Słonecznej drogi!

1.9.2018

 

Tym, którzy dopiero zaczynają wędrować,

tym, którzy jeszcze wędrują,

tym, którzy  już docierają do celu,

a także tym, którzy wędrującym przewodzą, radzą i wspierają ich trudy –

 

słonecznej drogi do wiedzy

życzy

– na cały nowy rok szkolny i jeszcze na potem –

MM

285 przemyśleń nt. „Słonecznej drogi!

  1. Ateno, „Mój świat” czytałem, jak najbardziej. Jeszcze tylko drugi tom „Raptularza” i to będzie już wszystko, bo publikacji naukowych nie liczę, rzecz jasna. No, może jeszcze biografię Bogusławskiego przeczytam, na przykład z okazji wystawienia (pojutrze premiera) „Krakowiaków i Górali” w naszym Teatrze Muzycznym.

  2. KrzysztOfie jest jeszcze „Mój Świat” profesora Raszewskiego.
    A czy czytałeś już Zambrzyckiego?
    Wójciku, gratulacje!!!
    Milo mi, ze tak pamiętacie moje szpilki :)
    Lubie Was!

  3. Jesli miara odwagi bylaby ilość zjadanych słodyczy to jestem odważna niczym mój zodiakalny lew.
    Pani Anne Fadiman, też jest bardzo skromna, bo właściwie zwrocilam sie do niej w sprawie jej ojca Cliftona Fadimana, a ona nie reagowala na komplementy skierowane pod jej adresem. Dopiero wzmianka o zgadywankach ja ucieszyła, zarówno jak fakt, że jest lubiana i czytana w Polsce.
    Szpilki były dobre, tylko ilez mozna w nich tańczyć, moje nogi odmowily posluszenstwa, a wtedy kolega-rycerz dzielenie je założył, (na niego pewnie były za ciasne)i tańczyliśmy dalej. Ho ho, tak tak.

  4. O, jest nawet przepis na mniszkowe ciasteczka, w sam raz dla Pani sąsiadki! Jeśli chodzi o torty, częściej korzystam z blogu Moje Wypieki, bo prawdziwe cudeńka można tam znaleźć. Zrobiliśmy ze dwa razy różany tort ombre. Prawdziwe kulinarne szaleństwo! A teraz przymierzam się do orzechowego tortu egipskiego, też z tego blogu.

    Późno już, więc się żegnam. Dobranoc!

  5. Ja sobie jeno oglądam i mam straszny ślinotok. Jutro robię placek z węgierkami, to postanowione.

  6. Gdybym miała odwagę jeść dużo słodyczy, upiekłabym wszystko z tego blogu. Dobrze, że nie mam.

  7. Może nie były to najlepsze tłumaczenia?
    A poza tym, dwie części to za mało.
    Jako następne dwie proponuję Kalamburkę i Opium.

  8. DUA, znam ten blog doskonale :)
    Chciałam w tym roku (i w zeszłym też) podesłać zdjęcie mojego fijołkowego mazurka do Galerii Pisanki, ale Galerii nie było. Wszystko się zmienia, bo zmieniać się musi. Dobrze, że pozostają choć piękne wspomnienia…

  9. Przecież dwie części Jeżycjady zostały przełożone na szwedzki, już dawno temu. I nic,:)))

    Sowo, jak już będzie po finale chopinowskim, zajrzyj na blog Every Cake You Bake – właśnie mi córka pokazała dział tortów: barokowe cuda z fiołkami!

  10. Pani Wydawczyni już dawno powinna była znaleźć tłumacza na szwedzki.
    Ale widocznie nie może.

    Parę lat temu kupiłem Raptularz (wyd. Puls, Londyn 2004) w Matrasie. Ale już nie mają.
    Balową zamianę obuwia Ateny pamiętam.

  11. Anette, takim cichym myszkom Nobla nie dają. Nie szkodzi.:)

    Nutrio (wiad.pryw.) – ależ skąd! Zmieniamy się i to jest normalne. Ani lepsi, ani gorsi – inni.
    Co do topograficznej precyzji: staram się!

  12. Za to Poznań – może z pewnością! Gdzieś czytałam, że jest Pani podziwiana za ,,topograficzną precyzję, z jaką opisuje Poznań”.

  13. Bydgoszcz rzeczywiście jest ciekawa – Wyspa Młyńska, uliczki wokół rynku (brat Męża tam mieszka, bywam od czasu do czasu).
    Aaaa!!! Czyli wiadomo, kiedy będzie rozgrywać się akcja „Chucherka”!!! I ile lat będzie miał wówczas Jędrek! Lubię, jak zdradza Pani takie małe szczególiki z pisanej właśnie książki :)
    PS. Co do Nobla – zgadzam się w 100%!

  14. Tak, tak, Celestyno, wiem, że to dawno było. No, szkoda.
    Może jeszcze kiedyś Bydgoszcz wznowi tę unikalną książkę. Mało które miasto może się poszczycić takim pomnikiem ze słów i wspomnień, jakże precyzyjnych.

  15. Krzysztofie, Raptularz mam, przeczytalam i kocham; podczytuje sobie co jakis czas. Ale ten Pamietnik gapia chodzi za mna..Dotarlam wlasnie do jakiegos archiwalnego forum gazety, gdzie ludzie z Bydgoszczy dziela sie odkryciem o natrafieniu na trop tej ksiazki. Z tym oddzialem PTTK to bylo w 2002, Pani Malgorzato… Obawiam sie, ze juz nie ma.
    Pietaszku, na pewno kiedys odwiedze Bydgoszcz. Teraz przypomnialam sobie, ze i Edward Woynillowicz spedzil ostatnie lata zycia tam wlasnie. Ciekawa postac, toczy sie wlasnie na Bialorusi jego proces beatyfikacyjny.

  16. A w „Motorze” najbardziej mnie wzrusza „ją wzruszają opakowania…” – bo to o mnie. :-)
    Ach, czółenka Ateny! Pamiętam, pamiętam! Za to raportów – ani w ząb. To było chyba jeszcze „przed moją erą”. ;-)
    Z czasów, kiedy w formularzu było okienko „Lokalizacja”, wspominałam niedawno MGP i MGS, czyli Mundur Godzin Pozasłużbowych (piżamka/koszulka nocna) i Mundur Godzin Służbowych.

  17. Wójciku, pan Basiński miał potwierdzenie także z drugiego źródła: ode mnie. Jakoś tak wiosną zeszłego roku zastrzeliłam go w Warszawie na ulicy cytatem: „Jękowiło dziecię owe straszliwie”, poinformowałam też, dzięki komu zauroczył mnie „Motor…” i że „blatum” weszło w obieg. Pan Autor był ucieszony i bardzo miły. A o naszej DUA powiedział, że powinna dostać Nobla. Tak właśnie się wyraził.

  18. Kochany Józinku! Odrobinkę spóźnione wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Dorotki z okazji pierwszej rocznicy ślubu! Na pewno pięknie świętujecie:)

  19. Celestyno, jakże się cieszę, że polubiłaś Bydgoszcz! Jest to bowiem miasto, które przygarnęło mnie nieco ponad 20 lat temu, a które pokochałam, podziwiam i cieszę się, że pięknieje dosłownie z miesiąca na miesiąc. Wszystkie wymienione przez Ciebie miejsca trzeba koniecznie odwiedzić będąc tutaj. Jeżeli chodzi o secesję, to właściwie całe Śródmieście Bydgoszczy z niej słynie. Do perełek należy kamienica przy ul. Libelta 10, która jest moją ulubioną i jest bardzo mocno związana z postacią prof. Raszewskiego.
    Miejsce to, jak i wiele innych ma bardzo ciekawą historię związaną z Kresami. Można dostać zawrotu głowy, kiedy się przeczyta, ile ciekawych postaci, w tym potomków znamienitych rodów zamieszkiwało i odwiedzało Bydgoszcz po roku 1920.
    Współcześnie bardzo ciekawie ,pisze o tym w swoich książkach i artykułach pani Gizela Chmielewska.
    Bydgoszcz dla mnie, to jedno z najbardziej tajemniczych miast. Ciągle mnie zadziwia.

  20. Wójcie, przypomniałeś mi ten epizod z życia towarzyskiego ?Bogini:)))- zamieniła się z kawalerem na buty – chyba szpilki były za ciasne? Kawaler okazał się rycerski, cierpiał za nią.

  21. Po lekturze pierwszego tomu „Raptularza” skłonny jestem postawić go wyżej od „Pamiętnika gapia” – a to znaczy, że zabrakło skali.

  22. Sowo,o to właśnie chodzi, że nie mam pojęcia! Gdybym miała, to może łatwiej bym sobie przypomniała. Ale wnioskuję, że skoro do Chin pojechał, to raczej tybetańską :)

  23. Ojej, sama Fadiman? No,no,patrzcie! Jak miło.
    A ja też kiedyś gawędziłam z panem Basińskim i opowiedziałam mu o nas i że bardzo nam się podobało ” Motor kupił Duszan”. Też się ucieszył lecz był skromnie zdziwion, i zapytał z rumieńcem:” To ktoś w ogóle to czyta?”

  24. Ach, Ateno, w tej samej sesji było i o Tobie:
    Pewna śliczna Bogini z Chicago
    Bardzo boi się złapać lumbago
    Ktoś jej daje półbuty
    Pląsa w szpilki podkuty
    Jak to dobrze, że Ona ma Go

    Pamiętasz ten bal?:)

  25. Ludu, a nasza Atena gawędziła sobie mailowo z Anne Fadiman, z której książeczki („Ex Libris”) także sobie zadawaliśmy zagadki – kto pamięta?
    Bogini opowiedziała o nich pani Fadiman, która ucieszyła się bardzo.:)

  26. Bartku (wiad.pryw) – od razu napisałam i przykleiłam znaczek.
    Żebym tylko nie zapomniała wysłać…;)

  27. Wójciku, pamiętamy raporty, a jakże.
    Trzeba byłoby przeczytać zagadki z tamtego tygodnia.
    Lama – nie mam pojęcia, ale i tak się uśmiecham.

  28. Celestyno, ona jest już rzadkością, niestety. Została jednorazowo wydana dzięki Radzie Miejskiej Bydgoszczy; znalazłam w sieci wiadomość, że resztka nakładu leży w PTTK tego miasta, ale na tym trop się urwał.

  29. Któż nie pamiętałby raportów Wójta! Nie pomnę tylko, czego dotyczył ten z lamą.

    Bartku (wiad. pryw.)- dobrze, napiszę i wyślę.:) Pozdrawiam mile.

  30. Probowalam zdobyc te ksiazke, bezskutecznie. Na razie obejrzalam sobie przez google kamienice, w ktorych mieszkal Profesor (wspomina o nich przy okazji opowiesci o radiu, w ksiazce „Moj swiat”).

  31. Bartku, mam wiecznie przepełnioną skrzynkę mailową i zaległości korespondencyjne. Napisz tu, uprzedzając, że jest to wiadomość prywatna – nie zatwierdzę jej, toteż się nie ukaże. A odpowiem dyskretnie, tak jak właśnie odpisałam Nutrii.

  32. August Cieszkowski: chluba Wielkopolski.
    A Bydgoszcz naprawdę jest miła. Polecam prof. Raszewskiego „Pamiętnik gapia” (Wilk Morski już czytał) – milion ciekawych wiadomości o tym mieście, drobiazgowe wspomnienia.

    Nutrio (wiad.pryw.)- a może to Ty się zmieniłaś? Byłoby to całkiem normalne.

    Bellu, odwagi!

    Wójciku, pardon, nie pomnę.

  33. Dziewczyny, jakie Wy jestescie dzielne z tymi dojazdami do szkoly! Podziwiam (i rozumiem potrzebe popoludniowej sjesty).
    Ja to mialam bardzo, bardzo latwo. Wszedzie na nogach (a i tak haniebnie zawsze sie spoznialam, dostalam nawet na koniec liceum watpliwie zaszczytny tytul vice-krolowej spoznien..).
    Dorzuce jeszcze cos od siebie do tych licealnych pokrzepianek. W pierwszy dzien, oczywiscie spozniona, weszlam z rozwianymi warkoczami do nowej klasy, wszyscy siedzieli juz na miejscach, wychowawczyni rozpoczynala jakies informacyjne przemowy; panicznym okiem zauwazylam ze na samym koncu klasy, pod wielkim oknem (i sciana) siedzi dziewczyna, a obok niej jest jedyne wolne miejsce. Rzucilam sie tam w te pedy. Siedzialysmy tam przez cale piec lat (takie bylo) liceum, bez zmian. A z dziewczyna mamy ciagly kontakt, przyjaznimy sie do dzis, bylysmy swoimi swiadkami na slubach. Liceum bylo najlepszym, najbardziej intensywnym, bogatym w przyjaznie, zdobywanie wiedzy, czasem mojej mlodosci:)

    Fanko najwierniejsza, patrze sobie na zdjecia Bydgoszczy z lotu ptaka. Bardzo tam ladnie, chyba polubilabym to miasto. Rzeka, wyspa, stare kamienice. Tam znajduje sie najwiekszy w Polsce park miejski, Myslecinek.
    Juz sam fakt, ze Profesor Raszewski stamtad pochodzil dodaje Bydgoszczy aury niezwyklosci:) Znalazlam wlasnie w sieci film o Bydgoszczy z cyklu „Zakochaj sie w Polsce”. Duzo ciekawostek, dla mnie dotad nieznanych. Podobno sporo tam secesji (cos dla milosnikow Jezyc) np. kilka kamienic przy ulicy Augusta Cieszkowskiego (tak, tego z Wierzenicy, o ktorym opowiedzial Ignacy w Febliku).
    I muzeum Wyczolkowskiego!

  34. Jak dobrze że Pani wróciła że swoimi zawsze optymistycznym słowami. Nauka wróciła a ja już nie mogę się doczekać, kiedy ,,chucherko” znajdzie się w sprzedaży.W szkole pani od matematyki męczy, a co ja na to poradzę, że jestem typową humanistką, nie umysłem ścisłym. Cóż, jakoś sobie dam radę :-)

  35. Kochani, czy ktoś pamięta jeszcze Raporty Edukacyjne? Ostatnio robiłam porządek w komputerze. W rezultacie oczywiście nie mogę teraz znaleźć potrzebnych rzeczy, natomiast znalazłam jeden z raportów. Jest to raport bardzo tajemniczy a wierszowany, zawierający rymowanki podsumowujące jedną z naszych sesji zagadkowych. No i męczy mnie teraz. Czy ktoś pamięta lub jest w stanie skojarzyć jakiej książki może to dotyczyć?
    Do Chin wyjeżdża, w egzotyczne kraje
    Myśli, że wstrząśnie swego serca damą
    Lecz kiedy wraca i gdy przed nią staje
    Ona się dziwi, że on nie jest lamą.
    ???

  36. Kasztanowłosa, naprawdę rozumiesz „na świeżo” moją sytuację❤️
    To możemy się obie wspierać i uczyć się wzajemnie na swoich błędach.
    Tak, myślałam że nie jestem jedynym pierwszakiem na blogu :)
    Dla mnie stolica województwa kujawsko-pomorskiego jest też sporą metropolią, a w centrum jestem niestety praktycznie codziennie ze względu na zajęcia dodatkowe, szkołę,przyjaciół etc.
    No codziennie godzina wyjęta z życia na dojazd i powrót, wiec aż 2 godziny na dobę spędzamy „w podróży”.
    Też przeżywam teraz przygodę z tramwajami.
    Miło mi cię poznać i aż mi się nie chce wierzyć, że znalazł się ktoś taki jak ty-dokładnie w mojej sytuacji… Cóż, po raz kolejny przeznaczenie zrobiło swoje.
    Ja wczoraj wróciłam tak późno do domu, że w wieku 16 lat musiałam urządzić sobie popołudniowa drzemkę, której nigdy nie praktykuję.
    Masz jutro test?
    Biedna, rozumiem twój ból, ja już miałam 3 testy-diagnozy, a w przyszłym tygodniu dojdą też normalne.
    Trzymam kciuki i życzę powodzenia.

  37. Zapomniałam dodać, że dla mnie Wrocław to wręcz światowa metropolia, gdyż dotychczas całe moje stosunkowo niedługie życie spędziłam w małym mieście. I dopiero teraz miałam okazję przejechać się tramwajem pierwszy raz w życiu (lepiej późno niż wcale).

    Ostatnio jeszcze częściej przyznaję rację Pulpecikowi odnośnie życia na wsi. Miastu lepiej poświęcać tylko połowę dnia, a potem wracać do domu niedaleko pól i łąk.

    Szkoda, że nie mam czasu śledzić konkursu, bo widzę, iż jest co oglądać, a raczej słuchać, ale nauka czeka. Już jutro pierwszy sprawdzian, jakby nie mogli nam dać trochę więcej czasu na przywyknięcie do nowej szkoły. No trudno, trzeba dać radę. :)

  38. O jeny!
    Przepraszam wszystkich bardzo!
    Oczywiście Pani Małgorzato, ze dziękuje wszystkim za szczere i dobre rady oraz za podzielenie się ze mną swoim doświadczeniem wszystkim, którzy wspomnieli swoje licealne czasy!
    Muszę was przeprosić, ponieważ dopiero dzisiaj przeczytałam pozostałe wpisy nie tylko te Pani Małgorzaty, szukając upragnionej odpowiedzi, ponieważ wróciłam wczoraj późno z ogniska i nie zdążyłam zapoznać się z pozostałymi wpisami na blogu, aż do teraz…
    Dziękuje bardzo za wszystkie wasze licealne refleksje, każdego z osobna ściskam i pozdrawiam!
    Nawet nie spodziewałam się, ze ktoś oprócz naszej ukochanej autorki to przeczyta, a tu proszę, wyglada na to, ze każdy dorosły człowiek przez to przeszedł
    Liczę na to, ze wcale nie będzie tak źle i staram się nie tracić optymizmu.
    Jeszcze raz dziękuje wszystkim i śle ciepłe myśli ❤️
    PS:kasztanowlosa, nie wierzę, czyzbys również poszła w tym roku do sławnego liceum w centrum miasta?
    Na jakim jesteś profilu i ile zajmuje ci dojazd?
    Ja jestem na biol-chemie i godzinka mi wystarcza żeby znaleźć się w progach szkoły

  39. Dzięki, rozmarynie! Już myślałam, że nigdy się nie dowiem!!! I tobie, Jas, oczywiście, także.
    PS Swoją drogą, ,,rozmaryn” to też piękne słowo.
    PPS Ja mam za to cudowną polonistkę. Jest naprawdę wspaniała. Czuję, że będzie mi jej brakować, gdy i ja pójdę do liceum.

  40. Mogę Cię Fanko pocieszyć, że też właśnie poszłam do liceum i to znacznie oddalonego od mojego domu, więc wiem „na świeżo” co czujesz. Każdemu na początku jest trudno w nowym środowisku, ale dobre nastawienie rzeczywiście pomaga – przyznaję to jako niereformowalna pesymistka, co powinno Cię jeszcze bardziej przekonać. Rada Pani Małgorzaty też zawsze działa – stosuję już prawie dwa lata i jeszcze mnie nie zawiodła (rada, a nie DUA. Choć DUA też nie :))

    To już pisałam, ale chyba trafiło do spamu, więc tak tylko w skrócie powtórzę, że mamy w klasie Robrojka! Wszystkie cechy się zgadzają oprócz koloru włosów (blondyn). I nie potrafię o nim myśleć po imieniu, do końca szkoły (i potem pewnie też) będzie Robrojek. Miło spotkać w nowej klasie kogoś „znajomego”.

  41. Podobne wrażenia po dzisiejszym poranku. Mam swoje typy na finał, ale jeszcze bez konkretnej kolejności. Drugi etap obfitował w zaskoczenia, trzeci też może być taki.

  42. Zawsze, gdy w podstawówce czytałam w Jeżycjadzie o Dmuchawcu, myślałam, ze bardzo chciałabym mieć takiego nauczyciela i proszę! Spełniło się! Nadmienię jeszcze, że choć był to już schyłek lat 90tych, fizyki uczył mnie osobnik, który miał na imię Włodzimierz po pewnej postaci historycznej. Lubiłam go jak Pieroga:)

  43. Jesli chodzi o „sercowe odruchy, to fakt, zdecydowanie bardziej przemowila do mnie gra pani Justyny. Dzisiaj natomiast porwal mnie Kamil Pacholec. Kibicuje mu. Pani Joanna, ktora gra teraz – szczyty subtelnosci, tez bardzo pieknie. No nic, ocena nalezy do profesjonalistow; mam nadzieje, ze wybiora szostke naprawde najlepszych.

  44. Celestyno, a mnie jakoś nie porwał…
    Z panią Rodrigues wszystko prawda, zachowała się z klasą i wielkim poczuciem humoru. Zastanawiam się natomiast, dlaczego w ogóle do takiej sytuacji doszło, czemu nikt nie sprawdził fortepianu przed koncertem? Przecież normą jest, że artysta ćwiczy choć przez chwilę na instrumencie, na którym ma zagrać koncert. Niby nic wielkiego się nie stało, ale publiczność straciła bezpowrotnie najpiękniejszą rzecz: elektryzujące napięcie jakie wytwarza się przy pierwszych słuchanych dźwiękach koncertu. Tego wrażenia nie da się powtórzyć w żaden sposób…

    Casciolino, to nie to.

  45. „fredagsmys”- dag to dzień, fredag – to piątek, fredags-to piątki, albo piątkami, mysa – to przytulny .
    Normalnie Szwedzi „g” wymawiają „j”, więc byłoby z wymowy zupełnie podobnie do angielskiego „friday”, ale nie, tutaj akurat wymawiają twarde „g”.
    To taki slang, co teraz oznacza właściwie taki rodzinny czy przyjacielski, albo i nie, piątkowy luz na kanapie w domu, po wizycie w sklepie oczywiście.
    To może mieć głębszą genezę. Piątkowy wieczór odpoczynku.

  46. Do dziś utrzymuję regularne kontakty z piątką „dziewczyn” z liceum (ha, Zgredzie, mam o jednego ludzia więcej od Ciebie :) Co najmniej jedna duża wspólna impreza rocznie, spotkania pomniejsze, maile, zdjęcia i telefony. Zaufanie i wsparcie bezcenne. Nie tak dawno machnęłyśmy sobie dwudniówkę nad wodą, był las, ognisko, turystyczne ballady i harcerskie piosenki. Będąc razem jesteśmy znowu bardzo młode :)

    Zobaczysz kiedyś, Najwierniejsza Fanko, że czas („ta wielkość, jak wiadomo, względna”) licealny to nie będzie po prostu kilka szkolnych lat, lecz cała – piękna! – epoka w Twoim życiu.

    Do ulubionych słów dorzucam (chyba, żem tu przeoczyła) „figlarnie”.

  47. Jedna z moich ulubionych grup to odzwierzęce, tj. chrumkanie, chrząkanie, miauczenie, szczekanie, piszczenie, muuczenie.
    Kronselka też śliczna. Żeby spróbować oryginalnej Granny Smith trzeba by chyba odwiedzić Australię.
    Do listy strasznych wyrazów dodałabym „pogrobowce”-tajemniczy zwrot, który utkwił mi po audycji w radio, gdy dowiedziałm się, że Żeromski był pogrobowcem Powstania Styczniowego. To znaczy, że urodził się po 1863 roku. Dmowski, Daszyński, Piłsudski podobnie jak wiele znanych postaci. Nasi patrioci wychowywali się zaraz po tych strasznych wydarzeniach.
    Co za słowo!

  48. Mam nadzieję, że nie zgorszę nikogo, alee żaliłam się kiedyś pewnej wiejskiej gospodyni, która pracowała też zawodowo w pewnym zakładzie. Otóż narzekałam, na mój antytalent kulinarny. Ona mi rzekłą : byle w niedzielę, a nawet w sobotę były kotlety schabowe i wszyscy są zadowoleni-tak poradziła jej teściowa. Może i wystarczy tyle białak na tydzień nie wiem, ale u nas od tej pory wszyscy są zadowoleni. Natomiast moja mama namiętnie lubiła gotować kapustę – taki bigos i do słoiczków. Dawniej wydawało mi się to prostackie(to oczyywiście nieodpowiednie słowo), gdy inni wysilają się na wyszukane potrawy. Moi rodzice przeżyli wielu swoich rówieśników. Zauważyłam, że lubią odwiedzać ich goście, a mama zasze proponuje obiadek, czyli ten bigosik. Ludzie są tak szczęśliwi przy stole, bo rzadko doznają teraz takiej przyjemności. Bigos teraz super zdrowy rarytas. Dzięki takim oserwcjom pewnie też kiedyś wyjdę na świetną gospodynię. Właśnie pyrka u mnie w kuchni bigosik!

  49. Nutrio,
    nic nie wiem o szwedzkim „fredagsmys”, ale portugalskie „saudade” to tęsknota, melancholia, smutek, spleen, poczucie niespełnienia, „dół” itp. Ciekawe, że brazylijski portugalski też ma to w swoim zasobie słów, choć Brazylia tak odmienna od Portugalii. Bo to uczucie jest po prostu właściwe wszystkim ludziom na świecie i tylko różnie je nazywają. Ważne uczucie w życiu i w literaturze np. „mal de siecle” we Francji. Oby jak najrzadziej nam dokuczało, chociaż dzięki niemu mamy mnóstwo pięknych dzieł literackich i artystycznych.

  50. O, to się cieszę, że Cię przekonałam, Fanko!:)
    Psianka, Dewajtis, Casciolina też pomogły, prawda?
    Będzie lepiej, zobaczysz! A już dziś spróbuj mojego sprawdzonego sposobu: kiedy się boję, szukam osoby jeszcze bardziej przestraszonej, a kiedy jestem smutna – smutniejszej. I pocieszam ją ile sił!
    Dobrze jest zapomnieć o sobie, dobrze jest myśleć o innych.

    Psianko, to tak jak moje gotowanie; tyle że moje jest jednak regularne.
    Sprzątanie? W ostateczności. Praca jest ciekawsza i bardziej potrzebna.

    Dewajtis, Twój Profesor jest jak mój polonista Dmuchawiec.

  51. O Boże!
    Dziękuje Pani bardzo, tak jak Pani wspominała staram się nie tracić nadzieji na to, że będzie lepiej i mieć do tego jak najbardziej racjonalne nastawienie
    Odwaga nie należy do cech dominujących w moim charakterze, ale będę dalej próbowała „się przełamać”. Nie wiem jak Pani dziękować i myśle, ze ma Pani absolutnie racje. Patrząc, na moja sytuacje z dystansu to z pewnością za kilka lat będę się z tego śmiać, a nerwy są absolutnie niepotrzebne.
    Stokrotnie dziękuje Pani Małgorzato ❤️
    PS: Jest Pani tak wszechstronna, ze powinna Pani rozważyć pisanie poradników, chociaż i tak bardzo dużo wiedzy praktycznej możemy znaleźć w naszej ukochanej Jezycjadzie

  52. Tak, wiem Piętaszku. Ja też nie do końca, ale trzeba zachować pogodę ducha. Niektóre żony nie są stworzone na idealne gospodynie chociażby się czasami starały :) Chociaż jak obserwuję, to z wiekiem trochę lepiej wychodzą niektóre dziedziny np. gotowanie. Może nie jest regularne ale za to oryginalne, z rozmachem i pyszne. Czuję w DUA bratnią duszę pod tym względem, co mnie mocno pociesza.
    Fanko, wszystkie moje najwspanialsze wspomnienia z młodości to czasy licealne, a widzę, że Księgowi mają podobne refleksje, więc absolutnie nie daj się stłamsić ciosem pierwszego miesiąca. Bardzo mi pomagało na początku czytanie – głównie MM i LMM …

  53. I kto by pomyślał. Z czterema osobami z mojej klasy licealnej do dziś utrzymuję kontakty. Połowa z nich jest nawet rodzicami chrzestnymi moich dzieci. To chyba jest wyjątkowe, ale trzeba uważać ;-)

  54. Najwierniejsza Fanko, będzie dobrze! przypomniałam sobie moją pierwszą klasę liceum. Budynek mi się nie podobał, ludzie jacyś obcy, a potem to się okazały wspaniałe lata. Pamietam, że Polonista od razu chwycił mnie za serce. I tak pozostało, spotykamy się nadal na kawę od czasu do czasu, kilkanaście lat po maturze. Pan Profesor śledzi moją drogę zawodową i osobistą (!!!!:), ja wysyłam Mu pocztówki i listy z podróży(ostatnio napisalam z Wilna, siedząc w kawiarni naprzeciwko dawnego miejsca zamieszkania Mickiewicza, o czym oczywiście wspomniałam), a On wysyła mi smsy (!!!!). Bardzo dobrze wspominam moje studia polonistyczne na UW, ale żaden z profesorów nie wywarł na mnie takiego wpływu. Prawdziwy Mistrz.

  55. Sowo, ona poczatkowo miala chyba taki odruch (jako kobieta czynu). Juz, juz prawie wlazla pod fortepian, ale gore pewnie wziela swiadomosc:”no nie, jestem w sukni, pieknie uczesana, jak by to wygladalo??” i zrezygnowala; z podziwu godnym spokojem i poczuciem humoru. Spodobalo mi sie ze zaczela sobie, zamiast czekac gdzies na stronie, eksperymentowac z dzwiekami i tym samym umilac czas publicznosci.

    P.S. Justyna bardzo mi sie podobala; teraz te sama sonate gra Krzysztof Ksiazek.Tez wspaniale.

  56. Tak, Psianko. Wiem. I ja należę do fanek twórczości A. Ch. To był tylko taki żarcik, aczkolwiek nie do końca.

  57. Sowo P., broździbroda: maszynka do golenia?

    Najwierniejsza fanko, Twoje pytanie przypomniało mi o moim pierwszym dniu w liceum (prawie 20 lat temu! tempus fugit…) Dokładnie pamiętam jak byłam ubrana, pamiętam koronę na głowie (warkocz zapleciony przez Mamę) i wspinaczkę do szkoły tego chłodnego i deszczowego poranka. Kiedy usiadłam w ławce (celowo wybrałam pierwszy rząd) obejrzałam się za siebie, popatrzyłam na te wszystkie zupełnie nowe twarze i uśmiechając się, pomyślałam „to będzie dobra klasa i dobry czas”. I tak właśnie było!
    Od siebie więc polecam, po prostu, pozytywną autosugestię. To działa :)

  58. Emocje są, i to jakie! Na szczęście te dobre, muzyczne. Współczuję jury, że muszą wybierać. Muszę się przewietrzyć przed drugą częścią, idę na spacer.

    Ciekawe, czy zgadniecie, co znaczy słowo broździbroda. Wymyślone przez Sowiątko.

  59. Też brałam pod uwagę ten tytuł, Psianko.
    Lubię.
    Zgredziku, rzezimieszek jest z tej samej zawodowej wiązanki, co łapiduch i golibroda – odrzyna ludziom mieszki (sakiewki), tak jak oni przywracają życie pacjentowi lub golą klientom brody.

  60. Najwierniejsza Fanko, a to przykre, że PT Nauczyciele postanowili od początku postraszyć Was i przykręcić Wam śrubę. Nie upadaj na duchu i nie trać optymizmu! Będzie lepiej, na pewno! Obce mury staną się z wolna znane, odpychające ciało pedagogiczne okaże się miejscami całkiem przytulne, przyjazne i życzliwe, a nieznane koleżanki zostaną przyjaciółkami, i to nawet na całe życie!- Tak było i w moim liceum, i tak będzie w Twoim, rzecz jest wręcz stereotypowa.
    Jest jeszcze jeden aspekt, godny uwagi: ten stres pierwszych tygodni w liceum można potraktować jako zaprawę bojową przed kolejnymi stresami, które niewątpliwie życie – jak to ono – przyniesie. Warto wypracować w sobie przy tej okazji skuteczne mechanizmy przystosowawcze i obronne, będą jak znalazł w przyszłości!
    Dasz radę!

    Kochanie, odwagi!- ściskam Cię serdecznie i życzę wytrzymałości oraz pogody ducha.

  61. To „Morderstwo na plebanii” A.Ch. Smaczne fragmenciki.
    Piętaszku, pastor jest stworzony do rzeczy wyższych i martwe osy oraz kurz przeważnie w ogóle nie leżą w zasięgu jego wzroku, o rękach nie mówiąc :) a jego gosposia „(…) traktuje służbę na plebanii za szczebel do lepszych posad i wyższych poborów (…)”, więc też się nie przykłada.
    Ach, ach jaka miła i podnosząca na duchu lektura !

  62. Dobrze, Sowo, posłucham – już właśnie się włączam w wolnych chwilach i rzeczywiście wrażenia mocne (oglądam też po trochu występy minione). Ten Dmitrij ładnie grał.

  63. Pani Rodrigues zabawna. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że rzuci się pod fortepian osobiście naprawiać pedał. Mogłaby, na przykład, podwiązać go swoim szalem.

  64. DUA, proszę w wolnej chwili posłuchać dzisiejszego występu Justyny Kreft. Co za mazurki! Jaka sonata!! Coś niebywałego. Świetny ten konkurs, o wiele ciekawszy niż poprzedni.

  65. Dziękuje bardzo Pani Małgorzato! Przyda się mi odrobina wytrwałościci i zapału,ponieważ jestem w nowej szkole, dokładniej ujmując 1 klasie liceum. Już w 1 tygodniu nauczyciele podali nam mnóstwo wymagań i zapowiedzieli 1 testy. Szykuje się rok owocnej pracy, która szczerze mówiąc trochę mnie przytłacza.
    Wszyscy twierdzą, ze początki są najgorsze i niestety muszę chyba przyznać racje, dlatego zwracam się do Pani z pytaniem, jakie ma Pani rady dla nowicjuszy? Dla przestraszonych pierwszaków, którzy nie maja o niczym pojęcia i czuja się zagubieni?
    Uważam, ze jest Pani autorytetem dla mojego pokolenia pod tak wieloma względami, a jest mi ciężko, wiec proszę Panią o rade dla nas wszystkich, ponieważ na pewno nie tylko ja przeżywam teraz stresujące „początki”.
    Serdecznie Panią pozdrawiam i przekazuje mentalne wsparcie w pisaniu najnowszej części Jeżycjady❤️
    Życzę, Pani owocnego jesiennego okresu pracy połączonego z jak najbardziej zasłużonym wypoczynkiem
    Pozdrawiam Panią i cała społeczność śląc ciepłe myśli

  66. Odnoszę słuchowe wrażenie, że Pleyel bardzo zyskuje pod palcami tych, którzy potrafią się z nim obchodzić. Pleyel zdaje się być bardziej liryczny, śpiewny, ale żeby dobrze uchwycić różnice między instrumentami, należałoby siedzieć obok grającego, a nie przy głośniku.

  67. Przepraszam, czy czytał ktoś kiedyś wiersz Jana Lechonia ,,Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną…”? Domyślam się, że tak, bo aktualnie znajduje się w kanonie lektur obowiązkowych. Omawialiśmy go ostatnio na polskim. Tak mi się spodobał, że na następnej lekcji, kiedy polonistka odpytywała losowych uczniów, uczyłam się go na pamięć (przez co raz o mało nie wpadłam, ale jakoś wybrnęłam ;)). No, ale mniejsza z tym. Później (już w domu) zabawiłam się z tym wierszem w ,,co zostanie” i okazało się, że ,,została” mi ostatnia strofa drugiej zwrotki (,,na wieczny smutek duszy wieczną rozsz ciała”). Ciekawam, co ,,zostało” innym Księgowym, gdy przeczytali ten wiersz?

  68. Ładnie Nutria napisała o palecie barw przy portrecie wykonanym przez DUA .

    Absolutnie zauroczył mnie , tak wizualnie jak i brzmieniowo, konkursowy fortepian erarda.

  69. O ho ! ho ! natrafiłam na cudny fragment:
    „Zawsze byłem zdania, że duchowny nie powinien się żenić. Wobec tego jest dla mnie po dziś dzień tajemnicą, dlaczego po 24-godzinnej znajomości błagałem Gryzeldę żeby za mnie wyszła. Małżeństwo, sądziłem zawsze, jest rzeczą poważną i należy je zawierać jedynie po dłuższym okresie namysłu i rozwagi (…).

    A to szczególnie mi się podoba:
    – „Moja droga – rzekłem teraz – gdybyś się tylko trochę postarała …
    – Staram się czasem – odparła Gryzelda – Ale na ogół kiedy się staram, wszystko idzie jeszcze gorzej. Nie jestem widać stworzona na gospodynię. (…) kurz w mieszkaniu i nieżywe osy to doprawdy nie są rzeczy aż tak ważne, żeby się nimi przejmować.”

    O to to, tylko, że ona miała spokojnego i cierpliwego oraz tolerancyjnego pastora za męża.

  70. Och, Celestyno, obejrzałam – co za wytrzymała kobita!
    Na koniec popchnęła fortepian, usiadła i subtelnie zagrała Chopina.

  71. By the way. Ananas bereżnicki wygląda apetycznie, choć słowo to nieustannie wywołuje z mojej pamięci Irinę Wsiewołodoną Zbereźnicką – Podberezką, co psuje efekt. Takie to są drogi ludzkich uprzedzeń.

  72. Jam też wielbicielką chucherka. A swoją drogą, czy chucherko jest chucherkiem, bo chuchniesz i się przewróci czy że trzeba nań chuchać i dmuchać. Ot, zagwozdka.

  73. A! Wlasnie zupelnie przez przypadek natrafilam na cos uroczego. Wpiszcie sobie w YT „Brazilian pianist, Eliane Rodrigues, LITERALLY taking the performance below the stage!”.

  74. A chucherko, a chucherko? :)
    Pamiętam, jak po zapowiedzi tytulu nowej ksiazki naszej UA, któraś z Księgowych (nie pomnę) obwieściła, ze to jedno z jej ulubionych słów. Moje tez.
    Bardzo ładne słówka Adminka zaproponowała. Ulubione: łapserdak. I nazwy ptaszków od Mamy Isi prześliczne.

    Wiewiorko: alez to mozliwe, w lekkich podskoczkach.

  75. Magdo Z. Twoja część wierszyka jest imponująca, aż boję się pomyśleć, jak wyglądałaby wersja doszlifowana.
    Napisz coś jeszcze koniecznie.

  76. Cześć cześć, witajcie!
    Strasznie długo mnie tu nie było (chyba ostatnio coś pisałam wczesną wiosną?!), więc teraz nadrabiam zaległości :) .
    I chciałabym zapytać, czy może słyszeliście drodzy księgowi o Mateuszu Ciawłowskim? Jeśli nie, to polecam nie tylko o nim usłyszeć, ale też GO usłyszeć. To taki młody, początkujący piosenkarz, ma swój kanał na yt, na który daje swoje własne piosenki i covery piosenek innych. Miał już kilka koncertów (np. dzisiaj był w Opolu) i ogólnie go bardzo polecam i jestem ciekawa, czy ktoś stąd go kojarzy :)
    A co do moich ulubionych słów,to są to: szept, szelest, cisza, cichutko, mysz, szuwary, szambelan, konwalia, wodorosty, promyk.
    Miłego wieczoru! :)

  77. Nutrio, w Internecie. Na stronie konkursowej jest przekierowanie. Wpisz w wyszukiwarkę iccpi kropka eu.

  78. Do polecanek lekturowych postanowiłam dołączyć „Panią na Berżenikach”, którą właśnie w tej chwili sobie przypominam. Mowa tu o tych wspomnieniach była już kilkakrotnie, za sprawą Ulubionej Autorki, ale warto przypomnieć, bo czasem coś może umknąć, gdy się czyta archiwalne wpisy, jako że przemyśleń mamy tu już bez liku. Co zresztą cieszy.:)
    Dziękuję Zgredowi za ekstraordynaryjną siurpryzę i w ogóle pozytywną ocenę wierszyka. Wójcie uznaję zasadność Twojej poprawki. Pewnie jeszcze parę wersów można by doszlifować, ale po północy padłam (i tak zmitrężywszy chwilę) i już nie doszlifowałam.

  79. Pani Małgosiu, dla mnie też te błyszczące jabłka wyglądają nieapetycznie i jakoś tak.. chemicznie. Za to nasze, domowe, są przepyszne!
    A tak przy okazji – gdzie można obejrzeć transmisję?

  80. Mamo Isi, no to niech noga trzyma poziom.
    R. też miał kiedyś długotrwały opatrunek ze srebrem pokrywającym siatkę.

    Moja Mama wspomina kronselki. Czy można je jeszcze kupić?
    Wójcie, jest możliwe. Wystarczy specjalny wózek.

    A te/to Wirt(y) są w Polsce?

  81. Tez byłam pod wrażeniem, jak na moje niewprawne ucho. Zobaczymy zaraz jak zagra ją pan Clark.

  82. Starosto najdroższy, myślisz że te bidne Granny Smith też przemodyfikowali genetycznie, jak banany?
    Groza mnie ogarnia. A kiedyś tak lubiłam banany.
    Ach Wójcie, rzeczy optymalne nie zawsze są osiągalne, toteż niestety poruszam się normalnie, ale mam wyrzuty sumienia ;) Nb. te wyrzuty to jest brzydkie słowo. Zawsze je sobie wyobrażam jakoś tak dermatologicznie w charakterze wysypki.

  83. Celestyno, pani Visovan bardzo ujmującą, pięknie grała. Jednak wciąż kibicuję komu innemu. :)

  84. A festiwal na szczęście jest nagrywany. Na razie słucham pierwszego etapu. Chrzęszczyk to też cudne słowo;) Ale jeśli zrobi międzynarodową karierę, to zapowiadający go padną na zawał.

  85. Towarzystwo Przyjaciół Dolnej Wisły sprzedaje bardzo ładnie wydane podręczne atlasy dawnych odmian jabłoni, gruszy, śliwy, czereśni, wiśni i jabłoni. Pamiętam z dzieciństwa, że mieliśmy podobny atlas jabłoni, ale rysunkowy (teraz są barwne zdjęcia odmian). Bardzo lubiłam go przeglądać, dziwując się ile kształtów i kolorów może mieć zwyczajne jabłko.

    Jas, jest ładne arboretum koło Przemyśla, w Bolestraszycach. Mają imponującą kolekcję pomologiczną, uprawiają tam „naukowo” wiele historycznych odmian. Niestety, żeby móc je zobaczyć, potrzebny jest konkretny powód. Myśmy go nie mieli, więc jabłek nie widzieliśmy. Swoją drogą, ten region Polski jabłonią stoi. I dereniem. Ananasa pewnie można znaleźć w niejednym podkarpackim ogrodzie.

    Mamo Isi, na trudno gojące się rany dobra jest też babka lancetowata.

  86. Pani Małgosiu, skoro już Józefina o tym wspomniała – niech Pani tym razem nie odcina palety kolorów!!! Portret wiele na tym straci. Mam takie wrażenie, że wszystkie te barwy, których pani używa do namalowania postaci, przedstawione na palecie, są jakby odzwierciedleniem jej duszy. Teraz także mam wrażenie, jakby ta kolorowa chmura wypływała wprost z serca Jędrka.

  87. Dzien dobry!
    Wlasnie zaczyna sie transmisja (po przerwie) Koncertu Chopinowskiego na instrumentach historycznych. Gra Dmitry Ablogin. Szkoda, ze przegapilam pania Vişovan dzisiaj rano; bardzo podobala mi sie pare dni temu.

  88. Ach, Mamo Isi, moja wyobraźnia wyprodukowała obraz Ciebie poruszającej się z jedną nogą wyciągniętą do przodu, równolegle do podłogi, pod kątem prostym do tej drugiej. Jest to fizjologicznie niemożliwe oczywiście.
    A co do kopiowania postaci, to nie da się chyba uniknąć podobieństw, nawet nieświadomie, przecież wszystko już było!

  89. Ach, Mamo Isi, wściekle zielone są jakieś plastikowe. Chciałabym spróbować tych historycznych, prawdziwych. Na pewno były inne – dawniej takie plastikowe by nie przeszły.
    Ale i tak wiadomo, że nasze jabłka są najsmaczniejsze.
    Lubię ananasy berżenickie.
    I malinówki.
    I kronselki.
    I pomarańczowe koksy.
    I antonówki.

  90. I dziękuję, Jadwisiu, za rady aloesowe. Stosujemy od zawsze i wielki krzak aloesu wciąż jest obskubywany. Ostatnio jest skubany na okoliczność krwawiących dziąseł i ogólnej odporności Mamy. Bardzo ładnie je wygoił.

  91. Kochany Starosto, Grannie Smith to przecież te wściekle zielone jabłka, które są w każdym sklepie w zimie. Całkiem dobre, ale żeby jakiś cud, to nie powiem.

    No dobrze, może ściągnęła. Ale co miała do wyboru: mężczyznę, albo kobietę. Starszą albo młodszą.Mężczyźni starsi i młodsi występowali już wszędzie. No to wzięła kobietę. Jakby wzięła młodszą, to też na pewno ktoś już jej użył w charakterze detektywa. No to wzięła starszą.

  92. Ale pomysł na postać Agatha ściągnęła! I o to mi idzie.
    Nazwy ptaków: tak, śliczne. I roślin także.
    Mamo Isi, pozdrawiam nogę. Niech się trzyma w pionie i szybko goi!

  93. Z całego serca dziękuję za życzenia zdrowia i wszystkie dobre myśli ku mnie i moje nieszczęsnej stopie płynące; najwyraźniej skutkują :)
    Psianko, z Agat ja też najbardziej lubię powieści z Tommym i Tuppence Beresfordami. I dzięki za wiadomość o szarym mydle, zapiszę w kajeciku na zaś, bo na razie mam na stopie jakiś kosmiczny opatrunek ze srebrem i sztuczną skórą, którego mi nawet tknąć nie wolno, a co dopiero traktować szarym mydłem. Piotr powiada, że na sepsę dobre są jeszcze pijawki i wlewy dożylne askorbinianu sodu. Te ostatnie dostawałam doustnie też w ilościach kosmicznych;) No i Bogu dzięki, żyję.

    Czy był już fintifluszek? I dyrdymały? Jeśli nie, to zgłaszam.

    Kochany Starosto, Miss Silver niezbyt przypomina mi Miss Marple. Obie są starszymi paniami, niezamężnymi i robią na drutach, ale na tym podobieństwo się kończy. Miss Silver w młodości była guwernantką, a na stare lata dorabia sobie jako prywatny detektyw, dzięki czemu łączy koniec z końcem. Miss Marple jest niezależna finansowo w swoim skromnym wymiarze, a jej detektywistyczne skłonności nie wiążą się z gratyfikacją finansową. Miss Silver ma styl bycia bardziej natrętny, jak dla mnie męczący. Uzyskuje kontrakt i jedzie na miejsce. Miss Marple cudownym zbiegiem okoliczności po prostu zawsze jest tam, gdzie coś się dzieje. Jest też bardziej ladylike, wyciszona, spokojna, życzliwa. Christie nie wrzucała też do swoich kryminałów wątku romansowego w stylu harlekinowym. Za to Wentworth daje mnóstwo szczegółów (to też śliczne słowo) z codziennego życia, czy strojów.

    Lubię nazwy naszych ptaków: gżegżółka, piegża, szczygieł, pośmieciuszka, świstun, cyraneczka,podgorzałka, kamieniuszka, gągoł, jarząbek, przepiórka, turkawka, kukułka, lelek, ślepowron,pustułka, raróg, kropiatka, kokoszka, sieweczka, czajka, kwokacz, płomykówka, pójdźka, puszczyk, puchacz, kraska, dudek, dzierlatka, świergotek, jemiołuszka, pluszcz, kwiczoł, pokląskwa, piecuszek, świstunka, brzęczka, wodniczka, trzcinniczek, modraszka, gąsiorek, makolągwa, czeczotka, dziwonia, trznadel, potrzeszcz.

  94. Jas, a ja bym chciała spróbować kiedyś jabłek amerykańskich „Grannie Smith”- znanych z literatury i z licznych przepisów.
    Do tego arboretum chętnie bym się wybrała.

  95. Jadwisiu, miło mi to czytać! (Lubię się przydawać…)
    Dziękuję za radę aloesową, w imieniu Mamy Isi zwłaszcza. Już słyszałam o jego cudownych właściwościach. Dobrze, że potwierdzasz.

    Józefino, ach, i ja lubię mieć oczy i z nich korzystać! Na szczęście dobrze mi służą.

  96. Rzadko tu zaglądam,, ale ta strona leczy i buduje mnie niejednokrotnie,
    Uściski dla KOchanej Naszej Autorki i serdeczne życzenia wspaniałej formy psychofizycznej, bo baaardzo jest Pani nam potrzebna.
    A piszę powodowana kłopotami z paskudną raną na nodze mamy Isi.
    Mamo Isi, polecam cudowne lekarstwo, a mianowicie sok z aloesu. Należy uciąć świeży rosnący kawałek, wycisnąć na niegojącą się ranę i nałożyć lekki septyczny opatrunek i tak kilka razy dziennie.
    Wygoiłam tak swojej mamie ranę, bardzo paskudną po wenflonie, wypisali ją ze szpitala z jakąś antybiotykową maścią i bez efektu. Aloes naprawdę czyni cuda. Życzę powodzenia w terapi.

  97. Jabloń charłamówka, to musi być coś pysznego, przynajmniej tak brzmi. Do Wirt podobno najlepiej przyjechać wiosną, gdy drzewa kwitną. Tam mają chyba dwie odmiany znanych już w XiX w. jabłoni angielskich. Tak mnie to wprawiło w klimaty Jane Austen.
    Jeśli chodzi o charłamówkę to w Polsce mamy zbiory setek starych odmian, już nie pamiętam gdzie w Warszawie i oczywiście w Skierniewicach. Zaczęło się to chyba od pana Pięniążka. Historii już nie pamiętam. Zasadza się dziś tereny dawnymi, miejscowymi drzewami owocowym w różnych regionach.
    Przydałby się tradycja degustacji jabłek. Te z Wirt były bardzo ciekawe, takie cierpkie i żylaste, naprawdę śmieszne, choć pewnie nie mają zainteresowania.
    W arboretum w Wirtach warto dojść do dużego jeziora, które jest po prostu zjawiskowe.
    Można też za grosze kupić trochę dobrze ukorzenionych okazów z ogrodu.
    Jestem zupełnie zakochana w naszym kraju!

  98. Dobry wieczór!
    Cieszę się, że tu już na powrót raźno i wesoło. Jeszcze wszystko to pięknie i kolorowo przystrojone ilustracjami Pani Małgorzaty, coś wspaniałego! Jędruś spogląda tak przyjaźnie, że budzi sympatię już od pierwszej sekundy, a te plameczki farb z lewej strony, choć pewnie tymczasowe jedynie, wyglądają jakby wyszły wprost z rozmarzonej głowy szanownego kolegi! A i kolejne dzieła miłe, budzące zachwyt i automatyczną radość, że się ma oczy i że te oczy są od podziwiania takich na przykład pociągnięć pędzla, sposobów przedstawiania drzew czy bogactwa barw na wymalowanej tafli wody.
    Pozdrawiam słonecznie ☀

  99. O, bardzo lubię Tuppence, Psianko.
    Oraz Poirota.

    Zuziu, to teraz mnie rozumiesz, co? To tak przyjemnie dzielić z kimś zachwyt!
    Stąd „Frywolitki” i cała reszta właściwie.

    Dobranoc, Ludu kochany, śpijcie spokojnie.

  100. Mamo Isi – bardzo współczuję. Moja położna, która pracowała wiele lat w Afryce, na zakażenie rany po cesarce poleciła mi szare mydło. Okazało się bardzo skuteczne, a antybiotyk prawie nie zadziałał.

  101. Jak tu ciepło i miło i pachnąco (ciasta).
    Natalio ja też czytam książki Agathy Christie. Bardzo mi się podobają. Wiele jest naprawdę ciekawych, śmiesznych i romantycznych :) Właściwie w prawie każdej, w tle, jest jakiś wątek miłosny. Więc polecam czytanie wszystkiego po kolei – ja tak właśnie robię i sobie chwalę. Ale chyba najbardziej podobają mi się powieści o Tommym i Tuppence Beresford – parze detektywów amatorów.
    Dziękuję DUA i Księgowym za wszystkie inspiracje chociaż wrócę do nich chyba dopiero na emeryturze :)

  102. Dobry wieczór!
    Natalio, ja przepadam za „Morderstwo odbędzie się”, choć wiadomo, że wszystkich dzieł Lady Agathy nie przeczytałam. Zawsze, gdy czytam jej kryminały odnoszę wrażenie, że morderstwa tam są opisywane tak subtelnie, jakby w białych rękawiczkach. I wszelkie zagadki rozwiązują się tam za pomocą rozmowy. Fenomenalne.
    Jak to miło słyszeć, że zachęciłam kogoś do przeczytania książki. :)

  103. Kris, Zgredzie, książkę widzę na stronie Wydawnictwa Uniwersytetu Śląskiego, w ich księgarni, z informacją, że rzecz jest dostępna. Artykuły o Pani MM: „Wspomnień czerń – językowe obrazowanie cierpienia w powieściach Małgorzaty Musierowicz” i „Pamiętajcie o ogrodach… obrazy wsi w „Febliku” Małgorzaty Musierowicz”. Jak coś nie wyjdzie z zakupem, dajcie znać.

    Natalio, koniecznie „Morderstwo w Orient Expressie”, ale pewnie o tym wiesz :) Dobrze byłoby przeczytać powieść pierwszą („Tajemnicza historia w Styles”), a kiedyś, kiedyś – ostatnią („Kurtyna”). Lubię „Kota wśród gołębi”, „Karty na stół” i „Zbrodnię na festynie”, bardzo wysoko cenię „Pięć małych świnek”. W sumie – uwielbiam niemal całą Agathę.

  104. Ha! Zapomniałam o absolutnie ulubionym słowie: imbryczek!
    Wójcie, mam nadzieję na jakieś spotkanie autorskie w miłej bibliotece; będę śledzić terminarze na wypadek, gdyby Wiewiórka okazała się zbyt skromna i nie pisnęła nic na ten temat!

  105. Mamo Isi, trzymamy kciuki za nogę.

    Też nie lubię książek historycznych. Jestem (i pewnie jeszcze trochę pobędę) w połowie szczerej aż do bólu książki „Bezdroża dziejów Polski” Tadeusza Wyrwy. Ciekawa postać. Polecam. Wydawnictwo Norbertanum, Lublin 1998.
    Wczoraj próbowałem kupić (Od)pamiętywanie, ale bez skutku.

  106. P.S Uwielbiam akwarele i efekt jaki dają. Ja używam akwareli firmy Royal Talens Van Gogh i bardzo dobrze się sprawdzają. Najczęściej tą techniką robię zakładki do książek.

  107. Dobry wieczór DUA i Drodzy Księgowi!
    Piszę trochę późno, ale lepiej późno niż wcale :)
    Pani obrazek jest naprawdę przepiękny. Prawdziwa złota polska jesień.
    Wiedzy w tym roku będę musiała przyswoić sporo, ponieważ będę musiała się zmierzyć na koniec roku szkolnego z egzaminem ósmoklasisty, więc mam nadzieję, że droga do niej wiodąca będzie naprawdę słoneczna. A co do moich ulubionych słów to lubię słowa: falista, ilustracja, plastelina, elastyczny oraz gżegżółka.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

  108. Dobry wieczór!
    Moja przygoda z klasyką rozpoczęta, od „I nie było już nikogo” Agathy Christie, pożyczonego (pożyczonej?) od babci. Notabene, zainteresowałam się tą akurat powieścią dzięki zuzi12, która dawno, dawno temu pisała, że ją przeczytała. (Kiedy nie ma nowych komentarzy czyta się te stare :). Bardzo to ciekawe, zresztą, wiedzieć, co było, zanim mnie tutaj nie było. Znalazłam m.in. pomysły mamy Isi na zrobienie z „Jeżycjady” „bestsellera”, – z celowym użyciem cudzysłowu – czyli wybicie bohaterów do nogi. Ktoś pamięta?).
    Przeczytałam też i bardzo mi się spodobało. Pobrałam też dwie powieści tej autorki w wersji elektronicznej, po angielsku. Spróbuję, chociaż to nie to samo, co papierowa książka. Chciałam spytać, które książki pani Agathy polecacie szczególnie, od których powinnam zacząć, jakie są wasze ulubione itp.
    Miłego wieczoru wszystkim!

  109. Przepiękna, słoneczna akwarela i trafne życzenia na początek roku szkolnego!
    Dołączam od siebie : dużo samozaparcia
    w dążeniu do celu i czasu na czytanie!
    A wśród słówek u Giorgia jest: mikrofauna, które i mnie przypadło do gustu.

  110. Ha! A ja już mam nową książkę Wójta Wiewiórki- „Łaty na fotelu”! Ummm, miła, pulchna i kolorowa, zachęcająca, a w środku (już zerknęłam) – rzeczy miłe i ciekawe.
    Brawo, dzielny Wójciku!
    Zuch z Ciebie!

  111. Ago, cóż to za pyszności!!! Podzielże się trochę! Ja od siebie dokładam ciasteczka owsiane, z dedykacją dla seniora rodu i ostatniego na świecie stoika.
    Moje ulubione słowo: arabeska.

  112. Powinni serwować napar z dzięcieliny. Bardzo romantyczny. Szczególnie, że dobrze działa na serce.

  113. Pewne miłe księgowemu sercu muzeum zaprasza na swojej stronie internetowej do odwiedzenia muzealnej kawiarni, gdzie można napić się aromantycznych herbat. W głowę zachodzę, jakie to herbaty. Granulowane? Fusiaste bez filtra? A może z musztardówki?

  114. Ach, jak tu miło, domowo, swojsko.
    Moje ulubione słowa: podwieczorek i szarlotka.
    Szarlotka kojarzy mi się z ciepłem, cynamonem, domem, mroźną zimą, ciepłą herbatą i..serwetką w kratkę.
    Uwielbiam piec, wtedy dom staje się domem, szczególnie w chłodne dni.
    Na tę niedzielę zaplanowałam ciasto jogurtowe ze śliwkami z nutą kokosową (kruszonka z wiórkami kokosowymi). Do tego aromatyczna herbatka i ciekawa książka.
    Uwielbiam tu zaglądać, szczególnie kiedy praca (różnoraka) wre, a myśli Księgowych są takie ciekawe. Tymczasem syn będzie odświeżał „Dzwoneczek” Adminki, już nie możemy doczekać się premiery kolejnej części! Aaaa… kiedy on się nauczył tak szybko czytać? Nie do wiary!

  115. DUA, ja tez od razu pomyslalam o smoczku :)

    „(Od)pamiętywanie – gry z przeszłością w literaturze dla dzieci i młodzieży” – brzmi bardzo ciekawie, postaram sie zdobyc!

  116. Ja oglądam tylko z doskoku, nie widziałam nawet połowy, ale chwilami trudno się nie wciągnąć. Bardzo interesujący konkurs.

  117. O, nikt do niego nie zwracał się per „niunio”. Poważny to był olbrzymek.
    Przez pewien czas zwracaliśmy się do niego: „Herr Globke”, a potem już tylko „Grubcio”.

  118. Ooo, mirabelki, ooo, tak, tak, pyszne słowo
    Beatuszko, dziękuję za kartkę, wszystkim, zresztą, którzy napisali z wakacji, dziękuję równie mile.:)

  119. Ale nie wszystkie książki pozwalają odbierać swoich bohaterów jako byty realne, prawda, Starosto? Tu trzeba mistrzostwa. Nie muszę chyba dodawać, że jedne z najrealniejszych z bytów realnych to te rozpoczynające swój byt na kartach Jeżycjady. No, Wilkie Collins też czuje bluesa. I wielu, wielu innych, jak to dobrze.

    Mamo Isi, jak ja Ci współczuję. Trzymaj się, nasza mrożonko.

    Zgredu, mi to wygląda na ” Dajcie niuniowi stołeczek”. Ze względu na zgodność ilości sylab. No ale stołeczek byłby jeszcze bardziej niejadalny niż smoczek.

  120. Dobry wieczór, kochany Starosto!
    Dobry wieczór, kochani Księgowi!
    Melduję się z opóźnieniem, bo razem z Adamem byliśmy mocno zajęci przetwórstwem owocowym. Tak nam minęła końcówka sierpnia i niepostrzeżenie nastał wrzesień. Ale lubię jeszcze słowa: powidła, mirabelki i dereń :-D
    Mamo Isi, dużo zdrowia życzę, trzymaj się i nie daj się!
    Jak dobrze, że już księga działa, tak miło Was spotkać po wakacjach.
    Uśmiecham się do Gio i do Ateny z Justysią :-)))

  121. Bożenko (wiad.pryw.)- poczekamy, rzecz jasna, chyba że nie wytrzymamy i same znajdziemy.
    Miłe pozdrowienia dla PT akwatysty!

  122. Hu, hu, Zgredziku, możesz mieć rację. My skłanialiśmy się ku skojarzeniom żołądkowym (dziecina była żarłokiem).

    Ateno, dzięki.:)

    Blanko, jak dużo i ładnie napisałaś o akwareli.
    Uwaga: lubię i rozmach, i cyzelowanie.

  123. Bożenko, tak, wiem, od razu mi córka opowiedziała o wszystkim. Obie bardzo chcemy przeczytać, co pan Fluid napisał o motywach wodnych u Mickiewicza. Na pewno to bardzo ciekawe. Będziemy szukać.

    Wójciku, racja, i ja o tym myślałam czytając Forsyte’ów.
    O, i bardzo mi się podoba, że odbierasz ich jako byty realne. Oczywiście, mam tak samo.:)

  124. Napisalam wczesniej, ale nie wyslałam.
    Hmmm. Lube ten obraz, piekne ma kolory, zielony w polaczeniu z niebieskim i opromieniony kolorem słonecznym. Cud.
    Mamo Isi, mam nadzieje, ze antybiotyk pomoze.
    Ulubione słowa: zakamarki, paskudztwo.

  125. Mamo Isi, dużo zdrowia.

    KrzysztOfie, Twoje aktualne lektury dotyczą ulubionego okresu historycznego mego syna. Rzeczpospolita Obojga Narodów, ha! Wyobrażam sobie Wasze dyskusje!

  126. DUA, cieszę się bardzo. Czy mogłabym marzyć o milszej od tych słów nagrodzie? Obcowanie z Jeżycjadą jest samą radością.

    A wczoraj miałam nieoczekiwany, przemiły fluid z Admineczką. Dzięki nowemu postowi Adminki na FB zabrałam się za lekturę (zawsze coś czeka) świeżutko wydanej książki „(Od)pamiętywanie – gry z przeszłością w literaturze dla dzieci i młodzieży”. Oczywiście, jako pierwszy przeczytałam artykuł Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz „Emilii Kiereś dialogi z romantyzmem” :) Pięknie pani profesor pisze o „Łowach”! Pozwolę sobie na jeden, podsumowujący cytat:

    >>Gdyby „Łowy” znalazły się w kanonie lektur szkolnych, byłyby znakomitym przygotowaniem do romantyzmu i ballad Mickiewiczowskich, a zarazem pasjonującą przygodą czytelniczą<<.

    A już "Łowy" w połączeniu z "Balladami i romansami" Adama Mickiewicza z komentarzami Emilii Kiereś – na które czekamy – to spełnienie marzeń polonisty :)

    A fluid był ukryty po drodze :)

    W książce są również dwa artykuły na temat twórczości Małgorzaty Musierowicz. To będzie lektura na dziś wieczór.

  127. O, nie trzeba czytać książek historycznych, aby doznawać podobnych uczuć jak Wannabe. Miałam takie przy czytaniu „Sagi.R.F”. Kiedy człowiek czyta te ich przemyślenia na temat pierwszej wojny światowej, człowiek nie może się oprzeć ponurej refleksji, że bohaterowie nie wiedzieli co ich jeszcze czeka. Dziwnie pocieszająca jest myśli, że choć niektórzy z nich ( mam na myśli bohaterów, których traktuję jako byty realne) musieli się o tym przekonać, to już sam autor nie.

  128. Film „Stowarzyszenie Miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek” można już obejrzeć! ;-) Poleciłam książkę znajomym dziewiarkom na stronie Intensywnie Kreatywnej, szerokie kręgi zatacza ten placek! ;-)
    Nadmienię, że w filmie gra Lily James, która wystąpiła też w serialu BBC „Wojna i pokój” jako Natasza, a ostatnio w drugiej części „Mamma mia” jako młoda Donna – wakacyjny i sympatyczny film. I w obu, tj. w „Stowarzyszeniu…” i „Mamma mia” znalazło się sporo ciuszków, miłych dla oka dziewiarki. (Wybaczcie – moja mania rośnie z każdą chwilą.)

    A do przeczytania polecam „Kirke” Madeline Miller- oczarowała mnie.

  129. O,o,o! Na pewno przeczytam „Sakuteiki”.
    Wannabe, też nie lubię książek historycznych, z tych samych powodów, co Ty.

    Mamo Isi – zdrowia i krzepy życzę!

  130. Ja też wyjątkowo w wakacje przeczytałam książkę historyczną „Józef Piłsudski i Lwów”. Był to zbiór (zupełnie zwykłych jak na to, jakie miały skutki polityczne) listów Piłsudskiego z różnych okresów jego życia. Wspominał w nich np., że pisze do Marii Skłodowskiej-Curie o dofinansowanie swojej podziemnej gazetki, najczęściej jednak opisywał różne spotkania ze znajomymi. Treść tych listów zmieniła się w połowie książki, zaczęły to być rozkazy wojenne, potem przemowy do „orląt i orlątek”, co wstrząsnęło mną bardzo, bo wtedy pierwszy raz zdałam sobie sprawę z tego, o czym w ogóle czytam, a skończyło się na powszechnym rozliczaniu Piłsudskiego z popełnionych błędów oraz jego śmierci. Nie czytam zazwyczaj o historii i nic dziwnego, bo po tej lekturze nie można pozostać beztroskim, po prostu trzeba się zmienić. Kalendarz straszy: 1918 a 2018 to nie jakiś szmat czasu, to było bardzo niedawno, a myśl o tym, że walczono o coś z całych sił bez świadomości nadchodzącej jeszcze większej wojny światowej napawa beznadzieją. Cieszę się jednak, że zdecydowałam się to przeczytać.

    A z takich bardziej historyczno-architektonicznych rzeczy, czeka na mnie na półce książka „Sakuteiki – zapiski o zakładaniu ogrodów”. Nie mogę tego jeszcze polecić, ale to z mojej absolutnie ulubionej serii Ex Oriente. Każda książka z tej serii jest rewelacyjna, bo filozoficzna i inspirująca.

  131. Ponoć Chopin miał powiedzieć, że kiedy jest w złej formie, wybiera fortepian erarda, gdzie łatwo odnajduje gotowe brzmienie, gdy jednak czuje w sobie werwę i moc, potrzebuje pleyela, by znaleźć swój najbardziej własny ton. Coś w tym jest, ale bardzo podoba mi się brzmienie konkursowego erarda.

    Dopisuję arboretum w Wirtach do listy miejsc, które zamierzam odwiedzić. Mieliśmy kiedyś w ogrodzie bardzo starą jabłonkę, na moje oko była to charłamówka. Robiliśmy z niej jesienią smaczny mus.

    Bardzo dziękuję wszystkim za akwarelowe porady. Kiedyś na pewno spróbuję.

  132. „Skręć w lewo na rozgałęzieniu” – to po prostu instrukcje dla wiewiórki. Na wypadek gdyby nie pamiętała, dokąd zdąża.
    Niczego nie słucham, Sowo, bom się pochorowała. W ramach przepisanej krioterapii odmrożono mi ranę pooperacyjną, wdała się infekcja i teraz mam póki co antybiotyk, a jak nie pomoże, jaśnieje przede mną (a raczej ciemnieje) wizja szpitala. A nie nadaję się dokładnie do niczego (te nielogiczne podwójne zaprzeczenia mnie wykończą). Może dziś mi się już uda, bo jakbym się lepiej czuła.
    Przeczytałam byłam „Swan Song” Crispina i „Latter End” Wentworth. I już wiem, że u obu autorów bohater negatywny, będący wyjątkowo wredną świnią, zostanie najdalej w 1/3 książki zamordowany. Pocieszające to, ale też dość niebezpieczne.
    Powoli do salonu zgłosili się już mniej więcej wszyscy, ale gdzie jest Beatuszka? Beatuszko, hop, hop!

  133. Do wyliczanki Adminki i DUA dodam paliwodę.
    U mnie w domu na kogoś postrzelonego, gwałtownego mówiło się : paliwoda Pietrek.

  134. Ananas obsypany dużymi owocami, spóźniło się. Zadziwia mnie to drzewo, owocuje co roku i w każdym roku owocuje bardzo obficie. Próbowałam w tym roku parę innych i wydawały mi się pyszne, ale jak potem spróbowałam rumianego ananasa, to z córką nie mogłyśmy wyjść z zachwytu-taki bukiet smaków. Czy to kwestia starej odmiany? Tej jabłoni chyba można nie szczepić, może mamy czystą jabłoń bez podkładki, bo ta też daje swoje cechy. Drzewo jest duże, więc może być nie szczepione, bo ananas jest dużym drzewem i dlatego chyba ma tak dużo jabłek, można nim obdzielić tuzin osób. Gdy jest wielkie drzewo, to ma dużo owoców.
    W tym roku próbowaliśmy jabłek z XIX wiecznej jabłoni w Arboretum w Wirtach. Bardzo były śmieszne, malutkie i cierpkie, takie były dawne jabłonie?Che, che chciałabym spróbować średniowiecznych jabłek.

  135. Magento, spróbuj Na skraju Imperium i inne wspomnienia, Mieczysław Jałowiecki. Książka tutaj polecana.

  136. Nie ma to jak obrazki ładnie uczesane!
    Taki mam problem: w ostatnim odcinku serialu „Jeźdźcy smoków” (bajka, ale ma sporo elementów historycznych) jeden z bohaterow taki dowcipny literat Mieczyk (niby prekursor komediopisarstwa) mówi, że są kraje, gdzie mówi się wierszem i że on chciałby je odwiedzić. Ten serial dzieje się chyba mniej więcej do ok. 800 r n.e. . Był wtedy jakiś kraj, gdzie mówiono wierszem?
    Może to chodzi o kraj z basenu Morza Północnego, gdzie literatura kwitła, spisano wtedy wspaniale mitologię Islandii,a może jakiś kraik na Wyspach Brytyjskich? A może po prostu chodzi o Grecję. czy Rzym?

  137. Źdźbło, szelest, pszczoła, łąka, woń, świergot.
    Taki obrazek z niektórych ulubionych słów.
    Lubię te szeleszczące po polsku.

  138. A sposób DUA z suszarką jest świetny. Pamiętam dawno temu w tv taki program : Malowanie obrazów- to proste. Byly to czarujące lekcje, pan używał właśnie suszarki, malował świetnie się bawiąc i przekonując co i rusz, że każdy może malować. Te filmy są na yt.

  139. Podrzucam wybór ulubionych słów:
    ścichapęk, ladaco, łapiduch, drapichrust, łapserdak, gryzipiórek, pasibrzuch, dusigrosz…

    Lubię nie tylko je, ale także (przede wszystkim) możliwość tworzenia takich w języku polskim, jakże giętkim. Język polski jest w ogóle super, że tak powiem :)
    Co rzekłszy oddalam się do obowiązków… Uśmiechy dla wszystkich!

  140. Dzień dobry!
    Do polecanek lekturowych:
    Michał Kryspin Pawlikowski, „Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego” oraz „Wojna i sezon” (odkryte dzięki Beatuszce).
    I jeszcze „Dzieci ’44. Wspomnienia dzieci powstańczej Warszawy” (dzięki Zgredzikowi). Nie jest to lektura z rodzaju lekkich, ale uzmysławia, że wojna to naprawdę coś potwornego. Po takiej lekturze bardziej się docenia teraźniejszość niewojenną (wiem po sobie).

  141. Sowo, mnie akwarela zachwycała od dawna, uwielbiam je oglądać od dziecka, choć z czasów szkolnych prace malowane akwarelą kojarzyły mi się głównie z pomarszczonymi kartkami, które wyglądały nieestetycznie.
    Zaczęłam się uczyć tej techniki półtora roku temu, internet jest kopalnią wiedzy, jest sporo tutoriali na yt. Kupowanie wszystkich niezbędnych akcesoriów sprawiało i nadal sprawia mi mnóstwo frajdy. Marzę, by kiedyś zapisać się na kurs malowania akwarelą.
    Nie ukrywam, że prace DUA mnie w dużej mierze natchnęły do sięgnięcia po akwarele. Ja maluję kostkami Białe Noce. Mam też kilka buteleczek Ecoline.
    Uczę się głównie kopiując. Gdzieś czytalam, że przy tej technice należy planować jak żółw, a malować jak zając. Czyli najpierw delikatny szkic, potem planujemy, gdzie mają być białe miejsca, rozmyślamy o kolorach itp. A potem malujemy szybko, bez poprawek. Nie cyzelujemy ( choć ja akurat mam do tego skłonność).
    Dla mnie to cudowne zajęcie.

  142. A ja niekiedy nie czekam, aż papier wyschnie, tylko używam suszarki do włosów – przeznaczyłam jedną tylko do celów malarskich i zawsze jest w pogotowiu.
    Rada Jas oczywiście dobra.

    Asiu, śliczne te Koluszki.:) „Szyrszyń” to też autentyk.
    Dzięki za wiadomość o filmie, poczekamy i obejrzymy.

    Krzysztofie, co za ciekawe suplementy do Trylogii czytasz!

    AniuK, Zgredzie, ładne słowa dziecięce, ja przytoczę nasze domowe: „aciapećka”- w użyciu to brzmi:- Mamo, płaszczyk już mam, daj aciapećkę.
    („a czapeczka?!”).
    I słynne pierwsze słowa naszego niemowlęcia, które z powagą przemówiło od razu całym zdaniem, w trybie rozkazującym: „Diaba niuniu ziołociek!”. I do dziś nikt nie wie, o co mu chodziło.

  143. Sowo, jeśli mogę coś podpowiedzieć, to zwilż sobie papier wodą, pomaż akwarelką, czy tuszem, porób i rozmyj trochę kleksów. To niech wyschnie, a potem nie nasączaj papieru wodą i cieńszym pędzelkiem domaluj już precyzyjnie, czy to galęzie czy ludziki itd. Potem, gdzie niegdzie ostrzejszym kolorem plamy (można je rozmyć w niektórych miejscach) i tak dalej powoli.
    Próbuję rozgryźć naturę truskawek, może się wyspecjalizuję.
    U mnie dziwnie działa słowniczek na tej stronie, podkreśla napisane poprawnie słowa, co mnie zupełnie myli. Pozdrawiam Wszystkich!

  144. A!
    zapomniałam dodać, że można już znaleźć w sieci film na podstawie ” Stowarzyszenia…”, zwiastun jest obiecujący.
    Przepraszam za ten poranny chaos, widać szczepionka nie zaczęła jeszcze działać.
    Odwzajemniam powitalny uścisk dla P. Małgosi- mocno, mocno.

  145. Już w domu!
    Poczułam się swojsko już na dworcu w Warszawie kiedy usłyszałam przez megafon:”opóźniony, przyspieszony pociąg z Koluszek…”.

    Poddana serii zastrzyków p.wściekliźnie ( domownicy się cieszą, że będzie trochę spokoju!) czytam sobie Wasze i wpisy jednocześnie przypominam sobie Stowarzyszenie Miłośników i Placka z Kartoflanych Obierek. Jaka błoga jesień.
    A ulubione słowo: szyrszyń!
    No i z powrotem pasji dziewiarskiej: włóczka- z dodatkiem kaszmiru…

  146. Z ostatnio wydanych książek historycznych i poniekąd przygodowych zarazem (wszak historia to pyszna przygoda), acz nie jest to beletrystyka:
    Sławomir Leśniewski – Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660.
    Marcin Bazydło – Łubnie-Konstantynów 1648. Działalność wojskowa i polityczna Jeremiego Wiśniowieckiego w początkowym okresie powstania Chmielnickiego.

  147. Zgredzie, powiedziałabym, że odwrotnie. Saudade jest tak stare jak Portugalia ;).

    Wiersz Magdy imponujący, tak, tak!

  148. Sowo, i ja dziękuję za trop muzyczny – zaraz się rzucę do słuchania, jutro raczej, bo dziś chyba mi przepadło.

  149. Bożenko, przesyłka z krzyżówkami jeżycjadowymi dotarła i zachwyciła. Z całego serca dziękuję – to będzie pyszna książeczka, czekam na nią z radością. I podziwiam twój kunszt!

  150. Prawda, Zgredziku. :)

    Natalio, autentyk, a słyszałam to w rodzimym Poznaniu.
    Muszę dodać, że ślunsko gadka przypomina w wielu punktach tę wielkopolską.

    Chesterko, dzięki za dobre słowo o obrazkach.:)

    Magento, aż osłabłam na takie dictum. Przecież my tu w kółko o książkach gadamy. Po prostu poczytaj komentarze wstecz, znajdziesz wiele cennych podpowiedzi.

  151. Jestem pod wrażeniem utworu Magdy Z.
    Cóż za ekstraordynaryjna siurpryza!
    Wysmakowane studium stagnacji w typie fin-de-siecle.
    Wnikliwa analiza.
    (Powyżej dużo fajnych wyrazów).

  152. Witam!
    Pani Małgosiu, pytała się pani pod poprzednim wpisem, jak tam w szkółce ukochanej. Ano całkiem nieźle, choć straszenie egzaminem gimnazjalnym, a raczej ilością nauki i pracy przed tymże, trwa. Ale my się nie dajemy!
    Naprawdę „słowa pana Chrobota” to autentyk? Gdzie go Pani usłyszała? Podoba mi się ta poznańska gwara. Mogę dodać też coś z naszej „śląskiej godki”, klasyk w naszej rodzinie, wypowiedziany przez moją babcię, skądinąd do mnie: „Weź ta tasza, bo ktoś się przewali ło tyn hynkel!”. Chodzi oczywiście o torebkę pozostawioną na środku pokoju, z paskiem, o który można się przewrócić :).
    Jeżeli chodzi o słowa i języki, bardzo podobają mi się te z grupy romańskiej, w tym francuski, którego się uczę. Dzisiaj szukałyśmy z przyjaciółką tłumaczenia słowa „l’embranchement”, które niedawno usłyszałyśmy od nawigacji w jej telefonie, mówiącej po francusku – praktyka czyni mistrza :). Okazała się, że znaczy „rozgałęzienie” („skręć w lewo na rozgałęzieniu”) i to dosłownie, bo „la branche” to gałąź. Bardzo ładnie to brzmi, zresztą.
    Życzę wszystkim miłego wieczoru!

  153. Sowo P., dziękuję za informacje o Konkursie Chopinowskim! Już słucham i oglądam :)

    Co do słów, które lubię: „mgła”, „mglisty”.

  154. Jeśli chodzi o powieści historyczne, bardzo lubię „Bolesława Chrobrego” Gołubiewa i powieści Hanny Malewskiej np. „Kamienie wołać będą” (czasy budowy katedr) i „Przemija postać świata”. Refleksyjne i wciągające.

    Podziwiam Pani akwarele, Kochana Autorko, piękne odcienie i przenikanie kolorów. Ten wrzesień jest właśnie taki złoty, choć na drzewach jeszcze zielono.

  155. Wójciku, za pozwoleniem (nie jestem aż taka oczytana jak większość Księgowych), cóż takiego znaczy owe ,,portugalskie saudade czy szwedzki fredagsmys”?

  156. Dzień dobry!
    Znaczenie niektórych słów zawarte jest już w ich brzmieniu. Dajmy na to, „obły”. Nie wiem jak inni Księgowi, ale widzę coś napuchniętego teraz. Albo „włócznia” – musi być spiczasta!

  157. Tsundoku – nałogowe kupowanie książek, których się i tak nie przeczyta. Ułożone w stosy czekają na odpowiedni moment.

  158. Racja, Wójciku.
    Pilnujta rytmu, poetki.

    Bożenko (wiad. pryw.), dzięki za krzyżówki, przesyłam dobre myśli i serdeczne uściski!

  159. Widzę, że i Wam nieobca jest zabawa słowami. Wierszyk Piętaszka z zakończeniem Madzi niezwykle sprytnie skonstruowany i wielkiej urody ze względu na brzmienie słów. Mam nadzieję, że mi wybaczycie drobniutką poprawkę. Mam hopla na punkcie rytmu, więc zamiast „Łajdak w powieści kogoś ukatrupia” dałabym ” Drab w książce kogoś ukatrupia”.
    Otherwise, tickety – boo!
    Przepraszam za wtrącanie się.

  160. Ciekawa ta Wasza rozmowa o słowach. Bardzo lubię słowa, od kiedy pamiętam, lubiłam się nimi bawić ( tu by się przydał czas Present Perfect:lubiłam i nadal lubię I’ve liked), tworzyć rymy, wymawiać słowa i słuchać ich brzmienia, wyobrażać je sobie i czytać wstecz. Tak samo jak Sowa lubię słowa pojemne znaczeniowo. Fascynuje mnie odkrywanie, że ludzie nazywają słowem zjawiska, które są przecież dla nas znajome, ale nigdy przedtem nie zostały nazwane. Mam na myśli portugalskie saudade czy szwedzki fredagsmys. Ile jeszcze jest rzeczy, zjawisk, uczuć nienazwanych?

  161. Dzień dobry,
    Dawno tutaj nie zaglądałam. Miło sobie przypomnieć Pani przepiękne grafiki. Dzisiaj zaczynam swoje studenckie wakacje. Odkąd zaczęłam studia (czyli cztery lata temu) wrzesień wybieram jako miesiąc urlopowy :) Niestety w tym roku przypadają ostatnie moje wrześniowo-studenckie wakacje:) kto wie co będzie za rok. Wybieram się właśnie na mazury:) A w głowie totalna pustka jakie książki mam zabrać by umilić sobie pobyt:)
    Dodam, że uwielbiam książki historyczne, przygodowe, związane z architekturą i historią sztuki:) może ktoś trafił ostatnio na jakąś perełkę, którą koniecznie powinnam przeczytać?
    Pozdrawiam Serdecznie

  162. A propos Chopina, od niedzieli trwa I Międzynarodowy Konkurs Chopinowski na Instrumentach Historycznych. Na kanale YT Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina jest transmisja na żywo.

  163. Dzień dobry! Dziękuję wszystkim za udział w zabawie. Ulżyło mi, bo teraz już wiem, co było dalej ;).
    Nutrio, dziękuję za miłe słowo :)

  164. Dzień dobry wszystkim. Och, jaki tu ruch, aż miło. Wakacje dobra rzecz, ale najmilsze dla mnie są powroty. Moja córka Julka jest już studentką pierwszego roku filologii angielskiej na uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu, hura. Teraz staramy się przebrnąć przez zaświadczenia, oświadczenia i nie wiem co jeszcze, aby dziecię me otrzymało pokój w akademiku. Pachnie już jesienią, liście zaczynają opadać. Pozdrawiam ciepło.

  165. Dzień dobry!
    Patrycjo F (wiad.pryw.)- pewnie i ocenię, ale nic nie powiem. Sama musisz wiedzieć najlepiej!

  166. Albo tak.

    Subretka w typie somnambulika
    w wezgłowiu trzyma trzos.
    Prymulka pachnie z nocnego stolika,
    na etażerce ksiąg stos.
    Oczy otwiera ta liczykrupa
    by stan przeliczyć swych dóbr.
    Łajdak w powieści kogoś ukatrupia,
    a ona płacze jak bóbr.
    Łzy lecą gęste tejże dzieweczce,
    gdy się ujawnia uczuć żar –
    i szaławiła zrozumieć nie chce,
    że romans ten kiepski bez miar.
    Popadła ona w sidła mamidła
    i w tanich wzruszeń ulotny czar.
    Od łez zbyt licznych znacząco zbrzydła,
    a trzos jej gros czytadeł wsparł.
    Tanie powieści, niewiele treści,
    w sakiewce za to hula wiatr.
    Subretka ledwo w swej główce mieści
    rachunek swych (moralnych) strat.

  167. dobry wieczór wszystkim, serdeczne radości z obecności DUA i Księgowych.
    A propos brzmienia różnych słów, w tym japońskich: pierwszy raz w moim dość długim już życiu byłam w Japonii w czerwcu tego roku i uderzyła mnie melodia tego języka, podobna do naszego. Zdarzało mi się odwracać na ulicy w poszukiwaniu rozmawiających rodaków, a tu Japończycy. Inni potwierdzili ten fakt.
    Niesamowite, może dlatego tak lubią Chopina?

  168. Cześć i czołem!
    Poczytuję Was pod stołem,
    A raczej pod regałem
    Z wielkim zapałem. ;)

    Jak to dobrze, że można się znów pokrzepić. :D

  169. Ze słów, które wyszły już nieco z użycia, a które lubię wypowiadać i teraz nadażyła się okazja, ułożył mi się w głowie początek pewnej opowiastki. A brzmi on tak:
    Subretka w typie somnambulika
    w wezgłowiu trzyma trzos.
    Prymulka pachnie z nocnego stolika,
    Na etażerce ksiąg stos.
    Oczy otwiera ta liczykrupa,
    by stan przeliczyć swych dóbr…

    Czy ktoś wie może, co było dalej?;)

  170. KrzysztOfie, masz całkowitą rację! Język włoski rzeczywiście jest bardzo piękny! Chciałabym się go nauczyć, ale, niestety, języki to moja pięta Achillesowa.
    Sowo P., wstyd przyznać, ale części z tych słów w ogóle nie znałam! Wiedziałam, że twoja opinia będzie intesująca. Tymczasem czekam na zdanie innych Księgowych.

    PS Dowiedziałam się dzisiaj, że jedną z naszych lektur będzie, być może, jakiś kryminał Agaty Christie, jeśli uda się go do naszej szkolnej biblioteki zakupić. Bardzo się cieszę, bo dotąd nie miałam okazji zapoznać się z tą autorką.

  171. Włoski brzmi pięknie w całości. Podobnie jak inne języki romańskie. A celtycki jaki intrygujący!
    Oprócz melodyjnych słów lubię też te, które działają swym brzmieniem na wyobraźnię, dając wrażenie faktury i koloru: perła, perlisty, srebro, srebrzysty, jedwab, jedwabny.
    Są też wyrazy obojętne mi brzmieniowo, ale pojemne znaczeniowo: jutrzenka, petrichor, saudade. Podejrzewam, że język japoński bije w tym inne na głowę.

  172. Oj tak ! Co więcej obecnie remontuję mieszkanie i jeden z wykonawców to wypisz wymaluj Pan Chrobot (którego uwielbiam) i jak się do niego zwracam ? Oczywiście Panie Chrobocie, a on z tego powodu jest bardzo zadowolony. Raczej nie czytał Wnuczki do orzechów ani Ciotki hihi.

  173. Aaa, widzę, że autentyk, który włożyłam w bezzębne usta pana Chrobota, podoba się i jest przyjęty mile.:)

  174. Ten obrazek jest piękny. Siedzę sobie w pracy i zerkam na niego. Wprowadza mnie w melancholię i wzbudza tęsknotę. Chociaż przypuszczom, że wuntpię, że jest to tęsknota za szkołą ;)

  175. A mogą być słowa włoskie? Wiele z nich ma piękne brzmienie, do moich ulubionych należy aspirapolvere (akcent na pol) – być może przez kontrast pomiędzy ładnym dźwiękiem a przyziemnym znaczeniem (odkurzacz).

  176. Piękne słowa lubisz, Sowo.
    A jeszcze koafiura i krynolina,
    Lubię słowo:”prześcipny”, ludowe wielkopolskie, bo łączy dwa określenia: przekorny i dowcipny.
    A właściwie to lubię wszystkie słowa we wszystkich językach.

    Buczynko, ach, kiedy, kiedy? Pamiętam, jak Helenka raczkowała pod stołem w Toruniu…

  177. Nutrio, łatwiej byłoby mi wymienić słowa, których nie lubię, bo lubię prawie wszystkie. Jeśli chodzi o brzmienie, szczególnie przyjemne wydają mi się słowa, które zawierają sylabę fi-: filigranowy, filiżanka, firlejka. Także te z sylabą -lia lub kombinacją obu: Kilian, filia. Lubię melodyjne słowa pochodzenia łacińskiego (rododendron), greckiego (melopoeia) lub romańsko-arabskiego (karmel, alfombra). Ale nasze rodzime też są piękne: podejźrzon, nasięźrzałowaty, chrobot, chrupać. I te miłe uchu zapożyczenia na literę f: faramuszka, fintifluszka, fiorytura, frużelina.
    Wstrętem napawa mnie brzmienie słowa burak, choć jednocześnie etymologicznie zachwyca.

  178. U nas dzisiaj także wyjątkowy dzień – Basia poszła do IV klasy, Marysia do pierwszej, a Helenka rozpoczęła przygodę z przedszkolem! Kiedy one tak urosły??

  179. Juz jestem i czytam pilnie. Nie mialam za bardzo pomyslu, co dopowiedziec w kwestii wszechobecnej radosci z listy obecnosci stopniowo wypelnianej nowymi wspisami oraz komentarzami.
    Az tu czytam komentarz Nutrii kilka wpisow ponizej i mnie jak obuchem fluid grzmotnal po lepetynie.
    Nutrio- z mysli mi to wyjelas, dwa dni temu chodzilo mi po glowie, zeby DUA oraz Ksiegowych o to zapytac jako, ze SLOWA to przeciez sens zycia wrecz tutejszego ludu.
    A sama pomyslawszy, nie potrafie sie zdecydowac na jedno.
    Z angielskim mi latwiej, lubie ‘kind’..

  180. DUA, dziekujemy za usciski :)

    W Italii bylo sporo agresywnych ulew i burz, prawdopodobnie zbiory na tym ucierpia. Nie bylo w zwiazku z tym tak goraco, jak w zeszlym roku. Najwieksze burze byly w sierpniu, nas akurat wtedy na szczescie nie bylo. Ale raz dopadla mnie nagla ulewa i burza w samochodzie, gdy jechalam sama z Dziecmi – byla tak intensywna, ze musialam sie zatrzymac 10 minut od domu i przeczekalismy w aucie ponad godzine…

    Teraz na szczescie jest spokojniej, deszcze minely, jest dosc goraco, ale nie przesadnie.

    Mamo Isi, nie wiedzialam, ze ptaszki lubia winogrona. :)

  181. Mimo, iż nie urodziłam się we wspomnianych przez KrzysztOfa czasach, zerknęłam z ciekawości i stwierdzam, że są to też książki i mojej młodości. Do tej pory lubię sobie po nie sięgać, po te „stare, dobre młodzieżówki”, i próbuję je sobie nawet gromadzić z różnych antykwariatów, z myślą o kolejnym pokoleniu (czyt. dzieciach w jakiejś odległej przyszłości… ? ?).
    Pozdrawiam słonecznie dobrzy ludzie!

  182. Kochani Księgowi, mam do Was pytanie na temat polszczyzny. Czy macie jakieś ulubione słowa w języku polskim? Na przykład ze względu na brzmienie, pochodzienie czy znaczenie. Najbardziej jestem ciekawa zdania Sowy P.:)

  183. Funie Chrobota, chyba mogę Ci pomóc. To pan Piotr Fąfrowicz (jest podane we wpisie z 23 listopada 2015 roku). :)

  184. Dobry wieczór!
    Dziękuję za radę, drogi KrzysztO. Na pewno skorzystam.
    Ago, ja odświeżam sobie „Ciotkę” i z Norą rozpoczynam nowy rok szkolny. Skończyłam na gwarowej rozmowie Ziutka i pana Chrobota („A ty nie bundź tako heksa!”) :)
    Pozdrawiam i idę czytać dalej.

  185. Wiedziałam, że w Crispinie znajdę bratnią duszę! Mamy takie same poglądy na temat rzeźb obrazujących wydarzenia okrutne ( porwanie Prozerpiny, uduszenie Laokoona z synami etc.) Nie lubimy.
    A scena oświadczyn z gadatliwym kelnerem w tle – zachwycająca.

  186. Droga Pani Musierowiczowa. Pytanie z innej beczki :) W Febliku Ignacy nad łóżkiem Agnieszki ogladal obraz. Księżyc, gra świateł itd. Wie Pani o który chodzi? Kojarzę, że gdzie na tej stronie było nazwisko autora. Może je Pani przypomnieć?

  187. Och, jakże tu teraz swojsko i gwarno!
    Aż mi się przypomniała Galeria Piernika, ta z 2017r., z cudnym pawiem Nini i z Portretem Lunofila, i z naszym dymiącym ludkiem o wybitnie zielonych oczach…:))

  188. A u nas winogrona zjadły ptaki. Nieduże były, ale sporo ( i jedne i drugie). Ale skoro zjadły, to chyba też były słodziutkie;)
    Doszła sterta Patrycji! Z całego serca dziękuję!
    No teraz to już zupełnie zatonę pod lekturą.
    Zgredzie, pozdrowienia dla wnuka Apollina;)

  189. Ann (wiad.pryw.) nie musisz prosić, dobre myśli zapewnione.
    Crispin?- pewnie, powieść „Holy Disorders” (od Ciebie) zapoczątkowała moją z nim przyjaźń .

    Kris, przesyłam uściski dla wszystkich zmokniętych.:)

  190. Natalio, na początek zajrzyj na bloga pod tytułem „Płaszcz zabójcy” i poszukaj na nim wpisu „Wyniki plebiscytu na najlepszą książkę młodzieżową z czasów PRL-u”. Książki niemłode, ale chyba w dalszym ciągu warte przeczytania.

  191. Potwierdzam, winogrona już i u nas zjedzone, a jakie słodziutkie były w tym roku!
    Może choć zima nie będzie sucha, a na jesień bardzo liczę.
    Pozdrawiam, Ryśku!

  192. Dzień dobry! Ledwo przeczytałem pierwszy wpis, a już następny. Droga słoneczna a może jesienna?

    Wszystkie rośliny starają się szybciej zakwitnąć i wydać owoce, zanim je susza dopadnie. U mnie winogrona dojrzały pod koniec lipca, floksy już przekwitają, od połowy sierpnia kwitną marcinki – a w zeszłym roku jeszcze w grudniu można je było zobaczyć. Deficyt wody u nas to 250 mm czyli obrazowo 25 wiader na każdy metr kwadratowy. W pierwszym półroczu opady to tylko 1/4 normy. Spore straty w ogrodzie mimo podlewania. Może w przyszłym roku będzie lepiej.

  193. Bardzo trudna technika? Już się czuję zmotywowana!
    (Co ja gadam).

    Jeżycjada ze zgiętym i bolącym kręgosłupem, śpiewająca doktorantka w sklepiku, Crispin w oryginale – ależ ja się za Wami wszystkimi stęskniłam!

    Dobranoc, ulubieni.

  194. Dziękuję bardzo, Pani Małgosiu! Takie wyszywanki naprawdę nie są trudne, jak się zna technikę. Na pewno prostsze niż malowanie akwarelami :)
    Sowo, dzięki Twoim rekomendacjom odwiedziłam w czasie wakacji Wojsławice. Byłam zachwycona! Dziękuję za trop :)

  195. Pewnie tak, Bożenko, ale jak już mam giąć kręgosłup, to wolę to robić nad Jeżycjadą.

    Wannabe, nie przestajesz mnie zadziwiać!

    Sowo, może teraz się uczy, nie wiem. To bardzo trudna technika. Pewnie dlatego jakoś dziwnie ją lubię.
    Tusze są po prostu gotowe do użycia, a kostki trzeba nawadniać. Tusze mają też intensywne kolory.

    Lubię robić najpierw szkic ołówkiem, ale niekoniecznie zawsze.
    Sowo, wszystko się okaże w praktyce, tylko zacznij.

  196. Bardzo optymistyczny obraz. Prawdziwie słoneczna droga.

    Przy okazji toczonej tu rozmowy: świetna byłaby seria wydawana przez Akapit – tłumaczenia tych wszystkich, polecanych nam przez DUA, „pysznych kryminałów”.

    Dobrej nocy.

  197. Polecam wędrówkę drogą akwareli, Sowo. To jakiś fluid, bo ja z kolei spięłam się i rzuciłam z motyką na muzykę!! Wszystko zaczęło się, gdy zgubiłam kartę pamięci z drogimi lekcjami śpiewu i okazało się, że nie mogę już sobie powiedzieć „mam to na karcie, w przyszłości poćwiczę”. Zostalo mi tylko jedno nagranie, z którym od miesiąca dzień w dzień śpiewam niezależnie od samopoczucia czy pogody. Przez większość tczasu słuchałam siebie ze zgrozą i wstydem, a jednak na kolejnych zajęciach po raz pierwszy zadano mi zupełnie odmienne, trudniejsze ćwiczenia!! Naprawdę rozpiera mnie duma, gdy o tym pomyślę.

    Ale teraz to już prawie koniec tego dobrego. Właśnie rozpoczynam ostatni miesiąc, w którym dostaję stypendium. Dorabiam sobie w sklepiku, ale jestem na maksa wystraszona. Nowa reforma stypendiów nie obejmie obecnych doktorantów.

  198. Obrazek jest piękny – słoneczny i ciepły. Jak zawsze godne podziwu wyczucie koloru :).

    Zastanawiam się, dlaczego na studiach plastycznych nie uczy się malowania akwarelą? Z czego to wynika?

    I dwa pytania techniczne: dlaczego tusze są wygodniejsze od kostek i czy dobrze jest przed malowaniem zrobić szkic ołówkiem, czy powinno się od razu malować „z wolnej ręki”?

  199. Jakie to śliczne i wdzięczne, ten obrazek! I podpis o wędrowaniu. Od razu chce się uśmiechać!

  200. Jakichś podstaw rzemiosła jednak jej nauczył – prace Laury były poprawne, choć bez polotu. Studia wszystkiego nie załatwią, to jasne, ale olej czy akwarela – w obu przypadkach macha się pędzlem. A to inne machanie niż smyczkiem lub batutą.

  201. Dla mnie ten rok pewnie będzie trudny, bo czekają mnie nowe przedmioty (już drżę na myśl o drugim języku! – wystarczy, że z angielskiego jestem kompletnym osłem), ale cieszę się, bo choć jestem tu (jak sądzę) najmłodsza, wiem, że zawsze będę miała wsparcie wspaniałych Księgowych i drogiego Starosty. Obrazek jak zwykle cudowny, pozwala pozytywnie spojrzeć w przyszłość. I tego się trzymajmy!

  202. Aleksandro, książkę odesłałam, a karteczką Twojej roboty wciąż się zachwycam. Jaka Ty jesteś staranna i jakie masz zręczne palce – ja bym takiej wyszywanki nie umiała zrobić.

    Sowo, ależ Walter niczego Laury nie nauczył, poza całuskami.
    Mnie też nikt nie uczył malować akwarelą, na studiach tylko olejem pacykowaliśmy, plus techniki graficzne. Wszystko człowiek musi sam wykuwać w trudzie i znoju, he, he.
    Do czynu, Sowo!

  203. Och, ja sobie tego nie zamierzam odmówić. Moja refleksja miała charakter ogólniejszy i przynajmniej w zamyśle – krzepiący. Na pewno kiedyś spróbuję, nie wiem tylko, z jakim efektem. Patrząc na ilustracje DUA, doskonale czuć płynąca z tej sztuki frajdę, ale mam stosowny respekt do niej. Przydałby mi się jakiś Walter Hartright ;).

  204. Widząc taką drogę, od razu ma się ochotę nią pójść i od razu z większym optymizmem podchodzi się do czekających wyzwań (a trochę ich jest w tym roku). Pozdrawiam najserdeczniej ☺
    PS Pani Małgosiu, czy przesyłka ode mnie dotarła?

  205. Luba Sowo, malowanie to czysta frajda. Nie odmawiaj sobie tego. Polecam wygodne tusze akwarelowe Talensa, do nabycia w internetowych sklepach z materiałami dla plastyków. Odwagi i do dzieła!
    Papier akwarelowy Canson, tamże. Papier specjalny musi być, to połowa sukcesu.

  206. Precz z niepewnością, Natalio!
    Odwagi!
    Tu sami przyjaźni ludzie się gromadzą.
    Pytasz, co czytać? Odpowiadam bez wahania: wyłącznie dobre książki, bo na kiepskie po prostu szkoda czasu.
    Do czytania w językach obcych się nie zrażaj, próbuj stale, wreszcie złapiesz tak zwany ( w Poznaniu) szwung.
    I bądź z nami, my tu w kółko o książkach gadamy.:)

  207. Dzień dobry! Już nowy wpis? Odzwyczaiłam się od tego przez wakacje ;).
    Bardzo dziękuję za słoneczne życzenia, przydadzą się na nowy rok, wciąż jeszcze długiej, wędrówki. Właśnie na ten nowy rok chciałabym DUA i niezastąpionych Księgowych o coś poprosić. Niepewnie się czuję, pisząc to, bo ta strona dała mi już tak wiele, że aż wydaje się nadużyciem proszenie o cokolwiek więcej. Ale mam nadzieję, że uda mi się ubrać to we właściwe słowa.
    Chcę, żeby ten rok był jak najlepszy, dlatego postanowiłam zacząć się jeszcze bardziej… interesować. Może ostatnia klasa gimnazjum, kiedy tym, czym powinnam się interesować, są egzaminy, nie jest najlepszym na to czasem, ale dla chcącego, nic trudnego :). Uświadomiłam sobie, że, mimo iż przeczytałam już wiele książek, przeczytałam ich jednak mało. Chciałabym porządnie zapoznać się z klasyką, poezją (o której wiem wciąż tak niewiele, chociaż dzięki „Jeżycjadzie” i DUA, coraz więcej) oraz po prostu dobrymi książkami. Wiem, że uzyskam tu sprawdzone odpowiedzi.Próbowałam czytać też po angielsku w oryginale, ale poddałam się, spróbuję raz jeszcze. Zadaję więc pytanie: co czytać? Jestem pewna, że tu uzyskam pomoc i odkryję wiele nowych wartościowych książek.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego na rok szkolny, wysyłając komentarz wciąż z pewną dozą niepewności.

  208. Ale piękny obrazek, śliczny! Każdy uczeń zaczyna jutro swoją wędrówkę. Będą ciężkie chwile, ale będzie też z pewnością dużo wzruszeń i pięknych wspomnień. Powodzenia, Drodzy Uczniowie! U mnie piórnik już spakowany, nowy plecak kupiony, zeszyty obłożone. Wszystko czeka na nowe wyzwania!
    PS A ja sobie odświeżam „Kłamczuchę”. Pamiętacie jej przemyślenia na temat początku roku szkolnego, hihi. Uwielbiam Robrojka!!! I wszystkim życzę, żeby na swojej drodze spotykali jak najwięcej profesorów Dmuchawców!

  209. Zastanawiamy się czasem z Sowiątkiem, czego byśmy chcieli się w życiu (jeszcze) nauczyć. Sowiątko chce opanować wszystkie języki świata, ja – nauczyć się malować akwarelą. Nie wiem, czy nasze marzenia mają jakąkolwiek szansę powodzenia, ale myślę, że dopóki mamy perspektywę, że wciąż wędrujemy drogą i czegoś się uczymy, czujemy się silniejsi.

  210. Nini, Mamo Isi, dzięki za dobre słowo o obrazku.
    Mamo Isi, czeka Cię jeszcze cała Ngaio Marsh i jej pyszne kryminały (też złota era).

    Lalicjo, Zuziu, pomyślności:).

  211. Nadzwyczajnej urody ten obraz wędrującego przez rozsłoneczniony jesienny zagajnik jarzębinowy uczniaka. Cudo!
    Siedzę z uszami w „Swan Song”; bardzo mi się podoba ten sposób prowadzenia narracji. Dzięki, kochany Starosto, za podpowiedź, bom nawet pojęcia nie miała o istnieniu tego autora.Ile to jeszcze przyjemnych rzeczy człowieka czeka!
    Casciolino, do zobaczenia:)

  212. Dzień dobry!
    Już czuję, jak każdy kolejny dzień mojej wędrówki skąpany będzie w słońcu. W końcu od nas zależy czy zobaczymy skłębione chmury, czy to, że za tą zasłoną jest słońce. Postanowiłam, że podchodzę do nowego roku (huhu, już ostatniego jako gimnazjalistka) optymistycznie, jak zawsze. Na razie cieszę się wrześniem.
    Życzę codziennych cudów na te kolejne dziesięć miesięcy
    Uściski!

Dodaj komentarz