Od Ateny

IMG_9969

 

Ponieważ nowy projekt związany z pracą rzucił mnie na Florydę na kilka dni,  postanowiłam odwiedzić Sanibel i Captiva, wysepki na zachód od Fort Myer, na których już wcześniej byłam.  – pisze nasza niezastąpiona KC Atena.- Wtedy nie wiedziałam, że Clifton Fadiman wraz z małżonką mieszkali na wyspie Captiva, a jego syn mieszka na Sanibel. Piękne miejsca, na Sanibel jest Muzeum Muszli, w którym byłam i tam są najpiękniejsze na świecie muszle, nie trzeba ich nawet szukać, leżą niezliczone ilości, wystarczy się schylić.

Napisałam do Anne Fadiman (adres znalazłam w internecie), już będąc w Naples, z nadzieją, że znajdę czas na to, żeby pojechać na Sanibel i Captiva i znajdę miejsca, które ważne były dla niego.

 

ooo

(Dodajmy tu  informację, że nieżyjący już Clifton Fadiman był błyskotliwym pisarzem, sławnym w swoim czasie twórcą radiowym i telewizyjnym, autorem wielu literackich antologii, wydawcą i krytykiem literackim, wielkim miłośnikiem i popularyzatorem książek.  Kolekcjonował też wina i tej właśnie pasji poświęcona jest książka wspomnieniowa jego córki Anne – „The Wine Lover’s Daughter”) – MM

 

Napisałam bez nadziei na odpowiedź – pisze dalej KC Atena – i proszę sobie wyobrazić,  ona mi prawie natychmiast odpisała. Powiedziała mi gdzie mieszkali jej rodzice, ważne były dla nich biblioteki na obu wyspach, podała mi ich dwie ulubione  restauracje, w jednej zjadłam Key lime pie i do tej pory mam na pewno podwyższony cukier ;).

 

KeyLime Bistro Key Lime Pie

 

Powiedziała, że powinnam iść na piękne plaże, i że jej tato nie doceniał tego piękna.

 Kupiłam eseje Cliftona Fadimana,  Anne powiedziała że akurat te są jej ulubionymi esejami. Opowiedziałam jej pokrótce o naszych zagadkach i że była popularna i chyba jej się to spodobało, miło jej było z tego powodu, że jest w Polsce lubiana.

(Z oryginału maila:
Thanks for telling me about that lovely game. I’m delighted to hear my work is read in Poland. )

 

Ha! Jak miło!

I jeszcze kilka słów od Anne Fadiman, ze zdjęciami Ateny:

My parents lived at South Seas Plantation on Captiva,

 

Miejsce zamieszkania CF

 

but the places that might best contain my father’s „spirit,” as you put it, were his favorite restaurants. Most are now closed, but I believe that the Old Captiva House at „Tween Waters”, where they often dined, is still open. Also Key Lime Bistro.

 

KeyLime Bistro2

 

You could at least drive past one of those. Two other places that were important to him until he lost his sight were the libraries on both Sanibel and Captiva. He spoke at both.

Good luck.

Anne Fadiman

 

Atena zrobiła zdjęcia jednej z tych ulubionych bibliotek pp. Fadimanów – oto ona:

 

Sanibel Biblioteka

 

A co do bistra Key Lime – nietrudno nam będzie wyobrazić sobie siedzącą przy tym stoliku rodzinę Nałogowych Korektorów:

 

KeyLime Bistro3

 

Odwiedziwszy niedawno z bratem rodziców mieszkających na wyspie archipelagu Florydy, wybraliśmy się z nimi do eleganckiej restauracji. Gdy – wszyscy prócz ojca, który nie widzi – wetknęliśmy nosy w kartę dań, zdałam sobie sprawę, że podobnie zmieniony wyraz naszych twarzy nie miał nic wspólnego z namysłem, co chcemy zjeść.

– Przestawili „e” i ”a” w sosie madera – zauważył brat.

– Zrobili z Bel Paese jedno słowo – powiedziałam – I napisali to z małej litery.

– I tak są uważniejsi niż tam, gdzie byliśmy w zeszły wtorek – stwierdziła matka. – Tam podają kaczkę po rekińsku.

(…)

Wiem, co możecie sobie pomyśleć: cóż za nieznośna rodzina! Co za paczka małostkowych, zrzędliwych, drobiazgowych, nędznych intrygantów! Prawdą jest – zdaję sobie sprawę, że to koronny dowód – że pewnego razu, gdy zamówiłam tort czekoladowy dla uczczenia blisko sąsiadujących ze sobą urodzin trójki Fadimanów, odebrałam formularz zamówienia pracownikowi piekarni, w którym zanotował napis jako HAPPY BIRTHDAY’S i poprawiłam go. Wiedziałam, że uwagi mojej rodziny nie zwrócą srebrne przybranie ani różowa różyczka z cukru; gdybym w ostatniej chwili nie zapobiegła interpunkcyjnej katastrofie, wszyscy chórem wykrzyknęliby: „O! zbędny apostrof!”

(Anne Fadiman „Ex libris” , wyd. Świat Literacki 2004, przekład Hanny Pustuły i Pawła Piaseckiego)

 

ex-libris-wyznania-czytelnika-w-iext40492835

(Dodam nawiasem, że znalazłam smaczny błąd składniowy w powyższym przekładzie;  ale przecież każdy, nie tylko Maniakalny Korektor,  widzi, że powinno być: „odebrałam pracownikowi piekarni  formularz zamówienia, w którym zanotował napis jako…” etc.  MM).

Oczywiście, jeśli sami jesteście nałogowymi korektorami – a jeśli jesteście, wiecie o tym, gdyż dla naznaczonych to odruch równie nieuchronny, jak kichnięcie – wasze myśli biegną odmiennym torem: jaką porządną, obywatelsko zaangażowaną rodziną są Fadimanowie! Jakże wspaniałomyślnie dzielą się w tych niechlujnych czasach swą wnikliwością z nieoświeconymi! Gdybyście żyli w 1631 roku, nie posiadalibyście się z radości, natrafiając na siódme przykazanie z wydrukowanego specjalnie dla Karola I egzemplarza Biblii, które brzmiało: „Będziesz cudzołożyć”.

(…)

George (…) nie pojmuje dreszczyku towarzyszącego takim odkryciom. Nie uważa mnie za cudowną towarzyszkę życia, gdy przy spojrzeniu na ekran jego komputera czuję, że moje palce, jakby poruszane przez wewnętrznego chochlika, same wstawiają drugie r w embarras. Jestem jednak pewna, że  gen przekazany został naszej sześcioletniej córce. Nie zna jeszcze na tyle ortografii, by poprawiać pisownię, ale z pewnością odziedziczyła korektorski temperament. Gdy miała dwa i pół roku, George zwrócił się do niej, wskazując na karmnik: „Patrz, Zuzanko, drozd!”. Zuzanka odparła z miażdżącą pogardą: „Nie, tatusiu, drozd  r d z a w o b o c z n y”. Pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy sama zacznie wstawiać brakujące ”r”.

(Anne Fadiman „Ex libris” , wyd. Świat Literacki 2004, przekład Hanny Pustuły i Pawła Piaseckiego)

 

 

Kochana Ateno, dziękuję za kolejny, ciekawy  reportaż z Miejsc  Literackich!

A szanowny Lud Księgowy zachęcam do czytania uroczych, dowcipnych i pouczających książek Anne Fadiman (w przekładach mamy już  dwie: Ex libris oraz  W ogóle i w szczególe – eseje poufałe) .

 

Fadiman_Wogole__500px

 

Książki  jej sławnego i wszechstronnego ojca, Cliftona Fadimana, niestety, nie zostały jeszcze w Polsce wydane, ale kto wie, może się ich doczekamy.

Tymczasem – czytajmy w oryginale! Gorąco do tej praktyki zachęcam!

 

Uściski od

MM

 

 

207 przemyśleń nt. „Od Ateny

  1. A i najważniejsze – Pani Bettina jest miłośniczką muzyki, sama grała na skrzypcach w orkiestrze kameralnej, a teraz organizuje koncerty. Prowadzili też z mężem dla dzieci kursy językowe nazywane Akademią Pana Kleksa !
    Serce rośnie.

  2. Niesamowity fluid !
    Właśnie wróciliśmy z mężem z okolic Milicza. W małej wioseczce Pracze, Pani Bettina Harnischfeger prowadzi wraz z mężem ośrodek Żabi Róg. Jest to córka ostatniego niemieckiego pastora z Sułowa (pobliskie miasteczko), która opuściła dom rodzinny w 1945 roku ale wróciła w te okolice w latach 90-tych. Pani Bettina dziarsko działa wśród lokalnej społeczności – organizuje koncerty, warsztaty itp. Prowadzi także małe muzeum. W jej zbiorach znajdują się m.in. odnalezione po 70-ciu latach w skrytce na strychu dawnej plebanii ewangelickiej w Sułowie, konspiracyjne materiały dotyczące Kościoła Wyznającego !!! Schował je tam przed gestapo pastor Axel Sommer, ojciec Bettiny, zanim zginął na froncie – wysłany tam za antynazistowską postawę.

  3. Celestyno, dziękujemy.:)
    Ja również pomyślałam o tym drugim Dietrichu. Polecam znakomitą książkę von Hildebranda: „Serce. Rozważania o uczuciowości ludzkiej i uczuciowości Boga-Człowieka”- wyd. W drodze, 1985

  4. O, dziękuję, Krzysztofie!- i teraz już wiem, że czytałam kiedyś ten wiersz.:) Poznaję.
    Bardzo piękny.
    Słówko do Cascioliny: tak, Auden współpracował z kompozytorami, a z jednym wręcz się przyjaźnił: z Robertem Montgomerym, profesorem Oxfordu, znanym jako Edmund Crispin, pod którym to pseudonimem tworzył on znakomite powieści detektywistyczne.
    Do przyjaciół Crispina należał także inny świetny poeta, Philip Larkin (n.b. także tłumaczony przez mego brata).

  5. Dzień dobry Kochani!

    Dziękuję za zamieszczenie tutaj pięknego wiersza oraz wspaniałego przekładu.

    Podobnie jak Casciolina, natychmiast zaczęłam zapoznawać się z biografia Dietricha Bonhoeffera. Jego postawa w latach trzydziestych od razu przywiodła mi na myśl życiorys chrześcijańskiego filozofa Dietricha von Hildebranda. Jego myśl poszła w innym kierunku, jednak ta analogia jakoś sama mi się nasuwa.
    Pozdrawiam wszystkich i przesyłam spóźnione życzenia urodzinowe dla pana Musierowicza!

  6. Co do błędów, to mnie razi wyjątkowo: ubrać sukienkę, przepis na syte danie, ugotować kaszy mannej.

  7. Fern Hill
    Dylan Thomas

    Now as I was young and easy under the apple boughs
    About the lilting house and happy as the grass was green,
    The night above the dingle starry,
    Time let me hail and climb
    Golden in the heydays of his eyes,
    And honoured among wagons I was prince of the apple towns
    And once below a time I lordly had the trees and leaves
    Trail with daisies and barley
    Down the rivers of the windfall light.

    And as I was green and carefree, famous among the barns
    About the happy yard and singing as the farm was home,
    In the sun that is young once only,
    Time let me play and be
    Golden in the mercy of his means,
    And green and golden I was huntsman and herdsman, the calves
    Sang to my horn, the foxes on the hills barked clear and cold,
    And the sabbath rang slowly
    In the pebbles of the holy streams.

    All the sun long it was running, it was lovely, the hay
    Fields high as the house, the tunes from the chimneys, it was air
    And playing, lovely and watery
    And fire green as grass.
    And nightly under the simple stars
    As I rode to sleep the owls were bearing the farm away,
    All the moon long I heard, blessed among stables, the nightjars
    Flying with the ricks, and the horses
    Flashing into the dark.

    And then to awake, and the farm, like a wanderer white
    With the dew, come back, the cock on his shoulder: it was all
    Shining, it was Adam and maiden,
    The sky gathered again
    And the sun grew round that very day.
    So it must have been after the birth of the simple light
    In the first, spinning place, the spellbound horses walking warm
    Out of the whinnying green stable
    On to the fields of praise.

    And honoured among foxes and pheasants by the gay house
    Under the new made clouds and happy as the heart was long,
    In the sun born over and over,
    I ran my heedless ways,
    My wishes raced through the house high hay
    And nothing I cared, at my sky blue trades, that time allows
    In all his tuneful turning so few and such morning songs
    Before the children green and golden
    Follow him out of grace,

    Nothing I cared, in the lamb white days, that time would take me
    Up to the swallow thronged loft by the shadow of my hand,
    In the moon that is always rising,
    Nor that riding to sleep
    I should hear him fly with the high fields
    And wake to the farm forever fled from the childless land.
    Oh as I was young and easy in the mercy of his means,
    Time held me green and dying
    Though I sang in my chains like the sea.

  8. Zainspirowana wierszem Auden’a, zaczęłam się zagłębiać w biografię i twórczość poety. Zatrzymałam się na dłużej przy wierszu „1 września 1939”, w tłumaczeniu oczywiście pana Stanisława; dowiedziałam się też, że Auden często współpracował z kompozytorami, pisząc libretta do ich dzieł.
    Przede wszystkim jednak chciałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat Bonhoeffera. Jakże przebogate w treść było jego życie! Poczytałam też o tym, jak potoczyły się losy jego rodzeństwa (a było ich ośmioro), szczególnie siostry bliźniaczki, Sabiny. Udało jej się uciec do Oxfordu z mężem i dwiema córeczkami jeszcze przed wybuchem wojny. Starsza córka, Marianne, w młodości pisała wiersze: można je odnaleźć w oryginale w internecie.

    Pozwolę sobie jeszcze zamieścić wstrząsające słowa Bonhoeffera, w których tłumaczy dlaczego uważał za konieczny powrót do Niemiec z USA, tuż przed wybuchem wojny:
    „Muszę ten trudny okres naszej narodowej historii przeżyć wraz z chrześcijanami w Niemczech. Nie będę miał żadnego prawa do współtworzenia chrześcijańskiego życia w powojennych Niemczech, jeżeli nie będę dzielił tej próby czasu wraz z moim narodem […]. Chrześcijanie w Niemczech stoją przed przerażającą alternatywą: albo dać swoje przyzwolenie na klęskę swojego narodu, aby umożliwić przetrwanie cywilizacji chrześcijańskiej, albo zgodzić się na zwycięstwo i zniszczyć zarazem cywilizację. Już wiem, którą opcję wybiorę z powyższej alternatywy. Jednak tego wyboru nie mogę dokonać znajdując się tutaj, w sytuacji całkowicie bezpiecznej”.

  9. Aleksandro (wiad.pryw.)- a to dopiero! A tak pospiesznie odesłałam!
    Wstyd dla poczty, naprawdę.
    Dobrze, że solenizantka nie zauważyła braku.
    I tak, rozumiem, zawsze trzeba układać na nowo.

  10. Dziękuję serdecznie.
    We Wrocławiu i w Berlinie są bliźniacze pomniki Bonhoeffera. Bardzo charakterystyczne i robiące wrażenie. O ten wrocławski turyści pytają często, budzi ich zainteresowanie.

  11. Cześć i czołem! Tam, gdzie są wspominane wieczory zagadkowe oraz spisy pojawiam się i ja. Maniakalny Spisowacz. Zeszycik z wielorybem stracił był okładkę, ale w środku jak nówka- nieśmigana. Do dziś zostało mi przyzwyczajenie zaznaczania ciekawych cytatów na ‚wieczór zagadkowy’. Np. takiego, w którym pojawia się postać Babcia Gąska. Fajne, co?
    Serdecznie całuję- Wasza b.g

  12. Dziękuję za poszukiwania!! Ile pięknej poezji anglojęzycznej nie poznałabym, gdyby nie Pani Brat! Do dziś pamiętam te dwujęzyczne tomiki wydane przez Znak, które pojawiały się w sprzedaży, gdy byłam studentką. Ba, mam niektóre, ale, niestety, część przepadła bez wieści.
    Może ktoś z Księgowych, ma tłumaczenie tego wiersza?

  13. Chesterko, niestety, nie stwierdzę tego. Poszłam natychmiast po tom „44 wiersze” Audena (wyd.Znak) i oto nie mam go na półce! Jest natomiast na niej niewielka luka w długim szeregu. Ktoś sobie pożyczył. Kto??? – nie pamiętam.
    Może Staś przełożył ten wiersz, tytuł jest mi znany. Na pewno jednak nie wiem.

    Anette, wiersz Berrymana, mój ulubiony, cytowałam tu kilkakrotnie, w „Febliku” też. Nigdy go za wiele!

    Myślę dziś właśnie, jak ogromną pracę wykonał mój Braciszek i jak bezcenną kolekcję skarbów pozostawił. I to mnie pociesza.

  14. Droga Autorko! Mam prośbę. We wspomnianej przeze mnie książce o ojcu biblofilu, który ze swojej samotni rusza w świat na poszukiwanie zaginionego syna bardzo ważna jest poezja. Właściwie każda scena, obraz, sytucja niesie ze sobą przesłanie. W jednym z dialogów między dwojgiem bohaterów: Kanadyjczykiem zakochanym w kulturze ros. a przygodnie zapoznanym Rosjaninem pada tytuł wiersza: „Wzgórze paproci” Dylana Thomasa. Niestety nie ma tego wiersza w antologii Pani Brata: „Z Tobą, więc ze Wszystkim” a innej Thomasa nie mam. Czy Stanisław Barańczak go przetłumaczył?

  15. Wiersz Audena poruszający.
    Gorąco zachęcam do przeczytania innego wiersza tłumaczonego przez Pana Stanisława: „Jedenaście zwróceń się do Pana Boga” John’ego Berryman’a (Ignacy Borejko cytuje Jędrkowi jego początek w „Febliku”) – wspaniały! Cały wiersz znaleźć można w internecie na stronie bc.dominikanie.pl – w wyszukiwarce wystarczy tam wpisać „W drodze 1991, nr 10” i w tym numerze od strony 29 jest cały utwór. I tutaj także znajomość biografii Barryman’a ma istotny wpływ na odczytanie wiersza.

  16. Fluid! My właśnie na polskim uczymy się o błędach językowych. Ale to już nie jest ten sam polski…
    Niektórzy nauczyciele okazują się najlepsi w tym co robią i potem już się takich nie spotyka.
    Nowa pani polonistka nie potrafi tak zachęcić do naszego języka ojczystego i pokazać jego piękna i bogactwa.

  17. Dzień dobry
    W temacie błędności, która się zamienia w regułę – mnie do pasji (nomen omen) szewskiej doprowadza „spolegliwy”, który jest powszechnie błędnie stosowany. Jak słyszę to nie mogę zdzierżyć…

  18. Bardzo proszę.:)
    Wymowa i gorycz tego wiersza stają się głębsze, gdy się wie, kim był i za co zginął Dietrich Bonhoffer.

  19. Wiersz – pomnik. Wiersz – klejnot. Porażająco zachwycający. Ile treści.
    Bardzo jestem wdzięczna panu Stanisławowi, że mi go PRZYBLIŻYŁ.
    Jednak tak wielkie przeżycie ominęłoby mnie, gdyby nie Krzysztof i jego trop.
    UA serdecznie dziękuję za zamieszczenie całości.

  20. (…)Since the analogies are rot
    Our senses based belief upon,
    We have no means of learning what
    Is really going on,(…)

    (…)Nasz sąd o świecie zmysły w każdym punkcie
    Wsparły na próchnie analogii – zatem
    Nie mamy jak się dowiedzieć, co w gruncie
    Rzeczy się dzieje ze światem.
    (…)

    O ileż bardziej obrazowo wyraził tę myśl Stanisław Barańczak: „nasz sąd o świecie wsparty na próchnie analogii”.
    Dzięki Boyowi literatura francuska jest znacznie smakowitsza w polskich tłumaczeniach, a dzięki Barańczakowi – angielska.

  21. A tu – wspaniały przekład mego Brata:

    W.H. Auden

    DZIECKO PIĄTKU
    (pamięci Dietricha Bonhoffera,
    zamęczonego we Flossenburgu 9 kwietnia 1945)

    Powiedział nam, że mamy wolny wybór;
    My, jak to dzieci, myśleliśmy prościej:
    „Ojcowska Miłość zadba o nas chyba,
    A siłą – w ostateczności –

    Da sobie radę z gorszą łobuzerią” –
    W pełnych bojaźni religijnych głowach
    Nie zaświtało, że On całkiem serio
    Rozumiał był swoje słowa.

    Czy jego oko roni łzę czy miota
    Skry – bezcelowe byłyby dyskusje,
    Co nas gruntowniej miażdży ciosem młota:
    Gniew Jego czy też współczucie?

    I jaka cześć należy się dziwacznej
    Boskości, której nie ogarnia trwoga,
    Gdy Adamowi daje nieopatrznie
    Wypełniać czynności Boga?

    Byłoby ślicznie, gdyby można ulec
    Czarom Człowieka Powszechnego ( z epok
    Pobożnych gromad i lokalnych królestw):
    Lecz nam do tego daleko.

    Wsobny a jednak wszechwidzący Umysł,
    Widzialnych zjawisk obrośnięty ciałem,
    Nie budzi ani grozy, ani dumy:
    Jest w każdym calu banałem.

    Wcielaniem życzeń i kontr-życzeń w życie
    Zajęty (służą mu liczne narzędzia),
    Sam nie pojmuje chyba całkowicie
    Sensu swojego zajęcia.

    Nasz sąd o świecie zmysły w każdym punkcie
    Wsparły na próchnie analogii – zatem
    Nie mamy jak się dowiedzieć, co w gruncie
    Rzeczy się dzieje ze światem.

    I w końcu wiemy jedno: że najśmielsze
    Z naszych dowodów czy też refutacji
    Istnienia Jego – w nietkniętej kopercie
    Wrócą pod adres nadawcy.

    A czy On w swoim czasie złamał pieczęć,
    Zmartwychwstał? Nikt z nas nie śmie mieć poglądu,
    Lecz niedowiarek nawet nie zaprzeczy,
    Że jedno pewne: Dzień Sądu.

    Na razie z krzyża płynie cisza – martwa
    Martwotą której my nie dorównamy –
    I mówi jaki był zysk czy też strata,
    A ty i ja – wolni – mamy

    Odgadnąć z twarzy pod zaschłą plwociną
    Jakie Pozory ratuje ta dzika
    Decyzja, aby na oczach rzesz zginąć
    Śmiercią zwykłego niewolnika.

  22. To tylko fragment, Krzysztofie, początek.
    Oto całość, w oryginale :

    W. H. Auden

    FRIDAY’S CHILD

    (In memory of Dietrich Bonhoeffer,
    martyred at Flossenbürg, April 9, 1945)

    He told us we were free to choose
    But, children as we were, we thought—
    „Paternal Love will only use
    Force in the last resort

    On those too bumptious to repent.”
    Accustomed to religious dread,
    It never crossed our minds He meant
    Exactly what He said.

    Perhaps He frowns, perhaps He grieves,
    But it seems idle to discuss
    If anger or compassion leaves
    The bigger bangs to us.

    What reverence is rightly paid
    To a Divinity so odd
    He lets the Adam whom He made
    Perform the Acts of God?

    It might be jolly if we felt
    Awe at this Universal Man
    (When kings were local, people knelt);
    Some try to, but who can?

    The self-observed observing Mind
    We meet when we observe at all
    Is not alariming or unkind
    But utterly banal.

    Though instruments at Its command
    Make wish and counterwish come true,
    It clearly cannot understand
    What It can clearly do.

    Since the analogies are rot
    Our senses based belief upon,
    We have no means of learning what
    Is really going on,

    And must put up with having learned
    All proofs or disproofs that we tender
    Of His existence are returned
    Unopened to the sender.

    Now, did He really break the seal
    And rise again? We dare not say;
    But conscious unbelievers feel
    Quite sure of Judgement Day.

    Meanwhile, a silence on the cross,
    As dead as we shall ever be,
    Speaks of some total gain or loss,
    And you and I are free

    To guess from the insulted face
    Just what Appearances He saves
    By suffering in a public place
    A death reserved for slaves.

  23. Przeczytałem onegdaj bardzo ciekawy artykuł na temat nieba, piekła i wolnej woli, zilustrowany był takim oto wierszem (nie wiem, czy to całość czy tylko fragment):

    Wystan Hugh Auden „Dziecko piątku”

    Powiedział nam, że mamy wolny wybór;
    My, jak to dzieci, myśleliśmy prościej:
    „Ojcowska Miłość zadba o nas chyba,
    A siłą — w ostateczności —

    Da sobie radę z gorszą łobuzerią” —
    W pełnych bojaźni religijnych głowach
    Nie zaświtało, że On całkiem serio
    Rozumiał był swoje słowa.

    (tłum. S. Barańczak)

  24. Jeszcze tylko dodam, że jak czytam przedszkolakom Pana Tadeusza na zajęciach to one są nim zachwycone. Na stronie muzeum jeszcze książki nie ma, ale ja już ją pokazałam na moim blogu Dolny Śląsk dla Uli.

  25. A wiersz był Gerarda Manleya Hopkinsa w tł. St. Barańczaka, oczywiście ( pt. „że przyroda jest heraklitejskim ogniem i o pociesze Zmartwychwstania”).

  26. Solenizant dziękuje z miłym uśmiechem.
    Historynko, przyłączam się do pytania Ateny. Już przedtem chciałam skomentować Twoją wiadomość – że pomysł bardzo dobry i ciekawy i że serce rośnie – ale zapomniałam, mocno zajęta sprawami rodzinnymi. Koniecznie przyślij zdjęcia, dobrze? Adminka zgłosi się do Ciebie, tylko wpisz tu (prywatnie) swój adres mailowy, to będzie prostsze niż szukanie go wśród pierniczków.:)

  27. Dziekuje za mile slowa, ale zaznaczam, że to pani Małgosia stworzyła ten piękny wpis, ja tylko wysylam zdjecia. Cieszy mnie, że dzięki niemu Anne Fadiman została przez niektórych odkryta, innym przypomniana. Warto, prawda.
    Justysiu, uśmiecham się i ogromnie mi miło!
    Chesterko, musze przeczytac te ksiazke, a chmury są zawsze piękne.
    Pamiętam te spisy, nawet gdzieś mam wydrukowane, uporządkowywanie ich było bardzo czasochłonne, tak że doceniam Adminko, Magdo Z i Jane.
    Historynko, a to ciekawy pomysł, czy mozna obejrzec ten projekt gdzies w sieci..

  28. He, he, jak miło. Moje najlepsze życzenia dla Solenizanta!

    Rozsmakowałam się ostatnio w zupie dyniowej z dodatkiem mleczka kokosowego. Nie spodziewałam się nawet, że to jest aż tak dobre połączenie. Polecam! Będę też niebawem testować korzenne ciasteczka dyniowe, jeśli okażą się dobre, to podzielę się przepisem.

  29. Bartku (wiad.pryw.) – i byłabym zapomniała – a właśnie jadę na pocztę!
    Dzięki.

    A u nas zapiekanka Kopciuszka już była tej jesieni, jako podstawa uczty urodzinowej pana domu.
    Wielka była, na kruchym cieście z dodatkiem parmezanu, z mozzarellą i zielonym rozmarynem. Wnukom uszy się trzęsły, a francuski zięć-smakosz nie szczędził komplementów.

  30. Dzień dobry, babie lato!
    Polecam książkę Michała Rusinka ( sekretarza P. Szymborskiej ), „Pypcie na języku”. Do śmiechu.
    Ateno, dziękuję! Dzięki Tobie poznałam przeuroczą osobę. Ex libris w czytaniu.

    Dlaczego nikt nie wspomniał, że rozpoczął się sezon dyniowy? U mnie już pachnie Zapiekanka Kopciuszka.

  31. Zgadzam się w całej rozciągłości. Od tego trzeba w ogóle zacząć, że nikt nie ma bladego (ani zielonego ;) pojęcia jak naprawdę wykonywano muzykę np. w baroku.

  32. Casciolino, moim zdaniem wszystkie te określenia są błędne, nie tylko na poziomie językowym. Bo to są tylko nasze wyobrażenia o historycznej autentyczności.

    Dobranoc!

  33. Sowo P., na szczęście to sformułowanie (fuj!) jest wciąż określane jako błędne:
    „Wykonawstwo historyczne, autentyzm (ang. historically informed performance, period performance, authentic performance, a także Historically Informed Performance Practice – w języku polskim czasami oddawane przez błędną kalkę językową: „Wykonanie historycznie poinformowane”)”

  34. Na dobranoc:

    L. van Beethoven – ‚Appassionata’ (I. Allegro assai) – Els Biesemans on Fortepiano.

    (Nini, to jest właśnie to.)

  35. Pochwale się, pewnym projektem, który miałam przyjemność realizować w pracy, czyli w Muzeum. Pana Tadeusza. Przygotowałam Pana Tadeusza dla dzieci. Wybrałam fragmenty poematu, do tego dobrałam odpowiednie ilustracje. Wśód autorów ilustracji są: Andriolli, Malczewski, Kossak, Wilkoń czy Kallwejt . Potem to wszystko zostało zaprojektowane i wydrukowane na płótnie plandekowym w ogromnym formacie. Gotowa książka leży na wrocławskim Rynku i jest ogólnodostępna przede wszystkim dla dzieci. Podoba się maluchom bardzo. Język Mickiewicza nie tylko nie przeszkadza, ale nawet zachwyca dzieci, a stary dobry Andriolli i jego Maciej z królikami wcale nie podoba się mniej niż bajecznie kolorowa Mirella von Chrupek.
    Jeśli mogę z chęcią prześlę zdjęcia.

  36. „Chmur purchawki, puch darty, poduchy/porwane przez paradny huragan
    Gonią górnym gościńcem: hulaszcza/zgraja tłoczy się, w pogoń się puszcza.
    Pod ich bielą oślepiająco wapienną,/ na ziemi, na drzew pióropuszach
    Pasy światła, płaty cienia podłużne/ chcą się zmieszać wśród zmagań i smagań.”
    Cytat ten dedykuję miłośniczce chmur, której opowieści z licznych wojaży bardzo lubię czytać! Dziękuję, Ateno! I Kochany Starosto.
    Nie mogłam się powstrzymać, by nie zamieścić fragmentu wiersza poety, który jest ratunkiem dla bohatera pięknej książki, którą właśnie czytam – „Opowieść ojca” M. O’Briena.
    Przepraszam, że nie da się zmieścić wersów w linijce.

  37. Nini, to jest granie muzyki według kryteriów wykonawczych obowiązujących w czasach, w których powstała. Jak się muzyk poinformuje, to gra poinformowanie.

  38. Mielimy kawę – stare, znane już w latach siedemdziesiątych.
    Ale dobre.

    Cienki film fluidu – nowa formuła.
    Okropne.

    Tak: sandały ze skrzydełkami. Widziałem na filmie. Bynajmniej nie cienkim.

  39. Ależ Starosto! Przecież cały fenomen tych butów musi polegać na tym, że nie potrzeba żadnych żagielków, a już tym bardziej wiosełek. Po prostu zakładasz i płyniesz! Cud!

  40. Absolutnie się zgadzam. Dzieciom należy stawiać wysoko poprzeczkę kultury, bogactwa i piękna języka. Co do adaptacji również, dzieci na pewno się dostosują, przynajmniej ta ambitna garstka. Jednakże wydaje mi się, że idealne podejście powinno polegać na zaciekawieniu dziecka i stopniowym wprowadzaniu trudnych pojęć, jasno i przejrzyście je tłumacząc, żeby uczeń nie został przytłoczony i zniechęcony. Nawet ten mądry i lubiący czytać …
    Ach, ach, po prostu tęsknię za poprzednią nauczycielką, która potrafiła zmobilizować nawet najbardziej opornych do czytania i aktywności na lekcjach polskiego …
    No, ale bądźmy dobrej myśli. Dajmy szansę nowym :)

    Sowo P. trafiłaś w sedno – przeróbki książek dla dzieci drażnią mnie tylko odrobinę mniej niż sformułowania w stylu „wiele jest ryzyk w naszym departamencie”.

  41. Wystarczyłyby mi ze skrzydełkami, jak u Hermesa! Konsternacja: czy Hermes chodził w butach..? Ufff!

  42. Och, Nutrio!:))) Cudo!
    Bardzo chcę mieć takie wspaniałe buty do pływania po wodzie!
    Nie muszą być nawet ultramiękkie, byle miały żagielki lub choćby wiosła.

  43. Cudny, fascynujący wpis!!! Ateno, co za wspaniała podróż!
    Muszę koniecznie zdobyć ,,Ex libris”. Jeszcze nie wiem jak (moja rodzina uważa, że kupowanie książek to strata pieniędzy, a ja i tak czytam zbyt dużo, więc pozostaje mi tylko bardzo ograniczona pobliska biblioteka), ale jakoś na pewno.

    Supermarket:
    WSPANIAŁE, ULTRAMIĘKKIE, BUTY DO PŁYWANIA PO WODZIE
    oraz:
    PRZECENA! WORKI NA ŚMIECI Z USZAMI, 100 SZT., TYLKO…
    jak rónież (ale to już w innym sklepie):
    MIELIMY KAWĘ
    (a teraz już nie macie?…).
    Noi klasyk:
    UWAGA! UPRASZA SIĘ O NIE WYCIĄGANIE Z OPAKOWAŃ I NIE ROZKŁADANIE KOSZUL.

  44. Boleję za to nad rewolucją jaka się dokonała w literaturze, szczególnie dziecięcej – praktycznie nie istnieje już podział na język literacki i potoczny. Wybitnie drażni mnie tzw. „dostosowywanie języka do potrzeb współczesnego odbiorcy”, nawet w tłumaczeniach książek z dawnych lat. W tym ostatnim wypadku to już nie tylko brak elegancji językowej, to wręcz naruszenie decorum. Bo nie wierzę, by przedwojenne dzieci powszechnie kończyły każdą swoją wypowiedź nieszczęsnym pytaniem „co nie?” jak to dziś jest w zwyczaju. Dodajmy do tego wszechobecne, także w książkach i bajkach, anglicyzmy typu łał i o-oł. I jak tu wytłumaczyć dziecku, że to wciąż nie są eleganckie formy wypowiedzi, skoro nawet bohaterowie w książkach tak mówią?

  45. Obawiam się, że postawa językoznawców ma niewielki wpływ na ewolucję znaczeniową słów. Przecież w większości przypadków poszerzenie czy wręcz całkowita zmiana znaczenia słowa bierze się właśnie z jego powszechnego błędnego użycia. A po stu latach, gdy zabraknie tych, co pamiętają o jego pierwotnym znaczeniu, to nowe staje się normą. Dlaczego słowo dewota po polsku oznacza to, co oznacza, skoro po łacinie to człowiek zaledwie czemuś (komuś) poświęcony, oddany? Bez negatywnego wydźwięku. O ile to nowe, błędne znaczenie wpisuje się jakoś w etymologię słowa, nie razi mnie aż tak bardzo (tylko trochę). Wciąż jeszcze nie przywykłam do coraz powszechniejszego używania słów edycja i projekt w kontekście konkursów i koncertów, ale spodziewam się, że jest tylko kwestią czasu, kiedy je w pełni zaakceptuję. Natomiast z jedym na pewno nie dam sobie rady: z wykonawstwem historycznie poinformowanym.

  46. Przeczytałam właśnie piękną książkę… I tak sobie myślę, że to chyba dobre miejsce, by podzielić się mą radością. Książka nosi tytuł „Był dom…” i są to wspomnienia, w dużej części z powstania warszawskiego, Anny Szatkowskiej (córka Zofii Kossak). Zaskakująco krzepiąca, zadziwiająca refleksjami – perełkami… Po przeczytaniu nabyłam bez zwłoki. Bo to książka – Przyjaciel. Bez dwóch zdań.

    Podczytuję też „Ex libris” Fadiman (mamo Isi – można znaleźć w bibliotekach, w kilku wrocławskich jest) i wyznam, że jako zdecydowanie „zwykły czytelnik” wdzięczna jestem Janowi Gondowiczowi za liczne, widać że z przyjemnością opracowane, dopowiedzenia. Bez nich poddałabym się bardzo szybko :)

    Dobrego popołudnia wszystkim!

  47. Psianko, pardon, ale może to dzieci jednak powinny się postarać? Ich możliwości adaptacyjne są – wierz mi – kolosalne. Dobrze jest ustawiać poprzeczkę wysoko, coraz wyżej. Ciesz się, że pani jest na poziomie i ambitna. Dzieci na tym skorzystają. Kto raz dał radę skoczyć wyżej niż zwykle, potrafi to zrobić jeszcze wiele razy, coraz śmielej.

  48. Ależ, Sowo luba, „pasja” nadal oznaczać może silne zainteresowanie. Natomiast słowo „pasjonat” do niedawna oznaczało tylko człowieka łatwo wpadającego w gniew. Błędne użycie tego słowa dla określenia kogoś, kto oddaje się jakiemuś zamiłowaniu, było ostro piętnowane – do czasu, gdy błąd stał się powszechny. To właśnie mnie irytuje: zamiast edukować, językoznawcy się poddają przemożnej błędności.

  49. Pasja jako zamiłowanie była ponoć obecna w polszczyźnie już w osiemnastym wieku, a negatywnego znaczenia nabrała dopiero sto lat później. Słowo przyszło do nas prawdopodobnie z języka francuskiego i w językach romańskich wciąż ma się dobrze, również w znaczeniu pozytywnego, ale silnego uczucia. Ze wszystkich zmian językowych współczesnej polszczyzny ta denerwuje mnie najmniej.

  50. Dzień dobry wszystkim. Nareszcie udało mi się przeczytać wszystkie wpisy, jesteście cudowni. Wójcie
    Wiewiórko ukłon w Twoją stronę za Łaty na fotelu. Dzięki Tobie spędziłam miło piątkowy, deszczowy wieczór. Ach, Mamo Isi, Lud pragnie książki i ja się przyłączam. Nie mogę czytać Twoich wpisów późnym wieczorem, bo wybuchami śmiechu budzę rodzinę. Wczoraj trafiło na męża. A jeszcze ciekawostka. Moja córka wypatrzyła kiedyś napis: rolmopsy after helsku. Miłego dnia.

  51. Jane ! U mnie też matura i egzamin gimnazjalny oraz siódmoklasistka – narzekająca na nadmiar nauki. Niestety ma nową polonistkę, która wcześniej uczyła licealistów i studentów i mam wrażenie, że nie potrafi dostosować języka do poziomu wiejskiej podstawówki. Dzieci nie rozumieją lekcji. Nie wiem jak delikatnie dać pani do zrozumienia, że musi bardziej się postarać …

  52. Babciu Gapciu, też mnie irytują zmiany, wprowadzane przez współczesnych językoznawców i ortografów, bo często tylko sankcjonują użycie słów zaśmiecających polszczyznę – na przykład zalegalizowali (tłumacząc to „powszechnym użyciem”) słowo „pasjonat” w znaczeniu: „hobbista” i uznali za prawidłowy pretensjonalny nowotwór „urokliwe”, jakby nie dość było w naszym bogatym języku słów bliskoznacznych, takich jak: urocze, ujmujące, miłe, pociągające, wdzięczne, zachwycające, czarowne, nadobne, powabne, urzekające, upajające, śliczne, przyjemne, nastrojowe etc. Podobnie z ortografią. „Nie” pisane zawsze łącznie to chyba ustępstwo wobec nieuków!
    I nic nie poradzimy – zasady weszły w życie i obowiązują.

  53. Jane, dziękuję za to przypomnienie i za wszystko w ogóle, włącznie ze zwierzeniem w wiadomości prywatnej.
    Tak, to zadziwiające – wszystko jest po coś – choćbyśmy tego w pierwszej chwili nie rozumieli.
    Nawet ból.
    Pozdrawiam czwartoklasistkę!

  54. Bolą mnie błędy… przydałby się chyba cudzysłów. Co innego: bolą mnie zęby ;)
    Nawiasem- z tym „by” też bywa ciekawie. Przyznam się, że piszę na wyczucie, muszę zerknąć do zasad.

  55. Kochana Pani Małgorzato, Kochany Ludu!
    Dzień dobry po wakacyjnej przerwie. Czytam wpisy już od końca sierpnia, ale początek roku (czwartoklasistka i jej stresy) zupełnie nie pozwolił na przywitanie się wcześniej. W ogóle przed moją rodziną trudny szkolny rok – oprócz czwartej klasy jeszcze matura i egzamin gimnazjalny (trzymajcie kciuki).
    Przekazałam córeczce słowa Pani Małgosi o znalezieniu w klasie kogoś bardziej przestraszonego i smutnego – wzięła sobie do serca i mam nadzieję, że pomoże (już teraz mam wrażenie z każdym dniem jest troszkę lepiej, mniej łez, mniej bólu brzucha).
    Przyłączam się do grupy „kregosłupowców” – rezonans wyznaczony na 27 września. Przekonałam się jednak, że najważniejszy (dla mnie, oczywiście ) jest ruch – jazda na rowerze bardzo dobrze mi robiła. Dostałam też specjalne ćwiczenie na rwę – na szczęście trochę pomaga, jakoś doczekam do rehabilitacji w listopadzie.
    A teraz przyznam się, że do wpisania się dzisiaj zmobilizował mnie, zamieszczony przez MagdęZ, fragment spisu zagadkowego. Chciałam wspomnieć o swoim udziale w jego powstawaniu. Szykowałam wtedy prezent imieninowy dla siostry – spis zadawanych w KG książek. Żmudnie kopiowałam spisy nieocenionej Babci Gąski, układałam w excelu alfabetycznie poszczególne pozycje – usuwając najpierw inicjały imienia autorów książek (bo nie znalazłam lepszej metody na segregowanie), a potem wstawiając je na powrót (zliczyłam przy okazji powtarzające się pozycje). Potem wysłałam pliki do Adminki i byłam bardzo dumna ze wspólnego dzieła – choć mój udział to było tylko „przetwarzanie danych”.
    Teraz też archiwizuję kolejne wpisy (robię pdf-y), bo mi szkoda wpisów szóstkowych z dawnej strony – to już mały nawyk lub nieszkodliwa mania.
    Przesyłam słoneczne uśmiechy i ściskam jesiennie.

  56. Przyłączam się: bolą mnie błędy, które mnożą się już we wszystkich możliwych konfiguracjach. Trochę już głupieję. Nasza NAJ… polonistka uczyła, że „nie” z przymiotnikiem zawsze razem, zaś w zaprzeczeniu oddzielnie. Ale teraz wszędzie galimatias, nie wyłączając książek. Może są jakieś nowe zasady. Pomóżcie bo mnie to męczy.

  57. U mnie, niestety, jabłka nie obrodziły (susza okrutna), ale pomyślę o tym w przyszłym roku!
    Uściski, Justysiu. (Dzbanuszek wciąż cieszy!)

  58. Dzień doberek, cześć i czołem!
    Po nadrobieniu zaległości w czytaniu wszystkich wpisów i przemyśleń wpadam, by się przywitać.
    Pracy dużo, a wakacji mało miałam tym latem. Dany mi był jedynie krótki wyjazd do Chicago w sierpniu, a spotknie z Ateną to chyba najmilsze wydarznie tego lata.

    Ateno, miło się czyta Twój fotoreportaż z Florydy. Dziękuję DUA za zamieszczenie.

    P.S.
    Jeśli Ananas Berżenicki jest szlachetną starą odmianą, która nie potrzebuje szczepienia to ja poproszę o zachowanie nasion, jeśli ktoś ma taką możliwość. Nie musi być w tym roku, jeśli już za późno, ale tak w ogóle.

    Lato było upalne, i jeszcze dalej jest. Lubię takie, bo figi obrodziły. Kiedyś o zjadanie winogron winiłam ptaki, potem szopy, a w tym roku przyłapałam oposa na gorącym uczynku. Ależ on brzydki!

  59. Chcialabym odpowiedziec na pytanie Wiewojta o lame tybetanska z poprzedniego Wpisu. Chodzi o jedna z historii, ktore zmyslal pan Kralefsky, w „Ogrodzie bogow” G.Durrella. Meczyla mnie ta zagadka przez kilka dni i bylam prawie pewna, ze to cos czeskiego, az nagle olsnilo mnie – Durrell!!

  60. Tak, druga ekranizacja wydaje mi się gorsza. Zrobiona z mniejszym smakiem, że tak powiem.
    I podobno mniej wierna prawdzie historycznej.

  61. To pierwsze było elementarne.
    Kieliszki spirytusu stoją, jak, za przeproszeniem, wół. I płoną.
    To drugie – przyznaję – dopiero przy drugim obejrzeniu.
    I rzeczywiście może być dyskusyjne.
    Ale film mi się podobał. Nie o Janosiku.

  62. Zdradzony przez polską kinematografię?
    Niewątpliwie.
    Ach, cóż to mógłby być za serial!- gdyby go potraktować z powagą i dobrze obsadzić.

  63. A jednocześnie żałobna muzyka góralskich trombit przywołuje na pamięć innego zdradzonego bohatera polskiej kinematografii – Janosika.

  64. Jeśli Starosta pozwoli, to nadmienię, że w polsko-angielskim filmie „303. Bitwa o Anglię” też jest nawiązanie do filmu „Popiół i diament”.

  65. Zajrzałam i ja – piękne chusty i piękna aukcja – dla starych ludzi z wiosek na Podlasiu.
    Ta dziewczyna ma serce.

  66. Oj – muszę sprostować! To nie moja strona i nie moje dzieła! Bloga prowadzi Agnieszka Mackiewicz – Intensywnie Kreatywna, i to jej pomysł na pomoc i to ona udziergała chusty!
    Ja tylko pośredniczę w przekazaniu informacji o aukcji. :-)
    Uczę się od Agi dziergania – ale gdzie mi do niej! Dużo włóczki przede mną, aby osiągnąć jej poziom zaawansowania.

  67. O ile dobrze zrozumialam, Magpie przekazala apel bratniej duszy z Podlasia. Sama jest z Wielkopolski, i tez dzierga chusty i szale. Moze nam kiedy pokaze?

  68. Magpie cudne szale! Jestem pełna podziwu dla Twojego talentu, poświęcenia i wielkoduszności. Będę obserwować aukcje, wierzę że ceny szybko poszybują w górę.

  69. Kochane Księgowe i Drodzy Księgowi!
    Mam do Was prośbę: jeśli możecie, zajrzyjcie na stronę Intensywnie Kreatywnej, wpis „Ważne, bo charytatywne!!!”. Może ktoś będzie mógł pomóc, lub przekazać informację o akcji dalej.
    Pozdrawiam
    Marta

  70. Z zupełnie innej wyspy od niedawna. Zamieniłam Majorkę na Morecambe, niby też na M i ten morze jak okiem rzucić ale zielono, czerwono i złoto, jesiennie, deszczowo, słotnie, mgliście, kaloszowo i parasolkowo, i tak chyba wolę. I nadal krzewię miłość do polskiego języka. Li i jedynie.

  71. Hej, Rysiu!
    Nie z Majorki? A skąd?
    Miła sprawa z tą klepką.
    Pozdrawiam Ciebie i szóstą klasę!

  72. Za korektę dziękuję (literówka), ale, o nie – pierwsza zagadka była z „Pożegnania z Afryką” i zadała ją Old Lady (siostra Wiewiórki Wójta). Styczeń 2009. Pamiętam jak dziś. Old Lady chyba sama nie przypuszczała, jaką wspaniałą, wieloletnią zabawę inicjuje. Starosta włączył się kilka tygodni później. A zagadki trwały początkowo – dosłownie! – dniami i nocami. (To ci dopiero była sprężyna wydarzeń).

  73. A ja jutro zaczynam nowy rok szkolny z klasą szóstą, w polskiej szkole sobotniej. Na wieść, że mogę kierować się w wyborze lektur pełną swobodą, dodatkowo motywowana komentarzami Pani Dyrektor: „Niech Pani wybierze to, co Pani lubi czytać” z dzikiej radości się nie posiadając wybrałam „Szóstą Klepkę”. I z tej radości musiałam się pochwalić. Możliwe, że wybiorę coś jeszcze, bo ciągle czuję, że jest jej we mnie niebezpiecznie dużo. Tej radości oczywiście.
    Strasznie dawno mnie tu nie było, a ciepełko dalej grzeje bez zmian.

  74. Absolutnie, absolutnie!
    Madziu Zuchu, ileż to było roboty z tym spisem, a Babcia Gąska miała specjalny kajecik, w którym wszystkie tytuły notowała.
    12 razy „Przeminęło z wiatrem”!
    14 razy „Kochanica Francuza”!(ulubiony materiał zagadkowy Jelly).
    Jak się okazuje, nawet taki spis jest ciekawy – „nawet taki”, czyli zawierający książki przede wszystkim zdatne do zadawania zagadek:).

  75. Gwoli sprawiedliwości i po porządku – główną spisującą (czyli autorką większości spisów po wieczorach zagadkowych) była Babcia Gąska. :)

  76. Wielki Spis we fragmencie

    1. K. Blixen, „Pożegnanie z Afryką” (7x)
    2. Ch. Brontë, „Dziwne losy Jane Eyre” (8x)
    3. G. K. Chesterton „Przygody księdza Browna” (10x)
    4. A. Conan – Doyle „Duet z przygodnie stosowanym chórem” (11x)
    5. F. Czarnyszewicz, „Nadberezyńcy”
    6. A Dillard „Pielgrzym nad Tinker Creek” (8x)
    7. A. Dumas „Hrabia Monte Christo” (6x)
    8. G. Durrell „Moja rodzina i inne zwierzęta” (8x) oraz „Ogród bogów”(7x)
    9. J. Fowles „Kochanica Francuza” (14x)
    10. J. Galsworthy „Saga rodu Forsyte’ów” (12x)
    11. E. Gaskell „Północ – Południe”
    12. Guareschi „Don Camillo” (9x)
    13. B. Hrabal „Skarby świata całego” (7x)
    14. S. Jackson „Życie wśród dzikusów”
    15. J. K. Jerome „Trzech panów w łódce, nie licząc psa” (10x)
    16. L. Lee „Jabłecznik i Rosie” (6x)
    17. S. Lem „Dyktanda” (15x)
    18. B. MacDonald „Jajko i ja” (11x)
    19. K. Makuszyński „List z tamtego świata” (6x)
    20. F. Mallet-Joris „Papierowy dom” (7x)

  77. 21. B. Marshall „Ale i oni otrzymali po denarze” (6x)
    22. F. McCourt „Prochy Angeli” (10x)
    23. M. Mitchell „Przeminęło z wiatrem” (12x)
    24. L. M. Montgomery „Błękitny zamek” (6x) i „Wymarzony dom Ani” (7x)
    25. A. Munthe „Księga z San Michele” (11x)
    26. M. Musierowicz „Kalamburka” (8x) oraz „Pulpecja” (7x)
    27. G. Orwell „Brak tchu” (8x) oraz „Córka proboszcza” (6x)
    28. M. K. Pawlikowski „Dzieciństwo i młodość Tadeusza K. Irteńskiego” (6x)
    29. J. Porazińska „I w sto koni nie dogoni” (9x)
    30. B. Prus „Lalka” (10x)
    31. M. Pruszkowska „Przyślę panu list i klucz” (9x)
    32. M. de la Roche „Rodzina Whiteoaków” (14x)
    33. R. Rolland „Colas Breugnon” (8x)
    34. J. D. Salinger „9 opowiadań” (8x)
    35. M. Samozwaniec „Maria i Magdalena” (11x)
    36. L. Tołstoj „Wojna i pokój” (10x)
    37. S. Undset „Krystyna, córka Lavransa” (7x)
    38. M. Wańkowicz „Szczenięce lata” (9x) oraz „Ziele na kraterze” (13x)
    39. J. Webster „Kochany wrogu” (6x)
    40. W. Zambrzycki „Kwatera Bożych Pomyleńców” (11x), „Nasza Pani radosna” (7x) i „Pamiętnik Filipka” (6x)

  78. Dobry wieczór.
    Pytania o Wielki Spis pojawiają się tu od czasu do czasu, ale, tak jest, liczył on kilkaset książek, a pewnie i ponad tysiąc (zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę kolejne zagadki – bo przecież po Spisie bawiliśmy się nadal w specjalnie urządzonym Kąciku) i sam w sobie przypominał mały katalog biblioteczny. Nie sposób by go tu pomieścić. Ale dlaczego nie podzielić się choćby małym fragmencikiem? Przypomniało mi się, że kiedy Adminka porządkowała alfabetycznie bezładne listy autorów i tytułów, które podesłałam, policzyła przy okazji częstotliwość pojawiania się ich podczas wieczorów zagadkowych. Usiadłam więc na chwilkę i wybrałam te, które według spisu pojawiały się najczęściej (więcej niż 5 razy). Obok wielkich i sławnych („Lalka” , „Wojna i pokój”), pojawiają się i te mniej znane, na które sama bym nie trafiła, gdyby nie właśnie – zagadki. Postanowiłam podzielić się tym wyborem. Nadal jest on selektywny, subiektywny i umowny – a gdzie Capek? Dickens? czy też na przykład często swego czasu zadawany Pagnol („Chwała mojego ojca”)? itd. Ale może- a nuż! – ktoś znajdzie dla siebie nieznaną jeszcze, a ciekawą lekturę na nadchodzące jesienne i zimowe wieczory? Czy zgodzi się Pani opublikować taki fragment, Pani Małgosiu?

  79. To, Wójcie, dodano właśnie w trzecim wydaniu „Pegaz zdębiał”.
    I stoi tam, że zrobili to z Miłoszem.

  80. Ach, takie w drugą stronę zrobił swego czasu pan Stanisław Barańczak. Nie muszę chyba dodawać, że zrobił to po mistrzowsku, śmieszne to było bardzo. Gdzieś miałam tę jego zabawę w tłumaczenie wydrukowaną i schowaną do któregoś notesika.

  81. Jeśli Starosta Kochany uzna tekst w ostatnim akapicie za niecenzuralny, pokornie poddaję się pod nóż. Jednakowoż wygłosiło go dziewczę lat 14 z dobrego domu przez przypadek.
    Też wpisuję się do KMOMI (Klub Miłośników Opowiastek Mamy Isi), ze szczególnym uwzględnieniem librett i sztuk teatralnych. Dodałabym KMOMI i A czyli… Kto zgadnie?

    A z autentyków – kiedyś, za czasów mej młodości (tej pierwszej, oczywiście) w 8 kl na lekcji biologii omawiało się coś w rodzaju przygotowania do życia w rodzinie. Wyrwana znienacka do odpowiedzi, moja koleżanka na pytanie nauczycielki: co powinien przygotować w domu mąż na powrót żony po porodzie? odrzekła jednym tchem: wózek i inne narządy. Po czym spiekła raka. Reakcji klasy nie muszę opisywać.

  82. Mamy ten spis lektur zagadkowych w archiwum strony, Trollu. Nie jest ci on jednak niezbędny do życia, bo podobne katalogi są dostępne w każdej bibliotece – można wybierać i przebierać.

  83. Pozdrawiam serdecznie DUA i Lud Księgi. Jak milo tu zajrzeć w jesienne popołudnie.
    Już kiedyś miałam zapytać, a przypomniała mi teraz K8,czy gdzieś jest dostępny spis, sporządzony przez Magdę Z?

  84. Potwierdzam, ze wpisy Mamy Isi wywołują conajmniej ból brzucha ( ze śmiechu ).

    A przypomniało mi się jeszcze, jak to nasza polonistka mówiła do jednego z kolegów: „Ty, to masz tylko telewizor na głowie”.

  85. Przepiękny reportaż w tak urocze miejsca, Ateno, dzięki wielkie.
    Dla mnie jako geografa podróż w takie zakątki świata to nieziszczone marzenie.
    Może kiedyś sie uda odwiedzić Amerykę.
    Równie ciekawe wydają się książki autorstwa Anne Fadiman.
    Trzeba się postarać je zdobyć.

  86. A propos śledzia po polsku (zgadłam!) przypominam sobie taką zabawę w „dosłowne” tłumaczenia z jakiejś primaaprilisowej lekcji angielskiego.
    the volleyball of eye – siatkówka oka
    it was to the air – to było do luftu
    Uciechy było co niemiara.

  87. Pojęcia nie miałam, że moje dotychczasowe beztroskie uwagi mogły służyć ku pokrzepieniu serc, w związku z czym czuję się wstrząśnięta i zmieszana. To naprawdę niechcący!

  88. Ale w sumie to bardzo przyjemne, kiedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pożądana książka się nagle przede mną pojawia :)

    Wczoraj poległam (a może nie?) na Fadimańskim teście słownikowym. I niemal zakochałam się w prawniku Jonie, za jego wspomnienie pierwszego spotkania z monofizytą.

  89. Ach, Ateno, mam przecież te Twoje niezwykłe zdjęcia, robione przez szybkę a samolocie. Muszę je tu kiedyś pokazać.
    Słabość do chmur podzielam.

  90. Jozefino, ja mam dziwna slabosc do chmur i ciagle je fotografuje.
    Przeslalam tylko dwa zdjęcia z chmurami (tym razem, a mam ze sto (z tej wycieczki).

    Mamo Isi ,napisz ksiazke, tez bede ja ze soba nosic, ku pokrzepieniu.
    Bozenko, no popatrz tak czasem jest, że nie wiemy co mamy.
    Czasem sama książki dubluje, na szczęście w księgarni mi je bez problemu wymieniają.

  91. Och, Zuziu! Już widzę Twoją buzię przy tej deklamacji! A ten Mickiewicz, siedzący na paryskim bruku… Kwiczę!

  92. Dobry wieczór!
    Szkoła, zaraz po szyldach, to chyba największy skarbiec takich smacznych historyjek. Nie tyle błędów nawet, co po prostu bezcennych testów. Takie np. „Siedzisz jak Mickiewicz na paryskim bruku, tylko że on „Pana Tadeusza” napisał, a Ty nic nie robisz” naszej matematyczki czy legendarne już zdanie powtarzane przez nauczycielkę geografii: „Trudne dzieciństwo i pod górkę do szkoły”.
    Z kolei kiedyś na języku polskim zostałam wyznaczona do czytania roli Guślarza w „Dziadach” i gdy usłyszałam samą siebie mówiącą z przejęciem: „Gardzisz mszą i pierogiem?!” dostałam ataku śmiechu i za nic w świecie nie mogłam się opanować. Nie mogłam traktować tego pieroga poważnie.

  93. Dziękuję Starosto, bardzo się cieszę i bardzo miło mi się zrobiło.

    Ateno i Tobie dziękuję za gratulacje. A mnie nieodmiennie zachwycają Twoje zdjęcia.

  94. Bożenko, a to radość dla mnie, że załapałaś bakcyla fadimanowego!

    Anette (wiad.pryw.)- nic konkretnego nie miałam na myśli- w końcu, pełno tego wszędzie.

    MaryMeg, a widzisz? I czego tu się bać? Pełno miłych ludzi, wszyscy życzliwi i otwarci. Zostań z nami.

  95. Ateno, jeszcze raz dziękuję za literacki trop. Wczoraj nieśmiało spytałam rodzinę (sama już dawno straciłam orientację w gigantycznym domowym księgozbiorze – bibliotekarka! hańba! – zwłaszcza że każdy domownik co trochę cichaczem coś dokupuje), czy nie mamy przypadkiem czegoś Anne Fadiman. Córka podała mi „Ex libris”. Jestem już po rozkosznym pierwszym rozdziale „Zaślubiny księgozbiorów”. Pyszna lektura!

    Mamo Isi, książkę Twego autorstwa i ja bym chętnie przeczytała. A raczej – czytała wielokrotnie :)

  96. Tomasz Ritter – ponownie olśniewający. Jak dla mnie, wygrał konkurs. Niezależnie od decyzji jury. Po prostu czuję Chopina tak samo.

  97. Dziękuję! Nie tylko za zaproszenie. Za całe piękno, radość i pokrzepienie, które tu znajduję -także!

  98. Jasne, MaryMeg, wskakuj do środka! Zapraszam serdecznie. „Hot dogsy” to fajna przepustka, a akuszerka też!

  99. Dobry wieczór, odwiedzam Was od pewnego czasu codziennie i coraz bardziej czuję się jak Geniusia zaglądająca do państwa Lewadowskich… Tak tu wesoło i serdecznie! Nabrałam nareszcie odwagi, by zapytać: czy mogę wejść do środka?
    Nie bez znaczenia w podjęciu tej decyzji było pragnienie podzielenia się z Wami moim ulubionym szyldem. Pochodzi sprzed 20 lat, z ówczesnego wojewódzkiego miasta: „Hot dogsy” :)
    Pozwolę sobie przywołać też szyld z przeczytanej właśnie „Srebrnej Natalii” Kiry Gałczyńskiej: „AKUSZERKA Pechowa” :)

  100. Poczucie humoru Wójta Wiewiórki także jest przednie.
    Wnuczę nasze śmiało się serdecznie nad „Łatami na fotelu”. Ładna książka, Wójciku. Miła.

  101. Fatalna wiadomość dla 18-latków. W dzisiejszych wiadomościach mamy tytuł, który ich wyklucza z rodzaju ludzkiego:
    „18-latek podpalił człowieka.”

  102. Śledź! A ja myślałam, że to miał być fallow deer. Dobre!

    Przypomniał mi się jeszcze jeden zabawny lapsus, branżowy: pewien konferansjer życzył publiczności, by reflektowała się piękną muzyką.

    Celestyno, ja też zwykle tracę serce do konkursów po drugim etapie. Mimo wszystko oglądam i finał, starając się włączyć wtedy bardzo przydatny obiektywizm. Powiem Ci, że tym razem jednak po obejrzeniu pierwszego finałowego koncertu zrozumiałam, dlaczego jury dokonało właśnie takiego wyboru. W konfrontacji z orkiestrą subtelne wykonania zwyczajnie nie przebijają się. Tak czy inaczej, to bardzo interesujący konkurs.

    Poczucie humoru mamy Isi nie ma sobie równych.

  103. Ach, ten Jack Soplica przypomniał mi, jak kiedyś razem z wiewiórkami skręcałyśmy się ze śmiechu w kościele ( niezręczna sytuacja), gdy poważny ministrant przeczytał dostojnie czytanie o powołaniu Dawida na króla, powtarzając nieustannie o synu ” Dżessego”.

  104. Ja nie mam swojego faworyta. Podobają mi się wykonania poszczególnych utworów, ale nikt w całości. Były ze cztery takie emocjonalnie piękne występy, pewnie będę do nich często wracać. Japońskie interpretacje są doskonałe, przyznaję, ale rzadko poruszają mnie do głębi.

  105. Ach! Śledź po polsku! Przepiękne :)))

    Co w połączeniu z historią Józefiny przypomniało mi taką oto licealną, autentyczną sytuację:
    Referat na lekcji biologii. Autor odczytuje fragment dotyczący ryb, wyraźnie skopiowany z internetu. Monotonny ton przerywa w pewnym momencie słowo „losos”. Kolega powtarza powoli kilka razy „losos, losos…” po czym w nagłym przypływie natchnienia z radością wykrzykuje „łosoś!”.
    Do tej pory wybucham śmiechem, kiedy przypomnę sobie ten moment.

    Zgadzam się, że Japończyk w piękny sposób potrafił znaleźć równowagę między romantyczną subtelnością a namiętnością.

  106. Tylko mi nie mów Wiewiórko, ze to coś ze śledziem, bo tez padnę..

    Sowo, a ja straciłam serce do konkursu, jak wszyscy moi ulubieni odpadli…Moze powinnam oglądać z rozsądku? Zastanowię się.

  107. Aha, Sowo – Japończyk i moim jest faworytem. Myślałam, że to z powodu mej sympatii do jego ojczyzny, ale, jak widać, chyba też dobrze słuchałam.
    Dobrze życzę jednakże przede wszystkim rodakom.

    Proszę Wójcika, pewnie to ma być „po polsku”, ale co? Nie umiem zgadnąć.

    Józefino, Jack Soplica bardzo smaczny:).

  108. Casciolino, posłuchałam. Na moje ucho Rosjanin wypadł jakoś nieśmiało, jakby był tylko dodatkiem do orkiestry, a nie jej przewodnikiem. Pleyel pod jego palcami był bardzo słabo słyszalny, jakby otulony watą. Pod brzmieniem orkiestry ginęły wszelkie fortepianowe subtelności i rzeczywiście wydawał się zdystansowany od własnego występu. Odwrotnie Francuz – to rasowy zwierz estradowy. Olśniewający muzykalnością, emocjonalnie wciągający. Równy od pierwszego do ostatniego etapu. Tylko trudno nazwać go pianistą historycznym, bo w żadnym ze swoich występów nie szukał subtelności dźwiękowych właściwych starym instrumentom. Dlatego złotym środkiem pomiędzy wysublimowanym wykonaniem historycznym, najlepszym w kameralnym wydaniu, a mocnym uderzeniem współczesnym wydaje się Japończyk. Dobry kandydat na pierwsze miejsce tego konkursu. No, ale zobaczymy jeszcze, co dzisiejszego wieczoru pokażą Polacy.

  109. Troszkę z innej beczki niż korekty, ale też zabawne. Kiedyś w drogim hotelu spotkałam się z takim tłumaczeniem polskiej potrawy na język angielski: ” follow after Polish”. Myślałam że padnę. Kto zgadnie jakie to jest danie?

  110. Starosto, Piętaszku i mnie pan Ruszczyc bardzo przypadł do gustu. Piękna jest jego zima.

    Mamo Isi, napisz książkę, please! No po prostu musisz. A jak nie, to ja sobie skopiuję wszystkie Twoje tutejsze wypowiedzi i sama sobie wydrukuję taką broszurkę i będę ją czytała na poprawę humoru. Tyle że będzie to duży rozrzut tematyczny.

  111. O, jakie tchnienie spokoju napłynęło ze zdjęcia pierwszego! Chmury – jak wymalowane. Czy to nie wspaniała rzecz móc tak podziwiać coraz to nowe kreacje nieba? Przytoczone fragmenty autorstwa wspomnianej pani Anne Fadiman obudziły moją ciekawość i kto wie, może sięgnę wkrótce po jej dzieła zachęcona tą falą pozytywnych słów. Widzę również, iż narodziła się tu dowcipna dyskusja w temacie błędów i błędzików i pozwolę sobie przytoczyć pewną sytuację z czasów licealnych. Otóż odbywały się zajęcia z języka polskiego, omawialiśmy właśnie Pana Tadeusza. Jeden z moich kolegów klasowych został poproszony przez nauczycielkę o omówienie postaci Jacka Soplicy. Szanowny kolega posyła pani pełen gotowości uśmiech, wypina śmiało pierś do przodu, nabiera w usta powietrze i tak rzecze: Jack Soplica był (…). I tutaj następuje chwila grozy, bo okazuje się, że chłopaczyna wymawia imię nie jako „Jacek”, ale posługując się regułą angielską – Jack!!! Zamarłam, spoglądam ze zdziwieniem, co to?, może się przejęzyczył, a może kpi? (kolega znany był z figlarnego usposobienia). No nic, zobaczymy co będzie dalej. Pani polonistka również nie odważyła się jeszcze na przerwanie fascynującego monologu. Czekam w napięciu. I tak! Znowu! Jack wślizguje się zgrabnie po raz wtóry do epopei narodowej! O, niebiosa, szmer w klasie przerodził się w pierwsze oznaki rozbawienia. W końcu pani zatrzymuje perorującego osobnika i salwa śmiechu już bez zahamowań rozpływa się po klasie. Na końcu uczeń zaopatrzony w rumieńce wstydu przyznaje, iż posłużył się streszczeniem, w którym z rozpędu przeczytał o angielskim Jack’u, a zgubił polskiego Jacka. Jest to jedno z weselszych wspomnień licealnych i choć błędów takich robić nie przystoi zupełnie, to jednak, gdyby znikły one całkowicie w jakiejś uporządkowanej wersji świata, czy nie brakowałoby nam tej szczypty szaleństwa? Myślę, że tak, a poprawić zawsze uprzejmie można i nawet pobłażliwie się uśmiechnąć do poszkodowanego przez chochlikowy los :)

  112. Nini, bardzo dziękuję za kolosalną, piękną i ciekawą wiadomość prywatną. Przeczytałam z zachwytem. Pyszne wakacje, gratuluję!

  113. W ogrodzie podczas mojej niedyspozycji zapanowała anarchia. Dynia w tym czasie dała nogę do sąsiadów, nasturcje postanowiły udusić róże, a pod pergolą zamieszkało coś, co albo jest mutantem kreta, albo czymś znacznie większym, bo kopce, jakie sadzi są tak ze trzy razy większe. W każdym razie teren pergoli wygląda jak po ataku szrapneli. Czy ktoś z Księgowych ma może pojęcie, co to takiego?

    Mój zmysł korektorski przesunął się z formy na treść. Ostatnio w TV nadawali program o jakichś ostatnich potomkach Azteków mieszkający het, w górach. No i narrator mówił, ze co jakiś czas nawiedza te plemiona ostrzegając je przed takimi niebezpieczeństwami jak osunięcia stoku po deszczach, przybycie misjonarzy chrześcijańskich etc.

  114. Chyba już o tym kiedyś pisałam, ale widziałam w jednej górskiej miejscowości tablicę informacyjną na temat funduszów, dzięki którym przeprowadzano tam szereg lokalnych remontów. Projekt nosił nazwę „Zlepszenie stanu środowiska naturalnego w gminie…”.

    W piłkarskich komentarzach niezwykle drażni mnie rozprawianie o ofenzywie i defenzywie. Chyba nikt już nie wymawia tych słów inaczej.

  115. „Wszystko w rękach konia” (Jan Ciszewski przed mistrzowskim przejazdem Jana Kowalczyka na olimpiadzie w Moskwie)

  116. Od długiego czasu obserwuję, jak wielu dziennikarzy sportowych błędnie używa słowa „zwyciężyć” jako zamiennik „wygrać”, tzn. piszą „zwyciężyć mecz” zamiast „wygrać mecz”. Niepomiernie mnie to irytuje, ale może w ten sposób zmienia się język?
    Niemniej lapsusy sportowych komentatorów to temat-rzeka sam w sobie.

  117. Nieco makabry:
    Na jednej ze stołecznych ulic sąsiadują takie oto dwa szyldy:
    Zakład mięsny
    Zakład pogrzebowy

    Na podlaskiem widzialam ciężarówkę z cysterną z napisem: Gaz babuni.

    Pozdrawiam wszystkich!

  118. Już od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam pierwsze w dodatku zdjęcie z ostatniego reportażu Ateny, nie dawała mi spokoju myśl, że już gdzieś widziałam takie właśnie nisko zawieszone chmury i widziałam już podobną bardzo kompozycję. Myśl ta nie dawała mi spokoju przez cały dzień . Po głowie chodziły nazwiska: Turner? Chełmoński? A może Wyczółkowski? Ale żaden obraz nie pasował. I nagle przypomniałam sobie, że to obraz Ferdynanda Ruszczyca „Ziemia” ma bardzo podobną kompozycję, gdzie pomiędzy niebem, a ziemią majaczą ciemne kształty, a górą na tle jaśniejszych chmur przebiega szara smuga. I choć kolorystyka w obu przypadkach różni się dość znacznie, to ogólne wrażenie , wrażenie olbrzymiej potęgi natury, mam bardzo podobne .

  119. Aleksandro, a to ci dziewczę z charakterkiem…

    Bożenko, te pomioty! Pękłam ze śmiechu.

    K8, odwzajemniam uściski.

  120. O, dobre, Kass.:)

    Nasza Adminka widziała kiedyś (to nadal ten sklep mięsny w miasteczku) takie oto dwie etykiety w głębi lady chłodniczej:
    PARÓWKI CIELĘCE
    i tuż obok:
    PARÓWKI DZIECIĘCE

  121. Właśnie przygotowując się do lekcji w klasie czwartej trafiłam na fragment „Szóstej klepki”, w którym rodzice Tola przychodzą z wizytą do rodziny Żaków, a za chwilę wpada Bobcio ze swoim ledwo żywym „myszem”. Genialny fragment i ponadczasowy. Serdecznie pozdrawiam Panią Musierowicz oraz wielbicielki i wielbicieli jej twórczości, zwłaszcza tych, którzy pracują w szkole. Tak bym chciała, żeby moi uczniowie podchodzili z takim entuzjazmem do listy lektur jak ja do Jeżycjady. Z tego się chyba nie wyrasta, przynajmniej przed trzydziestką.

  122. A ja nie w temacie korektorskim, ale moja osobista córka ubawiła mnie dzisiaj zagadką: „Co łączy pokój dziecinny z Bolesławem Chrobrym?”
    Tadadadam…. odpowiedź brzmi:
    „Tu dziecko mieszka i tu dziecko Mieszka” :D

  123. Dobry wieczór! Wspaniala podróż literacka Ateny. Eseje Anne Fadiman poznałam dzięki zagadkom i spisowi Magdy Z. A teraz Bogini dodała szczegóły, które dopełniły obraz życia w rodzinie maniaków literatury. Wspaniałe, że Księga pracuje na pełnych obrotach. Powakacyjne uściski dla DUA i Księgowych!

  124. Z serii korekt dziecięcych:
    Rano w przedszkolu:
    – Helenko, zdejm buty, włóż kapcie i idziemy do sali.
    – Nie!
    – Helenko, proszę cię, pani na ciebie czeka.
    – Nie!
    – Ja też się spieszę, muszę odwieźć babcię, czeka na mnie w samochodzie.
    – Nie!
    – Ale dlaczego nie? Przecież codziennie zdejmujesz buty, nie ma problemu.
    – To nie są buty, tylko sandały. Ty musis powiedzieć: Zdejm sandały i włóz kapcie.

    Po korekcie, polecenie zostało natychmiast wykonane :)

    Przepiękny reportaż!

  125. Casciolino kochana, jeszcze nic nie myślę, bo dopiero wróciłam z pracy. Będę słuchać w nocy. Trochę liczyłam na to, że wpuszczą do finału więcej uczestników niż przewiduje regulamin.

  126. Ależ mamy już tutaj ekskluzywny klub korektorski :)
    I ja dziękuję za bardzo ciekawy i „uśmiechnięty” reportaż.

    Z perełek gromadzonych kiedyś przez „Przekrój”:
    – Praca od zaraz za samochodem.
    – Uprawnione pomioty zaprasza się do składania ofert.
    – Zakopane – pokoje niegościnne – supermiejsce i cena.
    – Lokalne ogłoszenia grobne.

  127. Sowo P., co myślisz o przesłuchaniach finałowych?
    Dla mnie Rosjanin to wcielenie delikatności, intymności, ale wyczuwam też w jego interpretacji sporo „automatu”. Francuz zagrał z mocą, bardzo romantycznie. Czekam zaciekawiona na Japończyka.

  128. Maryś (wiad.pryw.)- o, masz się czym pochwalić! Szkoda, żeś taka skromna. Ale i ja Ci gratuluję, i – na pewno – wszyscy obecni.
    Zuch dziewczyna, brawo, mądra głowo! I jeszcze doktorat … No, no!

  129. Psianko, napisy w sklepie mięsnym (pobliskie miasteczko): „Nogi z kurczaka”, „Smalec z babuni”.

  130. Maryś, a Ty już w Polsce, czy jeszcze w kochanej Walii?
    Pozdrawiam mile.

    PKP nam się popisuje technologicznie, co?

  131. Podrzucilam tylko temat, a „zrobił się” z tego cudowny wpis. Dziekuje.
    Nini, Muzeum Muszelek. Położenie wyspy Sanibel powoduje, że wysypuje tam muszle milionami, na Captiva też jest ich dużo, ale znacznie mniejsze ilości.

  132. „Piwo ważone we własnym browarze.”-napis na aucie do cateringu.
    Po interwencji mamy polonistki poprawiono.
    W sumie zważyć piwo też się da, czemu by nie.
    Pozdrawiam powakacyjnie!

  133. „Dworzec zamknięty od godz. 0:30 do godz. 4:00.
    PRZERWA TECHNOLOGICZNA”

    Również autentyk. Aż miło pomyśleć, jakież to nowe wynalazki powstają podczas cichych godzin porannych na owym „podupadłym dworcu podupadłego PKP”! ;)

    Zaglądam codziennie, choć piszę rzadko. Tęskniłam okropnie. Jeśli można – ściskam wszystkich serdecznie po wakacyjnej przerwie, z DUA na czele!

  134. Warszawa Centralna. Na drzwiach do windy tabliczka z napisem: „od 1 do 3 przerwa technologiczna”.

  135. Cudne, a nasz ulubiony napis, już tu chyba o tym wspominałam, to:
    „Dzisiaj
    Flaki Wuja Romana”
    – nabazgrany kredą na tablicy stojącej przed restauracją w miejscowości wypoczynkowej.
    Ale to chyba niebezpiecznie wywoływać w KG ten temat, bo może ruszyć lawina korektorsko – stylistyczna :)

  136. Psianko, w kwestii tablic. Muszę przypomnieć autentyczną, wiszącą na bramie kamienicy na Jeżycach (ul. Dąbrowskiego):

    UZDRAWIANIE
    w podwórzu

  137. Ach, jak wspaniale było przenieść się w to cudne przedpołudnie na Florydę wraz z rodziną Fadimanów dzięki niezrównanej Atenie i kochanemu Staroście!
    Dziękuję!
    Poczytam sobie dzisiaj „W ogóle i w szczególe” wdzięcznym sercem wspominając nasze zagadkowe wieczory. Te środowo-piątkowe i te sylwestrowe, i te cichcem organizowane w drugi dzień świąt :-)
    Miłego dnia!

  138. Bardzo ciekawe, dziękuję DUA i Ateno.
    Tak, tak. Wbrew pozorom jest nas wszystkich całkiem sporo.
    My często zgrzytamy zębami lub chichoczemy czytając tablice informacyjne przy nowych atrakcjach turystycznych – wiele jest niechlujnie napisanych i rodzina korektorska może sobie poużywać :)

  139. I jaki śliczny, żółciutki jak słoneczko talerzyk!
    Fragmenty bardzo zachęcające, nabędę zapewne.
    Dzięki Ateno! A czy Muzeum Muszli to naprawdę muzeum, czy po prostu fragment wybrzeża?

  140. Tak, u nas to już będzie czwarte pokolenie. Takie dialogi jak z Zuzanką, mamy codziennie. W dodatku przybierają głębsze poziomy. Dziś rano:
    -Synku, czemu te ludziki duplo siedzą w dziurze w podłodze?
    -To nie dziura, to arboretum.

  141. Znam jeszcze jedną taką, z pokoleniami dziedziczącymi gen korektorski. („Babciu, w drugim akapicie jest literówka!”)

  142. Jak dobrze pomyśleć, że nie jest się jedyną korektorsko szurniętą rodziną na świecie.
    Key lime pie to bomba, potwierdzam, ale jaka dobra…
    Świetny reportaż, dzięki Ateno za tę poranną radość!

Dodaj komentarz