
(mal. Małgorzata Musierowicz)
Jesteś dziś taka piękna!
Zawsze jesteś piękna.
I masz tak wspaniałą przeszłość, tak niezwykłą i bohaterską, że możemy być z Ciebie dumni po stokroć. Na wieki.
Niech i Twoja przyszłość będzie wspaniała – wolna od nienawiści i wrogości, a radosna, wolna, konstruktywna, byśmy mogli oddawać życie tylko pracy dla Ciebie.
A kiedy spojrzymy wstecz, niechże nam dodaje sił i otuchy wspomnienie szlachetnych ludzi, ich losów i czynów, których tyle, tyle kryje Twoja historia: ten potężny rezerwuar mocy ducha.
Pamiętajmy też słowa Kazimierza Wierzyńskiego z tomu Wolność tragiczna:
„Skazuję was na wielkość. Bez niej zewsząd zguba.”

(fot. ze strony ksiazyk.com: Czapka Legionisty z 1915 roku. Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie)
I ten jego wiersz o źródłach mocy:
Kazimierz Wierzyński
BIBLIA POLSKA
Józefowi Czapskiemu
To nie są wiersze, poematy
I polonezy karmazynów:
To biblia, w której polskie światy
Z ojców przenoszą się na synów.
„Dziady”, „Irydion”, „Pan Tadeusz”
Lub „Kordian” – policz owe dzieła
I na pokoleń śpiew je przełóż –
Co w nich ci zagra? – Nie zginęła.
Sułkowski, który padł w Kairze,
Dlatego znów się śnił piechurom
W Tobruku nocą. On tam krzyże
Ustawiał swoim sobowtórom.
Dlatego żadnej skazy nie ma
W Norwida twardym, dumnym łuku,
Pod którym przeszedł pogrzeb Bema
I rytmem grzmiał, jak w armat huku.
Dlatego oczy napełnione
Dziecięcym i anielskim żalem
W ojczystą obracając stronę
Eloe marła za Uralem.
Sybirski jeniec żył udręką,
By na wolności z krwi i z dymu
Światu zwycięską podać ręką
Z Monte Cassino klucz do Rzymu.
Dlatego nie ma w tym fantazji,
To nie poezja i dramaty –
Cała Europa, trochę Azji,
Ach, jakże nasze, polskie światy!
Żołnierz z nich sobie tekst wybierał,
Gdy dla ojczyzny lata młode
Na froncie wszystkich lądów sterał
Albo z okrętem szedł pod wodę.
Bo żołnierz powstał z biblii starej
I sercem ją ogarnął bystrem
I poowijał ją w sztandary
I z takim szedł się bić tornistrem.
Więc to nie wiersze ani słowa,
Relikwie marzeń i pamiątek:
Tak jak w Genezis tam się chowa
Naszych od Boga sił początek.
Wystarczy zdjąć z nich znak symboli,
Jak okiennice z okien domu,
A ujrzysz wszystko co cię boli,
Co kochasz, pieścisz po kryjomu.
I w burzy, która śmiercią wieje,
Która porwała cię za młodu,
Zobaczysz wolność i nadzieję
Z tych ksiąg pielgrzymstwa i narodu.
(z tomu „ Krzyże i miecze”, Londyn, 1946)
Pięknego Święta Niepodległości, nasza piękna Polsko!








Ładne!- w rzeczy samej.
Dziękuję, Piętaszku.
W zbiorze tym jest także kilka wierszy Kazimierza Wierzyńskiego . I może właśnie pod wpływem jego wierszy, którym to z taką uwagą ostatnio się przyglądamy, moje zainteresowanie wzbudził jeden, bardzo mi poezję K.W. przypominający:
Tadeusz Hollender ( 1910 – 1943)
„Las”
Tumie zieleni, burzo liściasta,
woni surowej żywiczna strugo,
unieś mnie, wyrwij z kamieni miasta,
szumem uspokój, ukryj na długo!
Głowy żar szumem zagaś dojrzałym,
wargom spieczonym daj mokry listek,
niech w gęstwie igieł słoneczne strzały
stracą swój biały żar płomienisty.
Tumie zieleni, burzo iglasta,
zatop mnie swoją szumiącą treścią,
nagi w kamiennym domu obrastam
liści twych pierzem, igieł twych sierścią!
Wiatrem mnie rozwiej, rozprósz mnie cieniem,
w śródleśnej rzeki rozrzuć mnie żwirze,
nazwij mnie takim leśnym imieniem,
jakiego nigdy nie można wyrzec.
Burzo iglasta, w żywicznym dymie
rozwiej mnie cicho, zniszcz bezboleśnie,
zgubione echo daj mi na imię,
najbardziej ciche, najbardziej – leśne.
Lubię czasem wziąć do ręki książkę, w której wszystko jest piękne. Piękna jest treść, piękne ilustracje w wykonaniu Macieja Jędrysika oraz posłowie autorstwa Wojciecha Żukrowskiego (data powstania 21. I. 1981), które najchętniej przepisałabym tutaj w całości, ale wybrałam fragmenty, które brzmią tak: ” …pozwólmy więc czytelnikom, niech sobie poezję wybierają według własnych rozmiłowań i gustów, a także przyzwyczajeń i mody sezonowej, nie szydźmy , uszanujmy ich łaknienie wzruszeń i piękna, cieszmy się, że potrzebują poezji, bez której tyłu się obywa i nawet tym stanem kalekim potrafią się przechwalać”.(…) „W tym wszystkim zawarta jest cząstka naszej Ojczyzny i naszego dzieciństwa, nas samych”.
Książką tą jest zbiór wierszy , jakiego dokonała Hanna Kostyrko, zatytułowany „Pod niebem rodzinnym” z podtytułem „Krajobraz w poezji”. Myślę, że warto tam zaglądać szczególnie teraz.
Hej, hej, smacznego!:)
Przesyłam uśmiechy.
Serdecznie (z tatą i siostrami) pozdrawiamy z Zajazdu Rzepicha!
Chesterka widzi i dziękuje!:)
Dziękuję!! :) I dobranoc wszystkim.
Natalio (wiad. pryw)- Adminka odezwie się po niedzieli!
Krzysztofie, dzięki za wiadomość o „Niepodległości” w niedzielę.
Dobrze, kochany Starosto, będę pogodnie oczekiwać. No i jak tu nie wierzyć w krasnoludki!? Tylko że one czasami są duże.
Mamo Isi, mam dwie przeczytane, trzecią skończę niebawem, do poniedziałku może i czwarta będzie. Spodziewaj się i pogodnie oczekuj.
Perełki? A jakże! A ile trafnych cytatów z Tennysona, a ile z Biblii!
Krzysztofie, dzięki za wiadomość. Czy Chesterka to widzi?
Pokaż im jakiegoś, to im z punktu zamknie te wątpiące usta.
Isiątka nie wierzą w krasnoludki! Jesteśmy z Isią wstrząśnięte. Nie tylko nie wierzą w krasnoludki, ale nawet w to, że one mieszkają pod muchomorkami. Świat się kończy, ot co.
Właśnie skończyłam ostatnią Patrycję i teraz będę zalewać się łzami bez wyżej wymienionej.
Patrycja naprawdę sieje perełkami. Pojęcia nie miałam, że „good-bye” jest skróconą formą „God be with you.”
Tak to skracanie leciało od XV wieku:
Gid be with you (1400-1499)
God be with thee (1400-1499)
God be with you (1500-1700)
God be with yee; God bwy ye; God bwy; (1576-1600)
God be with ye (1576-1650)
God b’wee; God b’wy; God b’w’you; God b’wi’you (1601- 1625)
God buy ye; God buy you; (1601-1625)
God buy (1601-1650)
God be w’you (1626-1650)
God-buy (1651-1675)
God by ye; God-buy (1651-1675)
God bi wi’you (1651-1675)
God b’w’y’ (1676-1700)
Godbuy (1676-1700)
„Niepodległość” – niedziela 18 listopada o 17:25, TVP 1
O, dziękuję Kasztanowłosa!
A właśnie miałam o to zapytać.
Dobrze, że zdążyłaś obejrzeć!
To ja dziekuje!!!
Udalo mi sie zobaczyc film dopiero wczoraj, dziękuję za polecanie i za wzruszenia które przyniósł.
Dziękuję, Bogini kochana.
Zgred pięknie napisane
„Mickiewicz zdecydowanie ma potencjał.
Emilka też.”
Dzięki Emilce Wieszcz staje się bliższy, polecam serdecznie tę piękną książkę .
Chesterko, ma być w niedzielę o 17.45 (chyba). Na pewno wiem tylko to, że po skokach narciarskich.
Chesterko, chyba mogliśmy ten film obejrzeć przedpremierowo. A premiera dopiero będzie i po niej film wchodzi do obiegu. A więc nic straconego.
Zgred dobrze mówi. Halina Ostrowska- Grabska, córka poetki, malarka, jest autorką pięknych i ciekawych wspomnień („Bric-à-brac”), które bardzo warto przeczytać.
Sytuacja w latach międzywojennych była taka, że połowa wydatków państwa szła na obronność.
Do tego dochodził zakup broni dla wojska ze spontanicznych składek.
Obywatele finansowali też rozwój przemysłu poprzez obligacje.
Kazimiera Iłłakowiczówna (o ile mnie pamięć nie myli) miała coś wspólnego z Berżenikami.
Syn Grabskiego natomiast ożenił się z córką Bronisławy Ostrowskiej.
Ta bieda powojenna jest widoczna nawet u Makuszyńskiego.
Kochani, czy jeszcze gdzieś moźna zobaczyć „Niepodległość”? Obejrzałam wczoraj 20 min i padłam ze zmęczenia, a dziś już nie było na yt. Jaka szkoda!
Ach, to w takim razie zrozumiałe, że pisała w „Leciutkim abecadle dla wycieczek po Poznaniu” tak:
Jest wszystko na JEŻYCACH:
fabryki, drukarnia, rzeźnia,
lecz najbardziej zachwyca
tramwajowa zajezdnia.
Nie ma dla niej spoczynku,
bo i we dnie i w nocy
jak niestrudzone serce
ta zajezdnia łomocze.
W postawie I.Padarewskiego uderzyła mnie bijąca od niego godność i szlachetność. Muszę poczytać coś o nim więcej, zresztą o Władysławie Grabskim też. To prawdziwi tytani.
Tak, to racja. Idealizujemy trochę życie w tamtych czasach, a było naprawdę ciężko. Ale jakoś tak człowiek tęskni za takim prostym życiem i tym zakasaniem rąk do pracy, o którym pisze Dewajtis. Wiem, że teraz też można ale jakoś nie jest to obecnie takie uderzające …
I entuzjazm!
Ważna postać o wielkich zasługach: premier Władysław Grabski.
Co fo filmu „Niepodległość”: bardzo mnie mocno porusza, jak mimo ubóstwa, zagrożenia ze wschodu, różnic w organizacji życia w trzech zaborach na wielu poziomach, zakasano energicznie ręce do pracy i tyle zbudowano w tak szybkim czasie. Jaki to musiał być wielki wysiłek! Musiała ich miłość napędzać.
Zgredzie, dzięki za to przeświadczenie.
Co do wiad.pryw. : ależ oczywiście.
„Jam jest… tej siły cząstką drobną,
co wiecznie złego pragnąc – wiecznie sprawia dobro”
– mówi diabeł w „Fauście” Goethego.
Psianko, dodajmy, że Paderewski nie tylko zaangażował swe nazwisko i sławę w działalność dyplomatyczną dla Polski, ale – o czym nie wiedziałam przed obejrzeniem filmu – oddał jej też swój majątek.
Waleczność górali też mnie poruszyła! Nie czekając na akty dyplomatyczne sami sobie zdobyli wolność i zorganizowali jej funkcjonowanie,
Odniosłam wrażenie, że Żeromski nie dorósł do powierzonej mu roli, nie docenił jej; pisał o niej do kogoś w tonie pobłażliwej wyższości, rozbawiony z lekka. A przecież był to ze strony tego wspaniałego ludu prawdziwy hołd dla pisarza!
Wielka nędza tej Polski powojennej, uderzająca. Dzieci z reguły na bosaka. Malutki brzdąc – pastuszek, w kapeluszu taty, z kijkiem, bosy i obdarty. Zrujnowane miasteczka.
Trzynastu milionom ludzi groziła śmierć głodowa.
O! Nie wiedziałam tego. W takim razie kocham Go jeszcze bardziej:).
Casciolino, a jakże. „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu”. W jej mieszkaniu – w ślicznej małej kamieniczce, która stoi naprzeciwko zajezdni tramwajowej (tam rozpoczęły się tzw.”wypadki poznańskie” w czerwcu 1956) , a w sąsiedztwie kamienicy Cesi oraz bloku Hajduka – miało powstać muzeum poetki. Ale nie wiem, czy rzecz wyszła poza sferę projektów.
Też lubię tego Węgra, Piętaszku
Zanim stał się obieżyświatem, walczył w powstaniu w Budapeszcie, w roku 1956. A był wtedy nastolatkiem.
W listopadzie, kiedy za oknem buro, tak jak dzisiaj, lubię sobie książkowo popodróżowac do miejsc, w których jest więcej światła. A podróż, czy to w sensie bardziej dosłownym, czy też przenośnym, to jeden z moich ulubionych tematów literackich. No i właśnie w taki czas przypominam sobie chętnie książki, których autor pisze np. tak: „Być może prawdziwym luksusem naszych czasów nie są dobra doczesne, które możemy bez końca gromadzić, lecz czas. A może prawdziwą wolnością jest święty spokój. Patrzeć na wzgórza tak długo, jak się chce. Pójść na niekończący się spacer, kiedy się chce. Na każdym kroku móc podziwiać nieograniczone naturalne piękno i wiekowe cuda, które wyszły spod ręki człowieka.
Może w tym leży urok Toskanii”.
To Ferenc Máté, mój ulubiony Węgier – obieżyświat, którego Toskanię ubóstwiam.
Skomplikowane są losy naszej ojczyzny. Dzięki filmowi „Niepodległość” dopiero teraz dotarło do mnie tak wyraźnie, że w I wojnie światowej bracia walczyli przeciwko braciom…Wzruszył mnie transparent, witający generała Hallera w Warszawie („nie złożymy miecza do pochwy, póki nie odzyskamy Gdańska”) i zaangażowanie polityczne artystów.
Jesteśmy dzięki nim.
PS Czytając te wszystkie zazębiające się życiorysy odkryłam, że Iłłakowiczówna po II wojnie zamieszkała w Poznaniu i żyła tam aż do śmierci w 1983 roku. I to na Jeżycach! Przy ulicy Gajowej 4. Napisała też kilka wierszy o poznańskim czerwcu.
My też oglądaliśmy całą rodziną. Niezwykły dokument – wszystko staje się bardziej zrozumiałe. Odnieśliśmy z mężem wrażenie, że bardzo silnie podkreślono współdziałanie, wręcz dopełnianie się duetu Paderewski – Piłsudski. To zrobiło na nas duże wrażenie. Tak samo jak przekazanie władzy Stefanowi Żeromskiemu w Zakopanem :)
Oprócz oczywistych walorów tego dokumentu, moje wielkie emocje wywołały wiejskie krajobrazy. Szczególnie te związane z wodą – wysokie skarpy nad Wisłą, obładowane łódki na Polesiu. Tak wyobrażałam sobie plenery opisane w „Czaharach”.
Dołączam się do rezolucji Karikari.
Mickiewicz zdecydowanie ma potencjał.
Emilka też.
Karikari, cieszę się i dumna jestem z córki!
Dziękuję za te miłe słowa!
Dla Kozia – całusek.
Jas (wiad.pryw.)- jeszcze ich nie dostałam, z pewnością są u Adminki, która zawiaduje pocztą – z okazji wrażeń świątecznych pewnie tam nie zaglądała.
Odezwę się tu, jak tylko zdjęcia dostanę!
11 listopada rodzinnie, z małym Koziem na ręku, przymocowaliśmy flagę do furtki tak, że każdy przechodzący przez nią musiał nieco schylić głowę – pokłonić się naszym barwom narodowym.
A tuż przed świątecznym weekendem przyszła paczka z zamówionymi wcześniej książkami – radość przeogromna! „Złota gwiazdka” podpisana przez Córkę i Mamę! I Wiewiórkowe „Łaty na fotelu” (już przeczytane – jakie ładne!). I „Miś Uszatek” dla Kozia. I coś wspaniałego: „Ballady i romanse” skomentowane przez Adminkę! Niby wiedziałam wcześniej z recenzji, po co i jak Emilka wzięła na warsztat Mickiewicza, ale gdy otworzyłam książkę i zaczęłam czytać, to usiadłam z wrażenia. Mickiewicz przemawia głośniej, dogłębniej, wszystko jest zrozumiałe, a jednocześnie pozostaje nadal miejscami tajemnicze. Emilka tak ślicznie to opowiedziała!
Emilko, w imieniu przyszłych pokoleń proszę – pisz dalej, opowiadaj o innych utworach Mickiewicza, tłumacz nam go!
Piękna sprawa.
W filmie „Niepodległość” wspomniana jest amerykańska misja, która w 1919 udzieliła Polsce bardzo solidnego wsparcia materialnego. Stany Zjednoczone uznawały też podczas Wielkiej Wojny polską państwowość za warunek pokojowego ładu w Europie. W 1926 roku, z okazji 150 rocznicy Deklaracji Niepodległości, zebrano w całej Polsce 5,5 miliona podpisów (blisko 1/5 ludności) pod Deklaracją Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych, będącą wyrazem wdzięczności Polaków. Dokument liczący 30 tysięcy stron przechowywany jest w Bibliotece Kongresu. I chociaż dzisiaj jest zapomniany, to miło pomyśleć, że nasi przodkowie potrafili w ten sposób się odwdzięczyć.
A film jest naprawdę świetny.
PS- Wierzyński też – z lekka.
Tak! Słyszałam! Znam to nagranie!
Masz rację, Dewajtis: Mickiewicz „zaciągał” – wspominano o tym na sesji mickiewiczowskiej w Poznaniu, której się kiedyś pilnie przysłuchiwałam.
A czy słyszeliście wzruszające i przezabawne nagranie głosu Piłsudskiego do radia „Stoję przed jakąś dziwną trąbą”? Ten piękny kresowy zaśpiew i poczucie humoru, wyobrażam sobie, że podobnie musieli brzmieć i Wańkowicz, i sam Mickiewicz!
Haniu Okruszek, a to ja się bardzo, bardzo cieszę!
Co do sceny z córkami: Piłsudski ujmujący! Jakby niedźwiedź przekomarzał się dobrotliwie z tymi dziewczynkami.
Wielkie też wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia kolejek, które młodzi chłopcy formowali przed punktami werbującymi do wojska, i to na ochotnika!
Mam Isi, no jasne, WRONa!
Dzień dobry, złapałam chwilę, żeby się przywitać. Na mnie film „Niepodległość” też zrobił ogromne wrażenie, ludzie i wydarzenia stały się o wiele bliższe. Bardzo podobała mi się scena Piłsudskiego z córkami.
Mam teraz zadanie na j.polskim, żeby napisać piosenkę do tekstu wybranego wiersza. Myślę o jakimś utworze
Kazimierza Wierzyńskiego. Dzięki Pani poznałam i polubiłam tego poetę:)
Pozdrawiam gorąco!
„Zielona WRONa, dziób w wężyk szamerowany…”
Harcerze to śpiewają, więc chyba nie pójdzie w zapomnienie.
A nie, nie było.:)
No, musieli ostatecznie dokonać wielu wyborów.
A nie było tego na koncercie?
Dobrze, że obejrzałaś, Anette.
„Ekstrema już śpi, szczekają już psy, skończyła się wolna sobota…” z refrenem: „Zielona wrona, dziób w wężyk szamerowany…” – zgadzam się, już niedługo czytelnik nie będzie wiedział, o co chodzi, a i jego rodzice czy nauczyciele zapomną.
Kto by pomyślał!
O przypisach się pomyśli.
„Niepodległość” na ninatece rzeczywiście robi wrażenie.
Starosta napisał, że Polacy lubią odnosić się do rzeczywistości przez piosenkę. Trudno się nie zgodzić.
To mi przypomniało, że w Opium jest taki fragment, kiedy jedna z sióstr Borejko podśpiewuje
„skończyła się wolna sobota”. Obawiam się, że nie wszyscy czytelnicy wiedzą, że jest to fragment
popularnej w stanie wojennym (krążącej też na kasetach) piosenki, będącej trawestacją jednej z Zakazanych Piosenek – „Teraz jest wojna”.
Może kiedyś trzeba będzie pomyśleć o przypisach.
Ba! Nie posiadamy takowej.
Wywalilim już dawno temu. Za to przepadamy za internetem.
A my wczoraj całą rodzinką premierę w telewizyi obejrzelim.
Nina, ach, Nina…
Nino, ach, Nino….
Moja literówka!
Przepraszam, ninateka oczywiście!
Już poprawiłam.
Zgredzie, bo to chyba „ninateka.pl”. Ten się mi otwiera. Mam nadzieję, że znajdę czas na film.
(PS: „Złota gwiazdka” nareszcie u mnie! Ale czytanie trzeba odłożyć na razie).
Zgredziku, ninateka.pl
Aha, Zgredzie – to nie narowy. A adres to ninateka, nie nino. Literówka się wkradła. ;)
Ninateka.pl wchodzi
To dziwne, ale adres ninoteka.pl nie chce mi się otworzyć. Internet ma swoje narowy.
O! Jak to dobrze i miło, że Pani o tym wspomniała. Będziemy oglądać.
Z tym że nie musi być aż tak pilnie: film jest dostępny do 22giej, ale 14 listopada, czyli do jutra :)
A ja właśnie skończyłam oglądać- na ninateka.pl.
Mnóstwo informacji, szerokie spojrzenie, poruszające portrety ludzkie i oczywiście – portret Polski. Prawdziwy! Nie laurkowy.
Bardzo warto!
Znalazłem ten film jedynie na YT. Mam nadzieję, że będzie tam dostępny także później.
Uwaga! Pilnie, do koniecznego obejrzenia: „Niepodległość”- film Krzysztofa Talczewskiego, zmontowany z odnalezionych i odrestaurowanych (oraz pokolorowanych!) kronik filmowych ; na ninateka.pl , tylko dziś do 22giej!
Wielkie wrażenie!
Dziatwa szkolna niech ogląda w te pędy, wszystko jasno i przejrzyście wyłożone, nie będzie trzeba wkuwać z podręcznika!
Dla reszty: wzruszenia i temat do przemyśleń.
Uderzająca jest ta ich szlachetna prostota. To – ma się wrażenie – płynie z serca.
O, tak. Mają taką oczyszczającą moc i mimo, iż nie brakuje w nich smutku, wywołują uśmiech przez łzy. Uśmiecham się do pani Stanisławy .
Dzień dobry! Ja też jej posłucham. Ale najwcześniej przy sobocie po robocie. Bo roboty huk.
No i posłuchałam Stanisławy Celińskiej!
Ładne, mądre, proste i doskonale wykonane piosenki.
Dzień dobry wszystkim!
Asiu, nie ma mowy o nadużywaniu! Jesteś mile widziana za każdym razem.:)
Dziękuję za trop, którym podążę. Też ulegam.
Casciolino, dzięki za wspomnienie Wincentego Pola – kiedyś (w dawnej KG) rozmawialiśmy tu o nim, przy okazji któregoś Wiersza Porannego. Warto o nim pamiętać.
Wiem, nadużywanie gościnności jest nieładne a ja byłam wczoraj, ale muszę się podzielić ” Obfitością ” Stanisławy Celińskiej. Odkrywam dziś jej repertuar i ulegam ciepłu i mądrości osoby, która znalazła Drogę.
Również dzięki pieśni i piosence polska kultura przetrwała.
Przypomniała mi ta refleksja o najbardziej dramatycznej (i najdłuższej) pieśni Chopina, do słów Wincentego Pola. „Leci liście z drzewa, co wyrosło wolne”. Warto posłuchać (na YT można znaleźć między innymi interpretację Olgi Pasiecznik), ale też poczytać o skomplikowanych losach poety.
Na emigracji przeżywa się takie święta i rocznice jeszcze inaczej, bo radości, wdzięczności i dumie towarzyszy tęsknota. Cieszę się jednak ogromnie, że spora wspólnota Polaków (oficjalnie 1600 osób) zorganizowała uroczysty koncert, z występami dzieci i młodzieży, muzyką Chopina i pokazem tańców narodowych.
Co za dobra wiadomość na dzień dobry, Sowo luba!
Chwesterko, ależ, ależ. Nie obrzeża to były, tylko samo sedno.
AniuK, otóż właśnie.
26 listopada ukaże się (PIW) „Pamiętnik poety” Wierzyńskiego. Nie wszyscy przegapili.
Dobranoc.
Eh, mam wrażenie, że poruszałam się dziś po obrzeżach tych wzruszeń i przeżyć, które tak pięknie tu opisujecie. Rano w kościele wzruszył mnie hymn narodowy śpiewany na wejście, potem obiad i podróż do szpitala reumatologicznego, w którym od tyg. przebywa Łusia. Jadąc kolejką, a potem autobusem mijałam zapalone pod pomnikami znicze, tłumy na „monciaku”, ustawiającą się kolejkę po grochówkę (?), krzepiącą w ten zimny dzień, uśmiechnięte kobiety z flagą biało-czerwoną na policzkach. Nikt nie pachniał alkoholem, dziwne. A potem samotny spacer z córeczką po tonącym w mroku zmierzchu sopockim lesie. I ta listopadowa cisza pełna nostalgii i zamyślenia i radości, że żyje się właśnie tu.
Jakież to było piekne bialo czerwone święto! Warszawa w oceanie ludzi z flagami. I wczorajszy koncert z Herbertem az mialam gęsią skórę. I dziś w kościele Boze cos Polskę i nasz Hymn ktory moje wyprostowane z zadartymi glowkami dzieci śpiewały pełne cztery zwrotki. Moje zuchy moja nadzieja. Boże daj nam pokoj na swiecie i w Polsce zeby ta młodzież mogła spokojnie zdobywac wiedze kochać żyć…..o nic wiecej nie proszę. Jak kazda matka….
Dobranoc po pięknym dniu.
:)
Ach! Nie wiedziałam tego!
Tym większe wrażenie.
W dodatku pani Stanisława jest autorką tych słów. Trzeba być bardzo mądrym, aby pisać tak prosto.
Wczoraj spacerowałam z Ulą po ulicach Wrocławia, dziś po ulicach Poznania i wszędzie widziałam radosnych ludzi. Tak bardzo mnie cieszy ta zwyczajna, biało- czerwona radość na ulicach.
Kochani, chociaż ostatnio zupełnie nie udawało mi się tu wpadać, to dzisiaj musiałam. Taka ogromna , wspólna radość . Dziękuję, DUA, za te piękne drzewa. Takie właśnie- w górę.
Proste słowa, a zaśpiewane tak pięknie, że zapadają w serce.
„…Pozwól, proszę zachować to, co mam.
Niech złe moce już nie zagrożą nam (…)
Ześlij, proszę Pokój na cały Świat…”.
Adyć, adyć.
A podobał się Wam głos Herberta na koncercie? Dziwne, ale wpasował się w całość – i on, i sam wiersz. Dobrze to było zrobione, lekką ręką i skutecznie.
A dziwne dlatego, że najwyraźniej zamiarem twórców spektaklu było skrótowe pokazanie owych stu lat – w pieśni i piosence.
Właśnie to napisałam w liście do kogoś, ale tu powtórzę: to już twórcy „Zakazanych piosenek” odkryli, że Polacy lubią w ten właśnie sposób – przez piosenkę – odnosić się do rzeczywistości, komentować ją. Istne zwierciadło stanów ducha! No i historii oczywiście. Pieśń, piosenka, jest swobodnym głosem ludu, dokumentacją czasu, w każdym zapewne kraju – ale ponieważ mamy historię bardziej intensywną niż inni, to i o innych sprawach śpiewamy. Zauważcie, ile śpiewamy o wolności!
Osobna sprawa: śpiewana poezja. Tu też jesteśmy mocni.
Tak, ten koncert jest do przemyślenia. Ciekawa sprawa.