Jesień dla Lunofilów

mgly

                         (Ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany listek” – mal.  M. Musierowicz)

 

 

Keith Wilson ( ur. 1927)

ZMIERZCH NA MOIM PODWÓRZU

 

Długa ciemna noc

schodzi na moje ściany,

wewnątrz zapala świecę

jedna z moich córek.

Nawet stąd mogę widzieć

oświetlone oczy, jasną

twarz dziecka przed płomieniem.

Już prawie czas, żeby wejść.

Wiatr robi się chłodny,

pekany spadają z grzechotem –

blaszany dach mego domu

zmienia w platynę wczesny księżyc,

psy szczekają, w domu wino, śmiech.

 

(z antologii Czesława Miłosza  „Wypisy z ksiąg użytecznych”)

96 przemyśleń nt. „Jesień dla Lunofilów

  1. I – jest widowisko. Księżyc, co i rusz, znika za szybko płynącymi, delikatnymi chmurami (choć zdarzają się i takie mroczniejsze, czarne). Ale nawet jak znika, to jego blask przenika. A jak już się pokaże w całej okazałości, to jest jasny i wyrazisty. Powietrze prawie mroźne, czuć zimę (byłam w ogrodzie).
    Dziękuję za polecenie tego zjawiska, sama bym się nie oderwała. (Pomyślałam, że przypomnę sobie Jeżycjadę od „Imienin” – i tak już od pewnego czasu sobie przypominam, przeplatając to też czasem innymi lekturami. W tym tygodniu: Czarna polewka- Sprężyna – McDusia. Podoba mi się to przypominanie tom po tomie, podglądanie, jak to sobie seria ewoluuje, lekko, finezyjnie, acz konsekwentnie. I kierunek ewolucji też mi się podoba – o czym właśnie się znowu przekonuję).

  2. A ja ostatnio doszłam do wniosku, że kocham wszystkie pory roku. Szczególnie gdy pozostają sobą, a nie udają inne. I uwielbiam swój cieplutki, przytulny pokoik z lampkami dającymi klimatyczne światło. :-)

  3. Dziękuję, Iskro!
    U nas też bardzo wiało, ale słońce ostro świeciło, pędziły dziwne, lekkie chmury, całe podświetlone. Kiedy pod wieczór wiatr ustał, wracałam przez pola, niebo było we wszystkich odcieniach i gradacjach koloru żółtego. Niesłychanie piękne. I czarne koronki drzew na tym tle!
    Takie gwałtowne pogody przynoszą często zgoła niezwykłe efekty plastyczne.

  4. Piękna ilustracja. To maleńkie światełko w domu tak czarujące i wzbudzające poczucie bezpieczeństwa.
    U nas dzisiaj wszyscy bardzo szybko pomykają w stronę świateł domowych, okropny wiatr miota wszystkim co się da , włącznie z ludźmi.
    Żal mi róż nadal kwitnących. Potargane będą miały kwiaty.
    Prąd pojawia się i znika, ale herbatkę udało się zrobić.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

  5. Cześć i czołem!
    Kasztanowłosa, serce rośnie!
    Ja chciałam tyko dodać, że my też mamy w naszej szkole taką prawdziwą NasząPaniąPolonistkę. Kilkukrotnie tu już zresztą wspominaną.:o)

  6. A u nas dalej solidny sztorm. W dodatku z elementami nietypowymi jako to błyskawice i pioruny.

    Przed chwileczką wysłałam Patrycje; powinny dojść w 24h. A teraz z rozpaczą zasiadam do herbatki bez żadnej Patrycji; najwyraźniej popadłam w uzależnienie, ot co.

    Akurat teraz, jak by się przydał jakiś ułamany wichurą konar sosnowy na łapki, żeby otulić róże, to nie ma.

    Pojęcia nie miałam, że żonkile mają takie fanaberie.

    Łaty niezapominajek obok łat różowych tulipanów muszą pięknie wyglądać. Dałabyś, kochany Starosto, jakie zdjęcie, albo co.

  7. A bo wszelkie cebulkowe po kwitnieniu trzeba odżywiać, są specjalne mieszanki.
    Pomysł śliczny, zestawienie szafirków z żonkilami jest równie udane jak kompozycja: niezapominajki i różowe tulipany.

  8. A my będziemy podziwiać..!

    U nini też się słońce przebiło, jak miło!

    Problem w tym Pani Małgosiu, że one sobie rosną i kwitną w niedalekiej odległości, a tylko przy szafirkach nie chcą wychynąć z podłoża, więc zaczęłam się zastanawiać, czy się może nie lubią?
    Szafirki kocham wszystkie, ale jednak najbardziej te lekko błękitne.
    W tym roku wylazły zresztą po raz drugi, ale kwiatkami już się nie pochwaliły..

  9. Właśnie obserwuję, że weszłam w fazę mgielną: wczoraj namalowałam dwie ilustracje z mgłą i księżycem, zaczynam się specjalizować!:)))

    Piękny dzionek dziś nastał, po wczorajszych wichurach sztormowych.

  10. Pięknie oddana mgła. Lubię mgłę.
    Wszędzie, w lesie, w mieście, gdy cześć budynków jest nią zasnuta. Nawet na wodzie zwłaszcza gdy osiada nisko i łódki wyglądają jakby pływały w przestworzach.
    Wannabe, tak pięknie to ujęłaś.
    Księżyc. Ostatnio dwuletnia Gabrysia, po koncercie swojego najstarszego brata, wychodząc z budynku, zachłysnęła się pięknem księżyca. Zapytałam czy go lubi. Odpowiedziała lapidarnie, bardzo.

  11. Pani Polonistka dziękujęe za pozdrowienia.
    Bardzo trudne, droga nini. Ja że swoją klasą spędziłam siedem lat + przedszkole i jakoś po więzi ani śladu. Szczególnie w kontaktach damsko-męskich, że tak powiem.

    Dobranoc! Optymizm przede wszystkim!

  12. Dziękuję za dobre słowo, Nini.
    Uwaga: kapryśne narcyzy i żonkile, jak sama się boleśnie przekonałam, wcale nie przepadają za dobrą ziemią. Najlepiej im w piaskowym i żwirkowym podłożu. A szafirki wszędzie urosną. Nota bene, pokazały się w sprzedaży istne cuda: szafirki z białą czuprynką. Kwitły mi ślicznie w tym roku.

  13. Wiedziałam! Wiedziałam, że warto poczekać, żeby zobaczyć na dużym ekranie tę zamgloną szaro-niebiesko-zieloną jesienną zadumę! I te rdzawe prześwity! I lśniącą pełnię! Śliczny, śliczny obrazek! Dziękuję DUA!

    Październik tymczasem zupełnie jak kwiecień, przedwczoraj cudne słońce, wczoraj pełne zachmurzenie, w nocy prawie pełnia, a dziś wieje i leje.. ech.. zapaliłam czekoladową świecę, żeby było przyjemniej.

    Powiedzcie Dobrzy Ludzie-Księgowi-Ogrodnicy, co robić: gdzieś ujrzałam łan żonkili z szafirkami u „stóp” i zachciało mi się taki mieć. Posadziłam na przemian, przyznaję się: wczesną wiosną (bo za późno się zachciało, przy okazji się dowiedziałam, że żonkile to narcyzy :o)), szafirki pięknie zakwitły, natomiast żonkile nie wystawiły ani jednej główki! Złożyłam to na karb zbyt późnego sadzenia i braku zimowania, tymczasem tej wiosny sytuacja się powtórzyła – mimo zimowania cebul ani śladu żonkila! Co robić? Odseparować?

  14. Wspaniała opowieść. Nawet to, że uczniowie siedzieli w klasie do drugiej w nocy – zupełnie nieprzypadkowe. Jak wspaniałe musiały zostać stworzone dla nich warunki, skoro trudno jest zbliżyć do siebie ludzi ot tak.
    W moim otoczeniu jest jedna, jedyniutka równie niesamowita osoba. Ostatnio od słowa do słowa umówiła mnie z kolegami na wspólne robienie powideł śliwkowych. Dosłownie zgarnęła nas i w moment zorganizowała w damsko-męską drużynę wytwarzaczy przetworów, choć oddzielnie bylibyśmy zajętymi własnymi sprawami młodymi osobami. Moim marzeniem jest posiąść tą niezwykłą umiejętność budowania czegoś dobrego.

  15. Dzień dobry! To jednak piesek na obrazie :). I ja też dopiero musiałam poszukać światełka w oknie. Ale też pojęłam, że przeczę sama sobie – bo malownicze, delikatne mgły, szczególnie w górach i innych naturalnych krajobrazach bardzo mi się podobają.
    Piękny wpis Kasztanowłosej bardzo mnie wzruszył.
    I nowa piękna książka już wydrukowana! Hura!

  16. Optymistyczny, dobry, choć mglisty. To się da pogodzić!

    Andreadoria, ilość wzruszeń, dostarczanych przez nasze małe dzieci, a przecież i przez duże też, jest ogromna. Ale i mnie zawsze najbardziej zachwycała ta więź, jaka się wytwarza przy wspólnym czytaniu najpiękniejszych książek.
    Więc życzę Wam wspaniałej biblioteczki i niezapomnianych wspólnych chwil!

  17. Pani Małgosiu, moja mała ma niespełna 2 latka (rok i 9 miesięcy), ale książki uwielbia i podobają jej się już coraz dłuższe fabułki. Jestem z tego powodu tak szczęśliwa i tak wzruszona, że odbiera mi głos nawet na piśmie ;) Tak, móc ją wprowadzić w świat książek to cudowna rzecz, mam nadzieję, że jej nie przejdzie ;)

  18. W każdej szkole jest jakiś PRAWDZIWY NAUCZYCIEL. Z powołania, po prostu. Nawet jeśli nie rzuca się w oczy.
    Dobranoc…

  19. Dziękuję!
    Polecam wypowiedź Kasztanowłosej. Serce rośnie – są i tacy nauczyciele, i tacy uczniowie!
    Cieszę się.

  20. Dobry wieczór! Niektórzy właśnie zaczynają zachwycać się Melody Gardot. Np. mój kot i ja… Pozdrawiam polecających i słuchających.

  21. Myślę, że na pewno się przyda. A w dodatku to jest tak ładnie napisane! – a więc zatwierdzam wpis, niech wszyscy czytają.
    Dziękuję Ci za zgodę!

  22. Już przeczytałam. I żałuję, że to tylko dla mnie. Jak myślisz, Kasztanowłosa, czy mogłabym pokazać wszystkim Twoją ujmującą opowieść? Myślę, że nauczyciele tu obecni przeczytaliby ją z zainteresowaniem i może by korzyść z tego była?

    Czy się zgodzisz?
    Zrobię, jak zechcesz.

  23. Nutrio, dziękuję za miłe słowa.
    Kasztanowłosa, dziękuję za dłuuugą wiadomość prywatną- zaraz będę ją czytać.

  24. Zgredziku (wiad.pryw.), ja to wiem od dawna. To dlatego nie angażuję się w spory. Unikam też polityki i zbiorowych poglądów.

    Kluczyk?- tak z Bambolandii.

  25. Pani Małgosiu, obraz jest… obraz jest… no, po prostu brak mi słów. Z początku myślałam, że jest on pędzla jakiegoś znanego artysty, a kiedy dowiedziałam się, ze to Pani go namalowała… Mój podziw nie ma granic!
    Co dziwne, ja, w przeciwieństwie do Mamy Kniżki, jakoś od razu zwróciłam uwagę na te dwie postaci. Zastanawiałam się, co tam robią. Byłam pewna, ze to dwaj mężczyźni – jeden młodszy, chłopiec jeszcze – z psem – mam rację? – i że nie są bez znaczenia. Może kogoś szukają, a może to oni zagubili się w tej mgle? Ale niewątpliwie łączy ich jakaś więź. Nierozerwalna.
    Ach, á propos kryminałów, nie uwierzy Pani, co udało mi się wreszcie zdobyć! ,,Morderstwo w Orient Expresie” Agathy Cristie!!! Podobnie jak w przypadku Molika, za sprawą nieocenionej Polonistki. Nie dzielę się na razie wrażeniami, bo wyżej wspomniany jest jeszcze przed lekturą. Powiem tylko, że połknęłam ją w jeden dzień i jestem zachwycona. Chcę więcej!!!

  26. Wiadomość prywatna
    Dzień dobry, Pani Małgorzato,
    dawno mnie tu nie było, lecz podczytuję prawie codziennie (najczęściej w pociągu).
    Chciałam Pani napisać, że tacy nauczyciele jak pański wychowawca (prof. Latawiec – dobrze pamiętam?) cały czas istnieją.
    Odwiedziłam dzisiaj moja byłą panią wychowawczynię i zarazem NasząPaniąPolonistkę. (Muszę Pani przyznać, że pisanie SMS z nauczycielką jest bardzo ciekawym uczuciem, ale to jedyny sposób, by się jakoś skontaktować).
    Okazuję się, że nie jestem jedyną osoba, która do Pani przychodzi. Większość osób z naszej starej klasy przychodzi i rozmawia na ważne tematy. Niektórzy chwalą się znalezieniem drugiej połówki, inni mówią o swoich problemach w szkole lub wręcz przeciwnie chwalą się sukcesami. I każdy mówi, że drugiej takiej nauczycielki nie ma. I wychowawczyni też. To była nasza prawdziwa szkolna mama, która nas znała i rozumiała. I każdemu pomogła. Opowiada nam też o nas i o tym jak postrzega nasze zmiany. Nie ma osoby, która by się w jakiś bardzo istotny sposób nie zmieniła – każdy z nas nauczył się czegoś ważnego lub otrzymał prawdziwą lekcję życia: jedni (w tym ja) otworzyli się na ludzi i z najbardziej nieśmiałych osób w klasie w nowej szkole zmienili się na inicjatorów wielu akcji i pomysłów, ci najbardziej nieposłuszni zrobili się spokojniejsi i bardziej pokorni. Jeden z moich kolegów, bardzo niepozorny, wygrał konkurs na esej po angielsku i ma szansę polecieć do Ameryki w nagrodę. Jestem z niego bardzo dumna i moja wychowawczyni również, ponieważ zawsze był zamknięty w sobie, a teraz bardzo się rozwija. Niektórzy też, niestety, zostali oszukani lub zdradzeni przez przyjaciela, ale nasza nauczycielka potrafiła nam pomóc odnaleźć wiarę w ludzi. Opowiadała nam, że sama to przeżyła i wie jaki to ma wpływ na człowieka, szczególnie w czasie jego wiary w ludzkość i nadziei na przyszłość. Z kolei osoby, które nigdy nie były z polskiego zbyt dobre (pani była bardzo wymagająca) nagle są najlepsi w klasie i bardzo aktywni na zajęciach. Każdy się zmienił ,wydoroślał, zmądrzał… Czy to nie cudowne, że przyszliśmy do tej szkoły nie wiedząc co nas czeka, a wyszliśmy z niej jako całkowicie inni ludzie, którzy chociaż tak różni są połączeni doświadczeniem przebywania z tak wspaniałą Osobą?
    Już podczas zakończenie roku szkolnego pani zachęcała nas żebyśmy do niej przychodzili i opowiadali co u nas bo ona za nami też bardzo tęskni (po zakończeniu roku szkolnego siedzieliśmy w szkole do 2 w nocy i cały czas rozmawialiśmy, wspominaliśmy i żegnaliśmy się z każdym z osobna, mówiąc im rzeczy, które były bardzo wielkim wsparciem, a także przepraszaliśmy się za wszystko, co było złe).
    Bardzo się cieszę, że istnieją jeszcze tacy nauczyciele, do których można przyjść z każdym problemem, i który wysłucha i szczerze doradzi. Ale jak wróciłam do domu, to uświadomiłam sobie, że w mojej nowej szkole nie ma takiego nauczyciela i, niestety, wiem to na pewno, bo takiego nauczyciela wyczuwa się od razu. Wtedy też od razu wiedziałam i się nie zawiodłam.
    Chciałabym, aby ta relacja się nie skończyła i żebym jeszcze przez długi czas mogła odwiedzać tę Wspaniałą Osobę.
    Właściwie, to nie wiem czemu Pani to piszę. Może dlatego, że jest dla mnie Pani kimś takim samym, tylko że na odległość i bardziej pośrednio. Ale zawdzięczam Pani tyle samo. I bardzo Pani za to wszystko dziękuję.

  27. O, to ja znów pozdrawiam Panią Polonistkę:). I dziękuję jej!
    Moliku, tak turkusowo to ja sobie kiedyś pomalowałam kuchnię, jeszcze w Poznaniu, przy ul. Słowackiego.
    Niczym potem się nie dało tego zamalować, zawsze siność wychodziła spod każdego koloru.
    Niezła nauczka.
    No i w „Ciotce” przekazałam Idusi swoje doświadczenie.

  28. Bardzo podoba mi się tytuł „Miedziany listek”. A ilustracje – jedna piękniejsza od drugiej! Lubię jesienne mgły.
    Nigdy nie zapomnę pewnej listopadowej wyprawy w Beskid Niski. Wracaliśmy do schroniska przez jakąś niewielką wioskę, robiło się coraz ciemniej, mgła gęstniała i nagle w oknie jednej z drewnianych chat zauważyliśmy zapaloną lampę naftową. To wrażenie tajemniczości, niesamowitości tkwi we mnie do dziś.

  29. A obraz.. Tajemniczy i niesamowity.:-)
    Również kocham mgłę.
    I również uważam, że przyrządzane na żywym ogniu jest lepsze.

  30. Dobrze, że nie na ,,niesłychanie, wprost nie do zniesienia turkusowo „;). Mam ,,Ciotkę Zgryzotkę”! Za sprawą niezastąpionej Polonistki!

  31. Fluid! Wczoraj byliśmy z rodziną w górach. Nasze obserwacje są identyczne – kiedy las otula mgła robi się tajemniczo i cicho.

  32. „Złota gwiazdka”, „Miedziany listek” – jak to cudnie brzmi! A jak cudnie wygląda ten obrazek! Lubię mgły, bardzo. Są takie tajemnicze. Lubię je pod jednym warunkiem – tylko wtedy, gdy nie są smogiem udającym mgły! Najpiękniejsze oczywiście na wsi i w górach, tuż o słonecznym poranku.
    (PS: Miałam pisać, fluid z Wannabe, alem dziś szczepionki nie dostała. Sama z siebie postanowiłam, bo pracując z dziećmi ciągle coś łapię, charczę, chrypię, jak to Celestyna napisała, ale… coś tu inaczej doradzacie. Jeszcze chyba przemyślę).

  33. A Pani Wydawczyni dzwoniła z wiadomością, że JUŻ JEST świeżutka, prosto z drukarni, „Złota gwiazdka” – i że ślicznie wyszła! Więc się obie z Adminką cieszymy!

  34. Na jaki kolor? Ach, jeden pokój żółciutki, drugi wyszukany jasnozielony, kuchnia ciemnożółta. Sama Adminka maluje, z rozmachem, zuch kobita!

  35. Tak mnie ten ksiezyc na akwareli zahipnotyzowal, ze dopiero wpis o pomaranczowym swiatelku kazal wytezyc wzrok. Nie-uroki korzystania ze smartfona.

  36. Wannabee, a moj dotyczyl jednego zdania z Twojego wpisu, nie na temat grypy:) Pisalam o tym do DUA w wiadomosci prywatnej, nie chcac robic forum. Na pewno wiesz o co chodzi, a uwagi krytyczne od specjalistow w tej dziedzinie sa dostepne, mozna bez wiekszego trudu znalezc. I juz sznuruje usteczka na ten temat.
    Pozdrawiam cieplo!

  37. Ci na obrazku byli na grzybach. Z pieskiem, Mamo Kniżki!
    A tam już mamusia czeka z kolacją.
    I szarlotką może.

    Ann (wiad.pryw.) – kwiaty i kot? – będę pamiętać.

  38. To chyba jest moje najulubieńsze uczucie- kiedy zziębnięta wracam do domu i widzę te rozświetlone okna i wiem, że czekają tam na mnie ludzie, których ja kocham i oni mnie kochają….a jak mają jeszcze do tego nastawioną wodę na herbatę….mmmmm…..

  39. Moi Drodzy
    Dziękuję za troskę. Jest to oczywiście zalecenie mojego lekarza-kardiologa, żeby szczepić się przeciw grypie i pneumokokom, ponieważ wszelkie powikłania groźnych chorób mogą być śmiertelne. Mój wpis dotyczył głównie tego, że dopiero dorastam do podjęcia się tego leczenia w oparciu o wiedzę autorytetów.

  40. Dzień dobry!
    Za oknem wciąż mgła, czas jakoś zwolnił, zaglądam tu po bardzo długiej nieobecności, z tu spogląda na mnie cudny księżyc. Tak się zapatrzyłam, że dopiero po długiej chwili dostrzegłam dwie miłe postacie z kotkiem (chyba?). Pani Małgorzato – ten obraz wręcz ukoił moje serce, bo bardzo nie lubię mgły. Najchętniej rozpięłabym go za oknem jako ekran przeciwmgielny :). I wiersz mnie ujął, aż zaczęłam szukać informacji o nieznanym mi autorze.

  41. O dzięki. kochany Starosto :)
    Czy ktos wie, co to są gimcrack frames, bo jakoś nie mogę się dorozumieć z wyjaśnień w necie?
    Wychodzi mi, że są to ramki marnej jakości, ale jakie?

  42. O, a Melody Gardot należała kiedyś do ulubionych piosenkarek Adminki. Merci, Sowo.
    Ale-Piemont, nie wiedziałam, że powstała nowa adaptacja „Białego kła”. Trzeba zobaczyć.

  43. Dzien dobry Wszystkim. Wczoraj, bylam wlasnie w kinie,ze starsza corka,na filmie „Bialy Kiel”.Bardzo nam sie podobal.Blanko,cudownie masz ,ze przeprowadzilas sie do domku z ogrodkiem.Jest to tez nasze marzenie….p.s
    Piekny obraz i wiersz,taki polski, nostalgia.

  44. Jeszcze jeden miły jazzik na dzień dobry:

    Over The Rainbow – Melody Gardot.

    Niektóre piosenki nie starzeją się nigdy, a w nowych aranżacjach nie tracą nic ze swego piękna.

  45. Oj, jaka cudna akwarela..i jakże dobrany wiersz. Balsam dla duszy, zaiste.
    Niedawno przeprowadziłam się do domu z ogródkiem. Spełniło się moje wielkie marzenie… i teraz co noc przed pójściem spać podziwiam sobie księżyc z okna facjatki, wczoraj tak cudnie oświetlał dach sąsiedniego domu. Myslami bylam z wszystkimi lunofilami z KG.
    Proza życia związana z przeprowadzką i urządzaniem domu powoli ustępuje miejsca poezji. Ciągnie mnie do malowania. Ten wpis idealnie wpasował się w moje bieżące nastroje.
    Gorąco pozdrawiam UA i księgowych!

  46. Wannabe, dostaję tu głosy pełne słusznej troski (Celestyna, mama Isi). Koniecznie skonsultuj ze swoim kardiologiem pomysł zaszczepienia się przeciwko czemukolwiek.

  47. Mamo Isi, pardon, wyłączyłam temat szczepionek (choć masz rację).
    W kwestii drugiej: sama stwierdziłam, że na żywym ogniu z płonących szczap wszystko gotuje się znacznie szybciej niż na gazie i rzeczywiście jest smaczniejsze. A ileż skojarzeń literackich! (Jack London, na przykład, i J.F. Cooper).

  48. Andreadoria, jestem uradowana. Ale jak to, „Kluczyk” w robocie? To ile ona ma już latek?
    Cudowne chwile przed Wami, aż zazdroszczę. Jak to będzie wspaniale – razem iść przez las książek!

  49. Dzień dobry!
    Wannabe i Celestyno, dziękuję za obszerne wpisy, lecz, wybaczcie, Wasze wiadomości zachowuję tylko dla siebie – szczepionki to temat-rzeka i nie bardzo widzę, jak kontrowersje na ich temat mogłyby mieć jakikolwiek związek z moją stroną autorską. Pozwolę sobie przypomnieć, że to nie jest ogólne forum, gdzie wszyscy spierają się o wszystko; tego właśnie chciałabym uniknąć, zniechęcona poziomem trwającej od lat kłótni na wszelkie możliwe tematy.

    Ściskam Was obie, rozumiejąc oczywiście Wasze racje i proszę o zrozumienie moich.

  50. Piękna akwarelka! A księżyc wczoraj świecił jak nie wiem co.
    Zimno i od paru dni palę w jotulowej kozie z okienkiem. Jakie dobre jest ciepło z piecyka. Zupełnie inne niż z kaloryferów.
    Ostatnio przeczytałam, że inny jest smak potraw gotowanych na prawdziwym ogniu. Zdecydowanie lepszy niż na elektrycznej fajerce, czy za przeproszeniem, w kuchence mikrofalowej.

  51. Najmilej to jest mi teraz, kiedy wreszcie śpi. Ogólnie jednak jest mi coraz milej i milej, im bardziej mogę się z moją córcią dogadać w języku, że tak powiem. Jednak ten czas, kiedy bardzo trudno określić, o co maluszkowi chodzi, był dla mnie bardzo ciężki. Czy wie Pani, że każdy ptaszek dla niej to ptaszek Wicio? Nie, nie przeczytałam jej jeszcze „Kluczyka”, bo za długi, niecierpliwi się po krótkiej chwili, a jednak wraca do tej książki często, przynosi ją, twierdzi, że to jej kluczyk, ten narysowany na pierwszej stronie, omawiamy wątki, przeglądamy ilustracje. Uściskam ją od Pani z najwyższą przyjemnością :)

  52. Piekny nastroj, Pani Malgorzato.
    U nas dzisiaj gwaltowne ochlodzenie, wicher zimny mocno hula zamiatajac te dywany zlotych lisci. Po powrocie wieczorem do domu „z pola” mialam automatyczny odruch zapalenia swiecy. Kazda pora ma swoj czar.

  53. Wannabee, nie traktuj tego jak probe wplywania na Twoje decyzje, ale musze Ci cos powiedziec. Moj maz rokrocznie byl, moze nie zmuszany, ale naklaniany do szczepienia przeciw grypie. A i tak zawsze „chyrlal”, kaszlal i zapadal na gardlo, on najbardziej z naszej rodzinki (nie szczepionej). W zeszlym roku zrezygnowal ze szczepienia i przezyl cala zime zdrow jak kon. Tak, ze mam mieszane uczucia. No chyba ze przymus, bo sie pracuje w jakims duzym ludzkim zbiorowisku i sa wytyczne.

  54. I jeszcze jeden króciutki wiersz z rozdziału CHWILA:

    Walt Whitman

    WIEJSKI OBRAZ

    W szeroko otwartych wrotach cichej wiejskiej stodoły
    Słoneczne pastwisko z pasącym się bydłem i końmi,
    I perspektywa, i mgiełka, i rozpływający się w dali horyzont.

  55. A jeszcze do Agi: Miłosz, układając tę antologię wierszy (przez siebie tłumaczonych), utwór Keitha Wilsona zamieścił w rozdziale CHWILA. (Tytuły rozdziałów: Epifania, O przyrodzie, Kłopoty z opisem rzeczy, O miejscach, Chwila, Ludzie wśród ludzi, Skóra kobiety, Sytuacje, Oderwanie, Historia).
    I tak tłumaczy na wstępie rozdziału:

    ” Są wiersze, które próbują uchwycić jedną chwilę, niejako obrysować ją i utrwalić, czyli zatrzymać film czasu, żeby przyglądnąć się jednej z jego klatek. Wpływ filmu na poezję – i tam, gdzie opisuje przestrzeń i czas, i tam, gdzie zajmuje się czasem – jest na pewno znaczny. Zważmy, że klatka filmu jest kawałkiem przestrzenioczasu, to znaczy chwila nie jest abstrakcją, ale jest wypełniona tym, co widzi oko. Co znajduje potwierdzenie w słynnym fragmencie ‚Wyznań’ świętego Augustyna:

    ‚Czymże więc jest czas? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeżeli chcę to wytłumaczyć komuś, kto o to pyta, już nie wiem. A jednak twierdzę stanowczo, że gdyby nic nie mijało, nie byłoby czasu przeszłego, a gdyby niczego nie było nie byłoby czasu teraźniejszego’.

    Inaczej mówiąc, czas nie istnieje jako żywioł rozciągający się linearnie, ale zawsze istnieje tak jak w klatce filmowej, czyli w wycinku przestrzeni.”

  56. O, miło w domku, Ago, miło, to prawda. Mamy dziś tu zimny wieczór, księżyc jasno świeci mi w okno.

    Andreadoria, a Tobie jest jeszcze milej, prawda? Mały łobuz już taki duży, że bryka po nocy? Proszę go ode mnie uściskać!

  57. Piękny, klimatyczny wiersz.
    W sam raz na mgliste wieczory i poranki, a takich ci teraz dostatek będzie.
    I dobrze.
    Będziemy znowu tęsknić za słońcem i latem, a teraz cieszmy się mgłą, deszczem i wiatrem. Bo czy nie miło jest wrócić do ciepłego domku, gdy na dworze zimno?
    Dziękuję Autorce za piękny obraz i współgrający z nim wiersz.

  58. Zapomniałam dopisać: o tak, pasuje! Polana jest mroczna, ale w domu wino i śmiech!! Dowodem ciepły pomarańcz wydobywający się z okna!!

  59. O, udało mi się uchwycić ten moment, kiedy jeszcze mało komentarzy, czyli pewnie wpis został opublikowany niedawno. A Pani udało się uchwycić ten księżyc zmieniony w platynę. Piękny obraz, piękny wiersz – w sam raz na chwilę wytchnienia przed dość męczącym usypianiem pewnego małego łobuza, któremu płomień pali się w oczach i w głowie do późnych godzin nocnych. Z lunofilskim pozdrowieniem, A.

  60. Obrazek namalował mi się najpierw, a potem przypomniałam sobie ten wiersz. Pasuje, no nie?

    Mam nadzieję, Wannabe, że iskrzysz nadal;).

  61. Wieczór z przytupem! Najpierw koncercik fortepianowy w auli, a teraz malunek lunofilski wraz z wierszem :) Mgła i chłodny spokój obrazu są mi chyba dość bliskie.

Dodaj komentarz