I po lecie!

mlody

 

Cześć i czołem! Już jestem! Nie wytrzymałam do 1 września!

No, jak tam, Ludu kochany? Jak minęło to okropne, afrykańskie lato?

Wypoczęliście? Naleniuchowaliście się?

To teraz – do roboty!

Czeka już szkółka ukochana, a jakże, a kto odwykł od pracy, będzie musiał boleśnie się przyzwyczaić. Dlatego dobrze jest mieć pracę, którą się kocha. Wtedy człowiek nie musi się od niej w wakacje odrywać, i to właśnie było moim udziałem. Co prawda kręgosłup mi się buntował, lecz cóż to dla chcącego, nieprawdaż? Nie dali mi pisać, to malowałam. A ponieważ dużo myślałam o „Chucherku”, od razu mi się namalował chłopiec na tylną stronę okładki. To ten powyżej (oczywiście jest to nieobrobiony jeszcze szkic). Ciekawam, czy zgadniecie, kto to. Uważam, że jest bardzo sympatyczny (ale wyrósł, co? A jak zmężniał!) i dobrze mu z oczu patrzy. Chucherku się spodoba!

To jest, przypomnijmy, Chucherko:

 

Szosta klepka_okladka.indd

 

 

Namalowałam też dwa komplety ilustracji do nowych książek córeczki lubej, czyli Emilii Kiereś. O szczegółach, tyczących jej twórczości, dowiecie się z jej strony internetowej i/lub z jej Facebooka. Ale tu powiem, że już szóstego listopada, dzięki wydawnictwu Akapit Press,  ukaże się najnowsza książka Emilii.  Jej tytuł brzmi: „Złota gwiazdka”! A jak zapewne wiecie – napisana została na życzenie PT Publiczności,  która bardzo polubiła bohaterów „Srebrnego dzwoneczka” i domagała się odpowiedzi na pytanie „I co było dalej?”.

Ten chłopczyk, który tu biegnie przez śniegi, w „Srebrnym dzwoneczku” był zaledwie noworodkiem!

 

8_cala_mala

 

Miło i odświeżająco się malowało zimowe pejzażyki w te okrutne upały, ale potem trzeba było się zabrać za obrazki do kolejnej książki Emilki („Miedziany listek”- jeszcze w pisaniu!) – i proszę, ledwie je skończyłam, a już gwałtownie przyszła jesień, i to w sierpniu!

Jeszcze niedawno nad naszym jeziorem było zielono – co z przyjemnością uwieczniłam –

 

jezioro

 

– a już nagle zrobiło się żółtawo, rudawo i mgliście:

 

pejzaz_ksiezyc

 

Słowem, zima już blisko, ale to nie szkodzi, bo mamy mnóstwo wspaniałej roboty! Mnóstwo do napisania, do namalowania, do narysowania – i  mnóstwo do czytania!

No i mamy siebie! Cieszmy się nawzajem swoim towarzystwem, swoimi  żartami, gawędami i wspomnieniami, wspólną sympatią do księżyca, przyrody, sztuki i – przede wszystkim – do książek!

Miło mi bardzo, że zaglądaliście tu nawet podczas trzech miesięcy mojej nieobecności, to bowiem znaczy, że ta strona jest Wam potrzebna, a tym samym – śmiem przypuszczać –  jej autorka też!

Otwieramy więc nowy sezon – oto już wstęga przecięta, wejście szeroko otwarte, zapraszam serdecznie!

I na powitanie ściskam każdego i każdą, gorąco i energicznie!

Wasza –

MM

 

222 przemyślenia nt. „I po lecie!

  1. Dzień dobry, wracam po przerwie wakacyjnej a tu tyle do nadrobienia! Aż miło :) Witam jesiennie, Pani Małgosiu i Ludu Księgi! Witam pod tym postem, w którym Chucherkowa ilustracja – ach, Pani Małgosiu, czy uczyni mi Pani ten zaszczyt i ulokuje w powieści jakąś Zytkę? Choćby epizodyczną? Taką malutką? ;) Pozdrawiam serdecznie i melduję powrót do regularnej lektury bloga – trzeba sobie umilać jesień :) Dobrze, że jest to ciepłe miejsce!

  2. Fun Chrobot, to znakomity ilustrator Piotr Fąfrowicz i tak sobie tylko wyobraziłam, że obraz namalowany przez Agnieszkę musiał mieć w sobie coś z nastroju pejzażu księżycowego tego artysty.

    Mamo Isi, bratnia dusza ani chybi!

  3. Ach, jak dawno już nie pisałam na tej stronie! No, ale teraz postaram się trochę tutaj popisać. Już rok szkolny się zaczął, a lato powoli mija, ale niech mija ,bo mam już po dziurki w nosie upałów, chociaż w zimę pewnie będę za nimi tęskniła.

  4. Właśnie przeczytałam ponownie wątek Natalii – od Nutria i Nerwus, poprzez Córkę Robrojka, Imieniny i Tygrysa i Różę. Lubię tak skupiać się na konkretnych wątkach. Cieszę się skrycie na to, że w Chucherku spotkam znowu Natalię i Robrojka… choć pamiętam, jaka byłam rozżalona prawie 20 lat temu, gdy rozłączyła Panni Nutrię z Bartkiem a połączyła z Robertem … a teraz starsza o te 20 lat, może mądrzejsza (ha ha) uwielbiam ten wątek! Jakże inaczej odbieram teraz Jeżycjadę! Można powiedzieć, że doceniam teraz jej finezję. Pozdrawiam gorąco Pani Małgosiu i niezmiennie dziękuję! za Pani książki.

  5. Dobrywieczorku, u nas było pochmurno. Nic nie widziałam z tego spektaklu, a jak się już księżyc pokazał, to był, zdrajca jeden, całkiem zwyczajny.

  6. Racja! Zmieniłabym.

    Kolosalne brawo dla prawnuka Apollina i jego rodziców!

    Babciu Gabrielo, witaj w naszych skromnych progach, miło, że wpadłaś.
    O chronieniu: i dzieci, i wnuki mamy roztropne oraz sensowne. Bogu dzięki, obeszło się bez szaleństw. Może dlatego, że wszystkie są molami książkowymi? A może to te wielkopolskie geny?
    Pozdrawiam Krysię i Zosię!

  7. Tez tak mysle, Wannabee:) Poza tym, mam podejrzenia, ze gdyby DUA nawet pod taka nazwa go znala, zaraz by te nazwe literacko zmienila. Ja wyznam tutaj szczerze wszem i wobec, ze mnie slowo plesniak okropnie odstrecza. Zaraz wyobrazam sobie stara wilgoc, brrr. Chociaz ciasto pod taka nazwa jadlam.

  8. Jak mówiłem, Rafałek pasjonuje się obecnie serią Riordana napisaną na podstawie mitologi greckiej.
    Kiedyś zażartowałem, że może, podobnie jak jeden z głównych bohaterów, jest synem Posejdona.
    Kiedy więc napisałem wierszyk z okazji osiemdziesięciolecia mojej matki (in-law), powiedziałem Rafałkowi
    żartem, że może jestem wnukiem Apollina. A na to Rafałek: no to ja jestem prawnukiem Apollina,
    praprawnukiem Zeusa, prapraprawnukiem Kronosa, praprapraprawnukiem Gai i prapraprapraprawnukiem Chaosu. A ja na to, że patrząc na jego pokój, co do tego ostatniego nie mam wątpliwości.
    Chociaż to żartem, bo wcale nie ma tak wielkiego bałaganu.
    Rafałek właśnie zwrócił uwagę na fakt, że Apollo jest synem tytanidy Leto, która jest córką Kojosa,
    który też jest synem Gai. Ach, ci bogowie.

  9. Kochana Pani Małgorzato!
    Dawno, dawno temu koleżanka Krysia zapoznała mnie z Jeżycjadą (dzięki jej domowemu zbiorowi przeczytałam dużą część jako cudowną odskocznię od prozy dnia codziennego). Pochłaniałam kolejne tomy, aż wir pracy i obowiązków domowych tak mnie pochłonął, że… zgubiłam trop! I klops!
    Aż tu nagle się dowiaduję, że moja najstarsza wnuczka już czyta… Musierowicz. (Ona czyta podobno WSZYSTKO. I to w obłędnym tempie: książka na dzień lub dwa) Zosia ma dopiero 12 lat i pomyślałam, że muszę jej potowarzyszyć w tym czytaniu. Bo co ona może wiedzieć o naszych latach siedemdziesiątych, gdy się chodziło do liceum czy osiemdziesiątych, gdy z dzieckiem w wózku, drugim za rękę i trzecim w kolejce (bo może i jemu sprzedadzą dodatkową kostkę margaryny?) stało się w godzinnym ogonku przed sklepem SPOŁEM??? Zaczęłam kupować kolejne tomy i… najpierw je sama czytam ponownie (zapisując sobie, o czym będę chciała z wnusią w kawiarni przy lodach porozmawiać), a potem obdarowuję nimi Zośkę.
    No i – znowu dzięki Krysi, której to smsem podziękowałam dziś jeszcze raz za Panią – dowiedziałam się o tej stronie. I już jestem;) z moim pierwszym pytaniem, które narodziło się przy lekturze „Kłamczuchy”: jak Pani ustrzegła swoje wnuczki przed naśladowaniem szaleństw Pani bohaterek?
    Pozdrawiam wrześniowo,

  10. Bo pleśniak jest jak bułka paryska, która jest weką, która jest angielką. Z pewnością dlatego DUA go nie zna, że Jędrek i Józef jadają go pod inną nazwą.

  11. O, jaka miła niespodzianka! Zajrzałam dopiero dziś, a tu nie tylko DUA, ale i mili Księgowi obecni. Cieszę się na miłe spotkania w tym roku – w moim przypadku w autobusie powrotnym z pracy :-)
    Chucherko ma szczęście, że natknęło się na dzielnego Rojka – potomek takiego ojca i kuzyn Józinka musi być wspaniałym człowiekiem. A Chucherko w takim razie pozostaje tajemnicą!
    Czy DUA oglądała zaćmienie? Bo jestem ciekawa wrażeń. W Warszawie początek był średnio efektowny (a może się spóźniłam i dlatego zobaczyłam tylko księżyc za mgiełką), ale końcówka koło 23 godziny była widowiskowa – widać było wyraźnie część księżyca błyszczącą i tę, na którą jeszcze padał cień. Niestety mój aparat fotograficzny jest za słaby na takie warunki, ale może ktoś z Księgowych ma jakieś ciekawe zdjęcia?
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich!

  12. Och, ależ ja mam zaległości!
    Nie dorwałam się jeszcze do ,,Ciotki” (w pobliskiej bibliotece braki…) a tu już powstaje nowa książka!!!
    Od razu poznałam Jędrka! (Jak Pani to robi…?)
    Cascolino, ja mam ten sam problem! Ale cóż, nic to, nawet Łusia ,,we własnej klasie uważana była za dziwaczkę”.
    Pani Małgosiu, pleśniak jest najpyszniejszy na świecie!!! Jak Pani może go nie znać?! Taka kulinarna wyrocznia!
    A teraz lecę na szkolne zakupy, bowiem mój inwentarz nadal świeci pustkami!!! Doprawdy!!!

  13. DUA! Księgowi!! Dzień dobry z Tatr!!!:) Jak miło czytać Wszystkich po wakacyjnej przerwie, tęskniłam już.
    Całuję i ściskam, śmigamy do Doliny 5 Stawów.:)

  14. Dzień dobry!
    Co za u roczy poranek wrześniowy!
    To oczywiste, że Kochana Autorka jest nam bardzo, bardzo potrzebna. I ta strona i my sobie nawzajem.
    Urzekające ilustracje. Ta zimowa natychmiast przeniosła mnie w świat lektur z dzieciństwa.
    Nasz noworodek podobno ma przybyć pod koniec września i już wiadomo, że nie będzie chucherkiem, oj nie.
    Nie będę ukrywać, że przyda się wszelka ilość pozytywnych fluidów.:)

  15. Witam po przerwie! Lato było piękne słoneczne i wyrudzilo mi wlosy do cna plus piegi na nosie . Moj syneczek maleńki co niedawno smoczka na szyii miał idzie do 1 klasy z plecakiem i książkami. Z mądrym czołem i błyskiem w oczach. Rozczula mnie ten mój duży syn. Z Bogiem. Będzie dobrze. Cicho tu było bez Was! Dobrze że już jesteście.

  16. Dobry wieczór! Podobnie jak Magda Z. podczytuję Was od kilku dni. I bardzo cieszę się, że tu znów jest taki ruch. Lubię jesień, ale razem z Księgą i nowymi wpisami w niej, ta pora roku staje się jeszcze przyjemniejsza. :D

  17. Dobry wieczór! – wpadłam, żeby się przywitać, choć miłym powrotem i radosnymi dialogami cieszę się i pokrzepiam już od paru dni.

  18. Miłej lektury!:)

    „Swan Song” rzeczywiście ma sporą dłużyznę pośrodku. Ale potem się już toczy.

  19. Hy, hy. Znalazłam w sieci „Swan song” do czytania on-line. Dotrwałam dzielnie do czwartego rozdziału, gdzie jest opis próby i osłabłam. To jest najprawdziwsza prawda, ta praca polega w dużej mierze na czekaniu i na niezliczonych próbach zabicia czasu. W każdym razie nie doczekawszy się morderstwa, porzuciłam lekturę. Ale daję sobie drugą szansę – jako że narracja okazała się nie aż tak złożona, jak zapowiadało to pierwsze zdanie, zakupiłam w antykwariacie kilka innych dostępnych tomów. No, zobaczymy.

  20. No właśnie teraz sobie przypomniałam, że jest tylko jeden Jędrek Rojek i to chyba on będzie wybrankiem w Chucherku tej pięknej dziewczyny, bo nie pamiętam jak miał na imię jego brat. Tych postaci w Pani powieściach jest tyle że ciężko to wszystko spamiętać i niekiedy mi się myli. Przydałoby się jakieś drzewo genealogiczne rodziny Borejko.

  21. Sowa słucha Edmunda Crispina, hy, hy…

    Babciu Gąsko, całuję w dziób! Helutek do zerówki? Przebóg!

    Aniu g, lubimy, jak myśl nam śmiga, co?
    A szałwie angielskie niebieskie, czy fioletowe? Mam obie odmiany.

    Just, dzień dobry!

  22. Cześć i czołem! Noworodki mają to do siebie, że szybko rosną. Ten na okładce całkiem już spory. A mój (moja) idzie do zerówki. Dacie wiarę?
    Wójtu, czekam na książkę, bo lawendowa pyszna.
    A na Mickiewicza Emilki czeka Gąsiątko starsze. Wiec czekamy na nowości jesienne.

    Całuję- szczególnie naszego Pracusia- Starostę. b.g.

  23. Dopiero teraz widzę jak bardzo mi Was brakowało.
    Jaki tu ruch, gwar( wirtualny), ile myśli śmiga z prędkością światła, dobry słów, pomysłów, wiadomości. Ha, biorę głęboki oddech, jest dobrze.
    DUA, ogródek przetrwał bez szwanku, a nawet obficie obrodził pomidorami( hodowla doniczkowa).
    Szałwie angielskie pięknie kwitną.
    Mam to szczęście( lub niefart- zależnie od okoliczności), że ogródek mój cienisty, a nawet miejscami podmokły. Upalne lato nam niestraszne.
    Uściski
    PS. Ale się stęskniłam.

  24. Dzień dobry wszystkim. Czy u Was za oknem także bury chłodek? No, z pewnością nie u naszego Wilka Morskiego :).
    Ciekawam, czego w taki dzień słucha nasza Sowa?

  25. DUA, czterdziesci odcieni zieleni podczas jednej przejazdzki! Pieknie to brzmi.
    Daisy, gratulacje!
    Uwielbiam Berniniego. Michala Aniola tez. (Wizyte w Bazylice Watykanskiej zawsze zaczynam od obejrzenia „Piety”. „Mojzesz” to takze niezwykla rzezba…).
    Gratulacje dla Wiewiorki!

  26. A w kwestii rzeźby, to u mnie na pierwszym miejscu jest Bernini i jego wspaniałe Apollo i Dafne oraz Porwanie Proserpiny, które mozna obejrzeć w Galerii Borghese.

  27. Witam się z Wami powakacyjnie Drodzy Ksiegowi i Kochana DUA!
    Wczoraj do późna czytałam Wasze najnowsze wpisy i z nadmiaru emocji nie mogłam zasnąć!
    Jakże się cieszę, że znów możemy tu wymieniać nasze myśli, wspierać się duchowo, podsylac nowe książki do przeczytania itp.
    A wszystko to dzięki Pani Małgosi:)
    Oby tylko zdrowie i pogoda ducha dopisywaly!
    Mamo Isi, uwielbiam Twoje poczucie humoru :)
    Całuski dla Waszych Pociech, a szczególnie dla dzieciątka Daisy!

  28. Jejku te Pani szkice są śliczne i w sumie to chyba ten chłopak to chyba któryś z jędrków tak mi się wydaje. Tylko się zastanawiam, który hmm…

  29. Ja się nie znam na rzeźbie, tylko gdzieś czytałem (Pasierb?), że Ekstaza Świętej Teresy wygląda zupełnie inaczej w zależności od tego, z pod jakim kątem się patrzy. Niestety, stałem za daleko. Widziałem też Eneasza i kilka innych rzeźb Berniniego. Przy okazji Eneasza przekonałem się, że można oddać w kamieniu różnice w fakturze ludzkiej skóry w zależności od wieku postaci.

  30. We Wrocławiu w Archikatedrze św. Jana jest barokowa kaplica św. Elżbiety. W niej popiersie z pracowni Berniniego. Nie jest chyba zbyt zachwycające (popiersie) ale sama kaplica robi wrażenie: barok w czystej postaci. Ponoć niełatwo było się tam dostać, nie wiem jak jest teraz…

  31. Ja się tylko ciuchutko witam w przednoworocznoszkolnym zabieganiu! Wszystko czytam, tęskniłam, piszcie więcej!

  32. Daisy, bardzo się cieszę i serdecznie Wam gratuluję!
    Marysi przesyłam czułego całuska w czółko.

  33. Wiewiórko, „Łaty na fotelu” znalazłam w najnowszej gazetce księgarni „Świat książki”. Wg niej premiera ma być 5 września 2018, czyli już za chwilę :)

  34. Z radością zawiadamiam, że urodziło nam się trzecie dzieciątko: malenka Marysia dolacza do Stasia i Martusi. Bardzo sie cieszymy a ja Was wszystkich bardzo pozdrawiam. Pani Malgosiu! Przy tej ciazy musialam lezec 2 miesiace w szpitalu i Pani ksiazki wszystkie po kolei wiernie mi tam towarzyszyly.
    A teraz tez mam tu Zgryzotke:)) Tak ze dziekuje!!! Dobry nastroj z nich mi sie udzielal! pa pa!!

  35. Tak też myślałam, Wójciku, że byś powiedziała.:)
    Na stronie „Akapitu” Twoja książka jest dopiero w dziale „Zapowiedzi”.

  36. Ależ ” Łaty na fotelu” wyjdą z drukarni dopiero w połowie września, jak mnie poinformowano, toteż jeszcze się nie chwaliłam. Potem też bym pewnie siedziała cichutko, ale skoro już Łaty zostały wyśledzone, to dziękuję Staroście, że tak uprzejmie zamieścił na swej stronie informację o mojej książce.
    Mam nadzieję, że się „Łaty na fotelu” spodobają, bo bardzo się przy nich napracowałam.:)
    Spotkania autorskie pewnie będą, ale głównie w okolicach Lublina. Natomiast z pewnością będę podpisywała książkę na targach listopadowych w Łodzi.

  37. I jak tu nie cieszyć się nadejściem jesieni? Co miesiąc premiera! Wójciku, a jakieś spotkania autorskie będą?

    Varsie i Sawo, imponująca praca.

  38. Ciekawe, że Crispin uważa tancerzy baletowych za łagodnych i naiwnych. Może brytyjscy są jacyś inni?

  39. Krzysztofie, rzeźba Mojżesza , o której wspominasz, jest godna podziwu (te dłonie, a przy brodzie ile się nadłubał), ale wybacz pozostaję przy Piecie.

  40. Dzień dobry, ach dzień dobry!!

    Czy to nowa książka naszego Wójcika-Wiewiórki jest w sprzedaży? „Łaty na fotelu”
    Brawo, skromna Wiewióreczko :)

  41. Wolę Dawida Berniniego od Dawida Michała Anioła, bo ten ostatni ma ręce jak szympans. Ale jego Pieta jest najpiękniejszą rzeźbą, jaką znam i tu zgadzam się z Piętaszkiem.
    Przepraszając za opóźnienie dziękuję Emilce za wysłanie paczki; co Wy ze mną, koszmarną marudą, macie.

    Chciałam też już wczoraj zaznaczyć, że chórzystki z parafialnego chóru nie należą do kategorii chórzystek operowych. Za wysokie progi na nasze nogi. Ale opisane przez Crispina fanaberie możemy mieć. A co!

  42. Pluton i Prozerpina, ach! Trzeba koniecznie zobaczyć ją na żywo.

    Mamo Isi, do zobaczenia w pierwszej połowie października!

  43. Dzień dobry.
    Piętaszku, a do mnie najbardziej przemawia Michała Anioła „Mojżesz” z kościoła św.Piotra w Okowach – skoro o rzeźbach.

  44. To musiały być ogromne ilości fluidów wysyłanych przez Księgowych, bo nie wytrzymałam i złamałam się dwa dni wcześniej zaglądając tutaj.
    Dzielnie walczyłam z uzależnieniem od tej strony od momentu ogłoszenia przez DUA przerwy.
    Właśnie nadrobiłam wpisy jubileuszowe i mogę powiedzieć tylko jedno- DZIĘKUJĘ!
    Wakacyjny czas pełen był gości, spotkań, rozmów, biesiadowania w realu, ale patrząc na spadające gwiazdy myślałam o Was.
    Spotykamy się wirtualnie, ale za każdym napisanym zdaniem ukryty jest prawdziwy człowiek z krwi i kości znający Józefa. Zaopiekowani przez Panią Małgosię znowu możemy poczuć tę szczególną wspólnotę dusz.
    Jak to dobrze..

  45. „Wagner wystawiony musi w końcu wypalić, nie ma rady.”
    Brawo, Zgredu! Edmund Crispin by się tego zdania nie powstydził.

  46. Kris, a bo odcieni zieleń ma mnóstwo. Kiedyś, jadąc nudną trasą na rowerze, zabawiłam się w ich liczenie. Naliczyłam czterdzieści kilka! A było to wiosną.

  47. Miłe, do kroćset!
    Ładnie Anette wymyśliła.

    Varsaviaki kochane, ależ literówkę każdy zrobić potrafi. Tak, oko korektorskie zauważa. U innych, ale u siebie czasem przepuści, he, he.

  48. Anette – dzięki serdeczne! Powiedzonko „ci, którzy znają Borejków” na stale wchodzi do naszego słownika!

  49. DUA! Bardzo dziękujemy za odwiedziny oraz przemiły komentarz, a jeszcze bardziej – za lekturę długiego jak Wisła i Warta razem wzięte tekstu. Jest Pani wspaniała i jedyna nasza!

    Na Jowisza! Kochana Pani Małgorzato, gdybym jeszcze i milion razy czytała ten tekst, to bym nie zauważyła tego fatalnego byka… Tyle osób czytało i nikt nie zwrócił uwagi. Jednak co wprawne oko, to wprawne oko specjalistki! Już poprawione, przepraszamy gorąco! Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło… o_O

    Jeszcze raz dziękujemy!
    VarSavskie pozdrowienia!

  50. DUA, podziwiam! Domyslalam sie, ze obrazki jeziora powstaly w domu, ale te roznorodne drzewka i ich odcienie daly mi do myslenia…

  51. Dzięki, Starosto, za kciuki.

    I druga korekta: to nie jest Kraków, więc to ulica Rakowiecka, a nie Rakowicka (ale wszystkiego nie przeczytałem).
    Starosta kusi kolejnymi inteligentnymi lekturami po angielsku, a tu czasu nie ma. Pyszny introit.
    Wagner wystawiony musi w końcu wypalić, nie ma rady.
    Wolę Berniniego jednak od Michała Anioła.
    Dobranoc!

  52. A ja dopiero teraz znalazłam czas na przeczytanie wszystkiego, co zmajstrowali Vars i Sawa. Duuużo tego! Kochani, kolosalna sprawa, bardzo, bardzo Wam dziękuję. Jestem wzruszona i bardzo uradowana, dziękuję z całego serca za tyle życzliwości i tyle pracy!

    Uwaga, konieczna jest mała korekta w śródtytule: Hajduków.

    Mocno ściskam Was oboje, jesteście zuchy!

  53. Cieszę się, że się podobają. Byłyby lepsze technicznie, gdybym miała statyw. Jak sobie takowy sprawię, to spróbuję uwiecznić sierpniowe Perseidy.

  54. Ateno, zdjęcia łódek i księżyca robisz takie, że zazdrość bierze!
    Wyglądaj poczty, poszła parę dni temu.

  55. Wciąż podziwiam uwieczniona pędzlem przyrodę. Próbowałam wiele razy zrobic zdjecie o zmierzchu, lub też nocą w czasie pełni, kiedy wszystko jest oświetlone jasnym blaskiem księżyca, i nawet mała łódeczka rzuca cień. Zrobienie zdjęcia, tak żeby oddawało atmosferę jest nieosiągalne, to można namalować. Li i jedynie.
    Jakze milo, ze zrobil sie tutaj taki przyjemny ruch.

  56. Vars&Sava – wspaniały artykuł o Jeżycjadzie w Warszawie! Pozdrawiam tych, którzy „znają Borejków” ;)

  57. To „Frequent Hearses”, też bardzo dobra książka – i wolę oryginał.
    Nie wolno przekładać wypowiedzi kamerdynera, który jest byłym gangsterem i w oryginale mówi zabawnym cockneyem, na wytworną polszczyznę, którą mógłby się posługiwać ktoś wykształcony i dobrze wychowany.

    Wannabe, przeczytaj „Long Divorce”, ubawisz się.

  58. Co za miły zbieg okoliczności! W bibliotece po angielsku mamy WYŁĄCZNIE „The Long Divorce”. Po polsku jest jeszcze książeczka „Niejeden pogrzeb”.
    Ale ja jestem utknięta w Kazuo Ishiguro „The Unconsoled” i to się tak szybko nie zmieni. Już od 300 stron w każdym akapicie przechodzą przez drzwi :>

  59. Krzysztofie, znów to samo – wrzuciło mi Cię do spamu, dobrze, że zajrzałam i mogłam przywrócić Twój komentarz. Pisz jednak śmiało, obiecuję sprawdzać spam regularnie.
    Jak ja się cieszę, że „Raptularz” z Tobą popłynął! Wspaniałe są te lakoniczne zapiski, pisane przecież przez Profesora do szuflady, bez nadziei na zmiany w rzeczywistości i na druk. Naprawdę warto przeczytać wszystko, co napisał, bo on miał dar przenikliwej obserwacji, a że nie rzucał słów na wiatr, te zapiski są teraz bezcenne.

  60. Co się należy, to się należy. Miłego czytania!
    SowoP, dzięki za śliczne zdjęcia, właśnie dotarły!

  61. Najdroższy Starosto, dzięki! Tempo w jakim spełniasz życzenia wprost oszałamia!
    Yours truly flabbergasted;)

  62. Casciolino, cieszę się, że też zainteresował Cię ten przewrotny opis śpiewaków operowych; z przyjemnością pożyczę książkę. Nie wybierasz się aby do kraju?

  63. Kris, dziękuję za dobre słowo. Nie, obrazki powstały w domu, przy pulpicie lub stole, podobnie jak wszystkie inne mojego autorstwa. Nie maluję w plenerze i nie potrzebuję modela. Za to pilnie obserwuję, zbieram formy i liczę kolory i ładuję pamięć wzrokową.
    Faktem jest, że tak właśnie wygląda nasze jezioro.:)

  64. Mamo Isi, „The Moving Toyshop” troszkę ma za dużo czarnych charakterów, na mój gust. Zauważyłam, że jeśli autor jest miłym człowiekiem,to czarne a prymitywne charaktery średnio mu się udają.
    Ale czyta się to także miło. „Long divorce” za to jest książką mistrzowską.
    Nb, paczka z Patrycją W. właśnie poszła do Ciebie, Emilka akurat była w miasteczku, to nadała.

    SowoP, a ja Ci mówię, że bardzo by Ci się Crispin spodobał.

    Casciolino, tak myślałam właśnie.:)))

    Kass, poszukaj w sieci, projekt Gutenberg zamieszcza też wiele klasycznych powieści kryminalnych, w całości. Może i Crispin będzie.

    Savo, a to bardzo się cieszę – sama lubię remonty, przemeblowania i zmiany kolorystyczne, to się przedostaje do prozy.

  65. Może to i misterne, ale jeśli cała książka jest tak napisana, nie dałabym rady. Lubię prostą prozę, pewnie dlatego, że mam prosty umysł. Similis simili gaudet.

  66. Przewrotny ten Crispin :) Lubie taka ironie.

    Chcialam jeszcze dodac, ze ogromnie podobaja mi sie Pani obrazki wyobrazajace jezioro, jakie cudne sa te odcienie drzew na pierwszym oraz mgla na drugim! Czy obrazki powstaly w plenerze?

  67. Nabyłam:
    LOVE LIES BLEEDING
    SWAN SONG
    BURIED FOR PLEASURE
    THE MOVING TOYSHOP

    The Long Divorce” nie było, niestety.
    To musiał być świetny facet, choć alkoholik. Jak to napisano w Wiki:”he enjoyed a quiet life (enlivened by music, reading, church-going and bridge) in Totnes, Devon, where he resisted all attempts to develop or exploit the district, and visited London as little as possible.”

  68. Spodobało mi się to płomienne oskarżenie operowych śpiewaków. Zachęcona, spróbuję wieczorem znaleźć tę książkę. Przeczuwam dużą ilość nadzwyczaj interesujących smaczków. I Śpiewacy norymberscy w tle, no, no…

  69. Nie obrażam się, raczej uśmiecham pod nosem, znajdując w tych słowach wiele prawdy. Już na studiach często towarzyszyła mi myśl, że jestem zbyt normalna, żeby uprawiać ten, swoją drogą piękny i trudny, zawód.
    Trzeba przeczytać całość! Chyba uśmiechnę się o pożyczkę do Mamy Isi.

  70. Dziękujemy, Wannabe, za tyle miłych słów! Bardzo słuszne spostrzeżenie – nasz wpis zrodził się z miłości: do Jeżycjady, do Warszawy, do pisania, do architektury, o naszej prywatnej nie wspomnę. ;) Do Liceum Poligraficznego też bardzo chciałam iść, z „Kłamczuchy” dowiedziałam się jednak o istnieniu szkół księgarskich i już nie było przebacz. Przegrało wtedy nawet wymarzone LO Żeromskiego w Warszawie.

    A co do Robrojka, to również czekam na niego z utęsknieniem. Jakiś czas temu robiliśmy metamorfozę przedpokoju i po tych wszystkich pracach remontowych poczułam nieodpartą chęć po sięgniecie po „Córkę Robrojka” i odszukanie wszystkich fragmentów mówiących o tym, jak Robert i Bella wspólnie dzielnie pracowali i szykowali sobie rodzinne gniazdko. Uwielbiam takie opisy! Obok kulinarnych są to chyba moje ulubione fragmenty opisowe.
    VarSavskie pozdrowienia!