
(ilustracja do książki Emilii Kiereś – mal. Małgorzata Musierowicz)
Kazimierz Wierzyński
KANTATA O LASACH
Nie było nas, nie będzie nas,
A w lasach mnogi, przeogromny czas
Wciąż będzie szumiał w mrowistych listowiach,
Sprawy swoje rozważał,
Słowiczył, sępiał i sowiał
I brzuchaty od śmiechu się trząsł,
I zataczał się w prawo i lewo
Od wiatru, od śpiewu
Każdy dąb
Każdy grab,
Każdy wiąz.
Czerwone sarny przyjdą raniutko nad wodę,
W południe jastrząb uderzy w pułap, zawiśnie,
Polany, sienniki pachnące miętą i miodem,
I kwaśne usta, czereśnie dzikie i wiśnie,
I kora buków z pieszczotą kobiecej skóry,
I południce i czarownice,
I żar od dołu i z góry,
I paź królowej – cień,
Las cały w jeden się warkocz nad światem zaplecie,
Wszystko się puszczą miłosną rozpleni po świecie,
Miłością w drzewach, na trawie, na ziemi
Potoczy się wielki, gorący dzień.
Na drzewach, na trawie, na ziemi
Ustami stutysięcznemi.
Rękami w gałęziach wysokopiennych,
W ptakach zielonych, zwierzętach,
Na sarnich świętach,
Na mchach miękkosiewnych,
W snach nieodziewnych –
Nagi, szczęśliwy dzień.
Wielki śpiew
Na ziemi, w trawie, śród drzew
I szumy dumne, nadrozumne,
Dźwięki leśne, nadjęzyczne,
Sprawy liści niebotyczne,
Przeogromny, mnogi czas,
A w tym czasie – mrowiste listowia,
Wiatr się zatrząsł ze śmiechu i powiał,
Spadła bukiew i spadły żołędzie,
Złotym grochem o grunt zadzwoniło,
Jak wtedy gdy nas tu nie będzie,
Jak wtedy gdy nas tu nie było.
(z tomu Tkanka ziemi, Instytut Literacki, Paryż 1960)








Ta rodzinka na ilustracji to chyba Ignacy Grzegorz, Agnieszka i Nora Róża?
Nawet podobni.
O, bardzo mi miło i ogromnie się cieszę!
Lubię umilać życie.:)
Pani ilustracje są niesamowite. Uwielbiam je i już się doczekać nie mogę co też Pani nam da w „Chucherku”.
Ja właśnie mam w planach odświeżyć sobie całą serię „Jeżycjady” i powrócić do moich ulubionych bohaterów.
W końcu przyszła jesień i trzeba sobie jakoś umilać czas w te ponure jesienne dni i wieczory. A nie ma nic lepszego niż spędzać czas z Pani książkami.
Crispin kończy „The Moving Toyshop” cytatem z The Rape of the Lock (Pukiel Belindzie ustrzyżony i porwany, 1712), poematu heroikomicznego Pope’a:
With varying vanities, from every part, They shift the moving toyshop of their heart.
/Wabione zmiennymi marnościami, pociągają za sznurki ruchomych zabawek w sklepiku swojego serca./
Oj, ten alt musiał mu nieźle dokuczyć, że utwierdził się w tak marnym zdaniu o płci pięknej.
Chyba nabędę jeszcze kilka jego książek.;)
A może może? Tylko nie dla naszych uszu to opowieść?
Może za sto lat będziemy w stanie porozumieć się z delfinami, a za kolejnych sto czy dwieście ktoś usłyszy korę?
Eh, w książkach Adminki ta sosna na pewno wiele by opowiedziała…:)
I nic nie może opowiedzieć.
Może widziała prawdziwą Świteziankę… :)
Albo: kto jej się przyglądał…
O jak pięknie! Ciekawe, ile ta sosna widziała cudowności…
Drzewa – lubię wszystkie. A niektóre za ich melodyjne nazwy: limba, cedry Libanu, miłorząb, tulipanowiec. Te dwa ostatnie mają też pięknie skrojone liście.
To ja poproszę o zdjęcie, Ateno.
Dodam mimochodem (w kierunku miłej Puchałki, no i Ateny!), że przywieziono mi kiedyś kawałek kory ze starej sosny, rosnącej nad jeziorem Świteź. Było to przed laty, a ja wciąż go przechowuję w szufladce. Miły jest.
Ja tez lubie brzozy (mam w domu kawalek znalezionej w lesie kory) i deby i chyba wszystkie drzewa. Zawsze sie do nich tule.
Mam takie jedno ulubione drzewo i dzisiaj je zobacze i sfotografuje.
Mecz oglądałam- spłakałam się na koniec- zawsze mnie wzrusza taka radość i duma sportowców po wspaniale wykonanym zadaniu.
Drzewem moim ulubionym jest brzoza, nawet nie umiem tego wyjaśnić, jako pierwsze przyszło mi do głowy.
Wiersza ulubionego nazwać nie umiem, ale ostatnio (z racji wykonywanego zawodu) musiałam wrócić do „Stepów akermańskich” i zachwyciłam się znowu…. Mickiewicz mnie niezmiennie zachwyca
Potwierdzam! Przecudowni!
I dzieńdoberek.
Cieszę się bardzo bardzo!!!! Wspaniali są ci nasi Siatkarze! :)
Nini też się cieszy! Dobrze, że wczoraj nie zeszła na zawał, bo koncertowo to jednak eufemizm.. Emocjonująco było!
Anette się teraz cieszy. Prawda?
Mistrzowie świata!
Brzoza i jabłoń.
Dziękuję bardzo za kolejne strofy!
Mamo Isi, podobno prawdziwe alty rzadko się trafiają, większość chórzystek śpiewających tym głosem to raczej mezzosoprany, więc nie czuj się osamotniona, a tym bardziej stłamszona :)
1. Lipy
2. Brzozy i wierzby
3. Jabłonie
Tak, Starosto kochany, zapewne jeszcze chwila i będziemy mogli na podstawie różnych wzmianek w różnych jego książkach stworzyć portret psychologiczny tej istoty, która tak Crispinowi zalazła za skórę;)
Ach, Casciolino, wydawało mi się, żem tu przeczytała, żeś Ty altem! A to dopiero! W takim razie pozostaję w swym stłamszeniu osamotniona;)
„Moim” drzewem jest niemal stuletni dąb, który rośnie przed moimi oknami na skwerku. Codziennie go mijam, obserwuję jak zmienia się wraz z porami roku – zielonymi listeczkami zwiastuje wiosnę, w lecie daje orzeźwiający cień, obecnie zaczyna powoli żółknąć i zrzuca żołędzie, a w zimie zatrzymuje na gałęziach i najdrobniejszych gałązkach śnieżne pierzynki.
Anette, ja nie oglądam, ale bardzo się cieszę i kibicuję.
Zuziu, musisz sama posadzić choć jedno drzewo i potem tylko czekać. Ja już doczekałam się wielkiej lipy i złotego klonu i czerwonego też.
(Daglezję posadziłam przed domem w roku 2000 i teraz jest wyższa niż dom)
To mi pozwala sądzić, że moje życie jest pełne.
Aaa, bratnia duszo! Lipy i sosny. I buki.
I wszystkie inne, oczywiście.
Dzień dobry promienne!
Jak cudownie czytać pochwalne strofy na temat lipy w momencie, gdy zatapia się człowiek w jej szumie, w starości rudej. Bardzo do mnie trafiło określenie „miodne drzewo genealogiczne”. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, co zazwyczaj mamy na myśli, mówiąc „drzewo genealogiczne”
A więc Wasze ulubione drzewo? Domyślam się, że może być równie trudno jak z wierszem i książką. Słowo „ulubiony” nie zna litości.
U mnie to chyba będzie lipa właśnie. Trudno nie pokochać, gdy ma się taką od urodzenia pod oknem. W pewnym momencie staje się niezbędna, aby funkcjonować, świadek wszystkich naszych działań, strudzona staruszka o czterech konarach. A do tego sosny. Podobnie jak Ania Shirley uważam, że drzewa te nie zdradziłyby żadnego wyjawionego im sekretu. Budzą zaufanie. Gdy za dużo mam w głowie myśli, to właśnie do sosnowego lasku udaję.
Ha, Mamo Isi, Casciolina w tej sytuacji cieszy się, że jest mezzosopranem! :D
Całkowicie zmienię temat: czy ktoś z Księgowych ogląda Mistrzostwa Świata w piłce siatkowej? Bo nasza reprezentacja gra dziś w finale o złoty medal!!! I broni w zasadzie tytułów Mistrzów Świata sprzed 4 lat! Przedwczoraj wspaniale wygrali z Włochami, wchodząc do półfinału, a wczoraj koncertowo wygrali z USA! Bardzo jestem z nich dumna! I trochę szkoda, że tak dużą wagę przywiązujemy do piłki nożnej, kiedy nasi siatkarze zdecydowanie bardziej zasługują na rozgłos i uznanie.
Musiała mu zajść za skórę jakaś śpiewaczka, zapewne alt.
Ach, ten Crispin! Podsumował alty temi słowy:
„Among the altos, hooting morosely like ships in a Chanel fog – which is the way of altos the world over – Cadogan caught sight of the girl they were seeking.”(The Moving Toyshop, p.73)
(Pomiędzy altami, które buczały posępnie jak statki we mgle w kanale La Manche – co jest zwyczajem altów, jak świat długi i szeroki – Cadogan dostrzegł poszukiwane dziewczę.)
Nawet jako alt parafialny czuję się tą oceną z lekka stłamszona, ale co dopiero czuje wspaniały alt operowy, czyli Casciolina!
Właśnie mi się przypomniało, że znów trzeba tu zaglądać bardziej regularnie :) I tu już trzeci wpis! Muszę nadrobić zaległości, a tymczasem życzę miłego niedzielnego popołudnia :)
O!!! Nowe strofy!!
Dziękuję!
Molik też z pewnością się ucieszy.
I małe wyjaśnienie dla Nutrii: Baublis był dębem. Oto, jak o nim pisał Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”:
„Drzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy,
Bym was oglądał znowu, przyjaciele starzy,
Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?
Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecię:
Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie,
Wiekami wydrążonym, jakby w dobrym domie,
Dwunastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?”
PS – Tadeusz Zieliński, filolog klasyczny, autor m.in. „Starożytności bajecznej”, wykładał na Uniwersytecie Warszawskim.
No, Aleksandro i Nutrio, uwaga! Jedziemy dalej z „Pochwałą drzew”:
A dęby! Bóstwa Litwy, cezary w Koronie!
Wejdź w gąszcz tych mitów leśnych! Ich święta potęga
Do naszych dni nad borem aureolą płonie,
A pogańskich pokładów korzeniem dosięga.
Baublisy biblii drzewnej! Dęby Mickiewicza!
Gloger znał z nich trzy godne „Pana Tadeusza”.
Jeden żył tuż koło nas, blisko Drohobycza…
Pomyślcie, jaka sława! I jak mnie to wzrusza!
Niekiedy roję śmiesznie – może to prognostyk,
Żem do drzew przystał, znalazł śród nich tyle treści…
Mój ludzki żar w tym związku podziemnym nie ostygł.
Gdy piszę, słucham z głębi, czym niebo szeleści.
Jaki wiatr mną porusza, czy dmie z bożej strony
I odblask jak mu podać w mych słowach łaciński,
Uczył mnie tego, szumiąc w rozmowie zielonej,
Mądry dąb naszych czasów, Tadeusz Zieliński.
Może być bardzo trudna, bo wielu przecież dzieł literatury angielskiej jeszcze nie znamy. Dobry przykład: „Lekka księżniczka” i inne książki MacDonalda.Jest ich wiele, powszechnie czytane, lubiane i cenione (m.in. przez Tolkiena), a my znamy zaledwie ułamek jego twórczości.
Gorzej, gdy rodzina nie chce lub umie. Na szczęście w tę grę można grać bez kart, przy użyciu jakiegokolwiek słownika: wyrazów obcych, technicznego, gwarowego. Zwykły języka polskiego też się nada.
Ciekawa jestem wrażeń z tej pierwszej gry, Ex Libris.
Zgredzie, ta gra po angielsku będzie miała dodatkowe stopnie trudności. A ja lubię, jak jest trudno!
Dziękuję. Tak, ten jest rzeczywiście piękny, także malarsko (ciekawe, u wielu poetów wrażliwość malarska łączy się z tą słowną).
Sama nie potrafię wybrać jednego wiersza, czy też jednej książki, dla mnie to nie jest łatwe zadanie. To się stale zmienia, codziennie. I dobrze!
Nutrio, ten Książę ma rogi.;)
Dawno nie pisałam. Nie udzielałam się. Ale gdzieś tam powyżej/poniżej padło hasło: ukochany wiersz. Ciężko wybrać, wiadomo. Nie ma jednego, jasne. Ale zawsze, gdy pomyśli się: ostatnia kolacja, ostatnie wspomnienie, ostatnia książka, ostatni wiersz; to wybrać nietrudno. Zawsze jest ten jeden. Dla mnie Baczyński.
„Kołysanka”
Nie bój się nocy – ona zamyka
drzewa lecące i ptasie tony,
w niedostrzegalnych, mrocznych muzykach,
w przestrzeni kute – złote demony,
które fosforem sypiąc wśród blasku
wznoszą się białe, modre, różowe,
wznoszą się w lejach żółtego piasku,
w chmurach rzeźbione unoszą głowy.
Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
krople kosmosu, tabuny zwierząt:
oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
uczujesz ptaki i ciche konie,
zrozumiesz kształty, które nie znane
przez ciebie idąc tobą się staną.
Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
ten strumień żywy przeobrażenia,
duchy świecące, zwierząt pochody,
które zaklinam kształtów imieniem.
Ułóż wezbrane oczy w kołysce,
ciało na skrzydłach jasnych demonów,
wtedy przepłyniesz we mnie jak listek
opadły w ciepły tygrysi pomruk.
21.XII 41 r.
Jedyny wiersz, który od lat znam na pamięć. Poza jakimś Jamesem Joysem w oryginale (młodzieńcze snobizmy). Gdybym miała recytować coś w chwili radości, trwogi, wzruszenia, ostateczności – to byłby właśnie K.K.B.
Dobrej nocy!
I would need a Polish version of the one.
Kochani Lunofile, czy u Was też jest dziś taki piękny księżyc? Bo u mnie… cudo!
Srebrzy się delikatnie na tle idealnie czarnego nieba, trochę koślawy, przechylony na lewy bok. Kontrast ten daje nadzwyczajny efekt. Wygląda to zupełnie tak, jakby jakiś niezwykły Książę spoczywał na ogromnym łożu zasłanym czarnym jedwabiem.
A przy okazji – dobranoc.:)
Będzie, będzie zabawa!!!
Powiadają, że flummoxed znaczy skołowany. Są takie słowa, które ludziom nie kojarzą się z niczym, a w tej grze trzeba sprytnie kojarzyć. I być przekonującym w swojej definicji.
Licentia poetica.:)
Ale za to tak ładnie wieczory rymują się z florą :)
Sowo, a ktoś próbował?
Prawda, Nini? Pszczółki chodzą spać z kurami, że tak powiem.
Mały lapsusik pana poety.
Oj, tak, lipa to jak potężny ul! Ale wieczorem to bardziej w stanie spoczynku..
Niebo pełne dziś brykających baranków. A jak się człowiek zacznie wpatrywać, to i szczęśliwego szczeniaczka zobaczy (czy szczeniaki naprawdę tak dużo szczekają?) i wieloryba i figlującą fokę.. nie mówiąc o niekrwiożerczej piranii.. pięknie jest!
Na pewno przekażę całuski i dziękuję bardzo. I za kolejne strofy też.
,,Pierwszy raz w naszej mowie pośpiewy rytmiczne
I polska zapachniała lipami poezja …” – pięknie powiedziane!
Kolejne zwrotki „Pochwały drzew” Wierzyńskiego – o lipie:
Jej kopuła, ten barok naszej wiejskiej flory,
Posłuchajcie, jak szumi! Umączony pyłem
Pszczelny rój ssący kwiaty, w lipcowe wieczory
Jak huczy w napowietrznem mrowisku zawiłem.
Ile w niej dostojeństwa, kto dumał w jej cieniu,
Jaka tradycja w rodzie i bogactwo czasu!
Dziś jeszcze lipom śni się król Jan we wspomnieniu,
Dwór szlachecki się marzy Jana z Czarnolasu.
Bo z ich liści powiały – ach, to nie herezja –
Pierwszy raz w naszej mowie pośpiewy rytmiczne
I polska zapachniała lipami poezja …
Święć się nam miodne drzewo genealogiczne.
Najlepsze życzenia dla malutkiej siostrzyczki M. !:)
I całusy.
O jejku! Dziękuję jeszcze DUA! Dzięki Wam pokocham Wierzyńskiego tak jak Staffa… Najpiękniejsze wiersz zawsze poznaję właśnie tu (albo w ,,Jeżycjadzie”, oczywiście).
A dzisiaj moja kochana malutka siostrzyczka M. kończy cztery latka! Jest już od tygodnia podekscytowana! <3 Nota bene ma tego samego dnia urodziny, co jej chrzestna.
Bardzo dziękuję i czekam na ciąg dalszy. Lipa szczególnie bliska poetom, na przykład ta „tak rozrośniona, że pod jej cieniami sto młodzieńców, sto panien szło w taniec parami”.
Dobrej nocy :)
Ciąg dalszy musi nastąpić. Zwrotki o lipie są przepiękne.
Kolejność prawidłowa, Aleksandro. Jedziemy dalej. Oto zwrotki 8, 9, 10 i 11 „Pochwały drzew” Wierzyńskiego:
Z ich wież i bram gotyckich iść było najlepiej
W barwiste światło nieba, tak jak wiodła droga,
Przy niej stał klon czerwony i z wrześniowej sepii
Bił po oczach żarliwym natchnieniem van Gogha.
I to mi już zostało. Dziś w przyrodę drzewną
Wchodzę jak między braci i siostry przyrodne,
Wiem, że do chóru ziemi przyjmą mię na pewno
I wyznaczając głosy, zaliczą mnie – w zgodne.
I tak mógłbym ten epos prowadzić bez końca,
W aromatach i barwach, od bieli do brązu,
Rozrastać się, jak puszcza, po strofach rosnąca
I rymy do nich wiązać, jak powój do wiązu.
Lecz wyjdźmy raczej z tłoku i spójrzmy na przykład
Na lipę, najzwyklejsze między nami cudo,
Z miejsca mógłbym wygłosić cały o niej wykład,
Od mięsistej zieleni aż po starość rudą.
Zgredzie, myślę, że świetnie dałbyś sobie radę w tej grze. Nie tak łatwo Cię skołować ;)
Ja też dziękuję, Zgredzie. Kopiuję sobie skrzętnie. Rozumiem, że to piąta, szósta i siódma strofa z dwudziestu trzech?
O, Chesterko, to się cieszę.:)
Przypisy też czytaj, bardzo dowcipne i uzupełniające.
Dziękuję, Zgredziku!!!!!!!!!!!!!!
Dziękuję! Bawię się setnie przy „Ex librisie” (co za kultura i finezyjny wręcz dowcip!), stąd to pytanie.
Poniekąd fluid lekarstwowy ze Zgredzikiem!
Flummoxed: the Foreign Language Bluffer’s Game.
Obiecująca!
To chyba jest karta poprzedzająca stronę tytułową książki. Kiedy miałam praktykę w drukarni, w Poznaniu, spotkałam się jednak z innym dla niej określeniem: „szmuctytuł”.
Mamy jednak polską nazwę: „strona przedtytułowa”. I tego się trzymajmy.
Zgredziku, bardzo dziękuję.:)
Flummoxed? Brzmi jakoś antybiotykowo.
A propos dziwnych nazw, co to jest szmucpagina?
Tak bywa tylko w Polsce, bo – pomyślcie – gdzież by
Drugą noc taką znaleźć świętego Wawrzyńca,
W której świat czarownicze odmieniają wierzby
I komety się sypią na środek gościńca.
Śród buków babiogórskich, w Niefcyrce zbutwiałej,
Ile razy mojemu przyjazne uczuciu
Liście niosły mnie w górę, na wskroś przeszumiały
I orzech do zadumy prosił na Pokuciu!
Jak wabiły mnie świerki, piękne zwłaszcza w zimie,
Gdy roją się pod śniegiem szczytami piramid,
Wtem dmuchnie wiatr – i nie wiesz, czy to lasy w dymie,
Czy pod włos podczesany iskrzy się aksamit.
Flummoxed – krople do nosa czwartej generacji.
Momencik.
Oxfordgames? Hmmm… Ciekawe. A to jest jakieś językowe?
Ja wiem, że to kłopotliwe, ale czy mogłabym prosić Zgreda lub DUA o jeszcze choć jedną strofkę ,,Pochwały drzew”?
Już szukam, Sowo luba.
Piętaszku, więcej nawet – bliźniaczkami.:o)
W te gry można też bawić się oczywiście bez kupowania kart. Tak też robiliśmy z Flummoxed – nasz wykładowca brał grubaśny słownik i wyciągał z niego co smakowitsze, a nie znane nam słowa, a my biedziliśmy się nad tworzeniem do nich definicji. Musiały przy tym wyglądać na słownikowe, a więc zaczynać się od sformułowań typu „rzeczownik rodzaju męskiego” etc.
Ja sobie ostrzę zęby na grę Fotosynteza. I Azul cały czas mocno polecam.
Niezastąpiona Sowo, dziękuję za wiad. pryw. i już wdrażam niezbędne czynności. Tak, Ex łibris, Anagram i Flummoxed. Bedzie wspaniała Gwiazdka!
A ciekawym wyjaśniam, że Sowa odkryła stronę oxfordgames, a w niej sklep. Mniam!
O, ja też to wiem – ale pomyślałam, że nie wszyscy Księgowi wiedzą.
Dzieńdoberek! Molik z pewnością orientuje się, iż nasza kochana Nutria uczęszcza do szkoły, ponieważ o ile dobrze pamiętam mieszkają w jednym domu i w dodatku są siostrami :))
O, dużo w tym racji.:)
Wspomnę jeszcze Tych Co Lata Szkolne Mają Dawno Za Sobą i z uśmiechem nostalgii czytają wpisy uczennic. Wszystko się zmienia, ale pozostaje niezmienne.
Tak, Molu Książkowy, Kasztanowłosa też. I Nutria.
I sporo innych osób spośród moich gości.
A mamy tu i nauczycielki!
Zgredziku (wiad.pryw.) – ha! Czas leci.
A, dziękujemy, dziękujemy.
Dzień doberek! Szkoła jest właściwie fajna – z Wami. A Kasztanowłosa też jeszcze chyba chodzi do szkoły?
Jest to wielce prawdopodobne, Moliku, lecz nie wiem na pewno.
Życzę mu tego, w każdym razie. Dziadek – to brzmi dumnie.
Dobrego dnia w szkole życzę Tobie i Zuzi, i wszystkim szkolnym ludkom.
O niech koniecznie Wójt napisze kolejną książkę! Muszę je kiedyś przeczytać koniecznie…
Co się zaś tyczy Alka – ma pani rację, pani Małgosiu, nie pomyślałam o tym. A Alek już naprawdę jest dziadkiem? O jejku!
Piszę dobrej nocki i idę się przygotowywać do szkoły, bo juro nie wstanę.
Ach ta Zuzia! Przeznaczenie – coś do czego jesteśmy przeznaczeni.
How revealing it is.
Ładnie powiedziałaś, Zuziu.
Molu Książkowy, Alek może sam Ci powie, co robi, jeśli się tu znów pojawi. Ja pozostanę dyskretna.
O! A to niespodzianka!
Ja również bardzo miło wspominam Alka, ale nie wiedziałam, że jest takim Poważnym Panem Naukowcem.;) Czym dokładnie się zajmuje?
Ależ, Molu Książkowy, wpisuję się! Systematycznie, chociaż w drugiej połowie września i w październiku zawsze rzadziej, bo to czas, kiedy mój grafik pęka w szwach. Ale i tak czasem coś pisnę.
A bardzo subtelnie (do innej walki zdolna nie jestem), nie mogłam się wbić, gdy pani mówiła o przeznaczeniu, w które wierzyli starożytni Grecy, a my wiemy dziś, że sami dezydujemy o swoim losie, dlatego podeszłam po lekcji i powiedziałam, że przecież każda decyzja, którą, owszem, podejmujemy sami, odziałuje na przyszłość i że czasem rzeczy, które wydają nam się złe i trudne, z perspektywy czasu okazują się potrzebne i układają się w coś przemyślanego, czego my nie ogarniemy naszym umysłem, więc może na tym polega przeznaczenie, niekoniecznie na fatum, które ciąży na nas. Pani się uśmiechnęła.
Ojeju, jak miło zajrzeć tutaj po długim, pracowitym dniu i przeczytać takie słowa. Dziękuję wszystkim za dobroć i docenienie mojej pracy. Aż zaczynam myśleć, że może jednak jeszcze coś napiszę :)
Jeśli tylko nie czytam wiadomości politycznych – to tak, bezpiecznie i ciepło.:)
No, ciekawa jestem, jak to nasza Zuzia walczyła.
Molu Książkowy, przychodzi się tu, kiedy się chce. Nie ma żadnego obowiązku obecności.
Alek na przykład jest poważnym naukowcem, kto wie, może już nawet dziadkiem został?
W takich przypadkach wszystko inne schodzi na dalszy plan.
Dobry wieczór! Przyszłam się tylko do Was uśmiechnąć i pochwalić, że zawalczyłam dziś w obronie naszego: „wszystko jest po coś” na polskim.
Czy kochani Księgowi i DUA też jesienią czują się tak bezpiecznie?
Och, nasza Wiewióreczka napisała książkę?! Pamiętam, jak lubiłam kiedyś czytać jej przemyślenia. Dlaczego właściwie nie wpisuje się już do Księgi Gości? I tak samo Alek i Paczka chusteczek? Alka lubiłam najbardziej…
Może i przygotuję, Sowo. A może nie. Moja babcia robi najwspanialsze torty na świecie. I później sama tworzy ozdoby z marcepanu i wielkie kwiaty z kolorowych mas, żeby nimi je dekorować. Wychodzą z tego takie cacka, jakich w życiu nie kupiłabym w najlepszej cukierni.
Dziękuję w imieniu Wójta, Gio, i oświadczam, że jestem tego samego zdania. Zuch Wiewiórka!
Mili Państwo, Asia wspomniała o „Lawendowej…”, więc chcę wtrącić coś, co niektórzy tutaj już wiedzą: „Łaty na fotelu” także warto przeczytać. To urocza książka, bardzo wciągająca, z różnymi ślicznymi szczególikami, z dużą dozą humoru i dobrej energii, no i ogólnie – z pozytywnym przekazem. Pięknie i z polotem napisała ją nasza Wiewióreczka. Mam nadzieję, że napisze następne. :-)
Dziękuję, kochani. Życzenia zdrowia mile widziane w każdych okolicznościach. Impreza była minęła kilka dni temu i tylko choróbsko nie chce sobie pójść. Molu, tort jest łatwy, poradziłabyś sobie z nim sama, ale uprzedzam, że jest czasochłonny.