrami jak z plakatówkami.

  56. Dzięki, Madziu! :o)
    Dopytuję tak, bo zawsze robiłam pierniki od razu (z innego przepisu), bez odstawiania, a tu czytam, że Beatuszka w ceramice, co robić, gdy jej brak?

    Ach i Wójcie – pole się wzięło z kolorów okładki Chucherka – kojarzą mi się one z chabrami w młodym zbożu. :o)

    PS. nini nie jest tajemnicza, tylko nieśmiała, pracuje pilnie od poniedziałku do piątku w mieście stołecznym, a w weekendy ucieka na wieś, gdzie „pola malowane zbożem rozmaitem”.. (jeszcze trochę!)

  57. O, a ja pamiętam z dawnych galerii piękne lukrowane ptaszki Adminki, one jakby cieniowane były?

  58. DUA, nic nie napisano na opakowaniu, więc nie wiem czy na pewno anilinowy, tylko że barwnik spożywczy. Ogólnie dostępny produkcji popularnego doktora O. W tubce. Cztery kolory można kupić, w tym trzy podstawowe.
    O peacock blue nie mogę się wypowiadać, nie posiadam w zapasach, przypuszczam jednak, że tak.

  59. Nini, dziękuję bardzo za podpowiedź. :)
    Ciasto piernikowe wkładam do miski, przykrywam folią i wstawiam do lodówki. :)

  60. Nini, anilinowe barwniki spożywcze? Ogólnie dostępne? Nawet ten peacock blue?
    Do lodówki w folii, mój sposób.

  61. Dziękuję Justysiu! Wybrałam mu piwnicę. W internecie znalazłam, że można sadzić do końca października.

    Aleksandro, z mokrych składników Twojego piernikowego przepisu wyszłyby świetne iryski, małej części nie mogłam użyć, bo już się zbyt stała stała, pyszne! Pytanie mam tylko, gdzie i w czym odstawić? Zazwyczaj wkładam do lodówki w folii, ale teraz pomyślałam, że to niekoniecznie dobrze.

    Madziu Z., lukier zwykle robię z pudru i wrzątku, potem dodaję kolory.

  62. Nie pamiętam dlaczego rodzice dyskretnie wskazali małoletniej nini Niemców. Zdziwiona zapytałam: „Naprawdę? To dlaczego do nas nie strzelają?”.
    Ale gdy dużoletnią los rzucił tam na jakiś czas i okazało się, że angielski nie wystarcza, trzeba się było uczyć i tylko dziwiłam się, dlaczego tak ciężko wchodzi?
    Racja, Casciolino, toż i Goethe i Schiller..

  63. Dzień dobry!

    Patrycjo B (wiad.pryw.)- nie, nie planuję spotkań autorskich, ani podpisywania przed Świętami. Wydawcy poszli mi na rękę!- przysyłają mi książki do podpisania, a potem można u nich je zamówić. Jeśli zaś masz specjalne życzenie co do dedykacji (wiem, ślub przyjaciółki!), to również i to można uzgodnić przez Akapit Press. Byle z wyprzedzeniem, bo przesyłanie troszkę potrwa.

    PS – dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam!

  64. Nawiasem mówiąc, dwie ostatnie Twoje wypowiedzi znalazłam w spamie, tam też automat czuwający wrzucił komentarz Mamy Kniżki, który niniejszym przywracam. Pardon! Czasem tak bywa. Muszę częściej tam zaglądać.

  65. Oczywiście.:)
    No, chciałabym Cię usłyszeć w jakimś śpiewanym czardaszu!

    Wielkie brawo dla Ciebie!

  66. Śpiewam po: polsku, włosku, angielsku, łacinie, rosyjsku, francusku, niemiecku i hiszpańsku. Jednorazowo zdarzyło mi się śpiewać w języku estońskim, fińskim i węgierskim. To był dopiero kosmos!
    Zupełnie inaczej śpiewa się jednak w języku, którym się operuje w mowie: wtedy słowa mają swoją melodię, mienią się kolorami, niosą znaczenie, a nie są tylko odtwarzaniem brzmienia głosek.

  67. Śpiewanie też jest piękne w każdym języku, Casciolino.
    Zwłaszcza Bacha i Mozarta.

    A ciekawa jestem: w ilu językach umiesz śpiewać?
    We włoskim na pewno. A jeszcze?

  68. Muszę przyznać, że język niemiecki nie wywołuje we mnie takich negatywnych odruchów. Może dlatego, że nikt mnie nie zmusza do uczenia się go, a robię to z własnej woli?
    To język tak wielu wspaniałych pisarzy, poetów, filozofów. Jest twardy, ale ma coś w sobie. Polubiłam nawet w nim śpiewać!

  69. Nie trzeba przeżyć wojny, ba, można urodzić się 20 lat po niej i odczuwać niechęć czy nawet lęk wobec języka najeźdźcy. Mówi o tym bardzo ciekawa książka Anny Janko „Mała zagłada” i badania naukowe dot. dziedziczenia lęków (lęki, fobie etc mogą być przekazywane wyłącznie genetycznie, choćby otoczenie, w którym urodziło się dziecko, tych lęków nie miało). Dziedziczenie jest przenoszone z pokolenia na pokolenie.

  70. Cieszę się, że się uczyłam łaciny i śpiewam ze zrozumieniem (o tyle, o ile), bo większość tekstów mamy po łacinie. Kiedyś śpiewaliśmy coś Mendelssohna i męczyłam się z niemieckim jak potępieniec.

  71. Prawda?:)
    Passer dla wróbelka włóczęgi też ładne.
    Ja tam temu guglowi nie ufam, zajrzałam do moich wyświechtanych, 50letnich słowników.

  72. Ale heca! Ale mnie zmylił translator Google, którego przez lenistwo użyłam. Bo tam właśnie turtur przetłumaczono jako żółwia. Czyli oddaję honor ks.Buczkowskiemu, który synogarlicę umieścił. A Anglicy tę jaskółkę to wzięli chyba z sufitu.

  73. A dlaczego to żółw, który znosi jajka u stóp ołtarza Pańskiego ma być gorszy od jaskółki?

    Ksiądz Kazimierz Buczkowski (XIXw.)zamiast żółwia wstawił synogarlicę:
    „O jak miłe Twe przybytki
    Zastępów nasz Panie!
    Dusza ma do Twych pałaców
    Wzdychać nie przestanie.
    Serce me i ciało moje
    Cieszyły się w Tobie.
    Wżdy i wróbel znalazł domek,
    Usłał gniazdko sobie;
    I synogarlica w gnieździe
    Składa swe pisklęta,
    A mnie do ołtarzów Twoich
    Droga jest zamknięta.”

    Takie ładne tłumaczenie, ale żółwiowi też nie przepuścił!

  74. A tu tekst łaciński:

    Quam dilecta tabernacula tua, Domine virtutum!
    3 Concupiscit, et deficit anima mea in atria Domini; cor meum et caro
    mea exsultaverunt in Deum vivum.
    4 Etenim passer invenit sibi domum, et turtur nidum sibi,
    ubi ponat pullos suos: altaria tua, Domine virtutum, rex meus, et Deus meus.

    Uwaga, Mamo Isi: turtur to po łacinie synogarlica! A passer to wróbel.
    He, he, nie ma żółwia (który po łacinie zwie się testudo)!
    A więc tłumacze nie nagrzeszyli. Przynajmniej nie drastycznie: podmienili tylko synogarlicę na jaskółkę.

    Uwielbiam takie łamigłówki. Masz coś jeszcze?

  75. Ten? Bo tu też jest jaskółka i wróbel:

    Psalm 84[a]

    1
    How lovely is your dwelling place,
    Lord Almighty!
    2
    My soul yearns, even faints,
    for the courts of the Lord;
    my heart and my flesh cry out
    for the living God.
    3
    Even the sparrow has found a home,
    and the swallow a nest for herself,
    where she may have her young—
    a place near your altar…

  76. No, ale jak niby żółw miałby sobie uwić gniazdo? I czym? Przecież nie dzióbkiem.
    Może łaciński tekst, który też zapewne jest tłumaczeniem, pokręcił coś z nazwą ptaszka i zmienił go w żółwia?

  77. A mnie najbardziej urzekła ilustracja pojednania Mamy z Antkiem.
    Przed chwilą poszły poleconym Patrycje; pewnie dojdą w poniedziałek. Mam nadzieję, ze dodatek nie dojdzie w charakterze zgniecionego nie wiadomo czego.;)
    Ćwiczymy na próbach motet Saint-Saëns „Quam dilecta” opartym na tekście psalmu 83. I dopiero teraz zauważyłam, że w polskim (i nie tylko) tłumaczeniu żółwia wywalono. Bo w oryginale łacińskim to wróbel i żółw mogły sobie uwić gniazdo w przybytku Pana. A w polskim zależnie od tłumaczenia wróbel i jaskółka, albo wróbel i synogarlica. I komu szkodził biedny żółw? Ech, tłumacze.

  78. Czyżby w „Radiu dzieciom”? Kogucik słucha.
    I do nas dotarła „Złota gwiazdka”! W dodatku z zielonymi autografami, ho, ho :) oraz mnóstwo pachnących pierniczków. Jeśli to czytasz nasz Święty Mikołaju (a wiem, że czasem podczytujesz, choć dyskretnie milczysz) to bardzo Ci dziękujemy!
    Autorce oraz Ilustratorce serdecznie dziękujemy na wzruszającą opowieść :). Kogucik z uznaniem odsłuchał fragmentu o „Gwiezdnych Wojnach”, mnie najbardziej urzekła ilustracją mamy ze Stasiem.

  79. A „Złota gwiazdka” naszej Admineczki Emilki ma być czytana w radiowej Jedynce od poniedziałku.

  80. Nie, nie widziałam. Dziś sobie oglądam coś zgoła innego: ilustracje do „Jane Eyre”, wśród autorów jest mój ulubiony Edmund Dulac.
    Popatrzcie sobie tu:
    janeeyreillustrated

    i com po kropce.
    Uczta!

  81. Pewnie tu nic nowego nie polecę, ale kto wie. Czy widział ktoś baśniowe fotografie Rosjanki, Margarity Karevy? Są cudowne, po prostu i wprawiają mnie w niemy zachwyt.”Sesja” z Karevą już od dwóch lat przenosi mnie w inny wymiar, bajkowy, świąteczny.

  82. Sowo, zastanawiam się, jak Ci na to pytanie odpowiedzieć. I nie wiem! Z wyjątkiem dwóch-trzech pierwszych – chronologicznie rzecz biorąc- wszystkie prezentują wyrównany, dobry poziom. Biegłość, inteligencja, zmysł konstrukcyjny, znajomość psychologii i talent do drobiazgowej obserwacji, umiejętność prowadzenia akcji, a zarazem angielski spokój i zdrowy rozsądek – oto główne zalety tej autorki.
    A ileż ta Patrycja Wentworth książek napisała! Około 70! Wierzyć się nie chce! I ani na moment nie zaniżyła poziomu.
    W tych pierwszych, o których wspomniałam, szukała, mam wrażenie, właściwych środków wyrazu. Kiedy już wszystko sobie ustaliła – a więc charakter, gatunek, system, rodzaj narracji, obrazowania i sposób prowadzenia akcji – ruszyła naprzód jak torpeda!
    Nie jest to, rzecz jasna, wysoka literatura. Patrycja zatrzymała się na poziomie dobrej literatury detektywistycznej – tak sobie założyła i tego się trzymała, a powodzenie miała ogromne.
    I tak właśnie stała się klasykiem gatunku.

  83. Witam Wszystkich.Wlasnie wrocilam z coreczka z nasze malutkiej piekarenki,gdzie wladciciel zrobil sliczny zlobek z chlebkow.Wszyskie postacie sa lacznie z Trzema Krolami ,zwierzatka,naprawde slicznie mu wyszlo.Jakby byla Pani Malgosiu zainteresowana moge przeslac zdjecie,albo moze sie nadaje na zdjecie z cyklu pierniki?Chociaz to w sumie szopka z chlebkow.

  84. Justysiu, brokaty jadalne można kupić w internetowych sklepach cukierniczych w dowolnym kolorze i odcieniu. Nie kryją tak dobrze, jak zwykłe farby, ale efekt jest zadowalający.

  85. Justysiu, ta pozłotka jest niejadalna. Mam takie różne farby i barwniki, pomyślałam sobie, że dla efektu we wpisie mogę nieco odejść od reguły w sztuce pierniczkowania.
    Rododendron: niestety, przemarza i w kilkunastu stopniach. Tak straciłam tej zimy jeden z dwu pięknych, jasnofioletowych. Czytałam gdzieś wyjaśnienie, że to nie tyle zimno im szkodzi, co odcięcie dopływu wody – a taką właśnie suchą zimę mieliśmy ostatnio.

  86. Mikołaj cudny Pani Małgosiu! Ciekawi mnie technika złotych szat, czy są to gotowe barwniki, czy uzyskane domowym sposobem? Do tej pory widziałam (i jadłam) tylko srebrny kolor na słodyczach z Indii.

    Przy okazji przypomniałam sobie poprzednie mikołajkowe wpisy i jeszcze raz zachwycił mnie ten z 2015.

    Nini, jeśli nie zdążyłaś posadzić rododenrona do ziemi jesienią i jeśli ziemia jeszcze nie zamarzła, najlepiej wsadzić go z całą doniczką w jakiekolwiek puste tymczasowe miejsce, a potem wiosną przesadzić. Jeśli zostawisz go w doniczce na zewnątrz i przyjdzie mróz -20C, to jest ryzyko, że przemarznie i nie odżyje wiosną. Inna opcja to przynieść do domu i trzymać w chłodnym pomieszczeniu (zabudowana weranda, piwnica, nieogrzewany pokój).

  87. Kupiłem od razu cztery, a Grey Mask jest chronologicznie pierwsza w całej serii o Miss Silver.
    Dobranoc!!

  88. Miłej i relaksującej lektury zatem!
    Szkoda, że od „Grey Mask” akurat. Inne są jeszcze lepsze.
    Zgredziku, no dobrze, ale słowo daję, wszystkich odpowiedzi to ja nie znam.
    Dobranoc!

  89. Ponieważ nie wszyscy jeszcze wiedzą, to informuję, że Starosta, jak to bywa, pyta, a zna odpowiedź.
    Wiedzą trzeba się dzielić.

    Otóż stopy ustawione pod kątem trochę zbliżonym do prostego, i do tego nie połączone, dość wymownie pokazują, że postać się porusza. A na ikonach wręcz: przychodzi. A na innych: wyciąga z otchłani.

    Dobranoc!

    P.S. A ja dopiero zaczynam. Od Grey Mask.

  90. Mikołaj z wiatrem we włosach i rozwianą szatą bardzo się spieszy do wszystkich Małych i Dużych Dzieci. Daje hojnie, na bogato (złoto!) i ponadczasowo. Kto dziś spotkał takiego Mikołaja ten szczęściarz. :)

  91. OK, Mamo Isi, mam dla Ciebie trzy nowe. Oczekuj. Dziś skończę jedną z nich: naprawdę bardzo dobrze napisana.”The Listening Eye”. Wśród bohaterów dwaj malarze, jeden doskonały i ostry z charakteru, drugi kiczarz, lekkoduch. I zła kobieta.

    Wiolu, dziękuję za wiad.pryw. Wszystko jasne!
    Oczywiście: staram się nie marnować.:)

    Ateno, silnie sfatygowany ten misio. Starowina. Budzi serdeczne uczucia, no nie?

  92. Dziękuję, kochany Starosto; staram się jakoś trzymać.;)

    To znaczy ta pozłotka to lukier? Nadzwyczajny ma kolor.

    Niestety, mimo że oszczędzałam je, jak mogłam, żeby starczyło na jak najdłużej, skończyłam Patrycje.

  93. Też z piernikowego ciasta, Mamo Isi.
    Oj, żal mi psiny. Trzymaj się!

    Karolciu, no czekam! Już czas najwyższy na piernikowe osiołki!

  94. Za wstawiennictwem świętego Mikołaja nareszcie udało mi się spokojnie przespać noc, co po paru nieprzespanych jest bezcennym darem. Nasza stara psica, u której właśnie zdiagnozowano nowotwór też ma się zdecydowanie lepiej po zastrzykach z wyciągu z jadu tarantuli. Nie ma to, jak czarodziejskie lekarstwa.
    Tyle, że nie zdążyłam nawet zajrzeć do pozostałych książek z prezentu Mikołajowego, ale chciałabym mieć zawsze tylko takie zmartwienia.;)
    Piernikowy Mikołaj wspaniały! Z czego jest złoty płaszcz i worek z prezentami?

  95. Cudny Mikołaj, Droga Autorko! Czuję, że w tym roku zaszalejemy piernikowo z moimi chłopakami. Ateno, pamiętam! Miał skomplikowaną operację na kręgosłupie:).

  96. Piekny Mikolaj, a jakich ladnych prezentow nawkladal do bucikow.
    Juz sobie kilka zabralam.
    U mnie zamiast ziemniakow dostawalo sie rozge. jakos zawsze dostawalismy, takie malutkie.
    Moj Misiek ma swoje urodziny dzisiaj, Mikolaj mi go przyniosl gdy mialam dwa lata. Niektorzy pewnie go pamietaja z dawnej KG.

  97. Jak już sobie powiększyłam i rozczytałam jakie to prezenty przyniósł nam swojski Mikołaj DUA to stwierdziłam, że za takim zestawem podarunków jak w tych bucikach wszyscy tęsknimy.
    Czapki z głów pani Małgosiu za wykonanie z ciasta takiego przesympatycznego Mikołaja.
    Dorzućmy mu coś do tego worka. Proponuję jeden dobry uczynek.

  98. Nieziemski ten piernikowy Mikołaj – widać, że idzie z daleka i bardzo się spieszy :).
    Nareszcie wiem, Pani Małgorzato, dlaczego od dwóch lat nasze pierniki są takie koszturpate, że wstyd je pokazywać (choć bardzo smaczne). A to robota mąki pełnoziarnistej! Zatem dziś zagniotę z białej pszennej :)

  99. Zapomniałam dodać, że zachwycają mnie namalowane buciki, po których znać, że mają swoich właścicieli a na dodatek można z nich wyczytać charakter obdarowanego. Podziwiam:)

  100. Ach ,wspaniały piernikowy Św. Mikołaju! Dzięki Tobie natychmiast cieplej na sercu się zrobiło. Nie zapomniałeś i o nas, gdzie sami dorośli już mieszkają.
    Wczesnym rankiem, przed pracą i szkołą, w butach rzecz jasna odnalezione zostały słodkości oraz miniaturowe zwierzątka wydziergane na szydełku, a dopasowane do osobowości obdarowanego. Był tam więc kilkucentymetrowy Humbak, Morska Świnka oraz łypiący jednym kolorowym okiem Włochaty Potworek. Tylko ja jakoś nie otrzymałam swojego …
    Ale to nic. Wszelkie niedobory zrekompensuje mi ” Złota gwiazdka”, której się spodziewam pod choinką.

  101. Dzień dobry! Ha, Mikołaj zrobił swoje: mówi się o nim, i to dobrze! Dziękuję!
    Nini, kuleczki drobniutkie to ziarenka gorczycy, większe – kolendry, największe to ziele angielskie. Oczka z goździków. Włosy metodą Beatuszki, czyli ciasto przepchnięte przez wyciskarkę do czosnku. Od Beatuszki pożyczyłam też metodę barwienia ciasta w trzy odcienie.
    Złota płachta to płaszcz, powiewający na kosmicznym wietrze.

    Rododendron w doniczce chyba może być. Przezimuje.

  102. Przepiękny!!! Ależ jest Pani dla nas inspiracją! I takie fantastyczne, pasujące tło,

  103. Hohoho! On ma nie tylko wyraziste oczy, ale i zęby! Interesująca jest ta płachta złota za nim – czy to jeszcze jeden worek czy też płaszcz? A kuleczki to chyba robiła Pani z ciasta o różnym kolorze?

    Zdawało mi się, że skoro cukier topi się z miodem, masłem i przyprawami, to jego postać nie ma większego znaczenia, a tu proszę!

    Powiedzcie mi, co mam zrobić z rododendronem, który nie został posadzony w ziemi – traktować jak normalną roślinę doniczkową?

  104. Był, wcześnie, raniutko, żeby można było nacieszyć się przed pracą.
    Przyniósł Złotą gwiazdkę. Od godziny oglądam ilustracje. Pani Małgosiu są pełne czułości, przepiękne.

  105. Och, Mikołaju! Jak dobrze, że jesteś!
    Poproszę z każdego bucika po troszeczku, żeby dla innych starczyło.
    Wójcik ma rację, jesteś bardzo kochany.

  106. Mama się nie śpieszy z rana, a tata wróci do domu dopiero na weekend, więc na pewno będą wiedzieć o niespodziance przed włożeniem butów :)

  107. Wójciku, dzięki za akceptację podpuchnięcia.
    Całuski!

    Kasztanowłosa, zgadza się. Wszystko wypluwają.

  108. Cha, cha, a cóż mogą innego oznaczać?!
    Dzięki, Zgredziku, lecz szata niestety ma defekty, ta brązowa (posklejana z kawałków i to widać), więc żadne tam arcydzieło.

    Emilio, co za miły pomysł – mam tylko nadzieję, że rodzice jednak zajrzą w buty przed włożeniem ich na nogi! Bo sms-a mogą nie odebrać w porannym pośpiechu.

  109. Arcydzieło! Kozio pewnie powiedziałby, że najważniejsze są oczy, ale ja bym się nie do końca zgodził.
    Dobrze mu z oczu patrzy.
    Złoto widzimy, a może kadzidło i mirra są ukryte w przyprawach?
    Nawet jego stopy oznaczają przyjście.

  110. Od kiedy z siostrą „dorosłyśmy” (czyli od jakiś 10 lat) Mikołajki u mnie w domu są symboliczne, czyli w butach znajdujemy zazwyczaj słodycze (a jak miałam drzewka wiśniowe w ogrodzie to do kompletu rózgi). W tym roku to ja zabawię się w św. Mikołaja. Włożę rodzicom do buta, a siostrze do kapcia (bo buty są z nią w Poznaniu) po czekoladowym Mikołaju i pójdę do pracy. A przed wyjściem zrobię sobie zdjęcie w mikołajkowej czapce oraz zdjęcie butów i wyślę siostrze i tacie w mms-ie, bo niestety z powodu studiów (siostra) i pracy kierowcy (tata) nie mogą być jutro w domu.

  111. A mnie się właśnie taki odrobinę spuchnięty podoba. Lubię takie małe niedoskonałości. Arcydzieła, perfekcja i doskonałość są do podziwiania, a podpuchnięte Mikołaje z rozwianym włosem do kochania. On jest właśnie taki kochany, swojski, bo Starostowy, nasz śliczniutki. Zresztą i tak wyszedł przepięknie.
    Szeptem:
    Święty Mikołaaaju, ja poproszę troszkę wolnego czasu, odrobinkę, tak żebym mogła odzipnąć.

  112. Puder zdrowszy, według naszej ukochanej laryngolog. :)
    (Choć ptaszki nie przepadają podobno.)

  113. Aaa, Pati, jak miło mi to czytać! Lubię się przydawać!
    O, szara reneta jest najlepsza do szarlotek, kwaśna, wyrazista. No, to się cieszę, że niebo w gębie! I że Mikołaj będzie mógł połasować.
    Pozdrawiam całą drużynę!

    Widzisz, Sowo? Nic nie zmieniaj w tym przepisie, to ma być szaleństwo! Zbiorowa trzustka jeden taki wyskok przeżyje, zresztą można zjeść tego specjału po odrobinie, a potem przerzucić się na odtłuszczony jogurt, dla pokuty.
    Z tym kakao możesz mieć rację. A z cukrem trzeba poeksperymentować.

  114. Może potrzeba mniejszej temperatury? Zauważyłam też, że pierniki z dodatkiem kakao są jakby bardziej chropowate i z tendencją do spękań. Możliwe też, że na puchnięcie ma wpływ rodzaj użytego cukru (daję puder).

  115. Kochana Pani Małgosiu, u nas dla Św. Mikołaja pieczemy szarlotkę-cała drużyna dzieciuchów i tym razem wyszło nam czyste szaleństwo, tak- to ten najświeższy,szarlotkowy Pani przepis, istne niebo w gębie, chyba za sprawą szarej renety i tej ilości masełka. Wypiek zostawiamy zwykle z kubkiem mleka i listem od dziatwy w składzie dwóch paniczów 19 i 2 latka i panienki 11 letniej, ale coś czujemy, że tym razem Mikołaj to całą blachę wtranżoli, bo to niedoopisania jakie cudo nam wyszło, właśnie dzielimy i układamy stosik na talerzu i co rusz ukradkiem coś z niego znika. Dziękujemy za inspiracje

  116. O, nie, nie!
    Sporo ma niedociągnięć. A arcydzieło, w jakiejkolwiek dziedzinie, jest doskonałe, wolne od najmniejszego błędu.
    O to, nota bene, w tworzywie piernikowym niełatwo.
    No i jeszcze te zmiany niekontrolowane w trakcie wypiekania… Nie dałam proszku, Sowo luba, a i tak lekko spuchł i rysy mu jakby zgrubiały.

  117. Admineczka fotografowała, Nini! Mikołaj leży na arkuszu papieru, ten – na stole, a światło pada przez zasłonki w oknie. Adminka ma oko, ma!

  118. Jaki cudny Mikołaj! I nie dość, że ma złoty worek pełen prezentów, to stoi w promieniu słońca! Chciałam zapytać, jak Pani to zrobiła?

  119. Ale do Mikołaja się jednak odezwałaś! Dobrze!
    Może jeszcze i pierniczki upieczesz, Wiolu?:)
    Czysta radość, zachęcam!
    Obrazek z bucikami już tu kiedyś, dawno temu, pokazywałam. (Teraz jest w e-kartkach, można go wysyłać)

    Postanowiłam go dzisiaj przypomnieć.

  120. U mnie też tak było! Czyszczenie bucików na błysk i niespokojny sen, by wreszcie zobaczyć, że BYŁ i co za drobiazgi tam przyniósł. Wspominałam to dziś rozmawiając przez telefon z mamą.
    Moje buciki będą jutro puste. Pojadę jednak o świcie na roraty, najpiękniejsze na KULu. Niech tam prawdziwy Święty napełnia… moje serce.
    (Ten Mikołaj z piernika, to już dzieło! I śliczny obrazek z bucikami, takie dary najbardziej potrzebne, te niematerialne. Dziękuję. Podczytuję Was niezmiennie stale, tylko jakoś tak sobie milczę i cichutko się uśmiecham).

Dodaj komentarz