I po lecie!

mlody

 

Cześć i czołem! Już jestem! Nie wytrzymałam do 1 września!

No, jak tam, Ludu kochany? Jak minęło to okropne, afrykańskie lato?

Wypoczęliście? Naleniuchowaliście się?

To teraz – do roboty!

Czeka już szkółka ukochana, a jakże, a kto odwykł od pracy, będzie musiał boleśnie się przyzwyczaić. Dlatego dobrze jest mieć pracę, którą się kocha. Wtedy człowiek nie musi się od niej w wakacje odrywać, i to właśnie było moim udziałem. Co prawda kręgosłup mi się buntował, lecz cóż to dla chcącego, nieprawdaż? Nie dali mi pisać, to malowałam. A ponieważ dużo myślałam o „Chucherku”, od razu mi się namalował chłopiec na tylną stronę okładki. To ten powyżej (oczywiście jest to nieobrobiony jeszcze szkic). Ciekawam, czy zgadniecie, kto to. Uważam, że jest bardzo sympatyczny (ale wyrósł, co? A jak zmężniał!) i dobrze mu z oczu patrzy. Chucherku się spodoba!

To jest, przypomnijmy, Chucherko:

 

Szosta klepka_okladka.indd

 

 

Namalowałam też dwa komplety ilustracji do nowych książek córeczki lubej, czyli Emilii Kiereś. O szczegółach, tyczących jej twórczości, dowiecie się z jej strony internetowej i/lub z jej Facebooka. Ale tu powiem, że już szóstego listopada, dzięki wydawnictwu Akapit Press,  ukaże się najnowsza książka Emilii.  Jej tytuł brzmi: „Złota gwiazdka”! A jak zapewne wiecie – napisana została na życzenie PT Publiczności,  która bardzo polubiła bohaterów „Srebrnego dzwoneczka” i domagała się odpowiedzi na pytanie „I co było dalej?”.

Ten chłopczyk, który tu biegnie przez śniegi, w „Srebrnym dzwoneczku” był zaledwie noworodkiem!

 

8_cala_mala

 

Miło i odświeżająco się malowało zimowe pejzażyki w te okrutne upały, ale potem trzeba było się zabrać za obrazki do kolejnej książki Emilki („Miedziany listek”- jeszcze w pisaniu!) – i proszę, ledwie je skończyłam, a już gwałtownie przyszła jesień, i to w sierpniu!

Jeszcze niedawno nad naszym jeziorem było zielono – co z przyjemnością uwieczniłam –

 

jezioro

 

– a już nagle zrobiło się żółtawo, rudawo i mgliście:

 

pejzaz_ksiezyc

 

Słowem, zima już blisko, ale to nie szkodzi, bo mamy mnóstwo wspaniałej roboty! Mnóstwo do napisania, do namalowania, do narysowania – i  mnóstwo do czytania!

No i mamy siebie! Cieszmy się nawzajem swoim towarzystwem, swoimi  żartami, gawędami i wspomnieniami, wspólną sympatią do księżyca, przyrody, sztuki i – przede wszystkim – do książek!

Miło mi bardzo, że zaglądaliście tu nawet podczas trzech miesięcy mojej nieobecności, to bowiem znaczy, że ta strona jest Wam potrzebna, a tym samym – śmiem przypuszczać –  jej autorka też!

Otwieramy więc nowy sezon – oto już wstęga przecięta, wejście szeroko otwarte, zapraszam serdecznie!

I na powitanie ściskam każdego i każdą, gorąco i energicznie!

Wasza –

MM

 

222 przemyślenia nt. „I po lecie!

  1. Dzień dobry, wracam po przerwie wakacyjnej a tu tyle do nadrobienia! Aż miło :) Witam jesiennie, Pani Małgosiu i Ludu Księgi! Witam pod tym postem, w którym Chucherkowa ilustracja – ach, Pani Małgosiu, czy uczyni mi Pani ten zaszczyt i ulokuje w powieści jakąś Zytkę? Choćby epizodyczną? Taką malutką? ;) Pozdrawiam serdecznie i melduję powrót do regularnej lektury bloga – trzeba sobie umilać jesień :) Dobrze, że jest to ciepłe miejsce!

  2. Fun Chrobot, to znakomity ilustrator Piotr Fąfrowicz i tak sobie tylko wyobraziłam, że obraz namalowany przez Agnieszkę musiał mieć w sobie coś z nastroju pejzażu księżycowego tego artysty.

    Mamo Isi, bratnia dusza ani chybi!

  3. Ach, jak dawno już nie pisałam na tej stronie! No, ale teraz postaram się trochę tutaj popisać. Już rok szkolny się zaczął, a lato powoli mija, ale niech mija ,bo mam już po dziurki w nosie upałów, chociaż w zimę pewnie będę za nimi tęskniła.

  4. Właśnie przeczytałam ponownie wątek Natalii – od Nutria i Nerwus, poprzez Córkę Robrojka, Imieniny i Tygrysa i Różę. Lubię tak skupiać się na konkretnych wątkach. Cieszę się skrycie na to, że w Chucherku spotkam znowu Natalię i Robrojka… choć pamiętam, jaka byłam rozżalona prawie 20 lat temu, gdy rozłączyła Panni Nutrię z Bartkiem a połączyła z Robertem … a teraz starsza o te 20 lat, może mądrzejsza (ha ha) uwielbiam ten wątek! Jakże inaczej odbieram teraz Jeżycjadę! Można powiedzieć, że doceniam teraz jej finezję. Pozdrawiam gorąco Pani Małgosiu i niezmiennie dziękuję! za Pani książki.

  5. Dobrywieczorku, u nas było pochmurno. Nic nie widziałam z tego spektaklu, a jak się już księżyc pokazał, to był, zdrajca jeden, całkiem zwyczajny.

  6. Racja! Zmieniłabym.

    Kolosalne brawo dla prawnuka Apollina i jego rodziców!

    Babciu Gabrielo, witaj w naszych skromnych progach, miło, że wpadłaś.
    O chronieniu: i dzieci, i wnuki mamy roztropne oraz sensowne. Bogu dzięki, obeszło się bez szaleństw. Może dlatego, że wszystkie są molami książkowymi? A może to te wielkopolskie geny?
    Pozdrawiam Krysię i Zosię!

  7. Tez tak mysle, Wannabee:) Poza tym, mam podejrzenia, ze gdyby DUA nawet pod taka nazwa go znala, zaraz by te nazwe literacko zmienila. Ja wyznam tutaj szczerze wszem i wobec, ze mnie slowo plesniak okropnie odstrecza. Zaraz wyobrazam sobie stara wilgoc, brrr. Chociaz ciasto pod taka nazwa jadlam.

  8. Jak mówiłem, Rafałek pasjonuje się obecnie serią Riordana napisaną na podstawie mitologi greckiej.
    Kiedyś zażartowałem, że może, podobnie jak jeden z głównych bohaterów, jest synem Posejdona.
    Kiedy więc napisałem wierszyk z okazji osiemdziesięciolecia mojej matki (in-law), powiedziałem Rafałkowi
    żartem, że może jestem wnukiem Apollina. A na to Rafałek: no to ja jestem prawnukiem Apollina,
    praprawnukiem Zeusa, prapraprawnukiem Kronosa, praprapraprawnukiem Gai i prapraprapraprawnukiem Chaosu. A ja na to, że patrząc na jego pokój, co do tego ostatniego nie mam wątpliwości.
    Chociaż to żartem, bo wcale nie ma tak wielkiego bałaganu.
    Rafałek właśnie zwrócił uwagę na fakt, że Apollo jest synem tytanidy Leto, która jest córką Kojosa,
    który też jest synem Gai. Ach, ci bogowie.

  9. Kochana Pani Małgorzato!
    Dawno, dawno temu koleżanka Krysia zapoznała mnie z Jeżycjadą (dzięki jej domowemu zbiorowi przeczytałam dużą część jako cudowną odskocznię od prozy dnia codziennego). Pochłaniałam kolejne tomy, aż wir pracy i obowiązków domowych tak mnie pochłonął, że… zgubiłam trop! I klops!
    Aż tu nagle się dowiaduję, że moja najstarsza wnuczka już czyta… Musierowicz. (Ona czyta podobno WSZYSTKO. I to w obłędnym tempie: książka na dzień lub dwa) Zosia ma dopiero 12 lat i pomyślałam, że muszę jej potowarzyszyć w tym czytaniu. Bo co ona może wiedzieć o naszych latach siedemdziesiątych, gdy się chodziło do liceum czy osiemdziesiątych, gdy z dzieckiem w wózku, drugim za rękę i trzecim w kolejce (bo może i jemu sprzedadzą dodatkową kostkę margaryny?) stało się w godzinnym ogonku przed sklepem SPOŁEM??? Zaczęłam kupować kolejne tomy i… najpierw je sama czytam ponownie (zapisując sobie, o czym będę chciała z wnusią w kawiarni przy lodach porozmawiać), a potem obdarowuję nimi Zośkę.
    No i – znowu dzięki Krysi, której to smsem podziękowałam dziś jeszcze raz za Panią – dowiedziałam się o tej stronie. I już jestem;) z moim pierwszym pytaniem, które narodziło się przy lekturze „Kłamczuchy”: jak Pani ustrzegła swoje wnuczki przed naśladowaniem szaleństw Pani bohaterek?
    Pozdrawiam wrześniowo,

  10. Bo pleśniak jest jak bułka paryska, która jest weką, która jest angielką. Z pewnością dlatego DUA go nie zna, że Jędrek i Józef jadają go pod inną nazwą.

  11. O, jaka miła niespodzianka! Zajrzałam dopiero dziś, a tu nie tylko DUA, ale i mili Księgowi obecni. Cieszę się na miłe spotkania w tym roku – w moim przypadku w autobusie powrotnym z pracy :-)
    Chucherko ma szczęście, że natknęło się na dzielnego Rojka – potomek takiego ojca i kuzyn Józinka musi być wspaniałym człowiekiem. A Chucherko w takim razie pozostaje tajemnicą!
    Czy DUA oglądała zaćmienie? Bo jestem ciekawa wrażeń. W Warszawie początek był średnio efektowny (a może się spóźniłam i dlatego zobaczyłam tylko księżyc za mgiełką), ale końcówka koło 23 godziny była widowiskowa – widać było wyraźnie część księżyca błyszczącą i tę, na którą jeszcze padał cień. Niestety mój aparat fotograficzny jest za słaby na takie warunki, ale może ktoś z Księgowych ma jakieś ciekawe zdjęcia?
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich!

  12. Och, ależ ja mam zaległości!
    Nie dorwałam się jeszcze do ,,Ciotki” (w pobliskiej bibliotece braki…) a tu już powstaje nowa książka!!!
    Od razu poznałam Jędrka! (Jak Pani to robi…?)
    Cascolino, ja mam ten sam problem! Ale cóż, nic to, nawet Łusia ,,we własnej klasie uważana była za dziwaczkę”.
    Pani Małgosiu, pleśniak jest najpyszniejszy na świecie!!! Jak Pani może go nie znać?! Taka kulinarna wyrocznia!
    A teraz lecę na szkolne zakupy, bowiem mój inwentarz nadal świeci pustkami!!! Doprawdy!!!

  13. DUA! Księgowi!! Dzień dobry z Tatr!!!:) Jak miło czytać Wszystkich po wakacyjnej przerwie, tęskniłam już.
    Całuję i ściskam, śmigamy do Doliny 5 Stawów.:)

  14. Dzień dobry!
    Co za u roczy poranek wrześniowy!
    To oczywiste, że Kochana Autorka jest nam bardzo, bardzo potrzebna. I ta strona i my sobie nawzajem.
    Urzekające ilustracje. Ta zimowa natychmiast przeniosła mnie w świat lektur z dzieciństwa.
    Nasz noworodek podobno ma przybyć pod koniec września i już wiadomo, że nie będzie chucherkiem, oj nie.
    Nie będę ukrywać, że przyda się wszelka ilość pozytywnych fluidów.:)

  15. Witam po przerwie! Lato było piękne słoneczne i wyrudzilo mi wlosy do cna plus piegi na nosie . Moj syneczek maleńki co niedawno smoczka na szyii miał idzie do 1 klasy z plecakiem i książkami. Z mądrym czołem i błyskiem w oczach. Rozczula mnie ten mój duży syn. Z Bogiem. Będzie dobrze. Cicho tu było bez Was! Dobrze że już jesteście.

  16. Dobry wieczór! Podobnie jak Magda Z. podczytuję Was od kilku dni. I bardzo cieszę się, że tu znów jest taki ruch. Lubię jesień, ale razem z Księgą i nowymi wpisami w niej, ta pora roku staje się jeszcze przyjemniejsza. :D

  17. Dobry wieczór! – wpadłam, żeby się przywitać, choć miłym powrotem i radosnymi dialogami cieszę się i pokrzepiam już od paru dni.

  18. Miłej lektury!:)

    „Swan Song” rzeczywiście ma sporą dłużyznę pośrodku. Ale potem się już toczy.

  19. Hy, hy. Znalazłam w sieci „Swan song” do czytania on-line. Dotrwałam dzielnie do czwartego rozdziału, gdzie jest opis próby i osłabłam. To jest najprawdziwsza prawda, ta praca polega w dużej mierze na czekaniu i na niezliczonych próbach zabicia czasu. W każdym razie nie doczekawszy się morderstwa, porzuciłam lekturę. Ale daję sobie drugą szansę – jako że narracja okazała się nie aż tak złożona, jak zapowiadało to pierwsze zdanie, zakupiłam w antykwariacie kilka innych dostępnych tomów. No, zobaczymy.

  20. No właśnie teraz sobie przypomniałam, że jest tylko jeden Jędrek Rojek i to chyba on będzie wybrankiem w Chucherku tej pięknej dziewczyny, bo nie pamiętam jak miał na imię jego brat. Tych postaci w Pani powieściach jest tyle że ciężko to wszystko spamiętać i niekiedy mi się myli. Przydałoby się jakieś drzewo genealogiczne rodziny Borejko.

  21. Sowa słucha Edmunda Crispina, hy, hy…

    Babciu Gąsko, całuję w dziób! Helutek do zerówki? Przebóg!

    Aniu g, lubimy, jak myśl nam śmiga, co?
    A szałwie angielskie niebieskie, czy fioletowe? Mam obie odmiany.

    Just, dzień dobry!

  22. Cześć i czołem! Noworodki mają to do siebie, że szybko rosną. Ten na okładce całkiem już spory. A mój (moja) idzie do zerówki. Dacie wiarę?
    Wójtu, czekam na książkę, bo lawendowa pyszna.
    A na Mickiewicza Emilki czeka Gąsiątko starsze. Wiec czekamy na nowości jesienne.

    Całuję- szczególnie naszego Pracusia- Starostę. b.g.

  23. Dopiero teraz widzę jak bardzo mi Was brakowało.
    Jaki tu ruch, gwar( wirtualny), ile myśli śmiga z prędkością światła, dobry słów, pomysłów, wiadomości. Ha, biorę głęboki oddech, jest dobrze.
    DUA, ogródek przetrwał bez szwanku, a nawet obficie obrodził pomidorami( hodowla doniczkowa).
    Szałwie angielskie pięknie kwitną.
    Mam to szczęście( lub niefart- zależnie od okoliczności), że ogródek mój cienisty, a nawet miejscami podmokły. Upalne lato nam niestraszne.
    Uściski
    PS. Ale się stęskniłam.

  24. Dzień dobry wszystkim. Czy u Was za oknem także bury chłodek? No, z pewnością nie u naszego Wilka Morskiego :).
    Ciekawam, czego w taki dzień słucha nasza Sowa?

  25. DUA, czterdziesci odcieni zieleni podczas jednej przejazdzki! Pieknie to brzmi.
    Daisy, gratulacje!
    Uwielbiam Berniniego. Michala Aniola tez. (Wizyte w Bazylice Watykanskiej zawsze zaczynam od obejrzenia „Piety”. „Mojzesz” to takze niezwykla rzezba…).
    Gratulacje dla Wiewiorki!

  26. A w kwestii rzeźby, to u mnie na pierwszym miejscu jest Bernini i jego wspaniałe Apollo i Dafne oraz Porwanie Proserpiny, które mozna obejrzeć w Galerii Borghese.

  27. Witam się z Wami powakacyjnie Drodzy Ksiegowi i Kochana DUA!
    Wczoraj do późna czytałam Wasze najnowsze wpisy i z nadmiaru emocji nie mogłam zasnąć!
    Jakże się cieszę, że znów możemy tu wymieniać nasze myśli, wspierać się duchowo, podsylac nowe książki do przeczytania itp.
    A wszystko to dzięki Pani Małgosi:)
    Oby tylko zdrowie i pogoda ducha dopisywaly!
    Mamo Isi, uwielbiam Twoje poczucie humoru :)
    Całuski dla Waszych Pociech, a szczególnie dla dzieciątka Daisy!

  28. Jejku te Pani szkice są śliczne i w sumie to chyba ten chłopak to chyba któryś z jędrków tak mi się wydaje. Tylko się zastanawiam, który hmm…

  29. Ja się nie znam na rzeźbie, tylko gdzieś czytałem (Pasierb?), że Ekstaza Świętej Teresy wygląda zupełnie inaczej w zależności od tego, z pod jakim kątem się patrzy. Niestety, stałem za daleko. Widziałem też Eneasza i kilka innych rzeźb Berniniego. Przy okazji Eneasza przekonałem się, że można oddać w kamieniu różnice w fakturze ludzkiej skóry w zależności od wieku postaci.

  30. We Wrocławiu w Archikatedrze św. Jana jest barokowa kaplica św. Elżbiety. W niej popiersie z pracowni Berniniego. Nie jest chyba zbyt zachwycające (popiersie) ale sama kaplica robi wrażenie: barok w czystej postaci. Ponoć niełatwo było się tam dostać, nie wiem jak jest teraz…

  31. Ja się tylko ciuchutko witam w przednoworocznoszkolnym zabieganiu! Wszystko czytam, tęskniłam, piszcie więcej!

  32. Daisy, bardzo się cieszę i serdecznie Wam gratuluję!
    Marysi przesyłam czułego całuska w czółko.

  33. Wiewiórko, „Łaty na fotelu” znalazłam w najnowszej gazetce księgarni „Świat książki”. Wg niej premiera ma być 5 września 2018, czyli już za chwilę :)

  34. Z radością zawiadamiam, że urodziło nam się trzecie dzieciątko: malenka Marysia dolacza do Stasia i Martusi. Bardzo sie cieszymy a ja Was wszystkich bardzo pozdrawiam. Pani Malgosiu! Przy tej ciazy musialam lezec 2 miesiace w szpitalu i Pani ksiazki wszystkie po kolei wiernie mi tam towarzyszyly.
    A teraz tez mam tu Zgryzotke:)) Tak ze dziekuje!!! Dobry nastroj z nich mi sie udzielal! pa pa!!

  35. Tak też myślałam, Wójciku, że byś powiedziała.:)
    Na stronie „Akapitu” Twoja książka jest dopiero w dziale „Zapowiedzi”.

  36. Ależ ” Łaty na fotelu” wyjdą z drukarni dopiero w połowie września, jak mnie poinformowano, toteż jeszcze się nie chwaliłam. Potem też bym pewnie siedziała cichutko, ale skoro już Łaty zostały wyśledzone, to dziękuję Staroście, że tak uprzejmie zamieścił na swej stronie informację o mojej książce.
    Mam nadzieję, że się „Łaty na fotelu” spodobają, bo bardzo się przy nich napracowałam.:)
    Spotkania autorskie pewnie będą, ale głównie w okolicach Lublina. Natomiast z pewnością będę podpisywała książkę na targach listopadowych w Łodzi.

  37. I jak tu nie cieszyć się nadejściem jesieni? Co miesiąc premiera! Wójciku, a jakieś spotkania autorskie będą?

    Varsie i Sawo, imponująca praca.

  38. Ciekawe, że Crispin uważa tancerzy baletowych za łagodnych i naiwnych. Może brytyjscy są jacyś inni?

  39. Krzysztofie, rzeźba Mojżesza , o której wspominasz, jest godna podziwu (te dłonie, a przy brodzie ile się nadłubał), ale wybacz pozostaję przy Piecie.

  40. Dzień dobry, ach dzień dobry!!

    Czy to nowa książka naszego Wójcika-Wiewiórki jest w sprzedaży? „Łaty na fotelu”
    Brawo, skromna Wiewióreczko :)

  41. Wolę Dawida Berniniego od Dawida Michała Anioła, bo ten ostatni ma ręce jak szympans. Ale jego Pieta jest najpiękniejszą rzeźbą, jaką znam i tu zgadzam się z Piętaszkiem.
    Przepraszając za opóźnienie dziękuję Emilce za wysłanie paczki; co Wy ze mną, koszmarną marudą, macie.

    Chciałam też już wczoraj zaznaczyć, że chórzystki z parafialnego chóru nie należą do kategorii chórzystek operowych. Za wysokie progi na nasze nogi. Ale opisane przez Crispina fanaberie możemy mieć. A co!

  42. Pluton i Prozerpina, ach! Trzeba koniecznie zobaczyć ją na żywo.

    Mamo Isi, do zobaczenia w pierwszej połowie października!

  43. Dzień dobry.
    Piętaszku, a do mnie najbardziej przemawia Michała Anioła „Mojżesz” z kościoła św.Piotra w Okowach – skoro o rzeźbach.

  44. To musiały być ogromne ilości fluidów wysyłanych przez Księgowych, bo nie wytrzymałam i złamałam się dwa dni wcześniej zaglądając tutaj.
    Dzielnie walczyłam z uzależnieniem od tej strony od momentu ogłoszenia przez DUA przerwy.
    Właśnie nadrobiłam wpisy jubileuszowe i mogę powiedzieć tylko jedno- DZIĘKUJĘ!
    Wakacyjny czas pełen był gości, spotkań, rozmów, biesiadowania w realu, ale patrząc na spadające gwiazdy myślałam o Was.
    Spotykamy się wirtualnie, ale za każdym napisanym zdaniem ukryty jest prawdziwy człowiek z krwi i kości znający Józefa. Zaopiekowani przez Panią Małgosię znowu możemy poczuć tę szczególną wspólnotę dusz.
    Jak to dobrze..

  45. „Wagner wystawiony musi w końcu wypalić, nie ma rady.”
    Brawo, Zgredu! Edmund Crispin by się tego zdania nie powstydził.

  46. Kris, a bo odcieni zieleń ma mnóstwo. Kiedyś, jadąc nudną trasą na rowerze, zabawiłam się w ich liczenie. Naliczyłam czterdzieści kilka! A było to wiosną.

  47. Miłe, do kroćset!
    Ładnie Anette wymyśliła.

    Varsaviaki kochane, ależ literówkę każdy zrobić potrafi. Tak, oko korektorskie zauważa. U innych, ale u siebie czasem przepuści, he, he.

  48. Anette – dzięki serdeczne! Powiedzonko „ci, którzy znają Borejków” na stale wchodzi do naszego słownika!

  49. DUA! Bardzo dziękujemy za odwiedziny oraz przemiły komentarz, a jeszcze bardziej – za lekturę długiego jak Wisła i Warta razem wzięte tekstu. Jest Pani wspaniała i jedyna nasza!

    Na Jowisza! Kochana Pani Małgorzato, gdybym jeszcze i milion razy czytała ten tekst, to bym nie zauważyła tego fatalnego byka… Tyle osób czytało i nikt nie zwrócił uwagi. Jednak co wprawne oko, to wprawne oko specjalistki! Już poprawione, przepraszamy gorąco! Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło… o_O

    Jeszcze raz dziękujemy!
    VarSavskie pozdrowienia!

  50. DUA, podziwiam! Domyslalam sie, ze obrazki jeziora powstaly w domu, ale te roznorodne drzewka i ich odcienie daly mi do myslenia…

  51. Dzięki, Starosto, za kciuki.

    I druga korekta: to nie jest Kraków, więc to ulica Rakowiecka, a nie Rakowicka (ale wszystkiego nie przeczytałem).
    Starosta kusi kolejnymi inteligentnymi lekturami po angielsku, a tu czasu nie ma. Pyszny introit.
    Wagner wystawiony musi w końcu wypalić, nie ma rady.
    Wolę Berniniego jednak od Michała Anioła.
    Dobranoc!

  52. A ja dopiero teraz znalazłam czas na przeczytanie wszystkiego, co zmajstrowali Vars i Sawa. Duuużo tego! Kochani, kolosalna sprawa, bardzo, bardzo Wam dziękuję. Jestem wzruszona i bardzo uradowana, dziękuję z całego serca za tyle życzliwości i tyle pracy!

    Uwaga, konieczna jest mała korekta w śródtytule: Hajduków.

    Mocno ściskam Was oboje, jesteście zuchy!

  53. Cieszę się, że się podobają. Byłyby lepsze technicznie, gdybym miała statyw. Jak sobie takowy sprawię, to spróbuję uwiecznić sierpniowe Perseidy.

  54. Ateno, zdjęcia łódek i księżyca robisz takie, że zazdrość bierze!
    Wyglądaj poczty, poszła parę dni temu.

  55. Wciąż podziwiam uwieczniona pędzlem przyrodę. Próbowałam wiele razy zrobic zdjecie o zmierzchu, lub też nocą w czasie pełni, kiedy wszystko jest oświetlone jasnym blaskiem księżyca, i nawet mała łódeczka rzuca cień. Zrobienie zdjęcia, tak żeby oddawało atmosferę jest nieosiągalne, to można namalować. Li i jedynie.
    Jakze milo, ze zrobil sie tutaj taki przyjemny ruch.

  56. Vars&Sava – wspaniały artykuł o Jeżycjadzie w Warszawie! Pozdrawiam tych, którzy „znają Borejków” ;)

  57. To „Frequent Hearses”, też bardzo dobra książka – i wolę oryginał.
    Nie wolno przekładać wypowiedzi kamerdynera, który jest byłym gangsterem i w oryginale mówi zabawnym cockneyem, na wytworną polszczyznę, którą mógłby się posługiwać ktoś wykształcony i dobrze wychowany.

    Wannabe, przeczytaj „Long Divorce”, ubawisz się.

  58. Co za miły zbieg okoliczności! W bibliotece po angielsku mamy WYŁĄCZNIE „The Long Divorce”. Po polsku jest jeszcze książeczka „Niejeden pogrzeb”.
    Ale ja jestem utknięta w Kazuo Ishiguro „The Unconsoled” i to się tak szybko nie zmieni. Już od 300 stron w każdym akapicie przechodzą przez drzwi :>

  59. Krzysztofie, znów to samo – wrzuciło mi Cię do spamu, dobrze, że zajrzałam i mogłam przywrócić Twój komentarz. Pisz jednak śmiało, obiecuję sprawdzać spam regularnie.
    Jak ja się cieszę, że „Raptularz” z Tobą popłynął! Wspaniałe są te lakoniczne zapiski, pisane przecież przez Profesora do szuflady, bez nadziei na zmiany w rzeczywistości i na druk. Naprawdę warto przeczytać wszystko, co napisał, bo on miał dar przenikliwej obserwacji, a że nie rzucał słów na wiatr, te zapiski są teraz bezcenne.

  60. Co się należy, to się należy. Miłego czytania!
    SowoP, dzięki za śliczne zdjęcia, właśnie dotarły!

  61. Najdroższy Starosto, dzięki! Tempo w jakim spełniasz życzenia wprost oszałamia!
    Yours truly flabbergasted;)

  62. Casciolino, cieszę się, że też zainteresował Cię ten przewrotny opis śpiewaków operowych; z przyjemnością pożyczę książkę. Nie wybierasz się aby do kraju?

  63. Kris, dziękuję za dobre słowo. Nie, obrazki powstały w domu, przy pulpicie lub stole, podobnie jak wszystkie inne mojego autorstwa. Nie maluję w plenerze i nie potrzebuję modela. Za to pilnie obserwuję, zbieram formy i liczę kolory i ładuję pamięć wzrokową.
    Faktem jest, że tak właśnie wygląda nasze jezioro.:)

  64. Mamo Isi, „The Moving Toyshop” troszkę ma za dużo czarnych charakterów, na mój gust. Zauważyłam, że jeśli autor jest miłym człowiekiem,to czarne a prymitywne charaktery średnio mu się udają.
    Ale czyta się to także miło. „Long divorce” za to jest książką mistrzowską.
    Nb, paczka z Patrycją W. właśnie poszła do Ciebie, Emilka akurat była w miasteczku, to nadała.

    SowoP, a ja Ci mówię, że bardzo by Ci się Crispin spodobał.

    Casciolino, tak myślałam właśnie.:)))

    Kass, poszukaj w sieci, projekt Gutenberg zamieszcza też wiele klasycznych powieści kryminalnych, w całości. Może i Crispin będzie.

    Savo, a to bardzo się cieszę – sama lubię remonty, przemeblowania i zmiany kolorystyczne, to się przedostaje do prozy.

  65. Może to i misterne, ale jeśli cała książka jest tak napisana, nie dałabym rady. Lubię prostą prozę, pewnie dlatego, że mam prosty umysł. Similis simili gaudet.

  66. Przewrotny ten Crispin :) Lubie taka ironie.

    Chcialam jeszcze dodac, ze ogromnie podobaja mi sie Pani obrazki wyobrazajace jezioro, jakie cudne sa te odcienie drzew na pierwszym oraz mgla na drugim! Czy obrazki powstaly w plenerze?

  67. Nabyłam:
    LOVE LIES BLEEDING
    SWAN SONG
    BURIED FOR PLEASURE
    THE MOVING TOYSHOP

    The Long Divorce” nie było, niestety.
    To musiał być świetny facet, choć alkoholik. Jak to napisano w Wiki:”he enjoyed a quiet life (enlivened by music, reading, church-going and bridge) in Totnes, Devon, where he resisted all attempts to develop or exploit the district, and visited London as little as possible.”

  68. Spodobało mi się to płomienne oskarżenie operowych śpiewaków. Zachęcona, spróbuję wieczorem znaleźć tę książkę. Przeczuwam dużą ilość nadzwyczaj interesujących smaczków. I Śpiewacy norymberscy w tle, no, no…

  69. Nie obrażam się, raczej uśmiecham pod nosem, znajdując w tych słowach wiele prawdy. Już na studiach często towarzyszyła mi myśl, że jestem zbyt normalna, żeby uprawiać ten, swoją drogą piękny i trudny, zawód.
    Trzeba przeczytać całość! Chyba uśmiechnę się o pożyczkę do Mamy Isi.

  70. Dziękujemy, Wannabe, za tyle miłych słów! Bardzo słuszne spostrzeżenie – nasz wpis zrodził się z miłości: do Jeżycjady, do Warszawy, do pisania, do architektury, o naszej prywatnej nie wspomnę. ;) Do Liceum Poligraficznego też bardzo chciałam iść, z „Kłamczuchy” dowiedziałam się jednak o istnieniu szkół księgarskich i już nie było przebacz. Przegrało wtedy nawet wymarzone LO Żeromskiego w Warszawie.

    A co do Robrojka, to również czekam na niego z utęsknieniem. Jakiś czas temu robiliśmy metamorfozę przedpokoju i po tych wszystkich pracach remontowych poczułam nieodpartą chęć po sięgniecie po „Córkę Robrojka” i odszukanie wszystkich fragmentów mówiących o tym, jak Robert i Bella wspólnie dzielnie pracowali i szykowali sobie rodzinne gniazdko. Uwielbiam takie opisy! Obok kulinarnych są to chyba moje ulubione fragmenty opisowe.
    VarSavskie pozdrowienia!

  71. Ja bym powiedziała: misterne, autor przybrał celowo pozę naukowego mędrka. Proza Crispina jest wielopiętrowa, on umiał się bawić literaturą.

    Mamo Isi, najlepsze powieści Crispina to, moim zdaniem:

    „Love Lies Bleeding”
    „Holy Disorders”
    „Buried for Pleasure”
    „The Long Divorce”.

    Przy tej ostatniej po prostu płakałam ze śmiechu.

  72. Hurra! Crispin w całkiem normalnej cenie. Nabyłam cztery sztuki, w tym „Swan Song”. Podoba mi się ten wstęp;)

  73. Edmund Crispin (który naprawdę nazywał się Robert Bruce Montgomery) nie tylko wykładał literaturę angielską na Oxfordzie, lecz także komponował, śpiewał (w tym: w chórze kościelnym) i zarabiał krocie, tworząc „lekką” muzykę filmową. Jego filipika przeciw śpiewakom ma więc korzenie w osobistej praktyce!
    Casciolino, Mamo Isi, tylko się na niego nie obrażajcie! „Swan Song” traktuje o morderstwach w środowisku operowym (wystawiają „Śpiewaków z Norymbergi” Wagnera) i ostro, groteskowo zarysowane postacie gwiazd operowych są autorowi potrzebne do prowadzenia misternej intrygi.
    Przepadam za tym Edmundem. Człowiek był błyskotliwie inteligentny i bardzo utalentowany, a przy tym wyjątkowo dowcipny i miły.

  74. Czytam „Raptularz” Zbigniewa Raszewskiego (pierwszy tom) i jestem pod takim wrażeniem (oczekiwanym, w gruncie rzeczy), że trzeba się nim podzielić. Wczoraj fragment o Czerwcu’56, przebieg wydarzeń znany mi skądinąd, a jednak opis Autora (dokonany dziesięć lat później) świeży i poruszający. Nie uniknąłem wzruszenia.

  75. Edmund Crispin, „Swan Song”:

    „Niewiele jest stworzeń głupszych niż przeciętny śpiewak. Zdawać by się mogło, że nieznacznemu przystosowaniu krtani, głośni i zatok, wymaganemu w produkowaniu pięknych dźwięków, musi nieomal nieodmiennie towarzyszyć – tak przewrotne są obyczaje Opatrzności – bezmyślność podwórkowej kury. Być może jednak rzecz jest nie tyle wrodzona, ile staje się rezultatem środowiska i treningu. Ta drażliwość i wybuchowość, przerażające intelektualne potknięcia, obserwowane są równie dobrze u aktorów – i dawno już zostało odnotowane, że śpiewacy związani z teatrem są bardziej ograniczeni i męczący niż ci innego gatunku. Można by się, doprawdy, skłaniać do przypisania ich niedostatków wyłącznie praktyce osobistej ekspozycji, gdyby nie istnienie tancerzy baletowych, którzy (z paroma godnymi uwagi wyjątkami) są zazwyczaj naiwni i mają łagodne oczy. Najwyraźniej nie ma natychmiastowego i decydującego rozstrzygnięcia tego problemu. Sam fakt jednakże jest powszechnie znany.”

    Brawurowy początek jak na powieść kryminalną, prawda?

  76. Za momencik wrzucę tu kawałeczek początku powieści Crispina „Swan Song”. Tylko na chybcika przełożę.

  77. Pożyczę, rzecz jasna, Mamo Isi. Lubię się dzielić. Mam ich prawie 60 – a przeczytałam na razie kilkanaście.
    Bardzo dobrze napisane, zgrabne, budowa bez zarzutu, wartka akcja, logika na szóstkę. Postacie żywe, barwne, miłe. No i nieodzowny wątek dwojga serc.
    Przyjemna, odprężająca lektura, choć jednorazowa, w przeciwieństwie do powieści kryminalnych Edmunda Crispina (profesor Oxfordu), także ze złotej ery angielskiej powieści detektywistycznej. To jest mistrzostwo świata. Miły wdzięk, ironia, dowcip, poczucie absurdu, bezbłędny styl, wysoka klasa i nadzwyczajne poczucie humoru. Pożyczyć go jeszcze się nie kwapię, bo wciąż wracam do tych powieści i się delektuję.
    Nota bene, kupuj na e-bay. Można trafić na okazje! I w ogóle jest najtaniej.

  78. Zajrzałam na allegro. Chyba Patricia Wentworth wraca do łask, bo ceny są zaporowe. A niech ich gęś kopnie. Pożyczysz jakąś, kochany Starosto, proszę?
    Zajrzałam na amazona i są w ludzkich cenach, ale nie jestem tam zalogowana, psiakostka. Spróbuję się zalogować, jak tylko opanuję (po katastrofie starego komputra) laptop.

  79. Bardzo mnie zaciekawiły kryminały Patricii Wentworth, coś je, kochany Starosto, był odkrył tego lata. Zaraz zajrzę na allegro, czy coś się da zdobyć.
    Tak, myślę, że duma Michała Anioła,kiedy wyrzeźbił Dawida nie była wcale większa od satysfakcji chirurga ortopedy, dzięki któremu moja stopa znowu ma szanse wyglądać jak należy. Niech żyje sztuka stosowana!

  80. I ja czekam na Robrojka. To mężczyzna-ideał. Kiedy siedziałam sobie na działce w największe upały, nagle przypomniało mi się, jak po raz czytałam „Kłamczuchę” nad morzem i zrobiło mi się bardzo tęskno i bardzo morsko, a w ogóle była to atmosfera „Kłamczuchy” zmiksowanej z dowcipami J. Chmielewskiej i tajemnicami A. Christie. W pewnej chwili tak bardzo przypomniało mi się liceum poligraficzne Anieli, że okropnie zachciało mi się tam iść i nauczyć się tego konkretnego zawodu. No ale teraz ten wakacyjny szał już powoli mija i moje myśli wracają na tłumaczeniowe tory.

    Varsie i Savo, bardzo Was podziwiam! Moje blogowanie wygląda tak, że wpis stworzony w kwietniu edytuję w sierpniu i wstawiam do sieci jako zrobiony w maju :P Trudno mi sobie wyobrazić, ile musieliście nad tym pracować, jak długo redagowaliście ten wpis, a przede wszystkim jak bardzo kochacie pisać, kochacie Warszawę i siebie nawzajem :) Wasza działalność jest tak pozytywną, że aż trzeba się uśmiechnąć. Pozdrawiam!

  81. Dzień dobry, Kris!
    Owocne były to lata, prawda?
    Uściski dla Twoich Owocków!

    Nutko (wiad.pryw.)- dzięki za serdeczne słowa z Kraju Basków. Ty Zuchu! Ciekawe konkluzje, powiadasz? Gratuluję udanego występu na światowym forum! Ściskam mocno!

  82. Witam powakacyjnie (choc jeszcze wlasciwie wakacyjnie) Kochana DUA i wspanialych Ksiegowych!
    Przesylam spoznione usciski dla Wszystkich z okazji wspanialej rocznicy: 10-lecia tej strony! (Przepraszam, ze dopiero teraz, myslalam o Was w czerwcu i potem przeczytalam odpowiedni wpis, ale bylam taka zapracowana i zmeczona, ze w koncu sie nie odezwalam…). To dla mnie wazna rocznica, bo sledze te strone niemal od poczatku (od grudnia 2008) i pamietam, jak czasem siedzialam przed komputerem z malutka Sofia na kolanach, a ona teraz ma 11 lat :) Dzieki tej stronie, a dokladniej, dzieki Wam, przeczytalam mnostwo wspanialych ksiazek, pamietam tez nasze wspolne przeklady, porownania i zabawy jezykowe, no i oczywiscie zagadki. Dziekuje kochanej Pani Malgosi i Wam za te wspaniale chwile, a takze za mile spotkania w realu!
    Ciesze sie, ze nowy sezon sie rozpoczal. Tez rozpoznalam malego Rojka, ciesze sie bardzo na „Chucherko”. A takze na nowe ksiazki Emilki i piekne ilustracje!
    Usciski z Wyspy, a presto!

  83. Ale jakie smakołyki będą z tego w zimie, Psianko!
    Pracujta, pracujta.

    Savo, miłych igraszek życzę.

    Mamo Isi, gratuluję kształtów i form.

  84. Bardzo dziękuję i bardzo, bardzo się cieszę! W takim razie jeszcze raz zapraszamy wszystkich do lektury i do wspólnej zabawy, jeżeli będą chętni. Informacje we wcześniejszym komentarzu.

    VarSavskie pozdrowienia!
    Vars&Sava

  85. Jak miło, jak miło !!
    Dopiero jak się zapełniła wyrwa okazało się, jak było smutnawo bez DUA i żwawych Księgowych.
    U nas robota wre. Czuję się jakbym mieszkała w przemysłowej przetwórni jabłek, po prostu tony !!!

  86. Co racja, to racja, rzeźbił i to udatnie. Dziś zdjęli mi szwy i się nie mogli nazachwycać, jak im to nadzwyczajnie wyszło;)

  87. Jak ciepło, miło, pięknie i pachnąco tutaj! Cześć i czołem, witajcie, achh! : ))
    Ale-Piemont, jakie cudne wzruszające słowa!
    U nas też robiło się pleśniaki z owocami.
    Cieszę się nadchodzącymi nowościami książkowymi, i Emiliki, i „Chucherkiem” DUA. Może będzie więcej przy okazji Belli, no i oczywiście Nutrii i jej Robrojkowego domu. Tak jakoś czytając „Córkę Robrojka” pomyślało mi się, że właśnie ich jest ostatnio najmniej. Może dlatego, że Nutria zawsze była w cieniu trzech swych sióstr, jak to sama o sobie myślała.
    Dziękuję za ten wytęskniony, wyczekiwany wpis.

  88. Zgredziku, dzięki za wiadomość prywatną i za podzielenie się radością!
    Za Rafałka trzymam kciuki.

  89. Savo, dziękuję za ten pomysł, a także za długą wiadomość prywatną, w której pytacie, czy nie mam nic przeciwko niemu. Nie mam. Wyrażam zgodę! To nikomu nie szkodzi. Bawcie się dobrze.
    Pozdrawiam mojego nowego Czytelnika, a Ciebie ściskam!

  90. 2/2
    Najdroższa Autorko, Kochani Księgowi! Nazywamy się Vars&Sava i prowadzimy stronę poświęconą Warszawie. Jesteśmy też fanami Jeżycjady. Niedawno wzięliśmy udział w akcji „Literackie inspiracje”, w której postanowiliśmy sprawdzić, czy w jakiejś alternatywnej rzeczywistości akcja Jeżycjady mogłaby się dziać w… Warszawie. Brzmi nieprawdopodobnie? Nam też się tak wydawało, bo Jeżycjada może przecież dziać się tylko w Poznaniu! Ale spokojnie – to tylko zabawa! Gra wyobraźni i spostrzegawczości, która polega na znalezieniu odpowiedników punktów i stref znanych nam wszystkim z serii w zupełnie innych miejscach. My jesteśmy z Warszawy, więc właśnie tutaj postanowiliśmy poszukać. Okazało się, że nie jest to znów takie zupełnie niemożliwe, chociaż trzeba było się nieźle naszperać i uruchomić wyobraźnię.

    Czy chcielibyście wiedzieć, gdzie mieszkaliby Borejkowie w Warszawie? A gdzie byłaby kamienica profesora Dmuchawca albo Willa Kowalików? Do którego liceum chodziłyby Borejkówny, a gdzie uczęszczaliby Aniela i Robert? W której kawiarni Aniela kazałaby Pawełkowi zjeść 20 pączków, a gdzie Baltona zorganizowałby pokaz filmów Jarmuscha? Tego wszystkiego dowiecie się właśnie z naszego wpisu, który przygotowaliśmy w podziękowaniu dla Autorki oraz z myślą o Wszystkich Miłośnikach Jeżycjady!

    Serdecznie zapraszamy: varsisava.pl/jezycjada-w-warszawie/

    Jeżeli ktoś chciałby przyłączyć się do akcji, podać własne propozycje odpowiedników jeżycjadowych miejsc w Warszawie lub innej miejscowości, to również zapraszamy do dzielenia się pomysłami! I żeby było jasne: Jeżycjada jest tylko jedna i Poznań jest tylko jeden, a nasza propozycja to jedynie zabawa i wzmocnienie jeżycjadowych więzi z fanami serii.

    Mamy nadzieję, że podczas lektury będziecie się bawić równie dobrze, jak my bawiliśmy się w czasie wyszukiwania wszystkich tych miejsc!

    VarSavskie pozdrowienia!
    Vars&Sava

  91. Zgadzam się, prawdziwie piękny. Dziękujemy, nasz Wójciku.
    Od razu bliższy mi jest Soames, skoro tu dumał.

  92. Wójcie, przepiękny ten pomnik nagrobny dla żony Adamsa.
    The Adams Memorial in Section E of en:Rock Creek Cemetery, Washington, D.C. Erected in 1891. Commissioned by Henry Adams as memorial to his wife, Clover Adams. Bronze allegory of The Mystery of the Hereafter and The Peace of God that Passeth Understanding (often called Grief) sculpted by en:Augustus Saint-Gaudens, in a setting designed by en:Stanford White.
    Alegoria tajemnicy życia ostatecznego i pokoju Bożego, który przekracza rozumienie ludzkie.

  93. Niestety, Isiątka ostatnio oznajmiły, że ich ulubionym członkiem rodziny jest Gacia. Kocica rzeczywiście traktuje panienki po macierzyńsku, ale i tak jesteśmy zdruzgotani.

  94. Dzięki za troskę, Wannabe:) Nie, z tego, co wyznał chirurg po operacji, używał piły, dłuta i zapewne młotka, ale wiertarki nie musiał. Żałuję, że mnie uśpili, bo to musiał być niezwykły widok, jak podjeżdżał ten podręczny warsztat stolarski do stołu operacyjnego. No i te komendy, jakie wydawał instrumentariuszce!
    – Dłuto płaskie!
    – Obcęgi!
    – Nóżl
    – Widelec!
    – Piła!
    No ale tak i cóż zrobisz, oni nie chcą, żeby im się pacjent wtrącał do interesu.

  95. Ale-Piemont, jakie cudowne wyznanie!
    Repertuar 3,5-letniego Mareczka nie jest tak rozbudowany ani poetycki, ale rozpływam się, kiedy podchodzi, całuje mnie w ramię i mówi „bella mamma”.

  96. No i już.
    Ależ tu są wszyscy jabłecznie zakręceni! To piękne.
    Polecam DUA pleśniaka. To najważniejsze ciasto w mojej rodzinie.
    Mamo Isi, mam nadzieję, że za bardzo nie borowali :)
    Wspaniałe pejzażyki!
    Wakacjowiczów pozdrawiam, pogryzionych wspieram, jabłonkowym zazdroszczę, a za uczniów trzymam kciuki :)

  97. Ha!
    Przyszło mi właśnie do głowy, że u DUA rok rozpoczyna się od września jak szkoła i rzeczywiście w KG wrze już robota!!
    Ja też dużo zaplanowałam sobie na ten rok. Szczęśliwy traf poznał mnie z grupą naprawdę sympatycznych ludzi, tak że z nadzieją patrzę w przyszłość.

    Melduję się i idę nadrabiać zaległości.

  98. Ale- Piemont: „znów zamieszkać”… Śliczne.
    Aniu G, jak tam piękny ogródek? Przetrwał lato?

  99. O, Wójciku, ależ to soczyste, soczyste!
    Dziękuję za niesłychaną anegdotkę i gratuluję dociekliwości.
    Zadanie na 2019 rok: przeczytać „Sagę” w oryginale, bez błędów i lapsusów.

  100. Już piszę, ale to nie opowieść, a zaledwie czytelnicza historyjka. Otóż trzeci tom Nowoczesnej Komedii rozpoczyna scena cmentarna z Soamesem. Siedzi on na cmentarzu Rock Creek i podziwia pomnik … św. Gaudencji, jak czytamy. Przemyślenia Soamesa na temat pomnika są na tyle znaczące, że zapragnęłam ujrzeć św. Gaudencję nie tylko w wyobraźni ale i na zdjęciu. W dodatku zaintrygowało mnie, że według tłumacza: Niektórzy nazywali tę statuę” Nirwaną”, inni – ” Pomnikiem Adama”. No jeszcze Nirwaną to rozumiem, ale żeby kobietę nazwać pomnikiem Adama? Tak więc wszczęłam śledztwo. Wiwat Internet! Jak się okazało żadnej świętej Gaudencji na waszyngtońskim cmentarzu nie ma. Jest za to rzeźba, którą wykonał Augustus Saint- Gaudens. Zwana jest „Grief” albo „The Adams Memorial” ( stąd zapewne Pomnik Adama), jako że zdobi rodzinny grób prezydenta Johna Adamsa. Swoją drogą zgadzam się z Soamesem, rzeźba jest piękna. Przejrzałam całą grafikę google, gdzie można obejrzeć ” Gaudencję” w różnych ujęciach, ale tylko w wikipedii znalazłam starą fotografię zrobioną z takiego miejsca, że widoczna jest także kamienna ławka, na której siedział Soames.

  101. Dzien dobry. Dzisiaj moja coreczka powiedziała:”Mamusiu, tak cie kocham,ze chcialabym w tobie zamieszkac”.:-)

  102. O Chucherku jeszcze pogadamy, AniuN. Muszę troszkę zwolnić obroty, bo pracować jak kombajn raczej starszej pani nie przystoi…
    Dzięki za dobre słowo od rana.:)
    Dzień dobry wszystkim!
    Wójciku, a gdzie ta opowieść o tłumaczeniu „Sagi”?

  103. Jak zwykle latem,całą Jezycjadę odświeżałam;) i zajrzałam tu, czy jakieś wieści o Chucherku są;)jak miło,że są…Te książki to moja terapia na gorsze dni i relaks w te radosne…Cały czas z przyjemnością zanurzam się w borejkowski świat i żyć bez niego nie umiem…I mimo że sama jestem mamą-czterech synów-ciągle uczę się z tych książek łagodności..Dziękuję,że są…

  104. Dzieńdobrywieczór!
    Ach! Wpadłam z mocą stęskniona w te otwarte ramiona i zapowiadam, że nigdzie się stąd nie wybieram, bo znajome dźwięki, zapachy i atmosfera otoczyły mnie zupełnie i błogość rozlała się dookoła serca. Koniec tęsknoty.
    Jak miło i dobrze.
    Jesień czuć, bo jak wszyscy wiemy: „Popołudnia w sierpniu pachną już jesienią”

  105. Dobry wieczór!
    Pani Małgosiu, nie robiłyśmy z naszych jabłek przecieru, kroiłam w kosteczkę. Jak znalazł do szarlotki, do naleśników zresztą też.
    Kasztanowłosa, ja dokładnie tak samo. Księgoholizm – dobrze powiedziane.
    Chesterko, racja! Chucherko naprawdę przypomina Nutrię. Czekam na nie z niecierpliwością. A także na książki Pani Emilki, szczególnie „Ballady…”. Jak na razie czytałam tylko jej świetne „Łowy”, ale jutro chyba wybiorę się do naszej biblioteki po „Srebrnego dzwoneczka”, bo dowiedziałam się właśnie, że tam jest.
    Dobranoc wszystkim księgoholikom.

  106. I to wszystko mój świetlany kręgosłup? Chyba się, biedak, załamie pod ciężarem przeznaczeń;)
    Życie nie jest letkie, ot co.
    Kury już dawno poszły spać, a ja tu ślęczę. Lecę je gonić. Dobranoc wszystkim.
    Oj, dobrze, że jesteście:) Wszyscy.

  107. O, jakże celna uwaga, Chesterko!:)
    Potwierdzam.

    Mamo Isi, źle zrozumiałaś, Twój kręgosłup moralny jest wzorcem i łopoczącym sztandarem dla nas wszystkich!

  108. Myślę, że Jędrek, mając Natalię za mamę, będzie wiedział, w jakim języku rozmawiać z Chucherkiem, które wydaje się pochodzić tej samej planety.

  109. Z tego „za to” rozumiem, że mój kręgosłup moralny ma się gorzej, niż Starostowy i Piętaszkowy;)))

  110. Dobry wieczór, Bożenko nasza droga! A pewnie, że w porządku!

    SowoP, okazuje się, że tam przez wakacje zrobiła się jakaś awaria, cierpliwości więc – odezwiemy się po naprawie.

  111. Kass, szkoda rosołku.:)
    Asiu, pogryziona przez miejscowego…?! Bardzo mi Cię żal, biedaczku, serdecznie ściskam! Ale też miło pomyśleć, że jesteś na kolorowym Mauritiusie.

  112. Pani Małgorzato!!! Jak cudownie, że wróciła już Pani! Też regularnie zaglądałam całe lato mając nadzieję, że pojawi się Pani wcześniej :)
    Jędrek (uwielbiam imię Jędrzej!) – podoba mi się bardzo! Ciepła tonacja i do tego mocno Borejkowa (rudo-piegowata). Chucherko wydaje się w kontraście do niego smutne i nieśmiałe (być może to ten zimny odcień fioletu?). Mam nadzieję, że Jędrek tchnie w nią radość i światło :)
    Ilustracje jeziora – jak zawsze piękne. Obrazek do „Złotej gwiazdki” rzeczywiście nastraja świątecznie.
    Ahhhh, wspaniale, że w Księdze wszystko wróciło do normy!

  113. Cudownie!!
    Piszę z daleka. Wyspa Mauritius, okolice Madagaskaru. 25 stopni, kończy się tu zima i budzą nas poranne trele kolorowych ptaszków. Mark Twain nazwał to miejsce rajem na ziemi.
    Miał chyba więcej szczęścia niż pisząca, którą raz pogryzł tutejszy pies. Jutro wracamy do domku a tam zastrzyki ufff…..
    Nic to, najlepsze przed nami.
    Pozdrawiam Wszystkich i Panią Małgosię.

  114. Ajaj, właśnie kliknęłam w wiadomy link na komórce i oblałam się z wrażenia odgrzanym rosołkiem. Ale nic to, witam serdecznie Autorkę i Czytelników po wakacjach! Znowu będę tu zaglądać codziennie. Już się cieszę na tę wzajemną wymianę myśli i fluidów.

  115. Dzień dobry, dobry!
    I wszystko jest już znowu, jak rzekłby Robrojek, „w porządku”.

    Bardzo kojący jest obraz tego szmaragdowo-turkusowego jeziora.

  116. Mamo Isi, dziękuję za troskę.Tylko tam dbaj o siebie. Jesteś bardzo dzielna !:))
    Konie budzą mój respekt. Podziwiam je, ale nie dosiadam. Najpewniej bowiem czuję się na własnych nogach. Niemniej jednak jazda na koniu bo bezkresnym stepie pozostanie na zawsze moim niespełnionym marzeniem.

  117. „Ballady i romanse” kupimy, a jakże. Kiedy przejdzie nam miłość do goryli i dinozaurów, będzie jak znalazł. (Rzucę mimochodem rodzicom dzieci dotkniętych tą sąmą co Sowiątko chorobą, że niebawem ukaże się trzecia po „Animalium” i „Botanicum” encyklopedia w stylu retro – „Dinozaurium”.)

  118. Celestyno, zajrzyj też na FB Emilki, w związku z tymi metalami nieżelaznymi. Jest tam historyjka, trochę przed wakacjami zamieszczona.
    Czwarta też będzie metalowa, a jakże!:)

  119. Wyglada na to, ze bedzie to powiesciowy tryptyk Emilki z nazwami metali szlachetnych w tytulach. A moze w odleglych planach bedzie i czwarta czesc (na kolejna pore roku)? Bede z ciekawoscia zagladac na strone Emilki.

  120. A tak, musiałam sobie co chwila przypominać, że schronisko jest solidne i nas na pewno nie porwie!

  121. Można nawet dokładnie, kotwicowisko Fujairah u wschodniego wybrzeża Emiratów Arabskich, właśnie skończyliśmy bunkrowanie i zaraz jedziemy po ładunek do Arabii.

  122. Aaa! Zajrzałam na facebookową strona Akapit Press, a tam – „Wakacje z Jeżycjadą!” Co za miła niespodzianka! Fajne zdjęcia, świetne Czytelniczki! Jaka urocza góralka ze „Sprężyną”!

  123. Dzień dobry! Jak cudownie, że Pani wróciła! I że w Księdze znów zrobiło się gwarno, jak to w domu:) Ja wczoraj wróciłam z Tatr, gdzie swoim zwyczajem nocowałam w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów, ale nie zobaczyłam ni jednej gwiazdki na niebie, takie było zachmurzone. Za to burzę zobaczyłam, owszem i to jaką! Pioruny waliły i błyskało tak, że mimo ciemnej nocy jasne były wszystkie szczyty. Potęga.

  124. Parę stopni robi różnicę, Wilku Morski.
    Gdzie jesteś teraz? Można wiedzieć? Chociaż z grubsza…

  125. Sowo, a jakże. „Miedziany listek” (miałam o tym milczeć, ale skoro już namalowałam do niego ilustracje jesienne?!…) będzie ciągiem dalszym tych powiastek.
    Zaglądajcie do Emilki, ona Wam wszystko powie, a ja jeszcze mogę coś chlapnąć przed czasem.

    Wspaniale się zapowiada ta jej książka o „Balladach i romansach”- pasjonująca. Czytałam z rosnącym podziwem dla własnego dziecka. Polecam Sowiątku! A także wszystkim uczniom i niektórym nauczycielom.

  126. Mamo Isi, co tam, my z Piętaszkiem mamy za to moralne kręgosłupy, całkiem zdrowe!
    Piętaszku, dzięki za to uznanie. Rozmalowałam się tego lata, że hej! To z powodu musiku i zakazu długiego siedzenia. Musik zawsze jest dla mnie bodźcem, przekorna jestem.

  127. Oj, byśmy padły, kochany Starosto, w tym tropiku. Na pewno, bo po zwiedzeniu Doliny Królów dostałam udaru cieplnego i padłam. A wszyscy pozostali mieli się świetnie. Nie dla nas taki piekarnik. Nb. ta koszmarna nowelka Prusa wciąż jeszcze wywołuje u mnie mdłości. Jacyś moralni sadyści to zadysponowali jako lekturę.

  128. Ja również dziękuję za miłe słowa. Mój kręgosłup kiedy poczuł , że o nim mowa zaraz się jakby trochę opamiętał.
    Jezioro w zieleniach jest magiczne. Nie mogę oderwać oczu od prześwitów pomiędzy drzewami wraz z księżycem nad nimi. Podziwiam również ogromną precyzję, pomimo tej jak mi się wydaje dość swawolnej techniki malarskiej.

  129. Krzysztofie, chłodne tropiki to coś nowego. One są chłodne w swej istocie tego lata, czy tylko w porównaniu z naszym latem?
    Martwią mnie te bolące kręgosłupy Starosty i Piętaszka. Zasadniczo jazda konna jest dobra na wzmocnienie gorsetu mięśniowego, ale podejrzewam, że ani Starosta, ani Piętaszek na to nie pójdzie. Ja bym tam z chęcią, ale akurat mnie kręgosłup nie boli, więc nici z wychodnego (wyjezdnego).
    Truskawkowe Mohringera okazały się tak pyszne, że tata Piotra ( który z czystej galanterii wrzucił kilka do kieszeni, kiedy namawiałam gości urodzinowych Isiątek na częstowanie się, bo przecież nie przerobię kartonu od telewizora pełnego jabłek) zadzwonił i prosił o więcej, bo takich pysznych jabłek dawno nie jadł!
    No to chyba jednak się nie zmarnują. Żeby takie pyszności były tak nietrwałe.

  130. Jędruś ma w oczach niebo.

    Czy „Miedziany listek” będzie kontynuacją „Złotej gwiazdki”?

  131. Dziękuję za wskazówkę, tak, przelicznik jest. Bardzo pyszne, zawsze wychodzą pulchne i złote, w mojej klasie zrobiły furorę, a teraz uraczę nimi moją przyjaciółkę:)

  132. Miła Blanko, Haniu Okruszek, dziękuję za miłe słowa.
    Trzymam kciuki za liceum Hani.
    Mogą być drożdże instant, jasne, Na opakowaniu jest przelicznik – jakiej ilości drożdży świeżych odpowiada ta porcja.
    Bułeczki pyszne, prawda? Piekę je także.

  133. Dzień dobry,
    ja też zaglądałam czujnie na stronę i troszkę przeczuwałam, że Pani nie wytrzyma do września:). Bardzo się cieszę z Pani powrotu, ale też z tego, że udał się wypoczynek i nabrała Pani sił. Ja również zgromadziłam energię (na wkroczenie do liceum).
    A teraz piekę pulchne bułeczki Pippi Pończoszanki, myślę, że przepis Pani znany:). Zastanawiam się tylko, czy mogę zamienić świeże drożdże na instant…
    Jędrek-Piegusek śliczny, ciekawość jego losów (i innych) mnie zżera. Chucherko ma w sobie coś z elfa, jakąś tajemnicę..

    Dziękuję za radość i dobrą energię, którą się Pani tak hojnie dzieli, wszystkiego dobrego!

    Pozdrawiam Hania

  134. Dzień dobry!
    Ja też z tych ” odruchowo zaglądających” i też czułam, że będzie wcześniej wpis. Uwielbiam akwarele DUA…są cudne i fascynują mnie na równi z obrazami Piotra Fąfrowicza, w szczególności wszelkie zimki. Cudo.
    Jak dobrze, że Pani już wróciła i znowu mogę liczyć na codzienną porcję otuchy i inspiracji! Dziękuję.
    W wakacje często tu zaglądałam, odświeżając sobie dawne wpisy, ale też bywałam na stronie Adminki, bardzo lubię „wieczorny” klimat tego miejsca, w szczególności nastrojowe zdjęcia.
    Pozdrawiam cały lud księgi!

  135. Wójciku słodki, ależ dawaj czym prędzej tę historyjkę! Płonę z ciekawości!
    Tak, to wciąż tusze akwarelowe Talensa – Ecoline się nazywają. Wspaniałe.

    Ach, jaka chłodna była dziś noc sierpniowa! Świetnie się spało.

  136. Celestyno, nie martw się za bardzo: mało kto odnajduje się w swojej klasie szkolnej. Szkoła w swej obecnej formie nie jest najlepszym wynalazkiem. A nawet nie wiem, czy dawniej było lepiej, bo znam ją już tylko w formie obecnej. Jednakże ma ona i plusy, niewątpliwie, a do nich nalezą dobrze nauczyciele i dobrzy koledzy (koleżanki) – zawsze choć paru się znajdzie.
    Pozdrów Córcię!
    Tak, to „paletka”, zawsze mi szkoda ją odciąć, bo kolorki na niej tak ładnie ze sobą gadają.

  137. Dzień dobry!
    Krzysztofie, a to się zdziwiłam! A więc naprawdę mieliśmy tu gorzej niż w tropikach!
    No a te Twoje odruchy: miła rzecz;)!!!
    Pozdrawiam serdecznie i trzymaj się tam, po drugiej stronie globu!

  138. Miło zaczynać pracę od przeglądu nowych wpisów Księgowych (przyznam, że i mnie myszka „odruchowo” najeżdża na właściwe miejsce monitora).
    Od początku wakacji przebywam w tropikach, tymczasem w domu było znacznie cieplej, jak się zdaje.

  139. Co za cudowna niespodzianka!!!
    Zagladalam jeszcze rano, pozniej w ciagu dnia juz nie, nie sadzilam, ze nas Pani tak znienacka podejdzie:)

    Przepiekne ilustracje, takie lekkie i orzezwiajace. Od razu czlowiek sie poczul jak w domu.
    Szkoda, ze nie zajrzalam wczesniej, zeby corcie pokrzepic Pani wpisem. U nas poczatek roku szkolnego juz jutro, to znaczy dzisiaj (tytul wiec w sam raz dla nas), dlatego tez bidula markotna poszla spac. Nie odnajduje sie w swojej klasie.
    Jutro jej podsune lekturke na dobry poczatek.
    Czy obok (absolutnie ujmujacego)Jedrka to paletka kolorow? Wyglada jak zamierzona dekoracja.

    U nas tez od wczoraj znaczne ochlodzenie, popadalo tylko w nocy, deszczu jednak brakuje dotkliwie. Zamiast trawnikow zrudziale lyse polacie, biedna, wyschnieta ziemia. Obliczono, ze takiej suszy nie bylo w Szwajcarii od przeszlo stu lat, a na niektorych terenach od ok.stu piecdziesieciu.
    Na szczescie idzie ku lepszemu.
    Wreszcie mozna bylo normalnie spac. Jak ja sie ciesze, ze idzie jesien! Bo ilez z mozna sie chowac w domu za dnia, a wylegac na swiat tylko o zmierzchu..?

    Dziekuje za wszystkie dobre nowiny i zapowiedzi!
    Pozdrawiam serdecznie rowniez Adminke.

  140. Wspaniale, że już Pani jest z nami Ulubiona Autorko ! Witam również wszystkich tu zaglądających. W jednej chwili spłynęły na mnie nieopisany spokój i radość (w dużej mierze, to zasługa pięknych ilustracji).Tego mi było trzeba przez całe lato, podczas którego przygotowywałam się właściwie do jesieni. Kręgosłup i mnie daje się we znaki. Nie dajmy się!

  141. Przeczuwałam, przeczuwałam i od jakiegoś czasu już zaglądam. No, to jesteśmy w domu, takie mam zawsze odczucie po otwarciu nowego sezonu we wrześniu lub ( tak jak teraz) pod koniec sierpnia.
    Te obrazki są prześliczne, to tusze akwarelowe, prawda? Już wiem, że chociaż mam ” Srebrny dzwoneczek” w starym wydaniu, to i tak kupię drugi w nowym, bo będę chciała mieć komplet z ” Gwiazdką”. To będzie cudny komplecik, no i świetny pomysł na prezent.
    Pleśniak to moje ulubione ciasto, ale tylko mojej Mamie wychodzi tak jak należy, mnie średnio. Najbardziej lubię z wiśniami.
    Mam ciekawą historyjkę z tłumaczeniem Sagi Galsworthy’ego i poniekąd z Gaudentym :) Ale to zostawię sobie na jutro, bo wpis byłby za długi.
    Hello Księgowi, macham do wszystkich!!!

  142. Dopiero teraz zauważyłam ile przecinków brakuje w moim poprzednim wpisie. Ale te wakacje potrafią rozleniwić. Ale niedługo się rozkręcę i znów będzie poprawnie interpunkcyjnie.

  143. Cześć, Chesterko! Mieliśmy tu nawet i 37 stopni. Przetrwałam przy dużym wentylatorze i zasuniętych żaluzjach. Okno otwierałam dopiero po zachodzie słońca. No i czytałam na leżąco – pożarłam całego Edmunda Crispina w oryginale (rozkoszny! Polecam!). Teraz zaczęłam lekturę wszystkich powieści Patricii Wentworth. Pyszniutkie! Lady Agatha najwyraźniej ukradła jej pomysł na starszą panią-detektyw. Miss Silver narodziła się w roku 1928, zaś panna Marple – kilka lat później. Podobieństwo dotkliwie uderzające!
    Przy takich lekturach i problemach można przetrwać nawet i tropikalne upały.

    Ale-Piemont, Kasztanowłosa, dobry wieczór!

  144. Sowo (wiad.pryw.) – ależ oczywiście, przysyłaj!
    Dobry wieczór, dobry wieczór! Miło Cię widzieć!

  145. Nareszcie. Już myślałam że będę musiała czekać do rozpoczęcia roku szkolnego, a tu taka niespodzianka. Dzień dobry Pani Małgorzato i Ludu kochany. Miło Was widzieć (a może raczej czytać?). Już wiem czego mi brakowało. Prawie codziennie zaglądałam, żeby sprawdzić, czy ktoś przypadkiem czegoś nie napisał. To już chyba uzależnienie. Księgoholizm.

    A u nas też szarlotka. Z kokosem. Częstuję wszystkich. :)

  146. Dobry wieczór! Wreszcie!! :) Jak Pani przetrwała te upały? Czy pokój w piwnicy sprostał oczekiwaniom? Pod Poznaniem musiało być gorzej niż w Gdańsku, a i tu chciało się zdjąć własną skórę.
    Czytam ponownie „Feblik”, a dokładnie męską rozmowę Jędrka ze starszyzną, a tu, patrzcież no, chłopiec o spojrzeniu Nutrii i Roberta (jak to się robi?). Ileż ma tu lat? Kiedy dzieje się akcja?

  147. Ago, ale zima podobno ma być wczesna i w dodatku ostra!(Chociaż, co oni tam wiedzą…)

    Gio, dobry wieczorek, a jakże! („Odruchowo”- ho, ho, jak miło!)

    Casciolino, a to poproszę kawałeczek, byle spory!

  148. Pleśniak to placek na bazie kruchego ciasta, z konfiturą lub świeżymi owocami, miękką warstwą bezową (stąd nazwa) i kruszonką.

  149. Hej, hej!
    Jak miło Was zobaczyć całych i zdrowych (choć może odrobinę odwodnionych i podeschniętych-hehe) po wakacjach, które minęły tak prędko! I było tak gorąco! Ale ja już się cieszę na wspaniałą, złotą jesień. Jest tu wielu wielbicieli tej pory roku (z Adminką na czele, jak pamiętam).
    Ilustracje są wspaniałe, takie klimatyczne, jedyne w swoim rodzaju (śliczne!!!).
    Ja także robiłam już szarlotki, bo jabłek ci u nas dostatek. Wystarczy na całą zimę, a nie ma nic lepszego, niż szarlotka na ciepło w chłodny dzień (choć w upały też poszła, ot co!). Piekłam też różnorodne ciasteczka ze śliwkami i malinami, by uszanować i wykorzystać w pełni płody Matki-Ziemi.
    Pozdrawiam wszystkich i będę się teraz pławić w oceanie Waszych wpisów (zaiste, nie ma to jak dialog).

  150. Śniło mi się dzisiaj, że jest nowy wpis. Zajrzałam rano – nie było. Po południu wcale nie zamierzałam zaglądać. Najechałam odruchowo, a tu proszę: wstęga przecięta!
    Dobry wieczór, Ulubiona Autorko! Dobry wieczór, Ludu miły!
    Pięknie nam się jesień zapowiada.

  151. Coś podobnego!
    A u nas bazylia właśnie wyschła na wiór.
    Co to jest pleśniak???? Brzmi dziwnie, ale myślę, że jest pyszny.

    Mamo Isi, w tropikach byśmy padły jak lilije podcięte.
    Nb, „Złota gwiazdka” będzie udanym prezentem pod choinkę dla najmłodszych czytelników (i ich mamuś).

    Hej, a popatrzcie, jaki rudy księżyc dzisiaj! Właśnie mi zagląda w okno.

  152. Nie wiedząc o pierwszym powakacyjnym wpisie, upiekłam dzisiaj pleśniak z węgierkami, więc podsyłam każdemu po kawałeczku, ciesząc się tym nowym początkiem!
    Przetrwaliśmy z Mareczkiem lato, bo uciekliśmy z upalnej ziemi Goethego do górskiego włoskiego miasteczka. 1000m n.p.m robi różnicę. Niestety, na nasz skrawek zieleni nieobecność ogrodników miała zgubny wpływ. Jedyną rośliną, która nie tylko przetrwała, ale i wybujała, okazała się… bazylia.

  153. Z afrykańskiego lata taki pożytek, że człowiek przynajmniej na pewno wie, że się nie nadaje do tropików. Bo czasami podczas listopadowych,chłodnych i mokrych dni tak sobie marzyłam o dłuższym pobycie w porządnie gorącym klimacie.
    Nowa książka Adminki za małą chwilkę! I to z ilustracjami Starosty! Sama radość. Chyba wyciągnę „Srebrny dzwoneczek” i go sobie poczytam rozmyślając, co tam dalej będzie.

  154. Ach, Ateno moja, a ja Cię nie poznałam po stylu (i dubletach). Za to PT formularz cię rozpoznał i wpuścił.:)

    Aleksandro (wiad.pryw)- ależ oczywiście, chętnie to zrobię! Załącz wiadomość, co dokładnie mam napisać.

  155. Mamo Isi, sama nazwa wzbudza silny apetyt!

    Kapucyńciu (wiad.pryw.) – no to strasznie się cieszę z takich wakacji! No, doprawdy. Lubię być Sprężyną.
    Aha, Wielkopolanie to porządne chłopaki. A jeszcze z naszych okolic! Gratulacje dla P. Chyba to jego widziałam na zdjęciu od niej, od razu widać, że dobry człowiek.
    Co do tej nierozwiniętej relacji: może być trudno, ale chwała Ci za to!
    Ściskam mocno.

  156. Taką miałam nadzieję, że Kochana Autorka nie wytrzyma do września – witam serdecznie po wakacjach :) Ile pięknych obrazków. I mój ulubiony Jędrek w „Chucherku” (od razu poznałam). Tyle radości!
    U mnie jabłka w ilościach hurtowych na razie spadają (przetwórstwo idzie pełną parą), do tego obrodziły brzoskwinie i niezwykle wybujały cukinie, mimo, że późno posiane. Zostawiłam nasiona na stole w ogrodzie, zapomniałam o nich, spadł deszcz, nasionka wykiełkowały jeszcze w torebeczkach, wrzuciłam je mimo to do ziemi, nie mając nadziei na wielkie efekty, a tu plony o wiele obfitsze niż w zeszłym roku, kiedy to chuchałam i dmuchałam na roślinki. Natura jest niezrównana. Pozdrawiam najserdeczniej :)

  157. Anonimie, a ktoś Ty? Dobrze, że cię PT Formularz nie wyrzucił do spamu!
    Dzięki za wiadomość o dublecikach w Twojej bibliotece. Ja też tak mam i myślałam, że jestem nienormalna!

  158. Witaj Ludu!
    Poczułam się jak Idusia w chwilach świetności.
    Jedrus jest cudny, ma taki sympatyczny wyraz twarzy (te piegi i czające się w kącikach ust doleczki), ze chcialoby sie go uściskać, ale pamiętając z dzieciństwa uściski ciotek, oczywiscie powstrzymałabym się. (Sila woli :))
    U mnie upal, myśl o nadchodzącej zimie jest bardzo odswiezajaca.
    Znowu jest na co z radością czekać, będą (nowe książki Emilki).
    Zgredu i SowoP dzieki za wiadomosci o ksiazkach.
    Mania kupowania, zakrawa na chorobe, mam 4 „Znaczy kapitany” bo moze sie przydadza (zwykle zdublowane sie przydaja), a jak jest wyprzedaz to sa za drobna oplata, i jak tu nie kupic..
    Pegaz zdebial tez obydwa mam, a o trzecim nie wiedzialam, bedzie i trzeci.
    Sciskam radosnie i znikam.

  159. Wielkie dzięki za radę, kochany Starosto! Poszukałam i wychodzi mi, że to Truskawkowe Mohringera. Przepyszne, chociaż tego smaku truskawki nie czuję.
    Ech, jak ja się stęskniłam za wszystkimi tutaj obecnymi!

  160. Natalio, co za miły obrazek jabłkowy – ach, szarlotki będą, i to przez całą zimę!
    I naleśniki z przecierem jabłkowym.
    Dzięki za dobre słowo o ilustracjach!

    Jolu, dzień dobry! E, taka cisza to tu nie panowała – 144 wpisy podczas mej nieobecności! No, ale zgadzam się, że nie masz jak dialog.

  161. Nasza Ukochana Autorka wróciła! Hura! Księga znowu zacznie tętnić życiem, bo bez Pani, to tu panuje jakaś przytłaczająca cisza i jest nieswojo. Znowu zacznie się wymiana informacji, myśli, książek, anegdot, wakacyjnych przygód, nawet koniec wakacji dzięki temu niestraszny. I nowe książki na horyzoncie, uch już nie mogę się doczekać Złotej Gwiazdki i Chucherka. Ściskam mocno Najukochańszą Autorkę!

  162. Och, jak miło, że już Pani wróciła. Nie spodziewałam się tego zupełnie i bardzo się cieszę. Zaglądałam często. Racja, ta strona jest naprawdę potrzebna. U nas w ogródku za to jabłonie obrodziły nadzwyczajnie, co poskutkowało dużą ilością szarlotek i przetworów (te ostatnie dosłownie sprzed chwili, wczoraj i dzisiaj dzielnie produkowane przez mamę i mnie). Szkółka ukochana? No, powiedzmy :) A wszystkie ilustracje śliczne.
    Pozdrawiam, zadowolona jednak z końca tych wakacji. Przyjemnie jest czytać nowe komentarze.

  163. Mamo Isi, poszukaj w sieci: „stare odmiany jabłoni”- są i zdjęcia z opisami.
    U nas była taka susza, że jabłonie nie obrodziły.

  164. Oj – u mnie też kilka roślin w bardzo kiepskim stanie – nie wiem, czy w przyszłym roku dadzą radę coś wypuścić. Trudno…
    Też mam nadzieję, że w przyszłym będzie lepiej. A teraz skorzystam z chłodniejszych dni i choć trochę doprowadzę ogród do porządku. Oby upał i moje migreny już nie wróciły w tym roku…

  165. Nie żółtawy. Biały, bez żadnych żyłek. I są w kształcie raczej szersze, niż dłuższe. Niestety, nietrwałe, więc nie dam rady podesłać. To znaczy podesłać bym mogła, ale doszłyby nie do poznania;)

  166. Och, i mój ogród zapuszczony, Magpie. Trudno. Może w przyszłym roku odrobimy straty.
    Parę roślin mi nie przetrwało suszy, szkoda.

  167. O! Nareszcie!
    Dzień dobry!!!
    Jeszcze wczoraj cisza, a tu dzisiaj taka niespodzianka. :-)
    Jak ja się cieszę, że jesień przyszła i ukochana strona odżyła…
    Ogromnie podobają mi się rysunki, czekam z niecierpliwością na książki Emilki. I życzę dużo zdrowia, pani Małgosiu – niech kręgosłup grzecznie się zachowuje i nie boli!
    Przez upał ledwo żyłam, zwolniłam ze wszystkim, ogród zapuściłam… Tylko moja mania dziergania oparła się wszechogarniającemu osłabieniu. Sporo się nauczyłam, zrobiłam śliczny, kobiecy sweterek i parę innych rzeczy. :-)

    Pozdrawiam entuzjastycznie i wracam do dziergania rękawów Swetra dla Męża!

  168. Bardzo jest do siebie podobny! (Jędrek)
    Natomiast dziecię (nasze) dostarczyło nam właśnie mimowolnie zagadkę w postaci ogromnego kartonu wypełnionego przepysznymi jabłkami ze starej jabłoni jaką ma na swoim polu. Są czerwone w drobny rzucik, słodkie, twarde, soczyste i po prostu nadzwyczajne. I pojęcia nie mam, co to za odmiana. Ratunku, słoniocy!

  169. Dzień dobry, Mamo Isi i Isiu z rodziną!
    Remont, powiadasz? O, dobra to rzecz.
    Bardzo się cieszę, że jesteś jak nowa!

    Oczywiście, na obrazku jest Jędrek. Podobny, no nie?

  170. Nareszcie, ach nareszcie! – brzmiał krzyk po całym mieście. Właśnie zadzwoniła Isia z tą wieścią radosną! Też sporo czasu spędziłam w stylu rzymskim obiadowym, bom po trzeciej operacji; na cztery możliwe, w ciągu ostatniego roku wyremontowano mi trzy kończyny i jestem jak nowa (czwarta ma się dobrze).
    I młoda latorośl Rojków jako bohater „Chucherka”! Nadzwyczaj dobrze się chłopiec zapowiada.
    Ściskam i kwiczę ze szczęścia!

  171. SowoP, dziękuję za wiadomość spod poprzedniego wpisu – już zamówiłam „Album kwiatowe Elizy Orzeszkowej”!

  172. A jakże, wierny Zgredziku, w półleżącej pozycji Petroniusza. Albo Nerona, jak kto woli.
    Mam już zgrabnie urządzony stolik na kółkach, na nim duży, wygodny monitor, a na drugim poręcznym stoliczku – klawiaturę. Wszystko idzie sprawnie, kregosłup ani mru-mru, znaczy – zadowolony. Już piszę „Chucherko”!

    rta, dzień dobry, tak, pamiętam o święcie.

  173. Dzisiaj piękne święto Matki Boskiej Częstochowskiej. U nas ksiądz miał długie patriotyczne kazanie.Nie powiem gorące, bo tego mamy już dość.

Dodaj komentarz