Galanthus

przebisnieg

 

Koniec, koniec złej zimy!

Oto dowód niezbity: kwitną przebiśniegi!

Te kwiatki to prawdziwe cudo, istoty  doskonałe.

Ich nazwa łacińska: Galanthus.

Trzy zewnętrzne płatki przebiśniegów są śnieżnobiałe, trzy mniejsze, wewnętrzne, zakończone są uroczymi zielonymi kropkami. Gładkie, wąziutkie liście przypominają małe sztyleciki – to one niezawodnie, pewnie i z potężną siłą, jaką tylko tajemnicze Życie nadaje swoim nośnikom, przebijają zmarzniętą skorupę ziemi, śniegi i nawet lód.

Przybywają, kwitną, przemijają.

Ale przecież tak naprawdę nic nie przemija, a już zwłaszcza – piękno.

Tak je sobie namalowałam po wczorajszej wyprawie rowerowej; ale oczywiście ten obrazek jest dalekim echem prawdziwego obrazu, bowiem to Natura jest doskonała.

Pędźcie na spacer!

PS. Można też wysłać komuś e-kartkę z przebiśniegiem.

270 przemyśleń nt. „Galanthus

  1. Mam nadzieję, że wiosna przyjdzie po środzie, bo jadę na wycieczkę szkolną na lodowisko i do kina, więc żeby na lodowisku była „atmosfera” trzeba wystawić pani Wiośnie termin na czwartek ;)
    Pozdrawiam
    J.

  2. Dopiero dzisiaj dostrzegłam te przebiśniegi, kochana pani Małgosiu… Powiało nadzieją. I optymizmem- jeśli takie małe cudo może pokonać trudy, to my przecież tym bardziej! Spieszę przesłać obrazek córce, która na Syberii (dobrowolnie) zgłębia tajemnice kraju, języka, kultury… Pozdrawiam wiosennie, nieśmiało chyba już można?

  3. Obrazek z dzisiejszego przedpołudnia: Zuzia (4) bawi się ludzikami playmobilowymi. Tym razem młoda para bierze ślub (tata buduje już dom z klocków duplo).
    -Tato, zobacz, panna młoda przypadkiem zostawiła suknię na bryczce, a bryczka odjechała!

    Motyw znany z literatury ;))

  4. Ateno, w którym parku będzie pomnik Chopina?
    Za 2 tygodnie jadę do Chicago do rodziców. Może jakieś miłe spotkanie?

    No i jest! Ostatni dzień lutego i dalej mróz. Nie było u nas ani jednej chwilki z dodatnią temperaturą w lutym 2015.

  5. Dzień Dobry!
    Ależ tu było ciekawie wczoraj. Goldenrod i momozy!
    Do tej pory znałam tylko jedną mimozę – Mimosa pudica – tę co błyskawicznie zamyka liście, jak się jej dotknie. Widziałam taką w Ameryce Południowej, a później swoją wyhodowałam z nasiona. To jest malutka roślinka, a kwiaty ma jak fioletowe pomponiki i jest kłujaca.
    Tak, goldenrod, to u nas zielsko. Od ogródka z daleka. Za to w dzikim terenie są naprawdę piękne te żółte łany nawłoci, niczym puszyste dywany, rozłożone przy polnych drogach i lasach.

  6. Sondelanciu, trzymam sie dzielnie. Nawet w najzimnieszy dzien poszlam na spacer (durny pomysl) i myslalm ze mi twarz odpadnie (nie zabralam maski narciarskiej) :). Rozgrzewam sie wykopujac auto z pod sniegu, zaczyna sie wykopywac w kurtce, a konczy w bluzeczce (takie to rozgrzewajace). Inni maja gorzej, patrz Boston i stany poludnowe, ktore absolutnie nie sa przygotowane na opady sniegu. A jutro np ide na urodziny Fryderyka Chopina do parku, gdzie w przyszlosci bedzie pomnik (replika lazienkowskiego). Dadza torcik w ksztalcie fortepiano :).

  7. Dziekuje za niebianski usmiech, Arête!

    Jeszcze o mimozie. Na poczatku mojego pobytu w Szwajcarii wreszcie zobaczylam jak wyglada mimoza. Pewnego styczniowego dnia odbywala sie na ulicy sprzedaz galazek wprost z kartonow w ramach jakiejs akcji charytatywnej. Te zolte delikatne kuleczki sa przesliczne. Potem dowiedzialam, ze to coroczna akcja (Mimosa du Bonheur) tutejszego Czerwonego Krzyza, zbiorka pieniedzy dla najbiedniejszych dzieci.
    Galazki sprowadzane sa z poludnia Francji, gdzie obficie pod koniec stycznia kwitna.

  8. Zgredzie, Ty jednak jesteś faktycznie bardzo porządnie wykształcony.

    A swoją drogą, cóż to za cudowny wiersz! Prawda? Przejmuje zachwytem do szpiku kości i zapada w człowieka gdzieś głęboko.

    Albo:
    „Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim, moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim”.

    To jest właśnie „zniknienie”. Kto doświadczył, ten wie.

  9. Właśnie przyniosłam sobie „Kardy i kokardy” i „Duchy polskie” Bogny Wernichowskiej z biblioteki. Sporo napisała o moim regionie, a na spotkaniu autorskim okazało się, że mówi pięknie, potoczyście, tak, że człowiek nie może się doczekać, kiedy otworzy kolejną jej książkę. Poza tym to bardzo sympatyczna osoba.
    Beatko – gratulacje dla Twojej całej Większej Rodziny, bardzo się cieszę!

  10. Dzień dobry.
    O kwitnących wiosną mimozach pisała Monika Żeromska ze Szwajcarii. Kupiła w kwiaciarni bukiet i żałowała, że nie da się go dowieźć do Warszawy dla Mamy.
    To wtedy kupowała obróżkę przeciw pchłom dla jamniczka, a sprzedawca ostrzegał, by sama jej nie nosiła, bo dostanie uczulenia ;))
    Miłej soboty wszystkim, a szczególnie chorym życzę. Ja kasłałam do czwartej nad ranem, ze snu nici. Dopiero telewizor mnie uśpił. Pożyteczny stwór, jak włączę to od razu zasypiam, tylko kanapa mało wygodna.

  11. Dziekuje, kochana DUA!

    Zerknelam na ksiezycowe zdjecia Emilii – piekne.

    „Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
    Od mimozy złotej – majowy. ”
    A moze lutowy? Dobranoc!

  12. Dla Alpinistarosty (z podziwem):

    Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry
    I tak wysoko postawił, że z góry
    Wszystek świat widzę, a sam, jako trzeba,
    Tykam się nieba?

    (patrząc na skałę pięknej Kalijopy)

  13. Celestyno, niebiański uśmiech dla Ciebie za wskazanie księżyca u Pani Emilii. Baaardzo udane zdjęcia niezwykłej koniunkcji z Wenus. Dobranoc.

  14. Kris, a właściwie dlaczego by nie przeczytać wszystkich po kolei? Tu masz adres:
    queen.spaceports.com
    pod którym znajdziesz wszystkie tytuły i omówienia, z ocenami włącznie. Zgadzam się z nimi. Bardzo trafne.

    Jane, podoba mi się ta kuchnia.
    Nie zamaluj!

  15. Dobry wieczór Kochany Starosto i Ludu,
    uśmiecham się do Was, kiedy widzę jak bardzo w tym tygodniu moje życie przeplata się z Księgą. Po pierwsze: wirus (mama Isi, Ania G) też nas niestety dopadł, po drugie uroczy opis Ani G rozbierania przemoczonych dzieci, przeczytałam akurat po tym, jak w wieczornej lekturze (czytam z córeczką „8+2 i domek w lesie”) wystąpiła mama, która pilnie suszyła przemoczone ubranka swoich dzieci (wprawdzie były to wiosenne roztopy). Po trzecie książkę Ewy Lach (Madzia Z i Wiola M) „Imieniny Babci Józefiny” zapamiętałam zwłaszcza z prześmiesznych recept Serka (np. zalecenie – jeści, pici, praci gaci). Po czwarte cytat podany przez Starostę (ten o wolności człowieka – wikipedia: autorem jest Alexis de Tocqueville lub Voltaire „Wolność moja kończy się tam, gdzie zaczyna twoja”) – został wypisany miesiąc temu na ścianie w kuchni (jesteśmy przed remontem) – jako nauka dla synów (są jak Ignaś i Józinek, już o tym wspominałam).
    Skrzacik Babci Beatki cudowny – a autor cytatu to H. Jackson Brown, Jr (swego czasu nabywałam rokrocznie jego kalendarz „Mały poradnik życia” )
    Pozdrawiam wszystkie nowe Maleństwa Księgowe. Życzę zdrowia i ściskam wszystkich.

  16. Kochani! A czy widzieliscie juz ksiezycowy wpis na stronie Emilii??
    Cos wspanialego, idzcie i podziwiajcie:)

  17. Kochana Jelly!
    Masz rację.
    Mocno Cię ściskam (właśnie przed chwilą intensywnie o Tobie myślałam i oczywiście Cię wywołałam. Te Fluidy są niesamowite!).

    Wiesz, że wszyscy Ci przesyłają całe dostępne ciepło, prawda?
    Mam nadzieję, że to wyczuwasz.

    Kris, zaraz Ci odpowiem, tylko się zastanowię.

  18. Buziaki dla nowonarodzonych.
    Gratulacje dla ich rodziców i dziadków.
    Pozdrowienia dla zakochanych..
    Każda dobra wiadomość się liczy…

  19. Ja z kolei przymierzam sie do kupienia paru pozycji Ellery’ego Queena po wlosku – bardzo duzo ich przetlumaczono! Starosto Kochany, od czego zaczac? Wiem, ze byla o tym mowa kilka razy, ale nie pamietam… Swego czasu czytalam tylko „Przeklete miasto” (po polsku).

  20. No właśnie chyba nie widziałam. Muszę koniecznie nadrobić. Arkadowy tunel jabłoni brzmi niezwykle interesująco.
    I jeszcze najserdeczniejsze gratulacje dla Babci Beatki. Niech Wnuczka rośnie pięknie i zdrowo! :)

  21. DUA, ale to najmilsze uzależnienie, sama podzielam. Coś niewłaściwego trzeba robić w życiu. Może z bergamotką i aromatem cytryny? Szklanka to profanacja.
    Beatko, pewnie już inna czapeczka? :-)
    Uśmiecham się do Patrycji!
    Dobrego wieczoru!

  22. Ale tu ruch dzisiaj!

    Mamo Isi, wiem jak bylo, choc sama nie pamietam. Trzeba bylo czy nie, do roboty marsz! Taki trend:)
    Do dzisiaj niektorzy opowiadaja, ze wychowali sie z kluczem na szyi.
    Z przyjemnoscia obserwuje od dluzszego czasu powrot do, nazwe to umownie, natury. Kobiety (te ktore moga, rzecz jasna) chetniej korzystaja z prawa do bycia kura domowa, ogrodniczka, czesto wykonujac przy tym swoj zawod.

    „Kapelusz Zburzenie Bastylii”:)))

    Pani Malgorzato, marzy mi sie takie „samorzadzenie” sie malych spolecznosci, jak we Wnuczce. Tam jest duzo ciekawych rozwiazan. Mam nadzieje, ze swiat zawroci w tym kierunku:)

    Beato, gratulacje z okazji zostania Babcia! Wszyscy zachwycaja sie wnusia, jaka sliczna, a ja czuje sie pokrzywdzona, bo nie wiem, gdzie Cudenko mozna zobaczyc..No, chyba, ze chodzi o oczy wyobrazni i patrzenie sercem, no to tak – juz widze i dolaczam do zachwytow:)

  23. Herbatka to jest to! Patrycjo F. jeszcze zatęsknisz za byciem nastolatką. Nie bolą plecy, rozpiera energia :) Potem dorosłe życie i odpowiedzialność wynikająca z samodzielności, dużo wyzwań jeszcze przed Tobą:)

  24. Mamo Isi, mam tak samo.
    I czytam, w porządku chronologicznym, nie inaczej – żeby ujrzeć całość człowieka w autorze.
    Ellis Peters – koniecznie. Wiem, że Ci się spodoba.

    Beatuszko, cytat śmieszny, fakt. Prawdziwy.

    Chyba muszę napić się herbaty. Ahmad. English Afternoon.
    Albo nie. Darjeeling.
    Tak, to uzależnienie.

  25. Starosto najmilszy, właśnie przeczuwam te wszystkie radości i przyjemności.
    Dostałam dzisiaj od naszej Jane cudny cytat: „Gdybyśmy wiedzieli, że wnuki to taka radość, najpierw postaralibyśmy się o nie.”
    Tylko nie wiem skąd on jest.

    Uśmiecham się na dobranoc do Patrycji F.

  26. A, nie, Starosto, to są wolne wnioski Wodehouse’a na temat angielskich mądrosci ludowych;)
    Jak już polubię jakiegoś Autora, zaczynam zbierać całokształt jego twórczości, żeby móc do niej wracać w dowolnym momencie; i tak z angielskich rzeczy mam komplet Wodehouse’a, Durrell’a (Geralda), Herriotta, Mary Stewart, Agathę Christie, a ostatnio nawet zaczęłam zbierać Enid Blyton, ale wybiórczo. No a teraz na celowniku jest Ellis Peters:) Ech, jak miło, jak się otwiera perspektywa czegoś nowego!

  27. Kochana Patrycjo, to rzeczywiście niełatwe. Trudno być nastolatką (świetnie to pamiętam).
    Ale wiesz? To mija.
    Będzie dobrze, nie denerwuj się.

    Ann, absolutnie. Ale to musi być pachnąca, mocna, świeżo zaparzona herbata, podana w cieniutkiej filiżance.
    W szklance (zgroza!) to już nie to. A tym bardziej w grubym kubku!

  28. Wiem, Pani Małgosiu. Czekam i staram się, ale czasami chcę chyba za szybko być dorosła i samodzielna. Za dużo wszystkiego wokół, a ja za dużo mam w głowie. Byle szybciej, byle lepiej. Czasami aż(m.in.) brzuch mnie boli ze stresu. Muszę nabrać dystansu i się rozluźnić. Ale to nie takie łatwe.

  29. Trzeba było jeść jabłka, Mamo Isi.
    Teraz muszę za Ciebie kciuki trzymać.
    Tak, hej, mam tę Emmę na płycie. Jeremy b. miły. Gwynneth urocza. I śliczne jabłonie prowadzone w formie arkadowego tunelu. Parę razy oglądałam to ogrodnicze cudo.
    (Aleksandro, mam nadzieję, że widziałaś ten film? )

  30. Dobry wieczór,
    Mamo Isi, do księżyca to tylko taki kapelusz od modystek Degasa. I widzę jeszcze w tle urocze asteroidy furkocące tam i z powrotem, przywiązane do baloników, żeby im się bezpieczniej lądowało co jakiś czas.
    Angielska herbatka podstawą cywilizacji i spokoju społecznego. Li i jedynie.
    Uśmiecham się do DUA:-)
    Wracam do pracy, dobrego wieczoru:-)

  31. AniuG, tak! Zwalczałam nawłoć kanadyjską, teraz to wiem na pewno. Wikipedia mnie upewniła. Co za żywotne bydlę z tego kwiatka! Same poczytajcie, to coś nie do wiary.
    No i wiem, dlaczego zawsze mi się jakoś nie podobała: „Indianie Odżibwejowie robili lewatywy z korzeni nawłoci”. (za Wikipedią).
    Ot, co.

  32. Starosto, święta racja! Precz z prasą! I w ogole mediami! Kiedyż to ostatni raz zdarzyło mi się cóś obejrzeć w telewizji? Chyba jak leciała moja ulubiona Emma, gdzie w rolę Mr Knightley’a wciela się Jeremy Northam.
    Kochany Ludu Księgi, bardzo, bardzo dziękuję za tyle pochlebnych uwag, a takoż za życzenia zdrowia. Naprawdę się staram wyzdrowieć, ale jakoś marnie mi to idzie. Tyle dobrego, że infekcja głównie upatrzyła sobie mnie, a dzieci i wnuczki nieco zlekceważyła.

  33. Dzieki za wiadomosci o nawloci! Teraz rozumiem, „co poeta mial na mysli”, i nie musze Tuwima przeinterpretowywac :)

  34. Mamo Isi, a ja myślałam, że to o jabłku i doktorze to jest jakaś angielska, babcina mądrość ludowa!
    Jak mówię, wciąż się od was uczę.
    Rzeczywiście, miło tu zaglądać, Sondelani (sama też lubię!). Ot, miły wieczór: jednym okiem gram w Anagram Magic, a drugim wchłaniam wiedzę o nawłoci.

    Beatko, jeszcze zobaczysz, jak to fajnie. Ho-ho! Żadnych zmartwień, same przyjemności.

    PatrycjoF, trochę sama jesteś jeszcze dzieckiem. Poczekaj.

    AniuG, znowu dysonans poznawczy. Yh.

  35. Ten uporczywy chwast to nawłoć kanadyjska (solidago canadensis), większa, też żółto kwitnie, ale kwiatostany inne. To uciekinier z upraw, gatunek obcy i bardzo ekspansywny. Nosi nazwę”Drzewko Matki Boskiej” I nie ona jest polska mimozą:D

  36. Dobry wieczor,
    Beatko i Adamie, welcome to the Club!! Beda z Was cudowni Babdziadkowie :). A ten zielonoczapeczkowy Krasnoludek jest cudowny – ciesze sie Wasza radoscia!
    Aniu G., zdrowiej i nie zachowuj sie jak typowa lekarska, czyli okropna, pacjentka ;)
    DUA, debowe drzwi E.P. przepiekne! Zachecona jestem z pewnoscia, tylko nie wiem, kiedy uda mi sie realizacja. Co ta nadchodzaca wiosna czyni z czasem ogrodni-ka/czki… Zwlaszcza, gdy plany ogrodkowe trzeba polaczyc z wizyta u Lusi Wnusi:).
    Mamo Isi, jestes cudowna i to nie tylko jako Kura Domowa. Ale zdrowiej szybko, coby dbac o to ognisko domowe. Pozdrawiam serdecznie i sciskam cala Rodzinke.
    Ateno, jak Ty przezylas te mrozy?!! Gdzies sie doczytalam, ze mieliscie tam ok -45C. Brrr
    Kamilko, najlepsze zyczenia dla Szymusia – dobrego zycia!
    Historynko, no to Urszulka zrobila krok milowy. Gratulacje!
    Karikari, duzo szczescia w milosci!
    Oswiadczam stanowczo, ze juz nigdy nie dam sie obowiazkom oderwac od KG na dluzej niz 2-3 godziny. Tak szybko i duzo piszecie, Starosto i Ludu Kochany, ze pozniej trzeba paru godzin nadrabiania zaleglosci (stad moj przydlugi wpis).
    Ale tak mi tu dobrze z Wami:).

  37. Witaj, Afrykandrze, bratnia duszo! Ech, lubię maksymy Wodehouse’a. Choćby te dwie, dajmy na to:
    “Hell, it is well known, has no fury like a woman who wants her tea and can’t get it.”
    “An apple a day, if well aimed, keeps the doctor away.”

  38. Dobry wieczór!
    Ach, nie mogę się powstrzymać: jak ja Was wszystkich lubię! Jesteście niezastąpioną częścią każdego mojego dnia.
    Gratulacje dla Buczyny i Beaty! Uśmiechnijcie się ode mnie do tych maleństw. :) Nota bene, nie mam podejścia do dzieci, ale może wszystko przyjdzie z czasem. Tym bardziej, że lubię nad sobą pracować.
    Ostatnio znowu ciągle czytam Jeżycjadę. Inne książki oczywiście też, ale to o „Dziecku piątku” myślałam dzisiaj w szkole: jeszcze tylko X lekcji, obiad zrobić i można się przenieść do babci Jedwabińskiej.

  39. Nic_dobrego, cieszy mnie ten Twój Józinkopodobny.
    Dziękuję za tyle miłych słów i oczywiście podoba mi się ten nagłówek. Ładnie „bieżysz obcesem”.

    Nie martw się o łagodnych. Przynajmniej sami siebie nie uszkodzą, jak ci agresywni.
    A poradzą sobie ze spokojem. Stoickim.

  40. Ciągle się od was czegoś uczę! (Fluid Rozmaryna z AniąG).
    Nie wiedziałam, że nawłoć zwą polską mimozą. Jeśli nawłoć właśnie miał Tuwim na myśli, to faktycznie, jesień nią się zaczyna.
    Osobiście za nią nie przepadam, bo kiedy kupiliśmy nasz obecny ogród, nawłoć występowała w nim jako roślina dominująca i pleniła się jak chwast – była nie do usunięcia.
    Ale oczywiście ją usunęłam. Uparta jestem.

    Mamo Isi, Afrykander też lubi Wodehouse’a.

    PS. Precz z prasą.

  41. Drogi Ludu Księgi!
    Mimozami jesień się zaczyna, bo właśnie pod jesień kwitnie „polska mimoza” czyli nawłoć. Całe jej cudne zagony można zobaczyć już od sierpnia na uroczyskach. A potem przyjmuje kolor srebrzysty, w miarę jak jesień szarzeje i srebrzyścieje. Lubię ją, chociaż potrafi zarosnąć cały ogród. Jej wysokie badyle zdobią zdziczałe ogrody przez całą zimę, a wiosną można ich używać jako świetne (mocne) podpórki pod przeróżne pnącza jednoroczne, jak na przykład wilec.

  42. Najbardziej podoba mi się wizja Afrykandera i Wojta oraz znienackowy wariant Starosty!
    Już widzę to oczyma duszy: siedzę sobie spokojnie na przyzbie czytając mojego ulubionego Wodehouse’a, kiedy znienacka bęc! i Księzyc odbija się od denka mojego kapelusza, a ja mówię tonem zblazowanym: – Znooowu. Co za nuuuda. – Po czym ziewając sprawdzam, jakie zniszczenia Księżyc porobił tym razem w moim szalenie modnym kapeluszu w formie Bastylii w trakcie burzenia.

    Arete, przepraszam, ale Księga to nie jest forum, tylko wyspa , na którą prasa nie dociera, Bogu dzięki;)

  43. Jeśli mogę w temacie mimozy. Gdzieś przeczytałam , nie pomnę już gdzie, że poeta miał na myśli nawłoć pospolitą( Solidago Virgaurea). Kwitnie jesienią, kwiatki ma puszyste, żółciutkie, nieco podobne do mimozy i dlatego polską mimozą jest nazywana. :D

  44. Jak to miło, Pani Małgosiu Kochana, że wita mnie Pani słowami Geniusi… Zawsze miałam do niej słabość i niejeden raz nad jej losem płakałam! A w dodatku jest mi bliski ten jej głód miłości, tylko że ja nie zaspokajałam go obiadkami u nieznajomych – przynajmniej nie na co dzień – a karmiłam się słowem – takim jak w Jeżycjadzie – od którego cieplej na sercu… Nawiasem mówiąc, mój najmłodszy to Jerzyk, co prawda przez RZ, ale zawsze.

    Przypomniało mi się, jak ktoś kiedyś w komentarzu napisał, że ta młodzież u Pani zbyt grzeczna. Dla mnie to ważne, żeby ci „grzeczni” mieli swoje miejsce, swój kąt, choćby w litraturze młodzieżowej. W dzisiejszych gimnazjach i tak lekko nie mają. Nie tylko tam zresztą. Łagodni generalnie nie są „trendy”. Radzą sobie, mobilizując odwagę i idąc wbrew tłumowi, często uważani przez rówieśników za nieżyciowych frajerów. Dlatego cieszy mnie, że mój syn, któremu bliżej do Józinka niż do Ignasia, pochłania Jeżycjadę jak ulubiony salceson ozorkowy.
    Każda książka to przysmak na miarę jajecznicy na boczku. A to wiele znaczy…

    PS Mam nadzieję, że takie tytułowanie Autorki nie jest zbyt obcesowe… Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że przez tyle lat towarzyszyły mi Pani książki, aż wreszcie wydało mi się, jakbyśmy często spotykały się na popołudniowej herbatce. U Borejków.

  45. Aleksandro, teraz trzeba będzie wprowadzać codzienne korekty. Jak to miło!
    Tak, tulipany nabrały przyspieszenia. Ech, sympatycznie.

  46. Dobry wieczór!
    Spieszę skorygować mój wczorajszy raport o stanie roślinności w ogrodzie. To co napisałam dotyczyło małego ogródka przed domem. W ogrodzie właściwym, na tyłach posesji wczesne krokusy mają już dwu- trzycentymetrowe kielichy, które lada chwila mogą rozkwitnąć. Wyłażą listki tulipanów i hiacyntów – tyle zdołałam zobaczyć spiesząc się rano do pracy i przechodząc przez ogród do garażu. A na kwitnięcie jabłoni czekam z niecierpliwością. Zakwitnie ananas, czy też nie ?
    Pozdrawiam serdecznie :)

  47. A! A! Przepięknie powiedziane, prawda?
    Czy ten cytat pochodzi z „Mistyki kosmosu”? (zajrzałam do Wikipedii).

    Dzięki, Sosno!

    Nutko, zapisz to w kajeciku.

  48. Czasami wydaje się, że grawitacja działa silniej niż zwykle. Mnie dzisiaj na sercu coś ciężko ale cóż może jakoś przejdzie.
    Znalazłam ciekawy opis wzorów chemicznych ” Możemy zatem postrzegać wzory chemiczne jako opisy tęsknot-charakteryzowanych jako przyciąganie lub odpychanie-właściwych atomów, które objawiają stałą gotowość do reagowania na swój wzajemny powab w bardzo konkretne sposoby i wykazują przy tym zachowanie niezmienne od czasów formowania się Wszechświata po dziś dzień.” Henry A. Garon.

  49. Nutka, nie przejmuj się. Chętnie bym popodziwiała defekty Frenkla, a chwilowo muszę coś innego.
    Mamo Isi, wyjdę Ci naprzeciw z innym transparentem. I ozdobię twarzą chłopaczka pysznie wystylizowanego na Einsteina w jednym z ostatnich „Tygodników Powszechnych”.
    A zresztą, mamy Żaczka (specjalistę od fizyki jądrowej, jeżeli dobrze pamiętam), Jurka Hajduka i tego młodego Schoppe (nie lubię), co to zagadał Pyzę na temat Hipparcosa. Oni najlepiej tutaj wiedzą, o co chodzi w fizyce.

  50. A moze chodzi wylacznie o wspomnienie (skadinad tytulowe) wiosny, uczucia, a wiec i wiosennych mimoz? Smutek niespelnionej milosci powraca akurat w pazdzierniku (zloto jesieni i ksiezyc przypominaja zlote mimozy), bo w koncu jesien to troche melancholijny czas…

    (To tak analiza na szybko)

  51. Za każdym razem się staram, DUA, ubogacać swoje wypowiedzi jak się da. Przyznam, że to ciekawe i miłe zadanie. Nie mam jednak odwagi śmiać się wprost ze 120 stopni, więc zasłoniłam się emotikonką, która by tak doskonale tu pasowała. I tutaj też.
    Oj, strasznie jestem monotematyczna z powodu tej nauki.

  52. Tak, Starosto, tez pomyslalam, ze chodzic moze tylko o zlota jesien (choc moglaby byc zlota tez dzieki mimozom). Jednak dalej jest mowa o zlotej wiazance i o zlotej mimozie – wprost. Tak ze kwiaty na pewno byly zolte!
    A jesli mimoza pochodzi z kwiaciarni, to dlaczego mialaby oznaczac poczatek jesieni?

  53. Cześć, Nutko miła!
    Wzdycham z podziwem na myśl o ogromie wiedzy, która musisz wchłonąć. Powodzenia!

    Faktycznie, emotikonków trochę tu brakuje, ale spróbujmy zastąpić je plastyczną i bogatą polszczyzną!

  54. Dobry wieczór!
    Nie wiem co napisać, więc tylko się przywitam serdecznie. :) I już zmykam do ćwiczenia wzorów na chemię organiczną. Okazuje się, że to nie taka łatwa sprawa, gdyż kąty między wiązaniami, tam gdzie trzeba, muszą mieć 120 stopni! (gdzie ta rżąca ze śmiechu, niebieska minka?) Ciekawe, czy będzie to sprawdzane kątomierzem…
    Serdecznie pozdrawiam
    Nutka

  55. A wcale że nie :) Gdyby nie było oddziaływania grawitacyjnego, a prawa fizyki nie były niezmienne….. oj.

  56. Oj, nie wszystko jasne, nie! I całe szczęście, musiałabym żmudnie sobie wizualizować na nowo percepcję ślicznego wiersza. Dla mnie jest on zawsze żółtawy- od mimozy aż po ostatnie liście jesieni.

    Ale! – Muszę wprowadzić poprawkę do Twego rozumowania.
    Złotawa, krucha i miła jest oczywiście w tym wierszu jesień, a nie mimozy. (Te występują w liczbie mnogiej w dodatku). Złotawa jesień zaczyna się mimozami. I dlatego sądzę, że są one tu żółte. Zresztą, na pewno były: pochodziły z kwiaciarni.

  57. Zaraz, przeciez Tuwim pisal o zlotej, zoltej mimozie? („zlotawa, krucha i mila” ecc.)

    A wiec jednak nie wszystko jasne.

  58. Kochana DUA, Jacopino bardzo dziekuje za urodzinowego calusa! :)

    Co do mimozy: od dawna bylam ciekawa, dlaczego Tuwim napisal (a Niemen spiewal): „mimozami jesien sie zaczyna”, skoro we Wloszech mimoza kojarzy sie z nadejsciem wiosny?! I znalazlam: wloska mimoza to „acacia dealbata” (czyli „akacja srebrzysta”, kwitnaca w lutym i marcu), a w Polsce w okresie wczesnojesiennym kwitnie tzw. „mimosa pudica” („mimoza wstydliwa”) – fioletowa.

    W polskiej Wikipedii w opisie akacji srebrzystej mozna przeczytac: „Roślina uprawiana głównie ze względu na kwiat cięty. Oferowana pod niepoprawną nazwą mimozy. We Włoszech kwiaty z tego drzewa są podarunkiem na Dzień Kobiet, popularne w dekoracjach festynów i pochodach karnawałowych. Sadzona również jako drzewo ozdobne w parkach lub przy promenadach.”

    Teraz wszystko jasne! (Choc podobno w Polsce mimoza fioletowa rosnie i tak glownie w szklarniach?). :)

  59. Obsesyjna potrzeba regularności, występująca u neurologów, widoczna jest nawet w sposobie zdobienia pierniczków.(Patrz: Galeria Piernika w archiwum wpisów).
    A nie mógłby spadać znienacka , choć codziennie?
    Nienacek jest przyjemny.

  60. Buczynko i Beatko, ściskam Was w ramach gratulacji i cieszę się z Wami. A Córeczkę i Wnusię całuję w główeczki.

  61. Haha, Starosto, pękam ze śmiechu. Wyobraziłam sobie jak ten Księżyc tak spada, odbija się od kapelusza Mamy Isi i niby piłeczka wraca na swoje miejsce, aby następnego dnia znowu móc spaść. A biedna Mama Isi nie ma pojęcia kiedy i w jakim miejscu psotny Księżyc spadnie jej na głowę danego dnia.
    Taka luźna historyjka.
    Dobrze jednak, że istnieją te „ponure” prawa fizyki ;-)

  62. Księżyc mógłby. Codziennie o nieparzystej. A my byśmy wznosili oczy do nieba i sarkali: „Znooowu?”

  63. Ja bym też dyskutowała z tym codziennym spadaniem mi na głowę Księżyca. Myślę, że wystarczyłoby raz, a dobrze…
    A poza tym, cóż to za brutalne tłumienie wolności wypowiedzi!
    Właśnie że są bezwzględne i ponure, te prawa fizyki. ot co!
    Oflaguję się i będę manifestować z tym hasłem od nas do sklepiku i z powrotem;) (jak tylko wyzdrowieję).

  64. Prawa fizyki, bezwzględne i ponure? Mamo Isi, nigdy nie mów tego przy mnie.
    A ciesz się, że Ci co dzień Księżyc nie spada na głowę. Przeca mógłby. Tak samo jak te setki kosmicznych kamyków, przed którymi bronią nas Jowisz i Saturn. Dixi :) i wracam do pracy nad prawami fizyki (naprawdę).

  65. „Quidquid agis, prudenter agas et respice finem”- Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca. Istotnie, Owidiusz.
    Czyja pierwsza maksyma, nie wiem, ale fajna.

  66. Chyba nie mam wyjścia i trza będzie żyć kolorowo;)
    Dopiero po czasie widzę, że przypisałam maksymę mojej Prababci – Babci. Tę o pracy mężczyzny, którą widać, gdy jest wykonana i pracy kobiety, którą widać, gdy jest niewykonana.
    Celem ekspiacji dodaję inne Jej powiedzenie : „Każdej rzeczy patrzaj końca”.
    To ostatnie niewątpliwie z Owidiusza, ale to pierwsze – pojęcia nie mam. Może ktoś wie?

  67. Celestyno, mój przypadek to czasy mocno zaprzeszłe. W owej epoce bycie kurą domową określano urzędowo: „nie pracuje w wyuczonym zawodzie” i traktowano z pogardą. Rzucanie w urzędzie zabawną wizytówką nie wchodziło w grę i zapewne skończyłoby się zdecydowanym odporem mas pracujących miast i wsi;)
    Dom, dzieci, rodzina – to było podejrzane i zdecydowanie nie lansowane hobby. Należało się „samorealizować w wyuczonym zawodzie”. Tę mantrę powtarza się zresztą jeszcze po dziś dzień; bardzo jest nośna.
    Dopiero, kiedy zajęłam się tłumaczeniami i zostałam plastyczką (na podstawie prac) – odzipnęłam i panie urzędniczki przestały na mnie spoglądać z góry znad pieczątek tuszem lila, przy pomocy których one się samorealizowały;). Bo tłumacz, plastyk – to brzmi;)

  68. Mamo Isi, kiedys jedna pani w wywiadzie opowiadala, ze uprawia zawod kury domowej. Zeby ladniej wygladalo, na wizytowce napisala sobie: cura domestica.

  69. Syta pochwał siedzę sobie na górnej grzędzie, ale choć co sił trzymam się grzędy pazurami, co kichnę, siła odrzutu znów ląduje mnie w przeciwległym kącie kurnika. O wy, prawa fizyki, bezwzględne i ponure!
    A jeszcze widzę, ze i Starosta coś o kurze po łacinie, że niby Kuro, ulecz się sama, bez medyka!
    Eheu! I jak tu żyć w takich okolicznościach przyrody, jak zyć?

  70. Racja, racja z tą obroną, Nano. Ale to nie agresja jest w takiej sytuacji potrzebna, ośmielę się zauważyć, tylko odwaga, także cywilna, stanowczość, myślenie strategiczne, zdolności obronne i umiejętność dochodzenia swoich praw.
    Agresja – moim zdaniem – to naruszanie gwałtem czyjegoś terytorium, także – terytorium psychicznego.
    I tę zostawiamy skorpionom.

    Warto zawsze pamiętać, że (jak to ktoś mądrze powiedział) nasza wolność powinna kończyć się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.

  71. Z racji zawodu pozwolę sobie: Potrzebujemy wszystkich naszych cech; wyrzucenie niektórych z nich – bo niewygodne czy bo nazywają się nieelegancko – jest bardzo ryzykowne. Absolutnie każdy ma w sobie także agresję – na szczęście, inaczej już byśmy byli martwi. Agresja to nasz sprzymierzeniec w sytuacjach zagrażających życiu własnemu czy też ochronie bliskich. Cała sztuka dobrego życia, to wiedzieć kiedy używać czego – kiedy się uśmiechnąć, a kiedy stanowczo obronić siebie i bliskich, nie przejmując się, że ktoś to nazwie agresją, a kobiecie nie wypada.

  72. A to pysznie, miła Kurko Domowa!
    Ujrzałam w wyobraźni te kochane oczka i aż się uśmiechnęłam.
    Pozdrawiam młodego narciarzyka!

    Tak, nie mamy w sobie agresji, za to inni mają jej pod dostatkiem. Biedni. Uczucia autodestrukcyjne etc. Zawsze na widok kogoś takiego myślę o skorpionie, który sam sobie ostatecznie wbija swój kolec z jadem. Uu-u!

    Celestynko, wiedziałam, żeś bratnią duszą.
    Nota bene, mój alpinista właśnie pojechał w Alpy (na narty). Czy on kiedyś przestanie? Oto jest pytanie.

    Rudzielczyk z sałatą to synek świetnej dziewczyny, matematyczki. Oj, pewnie już duży chłopak z niego!

  73. Ostatnio dowiedziałam się od pewnego psychiatry (pewnie wie co mówi),że mam wiele dobrych cech , a jedną z nich jest brak agresji. Zastanowiłam się i odpowiedziałam,że to dlatego bo czytam książki Małgorzaty Musierowicz i wiele spraw załatwiam przez szczery uśmiech i miłe słowo. Jeszcze nie trafiłam na oporną osobę. A na koniec zawsze słyszę: ” fajna z Pani babka”, albo co mnie najbardziej rozczuliło gdy kupowałam narty synkowi i doszło do negocjacji ceny : ” nie wiem czemu ale wzbudziła Pani we mnie szczerą sympatię, dlatego sprzedam Pani te narty dużo taniej”. Co prawda mój synek dodatkowo wpłynął na pana od nart robiąc kochane oczka . Warto czytać Pani książki . Zawsze do nich powracam.Pozdrawiam Panią i przesyłam szczery uśmiech a synek robi kochane oczka.

  74. Cha, cha, cha!! Pani Malgorzato, dokladnie znam ten stan paralizujacego bezruchu (nigdzie dalej!) na jakims trudniejszym odcinku. Na cale szczescie mialam za soba wieksza grupe, ktora sie niecierpliwila, i musialam cos przedsiewziac:)))

  75. Jacopino ma cztery latka, ojej. A ja pamietam w starej Ksiedze Gosci zdjecia tuz po jego urodzeniu:)Pelno tu bylo roznych maluchow, ktore juz dawno wyrosly.
    Nawiasem mowiac, pojawilo sie tu kiedys takie male sliczne, niezwykle oryginalne rude dziecko, zapomnialam juz, ktorej to Ksiegowej byla pociecha. Ciekawe co u niego.

    Karikari, niech zyja szczesliwie zakochani!

  76. Jasne, że możesz, Karikari!
    Miło nam wszystkim!
    Dobrze jest być zakochaną, hej!- no to życzę CUDOWNEJ wiosny!

    (Wędrówki po górach w dwoje? Ach! Mam to w biografii. Było cudownie!- choć utknęłam na przewieszce pod Mnichem i pan Musierowicz ledwie zdołał mnie namówić do jakiegokolwiek ruchu. Byłam pewna, że po tej kompromitacji mój alpinista natychmiast mnie porzuci. Ale nie.)

  77. Górom pozostaję wierna. Niedługo rozpoczynam sezon wędrowkowy (na razie jest jeszcze dużo śniegu tam wysoko). Bieganie jest chwilowo zawieszone, bo skreconą kosteczkę (nie przez bieganie, to stara kontuzja się odnowiła) muszę wpierw wykurować. A w kwestii maratonów nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa.
    Ps. Czy do ogólnej radości z pojawienia się na świecie nowych cudnych dzieciątek mogę dołożyć swój wkład w postaci radości ze stanu zakochania się, w którym trwam od niedawna? No to dokładam. Wiosna!

  78. Karikari, dzięki. Wyobrażam sobie teraz Twoje wiosenne wędrówki po górach! Czy tak będzie? Czy raczej – skoro zostałaś już Królową Polskich Gór – wybierzesz maraton?

  79. Cześć i czołem, nic_dobrego! Miło Cię tu widzieć. Dziękuję za dobre słowo, zawsze tak samo mnie cieszy, gdy się dowiaduję, że komuś w czymś pomogłam.
    Zapraszam, wpadaj częściej!

    Kris, pamiętam, że kiedyś pisałaś o tradycji z mimozami. I teraz zdziwił mnie ten żarnowiec!
    Jacopino ma cztery latka!- o, ludzie. Przesyłam urodzinowego całusa!

  80. Witajcie! Witam Panią Małgorzatę! Jestem tu po raz pierwszy, chociaż „Jeżycjada” towarzyszy mi od lat. Te książki sprawiają, że wiosna przychodzi niezależnie od pory i miejsca… Pomogły mi przetrwać wiele trudnych, naprawdę trudnych chwil, może dzięki temu, że są skondensowaną afirmacją życia. Kiedy je czytam, przypominam sobie, że mam prawo do własnej drogi, nawet jeśli daleko jej do szosy. Mam wrażenie, że ten wirtualny ogród jest ich przedłużeniem. Pozdrawiam Lud i Autorkę, oczywiście!

  81. Zapomnialam dodac, ze coreczki (a wiec pewnie i wnuczki) sa cudowne, moja Sofia nie mowi za duzo (no, chyba ze czasem przy stole, zawsze ma cos do opowiedzenia, a potem narzeka, ze konczy jesc ostatnia!), ale potrafi naprawde pomoc tak „po kobiecemu”, zrozumiec w lot sytuacje, zwlaszcza gdy Bracia sie rozkrecaja i mama trafi cierpliwosc. :)

    Mimozy bardzo mocno pachna, kojarza mi sie przez to z poczatkiem wiosny. U nas jest ich sporo w parku, ale przez te deszcze nie zwrocilam uwagi, czy juz kwitna.

  82. Och, tesknie ci ja za Largo Argentina… :( Just, pozdrow mile rzymskie zakatki i ode mnie!

    Beatuszko, Adamie, gratuluje cudnej Wnuczki! Wspaniala wiadomosc, ucalujcie ode mnie Skrzacika w piasteczke!

    Starosto Drogi, u mnie dluzsze rozmowy (jak na razie) przeprowadzane sa z Synkami, ale z nich gaduly! Zwlaszcza Danielowi sie buzia nie zamyka, ostatnio lubi tworzyc dziwne i skomplikowane zyciowe scenariusze i pyta nas, jak nalezy wtedy postapic. Jacopino (od kilku dni czterolatek!) interesuje sie ostatnio glownie samochodami, narzedziami i… warzywami oraz ich angielskimi odpowiednikami (wplyw pewnego programu, ktory uwielbia) i ostatnio mnie zapytal, jak jest po angielsku „imadlo” – niestety nie umialam mu od razu odpowiedziec! Poza tym pyta: dlaczego cebula moze byc biala, fioletowa lub zlota? Co ma w srodku ogorek, a co cukinia? Dlaczego po angielsku czerwony mowi sie red? :)

    Jas, ciekawe Twoje spostrzezenia na temat kompozycji, lubilam sie tym zajmowac przy opisach obrazow nowozytnych. Bardzo interesujace pod tym wzgledem sa np. dziela mistrzow niderlandzkich. O kompozycji ciekawie pisze m. in. Maria Poprzecka w swych ksiazkach, choc nie pamietam, czy jest jakas jej pozycja glownie temu poswiecona.
    Pozdrawiam Wszystkich juz prawie wiosennie! (U nas tez roznie z pogoda, ciagle pada deszcz ostatnio i wieje, dzis na szczescie jest slonecznie).

  83. Dzień dobry,bardzo podobają mi się słowa babci Mamy Isi dotyczące pracy,muszę je zapamiętać bo są takie trafne . Ile tu nowych ,malutkich dzieciaczków , rodzicom gratuluję i trochę zazdroszczę ,niemowlaki są słodkie .A co do rozmów z potomstwem ,z moim małym synkiem można się nagadać do woli (jeżeli tylko dopuści mnie do słowa),może z wiekiem mu minie to gadulstwo.

  84. Dzień dobry!
    Droga DUA, trzymam rękę na pulsie (a raczej palec na spuście migawki aparatu) w sprawie przebiśniegów w znajomym dużym ogrodzie. Już się pojawiają. Gdy tylko zaleją bielą cały ogród, zrobię zdjęcie i Staroście wyślę (za pozwoleniem).
    Tymczasem życzę wspaniałego weekendu Pani i Ludowi.

  85. Dzien dobry wiosennie! Przepraszam Was bardzo, ale to drzewko kwitnace na zolto nazywa sie mimoza. Ginestra jest krzewem, z ktory laczy sie pewna rodzinna anegdota i cos mi sie pomylilo.
    Ann, koty na Largo Argentina czesto widuje; wyleguja sie na rozgrzanej sloncem Area Sacra, a turysci uwielbiaja ich za to. Pewnie chcieliby sie znalezc na ich miejscu :)

  86. Dzień dobry.
    DUA, doktor nie pacjent, nie ma prawa chorować;))
    Beatko, gratuluję! Wnuczka to skarb!
    Idę pracować.
    Pa.

  87. Wnuczka Beatuszki cudna. a jekie ciasteczka dobre upiecze, a aniolki udzierga, skarb nie babcia.
    Chyba musze zaczacz czytac Ellis Peters, jakos nigdy nie zakupilam. Jerzy Stempowski czeka w kolejce, bo teraz odswiezam „Krystyne”. A Straoste ma zawsze przy sobie, w pracy mnie kiedys zapytano dlaczego zawsze czytam te sama ksiazke. Pokazalam okadki, zobaczyli, ze to styl ten sam, a kazda postac inna :).
    Ciezko z ta dobrocia czasem ;).

  88. Dziękuję :)
    Ten mały skrzacik w ślicznej zielonej czapeczce już podbił serce dziadka, który cieszy się na wspólne spacery i rozpieszczanie wnuczki na przekór rodzicom ;)

  89. Już poprawiłam, Beatuszko. Rzecz to zrozumiała, że dziś palce Ci się plączą.
    Gratulacje także dla Adama!

  90. Ojej, nie zmieniłam imienia w rubryce powyżej, ale jak spojrzałam i zobaczyłam, to palce już wysłały wiadomość.

  91. Tak! Radość to wielka!!!
    Wyobrażam sobie, że z wnuczką to się dopiero gada, a jak się czyta jej różne cudowne książki wspaniałych Autorek. Mam tu dla mojej wnuczki „Znajomych z zerówki”, „Bambolandię”, „Srebrny dzwoneczek”, „Powiastki” B. Potter. Ach, pyszności, już się nie mogę doczekać!

  92. A Beatuszka już ma wnuczkę!!!!
    A wnuczka ma Beatuszkę!
    To ci będzie wielka przyjaźń, czuję to.

    Gratulacje i okrzyki!

  93. Obejrzałam. Zwróciłam uwagę na polecane sceny. I sprawdziło się: film mi się spodobał. :)

    Czytałam przed laty książki Ewy Lach. Z przyjemnością. Może kiedyś wrócę, żeby sobie przypomnieć?
    Dobranoc.

  94. Niech no tylko zakwitną jabłonie, Aleksandro!
    Na przykład – ananas berżenicki. Już by mógł w tym roku.

    Historynko, z córkami gada się wspaniale. Gada się i gada.
    Z synami też się wspaniale gada, lecz wiele spraw prawdziwie istotnych nie interesuje ich aż tak. Więc gada się krócej.
    Dobranoc! Drzwi z kołatką czekają.

  95. Dobry wieczór!
    Jak tu miło i wiosennie. Przebiśniegi są, a jakże. Widać też już czubki listków krokusów, śnieżyc, nawet żonkili. Pogoda szaro-deszczowa, ale co tam, podobno weekend ma być ładny i ciepły. Buziak dla małego Szymusia. Uśmiech dla Wszystkich :)

  96. Chciałabym się z Wami podzielić pewną nowiną i zrobię to tak jak Ida: „Przemówiła!. Powiedziała: Nie ma miejsca dla Uli”. (po tym jak ułożyła na poduszce kilka pluszaków). I od dwóch dni mówi. Moja Ula oczywiście.
    Jak to fajnie jest móc porozmawiać z własną córką.
    Tylko raz od przedwczoraj zrobiła mi kalambury i pantomimę, chciała opowiedzieć jakąś historię z przedszkola i nie do końca ją zrozumiałam.
    A tak poza tym, to we Wrocławiu widziałam krokusy. Wiosna.

  97. Medice, cura te ipsum.
    Co byś powiedziała, Aniu, pacjentce, która po przebytej w gorączce nocy czym prędzej mknie do pracy????
    Aha!

  98. Dobry wieczór.
    DUA, Księga, to magiczne miejsce, przyciąga czujących i myślących tak samo ;)
    Mamo Isi, a to mamy tego samego wirusa. Napadł mnie dziś w nocy, nad ranem telepało mną jak w febrze a zęby szczekały, że mówić było trudno. A to gorączka rosła. Załadowawszy w siebie cały zapas leków p/gorączkowych, powlokłam się w południe do pracy. Może to jednodniówka, bo pod wieczór jakoś lepiej. Jeszcze tylko piątek i wyleżę się w weekend z nieodłącznym psem na nogach( dobrze grzeje w trakcie dreszczy).
    Górkę ze śniegiem znosiłam dość dobrze, najgorsze było rozpakowywanie dziatek z przemoczonych butków i kombinezonów. Dzieciątka w pozycji horyzontalnej na podłodze, a ja rozsupłuję zamarznięte sznurowadła, ciągnę buty wraz z nogą, usiłuję rozpiąć suwaki, spod czapy dochodzą kwiki i parskanie, poliki są malinowe, a nogi całkiem mokre. Uff, zmęczyłam się samym opisem. I wszystko trzeba prędko suszyć, bo przecież jeszcze raz wyjść trzeba. Było super!
    Idę się kurować.
    Pa!

  99. Żarnowiec!
    Aha!

    Ann, Anglika czytałam, Sayers przeczytam.

    Ateno, jesteś BARDZO dobrym człowiekiem, niezależnie od tego, jakie myśli Ci chodzą po głowie. Już ja to wiem!!!

  100. Droga Pani M.M. i Domniemajko! Może to i racja, chyba wielu w pewnych momentach uświadamia sobie, że to, co wie, to tak naprawdę niewiele. I chyba jest to potrzebne, żeby ciągle wyznaczać sobie kierunek pracy nad sobą. O tak, Wielki Post temu może sprzyjać. Zresztą, wiedza to za mało. Czasem łatwiej „się oczytać” niż spróbować przestać narzekać, ciągle obgadywać czy myśleć tylko o sobie.
    Hm, hm, Wy odkrywacie uroki nadchodzącej wiosny, a ja odkryłam dziś coś równie cudnego! Antykwariat! Ach, ach, co za radość. Mam bzika na punkcie literatury młodzieżowej, autorstwa H. Ożogowska, E. Niziurski, E. Lach (jeju! Ród Sawanów, czy ktoś zna?) i tak dalej, i tak dalej, że wyszłam z takim właśnie nowym nabytkiem. : )
    A wiosna, lato, jesień, zima – wszystkie piękne jak dla mnie! Każda pora ma w sobie „to coś”, co mnie zachwyca. : )

  101. Dzień dobry, tylko przebiegam i zerkam.
    Co do Feynmana, jest jeszcze drugi tom: „A co ciebie obchodzi, co myślą inni”. Nigdy nie
    zerknęłabym, gdyby nie Hajduk. I „Frywolitki”. A byłaby wielka strata.
    DUA, Sayers też ze złotego wieku powieści kryminalnych, należała do słynnego klubu razem z Agathą. Peter Wimsey bardzo, bardzo angielski.
    Serdeczne pozdrowienia dla uroczej i pełnej wdzięku Mamy Isi:-)
    Just, koniecznie pozdrów ode mnie koty na Largo di Argentina!
    Dla miłośników Walii, polecam sympatyczne czytadło „O Angliku, który wszedł na wzgórze, a zszedł z góry”.
    I uciekam, dobrego wieczoru:-)

  102. W zeszłym roku też w lutym robiło się ciepło, a w marcu nagle spadł śnieg. Mam nadzieję, że w tym roku już nie spadnie. Bo jeszcze kwiaty mi się za oknem nie wyklują.

  103. Kochana, uwielbiam was. Przyszlam na lunch w dziwnym nastroju, staram sie naprawde bardzo byc dobrym czlowiekiem i niektorzy mi w tym przeszkadzaja. Zle mysli siedzialy w glowie, no to zagladnelam tutaj … wychodze pokrzepiona z usmiechem na ustach. Dziekuje.

  104. Też. Jeżeli mieli dostęp do soli. Bo jeżeli nie, to kredą.
    A teraz idziemy do „Garsoniery”. Dobrego wieczoru!

  105. Do Arete: napis oznacza „awaryjne otwieranie drzwi”. Walijski jest intrygujący, nieprawdaż?

    Niestety nie znam „Morderstw w Midsomer”. Dziękuję za namiar!

    Uśmiecham się do wszystkich wiosennie!

  106. A, ginestra czyli janowiec lub żarnowiec. Kwitnie u nas wiosną, a tam gdzieś już na 8 marca?

  107. Pani Malgorzato, sa glosne echa tej aktywnosci na Teatralce (w dobrych kilku czesciach Jezycjady) w postaci barwnych opisow stadek rodzicow, przytupujacych, cierpliwie czekajacych na pociechy. I zywo rozprawiajacych na aktualne tematy.
    Wlasnie jestesmy przy Opium.
    Moja pociecha ubolewa nad glupota tego Macka, co tak nieladnie Kreske w operze potraktowal. A tak sie starala!

  108. Sola czyścili, solą na palcu! Są świadectwa literackie.

    Mamo Isi,tak, tak, przecudnej urody, czyżbym tego nie powiedziała na czas? To pardon, to teraz mówię.

    Celestyno, he, he, też tak robiłam (od czegóż ognisko), ale nie zawsze się dało.

    Rozmarynie, nie, nie, to dzieci moje zjeżdżały, a ja miałam tylko podziwiać i pilnować.

    Just, idę poszukać, co to jest ginestra. „Lubię wiedzieć”.

    Karikari, czy w tym wielkim ogrodzie widać już przebiśniegi?

  109. Tak, szczawik szeleści o świcie, kiedy pod wpływem światła jego motylowate listki zaczynają się rozwijać.

    Ach, jakie zimowe słodko-gorzkie wspomnienie Starosty z Teatralki! Pewnie brat nie dopuszczał do sanek, czy tak?
    Moje wspomnienia sankowo-górkowe wiążą się z Parkiem „Śledzia” na łódzkich Bałutach. Jestem jedynaczką, więc miałam całe sanki dla siebie. Zjeżdżało się na śledzia czyli głową w dół. Trochę strach, ale wielka ekscytacja! A potem śnieg tam, gdzie rękawiczki łączą się z rękawami i pieczenie przemarzniętej skóry… Ech, dzieciństwo…

  110. Witam wiosennie z Rzymu, sle caluski nowonarodzonym dzieciatkom i ich mamom!
    Za oknem zakwitla na zolto ginestra, ktora mezczyzni obdaruja swoje Kobiety 8 marca, jak kaze tradycja :)

    Ciesze sie, ze powietrze juz cieplejsze; w porze obiadowej bede sobie spacerowac po dzielnicy zydowskiej, gdzie roi sie od malutkich kafejek, galerii, sklepikow odziezowych itp. Tak, jakby czas sie na dobre zatrzymal. Lubie to miejsce.

  111. Jack Lemmon. Kiedy obejrzę „Garsonierę”, pewnie będę mieć wrażenie, że to tylko ktoś podobny, tak bardzo jest dla mnie aktorem jednej roli.
    A co kosmici myślą o naszych głowach i szczoteczkach, fajnie byłoby wiedzieć. Tylko jeżeli docierają do nich teraz obrazy z czasów np. Szekspira, to jeszcze nie ma na nich szczoteczek, jedynie patyczki ze szmatkami.

  112. Hehe, Pani Malgorzato, wczoraj na stacza wydelegowalam malzonka:) Srody ma wolne od pracy, a dziecko ma wlasnie tydzien ferii.
    Pojechali w gore za miasto (bo tam snieg), wziawszy jeszcze kolezanke dziecka, na sanki. Dwie godziny stal i tupal:)) A ja w ciepelku (tez za zima nie przepadam, a i sporty zimowe tez nie sa dla mnie atrakcyjne) strzeglam domowego ogniska:)

  113. O, literówka mi wyszła. Chyba kiepsko ze mną.Ten atatek mnie wykończy i to w krótkich abcugach;(
    Ach, jak ja lubię komplementy! Im mniej zasłużone, tym bardziej;) Czy Starosta nie mógłby jeszcze napisać, że jestem przecudnej urody?

  114. Jako roztropna artystka nie mogę się nie zgodzić, Starosto;)

    Prawie cała rodzina (poza moją Mamą, Zosieńką i Piotrem) padła na wirusówkę. Zupełnie znienacka. Widocznie znacka to nie to.
    Czujemy się jak Nel podczas kolejnego atatku febry, kiedy jeszcze Staś nie dorwał chininy.

  115. O, to się cieszę, że zgadłam, Rozmarynie. Ale nie wiedziałam, że szczawik hałasuje!
    A to ci dopiero.

    MagdoZ, spodoba Ci się. Zagrane koncertowo. Jack Lemmon śmieszny i wzruszający. Shirley miła i zabawna. I czarno-biały Nowy Jork z lat 60tych! Zwróć uwagę na cedzenie spaghetti za pomocą rakiety tenisowej. I na scenę, kiedy JL znajduje zaschniętą nitkę tegoż spaghetti na tejże rakiecie – jak on zagrał tęsknotę!

    Katarko, Celestyno, moje uczucia wobec zimy mają związek z takim staniem na śniegu. Buty mogły nawet być ciepłe, ale trzy godziny na górce Teatralki („Mamuś, patrz, jak zjeżdżamy!”, „Nie, nie, nie, jeszcze nie do domu!”) zamieniały mi stopy w dwie bryły lodu.
    Dodam, że na saneczkach miejsca dla mnie już nie było, więc pozostawało mi tylko stanie.

    O, Zgredziku, to się cieszę, że lubisz Cadfaela.
    Mamo Isi!- jak na kurę domową, wyrażasz się więcej niż kwieciście.
    (Mama Isi to artystka całą gębą, i w każdym calu! ).

    Niech żyją inteligentne, oczytane, pełne fantazji i wdzięku Kury
    Domowe!

  116. Lubię czytać brata Cadfaela.
    Gigantyczna kuropatwa jakoś mi umknęła (może w Uczniu heretyka?), ale nie w proso.
    Natomiast zauważyłem słowo „kleryk” zamiast słowa „duchowny”.

  117. Sowo P. – dziękuję za wsparcie duchowe. My, kury domowe, bardzo tego potrzebujemy;)
    Też uważam, że bycie kurą jest najlepszym, co mi się mogło trafić. Skąd wziąć prawdziwe domy rodzinne, jeżeli nie ma w nich kury, która bazustannie podsyca płomień domowego ogniska, że się tak kwieciście wyrażę;)
    Ś.p. babcia mawiała, że w domu pracę mężczyzny widać, kiedy jest wykonana; zaś pracę kobiety widać, gdy jest niewykonana. I miała świętą rację

  118. Tak, kochana DUA, to szczawik fioletowy, OXALIS – cóż za piękna nazwa po łacinie! Obejrzałam też inne szczawiki, bardziej ozdobne, ale ten mój jest mi najbliższy. Ma liście jak motyle, a kwiatki delikatne…
    Dziękuję za wiedzę i za odzew.

  119. Bardzo lubie scene niekonczacej sie rozmowy (na wazkie tematy, ciekawe: od tamtego momentu w tych tematach sie nie zmienilo..) dwoch inteligentow, Jerzego Hajduka i Grzegorza Stryby, podczas zamieci snieznej. A obok wsciekla Laura w lekkich pantofelkach:)

  120. Dobry wieczór Drodzy :)
    Melduję, że w Bielsku-Białej wiosna na całego. Byliśmy dziś z Katarkiem na spacerze i znaleźliśmy łany przebiśniegów, bazie, i takie zółte dzyndzelki na leszczynach :)
    A pokochać zimę jest bardzo łatwo! Wystarczy zamieszkać blisko gór i polubić narty. Często, gdy w mieście szaro i ponuro, tam na górze jest piękna pogoda. Cudownie się szusuje w słońcu, mając chmury u stóp :)

  121. Dobry wieczór!
    Zauważyłam w ostatnich dniach fluid z Anią.G – zamówiłam na początku miesiąca „Korespondencję” i zaraz zamierzam przeczytać. A przebrnęłam niemalże przez dwa opasłe tomiska reportaży polskich z wieku XX (prawie po tysiąc stron każdy)- i uważam to za lekturę pouczającą ze względu na mnogość faktów i rozmaitość punktów widzenia. Ucieszyła mnie też wiadomość, że dziś w TVP Kultura będzie można zobaczyć „Garsonierę” z Jackiem Lemmonem – film polecany przez Starostę jeszcze w starej Księdze.
    Gratulacje dla Buczynki i wszystkich Mam – i po całusku dla świeżo przybyłych pociech.
    Uściski i pozdrowienia dla Starosty.

  122. W moim przypadku 1/3 Pani Małgosiu, bo mieszkam na północy Polski, więc tu zima trwa , kiedy w Wielkopolsce już wiosennie:)

  123. Dobrze, Aniu. Zrobię to dla Ciebie. Lubię swoje życie, więc co mi szkodzi polubić tę zimną jedną trzecią. zaraz…jedną czwartą chyba?
    A Ty polub jesień.

    Rozmarynie uroczy, a czy to nie będzie przypadkiem szczawik?

    Tak jest, Domniemajko, niech żyją wewnętrzne porządki, zwłaszcza wiosenne!
    PS. Jutro kończę wielkie sprzątanie piwnicy!!!

  124. Dzień dobry DUA,
    bardzo proszę niech Pani polubi zimę choć odrobinę:) Gdyby nie było zimy, wiosna by tak nie cieszyła, prawda? A poza tym „jeśli ktoś mówi, że nie lubi zimy, to nie lubi 1/3 swojego życia”! Gdzieś to czytałam, czy też słyszałam i od tej pory wyszukuję zimowe plusy i staram się ją lubić mimo wszystko, natomiast nie udaje mi się lubienie jesieni, zwłaszcza tej późnej, bezlistnej. Pozdrawiam:)

  125. Dobry wieczór, kochanej DUA i Księgowym! :)
    Choć w Łodzi świat dzisiaj okryty szczelnie szarością nie dam się zwieść. Po pierwszej jest cieplej. Po drugie, pączki, choć wciąż jeszcze szczelnie pozamykane, trwają w gotowości. No i ptaki; ich trele przemieszane z zapachem ziemi i czymś takim nieuchwytnym w powietrzu oznaczają jedno: wytęskniona wiosna jest tuż, tuż :)
    Miło znaleźć przebiśniegi tutaj na stronie, bo jakoś na dworze ich nie spotkałam.
    Jeszcze tylko słówko do Wioli: podzielam bardzo Twoje odczucia. Nie dalej jak dwa/trzy tygodnie temu dopadła mnie znów refleksja, że mądrości wystarcza mi akurat na tyle, by wiedzieć, że wiąż jeszcze jestem nie dość mądra. Myśl ta narodziła się w trakcie lektury „Notatnika niespiesznego przechodnia” polecanego tu chyba przez Fankę Robrojka (dziękuję!), ale towarzyszy mi często, zwłaszcza gdy czytam o niegdysiejszej inteligencji lub po prostu spotykam ludzi wszechstronnych. Z jednej strony jest to frustrujące. A z drugiej, pozwala się odbić od dna i motywuje do czytania i szukania i rozwijania się. Widzę też, że Wielki Post sprzyja szczególnie takim wewnętrznym porządkom i pozwala lepiej wykorzystać czas jaki jest. I tak małymi krokami do przodu. Avanti tutta!
    Ależ się rozpisałam. To jeszcze tylko uśmiecham się do DUA i serdecznie pozdrawiam.

  126. A ja się niezbyt precyzyjnie wyraziłam: nie jestem stuprocentową kurą domową, zaledwie połowiczną i chyba tak już pozostanie na dłużej – dodatkowej pracy jakoś zawsze przybywa, a nie ubywa. I dobrze, bo domowy budżet tego wymaga. Co nie zmienia faktu, że podtrzymywanie ognia w domu uważam za najlepszy z moich dotychczasowych zawodów :)

  127. Drogi Ludu Księgi!
    Jest tu sporo ogrodniczek, więc proszę o pomoc. Mam roślinkę doniczkową, która rośnie też w ogrodach, i nie znam jej nazwy. A nazwa przecież równie ważna, co rzecz.
    Ma listki delikatne, podobne do koniczyny, na długich łodygach. Wieczorem „idą spać” czyli zamykają się, a rano słychać (sic!), jak się z powrotem otwierają. Czasem kwitnie delikatnym białym kwieciem. Ma odmianę czerwonawą, i drugą, trudniejszą w uprawie, zieloną. Liście i kwiatki wyrastają z dziwnych nieforemnych drobnych bulw koloru czerwonego. Cóż to może być?
    Bardzo lubię tę roślinkę, bo choć sprawia wrażenie niezwykle delikatnej i wiotkiej, potrafi przetrwać, w postaci bulw, w suchej i ciemnej piwnicy, i wiosną odrodzić się ponownie.

  128. Zależy, jak byli uformowani, Arete. No, dobrze, dla sprawiedliwości sprecyzujmy: wkładali szczoteczkę do otworu w centrum decyzyjnym organizmu.

    Blablubo, jakże to?! Dyrektorem jest liceum. Poważny, z brodą. Widać go było jeszcze w „McDusi”.
    Peryskop? Zgroza. Wyskocz no na spacerek, zaraz Ci się wiosna sama okaże.

    Sosno, ależ nigdy za dużo!
    Dziękuję za wiad. pryw. – poszukam tej książki!

  129. Ho, ho! Hajduk był zdolniacha, zaawansowany podręcznik jak na licealistę (i pierwszoklasistę o ile nie plączę).
    Ciekawe co tam u niego swoją drogą, bardzo miła postać. Pani Małgorzato, ma Pani może jakieś wieści?
    Dziękuję za e-kartkę, pocieszająca! Muszę sobie chyba ją wydrukować 2 x 3 m i powiesić w oknie, bo jak na razie to aż żal patrzeć, taka nie-wiosna. I tym bardziej cieszą doniesienia z KG, że wiosna za rogiem.
    Pewnie dlatego słabo ją tu widać.
    Trzeba by peryskop.

  130. Zastanowiło mnie jedno. Czy kosmici muszą koniecznie wiedzieć, co to jest „głowa”? Chyba nie.

  131. Sosno, a i owszem, miałam przyjemność polecać tę książkę w którychś „Frywolitkach”. Dość dawno temu, u licha.
    Dzień dobry – dla Afrykandra!

  132. Afrykander, o! Tej nazwy ja nawet nie próbuję. Zagadnięci przeze mnie Walijczycy sami mają z nią kłopot.
    „Wykłady z fizyki” Feynmana plus Jerzy Hajduk, tak, oczywiście. To fizyk.
    Ale „Pan raczy żartować” itd. jest świetną lekturą dla laików. Takich, jak ja. Nie jestem fizykiem, jestem laikiem. Tylko czasem muszę znać się trochę na własnościach niektórych minerałów i niektórych gazów.

  133. Dzień dobry! Ojejku, a ja dłuższą chwilę zastanawiam się- co ten kosmita ogląda?? „W miarę tego, jak planeta Ziemia ustawia się wobec Słońca” odczytałam początkowo jako zmianę pór roku i jakoś nie umiałam wydedukować- co też ludzie wkładają do otworu w głowie? Dopiero po chwili mnie oświeciło. :D

    PS Bardzo ładny Starościny przebiśnieg! Jeszcze w tym roku żadnego na żywo nie widziałam. Za to wczoraj wypatrzyłam dwa bociany! Wiosna!!!

  134. Nie zauważyłam, że ktoś już polecił tą książkę, tak długo pisałam :) No to nic, to się powieliłam, czasem tak bywa. Zmykam do kuchni…

  135. To chyba dlatego małe dzieci tak chłoną wiedzę. Wydaje mi się, że do pewnego wieku inaczej postrzegają świat. Może właśnie tak jak w tym artykule:) Faynamn potrafi zaskoczyć ( a jeszcze z dowcipem), muszę sobie poszukać tego artykułu. To jak już piszemy o nim, polecam napisaną z humorem książkę „Pan raczy żartować panie Feynman” , pewnie niektórym znaną. Czyta się jednym tchem.

  136. Ucałowania dla DUA i Ludu ze szczególnym uwzględnieniem świeżo przybyłych!
    Arete, miałyśmy ten sam podręcznik do angielskiego. Wymarzony pobyt w Walii na pewno mi się kiedyś uda, na razie usiłuję się nauczyć wymawiania uroczej nazwy miasteczka Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch. Co się nauczę początku, to zapomina mi się koniec i na odwrót. I tak od lat.
    Trzymam Was za słowo w kwestii wiosny. Najwyższa pora.

  137. No toz przeciez Hajduk zaczytywal sie w „Feynmanna wyklady z fizyki”:) Tak to chyba brzmialo?

  138. Ktoś powiedział „Feynman”? To konieczna lektura: „Pan raczy żartować, panie Feynman! Przypadki ciekawego człowieka”.

  139. Ho,ho, co za wiadomość piękna i wiosenna od Kamili!
    Hura!
    Witamy Szymusia, nowego czytelnika i nowego człowieka!
    Niech rośnie zdrowo i wyrośnie na porządnego, mądrego, szczęśliwego chłopaka!

    Sosno, myśl Marcela Prousta doskonała. Przypomniała mi natychmiast rozmowę z Richardem Feynmanem, wielkim fizykiem, noblistą. Czytałam ją kiedyś w „Kulturze” i zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Jej tytuł: „Popatrzmy na świat inaczej” odnosił się do metody badawczej Feynmana, dzięki której dokonał tylu fascynujących odkryć. Laikom, jakimi jesteśmy, Feynman wyjaśniał tę metodę następująco (powtarzam z pamięci): wyobraźcie sobie, że jesteście kosmitami. Przylecieliście z innego wymiaru, zatrzymaliście się tuż nad ziemią i prowadzicie obserwacje tej zadziwiającej ludzkiej cywilizacji. I obserwujecie pewna stałą zależność, bardzo ścisłą: w miarę tego, jak planeta Ziemia ustawia się wobec Słońca, jej mieszkańcy , jak sterowani zdalną siłą, wkładają do otworu w głowie podłużne kolorowe przedmioty zakończone równomiernie ustawionymi włoskami, po czym wytwarzają obfitą białą pianę. I tak się dzieje na całej kuli ziemskiej, zgodnie z przesuwającą się granicą światła i cienia.
    Gdybyśmy na wszystko patrzeli z takiego punktu widzenia „ponad” , moglibyśmy dostrzec sieć przedziwnych związków i zależności w świecie, który nas otacza. To tak właśnie odkrywa się kwanty i kwarki i inne rzeczy niepojęte. Patrząc „inaczej”.

  140. A już się zabierałam za tłumaczenie tego tekstu o przebiśniegu. Do „drzewa wiadomości” dodałabym „dobrego i złego”, w takiej postaci funkcjonuje ta nazwa po polsku.
    Maryś, a ten walijski napis w pociągu o czym mówi? Od drugiej klasy licealnej, od tekstu w podręczniku, zatytułowanego „Cymru am Byth!” mam wyostrzone oko na takie osobliwości. I dopiero w zeszłym roku, kiedy mi ktoś ten tekst powiedział, doznałam olśnienia. „Cymru” wymawiane jak „kamru” dało początek nazwie kambru i Górom Kambryjskim i wszystkim pochodnym nazwom. Dawno temu chciałam być geologiem i tak mi zostało.

    Dorothy Sayers? Próbowałam, poległam. Lepiej Caroline Graham i jej Midsomer. Smakuje bez przerwy, zwłaszcza w wersjach filmowych. W odcinku „Death and dust” pojawił się napis „Croeso y Gymru”, a inspektor śpiewał jakąś walijską pioseneczkę. Maryś, nie wiesz, jaką?

  141. „(…)wskutek tego jego barwa rozjaśniła się do odcienia wyszukanego, matowego brązu, przechodzącego w czystą szarość, w barwę przyćmionego światła zmierzchu po pogodnym dniu, a jego słoje zmieniły się w układ żył płynnego srebra, tak że rzeźbione fałdy nie przypominały już w żaden sposób czegoś tak solidnego jak len, raczej wyglądały jak mieniący się jedwab, delikatny jak pajęczyna. W pewnym oświetleniu drzwi zdawały się niemal półprzezroczyste, tak że mógłbyś spróbować przejść przez nie, sądząc, że są zaledwie mirażem, nie bardziej namacalnym niż mgła. (…)”

    Czyz jezyk polski nie jest spiewem i poezja?
    Prosze sobie to na glos przeczytac.

    Piekny ten opis Ellis Peters, ale obraz, jaki nam sie rozposciera przed oczami to na pewno tez zaleta mistrzowskiego tlumaczenia, podtrzymuje wczesniejsza opinie:)

    Dzien dobry!!

  142. Kochana Pani Małgosiu, Spiesznie donoszę, że urodził się Pani 15/02 (23 dni przed terminem) nowy Czytelnik – Szymuś. Jest zdrowy, cała rodzinka czuje się dobrze. Najserdeczniej Panią pozdrawiamy i uśmiechamy się w piątkę wiosennie :)

  143. Pada, pada może to i dobrze, zmyje kurz. Uwielbiam odgłos kropel spadających na parapet, zwłaszcza wieczorem. Pod wpływem „Wnuczki do orzechów” przeczytałam Ellery Queen „Przeklęte miasto”, a może również sięgnę po Ellis Peters. Sama uwielbiam opisy przyrody Lucy Montgomery. A co do kwiatów tęsknię do zapachu bzów i jaśminu, jak również do szafirowego koloru niezapominajek. „Prawdziwa wyprawa odkrywcza nie polega na szukaniu nowych krajobrazów, lecz na zyskaniu nowych oczu” Marcel Proust. I te nowe oczy rzucają nowe spojrzenie na drzwi, szklanki i inne otaczające nas przedmioty. Miłego dnia :)

  144. Kiedyś miałam szczęšcie uczestniczyć w wieczerzy szabasowej. Matka rodziny, modlac się nad zastawionym stołem, podnosi ręce w taki sposób, by światło świec odbijajac się od jej paznokci, rzucalo promienie na cały dom. Kobieta jest światłem domu. Zachwyciło mnie to, dlatego też mojej najmłodszej córce dałam na imię Łucja.

  145. Ach, Sowo P. G.K. Chesterton mówił o nas: strażniczki domowego ogniska i chylił czoła. Madre to określenie, ale na co dzień przydałoby się krótsze. Macie jakiś pomysł?

  146. O, to Pani już jest! Odświeżyłam stronę przed wyłaczeniem komputera, bo już czas na spoczynek i widzę odpowiedź!

    W tej biografii nie ma nic o chłopaku, Pani ma więc lepsze źródła. Jest tam tylko tak – „While she was in uniform she became friendly with many Czech and Polish airmen and made a firm decision to visit Chechoslovakia as soon as she could. The opportunity came in 1947 when she and her brother took part in an international summer school near Prague.”

    Pozdrawiam i zasypiam uśmiechając się do wszystkich na dzień dobry, a do siebie na dobranoc.

  147. Dziękuję, miła Aneczko!
    Mam dla Ciebie świetne wiadomości: wiosna już tu jest. Wszystko wyłazi z ziemi! A jakie piękne słoneczko dzisiaj przygrzewa!

    SowoP, to Sowiątko Twoje ma naprawdę dobrze. Uśmiecham się do niego!

  148. Chesterko, Twój dziadek mnie wzruszył. Jaki kochany!

    Maryś, prawda, pisałaś mi już, że jesteś w Shrewsbury (do wszystkich: to tam był klasztor braciszka Cadfaela).

    Justysiu, mam zamiar także to przeczytać. Co prawda internet przynosi sporo wiadomości o Ellis Peters, ale chciałoby się więcej. Bardzo romantyczna jest historia jej jej wielkiej miłości: chłopak był czeskim lotnikiem, który w czasie wojny znalazł się w Anglii.
    Pisarka pracowała wtedy w wojskowej służbie kobiet – zajmowała się chyba rozszyfrowywaniem meldunków. Poznali się, pokochali, ale on wkrótce zginął. Zaraz po wojnie pojechała do jego ojczyzny – i stąd liczne czeskie i słowackie tropy w jej powieściach. Zainteresowała się kulturą tego kraju, przełożyła na angielski sporo dzieł czeskiej literatury,wykładała też na uniwersytecie w Pradze. Po „aksamitnej rewolucji” rząd czeski odznaczył ją orderem za zasługi dla kultury czeskiej.
    Tak mi się to podoba!
    To najwyraźniej była wielka miłość. Pisarka odpowiedziała na nią rzeczywiście całą swoją istotą.

  149. Bardzo piękny opis :-) Uwielbiam przebiśniegi! Oczywiście jeszcze bardziej lubię wiosnę, bo wtedy każda roślinka jest tak ważna jak galanthus w zimie! A wiosna jest jeszcze piękniejsza z Pani książkami…Pozdrawiam serdecznie :)

  150. Dzień Dobry Kochani!

    2am. Czytam biografię Ellis Peters, autorstwa Margaret Lewis i właśnie wyczytałam, że jest nawet róża Brother Cadfael (pachnąca, różowa, David Austin), którą pokazano pierwszy raz w 1990 w Chelsea na wystawie kwiatowej.

    „Łuk, wieńczący drzwi, miał wyrzeźbioną obwódkę z liści, ciętych tak głęboko, że można by je nieomal zrywać” – jakie to ładne. To mi zostało po przeczytaniu opisu drzwi. Zgadzam się z Celestynką – tłumaczenie – cudo, chyba lepsze od oryginału.

    Oj, czuję się jak ta zmarznięta kuropatwa z opowiadania Ani. Jeszcze 3 dni do końca miesiąca i jak dotąd ani razu nie mieliśmy w lutym dodatniej temperatury.

    Gratulacje dla Buczynki i powiększonej rodzinki, niech Helenka rośnie duża i zdrowa!

  151. „Biały i kruchy kieliszeczek”! Piękne. I drzwi też piękne. A pomyślałby kto, że drzwi jak drzwi, ładne, bo gotyckie, otwierają się i zamykają, czego chcieć więcej. Księga Gości ma tę wspaniałą właściwość, że każe kontemplować to, co do tej pory było w życiu zaledwie „oczywistą oczywistością”. Jak ten przebiśnieg-zwiastun wiosny. Po prostu co roku sobie wyrastał po cichutku na wiosnę mimo mej uwagi. A teraz spacerując z maleństwem po osiedlu nie robię niczego innego jak podziwianie i przeliczanie przebiśniegów w ogródkach sąsiadów. Dodatkową właściwością KG jest też pozwolić docenić to, czego się zbytnio nie doceniało – właśnie przeczytałam na jakimś ogrodniczym blogu, że kwitnące ranniki krojem liści przypominają tańczące baletnice. Ha! A ja je miałam za takie niepoetyczne kwiatki…

    Mamo Isi, kura domowa to najlepszy zawód świata. Do takiego wniosku doszłam już dawno. :)

  152. Tak! – a ściślej mówiąc w Anglii, bo Shrewsbury to jeszcze „wesoła, stara Anglia”;)
    Za to malownicze wzgórza, które widać sprzed szkoły (zaledwie godzina na rowerze!) to już Walia.
    Walijskie są też napisy w pociągach – coś pięknego, na przykład: „I Ryddhau’r Drws mewn Argyfwng”.

    Cudnie, o tak!!! Wiosna!

    Przeczytałam dopiero dwie książki, więc nie ośmielam się polecać, ale może warto rzucić okiem w wolniejszej chwili? Na zachętę dodam, że detektyw, lord Peter Wimsey, jest zapalonym bibliofilem – od razu wzbudził moją sympatię.

  153. Była zima, miałam 8 lat. znalazłam w ogródku sztywnego dużego ptaka. Z płaczem pobiegłam do dziadka, który pocieszył mnie, że ptak jest tylko zmarznięty, że położymy go przy piecu w piwnicy, zostawimy otwarte drzwi, a ptak wyfrunie, gdy dobrze się poczuje…I nie wiem, czy widziałam go, jak wyfruwał, czy też został mi w pamięci obraz wytworzony dzięki sugestywnej opowieści dziadka, dość że ptak znikł…
    Aniu, podoba mi się to, co piszesz.

  154. Wiolu M, brawo, tylko filozof może przyznać: „wiem, że nic nie wiem”. W tym mniej więcej stanie jesteśmy tu wszyscy, choć jedni (starsi) wiedzą może nieco więcej. Ale wierz mi, to „nieco więcej”, to nadal jest owo słynne „NIC”.

    Dobranoc!
    Idę czytać w łóżku Ellis Peters. :)

  155. Czemuż się dziwić? Kartki urocze, takie wiosenne, przedstawiają to, czego pragniemy i wyczekujemy, więc i rozchwytywane są. : )
    Przejrzałam (choć niedokładnie; czas, czas się kurczy!) Wasze dzisiejsze wpisy.
    I stąd moje odczucia. Jesteście takimi wyjątkowymi, mądrymi, oczytanymi osobami i… może to dziwne, ale właśnie ze stylu pisania jakoś da się poznać, bije to Wasze ciepło, dobroć, przyjazne nastawienie, nie tylko do osób tutaj, ale tak w ogóle. (Podobnie jak z mailami i SMS-ami od innych ludzi, jakoś to się po prostu niekiedy wyczuwa).
    Stąd czuję się czasem taka malutka i głupiutka tutaj. Kończę studia, a jedyne co wiem, przynajmniej takie mam wrażenie, że prawie nic nie wiem. Ot i kilka moich przemyśleń.
    Bywajcie! Przesyłam iskierki ciepła, niech przenikają głęboko i nadal rozpalają w Was to, co najlepsze. : )

    [Tę wiadomość napisałam wcześniej, zaraz po słowach Pani M.M. o powodzeniu owej kartki, którą wszyscy mają przed sobą, więc trochę jest „do tyłu”, bo widzę, że coś nowego już się pojawiło. Cóż, komputer płata mi figle].

  156. Celestynko, dla Ciebie – cały akapit:

    „Przebiśniegi są dalszym posłańcem wiosny, najpierw to są takie bladozielone szpice wyglądające spod ziemi, te następnie rozszczepiają się na dwa tłuste maciczne liścienie, no to już mamy tyle. Następnie zaczyna to kwitnąć gdzieś na początku lutego i powiadam wam, że żadna palma zwycięstwa ani drzewo wiadomości, ani wawrzyn sławy nie jest piękniejszy od tego białego i kruchego kieliszeczka na bladej łodyżce, chwiejącej się w słotnym wietrze.”

    Karel Čapek, „Rok Ogrodnika” (przekład:Halina Janaszek- Ivanickova).

  157. Witaj, Maryś! Ty jeszcze w Walii, prawda?
    Ech, cudnie masz.
    Czytałam chyba jedną książkę Dorothy Sayers – ale dawno i mało pamiętam. A co, warto się na nią rzucić?

    AniuG, widzę, że czujemy podobnie (jak zwykle…). Co do kuropatw: może nam scherlały, jak wszystko w naszych czasach?
    A może w oryginale była po prostu tłusta kura?
    A może ( za przeproszeniem) tłusta gąska?

    Chesterko, wróć do Korczaka. Jeśli Ty także masz to duże wydanie „Dzieł wszystkich”(Nasza Księgarnia), to jesteś posiadaczką bibliofilskiego skarbu. I to dla pokoleń!

  158. Ha, temat mi bliski- dziecię daleko od domu! Błyskawicznie uczy się samodzielności, ale tęskni i cierpi z powodu oddalenia. A rodzice też tęsknią i cierpią. I czekają na telefon, i na długi weekend, i na święta. To żadna pępowina, to krwiobieg mocno rozgałęziony, jak nasza genialna DUA ustami Ignasia powiedziała! Nie zgadzam się na żadne przecinanie! Można dorosnąć bez użycia ostrych narzędzi. A dzieci i rodzice mogą mieć tyle wolności, ile potrzebują szanując się wzajemnie.
    Proszę wybaczyć tę filipikę, ale tzw pępowina, a już szczególnie jej przecinanie budzi we mnie gwałtowny sprzeciw.
    PS. A Ellis Peters znakomita, podobnie jak przekład.
    Aczkolwiek w którejś z jej książek tłumacz strzelił komiczny błąd. Pieczona kuropatwa miała być tak wielkim i tłustym ptaszyskiem, że nakarmić nią można było kilka osób. Kuropatwy, w zimę stulecia na początku lat 70-tych, przebywały w azylu na naszej werandzie. Tata znalazł stadko ptaszków w polu, prawie na śmierć zamarzniętych. Przyniósł do domu, ogrzał, odratował i do wiosny przetrzymał. Jak zrobiło się ciepło, wyniósł na pole i wypuścił. Tak więc nikt mi nie wmówi, że to ptaszysko duże i wielce tłuste. :D

  159. Podobno Karel Capek w „roku ogrodnika” cos o przebisniegu..
    Znalazlam to w duuuzym zestawieniu (dotyczacym glownie poezji francuskiej) omawiajacym obecnosc przebisniega w tworczosci poetyckiej. I dodano jeszcze cytaty innych tworcow.
    Tak to wyglada (nie wiem dlaczego podali cytat po niemiecku, a ja niemieckiego ani w zab):

    „Schneeglöckchen
    Und ich sage euch,
    keine Siegespalme, kein Baum der Erkenntnis, kein Ruhmeslorbeer
    ist schöner als dieser weiße, zarte Kelch am blassen Stengel,
    der im frostigen Wind schaukelt…”

  160. Bardzo dziękuję, też tak uważam. Korczaka czytałam ostatnio 20 lat temu i poruszał mnie swa gotowościa do słuchania, przygladania się każdemu dziecku, jakby było jedynym, niepowtarzalnym, ciekawym człowiekiem i porzucania wszelkich teorii, jakie wcześniej zbudował. Był kochajacym odkrywca, tak bym to nazwała. Czas mi widzę wrócić do jego dzieł, które kurza się na półce. Dobranoc

  161. Ho, ho, zajrzałam do statystyk! E-kartka z przebiśniegiem ma duże powodzenie!
    To miłe. Wszyscy chcą wiosny.

  162. Ann, dziękuję za wiadomość prywatną!
    Tak, na dobre wsiąkłam w Ellis, nadal jestem pod urokiem jej osoby.
    I milej mi schodzą dni. Oraz noce.

    Dziękuję!

  163. Ateno, wciąż myślę o tym, jak Ci zimno, jak zasypuje Ci samochód i jak biegasz na piechotę po Chicago. Ogrzewam myślą!

    Króliku, witaj! Miło Cię widzieć! Twój komentarz pod poprzednim wpisem też czytałam, dzięki!

    Chesterko, moje wieloletnie doświadczenie mówi mi, że każdy człowiek to inny przypadek, i że najlepiej nikomu nie udzielać rad.
    Ogólnie rzecz biorąc, życie potwierdza, że rację miał Stary Doktor, Janusz Korczak, kiedy mówił, że dziecko właściwie w domu wychowywane, kochane i SZANOWANE – wyrośnie na porządnego człowieka i rozkwitnie, gdziekolwiek by się znalazło.

  164. Kochany Starosto! Przysłuchujac się ostatnio rozmowom na temat usamodzielniania się dzieci („najlepiej jak po maturze wyjezdzie na studia daleko od domu, inaczej mi odetnie pępowiny” itp), jestem ciekawa Pani zdania na ten temat. Jest Pani madra mama dorosłych już dzieci, więc Pani doświadczenie jest bardzo cenne.

  165. Piekne przebisniegi Starosto, bede sobie umilala czekanie na wiosne patrzac na ten obrazkach.( Mamy rekordowo niskie temperatury.)
    Gratuluje Helenki i caluje piasteczki.

  166. Hej! I tu jesteście. Trochę się gubię w nowej aranżacji Księgi i zaczęłam od wpisu w zakładce Walentynki. A Wy tu. Więc jeszcze raz z radością witam. Trochę się ogrzałam i pędzę dalej.

    Wszystkiego co najlepsze dla Buczyny i Helenki (i oczywiście całej Rodziny)

  167. Ładne te drzwi. Naprawdę gdzieś są?
    Coś tak podobnie nadającego się do zdejmowania jak te liście widziałam tylko raz w życiu. Chodzi mi o białą jedwabną suknię żony George’a Clive’a. I suknię, i rodzinę namalował Joshua Reynolds w 1765 roku. Można się z nimi spotkać w Berlinie, dają się też znaleźć w Wikimedia Commons.

  168. Jak każda roztropna artystka, Mamo Isi.;)

    Aleksandro, prawda, że piękne drzwi? Najbardziej mi się podoba ta ich jedwabista półprzejrzystość.
    Ale to zasługa autorki, nie zaś skromnej tłumaczki.

  169. Przepiękny ten opis! A z jaką lekkością przetłumaczony. Pozdrawiam serdecznie :)

  170. Bóg zapłać za dobre słowo. No dobrze, trzymamy stiff upper lip, choćby tam pieruny wokół nas biły;)
    Skoro powiadasz, że Ellis Peters jest dobra na ciężkie czasy – wchodzi do kategorii przedmiotów pierwszej potrzeby. Natychmiast kupuję!
    P.S.Mama Isi, tak w ogóle, jest przede wszystkim kurą domową;)

  171. Mylisz się, Celestynko, właśnie w oryginale to jest takie urzekające (zwłaszcza: jak na początek powieści kryminalnej!), że aż musiałam to sobie przełożyć, żeby móc „podać dalej”.
    Bardzo kobiece oko do szczegółów i plastyczny opis: kolory, odcienie,kształty, faktura, subtelna zmysłowość. Podoba mi się!

  172. Co za kunszt translatorski! Jestem pod wrazeniem tego opisu, i ide o zaklad, ze w oryginale robi mniejse wrazenie:)

  173. Kochana Mamo Isi, dziękuję za wzruszającą wiadomość prywatną. Masz rację, rzecz jasna. Ale!- młodsze roczniki na nas patrzą. Uczą się. Trzeba się trzymać prosto. Zresztą wiesz sama.

    Widzę, że niezłe koziołki z tych Waszych drobinek! Olaboga!To wszystko dlatego, że miały taki duży kojec!;)
    Ściskam serdecznie całą piękną rodzinę i zawsze wiernie Wam kibicuję.

    Ellis P. pisała świetnie. Najciekawsza jest seria średniowiecznych kryminałów (wyszły po polsku), akcja których przebiega w Walii, a bohaterem których jest zakonnik Cadfael, niegdyś rycerz i uczestnik wypraw krzyżowych, następnie klasztorny zielarz i detektyw w jednej osobie. Autorka znała się na historii Walii, była to jej wielka pasja, a że miała wspaniałą lekkość pióra i oko do szczegółów oraz kolorów, lektura jest wielką przyjemnością.
    Poza wszystkim, była po prostu dobrym, pełnym uroku człowiekiem o prawych zasadach oraz miłym poczuciu humoru. I to się czuje przy czytaniu.
    Dobra lektura na ciężkie chwile.
    Ja teraz – dzięki kochanej Ann- odkryłam serię jej powieści kryminalnych z inspektorem Felse w roli głównej – też osadzone są w Walii, a ściślej, w jednym z jej miasteczek.

    Wszystkie książki E.P. można kupić na e-bay, za grosze (polskie).

    I przełożyć!!! (Mama Isi jest, między innymi, tłumaczką!)

  174. Wielkie dzięki za propozycję pożyczenia, ale deranżować w tej sprawie Starostę będę tylko w ostateczności;)
    Zajrzałam do biografii i widzę, że ponad pół setki książek napisała! Od czego byłoby najsłuszniej zacząć?

  175. Jakby co, to pożyczę, Mamo Isi!
    Bardzo miła, ujmująca osoba była z tej Ellis Peters (proszę poszukać w sieci).
    I takież są jej książki – nawet jej kryminały są miłe!

  176. Starosto kochany, opis dębowych, rozrzeźbionych drzwi jest przepiękny!
    Muszę kiedyś znaleźć wolną chwilę i przeczytać „The Knocker on Death’s Door”.
    Na razie jednak godzin w dniu mi nie starcza na podstawowe obowiązki. Za co Bogu niech będą dzięki:)

  177. Po prostu musiałam to sobie przetłumaczyć i zobaczyć to w języku ojczystym.
    Oto te piękne, dębowe drzwi z samego początku powieści Ellis Peters:

    „…ich szczyt miał formę spłaszczonego, późnogotyckiego łuku. Deski, z których drzwi zostały zrobione – z pełną miłości pieczołowitością – jakieś pięćset, a może więcej lat temu, miały grubość prawie sześciu cali. Po zewnętrznej stronie wyrzeźbiono na nich grube, pionowe fałdy. Drewno było wytarte i popękane wskutek upływu stuleci i nosiło ślady niedawnego czyszczenia dla usunięcia warstwy brudu, nagromadzonego przez czas i dotyk wielu rąk; wskutek tego jego barwa rozjaśniła się do odcienia wyszukanego, matowego brązu, przechodzącego w czystą szarość, w barwę przyćmionego światła zmierzchu po pogodnym dniu, a jego słoje zmieniły się w układ żył płynnego srebra, tak że rzeźbione fałdy nie przypominały już w żaden sposób czegoś tak solidnego jak len, raczej wyglądały jak mieniący się jedwab, delikatny jak pajęczyna. W pewnym oświetleniu drzwi zdawały się niemal półprzezroczyste, tak że mógłbyś spróbować przejść przez nie, sądząc, że są zaledwie mirażem, nie bardziej namacalnym niż mgła. (…)
    Łuk, wieńczący drzwi, miał wyrzeźbioną obwódkę z liści, ciętych tak głęboko, że można by je nieomal zrywać. (…) Poniżej tego okapu dwa wydłużone anioły, hieratyczne , surowe, i nowoczesne jak z Modiglianiego, choć oczywiście niemodne już w chwili, gdy je rzeźbiono, rozpościerały szeroko ręce i sztywne skrzydła ponad wchodzącym wyznawcą.(…)
    Kołatka była z antycznego żelaza, na zawsze odpornego na rdzewienie, z piękną, surową fakturą, niezwykle przyjemną w dotyku. Powierzchnia kołatki nie była zupełnie gładka, lecz z lekka dziobata, tak że przylegała do ręki , dając wrażenie żywego, rześkiego kontaktu. Żelazo ukształtowano w formę głowy zwierzęcia, zwieńczonej liśćmi, które nigdy nie rosły na żadnym drzewie, podobnie jak nigdy nie przemierzało żadnej dżungli to zwierzę – chyba że w Apokalipsie. W jego szerokich, mocnych, wyraźnie przyjaznych szczękach tkwił – osadzony raczej niż przez nie uchwycony – duży, skręcony pierścień żelaza, dość gruby, by wypełnić dłoń.”

    („The Knocker on Death’s Door”)

  178. Kris:) . Czasami myślę, że chciałabym przeczytać w książce np.: analizę kompozycji, ale taką głębszą, nie tylko historyczną. Większość artystów europejskich do pewnego okresu jeździła do Włoch po nauki. Czego tam się uczyli? Czego nauczył się Rubens kopiując obraz Tycjana: „Lavinia”. Pomijam, że to poziom geniuszów, ale można by może coś tam zrozumieć. A swoją drogą widziałam kiedyś w Gdańsku „Lawinię” Rubensa i można było go tylko kontemplować (muzeum jest małe i odległość od obrazu kilkadziesiąt centymetrów), wcale nie chciało się wtedy analizować. Może się mylę, może tego jest pełno, a ja jakoś nie znalazłam.
    Dam przykład: mówi się o tym, że w pewnych obrazach ważne są plany. To jakoś sucho brzmi. Początek tego nasila się w renesansie. We Florencji było to okienko, albo zacierający się krajobraz, a w Wenecji to jakby tylne pomieszczenia. W Wenecji chyba powstał, w każdym razie mocno rozwinął się teatr dworski i robienie dekoracji teatralnych, wiadomo, że były one inspiracją dla malarzy. Te proporcje planów i pomysły z tym związane ciągle fascynują w malarstwie i potrafią docenić to osoby, dla których ta sprawa nie jest wcale ważna. To akurat taka znana informacja, tylko taki przykład.
    Może, po prostu nie ma za dużo tekstów w języku polskim.

  179. Buczynko! gratuluję, cieszę się, Helenki to fajne dziewczynki :-).
    Wszystkich pozdrawiam i całuję- Wasza ujeżdżająca na resztkach śniegu b.g.

  180. Dzień dobry:))
    Ann już odpowiedziała Celestynce, ale powtórzę : Zeszyty Literackie „Zbigniew Herbert Stanisław Barańczak. Korespondencja”. Na bezsenność nie pomogło. Przeczytałam do ostatniej strony, po czym zaczęłam kombinować jak dotrwać do świtu :D

  181. Warsztat lutniczy! To dopiero piekna sprawa. Czasami podczas wloczenia sie po roznych starych miasteczkach napotyka sie takie male warsztaty, kuszace staroswieckimi witrynami.
    W mojej zas dzielnicy jest sporo malych pracowni, roznego rodzaju. A to staruszek Wloch prowadzacy swoj odwieczny malenki zaklad szewski; a to pani plastyczka szyjaca wymyslne stroje dla pan i dzieci (lubie tam oko zapuszczac), zaraz obok para muzykow (on na etacie w orkiestrze, ona nauczycielka w konserwatorium) ma mala pracownie lepienia z gliny, w ktorej organizuja zajecia dla dzieci i doroslych; w sasiedztwie znajduje sie malutka rodzinna wytwornia pralinek, bardzo elegancka.
    Wiem, ze w Polsce takie male zaklady raczej sie zamyka niz otwiera. Ale mam nadzieje, ze nadejda dla nich laskawsze czasy.

    U nas dzien piekny i wiosenny, pozdrawiam Pania Malgorzate goraco!

  182. Czy można trochę pozawracać głowę, Miła Autorko? Chyba, że ma mnie pani już dość, to proszę tylko słowo, a zniknę na dłużej… Piękne przebiśniegi, cudowne! A pragnę zauważyć, że prawdziwej zimy w tym roku nie było i jeśli niegdysiejsze śniegi znowu pojawią się w marcu i kwietniu będzie można zwariować! A chciałam nadmienić, że ja w styczniu byłam na „Machii” w lubelskim Tatrze Starym z Adamem Ferencym oraz Piotrem Głowackim w rolach głównych… Otóż doskonale zapamiętałam dwa cytaty „Nosić stare spodnie jest może niemodnie, ale za to wygodnie oraz ” Drogowskaz nie podąża drogą, którą wskazuje.” To chyba świadczy tym, że dobrze jest być indywidualistą, prawda? byle nie przesadzić. A co do polskich przekładów książek na przykład Puchatka, to podobno wersja angielska jest sporo ciekawsza, wiem bo miałam sposobność poczytać o tym w gazecie Wyborczej. Notabene rozmaite spolszczenia nie zawsze pasują. O ile cykl książek o Ani bardzo mi się podobał ze względu na imiona Maryla, Matusz, Małgorzata, to bywają wszak przypadki gdzie zestawienie, choćby Syrusz Czarny itd wręcz biją w oczy. Tak samo nie zawsze dobre są zdrobnienia polskich imion, jeśli akcja dzieje się we Francji, a autor uparł pisać w języku ojczystym. Przykładem może być przywoływany tu już kiedyś Józio… Och, mam nadzieję, że wniosę jakiś cenny wkład w dyskusję tutaj… Pozdrawiam. A Buczynie gratuluję Helenki.

  183. Dziękuję, miła Ann! (dziś: „The Knocker on Death’s Door”. Sam smak. Rozdział otwierający powieść zaczyna się od najpiękniejszego w świecie opisu pewnych gotyckich drzwi. ).

    Ruda małpko, wybacz, ale na tym etapie życia już po prostu nie zdołam prowadzić korespondencji ze wszystkimi moimi czytelnikami.
    To dlatego właśnie powstała ta strona – żeby móc kontaktować się z Wami wszystkimi. Możesz tu oczywiście do mnie napisać, zaznaczając, że wiadomość jest prywatna – nie ukaże się wtedy oczom innym niż moje.

    Dobranoc!

  184. Wiadomości wieczorne: galanthusów i innych kwiatów nadal żadnych (chyba, że moich gruboszowatych na korytarzu), ale coś już dzisiaj śpiewało. Nie wiem, co, z ptaków polskich poznaję tylko wróble i gołębie.

  185. Buczyno! Cieszymy się z narodzin Helenki! To jest cudowne. Czeka Cię piękny czas.

  186. Oo, Celestyno, też znam takie przypadki ludzi zmęczonych pracą intelektualną :). Ciekawe, że to pragnienie bycia stolarzem udziela się wielu z nich. Może dlatego, że to w dużej mierze artystyczna dziedzina, a więc szlachetna :). A ja, idąc tym tropem jeszcze dalej, popraktykowałabym chętnie w warsztacie lutniczym.

  187. Ha, mam Wnuczkę. Teraz sprawdzę, czy jest tak jak piszą. Uprosiłam panią z Biblioteki Głównej w mieście G., by kupiła „Rzekę”. Obiecała, że to zrobi. To będzie „Rzeka”!. „Jam to, nie chwaląc się, sprawił”. Super, bardzo jestem ciekawa tej książki. Zwłaszcza, że w lutym jakoś zasypiam (powtarzam to rodzinie co roku) i w tym półśnie, mam siły jedynie na czytanie.

  188. To jeszcze tylko donosze, ze na skwerkach dzielnicowych widzialam dzisiaj kepki galanthusow:) A krzewy ozdobne (hortensje i inne) maja wielkie, obiecujace, czekajace juz na odpowiedni moment, paki.

    Pozdrawiam Pania Malgorzate!

  189. Witajcie! A do mnie wlasnie dotarl „Uciekinier z Utopii” Stanislawa Baranczaka, zakupiony niedawno, ciesze sie bardzo.
    I jak milo poczytac o ciekawych zawodach i zainteresowaniach naszych Ksiegowych.
    Jas: :)

    „czym bylby swiat
    gdyby nie napelniala go
    nieustanna krzatanina poety
    wsrod ptakow i kamieni”
    (Z. Herbert)

  190. Droga pani Małgorzato ! chciałabym zadać pani tutaj pytanie (primo:chyba czyta pani komentarze…?;secundo:innego sposobu kontaktu nie znalazłam..)czy bardzo dużym kłopotem i nie taktem z mojej strony będzie prośba o bezpośredni kontakt? bardzo chciałabym go z panią nawiązać, strasznie mi na nim zależy ale nie chciałabym również zaprzątać pani głowy bo wiem że ma pani dużo innych fanek a ja chcę tutaj – niewiedzieć czemu- zostać wyróżniona.Jednak widziałam pewien artykuł w którym czytałam że dostaje pani listy i -choć czuję że przegapiłam gdzieś szczegół o tym informujący i teraz pytam po prostu głupio-to jednak pytam : czy zechciałaby Pani udzielić mi informacji jak mogłabym się z panią skontaktować? przepraszam za fatygę, rozpisanie się oraz ewentualny kłopot, jeśli zechciałaby pani odpowiedzieć

  191. Dziękuję za wszystkie ciepłe myśli i słowa! Helenka przyjęta z wielką radością przez Basię i z pewną nieśmiałością przez Marynię. Ale teraz Basia bawi w Toruniu, a my z Marynią mamy niepowtarzalny czas uczenia się jak to jest z nową siostrą w domu. Bardzo chętnie pomaga przy kąpieli, przewijaniu i zawsze przybiega do mnie z wiadomością – Mamo, Helenka chce mleczka!.
    Chciałam sprostować jeszcze moje kwalifikacje. Jestem raczej muzealnikiem teoretykiem, pisałam pracę o haftowanych szatach liturgicznych, ale niestety wypadłam trochę „z branży” i nie umiem powiedzieć czy warto kupować „Historię mody” o którą pyta Sowa P. Mogę za to zasięgnąć w tej kwestii języka fachowców :)
    Co do konserwacji zabytków – pracowałam jako renowator w pracowni konserwacji w muzeum etnograficznym, ale specjalistą się nie czuję… Jestem raczej rzemieślnikiem, do prawdziwej konserwacji trzeba mieć o wiele więcej cierpliwości i charakteru :)

  192. Dzień dobry :)
    Nie pamiętam, czy DUA wspominała o bobrach.

    Chciałam pogratulować Buczynce narodzin Helenki. Niech się zdrowo chowa!
    Pozdrawiam.

  193. Dzień dobry! Celestynko, korespondencja to Zeszyty Literackie, też bardzo polecam :-) A może się przyda jeszcze inna wiadomość, tym razem dla miłośników Agathy – wznowiono po długim czasie „Opowiedzcie jak tam żyjecie”, to tak, gdyby ktoś nie miał i szukał:-) Jeśli można podrzucić dodatkowo, bardzo przyjemne ceny książek są ostatnio na bonito, można znaleźć ciekawe tytuły. Dobrego dnia! Ps. Irysy już kiełkują:-)

  194. Gratuluje Buczynie Helenki!!! Pozdrawiam cieplo cala rodzine:)

    Jestem z Buczynka kolezanka po jednym z fachow:) Obserwuje ostatnio (i pare lat temu to przepowiadalam w rozmowach ze znajomymi na temat skomputeryzowania wszystkiego i zaniku tradycyjnych zawodow), ze nastepuje powrot do zawodow manualnych. Czytalam niedawno reportaz o kobietach (i mezczyznach) ktorzy porzucili prace biurkowa gdzies w bankach lub korporacjach, i zajmuja sie np.stolarstwem. Mloda kobieta otworzyla swoj maly zakladzik, w ktorym wytwarza meble. Rozmarzylam sie:) Mialam kiedys praktyki w pracowni stolarskiej i konserwacji mebli. Ach, te zapachy…Jozinek tez lubi postolarzyc:)

  195. Dzień dobry.
    Buczynko, uściski serdeczne, a maleńką Helenkę całuję w różową stópkę.
    U nas w ogrodzie szaro- buro, zamiast trawnika zryte psimi łapkami błoto, a krokusy i przebiśniegi z uporem siedzą pod ziemią.
    Dziś w nocy, w ramach walki z bezsennością, czytałam listy Herberta i Barańczaka. Dowcipna, lekkie, mądre. Okładka śliczna, z aniołami Piero della Francesca.
    Wracam do pracy.
    Pa.

  196. Aaaa, to Kris jest historykiem sztuki, jak miło!
    Nie wiedziałam, że galanthus ma 5 płatków, zaraz pokażę to naszej latorośli. Tutaj nauczę się jeszcze przyglądać roślinom.

  197. Dzień dobry!
    Buczynkowa Helena urodzona prawie w ten sam dzień co ja, zatem całuję ją szczególnie mocno, jak Wodnik Wodnika.
    U nas jeszcze sporo śniegu po wioskach i w górach, ale przebiśniegi też już są. Znam tu w pobliżu taki kilkunastoarowy ogród, w którym na całej powierzchni lada moment powinien pojawić się zachwycający przebiśniegowy dywan- ta chwila jest dla mnie zawsze oficjalnym rozpoczęciem wiosny.
    Uśmiecham się do Starosty i Ludu!

  198. Dzień dobry, Starosto najmilszy!
    Dzień dobry, Ludu kochany!

    Buczynko, serdecznie gratuluję córeczki! Ślę całuski dla wszystkich Buczynek, a najczulsze dla tej najmniejszej.

  199. Gratulacje dla Buczynki!!! Niech mała Helenka rośnie w sile i mądrości! Cieszę się SowoP za zainteresowanie tematem :) Zawsze będziemy czerpać z mądrości naszych przodków, w mniejszym lub większym stopniu. Miłego dnia dla wszystkich.

  200. Im mniej użyteczne zajęcie, tym bardziej szlachetne, jak powiedział pewien współczesny pisarz ;)

    Również gratulujemy Buczynce narodzin córeczki. Helena to takie piękne imię – podobno po grecku oznacza blask Księżyca.

    I jeszcze tylko małe pytanie do Buczyny: od dłuższego czasu noszę się z zamiarem kupna „Historii mody” Bouchera. Czy warto?

  201. Oj, z tym wycinaniem lasu to smutek wielki, naprawdę. I u nas się to praktykuje, nie pomagają żadne apele…
    Rzeczywiście, na Mazurach (jak mi donoszą) jak zwykle jest zimniej. ale nie martw się, jeszcze tydzień – dwa i będą przebiśniegi i u was!
    Rzecz jest pewna.

    SowoP (wiad.pryw.)- aaa! aaa! Jestem pod wrażeniem! Piękny zawód.

    Dobranoc!

  202. Kilka dni temu wybrałam się na wyprawę rowerową i udało mi się nie połamać nóg! Ogromny sukces :) W moich mazurskich lasach: albo lód albo błoto. Dziś zaś, zainspirowana przebiśniegiem, chciałam znaleźć wiosnę albo chociaż jakąś jej zapowiedź. Zamiast tego odkryłam, że wycięto kolejną połać lasu i zrobiło mi się smutno. Wiosny niestety także nie znalazłam, może jutro się uda? Opium w rosole czeka na dobranoc, co ogromnie mnie cieszy. Pozdrawiam i spokojnych snów życzę.

  203. Gratulacje dla całej Rodzinki, całusy dla Buczyniątka :-)
    Wiosna idzie, naprawdę idzie, li i jedynie!
    Dobrego wieczoru DUA i Księgowym:-)

  204. Tutaj żadnych kwiatków, tylko szary koniec zimy. Gdyby znalazło się jakieś tłumaczenie tego Wordswortha, byłoby przyjemnie.

    Buczyno, gratuluję Helenki. A kiedy pewna uzdolniona plastycznie nastolatka podzieli się swoją ilustracją ślicznej dziewoi, to pewnie Cię zapytam, skąd mogła wziąć wzór stroju. Jestem dumną ciotką autorki i dzisiaj widziałam całą jej wystawę.

  205. Wielkie gratulacje, Kochana Buczynko! Niech sie Helenka zdrowo chowa!
    Ale rodzi nam sie dziewczynek:). Moja starsza siostrzenica urodzila pierwsze dziecko i od razu dziewuszke :) – Hania po polsku i Hana po irlandzku – 3 lutego. Ciekawe, co tam slychac u Babci Beatki…. czy juz, czy ciagle czeka?
    Mama znalazla dzis pierwszy krokusik na rabatce – zolcil sie jak male sloneczko – moze to juz naprawde wiosna…

  206. Helenko, Buczynko – wiwat na Waszą cześć! Stu lat całej Buczynowej Rodzinie!

  207. Dobry wieczór, Najmilsi. W moim ogrodzie ocalało 5 przebiśniegów. Koty uwielbiają się po nich tarzać, na szczęście kilka przeoczyły. Przynajmniej na razie.
    Krokusami, fiołkami i bratkami, też nie pogardzą bestie futrzaste. Tylko czosnek ozdobny omijają.

  208. Przedwiosenny dobry wieczór wszystkim:)
    Dzięki, Celestyno:) Nie znałam tego wiersza. A przecież to klasyk!
    (…)Chaste Snowdrop, venturous harbinger of Spring,
    And pensive monitor of fleeting years!
    (…)Niewinny przebiśniegu, przedsiębiorczy zwiastunie wiosny
    I zamyślony widzu ulatujących lat!
    Po prostu czuję fluid z Wordsworthem;)

  209. Sowo Przemądrzała, bardzo ładnie się wymądrzasz, moim zdaniem. Kontynuuj do woli, proszę!
    Kim jesteś z zawodu, jeśli wolno spytać? Ciekawi mnie to. Mamy tu wiele wspaniale wykształconych kobiet.
    Przy okazji zdradzę, że Buczyna jest cenioną specjalistką od historii ubioru i konserwacji zabytków. Imponujące.

    Ale z Piemontu, ja tylko zrelacjonowałam, co czyta Babcia Borejko. No i wymyśliłam, co miałaby do powiedzenia na temat Mertona i Ionesco .
    Cieszę się, że Ci się to spodobało.

  210. Buczynko! Co za wiadomość!!!!
    Kolejna księgowa Helenka! Hura!
    Bardzo, bardzo się cieszę i serdecznie gratuluję! Ciekawa jestem, jak starsze siostrzyczki zareagowały na nową istotkę. Wszyscy pamiętamy wzruszające zdjęcie, przedstawiające pierwsze spotkanie Basi i Marysi!
    Trzy siostry! Toż to ideał. Sytuacja optymalna.
    Ściskam Cię najserdeczniej, Buczynko nadzwyczajna i miła, Tatusiowi gratuluję, a dziewczynkom ślę całusy!

  211. A ja dzielę się jeszcze innego rodzaju radością! Od 17 lutego jest już z nami Helenka! Jest nam podwójnie wiosennie :)

  212. DUA, To prawda, że przebiśnieg jest bardzo eleganckim kwiatem, nie tylko z nazwy! To prawdziwy kwiatowy arystokrata. Ale i tak wiosna dla mnie zaczyna się rannikami, bo po prostu kwitną u mnie jako pierwsze. Polską nazwę też mają trafną, bo oddającą ich szczególną właściwość – pączki otwierają się wraz z porannymi promieniami słońca, a na wieczór się zamykają. Jakoś mi ich zawsze było żal, że przegrywają konkurencję z innymi, piękniejszymi zwiastunami wiosny – przebiśniegami, cebulicami, krokusami, fiołkami. Ani one szczególnie piękne, ani ładnie pachnące, nikt o nich wierszy nie pisze, ani piosenek nie komponuje, ech..
    A swoją drogą, wspomniany przeze mnie „Przebiśnieg” Czajkowskiego, pochodzący ze zbioru „Pory roku”, ma ilustrować miesiąc kwiecień. Biedny kompozytor, musiał aż tyle czasu czekać, by pożegnać w dur „nienajlepszą z roku pór”!

    Sosno, zgadzam się z Tobą w zupełności, choć w przypadku Keplera jestem pewna, że sam tego nie wymyślił. Na przekonaniu o harmonii sfer bazowała cała teoria muzyczna starożytności i średniowiecza, a jej silne reminiscencje były obecne jeszcze w renesansie i baroku. Odnosili się do niej (w stopniu mniejszym lub większym) wszyscy publikujący traktaty o muzyce aż do XVIII wieku, bo taki był zwyczaj: gdy coś piszesz o muzyce, odnieś się najpierw do tego co powiedzieli o niej wcześniej inni. Co nie zmienia faktu, że Kepler rozwinął tę teorię po swojemu, dodając tym samym jeszcze jedną cegiełkę do wielowiekowej tradycji :). Zmykam już i więcej się nie wymądrzam.

  213. Dzien dobry Wszystkim.
    Chcialam tylko powiedziec, ze „historia nosorozcow”, ktora opisala Pani we „Wnuczce do orzechow” jest jak najbardziej trafna i prawdziwa, niestety….
    A teraz cos bardziej optymistycznego, bardzo podobalo mi sie Pani stwierdzenie, ze wszystko co najpiekniejsze jest za darmo:-)
    I tego sie trzymajmy:-)

  214. Dzionek rozwija się pięknie, słonko przebija się zza chmur. Co do tego kto jest odkrywcą tych czy innych praw itd. Wydaje mi się, że do końca nigdy nie wiadomo. Ktoś coś bada ale nie ogłasza tego światu, działa w ukryciu, może myśli że inni go wyśmieją (co zresztą przy przełomowych odkryciach często się zdarzało). Obecnie najczęściej w badaniach uczestniczą całe zespoły naukowców, bo niestety czasy „przydomowych laboratoriów” mijają. Wszyscy korzystamy z wiedzy naszych przodków ale czasem zupełnie samodzielnie, nagle spoglądamy na coś w zupełnie inny sposób. I to jest nasze „domowe wielkie” odkrycie dające nam wiele satysfakcji:) Myślę, że Pan Bóg tak skonstruował, że nigdy się nie będziemy nudzić.
    Pozdrawiamy serdecznie, a szczególnie Małgosia, które pilnie trenuje pisanie :) Może kiedyś jak dorośnie pójdzie w Pani ślady :)

  215. A teraz do tej szufladki zaglądam. To interesujące. Zalety nowej strony wychodzą w praniu.

  216. Po francusku brzmi dokladnie tak samo: perce-neige, chociaz mniej poetycko, a jakos tak bardziej walecznie:)

    Przebisnieg ma w sobie mimo wszystko jakas lagodnosc, jak nazwisko:Jasnorzewska, tak na moje ucho…)

  217. Ach, Sowo!
    Nazwa „przebiśnieg” jest idealna. Idealna! I zawiera w sobie oba żądane elementy, choć może nie dosłownie.

  218. Jak poucza mnie Wikipedia, łacińsko-grecka nazwa rannika (eranthis hyemalis) zawiera w sobie zarówno kwiat, (anthos), wiosnę (er) jak i zimę (hyems). Jak w takim razie powinna brzmieć dokładna polska nazwa tego kwiatka? Kwiat zimowo-wiosenny? Zimowiosnek? :)

    Harmonii sfer niestety wysłyszeć się nie da, starożytni mieli na to swoje teorie dlaczego tak się dzieje (podobno jesteśmy na to za słabi duchowo), ale na szczęście możemy ją odnaleźć w muzyce, która rządzi się tymi samymi prawami ładu co porządek kosmiczny. Zatem słuchając muzyki możemy się zbliżyć do tego co nam, niedoskonałym, niedostępne. Słuchajmy więc. Na przykład delikatnego „Przebiśniegu” Piotra Czajkowskiego.

  219. Dzięki, Celestyno!
    Chyba zacznę kolekcjonować wiersze o kwiatach. Sporo już mam!- (a tyle jeszcze pozostało do odkrycia!).

  220. Wierze w madre panie nauczycielki i bibliotekarki:) I w rychle zmiany rowniez.

    W sprawie Galanthusa: Wordsworth napisal sonet do przebisniega.
    Nic mi nie wiadomo o tlumaczeniach, ale poszukam.

    TO A SNOWDROP

    Lone Flower, hemmed in with snows and white as they
    But hardier far, once more I see thee bend
    Thy forehead, as if fearful to offend,
    Like an unbidden guest. Though day by day,
    Storms, sallying from the mountain-tops, waylay
    The rising sun, and on the plains descend;
    Yet art thou welcome, welcome as a friend
    Whose zeal outruns his promise! Blue-eyed May
    Shall soon behold this border thickly set
    With bright jonquils, their odours lavishing
    On the soft west-wind and his frolic peers;
    Nor will I then thy modest grace forget,
    Chaste Snowdrop, venturous harbinger of Spring,
    And pensive monitor of fleeting years!

    Rydal Mount, 1819.

  221. Celestyno (wiad. prywatna), widzę, że czytujemy to samo. Cóż, tak to właśnie teraz wygląda.
    Ale przecież może się zmienić.
    Zalecam filozoficzny spokój (stoicki). Wsłuchajmy się raczej w harmonię sfer.

  222. Dzień dobry!

    Zuziu12, dobrze, że nie wstawiłaś przebiśniegów do wiersza pani Kulmowej .:)

    SowoP., obejrzałam zdjęcia ranników! A to ci kwiatek!

  223. Dobry wieczór.
    Buuu, u mnie wcale nie ma przebiśniegów,ani innych zwiastujących wiosnę kwiatuszków…
    Jaka szkoda.
    Muszę się pochwalić:byłam dzisiaj z mamą w teatrze na „Ani z Zielonego Wzgórza”Bardzo udane popołudnie i oczywiście sztuka.
    Kocham teatr,tak samo jak książki.A oto wiersz Joanny Kulmowej o teatrze:

    Joanna Kulmowa

    Po co jest teatr

    Ta drabina to schody do nieba,
    a ta miska pod schodami to księżyc.
    Tamten miecz to zwyczajny pogrzebacz,
    a z garnków są hełmy rycerzy.

    Ale kto w te czary nie uwierzy?

    To jest teatr.
    A teatr jest po to,
    żeby wszystko było inne niż dotąd.
    Żeby iść do domu w zamyśleniu,
    w zachwycie.

    I już zawsze w misce księżyc widzieć…

    PS Wiem,powinnam wstawić coś o przebiśniegach…

  224. Sosno, ja wiem :) Ale Kepler odbicia łądu kosmosu w dźwiękach nie wymyślił, on to przejął od starożytnych. A dokładniej, jest to echo pitagorejskiej harmonii sfer.

    A u nas w ogródku, jak co roku, w lutym wiosnę zapowiadają ranniki (eranthis hyemalis). Zawsze gdy się pojawiają ich żółte pączki oddycham z ulgą, że wiosna wreszcie nadchodzi!

  225. Sosno, w wielu dziedzinach istny nieuk ze mnie, a jednak zawsze czułam, że muzyka (ta prawdziwa) jest w ścisłym związku z prawami poruszającymi Kosmos. Dziękuję za ciekawy trop, poszukam tej książki.

    Eviku, czy ja już kiedyś się zwierzałam, że u nas, w niedalekiej okolicy, koło młyna, żyją sobie bobry?
    I obgryzają drzewa, jak należy!
    Muszę je niebawem odwiedzić.

    Duśko, całusy dla Panienki!

    Ann, mam nadzieję, że poszłaś do ogrodu już w pełni zdrowa???
    U nas wylazły już lilie!
    Oj, lubię wiosnę. Byle już prędzej!

  226. Dzień dobry, wdepnęłam dzisiaj na zwiady do ogródka (wdepnęłam dosłownie, taplając się w błocie), zaskakująco wcześnie wszystko rusza ku wiośnie, widać zielone kiełki hiacyntów i innych cebulkowych, nawet czerwone czubki wystawia rabarbar. A forsycja wygląda tak, jak gdyby miała eksplodować listkami. Oby już tylko cieplej i słoneczniej nam było! Dziękuję za wiosenne wspomnienie z rowerowej wycieczki :-) Dobrego popołudnia DUA!

  227. Dzień dobry DUA, Różyczka i ja też widziałyśmy dzisiaj przebiśniegi:). Na Kopcu Kościuszki:). Ale ja nie o tym;). Chciałabym Pani przekazać, że widząc dziś Pani zdjęcie na tylnej okładce „Żaby”, Róża bardzo stanowczo oznajmiła: „Pani!”:).
    Ściskam Panią:). Miło było usłyszeć o wycieczce rowerowej, dzięki której mamy taki śliczny obrazek przebiśniegów:).

  228. Dobrze, że już wkrótce nagie gałęzie pokryją zielone listki. Przy okazji chciałabym polecić książkę Henry A. Garona „Mistyka kosmosu”. Wbrew tytułowi, a może całkiem trafnie (wszak sami jesteśmy częścią kosmosu) opisuje w niezwykle ciekawy sposób otaczający nas świat. Pani Małgorzata zachwyciła się przebiśniegiem, a nasz autor żabą na chodniku. Jedno i drugie warte uwagi. A kto z nas wie , że Kepler (sformułował trzy prawa ruchu planetarnego), próbował wypracować system zależności między geometrycznym modelem Układu Słonecznego a nutami skali muzycznej :) Odnośnie piękna autor pisze „Prawda nie objawia się na tym świecie tylko przez to, co uważamy za zwyczajnie piękne, egzotyczne, fascynujące czy „bombowe”. Przychodzi także w postaci niezdarnych żyraf, groteskowych żyjątek głębinowych i uroczych w swej brzydocie osłów. Przez nie Bóg odsłania nam z różnych punktów widzenia coś z nieskończonej tajemnicy swojego „Jestem””. Myślę, że pozycja jest warta uwagi i każdego czytelnika zachęci do trudu spojrzenia na świat może w trochę inny sposób.

  229. A ja wczoraj na spacerze widziałam ślady bobrów (na łąkach). Aż się zdziwiłam, że w okolicy bywają.
    Same bobry się schowały ;)
    Pozdrawiam :D

  230. Jak to dobrze, że zima powoli słabnie :). Pamiętam jak w liceum nauczyciel historii co wiosnę zabierał nas na rajd zatytułowany „Przebiśniegom na spotkanie” – jeśli się na trasie spotkało przebiśniegi i udokumentowało spotkanie – na mecie czekał słodki poczęstunek. To w takim razie teraz czekam, aż słoneczko pomoże przebić się krokusom :). Pozdrawiam!

  231. Rzeczywiście bardzo słonecznie i wiosennie, czuć to w powietrzu! Ja już tylko czekam na rowerowe wyprawy. Choć zimę też bardzo lubię, zwłaszcza taką baaardzo śnieżno-zimową : )
    A przebiśniegi – śliczne. Z tym, że jakoś w tym roku wcale przez te śniegi się nie przebijają.. : )

  232. Śliczny przebiśnieg. U nas pod balkonem też już rosną. To takie miłe preludium do wiosny.

  233. A to najwyraźniej refleksja sama się narzuca, i to nie tylko graficzkom – ogrodniczkom.

  234. Oj, Ulubiona Autorko, dokładnie o tym była dzisiaj mowa w Kościele! Przyszłam, zajrzałam na stronkę, a tu te same myśli i jeszcze taki piękny obrazek. Kochani, cieszmy się więc wiosną, roślinami i życiem! Pozdrawiam wszystkim i gonię na spacerek, bo pogoda przepiękna.

Dodaj komentarz