Hibernacja

aleja

(Arboretum w Wojsławicach – fot: KC Sowa P)

 

 

Kazimierz Wierzyński

 

HIBERNACJA

 

Liście spadają całe dnie i noce,

Spadają wieczorem i rano:

Chcemy przykryć was kocem,

Chcemy przykryć was chustką,

Kożuchem i futrem

Przed zimą nieubłaganą,

Przed śniegiem i pustką,

Przed jutrem.

 

Prześpicie się jak w chorobie

Pod naszą opieką,

W ciepłym, liściastym grobie,

W kącie ogrodu, pod parkanem, daleko.

 

Przeleżycie przez styczeń i luty

Na podściółce trawiastej, na puchu,

Jak w skrzyni mrozem okutej

W słodkim, bezpiecznym zaduchu.

 

Oczy z wolna zatoczą się bielmem,

Serce miękką zagoi się pleśnią,

W takim życiu liściastem, popielnem

Żadne widma ludzkie się nie śnią.

 

Tak do marca lub kwietnia aż spadnie

Deszcz, Zmartwychwstaniec wesoły,

Docieknie, odszuka was na dnie

I gąbczaste napoi popioły.

 

Przyjdzie ogrodnik na wiosnę, na wiosnę

Spokój pod liśćmi widłami potarga,

Pożytecznem użyźni kompostem

Młode róże, co pną się na parkan.

 

( z tomu „Siedem podków”, Nowy Jork 1954)

 

 

20181021_130834

 

(Las w górach – fot. KC KokoszaNel)

 

20181007_142838

(Staw w parku miejskim – fot. KC Nutria i KC Mól Książkowy)

 

177 przemyśleń nt. „Hibernacja

  1. Witam Wszystkich.Jak wy pieknie opowiadacie,wspominacie.We mnie tez mocno basniowe dziecinstwo „siedzi”, a czytalam mnostwo basni.Uwielbialam rowniez sluchowiska radiowe,bodajze na Radio Jedynka byly,codziennie o 20.:-)

  2. Komunikat dla lunofilów:
    W Brazylii młody księżyc ma rożki w drugą stronę! Tworzy literę C.
    Tak sobie teraz mnemotechnicznie wywiodłam: u nas księżyc idący do pełni „Dopełnia się” (tworzy literę D), a idący od pełni „Cienieje” (tworzy literę C). Tak mnie uczyli rodzice.
    A tam (wszak mówią po portugalsku); „Cresce” (czyli rośnie i tworzy literę C) i „Decrecse” (czyli maleje i tworzy literę D). To mój własny pomysł i jeśli ktoś w Brazylii to już wcześniej wymyślił, to zastrzegam sobie prawo pierwszeństwa!
    A Brazylia piękna, oj piękna!

  3. Chesterko, to musiał być Jan Wilkowski. Był świetny! I pamiętam te festiwale. Można było głosować na wybrane przedstawienie (wysyłając kartkę pocztową).

  4. O, jak dobrze że tu jeszcze po robocie zajrzałam. Chesterko, ja także uwieeelbiałam ten zimowy festiwal teatrów lalkowych . I ten spektakl , o którym wspominasz ” Latający wiatrak” . Pan, o którym wspominasz, to słynny reżyser teatru lalkowego i profesor na wydziale lalkowym szkoły teatralnej – Jan Wilkowski. W programie miał za towarzysza
    malutkiego Dzięcielinka o ile dobrze pamiętam. Każdy spektakl poprzedzony był jego (pana Jana) przemiłą i tajemniczą opowieścią. Najbardziej zapamiętałam tę, w której opowiadał o kuchni swojej mamy i przedmiotach ożywających, gadających ze sobą, kiedy nikt nie widzi.Wierzyłam w to i chyba wierzę do dziś. Pamiętam też Tymoteusza Rymcimci oraz historię o tygrysku , który zgubił paski czy coś takiego.
    A! I pamiętam, że tym wiatrakiem, czy też w wiatraku leciała krowa Kunegunda. Co do scenografii, nie wiem jak dziś, ale wtedy przemawiała do mnie bardzo. Nie przepadałam tylko za tą, w której aktorzy trzymający lalki byli widoczni. To bowiem odbierało spektaklowi magię i po prostu rozpraszało. Ale się rozgadałam. To miło Chesterko, że o tym wspomniałaś :).

  5. Popatrz tylko, KokoszaNel, jak to dzieciństwo baśniowe mocno w dorosłym człowieku siedzi!
    We mnie także, choć już jestem bardziej niż dorosła.
    Głównie jednak pamiętam baśnie przeczytane. Ciekawa rzecz, przedstawienia teatralne i telewizyjne zawsze zdawały mi się ubogie, zwłaszcza gdy w tandetnej scenografii, to mi przeszkadzało.
    Kino!- a, to co innego. Iluzja zupełna.

    Tak, to Twoje drzewo jest tajemnicze i wymowne zarazem. Wydaje się, że ma potężną osobowość, prawda? Przykuwa uwagę i fascynuje. Ze wszystkich zdjęć, przez Ciebie nadesłanych, to spodobało mi się najbardziej.

  6. KokoszaNel, nie wiem, kiedy byłaś dziewczynką, ale jak ja byłam mała, były w tv festiwale teatrów kukiełkowych. Zapraszał na nie pan (kto to był?), a robił to znakomicie, potem potrójny gong i leciało przedstawienie. Pamiętam np. Teatru Miniatura, o latającym młynie i inny o Zwyrtale Muzykancie. Uwieeelbiałam ten program.

  7. Nutrio, drzewo zwróciło moją uwagę ze względu na tajemniczość. Skojarzyło mi się z baśnią o człowieku zmienionym w drzewo. Zapewne przez złą czarownicę i zapewne za karę – jak to w baśniach bywa. Kiedy byłam dziewczynką, były piękne przedstawienia w Teatrze Telewizji, zawsze w niedzielę po południu. Pamiętacie drodzy Ksiegowi? A może baśń o zaczarowanym drzewie ktoś zna?
    U mnie rozchwiawka na całego – listopadowa i nie tylko ;)
    Nie bronię się wcale tylko śpię jak suseł. Dobranoc.

  8. Dzień dobry, Natalko!
    Miło nie mieć rozchwiawki.:)

    Nutrio, już poprawiłam.
    Bardzo się cieszę, że poznałaś i polubiłaś Kazimierza Wierzyńskiego.

  9. Witam wszystkich!
    Magpie, ja też słucham nowej płyty Zaz!! Co prawda, nie stanowi to u mnie sposobu na rozchwiawkę, gdyż na takową raczej nie mam obecnie czasu. Koniec semestru się zbliża, nieustannie. Ale ta płyta nawet bez rozchwiawki bardzo rozwesela. Razem z nią nabyłam również wyczekiwane „Ballady i romanse”! Z podobnie pozytywnym działaniem :) Pozdrawiam wszystkich mniej i bardziej rozchwianych.

  10. Nie było mnie tu dawno (jak ten człowiek teraz tą nauką zawalony, doprawdy) i mam sporo przemyśleń do nadrobienia, ale zanim to zrobię, muszę dodać coś od siebie. Jakże się za tym stęskniłam!
    Przede wszystkim, czujemy się z Molikiem zaszczycone, ze zdjęcie z naszej okolicy mogli zobaczyć wszyscy Księgowi (ciekawe, swoją drogą, co tam u Was słychać, hm…).
    Kolejny wiersz Wierzyńskiego!!! Dzięki Pani stałam się już jego fanką, a przecież jeszcze przed paroma miesiącami nie miałam pojęcia, że ktoś taki chodził kiedyś po świecie! Dziękuję Pani za to, Pani Małgosiu!
    Ach, i muszę wprowadzić małą poprawkę.
    Zdjęcie nie przedstawia ogrodów Kapias, tylko staw w naszym parku miejskim (swoją drogą bardzo ładny o tej porze roku – prawda?)
    A teraz lecę poczytać, co tam u Was nowego.:o)

  11. Czytam dalej, Mamo Isi! Doszły mi 4 brakujące, teraz mam komplet jej dzieł wszystkich. W stosownym czasie z przyjemnością się podzielę.
    Są i inne serie, nie tylko miss Silver.

    Ateno, fryzurka jak zwykle, lecz nieco krócej cięta, ze względu na zimowe perypetie z nakryciami głowy.
    To ty masz w Chicago dostęp do ogórków kiszonych?

  12. Kochany Starosto, doszły Patrycje! Dzięki wielkie. Życie jest piękne. Jak tylko znajdę wolną chwilę, utonę.

  13. Rozchwiawka – zapomniałam, podoba mi się ten wyraz. Przecier zdecydowanie, albo kanapka z musztarda i ogorkiem kiszonym (moja mame obrzydza – a taka pyszna jest).
    U mnie zrobiła się zima, spadło wczoraj dużo śniegu, szkoły wczoraj pozamykali (nie otworzyli). Nie mam szansy na jesienne rozchwiawki, zima sie zrobila.
    Nowa fryzurka brzmi ciekawie.

  14. Niech sobie żółwie hibernują w lodówce (tak jest ponoć u znajomej mojej znajomej!!).
    Jabłka w maśle mmm… Tak! A potem 1000 kroków jak głosi łac. maksyma wyciągnięta przeze mnie ostatnio na ur. mojej najstarszej latorośli z ponętnej babeczki.

  15. Bardzo mi się podoba słowo „rozchwiawka”. Nie znałam.
    Moja aktualna metoda na nią: dużo światła (kolorowe lampki i świece) i zapachu (cynamon, imbir, mandarynki). I ruch!

  16. Dzień dobry!
    Siedzę sobie pod regałem, melancholijnie wokół i mnie trochę też… Ale sobie włączyłam nową płytę Zaz, dziergam sweter z warkoczami i jest lepiej. A później zrobię sobie czapkę dynię z jakiś szalonych kolorów. :-)
    U mnie ostatnio najlepszym lekarstwem na chandrę to mizianie włóczek, okładanie się włóczkami i dzierganie z bajecznie kolorowych wełenek.
    Trzymajmy się! ;-)

  17. Ale swoją drogą na rozchwiawkę nie masz jak szarlotka jabłkowa z cynamonem i goździkami. Krucha.
    Jabłka oczywiście smażone w karmelu z masełkiem.
    Potem można, a nawet trzeba, sobie potańczyć.

  18. W tych samych ramach (na ramie roweru bowiem przemarzam) wyginam śmiało ciało w rytm przebojów młodości. I to samo polecam miłym księgowym, by odgonić melancholię i nie wpaść w hibernację. Że ciasno? 16 m2 zagraconych w połowie uczy tylko zwinności. Że głośno? Słuchawki na uszy, I’Phone do torebki przytroczonej w pasie. Nie przeszkadza się wszak „naukowcom” zgłębiającym tajniki średniowiecznej wizytacji w klasztorze dominikańskim w Andaluzji ani pasjonatom (wiem, pamiętam, raczej wielbicielom, ale gdy się im przerwie, to w pasję, szewską nota bene wpadną, więc…) amylazy i in. enzymów trawiennych.

  19. U fryzjerki bywam raz na trzy miesiące i wgryzam się wtedy w stertę tzw. pisemek kobiecych dowiadując się o istnieniu stada nadzwyczaj sławnych istot. A ja o istnienia ich pojęcia nie miałam, Bogu niech będą za to dzięki.

  20. Zaprzyjaźniony mechanik samochodowy mówi, że używa pepsi, jeżeli jakaś śruba mu się zapiecze. ;)

  21. A ja w tych samych ramach udałam się wczoraj do fryzjerki. Zostałam ślicznie ostrzyżona i usłyszałam wiele ciekawych opowieści na temat chorób i śmierci, a także grzybobrania.
    Udzielono mi też dobrych rad. Oto jedna z nich:
    – Jak pani chce odkamienić czajnik, niech pani weźmie szklankę pepsi i szklankę octu i razem zagotuje. To jest takie mocne świństwo, że kamień od razu puści.

    Mamo Isi, niech Isiątka zaeksperymentują z tymi składnikami, widowiskowy efekt dobrze im zrobi na ciekawość naukową.

  22. W ramach przeciwwagi dla listopadowej rozchwiawki zażywam pepsi. W końcu nie ma to, jak kwas fosforowy w czystej postaci.
    Właśnie nabyłam hurtem książkowy prezent Mikołajowy. Ballady z romansami, złotą gwiazdkę, łaty na fotelu oraz dwie książki z eksperymentami, które mogą przeprowadzać dzieci. Teraz przyjemność czekania. No i ta pewność, że wszystko to zdążę przeczytać , zanim w imieniu św.Mikołaja przekażę we właściwe ręce.;)

  23. Tak przypuszczałam, Zgredzie luby.
    Dziś już sobie daruj granulacik, spać idź. Osiągniesz równowagę siłami natury.
    Dobranoc!

  24. A u Niziurskiego Piżmak ukrywał się w szpitalu. Żywił się pepsyną z kwasem solnym (to taki syropek, widziałem kiedyś) i granulatem fosforowo-wapniowym.

  25. Jak mieszkałam w Berlinie i piekłam pierniki to użyłam Hirschhornsalz zamiast przypraw korzennych. Nie były bardzo smaczne, ale wyszły ładne.

  26. O, Gio!!!
    To jest boskie.
    Już zapomniałam o przecierze, a to taki skuteczny sposób.
    Albo octu napić się. Też odkwasi.

  27. „taka rozchwiawka mnie dotyka pani Luboszowo
    że na co pooglądam to mi łzy lecom
    ino żeby chociaż na żur spokojnie popatrzyć
    (…)

    pani Łoniotowa nowości mi tu pani nie opowiada
    ja w takie sytuacje trzy razy przecieru pomidorowego
    na kromkę nakładam i gryzę i czekam aż mi ten kwas wszystko odkwasi”

    Oczywiście Dariusz Basiński – i Duszan.

    Cytat powyższy dedykuję wszystkim współtowarzyszkom i współtowarzyszom listopadowej rozchwiawki.

  28. O! Od tego kawału zapragnęłam poczytać „Pamiętnik Filipka” Władysława Zambrzyckiego.
    Mamo Isi, czytałaś?

  29. Znaczy, teraz mamy lepsze czasy. Cóż, trudno, świetnie, może się przyzwyczaję do tej myśli.
    To ja jeszcze jeden, tym razem z czasów, kiedy Warszawa była pod pruską okupacją.
    Pewien człowiek bladym świtem stanął w kolejce po chleb, ale zanim doszedł do lady, cały chleb wykupiono.
    Z rozpaczy udał się nad Wisłę, żeby się utopić. A tam też kolejka do topienia i pruski żandarm pilnuje kolejności , bo Ordnung muss sein.

  30. To prawda: humor nas nie opuszczał. Im gorsze czasy, tym lepsze kawały, i tym więcej ich. W ramach samoobrony organizmu.
    Kwituję odbiór Patrycji i suplementu – z wdzięcznością! Co za miły pomysł, Mamo Isi droga.

  31. Czytam w necie dziennik Jana Hupki z lat 1914-1920. Dzień po dniu. Polska była poligonem mocarstw, a mimo to humor ludzi nie opuszczał. Na dowód zapodam kawał z czasów oblężenia lwowskiego, kiedy wszystko (jak zwykle) było na kartki, ale i tak nic się nie dawało za te kartki zdobyć.
    – Jak zrobić kanapkę?
    – Pomiędzy dwie kartki chlebowe wkładamy kartkę tłuszczową.

  32. Nie mogę sięgnąć, bom się zawzięła, że sama z siebie sobie przypomnę.
    Też lubię chłopaka, więc jak mogłam zapomnieć.

    Ha, ha! Dzięki, kochany Starosto! Moja przesyłka poszła co prawda ze słowem, ale ponieważ charakter po operacji cieśni wcale mi się nie polepszył (żaden z charakterów), więc niewykluczone, że nieczytelna. Na wszelki wypadek może więc powtórzę, że mizerny dodatek jest marnym wyrazem wdzięczności dla Emilki za trud latania na pocztę, gdzie zapewne kolejki nie są wcale krótsze, niż w Gdyni.

  33. Sięgnij, sięgnij. Nie zawadzi. Łatwiej doczekasz Patrycji (dziś poszła. bez słowa, bo nie zdążyłam).

  34. Usiłowałam sobie przypomnieć, jak naprawdę nazywa się Podeszwa i sobie nie przypomniałam. Nie ma wyjścia, trzeba sięgnąć po książkę.

  35. No cóż…Grzegorz zemdlał,a Ignacemu Grzegorzowi się „upiekło”, to chociaż August powinie się sprawdzić, ha ha, ha…
    Też go lubię.
    Czy kilkukrotne przyrównanie Ignacego i Mili do Filemona i Baucis to jest może jakaś wskazówka że oni też odejdą z tego świata razem?
    Coś mi się wydaje że Ziutek zostanie księdzem.
    Co do Ignacego Grzegorza i Agnieszki – życzę im jak najlepiej, ale słyszałam że upuszczenie obrączki na ślubie to zła wróżba…

  36. „Oddychaj sobie głęboko. O bardzo ładnie. Dobrze ci idzie” – Ciotka Zgryzotka strona 129.
    „Spokojnie, tylko spokojnie – perswadował Podeszwa tonem trzeźwiąco-pocieszającym, takim samym, jakim przemawiał do Babcinki w sprawie kanarka – Oddychaj. Dwa oddechy długie, jeden krótki. I jeszcze raz” – tamże, strona 253. – jak to przeczytałam to już sobie wyobraziłam Augusta wspierającego Norę gdy ich synek będzie przychodził na świat!

  37. Nareszcie mam czas się odezwać.
    Dzień dobry DUA i Księgowi.
    Wszystkie trzy ostatnie wpisy piękne. Jakoś bardzo mi się one łaczą. Wspominanie bliskich i nieznanych którzy odeszli, również tych zahibernowanych w czasach niewoli, tych walczących i tych codzienną pracą i wiernością kochających Ojczyznę.
    Cudne obrazki DUA, Wasze zdjęcia i Wierzyński, wszystko to jakby jednym sercem biło.
    Miłej niedzieli w domowym ognisku z wspaniałymi spotkaniami, lekturami i herbatkami :)

  38. Właśnie! Przecież pamiętam!
    No, trzeba przyznać, że krakowski złodziej książek ma dobry gust…
    Ateno, od wczoraj bawi mnie ( i rodzinę) Twój kawał, więc go i tutaj przytoczę, żeby Księgowi się zaśmiali w ten dzień ponury:

    ” – Czy można prosić panią do tańca?
    – Tero nie, ale sie dowiaduj.”

  39. Tak, jest zlodziej ksiazek w Krakowie. Kilka razy ukradli ksiazki wyslane mi przez siostrę. Złodziej wybierał sprytnie z paczki tylko te które go interesowały i te na których mnie najbardziej zależało. Jest jakaś pociecha w tym, ze czyta dobre książki. Siostra wysyłała dwa razy Wspomnienia z Kornwalii, Zofii Kossak, między i nie doszły.
    W końcu dostałam je od Adminki.

  40. Mamo Isi, świetnie rozumiem głód czytelniczy! Gdyby na mojej wsi była poczta, słałabym Ci lektury małymi porcjami. Ale muszę czekać, aż ktoś pojedzie do miasteczka, więc komasuję. Mamy tu co prawda skrzynkę pocztową, aleć straszno wysyłać ciekawe książki bez polecenia.

    Przyznaję, że nie wiem, czy zdarzają się dziś jeszcze złodzieje książek.
    Suponuję, że tak.

  41. Kochany Starosto, nie rozpuszczaj mnie; to ja proszę o wybaczenie, bo nie dość że zawracam Ci głowę, to w dodatku marudzę;)
    Żal patrzeć na biedne nasturcje. Jeszcze tydzień temu kwitły sobie w najlepsze, a tu przyszedł przymrozek i je zwarzył. Edytor pokazuje mi, że powinnam „zwarzył” napisać przez „ż”. Niedouczek jeden!

  42. No właśnie, a uporządkowane? Swoją drogą, ciekawe dlaczego fizyk zwrócił uwagę na dwa tak skrajne przypadki, z których drugi praktycznie nie istnieje, no chyba że w salonie meblowym. Nie jest możliwe, aby uczony o tym nie wiedział. Prawdopodobnie chodziło mu o przesadne zamiłowanie do porządku, powodujące, iż człowiek nie ma już czasu, aby robić cokolwiek innego.
    Co do bałaganiarzy mam nieco inne zdanie niż uczony. Te zewnętrznie rozmemłane typki, sprawiają wrażenie wewnętrznie uporządkowanych, wiedzących czego chcą i pewnych siebie, a robienie porządku uważają za rzecz zbędną.
    Zaś moje kłębowisko myśli szuka wytchnienia w harmonii zewnętrznej, aby nie doszło do niekontrolowanego wybuchu;)

  43. Mamo Isi, wybacz, miałam takie urwanie głowy z tą awarią obrazków, że dopiero dziś wróciłam do niedokończonej lektury („The Silent Pool”).
    W poniedziałek spróbuję wysłać kolejne trzy Patrycje.
    O róże bądź spokojna: jeszcze ich nie przemroziło. Dadzą radę.

  44. Kochany Starosto, wysłałam wczoraj poleconym priorytetem Patrycje, ale skoro dziś sobota, to pewnie dojdzie w poniedziałek. Zimno u nas jak pioruni, Isiątka przywlokły z przedszkola rotawirusa i ogólny młyn. W związku z czym dopiero wczoraj do mnie dotarło, że nie obkopczykowałam róż. Tak jak stałam, runęłam do ogrodu, aby nadrobić zaniedbanie. Biedactwa.
    Póki co, czytam sobie „Brązowników” Boya. Ech, ci poeci. Pisali pięknie, ale żyć z nimi było ciężko. Co chwila jakaś idée fixe się ich czepiała, nierzadko rodzaju żeńskiego.

  45. Dzień dobry!
    Tak nieoczekiwanie przypomniała mi się dziś zasada Wu Wei i Florek i Nora. Później wpis Hibernacja i naszła mnie myśl, że jesień to czas opamiętania.
    A dzięki Admince odkryłam balladę ” Tukaj albo proby przyjaźni” A. Mickiewicza. Nie znałam, a jest wspaniała, gorzka i prawdziwa.

    Miłej soboty, moja jest porządkowo- obiednia, chyba jakiś krupniczek, z dodatkiem grzybków czas uwarzyć!;)

  46. „Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, to czego oznaką jest puste biurko?”
    A. Einstein

  47. Pani Małgosiu odkrylam eliksir dla mojego kregoslupa zmeczonego pozycją siedzaco pisząco czytająca. A wiec pozbylam sie wszystkich poduszek do spania. Zupełnie płasko śpię. Nowa jakosc snu sprawia ze wstaje wyspana i prosta. Polecam

  48. To była tylko taka drobna sugestia (jeśli chodzi o to zdjęcie), Pani Małgosiu. Bardzo dziękuję i już zaglądam. :)

    Gio, dobrze, że podałaś tytuł – również przeczytam. Zamówiłam sobie właśnie, trochę rozczarowana poprzednim poszukiwaniem.
    „Panie profesorze Einstein” znalazłam na Allegro w jednym egzemplarzu, ale cena mnie zniechęciła. Za wysoka. W tutejszych bibliotekach też nie mają, a szkoda. No nic, może jeszcze kiedyś.

  49. He, he, a zajrzyj no tam raz jeszcze, Madziu.
    Znalazłam to nasze zdjęcie w sieci, tyle że malutkie. Po powiększeniu jest zupełnie nieostre, więc niech już tak zostanie, w miniaturce.

  50. Och, czyli być może oznacza to okazję do nowego zdjęcia (po przemeblowaniu).
    Kiedyś. Gdy zapanuje porządek.
    Mnie tam odrobina nieładu (artystycznego) nie przeszkadza, ale zdaje się, że Pani woli po porządku. :)

  51. Wannabe, prawda. Zwłaszcza szkoła lubi kumulować zadraśnięcia. I niewiele z nich wypływa z wychowawczej troski.

  52. Madziu, tak widać miało się stać. W dodatku przemeblowałam sobie pokój i odmieniłam stanowisko pracy (na bardziej przyjazne dla kręgosłupa).
    Jest całkiem inaczej, choć też przytulnie i ładnie. Tylko okno z wiernym Księżycem to samo.

  53. Aha! A mnie się od razu skojarzyło z tą szkocką kratką, jak Pani napisała o fizyczce. I właśnie miałam dopisać, że autorka książki jest niewidoma. Dzielna dziewczyna, o tak! I mądra. I z poczuciem humoru.
    Aż chyba sobie znowu to przeczytam.

  54. Szkoda tylko, że nie będzie już tego zdjęcia z wpisu „Porządek”. Ładne było – przytulne ma Pani miejsce pracy. Miło, że mogliśmy je zobaczyć.
    Brak został, co prawda, uzasadniony dowcipnym komentarzem, a pozostało mi nie tylko rzewne, ale i dosyć wyraziste wspomnienie.
    Los jednakże bywa przewrotny…:))

  55. Asperger dotyczy też moich znajomych. To cenne przyjaźnie. Łączy nas odwaga i szczerość. W dodatku dzięki wspólnym rozmowom otrzymuję duże wsparcie… Na przykład:

    Ja: Nie wiem, czy nie przesadziłam, przynosząc różne gadżety na lekcję
    On: To świadczy o twojej kreatywności i niekonwencjalności

    Ja: Nie wiem, czy umiem to odpowiednio wyjaśnić
    On: Bo robisz to sama. Poproś o pomoc

    Ja: [stoję sparaliżowana i nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób ktoś mnie właśnie potraktował]
    On. Nienawidzę go. Jedno wielkie nadużycie władzy. [w 5 sekund uświadomił mi, co zaszło, kiedy ja obwiniałam siebie]

    …Czuję wdzięczność, bo w umysłach moich przyjaciół jestem osobą piękną i godną :) Miło zobaczyć siebie w ich oczach. Ale oni wszyscy, biedacy, są zadraśnięci pewną zbyt ostrą „ostrogą‟, jak to DUA nazwała. Dlatego ja wyrosłam na osobę, która na widok tych wszystkich kumulujących się „zadraśnięć‟ wywołuje osoby za to odpowiedzialne na rozmowę. Nie uznaję ranienia ambicji za metodę.

  56. To właśnie tę książkę recenzowałam, Gio, i o niej mówię. Zapomniałam tylko, jak dokładnie brzmiał tytuł.
    A Marysia chyba o niej ode mnie wiedziała: korespondowałyśmy zajadle.

    Hania Pasterny zaś jest wychowanką Zakładu dla Niewidomych w Laskach koło Warszawy. Dzielna dziewczyna, autorka!

  57. Kochana Justysiu, bardzo dziękuję za natychmiastową pomoc! Ateno tobie też przesyłam wielkie dzięki!

    Już wkleiłam brakujące zdjęcia, Wilk Morski też nadesłał swoje, wszystko gra teraz i nie razi oka!

  58. Sporo można się dowiedzieć o zespole Aspergera (i nie tylko!) z książki „Tandem w szkocką kratkę” Hanny Pasterny. Lektura oświecająca i uwrażliwiająca. A przy tym pełna ciepła i uroku. Dostałam kiedyś na Gwiazdkę od naszej niezapomnianej Sierotki Marysi.

  59. W istocie!
    Pisałam kiedyś recenzję dla „W drodze” – to była książka wspomnieniowa, o amerykańskiej genialnej fizyczce; otóż należała ona do aspergerowców i tym tłumaczyła się jej niekonwencjonalność, pozorna dziwaczność, całkowita szczerość i bezkompromisowa odwaga myślenia.
    A co z tego ostatniego zapewne wynika – jej naukowy geniusz.

  60. Oglądałam film dokumentalny o ludziach z Zespołem Aspergera (lekka odmiana autyzmu), gdzie za przykład podawano Einsteina. Jeśli by tak było, co wielce możliwe, tłumaczy to prawdomówność aż do bólu, brak wyczucia konwencji w zachowaniach i wiele innych.

  61. Mnie też żal chłopca. Zresztą, Einsteina potraktowano – jak pisze Magda – nie inaczej.
    Ale może to właśnie jest recepta na sukces naukowy?- pobudzić w młodziku ambicję przez jej zadraśnięcie ostrogą.
    Na pewno lepsza to metoda niż głaskanie po główce za malutkie nawet osiągnięcie, lub co gorsza – na wyrost.

    Ciekawe to wszystko.

  62. Prawdomówność doceniłam, ale racji mu nie przyznam. To odpowiedź na artykuł o fizyce napisany przez chłopca, a nie na jego przechwałki. Przecież ten chłopiec przez pisanie też się uczy. Mnie żal czytając ten list…

  63. Czytałam kiedyś jakąś biografię Einsteina (co to było? Kto to napisał? – muszę przeszukać pamięć lub zajrzeć do notatek) i wiem, że E. nie zawsze i nie przez wszystkich uważany był za geniusza ba! nawet za pojętnego ucznia. Krąży opowieść (choć przyznaję, ze nie wiem na ile prawdziwa, bo też nie potrafię podać źródła), że nauczyciel fizyki (!) wpisując młodemu Albertowi dwóję, zarzucił mu wręcz, że jest tępy (zdaje się, że uczeń wszedł z nim w polemikę). Faktem jest, że A. Einstein za pierwszym podejściem nie dostał się na politechnikę w Zurychu – nie poszło mu na egzaminach z przedmiotów humanistycznych.
    Tak mi się też coś zdaje, że w zdaniu „nie jesteś może najbardziej pojętny, ale dobrze, że przynajmniej jesteś ciekawy” kryje się nawet pewna pochwała, choć rzeczywiście nieco szorstka. Przecież tajemnica sukcesu to nie tylko talent i zdolności, ale dużo ciężkiej pracy i poszukiwań, dla których motywacją często jest ciekawość i chęć odkrywania. Nieraz o tym czytałam we wspomnieniach i i wypowiedziach wybitnych postaci.
    Natomiast ta książeczka „Panie profesorze Einstein” wydaje mi się być świetną podpowiedzią lekturową i mam nadzieję, że uda mi się do niej dotrzeć. :)