Od Marple

Od Marple

Rozgrzewającym zdjęciem od naszej KC Marple spróbuję uratować sytuację spod wpisu „Okładka”. Coś nam się tam zablokowało i komentarze od Was, widoczne na stronie administracyjnej, nie chcą wyskoczyć na widok publiczny.

Zaraz je przekleję.

A zdjęcie piękne, prawda? W sam raz dla Zagrypionych i Przeziębionych.

Uściski!

MM

 

260 przemyśleń nt. „Od Marple

  1. Szanowna Pani Malgosiu, bardzo dziekuje za Wnuczke do orzechow. Jest przepiekna. Opisy przyrody zachwycajace. Ten cudowny opis spadajacego deszczu! Dziekuje za przemyslenia nad zyciem, ktore wypowiadaja bohaterowie. W swiecie nosorozcow coraz trudniej jest byc czlowiekiem i dostrzegac dobro i piekno. Przeciez wyszydzanie i osmieszanie jest teraz takie nowoczesne. A moze jest tak od zawsze, moze tylko zmieniaja sie forma i objekt? Ta przepelniona blaskiem slonca ksiazka dostaczyla mi chwile wytchnienia w pracy nad doktoratem. (Bo ja mam ju 35 lat i nie dorastalam wsrod Pani powiesci!). Kiedys podsune lekture jezycjady moim coreczkom. Serdecznie pozdrawiam!

  2. A co do malapropizmow, to czesto wzbudzaja sporo smiechu.
    Napis na wystawie sklepu AGD : „Bicchieri da desgustazione”, zamiast „Bicchieri da degustazione” ( z wloskiego: Kieliszki do degustacji wina).
    „Arancie per sugo” zamiast „Arancie per succo” ( o soczystych pomaranczach przeznaczonych na sok, a nie jak glosi karteczka na sos ! ).
    Tak w ramach przyblizenia wloskiej kultury jezykowej :)

  3. Ale z Piemontu, a u nas na poludniu faworki nazywane sa zazwyczaj „chiacchiere” (czyli pogaduszki) i sa puste!
    W dzisiejszym dniu zajada sie tu zazwyczaj „zeppole”, czyli jakby paczki z dziurka posypane cukrem, najlepsze na cieplo (nie sa zbyt lekkie, ciezsze od polskich paczkow, ale raz, dwa razy w roku mozna przymknac na to oko :) )

  4. Dzien dobry sloneczny Wszystkim:-)

    A we Wloszech przez okres karnawalu jada sie tzw „bugie”, czyli nasze faworki. Slowo „bugia” oznacza klamstwo, poniewaz kiedys wewnatrz tychze faworkow nic nie bylo, a wygladaja tak jakby byly czyms wypchane. No ale teraz nadziejawja je i sa przerozne:ze sliwka, z konfiturami, z kremami, z czekolada, z owocami itp,czyli tylko nazwa zostala:-)

  5. Ach! Ja też czekam już na te drożdżowe pączki (najlepsze i tak tylko u pewnej osóbki, jeszcze nigdy i nigdzie tak wyśmienitych nie jadłam!), no ewentualnie faworki, co tam już Mama zdecyduje. Niby tłuste, niezdrowe, ale… raz na jakiś czas ma się ochotę na takie tłuste i niezdrowe. Jak u Pulpecji, co zawsze chwali sobie Józinek. Ech! U niej to dopiero byłby Tłusty czwartek.
    Miłego dnia również życzę! : )

  6. A mnie dzisiaj, jeszcze przed wschodem słońca, odwiedził mój Rodzic z naręczem pączków własnoręcznie usmażonych :) Nie podejrzewałam Go o takie talenty cukiernicze! Lubię takie pobudki :) Życzę wszystkim naprawdę dobrego dnia :)

  7. Zuziu12, ależ zawsze każdą część „Jeżycjady” znajdziesz w wydawnictwie Akapit Press. Wygodne kupowanie internetowe z dostawą do domu!

    Mamo Isi, u nas też stopniało i się zieleni.

    K8, no to smacznego! Oj, lepsze pyreczki z gzikiem niż te tłuste pączki!

  8. Dobry wieczór. Jutro wypróbuję pyry z gzikiem, mam na nie wielką ochotę, po zachętach Starosty i Księgowych. Nastoletni Tygrysek jest świetny, ma takie prawdziwe wady:). Jak my się świetnie rozumiałyśmy… kiedyś. Pozdrawiam wszystkie Tygryski i Pyzunie.

  9. Dobry wieczór,
    uzupełniam serię i nigdy w księgarni nie ma :(Nutrii i Nerwusa,czemu?!Moja mama robi dzisiaj paczki,mniam,mniam!Z marmoladą,lepszych nie ma.Musiałam dzisiaj opisać życie trzech ptaków na przyrodę,bardzo podoba mi się łacińska nazwa(jeżeli dobrze znalazłam):Phylloscopus Silibilatrix-świstunka
    Pozdrawiam i życzę tłustego Tłustego czwartku:)

  10. Ech, nazewnictwo regionalne. Knedle tylko ze śliwkami, a temat ostatnich wpisów to zwykłe kluski na parze. Mogę się teraz wymądrzać, skończyłam dzisiejsze tłumaczenia. Ciężkie były.
    – Non omnia possumus omnes.
    – Wergiliusz – szepnęła mama bezwiednie.

  11. Dzisiaj jak co dzień wyszłyśmy z maleństwami do ogrodu, siadłyśmy samoczwart na wielkiej ławce – huśtawce (zawieszonej na znalezionej niegdyś po sztormie cumie), bujamy się, a tu cóś skrzypi, jakby krasnoludek malutkie drzwiczki o nieoliwionych zawiaskach otwierał i zamykał. A to dwa gile tak poskrzypywały!
    Wiosna niedaleko!

  12. DUA, pięknie „się” to wymyśliło;). Niezmiennie pękam ze śmiechu przypominając sobie scenę z „Nutrii i Nerwusa”, w której Laura zorientowawszy się, że jej twarz nosi ślady ospy wietrznej, wybiega z autobusu i sunie na przepadło przez pola, przez „nieuwagę” pozbawiając się jednocześnie ciężkiego bagażu podróżnego:D.

  13. Pampuchy? Pierwsze słyszę!
    W mojej okolicy (południe Polski) to knedle, albo jagodzianki, gdy były z jogodami w środku.
    Dzień dobry.

    A jutro Tłusty Czwartek. Nawet kanadyjskie sklepy sprzedają pączki – wypiek polonijnej cukierni. I dumnie reklamują „paczki – traditional Polish donuts” for „Paczki Day”.

  14. Cześć, Duśko!
    To i owo się zaobserwowało, z rzeczy powszechnych, ale więcej się wymyśliło.
    Zadowolona jestem z tej postaci. Jako dojrzała osoba Laura rzeczywiście nie będzie aż tak interesująca, jak sądzę. Utemperowana, już nie zbuntowana, zapewne nieco przygaśnie. Ale będzie pewnie znośniejsza dla otoczenia.
    AniaG to wie na pewno, jak sama pisze.

  15. Dzień dobry DUA i Księgowe, ależ Tygrysek jest wspaniały i bujny w każdym wydaniu (Jeżycjady:p)! Ciekawe, czy DUA poznała kiedyś takiego Tygryska…:).

  16. Dzień dobry.
    Na Podlasiu( w stronach rodzinnych) -parowańce, w sezonie letnim, z jagodami, w Gdańsku -pampuchy, do kupienia w każdych delikatesach, tylko podgrzać na parze. Ale bez nadzienia! Na Słowacji, ku memu zdumieniu, w pensjonacie podano je pod nazwą knedle-jako dodatek do gulaszu. A wyglądały i smakowały identycznie jak nasze gdańskie pampuchy. I prawdę mówiąc, w zależności od miejsca pobytu, zmieniam nomenklaturę. Takie są skutki migracji wewnątrz polskiej.
    Grypa nas opuściła szczęśliwie( bez powikłań), ale niektórzy członkowie rodziny słabi jak kociaki.
    A Tygrysicy nie lubię, bo żal mi jej nieszczęsnej, dobrej i bezgranicznie cierpliwej matki. Dobrze, że z tych Tygrysic wyrastają całkiem sensowne, dorosłe i odpowiedzialne osoby. Wiem, bo widziałam na własne oczy;)

  17. Dzień dobry, kochana Celestyno!
    Dziękuję za ten obrazek. Cieszę się!
    Pozdrawiam Tygryska.

    Karambolu (wiad.pryw.), wybacz, nie mam czasu (jak zwykle). Ani na czytanie blogów, ani na życie towarzyskie, ani na inne różności. Mam mnóstwo pracy wokół siebie i jeszcze więcej – przed sobą! Wiesz, gdybym czytała i oceniała wszystkie próby literackie, z pewnością nie zdążyłabym sama nic napisać.

    Proszę się na mnie o to nie gniewać.

    Kasiu, a w Toruniu sama słyszałam, jak pyzy te nazywano pampuchami.

  18. Dzień dobry,do Wioli parowańce to pyzy drożdżowe gotowane na parze (przynajmniej u mnie w domu),takie ja robiła babcia Orelki i Gabrysia(ja niestety nie daje rady zdejmować ich z płótna palcami)

  19. :)))))))
    Scena z butami, Arete, rozmowa Ignacego z docentem(?). „At, glupstwo, nic takiego. Wychodzi jutro za jakiegos mlodzienca, a nie ma
    zadnych pantofli”

    Jak tu juz wspominalam, czytamy przed snem po kilka stron Tygrysa i Rozy. Kiedy ksiazka sie ukazala, ja bylam juz dawno po okresie buntu, nawet nie pamietam czy takowy mialam (na pewno bylam czesto bardzo opryskliwa dla mamy, przydala by mi sie wtedy taka ksiazka…)
    Wiec nie wczuwalam sie wtedy za bardzo w Tygryska, raczej w caloksztalt..Teraz z corka inaczej na rzecz patrze, oczami Laury wlasnie. A ona z kolei widzi tez Gabrysie. Wczoraj plakalysmy razem z Gaba w ciemnym przedpokoju, u stop Natalii.
    Ale szybko nas pozbierala, trzeba przyznac. „Przepraszam za te odrazajaca scene”:))

    Dzien dobry kochana Pani Malgorzato!

  20. Mieszanie też jest rzeczą ludzką, Arete.:)

    K8, ależ skąd. Żadna tam paćka. Ziemniaki ORAZ dobry twaróg zmieszany ze śmietaną kwaśną, bardzo porządnie przyprawiony (cebulka, pieprz, sól etc, można i kminek dać). Proste jedzenie, a pyszne. No i zdrowe, jak wszystko, co proste.

  21. Hihihi, pomieszałam, pomieszałam.
    A to było tak:
    – Non omnia possumus omnes.
    – Wergiliusz – szepnęła mama bezwiednie.

    – Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo.
    – Horacy – odgadła.- Ignasiu, jesteś beznadziejny

    Scena 1 to buty. Scena druga – firanki. Jedno i drugie Idy. Noelka, s. 48 i s. 88.
    Hihihi.

  22. Dobry wieczór. Nigdy nie jadłam pyrów z gzikiem. Czy przypominają farsz do pierogów ruskich? Skład wydaje się podobny, ale co z formą i smakiem? Muszę to wiedzieć.:)

  23. „Wergiliusz” – odparła machinalnie mama Borejko. „Ignasiu, jesteś beznadziejny”.
    Dziękuję :)

  24. Dzięki Wam dowiedziałam się (od razu przypomina się Łusia – „przez niego pokochałam gramatykę”), cóż to takiego ten gzik. No i cóż… już wiem, że nie tknęłabym tego (chyba że ukradkiem, gdy nikt nie patrzy, bo… nie przepadam za twarogami i serami, choć moja tolerancja dla tego produktu ostatnio powoli się zmienia).
    PS: Troszkę się tu do Was wkradam, co raz zaglądam. Dzięki temu czuję się jeszcze bliżej tej Borejkowej rodziny. : )
    Ach! A czy wiecie, czym są parowańce? (może wiecie, zapytałam kiedyś pewną osóbkę, też z lubelskiego, ale nie znała tego)

  25. Droga Izabello (lubię imiona z dwoma „l” – że zacytuję Bernarda Ż.), właśnie odpowiedziałam na Twój liścik, zamieszczony pod wpisem poprzednim („Okładka”).
    Mam nadzieję, że nie wydałam Ci się zbyt stanowcza. Taka już moja natura.

  26. Errare humanum est, in errore perseverare stultum. Łacina. Autora nie pomnę, Borejkowie są lepsi.

  27. Barwa jej odbiega ciut od normalności, ale daje radę – jutro już wracam do pracy. Dobrze będzie z tą koteczką-kosteczką ;) Dziękuję za troskę :-)

  28. Nie wiem jak to się stało, ale niechcący zostałam Anonimem, nie zmienia to faktu że przyznaję się do błędu .

  29. Bóg zapłać za dobre słowo, Ivanko.
    Jak tam nadwyrężona „koteczka” w kostce?

    Pyry: najlepsze są te pieczone w ognisku. I na nie zimny gziczek. Ze szczypiorkiem i solą.

  30. Dzień dobry :-)
    Mój „przeflancowany” z Lubelszczyzny do Poznania kumpel zaserwował mi kiedyś pyry z gzikiem – pychota!
    A Musierowicz na chandrę w różnych stopniach zaawansowania zawsze się sprawdza :)
    Dziękuję Pani, Pani Małgosiu, że pisze Pani tak, jak pisze i to, co pisze. Pisać niezwykle o zwykłych sprawach – to naprawdę bezcenne. I niezwykłe.

  31. Anonimku, nie jest wstydem popełnić błąd.
    Ale nie umieć się przyznać do niego, a jeszcze tępo się przy swoim upierać – o, to już wstyd.
    A więc uszy do góry! Mylmy się i korygujmy nadal. To jest życie.

    Wiolu, uściski!

    Beato, gziczek pyszności, często u nas gości.
    A ja tę niedzielną burzę przespałam?!!! No, jaka szkoda!

    Wójciku, wolę Twe rude sploty.

  32. Dzien dobry.-)
    Witam Wszystkich w ten sloneczny dzionek. Pani Malgorzato czuje sie baaardzo zaszczycona, ze Pani mnie pamieta. Jeszcze raz dziekuje Pani za Wszystko:-)
    p.s. ja rowniez staram sie wychowywac moje dzieci dwujezycznie, mam nadzieje, ze to mi sie uda.

  33. Dzień dobry wszystkim!
    Dzięki naszemu gimnazjaliście Jankowi, znowu sięgam do Romea i Julii WS w najlepszym, niezrównanym przekładzie Stanisława Barańczaka. Pamiętamy p. Małgorzato, pamiętamy……
    A propos spraw kulinarnych, pamiętam serek z kminkiem smażony przez moją babcię, a i teraz zajadamy się w rodzinie tym specjałem, ale już gotowym. Przy okazji sobotniego pobytu w Poznaniu (sic!) kosztowałam także gzik wielkopolski. Mam nadzieję, że odgadniecie co to takiego:).

    Właśnie wracając do domu z Poznania w sobotnio- niedzielną noc byliśmy wraz z mężem świadkami ciekawych zjawisk atmosferycznych z efektami, a mianowicie burzy śnieżnej z błyskami rozświetlającymi okolicę na kilka kilometrów i śniegiem zacinającym prosto w szyby auta , tak gęstym, że widoczność malała do 50 metrów. Lutowa burza, hm..
    Pozdrawiam słonecznie.
    Beata

  34. Dzień Dobry : )
    Zgadzam się z Mamą Patrycji w stu procentach!! : )
    I oczywiście, tak nawiązując od wcześniejszych komentarzy… „niesie Kasię”! Choć śpiewać w ogóle nie umiem, a i ta piosenka zwykle mnie irytowała. Może dlatego, że chyba kilka osób z mojej rodziny ustawiło sobie ją jako dzwonek w telefonie??

  35. Ja to bym jednak chciała coś mieć z tego Tygryska. Głos na przykład. I te piękne czarne lśniące włosy.

  36. A! A to się ucieszyłam, Patrycjo miła.
    Proszę Mamie podziękować ode mnie i serdecznie ją pozdrowić. Życzę jej, żeby miała jak najmniej stresów i żeby jej córka miała jak najmniej z Tygryska !!!
    Pamiętajmy o tym, że nasze Mamy są naszymi skarbami.

  37. A ja uwielbiam ten moment w „Czarnej polewce”, kiedy w samotności Laura napawa się atmosferą mickiewiczowską. Magiczna scena, czuję ją całą sobą.
    Też identyfikuję się z Laurą. Chyba każda nastolatka ma jakieś zarodki buntu i znajduje w Tygrysku siebie. Zresztą nie tylko w Laurze.
    Aha. Mama kazała przekazać, że jest Pani niezastąpiona. Ostatnio jest nerwowa i szukała książki na odstresowanie się. I powiedziała: Jednak Musierowicz to Musierowicz. Najlepsza w swoim rodzaju. :)

  38. Wiewiórko droga, jeśli macie w lubelskim sklepy sieci Piotr i Paweł to można tam zakupić całkiem smaczny ser smażony. Przynajmniej we Wrocławiu można, bo my się zajadamy tym przysmakiem właśnie,a babcia moja wielkopolanka mówi, że jest ten sklepowy jest smaczny i taki jaki pamięta z domu.

  39. Dzień dobry,wydaje mi się ze scena z „Tygrysa i Róży” , ale może się mylę ?

  40. Dobry wieczór! To „Córka Robrojka”, strona 63. W regularnej lekturze jestem na stronie 30. Zasłużyłam na kolejną dawkę kuracji odmładzającej. Dobranoc :)

  41. Też lubię tę scenę. I wszystkie z Natalią i Robrojkiem. Są takie… magiczne :-)

  42. O, ale Fluid z Arete. Dobry wieczór!
    Właśnie weszłam. Karteczki na Walentynki malowałam przez pół dnia.

    Scena, hej, skąd ta scena? Autorka nie pomni.

  43. „Stryba”. „Ach, Stryba”. „Po mężu. Bo z domu to – Borejko”.
    Jeju, jak ja lubię tę scenę.

  44. Ten biały, oczywiście, Wiewiórko. Smażony na maśle, z kminkiem, po kilkudniowej fermentacji.
    Specjał wielkopolski.

    Celestyno, wiele tych tygrysków się identyfikuje z Tygryskiem. A więc problem istnieje.

    Syrenko, coś mi się zdaje, że to znana francuska piosenka.

  45. Dzień dobry! Mam pytanko kulinarne. We „Wnuczce” pojawia się ser smażony i bardzo mnie interesuje następujące zagadnienie: czy to jest żółty ser smażony ( np.panierowany), czy też biały ser smażony ? Wiem, że ten ostatni jada się w wielkopolskim, a w lubelskim nie mamy tego przysmaku. Ilekroć odwiedzam strony Starosty, zajadam się serkiem smażonym, ale tylko takim kupnym, z pudełeczka. Można kupić zwykły, albo z kminkiem, uwielbiam jeden i drugi. Rzadko bywam w stronach Starosty, więc niestety nie jadłam serka smażonego od lat i bardzo za nim tęsknię. Podobno o niebo lepszy jest robiony sposobem domowym, ale też chodzą pogłoski, że kiedy się go przygotowuje, niepięknie pachnie w domu. No ale wracając do „Wnuczki”, to jaki był to ser?

  46. Dzień dobry!
    Z tą Kasią to ciekawe, że głównie kobiety się przy niej upierają (z wyjątkiem Pana od muzyki), może dlatego, że mają bardziej romantyczne, a mniej praktyczne oczekiwania? Mój tata też się ze mnie śmiał z powodu Kasi w mojej interpretacji „Zielonego mosteczka”, ale jak poniżej widać niesłusznie, wytknę mu to kiedyś. Aktualnie nasza rodzina z inicjatywy Mareczka śpiewa jednym głosem (albo raczej chórem) „Raz dobosz zuch” i tu na szczęście nie ma problemów z interpretacją tekstu, a i romantyczna nuta pobrzmiewa w rytmie werbla :)

    Raz dobosz zuch
    szedł sobie ulicami
    i bił za dwóch
    w swój bęben pałeczkami.
    Ran, ran, ran, pata, plan,
    w swój bęben pałeczkami.

    Na bębna głos
    tłum zleciał się z oddali,
    by ujrzeć, kto
    tak dzielnie w bęben wali.
    Ran, ran, ran, pata, plan,
    tak dzielnie w bęben wali.

    Królewna, gdy
    dobosza zobaczyła,
    różyczki trzy
    z balkonu mu rzuciła.
    Ran, ran, ran, pata, plan,
    z balkonu mu rzuciła

    A do tych róż
    swe serce uwiązała,
    bo w nim się już
    prawdziwie zakochała.
    Ran, ran, ran, pata, plan,
    prawdziwie zakochała.

    Był piękny ślub,
    wesele huczne po tym,
    on u jej stóp
    swe serce złożył złote.
    Ran, ran, ran, pata, plan,
    swe serce złożył złote.

  47. Marzeno, ja tak wlasnie robie.
    Czytam na glos i tlumacze realia lat 80, ale nie tylko.
    Mimo, ze dziecko duze, samodzielne, i doskonale czyta.
    Aktualnie pasjonujemy sie buntem Laury w „Tygrysie i Rozy”. Corka bardzo sie utozsamia z niezaleznym Tygrysem i chyba chcialaby byc taka jak ona. Chociaz doskonale widzi krzywde Gabrieli.
    (Pani Malgorzato, pieknie to Pani zdetonowala, uklon od matki corki dopiero obmyslajacej bunt:))
    Wczesniej przy Imieninach ekscytowala sie historia sympatycznych braci Lelujkow i bardzo znielubila Fryderyka, ze tak wkroczyl do akcji.
    Mam nadzieje, ze go jeszcze polubi..

    Pozdrawiam Pania Malgorzate i Gosci!

  48. Dzień dobry, oczywiście, że niesie Kasię :-) Cieszę się, że nie jestem osamotniona w śpiewaniu tej przyśpiewki z Kasią w roli dziewczyny do odprowadzenia. Inna rzecz, że mój Pan Od Śpiewu również zaskoczony był brakiem Kasi w tekście piosenki.

  49. Oczywiście, że Kasię! Całe życie tak śpiewam( fałszywie i głośno).
    „Gawędy o sztuce” ( łapczywie przeczytałam tom pierwszy) dałam siostrze na imieniny. Zamawiam następny zestaw.
    Spięcie w samochodzie ze starszym dzieckiem na temat Mehmeta II i rzezi Konstantynopola( której wg Stommy nie było). Młody, świeżo oczytany, rzucał przykładami i cytatami. Przegadał mnie . He, he, dumna jestem z dziecka.

    PS. „Historie przecenione” i „Historie niedocenione” „A jeśli było inaczej. Antropologia historii” Ludwika Stommy. Czyta się jednym tchem. Sama dziecku podsunęłam.:D

  50. Dziękuję, Marzeno.
    Trzymam się dzielnie i całe szczęście, że Mama nas wychowała na pracusiów. Teraz wiem na pewno, że praca – ta zwłaszcza, którą się lubi – jest także lekarstwem na ciężkie chwile.
    Pilnuj, pilnuj, żeby dzieci znały język ojczysty! Miło mi będzie, jeśli sobie poczytają Jeżycjadę.

    Pozdrawiam wszystkich!
    U nas był dzisiaj cudowny dzień ze słońcem i śniegiem. Obleciałam całe jezioro i też widziałam te rude wesołe, z kitkami.

    PS
    Oczywiście, że niesie Kasię.

  51. Pani Malgosiu! Skonczylam czytac Wnuczke i juz czekam na Feblika. Dziekuje za wszystkie godziny, ktore moglam spedzic w towarzystwie rodziny, o jakiej zawsze marzylam, a ktorej nie dane mi bylo miec w dziecinstwie. Teraz, gdy mam swoja rodzine, staram sie, by choc troszke przypominala Borejkow. Mieszkam w Wiedniu, a moje dzieci dorastaja dwujezycznie. Postaram sie z calych sil, by przeczytaly Jezycjade, chocbym miala czytac im na glos i tlumaczyc zawilosci PRL-u :-) Pierwsze czesci sagi darze szczegolnym sentymentem, bo urodzilam sie mniej wiecej wtedy, gdy zaczela sie Jezycjada. Prosze nie ustawac w pisaniu. Wiem, ze wraz z odejsciem brata musi byc Pani ciezko. Moj tato, rowniez z 1946 r. zmarl przed dwoma miesiacami. Bardzo cenilam kunszt translatorski p. Stanislawa, szczegolnie dlatego, ze jestem anglistka, a Szekspir w jego przekladzie nie ma sobie rownych. Zycze duzo sily, inspiracji i satysfakcji z tworzenia, a takze niezawodnego zdrowia!

  52. Szczególnie że przecież podmiot liryczny wzmiankuje w ciągu dalszym piosenki:
    „Żeby ja tę łąkę harendował,
    To bym ja mosteczek wyrychtowoł.
    Czerwone i białe róże sadził,
    I ciebie, dziewczyno, odprowadził”
    I w świetle powyższego jest oczywistym, że chodzi właśnie o Kasię! Cbdo.

  53. Sondelani, bardzo dziękuję za wsparcie moralne dla jedynie słusznej wersji „Zielonego mosteczku”;) Żadnych sieczkarni!
    Bóg zapłać za całuski dla Asi i Zosi – przekażę panienkom jutro z samego rana!
    Arete, jejójkę pozdrowię przy najbliższej okazji.

    Dodatkowo do znaków zbliżającej sie wiosny muszę dodać sójkę, która siedząc na leszczynie (nb.kwitnącej) wykonywała spiew godowy: było tam i ćwierkanie, i krakanie, i kląskanie, i piski, i ochrypłe wrzaski, słodkie poszeptywanie, a nawet miauczenie. No, cuda!

  54. Mamo Isi, tylko tak! Zawsze byla Kasia i dla niej spiewajacy mial mostek harendowac i wyrychtowac. U nas tak spiewaja juz cztery pokolenia. To w koncu mostek, a nie jakas sieczkarnia, zeby trawka sie siekala.
    Fluid z Asia! – u nas tez sie dzis pokazala jejojka :). Caluski dla Dziewczatek.

  55. Oczywiście, że trawka niesie Kasię! Ten wariant zdecydowanie bardziej mi się podoba. Bo i dlaczego nie miałaby nieść, ja się pytam? Precz z purystami, którzy próbują odczarować urokliwe błędy!

    Maleństwa wspinają się już na słowa długie i trudne; ostatnio Zosia powtarza z naciskiem i bardzo poprawnie:”jabłko” – upajając się jego niezwykłym brzmieniem. Asia zaś do bogatego wokabularzyka dołożyła „jejójkę” (wiewiórkę). Ww. jejójka przebiega jezdnię zdążając z lasu do naszego ogrodu, więc niewątpliwie wie, co mówi (Asia).

  56. Dobry wieczór!
    Z pomocą google books dotarłam do źródła „wodasu czaju”. Jerzy Andrzejewski, „Książka dla Marcina”, PIW 1954. :-)

  57. Risdmuseum świetne, a w okół mnóstwo brzmiących z angielska nazw miejscowośći. A znalazłam jeszcze Mint Museum, a tam przepiękne XVIII-wieczne ceramiki „Unknown English Maker”, ale szkliwa!

  58. Ja nie na temat, ale podoba mi coś ze starej angielskiej ceramiki (to chyba móje klimaty) należy wrzucić w google: John Astbury pottery. Chodzi mi o figurki.

  59. Olaboga, Eviku.
    Ale jakoś nabrałam dziś otuchy.
    Napisał do mnie przyjaciel ze wspomnieniem słów

    „… pewnej świętej i mistyczki, która dopytywana o różne eschatologiczne scenariusze zapewniała, że > wszystko będzie dobrze< ".

    Dobranoc!

  60. Dobry wieczór
    Chcę tylko powiedzieć, że 20 marca w Polsce będzie widoczne częściowe zaćmienie Słońca :)
    Dobranoc :)

  61. Pani Małgorzato!
    A może napiszę specjalnie dla niej wierszyk! Skromnie mówiąc mam „łeb” do pisania wierszy! :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

  62. Dobry wieczór, Syrenko!
    To ci musiał być Gądol Jerzy znad Wisły. Barkami zwoził piach.
    Pewnie miał muskularne barki.

  63. Moje trzyipółletnie dziecię Marek Józef modli się konsekwentnie „za nami grzecznymi”. Spuneryzmami sypie jak z rękawa – kojban – kombajn, lejeń – jeleń, hliptotel – helikopter, pentejówka – temperówka, pejantuja – temperatura to kilka przykładów tak z biegu wziętych.
    A propos: pewien słuchacz zadzwonił do radiowego koncertu życzeń zamawiając piosenkę o Jerzym Gądolu. Kto zgadnie co to za piosenka? ;)
    Pozdrawiam syrenkowo, miło tu :)

  64. Dobry wieczór!
    A czy wiecie, kto to są „winnisi” i w jakiej polskiej kolędzie występują? :)
    Dla mnie też zawsze zielona trawka na mosteczku niosła Kasię. Prawdę powiedziawszy całkiem niedawno doszłam do właściwej wersji. :)

  65. Ktoś pamięta autora tej czytanki? Gdyby się bardzo uprzeć, to takie „wodasu czaju” mogłoby oznaczać po turecku wodę (su) na herbatę (cay). I w ten sposób wracamy do obrazka.

  66. Przypomniała mi się jeszcze taka czytanka szkolna – może ktoś z pokolenia 40+ pamięta :-) – „Wodasu czaju”. „Wodasu czaju, wodasu czaju” – miały to być słowa piosenki, której nauczył się na lekcji w szkole bohater opowiadania. Rodzina zachodziła w głowę, co to za piosenka, w jakim języku i o czym traktuje. Do rozwikłania zagadki potrzeba było aż konfrontacji z nauczycielem. Rozwiązania celowo nie zdradzam. ;-)

  67. Dawno, dawno temu śpiewałam: „…w swoim złoczko ściele” – wyobrażając sobie „złoczko” jako złote łóżeczko z prześliczną pościelą. Natomiast o tym Duchu, który wystąpił tu w którymś z wcześniejszych wpisów: „a równemu Imć Duchowi” – bo oczywista wydawała mi się taka forma grzecznościowa.

    Miłej soboty!

  68. Prawda, tablet poprawia mnie nieustannie i czasem uda mi się coś przeoczyć.

    Dziś także jest rocznica urodzin polskiej poetki, a także autorki dramatów, opowiadań i książek dla dzieci, Anny Świrszczyńskiej.

    Dobrego dnia.

  69. No tak… „niesie Kasię”. Kiedy dawno temu, dziecięciem będąc, uczyłam się gry na syntezatorze z uporem do tego śpiewałam „bardzom cirada”, nawet się specjalnie nad sensem nie zastanawiając, bo skoro „na tym Rynku w Krakowie domy stanęły na głowie”, to dzieweczce też wolno rzecz dowolną.
    Trąba Zuzi cudowna.

  70. Dzień dobry.
    Ja muszę uważać, jak piszę na tablecie. To złośliwe urządzenie dzieli i przeinacza wyrazy ;) .
    A dziś Google Laurę Ingalls Wilder uczciło.
    Miłej soboty życzę.

  71. Ach, a pamiętacie, jak to w dawnej KG Wójt wspominał swoją Zuzię? Śpiewała: „…bo ubogą była, trąbę z głowy zdjęła”…
    Dobranoc!

  72. No tak, wkradła się literóweczka, gdyż miała być kosteczka :-)
    Dobrej nocy życzę (z nogą w górze :-))
    PS. Dobre mogą być też buty wysokie, które pasjami uwielbiam, choć zapewne ortopeda miałby na ten temat insze zdanie ;-)

  73. Ależ one są dobre! Tylko wysokie ;-)
    Świetnie komponowałyby się z kapeluszem, gdybym takowy posiadała.
    Dobranoc :-)

  74. A nie, bo koteczka, znaczy się, staw skokowy. Jak się go raz wywichnie, a nastąpiło to już w zamierzchłych czasach liceum, to on się potem tak przypomina i właścicielka takiego stawu wywichniętego powinna zapomnieć o koturnach. A skoro jednak biega w koturnach, to potem leży z nogą w górze. Zdarza się średnio raz na trzy lata. Życie :-)

  75. Dobrze, będę się ćwiczyć w cierpliwości; szczególnie teraz, gdy leżę z nogą w górze, gdyż się wzięła i wywichnęła (noga, nie góra), będzie to z pożytkiem. Do leżenia powtórka z Kwiatu kalafiora jest jak znalazł.
    Miłego wieczoru życzę :-)

  76. Ivanko, zwykle przesyłano zdjęcia na adres Administracji, ale teraz Adminki się przebudowują, więc poczekajmy.
    Musimy jakoś zapanować nad obfitością.
    Ściskam serdecznie!

  77. Nasz kościół ma stałe ciekawostki: „nasz Pan Bóg leży z łapami na brzuchu”, anioł szański pańcem go osłoni” i, co zauważył ks. J. Twardowski „niezwyciężonego plask w mordę Samsona”, „nacudjo nasza” – zawsze myślałam, że ta „nacudja” to jakiś kwiat.

  78. Dobry wieczór! Nieprawdopodobnie się uśmiałam! Zresztą, sama do niedawna śpiewałam „zielony mosteczek ugina się / trawa na nim rośnie, niesie Kasię” (zamiast, oczywiście, „nie sieka się”). A to tylko jeden z przypadków, kiedy coś źle usłyszę czy nawet przeczytam – czeskie błędy to moja specjalność, rzec by można. Bo zamiast np. miniszoków pojawiają się mimiszonki :-D
    Pozdrawiam wieczorową porą.

    PS. Jak mogę Pani, UA, przesłać zdjęcia?

  79. Dobre, dobre, Nutko i Magdo!

    Uwaga: chłopcu M. , który prywatnie prosi o radę w sprawie prezentu na Walentynki, odpowiadam: nie znam Twej Walentyny, ale – znając Ciebie – ośmielę się przypuścić, że jest inteligentna.
    Więc kup jej szczególnie ciekawą i miłą książkę.
    Kwiatek też może być!
    A niebawem będą u nas, w dziale „niespodzianki” nowe kartki walentynkowe.

  80. Mam jeszcze jeden malapropizm, nazwijmy go „słuchowy” (proszę mnie poprawić, jeśli to nie ta kategoria).
    Latem, w czasie festynu występował u nas zespół ludowy. Jedna z piosenek miała taki wers: ” a ona chwyciła, izbę nim zamietła”. W czasie refrenu mój Podobny, nachylił się skonsternowany i zapytał: „A kto to Beni?”. Widząc moją zaskoczoną minę, doprecyzował: „No przecież chwyciła i z Benim zamietła”.
    Do dziś leżę i kwiczę.

  81. Dobry wieczór.
    Kiedy byłam mała, zastanawiałam się (słysząc „żywią i bronią”) co to jest ta „żywia”. A znów wczoraj uczennica na korepetycjach wyciągnęła „korepetytorium” – i jeszcze się zdziwiła, gdy ją poprawiłam. Frapujące są te usterki językowe – czasem bardzo śmieszne, ale czasem też smutne.
    Kupiłam kolejny zbiór esejów Stempowskiego „Po powodzi” , a czytam „Moje gawędy o sztuce”.
    I ciepło pozdrawiam w zimny piątek lutowy.

  82. Ojej, ojej! Ale się uśmiałam! :):):)
    Sama kiedyś (w dzieciństwie) śpiewałam w kościele „Karminas” (zamiast „karmi nas”) i okropnie mi się to słowo podobało, tylko za nic nie wiedziałam co oznacza.
    Natomiast klasykiem jest chyba „chytry umfu” (zamiast „hymn tryumfu”) lub „a Równemu i Duchowi” (zamiast „a równemu Im Duchowi”).
    Pozdrawiam
    Nutka

  83. Arete, z naszym wiekiem wszystko jest mozliwe :). A dzieckiem miastowym, to ja tez bylam, ale wakacje i ferie dziecinstwa spedzone na podlaskiej wsi oraz dzialka pracownicza Rodzicow sprawily, ze jednak mialam jakis kontakt z przyroda. A obserwowanie i poznawanie ptakow jest cudowne! Chociaz sprawiaja one tez czasem duze niespodzianki. Np jakos tak zawsze uwazalam ziebe za ptaka wielkosci co najmniej sojki, a ona sie okazala mala jak wrobelek… :)
    Spuneryzmy, hmm, ciekawe.
    A jak zakwalifikowac moje jezykowe pomylki? Ciagle mi sie zdarza pomylic she z he, kitchen z chicken i tomato z potato. Ale najzabawniejsze nieporozumienia wyniknely, gdy chwalilam sie kolezance, ze zasadzilam piekne panties (zamiast pansies) lub gdy zapraszalam gosci, zeby podziwiali moj backside (zamiast backyard).
    Noc zapowiadaja mrozna. Dobranoc.

  84. Ja sobie poprawiam nastrój oglądając piękno w necie. Mogę podziwiać i podziwiać. Kiedyś ludzie tworzyli z sercem (dzisiaj może też, nie wiem).
    Akurat musiałam przerzucić się na samochody, mina mi od razu zrzedła. Lepiej tego nie robić.

  85. Nasza biblioteka z okazji Urodzin Wiadomej – w antyramach namalowane główne bohaterki poszczególnych tomów „Jeżycjady”. Myślałam, że nie wyjdę dziś z oddziału dziecięcego, tak się zapatrzyłam.
    Pożyczyłam „Prawem i lewem”.

  86. „To alibi do mnie?” – znany wszystkim malapropizm z pewnego kawału z brodą o policjantach.

  87. Ach, Jas! Wklepałam w Googla : Salt Glaze Teapots Aaron Wood i…olaboga, olaboga! Jakie piękne, jakie różnorodne, ile fantazji w tym i wdzięku!
    Dziękuję! Pinterest i risdmuseum to, zdaje się, dwa najciekawsze tropy. Rzucam się do oglądania.
    A widziałaś ten czajniczek cały z zielonych listków i łodyg? Nie do wiary.

  88. Ależ się uśmiałam. :D Też kiedyś używałam malapropizmów. Ile potem było śmiechu!
    Na szczęście mam już ferie, więc dużo czasu na książki. Teraz czytam „Dziewczyny z powstania”. Jestem absolutnie zafascynowana okresem wojennym(i tymi ludźmi!).

  89. Moja przyjaciółka kiedyś z euforią: „No i wiesz tam siedział taki Arab czy Indyn ?”. Tak mi się przypomniało odnośnie skrótów.
    Miłego wieczoru.

    PS. Coś za nerwowo cisnę klawiaturkę?

  90. Tym razem dłużej będzie.
    Celestyno, nie. Jakimś cudem wiedziałam już dawno, kto to Jonasz. Mama za to nie wiedziała, co to może znaczyć „wstał Pan Chrystus z martwych ninie”.

    Sondelani, pewnikiem jesteśmy w podobnym wieku, sądząc po nazwiskach sportowców. Ale ja jestem tak miastowym dzieckiem, że kiedy pewnego razu opisałam znajomemu p[taka widzianego po raz pierwszy w życiu, zwinął się ze śmiechu z tekstem „srokę widziałaś”. I liguster też wcześniej znałam od biskupa Krasickiego, niż z własnej świadomości, że to rośnie w każdym kątku każdego osiedla.

    „Dąb starej Anglii jest złoty, kiedy weń wali piorun. Teraz jest cicho, cisza zimowego wieczoru”.
    Nie umiem się obyć bez angielskich puszeczek na wszystko (to dziedziczne) i duuużych kubków. Ale w tych kubkach jest wielkolistny Ceylon, a nie brytyjskie łamańce w papierowych torebkach.

    Z filiżanki Dilmah wyczytałam kiedyś, jak to Samuel Johnson opisuje, że u niego czajnik nie miał czasu stygnąć. Należę do tego samego gatunku. Jestem teistką. In saecula saeculorum, amen.

    Dobry wieczór, zapraszam na herbatkę :)

  91. Żeby tak to w Polsce zaszczepić, może przeżylibyśmy złoty wiek sztuki? My, z mężem możemy zrobić coś tylko w internecie, np. bloga. Ja zaczęłam dochodzenie w sprawie ceramiki angielskiej. Przy nazwisku Thomas Whieldon jest podane trochę danych technicznych, tego co używał (cooper- to chyba tlenki miedzi).
    Bardzo się cieszę, że DUA właśnie dzbanuszki… . A co powiemy na to: Salt Glaze Teapots Aaron Wood? Aaron Wood to też English potter.

  92. Lubię dzbanuszki, Jas. I nawet je kolekcjonuję niezobowiązująco.
    Filiżanki też lubię, ale nie odważyłabym się sama ich wykonywać : muszą być delikatne i cieniutkie.

    Tak, ten sam fragment książki utkwił mi w pamięci; pomyślałam sobie: ileż to prześlicznych przedmiotów powstało w Anglii dzięki tej jakże rozsądnej modzie!

  93. Pytam o ceramikę, bo jakoś krążę myślami wokół tego co przeczytałam w książce „Jane Austen i jej racjonalne romanse”. Po prostu zacytuję: „W drugiej połowie XVIII wieku nastąpiło na Wyspie coś, co można by nazwać erupcją talentów, a wraz z nią rozkwit wrażliwości estetycznej Brytyjczyków; dotyczyło to nie tylko sztuk pięknych, ale , co tak ważne, sztuki użytkowej… W pałacach, dworach i zamożnych domach na wsi, od arystokracji i właścicieli majątków ziemskich, aż po prowincjonalnych duszpasterzy z dobrych rodzin rodziła się moda na piękne przedmioty użytkowe wykonane rękami rodzimych artystów-rękodzielników. Popieranie manufaktury własnego kraju i używanie porcelany z glinki hrabstwa Stafford zamiast z Drezna…”. Podoba mi się to!

  94. Do tej fotografii dorzucam jeszcze okładkę do „DIRECTORY of BRITISH TEAPOTS”.
    Mam takie pytanie, czy Pani ma może w głowie już jakąś formę ceramiczną? Czy byłby to wazonik, talerzyk, czy może czajniczek? Albo jakiś inny kształt?

  95. PS Zapomnialam o kowalikach, rudzikach, dzieciolach i malym krogulcu, ktory czasami usiluje sie pozywic stalymi goscmi jadlodajni. Problem tylko z oknem odbijajacym niebo i las, ktore staje na drodze skrzydlatych braci mniejszych…
    Jakies sugestie?

  96. „…rondel z głowy zdjęła…” – właśnie tak śpiewała moja młodsza siostra :) w poprzedni mój komentarz wkradł się błąd, mogło być niezrozumiale.

    Ja też uwielbiam te powiedzonka komentatorów sportowych (nie koniecznie malapropizmy) a szczególnie Pana Zimocha , np.

    „Siebie nazywasz kaktusem, bo potrafisz ukłuć, ale kaktus potrafi i pięknie kwitnąć! Studiowałem godzinami o rodzinie kaktusów echinocactus cinnabarinus, ich kwiat kwitnie tak pięknie jak ty dzisiaj na trasie!” Opis: do Justyny Kowalczyk w czasie biegu na 30 km kobiet na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver.

  97. Dzień dobry!
    Ja tak czytam komentarze i doszłam do malapropizmu pobożnego. Jak byłam mała to w „Gore gwiazda” śpiewałam „Chodźcie ino do bernardyna, narodził się Bóg dziecina”. Dopiero kilka lat temu rodzice uświadomili mi, że źle śpiewam.
    Miłego dnia,
    Julka

    :D

  98. Witajcie :) Moja młodsza siostra przez pare dorbych lat dzieciństwa śpiewała „Jeżu malusieński…” oraz „…roldel z głowy zdjęła…”

    Ściskam Was :)

  99. Aha! To weszłaś w serię o braciszku Cadfaelu, Beatko!
    Ta już za mną. W całości.

    Swoją drogą, Zuzia ma ładny wokabularzyk. „Czupurny”!- brawo!

  100. Witam wszystkich!
    Dzisiaj coś o Jasiu, bracie Zuzi. Nie jest to malapropizm, ale pasuje do nastroju tej stronki. Kilkanaście lat temu, gdy zasób słów Jasia był o wiele mniejszy niż dzisiaj i temperament niekontrolowany, w czasie jednej z zabaw z siostrą usłyszał: „Ale ty jesteś czupurny” natychmiastowa riposta Jasia: „Sama jesteś upiorem”. I tak powstają powiedzonka rodzinne :)

    Pozdrawiam słonecznie. Z zakupionym nowym voluminem Ellis Peters „The Hermit of Eyton Forest”.
    Beata

    Beata

  101. Uwielbiam te „skroty myslowe” komentatorow sportowych!:-)

    „Cora, cora” ..:-) :-)
    Arete, a „Nacudjo nasza” nie spiewalas w pewnej wielkanocnej piesni?:-)

    (mam jakis wirus w krtani i stracilam glos, wiec jak sie teraz na glos smieje z tych wszystkich malapropizmow i innych, to wychodzi okrutne skrzypienie..)

  102. „córa, córa”- ogłaszają. Do samej dorosłości zastanawiałam się, o co tu chodzi.

  103. Dzien dobry, ale nas zaszadzialo! Pienie jest – tak bialo, mgliscie i spokojnie.
    Jedyny element ruchu wprowadzaja ptaki w naszej sosnowej jadlodajni – dzwonce, wroble, sojki, kosy i wszystkie sikory – jest ich chyba z piecdziesiat.
    W domu tez spokoj, a raczej uspokojenie po wczorajszej kontrolnej wizycie w szpitalu.
    Dzieki za wspaniala lekture wczorajszych wpisow. Dodam kilka moich ulubionych od zawsze, sportowych: „trzydziestometrowa glowka Gorgonia”, „nieulomek Gorgon”, „pilka odbija sie jak czkawka”, „Szurkowski i Szozda – cudowne dzieci dwoch pedalow”.
    Milego dnia Wszystkim.

  104. Och, wydaje mi się, że ‚ręce konia’ to już nie malapropizm, podobnie jak ‚wyniósł z pożaru swą świeżo upieczoną żonę”.
    Ale też zabawne. Ściskam i pędzę

  105. Na dzień dobry –
    „Moje życie zmieniło się o 360°.”
    Czyli „Plus ça change, plus c’est la même chose”…

  106. Cześć, Celestynko!
    Ano, robimy, co możemy, dla podniesienia nastrojów.

    Arete, ta wiadomość niech rzeczywiście będzie prywatna, masz rację.
    Ale śmieszny spuneryzm!
    Już kiedyś w dawnej KG mieliśmy serię przejęzyczeń pobożnych. A mnie się teraz przypomniało: „Pasterze śpiewają, bydlęta kwękają”.

  107. W ten sposób Łusia i Naszpan polonista mają materiały na cały cykl pokazowych lekcji.

  108. Nie masz to jak porzadny czechoslowacki kelner:))

    Lancuszki na kapeluszu goralskim? To ta plecionka z muszelek chyba.

  109. Ale tu wesolo!
    Trzese sie ze smiechu:-)

    Dzien dobry!
    U nas nareszcie mroz jak sie patrzy.

  110. „Są na tym świecie rzeczy, o których się nawet fizjologom nie śniło”.

    Dziękuję za cudne przykłady!

    Uwaga: „Aneta skipping” zamiast „Aneta speaking” to już nie malapropizm, to klasyczny spuneryzm, czyli przestawienie głosek dwóch lub więcej wyrazów. Nazwa bierze się od prof. Spoonera z Oxfordu, który dopuszczał się takich przejęzyczeń, zwanych również, oczywiście wiadomo dlaczego, „grą półsłówek”. Tysiące przykładów by się znalazły. Ludzie często tworzą spuneryzmy celowo.

    Justysiu, wypożyczyłaś akurat dwie pierwsze części cyklu o inspektorze Felse (w „Fallen into The Pit” jeszcze był sierżantem) i jego rodzinie. Pozostałe – w antykwariatach internetowych. Skompletowałam całość serii (trzynaście tomów) oraz kilka powieści spoza cyklu.

    „Piper” ciekawy! W nocy znalazłam się w Tatrach Wysokich, kwitła goryczka, ktoś wybierał się na Krywań, mowa była o źródłach Wisły, a miejscowa ludność nosiła tradycyjne filcowe białe spodnie i czarne filcowe kapelusze z błyszczącymi łańcuszkami(?). Tuż za strzeżoną granicą widać było Polskę. Wypytywany o ofiarę wypadku (to było, rzecz jasna, morderstwo) kelner zaraz po rozmowie zadzwonił do władz z donosem.
    Solidna robota ze strony EP. Zresztą, lubiła ona Czechów i poznała ich język, wykładała w Pradze, a także przełożyła na angielski sporo pozycji z literatury czeskiej.

  111. Dzień Dobry :) „Norwegia ma największy procent uprawianych sportowców.” Maciej Henszel

    Życzę Wam Wszystkim miłego dnia!

  112. Witam wszystkich, dzień dobry pani Małgosiu.

    Malapropizmy to trochę jak „humor z zeszytów szkolnych”. Oto kilka dość powszechnych po angielsku:
    „Good punctuation means not to be late” – zamiast „punctuality”
    „Having one wife is called monotony.” – zamiast „monogamy”
    „The flood damage was so bad they had to evaporate the city.” – zamiast „evacuate”

    Ja najbardziej lubię chyba już legendarny malapropizm byłego burmistrza Chicago, Richard’a Daley – „The police are not here to create disorder, they’re here to preserve disorder.”

    Zastanawiam się także, czy to też będzie malapropizm – śmieszne powiedzonko mojego 16-letniego syna, gdy miał 2 latka. Powiedziałam do niego „Nie chodź na bosaka”, a on na to „A co to są bosaki?”

    P.S.
    Też się poczułam zachęcona do Ellis Peters . To jedno zdanie wystarczyło – „Ile znacie kryminałów, po zakończeniu których człowiek długo się uśmiecha z rozrzewnieniem?”
    Znalazłam w lokalnej bibliotece i od razu zamówiłam „Fallen Into the Pit” i ” Death and the Joyful Woman” – tylko tyle z tej serii u nas mają. I to nawet nie na półce, tylko gdzieś w magazynach. Ale dobre i to.

  113. Kiedys odebralam telefon w pracy „Aneta skipping” zamiast, no wiadomo… osoba po drugiej stronie nawet sie nie zorientowala w przeciwienstwie do moich wspolpracownikow, ktorzy pokladali sie ze smiechu.

  114. 1. „felix cupa” – Józef Pałys
    2. Rex tremendae majestatis – Mozart
    3. „Pan stymuluje!” – Młoda Lekarka z oburzeniem do pacjenta
    4. „i że Ci nie odpuszczę aż do śmierci” – rota

    Dobranoc!

  115. Od Marple do malapropizmu. Co za smakowite aliteracje.
    Zgred, dla ciebie niektóre (znajdziesz sam?) fraszki Jana Kochanowskiego.

  116. Ale gdzieś też była rozprawka S. na temat malapropizmów. Zapomniałam, gdzie. Muszę poszukać.
    Ale jeszcze nie teraz.

    Ach, cytat z Ellery’ego cudny!

    Dobranoc!
    Idę czytać Ellis Peters „The Piper on The Mountain”(1961) – rzecz dzieje się w Czechosłowacji, a dokładniej: w Tatrach słowackich, gdzie zginął brytyjski alpinista (spadł z góry). Jego żona odważnie jedzie po niego, rzucając niefrasobliwie: ” It’s fashionable to go behind the Iron Curtain this year, everybody’s doing it.” O, zaiste!!!
    Opis Tatr realistyczny i wnikliwy. Sporo ciekawostek czeskich.
    Tytuł jednego z rozdziałów: „The man with fujara”.

  117. Suflet przypomniał mi, że Ameryka jest ziemią obiecaną malapropizmów.
    Nie pamiętam dokładnie któremu z założycieli jednej z najsłynniejszych wytwórni filmowych przypisywano ich wiele.
    I to mi przypomniało o fragmencie z Ellery’ego Queen’a („The four of hearts”). Mowa o Hollywood.

    „It isn’t work here; it’s art. Rembrandt didn’t get his start knocking out the Sistine Chapel, did he? Give yourself a chance to learn the ropes.”

  118. Aromaty przypomniały mi serię malapropizmów we wiadomym tłumaczeniu „Snu nocy letniej”.
    Tam były tchu armaty i z pachy kmiecia.

  119. Okazuje się, że są na świecie istni tytani malapropizmu – wpadłem niedawno na zbiór wypowiedzi gwiazdy baseballu, niejakiego „Yogi” Berra. Na ww. dziedzinie sportu nie znam się wcale, ale wspomniany pan Berra ma na swym koncie pokaźny zbiór powiedzonek, które na równi z dokonaniami sportowymi uczyniły go sławnym… np. „The future ain’t what it used to be.” albo „Half the lies they tell about me aren’t true.”, czy „When you come to a fork in the road, take it.”… No i chyba najsławniejsze „It’s déjà vu all over again”.

  120. Dziękuję ogromnie za uznanie. A z malapropizmów mieliśmy tu przecież ostatnio puszkę z Pandorą.

  121. Wielka doprawdy jest siła sugestii. Poczytałam Wasze przykłady malapropizmów, uśmiałam się serdecznie, a potem rozmawiając z Tatą coś takiego mi wyszło:
    – Ale żeś aromaty wytoczył!
    :D

  122. Śliczne!
    A doceńmy też tłumaczenie łacińskiej sentencji, które podała dziś Arete (00.24). Pyszne!

  123. Do tej pory smiejemy sie z tych „ogniow z pasty do zebow”!

    A Jacopino mowi: „spaghetti con le bombole” zamiast „spaghetti con le vongole” :)

    (vongole – malze, bombola – butla gazowa)

  124. „W rękach konia”? To mi przypomniało o modelce (a może aktorce?), która ma być „nową twarzą butów”…

  125. „Okropnie się zachowała, zrobiła prawdziwą fupę” – (faux-pas). Z życia wzięte.

    O, Kris, pisałaś mi kiedyś o tym! To pyszne, naprawdę.

  126. Moja Sofia, gdy miala 5 lat: „fuochi dentifricio” zamiast „fuochi d’artificio”

    fuochi d’artificio – sztuczne ognie
    dentifricio – pasta do zebow :)

    Usciski wieczorne!

  127. Dzień dobry Staroście!
    Smakowity malapropizm? Z życia wzięty, a jakże… Na temat pani, która ma rozmaite kaprysy: „Ona ma te takie kobiece faux-pas”
    Bardzo ładna ta nowa strona, świeża i czytelna. Dziękuję za tę nową odsłonę – także i za większą czcionkę, balsam dla spracowanych oczu… :-)

  128. Zgredu, jesteś kolosalny!

    Fanko R, liczba mnoga? Kto jeszcze zarażał, oprócz mnie? Hu,hu.

    Dzięki, Babciu Gąsko! A powiedz: czy stwierdzenie sprawozdawcy sportowego: „U bramkarza raził brak prawej nogi” to malapropizm?
    Albo, z wyścigów na Służewcu: ” No, proszę państwa, teraz wszystko w rękach konia!”

  129. A u Szumańskiej jest: „medycyna współczesna jest prawdziwym pacaneum”.
    U niej zresztą jest cała kopalnia malapropizmów.

  130. Zaraziliście mnie EP, a w bibliotece tylko dwa egzemplarze przygód brata Cadfaela.

  131. O! Piękny przykład, Beato, mamo Zuzi! Dziękuję!
    I poproszę o jeszcze trochę przykładzików. Kto ma coś smacznego?
    Życie codzienne (a zwłaszcza medialne) obfituje w malapropizmy!

  132. Malapropizmy z Wikipedii:

    Przy drzwiach zainstalowany jest czytelnik kart magnetycznych. (Zamiast: czytnik)

    Daruj sobie swoje iluzje. (Zamiast: aluzje)

    Malapropizm – definicja i przykłady za ciekawym blogiem „Słowo dnia – na codzienne rozruszanie umysłu”:

    Żeby mowa była o malapropizmie czasem wystarczy pomylenie w wyrazie zaledwie jednej litery: powiedzenie „cóż to za iluzje!”, gdy miało się na myśli aluzje. Malapropizm powstaje gdy używany błędnie wyraz jest nie tylko podobny brzmieniowo do właściwego, ale też faktycznie istnieje, jednak znaczy coś zupełnie innego (…). Powodem do powstawania malapropizmów może być ignorancja (powszechne używanie wyrazu bynajmniej zamiast przynajmniej), ale też zwyczajne przejęzyczenie – „moi sąsiedzi zaadaptowali dziecko”, gdy ktoś miał na myśli, że je zaadoptowali (bo chyba nie przystosowali go do innego niż dotychczas celu?).

    PRZYKŁAD: Ale z niego arogant! (a chodziło o ignoranta); No to jesteśmy kwota! (a nawet kwita);

  133. Witam!
    To jeszcze dodam przykład z życia wzięty. W czasach, gdy wszyscy oglądali Wyścig Pokoju, podekscytowany kibic wołał do swojej rodziny: „Właśnie na metę wjechał cały felieton”
    Pozdrawiam z uśmiechem:) wszystkich na tej radosnej stronce.
    B.

  134. No i teraz:
    „Nice arrangement of epitaphs” znaczyłoby: ładne rozmieszczenie epitafiów.
    Zaś zwrot :
    „Nice derangement of epitaphs” – jak mówi omyłkowo Mrs. Malaprop (od tego nazwiska właśnie wzięła się nazwa malapropizm) – jest potężnym głupstwem, bowiem „derangement” to obłęd, szaleństwo.
    Ellis Peters zrobiła z tego malapropizmu ( dla Anglików oczywistego, bo znana sztuka Sheridana „The Rivals” jest od stuleci w repertuarach wszystkich angielskich teatrów) zgrabny tytuł dla swojej powieści, w której istotnie owo ładne
    (lub: prawidłowe, porządne) umieszczenie epitafiów na grobowcach sprzed wieków odgrywa istotną rolę w rozwiązaniu zagadki. Jednakże w tych dwu powieściowych epitafiach jest też niezła doza szaleństwa, więc tytuł książki jest świetnie trafiony, w pełni dwuznaczny.
    Wyjaśnienie dla Dziatwy: epitafium to napis na płycie nagrobnej, także: wiersz poświęcony osobie zmarłej.

  135. Ale nie musi?
    Widzę, że wszystkim zadałam bobu, cisza dziwna zapadła. To cytuję za Skarbnicą figur retorycznych:

    Malapropizm
    (też: Acyrologia)

    Malapropizm (fr. mal-à-propos – nie w porę) – figura będąca jednocześnie błędem językowym. Polega na omyłkowej zamianie słowa na jego podobny brzmieniowo odpowiednik, mający zupełnie inne znaczenie. Często prowadzi do komicznych sytuacji, w których dana osoba nieświadomie lub wskutek swojej niewiedzy używa danego wyrazu w niewłaściwym kontekście.
    Przykłady

    — Poproszę episkopat
    — Chyba epidiaskop…
    — Proszę pana, to ja podejmuję diecezję!
    — Chyba decyzję…
    — Niech się pan nie wymądrza, to ja byłam w szkole prymasem!

    (kawał o blondynce w sklepie ;-))

    Kamerun grał z ikrą bożą.

    (komentarz Jerzego Klechty)

  136. Kochany Starosto, ale gdzie tu jest ten małypriapizm, bo ja go nie widzę ;-)
    Na tyle słabo znam angielski, że wszystkie wyrazy wydają mi się na miejscu.

    P.S. To może być wiadomość prywatna.

  137. Zgred, a cieszyłbyś się, że tylko ugryzł szklankę. Dobrze, że nie zjadł żarówki.
    Jeszcze a propos „Pulpecji”. Taka mi się kiedyś dostała wykładnia tekstu „Praesente medico nihil nocet”: „prezenty medykowi nie szkodzą”.

    A ten tytuł angielski, ojejku. Przyjemny bałagan na cmentarzu?

  138. Umiesz dobrze patrzeć, K8! Jasne, że to fragment uchwytu dzbanka – wystarczy spojrzeć na jego cień!
    Ta herbatka z cytryną jest zapewne chłodna, a słońce lipcowe.
    Cieszę się, że lubisz „Wnuczkę”!

    Śnieg pada, zimno. Dobranoc, zmykam do ciepłego łóżka, gdzie zamierzam skończyć lekturę kolejnej powieści Ellis Peters „A Nice Derangement of Epitaphs”, którego to tytułu za nic nie mogłam zrozumieć, dopóki coś nie oświeciło mnie przy czytaniu motta powieści.
    Oto ono:

    ” MRS. MALAPROP: Sure, if I reprehend anything in this world it is the use of my oracular tongue, and a nice derangement of epitaphs!”
    ( SHERIDAN: „The Rivals”)

    Przypomniałam sobie mianowicie, co to jest malapropizm i skąd nazwa ta się bierze.
    Jak same poszperacie, to się tego dowiecie.

    Dodam, że w tej powieści E.P. właściwe odczytanie (uporządkowanie) wierszowanych epitafiów rozwiązuje pewną zagadkę. He, he.

    PS. Dobranoc, uprzejmy Zgredziku.

  139. Dobry wieczór!
    Tak, książka pani Marcjanik bardzo mi się przyda, coś czuję ;-)
    Przy okazji pozdrawiam Starostę, Adminki i wszystkich gości.

    P.S. Mieliśmy stomato w nawiązaniu do powyższego zdjęcia.
    Ale nie powiem, kto ugryzł szklankę.

  140. Dobry wieczór, DUA i Ludu Drogi.
    Zgaduję, że sopelek, jest fragmentem uszka. Pomijając moje prozaiczne domysły, zdjęcie jest magiczne.
    Arete, też miałam „fazę” na Pulpecję. Teraz mogę czytać bez końca Wnuczkę.

  141. Też właśnie sięgnęłam po ,,Pulpecję” :) Zainspirowało mnie wczorajsze wejście na tę stronę. Tak tu ciepło i rodzinnie :) można odpocząć :) i tak bardzo zatęskniłam za ciepłem książek Ulubionej Autorki, że dla ,,Pulpecji” na chwilę porzuciłam ,,Lalkę”…
    Pozdrawiam wszystkich gorąco spod lampki :)

  142. Ogłaszam wszem i wobec,, że uwielbiam „Pulpecję”. Mogłabym czytać w kółko.

  143. Dzień dobry Wszystkim!
    Chciałabym polecić książkę, której treść obecnie przyswajam sobie do egzaminu, bajeczną wprost. Myślę tutaj o książce pani prof. Małgorzaty Marcjanik ,,Grzeczność w komunikacji językowej”. Omówione jest w niej większość zasad grzecznej komunikacji międzyludzkiej – niby się to wie, ale jak się przeczyta takie zebrane i spisane reguły, to człowiek ma większą świadomość swojego zachowania.
    Pędzę do dalszej nauki! :)

  144. Witam po przerwie, czytając drugi raz Wnuczkę:)
    Chciałabym takie porządne wakacje na wsi, jakie miała Ida……. Właśnie dziś będąc żądlona już przez szerszenia (na odczulaniu) czytałam o Ignasiu:) Uf, całe szczęście, że teraz po 3 latach to już i szerszeń nie boli:-)
    Pozdrawiam serdecznie, z na szczęście już zdrowym okiem:)
    P.S. Nie mogę doczekać się Feblika

  145. Któryś już raz w życiu doszłam do Leonarrrda i jego jowialnej zielonej morrrduli. Z dramatis personae tej sceny mogłabym być tylko Patrycją, zdaje się, że skrzeczymy tak samo.

  146. Dobranoc,z bratem już dobrze,my tak zawsze:)Czyli nie są to dobre przeżycia nie podobało się Pani?Idę spać,dobranoc.

  147. No, wiesz, Zuziu, Order Uśmiechu to miła i całkiem przyzwoita nagroda, (więc wdzięcznie ją przyjęłam), a wręczono mi ją w dniu imienin, w Radiu Merkury, w Poznaniu. Sok z cytryny był niewiarygodnie kwaśny (w dużej szklance!), lecz wypiłam go dzielnie, od jednego razu, i przez chwilę miałam wszystkie gwiazdy przed oczami oraz straciłam oddech. Uśmiechnęłam się, owszem, jak każe regulamin Orderu, ale był to uśmiech nieszczery.

    Brat ściskał Cię za włosy? Oho. Ciekawe.
    Pogódźcie się szybciutko i idźcie spać.
    Dobranoc!

  148. Pani Małgosiu jakie jest uczucie,kiedy człowiek dowiaduje się,że dzieci chcą,aby otrzymała Pani Order Uśmiechu?Jaki uczucia towarzyszą Pani przy owej sytuacji?Jak to jest wypić sok z cytryny?
    Przepraszam za aż tyle pytań;)

  149. Bardzo dziękuję za ściskanie,dziewczyny pozdrowię.Poprawiła mi Pani humor,bo właśnie brat mnie ściskał za włosy.Czemu bracia tacy są?!
    Jeszcze raz dziękuję!:)

  150. Coś w tym jest, Międzyczasku luby.
    Aha, jakoś tak czułam, że zdjęcie powinno Ci się spodobać. Impresyjne i refleksyjne, jak Ty.

    Zuziu12, dzięki za miłe słowa, a także za wiadomość prywatną. Ładnie opisałaś swoją przyjaciółkę, sympatyczna z niej dziewczyna (lubię osoby nieśmiałe). Pozdrawiam i Zosię, i Nastkę. A Ciebie ściskam!

  151. Zapewne przez to ,że Pani książki „same się piszą”,a postacie płatają figle,Pani książki są tak niesamowite i naturalne!
    Znowu zaczęłam Wnuczkę…jejku,jak ja kocham tą książkę!
    Dobry wieczór-zapomniałabym o tak niepowtarzalnie ważnej rzeczy jak przywitanie się,co ze mnie wyrośnie?! ;)

  152. a zdjęcie Od Marple przepiękne! ciepłe i magiczne.
    też widzę na nim Sopelek (ciekawe co to?)
    i Słońce w Klepsydrze :)

  153. a ja uwielbiam nowa odsłonę stronki.
    a dlaczego?
    a dlatego, że dzięki niej ma ona forme takiego jakby bloga, w którym dostaliśmy od Starosty bonusem tyle dodatkowych Wpisów, niezależnych od Szóstkowej Daty! ha!

  154. Dżudo w żłobko-przedszkolu? Ha! „Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze”…etc.
    To mi dziewuszka! Ho-ho!
    Nie martw się, zacznie mówić, jak tylko będzie miała coś sensownego do powiedzenia. Na razie nie ma , to po co ma gadać po próżnicy.

    Paulino, mówiłam, że przywykniecie. A ta strona jest zbudowana w oparciu o nowocześniejszy formularz, prosty a skuteczny – obsługuję go sama, nie zawracając głowy zapracowanej Admince.

    Kamilko, na Twój liścik pod wpisem „Okładka” odpowiedziałam tamże.

  155. Pani Małgosiu, za pół godziny wychodzę z pracy i pędzę do Urszulki, która właśnie opuszcza z babcią żłobko-przedszkole. Dzisiaj została dłużej bo namiętnie ćwiczy dżudo, którym jest zachwycona,a poza tym cudownie śpiewa i uwielbia to robić (w przeciwieństwie do mówienia, którego nie lubi).

  156. Powoli odnajduję się w nowej odsłonie Pani strony :). Oczywiście na tyle, na ile pozwala mi sesja. Okładka Feblika taka ciepła i żywa, idealna na lato! Pozdrawiam Panią i życzę dużo zdrówka i sił do pisania :).

  157. Dziękuję, Historynko! Przekaż jej i moje miłe pozdrowienia.
    A jak tam Urszulka? Proszę ją ode mnie uściskać!

  158. To zdjęcie jest dla mnie,rozgrzewa w zimnej pracy.
    Pani Małgosiu moja siostra, która nigdy jakoś się do Jeżcjady przekonać nie mogła przeprowadziła się do Poznania i teraz po kolei namiętnie pochłania książkę po książce. prosiła, żeby panią serdecznie pozdrowić.

  159. Skoro przewija się tu temat kryminałów oraz temat literatury francuskiej, to pozwolę sobie polecić bardzo udany kryminał, który dostałam we Francji, w prezencie pożegnalnym: Fred Vargas „Pars vite, reviens tard”. Autorem jest autorka :), historyk i archeolog z zawodu (co wykorzystuje w książce). Poszperałam w katalogu najbliższej biblioteki – jest kilka książek tej autorki. Niestety, ta na polski nie jest przetłumaczona. Polecam zatem w oryginale :)

  160. Ja podpowiem, Anette.
    Tę dolinkę po prostu wymyśliłam.
    Ale szosa i rezerwat bukowy – istnieją.

  161. Nutka, ale emocje były do ostatniej sekundy :)
    A w województwie lubelskim zaczynają się ferie.
    Pozdrawiam wszystkich.

  162. Ja trochę z innej beczki. Lubię wiedzieć jak dokładnie wyglądają miejsca, w których przebywają bohaterowie Jeżycjady i dziś, dobre pół godziny szukałam dolinki Doroty i obu babć, z „Wnuczką…” w ręce i Google Maps przed oczami. I nie jestem pewna… Jak wygląda Karczma Rzepicha wiem, mniej więcej wiem, która to szosa kostrzyńska, ale dolinki nie zidentyfikowałam. Będę próbować nadal, chyba, że ktoś mógłby coś podpowiedzieć…

  163. Hip-hip? Hurrrrra!!!!!!
    Pozwoliłam sobie nadużyć wykrzykników, bo okazja – jak już pewnie Wszyscy wiedzą – to usprawiedliwia.
    (Szukam niebieskiej minki z szerokim uśmiechem.)
    Brązowy medal MŚ w piłce ręcznej i te emocje – jak za starych, dobrych czasów!!! Nawet naukę do sesji się na chwilę odłożyło.
    Serdecznie i radośnie Wszystkich pozdrawiam!
    Hip-hip-hurra-nutka

  164. Oj, to Tobie zdrowia trzeba życzyć, AniuG kochana!
    Wyleż się porządnie i wygrzej!

    Katarko, miło pomyśleć o Twoim widoku z okna. Aż się uśmiechnęłam. Stary park!

    Moniko, jakoś nie mogę znaleźć dla Ciebie osobnych antykwariatów francuskich. Ale w zwykłych antykwariatach internetowych są działy z literaturą obcojęzyczną, w tym – francuską.

    Zuziu12, ta Anastazja musi być bardzo miła, skoro ją tak lubisz. Jak to dobrze, że masz w klasie taką świetną koleżankę! Łatwiej z tym żyć, prawda?

  165. Moja najlepsza koleżanka z klasy ma tak na imię.Uwielbiam ją.Z tego powodu moje skojarzenie:)Ja mówię na nią Nastka albo Nasia ;)

  166. Dobry wieczór.
    Ach, krasnale! W 1994 roku, na 2 urodziny, Franek otrzymał takowego od mojej siostry ( chichoczącej nieco złośliwie). Potwór, większy od solenizanta, stał sobie z tyłu ogrodu między maleńkimi drzewkami czereśniowymi. Gdy Franuś nieco podrósł, zabrał się za demontaż krasnala przy pomocy metalowej łopatki. Reszty dokonał litościwy mróz.
    U nas grypa szaleje. Kurujemy się herbatką z imbirem i malinami plus niestety garście leków przeciwgorączkowych i przeciwwirusowych. I oczywiście leżenie w łóżku. Z grypą nie ma żartów.
    Zdrowia wszystkim życzę. : D

  167. Ten sam czy nie – to bez znaczenia. Co uderza w tej anegdocie to wspaniałe poczucie humoru obojga Autorów.
    A scena z małym Józinkiem szykującym młotek na „klasnala” jest jedną z moich ulubionych :)

    Ps. W Bielsku spadł dziś w nocy śnieg. Stary park za oknem sypialni wyglądał dziś rano jak z bajki. Kochani, jak pięknie jest na świecie! Dobranoc.

  168. Dobry wieczór!
    Moja Mama chciała, żebym miała na imię Anastazja, Tata był przeciwny :) Chyba jednak wolę Aleksandrę :D
    Uśmiecham się wieczorową porą, życząc dobrej nocy.

  169. Oj, może to faktycznie ten sam?
    Nie pamiętam.
    Wiem tylko, że był to czas, gdy ku ogólnemu zaskoczeniu krasnale wyroiły się licznie i z pełną swobodą na pobrzeża polskich dróg i zalęgły się w ogródkach. Postanowiłam uwiecznić ten przełomowy moment.

  170. Z rozgrzewających książek: Regine Pernoud, „Kobieta w czasach katedr”. Lektura Terpentuli (w całkiem wtedy świeżutkim polskim wydaniu).

  171. Sprawdziłam, „Córka Robrojka” ukończona w październiku 1996. To dopiero był NOBLIWY krasnal :)

  172. Ciekawe, czy to ten moment był inspiracją do niezapomnianych opisów krasnali w „Córce Robrojka”? Przyznaję, że te opisy wywarły wpływ na moje poglądy estetyczne (ówczesnej dziesięcio- czy dwunastolatki). :)

  173. No cóż, Błotowijku, pamięć ludzka jest zawodna: nie mam tego krasnala.
    Ot, ciekawostka. Co się właściwie z nim stało?

    Zuziu, witaj, dziękuję za dobre słówko. Miło, że okładka Ci się spodobała!
    Anastazja to ładne imię.

    Magdo, ja też lubię tego autora. Ciekawa postać. A książki mądre i zabawne.

  174. Jak tak czytam to wszyscy widzą w Febliku usta kreski,oczy kogoś,nos jeszcze kogoś innego…a ja? NIC!!
    Czuję się złą czytelniczką :( Nie mówiąc już o imieniu albo potomkach.
    Spróbuję,może…Anassstazja?
    :)

  175. Dobry wieczór.
    Dawno nie zaglądałam…
    Jaka GENIALNA okładka Feblika. Jeszcze nie zdążyłam przeczytać wpisów,ale uznałam,że muszę napisać!
    Jestem uszczęśliwiona!!
    Pozdrawiam!

  176. Dobry wieczór!
    Wpadł mi w ręce „Gość Niedzielny” z dnia 11 stycznia 2015, a w nim artykuł Piotra Legutki pt. „Testament poety”.
    Polecam.
    A tutaj jego fragment:
    „ …niecodzienna promocja doktoratu honoris causa dla Barańczaka, jaka odbyła się na Uniwersytecie Śląskim w czerwcu 1995 roku.
    Na uroczystość wyprawiła się samochodem silna krakowska delegacja w składzie: Wisława Szymborska, Bronisław Maj, Jerzy Illg i Krzysztof Biedrzycki.
    Podczas postoju uświadomiono sobie brak prezentu. Wtedy wzrok pani Wisławy padł na okazałego ogrodowego krasnala eksponowanego na przydrożnym straganie.
    Przyszła noblistka przekonała resztę delegacji, że poeta będzie prezentem zachwycony. Krasnala starannie zapakowano, a następnie, w reprezentacyjnej Sali Sejmu Śląskiego, w niezwykle podniosłej atmosferze wręczono doktorantowi honoris causa, przekonując salę, iż jest to dar krakowskich pisarzy.
    Barańczak przy wszystkich prezent rozpakował, po czym podniósł krasnala do góry niczym puchar za zwycięstwo. Na Sali zapanowała konsternacja, przerwana wybuchem śmiechu… Małgorzaty Musierowicz. Po chwili do aplauzu dołączyli pozostali goście.
    Krasnal nie poleciał do Bostonu, otrzymała go w prezencie siostra poety.”

  177. Dobry wieczór.
    Czytam sobie nadal „Sklep potrzeb kulturalnych” (dziś już zdecydowanie). Jest to bardzo dobra książka, nie tylko śmieszna , ale też dająca do myślenia i przywracająca do pionu. Natrafiłam nawet na ślad swojej wczorajszej lektury („Książki najgorsze”). Żal mi zagadek – o ile to mniej okazji, żeby Starosta cichcem polecił jakąś dobrą książkę. Z drugiej strony – ile jest jeszcze tytułów w spisach, których nie miałam czasu przeczytać. Czyli: tak dobrze, i tak dobrze.
    A co do „Sklepu” – bardzo polubiłam Autora. I na pewno przeczytam „”Wesołego Alleluja Polsko Ludowa czyli o pogmatwanych dziejach chłopskiej kultury plastycznej na ziemiach polskich” Antoniego Kroha. Nowość w mojej bibliotece.

  178. Bardzo krzepiąca historia, Gosiu.
    Tak jest, „trzymajmy się, nie dajmy się”!
    Miło mi Cię tu gościć, wpadaj częściej!

  179. Dobry Wieczór Wszystkim!
    Bardzo mi się podoba ta strona, ta miła atmosfera, która tu panuje. Przez dłuższy czas tylko czytałam wpisy, ale postanowiłam że zostaję tu na dłużej oraz że napiszę czasem coś dobrego, aby było Wam miło tak samo jak mi czytając wpisy innych :)
    Może tak ni z gruszki ni z pietruszki ale podzielę się z Wami tym, co mnie ostatnio chwyta za serce, czyli nasz polski szczypiornista grający w reprezentacji – Karol Bielecki. W jednym z meczów stracił oko. Gra do dziś.
    To jego słowa po utracie oka: „To tylko oko, tak że jeszcze dużo przede mną.”
    Oraz słowa ówczesnego trenera Bogdana Wenty: „To jego częściowe, w pewnym sensie, inwalidztwo jest siłą dla wszystkich. Skoro on gra, to jak ktoś inny może narzekać na ból mięśniowy?”

    Życzę Pani Małgosiu oraz Wam Wszystkim dobrego wieczoru, dużo sił i dobrej energii!
    Zmykam do „McDusi” (czytam po raz trzeci ;) ).

  180. Maryś, a to ci fluid! A ja sobie właśnie oglądam w internecie Shrewsbury, opactwo, okolice, widzę nawet witraż poświęcony Ellis Peters.
    Walia jest niezwykle piękna, cieszę się, że tam jesteś! Oglądaj, oglądaj!Zwiedzaj! A cykl o Cadfaelu pozwoli Ci zanurzyć się w historię tych okolic.
    Pozdrawiam Ciebie i Shrewsbury!

  181. Droga DUA, przepięknie dziękuję za namiar na Ellis Peters! Ze zaskoczeniem odkryłam, że jestem teraz zaledwie kilkanaście kilometrów od miasteczka braciszka Cadfaela, czyli Shrewsbury. Czyż to nie wspaniałe? Jutro planuję odwiedzić kościół, w którym znajduje się witraż upamiętniający postać autorki. Dziś natomiast byłam w bibliotece i zaopatrzyłam się w pokaźny stosik tytułów (właśnie udostępniono czytelnikom obszerny zbiór jej powieści). Nigdy jeszcze nowo zasłyszany autor nie był mi, że tak powiem, tak geograficznie bliski. Wspaniała przygoda! A to wszystko dzięki Pani – jeszcze raz dziękuję!

    Z ciekawostek: w owej bibliotece natknęłam się książkę obłożoną w sztuczną murawę. Widziała już kiedyś Pani coś podobnego? A jeśli chodzi o kapelusze, to jak najbardziej moda angielska trzyma się świetnie: na zakończeniu roku zeszłego lata było można podziwiać czarujące modele.

    Pozdrawiam serdecznie!

  182. Ślicznie dziękuję, UA, za te słowa i życzenia. Dobremu Człowiekowi (w skrócie Biś :)) pozdrowienia przekażę.

  183. A tu – wiadomość dla tych, którzy będą buszować po antykwariatach w poszukiwaniu inspektora Felse. Skończyłam wczoraj „Death and The Joyful Woman”. Rozkoszne! Ile znacie kryminałów, po zakończeniu których człowiek długo się uśmiecha z rozrzewnieniem?

  184. Kochana Ivanko, dziękuję za piękny i wzruszający list prywatny. Zalewa mnie po uszy wdzięczność wobec takiej szczerej, szlachetnej dobroci. Nawet sobie nie wyobrażasz – a może właśnie, co ja gadam, doskonale umiesz sobie wyobrazić, zważywszy na wszystko – jak mocne działanie ma w ciężkich chwilach takie ludzkie wsparcie. Pozwól, że pospieszę z moim; niech Ci się wszystko darzy, niech się układa, bądź zdrowa i szczęśliwa. Na pewno będziesz, bo potrafisz podejmować właściwe decyzje i potrafisz żyć pięknie. Pozdrawiam Dobrego Człowieka i dziękuję, ściskam Cię mocno – MM

  185. Sowo, dziękuję, ujawniam tę wiadomość prywatną pro publico bono, zresztą już Magda Cię ubiegła.

    Moniko, witaj, dzięki za dobre słowo. Spróbuję poszukać francuskiego antykwariatu, ale to już jutro.
    Tymczasem polecam dwie wypróbowane księgarnie obcojęzyczne: bookcity.pl i krainaksiażek.pl
    Można sobie zamawiać, co się chce!

    Dobranoc!

  186. Pozdrawiam Lud Księgi, ukłony, uściski i ucałowania wirtualne dla Starosty w podziękowaniu za kolejny tom Jeżycjady. Nie jestem biegła w sztuce komputerowej, więc proszę, a nawet błagam o adres/y antykwariatów z literaturą angielską, może ktoś wie o literaturze francuskiej.
    Monika, mama poczwòrna.
    Ł

  187. Chyba już znalazłam (zelektryzowana wpisem Sowy). Angielski antykwariat englishbooks.pl
    Może to kiedyś nastąpi szybciej niz myślałam.

  188. Aaa, Sowo, Sowo, to ja bardzo upraszam o namiar na ten antykwariat.

    Żuczku (wiad. pryw.), OK. Wierz mi.

  189. O, też przeczytałam wszystko co napisała lady Agatha, jeszcze w podstawówce będąc. I „Mnicha” też się czytało.
    A teraz przeglądając Internet w poszukiwaniu cyklu o inspektorze Felsie (ach te Księgowe inspiracje) natrafiłam na przyjemny antykwariat z literaturą angielską po angielsku. Mają m.in. kilkanaście książek Ellis Peters po baardzo przystępnych cenach – 12-15zł sztuka. Ależ pokusa! Dobrze, że przy Sowiątku i tak nie mam czasu za dużo czytać, znowu bym pieniądze wydała.

  190. Mam taki specjalny ogrodowy kapelusz. Przywiozłam go sobie jeszcze w czasach licealnych znad Jeziora Bodeńskiego (brzmi romantycznie, prawda?).
    Tweedowy, powiada Pani? – wszczynam poszukiwania :)

  191. Dobry wieczór.
    To jest bardzo fascynujące zajęcie: uczyć się obcego języka i poprzez język poznawać odmienny krąg kulturowy oraz różnice w myśleniu i postrzeganiu świata. A jeszcze poznawać język we właściwym mu środowisku i otoczeniu – to jest dopiero! Wannabe, jestem pełna podziwu dla Ciebie i proszę o jeszcze więcej relacji ( o ile Starosta się zgodzi).
    Zawsze mi się wydawało , że jeśli coś przychodzi mi łatwo i bez wysiłku , bez godzin spędzonych w pocie czoła (język polski i pisanie wypracowań, uczenie się dat historycznych ), to dlatego że za mało ode mnie wymagają. Wydawało mi się też , że to co jest żmudne i trudne i wymaga wielu moich wysiłków (biologia), jest też tym, co się powinno bardziej cenić. Chyba jednak jest całkiem inaczej.
    Zdaje mi się Wannabe, że jesteś właściwym człowieku na właściwym miejscu – stąd ta łatwość („nic nie trzeba robić”). I bardzo ciekawa i celna jest twoja obserwacja.
    (Wracam sobie teraz do swojej lektury – dzisiaj „Książki najgorsze”. „Notatnik” przeczytałam). Pozdrawiam najserdeczniej.

  192. Karolino, dobry wieczór! Czytając Twój wpis przypomniałam sobie moje pierwsze spotkanie z książkami Agathy Christie.
    Spędzając długie wakacje u cioci przeczytałam wszystko, co miała na swoim regaliku. A była tam wydana tuż po wojnie powieść „N czy M?” tej autorki. Tak mi się spodobała, że potem bez wyboru sięgałam po to, co lady Agatha napisała.
    I wyobraź sobie, przeczytałam wszystko! – a jest tego wiele.
    Pannę Marple bardzo lubię.

    Aleksandro, a wiesz, słomkowy kapelusz to właśnie idealne nakrycie głowy dla Ciebie, zwłaszcza w sąsiedztwie Ananasa Berżenickiego oraz Malinówki.
    Na zimę proponuję model angielski, z obszerną główką i małym rondkiem. Tweedowy.
    Feblik to właśnie słabość, czyli znajdzie się coś dla Łusi nawet w przekładzie „Pań z Cranford”.

    Wannabe, jesteś nadzwyczajna!
    Przeczytałam Twój wpis z ogromnym zajęciem.
    Miło mi, że dobrze trafiam z diagnozami. to pewnie dlatego, że Cię lubię, miły dzieciaku.
    Proszę o dalsze ciekawe wiadomości z Japonii. Warkocza nie obcinaj!

  193. Dobry wieczór!
    Czytając nagłówek, przypomniało mi się o mojej książce na półce i właśnie ją skończyłam. Jak zwykle, jestem w ogromnym szoku. Była to książka A. Christie ,,4.50 z Paddington” i w tej książce była słynna Jane Marple! To jej nazwisko w nagłówku przypomniało mi o książce. Tak przy okazji, czytała pani którąś z książek Christie?
    Pozdrawiam!

  194. Dobry wieczór!
    Przyszłam zaczerpnąć trochę dobrej energii, którą wprowadzają tu Wszystkie Miłe Osoby na czele z Kochanym Starostą.
    Zdjęcie piękne, zaraz cieplej na sercu.
    Kapeluszom zdecydowane tak. Latem, obowiązkowo słomkowe, pomagają przy upale. Zimą aktualnie przerwa – poszukiwany odpowiedni model, co, jako się rzekło, nie jest proste.
    Jeśli chodzi o lektury, czytam właśnie „Cranford” i trafiłam na takie urocze zdanie:
    „Zapewniłam ją, że jeśli mam jakiegoś feblika, to jest to słabość do psów”.
    Urok tego zdania polega oczywiście na obecności w nim uroczego słowa. Zgadnijcie, jakiego ;)
    Pozdrawiam wieczorową porą :)

  195. Dzień dobry Wszystkim!
    Ależ się na okładce „Feblika” kolory to pogłębiły, to dopełniły!
    Rzeczywiście, chłopiec z mojej historii to nie Japończyk. Jak dobrze DUA zawsze wszystko wie!
    Muszę tu opisać moją dziwną obserwację sprzed chwili. Chodzi o to, że mój wyjazd jest bardzo, bardzo udany. Moja szkoła jest, według mnie, niesamowicie dobra. Widać to szczególnie po twarzach nauczycieli, którzy po prostu czują się dobrze. Przy okazji, każdy z wykładowców jest punktualny, a także nie traci ani minuty z lekcji. A chociaż tak jest, to wcale nie oznacza to, że zajęcia są jakkolwiek stresujące i rygorystyczne. Nie ma też wiele zadanego do domu. Myślałam, że znajdując się w takim miejscu, naprawdę dobrze potem innym o nim opowiem. Miałam właśnie szansę, bo rozmawiałam z młodszymi uczniami z mojej rodzimej szkoły. Ale zamiast zacząć od razu od miłej opowieści o zaletach wyjazdu, zrobiłam coś, czego bardzo nie chciałam zrobić i co zawsze sama bardzo krytykuję. Powiedziałam coś w stylu: „Chodzę do szkoły… ale tu wcale nie trzeba nic robić! I chodzę trochę do pracy… ale w niej również w ogóle nie trzeba nic robić! Wszystko jest proste. Nic nie trzeba robić!”…Jak usłyszałam, co mówię, naprawdę bardzo się zdziwiłam, ponieważ zawsze staram się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej potrafię i irytuje mnie, kiedy ktoś psuje atmosferę chwaląc lenistwo. Przyszło mi na myśl, że po japońsku w ogóle nie dałabym rady tyle razy powiedzieć, że nie robię kompletnie nic, bo to po prostu zabrzmiałoby dziwnie. W tym miejscu po japońsku pasowałoby chyba powiedzieć: „Ja staram się tutaj! Więc hej, i wy tam starajcie się tam!”. Tym bardziej było dla mnie niezrozumiałe, dlaczego po polsku wyszło mi tak żenująco głupio. Dlatego wyobraziłam sobie, co mogłabym mieć na myśli, gdybym powiedziała: „Ja tutaj muszę coś robić”. I nagle wydało mi się, że zwrot „nic nie muszę tu robić” nie oznacza lenistwa, tylko wydobycie się z sytuacji ponad swoje siły. Zawiera w sobie prawie że cwane uczucie, takie trochę: „Pfft! Oni przecież nie zadają mi nawet nic niewykonalnego! To chyba jakaś kpina, żeby wszystko do nauczenia się było tylko na lekcji. Nie znają życia i nie znają trudu. Nie wiedzą, co to prawdziwy egzamin, tak samo jak nie wiedzą, co to praca domowa. Naiwni. Dziecinni”. „Sytuacja, w której muszę coś robić” ma natomiast wyłącznie pejoratywny charakter. To jest na przykład wtedy, kiedy ze strachu stwarzam jak najlepsze pozory, żeby tylko nikt nie powiedział do mnie: „Powinnaś to wiedzieć. To powinno być w podstawówce” albo „Jak wychowali cię rodzice?! W twoim domu też tak się robi?!”. Dlatego właśnie odniosłam dziś wrażenie, że może w polskim przechwalanie się nic nie robieniem w ogóle nie jest złe, no i nie oznacza lenistwa. To raczej sygnał „nie, ja dziś nie musiałam się stresować, w przeciwieństwie do ciebie”, stwarzający dobrą podstawę pod komplement.

    Tyle zawsze muszę się namyśleć, zanim odkryję raz jeszcze, że polskie warunki są ciężkie, a polska szkoła sroga. Ale ja muszę być aż w innym miejscu żeby odkryć te bardzo proste rzeczy. Muszę sobie bardzo dokładnie wszystko porównać. A DUA jak wszystko inne, po prostu i to również wie! Uważam to za niesamowite.

  196. Ciekawa obserwacja, SowoP, z tą apteką. Może kontakt z wachlarzem trucizn budzi w człowieku jakieś tajemne pokłady zainteresowań.

    Żuczku (wiad. pryw.), jak najgoręcej odradzam i wiem, co mówię.

  197. Ellis Peters, tak jak Agatha Christie, pracowała w aptece. Ciekawe czy w aptece, do której chodzę też pracuje przyszła autorka kryminałów, brrr…

    Kapelusze rzecz świetna, tylko niestety jak się nosi okulary to nie w każdym wygląda się dobrze. Np. w takim jak u Wiśniowej Panienki mnie jest wybitnie nie do twarzy. Czasem bez szkieł kontaktowych nie da rady.

  198. Odpowiadam na wiadomość prywatną Ale z Piemontu: ależ, Ale, jak mogłabym Cię nie pamiętać?!????
    Pamiętam, znam i lubię, nowej córeczce kibicowałam, zdjęcia wszystkie mam. A jeśli napisałam :”Zapraszam”, to z uwagi na tę całkiem nową stronę, która starym bywalcom może wydawać się obca.
    Ściskam serdecznie!

  199. Szalone Kapeluszniczki informuję, że wszystkie odnośne sklepy w Krakowie trzymają się mocno. A obok jednego z nich jest sklep firmowy z toruńskimi piernikami, gdzie mogłabym zamieszkać.

  200. Czytam taki nietypowy przewodnik po Krakowie, bo oprowadzają wspólnie: autor, Mariusz Wollny i jego bohater, XVI – wieczny inwestygator, Kacper Ryx. A potem będzie „Dom na wzgórzu” Caldwella. I najnowsszy tomik poezji Krakowskiej Konfraterni Poetów – m. in. pyszne wiersze Ziemianina i Barana.
    A potem pływanie między piraniami i krokodylami – pisanie artykułów do miesięcznika powiatowego.
    Śnieg prawie stopniał, została tylko taka nieładna breja, szaro – buro – nieważne.

  201. Pani Małgosiu, Drodzy Księgowi!
    To i ja chętnie się przyłączę jakże ciekawej dyskusji. Panią Maggie Smith po raz pierwszy miałam okazję podziwiać w ekranizacji Tajemniczego Ogrodu w reżyserii Agnieszki Holland. Potem w z kolej w filmach o Harrym Potterze. Widać, że to aktorka wybitna, utalentowana i z dużym poczuciem humoru. Takie cech po prostu się rozpoznaje, podobnie jak kogoś, kto poczucia humoru nie ma za grosz. A kapeluszy, co prawda nie noszę, ale z tego, co wiem ich wielką wielbicielką była Joanna Chmielewska, nawet jednej z książek opisała takie szaleństwo kupowania oraz przymierzania kapeluszy. Aha, moja nauczycielka z podstawówki miała na imię Ewa i też nosiła kapelusze najczęściej duże, słomiane z fantazyjnymi kokardami.Przez co w szkole zdobyła sobie przydomek Marry Poppins. Muszę też jeszcze nadmienić, że ostatnio czytałam powieść Kornela Makuszyńskiego pt. Dziewięć kochanek Kawalera Dorna, świetne! Bardzo spodobał mi się szczególnie jeden fragment. Oto on : ” Wiadomo, że niebezpiecznie jest chodzić do domu wariatów, gdzie na człowieka patrzą z litościwym uśmiechem, jakby chcieli powiedzieć Ach, to pan jeszcze do nas nie na stałe? No, ale już niedługo, drogi panie” Pozdrawiam Cały Lud Księgi i Przemiłą Gospodynię. Liczę, że mój wpis dojdzie bez problemu.

  202. To ci niespodzianka. Nie sprawdziłam scenarzysty – bazowałam na ogólnym odczuciu – dziękuję DUA za obszerne wyjaśnienia. Przyznam, że obejrzałam tylko pierwszy sezon DA (komplikacje serialowych bohaterów to za dużo jak na moje biedne serce :) – to żart, bardziej chodzi o brak czasu i przymus rezygnacji z pewnych przyjemności :)).

  203. Tak jest, Jane, są w podobnym stylu, choć „G.P” z lekka satyryczny, z nutką karykatury. Scenariusze obu seriali pisał Julian Fellowes, skądinąd baron, o ile mi wiadomo. I aktor! Wykazuje wielkie znawstwo tematu. A już to, jak skonstruował wszystkie postacie, dowodzi, że i aktorem jest wybitnym, wie, co i jak zrobić, żeby inny aktor mógł sobie pograć do woli. Arcyprzykład: rola starej damy, napisana dla Maggie Smith. Cudowne kwestie: błyskotliwe , ironiczne, dowcipne, celne – i mądre. A ta aktorka podaje je w sposób niezrównany.
    Kapelusz koniecznie. Będzie Ci w nim świetnie.

    Dzień dobry, Ale z Piemontu! Miłe jest takie zgromadzenie osób i osóbek sympatycznych i życzliwych, prawda? Zaglądaj jak najczęściej, zapraszam.

    Duśko, w oczach EP jak najsłuszniej wytropiłaś tajemnicę. Mądrość tam jest poza tym i smutek, wraz z łagodnością i pogodą. Jest też dystans i pełne namysłu zastanowienie nad światem. I wszystko to znajdziesz w jej książkach.
    To doskonała obserwatorka i osoba skłonna do zachwytu nad pięknem. A najbardziej ujmujące jest to, że jej zachwyt obejmuje ludzi.
    Te duże oczy dużo widziały. Umiały patrzeć.

  204. Dzień dobry Starosto i Ludu.
    Nie dam rady muszę się przyłączyć do rozmowy ;). Bardzo lubię Maggie Smith (od razu polecam film „Gosford Park” – dla mnie serial Downton Abbey bazuje, w pewien sposób, na koncepcji z tego filmu – przedstawieniu dwóch równoległych światów państwa i służby) – a jeszcze bardziej podoba mi się jej młodszy syn – Toby Stephens- idealny pan Rochester ;).

    Jeśli chodzi o kapelusze, dzięki Wam przypomniało mi się jak to w liceum nosiłam oliwkowozielony kapelusik zsunięty na tył głowy (a la pensjonarka?). Czemu porzuciłam kapelusze? Może wydawało mi się, że nie wypada?
    Teraz czuję wyraźnie – czas na kapelusz!

    Uściski, dobrego dnia.
    ps dzięki za literackie tropy

  205. DUA, co za traf!:) Jakoś tak mi Pani pasowała do tego kapelusza, chociaż nigdy Jej w nim nie wiedziałam:).
    Ellis Peters rzeczywiście urocza, ale jest też w jej oczach jakaś nieokreślona tajemnica, n’est-ce pas?:)

  206. Dzien dobry Wszystkim.

    Ta stona jest taka DOBRA. Jest dla mnie jak „wyspa”. Dziekuje bardzo Pani Malgorzto:-)

  207. Przebóg, istne czary-mary! Te komentarze, co nie chciały wskoczyć pod wpisem „Okładka”, i które przekleiłam, właśnie sobie same wskoczyły gdzie trzeba.
    Dobra, niech tak zostanie.
    Dobranoc!

  208. Wyczucie na szóstkę, Duśko!
    Miałam taki, a jakże. Piękny był! Dobrze mi w nim było, aż mi się znudził. No i wyświechtał się też.

    Co do książek: ech, ja je kocham, ratują mi życie i zdrowie, toteż i mówię o nich od serca.
    Ucałuj Różyczkę, dobranoc!
    Idę czytać Ellis Peters. Cóż to była za urocza dama, obejrzyj sobie jej zdjęcia w Googlu i pomyśl, jak rozkosznie musiała pisać kobieta o takiej twarzy i takim uśmiechu.
    Przemiła.

    Ateno, ależ koniecznie. Serial bardzo przyjemny.
    My też Cię lubimy, kochana Bogini!

  209. Chiba tez sie skusze na wspomniany serial. Dziekuje za polecane ksiazki, jakze milo sie na nie czeka. Magdo Z ja dokladnie pamietam ten sklepik na Florianskiej. Pracowala tam ciocia kolezanki i moglysmy delikatnie przymierzac kapelusze. Alez bylo radosci i smechu przy tym.
    Lubie Was.

  210. Starosto, Pani tak pięknie i smakowicie pisze o książkach, żeby się chciało każdą natychmiast przeczytać od deski do deski!:)
    Co do kapeluszy, ja Panią widzę w ciemnozielonym z szerokim rondem:).

  211. Witaj, miła Myszko! A toś mnie zaskoczyła tą „prześcipną”! Nadzwyczaj ciekawe! Mój wielkopolski dziadek Walenty używał tego słowa w znaczeniu „bystra, obrotna, sprytna, figlarna”. O, pan Zagłoba na przykład był prześcipny.
    Bardzo chętnie posłucham sobie ulubionej arii Tygryska w nowym (dla mnie) wykonaniu. Dziękuję!
    I dziękuję też za miłe słowa o „Wnuczce”.

    Podoba mi się „maść bukowa” !

    Domniemajko, obejrzyj, obejrzyj. Miło się ogląda, mimo wszystko. Tragedie przemijają, rany oczywiście zostają zaleczone, a Maggie Smith naprawdę zachwyca. Co za cudowna aktorka!

  212. Ach, jak Starosta czymś się zachwyci to dopiero jest zaraźliwe!
    Właśnie intensywnie się zastanawiam czy jednak nie obejrzeć odcinka, no, może dwóch pod tym właśnie kątem.
    Na razie podziwiam ilustracje do „Nowoczesnej komedii” bo od razu przypomniała mi się Fleur, która podobnie musiała się ubierać. To znaczy nie tylko ona, ale na pewno miała gust jeśli chodzi o kapelusze. I sukienki :D
    Co do Maggie Smith- pełna zgoda: postać przez nią zagrana (i to jak!) absolutnie genialna.
    Miło dzielić z innymi wspólne zachwyty.

    Dziękuję za życzenie! I odwzajemniam, Starosto Kochany.

  213. Jestem nowa w księdze. Z wrodzonej nieśmiałości nie napiszę wiele o sobie, poza tym, że kocham książki, a muzykę jeszcze bardziej. W związku z urodzinami W.A. Mozarta polecam do posłuchania „Lho perduta” w wykonaniu Mari Erksmoen (można na youtube). Ciekawa jestem czy się spodoba. „Wnuczka” wspaniała – obudziła wspomnienia z wakacji u babci. Wprawdzie sceneria przyrodnicza odmienna – pogranicze Beskidu Niskiego i Bieszczad – ale las bukowy ten sam. „Chrupkie liście” niewiarygodnie śliskie na ściankach wąwozów; orzeszki bukowe. A we wsi, kiedy trzeba było postraszyć niesforne dzieci grożono „przyłożeniem maści bukowej”. I jeżeli mowa o dialektach – w tych stronach słowo „prześcipna” oznacza rumiana. Może – odrobinę zbyt rumiana – raczej nie był to komplement. Staroście kłaniam się nisko, a Lud Księgi pozdrawiam.

  214. Magdo!
    Jest wciaz ten odwieczny sklep na Florianskiej, zawsze pelno tam szykownych kapeluszy. Dziwilam sie ostatnio, ze w zalewie zmian ( i niestety tandety, pelno tam teraz sieciowek, kebabow) na tej pieknej ulicy mojego dziecinstwa, ta pracownia sie ostala..:-)Ja ja pamietam jeszcze z konca lat 70-tych.
    Swego czasu brac studencka kupowala tam specjalne, chyba na zamowienie, czapeczki z daszkiem (kazdy wydzial mialy inny kolor).
    Moj welurowy czarny kapelutek z wywijanym rondkiem kupilam w innej pracowni, na samym poczatku ulicy Grodzkiej przy Rynku Glownym. Malenki mily sklepik. Chyba juz go nie ma.

  215. „- A jak ci idzie w szkole?- spytałem.
    – Dobrze!- zażartował rezolutny góralczyk.”

    Mój ulubiony fragment.

  216. Bardzo! Zderzenie dwóch różnych dziecięcych światów i postaw: zabawne i urocze. Ale jestem dopiero u początku (str. 61), dużo dobrego przede mną.

  217. Coś tu się rzeczywiście działo dziwnego, Domniemajko luba, ale sytuacja już została opanowana.
    A więc nie widziałaś tych wszystkich pięknych kapeluszy i sukienek, ach! A wystarczyło tylko zamknąć oczy we właściwym momencie, pominąć sceny tragiczne i nadal kontemplować uroki ówczesnej mody. A Maggie
    Smith!!- o, ileż straciłaś!
    Życzę Ci zdrowia!

    Madziu, „Sklep potrzeb kulturalnych” śmieszny, prawda?

  218. Zainfekowana już trzeci dzień, dziękuję za piękne, promienne zdjęcie rozświetlające mroki choroby :)
    Dogadzam sobie „Wnuczką”, nie masz to jak kuracja latem i Borejkami.

    P.S. Kapelusze lubię pasjami, ale źle mi w nich. Chyba, że jeszcze nie trafiłam na swój „nietuzinkowy” model. „Downton Abbey” przestałam oglądać gdy dowiedziałam się, że akurat dwoje moich ulubionych bohaterów ma zginąć w kolejnym sezonie. To ja już wolę pozostać w tym pięknym świecie w momencie, nad którym mogę jeszcze zapanować. Ot, uroki wyobraźni! ;)

    Pozdrawiam wieczorową porą

    P.S.2 Wyskoczył mi dziwny komunikat, o tym, że wysyłam kolejne komentarze zbyt szybko. Jeśli przez przypadek przycisnęłam coś nie tak i zaspamowałam stronę przepraszam bardzo.

  219. A to jeszcze dopowiem , że widziałam też na stronie wydawnictwa książkę wspomnieniową „Pan Jerzy. Śladami niespiesznego przechodnia”. (Całe szczęście, że ta wypłata będzie już w przyszłym tygodniu).
    I – tak zupełnie na marginesie – jestem również w trakcie lektury „Sklepu potrzeb kulturalnych” – też przecież polecanego przez Starostę na zagadkach. Dziękuję za wszystkie rekomendacje!
    PS. Miałam niegdyś (tuż po maturze) taki zielony kapelusik, z rondkiem podgiętym. Kupiłam go na Floriańskiej w Krakowie, mieli tam cały sklep z przeróżnymi kapeluszami. Ciekawe, czy jeszcze istnieje? Być może nie.

  220. Dzięki, Madziu, nawzajem!
    I dziękuję też za „cynk”- przegapiłabym te dwa nowe tytuły.

    Wójciku, a wiesz, że to jest doskonały pomysł! Ty i ja na zakupach w Anglii, ech!
    Widzę Cię w zielonym: rondko fantazyjnie podgięte, ruda kitka za wstążką.

  221. Starosto, jedźmy razem na te zakupy do Anglii! Mam bowiem identyczny problem z kapeluszami: nie mieszczą się na moją głowę, a jak już się zmieszczą, to nie są twarzowe. Myślę, że w Anglii, to nawet mają takie specjalne, na głowy z pędzelkami na czubku, co? Ach, oglądając Downton, wielokrotnie powtarzam sobie: ” To jakaś pomyłka, urodziłam się nie w mojej epoce.” Ej, cóż to była za moda, niemal wszystkie kobiety wyglądały na istoty pełne klasy i elegancji. Tak też się zachowywały. A kapelusiki! Sam smak i urok.

  222. Skoro Starosta poleca! To też na pewno przeczytam, kiedyś! Bardzo lubię , kiedy Starosta poleca książki! (chyba już parę razy dawałam temu wyraz). I pamiętam jak to właśnie Pani opowiadała w Księdze (chyba ze 2 – 3 lata temu) o tym wydaniu „Notatnika”, ale nie zdążyłam wtedy zamówić, a potem nakład był wyczerpany. Konsekwentnie i systematycznie sprawdzałam jednak co jakiś czas – i proszę, znów jest! A prócz tego ukazały się jeszcze szkice ukraińskie Stempowskiego „W dolinie Dniestru” oraz „Bez tytułu” oraz inne publikacje nieznane i zapomniane 1925-1939″. Kupię je sobie zaraz po wypłacie.
    Życzę spokojnego wieczoru przy przemiłej lekturze. :)

  223. Madziu Z. pyszną masz lekturkę, dobrze wybrałaś. Ja dostałam pierwsze wydanie, i to od redaktorki, Doroty Szczerby (z domu Raszewskiej, córki Profesora).
    Bardzo lubię.
    Studenci powinni to czytać obowiązkowo, moim zdaniem. Jako wprawki przed dorosłym życiem w Europie.

    A czytam sobie – z wielkim zapałem! – powieści kryminalne Ellis Peters w oryginale, ale nie te o braciszku Cadfaelu, tylko te o sierżancie Felse. Smaczne! To była pisarka z klasą. Specjalnie nie napisałam:”kryminały”. To są bardzo dobre, pełne uroku powieści – obyczajowe, psychologiczne, z zacięciem socjologicznym i historycznym. Pierwszą („Mourning Raga”) dostałam w prezencie, zachwyciłam się, po czym kochana Emilka sprowadziła mi ze świata 17 dalszych dzieł tej autorki, żebym jakoś przetrwała tę zimę. I to działa.
    Na okładce pierwszej książki z tego cyklu („Fallen Into the Pit”) zamieszczona jest opinia z gazety Mail of Sunday:
    „Charm is not usual in murder mysteries, but Ellis Peters’ stories are full of it”. I to jest prawda!
    Bardzo polecam.

    Celestynko, Marple to znakomity fotografik. Pokażę jeszcze kiedyś jej zdjęcia. Świetne oko, bystre i poetyckie.

  224. Sliczne zdjecie :-) Wyglada jakby zrobione bylo na tarasie jakiejs zimowej kafejki w stacji narciarskiej (ten kawaleczek sopla u gory) Rozgrzewajace!
    A ziab u nas dzisiaj niemily, wilgotny i mokry.

    Pozdrawiamy!

  225. Dobry wieczór.
    Piękne zdjęcie! Choć anim zagrypiona, ani przeziębiona (to ostatnie, październikowe zapalenie płuc chyba mnie zahartowało, bo od tego czasu żadne infekcje się mnie nie imają) na wszelki wypadek rozgrzeję się taką herbatką – koniecznie z cytryną! – bo dzień dziś był okrutnie zimny i wietrzny. Przy okazji poczytam sobie „Notatnik niespiesznego przechodnia” – jesienią ukazało się wznowienie wyczerpanego nakładu i właśnie je sobie kupiłam. I teraz czytam z radością i zainteresowaniem. Wszystkim życzę podobnie przyjemnych i pouczających lektur do poduszki! :) Pozdrawiam i ciepło – wbrew zimnym wiatrom – uściskuję. :)
    PS. A co czyta dziś wieczorem Starosta? :)

  226. O! Udało się!
    To teraz odpowiem Beacie, Mamie Zuzi. Dziękuję! I zupełnie się zgadzam w kwestii kapeluszy: wymuszają. Nawet fason obuwia i makijaż. I szaliczki. Jaka szkoda, że mało jest na świecie takich kapeluszy, które :a) mieszczą się na mojej głowie b) są przy tym twarzowe. Być może trzeba by ruszyć na zakupy do Anglii – tam, jak wiadomo, tworzy się kapelusze, w których absolutnie każdej kobiecie do twarzy. Beato, dzięki za tak miłe słowa, życzę Tobie i Zuzi wszystkiego najlepszego, także w materii kapelusikowej. I racja! Z uśmiechem pod prąd! (to mi się podoba). Pozdrawiam serdecznie!

    Julko, bardzo się cieszę! Przesyłam uściski!

  227. Wysłany 29.01.2015 o 15:09

    Przeczytałam „Wnuczkę”. Super książka :) Teraz czekam na „Feblika”
    Pozdrawiam,
    Julka
    Wysłany 29.01.2015 o 14:46

    Jednak tematem kapeluszy wyrwałyście mnie Kochane Pisarki i Czytelniczki do skreślenia tu kilku słów. Witam. Na stronie jestem nowicjuszką, ale od lat zapaloną miłośniczką twórczości Pani MM. Zapaliła mnie Zuzia, która Jeżycjadę zna ” w tę i z powrotem” i jest jeżycjadową rodzinną encyklopedią. Tak rodzinną, bo zapaliłyśmy także moją mamę (trzy pokolenia kobiet miały przyjemność spotkać się z MM w Toruniu przy okazji wydania McDusi) i męża i inne osoby w rodzinie.
    Z upodobaniem patrząc na okładkę Feblika, przekonuję się po raz wtóry, że kapelusz nadaje kobiecie to „coś” i dodaje jej klasy. Zośka, już widzę Cię w kapelusiku i z małą walizeczką. Tylko zrób sobie zdjęcie tym aparatem fotograficznym i przyślij je koniecznie na tę stronę!:). Mała Zuzia nosiła kapelusze o każdej porze roku. Jednak najpiękniejsze były białe: letni płócienny i welurowy, na których rondo wiatr nawijał ciemne loczki dziewczynki. Kapelusz dodaje dziewczynie/kobiecie gracji, „wymusza” postawę i trzeba umieć go nosić. Ciekawe jaką postawę będzie reprezentowała posiadaczka gustownego kapelusika z okładki Feblika? Co to będzie za gracja?
    Już dorosła Zuzia dostała w minione święta BN, pod choinkę mały kapelusik. Cóż to była za radość! Teraz zapracowana studentka (sesja) chadza w nim na głowie po Krakowie :), gdzie odebrała w księgarni tajemniczą przesyłkę….Wnuczkę do orzechów. W trakcie czytania radość i uśmiech nie schodził z jej ust. I tak trzymać Kochane dziewczyny/kobiety: uśmiech na twarzy, kapelusz na głowie i iść w świat, pod prąd często smutnym i bez klasy czasom. Dziękuję MM za uśmiech, radość , klasę. Pozdrawiam i ściskam. Beata -Mama Zuzi.

    Wysłany 29.01.2015 o 14:37

    Zagladnelam tutaj i do razu mi weselej. Chwale sie (lojalnie uprzedzila) zakupionymi „Gawedami o sztuce”, audiobook, tylko takie tu mieli, i umilam sobie czas w czasie jazdy do pracy. Czyta autorka. – Atena.

    Wysłany 29.01.2015 o 13:07

    Dzień dobry!
    Cha cha, nowa twarz butów, bo skonam! :D

    A propos butów – ostatnio widziałam w witrynie sklepu napis: „Wielka obniżka butów!”. Uwaga, drogie Panie! W przyszłym sezonie modne pantofle z płaską podeszwą! – Blabluba

    Wysłany 29.01.2015 o 13:00

    Mamo Isi! Obejrzalam sobie wspomniany obraz:-)
    Faktycznie, ten pan zachowuje sie niestosownie. Ja tam zamiast tarzania sie widze raczej lekcewazaca drzemke. Tylko te nogi… jakby gimnastyke sobie uskutecznial przy okazji.- Celestyna.

Dodaj komentarz