Na Walentynki 2015

 

walentynka26

 

Zapraszam do działu „e-kartki”, gdzie w sekcji „Walentynki” znajdziecie trochę nowości na tę okazję.
Miłego wysyłania! Miłego otrzymywania!

Piękne jest to walentynkowe święto, bowiem –

„Miłość jest wszystkim, co istnieje” (Emily Dickinson)

153 przemyślenia nt. „Na Walentynki 2015

  1. Dzień dobry DUA, dzień dobry Ludu Księgi. Z wielką przyjemnością (po długiej przerwie spowodowanej nadmiarem wszystkiego) zajrzałam do Księgi i znowu poczułam tę niezwykłą energię, jaka emanuje z pozornie lekkich rozmów.
    Pomyślałam, że skoro pojawił się temat misji, i ja dorzucę dwa grosze. Zajrzyjcie proszę, na stronę Fundacji Kasisi. W różnych zakładkach można tam znaleźć wiele wiadomości na temat Domu Dziecka Kasisi prowadzonego w Zambii (na skraju strasznej wyniszczającej wojny) przez Siostry Służebniczki Maryi Niepokalanej z polskiej Starej Wsi. Kiedyś nazywany był sierocińcem, teraz jest domem. „Szaleje” tam Szymon Hołownia, który wykorzystuje swe talenty i energię, by wspierać Siostry – zmiany jakie nastąpiły (i nadal się dzieją) w Kasisi przypominają wspaniałą dobrą bajkę.

  2. Justysiu, wszystkiego najlepszego!
    Znów coś o ceramice… fajnie. Gdyby nie ta książka o Jane Austen nie szybko poznałabym XVIII ceramikę angielską.
    Jest świetna. To jakoś odnowiło we mnie zainteresowaniem tym tematem. A DUA ma w głowie jakiś pomysł, może na razie można by go uwiecznić w akwarelce? Taka jestem ciekawa!
    Wracając do książki Pani Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, to nie wiedziałam, że w polska książka o literaturze może dać tak wiele informacji o historii Anglii. Sama książka jest świetnie napisana, jakby cząsteczka J. Austen. Czuję, że to jakby takie epitafium, czy pomnik na cześć angielskiego geniusza, trudno to jakoś określić. Poza tym nie myślałam, że po polsku można opisać takie niuanse. Wielka rzecz.
    Kto powiedział, że o Jane tam mało wiadomo!
    Ciekawe, że tak trochę krytycznie ukazane są czasy wiktoriańskie. Jakoś nie chce mi się na razie dociekać. Ten XVIII wiek mnie oczarował.
    Jakbym sobie poczytała opowieści o Angrii! Ojej!

  3. Dzień Dobry Kochani!
    Winnie pochodzi od kanadyjskiego miasta Winnipeg, w Manitobie.
    A tutaj jest cała historia skąd ten niedźwiadek wziął się w londyńskim zoo: whiteriver.ca/article/winnie-the-pooh-6.asp

    Z kolei miasto Winnipeg nazywa się tak od pobliskiego jeziora o tej samej nazwie, nadanej przez zamieszkujących te tereny Indian plemienia Cree – „win”-błotnista, „nipee”-woda.
    „Winnie” jest więc dosłownie nieprzetłumaczalny, dlatego też zgadzam się, że imię Kubuś jest najlepszym polskim odpowiednikiem.

    U nas jak zwykle jeszcze zima, o przebiśniegach mowy nie ma. Już ponad miesiąc nie było zadnych dodatnich temperatur. Dobrze, że nie mieszkam w Winniepeg’u, tam -30C to normalne.
    Na pocieszenie mam pachnące frezje w domu na oknie. Od kilku lat, końcem sierpnia sadzę ich cebulki w doniczce, w październiku przynoszę do domu, a w lutym zakwitają. W sam raz na urodzinki.

  4. Winifreda, Winifredę albo nawet Winstona (naprawdę tak zdrabniali imię Churchilla) bym zrozumiała, ale Edward – nigdy. Kubuś jest Kubusiem. Kropka.
    Tak samo bardzo mnie drażniło w „Ani z Wyspy Księcia Edwarda” oryginalne Faith zamiast Flora. Do Flory się przywiązałam. I jakoś lepiej do Meredithówny pasuje. Może dlatego, że słowo „flora” bardzo mi się kojarzy z życiem, z barwami, siłą. Chociaż wiara też jest silna i związana z życiem.

  5. Arete, jak najsłuszniej! W dawnej Księdze Gości zajmowałyśmy się tym tematem dosyć intensywnie, m.in. Jas, Justysia, Atena, i ja.
    Jest bowiem moim marzeniem (właściwie jedynym, które się nie spełniło, więc nie ma co narzekać), żeby na stare lata zająć się ceramiką. Więc tak sobie gawędziłyśmy, wskazując różne ciekawe linki.
    W internecie nic nie ginie.

    Zimie – nasze stanowcze: won!
    Fluid, Wójciku!
    Kwitną przebiśniegi!
    I właśnie je sobie (i Wam) namalowałam.

  6. Ktoś kiedyś wpadł na (kiepski moim zdaniem) pomysł przetłumaczenia Winnie na Fredzię …
    Stanowczo nikt nie powinien już próbować konkurować z panią Tuwim. Kubuś jest dla mnie rodzaju męskiego i takim pozostanie.
    Wiosnę czuje się w lubelskim. Zimie już pięknie podziękujemy, pa pa.

  7. Nie do wiary, ale znalazłam. Autoraeda, autoraedae, autovehiculum, autovehiculi. Wersja Zgreda też by pasowała, o ile końcówka się nam zgadza.
    Niedzielna ciekawostka: kiedy wpisać „Salt glaze teapots Aaron Wood”, mamy bardzo szybciutko obrazek „od Marple”. Czyżby Internet uznawał nas za ważnych miłośników angielskich barokowych wyrobów z kamionki, pokrywanych glazurą?

  8. Jest to Eduardus Ursus (niedźwiedź Edward) właśnie. Tłumacz łaciński uznał, że Winnie (the Pooh) to zdrobnienie od Edward.
    Irena Tuwim wszelako uznała, że Edwardek brzmi gorzej niż Winnie, i że najlepiej brzmi Kubuś.

  9. Słowny ekwiwalent. Ładne wyrażenie. „Kubuś” po łacinie? Hmm… Ciekawe, jak brzmiałby Kłapouchy.
    Jest ślicznie. Ciepło, słoneczko świeci…

  10. Uśmiecham się na dobranoc:-) Wspaniali tłumacze tworzą cudowne teksty, żyjące swoim życiem, choćby tak jak te najstarsze, ukochane tłumaczenia LLM. A Jerusha Abbot Jean Webster? Hm. Też wolę Agę. Ale Ellis tylko w oryginale :-) Dobrej nocy!

  11. Fanko Robrojka, dziękuję za wiadomość prywatną. Bardzo się cieszę Twoimi sukcesami!
    I życzę upragnionej stabilizacji.

  12. Hu-hu.
    Słodkie.
    Fuid, Arete. Miałam właśnie oświadczyć, że co mi tam przekład łaciński, co mi tam oryginał, dla mnie istnieje tylko wersja Ireny Tuwim, która jest w pełni urocza pod każdym względem.
    Podobne wrażenie miałam, gdy – ciesząc się od lat książką Biggersa „Charlie Chan prowadzi śledztwo” – sięgnęłam po oryginał. Nie dorównuje przekładowi! Tłumacz nasz bowiem bawił się rozkosznie, przekładając łamaną z chińska angielszczyznę na łamany z chińska język polski.

  13. Ecce Eduardus Ursus scalis nunc tump-tump-tump occipite gradus pulsante post Christophorum Robinum descendens.

    Och, och, och. Dotąd nigdy się nie śmiałam przy łacinie.

  14. Nie wiem, czy w Watykanie porywa się samochody (w praktyce chyba ciężko, nie ma miejsca), ale są tacy, co to umieją nazwać po łacinie komputery i strajki.

  15. Jak to, to w Watykanie też się porywa samochody?!
    Nie chce mi się wierzyć.

    Ignacy Borejko na pewno by potrafił znaleźć słowny ekwiwalent.

    Wiesz oczywiście, Arete, że istnieje łaciński przekład „Kubusia Puchatka” i że nawet można go znaleźć w sieci?
    Zapomniałam, gdzie. Ale go kiedyś widziałam.

  16. Ciekawa jestem, czy Ignacy Borejko umiałby nazwać po łacinie „porwanie samochodu”. W Watykanie są tacy, co umieją. A ja się bardzo cieszę, że Nutria jednak umiała dogonić Robrojka. Jak w „Pretty woman”, on uratował ją,a ona uratowała jego.

  17. Czytało się dobrze, Zuziu12, dzięki – chociaż ta akurat powieść Ellis Peters nie należy do jej najlepszych. Te poprzednie czytałam bez tchu, nad „The House of Green Turf ” w końcu cichutko sobie zasnęłam.

    U nas dziś śliczna pogoda, wsiadam na rower i ruszam w świat.

    Aha! Dziękuję serdecznie dzieciom z poznańskiego Domu Kultury Pod Lipami – i ich opiekunce także! Wymyśliła ona motyw przewodni na zajęcia dla półkolonii: Jeżycjada. W efekcie dostałam całą teczkę pięknych rysunków na ten temat, a wszystkie opatrzone uroczymi liścikami. Dziękuję, dziękuję! I ściskam Was serdecznie!

  18. Dzień dobry,posłuchałam się mimo ,że nie przeczytałam kolejnego wpisu.Przeczytałam tylko jeden rozdział(nie cały) i poszłam spać(znowu to poszłam)
    Zapisałam sobie przykład taty Julii.Bardzo mi się spodobał!
    Pani Małgosiu jak się czytało po nocy?Mam nadzieję ,że dobrze!
    Pozdrawiam.
    PS Dzisiaj nie ma już takiego słońca jak wczoraj…szkoda.

  19. Pani Małgosiu, a ja chciałam się jeszcze uśmiechnąć do Pani na dobranoc. Precz z wiosennymi katarkami! Miłej lektury :)

  20. Dobry wieczór!
    Czytałam kiedyś „Sprężynę”, ale niestety – zapomniałam jak tłumaczyła…;) Czy mogłaby Pani jakoś mi (i mojemu tacie) to wytłumaczyć?
    Julka
    PS. Poza tym dziś wypożyczyłam „Noelkę” i „Szóstą klepkę” (ostatnio biblioteka zakupiła te dwie, a wcześniej „Wnuczkę do orzechów”)
    Dobranoc,
    J.

  21. Dobranoc, Zuziu!
    To Ty jesteś cudowna…

    Wiesz co, lepiej śpij. Nie chcę być dla Ciebie złym przykładem.
    Wskakuj do łóżeczka i lulu. Poczytasz jutro!
    Dobranoc! Życzę Ci ślicznych snów.

  22. Wiem,że już późno, a ja w koszuli nocnej,ale jeszcze napiszę.Bardzo,bardzo dziękuję za książkę!!Pani jest cudowna!!Ja również chciałabym,posiadać taką książkę dla której poświęciłabym calutką noc! Zazdroszczę Pani.Następnym razem,podczas pobytu w bibliotece zapytam panią czy ma takie książki,może coś się znajdzie.A więc życzę,aby ta książka się udała!Dobranoc idę czytać,albo spać.

  23. Zuziu12, „Polszczyzna płata nam figle”- pod redakcją Jerzego Podrackiego. Łusia wciąż czyta tę książkę! (Bardzo zabawna).

    Dziękuję za życzenia cudownej nocy! Co prawda zbiera mi się na katarek wiosenny, ale od czegóż aspiryna, a w dodatku przede mną lektura kolejnej świetnej książki Ellis Peters – „The House of Green Turf” .
    Noc szybko zleci! ;)

  24. Pani Małgosiu,po jaką lekturę sięgnąć,aby wiedzieć takie rzeczy jak kochana Łusia(mam nadzieję,że będzie w Febliku…)Patrzyłam w internecie na książkę prof.Bralczyka,ale nie mogłam jej znaleźć w księgarni…Może Pani mi coś poleci?Dziękuję i życzę cudownej nocy!

  25. Dobry wieczór!

    Julko, polecam lekturę „Sprężyny”. Tam właśnie Łusia tłumaczy, dlaczego wadliwe jest oświadczenie: „Jadę się przejechać” i jak się taki błąd nazywa.

    Kasiu, Zuziu12, dziękuję za wiadomość! Co prawda „Jeżycjada” od lat jest w lekturach szkolnych, ale zawszeć to miło się dowiedzieć, że jest przy tym przez uczniów lubiana.
    Wiosna? Tak! Już ją widać! (Jak wcześnie…).
    W moim ogrodzie wyłażą z ziemi jasnozielone czubki liliowców! A krokusy i błękitna cebulica mają już całkiem długie listki nad powierzchnią gleby.
    Niektóre z róż wcale nie zrzuciły liści przez zimę!

    Cieszę się, że reportaż dobregowieczorka z Konga tak się wam spodobał.:)

  26. Dobry wieczór,albo wieczorek.Poszłam dzisiaj do biblioteki szkolnej oddać Katarynkę i co widzę …Małomówny i Rodzina,a miałam nic nie wypożyczać i tak mam mnóstwo książek do przeczytanie,ale one mogą poczekać(tylko chwilkę),tyle że Małomównego jeszcze nie czytałam…
    Kasiu 251114 znalazłam nowy spis lektur(na razie 100)i Jeżycjada oczywiście jest!Huraa!Choć mój brat miał już w gimnazjum „Kłamczuchę”
    Gorąco pozdrawiam
    PS U nas wiosna też już lekko,ale zawitała!Cieszmy się!

  27. Dzisiaj urodziny Mikołaja Kopernika. Jeżeli ktokolwiek miałby Jego przekład listów Teofilakta Symokatty, niech się dzieli. Najchętniej zapytałabym Ignacego Borejki, bo pewnie ma tę pozycję u siebie.

  28. Witam wieczorna pora! Z duzym zainteresowaniem i podziwem przeczytalam wpis Julii i obejrzalam zdjecia – piekne i budujace. Pozdrawiam cieplo!

  29. Dzień dobry Pani! Dyskutujemy z moim tatą na temat: Czy zdania „Idę się przejść.” itp. są poprawne gramatycznie? Czy mogłaby Pani to rozstrzygnąć? ;) Pozdrawiamy,
    Julka z tatą
    PS. (Od mojego taty):
    Taki przykład:
    Kazio dostał wyrok-pół roku aresztu. Aby odbyć karę musi dojechać do więzienia. Idzie więc na stację kolejową. Napotkany po drodze kolega zadaje mu pytanie:
    -Gdzie tak Kaziu pędzisz?
    -Idę jechać siedzieć.

  30. A w związku z nadzwyczajnymi tropikalnymi roślinami z Konga przypomniała mi się przepowiednia ś.p. o.Klimuszki dotycząca Polski: „Będzie ciepło jak na równiku, a za waszymi oknami będą rosły owoce południowe”.
    Jak tak, to tak – chyba wysadzę do ziemi w ogrodzie cytrynę;)

  31. Natomiast dzisiaj dopiero dotarło do mnie, że gołębie potrafią być tak roztargnione jak ludzie;)
    Wracając samochodem z zakupów stanęłam przed przejściem dla pieszych, bo jezdnię przekraczał gołąb. Dreptał bardzo zaaferowany środkiem zebry. Nagle na środku jezdni przypomniało mu się, że nie wyłączył żelazka! Zrobił w tył zwrot i galopkiem, ale wciąż na piechotę popędził z powrotem, po czym zniknął za winklem.

  32. Kochany Wójcie, ja też! A zupełnie żesmy się nie umawiali:)
    Ale wiewiórce też dobrze zrobiło! Z takim błogim wyrazem pyszczka wyciągała te łapki przed się:)

  33. Tak, taki właśnie mam zwyczaj, Mamo Isi: na wiosnę zawieszam się na tylnych łapkach. Dobrze robi na kręgosłup.

  34. Dobry wieczór wszytskim:) Muszę podzielić się kolejnym zwiastunem wiosny. Wczoraj siedziałam sobie przy sniadaniu przy oknie z widokiem na karmnik. W karmniku rejwach! W jakiejś chwili leniwie przykicała plotem po sztachetach wiewiórka. Przeskoczył na pień klonu, podyrdała w górę pnia, potem coś jej się odwidziało i podyrdała w dół, po czym nagle zawiesiła się na tylnych łapkach i smacznie przeciągnęła wyciągając przednie łapki przed siebie. Musi, dopiero co zbudziła się ze snu zimowego.

  35. A, nie tego owocu nie spotkałam. Za to mamy tu też marakuję czyli męczennice oraz gujawę – co prawda gujawy z naszego ogrodu moje studentki zjadają, kiedy są jeszcze surowe, bo drzewo rośnie przy ich kuchni i pokusa jest zbyt silna, ale można kupić na targu. Z innych ciekawostek tutejsze cytryny i pomarańcze są zielone nawet, gdy są dojrzałe – ciągle mam problem z rozpoznaniem, które mogę zerwać :-)
    A skoro o Kanadzie mowa, to Fidesco istnieje też u Waszych sąsiadów, w USA – jako, że organizacja jest międzynarodowa.
    DUA, myślę, że koniecznie trzeba kogoś z Jeżycjady wysłać na misje :-) – po takim wątku na stronie byłoby dziwne, gdyby gorące serca Borejków nie zareagowały. A propose tematów afrykańskich – nie mogę sobie przypomnieć, skąd pochodził pan Oracabessa?
    Pozdrawiam słonecznie. dobrywieczorek

  36. Dzień dobry , Pani Małgosiu nie wiem czy słyszała Pani że Jeżycjada została wybrana przez dzieci i ich rodziców do nowej listy lektur szkolnych, podobno więcej na Radio Zet.pl ,chociaż ja nie potrafię znaleźć tam szczegółów.

  37. Strona fidesco postawiła mnie na nogi, po Dniu Babci i Dzadka obchodzoneym w Środę Popielcową w szkole. Jak pożyteczna jest ta strona MM.
    Wpadłam na pomysł kupowania „Hichopter” na urodzinki dla koleżanek córki. Dobry prezent.

  38. Dobrywieczorku, czy my tu same dzisiaj? Przyszłam z pracy, szukam wpisów i nikogo więcej nie widać….

    Papaję rozpoznałam, jak również kwiaty mango. Oj, napatrzyłam się na te wszystkie egzotyczne cudeńka w Peru 3 lata temu. Niektóre z nich, te co można łatwo uśpić na zimę, mam jako kwiaty doniczkowe tu w Kanadzie, na przykład bananowce, no i własnie bugenwillę i plumerię, a także marakuję. Gdy je latem wszystkie wystawię na taras, to od razu robi się tropikalnie.

    A czy spotkałaś się z owocem Miracle Fruit – Synsepal słodki (Synsepalum dulcificum), pochodzi z Afryki zachodniej. Po zjedzeniu tego owocu, wszystkie kwaśne rzeczy (cytryna, kapusta kiszona, itp) smakują słodko. Nigdy nie próbowałam, ale roślina jest już w mojej kolekcji od maja. Pielęgnuję i czekam, kiedy będzie kwitnąć.

    Pozdrawiam DUA i wsystkich księgowych, może ktoś dziś się pojawi…

  39. Justysiu, co do tych misji, spójrz na misyjny ośrodek Don Bosco, sporo młodych osób świeckich wyjeżdżało na misje z pomocą salezjan. Sama czytałam z wielkim zainteresowaniem bloga takiego jednego chłopaka powiedzmy że z okolic, Bartek Ciok się zwie, możecie sprawdzić ( i audycja w Drogami Młodości też jest!). Siostry misjonarki także pomagają w wyjazdach na misje.
    A teraz zmykam już zajrzeć na tę intrygującą stronę Fidesco. : )

  40. O, dziękuję bardzo za nazwy kwiatów.
    To drzewko to był mangowiec. Przypuszczam, że gałązki pozawijała mu wcześniej Jeanne, mając nadzieję, że przetrwa, ale nie wytrzymał robót budowlanych i uschnął :-(
    Za to na zdjęciu 182 widać rosnącą dzielnie papaję – w ciągu roku urosła do wysokości 2 metrów, ale musieliśmy ją wyciąć, bo okazała się odmianą męską, czyli nie dającą owoców. Ale sadzimy następne, tu naprawdę wszystko rośnie jak w Narni.
    A dla osób świeckich pojawia się coraz więcej możliwości wyjazdów misyjnych – trzeba tylko dobrze poszukać. Pozdrawiam serdecznie. dobrywieczorek

  41. Julio-Dobrywieczorku (to chyba od nazwiska), jakie piękne zdjęcia! Oddają atmosferę Twojej pracy i misji. Wyznam szczerze, że temat misji jakoś sam się zasiał w sercu mojej nastoletniej córki już rok temu, tylko nie wiedziałyśmy gdzie szukać więcej informacji dla osób niekonsekrowanych.

    Z kwiatów pomogę Ci rozpoznać na zdjęciu 392 i 393 na pierwszm planie jest Plumeria, a ten fioletowy na prawo to Bugenwilla (chyba, bo nie widać całej rośliny). Również ciekawi mnie, dlaczego na zdjęciu 31 małe drzewko przed akademikiem obok Caroline, po prawej stronie, ma przycięte gałązki i każda osobno jest zawinięta. Wśród Twoich zdjęć, na 163 rozpoznałam też mój ulubiony gatunek kany – Pretoria (listki w paski).

    Jeszcze raz dziękuję i podziwiam. Dziękuję DUA za udostępnienie tak pięknej informacji i zdjęć.

  42. Sklep mięsny „wszystko jest łaską”. Oj, tak, tak, a zwłaszcza schab i wątróbka (nie żartuję). Jestem jak z Grochowiaka.
    Duśko, kiedyś usłyszałam na Placu Dominikańskim pytanie: „proszę Pani, a co to są te „bakery”? Dla wszystkich, którzy nie wiedzą, gdzie to: piekarnia ma dwujęzyczny szyld.

  43. Tak, można pokochać Afrykę.
    Wyobraźnia plastyczna! – też zadziwiająca.
    Widziałam u naszej Sondelani piękne zbiory sztuki afrykańskiej. Byłam zachwycona.

  44. A to dorzucę Wam jeszcze zabawne nazwy sklepów afrykańskich:
    „Ukryta manna”, „Bóg mi dał”, „Dłoń Przedwiecznego”, „Źródło życia”, restauracja „Watykan”, sklep spożywczy i mięsny „Wszystko jest łaską”, drogeria „Gologota” (to już dość szokujące dla naszej wrażliwości)
    Z ciekawych imion:
    Dimercia czyli Dieu merci (Bogu dzięki),
    Toutepodi skrót od Tout est possible a Dieu, czyli wszystko jest możliwe dla Boga
    Afrykańczycy mają wyjątkową wyobraźnię, prawda?

  45. Ups, no to się upubliczniłam :-) Cieszę się jednak, bo dzięki temu temat misji zostanie zasiany w sercach wspaniałych czytelników. I miejmy nadzieję, że wzejdzie, zakwitnie i zaowocuje jak rośliny tutaj. Naprawdę misjonarze są baaaardzo potrzebni! A takie powołania często rodzą się w dzieciństwie – na przykład jedna z moich sióstr, która pracuje na Madagaskarze jako lekarz, postanowiła zostać misjonarką w wieku 5 lat po usłyszeniu opowieści pewnego misjonarza.
    Dorzucę się też do dyskusji na temat Poznania, że jest tam świetne koło misyjne związane z wydziałem medycznym. I właściwie dziwne, że Ida nigdy się tym kołem nie zainteresowała ;-)
    Pozdrawiam serdecznie. dobrywieczorek

  46. Prawda, Aniu?
    Widać też naszą Julię z czarnym bobaskiem w chuście, zawiązanej na plecach.
    Ach, wspaniała ta wyprawa.

    Duśko, coś dla Łusi! Powinna zanotować w kajeciku z ciekawostkami.
    Kroją na miejscu, hm? Mam nadzieję, że nie jest to miejsce zbyt wrażliwe.

    Wspominałam już kiedyś o szyldzie przy jednej z jeżyckich bram (ul. Dąbrowskiego): „UZDRAWIANIE W PODWÓRZU”. Niestety, od pewnego czasu napis ten znikł. Może uzdrowiciel umarł.

  47. Dobry wieczór.
    Obejrzałam zdjęcia Julii. Dzieci cudowne, te oczęta szeroko otwarte( straszna modliszka), te koraliki na końcu każdego warkoczyka, pyzate policzki, poważna mina malucha huśtającego się bezpiecznie na plecach wytwornie ubranej mamy( i ta chusta w kolorach sukni). Jacy piękni ludzie!! Julio, dziękuję. :D

  48. Dobry wieczór DUA, a co Pani powie na następującą informację na oknie jednej z krakowskich piekarni? KROIMY NA MIEJSCU!

  49. Spróbuję przyciąć link, bo szkoda by go było stracić:

    fidescopolska.wordpress.com

    Już tam byłam i obejrzałam Twoją galerię, Julio! Rzeczywiście, są onętki, są i aksamitki, ale najpiękniejsze te fioletowo i czerwono kwitnące drzewa!
    Dzieci kongijskie urocze! Dziewczyneczka z koralikami na końcu każdego warkoczyka podbiła moje serce!
    Świetna robota, Julio, cieszę się ogromnie!

  50. Wspaniała Julio, dobry wieczorek, że tak powiem!
    Twój list nie został opatrzony zastrzeżeniem „wiadomość prywatna”, więc pozwalam sobie go zamieścić. Bałam się, czy nasz P.T. Formularz go przepuści, ale zaprotestował tylko w sprawie linku (nie lubi linków), objętość jakoś przełknął.
    List od Ciebie jest tak ciekawy i barwny, że z dumą prezentuję go naszym młodym Gościom, ku pożytkowi, a starszym – też!
    Z dumą także myślę o tym, co moja Czytelniczka robi w Afryce, i jaka jest pożyteczna!
    Dziękuję za opis ogrodu; piękny opis. Wyobrażam sobie, jak tam u Was róże rozkwitają! Ucieszyłam się, że macie i kosmos (czyli onętek)- lubię ten śliczny, skromny kwiatek. Oj, i już widzę oczyma duszy mojej te kolorowo kwitnące drzewa!
    Dziękuję za te widoki, Julio, i za ciekawy obrazek z kolportażem wiadomości. Pyszne!
    Życzę powodzenia we wszystkim i serdecznie dziękuję za miłą pamięć.
    Przysyłam uśmiech!
    MM

  51. Kochana Pani Małgorzato!

    Śpieszę zaspokoić Pani ciekawość – jestem nauczycielką chemii i przyrody, a prywatnie osobą konsekrowaną we Wspólnocie Emmanuel. Wcześniej w Warszawie pracowałam dla Fidesco – naszej organizacji misyjnej, aż pojawiła się szansa wyjazdu również dla mnie. Przyjechałam do Lubumbashi we wrześniu 2013 roku na dwuletni wolontariat misyjny. Tutejsza nasza wspólnota kilka lat temu zainicjowała budowę akademika dla dziewcząt i pracuję w nim jako animatorka, ale jak to na misjach bywa zajmuję się również mnóstwem innych spraw. Na stronie Fidesco można poczytać fragmenty moich raportów misyjnych, jak również innych wolontariuszy.
    I można tam znaleźć też link do moich zdjęć – przesyłanie ich z Afryki jest dość trudne, bo mamy kłopoty z łączami, choć dostęp do Internetu jest.
    Jeśli chodzi o przyrodę, to jak mówią sami Afrykańczycy, jest tu jak w raju (albo w nowopowstającej Narni) – można siać praktycznie byle gdzie i wszystko rośnie w oszałamiającym tempie (oczywiście w porze deszczowej, bo w suchej jest dużo trudniej). Jeśli chodzi o kwiaty, to najbardziej oszałamiające są kwitnące drzewa – fioletowa jakaranda i czerwony flamboyant (płomień Afryki czyli Delonix regia) i mnóstwo innych,których nazw trudno się dowiedzieć od tubylców zbyt zajętych codzienną walką o byt, żeby zaprzątać sobie głowę nazwami. Nasze truskawki kwitną właściwie cały rok, ale owoce są mniejsze niż w Polsce (nie traktujemy ich też żadną chemią) i nie ma ich zbyt dużo. Za to mamy w naszym ogrodzie jeszcze inne owoce – rosną tu bananowce, drzewa pomarańczowe i cytrynowe, olbrzymi mangowiec i przede wszystkim moje ulubione – papaje. No i mnóstwo kwiatów, których nazw nie znam, ale porobiłam zdjęcia i będę szukać po powrocie. Ze znanych mi z nazwy mamy róże, hibiskusy, kosmos i aksamitki. Z ciekawostek warzywniczych przywiozłam nasiona rzodkiewki i właśnie ją wysiałyśmy – rośnie nieźle, niedługo się okaże, jak smakuje.
    Jestem Pani wierną czytelniczką od dzieciństwa i okazuje się, że nawet na misjach Pani książki są mi potrzebne do życia prawie tak jak woda. Muszę się przyznać, że złamałam swoje zasady i pościągałam z Internetu rozmaite książki, bo po pierwszych miesiącach, kiedy wszystko było nowe, głód liter zaczął mi mocno doskwierać. Mamy tu bibliotekę i czytam też po francusku, ale stare ulubione lektury są najlepszym odpoczynkiem. Afrykańska kultura jest przede wszystkim oralna i Kongijczycy bardzo mało czytają. Za to mnóstwo mówią i na przykład bratanica mojej współsiostry Jeanne bardzo lubi raczyć mnie wieczorem rozmaitymi opowieściami z własnego życia i nie tylko. Co ciekawe prawie nie ma tu gazet, wiadomości rozchodzą się głównie ustnie, słucha się radia i ogląda się telewizję (o ile jest prąd). Na ulicach można spotkać panów z odbitymi na ksero wiadomościami, pisanymi dużą czcionką – rozkładają kartki na ziemi, a ludzie przystają i czytają, można też kupić sobie jakiś interesujący artykuł. Natomiast prawie każdy Afrykańczyk ma co najmniej dwa telefony komórkowe i bardzo się upowszechnia Internet mobilny. Ciekawe jest oglądanie z bliska społeczeństwa, które zmienia się w jeszcze szybszym tempie niż u nas, w Europie. Afryka wciąga – wszyscy znajomi, którzy tu byli są nadal zakochani w tym kontynencie. I to mimo różnych niebagatelnych trudności. Będzie mi ciężko stąd wyjeżdżać.
    Pozdrawiam Panią serdecznie – kontakt z Panią przez tę stronę bardzo podniósł mnie na duchu, akurat w momencie, gdy walczyłam tu z różnymi przeciwnościami.
    Julia

  52. Skąd te dzieci tak wszystko wiedzą. Bardzo często radzę się ostatnio naszej córeczki, to bardzo skraca czas.

  53. Na wieś, na wieś! Tam nie ma pięter, można posiedzieć, przed domem…
    Jak jesteśmy w mieście to właściwie siedzimy na parkingu.
    Mam 14 ekolin z dawnych czasów.

  54. Ja też jak Isia zastrzegam, że to nie sugestie czy roszczenia, po prostu wydaje mi się, że Mili i Ignacemu najlepiej jest – z Gabrysią. Czy będą się czuli bezpieczni z dala od niej? Bo na przykład nie zastąpiłaby Gabrysi ani Ida (brak jej czasu nawet dla dzieci, a poza tym jak ona potraktowała obrazek Cycerona!), ani Nutria (pokazał to jej powrót z Cypru).
    Ale może się mylę, może ciepła, pogodna Patrycja ją im zastąpi, zwłaszcza, że będą tam przecież Ania i Nora. A Gabrysia miałaby więcej czasu dla siebie i dla męża. (Tylko, czy Gabrysia potrafi odpocząć z dala od rodziców, czy zaufa Pulpie, że będzie się nimi dobrze opiekować?)
    Pisząc, że szkoda by było, żeby Borejkowie wyprowadzili się z Roosvelta, miałam na myśli nie tyle dziadków Borejków, ale ogólnie – żeby ktoś z rodziny tam jednak został. Gabrysia z mężem, ale może też np. Laura, której znudzi się wieś. Albo córka Elki, wnuczka Grzegorza (nie pamiętam, w jakim ona jest wieku). Mieszkanie Borejków – zakurzone regały, przepełniony wieszak, skrzypiąca podłoga, wiecznie gwiżdżący czajnik, niechlujne świstki nad kuchennym stołem – to wszystko naprawdę tworzy wspaniałą atmosferę i brakowałoby mi tego w kolejnych częściach.
    Pozdrawiam ze Stargardu.

  55. Po ćwierćwieczu wróciłam do Borejków za sprawą „Wnuczki do orzechów”.
    Odkryłam , jakie mam zaległości.Wstyd się przyznać,ale utknęłam chyba na „Opium w rosole”…
    Przypominałam sobie z radością imiona bohaterów z moich czasów nastoletnich.
    Nie chcę napisać patetycznie albo banalnie, ale potrzebowałam takiej odtrutki.
    I ten las i wiśnie i studnia, upał i letnia ulewa.Zatęskniłam
    I odżyłą we mnie motywacja, aby spróbowąć wyprowadzić się chociaż kawałeczek za miasto.
    jak nie teraz to kiedy?
    Pani Małgorzato- jeśli mogę tak napisać- z całego serca dziękuję.
    Fajnie, że pani jest i jest taka właśnie:)

    .

  56. Ach! A ja tam nie dziwię się Państwu Borejkom, że ciągnie ich do wsi. Te krajobrazy, względny spokój, wschody słońca, tu śpiew ptasząt, tam skacze zając, tu owoce prosto z drzewa, tam ławeczka w cieniu, miły popołudniowy spacerek do lasu i tak dalej, i tak dalej. Sama to znam! I jakże lubię czas wakacji, kiedy to w każdej wolnej chwili wsiadam na rower i podziwiam sobie piękną, choć może niby zwyczajną okolicę. Cały w tym urok. : ) I jakże się cieszę, że w Lublinie to też na obrzeżach miasta jestem, prawie jak u siebie! Nawet wiewiórki swojego czasu skakały po drzewach sąsiadów.
    Pozdrawiam serdecznie! : )
    I znikam, tym razem powróciłam do dziewięcioletniego Józinka i Trolli. I ciągle się do tych bohaterów uśmiecham. : )

  57. Isiu, dziękuję!
    Chyba wiem, komu wysłałaś e-kartkę na Walentynki. Właściwie, to on zasłużył na więcej niż jedną!(Pozdrawiam).

    Arete, co do wiadomości prywatnej:- Ahaaa! No, ale de gustibus etc.
    Sądząc po swoich gustach, życzę każdemu starości w ogrodzie, wśród lasów, w domku z trawnikiem. O proszę: właśnie dziś umówiłam się z sąsiadem na remont wiosenny. Jak to cudownie – móc wystawić meble za drzwi, do ogrodu, i odświeżyć wszystkie ściany oraz podłogi!
    Wieś, wieś!

  58. Dobry wieczór. Nie chciałam wcześniej dzielić się swoimi przemyśleniami na temat powrotu starszych państwa Borejków na Jeżyce, ale zmieniłam zdanie. Podzielę się, ale z zastrzeżeniem, że nie są to moje sugestie, a tym bardziej roszczenia. Czuję po prostu, że Ignacego i Milę znam jakby byli realni. Gdy myślę o różnych naszych znajomych, to często jest w tym jakieś westchnienie, żeby im się dobrze wiodło. I tak samo dobrze życzę państwu Borejko. Mnie się czasem nawet zdarza nieomal pomodlić za postać z książki. I tak mi wraca w myślach, że cieszę się, że Ignacemu i Mili jest dobrze na wsi i życzę im, żeby tam zostali. :-)
    Ps. Piękne e-kartki, skorzystałam.

  59. Zuziu12, dziękuję za przemiłą wiadomość prywatną i życzę Ci zdrowia!
    Zosię pozdrawiam.

    Arete, jak to, jak to? Myśmy się przesadzili, i to z jaką wielką przyjemnością!

    Widzę, że nie czytałaś „Wnuczki”. Zrób to, chyba dość przekonująco przeniosłam w niej te stare drzewa. Dziadek B. nawet pokazał, gdzie zapuścił korzenie (w werandę).

    Zgredu, mowa o dzięciole, prawda?

  60. i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
    on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
    on będzie Miasto

  61. Eviku, u nas znaleźli sposób na przepełnione klasy, choć nie wiem, czy najlepszy.
    Otóż w klasie nie może być więcej niż chyba 25 lub 26 uczniów. Ale co zrobić jak zostanie np. 9 uczniów z 7 klasy i 10 z 8 klasy? Powstają tzw. klasy łączone, czyli klasa 7/8. Moja córka jest właśnie w klasie 7/8, ale właściwie to jest w 8.
    Tutaj to ma sens, bo w szkołach nie ma odpytywania i jeden nauczyciel uczy większość przedmiotów. Nauczyciel zadaje jakąś pracę do pisania dla kl. 7, oni piszą, a w tym czasie tłumaczy lekcję dla kl. 8. Tak tu jest od lat, jakoś to działa i wszyscy się przyzwyczaili.

  62. Mam nadzieję, że się tak zupełnie nie wyprowadzą. Jeżycjada z dala od Jeżyc? Ta kawiarnia chyba nie powinna im przeszkadzać, skoro nie przeszkadzał im ruch na Roosvelta. Mi też, tak jak Patrycji F., kawiarnia wydała się bardzo przyjemna i pomyślałam, że może bohaterka Feblika będzie tam biegać na randki.
    Dodam jeszcze, że wyprawa na Roosvelta to był pomysł mojego męża. Wcześniej byłam kilkakrotnie w Poznaniu, ale wydawało mi się, że szukanie domu Borejków jest zbyt dziecinne (chociaż miałam na to ochotę). A tym razem zaproponował to mój mąż, który wprawdzie nie czytał żadnej części, ale któremu wiele fragmentów opowiadałam (bo był zaintrygowany, dlaczego czytam książki dla nastolatek).

  63. Przeprowadzka Państwa Borejków na wieś na amen? Liberum veto. Starych drzew się nie przesadza (wiem po moich Rodzicach). A Śląsk był dzisiaj zamarznięty jak wysokie góry. Same lodowce, seraki i szczeliny.

  64. Może to nie jest oryginalne, ale pierwszy raz widziałem dzięcioła z okna autobusu komunikacji miejskiej i to w mieście.
    Podobno kiedyś to i wron w miastach nie było. To musiało być dawno, ale za życia moich rodziców.

  65. Przeprowadzałam dzisiaj ze znaną(choć może już zapomnianą)Zosią eksperyment ESD. Na razie poszło dobrze,ale mało ludzi jakoś dzisiaj napotkałam,więc za bardzo nie było kogo testować:)No i my jesteśmy tylko dwie…

  66. Dzień dobry,u mnie w klasie są 22 osoby,więc jeszcze nie jest źle.Ja w lipcu też byłam przy kamienicy Roosvelta 5,ale żadnej kawiarenki tak nie widziałam.Ślepota.
    Dzisiaj omawialiśmy „Katarynkę” B.Prusa.Baaardzo mi się podobała ta książka!Z testu dostałam pięć!Jednak „Kamizelka” jest bliższa memu sercu.
    Najchętniej jeszcze raz pojechałabym do Poznania,ale chyba się nie uda.Mój tata miał ostatnio (ze dwa ,albo więcej miesięcy temu)budowę tuż przy ulicy Roosvelta,jakieś skrzyżowanie.Chciałam żeby mnie zabrał,lecz była wtedy szkoła i w ogóle.
    Pozdrawiam wszystkich księgowych i Panią Małgorzatę :)

  67. Dzień dobry!
    Też byłam w zeszłym roku w tej kawiarni obok mieszkania Borejków. I muszę przyznać, że to bardzo oryginalne i przyjemne miejsce.
    Oj tak, na wsi wszystko jest fajne(oprócz owadów). Może sama się kiedyś przeprowadzę na wieś. Ach, mam tyle planów na przyszłość. Ale jeszcze całe życie przede mną. :)
    Tak się czasami zastanawiam, czy nie jestem za dziwna w porównaniu do mojej klasy. Często słyszę, że jestem za poważna, żebym trochę zdziecinniała. A co ja poradzę na to, że nie śmieszą mnie te, moim zdaniem, głupie(czasem wulgarne) rzeczy, które śmieszą większą część moich rówieśników?
    Pozdrawiam ciepło wszystkich Księgowych i Panią Małgosię.

  68. Dzień dobry.
    Dzień słoneczny, choć zimny.
    Odnośnie szkolnictwa – pisała Pani o nim trochę we Frywolitkach. I zgadzam się z tym. Zgadzam się z tym, że klasy są przepelnione. ~30 osób to strasznie dużo. Przez ręce znajomej chemiczki jednego roku przewinęło się blisko 400 uczniów. I jak tu spojrzeć na każdego ucznia indywidualnie, zainteresować przedmiotem, skoro musi się minimum programowe realizować. Bywa to trudne.
    Nie moje czasy – ale chyba kiedyś było 12 klas, wydaje mi się. Mam rację? Fajnie było być w 12 klasie ;)
    Pozdrawiam.

  69. Umililam sobie czas czytajac wpisy z ostatnich tygodni. Tez mam slabosc do kapeluszy( po wlosku „copricapo” – nakrycie glowy). Mam ich w szafie kilka i co roku przybywa co najmniej jeden egzemplarz. Ulubiony sklep to „La chiave” – „Klucz” przy Largo Argentina w Rzymie. Co prawda tutejszy klimat lagodniejszy, ale lepiej nie narazac sie na ewentualne zapalenie zatok itp.

  70. Witam i pozdrawiam serdecznie po dluzszej przerwie! Nowa strona ladnie sie prezentuje, a oklada „Feblika” intrygujaca :)

  71. Kasiu, właściwie jeszcze sama nie wiem. Muszą mi jakoś zasygnalizować, czy się przenoszą. We „Wnuczce” sprawa jest w zawieszeniu. Zobaczymy, co będzie dalej.

    Obmyślam.

    Justysiu, wyręczyłaś mnie, dzięki!
    Już miałam to samo odpowiedzieć naszej małej Zuzi.
    Swoją drogą, ktoś powinien napisać historię szkolnictwa polskiego w okresie ostatnich 50 lat, zwłaszcza w aspekcie decyzji ministerialnych. Potrzebne jest wszelako pióro Mrożka.

  72. Dzień dobry ,to Borejkowie już tak na stale przenieśli się na wieś? Myślałam że jednak wrócą do siebie po remoncie , ale cieszę się bo teraz siłą rzeczy będzie Pani pisała więcej o Patrycji .

  73. Zuziu12, czemu zaraz wstyd? Oczywiście, że mogłaś nie wiedzieć. I dobrze, że zapytałaś. Przypomniałaś mi stare czasy.

    Z tymi wolnymi sobotami, to było tak – trochę pamiętam, bo chodziłam do I kl. postawówki w styczniu 1978r. – była jedna sobota wolna w miesiącu, ale tylko dla zakładów pracy, dla szkół nie. Czyli rodzice zostawali w domu, a dzieci musiały iść do szkoły. W podstawówce, w sobotnim planie lekcji były tylko dwa lub trzy przedmioty i ok. godziny 11-12 było się już w domu. Później, w 1981 wprowadzono co drugą sobotę wolną, którą już i szkoły mogły się cieszyć. Wtedy to obowiązywały dwa różne plany lekcji – na tydzień z wolną sobotą i na tydzień z pracującą.

    Pozdrawiam gorąco z mroźnej Kanady, -24C i już ponad miesiąc nie było żadnej dodatniej temperatury. Kardynałki i Junco okupują karmnik, ale ostatnio najczęstszym gościem jest u nas wiewiórka czarna.

  74. O, słyszałam już od kogoś, co tam się wyrabia. Dobrze, że Borejkowie i pewne słowa związane z Jeżycjadą zostały objęte ochroną prawną (zastrzeżone w Urzędzie Patentowym). Bo pewnie nie skończyłoby się na tej nazwie.
    No i dobrze, że przenieśliśmy się na wieś.
    Starsi państwo Borejkowie zresztą też, jak wiadomo z „Wnuczki do orzechów”. Chyba trzeba będzie w „Febliku” napisać o tej kawiarni za ścianą. To dobry powód dla totalnej przeprowadzki!

  75. Właśnie wróciłam z Poznania. Byłam w kamienicy Borejków, na Roosevelta 5. Co prawda nie w ich mieszkaniu, tylko obok, w stylowej artystycznej kawiarence Sweet Surrender. Mój mąż, który Jeżycjadę zna tylko z moich opowieści, zapytał młodziutką kelnerkę, czy to tu mieszkała słynna rodzina Borejków. Odparła z szerokim uśmiechem, że w mieszkaniu obok.
    Pozdrawiam serdecznie ze Stargardu Szczecińskiego.

  76. Jaka szkoda, że ten wesoły, czerwony czas znów dobiega końca. Bardzo trafnie moim zdaniem święto to przypada zimą, bo rozgrzewa serduszka :). Dużo radości serc dla wszystkich tu zaglądających z ciepłego Śląska :).

  77. DUA, a w Lublinie ferie właśnie się kończą.
    U mnie mrozik, ale nie ma śniegu.
    Dobrej nocy życzę.

  78. Witajcie wszyscy, z Panią MM na czele:). A u nas, w Toruniu tak jak w Wielkopolsce rozpoczęły się ferie. Po pięknych, słonecznych dniach, dzisiaj wietrznie i zimno, brrr . Jeszcze w południe udała nam się rodzinna, wyprawa do lasu i nad Drwęcę, a teraz to tylko ciepły koc i dobra książka…….
    Ptaków dzisiaj spotkaliśmy niewiele, ale w te słoneczne dni wróbelki urządzały koncerty w krzewach. Natomiast nasza studentka Zuzia przyjechała po udanej sesji do domu z taką rewelacją. Otóż na jej krakowskim balkonie już latem uwiła sobie gniazdo parka gołębi. Od jesieni Zuzia zaprzyjaźniła się z nimi i obserwowała ich życie. I wyobraźcie sobie, że kilka dni temu okazało się, że w misternie utkanym gniazdku pojawiło się jajko! Gołębica pilnie je wysiaduje, a od czasu do czasu zrywa się i odlatuje prawdopodobnie na poszukiwanie jedzenia. Wtedy powoli, z pewnym wręcz ociąganiem zastępuje ją tata- gołąb. I gołębie wiedzą , kiedy idzie święty Walenty…..
    Uściski dla wszystkich miłośników ptaków, książek i e-kartek MM.
    Beata

  79. Naprawdę?!Jejku,jak mogłam nie wiedzieć,ale mi wstyd.Biedne dzieci…Biedne dzieci we Włoszech!
    Zrobiłam ptaszki z papieru i powiesiłam nad sufitem,efekt:uroczy :)

  80. Oczarował mnie ostatnio kwartet wokalny, pewnie przez niektórych znany od dawna, The Hilliard Ensemble & Jan Garbarek, a zwłaszcza ich „quechue song”. Te 7 min na You Tube przenosi mnie w jakieś niebiańskie rejony, czego i wam życzę. Ciekawam, czy to znacie i czy też urzeka?

  81. Zima lekka, ale sikorki cały czas przylatują do nas na obiadek. Ula przeszczęśliwa tylko by stała w oknie. Najpierw sikorki się jej bały a teraz im już w ogóle nie przeszkadza.

  82. Zuziu, po prostu szkoły przez pewien czas nie miały wolnych sobót!

    Chesterko, witaj! Nadstawiam policzka.

    Miaukunie! Liście tygrysie bardzo mi się spodobały i chyba je sobie włączę do słownika kuchennego!

    Julio, tak, komentarze są co jakiś czas zatwierdzane, a wiadomość prywatną po prostu przyślij jako prywatny komentarz. Takich nie pokazuję, wszystkie czytam, a na te, które wymagają odpowiedzi – odpowiadam.

    Wójciku Scoiattolo, wróbelki są równie miłe jak wiewiórki.

  83. Oj,u nas ferie skończyły się dwa tygodnie temu.Już nawet zapomniałam ,że były…
    Mam pytanie o jedną niejasność związaną z Kwiatem Kalafiora,otóż na stronie 71 rozdział zaczyna się od zdania:”Była wolna sobota…”
    Tak samo na stronie,bodajże 73 ojciec Borejko też mówi,że jest wolna sobota,a przecież Gabrysia miała wtedy sprawdzian z fizyki,którego nie było i inne lekcje.Właśnie tego nie rozumiem.Z góry dziękuję za odpowiedź.

  84. Kochani, a ja tu za wami wypłakuję oczęta, nic nie wiedzac, że już od dawna jestescie. Całuje Pania Małgosie w oba policzki i sciskam wszystkich.

  85. Dzień dobry!
    Jeśli dobrze rozumiem, to komentarze są moderowane i nie ukazują się od razu? Napisałam prywatną wiadomość i nie wiem, jak ją wysłać. Pozdrawiam. Julia

  86. Ostatnio stwierdziłam że u Borejków liście laurowe powinny się nazywać liśćmi tygryski, nie uważa Pani?

  87. A na Śląsku właśnie się kończą (ferie). Wracamy do pracy :) Słońce pięknie przyświeca, resztki śniegu nikną w oczach. Uśmiecham się promiennie do Wszystkich :)))

  88. A u nas w tym roku zimą tak ciepła, że ptaszki lekce sobie ważą naszą jadłodajnię! Grubodzioby w ogóle nie przyleciały, ani jemiołuszki.
    Tylko wróble zawsze chętne.

    Zuziu12, oj tak, i to bardzo często!
    Jak tam szkolne ferie? W Wielkopolsce właśnie się zaczęły.

  89. Dzien dobry Wszystkim.-)

    A na magnolii przed naszym balkonem zamieszkal sliczny rudzik i teraz jest on bardzo czestym gosciem na naszym tarasiku z racji licznych okruszkow, ktore tam znajduje. Jest naprawde piekny:-)

  90. Dzień dobry.W końcu minęły dni pięknej pogody w naszych stronach,szkoda,bo z taką pogodą to już się nie che ,aby zima wracała.Ja dopiero po raz drugi zaczęłam Kwiat Kalafiora i :

    -Tak-powiedziała Gabrysia-Śliczny.Śliczny jak budyń z soczkiem.

    Uwielbiam ten fragment!
    Czy spotkała się Pani kiedyś z czym takim,że szła Pani najzwyczajniej w świecie ulicą i jakaś dziewczyna lub chłopak podbiegł i zaczął Pani mówić jak uwielbia Pani książki i wszystkich bohaterów,lub podobne rzeczy? :)

  91. I właśnie tukan okazał się ostatecznie najczęściej wysyłaną walentynką, Aniu!
    No, czy to nie miłe?
    Dobranoc, pozdrawiam serdecznie!

  92. Pani Małgosiu,
    U progu ferii, pozdrawiam znad Imienin, które zaczęłam znowu czytać:)
    Podziwiałam prześliczne e-kartki i w końcu, wybrałam tę z tukanem:):)
    Pozdrawiam

  93. Taaa, Patrycjo, potem są potajemne sceny w rodzaju „Ziuzinek lubi ciukiel”.

    A dzisiaj oprócz Walentynek jest jeszcze Cyryla i Metodego. Greckich braci, którzy prawdopodobnie dotarli do Piasta Kołodzieja i Rzepichy jako dwaj aniołowie. To blisko Pani, Pani Małgorzato :).
    A ja mam małą przerwę w pracy i bezwstydnie zaznaczam zielonym zakrrrreślaczem smaczniejsze fragmenty w „Imieninach”. Na przykład ten o pierniku Idy, tym razem bez dodatku smalcu.

  94. Dzień dobry,prześliczna dziś pogoda,słońce ani razu się nie schowało,lecz teraz już zaszło :( Cały dzień na dworze spędziłam(z krótkimi przerwami)Dostałam czekoladki od mamy :)Tylko dla mnie!Wreszcie nie muszę dzielić się z bratem,nie żebym była jakaś nie koleżeńska,ale on by wszystkie wyjadł :D Pozdrawiam

  95. Dzień dobry!
    Piękna dziś pogoda. Mój pokój się nagrzał(bo od strony południowej), otworzyłam okno. Jest wspaniale. Od razu ma się więcej energii i chce się pracować.
    Upiekłam pyszne ciasto. W dodatku szybkie i zdrowe(Ida byłaby zadowolona)-bez cukru i mąki pszennej. Częstuje wirtualnie wszystkich chętnych i życzę pięknych walentynek.

  96. Turkusowa bardzo przypadla do gustu wczoraj coreczce:)
    A na stronie nr 2 podoba mi sie ta z ptakiem co na drugiego lypie (bo jest w jego typie) :)

  97. Dzień dobry, Celestynko!
    No więc od rana już się ranking zmienił: zadziwiające! Prowadzi zeszłoroczna walentynka nr 3, ta turkusowa, z dziewczyną trzymającą kartę z kawałkiem wierszyka Ogdena Nasha („To My Valentine”).

    Tukan na drugiej pozycji.
    A wszystko jeszcze przed nami!

  98. :))
    A, bo tukan jest taki malo zobowiazujacy, w sam raz na poczatkowe, niesmiale zagajenia. Albo na przeprosiny.

    A ktora na drugim miejscu?

    Dzien dobry!

  99. Śliczne te Walentynki, w nocy był mróz i teraz wszystko iskrzy się w słońcu.
    Niebo bez skazy!
    A wschód słońca był nieomal tak kolorowy, jak na e-walentynce nr 14, Syrenko! Wiem, bo wstałam, zmarznięta, żeby przymknąć nieco okno. Słońce wschodziło, żarzyło się jak karminowy węgielek.

    Duśko, miło mi się zrobiło po Twojej wiadomości prywatnej! Dziękuję!

    Aniu,wciąż mam nadzieję, że psina sam wyrośnie z tych zberezeństw. Nasz gończy tak zrobił. Za to nabrał bojowego ducha, bo ciągle biega z nami po lesie i natyka się na sarny oraz daniele, że nie wspomnę o dzikach. Instynkt w nim buzuje.

    Uwaga: jak dotąd faworytem e-kartkowym jest tukan! Zobaczymy, co się okaże do jutra.

  100. Dzień dobry.
    Cudowny słoneczny i mroźny dzień! Miłych Walentynek Kochanej Autorce i Ludowi Księgi życzę. :D
    Róża jest różą… Mam wrażenie, że czuję jej zapach. Zaraz lecę piec dla rodziny walentynkowy torcik w kształcie serduszka.
    PS. Młody Potwór wykopał wczoraj moją ukochaną The Fairy, przy okazji pryskały na boki cebulki skiełkowanych tulipanów. Uch, ręka świerzbi, żeby dać klapsa w psie pośladki. Jednakże w tej rodzinie psy, dzieci i dorośli są pod ochroną. Potwór został pouczony, nie wziął sobie do serca i życie toczy się dalej.
    Pa.

  101. Zuziu12, powiedz Tacie, że na przykład „Walencik”, kościółek w Bieruniu (to na Śląsku) jest już z XVII wieku.
    Denis Urubko, fantastyczny himalaista z Kazachstanu, przyjął polskie obywatelstwo. Ależ Walentynki!

  102. No… i tu się zgadzam z Tatą Zuzi.
    Wcale nie chodzi o prezenty!
    Potrzebne są tylko dobre uczucia. A te są za darmo!
    Jest taka stara piosenka z lat 20tych: „The Best Things in Life Are Free” – słońce i deszcz, kwiaty, morze, a także miłość.

    Ale moje walentynki też!

  103. Ach! Bo jeszcze mnie przekonacie i cóż to będzie? Wyszło na to, że zbuntowałam się w stylu Laury. : ) Ale to nic. Może to racja, może rzeczywiście niektórym trzeba przypominać o tym, co dobre, żeby ich jakoś poruszyć? Może ja rzeczywiście zbyt ostro do tego podchodzę? W sumie coś miłego zawsze jest miło otrzymać.
    Toteż życzę Wam już teraz miłego wieczoru! A ja tymczasem zmykam do Anielki z Poligraficznego i na maminego pączka.
    No i… serc otwartych, przyjaźnie nastawionych! Każdego dnia. : )

  104. Spytałam się taty ,powiedział,że święto jak święto,ale to jest trochę naciąganie ,żeby ludzie kupowali prezenty.Powiedziałam o złu i nienawiści na świecie,żeby ludzie chociaż w tym dniu byli dobrzy to powiedział,że jeżeli o to chodzi to baaardzo dobrze.No więc to tyle :D

  105. Dobry wieczór!
    Karolciu, Adminki jeszcze się przebudowują, prosimy o cierpliwość. Uściski dla Młodzieńca!

    Jas, miło mi, że Ci się róża podoba – tak, to tusze akwarelowe Ecoline. Przepadam za nimi, mają tak śliczne kolory, i w dodatku tyle ich, w dziesiątkach odcieni!- czysta przyjemność.
    Ta róża w oryginale jest biało – kremowa, ale monitor nieco przyróżowił obraz i wyostrzył barwy, jak to ma w zwyczaju. No, nie szkodzi.

    Wiolu, a dajże spokój, dlaczego Ci przeszkadza takie miłe święto? Im więcej mamy okazji do okazywania dobrych uczuć, tym lepiej. Za wiele jest już wokół agresji, brutalności i złych obyczajów. Kiedy patrzę na nasze statystyki wysłanych e-walentynek, cieszę się, że kilkaset osób zechciało w ten sposób przekazać komuś uśmiech i serdeczność.
    Im więcej, tym lepiej! (Zuziu12, powiedz to Tatusiowi!)
    No już, Wiolu, wyślij komuś miłemu walentynkę. A przez resztę roku możesz przecież być serdeczna bez okazji! Nikt Ci nie broni!

    Arete, Zuziu-moliku, Aleksandro, Asiu – dziękuję za wiadomości prywatne.
    Moliku książkowy, możesz być spokojna, trzymam się dzielnie.

    Asiu, dziękuję za dobre słowo i serdecznie pozdrawiam Was obie! (Ucieszyłam się!)

  106. Dobry wieczór,u nas też dzisiaj uroczy dzień!Tak piękny ,że wzięłam „Idę Sierpniową” i na mrozie(ale w zachodzącym,zimowym słońcu) chodziłam po podwórku,aż zmarzłam.Ida mnie rozgrzewała.A więc książka skończona i trzeba zacząć czytań nową.Ostatnio mama kupiła mi książkę pt.:”Wspomnienia niebieskiego mundurka” , zapowiada się bardzo ciekawie…Już mnie ciągnie do początku „Feblika”,mam nadzieję,że Pani zapisała?!
    Jutro Walentynki, taki czerwony dzień!Mój tata nie przepada za tym świętem,mówi,że to niepolskie święto i tak dalej.Mimo to zawsze jakiś drobiażdżek mamie da.Jeszcze nie obejrzałam kartek,ale już się za to biorę.
    Gorąco pozdrawiam wszystkich!

  107. Co prawda, to prawda (wpis walentynkowy).

    Dzień dobry!
    Całe wieki mnie tu nie było. Serdecznie pozdrawiam Kochaną Autorkę i Lud.
    Pani Małgorzato,pewien kawaler chciałby wysłać Pani rysunek.
    Czy administracja strony udostępnia nadal adres mailowy?

  108. Jak mi się coś bardzo podoba to o tym nie piszę (róża), bo nie umiem. Zresztą lepiej zrobią to inni.
    Akwarelka to chyba najtrudniejsza technika, nie daje się poprawiać. Zdaje mi się, że róża jest w tej technice.
    No, jak tak, to ja dziękuję.

  109. Mysle, Wiolu, ze tu chodzi glownie o mlodziez:) To bardzo mily zwyczaj z tymi kartkami, zwlaszcza dla koszalkow-niesmialkow;)

  110. Załoga polskiego jachtu dotarła do Zatoki Wielorybów na Antarktydzie śladem Amundsena i Shackletona. Ależ święto, ależ bym chciała tam być razem z nimi!!!

  111. I tukan vel dzioborożec całuśny i jabłuszko apetyczne i róża piękna ale ja tam wolę kartkę nr 14 (jak 14 luty!) tą z zachodem słońca mmm:).
    Idę po mojego małego kowboja (dziś bal przebierańców w przedszkolu) możliwe, że wrócimy okrężną drogą, bo u nas też czuć już wiosnę w powietrzu.
    P.S.
    Znalazłam francuską wersję „Raz dobosza zucha”, pomogły koneksje rodzinne pod postacią kuzyna pół krwi Francuza.
    Jakby ktoś szukał to francuski tytuł: „Jolie tambour”. Na walentynki jak znalazł.

  112. Kartki urocze, owszem. W tym, co niby proste, zwyczajne tkwi cały urok. : )
    Ale… osobiście jestem dość sceptycznie nastawiona do tego niby walentynkowego „święta”. Uważam, że Dobroć i Miłość ludzie powinni okazywać sobie na co dzień, bez wymuszenia przez modę wykreowaną przez media, z serca, a nie dlatego, że wszyscy to i ja od oka dam jej tego kwiatka. A w pozostałe dni to co, ja się pytam?! Tym, którzy naprawdę kochają chyba nie trzeba o tym przypominać (patrzcie: rodzina Borejków, u nich na co dzień iskrzy, i to jak jeszcze! A mało to takich dobrych rodzin na świecie…? Znam przynajmniej kilka). No ale cóż, każdy przecież może mieć swoje zdanie.
    A u mnie tak słoneczko pięknie wszystko rozjaśnia i przygrzewa.
    Uśmiechy słoneczne więc ślę! : )

  113. Witam, kochany Ludu i kochany Starosto!
    Ja sobie podczytuję „Imieniny”-na walentynki w sam raz, a dawno nie czytałam.
    Pozdrawiam wszystkich i przesyłam mnóstwo dobrych myśli przedwalentynkowych!

  114. A, juz wiem, czemu mnie to ptaszysko tak rozczulilo. On ma te oczy takie proszace:)
    No, nie da sie mu powiedziec : a w dziob chcesz?!

  115. Fluid ornitologiczny z Celestyną!!! :-)
    Przesyłam DUA i wszystkim wirtualnego dzióbka na dobranoc!

  116. DUA, dobry wieczór.
    Kartka i zarazem ilustracja do wpisu walentynkowego 2015- w samo sedno!

    A to dziobate stworzenie z walentynkowej e-kartki? Pomyślałam, że tukan, ale kolor dzioba nie pasuje. Przeprowadziłam małe internetowe śledztwo, no i wyszło mi, że to DZIOBOROŻEC- zgadłam…? :-)

  117. A ja, jak to gapa, te roze wczesniej przegapilam. Bo tez i walentynek nie wysylalam ostatnimi laty:) A teraz poszlam prostym tokiem: skoro na poczatku i numer wyzszy, musi jedna z ostatnich.

    Ten tukan rozczulajacy..:)

  118. Starosto, ja ją doceniłam wcześniej, tę różę. Od dawna ją doceniam :)
    A początek proszę szybciutko zapisać, bo ucieknie.

  119. Jeszcze nie piszę „Feblika”, Karolinko. Na razie odreagowuję. Ale…! Dziś była śliczna pogoda, pojechałam na rowerze do miasteczka i widziałam tyle piękna na świecie! Wracając, wymyśliłam doskonały początek „Feblika”. Podoba mi się nadal. Chyba go zanotuję.

  120. Pani Małgosiu, życzę szczęśliwego Dnia Walentynek!
    P.S Jak idzie praca przy ,,Febilku”?

  121. Nie doczekał się Graham Thomas, bo jego twórca mieszka w Anglii (to sam wielki David Austin. Nie poprosił.)

  122. Bo ta róża cudowna na wszystkie okazje, a dobrze ją było sobie przypomnieć teraz, kiedy tak szaro i buro. I można na razie spodziewać się w najlepszym razie przebiśniegów:-) Właśnie o to chciałam pytać, jaki to konkretny okaz, już wiem, dziękuję! Lubię takie felerne róże :-) A czy Graham Thomas doczekał się może uwiecznienia? dobrego wieczoru!

  123. Aleksandro, sama nie wiem.
    Malinówka nie, bo miąższ żółtawy i skórka cynobrowa z żółtym.

    Ech, malinówki, malinówki!
    Co wspomnę, to się rozrzewniam.

    Ann, Celestynko, ta róża wisi w dziale e-kartek od dawna, na specjalne życzenie (ktoś prosił kiedyś o ślubną). Dopiero ją doceniłyście! Ha! To cudowna (polska, polska, Ann!) róża Chopin.
    A namalowałam ją kiedyś z natury, próbując sportretować tę złotą medalistkę międzynarodową – dzieło hodowcy z Poznania, p. Stanisława Żyły. Zamówił sobie u mnie taki portret Chopina!
    Ale ten obrazek pan Żyła zdyskwalifikował: liście niepodobne. W istocie! – bo skupiałam się na kwiatach.
    Musiałam namalować drugi portret. I ten dopiero zawisł u pp. Żyłów w salonie.
    A ten z liściem felernym przydał się tutaj.

    Karambolciu (wiad. pryw.), dziękuję za zrozumienie, życzę wszystkiego najlepszego z okazji urodzin przypadających w Walentynki!

  124. Jabłko jest dobre na wszystko, również na kartkę walentynkową. :) Ciekawe, jaki to gatunek ;)

  125. Cudowna ta róża! Angielska, tylko i li :-) Dobrego, spokojnego wieczoru DUA i Miłym Księgowym!

  126. – Józinku, powiedz „banan”.
    – „Nanan”

    ****
    – Aj, pompot dobly, aj dobly, Zuzinek lubi ciukiel!

    Dziękuję Pani bardzo za szukanie w antologiach.
    Moja Mama mówi, że jak się dzisiaj nie zje pączka, to ma się potem pecha. Co zrobić, kiedy wolę sernik?

  127. Dzieci wszystko wiedzą i wszystko rozumieją, Jas. Tylko nie zawsze umieją to powiedzieć.

    Arete, nie jestem pewna. Sprawdziłam w antologiach i zbiorach, które mam, ale doszukałam się tylko dwóch wierszy Lawrence’a w przekładzie brata. I to nie jest to.

    Kris, pozdrawiam Twoje pół jabłuszka w okularach!;)

  128. Nasza pięciolatka zawołała „o, klucz do miłości!”. Skąd te dzieci wiedzą takie rzeczy?

  129. Kartki -super! Jak mu się coś do okularów przyczepiło!
    Ostatnio słyszałam taki zlepek słów: kar-nawał. Ciekawe, czy o kary cielesne, czy o duchowe chodzi.
    Ja ukarałam się nie jedząc dziś pączków.
    Mąż zrobił sam szafę na naczynia. Przez te jego majsterkowanie nie mamy w domu żadnego mebla z płyty wiórowej (teraz taka na nie moda). I dobrze.

  130. Pani Małgorzato, czy przekład Lawrence’a „Ten, kto wolny, nad swym losem nie płacze”, jest przekładem Pani Brata? Przypuszczam, że tak, ale nie mam gdzie tego sprawdzić, niestety tej antologii w domu brak.

  131. A skoro takie afrykańskie klimaty w Tłusty Czwartek to polecam serdecznie akcję „Wyślij Pączka do Afryki”. Kto będzie chciał poszukać, ten znajdzie :)
    Ściskam wszystkich serdecznie (wciąż jeszcze okrągła jak pączek, ale już niedługo, niedługo…)
    buczyna

  132. Kochana Julio, dziękuję z całego serca.

    Truskawki w Kongo! To brzmi jak tytuł ciekawej powieści. Proszę o wiadomości, Julio, ciekawa jestem wszystkiego.
    A ten ogród chyba cudownej piękności, pod takim niezmiennym słońcem!
    Przesyłam uściski!

  133. Pani Małgorzato !
    Z różnych powodów nie odezwałam się wcześniej (to ja jestem „dobrywieczorek” z Lubumbashi w Kongu), ale w grudniu dotarła do mnie wiadomość, że odeszły do Pana bliskie Pani osoby. Modliłam się i nadal modlę za Nich i za całą Waszą rodzinę. Oddzielenie, jak mówią Afrykańczycy, jest zawsze trudne, nawet jak się wierzy, że spotkamy się po drugiej stronie.

    Cieszę się, że strona znów odżyła i czekam z niecierpliwością na powrót do Polski, żeby móc połknąć nowości :-)
    Pozdrawiam serdecznie z pięknego afrykańskiego ogrodu – moja kongijska współsiostra, Jeanne kocha kwiaty, a w warzywniaku mamy nawet truskawki (!)

Dodaj komentarz