O lasach

las_zielony1_maly

                                                         (ilustracja do książki Emilii Kiereś – mal. Małgorzata Musierowicz)

 

Kazimierz Wierzyński

KANTATA O LASACH

 

Nie było nas, nie będzie nas,

A w lasach mnogi, przeogromny czas

Wciąż będzie szumiał w mrowistych listowiach,

Sprawy swoje rozważał,

Słowiczył, sępiał i sowiał

I brzuchaty od śmiechu się trząsł,

I zataczał się w prawo i lewo

Od wiatru, od śpiewu

Każdy dąb

Każdy grab,

Każdy wiąz.

 

Czerwone sarny przyjdą raniutko nad wodę,

W południe jastrząb uderzy w pułap, zawiśnie,

Polany, sienniki pachnące miętą i miodem,

I kwaśne usta, czereśnie dzikie i wiśnie,

I kora buków z pieszczotą kobiecej skóry,

I południce i czarownice,

I żar od dołu i z góry,

I paź królowej – cień,

Las cały w jeden się warkocz nad światem zaplecie,

Wszystko się puszczą miłosną rozpleni po świecie,

Miłością w drzewach, na trawie, na ziemi

Potoczy się wielki, gorący dzień.

 

Na drzewach, na trawie, na ziemi

Ustami stutysięcznemi.

Rękami w gałęziach wysokopiennych,

W ptakach zielonych, zwierzętach,

Na sarnich świętach,

Na mchach miękkosiewnych,

W snach nieodziewnych –

Nagi, szczęśliwy dzień.

 

Wielki śpiew

Na ziemi, w trawie, śród drzew

I szumy dumne, nadrozumne,

Dźwięki leśne, nadjęzyczne,

Sprawy liści niebotyczne,

Przeogromny, mnogi czas,

A w tym czasie – mrowiste listowia,

Wiatr się zatrząsł ze śmiechu i powiał,

Spadła bukiew i spadły żołędzie,

Złotym grochem o grunt zadzwoniło,

Jak wtedy gdy nas tu nie będzie,

Jak wtedy gdy nas tu nie było.

 

(z tomu Tkanka ziemi, Instytut Literacki, Paryż 1960)

196 przemyśleń nt. „O lasach

  1. Pani ilustracje są niesamowite. Uwielbiam je i już się doczekać nie mogę co też Pani nam da w „Chucherku”.
    Ja właśnie mam w planach odświeżyć sobie całą serię „Jeżycjady” i powrócić do moich ulubionych bohaterów.
    W końcu przyszła jesień i trzeba sobie jakoś umilać czas w te ponure jesienne dni i wieczory. A nie ma nic lepszego niż spędzać czas z Pani książkami.

  2. Crispin kończy „The Moving Toyshop” cytatem z The Rape of the Lock (Pukiel Belindzie ustrzyżony i porwany, 1712), poematu heroikomicznego Pope’a:
    With varying vanities, from every part, They shift the moving toyshop of their heart.
    /Wabione zmiennymi marnościami, pociągają za sznurki ruchomych zabawek w sklepiku swojego serca./

    Oj, ten alt musiał mu nieźle dokuczyć, że utwierdził się w tak marnym zdaniu o płci pięknej.

    Chyba nabędę jeszcze kilka jego książek.;)

  3. A może może? Tylko nie dla naszych uszu to opowieść?
    Może za sto lat będziemy w stanie porozumieć się z delfinami, a za kolejnych sto czy dwieście ktoś usłyszy korę?

  4. Drzewa – lubię wszystkie. A niektóre za ich melodyjne nazwy: limba, cedry Libanu, miłorząb, tulipanowiec. Te dwa ostatnie mają też pięknie skrojone liście.

  5. To ja poproszę o zdjęcie, Ateno.
    Dodam mimochodem (w kierunku miłej Puchałki, no i Ateny!), że przywieziono mi kiedyś kawałek kory ze starej sosny, rosnącej nad jeziorem Świteź. Było to przed laty, a ja wciąż go przechowuję w szufladce. Miły jest.

  6. Ja tez lubie brzozy (mam w domu kawalek znalezionej w lesie kory) i deby i chyba wszystkie drzewa. Zawsze sie do nich tule.
    Mam takie jedno ulubione drzewo i dzisiaj je zobacze i sfotografuje.

  7. Mecz oglądałam- spłakałam się na koniec- zawsze mnie wzrusza taka radość i duma sportowców po wspaniale wykonanym zadaniu.

    Drzewem moim ulubionym jest brzoza, nawet nie umiem tego wyjaśnić, jako pierwsze przyszło mi do głowy.

    Wiersza ulubionego nazwać nie umiem, ale ostatnio (z racji wykonywanego zawodu) musiałam wrócić do „Stepów akermańskich” i zachwyciłam się znowu…. Mickiewicz mnie niezmiennie zachwyca

  8. Nini też się cieszy! Dobrze, że wczoraj nie zeszła na zawał, bo koncertowo to jednak eufemizm.. Emocjonująco było!

  9. Brzoza i jabłoń.
    Dziękuję bardzo za kolejne strofy!
    Mamo Isi, podobno prawdziwe alty rzadko się trafiają, większość chórzystek śpiewających tym głosem to raczej mezzosoprany, więc nie czuj się osamotniona, a tym bardziej stłamszona :)

  10. Tak, Starosto kochany, zapewne jeszcze chwila i będziemy mogli na podstawie różnych wzmianek w różnych jego książkach stworzyć portret psychologiczny tej istoty, która tak Crispinowi zalazła za skórę;)

    Ach, Casciolino, wydawało mi się, żem tu przeczytała, żeś Ty altem! A to dopiero! W takim razie pozostaję w swym stłamszeniu osamotniona;)

  11. „Moim” drzewem jest niemal stuletni dąb, który rośnie przed moimi oknami na skwerku. Codziennie go mijam, obserwuję jak zmienia się wraz z porami roku – zielonymi listeczkami zwiastuje wiosnę, w lecie daje orzeźwiający cień, obecnie zaczyna powoli żółknąć i zrzuca żołędzie, a w zimie zatrzymuje na gałęziach i najdrobniejszych gałązkach śnieżne pierzynki.

  12. Anette, ja nie oglądam, ale bardzo się cieszę i kibicuję.

    Zuziu, musisz sama posadzić choć jedno drzewo i potem tylko czekać. Ja już doczekałam się wielkiej lipy i złotego klonu i czerwonego też.
    (Daglezję posadziłam przed domem w roku 2000 i teraz jest wyższa niż dom)

    To mi pozwala sądzić, że moje życie jest pełne.

  13. Dzień dobry promienne!
    Jak cudownie czytać pochwalne strofy na temat lipy w momencie, gdy zatapia się człowiek w jej szumie, w starości rudej. Bardzo do mnie trafiło określenie „miodne drzewo genealogiczne”. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, co zazwyczaj mamy na myśli, mówiąc „drzewo genealogiczne”
    A więc Wasze ulubione drzewo? Domyślam się, że może być równie trudno jak z wierszem i książką. Słowo „ulubiony” nie zna litości.
    U mnie to chyba będzie lipa właśnie. Trudno nie pokochać, gdy ma się taką od urodzenia pod oknem. W pewnym momencie staje się niezbędna, aby funkcjonować, świadek wszystkich naszych działań, strudzona staruszka o czterech konarach. A do tego sosny. Podobnie jak Ania Shirley uważam, że drzewa te nie zdradziłyby żadnego wyjawionego im sekretu. Budzą zaufanie. Gdy za dużo mam w głowie myśli, to właśnie do sosnowego lasku udaję.

  14. Całkowicie zmienię temat: czy ktoś z Księgowych ogląda Mistrzostwa Świata w piłce siatkowej? Bo nasza reprezentacja gra dziś w finale o złoty medal!!! I broni w zasadzie tytułów Mistrzów Świata sprzed 4 lat! Przedwczoraj wspaniale wygrali z Włochami, wchodząc do półfinału, a wczoraj koncertowo wygrali z USA! Bardzo jestem z nich dumna! I trochę szkoda, że tak dużą wagę przywiązujemy do piłki nożnej, kiedy nasi siatkarze zdecydowanie bardziej zasługują na rozgłos i uznanie.

  15. Ach, ten Crispin! Podsumował alty temi słowy:
    „Among the altos, hooting morosely like ships in a Chanel fog – which is the way of altos the world over – Cadogan caught sight of the girl they were seeking.”(The Moving Toyshop, p.73)
    (Pomiędzy altami, które buczały posępnie jak statki we mgle w kanale La Manche – co jest zwyczajem altów, jak świat długi i szeroki – Cadogan dostrzegł poszukiwane dziewczę.)
    Nawet jako alt parafialny czuję się tą oceną z lekka stłamszona, ale co dopiero czuje wspaniały alt operowy, czyli Casciolina!

  16. Właśnie mi się przypomniało, że znów trzeba tu zaglądać bardziej regularnie :) I tu już trzeci wpis! Muszę nadrobić zaległości, a tymczasem życzę miłego niedzielnego popołudnia :)

  17. I małe wyjaśnienie dla Nutrii: Baublis był dębem. Oto, jak o nim pisał Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”:

    „Drzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy,
    Bym was oglądał znowu, przyjaciele starzy,
    Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?
    Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecię:
    Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie,
    Wiekami wydrążonym, jakby w dobrym domie,
    Dwunastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?”

    PS – Tadeusz Zieliński, filolog klasyczny, autor m.in. „Starożytności bajecznej”, wykładał na Uniwersytecie Warszawskim.

  18. No, Aleksandro i Nutrio, uwaga! Jedziemy dalej z „Pochwałą drzew”:

    A dęby! Bóstwa Litwy, cezary w Koronie!
    Wejdź w gąszcz tych mitów leśnych! Ich święta potęga
    Do naszych dni nad borem aureolą płonie,
    A pogańskich pokładów korzeniem dosięga.

    Baublisy biblii drzewnej! Dęby Mickiewicza!
    Gloger znał z nich trzy godne „Pana Tadeusza”.
    Jeden żył tuż koło nas, blisko Drohobycza…
    Pomyślcie, jaka sława! I jak mnie to wzrusza!

    Niekiedy roję śmiesznie – może to prognostyk,
    Żem do drzew przystał, znalazł śród nich tyle treści…
    Mój ludzki żar w tym związku podziemnym nie ostygł.
    Gdy piszę, słucham z głębi, czym niebo szeleści.

    Jaki wiatr mną porusza, czy dmie z bożej strony
    I odblask jak mu podać w mych słowach łaciński,
    Uczył mnie tego, szumiąc w rozmowie zielonej,
    Mądry dąb naszych czasów, Tadeusz Zieliński.

  19. Może być bardzo trudna, bo wielu przecież dzieł literatury angielskiej jeszcze nie znamy. Dobry przykład: „Lekka księżniczka” i inne książki MacDonalda.Jest ich wiele, powszechnie czytane, lubiane i cenione (m.in. przez Tolkiena), a my znamy zaledwie ułamek jego twórczości.

  20. Gorzej, gdy rodzina nie chce lub umie. Na szczęście w tę grę można grać bez kart, przy użyciu jakiegokolwiek słownika: wyrazów obcych, technicznego, gwarowego. Zwykły języka polskiego też się nada.
    Ciekawa jestem wrażeń z tej pierwszej gry, Ex Libris.

  21. Zgredzie, ta gra po angielsku będzie miała dodatkowe stopnie trudności. A ja lubię, jak jest trudno!

  22. Dziękuję. Tak, ten jest rzeczywiście piękny, także malarsko (ciekawe, u wielu poetów wrażliwość malarska łączy się z tą słowną).
    Sama nie potrafię wybrać jednego wiersza, czy też jednej książki, dla mnie to nie jest łatwe zadanie. To się stale zmienia, codziennie. I dobrze!

    Nutrio, ten Książę ma rogi.;)

  23. Dawno nie pisałam. Nie udzielałam się. Ale gdzieś tam powyżej/poniżej padło hasło: ukochany wiersz. Ciężko wybrać, wiadomo. Nie ma jednego, jasne. Ale zawsze, gdy pomyśli się: ostatnia kolacja, ostatnie wspomnienie, ostatnia książka, ostatni wiersz; to wybrać nietrudno. Zawsze jest ten jeden. Dla mnie Baczyński.

    „Kołysanka”

    Nie bój się nocy – ona zamyka
    drzewa lecące i ptasie tony,
    w niedostrzegalnych, mrocznych muzykach,
    w przestrzeni kute – złote demony,
    które fosforem sypiąc wśród blasku
    wznoszą się białe, modre, różowe,
    wznoszą się w lejach żółtego piasku,
    w chmurach rzeźbione unoszą głowy.

    Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
    krople kosmosu, tabuny zwierząt:
    oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
    uczujesz ptaki i ciche konie,
    zrozumiesz kształty, które nie znane
    przez ciebie idąc tobą się staną.

    Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
    ten strumień żywy przeobrażenia,
    duchy świecące, zwierząt pochody,
    które zaklinam kształtów imieniem.

    Ułóż wezbrane oczy w kołysce,
    ciało na skrzydłach jasnych demonów,
    wtedy przepłyniesz we mnie jak listek
    opadły w ciepły tygrysi pomruk.
    21.XII 41 r.

    Jedyny wiersz, który od lat znam na pamięć. Poza jakimś Jamesem Joysem w oryginale (młodzieńcze snobizmy). Gdybym miała recytować coś w chwili radości, trwogi, wzruszenia, ostateczności – to byłby właśnie K.K.B.

    Dobrej nocy!

  24. Kochani Lunofile, czy u Was też jest dziś taki piękny księżyc? Bo u mnie… cudo!
    Srebrzy się delikatnie na tle idealnie czarnego nieba, trochę koślawy, przechylony na lewy bok. Kontrast ten daje nadzwyczajny efekt. Wygląda to zupełnie tak, jakby jakiś niezwykły Książę spoczywał na ogromnym łożu zasłanym czarnym jedwabiem.
    A przy okazji – dobranoc.:)

  25. Powiadają, że flummoxed znaczy skołowany. Są takie słowa, które ludziom nie kojarzą się z niczym, a w tej grze trzeba sprytnie kojarzyć. I być przekonującym w swojej definicji.

  26. Niebo pełne dziś brykających baranków. A jak się człowiek zacznie wpatrywać, to i szczęśliwego szczeniaczka zobaczy (czy szczeniaki naprawdę tak dużo szczekają?) i wieloryba i figlującą fokę.. nie mówiąc o niekrwiożerczej piranii.. pięknie jest!

  27. Na pewno przekażę całuski i dziękuję bardzo. I za kolejne strofy też.
    ,,Pierwszy raz w naszej mowie pośpiewy rytmiczne
    I polska zapachniała lipami poezja …” – pięknie powiedziane!

  28. Kolejne zwrotki „Pochwały drzew” Wierzyńskiego – o lipie:

    Jej kopuła, ten barok naszej wiejskiej flory,
    Posłuchajcie, jak szumi! Umączony pyłem
    Pszczelny rój ssący kwiaty, w lipcowe wieczory
    Jak huczy w napowietrznem mrowisku zawiłem.

    Ile w niej dostojeństwa, kto dumał w jej cieniu,
    Jaka tradycja w rodzie i bogactwo czasu!
    Dziś jeszcze lipom śni się król Jan we wspomnieniu,
    Dwór szlachecki się marzy Jana z Czarnolasu.

    Bo z ich liści powiały – ach, to nie herezja –
    Pierwszy raz w naszej mowie pośpiewy rytmiczne
    I polska zapachniała lipami poezja …
    Święć się nam miodne drzewo genealogiczne.

  29. O jejku! Dziękuję jeszcze DUA! Dzięki Wam pokocham Wierzyńskiego tak jak Staffa… Najpiękniejsze wiersz zawsze poznaję właśnie tu (albo w ,,Jeżycjadzie”, oczywiście).

    A dzisiaj moja kochana malutka siostrzyczka M. kończy cztery latka! Jest już od tygodnia podekscytowana! <3 Nota bene ma tego samego dnia urodziny, co jej chrzestna.

  30. Bardzo dziękuję i czekam na ciąg dalszy. Lipa szczególnie bliska poetom, na przykład ta „tak rozrośniona, że pod jej cieniami sto młodzieńców, sto panien szło w taniec parami”.
    Dobrej nocy :)

  31. Kolejność prawidłowa, Aleksandro. Jedziemy dalej. Oto zwrotki 8, 9, 10 i 11 „Pochwały drzew” Wierzyńskiego:

    Z ich wież i bram gotyckich iść było najlepiej
    W barwiste światło nieba, tak jak wiodła droga,
    Przy niej stał klon czerwony i z wrześniowej sepii
    Bił po oczach żarliwym natchnieniem van Gogha.

    I to mi już zostało. Dziś w przyrodę drzewną
    Wchodzę jak między braci i siostry przyrodne,
    Wiem, że do chóru ziemi przyjmą mię na pewno
    I wyznaczając głosy, zaliczą mnie – w zgodne.

    I tak mógłbym ten epos prowadzić bez końca,
    W aromatach i barwach, od bieli do brązu,
    Rozrastać się, jak puszcza, po strofach rosnąca
    I rymy do nich wiązać, jak powój do wiązu.

    Lecz wyjdźmy raczej z tłoku i spójrzmy na przykład
    Na lipę, najzwyklejsze między nami cudo,
    Z miejsca mógłbym wygłosić cały o niej wykład,
    Od mięsistej zieleni aż po starość rudą.

  32. Zgredzie, myślę, że świetnie dałbyś sobie radę w tej grze. Nie tak łatwo Cię skołować ;)

  33. Ja też dziękuję, Zgredzie. Kopiuję sobie skrzętnie. Rozumiem, że to piąta, szósta i siódma strofa z dwudziestu trzech?

  34. Dziękuję! Bawię się setnie przy „Ex librisie” (co za kultura i finezyjny wręcz dowcip!), stąd to pytanie.
    Poniekąd fluid lekarstwowy ze Zgredzikiem!

  35. To chyba jest karta poprzedzająca stronę tytułową książki. Kiedy miałam praktykę w drukarni, w Poznaniu, spotkałam się jednak z innym dla niej określeniem: „szmuctytuł”.
    Mamy jednak polską nazwę: „strona przedtytułowa”. I tego się trzymajmy.

    Zgredziku, bardzo dziękuję.:)

  36. Tak bywa tylko w Polsce, bo – pomyślcie – gdzież by
    Drugą noc taką znaleźć świętego Wawrzyńca,
    W której świat czarownicze odmieniają wierzby
    I komety się sypią na środek gościńca.

    Śród buków babiogórskich, w Niefcyrce zbutwiałej,
    Ile razy mojemu przyjazne uczuciu
    Liście niosły mnie w górę, na wskroś przeszumiały
    I orzech do zadumy prosił na Pokuciu!

    Jak wabiły mnie świerki, piękne zwłaszcza w zimie,
    Gdy roją się pod śniegiem szczytami piramid,
    Wtem dmuchnie wiatr – i nie wiesz, czy to lasy w dymie,
    Czy pod włos podczesany iskrzy się aksamit.

  37. Oxfordgames? Hmmm… Ciekawe. A to jest jakieś językowe?

    Ja wiem, że to kłopotliwe, ale czy mogłabym prosić Zgreda lub DUA o jeszcze choć jedną strofkę ,,Pochwały drzew”?

  38. W te gry można też bawić się oczywiście bez kupowania kart. Tak też robiliśmy z Flummoxed – nasz wykładowca brał grubaśny słownik i wyciągał z niego co smakowitsze, a nie znane nam słowa, a my biedziliśmy się nad tworzeniem do nich definicji. Musiały przy tym wyglądać na słownikowe, a więc zaczynać się od sformułowań typu „rzeczownik rodzaju męskiego” etc.
    Ja sobie ostrzę zęby na grę Fotosynteza. I Azul cały czas mocno polecam.

  39. Niezastąpiona Sowo, dziękuję za wiad. pryw. i już wdrażam niezbędne czynności. Tak, Ex łibris, Anagram i Flummoxed. Bedzie wspaniała Gwiazdka!
    A ciekawym wyjaśniam, że Sowa odkryła stronę oxfordgames, a w niej sklep. Mniam!

  40. Dzieńdoberek! Molik z pewnością orientuje się, iż nasza kochana Nutria uczęszcza do szkoły, ponieważ o ile dobrze pamiętam mieszkają w jednym domu i w dodatku są siostrami :))

  41. Wspomnę jeszcze Tych Co Lata Szkolne Mają Dawno Za Sobą i z uśmiechem nostalgii czytają wpisy uczennic. Wszystko się zmienia, ale pozostaje niezmienne.

  42. Tak, Molu Książkowy, Kasztanowłosa też. I Nutria.
    I sporo innych osób spośród moich gości.
    A mamy tu i nauczycielki!

    Zgredziku (wiad.pryw.) – ha! Czas leci.

  43. Dzień doberek! Szkoła jest właściwie fajna – z Wami. A Kasztanowłosa też jeszcze chyba chodzi do szkoły?

  44. Jest to wielce prawdopodobne, Moliku, lecz nie wiem na pewno.
    Życzę mu tego, w każdym razie. Dziadek – to brzmi dumnie.
    Dobrego dnia w szkole życzę Tobie i Zuzi, i wszystkim szkolnym ludkom.

  45. O niech koniecznie Wójt napisze kolejną książkę! Muszę je kiedyś przeczytać koniecznie…

    Co się zaś tyczy Alka – ma pani rację, pani Małgosiu, nie pomyślałam o tym. A Alek już naprawdę jest dziadkiem? O jejku!

    Piszę dobrej nocki i idę się przygotowywać do szkoły, bo juro nie wstanę.

  46. Ładnie powiedziałaś, Zuziu.

    Molu Książkowy, Alek może sam Ci powie, co robi, jeśli się tu znów pojawi. Ja pozostanę dyskretna.

  47. O! A to niespodzianka!
    Ja również bardzo miło wspominam Alka, ale nie wiedziałam, że jest takim Poważnym Panem Naukowcem.;) Czym dokładnie się zajmuje?

  48. Ależ, Molu Książkowy, wpisuję się! Systematycznie, chociaż w drugiej połowie września i w październiku zawsze rzadziej, bo to czas, kiedy mój grafik pęka w szwach. Ale i tak czasem coś pisnę.

  49. A bardzo subtelnie (do innej walki zdolna nie jestem), nie mogłam się wbić, gdy pani mówiła o przeznaczeniu, w które wierzyli starożytni Grecy, a my wiemy dziś, że sami dezydujemy o swoim losie, dlatego podeszłam po lekcji i powiedziałam, że przecież każda decyzja, którą, owszem, podejmujemy sami, odziałuje na przyszłość i że czasem rzeczy, które wydają nam się złe i trudne, z perspektywy czasu okazują się potrzebne i układają się w coś przemyślanego, czego my nie ogarniemy naszym umysłem, więc może na tym polega przeznaczenie, niekoniecznie na fatum, które ciąży na nas. Pani się uśmiechnęła.

  50. Ojeju, jak miło zajrzeć tutaj po długim, pracowitym dniu i przeczytać takie słowa. Dziękuję wszystkim za dobroć i docenienie mojej pracy. Aż zaczynam myśleć, że może jednak jeszcze coś napiszę :)

  51. Jeśli tylko nie czytam wiadomości politycznych – to tak, bezpiecznie i ciepło.:)
    No, ciekawa jestem, jak to nasza Zuzia walczyła.

    Molu Książkowy, przychodzi się tu, kiedy się chce. Nie ma żadnego obowiązku obecności.
    Alek na przykład jest poważnym naukowcem, kto wie, może już nawet dziadkiem został?
    W takich przypadkach wszystko inne schodzi na dalszy plan.

  52. Dobry wieczór! Przyszłam się tylko do Was uśmiechnąć i pochwalić, że zawalczyłam dziś w obronie naszego: „wszystko jest po coś” na polskim.
    Czy kochani Księgowi i DUA też jesienią czują się tak bezpiecznie?

  53. Och, nasza Wiewióreczka napisała książkę?! Pamiętam, jak lubiłam kiedyś czytać jej przemyślenia. Dlaczego właściwie nie wpisuje się już do Księgi Gości? I tak samo Alek i Paczka chusteczek? Alka lubiłam najbardziej…

    Może i przygotuję, Sowo. A może nie. Moja babcia robi najwspanialsze torty na świecie. I później sama tworzy ozdoby z marcepanu i wielkie kwiaty z kolorowych mas, żeby nimi je dekorować. Wychodzą z tego takie cacka, jakich w życiu nie kupiłabym w najlepszej cukierni.

  54. Mili Państwo, Asia wspomniała o „Lawendowej…”, więc chcę wtrącić coś, co niektórzy tutaj już wiedzą: „Łaty na fotelu” także warto przeczytać. To urocza książka, bardzo wciągająca, z różnymi ślicznymi szczególikami, z dużą dozą humoru i dobrej energii, no i ogólnie – z pozytywnym przekazem. Pięknie i z polotem napisała ją nasza Wiewióreczka. Mam nadzieję, że napisze następne. :-)

  55. Dziękuję, kochani. Życzenia zdrowia mile widziane w każdych okolicznościach. Impreza była minęła kilka dni temu i tylko choróbsko nie chce sobie pójść. Molu, tort jest łatwy, poradziłabyś sobie z nim sama, ale uprzedzam, że jest czasochłonny. Szczególnie, gdy się człowiek uprze zrobić go z własnych, kamiennoskorupnych orzechów, zamiast kupić w sklepie już nałuskane. Na szczęście efekt wynagradza poświęcenie.
    Uściski dla Twojej córeczki, Ale.

  56. Właśnie przeczytałam taki apel:

    Witam serdecznie. Jestem wychowawcą w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym i mam problem, w którym możecie mi pomóc. Sprawuję opiekę nad młodymi mężczyznami w wieku od 13-18 lat i szukamy książek na długie jesienne wieczory. Niestety nie jestem w stanie zapłacić za książki i przesyłkę. Jeśli ktoś chciałby pomóc i wysłać książkę moim chłopakom i przyczynić się do rozwijania czytelnictwa tych, którzy są moim ośrodku osadzeni to serdecznie zapraszam. Tematyka bardzo szeroka, począwszy od romantyków po dobre przygodówki i kryminały. Książki typu „Masa i jego przygody w życiu gangsterskim” odpadają – bo oni już to wiedzą :) Adres ośrodka: Różanystok 13b, 16-200 Dabrowa Białostocka, Bialystok

    Chwalebna inicjatywa, godna moim zdaniem poparcia i wsparcia :)

  57. Dzien dobry lub dobry wieczor,jak kto woli.
    Sowo P. ,wszystkiego najlepszego,moja mlodsza coreczka wczoraj rowniez obchodzila urodziny.Pozdrawiam wszystkich.

  58. Sama nie wiem, w jakim towarzystwie się obracam… Dzisiaj na matmie mieliśmy temat o wielkości wprost proporcjonalnej.
    – Jeśli za zeszyt zapłacimy osiemdziesiąt groszy, to za trzy zeszyty… Ile zapłacimy za trzy zeszyty?
    Przemek patrzył na matematyczkę nic nie rozumiejąc.
    – A za ile zeszytów zapłacimy osiem złotych?
    – Za dziesięć! – zawołał nagle tonem odkrycia – Ależ ja jestem mądry – dodał autentycznie z siebie zadowolony.
    Przypominam, że chodzimy do siódmej klasy i mamy po trzynaście lat. Dobrze, że mam inteligentnych Księgowych, bo chyba by mi mózg wyprało.

    Ja również życzę kochanej Sowie P. wszystkiego najlepszego! Swoją drogą muszę sobie zażyczyć na urodziny
    egipski tort z orzechów laskowych. Mniam!!!!

  59. Z okazji urodzin życzę zdrowia, Sowo luba. Nawet jeśli to nie były Twoje urodziny.
    Co do kasztanów: sama się uśmiecham do zbierających. Więcej: sama chyłkiem zbieram.

  60. Piękne jesienne światło. Czy dziewczynka schyla się po miedziany listek? Albo kasztan? Zauważyłam, że zbieranie kasztanów wzbudza na twarzach przechodniów porozumiewawczy uśmiech. Takie kasztanowe ESD.

    Asiu, przejdź się kiedyś do muzeum przyrodniczego. Gwarantuję Ci, że natychmiast pokochasz zoo całym sercem. Dział wypchanych ptaków robi szczególnie przygnębiające wrażenie. Na dokładkę przeczytałam wczoraj esej o motylach Fadiman. O rety. Ale chyba dobrze rozumiem, co to jest słój relaksu, bo mam poczucie, że w nim siedzę. Po urządzeniu wielkiej imprezy urodzinowej, padłam złożona grypą. (Nawiasem mówiąc, egipski tort z orzechów laskowych jest przepyszny).

    Odchodzę ogłuszona katarem i wyciszona chrypą.

  61. Wybrać ulubiony wiersz to trochę jak zadeklarować, które z własnych dzieci lubi się najbardziej. Niewykonalne.
    Łatwiej mówić o ulubionych poetach.
    Ja jestem miłośniczką poezji Ewy Lipskiej i Zbigniewa Herberta, kiedyś zaczytywałam się w wierszach Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Poświatowskiej.

  62. O złości. Gdy pracowałam kiedyś w pewnym dość przygnębiającym miejscu, czekaliśmy aby u pacjentów z depresją pojawiła się złość, bunt. Było to odczytywane jako początek zdrowienia. Oczywiście, później pracowano nad tym, aby nadać zachowaniom i postawom odpowiedni kierunek wolny już od tej przykrej emocji, prowadzący do pełnego zdrowia i równowagi.

    Tak, tak, wszystko jest po coś, na tym świecie. Ale podtrzymuję- złość piękności szkodzi a uśmiech buzię złoci, że tak powiem do rymu.

  63. Na tę chwilę najpiękniejszym wierszem dla mnie są ” Strofy o późnym lecie „, Juliana Tuwima. Ileż w nim siły, piękna, życia. Świat się złoci, czerwieni, bulgocze. Ile przyjemności daje wypowiadanie tych słów.

    Wiewióreczko, przeczytałam ” Lawendową Czarownicę „, jaka to serdeczna książka. Dzieci muszą za Tobą przepadać. Dziękuję.

    Zapowiada się ładny, rześki dzień. Idziemy do ZOO. Nie przepadam za widokiem zwierząt w klatkach, ale dla męża to spacer sentymentalny. W dzieciństwie chodził tam często z Mamą, której już dziś z nami nie ma.

  64. W ustach mojej matki (in-law) powiedzenie „złość piękności szkodzi” skrzy się znaczeniami.

    Z ulubionymi wierszami jest jak z ulubionymi książkami.

  65. Adyć, adyć, Chesterko, co też mówicie.

    Paulinko (wiad. pryw.) – a to bardzo się cieszę. Bartek przypominał wytrwale, to i pamiętałam.

    Nutrio, to nie płótno, to papier akwarelowy z wyraźną fakturą, daje dobre efekty.

  66. Pani Małgosiu, czy Pani malowała obrazek na płótnie? Odnoszę wrażenie jakiejś faktury…

    Ładny był dzisiaj dzień. U nas wyjrzało wreszcie słońce, chociaż powietrze wciąż jest przesycone typowo jesiennym chłodem. Lubię jesień…

    Jestem bardzo ciekawa, czy Księgowi mają jakieś ulubione wiersze? I jeśli tak, to jakie?

  67. Nie tylko naburmuszenie. Onegdaj trafiałam, chcąc nie chcąc, na tego samego księdza, wyznając mu ciemne strony mej duszy (monotonną dość listę), a on za każdy razem, równie monotonnie, głosem o tej samej rozwlekłej intonacji, powtarzał: „Złość piękności szkodzi”. Wywoływało to miast skruchy, niestety inne, niepożądane objawy. A szkoda! Nie trzeba było długo czekać na rezultaty, o czym świadczy świeżo zrobione zdjęcie do dowodu.
    Kontemplacja zdjęcia dowodowego w ramach lekcji pokory. O takich formach pokuty dotąd nie czytałam.

  68. Naburmuszenie szkodzi urodzie, robią się zmarszczki!!!
    Od śmiechu też się robią, ale te dodają wdzięku.

  69. Dzien dobry! Z powodu zlego humoru nie uczestniczylam w powitaniach powakacyjnych, ale jesien i ksiezyc to tematy wyciagajace z naburmuszenia. Dziekuje! Ciesze sie, ze ta strona JEST.

  70. Skończyłam „Buried for Pleasure” Crispina. Bez zachwytu, bo na samym końcu autor nie wiadomo dlaczego ubił Bogu ducha winną świnię. Świnia z niego, ot co!

  71. To musiało być wspaniałe uczucie. Uwielbiam, kiedy dzieli się Pani z nami takimi historiami :).

  72. Biedny Mól Książkowy.
    Ale dobrze, że jest jakiś sposób na tę szkolną słabość.
    Cieszę się!

    Jadziu, fakt, zawsze mnie zaskakują takie wieści. I radują, rzecz jasna.

    Piętaszku, telepatia działa i przez Atlantyk. Z braciszkiem tak miałam.

  73. Kiedy dzisiaj rano wstałam i pomyślałam, że znów trzeba iść do kochanej szkółki, to aż mi się słabo robiło. Ale wystarczyło tylko wejść tu i udzieliła mi się ta wspaniała atmosfera :). Dzień dobry!

  74. Dobry wieczór!
    O tak, bardzo gościnny jest dom Chesterkowy. I czuć w nim głęboko zakorzenioną jeżycjadową tradycję. DUA chyba nawet sobie nie zdaje sprawy z tego, jak łączy ludzi i jaką jest sprężyną wydarzeń! Za to dla mnie to jest wspaniałe, że mogę odczuwać miłe skutki tego łączenia i sprężynowania, a więc poznawać cudownych ludzi, robić rzeczy, o których mi się nawet nie śniło i czytać książki, na które sama nigdy bym nie natrafiła.
    Pozdrawiam!

  75. O, widzę, że telepatia zadziałała i w dodatku jaki zasięg miała, aż na Sardynię;). I ja bardzo chciałam ,mniej więcej o tej porze co Ty Kris ,podzielić się swoim podziwem dla Niego.
    Urocze haiku. Dobranoc.

  76. Oo, dzięki za haiku księżycowe!
    Tak widzę go, mocno dziś świeci, miło pomyśleć, że i nad Wyspą jest taki dorodny.
    Dobranoc!

  77. Drodzy Ksiegowi Lunofile, czy u Was tez dzisiaj swieci taki piekny ksiezyc?
    Nad Sardynia blyszczy wielka zolta tarcza. Gdy ja zobaczylam, od razu o Was pomyslalam. :) Chyba dzis jest pelnia?

    Na dobranoc – ksiezycowe haiku:

    Jaśnieje księżyc;
    Konik polny
    Stroszy swoje wąsiki.
    (Kikaku, 1661 – 1707)

    Oryginal: Sumu tsuki ya hi ge wo tatetaru kirigirisu

  78. Piękny ten trzynastozgłoskowiec Wierzyńskiego. Nie na darmo motto z Mickiewicza. Pozdrowienia wieczorową porą :)

  79. O, dziękuję, Zgredziku.:)
    Jak to ładnie z Twojej strony.

    Nutrio, bardzo Ci jestem wdzięczna za te miłe słowa. Umiesz dużo zobaczyć na obrazku.
    Bardzo też się cieszę z tego, że korzystasz z naszej wymiany zdań (i tytułów…) – lubię być pożyteczna.

  80. Pochwała drzew (strofy: druga, trzecia i czwarta – z dwudziestu trzech)

    Słowiańsko mleczne brzozy i masztowe sosny,
    Topole mnogolistne, pełne gniazd gawronich,
    Modrzew z kiścią wiosenną, tkliwy i miłosny,
    Drzewa moje i szumy, rozwiane koło nich!

    Starsze niż każda matka, zapisane słojem
    W rodowody pod korą, w śpiewie – podobłoczne,
    Drzewa, mógłbym powiedzieć, idą życiem mojem
    I w drzewach chciałbym spocząć, kiedy tu odpocznę.

    Już chłopcu, gdym z wyprawy przynosił karpackiej
    Pierwsze rymy, zbierane w marzycielskim trudzie,
    Śniły się panny leśne, wołały na schadzki
    I jawor śpiewał, jawor, jaworowi ludzie.

    Kazimierz Wierzyński

  81. Po nadrobieniu zaległości (spowodowanych nauką) muszę się wtrącić i wyrazić swój zachwyt nad obrazkiem. Jest wspaniały! Pięknie oddaje spokój i potęgę lasu. I jakie to symboliczne – zapatrzeni, zachwyceni, zakochani w lesie i w sobie rodzice oraz dziecko, ciągnące ich coraz dalej, żądne wciąż nowych przygód i wrażeń, gdy tymczasem oni wciąż jeszcze nie nasycili się tym widokiem… Cudo!
    A przy okazji muszę podziękować Pani Małgosi i innym Księgowym za piękne wiersze i cytaty, które tu zamieszczacie. Ile wspaniałych utworów ominęłoby mnie, gdyby nie Wy! Dziękuję Wam z całego serca, z pokornym ukłonem.

  82. Piekarnie gruzińskie w Warszawie rosną jak grzyby po deszczu. To jednak nie ciasto francuskie. Na słodko, na słono. Mniam. Moje ulubione to wiśniowe lub z serem, rodzynkami i pomarańczą. A na słono kurczak z pieczarkami. Zgłodniałam od tego wyliczania. Zajrzałam pierwszy raz po wakacjach i od razu mi lepiej!

  83. O chlebkach nic nie mogę powiedzieć niestety, bo nabyłam chaczapuri z szynką i serem, ogromne – ciasto jakby drożdżowo-francuskie (to możliwe?), niesłodkie, ale inne od naszych bułek. I croissanta wiśniowo-czekoladowego, jeszcze czeka. Chleba w tradycyjnej formie w ogóle tam nie widziałam, co najwyżej takie placki, jak pita, tylko większe. I kolejkę. ;o)

  84. Cudny wiersz! Cudny las! Ile światła od tej brzozy!
    A w naturze dziś pewnie fajnie w lesie się schować, wieje mniej niż na otwartej przestrzeni i prawdziwki wystawiają główki z mchu, z igieł albo otulają się trawą. W „moim” miejscu w piątek tylko dwa wyniuchałam, a wystarczyła jedna mała pełnia i już dziesięć rano znaleziono.. Ech.. nie dla mnie dziś las. Ale „za to” przytachałam właśnie ciężką paczkę w ruchu, a w niej skarby: Pegaz zdębiał, 444 wiersze, Opowieści z Puszczy Białowieskiej i inne, będzie uczta! Zwłaszcza że tuż obok otwarto właśnie piekarnię gruzińską i nini-zapachowiec nie wytrzymała.

  85. Dziękuję! :-)
    A wczoraj Chesterka z przyległościami gościła pod swym dachem kochaną dziewczynę, znaną nam skądinąd z KG – Jadzię!
    Razem byli, kawę z herbatą pili i o naszej DUA długo gaworzyli (jako o sprężynie tych cudnych wydarzeń i nie tylko).
    Mamo Isi, z tą bacterium sapiens to już blisko do tego, co pisze Gilia Endres w fascynującej „Historii wewnętrznej”. Życzę trwałej poprawy zdrowia, na Jowisza!

  86. Dzień dobry! Pamiętam, że, pracując w Izraelu prawie 30 lat temu, marzyłam o polskich drzewach. Były tam przecież cyprysy (gdzie niegdzie), zdarzały się oliwki ect., ale lasu nic a nic. Wtedy tak bardzo poczułam, że jestem stąd i że nie potrafię żyć bez szumu drzew, cienia, kojącej samotności, którą dają (w przeciwieństwie do tej surowej, pustynnej), bez gry świateł i tańczących drobinek. Przypomniał mi się wtedy dialog Tadeusza z Hrabią.
    Patrząc na Pani akwarelki, myślę, że one pięknie oddają tę łagodność i różnorodność, subtelność odcieni. Dżungla amazońska to orgia różnorodności, nasza łąką czy las to subtelna mnogość istnień i barw. To kocham!

  87. Gio (wiad.pryw.)- bardzo dziękuję, mam tę książkę od dawna, mam wszystko, co Kopaliński napisał. Przepadam za nim.

  88. Tak, ukryte, bo jak bakteria siedzi w tej kapsułce i zostaje połknięta to można założyć, że albo antybiotyk ją już utłukł, albo nie. Ale ponieważ nie mamy szansy stwierdzenia, co dzieje się z bakterią, jej stan pozostaje fundamentalnie nieokreślony, bo jest jednocześnie żywa i martwa. No i w dodatku nie musimy męczyć biednego kota Schroedingera.

  89. Przeczytałam sobie „Lato leśnych ludzi”, po raz pierwszy w życiu, sporo powieści Rodziewiczówny czytałam w dzieciństwie (lubiłam wtedy np. „Strasznego dziadunia”), ale Lata jakoś nie, a szkoda, bo ładnie pisze autorka i o przyrodzie i o ojczyźnie.
    A potem (niedziela była śliczna, słoneczna, ale jakoś zimna, dobra na czytanie) wyjęłam z półeczki „Tygrysa i Różę” (ach, jak mi się od nowa spodobało), a teraz to już kończę „Język Trolli”. Lubię, gdy Pani pisze. :)

  90. Mylne, kochany Starosto? Któż to może wiedzieć, do czego takie bakterie są zdolne. O ile w ogóle istnieją,
    bo jakoś nigdy żadnej nie widziałam.
    Dzięki za radę w sprawie jogurciku. Brałam jakieś probiotyki, które też podobno zawierają te bakterie, które albo istnieją, albo nie. Chyba że jak ten kot Schroedingera jednocześnie istnieją i nie istnieją, zależnie od punktu widzenia.

  91. Po trzech tygodniach brania silnego antybiotyku jestem tak wyługowana z wszelkiej myśli i chęci czynu, że przypuszczam, iż to te ubite bakterie za mnie myślały i działały, a teraz, jak ich nie ma, to dopiero wyszło to na jaw.

  92. Zgredzie, film, który tak Cię poruszył, otrzymał właśnie główną nagrodę na Festiwalu w Gdyni.

  93. Polubiłam bardzo piosnkę „Dwa serduszka cztery oczy”, kiedy usłyszałam ją w wykonaniu Anny Marii Jopek, na płycie „Szeptem” (1998). Artystka ta często inspiruje się naszą muzyką ludową. Nowe aranżacje tych utworów powstawały wśród pól, łąk i lasów i to się czuje. Ach, ta muzyka ciągle inspiruje wielu twórców.

  94. Zgredzie, też mnie uderzyło zacytowanie tekstu kultury jakim niewątpliwie jest „Dwa serduszka, cztery oczy” zarówno przez Panią Małgorzatę i reżysera Pawlikowskiego. I w obu kontekstach pieśń „coś” znaczy, pomaga „coś” zrozumieć. Wszystkie teksty kultury korespondują ze sobą, to fakt.

  95. Magdo kochana, Ty dobry skrzacie! Juz tam zagladam:)

    Ekhem, ekhem, za pozwoleniem, Zgredzie, ale to Pani Malgorzata byla pierwsza, jesli chodzi o tworcze inspiracje piesnia „Mazowsza” w swoim dziele:) Jesli mamy na mysli ten sam film (na ekranach w tym roku). Filmu nie widzialam, ale przy zwiastunie natychmiast przypomnialam sobie Feblik.
    Pamietam, ze z kolei przy lekturze Feblika przypomnialam sobie jazzujaca wersje, ktora slyszalam na zywo w krakowskiej Rotundzie, jakos w polowie lat 90-tych, w wykonaniu pani G.Auguscik.

  96. A bo wszystko się ze sobą łączy w zadziwiający sposób, Zgredzie.

    Madziu Zuchu, serdecznie dziękuję za ujęcie mi roboty!
    A wiersz znać trzeba.
    Madziu, to nie jest śmiech drwiący. Skoro porządek rzeczy jest właściwy, Czas może śmiać się z radości.
    To tylko nam bywa smutno.

  97. We wspominanym na tych łamach zbiorze „(Od)pamiętywanie” znajduje się artykuł Karoliny Jędrych z Uniwersytetu Śląskiego „Pamiętajcie o ogrodach… Obrazy wsi w Febliku Małgorzaty Musierowicz”.
    Autorka pokazuje, między innymi, jak wielkie dzieła naszej kultury korespondują ze sobą.
    Jej analiza nocnej wyprawy nad jezioro Agnieszki i Ignacego kazała mi zajrzeć do „Feblika”.
    Okazało się, że ta pieśń ludowa, śpiewana przez zespół Mazowsze, to właśnie „Dwa serduszka, cztery oczy…”.
    Ekhem, ekhem, proszę Państwa, to jest ta sama pieśń, która jest motywem przewodnim jednego z najbardziej przejmujących filmów, jakie w ogóle widziałem.
    No.

  98. Ojej, człek taki roztrzepany, parę rzeczy naraz sie robi, a potem jeszcze trzeba było odstawić latorośl na zajęcia.
    To powtarzam: stokrotnie dziękuję za kolejne zwrotki! Wspanialy wiersz. Nie mam jednak sumienia Pani ta praca regularnie obarczać, Chucherko przecież czeka. Ja mam łatwo, bo sobie tylko kopiuje w stosownym dokumencie, a Pani przecież musi pracowicie przepisywać. Cierpliwie będę co jakiś czas sprawdzać: będzie kiedy będzie. To całkiem miłe takie poznawanie wiersza etapami.

  99. Celestyno, przepisałam dla Ciebie wiersz i wysłałam mailowo na adres ze skrzatami.
    Biję się w piersi, faktycznie to Jane ułożyła alfabetycznie wszystkie spisy babcine (Duuużo roboty!), a Adminka zliczyła, ile razy co się pojawiło.

    „Nie było nas, nie będzie nas
    A w lasach mnogi, przeogromny czas…”
    Ach, jak to brzmi! I obrazowanie przepiękne, malarskie, jak zawsze u Wierzyńskiego, a jednak w tym wierszu jest coś, co mnie zasmuca i może nawet przejmuje lękiem, okrutny los we właściwym przecież porządku rzeczy. I ten wiatr trzęsący się od śmiechu i brzuchaty od śmiechu czas. Chciałabym, żeby to nie był śmiech drwiący.

    U nas pada i pada, dzień cały ( i dobrze, wreszcie). A jak jest gdzie indziej? :)

  100. Wczoraj wreszcie dotarło do mnie „Odpamiętywanie”.
    Dzięki temu coś odkryłem.
    Przejmujące.
    Jeszcze nie wiem, jak o tym napisać, a tu trzeba na zakupy.
    Reszta potem.

  101. na stronie:

    nie jestem pewna, czy kliknelam w „opublikuj komentarz”…jesli nie to prosze pozniej dac mi znak – powtorze

  102. Celestyno, „Pochwała drzew” pochodzi z tomu „Róża wiatrów” (1942).

    Motto: „Ileż wam winienem, o domowe drzewa! – Mickiewicz)

    Oto druga i trzecia zwrotka (może codziennie przepiszę Ci po dwie?):

    Słowiańsko mleczne brzozy i masztowe sosny,
    Topole mnogolistne, pełne gniazd gawronich,
    Modrzew z liścią wiosenną, tkliwy i miłosny,
    Drzewa moje i szumy rozwiane koło nich!

    Starsze niż każda matka, zapisane słojem
    W rodowody pod korą, w śpiewie – podobłoczne,
    Drzewa, mógłbym powiedzieć, idą życiem mojem
    I w drzewach chciałbym spocząć, kiedy tu odpocznę.

  103. O, dziekuje Zgredowi! Ta pierwsza zwrotka to bardzo gleboki uklon w strone Staffa. (Z ktorego tomu pochodzi Pochwala drzew?)

    Kasztanowlosa, kalendarzowa jesien zaczyna sie 23 wrzesnia. Jeszcze bedzie zlota i czerwona, mam nadzieje..To co mielismy do tej pory to zlote lato, z powodu suszy. A deszczu wciaz jak na lekarstwo.

  104. A ja dziś odkryłam Poetkę, o której dotąd nie miałam zielonego pojęcia! Mary Oliver i jej wspaniały wiersz „Dzikie gęsi”. Zachęcam, w internecie można znaleźć przekład C. Miłosza.

  105. Pani Małgosiu! Dziękuję za ten wiersz, za dedykację. Za bardzo już Pani Wierzyńskiego zakorzeniła w moim sercu, nie znajdzie drogi powrotnej. Zamieszczając tu kiedyś „Toast” czy teraz ten wiersz zrobiła Pani i robi wciąż wiele dla niego. Myślę, ze jest wdzięczny. Ja jestem.

  106. No właśnie, Kasztanowłosa, ma się swoje poetyczne skojarzenia, trzeba przyznać.

    Jesień dopiero się zaczyna. Księżyc prawdę mówił, była u nas wichura i deszcz, mocno się ochłodziło. I dobrze! Nareszcie się wezmę do powieści. Jędrek? Tak, w tym roku kończy 16. Leci czas, leci…

  107. Jeżynowy ludku, Jędrek już nie taki mały, urósł nam chłopak. Przecież on może teraz mieć, według moich obliczeń, ok. 16 lat. A tyle (lub nie dużo więcej) miał chyba też Hajduk, Dambo, Robrojek i jeszcze kilku by się znalazło.

    Ostatnio na lekcji przeglądałam podręcznik i natrafiłam na wiersz „Wysokie drzewa” Staffa i potem chichotałam całą lekcję, bo mi się przypomniała Pani anegdota o wycieczce rowerowej i o tym nieśmiałym koledze (kiedyś ją tu Pani przytoczyła, może ktoś z Księgowych pamięta). Uwielbiam.

    Chyba się właśnie skończyła ta piękna złota jesień?

  108. Pochwała drzew (pierwsza strofa z dwudziestu trzech)

    Nic mnie tak nie zachwyca, jak wysokie drzewa,
    Długowieczne narody, bożej pełne woli,
    Przez które rok po roku z ziemi się wylewa
    Rozrodczy mus istnienia, wiekuista kolej.

    Kazimierz Wierzyński

  109. Upał sycylijski, ale ciepły deszczyk popadał po południu. Pachnie żywicą i morzem.
    Lubię jesień na Sycylii.
    Uściski.

  110. Hej, a spójrzcie tylko na księżyc: złote jajko wielkanocne, idealny kształt jajowaty. No i zamglony jest: idzie deszcz? Oby, bo susza i skwar okrutny.

  111. Do wglądu osobistego autorki.
    Przeglądałam z ciekawości poprzednie wpisy. Długo tutaj nie gościłam. Ogólnie zaglądam raczej sporadycznie. Mnie ten chłopaczek nie wygląda na Jędrka za młody. Przypomina Józika, a więc Ziutek Pałys? A chucherko to Gabrysia Bitner? Takie domniemanie. Czy jestem blisko?

  112. Zgadzam się z Celestyną – piękne są Pani drzewa, Pani Małgorzato. „Sekretne życie drzew” uświadomiło mi, jak bardzo są one wyjątkowymi, fascynującymi, „czującymi” istotami.

  113. Na Facebooku.
    A wieczorem, nad jeziorem…Tak, w upalne pogody mamy zupełne szaleństwo kolorystyczne.

    Celestyno, dzięki za miłe słowa. O, warto znać się na drzewach, zachęcam do tego. To przyjaciele.
    A już malarz czy pisarz musi znać się na przyrodzie wręcz koniecznie!
    Fluid: tego lata malowałam głównie drzewa, do Emilkowych książek.

    „Pochwały drzew” i wielu innych wierszy Wierzyńskiego nie ma, niestety, w sieci. Mało się wydaje jego książek. Naraził się, pisząc mocne wiersze „polityczne”, wymazano go skutecznie – na szczęście nie z pamięci czytelników. Może kiedyś tu zamieszczę „Pochwałę drzew”- specjalnie dla Ciebie.

    Bartku (wiad.pryw.) – no, to się cieszę!

  114. O, rany! Kto nie widział, niech koniecznie zobaczy cudowne zachody słońca nad jeziorem, po mistrzowsku uchwycone przez Adminkę.

    „Dźwięki leśne, nadjęzyczne,
    Sprawy liści niebotyczne,
    Przeogromny, mnogi czas”…

    W pogodnym i pełnym światła lesie przedstawionym przez DUA, z pewnością chciałoby się znaleźć każde dziecko:).

  115. Wyobraziłam sobie jak młodziutki Kazio, z nosem w książce i uśmiechem na twarzy, idzie po pięknej kasztanowej alei w Stryju, zataczajac sie ze szczescia :-)

    Pani Małgorzato, nie mogę wyjść z podziwu nad technika akwarelowa w Pani wykonaniu. Widać, że zna się Pani na drzewach. Co za zróżnicowanie „machnięć”, zeby pokazac, ze iglaste to iglaste, brzoza to brzoza z tymi migoczącymi drobnymi listkami, i jeszcze jakieś inne liściaste (ja się, niestety, nie znam).
    Juz wiem: moglby powstac cykl akwarelek ilustrujący „Pochwalę drzew”! (tak sie rozmarzylam)
    Czy ktos natrafil w sieci na ten wiersz? Bylabym wdzieczna za namiar, mnie sie nie udalo.

  116. Kazimierz Wierzyński
    DO LEOPOLDA STAFFA

    W małym mieście (z którego tu wszyscy się śmieją),
    Trzy korony, pamiętam, ukradłszy mej matce,
    Kupowałem twe książki w niebieskiej okładce
    I z szczęścia zataczałem się miejską aleją.

    Miasto było po wierszach Ameryką wielką,
    Świat wołał sygnałami ze szczytów swych tylu,
    I ziemia pod wylewem budziła się Nilu
    I ja płynąłem wtedy do morza swą deltą.

    Gdy w ulice zamknięte aleją, jak broszką,
    Światła nocnych pociągów rzucały swą zamieć,
    Powtarzałem po cichu twe wiersze na pamięć,
    I na prowincji było mi tęskno i gorzko.

    Wiem, że to są wyznania najbłahsze na świecie,
    Nie obchodzą nikogo, zbyteczne zaiste,
    Każdy przecież w dzieciństwie miał swego artystę,
    Kiedy kochał się w wierszach, zazdrościł poecie.

    Lecz wszystko się powtarza, rzecz równie wiadoma,
    Jak rym idzie po rymie, jak księga po księdze,
    Ty jesteś mą młodością, mym snem o potędze.
    Dziw, że ciebie żywego dotykam rękoma!

    A jeśli już mam wyznać pragnienie najszczersze,
    Chciałbym bardzo, by nie zgasł mój głos bezpotomnie
    I w miasteczku odległym ktoś myślał tak o mnie,
    Jak ja o tobie – niosąc pod pachą me wiersze.
    .
    ( z tomu „Gorzki urodzaj”, Warszawa 1933)

  117. Maniaczka jedna, poszłam jednak szukać tego wiersza. Mam go, nazywa się” Pochwała drzew” i jest również ukłonem w stronę Mickiewicza (motto z „Pana Tadeusza”). Piękny! – ale za długi (trzy bite stronice). Przepisałam za to inny śliczny wiersz, wzruszające, szczere świadectwo podziwu, z ostatnią zwrotką jakby zadedykowaną naszej Zuzi.

  118. Zuziu, jest nawet wiersz Wierzyńskiego, mile nawiązujący do tego wiersza Staffa.
    Taki jakby ukłon wobec mistrza.
    Późno już, jutro Ci go poszukam.

    Rysiu, trafna uwaga. Mnóstwo muzyki jest w jego poezji.
    Malarstwa też, zresztą. Miał oko i ucho.:)

    Aleksandro, to takie tuwimowe właśnie, prawda? („Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa”- ale to już Słowacki).

  119. „Zaczerwieniło się, pojesienniało
    I zadziwiło się i odleciało…” Ach ten Wierzyński, cudo… Ja w nim widzę i Staffa po trosze i mojej Iłły ukochanej i Jastruna chwilami i Tuwima…i już mi po głowie krąży wierszy sto… I jakie znamienne dla Wierzyńskiego – muzyka pobrzmiewa w jego utworach o przyrodzie, a to kantata o drzewach, a to etiuda na jesień, a to psalm o wierzbach… przepięknie.

  120. Dobry wieczór! Co za fluid! Bo gdy goniłam dziś zachód słońca i mknęłam na rowerze przez las, opromieniony jego ostatnimi refleksami, nie byłam jeszcze w stanie wyrzec słowa o tych drzewach i zniewalającym lesie, a teraz już wiem, że wszystko powiedział za mnie Pan Kazimierz. Gdzieś jeszcze wtrącił się Staff ze swoim „Cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa”. Jakże nas wyręczają ci poeci, jak nam dobrze z nimi. My możemy tylko patrzeć, czuć, a oni za nas ubiorą to w słowa.

  121. Zobaczyło żuka.:) A może motylka.
    Samo życie.
    Pamiętam dobrze, jak po spacerkach bolały mnie ręce.

  122. Piękna ilustracja, zapomniałam dodać.
    Ujęło mnie dziecko ciągnące mamę w jakimś zupełnie innym kierunku, niż wyraźnie patrzą rodzice

  123. Natomiast ja zachwycam się śliczną ilustracją. Ach, lubię je, lubię! Tamte poprzednie na długo miałam przed oczyma i coraz, patrząc na przyrodę, myślałam sobie, że bardzo podobnie jak tutaj. Piękna jest jesień!

  124. Jaki piękny, zachwycający wiersz! Słychać w nim poszum i szept listowia i wszystkie rozświergotane ptaki. Wierzyński na pewno bardzo lubił drzewa. Podobnie jak Staff.

Dodaj komentarz