Hibernacja

aleja

(Arboretum w Wojsławicach – fot: KC Sowa P)

 

 

Kazimierz Wierzyński

 

HIBERNACJA

 

Liście spadają całe dnie i noce,

Spadają wieczorem i rano:

Chcemy przykryć was kocem,

Chcemy przykryć was chustką,

Kożuchem i futrem

Przed zimą nieubłaganą,

Przed śniegiem i pustką,

Przed jutrem.

 

Prześpicie się jak w chorobie

Pod naszą opieką,

W ciepłym, liściastym grobie,

W kącie ogrodu, pod parkanem, daleko.

 

Przeleżycie przez styczeń i luty

Na podściółce trawiastej, na puchu,

Jak w skrzyni mrozem okutej

W słodkim, bezpiecznym zaduchu.

 

Oczy z wolna zatoczą się bielmem,

Serce miękką zagoi się pleśnią,

W takim życiu liściastem, popielnem

Żadne widma ludzkie się nie śnią.

 

Tak do marca lub kwietnia aż spadnie

Deszcz, Zmartwychwstaniec wesoły,

Docieknie, odszuka was na dnie

I gąbczaste napoi popioły.

 

Przyjdzie ogrodnik na wiosnę, na wiosnę

Spokój pod liśćmi widłami potarga,

Pożytecznem użyźni kompostem

Młode róże, co pną się na parkan.

 

( z tomu „Siedem podków”, Nowy Jork 1954)

 

 

20181021_130834

 

(Las w górach – fot. KC KokoszaNel)

 

20181007_142838

(Staw w parku miejskim – fot. KC Nutria i KC Mól Książkowy)

 

177 przemyśleń nt. „Hibernacja

  1. Witam Wszystkich.Jak wy pieknie opowiadacie,wspominacie.We mnie tez mocno basniowe dziecinstwo „siedzi”, a czytalam mnostwo basni.Uwielbialam rowniez sluchowiska radiowe,bodajze na Radio Jedynka byly,codziennie o 20.:-)

  2. Komunikat dla lunofilów:
    W Brazylii młody księżyc ma rożki w drugą stronę! Tworzy literę C.
    Tak sobie teraz mnemotechnicznie wywiodłam: u nas księżyc idący do pełni „Dopełnia się” (tworzy literę D), a idący od pełni „Cienieje” (tworzy literę C). Tak mnie uczyli rodzice.
    A tam (wszak mówią po portugalsku); „Cresce” (czyli rośnie i tworzy literę C) i „Decrecse” (czyli maleje i tworzy literę D). To mój własny pomysł i jeśli ktoś w Brazylii to już wcześniej wymyślił, to zastrzegam sobie prawo pierwszeństwa!
    A Brazylia piękna, oj piękna!

  3. Chesterko, to musiał być Jan Wilkowski. Był świetny! I pamiętam te festiwale. Można było głosować na wybrane przedstawienie (wysyłając kartkę pocztową).

  4. O, jak dobrze że tu jeszcze po robocie zajrzałam. Chesterko, ja także uwieeelbiałam ten zimowy festiwal teatrów lalkowych . I ten spektakl , o którym wspominasz ” Latający wiatrak” . Pan, o którym wspominasz, to słynny reżyser teatru lalkowego i profesor na wydziale lalkowym szkoły teatralnej – Jan Wilkowski. W programie miał za towarzysza
    malutkiego Dzięcielinka o ile dobrze pamiętam. Każdy spektakl poprzedzony był jego (pana Jana) przemiłą i tajemniczą opowieścią. Najbardziej zapamiętałam tę, w której opowiadał o kuchni swojej mamy i przedmiotach ożywających, gadających ze sobą, kiedy nikt nie widzi.Wierzyłam w to i chyba wierzę do dziś. Pamiętam też Tymoteusza Rymcimci oraz historię o tygrysku , który zgubił paski czy coś takiego.
    A! I pamiętam, że tym wiatrakiem, czy też w wiatraku leciała krowa Kunegunda. Co do scenografii, nie wiem jak dziś, ale wtedy przemawiała do mnie bardzo. Nie przepadałam tylko za tą, w której aktorzy trzymający lalki byli widoczni. To bowiem odbierało spektaklowi magię i po prostu rozpraszało. Ale się rozgadałam. To miło Chesterko, że o tym wspomniałaś :).

  5. Popatrz tylko, KokoszaNel, jak to dzieciństwo baśniowe mocno w dorosłym człowieku siedzi!
    We mnie także, choć już jestem bardziej niż dorosła.
    Głównie jednak pamiętam baśnie przeczytane. Ciekawa rzecz, przedstawienia teatralne i telewizyjne zawsze zdawały mi się ubogie, zwłaszcza gdy w tandetnej scenografii, to mi przeszkadzało.
    Kino!- a, to co innego. Iluzja zupełna.

    Tak, to Twoje drzewo jest tajemnicze i wymowne zarazem. Wydaje się, że ma potężną osobowość, prawda? Przykuwa uwagę i fascynuje. Ze wszystkich zdjęć, przez Ciebie nadesłanych, to spodobało mi się najbardziej.

  6. KokoszaNel, nie wiem, kiedy byłaś dziewczynką, ale jak ja byłam mała, były w tv festiwale teatrów kukiełkowych. Zapraszał na nie pan (kto to był?), a robił to znakomicie, potem potrójny gong i leciało przedstawienie. Pamiętam np. Teatru Miniatura, o latającym młynie i inny o Zwyrtale Muzykancie. Uwieeelbiałam ten program.

  7. Nutrio, drzewo zwróciło moją uwagę ze względu na tajemniczość. Skojarzyło mi się z baśnią o człowieku zmienionym w drzewo. Zapewne przez złą czarownicę i zapewne za karę – jak to w baśniach bywa. Kiedy byłam dziewczynką, były piękne przedstawienia w Teatrze Telewizji, zawsze w niedzielę po południu. Pamiętacie drodzy Ksiegowi? A może baśń o zaczarowanym drzewie ktoś zna?
    U mnie rozchwiawka na całego – listopadowa i nie tylko ;)
    Nie bronię się wcale tylko śpię jak suseł. Dobranoc.

  8. Dzień dobry, Natalko!
    Miło nie mieć rozchwiawki.:)

    Nutrio, już poprawiłam.
    Bardzo się cieszę, że poznałaś i polubiłaś Kazimierza Wierzyńskiego.

  9. Witam wszystkich!
    Magpie, ja też słucham nowej płyty Zaz!! Co prawda, nie stanowi to u mnie sposobu na rozchwiawkę, gdyż na takową raczej nie mam obecnie czasu. Koniec semestru się zbliża, nieustannie. Ale ta płyta nawet bez rozchwiawki bardzo rozwesela. Razem z nią nabyłam również wyczekiwane „Ballady i romanse”! Z podobnie pozytywnym działaniem :) Pozdrawiam wszystkich mniej i bardziej rozchwianych.

  10. Nie było mnie tu dawno (jak ten człowiek teraz tą nauką zawalony, doprawdy) i mam sporo przemyśleń do nadrobienia, ale zanim to zrobię, muszę dodać coś od siebie. Jakże się za tym stęskniłam!
    Przede wszystkim, czujemy się z Molikiem zaszczycone, ze zdjęcie z naszej okolicy mogli zobaczyć wszyscy Księgowi (ciekawe, swoją drogą, co tam u Was słychać, hm…).
    Kolejny wiersz Wierzyńskiego!!! Dzięki Pani stałam się już jego fanką, a przecież jeszcze przed paroma miesiącami nie miałam pojęcia, że ktoś taki chodził kiedyś po świecie! Dziękuję Pani za to, Pani Małgosiu!
    Ach, i muszę wprowadzić małą poprawkę.
    Zdjęcie nie przedstawia ogrodów Kapias, tylko staw w naszym parku miejskim (swoją drogą bardzo ładny o tej porze roku – prawda?)
    A teraz lecę poczytać, co tam u Was nowego.:o)

  11. Czytam dalej, Mamo Isi! Doszły mi 4 brakujące, teraz mam komplet jej dzieł wszystkich. W stosownym czasie z przyjemnością się podzielę.
    Są i inne serie, nie tylko miss Silver.

    Ateno, fryzurka jak zwykle, lecz nieco krócej cięta, ze względu na zimowe perypetie z nakryciami głowy.
    To ty masz w Chicago dostęp do ogórków kiszonych?

  12. Kochany Starosto, doszły Patrycje! Dzięki wielkie. Życie jest piękne. Jak tylko znajdę wolną chwilę, utonę.

  13. Rozchwiawka – zapomniałam, podoba mi się ten wyraz. Przecier zdecydowanie, albo kanapka z musztarda i ogorkiem kiszonym (moja mame obrzydza – a taka pyszna jest).
    U mnie zrobiła się zima, spadło wczoraj dużo śniegu, szkoły wczoraj pozamykali (nie otworzyli). Nie mam szansy na jesienne rozchwiawki, zima sie zrobila.
    Nowa fryzurka brzmi ciekawie.

  14. Niech sobie żółwie hibernują w lodówce (tak jest ponoć u znajomej mojej znajomej!!).
    Jabłka w maśle mmm… Tak! A potem 1000 kroków jak głosi łac. maksyma wyciągnięta przeze mnie ostatnio na ur. mojej najstarszej latorośli z ponętnej babeczki.

  15. Bardzo mi się podoba słowo „rozchwiawka”. Nie znałam.
    Moja aktualna metoda na nią: dużo światła (kolorowe lampki i świece) i zapachu (cynamon, imbir, mandarynki). I ruch!

  16. Dzień dobry!
    Siedzę sobie pod regałem, melancholijnie wokół i mnie trochę też… Ale sobie włączyłam nową płytę Zaz, dziergam sweter z warkoczami i jest lepiej. A później zrobię sobie czapkę dynię z jakiś szalonych kolorów. :-)
    U mnie ostatnio najlepszym lekarstwem na chandrę to mizianie włóczek, okładanie się włóczkami i dzierganie z bajecznie kolorowych wełenek.
    Trzymajmy się! ;-)

  17. Ale swoją drogą na rozchwiawkę nie masz jak szarlotka jabłkowa z cynamonem i goździkami. Krucha.
    Jabłka oczywiście smażone w karmelu z masełkiem.
    Potem można, a nawet trzeba, sobie potańczyć.

  18. W tych samych ramach (na ramie roweru bowiem przemarzam) wyginam śmiało ciało w rytm przebojów młodości. I to samo polecam miłym księgowym, by odgonić melancholię i nie wpaść w hibernację. Że ciasno? 16 m2 zagraconych w połowie uczy tylko zwinności. Że głośno? Słuchawki na uszy, I’Phone do torebki przytroczonej w pasie. Nie przeszkadza się wszak „naukowcom” zgłębiającym tajniki średniowiecznej wizytacji w klasztorze dominikańskim w Andaluzji ani pasjonatom (wiem, pamiętam, raczej wielbicielom, ale gdy się im przerwie, to w pasję, szewską nota bene wpadną, więc…) amylazy i in. enzymów trawiennych.

  19. U fryzjerki bywam raz na trzy miesiące i wgryzam się wtedy w stertę tzw. pisemek kobiecych dowiadując się o istnieniu stada nadzwyczaj sławnych istot. A ja o istnienia ich pojęcia nie miałam, Bogu niech będą za to dzięki.

  20. Zaprzyjaźniony mechanik samochodowy mówi, że używa pepsi, jeżeli jakaś śruba mu się zapiecze. ;)

  21. A ja w tych samych ramach udałam się wczoraj do fryzjerki. Zostałam ślicznie ostrzyżona i usłyszałam wiele ciekawych opowieści na temat chorób i śmierci, a także grzybobrania.
    Udzielono mi też dobrych rad. Oto jedna z nich:
    – Jak pani chce odkamienić czajnik, niech pani weźmie szklankę pepsi i szklankę octu i razem zagotuje. To jest takie mocne świństwo, że kamień od razu puści.

    Mamo Isi, niech Isiątka zaeksperymentują z tymi składnikami, widowiskowy efekt dobrze im zrobi na ciekawość naukową.

  22. W ramach przeciwwagi dla listopadowej rozchwiawki zażywam pepsi. W końcu nie ma to, jak kwas fosforowy w czystej postaci.
    Właśnie nabyłam hurtem książkowy prezent Mikołajowy. Ballady z romansami, złotą gwiazdkę, łaty na fotelu oraz dwie książki z eksperymentami, które mogą przeprowadzać dzieci. Teraz przyjemność czekania. No i ta pewność, że wszystko to zdążę przeczytać , zanim w imieniu św.Mikołaja przekażę we właściwe ręce.;)

  23. Tak przypuszczałam, Zgredzie luby.
    Dziś już sobie daruj granulacik, spać idź. Osiągniesz równowagę siłami natury.
    Dobranoc!

  24. A u Niziurskiego Piżmak ukrywał się w szpitalu. Żywił się pepsyną z kwasem solnym (to taki syropek, widziałem kiedyś) i granulatem fosforowo-wapniowym.

  25. Jak mieszkałam w Berlinie i piekłam pierniki to użyłam Hirschhornsalz zamiast przypraw korzennych. Nie były bardzo smaczne, ale wyszły ładne.

  26. O, Gio!!!
    To jest boskie.
    Już zapomniałam o przecierze, a to taki skuteczny sposób.
    Albo octu napić się. Też odkwasi.

  27. „taka rozchwiawka mnie dotyka pani Luboszowo
    że na co pooglądam to mi łzy lecom
    ino żeby chociaż na żur spokojnie popatrzyć
    (…)

    pani Łoniotowa nowości mi tu pani nie opowiada
    ja w takie sytuacje trzy razy przecieru pomidorowego
    na kromkę nakładam i gryzę i czekam aż mi ten kwas wszystko odkwasi”

    Oczywiście Dariusz Basiński – i Duszan.

    Cytat powyższy dedykuję wszystkim współtowarzyszkom i współtowarzyszom listopadowej rozchwiawki.

  28. O! Od tego kawału zapragnęłam poczytać „Pamiętnik Filipka” Władysława Zambrzyckiego.
    Mamo Isi, czytałaś?

  29. Znaczy, teraz mamy lepsze czasy. Cóż, trudno, świetnie, może się przyzwyczaję do tej myśli.
    To ja jeszcze jeden, tym razem z czasów, kiedy Warszawa była pod pruską okupacją.
    Pewien człowiek bladym świtem stanął w kolejce po chleb, ale zanim doszedł do lady, cały chleb wykupiono.
    Z rozpaczy udał się nad Wisłę, żeby się utopić. A tam też kolejka do topienia i pruski żandarm pilnuje kolejności , bo Ordnung muss sein.

  30. To prawda: humor nas nie opuszczał. Im gorsze czasy, tym lepsze kawały, i tym więcej ich. W ramach samoobrony organizmu.
    Kwituję odbiór Patrycji i suplementu – z wdzięcznością! Co za miły pomysł, Mamo Isi droga.

  31. Czytam w necie dziennik Jana Hupki z lat 1914-1920. Dzień po dniu. Polska była poligonem mocarstw, a mimo to humor ludzi nie opuszczał. Na dowód zapodam kawał z czasów oblężenia lwowskiego, kiedy wszystko (jak zwykle) było na kartki, ale i tak nic się nie dawało za te kartki zdobyć.
    – Jak zrobić kanapkę?
    – Pomiędzy dwie kartki chlebowe wkładamy kartkę tłuszczową.

  32. Nie mogę sięgnąć, bom się zawzięła, że sama z siebie sobie przypomnę.
    Też lubię chłopaka, więc jak mogłam zapomnieć.

    Ha, ha! Dzięki, kochany Starosto! Moja przesyłka poszła co prawda ze słowem, ale ponieważ charakter po operacji cieśni wcale mi się nie polepszył (żaden z charakterów), więc niewykluczone, że nieczytelna. Na wszelki wypadek może więc powtórzę, że mizerny dodatek jest marnym wyrazem wdzięczności dla Emilki za trud latania na pocztę, gdzie zapewne kolejki nie są wcale krótsze, niż w Gdyni.

  33. Sięgnij, sięgnij. Nie zawadzi. Łatwiej doczekasz Patrycji (dziś poszła. bez słowa, bo nie zdążyłam).

  34. Usiłowałam sobie przypomnieć, jak naprawdę nazywa się Podeszwa i sobie nie przypomniałam. Nie ma wyjścia, trzeba sięgnąć po książkę.

  35. No cóż…Grzegorz zemdlał,a Ignacemu Grzegorzowi się „upiekło”, to chociaż August powinie się sprawdzić, ha ha, ha…
    Też go lubię.
    Czy kilkukrotne przyrównanie Ignacego i Mili do Filemona i Baucis to jest może jakaś wskazówka że oni też odejdą z tego świata razem?
    Coś mi się wydaje że Ziutek zostanie księdzem.
    Co do Ignacego Grzegorza i Agnieszki – życzę im jak najlepiej, ale słyszałam że upuszczenie obrączki na ślubie to zła wróżba…

  36. „Oddychaj sobie głęboko. O bardzo ładnie. Dobrze ci idzie” – Ciotka Zgryzotka strona 129.
    „Spokojnie, tylko spokojnie – perswadował Podeszwa tonem trzeźwiąco-pocieszającym, takim samym, jakim przemawiał do Babcinki w sprawie kanarka – Oddychaj. Dwa oddechy długie, jeden krótki. I jeszcze raz” – tamże, strona 253. – jak to przeczytałam to już sobie wyobraziłam Augusta wspierającego Norę gdy ich synek będzie przychodził na świat!

  37. Nareszcie mam czas się odezwać.
    Dzień dobry DUA i Księgowi.
    Wszystkie trzy ostatnie wpisy piękne. Jakoś bardzo mi się one łaczą. Wspominanie bliskich i nieznanych którzy odeszli, również tych zahibernowanych w czasach niewoli, tych walczących i tych codzienną pracą i wiernością kochających Ojczyznę.
    Cudne obrazki DUA, Wasze zdjęcia i Wierzyński, wszystko to jakby jednym sercem biło.
    Miłej niedzieli w domowym ognisku z wspaniałymi spotkaniami, lekturami i herbatkami :)

  38. Właśnie! Przecież pamiętam!
    No, trzeba przyznać, że krakowski złodziej książek ma dobry gust…
    Ateno, od wczoraj bawi mnie ( i rodzinę) Twój kawał, więc go i tutaj przytoczę, żeby Księgowi się zaśmiali w ten dzień ponury:

    ” – Czy można prosić panią do tańca?
    – Tero nie, ale sie dowiaduj.”

  39. Tak, jest zlodziej ksiazek w Krakowie. Kilka razy ukradli ksiazki wyslane mi przez siostrę. Złodziej wybierał sprytnie z paczki tylko te które go interesowały i te na których mnie najbardziej zależało. Jest jakaś pociecha w tym, ze czyta dobre książki. Siostra wysyłała dwa razy Wspomnienia z Kornwalii, Zofii Kossak, między i nie doszły.
    W końcu dostałam je od Adminki.

  40. Mamo Isi, świetnie rozumiem głód czytelniczy! Gdyby na mojej wsi była poczta, słałabym Ci lektury małymi porcjami. Ale muszę czekać, aż ktoś pojedzie do miasteczka, więc komasuję. Mamy tu co prawda skrzynkę pocztową, aleć straszno wysyłać ciekawe książki bez polecenia.

    Przyznaję, że nie wiem, czy zdarzają się dziś jeszcze złodzieje książek.
    Suponuję, że tak.

  41. Kochany Starosto, nie rozpuszczaj mnie; to ja proszę o wybaczenie, bo nie dość że zawracam Ci głowę, to w dodatku marudzę;)
    Żal patrzeć na biedne nasturcje. Jeszcze tydzień temu kwitły sobie w najlepsze, a tu przyszedł przymrozek i je zwarzył. Edytor pokazuje mi, że powinnam „zwarzył” napisać przez „ż”. Niedouczek jeden!

  42. No właśnie, a uporządkowane? Swoją drogą, ciekawe dlaczego fizyk zwrócił uwagę na dwa tak skrajne przypadki, z których drugi praktycznie nie istnieje, no chyba że w salonie meblowym. Nie jest możliwe, aby uczony o tym nie wiedział. Prawdopodobnie chodziło mu o przesadne zamiłowanie do porządku, powodujące, iż człowiek nie ma już czasu, aby robić cokolwiek innego.
    Co do bałaganiarzy mam nieco inne zdanie niż uczony. Te zewnętrznie rozmemłane typki, sprawiają wrażenie wewnętrznie uporządkowanych, wiedzących czego chcą i pewnych siebie, a robienie porządku uważają za rzecz zbędną.
    Zaś moje kłębowisko myśli szuka wytchnienia w harmonii zewnętrznej, aby nie doszło do niekontrolowanego wybuchu;)

  43. Mamo Isi, wybacz, miałam takie urwanie głowy z tą awarią obrazków, że dopiero dziś wróciłam do niedokończonej lektury („The Silent Pool”).
    W poniedziałek spróbuję wysłać kolejne trzy Patrycje.
    O róże bądź spokojna: jeszcze ich nie przemroziło. Dadzą radę.

  44. Kochany Starosto, wysłałam wczoraj poleconym priorytetem Patrycje, ale skoro dziś sobota, to pewnie dojdzie w poniedziałek. Zimno u nas jak pioruni, Isiątka przywlokły z przedszkola rotawirusa i ogólny młyn. W związku z czym dopiero wczoraj do mnie dotarło, że nie obkopczykowałam róż. Tak jak stałam, runęłam do ogrodu, aby nadrobić zaniedbanie. Biedactwa.
    Póki co, czytam sobie „Brązowników” Boya. Ech, ci poeci. Pisali pięknie, ale żyć z nimi było ciężko. Co chwila jakaś idée fixe się ich czepiała, nierzadko rodzaju żeńskiego.

  45. Dzień dobry!
    Tak nieoczekiwanie przypomniała mi się dziś zasada Wu Wei i Florek i Nora. Później wpis Hibernacja i naszła mnie myśl, że jesień to czas opamiętania.
    A dzięki Admince odkryłam balladę ” Tukaj albo proby przyjaźni” A. Mickiewicza. Nie znałam, a jest wspaniała, gorzka i prawdziwa.

    Miłej soboty, moja jest porządkowo- obiednia, chyba jakiś krupniczek, z dodatkiem grzybków czas uwarzyć!;)

  46. „Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, to czego oznaką jest puste biurko?”
    A. Einstein

  47. Pani Małgosiu odkrylam eliksir dla mojego kregoslupa zmeczonego pozycją siedzaco pisząco czytająca. A wiec pozbylam sie wszystkich poduszek do spania. Zupełnie płasko śpię. Nowa jakosc snu sprawia ze wstaje wyspana i prosta. Polecam

  48. To była tylko taka drobna sugestia (jeśli chodzi o to zdjęcie), Pani Małgosiu. Bardzo dziękuję i już zaglądam. :)

    Gio, dobrze, że podałaś tytuł – również przeczytam. Zamówiłam sobie właśnie, trochę rozczarowana poprzednim poszukiwaniem.
    „Panie profesorze Einstein” znalazłam na Allegro w jednym egzemplarzu, ale cena mnie zniechęciła. Za wysoka. W tutejszych bibliotekach też nie mają, a szkoda. No nic, może jeszcze kiedyś.

  49. He, he, a zajrzyj no tam raz jeszcze, Madziu.
    Znalazłam to nasze zdjęcie w sieci, tyle że malutkie. Po powiększeniu jest zupełnie nieostre, więc niech już tak zostanie, w miniaturce.

  50. Och, czyli być może oznacza to okazję do nowego zdjęcia (po przemeblowaniu).
    Kiedyś. Gdy zapanuje porządek.
    Mnie tam odrobina nieładu (artystycznego) nie przeszkadza, ale zdaje się, że Pani woli po porządku. :)

  51. Wannabe, prawda. Zwłaszcza szkoła lubi kumulować zadraśnięcia. I niewiele z nich wypływa z wychowawczej troski.

  52. Madziu, tak widać miało się stać. W dodatku przemeblowałam sobie pokój i odmieniłam stanowisko pracy (na bardziej przyjazne dla kręgosłupa).
    Jest całkiem inaczej, choć też przytulnie i ładnie. Tylko okno z wiernym Księżycem to samo.

  53. Aha! A mnie się od razu skojarzyło z tą szkocką kratką, jak Pani napisała o fizyczce. I właśnie miałam dopisać, że autorka książki jest niewidoma. Dzielna dziewczyna, o tak! I mądra. I z poczuciem humoru.
    Aż chyba sobie znowu to przeczytam.

  54. Szkoda tylko, że nie będzie już tego zdjęcia z wpisu „Porządek”. Ładne było – przytulne ma Pani miejsce pracy. Miło, że mogliśmy je zobaczyć.
    Brak został, co prawda, uzasadniony dowcipnym komentarzem, a pozostało mi nie tylko rzewne, ale i dosyć wyraziste wspomnienie.
    Los jednakże bywa przewrotny…:))

  55. Asperger dotyczy też moich znajomych. To cenne przyjaźnie. Łączy nas odwaga i szczerość. W dodatku dzięki wspólnym rozmowom otrzymuję duże wsparcie… Na przykład:

    Ja: Nie wiem, czy nie przesadziłam, przynosząc różne gadżety na lekcję
    On: To świadczy o twojej kreatywności i niekonwencjalności

    Ja: Nie wiem, czy umiem to odpowiednio wyjaśnić
    On: Bo robisz to sama. Poproś o pomoc

    Ja: [stoję sparaliżowana i nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób ktoś mnie właśnie potraktował]
    On. Nienawidzę go. Jedno wielkie nadużycie władzy. [w 5 sekund uświadomił mi, co zaszło, kiedy ja obwiniałam siebie]

    …Czuję wdzięczność, bo w umysłach moich przyjaciół jestem osobą piękną i godną :) Miło zobaczyć siebie w ich oczach. Ale oni wszyscy, biedacy, są zadraśnięci pewną zbyt ostrą „ostrogą‟, jak to DUA nazwała. Dlatego ja wyrosłam na osobę, która na widok tych wszystkich kumulujących się „zadraśnięć‟ wywołuje osoby za to odpowiedzialne na rozmowę. Nie uznaję ranienia ambicji za metodę.

  56. To właśnie tę książkę recenzowałam, Gio, i o niej mówię. Zapomniałam tylko, jak dokładnie brzmiał tytuł.
    A Marysia chyba o niej ode mnie wiedziała: korespondowałyśmy zajadle.

    Hania Pasterny zaś jest wychowanką Zakładu dla Niewidomych w Laskach koło Warszawy. Dzielna dziewczyna, autorka!

  57. Kochana Justysiu, bardzo dziękuję za natychmiastową pomoc! Ateno tobie też przesyłam wielkie dzięki!

    Już wkleiłam brakujące zdjęcia, Wilk Morski też nadesłał swoje, wszystko gra teraz i nie razi oka!

  58. Sporo można się dowiedzieć o zespole Aspergera (i nie tylko!) z książki „Tandem w szkocką kratkę” Hanny Pasterny. Lektura oświecająca i uwrażliwiająca. A przy tym pełna ciepła i uroku. Dostałam kiedyś na Gwiazdkę od naszej niezapomnianej Sierotki Marysi.

  59. W istocie!
    Pisałam kiedyś recenzję dla „W drodze” – to była książka wspomnieniowa, o amerykańskiej genialnej fizyczce; otóż należała ona do aspergerowców i tym tłumaczyła się jej niekonwencjonalność, pozorna dziwaczność, całkowita szczerość i bezkompromisowa odwaga myślenia.
    A co z tego ostatniego zapewne wynika – jej naukowy geniusz.

  60. Oglądałam film dokumentalny o ludziach z Zespołem Aspergera (lekka odmiana autyzmu), gdzie za przykład podawano Einsteina. Jeśli by tak było, co wielce możliwe, tłumaczy to prawdomówność aż do bólu, brak wyczucia konwencji w zachowaniach i wiele innych.

  61. Mnie też żal chłopca. Zresztą, Einsteina potraktowano – jak pisze Magda – nie inaczej.
    Ale może to właśnie jest recepta na sukces naukowy?- pobudzić w młodziku ambicję przez jej zadraśnięcie ostrogą.
    Na pewno lepsza to metoda niż głaskanie po główce za malutkie nawet osiągnięcie, lub co gorsza – na wyrost.

    Ciekawe to wszystko.

  62. Prawdomówność doceniłam, ale racji mu nie przyznam. To odpowiedź na artykuł o fizyce napisany przez chłopca, a nie na jego przechwałki. Przecież ten chłopiec przez pisanie też się uczy. Mnie żal czytając ten list…

  63. Czytałam kiedyś jakąś biografię Einsteina (co to było? Kto to napisał? – muszę przeszukać pamięć lub zajrzeć do notatek) i wiem, że E. nie zawsze i nie przez wszystkich uważany był za geniusza ba! nawet za pojętnego ucznia. Krąży opowieść (choć przyznaję, ze nie wiem na ile prawdziwa, bo też nie potrafię podać źródła), że nauczyciel fizyki (!) wpisując młodemu Albertowi dwóję, zarzucił mu wręcz, że jest tępy (zdaje się, że uczeń wszedł z nim w polemikę). Faktem jest, że A. Einstein za pierwszym podejściem nie dostał się na politechnikę w Zurychu – nie poszło mu na egzaminach z przedmiotów humanistycznych.
    Tak mi się też coś zdaje, że w zdaniu „nie jesteś może najbardziej pojętny, ale dobrze, że przynajmniej jesteś ciekawy” kryje się nawet pewna pochwała, choć rzeczywiście nieco szorstka. Przecież tajemnica sukcesu to nie tylko talent i zdolności, ale dużo ciężkiej pracy i poszukiwań, dla których motywacją często jest ciekawość i chęć odkrywania. Nieraz o tym czytałam we wspomnieniach i i wypowiedziach wybitnych postaci.
    Natomiast ta książeczka „Panie profesorze Einstein” wydaje mi się być świetną podpowiedzią lekturową i mam nadzieję, że uda mi się do niej dotrzeć. :)

  64. No, ale on właściwie miał rację, udzielając chłopcu owych rad.
    Może był nieco zbyt szorstki, ale za to prawdomówny.

  65. Cześć i czołem!
    No więc jestem teraz w bibliotece i przeglądam materiały źródłowe o Einsteinie. Opisują człowieka bardzo mądrego i niezwykle uduchowionego, który o swojej pracy naukowej napisał: „Wytężona intelektualna praca i studiowanie stworzonej przez Boga przyrody to anioły, które przeprowadzą mnie przez wszystkie kłopoty tego życia, stanowiąc źródło pocieszenia, siły i bezwzględnej dyscypliny” (to z książki „Einstein w cytatach – właśnie wypożyczyłam!).
    Z książeczki „Panie profesorze Einstein” również wywnioskować można o Einsteinie podobnie, natomiast cytowany w niej jest jednak jego list do 12-latka: „byłoby dobrze, gdybyś zaczął uczyć innych dopiero wtedy, kiedy sam nauczysz się czegoś sensownego”, a jeszcze kolejny list: „nie jesteś najbardziej pojętny, ale dobrze, że przynajmniej jesteś ciekawy”. Kiedy czytałam tę książkę mając 13 lat, te słowa bardzo mnie uraziły i nie mogłam uwierzyć, że napisał je do dzieci ktoś wykształcony. Dziś może mniej skupiłabym się na tym fragmencie.

  66. Znalazłam, wysłałam, nie wróciło się – przypuszczam więc, że zdjęcia doszły. Cieszę się, że mogłam pomóc. Zaraz wyślę SMS do Ateny, że jest pilnie poszukiwana. Gorące uściski, bo zimno brr, -12C było wczoraj, dziś odrobinę cieplej.

  67. Ojej, znikłam na kilka dni, bo wyjechałam daleko daleko, gdzie nie było internetu. Ciotka była z nami (jak uporządkujemy zdjęcia z tego wyjazdu, to też załączę). Już jestem i widzę co się stało. Zaraz poszukam brakujących zdjęć, a najlepiej całego emaila, w którym je wszystkie wtedy wysłałam.

    Pozdrawiam serdecznie.

  68. Dzięki, teraz już wszystko, co Twoje, jest skompletowane.
    Czekam jeszcze na odzew Ateny i Justysi.

  69. DUA… ♥
    W razie czego proszę wołać, pomogę ochoczo (przy moim fiole na punkcie zdjęć to dla mnie sama frajda).

  70. Ooo, jaka szybka reakcja! Dziękuję, Gio!
    No i fluid: wczoraj godzinami szukałam w zasobach Twojego „wykipianego” serduszka, żeby je umieścić na powrót w GalPier. Już chciałam wołać o pomoc, ale nagle je znalazłam, inaczej jakoś było opisane. Już jest na miejscu!

  71. Sowo, dzięki za wiad. pryw. Może się przydać. Czekam jeszcze na przesyłki,(Wilku Morski, dzięki, odebrałam!) i mam nadzieję opanować wszystko.

    Gio! – czy masz gdzieś jeszcze może te czeresienki, a może wisienki, które ozdobiły wpis z okazji Dnia Księgowego? Też przepadły, odnalazłam je w sieci, ale malutkie, w powiększeniu tracą ostrość. Byłabym wdzięczna za przesłanie oryginalnego zdjęcia!

  72. „Never, never, never give up!” – Winston Churchill.

    Odtworzyłam Galerię Piernika!
    Co do najmniejszego obrazka!

    Żadne awarie nam nie zaszkodzą!

  73. Dzień dobry!
    Sowo, GalPier zostawiłam sobie na sam koniec, bo wielce pracochłonna, i dzisiaj się za nią biorę. Mam chyba wszystkie eksponaty – w koszu! Ale są!
    Gdyby czegoś było trzeba – nie omieszkam poprosić.

  74. Podoba mi się rzewne wspomnienie po porządku. Ale widzę, że i GalPier w rozsypce??!! Czy tamtych zdjęć też potrzeba? A wydawało się, że nowego (trzeciego??) wybuchu Księgi już nie będzie…
    Tymczasem zamówiłam stosowne barwniki do księżycowych pierników. Już się nie mogę doczekać nowej galerii!

  75. Nie znam tych „Listów ” Wannabe, a bardzo chętnie bym poznała, tylko nie mam pojęcia jak je zdobyć. Natomiast natknęłam się na inny list, jaki A. Einstein napisał do swojej córki, a którego fragment zacytuję: ” Kiedy przedstawiłem teorię względności, niewielu ją rozumiało. To, co teraz napiszę również spotka się z brakiem zrozumienia.
    Proszę cię, abyś strzegła tych listów tak długo jak to konieczne. Przez lata, dekady, aż społeczeństwo będzie na tyle rozwinięte, aby przyjąć to co wyjaśniam poniżej.
    Istnieje niezwykle potężna siła, dla której, jak dotąd nauka nie znalazła oficjalnego wytłumaczenia. Owa siła ma wpływ na wszystkie inne i stoi ponad zjawiskami działającymi we wszechświecie. Do tej pory nie została jeszcze przez nas rozpoznana.

    Tą uniwersalną siłą jest MIŁOŚĆ.”…

    Przeczytałam, że Albert Einstein nie był człowiekiem wierzącym, ale był to chyba najbardziej wierzący z niewierzących w dziejach.

  76. Małgorzato S. (wiad pryw.) – tak właśnie odpowiadam: tutaj! Skrzynkę mailową bowiem mam wiecznie przeładowaną.
    Pozdrawiam Bezlitośnie Obudzonego!
    Dobranoc!

  77. Piętaszku,
    Mam „Listy Einsteina do dzieci‟ i wyczuwam w ich treści coś innego niż skromność oraz nieprzygotowanie Einsteina do sławy. To jednak tylko moje subiektywne przeczucie, nabyte drogą codziennego survivalu wśród Fryderyków Schoppe.

  78. Węglan amonu ma jeszcze tę zaletę, że po podgrzaniu nie pozostawia stałej pozostałości (wszystko się ulatnia).

  79. Owszem, w Niemczech można kupić wspomniany potaż. Pamiętam z czasów „przejściowych problemów rynkowych”, jak dostawaliśmy w przedświątecznych paczkach od rodziny z Niemiec właśnie „Pottasche” a także „Hirschhornsalz”, który z upodobaniem tłumaczyliśmy sobie dosłownie jako „sól z rogu jelenia” ;) (jak sprawdziłam jest to węglan amonu, czyli również środek spulchniający). Moja Babcia twierdziła, że obie te ingrediencje są niezastąpione do pierników, a proszek do pieczenia to tylko namiastka :)

  80. Węglan potasu.
    Dawniej używano tylko tego do pieczenia pierniczków. Teraz mamy proszek do pieczenia, ale zdaje się, że w Niemczech można kupić i potaż.
    A co, już myślisz o pierniczkach?

    Przy okazji: Sowo P, słoniocy!
    Mieliśmy tu małą awarię i poznikały niektóre ilustracje do wpisów, właśnie zajmuję się żmudnym uzupełnianiem braków. Niektórych zdjęć jednak nie zachowałam w archiwum. Czy mogłabyś więc – jeśli to nie za duży kłopot – przysłać na adres administracji raz jeszcze te oto zdjęcia:
    1.ciasteczka z przebiśniegami
    2. witrażyki piernikowe, te sprzed GalPier, te pokazane w towarzystwie wiersza ks. Pasierba. Hm?
    Bardzo byłabym zobowiązana.

  81. nini przeprasza, że tak ni z gruszki ni z pietruszki, bardziej jak Filip z konopi (?), potrzebuje pomocy znających języki: w niemieckim przepisie znalazła „eine Packung Pottasche”, wiadomy tłumacz podpowiada, że potrzebuje paczkę potażu, ale to do jedzenia ma być.. ratunku? Żyłam w przekonaniu, że raczej przemysłowe potaż ma zastosowanie?

  82. Małgorzato S. – dziękuję za pięknie napisaną i ciekawą wiadomość prywatną. Warta zastanowienia ta uwaga o łacinie! Postaram się dopilnować pana Ignacego, choć nie jest tak przecież, że jej poniechał: edukuje Augusta! Czyta! Może tylko mniej gada, bo też na pierwszy plan wysunęli się młodsi członkowie rodziny.
    Dziękuję za miłą życzliwość i tyle dobrych słów.
    I za terminarzyk! Pojadę kiedyś na Franciszkańską, to pewne.
    Pozdrawiam córeczkę!

  83. Najprawdopodobniej. I jakże pasuje mi to do jego słynnego zdjęcia z wywalonym jęzorem ;). Wydaje mi się, że biedak zupełnie nie był przygotowany na to, aby być sławnym.

  84. O, Piętaszku, dziękuję – naprawdę cenne to wskazówki. I jakże trafne.
    I to prawda, że właśnie po Noblu to napisał?:)
    A to ci dopiero.

  85. A propos? Przemyśliwam właśnie nad tajemnicą szczęścia zapisaną przez Alberta Einsteina na dwóch niepozornych karteczkach w hotelowym pokoju (kilka dni po otrzymaniu wiadomości o Noblu), wartej dziś miliony, a wg mnie bezcennej:
    „Ciche i skromne życie przynosi więcej radości, niż dążenie do sukcesu związanego z ciągłym niepokojem”.

    „Gdzie jest wola, jest jakiś sposób”.

  86. Tak jest, Wannabe!
    Żyć jak najpiękniej.

    Tak się cieszę, że Ci „wreszcie to udaje się”! Pozdrawiam entuzjastycznie!

  87. Piękny wiersz. Cieszę się, że Kazimierz Wierzyński myślał o nas. Ja też myślałam o nim w trakcie Święta Niepodległości. Zrozumiałam wagę naszej wspólnej przeszłości i poczułam siłę do tworzenia dobrej przyszłości. Postanowiłam spędzić ze wszystkimi jak najpiękniejszy czas i wreszcie to udaje się.

  88. Książki o książkach są ciekawe. Właśnie odkryłam nową: „O zdobnictwie książek dawnych i nowych” Waltera Crane’a z 1896r. (Crane to jeden z przedstawicieli złotego wieku ilustracji angielskiej i Arts and Crafts Movement). Świeżo wydane po polsku przez Universitas. Kupić, nie kupić, kupić, nie kupić…

  89. Dziękuję, Mieszkanko!:)
    Autorki dały podpis „Ogrody Kapias”, toteż niczego nie zmieniałam.
    Ładnie tam macie, podziwiam! (było więcej zdjęć).

  90. Fotografia podpisana Ogrody Kapias – (fot. KC Nutria i KC Mól Książkowy) to Park Habsburgów w Żywcu.

  91. Julia:

    Musisz już odejść? Do rana daleko.
    To nie skowronek przecież, ale słowik
    Śpiewał przed chwilą! Niech cię to nie trwoży.
    Wierz mi, to słowik: on co noc tu śpiewa,
    Usadowiony na drzewku granatu.

    Romeo:
    (sięga po smartfona)
    Nie, to skowronek, ten zwiastun poranku;
    Nie słowik.

  92. Zgredziku, dzięki za wytyczenie trasy poszukiwań. Fluid! Właśnie o tym przed chwilą rozmawialiśmy: że to pewnie aplikacja amerykańska i że nie będzie w związku z tym słowika.

    Wiolu, cieszę się w imieniu córki i dziękuję!

  93. Wielkie nieba! Wznowiono Tablicę z Macondo! Chyba się skuszę, bo moje londyńskie wydanie z 1990, kupione u bukinisty pod arkadami Placu Konstytucji na początku lat dziewięćdziesiątych nie jest w najlepszym stanie.
    Pisano o tym już w środę, a ja dopiero dziś mogłem o tym przeczytać.

  94. Cześć i czołem!
    Kiedy w wyszukiwarkę internetową wpisze się „birds calls recognition”, pokazuje się wiele odnośników, a pierwszy z nich zawiera porównanie kilku różnych aplikacji smartfonowych do tego celu. W ten sposób można rozpocząć poszukiwania aplikacji, którą się kupi. Ale niech Starosta zwróci uwagę na to, czy dana aplikacja ma szansę sprawdzić się w Europie, bo niektóre mogą działać dobrze jedynie dla gatunków amerykańskich.

  95. Cóż z tego, skoro nie byłam pierwsza. ;)
    Ale właściwie to dobrze, kto inny się narobił, a ja zaraz sobie wypróbuję, czy i jak działa ta aplikacja i zajmę odpowiednie stanowisko.

  96. I ja również w tej zimowej aurze znalazłam jednak chwilkę na „Złotą gwiazdkę”, choć myślałam, że do grudnia będę musiała czekać. Urocza, ciepła, klimatyczna opowieść. Będę chciała dzielić się nią z innymi : )

  97. O, proszę! Niechcący dokonałaś wynalazku, Sowo.
    Dzięki, Krzysztofie, co za wspaniała wiadomość. Żyjemy w skądinąd ciekawych czasach.

    A jak tam posiłek w „Rzepisze”?
    Nie było gdzieś w okolicy Kobyłki?

  98. The way in which it works is simple – make a recording with your smartphone, and Warblr will identify the species of bird/s that can be found in that recording, providing you with images and descriptions

  99. Od razu bym kupiła! Mam od dawna taśmy z głosami ptaków, mam i płyty CD, ale na cóż one człowiekowi, gdy idzie lasem i słyszy jakiś niebiański trel. Ale gdyby sobie go nagrać telefonem, a potem móc bez trudu sprawdzić, wciąż idąc lasem – cóż, życie byłoby piękniejsze.

  100. Raczej sikorka albo jakiś muzykalniejszy wróbel. Chyba że kos po sezonie traci na melodyjności. Ciekawe, czy ktoś wymyśli kiedyś program komputerowy do rozpoznawania głosów ptaków. :)

  101. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe reakcje, recenzje oraz anegdoty targowe związane z moimi najświeższymi książkami! Cieszę się z tak dobrego przyjęcia i z Waszej życzliwości, Karikari, Wójcie, Ateno, Zgredzie i wszyscy pozostali Księgowi/Księgowe! Przesyłam ciepłe uściski w zimny poranek!

  102. Kos?!
    One nie odlatują. Ale rzeczywiście: co za hart ducha!
    Ptaki są w ogóle zadziwiające. Trochę jak anioły.

  103. Obudził mnie właśnie śpiew ptaka. To zadziwiające, że są stworzenia, którym chce się śpiewać na mrozie.

  104. Ateno, a ja wspominam ich szelest, gdyśmy w tych liściach brodzili.
    Drzewo KokoszaNel to najprawdziwszy Ent.

    Moje najnowsze książkowe zakupy – łaty, dzwoneczki, gwiazdki, ballady i inne smakołyki – muszą niestety poczekać nawet dłużej niż do Gwiazdki. A tu nadciągają jeszcze wrocławskie targi książki. Będzie z tej okazji spotkanie z profesorem Nicieją. Kresowa Atlantyda liczy już 12 tomów!

  105. Piękna opowieść, nasz Wójciku zacny oraz życzliwy, i raz jeszcze obie Ci dziękujemy!
    Jak to dobrze, że czytelnicy zawsze wiedzą swoje!

    Ateno, jaka dobra mini-recenzja! Dzięki, serce kochane!

  106. Wojciku, a ja dostałam „Złota gwiazdkę” wczoraj i nawet przemknęła mi taka myśl, żeby chociaż do grudnia poczekać. Przecież w grudniu mogę ja drugi raz przeczytać. Ciepła, pełna dobrych prawdziwych uczuć, rodzinna książka, o tym co najważniejsze. Polecam.
    SowoP słyszę szum liści na tym zdjęciu. Drzewo ze zdjęcia Kokoszanel chętnie bym uścisnęła, lubię się do nich tulić. Zdjęcie Nutrii i Molika mnie zachwyca całością.

  107. To może ja wyjaśnię ( bo dlaczego nie?), że informacja z targów dotyczyła naszej Adminki. Otóż wczoraj na targach byłam świadkiem, jak pewna czytelniczka w wieku około lat 12 kupowała z tatusiem książki Adminki. Jedną po drugiej i tylko jednej autorki. Nigdy jeszcze chyba nie widziałam takich emocji u czytelnika! „Jeszcze tę i tę, i tę, o ta jest chyba najnowsza!” Te wypieki na policzkach i błyszczące oczy, miły widok :)

    Starosto, i ja byłam pod wrażeniem i to jakim! I bardzo się ucieszyłam. Jako nauczycielka jestem, można powiedzieć, osobiście zainteresowana tym, żeby młodzi ludzie czytali wartościowe, mądre książki. Łatwiej się ich wtedy uczy. Wszystkiego! Takie zdarzenie jak to z targów napawa mnie nadzieją:)

  108. Anette, Wisienkę jednak wymyśliłam. To znaczy – nazwę, bo cukiernię taką – niedużą, rodzinną, z najlepszymi pączkami, mam w pobliskim miasteczku i odwiedzam częściej, niż powinnam.

    Mamo Isi, pewnie racja, ale cieszmy się tym filmem i tak.

  109. W listopadzie liście spadają, a ja obchodzę urodziny właśnie w tym miesiącu, dokładnie to dziś. Zawsze uważałam ten miesiąc za najbrzydszy w roku na równi z październikiem. I o ile październik w tym roku przekonał mnie, że wcale nie jest brzydki, to listopad nadal nie daje rady. Cieszę się, że pokazała Pani parę zdjęć na dowód, że jest inaczej. Uwierzę przynajmniej na jeden dzień :)

  110. Również czytając wiersz myślałam o nas, ludziach, a nie o różach. I Wierzyński na pewno był ujmujący – czuć to w jego wierszach.
    PS. A czy cukiernia Wisienka ze „Zgryzotki” również istnieje w Pobiedziskach lub Kostrzynie?

  111. Kasztanowłosa, to pewne, że Wierzyński był zachwycającym człowiekiem. Czytałam wspomnienia osób mu bliskich i znajomych: wszyscy to podkreślają. Uroczy był, w najlepszym sensie tego słowa.
    A co do zajazdu „Rzepicha” występującego we „Wnuczce do orzechów”- jasne, że istnieje. Po co miałabym wymyślać zajazdy, skoro prawdziwe mam tuż obok, pod ręką!
    Lubię korzystać z małych realiów. Wymyślam tylko postacie i akcję, a osadzam to w świecie, który jest realny.

  112. Już jestem! (synuś-obieżyświat przyjechał i właśnie się nim cieszymy).

    Zośko (wiad.pryw.)- wiem o tym od Emilki i już się zapowiedziałam na herbatkę!

    Mamo Kniżki, przyznasz, że Księgowe nasze (i Ksiegowi, rzecz jasna) robią piękne zdjęcia!

    Jas – dziękuję za nadesłane zdjęcia pasa słuckiego!

    Wójciku drogi, nawet nie wiesz, jak ucieszyłaś nas tutaj swoją wiadomością z targów. Jak to miło z Twojej strony, jesteśmy pod wrażeniem.

    Sowo P., jak najsłuszniej zauważasz, że wiersz Wierzyńskiego ma wiele warstw znaczeniowych. Te młode róże to wy, oczywiście – i my wszyscy, którzy przyszliśmy na świat po Wierzyńskim. Poddani hibernacji złego okresu, przetrwaliśmy przecież i teraz wzrastamy, jakby wcale nie było
    w naszym życiu tej zimy!
    Cieszy mnie, że on wtedy (1954) w to wierzył, miał nadzieję.

    „Serce żyje” – jak pisał Baczyński.

  113. Obejrzałam „Niepodległość”. Bardzo dobry film, choć jakbym chciała się do czegoś przyczepić, to bym rzekła, że to strategii gen.Rozwadowskiego zawdzięczamy wygranie wojny z bolszewikami, a w filmie nic tylko wychwalają Piłsudskiego.

  114. Dobry wieczór :)
    A my już wczoraj piekliśmy z Maluszkiem pierniczki :).
    Jakie piękne te ogrody i zimowy las. I wiersz taki plastyczny.

  115. A u nas dzisiaj bielutko, śliczniutko, śnieżek prószy, a mróz nie dokucza. Wymarzona pogoda na Pasterkę. I jak tu odkładać ” Złotą Gwiazdkę” do Świąt? No to jeszcze jeden rozdzialik, no bo przecież muszę się dowiedzieć kim jest tajemnicza postać w czerwonej czapeczce? Krasnoludek? E, nie, Isiątka twierdzą, że takowe nie istnieją. No zobaczymy.

  116. Hibernuję pod kocem i dociekam, czy Wierzyński pisał bardziej o różach, czy o mnie ;).
    Śnieg pada.

  117. Aura rzeczywiście sprzyja hibernacji pod kocykiem z kubkiem herbatki i miłą lekturą na podorędziu.
    Ale sercem jesteśmy w przyprószonej śniegiem Wiśle i kibicujemy naszym dzielnym „Czekoladkom”. Zwiedziliśmy w wakacje skocznię Adama Małysza
    i powiem Wam Drodzy Księgowi – trzeba mieć dużą odwagę żeby skoczyć!

  118. (Do poprzedniego wpisu)
    Nie wiedziałam, że „Rzepicha” naprawdę istnieje. Z jednej strony, czemu miałaby nie istnieć, ale myślałam, że pojawiła się z potrzeb literackich, a tu taka miła niespodzianka. Od razu mi się humor poprawił.

    (Do tego wpisu)
    Wierzyński zawsze mnie zachwyca (a właściwie jego twórczość, choć sam poeta pewnie też był zachwycającym człowiekiem, skoro zauważał takie rzeczy i zjawiska). Już dawno nie czytałam tak przemawiającego do mnie wiersza.

    O pierniczkach rzeczywiście już trzeba zacząć poważnie myśleć. Nie wiem jak u innych Księgowych, ale u mnie zawsze pieczemy pierniczki na początku adwentu, żeby potem zdążyły „dojść”. Co prawda przez to „dochodzenie” ich liczba maleje już przed świętami, ale to co zostanie jest pyszne i zawsze najszybciej znikają ze stołu.

  119. Poranek był słoneczny, teraz mocno się zachmurzyło. Czyżby miało sypnąć śnieżkiem?
    Przepiękna ta jesień! Na zdjęciach i w wierszu.

  120. Był i szron, był, ale już schowany.

    Się pomyśli, DUA. Ale chwilowo Sowia Złota Jesień mnie zafascynowała.

    A teraz idę sprawdzić ten cudny las!

  121. Nini, u nas także poranek był biały, ale tylko od szronu. Śliczne widoki w lesie!
    Wszystkie liście opadły, hej! – zima blisko.

    Przemyśliwuj o pierniczkach.

  122. Aleksandro, kiedyś już wyraziłam zgodę na „Jeżycjadę” w wersji czytanej. Skończyło się tak, że internet został zalany kopiami pirackimi i do dziś prawnicy moich wydawców walczą z tym zjawiskiem. Wydawca oczywiście ponosi straty, a i ja także.
    Trzymamy się więc starych, dobrych sposobów.:)

  123. Droga Pani Małgorzato!
    Piszę tu, bo nie umiem znaleźć innego kontaktu. Mam problem – czy jest jakaś szansa na „Jeżycjadę” w formie cyfrowej? Mam książki ale dużo podróżuję. Nie dam rady wozić wszystkich a chciałabym mieć je zawsze blisko
    Serdecznie pozdrawiam
    Aleksandra Wojciechowska

  124. Ile światła! I wiersz pełen nadziei.
    Śnieg właśnie tworzy pierzynkę na liściach. Ciekawe, czy doczeka wiosny?

Dodaj komentarz