Shiraume – biała śliwa

ohara koson plum blossom at night

Ohara Koson (1877-1945)  – Kwitnąca śliwa w  nocy

 

*

 

Shiraume-ni

akuru yobakari-to

narinikeri

 

Biało rozkwitła

śliwa – tylko ranek

zbudzi się jasny

 

Buson  [ze zbioru Karahiba, 1784]

 

*

 

Shiraume-ya

ta-ga mukashi-yori

kaki-no soto

 

Biel kwiatów śliwy

czy ktoś już od lat dawnych

za żywopłotem…

 

Buson  [ze zbioru Busonkushû, 1784]

 

*

 

Kono ume-ni

ushi-mo hatsune-to

nakitsu beshi

 

W tych kwiatach śliwy

Nawet krowa zanuci

pierwszy wiosenny śpiew

 

Bashô  [ze zbioru Edoryôginshû, 1676]

 

( Z tomu Haiku, Ossolineum 1983. Z japońskiego przełożyła Agnieszka Żuławska-Umeda)

126 przemyśleń nt. „Shiraume – biała śliwa

  1. Rzeczywiście, jest! Piosenka Sinatry – „The best things in life are free”

  2. ,,Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo” takie hasło widniało na laurce. Mój tata chyba dostał kiedyś taką. A pod spodem były wypisane właśnie te rzeczy np. Szczęście, miłość, rodzina, przytulasy, pocałunki, śmiech, radość, przyjaciele.

  3. Tak, a usłyszałam to w jakimś amerykańskim filmie.:) Była taka stara piosenka.

  4. „Najlepsze rzeczy na świecie są za darmo!” – jakie to jest prawdziwe :) I krzepiące :)

  5. Ateno, one wychodzą z Ciebie stale!

    Zuziu, otóż właśnie: czym sobie na to wszystko zasłużyliśmy? „Najlepsze rzeczy na świecie są za darmo!”
    Konieczna jest głęboka wdzięczność.

  6. U mnie wreszcie wiosna, ciepło od niedzieli i wszystko już kwitnie. Cudownie jest.
    Najpiękniejsze jednak czekało na mnie w skrzynce. Dziękuje wszystkim, za karteczkę. (Musiałam zajrzeć do lustra czy te fiołki od Wierzynskiego, co to mi kwitną, nie wyszły na zewnątrz.) idę rozdawać uśmiechy.
    Dziękuję

  7. Dobry wieczór!
    O tak, to wieczorem bzy pachną najmocniej. To chyba nasza ulubiona rudowłosa marzycielka mówiła, że w ich zapachu jest coś „niegrzecznego”. Jedno pewne – traci człowiek przy nich zmysły.
    Ja za to pachnę łąką. Cały dzień spędziłam delektując się widokiem na zazielenione pola, delikatne mlecze, słońce prześlizgujące się przez drżące listki, niebo całe w różu o zachodzie słońca. A teraz cisza… Czym ja zasługuję na tyle szczęścia w każdym dniu?
    Dobranoc – jak pięknie brzmi to słowo wiosną, w spokojny wieczór przy gwiazdach.
    PS. Mam zdjęcia i ja! Co chwila na nie spoglądam i wciąż żyję jeszcze pamiętną sobotą. Będzie tak we mnie żyła już zawsze.

  8. Zaglądam z wieczora: BeatoV, wpisz, proszę, swój adres mailowy jako wiadomość prywatną. Adminki się odezwą!

    Elko, Ago, Karino, AniuG, właśnie sobie stałam przy oknie i oddychałam zapachem bzów, które rosną tuż poniżej. Sama je tak posadziłam, żeby nocą pachniały. Co za radość, prawda?! I ptaki w ogrodzie tak ślicznie dziś śpiewały!

    Zośko, koniecznie zrób zielnik!!!

    Kasiu, bardzo dziękuję za miłe słowa.

  9. Widziałam dziś kwitnący kasztanowiec! Na gdańskiej Starówce, wtulony w załom murów miejskich, dobrze osłonięty od wiatru.
    Bzy jeszcze u nas nie kwitną( lada chwila, lada chwila) a kasztanowiec tak.
    Uściski majowe z Trójmiasta.

  10. Pozdrawiam majowo, u nas bzy w pełnym rozkwicie, kasztanowce już nawet płatki gubią, zaniedbany przez właściciela trawnik niedaleko naszego domu cały porósł miniaturowymi klonami, nasz trawnik za to cały biały od stokrotek. Cudnie! Na dodatek już jutro jedziemy grupką znajomych na warsztaty chóralne na Mazury (nie pierwszy raz zresztą), gdzie będziemy do niedzieli. Hurra!

  11. Czyli to haiku mówi, że kwiat śliwy jest jakby wyczuwalnym dla każdego sygnałem wiosny!

  12. Arboretum i pałac w Kórniku zwiedzaliśmy hmmm… 30 lat temu. Pewnie sporo się pozmieniało, wyładniało i rzeczywiście będąc w okolicy musimy zajrzeć, choć trochę odstraszają wieści o tłumach odwiedzających. Na Dolnym Śląsku najbardziej znane jest arboretum w Wojsławicach (Niemcza), założone w 1811 r. i posiadające chyba najbogatsze w Polsce zbiory liczące ponad 8,5 tys. taksonów.
    Dlaczego lubimy Stradomię? Bo oprócz bogatych kolekcji kwiatów ogrodowych (m.in. tulipany, róże, irysy, piwonie, mieczyki, magnolie, azalie i rododendrony) oferuje dużo większe przestrzenie i mniej zwiedzających. Sporo tam miejsc gdzie można spokojnie usiąść na ławce albo rozłożyć koc w cieniu ciesząc się śpiewem ptaków, przyrodą i spokojem.
    Bobry pojawiły się w tym roku i sami jesteśmy ciekawi co z tego wyniknie.
    PS Wszystkim miłośnikom lasu polecamy książkę Jarosława Szałaty „Rok leśniczego” można ją przeczytać lub pobrać bezpłatnie ze strony Lasów Państwowych.

  13. Jak dobrze mieć kilka dni wolnego i smakować powolutku czas, który zwolnił. Maj czai się tuż, tuż, ogród pachnie obłędnie, a za oknem koncert na tysiąc głosow. Wszystko szemrze, ćwiergoli, rechocze… Słucham tej muzyki wieczoru i cieszę się chwilą. Obok spokojny oddech córki, a na stoliku starzy przyjaciele :)
    Chwilo trwaj!

  14. Dobry wieczór!
    Strasznie mi żal że nauka przytrzymała mnie na Śląsku w dniu spotkania z Panią w Empiku! (a tak dawno nie byłam w Poznaniu). Liczę że następnym razem się uda, tym bardziej że pozazdrościłam pozostałym Czytelnikom, że mogli się skomunikować i powymieniać adresy (bo listy, maile i kartki pocztowe bardzo lubię).

    Przyznam się że w dwa kolejne wieczory przeczytałam „Wnuczkę do orzechów” (moją ulubioną) i „Feblika”, bardzo dziękuję za nie!

    Miłego długiego weekendu!

  15. Och, nawet nie mieliśmy jak spojrzeć wczoraj w niebo! W dodatku było zachmurzone.
    Pozdrawiamy z Krakowa!

  16. Dzien dobry Pani Malgosiu!
    Wrocilam juz do domu i przegladam z mila nostalgia zdjecia z Poznania (i z Wroclawia tez- bo tam rowniez sie udalismy). Zrobilam specjalnie dla Pani 2 zdjecia. Jedno – sentymentalne, a drugie- powiesc szkatulkowa? (mise en abyme) w pigulce. Czy wystarczajaco Pania zainteresowalam, zeby dostac adres Adminki? :) Ten, ktory mialam, nie dziala…

  17. Historynko, więc pracujesz w Muzeum „Pana Tadeusza”! Byłam zeszłego lata we Wrocławiu i oczywiście odwiedziłam Twoje muzeum. Bardzo mi się spodobało. Następnym razem jak wpadnę do Wrocławia, a wpadnę bo bardzo go polubiłam, rozpytam o Ciebie :)
    Majówka rozpoczęta, dużo wolnego miejsca w porannej WKD :) Pozdrawiam ciepło zza lady drogich Księgowych. Wkrótce przede mną podróż na wschód, okolice Mistrza Mickiewicza :) Chyba zrobię zielnik (tak jak robiła Orzeszkowa, do obejrzenia m.in. w Bibliotece Ossolińskich we Wrocławiu właśnie:))

  18. Patyczek od lodów „robi” u mnie za zakładkę do książki!
    To znak, że to już wiosna, a może nawet wczesne lato ( wczoraj było u nas 27 st. C!!!).
    Pozdrawiam wszystkich wiosennie, ale pachnie kwiatami!
    I wilgotną ziemią (troszkę u nas popadało wieczorem).
    Cieszę się każdą minutą tych dni.
    Wyobrażam sobie, jak piękny musi być świat wokół naszej dzielnej Zuzi.

  19. Ach, ile ślicznych kwiatów, jak tam ładnie! Dziękuję!
    Adamie, ależ tam są bobry! Widzę dwa nadgryzione drzewa.

  20. Adamie, dziękuję za wiadomość prywatną z linkami do galerii zdjęć. Arboretum leśne w Stradomi niedaleko Sycowa!? Z przyjemnością obejrzę. My mamy, jak wiesz zapewne, stare i piękne arboretum przy zamku Kórnickim. Powinniście kiedyś zobaczyć!

  21. Ryśku, a to i ja się zaciekawiłam. U nas kasztany, oczywiście, jeszcze nie kwitną, ale obiecuję sobie sprawdzić we właściwym czasie – jak to jest z tymi plamkami?
    Ach, tak, trawa na łące to zupełnie inna historia. Dwa razy pachnące sianokosy – i wystarczy. Ale jeśli chcemy uzyskać zwarty, gładki dywan bez przetarć, trzeba kosić. I to też jest miłe. I pachnie!

  22. Rozkwitły także rododendrony (w parku). Buki wypuściły swoje żółto-różowo-czerwone liście – ciekawie wyglądają pod Słońce. Niestety sucho i na opady się nie zanosi.

    Co do trawy, ogrodową zapewne trzeba kosić regularnie, natomiast na łące jest przycinana może dwa razy w roku i rośnie bujnie. Dzięki temu kwiaty mają czas wyrosnąć i pszczoły mają pożytek. Jedynie długa susza powoduje łysienie.

    Rozpoczynają się matury, więc kwitną kasztany (albo odwrotnie). Zaciekawiło mnie, że każdy kwiatek kasztanowca ma plamki innego koloru – pierwszy na łodydze żółte, następny pomarańczowe, kolejny czerwone, dalej karminowe. A z daleka wydają się po prostu kremowe.

  23. Tak wydaje się najprecyzyjniej, chociaż z drugiej strony wiele trzeba było podopisywać do wersji polskiej.
    Ciekawe, czy zwykły czytelnik wyobrazi sobie wiosenne muczenie, świergotanie czy śpiewanie krowy?!
    I jeszcze jedno interesujące spostrzeżenie, że w haiku często zwierzęta robią „naku” i to wystarczy. Trzeba by prześledzić, czy często do tego czasownika dopisywane są onomatopeje i inne określenia wskazujące na to, jaki dokładnie dźwięk został przedstawiony. A może czasem nie ma nic i każdy sam w wyobraźni decyduje, jaki to odgłos?

  24. Na pewno mi się spodoba! A ile się nauczę!

    Ale bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie o śpiew. „Hatsune” to w znakach „pierwszy dźwięk”. Z kolei definicja słownikowa mówi: „Hatsune to pierwsze zawołanie ptaków, szczególnie słowika i kukułki, w danym roku czy o danej porze roku”. Niektóre definicje są rozszerzone do „pierwszego zawołania ptaków i owadów”. A jeszcze inny słownik podaje: „hatsune=wiosna (w haiku)”.

    Z kolei następujące po tym „naku” to (w najszerszej definicji) zawołanie każdego zwierzęcia. Ale skoro jest „hatsune to naku”, to mógłby być to „pierwszy świergot”. Tylko, że nie wydaje się to być wiążące.

    Ta różnorodność i wieloznaczność na pewno ma być częścią tego wierszyka.

  25. O, tutaj:

    …” Lecz jakże się musiał zdumieć,
    Gdy głoska «B» w słowie BĘDZIE,
    Zaczęła brzęczeć i szumieć,
    I wzdymać wszystkie krawędzie.
    Kręci się, beczy, podrasta
    Jak na drożdżach kawał ciasta;
    Dolna litery połowa
    Wykurcza się w brzuch i żebra,
    U zwierzchniej wypukła głowa,
    Na kształt ogromnego cebra.
    Szyjka jak u osy wąska,
    Nosik orła, bródka kozła,
    A z jednej go strony końska,
    Z drugiej kurza łapka wiozła.
    Pogląda okiem wołowem,
    Skrzydła na kształt młyńskich wioseł…
    Był to diabeł jednym słowem,
    Był to Miefistofel poseł.”

  26. Natomiast, jak czytam, arkusze drukarskie z odręczną korektą Mickiewicza spłonęły w Powstaniu. No, sporo lektury jeszcze przede mną.

    Tak, Historynko, to, że brzydko pisał, wiem z książki „Adam Mickiewicz – człowiek : studium psychologiczne” (autorem jest Jean-Charles Gille-Maisani, który wręcz twierdzi, że mały Adam miał dysgrafię). Gryzmolił! Jako dziecko bał się liter, przypominały mu pająki. (Ślad tego lęku znalazł Gille-Maisani w wierszu „Tukaj”).

  27. Maczkiem pisał i brzydko, miał w szkole kiepskie oceny z kaligrafii.
    Historia rękopisu jest niezwykła. Miał wiele szczęścia, że przetrwał do naszych czasów niejedną zawieruchę.

  28. Wannabe, jak to: podstawiona za ptaka? Czy to znaczy, że powinno być na przykład : „nawet krowa zaćwierka wiosennie”?
    Ale uwaga: ptaki też nucą (w poezji zwłaszcza). Nucenie nie jest domeną człowieka jedynie.

    Paczuszka doszła? No, to poczytaj, powiesz mi, czy przekład Ci się podoba.

  29. Ależ to naprawdę maczkiem Mickiewicz pisał „na czysto”!
    Aż nie do wiary!
    Dzięki za wyjaśnienia, Historynko, zamierzam o tym wszystkim poczytać. Bardzo ciekawe, dziękuję za prezent!

  30. Jestem.
    Bardzo dziękuję za paczuszkę, DUA! Przyszła kilka dni temu. Tylko ja jeszcze muszę do niej dojechać, bo jestem gdzie indziej.
    I dziękuję wszystkim, którzy przesyłają mi nasze urocze zdjęcia ze spotkania! Cieszę się, żeśmy się tak obfotografowali. Będzie co wspominać :)

    A teraz o haiku, bo widzę, że byłam wywołana w komentarzach.
    Cóż, Agnieszka Żuławska-Umeda jest specjalistką w ich tłumaczeniu, więc niewiele mogę dodać. Ale warto wiedzieć, że ta krowa tam jest podstawiona za ptaka. Nie ma czasownika sugerującego, że będzie nucić jak człowiek.
    I doczytałam jeszcze w internecie, że tom poezji z krową, tj. wymienione przez DUA Edoryōginshū, ma opiewać świątynię Yushima tenmangū, znaną właśnie z kwitnących drzew śliwy.

  31. Tak się cieszę, że prezent się podoba.
    Ja dziś dzień spędziłam z Ulą w cieniu bzów w Kudowie Zdrój. Rododendrony jeszcze nie kwitną, za to magnolie już przekwitły.
    Mój nieżyjący chrzestny mieszkał tuż obok Wojsławic i nazywał arboretum pieszczotliwie „badylarnią”.

    Od razu śpieszę z wyjaśnieniem, zeszycik nie jest pomniejszony, jest dokładnie taki sam, ale w zeszycie zmieściły się tylko trzy pierwsze księgi i fragment czwartej, pozostałe zostały przepisane na luźnych kartach formatu A4, brudnopis także spisywany był na luźnych kartach formatu A4 właśnie.

  32. No a nasza Historynka pracuje właśnie tam, w Muzeum „Pana Tadeusza”!
    I wszystkich bardzo zaprasza!

  33. ” ‚Rzecz zdumiewająca! Te na pewno najpowszechniej znane i przez największą liczbę Polaków noszone w pamięci wiersze’- pisał Kazimierz Wyka o wariantach inwokacji – ‚otrzymały swój kształt ostateczny dopiero w ostatniej chwili i chociaż przekaz słowny istnieje w mutacji czterokrotnej, nie potrafimy dzisiaj odpowiedzieć, kiedy to nastąpiło.’ „

  34. „Inne strony rękopisu Pana Tadeusza”- wydanie Muzeum Pana Tadeusza Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław 2017.
    Na wydanie składa się książka pod tym właśnie tytułem (wstęp, opisy etc) oraz faksymile kajetu (z marmurkową okładką), w którym Mickiewicz pisał „na czysto” swój poemat. Kajet jest chyba mocno pomniejszony, bo w tej drugiej książce zreprodukowane karty rękopisu mają większy format i łatwiej się je czyta.

    Otóż, w pierwszym ujęciu pierwopisu było tak:

    „Ojczyzno Litwo moja, ty jesteś jak zdrowie,
    Ileś sercu potrzebna, ten tylko się dowie,
    Kto cię stracił; a piękność twą w całej ozdobie
    Ten tylko widzi, czuje, kto tęskni po tobie.”

    Drugie ujęcie pierwopisu:

    ” Ojczyzno Litwo moja, ty jesteś jak zdrowie,
    Ileś sercu potrzebna, ten tylko się dowie.
    Kto cię stracił; dziś piękność twą w całej ozdobie
    Widzę i chcę opiewać, bo tęsknię po tobie.”

    Czystopis (w kajeciku):

    „Litwo ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie,
    Ileś sercu potrzebna, ten tylko się dowie,
    Kto cię stracił; dziś piękność twą w całej ozdobie
    Widzę i chcę opiewać, bo tęsknię po tobie.”

    Pierwodruk zaś tak wreszcie wyglądał:

    ” Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;
    Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
    Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
    Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.”

  35. Zelektryzowała mnie wiadomość o „Panu Tadeuszu” w faksymilowym rękopisie. Gdzież, ach gdzież taki można nabyć? Muszę poszukać!
    Świat jest piękny, a wiosną to już szczególnie! :) Niezbyt to odkrywcze, ale cóż można powiedzieć, gdy zachwyt człowieka przepełnia :)

  36. Spóźnieniście zatem, aniug!
    U nas bzy w pełni rozkwitu.

    Historynko, w cieniu bzów napawałam się dzisiaj prezentem od Ciebie: „Panem Tadeuszem” w nabazgranym rękopisie.
    Piękne, piękne wydanie! Faksymile rękopisu w ślicznym stylowym kajecie.
    Raz jeszcze bardzo dziękuję!

  37. Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty.
    Nareszcie, do nas też przyszła. Co prawda z ociąganiem. Tulipany i pierwiosnki w rozkwicie, bzy w ścisłych pąkach, rododendrony i azalie jeszcze śpią, ale za to stara czereśnia i młodziutka wiśnia zakwitły.
    Przesadzam stare pelargonie w nową ziemię, ściąwszy je uprzednio bez litości.
    Bratki w skrzynkach oszalały, kipią i przewieszających się przez krawędzie skrzynek, a jak pachną! Fiołkowo!
    Lubię wiosnę.
    W czytaniu Agatha (powroty), Tokarczuk, listy Szymborskiej i Herberta, ukochany najnowszy Stasiuk i cudownie fascynujący Harrari.
    Gupi komputer, poprawił mi Herberta na berberys a Harrariego na Bukareszt.
    Uściski z ogrodu.

  38. O, teraz to już szybko pójdzie. Moje piwonie bardzo rosną, codziennie wyższe. Ale pączków jeszcze nie mają.

    Ann (wiad.pryw.)- ależ nie przepraszaj, wszystko OK.

  39. Niektóre odmiany piwonii kwitną wcześniej. U nas też kwitnie jeden krzak, chyba piwonii chińskiej.

  40. Ann (wiad.pryw.)- ale jak to, już Ci ta piwonia zakwitła? Nie, niemożliwe, Ty tylko mi mówisz, jak wyglądała w zeszłym roku!:)

  41. Witajcie DUA i Księgowi!
    U nas to już dosłownie lato, na termometrze 25 ℃, więc wyciągnęłam z szafy sandały i letnie koszulki.
    Aż chce się do parku, dla ochłody :)

    Księżyc w pełni i kwitnąca śliwa przepiękne!

  42. Tak, i u nas upalnie, cicho, słodko.
    Na burzę się chyba zbiera.
    Czytam Margery Allingham „Sweet Danger” – Ann, pytasz prywatnie (dlaczego prywatnie???), jak mi się podoba. Słabsza niż poprzednie jej powieści z Albertem Campionem. Jak tylko starsza pani angielska bierze się za opisywanie światowych spisków lub światowych gangów, natychmiast wychodzi na jaw jej naiwność.
    Co do kosiarki: od czasu do czasu należy ją dać do przeglądu i naostrzenia noża.
    Piwonia Coral Sunset? Już sprawdzam.

  43. Witam, witam,
    u nas słońce pali, dosłownie pali, więc wyciągnęłam z szafki zapomniane olejki ochronne dla domowników; ja zawsze siedzę w cieniu (huśtawka!) i czytam, czytam, czytam. Koguty pieją u sąsiada, cisza i spokój, można leniuchować do woli i upajać się zapachami natury. Nawet pies leży w cieniu i śpi (rzadkość).
    Bez już zakwitł, pachnie na cały dom kwiatami.
    Co za cudowna, piękna wiosna!!!
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie, mam nadzieję, że i u Was jest tak fajnie!

  44. Chesterko, nie, to tytuł innej sztuki Musseta: „Il ne faut jurer de rien”- w polskim przekładzie: „Nie trzeba się zarzekać”.
    Szermierka słowna: lubię!

  45. Casciolino, posiadanie ogrodu to istna łaska. Zwłaszcza przez długie lata, gdyż oglądanie co roku jeszcze piękniejszego dzieła – bo tym jest ogród, dziełem sztuki!- to jedna z większych życiowych satysfakcji.
    Zobaczysz, uzależnisz się. Jest się odpowiedzialną za swoje róże.

    PS. Trawę koniecznie trzeba kosić, i to regularnie. Bo wyłysieje!
    Koszenie (plus podlewanie i nawożenie) powoduje, że trawa rozkrzewia się i wzmacnia.

  46. Czytam ponownie „Ciotkę”. Czy aluzja do A.de Musset odnosi się do dramatu „Nie igra się z miłością”? Musset wywołał z niepamięci wczoraj piękne wspomnienia zw z wystawianiem przez moje kółko teatralne jednoaktówki „Drzwi muszą być otwarte albo zamknięte”, którą, o cudzie!, znalazłam w sieci w postaci słuchowiska. Rezultat – całą noc szykowałam się do wystąpienia w „My fair Lady” w reż. p. Wojtka Osełki, której nigdy nie ukończyliśmy. Co za śpiewająca noc! I tylko jedno zmartwienie – nie zmieszczę się w kostium Elizy!
    Musset i jego szermierka słowna przypomina mi dialogi Elizabeth i pana Darcy.

  47. Sowo (wiad.pryw.), a jakże, herbatkę też doceniłam!
    Odpoczywaj sobie w najlepsze, teraz są na to piękne dni.

    Rabarbarowiec!- OK, się zrobi. Mam własny rabarbar. Już kwitnie.

  48. Właśnie odkryłam, że rododendron to to samo, co azalia i że w takiej sytuacji mogę się pochwalić, że mam ich w moim ogródku aż trzy: dwie białe i jedną purpurową (która już cała rozkwitła, białe są bardziej nieśmiałe).
    Popracowałam dzisiaj troszkę w ogródku i muszę przyznać, że sprawiło mi to satysfakcję, pomimo zupełnego braku doświadczenia. Mąż mój natomiast dzielnie skosił trawę (wolałam jednakowoż kiedy była dłuższa).

  49. Na Ślęży będą jeszcze dziksze tłumy. Na św. Józefa Rzemieślnika wspina się tam pielgrzymka, o 14 na szczycie będzie biskup.

  50. :)
    Mój bez też pachnie jak szalony! Fotografowalam dziś ogród i znalazłam wśród intensywnie foletowych kwiatów jedną białą gałązkę.Natura jest najzdolniejszym artystą.

  51. Dostałam piękny bukiet bzów: białe i liliowe- pachnie jak szalony. A najciekawsze, że na białym bzie wyrosło kilka gałęzi z liliowymi kwiatami – widział kto coś takiego? Skoro księgowi odradzają Wojsławice w majówkę to puścimy się jednak na świętą górę Słowian: Ślężę. Kogucik szykuje książeczkę PTTK.

  52. Ach! Pastelowy ten wschód księżyca, chmureczki nad nim brzoskwiniowe, krągłe.
    Świat jest piękny!

  53. Cha, cha, dobrze powiedziane.

    Kupełnia, powiadasz? A jaki ogród kwitnący, pachnący! A co roku więcej tych kwiatów na drzewach, obłoki, chmury kwiatów, zawierucha kwitnienia!
    Idę się napawać.

  54. To prawda, angielski klimat uratuje każdy niedopracowany scenariusz.

    Śliczna kupełnia wschodzi. Właściwie wolę kupełnię od pełni, bo to tak przyjemnie czekać.

  55. Słowem adaptacja raczej średnia, choć nie beznadziejna.
    Pejzaż ratuje ją w dużym stopniu, także ten miejski.

    Co do pana Fairlie: w powieściach Collinsa sporo jest przeróżnych typów hipochondrycznych lub narzekających na zdrowie. Wszystkie opisane są z pewną dozą zniecierpliwienia. Zwłaszcza irytowały Collinsa postacie, osłaniające kwękaniem swe nieróbstwo (pan Fairlie arcyprzykładem!) i egoizm. Trudno nie myśleć o samym autorze, mężnie znoszącym cierpienia bardzo dotkliwej i bolesnej, postępującej choroby reumatycznej. I nie tylko znoszącym!- bo i przezwyciężającym ograniczenia zdrowotne, tworzącym znakomite powieści z zapałem i z wielką pracowitością.

  56. Mariannę książkową odebrałam jako kobietę zamaszystą, ale nie chłopczycę. Tu jeszcze chwila i sięgnie po cygaro. I raczej powinna być mniej urodziwa. Czy brak manier to jej wina, trudno powiedzieć, filmowi aktorzy realizują chyba głównie wizję reżysera. Laura jakby słowiańska w typie, inaczej ją widzę w wyobraźni. Dodali jej też mnóstwo kwestii nieobecnych w książce, pewnie po to, żeby była bardziej pierwszoplanowa. Guwernantka też gada jak najęta, a miała tylko siedzieć lub drzemać (bo to wszak kobieta „stworzona, by siedzieć”).

  57. Sowo, zwłaszcza Laura, co? Uuu-uuu! Nieznośna.
    Walter też od rzeczy.
    Ulubiona Marianna jakby podobna, ale przerysowana. Brak manier to nie jest przejaw siły charakteru oraz wolności ducha, ta aktorka tego nie rozumie.

    Ale pałac podoba mi się, otoczenie, cmentarz – wszystko piękne i tajemnicze. Palmę też wypatrzyłam. Ach, klimat angielski! Tam wszystko rośnie.

  58. Nie wytrzymałam i obejrzałam pierwszy odcinek „Kobiety w bieli”. Oprócz rododendronów wypatrzyłam w pałacowym ogrodzie jakąś palmę i dwa drzewa potężne niczym sekwoje. Mam wrażenie, że perspektywa kamery nieco wydłuża całą florę. Ale prawda, w takim ogrodzie można się tylko doskonalić. Postacie – wszystkie nie takie. Najbardziej podoba mi się Marianna i matka Waltera. Stryj w książce jest bardziej irytujący niż w filmie, ale może dobrze, że tylko tyle, bo uniknęli przesady. Muzyka w miejscach grozy do kitu, zanadto przerysowana, podobnie jak trzęsąca się kamera.

  59. Wojsławice bardzo rozreklamowane i rzeczywiście tłoczne ponad miarę dlatego od kilku lat nie odwiedzaliśmy. Jeżeli jednak ktoś nie był, to na pewno warto zobaczyć. W porze kwitnienia rododendronów, ale nie tylko, warto odwiedzić pałace w Książu i Mosznie, Polanicę Zdr., a także nasze ulubione miejsce – Arboretum Leśne w Stradomii (niedaleko Sycowa).

  60. Dziękuję za polecenie sklepu. Na pewno wybiorę się tam kiedyś. Ale chyba już raczej nie tej wiosny…
    Zamawiałam już wcześniej w tym sklepie od ostróżek, do tej pory byłam zadowolona. Wszystko było świetnej jakości. Pewnie wypadek przy pracy. Trudno… Posadzę w przyszłym roku.

  61. Magpie, a bo trzeba widzieć co się kupuje!- polecam świetny sklep ogrodniczy w Jerzykowie, tuż koło skrzyżowania ze światłami. Świetne mają rośliny, mocne i świeże, dobre odmiany, w doniczkach właśnie. Teraz sadziłam kupione u nich właśnie ostróżki „Pacific Giant – Blue Bird”, kobaltowe z białym oczkiem!

    Też mi ostróżki tej zimy nie przetrwały, sporo straciłam.

    Gio, dzięki.

  62. Ech – a ja od rana przy laptopie… Wczoraj posadziłam ostróżki, ale przysłali mi takie jakieś smętne nie wiadomo co – w woreczku foliowym. Oczekiwałam roślinek w doniczkach. Nie wiem czy coś z nich będzie. A ta z zeszłego roku, bardzo ładna – błękitna, nie przeżyła mrozów. :-(

  63. Dzień dobry, tylko zerkam przelotem i muszę podrzucić – proszę, zobaczcie Rhododendron Dell w Kew Gardens. Kiedy to oglądałam, nie mogłam uwierzyć, że to rododendrony, u nas lilipucie. Ps. Wszystko kwitnie, już mam pierwszą konwalię :-)

  64. Posadziłam dziś floksy szydlaste fioletowe (20 sztuk), teraz odzipnę, zjem lody i dalejże do sadzenia nowych ostróżek!
    Ciepło jest, słonecznie, cudownie.

  65. Sowo, chyba tak, ania.g wspominała, ale co innego -zobaczyć na własne oczy. Potężne wrażenie, zwłaszcza że tych rododendronów był cały gaj.

  66. Merynosie kochany (wiad.pryw.), to jest tylko trzeźwość, trzeźwość oceny.:)))
    Co do Twojej Mamy – pełna zgoda. Zawsze mi przypomina młodą angielską lady. Dziewczyna z klasą! Przy okazji – przesyłam jej uściski.

    Gio (wiad.pryw.) to poproszę może o przesłanie. A nuż? Wpisz tu, z łaski swojej, prywatnie, adresik, na który Adminki się odezwą.
    Opowieść o tym, jak twórczo wykorzystałaś cytat, sprawiła, że ja też ryknęłam śmiechem. No i dziękuję za nowego czytelnika!Cieszę się, że mogłam go ucieszyć. Dzięki.

  67. Jest jeszcze tuż za granicą niemiecką pięknej urody Wąwóz Różaneczników w Kromlau.
    A o brytyjskich rododendronach wielkości lipy czy nie wspominała kiedyś ania.g?

  68. Wybieramy się, ale po majówce. W mojej dzielnicy rododendrony jeszcze nie rozkwitły, dlatego jeszcze czekamy. W Wojsławicach jest ciut chłodniej, więc za tydzień, dwa powinno być w sam raz. I rzeczywiście, w weekendy jest tam tłoczno, a w długi weekend (tydzień) tym bardziej.

  69. Sowo P. ja z prywatą: czy byliście może w tym roku w Wojsławicach? Sądzę, że już nadszedł TEN czas – w tym roku wiosna nadeszła gwałtownie i znienacka. Wybieramy się na krótką majówkę w tamte strony. Zastanawiam się tylko czy niedziela to dobry termin, ostatnio połowę czasu spędziliśmy w kolejce do kas i toalety. A chłopaki ciągną w góry, cóż pomyślimy-zobaczymy.

  70. Kelsey Oseid!- a rzeczywiście, Sowo! Ciekawa! Czasem jak stare ryciny, czasem jak motywy etniczne, lapońskie? Afrykańskie? Indiańskie?
    Widzę też tę książkę o niebie.

  71. Sowo, wiad.pryw. przekazałam!:)

    Justysiu, te zwierzenia są obfite w skutki. Muszę przyhamować!
    Całuski dla Was obu!

  72. Bardzo ładne, Piegusko! Szczególnie podoba mi się nasturcja (ma piękny miedziany koloryt) i miechunka (japońska w stylu).
    A propos grafik przyrodniczych, odkryłam niedawno ciekawą ilustratorkę – Kelsey Oseid. Niebawem NK wyda jej książkę dla dzieci „Co widzimy w gwiazdach? Ilustrowany przewodnik po nocnym niebie”. Zapowiada się ciekawie.

  73. Dziękować nie ma za co Pani Małgosiu, to naprawdę drobnostka i radość, że się udał prezent, bo nieraz mi się zdarzają nieudane. Właśnie się wtedy głowiłam co Pani kupić jako prezent na spotkanie, bo książki to Pani na pewno wszystkie ma, tak myślałam. A tu, jakby w odpowiedzi na moje myśli, pojawia się odpowiedź!

    Lubię gdy się Pani tak na głos zwierza:)

  74. Piegusko, obejrzałam. Bardzo staranne, stylizowane na dawne sztychy botaniczne i zoologiczne, które obie z SowąP bardzo lubimy.

  75. A jakże.:) Chesterek jak obszył.

    PatrycjoF,(wiad.pryw.)- ależ, ależ, no, przestań, dziecino. Nie, nie widziałam i się nie kwapię.
    Znam tę kobitę od 73 lat i znudziła mi się.

  76. Kochani! Piękno, piękno wokół nas! Kwitnąca gałązka piękna, a ja cieszę się, bo właśnie patrzę sobie na wiszący na mojej ścianie miedzioryt z kwitnącą wiśnią. Bardzo chcę się podzielić odkrytym kilka lat temu wspaniałym artystą, twórcą serii miedziorytów przedstawiających rośliny i ptaki. Cudne, cudne, cudne! Misterna prace, zachwycające! Pan Artysta nazywa się Adam Półtorak. Prace można obejrzeć na stronie jego pracowni, ale na żywo są jeszcze piękniejsze. Bardzo polecam, żeby się nacieszyć tym pięknem

  77. He,he, Błotowijku…
    Tak. Lubię to haiku z krową.
    Ciekawe, co Wannabe powiedziałaby o przekładzie. Czy aby trafny?

  78. Wyobrażam sobie krowę siedzącą na gałęzi kwitnącego drzewa śliwy i muczącą tęsknie i wiosennie ;))) Tylko kto pomoże jej zejść na ziemię? [„Nie bój się, nie zlecisz. Ja cię nakieruję. Tylko porządnie się chwyć. Postaw nogę na tym grubym sęku. Postaraj się dosięgnąć!”] ☺ ☺

  79. Bardzo się cieszę, że prezent się przydaje! :-)
    Moja jabłoneczka Royality też pięknie pachnie, obsypana kwiatami. Byłam właśnie w ogrodzie, soczyście zielono, i jak pachnie ziemia! Ale przeszkadzałam kosom, więc poszłam do domu.

  80. Madziu, a ja wczoraj obejrzałam w sieci pierwszy odcinek nakręconego świeżo serialu angielskiego „The Woman in White”. Niezły, choć obsada taka sobie, z wyjątkiem postaci pana Fairlie (to ten stary hipochondryk, wuj), którego znakomicie i stylowo gra świetny aktor Charles Dance.
    No i – niewiarygodnie piękny ogród wokół pałacu, z rododendronami wielkości starej lipy! Nawet nie wiedziałam, że one mogą aż tak urosnąć!

  81. No, dziewczynki, zgoda co do duszy jedynie. Staram się, przynajmniej.
    Dajcie już spokój.
    Magpie, dziś Twoja chusta mi się przydała. Chłodek w ogrodzie!
    Ale za to jak pięknie, jak wszystko kwitnie!
    Te jabłonki ciemnoróżowe („Profusion”), nowo posadzone, tak obficie, bujnie kwitną i ślicznie pachną w dodatku! Doskonała odmiana.

  82. Nie wiem, co by się mogło Pani na tych zdjęciach nie podobać – osobiście tak jak Asia uważam, że wyszła Pani pięknie a nawet przepięknie. :)

    Whiteoaków przeczytałam kiedyś za jednym zamachem, z 7 lat temu, bo chciałam się lepiej przygotować do zagadek (w tamtym czasie często się pojawiali). Po tomie ósmym poczułam duże znużenie i już dosłownie nie mogłam nad tą sagą usiedzieć. Wstałam więc i pozostałe tomy przeczytałam, spacerując. ;) Początkowo myślałam, że to zmęczenie losami rodziny, tymczasem mogła być to podskórna irytacja nad niedoskonałym przekładem. Ale i tak – wolę Forsythów.
    A teraz mam w czytaniu chyba z siedem książek, w tym „Tajemnicę Mirtowego Pokoju” i jedną z powieści Fannie Flagg w oryginale.

  83. Niestety jeszcze nie wszyscy otrzymali ode mnie zdjęcia – przepraszam. Staram się opanować sytuację…
    I przepraszam za prywatę…

  84. A ja mam cztery tomy Whiteoaków w oryginale! Potrójny od Ateny i „Morning at Jalna” od Justysi! Już wczoraj czytałam, cieszyłam się, wierz mi, Mamo Isi, to całkiem inne książki, niż te, które poznałam po polsku!
    Jeszcze raz dziękuję, dziewczyny kochane!
    Potem Ci, Mamo Isi, pożyczę.

  85. Tłumacz Whiteoaków doprowadza mnie do obłędu nieznajomością języka – zarówno polskiego, jak angielskiego. Ostatnio z uporem nazywa młodego konia „łoszakiem”. Chyba mu się polski pomylił z rosyjskim. Zresztą konia to sz.p. tłumacz chyba widział tylko na obrazku.

  86. Dostałam właśnie zdjęcia od Magpie- bezcenne. Pani Małgosiu wyszła Pani pięknie, jest Pani piękna. Ten uśmiech zawiera w sobie całą skalę uczuć, od rozczulenia po umiejętnie skrywane rozbawienie (usteczka wtedy tak ładnie się układają).

    Mam też zdjęcia sprzed Empiku, kojarzę już wiele osób. Czy obok Puchałki stoi Patrycja F. a dalej Zuzia?

  87. Mamo Kniżki, a ja lubię Forsyte’ów. Mimo zastrzeżeń, które przejął ode mnie (częściowo) Ignacy B.
    Obiecuję sobie przeczytać „Sagę” w oryginale” (jest w sieci, w legalnej postaci elektronicznej), bo całkiem możliwe, że to mankamenty przekładu nas meczą.

  88. Uwaga, SowoP!
    Miła wiadomość dla Ciebie!!!
    Jedna z Kochanych Księgowych poszła za Twoją radą i kupiła drugi tom „Ptaków ziem polskich” Sokołowskiego. Zamierza Ci go sprezentować, pamiętając, że masz tom pierwszy.:)
    No, proszę, jak to warto stosować tę metodę. Cuda się zdarzają!

    Jeśli jesteś zainteresowana (oj, chyba jesteś!!!), to wpisz tu, proszę, swój adres mailowy jako wiadomość prywatną, a ja go przekażę.

  89. Dzień dobry!
    Rzadko ostatnio tu zaglądam, ale gdy tylko tu jestem – chłonę piękno :). Drzeworyt przepiękny w swej prostocie, ale gdy się pomyśli, ile pracy to kosztuje, ile odbijania itd. – chylę czoła! Haiku bardzo lubię, niedawno nawet pilnie studiowałam ten tomik :).
    Kochana Pani Małgorzato! Tydzień temu łączyłam się duchowo z Panią i wszystkimi szczęśliwcami na spotkaniu :). A na pocieszenie zaczęłam powolutku czytać „Ciotkę Zgryzotkę”. Jeszcze nie skończyłam, dawkuję sobie po kawałeczku tę przyjemność. Muszę powiedzieć, że mam podobne odczucia do „Sagi rodu Forsyte’ów” co Ignacy Borejko. Dwa lata temu pochłonęłam nareszcie wszystkie tomy, a potem zaczęłam analizować i analizować i coraz bardziej irytować się na tę sagę. Jedynym radosnym promykiem był (i wciąż jest) dla mnie właśnie stary Joylon, a szczególnie ten rozdział „Babie lato…”.
    Ślę serdeczne pozdrowienia i życzę dobrego weekendu dla Pani i wszystkich Księgowych :).

  90. A to dziękuję i Chesterkowi!:)
    Co za piękny dzionek dzisiaj, wróciłam z wyprawy samochodowej – aaa, jaki zielono-żółty świat! Rzepak zaczyna kwitnąć.
    Będzie piękny weekend majowy.

  91. Kochana Pani Małgosiu, przekażę mężowi, bo to jego pomysł. Pewnie ciekawszy byłby 1 tom, felietony Z.Ż., ale nakład był maleńki i nie mamy więcej egzemplarzy.
    Piękny ten drzeworyt przypomniał mi o Kawabacie Yasunari, którym zachwycałam się na studiach. Muszę do niego wrócić.

  92. O tak! Korteza polecam! Proste piosenki o miłości, a tak bardzo poruszające. Moje ulubione: „Pocztówka z kosmosu”, „Zostań”, „Dziwny sen” i wiele innych.

  93. :)

    Piękne te kwitnące drzewa – i w słowach, i w obrazach, i za oknem. Kwintesencja subtelności. Mi zawsze przywodzą na myśl „Kurze łapki” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

    I już kurze łapki na skroni?
    Ach, czas jak gdacząca kura
    o zabłoconych pazurach
    przebiegł po białych płatkach okwitłej jabłoni!

    Nie martwi mnie przemijanie. Lubię swoje kurze łapki i lubię patrzeć na drzewa. Podoba mi się kobiecość w wierszach MPJ – jest w nich miejsce na kokieterię, figlarność, a jednocześnie głębię i mądrość życiową… a ile w nich pasji, ile emocji! Chciałabym ją poznać. Szkoda, że nie mam wehikułu czasu.

    Ale mam ważne pytanie do Autorki – z zupełnie innej beczki ( pytanie, nie-Autorka)! Czy zna Pani muzykę Korteza? Słucham i słucham. Skojarzył mi się – poniekąd – z Panią, bo ma podobną moc. Łączy całe generacje. Zachwycają się nim nastolatki, kobiety młode, w średnim i słusznym wieku. I bynajmniej nie chodzi o aparycję. Na mężczyzn też rzucił urok. Zaczarował mnie utworem ” Z imbirem” – porywa mnie atmosfera, jakaś dziwna moc tych dźwięków. Głos wcale nie wybitny, ale przecież WYJĄTKOWY. I jeszcze jeden – „We dwoje” – rozczulający teledysk. Słowa też mnie przekonują. Bardzo jestem ciekawa opinii.

  94. Hm… powiem szczerze, że ten rodzaj twórczości jest mi obcy i nie miałam okazji by bliżej się z nim zapoznać. Chyba najwyższy czas. Haiku. Ciekawe.

    Pani Milesale,
    Moja Mama uwielbia zumbę i bardzo lubi się powyginać we wtorkowe wieczory. :D

  95. A tymczasem Puchałka już odśpiewała dziecinie kołysankę „Na Wojtusia z Topielnika iskiereczka mruga…” :)))

  96. A i owszem, Haniu, grafikę warsztatową i użytkową.
    Rzeczywiście, na drzeworyty trzeba mieć bardzo wiele siły w ręce (prawej).
    Ech, co ona już przeszła (ta ręka), nic dziwnego, że wreszcie boli.

    Ta kwitnąca śliwa to też drzeworyt, w dodatku barwny! Zachwyca mnie. Wyższa szkoła jazdy.

  97. Dzień dobry,
    och, kocham haiku. Sama kiedyś coś tam pisałam. Pamiętam to haiku z „Pulpecji”, bardzo do mnie trafiło. I jaka piękna grafika! Chodziłam kiedyś do pracowni i tworzyłam grafiki,np. linoryty. Początkowa faza „rycia” wymaga czasami dużej wytrzymałości fizycznej, ale odbijanie to sama przyjemność:) zresztą, co ja się wymądrzam, przecież Pani, coś mi się zdaje, studiowała grafikę… Jakiś rok temu oglądałam wystawę drzeworytów japońskich w Muzeum Narodowym, szkoda, że była ona czasowa.
    Na tej stronie można zobaczyć tyle pięknych rzeczy, dziękuję:)
    Jak dobrze, że już tak zielono (i u mnie deszczowo), niezastąpiony zapach deszczu.

    Pozdrawiam Hania

  98. Milesale, musiałabyś o wyrozumiałość dla zumby poprosić zbuntowaną Norę.
    Brakuje jej także wyrozumiałości wobec taty, dodajmy.
    I w wielu innych kwestiach.

    Ja też akurat nie lubię zumby w lokalnym wydaniu, ale, uwaga: nie zawsze tak jest, że antypatie i sympatie bohaterów są identyczne z tymi, które żywi autorka!

    Cieszę się, że „Ciotka” Ci się spodobała mimo to!
    Pozdrawiam Ciebie i piękną Szkocję!

  99. Witam serdecznie. Naraszcie nadrobilam wszystkie wpisy odkad zaczely sie pojawiac informacje o CZ, ktora dopiero przeczytalam w zeszlym tygodniu. Bardzo gwarno bylo tutaj.
    Ksiazka jak zawsze skonczyla sie dla mnie lzami wdziecznosci, tak juz jest ze czlowiek nabrzmiewa ta wdziecznoscia za kolejna porcje dobra i nadziei.
    Sporo juz komentarzy tu napisano, nie mam przesadnie wiele do dodania. Ale musze poprosic o troche wiecej wyrozumialosci do zumby; tak, jest glosno i duzo sie macha nogami i rekami , ale da sie czerpac z tej zumby mnostwo radosci i zadowolenia. A moja ‚Pani od zumby’ jest przesympatyczna, promieniuje cieplem i dobra energia.
    A jednym z najpiekniejszych dla mnie momentow w ksiazce bylo subtelne ukazanie zrozumienia i milosci Gaby i Grzegorza przy witaniu sie z Roza, gdy obydwoje nie ucalowali sie ogniscie..
    Przpraszam pokornie za brak polskich znakow, ale pisze z komputera w pracy.
    Uklony ze Szkocji.

Dodaj komentarz