
(ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany listek” – mal. Małgorzata Musierowicz)
Kazimierz Wierzyński
WIÓRY
Wióry lecą po niebie, postrzępiona jesień,
Wino więdnie na drutach i powój zanika,
Po ukośnej łodydze jeszcze w górę pnie się
Czerniejącą patyną zegar słonecznika.
Rdzewieje połysk ziemi, pożółkniały klony,
Pająk zapadł w badyle i nitki rozkrzewia,
Jeden tylko się komin płomieni natchniony
Śród jedlin granatowych: złoty słup modrzewia.
Najtkliwsza zjawo leśna! Żal mi twego światła,
Żal iskier, co popiołem ci z włosów opadną!
Porywisty wiatr nagle warkocze pogmatwa,
W milczącą zimę razem pójdziemy, jak na dno.
Stanę wtedy przy tobie, rozsypię pospołu
Igły, którymi szyłem pajęcze bogactwo.
Patrzę na czarny zegar, czuję woń popiołu,
Wióry lecą po niebie: obłoki i ptactwo.
( z tomu „Róża wiatrów”, Nowy Jork, 1942)








O, jaki miły wpis!
Nawet nie wiedziałam, że to dziś taki światowy dzień! Dziękuję, Anno P. z wychowankami!
Mam nadzieję, że maksyma Gabrysi się sprawdza.
Ode mnie przyjmijcie po prostu serdeczne uściski!
Kochana Autorko! Dzisiaj, w Światowym Dniu Życzliwości i Pozdrowień, chciałabym wyrazić ogromną wdzięczność za wszystkie słowa bohaterów Pani wspaniałych książek, którymi żyjemy już od bardzo wielu lat. Wyjątkowo aktualna pozostaje w tym momencie refleksja Gabrysi Borejkówny: „Całe dobro- pomyślała- jakie nas otacza, to właśnie suma pojedynczych odpowiedzi na radosne sygnały dobrych ludzi. Ale te sygnały wysyła każdy z nas. Dobre sygnały. I złe. A im więcej wysyłamy tych dobrych, tym większe szanse, że ludzie odpowiedzą nam tym samym.” Przesyłamy gorące podziękowania i pozdrowienia.
Moliku, wszyscy świetnie Cię zrozumieli, jestem pewna.
Właśnie Nutria mi uświadomiła, że mój komentarz co do ,,Miłość – jest wcześniej niż Życie” brzmi, jakbym uważała poetkę za niedoświadczoną amatorkę. A chodziło mi raczej o to, ż ja jestem niedoświadczoną amatorką poezji. Przepraszam, jeśli kogoś wprowadziłam w błąd.
Och, ależ było dzisiaj mgliście! Przepięknie.
Gdy szłyśmy rano do szkoły, mgła była tak gęsta, że na odległość stu metrów (jak na moje, beznadziejne w szacowaniu odległości, oko) nie było widać praktycznie nic – tylko gęsta, mleczna kotara osłaniająca pojedynczych ludzi (czytaj: nas) od świata.
Przebijało się przez nią tylko jeszcze bielsze, jaśniutkie, idealnie okrągłe ciało niebieskie, które (niesłusznie) z Molikiem początkowo okrzyknęłyśmy księżycem, a które ostatecznie okazało się słońcem.
Psianko, raczej nie.
O, tak! Chętnie zobaczę zdjęcie Ateny!
Nota bene dzień u nas gorący i słoneczny. Wręcz letni. Ale odkryłam, że chcę już prawdziwej jesieni, idealnej na sweterki pod cienką kurteczką, złotej mimo swej chmurności. Na szczęście poranek podarował mi mgłę – jedno z najbardziej czarujących zjawisk pogodowych. Świat wyglądał jak Magiczna Kraina. Aż się zachwyciłam.
,,Nad przestrzenią leniwych łąk
blaskiem słońca nawleczone obłoki
Niżej pagóry kąpią się we mgle…”
Ktoś wie, z czego to cytat?
Chesterko, czy ten film o Astrid nadaje się dla 13-latki ?
Ja też uwielbiam jesień ale w tym roku u nas drzewa jeszcze w większości zielone. Dopiero niedawno pojawiły się pierwsze kolory. Ale mogę na razie cieszyć się pięknymi obrazkami DUA …
Za to niebo od dwóch dni gwiaździste przewspaniale i mgła rano cudna. Co prawda troszkę mi przesycha sałata ale jednak wolę taką pogodę od pluchy jesiennej.
Moliku, to naprawdę bardzo miłe.:)
Nicos, witamy Cię po długiej nieobecności, radosna istoto! Przyjemnie, że wpadłaś.
A Atena rzeczywiście znów przysłała piękne zdjęcie z Savannah, chyba zaraz je pokażę, bo znów się zrobiła długaśna lista komentarzy.
Dzień dobry! Zapowiada się kolejny piękny, słoneczny poranek. Idealny na pośpieszny spacerek do szkoły. ,,Natka, spóźnimy się!” Ale jakoś codziennie znajduję czas na wejście na Wyspę. Od razu chce się żyć!
Zawsze ten Wierzyński człowieka wzruszy.
Niesamowite.
Człowiek ten, czyli ja, nie może się wtedy oprzeć i czegoś napisać. Człowiek się wstydzi, bo ma tendencje do nagłego znikania na całe lata. Pocieszające jest to, że w zgiełku życia tu na stronie prawie nic się nie zmienia.
Wierzyński dalej pisze o liściach i drzewach ubierając jesień w słowa piękniejsze od wiosny, Atena wysyła zdjęcia z Ameryki a MM dzielnie dalej pracuje, publikuje, maluje…
Wysyłam wam wszystkim ciepłe uściski i dobre myśli !!!
Dziękuję za wiersz :))))
Bożenko (wiad.pryw.)- ależ, ależ.
A dystans tak, zawsze wskazany.:)
Iskro, dziękujemy.
Przydałoby się jednak ogrodom parę dni deszczu. Rzęsistego!
Nutrio, Galeria Lunofila stale tu jest obecna i wciąż się wzbogaca o nowe dzieła sztuki. Zapraszam do oglądania poprzednich wpisów, pełno w nich księżyca.
Nie nadążam za Wami. Jesień jest tak pracowita i pełna wydarzeń, że tylko chłonę piękne obrazki i cudowne wiersze zamieszczane tutaj.
Tyle dobrych myśli wzbudzają.
Opowieść Cascioliny o głosie pochodzącym z serca- cudna. Oby również docierał do wielu serc.
Pogoda jest tak łaskawa, że żadne zgnilizny nie przeszkadzają cieszyć się zabarwionym jesienią światem.
Przesyłam Wam gorące pozdrowienia wraz z bukietem róż, nadal kwitnących w ogrodzie.
Dziękuję! Rzeczywiście, znalazłam go na tamtej stronie. Ale faktycznie długi. Będę musiała wygospodarować dla niego trochę czasu. Po pierwszym „zwróceniu się” najbardziej przemawia do mnie czwarta strofa… Czasami czuję to samo… Że chyba zbyt mało Go znam, że jest zbyt daleki i nieosiągalny… że wciąż za mało Go kocham…
Cascolino, ależ to piękne! Chyba tylko dziecko mogło na to wpaść!
Ach, ach, Galeria Lunofila? Brzmi wspaniale! Kiedy możemy się jej spodziewać?
Dodam jeszcze, że sama bardzo lubię Rachel Ruysch. Jej obrazy – tajemnicze, klimatyczne a jednak pełne skrytej w kwiatach kobiecości, polotu i wdzięku.
Piero Guccione… Z polskich stron piszących o nim znalazłam tylko Wikipedię, a muszę przyznać, że nie za bardzo jej ufam. Głównie włoskie i trochę angielskich. Ale zobaczyłam jego obrazy. Toż to nie tylko morze! Podobają mi się mimo wszystko.
A co do ,,Miłość – jest wcześniej niż Życie”. Genialny, moim skromnym zdaniem niedoświadczonej amatorki poezji. Tak krótki, a jednak zawiera się w nim całe sedno. I tłumaczenie świetne. Oczywiście.
Dzień dobry!
Nini, Starosto, no ale przyznacie, że w porównaniu z Ziemią …
Ależ oczywiście.
Zastanawiałam się kiedyś, czy da się namalować morze bez dodatkowych elementów tak, by nie było nudne. Widzę, że pan Guccione próbował. Ładne studium kolorów. Podobają mi się jego obrazy.
Czy będzie jeszcze kiedyś Galeria Lunofila?
Casciolino, jeszcze w sierpniu siadł mi komputer i odtąd nie mam dostępu do mojego starego adresu e -mailowego, więc albo dzwoń, albo napisz do Isi, kiedy u nas będziesz, proszę.
Rzeczywiście, Casciolino. Obejrzałam galerię Piero Guccione w sieci. Podoba mi się.
Odszedł dzisiaj do wieczności włoski malarz, Piero Guccione.
Dużo u niego morza, błękitu, księżyca, spokoju…
Nie, mały Polak tak odpowiedział :) Do soboty jestem z Mareczkiem w moim domu rodzinnym.
W Łodzi!
To Admineczka ma szanse zobaczyć, będzie jechała.
A ja może ruszę w daleką drogę do Apollo?
A może gdzieś w sieci będzie.
Grają w kinie Charlie, w Łodzi, Kochana Autorko. Zapraszamy :)
(Też już się zainteresowałam tym filmem)
Dobrego dnia dla Wszystkich!
Niestety, póki co w kinach. Dziś podobno w Kinie Apollo w Poznaniu. W Gdańsku, w Żaku do 11.10.18. Reżyser : Pernille Fisher Christensen.
Oj, gdzie by tu znaleźć ów film o Astrid, o którym z takim zachwytem wspomina Chesterka?
Zachwycająca!
Ten chłopiec był Włochem, czy tak?
Tym bardziej zrozumiałe.
Nini, powiem Ci, że też mnie to ubodło.
Zresztą, nie tylko to. W całym wierszu jest sporo kontrowersyjnych stwierdzeń. Lecz jest na swój sposób piękny.
Wczoraj miałam okazję opowiadać przedszkolakom o moim zawodzie. Zapytałam ich: jak myślicie, skąd się bierze głos?
Zgłosił się czteroletni chłopiec i powiedział z przekonaniem: z serca.
Czy to nie zachwycająca odpowiedź?
Nudny księżyc..?
Dobranoc!:)
Nutrio, cały ten długi (33 zwrotki) wiersz znajdziesz w sieci, w archiwum czasopisma dominikańskiego „W drodze”.- R 19, (1991), nr 10.
Wklep tylko w googla : „John Berryman, Jedenaście zwróceń się do Pana Boga” i już trafisz na bc.dominikanie.
Ja tu wkleję tylko to pierwsze z jedenastu „zwróceń się”.
John Berryman
JEDENAŚCIE ZWRÓCEŃ SIĘ DO PANA BOGA
I.
Władco i mistrzu piękna, cyzelatorze śnieżnych płatków,
niezrównany wymyślaczu rzeczy,
wyposażycielu Ziemi, tak przepysznej i innej niż nudny Księżyc,
dzięki Ci za to wszystko, za ten podarunek.
Ułożyłem modlitwę poranną do Ciebie:
Mieści się w niej z dużą dokładnością wszystko, co najistotniejsze.
„Bądź wola Twoja” – tak to się zaczyna.
Siedziałem nad tym, z przerwami, dwa dni. Nie żeby miało być gładkie.
Tyle razy przybywałeś mi na ratunek
w tych moich latach nie do przebycia, czasami nie do życia.
Moim genialnym przyjaciołom pozwoliłeś na samozagładę,
a ja wciąż tu jestem, mocno uszkodzony, ale na chodzie.
Niepoznawalny, tak jak o mnie nic nie wiedzą moje świnki morskie:
jakże bym mógł Cię „kochać”?
Nie, pozwalam sobie tylko na wdzięczność i podziw,
ale za to z pełną ufnością i absolutnie.
Nie mam pojęcia, czy czeka nas ponownie życie.
Nie wygląda to prawdopodobnie
tak z naukowego, jak z filozoficznego punktu widzenia,
ale jasne, że dla ciebie wszystko jest możliwe,
i wierzę tak niewzruszenie w to, że Piotr i Paweł widzieli oznaki Zmartwychwstania,
jak w to, że siedzę w tym oto granatowym fotelu.
Tyle że mógł to być przypadek specjalny
dla ustanowienia ich wiary, od której miało się zacząć.
Cokolwiek może się stać Twoim końcem, przyjmij mój podziw.
Obym mógł aż do śmierci stać wiecznie na baczność,
czekając na najmniejszą drobinę pouczenia czy oświecenia.
Czuję nawet pewność, że znów mi dopomożesz, Mistrzu wnikliwości i piękna.
(przekład: Stanisław Barańczak)
Tak, tak, październik, i to pełną parą!!! Wczoraj byliśmy w parku na spacerze, całą rodziną, cudownie było! Wszystko (łącznie ze ścieżkami) obsypane pięknymi, żółciutkimi liśćmi. Zebrałam sobie bukiet i teraz mi pachnie w pokoju.
Obrazek śliczny, jak zwykle. Piękny, zamglony odcień czerwieni. Misternie namalowane drzewo na pierwszym planie. Wspaniałe słońce. Mgła. Te rzeczy. Pani to ma talent!
Wiersz piękny. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się mieć taki… uroczysty charakter.
Ciekawa jestem, cóż to za nowa książka szanownej Adminki, ta czarodziejska i tajemnicza???
Ach, doprawdy, nawet Agathę Cristie można poczytać po angielsku! I Molik nic mi nie powiedział! No, ładne rzeczy!
O, za nami już ostatnie strofy ,,Pochwały drzew”! Czy mogę wobec tego nieśmiało poprosić o przytoczenie tu ,,Jedenastu zwróceń się do Pana Boga”? Były tu wspomniane jakiś czas temu, chyba przy okazji ulubionych wierszy, ale nigdzie nie mogę ich znaleźć…
Miałam spore zaległości. Ale już je nadrobiłam. Ach, jak tu miło!!!
Wracam właśnie z filmu MŁODOŚĆ ASTRID o autorce Pippi, oczywiście. Film jest przepiękny! Rzadko dziś można zobaczyć kino, które tak prawdziwie i poruszająco mówi o sercu kobiety. Mam nadzieję, jeszcze uda się Wam znaleźć go w kinach studyjnych. Konieczny ekwipunek – paczka chusteczek. Uwaga, film nie jest sentymentalny, a Alba August jako Astrid, zachwyca.
Dziękuję w imieniu Mamy i własnym, kochany Starosto. Z całego serca.
Przecudna ta japońska karta z rozkwitającym krzewem magnolii i ptaszkiem.
Brawo:)!
Och, bardzo jestem wszystkim wdzięczna za tak liczną i życzliwą odezwę!
Tak, pani Małgosiu, już się nie boję. Księgowy Plasterek przyrósł do serca :) – dziękuję!
Mamo Isi (wiad.pryw.) – najgorsze, że Miss Silver dzierga wciąż tak samo! Wiem, wiem, że to takie właśnie nudne i zawsze takie samo zajęcie, ale dla autorki wyzwaniem powinno być odmienianie go na wszelkie możliwe sposoby.
No, ale rozumiem z drugiej strony, że Patrycja Wentworth skupiała się przede wszystkim na intrydze i tu, przyznaję chętnie, wszystko wg reguł, nic się nie powtarza, akcja mknie żwawo, intryga wymyślna, niekiedy nawet dech w piersiach zaprze. Słowem, miły relaksik czytelniczy.
Pozdrawiam Mamę, niechże się dzielnie trzyma.
Myślę, że warto wziąć pod uwagę istniejące różnice kulinarne. Oczywiście, zdarzają się osoby bardzo ciekawe naszej kuchni, które z apetytem zjedzą bigos na śniadanie, ale jednak niektórym, co wrażliwszym żołądkowcom, nasze tłuste frykasy stają w gardle, a nawet powodują niestrawność. Dla Francuzów dobrze jest zaopatrzyć się na śniadanie w dżem, słodką babkę, ciastka, kakao, mleko i płatki śniadaniowe, a do picia przygotować wodę mineralną (niegazowaną) i sok pomarańczowy. Nie cały świat nałogowo pije herbatę. :)
Pamiętam też, że bardzo miłym zwyczajem było przygotowywanie drobnych „polskich” upominków dla naszych gospodarzy lub przyjeżdżających gości. Obcokrajowcy z reguły lubią polskie słodycze. Szczególnie pączki! A co poza tym? Uśmiech na twarzy i słownik na podorędziu.
Natalio, w czasach licealnych zdarzyło mi się wielokrotnie wziąć udział w takich wyjazdach (nie zawsze wymianach), do różnych krajów. Ponieważ mało kto z nas miał już wtedy Internet, te podróże były dla nas prawdziwym oknem na świat. Wtedy za granicę jeszcze nie jeździło się tak często jak dziś, dla wielu z nas była to pierwsza okazja zobaczenia zachodniego świata. Czekaliśmy na nie cały rok i do dziś te wyjazdy pozostają moimi najpiękniejszymi szkolnymi wspomnieniami. Oczywiście słabo znaliśmy języki – zaledwie podstawy niemieckiego i angielskiego, a bywało, że nasi gospodarze podobnie (zdarzały się też rodziny bez dzieci w naszym wieku), mimo to byliśmy tak ciekawi ich świata, a oni naszego, że stawaliśmy na głowie, by się porozumieć. Chłonęliśmy tamtejszy świat jak gąbki, a im więcej różnic dostrzegaliśmy, tym bardziej nas to bawiło (pamiętam, jak Belgowie z dumą postawili nam do obiadu majonez, myśląc, że w Polsce nawet nie słyszeliśmy o takim specjale). Myślę, że nasi zagraniczni goście przybywający do Polski z rewizytą czuli podobnie. Z kilkoma z tych rodzin przez wiele lat potem korespondowałam.
Natalio,
podzielam zdanie naszej DUA, że dziewczyna z Francji może się czuć dużo bardziej niepewnie niż Ty. Kulinarne nawyki Francuzów nieco odbiegają od naszych zwyczajów. Śniadania to rzeczywiście zwykle „tartine” (grzanka z chleba”) z dżemem, albo tylko z masłem, niejednokrotnie maczana w kawie lub czekoladzie (podawanej w miseczce czyli „bol”). W południe jedzą „dejeuner” inaczej lunch czyli pierwszy obiad; ok. 16.30. po szkole dzieci i młodzież szkolna dostają „gouter” czyli podwieczorek (bardzo często jest to kawałek bagietki przekrojony wzdłuż i posmarowany kremem czekoladowym albo posmarowany masłem i wypełniony szynką), a najważniejszym posiłkiem w rodzinach jest zwykle „diner” czyli wieczorny obiad (najczęściej na ciepło).
Piszę o tym wszystkim tak szczegółowo, bo łatwiej zrozumieć gościa z obcego kraju i jego niepokoje, gdy znamy różnice kulturowe. Mój pierwszy pobyt w rodzinie francuskiej wspominam bardzo dobrze, bo ludzie byli dla mnie przemili (miałam 17 lat), ale moje nawyki domowe przysparzały mi trochę kłopotów. Byłam głodna między „dejeuner” a „diner”, a nie miałam śmiałości prosić o coś dodatkowego do jedzenia między posiłkami. Gdy spytałam wieczorem, czy mogę się napić herbaty (lubię ją od najmłodszych lat), moi gospodarze zdziwili się, że chcę pić herbatę wieczorem, bo przecież „po tym napoju ma się trudności ze snem”. Ja uczyłam się od nich, a oni ode mnie.
Życzę otwartości i tolerancji w tej nowej znajomości i oby, jak w moim przypadku, Wasza znajomość przerodziła się w przyjaźń (moja przyjaźń z rodziną francuską trwa już 47 lat!). Nota bene, tamten mój pierwszy pobyt wśród Francuzów zaważył na moim wyborze studiów. Jestem romanistką i bardzo kocham kulturę francuską, a wpływ na to mieli na pewno ludzie, u których wtedy mieszkałam.
Bonne chance, Natalio!
Bożenko, Akunina uwielbiam(Fandorin!), ale tym razem czytam trylogię Leonida Józefowicza. Trzecia część, „Książę wiatru”, najlepsza.
Czytałam również” Antykwariusza” polecanego przez Alka, dobre ale jak dla mnie za brutalne.
Wracam do.pracy.
Aaa, bardzo mi miło, ale to Natura zadbała o zestaw barw.
Ojej, i znowu wyszlo, ze nie umiem przekazac mysli, albo jakies nieumiejetne skroty stosuje.
Jasne, Sowo, ze chodzi o przenoszenie, po to „nosidelko” ma uchwyty. Ale jesli ktos czesto nie przenosi tart (w mojej trzyosobowej rodzinie, tarta zawsze zostaje na drugi dzien) to moze taka torbe z powodzeniem stosowac jako pojemnik do przechowania stacjonarnego, podobnie jak te plastikowe pojemniki na ciasta z pokrywa z raczka.
Za czesto nie piknikujemy, ale poniewaz regularnie posyla sie dziecko do szkoly z tarta (sprzedaz wypiekow w celu dofinansowania wycieczki), bo najszybsza w wykonaniu i lubiana na slono i slodko, takie nosidelko zdecydowanie byloby przydatne. Corka nie lubi niesc przed soba „jakiejs, za przeproszeniem, reklamowki”.
Milego dnia wszystkim! U nas pazdziernik piekny. Tak sie zasugerowalam kolorami zachwycajacej akwarelki Pani Malgorzaty, ze zestawy ubraniowe zaczelam w takichze barwac ostatnio komponowac. Sila obrazu!
Bardzo ładnie Wiewiórka i Isia odpowiedziały Natalii.
Natalio, chyba już się nie boisz, co?
Ja dodam, że dziewczynka z Francji będzie bardziej niepewna i stremowana niż Ty – przecież to ona przyjeżdża na teren nieznany, do kraju, którego mowy nie zna w ogóle. Skieruj swoje myśli i uwagę na to, jak ona się czuje, zobaczysz, jak to Ci pomoże!
To jest zresztą moja stara i skuteczna rada na kłopotliwe okoliczności: zapomnieć o sobie.
Nasze Ego to sprawca większości kłopotów.
Dziękuję, Madziu, chyba zakupię i będę na nią kusząco patrzyła, a po maturze… Będzie co robić! :))
Dobry wieczór,
Natalio – brałam udział w takiej wymianie. Do mnie przyjechała francuska licealistka, a po jakimś czasie, gdy całą klasą jechaliśmy do Francji, do Calais, to ja mieszkałam u niej. A może było odwrotnie? Najpierw ja jechałam do niej? Przepraszam, niedokładnie pamiętam. Istotne w tym jest to, że wspominam ten czas bardzo miło, a zawsze należałam do osób raczej nieśmiałych. Też najpierw ze sobą korespondowałyśmy mailowo. Najtrudniejsze było nabranie swobody w mówieniu. W szkole bardzo dba się o poprawność. Tu trzeba było trochę mniej zwracać na to uwagę, a za to mówić i właśnie nie bać się tego, że robi się błędy. Bardzo pomocna jest ta druga osoba, która okazuje się życzliwa, bardzo stara się rozumieć i podpowiada, a nawet dyskretnie poprawia, ale wszystko z uśmiechem i w swobodnej, koleżeńskiej atmosferze. To jest świetne doświadczenie, że można się porozumieć z osobą mówiącą w innym języku i tylu ciekawych rzeczy się dowiedzieć! Z ciekawostek – pamiętam, jak byłam zaskoczona, gdy podano mi w jej domu herbatę z miseczki, zamiast z kubka. I gdy okazano zdziwienie, bo na pytanie, co zwykle jadam na śniadanie, odpowiedziałam, że kanapkę z serem i szynką (akurat takie wtedy jadałam), a oni mieli wszystko na słodko. Życzę Ci samych pięknych doświadczeń! Żebyś mogła ten czas naprawdę miło wspominać.
Natalio, gościliśmy taką panienkę u nas w domu, a potem jedna z wiewiórek mieszkała u niej we Francji. Było bardzo miło, nie denerwuj się, oni też chcą wypaść jak najlepiej. Zresztą szkoła z pewnością zapewni gościom zajęcie od rana do późnego popołudnia, tak że będziesz tylko musiała zadbać o ranki przed wyjściem i wieczory. Nasza panienka nie jadła prawie śniadań, a jeśli już, to wyłącznie na słodko. Kolacje za to owszem i chętnie. Z polskiej kuchni najbardziej smakowały jej placki ziemniaczane:) Tak samo jak jej kolegom i koleżankom. Na pewno się dogadacie!
O, o! Otóż to.
Przypomniało mi się „praktyczne nosidełko do igieł”.
:-)))))))
Ach, Natalio, niestety, moje wszechstronne doświadczenie nie obejmuje wymiany międzyszkolnej. W czasach, gdy chodziłam do szkoły, coś takiego w ogóle nie mogło mieć miejsca, a Zachód Europy nazywano zgniłym i chroniono nas przed nim najstaranniej. Dorosłych obywateli też, zresztą.
Generalnie rzecz biorąc, nie powinnaś mieć tremy przed zawieraniem nowych znajomości. Bądź przyjazna, gościnna i szczera, a wszystko ułoży się jak najlepiej.
Dzień dobry!
Jeśli chodzi o nosidełka do tart, bardzo fajnie się sprawdzają do noszenia np. sernika na zimno w tortownicy albo sałatki w okrągłym pojemniku z pokrywką. Mam dwa takie nosidełka – jedno wielokolorowe, drugie białe w niebieskie listki, z wyhaftowanym „buon appetito”, ślicznie uszyte przez moją włoską przyjaciółkę Silvanę, zawodową krawcową (lat obecnie 86). Dostałam je od niej ładnych parę lat temu. Nie tak dawno spotkałyśmy się u naszych wspólnych znajomych na obiedzie, na który Silvana przyniosła ciasto w plastikowym pojemniku pożyczonym od synowej. Przypomniałam jej o tych pięknych nosidełkach. A ona na to, że uszyła ich niezliczoną ilość, ale sama nie ma ani jednego, bo wszystkie rozdała. Jakie to znaczące, prawda? :-)
Dobry wieczór wszystkim!
Właśnie stoję w obliczu („Czy zakochanie ma oblicze? I czy można w nim stać?” :)) sytuacji nowej, z pewnością ciekawej, lecz również trochę dla mnie stresującej, i chciałabym skorzystać ze wszechstronnego doświadczenia DUA i Księgowych oraz poprosić o radę.
Otóż już we wtorek zaczyna się międzyszkolna wymiana, w której biorę udział, i przyjeżdża do mnie Francuzka, rok młodsza ode mnie (14 lat). Pisałam z nią już, dzięki dobrodziejstwom nowoczesnych technologii, jestem jednak trochę zestresowana.
Czy ktoś brał może udział w podobnej wymianie i chce podzielić się ze mną radą i doświadczeniem? Z góry bardzo dziękuję za wszelką pomoc.
PS Sowo P., bardzo dziękuję za przypomnienie świetnej sceny z Joanną Borejko w roli głównej oraz drugiej, z kolorami ziemi i „wizytowym” strojem Gabrysi :) Chyba przypomnę sobie niedługo „Kwiat kalafiora”.
Dziękuję, Aleksandro!
Wprowadźmy zatem tę elegancką modę na polskie ulice. :)
Patrycjo! Biografia jest bardzo szczegółowa, obszerna (prawie 2000 stron), skrupulatnie sporządzona. Autor snuje opowieść dwutorowo – są rozdziały poświęcone twórczości i karierze literackiej oraz takie, w których biograf skupia się na życiu prywatnym. (Oczywiście te dwie sfery wciąż się przenikają). Dużo cytatów – wiersze, eseje, listy, wywiady.
Czytam z zaciekawieniem – ale sporo o Herbercie wiedziałam już wcześniej, bo pisząc przed laty pracę magisterską o jego poezji, starałam się przeczytać wszystko, co się dało. To mi trochę ułatwia lekturę.
(Teraz zresztą pojawiło się kilka nowych książek, chętnie sięgnę np. po „Wierność. Wspomnienia o Zbigniewie Herbercie” – bardzo lubię literaturę wspomnieniową, bardziej chyba niż biografistykę).
Niemniej, uważam, że choć biograf jest drobiazgowy, to w sposób nienachalny, nie szuka na siłę sensacji. Oceniać jednak będę mogła dopiero po zakończeniu lektury, jeszcze kilkaset stron tomu drugiego przede mną. I sama nie wiem, co Ci poradzić – na pewno jeśli zdecydujesz się czytać, musisz zarezerwować sporo czasu. :)
Torba na tarty mnie zachwyciła, jak zresztą wszystko, co jest związane z francuską elegancją, którą staram się ( z mizernym skutkiem) naśladować. Bo przecież to bardzo eleganckie przemieszczać tartę w takiej torbie, a nie w jakichś, za przeproszeniem, reklamówkach. W związku z tym wpisuję taką torbę na swoją listę prezentową. Dodam, że w przeciwieństwie do Sowy, często jestem zmuszona przetransportować jakąś tartę, lub inne ciasto.
Madziu.Z bardzo się cieszę, że czekasz na Łaty:) Ciekawa jestem Twojego zdania. Dziękuję Ci za miłe słowa.
Buczyno, a cóż za urocza opowiastka!
Helenka dobrze się zapowiada.
Drzewa będą ją lubiły.
Dzień dobry!
Tak, tak, Bożenko, byłam bardzo dumna, kiedy się na to natknęłam. Pan Jan Gondowicz, autor tych wdzięcznych przypisów, erudyta i smakosz literatury, pamiętał!:)
Dopowiedzenia owe to dzieło samo w sobie, niosą mnóstwo informacji i uciechy.
Madziu Z., jeśli mogę, jak oceniasz (tę wydaną w bieżącym roku, prawda?) biografię Herberta? Już od czasów przedwakacyjnych intensywnie zastanawiam się nad kupnem i nie wiem, czy warto.
To ja dorzucę jeszcze taki ładny obrazek z naszego spaceru z Helenką na kopiec. Szliśmy przez las i Helenka (3,5 roku) dotykała co jakiś czas mech, pień leżący na ziemi czy rosnące drzewo i pytała mnie „mamusiu, co to za dzewo?”. Głaskała gałązki modrzewia mówiąc, że są mięciutkie jak kotek, sprawdzała czym się różni w dotyku kora buka i brzozy :) Pierwszy raz widziałam u Helenki takie zainteresowanie, bardzo to było miłe towarzyszyć jej w takich odkryciach
Miłej urodzinowej lektury, Sowo. Chociaż z Akuninem nigdy nic nie wiadomo.
W Dopowiedzeniach do „Ex librisu” Anne Fadiman jest wspomniany polski przekład Beatrix Potter – Małgorzaty Musierowicz :)
Tak, Kasztanowłosa, stamtąd właśnie. :)
Magdo Z, czy to z „Ani..”? (Chodzi mi o ten cytat: „Jakże się cieszę, że żyję na świecie, gdzie istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby po wrześniu zaraz następował listopad!”)
O, tę książkę Highta warto by mieć, Sowo.
Ładny trop, dziękuję.
Na zdjęciach haftów Chloe Giordano widać nie tylko stylowe akcesoria, są też (zwykle w tle) książki. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała dojrzeć, co też czyta taka artystyczna dusza. Zauważyłam sporo klasyki, ale również interesujące książki przyrodnicze. Na przykład, „Britain’s Tree Story. The history and legends of Britain’s Tree” Juliana Highta, wydaną przez National Trust, czyli tę samą organizację, której Beatrix Potter podarowała swoje włości. Ciekawie piszą o tej książce na stronie wydawnictwa. Zaraz musiałam spojrzeć, co też ciekawego jeszcze ma w ofercie National Trust. A tam, w ich księgarni, same interesujące rzeczy: o brytyjskiej przyrodzie, zabytkach, gastronomii (w tym smakowita książka kucharska z wątkami literackimi) oraz różne książki o Beatrix Potter. Dwie wydały mi się bardzo ciekawe: biografia pióra Sarah Gristwood i druga – „The Art of Beatrix Potter”, będąca albumem jej szkiców, rysunków i akwareli. Z ciężkim westchnieniem zamknęłam stronę, pocieszając się marnie myślą, że wszystkiego mieć i tak nie mogę.
Bardzo dobry wybór, Bożenko.
Dziękuję.
Sowo, te rozwiązania lokalizowały się w newralgicznych punktach: w miejscach wszycia rękawów. Ratowałam się, wstawiając fantazyjne łatki.
Winnam była napisać, że to dowód miłości OBU STRON :)
I piękny fluid, bo myślałam o – miłości. I Państwu Musierowiczach :) Przeczytałam właśnie rozmowy DUA i Księgowych na temat ukochanych wierszy. Chyba tyle ukochanych wierszy, ile ukochanych chwil. Tyle ulubionych, ilu Mistrzów. Ale kiedy zadałam sobie pytanie: czy gdyby mi pozwolono pozostawić w swej pamięci tylko jeden, jedyny wiersz, czy umiałabym wybrać? Tak. Emily Dickinson, w genialnym tłumaczeniu Poety. Uniwersum w ledwie czterech wersach. Wiersz, dedykowany tu niegdyś urodzinowo Panu Musierowiczowi. Jeśli DUA pozwoli, powtórzę:
Emily Dickinson
Miłość – jest wcześniej niż Życie
Miłość – jest wcześniej niż Życie –
Trwa dłużej niż Śmierć – jest Stworzenia
Pierwszym Aktem – głównym Aktorem
Na scenie, jaką jest Ziemia –
Tłum. Stanisław Barańczak
Sowo, z przyjemnością ją dla Ciebie uszyję :)
Dostałam Akunina na urodziny.
Bożenko, bo igielnik to jeden z tych przedmiotów, bez których można by się obyć, a jednak miło je mieć.
Zaintrygowały mnie te fantastyczne rozwiązania w koszuli.
Prawdziwa, życiowa.
Oto dowód miłości! Ależ urocza historia :)
Bożenko, dziękuję za miłe słowa.
Igielnik – serduszko z czerwonej szmatki wykonywałyśmy, pamiętam, na zajęciach praktycznych w szkole. Moje serduszko było ohydne, uszyte krzywymi ściegami, z których bokiem wyłaziła wata. Porażka nie pierwsza i nie ostatnia w tej materii. Nie to, żebym się zrażała. Panu M., narzeczonemu, uszyłam kiedyś – i to na maszynie – oryginalną koszulę sportową z malinowego flauszu. Była nieco krzywa i pełna fantastycznych rozwiązań. Obdarowany nosił ją wiernie i ja to bardzo doceniałam. To było autentyczne poświęcenie.
Sowo P., Babcia moja, która w zamierzchłych czasach uczyła mnie haftu, miała kilka igielników. Dla mnie uszyła (i ozdobiła haftem, a jakże) igielnik-serduszko.
Piętaszku, i ja często słucham „Jesiennej zadumy” Harasymowicza w interpretacji Elżbiety Adamiak.
Aniu.g, bardzom ciekawa, jakież to stylowe rosyjskie kryminały czytasz. Czy aby nie Borisa Akunina? Uwielbiam jego cykl o Fandorinie.
Długa była moja nieobecność, a tu tyle piękna przybyło.
Leśne obrazki śliczne. Ten pierwszy, rodzinny i pogodny, idealnie oddaje magiczny zawsze dla mnie moment przejścia z rozświetlonej przestrzeni w tajemny, wabiący mrok lasu. Drugi, migotliwy, pełen gasnącego żaru, rozsnuwa mrok już inny, pełen melancholii. To moje kolory, bo i ze mnie, jak z Sowy P., jesienna Waga.
Wierzyński – Mistrz, jak zawsze.
Celestyno, to nie pojemnik, to elegancka kopertowa torba, szyta z naturalnych materiałów. Na piknikowe wyprawy.
Dzień dobry wszystkim!
Dawno nic tutaj nie pisałam i mam Wam wiele rzeczy do opowiedzenia, ale teraz wpisuję się szybko, żeby odpowiedzieć Molowi.
Molu, strona jest darmowa, sama odkryłam ją niedawno, gdyż (za radą i dobrym przykładem Księgowych oraz DUA) chciałabym zacząć czytać książki po angielsku. I znalazłam tam i Anię, i Agathę Christie. Do tej pory nie udało mi się zacząć, gdyż w szkole prawdziwa „harówka”. Ale wszystko przede mną.
Teraz młodszy, sześcioletni brat wyciąga mnie na dwór, żeby zagrać z nim w piłkę. Kończę więc szybko, jesiennie i słonecznie pozdrawiając :).
Absolutnie nie, Moliku. To są zupełnie darmowe e-booki. Jest oczywiście możliwość przekazania darowizny, ale to jest dobrowolne. Możesz śmiało korzystać, bez obaw o konsekwencje finansowe. Za to z nadzieją na językowe.;)
Magdo Z., czy za tę stronę trzeba płacić?
Widze, ze w jezyku francuskim istnieja dwie nazwy dla tego sympatycznego wynalazku. Porte- tarte ( jak np. porte-monnaie czyli portfel lub porte- manteau czyli wieszak) albo sac a tarte.
Cha!cha! Sowo,, bardzo rozbawily mnie Francuzki regularnie noszace tarty w specjalnych torbach:) W wyobrazni zobaczylam mnostwo pan przemieszczajacych sie po miescie z tartami wlas