Na Wszystkich Świętych

Charles_Guillloux                                       Charles Victor Guilloux (1866-1946) – Lever de Lune sur un Canal

 

 

Walt Whitman (1819-1892)

MAJESTAT WIDZIALNEGO ŚWIATA

 

Majestat widzialnego świata olśniewa mnie, majestat światła, nieba, gwiazd,

Majestat ziemi, majestat trwałej przestrzeni i czasu,

I podobnie majestat ich praw, tak wielokształtnych, intrygujących, podległych ciągłej ewolucji;

Lecz bardziej mnie olśniewa majestat niewidzialnej duszy we mnie, tej, która to wszystko pojmuje i uposaża,

Która zapala światło, niebo i gwiazdy, zagłębia się w ziemię, żegluje po morzu

(Bo też czym było to wszystko bez ciebie, niewidzialna duszo? ile z tego istniało bez ciebie?),

Bardziej intrygująca, niezmierzona, zdolna do ewolucji,

Wielokształtna – o duszo moja! – i trwalsza niż tamto wszystko.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

GRAND IS THE  SEEN
by Walt Whitman

Grand is the seen, the light, to me — grand are the sky and stars,
Grand is the earth, and grand are lasting time and space,
And grand their laws, so multiform, puzzling, evolutionary;
But grander far the unseen soul of me, comprehending, endowing all those,
Lighting the light, the sky and stars, delving the earth, sailing the sea,
(What were all those, indeed, without thee, unseen soul? of what amount without thee?)
More evolutionary, vast, puzzling, O my soul!
More multiform far — more lasting thou than they.

121 przemyśleń nt. „Na Wszystkich Świętych

  1. Uswiadomilam sobie, ze nigdy w życiu nie gotowalam krupniku i zupelnie nie wiem jak to sie stalo.
    Sowo P dzięki za przepis, ja zawsze daje włoskie orzechy zamiast pecan tylko do dania z zapiekanych slodkich zapiekanych słodkich ziemniaków.

  2. Pekany smakują bardzo podobnie do orzechów włoskich, są za to bardziej kruche i lepiej się kroją w cieście. Jak masz własne włoskie, to istotnie nie ma sensu kupować amerykańskich.

  3. O, wrzosowy brzmi tak jesiennie, że do tarty „Złoto jesieni” wydaje mi się idealny! Sowo, a co myślisz o orzechach włoskich zamiast pekanów? Bo te mi nadzwyczaj obrodziły, natomiast pekany musiałabym kupować:)

  4. Gryczany za wyrazisty, moim zdaniem.
    Smaczny stosik książek właśnie do mnie przybywa, adminkowo-wójtowy.

  5. Piętaszku, ojejku, już po raz drugi wyłuskuję Cię ze spamu (którego jest potworne mnóstwo, dobrze, że zajrzałam na świeżo).
    Co on sobie myśli, ten antyspamowy automat? Oto zagadka.

  6. No chyba, że tak. Wszak książki poukładane w schludne stosiki też się ładnie prezentują. I może sobie taki stosik stać w każdym dosłownie miejscu. Kilka zaś pokaźnych rozmiarów tychże, może stanowić ciekawe przepierzenie w pokoiku dwuosobowym, gdzie każda z zamieszkujących go osóbek dajmy na to bliźniaczek, chce pobyć sam na sam ze swoimi myślami lub lekturą;)

  7. Nie ma co czekać do Gwiazdki, pecan pie jada się także na Święto Dziękczynienia :)
    Zamiast smalcu Amerykanie dają jakiś erzac w postaci odtłuszczonego tłuszczu roślinnego, ale ja tam wolę prawdziwy tłusty tłuszcz. Cukier wedle uznania, w oryginale zdaje się jest tylko syrop kukurydziany. Można też dać miód albo golden syrup.

  8. Piętaszku, książki ustawimy w nieduże stosiki, nie będą miały nieśmiałki pod co włazić .

  9. Ach, jaki śliczny przepis literacki, kochana Sowo!
    Dziękujemy!
    (się zrobi na Gwiazdkę, jeno bez smaloszku)

  10. TARTA ORZECHOWA ZŁOTO JESIENI

    („Wiatr robi się chłodny, pekany spadają z grzechotem…”)

    Składniki na kruche ciasto:
    1 i 1/4 szklanki mąki
    szczypta soli
    5 łyżek zimnego masła
    3 łyżki smalcu (jak kto woli, może być masło, ale smalec nadaje ciastu większej kruchości)
    5 łyżek lodowatej wody

    Składniki na masę:
    szklanka ciemnego brązowego cukru
    szklanka syropu klonowego
    3 duże jajka
    łyżeczka ekstraktu waniliowego
    szczypta soli
    2 szklanki pekanów (połówki)

    Wyrobić ciasto i schłodzić je w lodówce min. pół godziny. Potem rozwałkować na okrąg i wyłożyć nim formę na tartę (23-25cm). Upiec w 190 st. C przez pół godziny (przez pierwszy kwadrans pieczenia dobrze jest obciążyć ciasto, żeby nie spuchło).
    Składniki na masę (oprócz orzechów) zmiksować. Na upieczony spód wyłożyć ciasno orzechy, zalać cukrową masą i ponownie wstawić do piekarnika, na około pół godziny.
    Przed podaniem ostudzić.

  11. Kusicie grzybowym krupnikiem, to ja Was skuszę przepisem na doskonałą tartę orzechową. Amerykański przebój świąteczny i nic dziwnego, bo smakuje nadzwyczajnie. Już podaję, tylko go trochę podszyję literacko.

  12. Och, wiesz, mamo Isi, wystarczy obserwować. Siebie też…;)

    Ale dostałam też przed maturą prezent od mądrej Mamy: „Form und Funktion”- znakomity album o anatomii człowieka, dla plastyków. Niesłychanie przydatny! Studiowałam go z zapałem, którego brakło mi dla chemii i fizyki. I mam album ten do dziś. Między innymi są tam ilustracje, przedstawiające fizyczny proces starzenia się twarzy i figury człowieka. To jest, plastycznie rzecz biorąc, bardzo ciekawe zjawisko.
    I co jeszcze: godzinami szkicowałam z natury postacie w ruchu, najczęściej siedząc gdzieś na skwerku lub podwórku (najlepiej – dzieci!).

    Tak więc- nie ma zdziwienia, wszystko da się wyjaśnić. Repetitio est mater studiorum.

  13. Mnie i tak najbardziej zdumiewa zdolność kochanego Starosty nie dość, że do wyobrażenia sobie plastycznie twarzy swoich bohaterów i do ich namalowania, ale i do wyobrażenia sobie, jak będą wyglądać oni sami ileś lat później, a także, jak będą wyglądać ich dzieci. Jest to dla mnie tym bardziej zdumiewające, że widzę, iż zazwyczaj malarze bez modela są bezradni.

  14. Mamo Isi, czyli może nie okrutnik, ale jednak roztrzepany artysta :)O ojcu, który kazał malarzowi płacić za leki gdzieś czytałam, choć nie wiedziałam, że chodziło o zapalenie płuc. Cóż, Elizabeth musiała być zdeterminowana, skoro nie tylko pokonała chorobę, ale i dalej wytrwale pozowała. W Tate Britain, w sali z pracami prerafaelitów, jej twarz znajduje się na kilku pięknych płótnach – bohaterka historii sztuki.
    Cieszę się, że mimo tego ziarnka, historia okazała się nie tak makabryczna :)

  15. Mamo Isi, to jednak zaniedbał modelkę. No, w tamtych czasach wyjść z zapalenia płuc, bez antybiotyku – to był wyczyn!
    Zuch dziewczyna.

  16. Zaciekawiłaś mnie, Kokoszko Smakoszko. Chyba zacznę czytać Gazetę Lekarską – rubryka o malarstwie, ze specjalnym punktem widzenia!
    Fascynujące. I świetny pomysł; od razu przychodzą mi na myśl liczne obrazy, w których wytropić można a to gruźlicę, a to skrofuły, a to owrzodzenie dwunastnicy…

  17. U nas też krupnik z grzybami – Pan Kogut dzwoni łyżką. A na drugie danie były małdrzyki – został tylko zapach.
    Ofelia ma rumieńce, które podobno wynikają z gorączki przy zapaleniu płuc (jest taka rubryka w Gazecie Lekarskiej o malarstwie). Piękny obraz.

  18. Wszystko się zgadza oprócz koperku. Mogłaby być pietruszka, ale ostatecznie i tak o niej zapomniałam, jak mi to wszystko razem zapachniało!

    Wątlutkie na razie, ale mam nadzieję, że trochę je DUA „napakuje”. ;o)

    Kolory lubię wszystkie, ale niebieski zdecydowanie najbardziej, w każdym możliwym odcieniu!

  19. A jednak! Nie ma łgarstwa, które by nie miało w sobie ziarnka prawdy.
    While posing for Millais’ Ophelia in 1852, Siddall floated in a bathtub full of water to represent the drowning Ophelia. Millais painted daily into the winter putting lamps under the tub to warm the water. On one occasion the lamps went out and the water became icy cold. Millais, absorbed by his painting, did not notice and Siddall did not complain. After this she became very ill with a severe cold or pneumonia. Her father held Millais responsible and, under the threat of legal action, Millais paid her doctor’s bills.

  20. Ach, Natko, jak to miło się czasami dowiedzieć, że zostało się zwiedzionym. Cieszę się bardzo, bo jakoś od tego czasu fatalny los Ofelii połączył się z zełganym losem modelki i w sumie obraz budził we mnie lekką grozę.

  21. Nini, trzeba gotować od razu spory gar tego krupniku!
    Oczywiście – grzybki, śmietana i koperek, prawda?

    Pawi kolor na pewno należy do Twoich ulubionych. Patrz: Galeria Piernika.
    Chucherko? Oj, jasne że wątłe, wątlutkie.

  22. Ach, Natko, jakże mi ulżyło! Bardzo lubię tę piękną, utopioną Ofelię. Widziałam ten obraz hen, jeszcze dzieciństwie, i głęboko zapadł mi w serce.

    Miło jest wiedzieć, że wanna była podgrzewana.
    Dziękuję Ci za ten happy end, a także za miłe słowa, do mnie skierowane. I bywaj tu częściej, zapraszam!

  23. Dzień dobry! Wynurzam się spod regału, by ratować honor malarzy. Z tego, co wiem, modelka – Elizabeth Siddal po wielogodzinnym pozowaniu w wannie (podgrzewanej od spodu – Millais nie był aż takim okrutnikiem) zapadła na zdrowiu, lecz nie spieszno jej było umierać. Zdążyła jeszcze rozkochać w sobie innego prerafaelitę, Dante Gabriela Rossettiego i pozować do wielu z jego najsłynniejszych obrazów. Ponadto, sama zaczęła się uczyć malarstwa i ilustrowała książki. Historia z prawdziwym happy endem!

    A korzystając z okazji, dziękuję Ulubionej Autorce za całe ciepło, które wręcz wylewa się z Pani książek. Pozdrawiam serdecznie Panią i wszystkich Księgowych! :))

  24. Skończyłam Zgryzotkę po raz kolejny i gryczany krupnik razem, jakoś tak się dziwnie dzieje, że po godzinie człowiek mógłby zjeść kolejny talerz, a tu brak. Zastantawiam się, jak temu niedźwiedziowi Patrycji starcza?
    I czy Chucherko per analogiam nie będzie za wątłe?

    Dla miłośników egzotyki polecam Muzeum Azji i Pacyfiku, ciekawe czy znajdę dywan w kolorze, o którym Panie tak interesująco rozmawiają?

  25. Nb.w obrazie jest i wątek polski. W 1806 roku armia Napoleona I rozgromiła pod Jeną liczebniejszą armię pruską, w której zginął książę Brunszwiku Karol Wilhelm, a jego księstwo dostało się pod francuskie panowanie. Następca tronu książęcego, Fryderyk Wilhelm zastawił dobra oleśnickie i zwerbował 2300 ludzi, z których większość rekrutowała się ze Śląska i stworzył Czarny Korpus.
    Nb. Czarny Korpus został rozgromiony w bitwie pod Quarte Bras, czyli bodajże cztery dni przed Waterloo.
    W wiki jest zmyłka w sprawie Waterloo, bo w opisie sam autor podawał,że „the scene is inspired by the Duchess of Richmond’s ball on 15 June 1815, from which the officers departed to join troops at the Battle of Quatre Bras.” Stąd zresztą balowa suknia narzeczonej.

  26. Ponieważ rzeczywistość jest dużo bardziej nieprawdopodobna niż fikcja literacka.
    Kto tego nie wie – nic nie rozumie!

  27. A ową narzeczoną w „The Black Brunswicker” była Katey Dickens, młodsza córka pisarza, która zresztą wkrótce potem poślubiła młodszego brata Wilkie Collinsa, Charlie’ego Collinsa. Nb. Katey Dickens też była dość znaną malarką portretów dzieci.
    A jak takie rzeczy dzieją się w książce, to piszą, że to niemożliwe, żeby wszyscy wszystkich znali.

  28. Szezlong też się kurzy. Ale co tam, jeśli tylko będzie w kolorze peacock blue.

    Isiu, to jednak inny kolorek.

  29. Dywanu mieć nie będę – wystarczy, że książki kurz zbierają. Ale taki szezlong? Albo ja w stylowej sukni na szezlongu :)

  30. Starosto, jesteś genialny!Kolor by się zgadzał! Tylko wygląda na to, że Patrycja się rąbła w czasie, bo:
    the first recorded use of electric blue as a color name in English was in 1845. The color electric blue (the version shown below as medium electric blue) was in vogue in the 1890s.”

  31. Może kiedyś na tę nowa nazwę trafimy, Mamo Isi – w końcu Patrycja lubi takie rzeczy powtarzać.

  32. Tak, ale już nigdy potem nie użyła obecnej nazwy koloru (czy też raczej nazwy koloru z lat 50-ych ub. stulecia).

  33. Och, Sowo, trudno spamiętać, my już po kilkunastu tomach. a opis salonu miss Silver jest w każdym z nich, podobnie jak szczegóły (na ogół te same) jej stroju. Jest to odrobinkę irytujące, na szczęście zagadka logiczna jest za każdym razem świeża, oryginalna i trudna.
    Pamiętaj o dywanie: kolor pawiowy powinien się pojawić w jego wzorze, miss Silver jest tego pewna.

  34. Chodziło mi o zmianę angielskiej nazwy koloru, która to zmiana nie spodobała się Miss Silver, więc pozostała przy dawnej. To było gdzieś w pierwszych nadesłanych Patrycjach i potem się nie powtórzyło.

  35. Ładny kolor. Też sobie kiedyś powieszę takie zasłony w salonie.
    O którym tomie Patrycji rozmawiacie?

  36. Turkus – wg słownika Glosbe.

    „peacock blue
    Type: adjective, noun;

    Open Multilingual Wordnet

    turkus { noun masculine }
    a shade of blue tinged with green

    A brilliant, dark blue-green colour.”

    Po polsku: „pawi, pawiowy”.

  37. Zapomniałam sobie zapisać, jak obecnie nazwano kolor peacock blue, która to nazwa tak się Miss Silver nie spodobała. Pamiętam tylko, że też mi się nie spodobała.

  38. Nb. „Ofelię” widziałam na wystawie prerafaelitów w Berlinie. Modelka tak długo przetrzymywana była w wannie wśród tych tam nenufarów, aż nabawiła się zapalenia płuc i zmarła. Malarze to jednak bezwzględne istoty.

  39. „Soul’s Awakening” (James Sant) przedstawia poważną dziewoję wpatrzoną w niebo. Tegoż samego autora „Hope” to dwóch panów, starszy i młodszy oczekujący z nadzieją na wiadomość. Niewykluczone, że znowu chodzi o Waterloo.
    Podoba mi się salon Miss Silver. Ma charakter.

  40. „The Bubbles” tegoż samego autora przedstawia chłopczyka z miseczką mydlin na kolanach puszczającego fajką bańki. Obraz został użyty do reklamowania mydła Pears. Modelem był 5-letni synek malarza.

  41. Zainteresowały mnie te wiktoriańskie obrazy w salonie Miss Silver. „The Black Brunswicker” (Millais, 1860)przedstawia narzeczoną próbującą nie wypuścić ukochanego (należącego do sławnego Czarnego Korpusu brunszwickiego), gdyż udaje się on pod Waterloo, aby tam zginąć. Pies też prosi, aby zaniechał tego pomysłu.

  42. Jas (wiad.pryw.) – kto wie, może pas kontuszowy nam się przyda?!
    Poproszę o wpisanie (prywatnie) adresu mailowego, odezwiemy się.

  43. Mamo Isi – bramy – nie i nie.

    Nie mam czasu czytać, ale trochę „Madika z Czerwcowego Wzgórza”. I pozycje obowiązkowe, rozumie się.
    Co to znaczy „ziuziać”? Czy to po łacinie, zapytam z nadberezyńska?

  44. A ja właśnie – borykając się z jakimś choróbskiem – skończyłam „Miasteczko Middlemarch” i czytam Szajnochy „Jadwiga i Jagiełło” (z ciekawości jaka to książka sprawiła, że Dambo został nauczycielem historii. I rzeczywiście dobrze się czyta!)

  45. „Wywieranie wpływu na ludzi” brzmi jak thriller psychologiczny, KrzysztO, ale do Ciebie to wszak niepodobne :) Chyba, że chodzi o najlepsze czasy rozwoju retoryki.
    „Błękitny zamek” kocham!

  46. Mnie też jakoś naszło na Anię z Zielonego Wzgórza Zytko. Chyba coś krąży w powietrzu. Może to te rude, jesienne liście. Ściągnęłam sobie na czytacza całą serię w oryginale, czytam i się śmieję. Ale zaczęło się od powieści „The blue castle”, tejże autorki. Ta książka nastraja mnie optymistycznie do brania się z życiem za bary. Dzięki temu sprasowałam całą górę prania i zaczęłam biegać wieczorami. I uczę się włoskiego. I myślę co by tu jeszcze…

  47. O, o, jakie lektury!
    „Tysiąc wspaniałych słońc” czytałam, dzięki Krzysztofowi. Bardzo dobra rzeczywiście.

    Mamo Isi (wiad.pryw.) – jasne, że nie przemogą. Uszka do góry.
    Czytam równocześnie wszystko jak leci Patrycji Wentsworth, jest rzeczywiście kojąca; a oprócz niej – interesującą trylogię wojenną Edith Pargeter (to prawdziwe nazwisko naszej ulubionej Ellis Peters). Jakaż to była dobra pisarka! I dobry, mądry człowiek zarazem.
    W kolejce czekają dzieła chyba wszystkie Cliftona Fadimana, nadesłane mi z Chicago przez pewną szczodrą Boginię.
    W ładnych, starych wydaniach!
    A jedna z książek – z autografem autora!

  48. Trudno nie odpowiedzieć, kiedy pada pytanie o lektury.
    Chesterko, Hosseini daje się czytać, choć ta akurat powieść średnio mi się podobała. Za najlepszą uważam „Tysiąc wspaniałych słońc”.
    Sam zaś czytam „Noelkę” oraz Roberta Cialdiniego „Wywieranie wpływu na ludzi”. No i „Myśli” niejakiego Seneki.

  49. Lektury – cóż za ulubiony tema! Khaled Hosseini „I góry odpowiedziały echem” – afgańska powieść, dobra literatura i przyjemna w czytaniu.

  50. Lektury? Ostatnia dostępna część serii o Josephie Antonellim oraz „Ballady i romanse” (sposób Aleksandry na czytanie poprzez dawkowanie – bardzo dobry). „Złota gwiazdka” jeno mignęła, przeczytana za jednym zamachem. Prześliczna i – wzruszająca. :)

  51. Listopadowe ukłony! Jaką lekturą wchodzicie w jesień? Ja osładzam sobie krótkie dni „Anią z Zielonego Wzgórza” – postanowiłam odświeżyć całą serię, zatem sądzę że spleen mi nie grozi :)

  52. Natalio (z Jeżyc), dziękuję za wiadomość prywatną. Powtarzam z mocą: piękna, bezbłędna polszczyzna! – i ponawiam oklaski!

  53. Natalio, miło się dowiedzieć, że się miało rację. Czyż nie mówiliśmy Ci wszyscy, że Francuzka nie taka straszna i że niepotrzebnie masz tremę?
    Uśmiałam się z tego sera. Dziewczę miało rację: ten nasz „zwyczajny z marketu” przypomina raczej gumę lub plastik.

  54. Tegoroczny Festiwal filmów niezależnych nominował do nagrody bardzo ładny film w reżyserii Dłużewskiej o Jacku Kelusie pt.”Krótkie popołudnie na Mazurach.” Mile spędzonych 45 minut.

  55. Witam. To znowu ja!
    Tym razem z pytaniem do Nutrii i Molika, chociaż wydaje mi się, że i tak znam na nie odpowiedź.
    Czytałam, że bierzecie udział w konkursie, do którego lekturą jest „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”. Już wtedy się domyślałam, a łącząc to jeszcze z Goczałkowicami, w których byłyście, i z przechodzeniem do następnych etapów, odpowiedź stała się dla mnie oczywista. Ale dla zasady mogę spytać. Czy to nie jest czasem ten konkurs, który odbędzie się już jutro? ;) Życzę Wam serdecznie powodzenia, już jako „weteranka” tego konkursu. Wciąż jednak sprawdzam lektury dla szkół podstawowych, wydają się być przyjemniejsze niż dla nas, gimnazjalistów. Będę trzymać za Was kciuki! I mam nadzieję, że się nie przeliczyłam i nie istnieje w naszej okolicy więcej konkursów lubujących się w zadawaniu „Stowarzyszenia…” jako lektury :)

  56. Dzień dobry!
    Och, nareszcie, nareszcie, wszystkie braki nadrobiłam. Wymiana (tak dawno temu skończona, a o której właśnie nie udało mi się jeszcze tu napisać) i szkoła zaabsorbowały zupełnie i chociaż czasem udało mi się coś podczytać, to jednak teraz udało mi się w końcu wszystko-wszystko nadrobić i wpisać się.
    Otóż – wymiana. Bardzo dziękuję wszystkim za przydatne rady i wsparcie (oni naprawdę piją sok pomarańczowy!! – jedno z pierwszych zaskoczeń :)). Ogólnie rzecz biorąc, było bardzo miło, wesoło i dużo się nauczyłam. Chociaż codzienne chodzenie po mieście, ze szczególnym uwzględnieniem centrów handlowych, bywało męczące. Ale „nasze” Francuzki pochodzą z małej miejscowości alpejskiej, skąd do podobnych sklepów długa droga, dlatego chciały do nich chodzić. My z przyjaciółkami nie byłyśmy w takim samym stopniu zadowolone, ale dałyśmy radę ;)
    Z ciekawostek: na śniadanie Francuzka jadała codziennie chleb z Nutellą i piła wspomniany sok pomarańczowy. Nic innego nie chciała. Całkiem nieźle mówiła po angielsku, okazało się – jak nieliczni z przybyłej do nas grupy. Dzięki temu dobrze dogadywała się z moimi rodzicami, którzy po francusku znają tylko parę podstawowych słówek. Paru nowych, zresztą, też się nauczyli. A inna Francuzka, mieszkająca u mojej koleżanki z klasy, gdy ta dała jej do śniadania ser żółty w plasterkach (zwyczajny, z marketu), powiedziała jej, że to nie jest ser :)
    To chyba na tyle z tych wspomnień, jeszcze raz wszystkim dziękuję. I czekam na naszą podróż do Francji, już na samym początku lutego. Miłego dnia!

  57. Kto wie, może o tym przeczyta, tak jak onegdaj mój nauczyciel – aktor z kółka teatralnego. To było zaskoczenie!

  58. Cóż, Casciolino, pisałam czerpiąc z doświadczenia.
    Tak się cieszę, że mogłam pomóc choć trochę.

  59. Pomaga też nadzieja zawarta w słowach takich jak te:
    „Zobaczysz sama. To czysta mistyka. Rozdzielacz się ze swoim dzieckiem i w tej samej chwili nawiązujesz z nim nową, najsilniejszą na świecie więź. Na zawsze. Nawet śmierć tej więzi nie zerwie.”

  60. O tak, nieraz wyciągnęło mnie z gorszego dołka niż ten, który stał się pułapką dla cytowanego lisa.
    Pamiętam niezbyt lubiane przeze mnie przedszkole w dzieciństwie – choć za ścianą była oliwska fabryka czekolady (Bałtyk – nota bene istnieje do dziś i ma baaardzo smaczne wyroby, ale kto o tym wie:(), nigdy tego specyjału nie nałożono na nasze talerzyki. Przedszkole było dość szare, ale pewnego dnia stał się cud.: ktoś wymalował wszystkie okna scenami z „Królowej śniegu”. Weszłam do bajki! Do dziś, jeśli ktoś pyta mnie o najwspanialsze przeżycie dzieciństwa, od razu mam przed oczyma ten obraz.
    A czekolada Bałtyku do dziś dobra, zwłaszcza ta z wiórkami kokosowymi!:)

  61. Martwienie się jest takie niekonstruktywne.
    Ale co ja mówię, mama Isi nie należy do typowych zamartwiaczy! ” Wie, że rozpaczać jest to zło przydawać do zła.”
    A piękno tego obrazu na pewno może pocieszyć tych, którzy jednak trochę się zamartwiają.

  62. A ja, nie mając doktoratu ani nawet perspektyw w tym kierunku, wierzę w to równie głęboko.:)

  63. Cześć i czołem.
    Wspaniały obraz! Drzewa niczym złożone na kartce na pół i odbite! No i ta świetlista woda!!
    Ja również odbyłam piękne Święta. Niestety pierwsze bez naszego Dziadka. Jako jedyny z 9-ciorga rodzeństwa wyjechał do miasta i zdobył wykształcenie wyższe. Będę go podziwiać zawsze. Tak samo jak krzyż harcerski na naszym rodzinnym grobie.
    Dopiero teraz rozumiem, jak bardzo przeszłość mnie przenika, choć niewiele znam opowieści. Jednak informacje o życiowych wyborach moich przodków trafiają do mnie w formie przesłanek, gdzieś pomiędzy słowami. Mam nadzieję, ze jeszcze nieraz poprowadzą mnie przez trudy i znoje :)
    A jeśli juz mowa o trudach: Mamo Isi, nie przejmuj sie zbytnio wykładem profesora. Czasem zdarza się, że profesor swoje, a Opatrzność swoje. Jako doktorantka głęboko wierzę w taką rozbieżność :)

  64. Postaram się jakoś trzymać. Bóg zapłać za dobre słowo. I za wieści o idącej lekturze, która nie przygnębia.

  65. Ach, no chyba że stylizowałeś, Zgredzie.:)

    Celestyno, a wyobraź sobie, że jedziesz dziś wieczorem przez Polskę! W najmniejszej wioseczce palą się znicze, wszędzie pełgają światełka, w większych miejscowościach całe polany ogieńków, cała Polska migocze.

  66. Pewnie, że pejzaż, ale stylizowałem.
    Pamiętam starą poradę z Filipinki, żeby nie mówić „landszaft pani dobrodziejki”.

  67. Dobry wieczor.
    Po obejrzeniu oszalamiajaco pieknej galerii zdjec wieczornych z Cmentarza Rakowickiego (dziennik krakow pl) stwierdzam, ze sekularyzacja jeszcze moim rodakom nie grozi.
    Ten widok pelen swiatla i nadziei (jakiego nie uswiadczysz tutaj) to plaster na moj chwilowy kiepski nastroj.
    Mamo Isi, zdrowia!

  68. Mamo Isi, to jest jednak niewłaściwe podejście do chorób wirusowych: słuchać o globalnej sekularyzacji!
    Nie masz co czytać, wiem. Ale poczta przyniesie Ci – może już jutro, kto wie?- smaczną lekturkę.
    Trzymaj się, póki co.

  69. Nie mogę dziś wychodzić na dwór, bo dzisiaj próbuję się wykurować z wirusówki, w związku z czym co chwila posypiam. Jutro spróbuję, czy się już do czegoś nadaję.

  70. Dzień dobry, Natalio! Napisz po prostu: „To jest wiadomość prywatna” – i dalej co zechcesz, oraz – jak długo zechcesz. Ta wiadomość się nie ukaże, a ja z pewnością ją przeczytam.

  71. Dzień dobry! Znalazłam Pani stronę i bardzo się ucieszyłam. Dużo ciekawych i pieknych rzeczy. Czy mogłabym wysłać list do Pani? Nie mogę znaleźć adresu na stronie, a chcę powiedzieć nieco więcej niż komentarz.

  72. Widzimy ślady wszystkiego, co uczynili. I na pewno są przy nas, kiedy ich wzywamy. Tyle, że ich nie widzimy.

  73. Ale właściwie widzimy ich, prawda, mamo Isi i Casciolino? („Oczami duszy mojej”). Widzimy, czujemy, mówimy do nich.
    Tyle, że się rozstaliśmy fizycznie.

    Topole: Guilloux bardzo często je malował. Parę jego księżycowych obrazów zamieściłam w poprzednich latach. Można sprawdzić.

  74. Topole lombardzkie , jak wszystkie topole, uczulają, śmiecą i są uważane za chwast, ale jakie są malarskie!

  75. „Śmierć jest zakrętem na drodze,
    Umrzeć to po prostu nie być widzianym.”

    Casciolino, jakie to obrazowe. Nie znałam tego.

  76. Ależ oni wszyscy są! W snach we wspomnieniach w okularach polozonych tam gdzie zawsze ich miejsce w uprasowanej plociennej serwetce w przepisie na racuchy wigilijne w drodze rowerami na majówkę w milosci i zrozumieniu młodych w smiechu do utraty tchu…..w lasce opartej o ścianę w ksiazkach zczytanych……wszedzie są. W sercu są. Tęsknię za Wami Moi Kochani Dziadkowie. Dziekuje ze byliscie.Ze moglam byc z Wami

  77. Gdybym teraz wyszła przed dom ujrzałabym bardzo podobną zatoczkę wśród sosen, w której codziennie wypatruję Jego, jak jedynego aktora na scenie. Zaś u dołu nie błyszczy tafla wody, jak na obrazie, tylko majaczy maleńki ,stary bardzo cmentarzyk na górce. Jutro, jak co roku będzie tam migotało światełko.

  78. O tak, portugalski to bardzo piękny język!

    Dziękuję Casciolino za przywołanie Fernando. Nie znałam tego wiersza, chociaż kiedyś bardzo się twórczości poety przyglądałam.
    Na inną okazję: Nao sei quantas almas tenho.

  79. Dziękujemy! To właściwie piękne doświadczenie, kiedy dzień Wszystkich Świętych i Święto Zmarłych tak się ze sobą splatają. Kiedy w sercu jednocześnie tęsknota i wiara, że „to przemijanie ma sens”.

    Oprócz Tryptyku Rzymskiego, w tych listopadowych dniach bliski jest mi wiersz, który napisał Fernando Pessoa. Polskie tłumaczenie, które znalazłam, niezbyt mi się podoba, więc zamieszczam go w oryginale.
    Portugalski to taki piękny język!

    A morte é a curva da estrada,
    Morrer é só não ser visto.
    Se escuto, eu te oiço a passada
    Existir como eu existo.

    A terra é feita de céu.
    A mentira não tem ninho.
    Nunca ninguém se perdeu.
    Tudo é verdade e caminho.

  80. Mamy tu dziś sporo wiadomości prywatnych. Teraz odezwały się mama i córka, czyli Ela i Zuzia.
    A więc odpowiadam: obraz „Sieroty amsterdamskie” znajduje się w galerii pałacu w Rogalinie koło Poznania. Poszukałam w internecie i okazało się, że dziewczęta te malował Nicolaas van der Waay kilkakrotnie. Nic jednak nie wiem na temat okoliczności powstania tych obrazów.
    Odwzajemniam Wasze miłe uściski!

  81. Horacy! – odgadła babcia. („Non omnis moriar, multaque pars mei…”)
    A zaraz potem: Jan Paweł II, oczywiście.

    Casciolino, myślę dziś o Was intensywnie.

  82. Przejmujące, prawdziwe i piękne…
    A niedawno w pracy rozmawiałyśmy o tym, że Oni tam są, co więcej pomagają nam i wspierają, gdy o to poprosić.
    Z serdecznymi pozdrowieniami dla Wszystkich tutaj, którzy podnoszą na duchu (nomen omen) nawet o tym nie wiedząc, a szczególnie dla Mamy i Córki.

  83. Kochana Mario Anno (wiad.pryw.) – to może moi Dziadkowie, Weronika i Walenty.
    Bóg Ci zapłać za wszystko, za pamięć i serce!
    Pozdrawiam Cię najserdeczniej – wszystkie osoby z Twego kręgu też!

Dodaj komentarz