Już idzie! Już idzie…

mikolaj1

 

…blaskiem nieziemskim oblany, wiatr kosmiczny szaty i włosy mu rozwiewa, a on w worku pełno prezencików niesie. Szykujcie buty, półbuty, butki i buciki, pantofle, mokasyny, czółenka, trepki, boty, botki i saboty, kozaczki, tenisówki, trampki, paputki, kapcie, klapki, kalosze, a nawet buty narciarskie, łyżwiarskie lub wręcz ortopedyczne – każde się nadadzą, byle były czyste, starannie wypastowane lub wymyte do połysku.

Następnie ustawcie je wszystkie długim dwuszeregiem w przedpokoju i udajcie się do łóżek, po czym postarajcie się zasnąć, co nie będzie łatwe, bo oczekiwanie sprawia, iż człowiek staje się podminowany, podekscytowany, niespokojny i ciekawy. Co też Święty Mikołaj zostawi nam w bucikach?  Co w nich rano (pewnie około czwartej, bo dłużej w dzień św. Mikołaja uleżeć w łóżku się nie da) znajdziemy?

Niegrzeczni – przynajmniej tak jest w naszej rodzinie – dostają po ziemniaczku za każde grubsze przewinienie. Na szczęście tych ziemniaków nigdy nie było więcej niż dwa, no, góra trzy! A to jest jednak – sami przyznajcie – niewiele, zważywszy perspektywę całego minionego roku.

Grzeczni i mili za to obdarowani zostają szczodrze i serdecznie. Prezenty bywają różne – choć na ogół drobne, bo niewiele ostatecznie da się wcisnąć do buta.

No, chyba że są to prezenty mniej namacalne niż czekolada, linijka z tabliczką mnożenia, guma do żucia lub ciekawa książka. Wtedy prezenty mogą być wręcz niezmierne, o takie:

 

mikolaj

 

PS Pieczcie pierniki, a z fantazją!!! I róbcie im zdjęcia!

Po Świętach uruchomimy specjalny adres, pod który będzie można nadsyłać te zdjęcia, a po Nowym Roku – jak zwykle w Trzech Króli – uroczyście otworzymy tu doroczną Galerię Piernika!

179 przemyśleń nt. „Już idzie! Już idzie…

  1. My zawsze robimy lukier biały, z białka i cukru pudru. I nie ma obawy, chociaż co roku wszystkie pierniki są skrzętnie zjadane, nigdy jeszcze nie mieliśmy salmonelli.:o)
    Nini, najbardziej zapadł mi w pamięć Twój piękny, błękitny paw, z GP sprzed dwóch lat.
    A, i jeszcze ,,Portret lunofila” wykonany pudrem, z tej samej GP (zeszłoroczna mnie ominęła, niestety; muszę to koniecznie nadrobić).

  2. HA! – wykrzyknęłam krótkie haiku zwycięstwa i zadowolenia,
    pokonując przydługie „Veni, vidi, vici” Cezara.

  3. Magdo, srebrna była, jak moja. Babi też zaniedbała czyszczenie.

    Pudernica, Bożenko! aha…:)))

  4. Oczywiście, Aleksandro!
    Wytworny prezent do postawienia na toaletce damy.
    Ewentualnie przykład dla ucznia/dziecka (starszego:)), ukazujący zmiany znaczeniowe wyrazów. Pudernica ze słownika Doroszewskiego i ta z bardziej współczesnych słowników to będą całkowicie odmienne rzeczy…

  5. Cześć i czołem!
    Ostatnio dużo szaleję w świecie, toteż przegapiłam ten śliczny fioletowy berecik Chucherka!
    Ale pozwólcie, że się mile pochwalę: w lutym na 3 tygodnie wyjeżdżam do Japonii!! Udało się.
    Z całych tych wielkich emocji przyjęłam bardzo mężnie nawet zaproszenie na obiad, ale to akurat udało się o wiele mniej (chyba właśnie dlatego, że wypadłam zbyt mężnie!). Ach, trudno odżałować! Ale za to przyjaźń znajduje mnie sama każdego dnia i doprawdy nie spodziewałam się tyle szczęścia na stare lata.

  6. Ach! Pyszny Forbes! I to po locie balonem oraz awaryjnym lądowaniu tak błysnął!
    Co do kryształowej: przebóg, sama nie pamiętam…

    Sześć-siedem osób to faktycznie mało.

  7. Anette, Nini, wielkie dzięki, a czy te Wasze wiadomości i propozycje muzyczne muszą być prywatne? Chętnie bym je pokazała Ludowi, pro publico bono. I pewnie Sowa oraz Zośka zaraz by się zainteresowały. Czy pozwolicie?

  8. O, dziękuję. Cieszę się, peszę się, trochę się boję :)

    Wpis Zgreda (pyszne!) przypomniał mi pewną anegdotę (funkcjonuje w wielu wariantach; pierwszy raz opowiedziana przewrotnie podczas konferencji American Statistical Association):

    Malcolm Forbes zagubił się kiedyś podczas lotu jednym ze swych słynnych balonów. Wylądował w końcu na polu kukurydzy. Spostrzegłszy zbliżającego się człowieka, zapytał:
    – Czy może mi pan powiedzieć, gdzie ja się znajduję?
    – Z pewnością znajduje się pan w gondoli na polu kukurydzy – padła odpowiedź.
    – Pan musi być statystykiem!
    – To zdumiewające; jak pan to odgadł?
    – To nie było trudne – odrzekł Forbes. – Pańska informacja jest zwięzła, dokładna i zupełnie bezużyteczna.

    I zaraz skojarzenie kolejne: zabytkowa, kryształowa, cudownie bezużyteczna i niepraktyczna, dla mamy Borejko od całej rodziny. Co to za prezent?
    Wiem, wiem, za łatwe.

    A według danych statystycznych na Gwiazdkę obdarowujemy 6-7 osób (coś mało?), panowie kupują prezenty znacznie później niż panie, a najwięcej kulinarnych arcydzieł prezentuje Galeria Piernika.

  9. Wiadomość prywatna c.d:
    Tym razem inspiracje muzyczne dla Chucherka: Wspominała Pani o delikatnej francuskiej gitarze – mogę zaproponować Isabelle Mayereau. Francuską muzykę znam słabo (poza klasykami – Jacques Brel, Charles Aznavour, Yves Montand), więc obawiam się, że w tym przypadku nie będę w stanie „sypać” nazwiskami. Ale naszła mnie inna myśl -skoro w tle pojawi się być może „egzotyczny” duduk ormiański, to może również znalazłoby się miejsce dla sefardyjskiej muzyki Yasmin Levy? Tęskne, melancholijne, przejmujące pieśni, inspirowane różnymi wpływami kulturowymi. W wybranych utworach używany jest inny ciekawy instrument – ud (oud) – uważany za przodka lutni, wywodzący się z Bliskiego Wschodu.

  10. A Gabriela Faure też Pani nie lubi? Jak tylko przeczytałam o harfie natychmiast przypomniała mi się „Sicilienne” usłyszana kiedyś w Łazienkach i już sobie wyobraziłam, że przygrywającemu na flecie Chucherku towarzyszy harfista i że to świetny dla Jędrusia może być antagonista..?
    Inna sprawa, że jeszcze nie spotkałam harfisty. Rodzaju męskiego przy harfie, znaczy. Ale też i okazji wielu nie miałam.. Ciekawość rośnie! :o) Cieszę się przeokropnie!

  11. Ach, więc to jest słowo-samorodek!
    Moje gratulacje – jest bardzo obrazowe i celne zarazem.

  12. Ojejku, ten anonim z koszturpańcem to ja. Mea culpa, zapomniałam się podpisać. W naszej rodzinie mówimy tak na coś krzywego i nieforemnego, no i nie gładkiego ;).

  13. Aaa, rzeczywiście, pod poprzednim sezonie wpisem jest odpowiedź od Pani. Dziękuję. W porządku, myślę zatem dalej.

  14. Och, pardon. Dzięki, Sowo, rzeczywiście.
    U mnie tu – po stronie administracyjnej- wszystko idzie w kolejności czasowej, nie zauważyłam w pośpiechu.
    Madziu, Anonim jest pod „Praca wre!”.

  15. Pod wpisem Dewajtis z 12. 24 mam komentarz Pani z odpowiedzią dla Anette z godziny 8. 52. Czy mnie oczy mylą, czy może coś poszło nie tak z zatwierdzaniem?:)

  16. A! Świetne określenie, Casciolino, Mama miała rację oczywiście.
    Madziu, Anonim jest pod Dewajtis.

  17. A cóż to jest koszturpaniec? Nie widzę wpisu Anonima.

    Sowo, no pewnie ostatecznie coś tam wyjdzie. A jak całkiem nie wyjdzie – to zjem. ;)

  18. Rozumiem obawy, Dewajtis. Moja Mama, która robiła najlepsze ciasto drożdżowe na świecie, mawiała, że jest ono gotowe kiedy konsystencją przypomina pupę niemowlaka :) i tak jak „kruche ciasto lubi nóż”, tak drożdżowe lubi ciepło rąk przy wyrabianiu. Takie pobrałam nauki. Sama robię drożdżowe bardzo rzadko.

  19. Anonimie, koszturpaniec! – jakie ładne słowo!
    Nie znałam!

    Tak, łamigłówki naszej Bożenki kochanej, wszystkie wspaniałe, zgrabne i rozrywkowe!

  20. Po godzinie, Dewajtis, ciasto (połączone z rozczynem, który przedtem powinien rosnąć ok. 20 min) będzie wyrośnięte w sam raz (przykryte, w pobliżu kaloryfera).
    Dziś już nie trzeba stosować kopystki, na szczęście mamy miksery i roboty kuchenne. Zrób próbne ciasto drożdżowe już teraz ( na bułeczki na przykład), to się przekonasz, że łatwo rozpoznać moment, gdy jest gotowe: zwarte, gładkie, elastyczne i odstające tym razem od końcówki miksera.

    To jest przepis mojej Mamy, cudowny. I nietrudny. Najlepszy makowiec świata.

  21. Dzień dobry, Pani Małgorzato, planuję upiec makowiec z Łasucha Literackiego na Boże Narodzenie. Mam pewną wątpliwość (ciasto drożdżowe zawsze napawa mnie obawą) – jak długo mniej więcej rozczyn ma rosnąć? I jak długo ciasto się wyrabia? Wiem, że w przepisie jest „aż odstaje od kopystki”, ale nigdy nie mam pewności, kiedy to JUŻ. Raczej po 15 minutach, czy po godzinie?

  22. Dzień dobry!
    A to bardzo nam tu miło, proszę Kogucika z Mamą!

    Anette (wiad.pryw.) – dotarła i nawet podziękowałam, prosząc o jeszcze. Patrz: poniżej, godz. 20.22!

  23. Uśmialiśmy się z Szarotką jak fretki, czytając początek dzisiejszego zadania z konkursu programistycznego. Oto on. Początek znaczy.

    Gdy uciekasz przed niedźwiedziem, który chce się z Tobą pobawić i/lub skonsumować Cię na kolację, bardzo
    ważne jest rozpoznać jego gatunek:
    • jeśli biegniesz i biegniesz, znajdujesz drzewo i wdrapujesz się na nie, a niedźwiedź za Tobą, to jest to
    niedźwiedź brunatny,
    • jeśli biegniesz i biegniesz, znajdujesz drzewo i wdrapujesz się na nie, a niedźwiedź strząsa Cię z niego, to jest to niedźwiedź grizzly,
    • jeśli biegniesz i biegniesz i nie możesz znaleźć drzewa, to jest to niedźwiedź polarny.

  24. Pani Małgorzato, myślę cały czas nad warstwą muzyczną dla „Chucherka” i mam kilka wstępnych propozycji:
    Dla Jędrka – pisała Pani o jego ewentualnym ulubionym zespole: „Taki raczej nieskomplikowany o energicznym brzmieniu”. Jeśli Jędrek preferuje współczesną muzykę to proponuję:
    1. Lao Che – polski zespół, nie należą do tzw. mainstreamu. Nie usłyszymy ich w RMF-ie, ale w radiowej Trójce. Ciekawe teksty, pełne nieraz nawiązań i gier kulturowych, np. „Hydropiekłowstąpienie”, „Klucznik (Rozdziobią nas kruki i wrony)”, „Wojenka”.
    2. Strachy na Lachy – lubię wybrane piosenki za niebanalne, czasem nieco poetyckie teksty. Zdarzyło im się zaśpiewać tekst Tuwima „Kobiece”(!), pięknie zinterpretować na nowo „Nim wstanie dzień” i Kaczmarskiego „Kazimierz Wierzyński”(!).
    3. happysad – rockowe brzmienie z przemyślanymi tekstami i romantycznym wokalistą, np. „Niezapowiedziana”, „Nie będziem płakać”, „Bez znieczulenia”.
    Gdyby natomiast Jędrek nostalgicznie podziwiał dawne dobre polskie zespoły z czasów PRL to mógłby słuchać np. wspaniałej Republiki z Grzegorzem Ciechowskim, Perfect (i piękna „Wyspa, drzewo, zamek” albo energiczniejsze „Bla, bla, bla”) albo wciąż trzymającego formę zespołu Hey z Kasią Nosowską.
    Jak Pani myśli? Będzie mu się podobał któryś z wymienionych?
    (Dla Chucherka propozycje następnym razem).

  25. Madziu, jak coś pójdzie z pieczeniem i lukrowaniem nie tak, zawsze możesz powiedzieć, że to jest chory kotek. A jak nadmiernie spuchnie, to że miał być Aslan.

  26. Sowo, DUA, dziękuję za informację o Farjeon. Kilka lat temu nawet wybrałam się na wędrówkę na Wyspy śladami autorki. Do pierniczków zabiorę się w najbliższą sobotę. No, nie wiem czy będą bardzo twórcze ale na pewno smaczne ;)

  27. W kontekście (Memling) dodajmy, Madziu, że chodzi tu zaledwie o kota.

    To tak dla jasności – bo pamiętajmy, że mamy Adwent, a to nie tylko pierniczki.

  28. I ja polecam lukier z cytryną. Jest tak pyszny, że można go jeść łyżkami niestety.

  29. Za dwa dni ma się ukazać wznowienie „Małego pokoju z książkami” (Dwie Siostry). Ponoć będzie poszerzone o rozdziały dotąd w Polsce nie publikowane.

  30. Kasztanowłosa, racja z tą gęstością, ale i tak sztuką pozostaje zrobić go w ten sposób, by zastygał w słupek nie za bardzo. Nie za bardzo, bo nie będzie dobrze przyczepiał się do podłoża i łatwo odpadał po wyschnięciu. Proporcje nic tu nie dadzą tylko wyczucie.

  31. No, nie wiem. Jak tak sobie przypomnę te zeszłoroczne lukry Nini, to i wrzątek się sprawdza, bardzo!
    Prawdę mówiąc, znałam sposób z białkiem, wypróbowywałam i efekty, które osiągnęłam, nie wprawiły mnie w zachwyt (lukier był za lepki). Co nie znaczy, że z wrzątkiem i cytryną lub spirytusem pójdzie mi łatwiej.
    Na wszelki wypadek podejmę też próbę z Behemotem ew. Lucyperem (co wyjdzie?), już bez lukrowania, żeby się nie pogrążać.

    I – chciałabym przede wszystkim podziękować za tyle cennych rad i liczne odpowiedzi na moje pytanie.
    Dziękuję! Dobrej nocy!

  32. Jajko należy przed użyciem zlać wrzątkiem. Lukier z torebki ma sproszkowaną albuminę, zakładam, że bez salmonelli. Tylko mało go w torebce, jak się ma dużo pierników do lukrowania, to się w ogóle nie opłaca.

  33. Do zdobienia najlepszy jest chyba jednak ten z zawartością białka, wygląda najefektowniej. Ale ja bym się bała jeść takich pierników z surowym białkiem, z powodu salmonelli. Natomiast można po prostu ozdobić, sfotografować, wysłać do GP, a następnie gdzieś powiesić.

  34. Sok z cytryny! Pomysł doskonały, zniweluje trochę tę słodycz! Dzięki Casciolino.
    Zamierzałam wypróbować sok pomarańczowy, ale ten będzie chyba lepszy.

  35. O, Bellu, dziękuję Ci za tę miłą nowinę! I za miły komentarz:)!

    Kasztanowłosa, dzięki za cenną radę wujaszka! I za ciekawy przepis na lukier podgrzewany. Nie znałam tego sposobu!

  36. Trudno je dokładnie określić, Madziu. Sypię pół filiżanki pudru i obiecuję sobie, że nalewać tym razem będę ostrożnie (zawsze prosto z dzbanka), po czym leje mi się za dużo, co się za chwilę okazuje, bo trzeba od razu szybko mieszać łyżeczką. Dosypuję więc cukru. I tak dalej. Najlepszy jest taki o konsystencji bardzo gęstej śmietany, może być nawet gęstszy, jeśli zamierzasz dodać barwników, one go rozrzedzą.

  37. Lukier robię z sokiem z cytryny zamiast białka lub wody, jest wtedy smaczniejszy i pięknie pachnie. Proporcji nie podam, bo soku dodaję po trochu do pożądanej konsystencji.

  38. Dość rzadko ostatnio tu zaglądam, jednak nie zapominam o Pani i reszcie użytkowników. Nauka i szkoła jednak zajmują dużo czasu. Z utęsknieniem czekam na ,,Chucherko”. Dzisiaj zasiadłam do studiowania katalogu meblowego ,,Black Red White” (Zabawne, że lubię czytać takie katalogi) i natrafiłam tam na… wzmiankę o Pani Musierowicz! Zacytuję. ,,Dawno temu zaczytywałam się w książkach Małgorzaty Musierowicz. Wciąż pamiętam atmosferę mieszkania Borejków, z jego przykurzoną biblioteką, wysłużonym fotelem i wielkim stołem. Marzyłam o takim domu- ciepłym, wypełnionym rozmowami.” To słowa Pani Magdy Tomkowicz, pasjonatki fotografii. Widać, że Pani książki kojarzone są z tak cudownymi rzeczami! Stworzyła Pani odrębny świat który pokochało tylu ludzi.

  39. Natomiast (snuję nadal niezobowiązujące rozmyślania) chętnie zobaczyłabym np. mojego ulubionego anioła literackiego z ulubionego wiersza Zbigniewa Herberta w piernikowym wykonaniu Ateny. Uważam bowiem, że Atena ma naturalny, jeśli nie wrodzony, talent do tworzenia nieszablonowych postaci anielskich. :)

  40. Mój wujek cukiernik mówił, że lukier (ten z białek) powinien być taki gęsty, że jak się go weźmie na palec to musi stać sztywno i wtedy się nadaje do pisania (rękaw cukierniczy). Ale chyba taki nie nadaje się zbytnio do lukrowania dużych powierzchni. Robiłam tak dwa razy i zawsze wychodziło, ale zazwyczaj robię lukier z cukru pudru, odrobiny mleka i soku z cytryny, a później się to podgrzewa, tylko trzeba uważać, żeby nie przypalić.
    Dużo bardziej lubię wykrawanie i zagniatanie. I, oczywiście, jedzenie.

  41. Zawsze!:)
    Mnie nawet w międzyczasie, wbrew własnym zapewnieniom, przyszedł do głowy taki pomysł na literackie koty z piernika: Kot z Cheshire (z szerokim uśmiechem), kot Behemot (ze złotymi wąsami), kot w butach i kot Hrabala (Auteczko)… i kto tam jeszcze.
    Istnieje niestety obawa, że zamiast kota Behemota z mojego pieca wyłoniłby się istny Lucyper – tak, że pomysł jest wysoce ryzykowny.

  42. Aha – dziękuję, Sowo!
    Nini (z ciekawości)- a proporcje z tym wrzątkiem? ;)
    Chesterko – mnie by chyba przeszło. A najchętniej bym to Oko zobaczyła. Bardzo literacki pomysł. :)))
    Lubię Galerie P. – nie dość, że są bogate i różnorodne, opatrzone zawsze ciepłymi komentarzami, to jeszcze w każdej coś lub ktoś zaskakuje. :)

  43. Ani się ważcie zjadać, Chesterko! Proszę najpierw zdjęcie zrobić!
    Jak ja się cieszę na Galerię Piernika, przepadam za tą różnorodnością i fantazją Waszą, i za tym bogactwem pomysłów!

  44. Szklanka cukru na jedno białko. Ale białko białku nierówne. Dosypujesz i obserwujesz. Jak się za bardzo leje, to znaczy, że jeszcze za mało.

  45. Mój siostrzeniec wyciął piernikowe Oko Saurona z wieżą Mordoru (Baltona jeden!), a Łucja pomalowała. Komu to przez gardło przejdzie?!

  46. Znałem, ale zapomniałem.
    Trochę tych sądów się widziało: Bosch, Orvieto, Sistina, nie licząc tych w galeriach.

  47. A u nas rekolekcjonista poprosił o obejrzenie przed jutrzejszą nauką Sądu Ostatecznego Memlinga.

  48. Pani Małgosiu, dziękuję, ale to chyba zależy kiedy. :)
    Wójcie, dziękuję Ci za miłe słówko. :)
    Sowo, a Tobie dziękuję za podpowiedzi. :)
    A już miałam pytać w jakich proporcjach: tak na szklankę cukru pudru – parę łyżek wody?
    Trudno, przyznam się, że jestem taki amator, co na oko nigdy nie potrafi, musi znać proporcję.

  49. O, Sowo, racja! Tu chodzi o cierpliwość. Do lukru jej nie mam, trudno.
    Mamo Isi (wiad. pryw.)- ja też. Lecz spoko.

  50. Madziu, a mnie się Twoje pierniczki podobały najbardziej, w którejś GP, nie pamiętam już w której.

  51. Madziu, sekret lukru tkwi, zdaje się, w długości jego ucierania/miksowania – nawet przez 20 minut, ale na wolnych obrotach. Im więcej dasz cukru, tym będzie gęstszy, rzecz jasna, odpowiedniejszy do detali. Powinien też zawierać białko, najlepiej schłodzone i kilka kropel soku z cytryny. Tyle w teorii, ja nie mam do lukru aż tyle cierpliwości. Najczęściej używam takiego z torebki, tegoż samego doktora na O. co barwniki, wymieszanego dwie minuty z wrzątkiem. Potem zjada je Sowiątko, bo wolę ciastka bez lukru.

  52. Moje ciasto stoi w emaliowanej misce przykrytej ściereczką (od tego roku mam specjalnie w tym celu wyhaftowaną, z motywem anielskiej piekarni) po prostu na kuchennej szafce. Tak robiła moja Mama, a przed nią moja Babcia. Udanych wypieków Wszystkim. Ja już mam za sobą pierwszą turę pieczenia (piernik przekładany powidłami na blasze), na pierniczki wykrawane ciasto stoi w w/w misce :)

  53. Lukrowane ptaszki Adminki pamiętam i ja; były wyjątkowe. :)
    Ale, Pani Małgosiu, za to jakie rzeźby piernikowe wychodzą spod Pani ręki! Ten Mikołaj na przykład jest przewspaniały.
    Tworzenia postaci z piernika postanowiłam zaniechać – przyznam, że od czasu, kiedy mój Starosta „Czym chata bogata” został wzięty za Gwiazdorka, choć zaznaczam, że właściwie mile wspominam to nieporozumienie, zwłaszcza że stało się asumptem do przywołania uroczej historii o małym Staroście. Lukrowanie też nie jest moją mocną stroną, obawiam się, ale nie będę się tak z góry poddawać. Popróbuję, a co tam. ;)

  54. Nini (wiad.pryw.) – tak, te pawie wyglądały na twardawe, z miękkiego ciasta nie mogłabyś wycinać dziureczek z taką precyzją.
    Ciekawam, co nam zaprezentujesz w tym roku!
    Uśmiechnęłam się na Twoją aluzję do serduszka Doroty; to już wiesz, dlaczego nie lubię lukrowania!
    Z tym większym podziwem patrzę na cudeńka tych, co lukrować umieją.

  55. A tak, Sowo, Adminka ma swoją technikę – miesza kolory, rozjaśnia, cieniuje – postępuje z lukrami jak z plakatówkami.

  56. Dzięki, Madziu! :o)
    Dopytuję tak, bo zawsze robiłam pierniki od razu (z innego przepisu), bez odstawiania, a tu czytam, że Beatuszka w ceramice, co robić, gdy jej brak?

    Ach i Wójcie – pole się wzięło z kolorów okładki Chucherka – kojarzą mi się one z chabrami w młodym zbożu. :o)

    PS. nini nie jest tajemnicza, tylko nieśmiała, pracuje pilnie od poniedziałku do piątku w mieście stołecznym, a w weekendy ucieka na wieś, gdzie „pola malowane zbożem rozmaitem”.. (jeszcze trochę!)