Kwietniowy księżyc

Working Title/Artist: George Inness: Spring BlossomsDepartment: Am. Paintings / SculptureCulture/Period/Location: HB/TOA Date Code: Working Date: photography by mma, Digital File DT98.tif retouched by film and media (jnc) 8_30_12

George Innes (1825-1894) – Wiosenne kwitnienie

 

 

 

Kazimierz Wierzyński

WŚRÓD DRZEW BIELONYCH

 

Wśród drzew bielonych, pani biała,

Chodzisz tak lekko zwiewnym krokiem,

Jakbyś się w cudzie słońca stała

Powiewem wiatru i obłokiem.

 

Sad się ożywia twoim ruchem,

Kołysze, chwieje i rozwiewa,

Gęsto obrosłe kwietnym puchem,

Zda się, wraz z tobą chodzą drzewa.

 

Wonne, kwitnące korowody

W zachwycie serca i w przeźroczu.

O, sadzie czarów i urody,

Umiłowanie moich oczu!

 

(z tomu „Wiosna i wino”, Warszawa 1919)

 

 

jablonka

Jabłoń ozdobna Malus ×moerlandsii ‚Profusion’ (fot.: Emilia Kiereś)

 

 

Kazimierz Wierzyński

ZAKWITASZ, ŚWIECIE

 

Zakwitasz, świecie, bukietem piękności,

Który cię wkoło, jak wieniec obrasta

I girlandami, jak równik, się wije

Przez puste stepy i przez ludne miasta.

 

Lecz ostatecznym cyplem twej korony,

Ponad biegunem najwyższego szczytu,

Wystrzela w górę, jak serce czerwony,

Kwiat naszych tęsknot wieczności: zachwytu.

 

(z tomu „Wiosna i wino”, Warszawa 1919)

 

 

137 przemyśleń nt. „Kwietniowy księżyc

  1. Wiem wiem, że już nowy post, ale temat dziecięcych tekstów tu, więc się
    dopisuję: właśnie zostałam poproszona o zaśpiewanie kołysanki „Na Wojtusia z Topielnika” :)

  2. Ha! A właściwie czemu nie? Mam pluszową białą owieczkę-torebkę („mamowieczkę”?), taką fajną, z suwaczkiem na grzbiecie, trzymam w niej korale (moja Mama też ma, tylko rudą). Dokupię mateowce do kompletu i hajda na miasto! :-D

  3. Hihihi… „obeton” cudny, a „mateowce” też piękne!!! Chciałabym takie. Oczywiście na po domu, nie na miasto. ;-)

  4. Kochana DUA i Wy, PT Księgowi! Dotarła do mnie karteczka z Wiadomego Spotkania na Którym nie Mogłam Być. Bardzo dziękuję! Wzruszenie odbiera mi głos. Jesteście kochani! Smutno mi, że nie mogłam być z Wami, ale, wiadomo, non omnia etc. Uściski- b.g.

  5. Chesterko, musiałam nieco ochłonąć po sobotnim spotkaniu, by sięgnąć po książkę od Ciebie, dostarczoną przez Kapucynkę. Bardzo bogata i bardzo ciekawa! Mile wspominam pana Zbigniewa Żakiewicza, a to, co o nim czytam, sympatię tę powiększa.
    Dziękuję!

  6. „Zostawmy może drażliwy temat łysych” – rzekłabym uprzejmie do dziadunia, będąc na Twoim miejscu.:)

    Mateowce bardzo ładne.
    (Dofcik Pietaszka też)

    Miła, mądra Kasztanowłosa dziewczynko, wspominam nasze spotkanie oraz Twój zeszyt i uśmiecham się do Ciebie.

  7. Ja kiedyś wymyśliłam „mateowce”. Moja siostra, kiedy była mała dostała takie śmieszne skarpetki z owcami, które grzechoczą. I kiedy miała je na sobie, stwierdziłam zaskoczona „O! ma te owce.” Jednak Mama na początku zrozumiała to jaki jeden wyraz i przez pewien czas to słowo weszło do naszego rodzinnego słownika.

    Z kolei przez większą część mojego dotychczasowego życia zastanawiałam się, kim jest „obeton”. Bo zawsze, jak powiedziałam coś śmiesznego lub głupiego, to dziadek mówił; „teraz walnęłaś jak łysy o beton”. Więc zawsze myślałam, że to ktoś głupi, czy coś w tym rodzaju. :) Dopiero kilka lat temu się dowiedziałam, o co chodzi.

  8. Mała Wiosenka wychodząca z kąpieli:
    Pa, pa bąbelki, idźcie pęknąć.

    Oraz: Chcesz, opowiem ci dofcik :)

  9. To mnie ciągle zadziwia, że Zofia Kossak studiowała malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, a potem rysunek w École des Beaux-Arts w Genewie.

  10. Mój syn będąc małym brzdącem zamiast konfesjonał mówił konsefjonał :)

    A w zeszłym roku przyjechała do mnie koleżanka z trzyletnią Marysią ,
    Zrobiłyśmy lemoniadę i poszłyśmy do ogrodu.
    Marysia pobiegła przed nami i naraz słyszymy :
    – Mamusiu zobacz ile ciocia ma lamendy !!!
    Oczywiście chodziło o lawendę :)

  11. Bóg zapłać. Uściski wzajemne.:)
    Nb. słowa „uchetany” też nie ma. Wiech się w grobie przewraca.
    Ani słowa „dziewa”. Tym razem przewraca się Kraszewski.

  12. Wskoczyłam sobie na jedną partyjkę do literaków i ichni słownik uznał, że słowa „tokata” nie ma. To co ten cały Bach napisał?
    Zielono, mokro, zimno, ale wiosna.
    Trochę było kiepsko ze zdrowiem Mamy, ale się polepszyło, więc powoli dochodzę do siebie, bom cokolwiek uchetana.

  13. Ach, w arcaby to i Mickiewicz grywał!
    Tak brzmiała kiedyś ta nazwa, w powszechnym użyciu.
    ” Po niemiecku, francusku, angielsku, włosku, grecku i łacinie jak po polsku, w rozmowie bardzo mocny.”- opisywał poetę Adam Turno, w swych pamiętnikach. „Lubi bardzo grać w arcaby i dlatego po kilka godzin graliśmy ze sobą, jesteśmy równej mocy.”

  14. Dzień Dobry.
    Jeśli jesteśmy przy dziecięcych powiedzonkach, to ja jeszcze dwa dorzucę.

    Zwracam się do mojego 2-letniego wówczas synka (teraz prawie 20 letni, student inżynierii cywilnej):
    – Adasiu nie chodź na bosaka.
    – A co to są bosaki?

    Nalewam wody do wanny na kąpiel, a 2 i pół letni Adaś pyta:
    – Mama, jaką wodę odkręciłaś, gorącą czy zimną?
    – Ciepłą.
    – Przecież nie ma kranu z ciepłą wodą!

  15. Wspomniana przez Kapucynkę siostra kończyła zdrowaś słowami ” módl się za nami grzecznymi” – to przecież logiczne, a jakież inne mogą być malutkie dzieci?!
    Aaa.. i kochała „nadziałkę”.

  16. Dorzucając się do tematu: Jak byłam mała to mówiłam tofel (zamiast fotel), a na ryby mówiłam heki (do dziś nikt nie wie skąd mi się to wzięło).

    Z kościelnych omyłek to moje ulubione z Litanii Loretańskiej: „Panno odźwierna” i „Do mnie złoty”. I zawsze bawi mnie, że u mnie w parafii (zwłaszcza starsze panie) śpiewają „Niech nam kwitnie młodość, anielska cnota” (zamiast „Niech kwitnie niewinność…”). ;)

  17. A moja siostra grywała w arcaby.
    Z kolei dzieci w szkole wpychnęły się w kolejkę.
    I jeszcze kiedy ja mówiłam: tego wezmę za jedną rękę, tego za drugą, kolejna osoba wykrzykuje: a mnie za trzecią!
    Takie urocze są te dziecięce powiedzonka, tymi słodkimi głosikami.

  18. Dorzucę, jeśli można, podsłuchane u córeczki: Gloria, gloria kwintesensis Deo! (nawet może i jakiś sens to ma :))

    Uwaga, zastosowałam (przypadkowo) metodę Sowy – jestem szczęśliwą posiadaczką tomu pierwszego. Gdyby ktoś chciał się pozbyć drugiego, to … (wiem, wiem tutaj nikt by się takich skarbów nie pozbywał – poluję nadal).

    Dobrej nocki.

  19. Jakże się cieszę z fluidów z Celestyną i z miłego przyjęcia śniegibibów – kocham to słowo ( Kubuś miał wówczas ok. 2 lat, dziś Jakub- student I roku Politechniki Poznańskiej). Serce mi się raduje szaleńczo. Czy radością można się upić? Chyba tak, bo czytam w swojej wiadomości o pensjonariuszce- a pensjonarka miała być! Nie wiem, czy to ja, czy komputer?!
    Królowa nocy- przednia! Ja właśnie sobie przypomniałam własną wersję pieśni,, Pan Jezus już się zbliża, już puka do mych drzwi… (…) a jam jest marny TYP”.
    Dobrych snów!

  20. Nie wiem dlaczego, ale te kolędowo-kościelne omyłki i przesłyszenia są szczególnie zabawne…
    Pamiętacie? Kiedyś mieliśmy tu całą serię takich śmieszności. Sympatyczny ksiądz z – zdaje się- Bydgoszczy?- przytoczył ich najwięcej.
    Ech, większość zapomniałam.

  21. O! A moja młodsza siostra w kolędzie „Wśród nocnej ciszy” śpiewała kiedyś zamiast „króle, prorocy” – „królewno nocy”. :’D

  22. Że już nie wspomnę o tym:
    – Mamo, mamo, widzę toperza!
    – To nie toperz, to nietoperz.
    – Naprawdę? A taki podobny do toperza…

    (Stary kawał, ale dobry)

  23. Ładny jest.:)

    Aha, a u nas przed spacerkiem mawiano:- No to daj mi aciapećkę.
    (Bo zawsze przypominałam:- A czapeczka?!)

  24. A ja zdobyłam to pełne wydanie i to całkiem niedawno, bo w zeszłym roku. Moja metoda? Nie lekceważyć ofert dekompletnych. Dlaczego?
    1. Dekomplety są tańsze.
    2. Jeśli jest ktoś, kto ma tylko jeden tom i się go pozbywa, musi też być ktoś, kto posiada drugi tom i prawdopodobnie kiedyś też zechce go sprzedać.
    3. A jeśli nie zechce, lepiej mieć jeden tom Wierzyńskiego, niż nie mieć żadnego.

  25. Kazimierz Wierzyński

    TOAST

    Poetów wybiera się sobie za młodu
    Ale co począć, gdy młodzi są tam,
    Postawię to wino na środku stołu,
    Zasiądę przy nim z troskami pospołu,
    Upiję się sam.

    Niech sobie kogo innego wybiorą,
    (Tam są ich tłumy) nie mnie.
    Za wasze zdrowie, moi utraceni,
    Ten haust czerwonej od ognia jesieni,
    I czarny osad na dnie.

    (Instytut Literacki, Paryż 1960)

  26. Celestyno, właśnie dlatego rozpowszechniam, że to pełne, dwutomowe wydanie jest nie do zdobycia. A ja je mam! Dostałam od Emilki.
    Pamiętam, że przedtem, w małych tomikach wierszy wybranych, nie zrobił na mnie Wierzyński takiego potężnego wrażenia, jak wtedy, gdy od jednego zamachu przeczytałam całość. Ja tu nawet nie przytaczam jego wstrząsających wierszy z tomów powojennych, pisanych na emigracji. Są zbyt mocne i zbyt straszliwe. A pamiętam zawsze, że zaglądają tu nawet dzieci i że mamy strzec ich spokoju.
    Kto zechce przeczytać „Krzyże i miecze” na przykład, ten znajdzie.

  27. Karino, tez mam takie radosne jezycjadowe napady:) A lat 48.
    A czytanie tutejszych wpisow dodaje czlowiekowi skrzydel.
    Pani Malgorzato, poza wszystkim innym czyli tzw.caloksztaltem, nalezy sie Pani jakas nagroda specjalna za zamieszczanie tutaj Wierzynskiego. Chyba niewiele osob posiada wszystkie tomy jego wierszy, przysluge ludzkosci Pani oddaje tym rozpowszechnianiem.

  28. Śniegibibi = Przebiśniegi?
    A ja dołożę do radosnej dziecięcej twórczości: taktor i koczeladkę :-)
    Pozdrawiam wiosennie – ach, ten zapach bzów!

  29. Śniegibibi to są moim zdaniem przebiśniegi zapamiętane od tyłu, ale nie do końca jednak :)

  30. Karino, czekam na zakładki „z łopotem spragnionych ust”!
    Dziękuję z góry.

    Tak, słyszałam o tym głośnym czytaniu w „Sweet Surrender”, w ogóle akcja czytania Jeżycjady w bibliotekach niezwykle mnie cieszy.
    Jeśli chodzi o Chucherko, rzeczywiście ma wiosenne kolory, bo też wiosną było malowane. Fioletowo-zielono się czułam, jak bzy, jak fiołki, jak hiacynty, nawet ubrałam się na spotkanie w Empiku, niechcący, w te kolorki.
    Teraz mam pod oknem burzę kwitnących bzów, ach, cały ogród mi kwitnie.
    A jutro będę sadzić ostróżki!
    Śniegibibi? Nie, poddaję się.

  31. Z dziecięcego słowotwórstwa (może nie tak misternego jak makamiłany- śliczne!) pamiętam jak moja młodsza Siostra (dziś 21-letnia studentka budownictwa na AGH w Krakowie) mówiła: „kepuć” (zamiast keczup) i „ukulary” zamiast okulary. Do dziś pamiętam te dwa słówka i do dziś mnie rozczulają – przypominają mi małą, kilkuletnią Siostrzyczkę, która tak bardzo ubarwiła mi i mojej drugiej Siostrze okres adolescencji :)

  32. Wiosenne Dzień Dobry:)

    Jakie tu miłe i kulturalne rozmowy. Jestem nowa w towarzystwie ( choć Jeżycjadę czytam od 30 lat), ale nie mogę się oderwać od lektury tych rozmów, rozważań, anegdotek, wyznań, konkluzji… Tu się literatura tworzy. Czytam i czytam, zaniedbuję obowiązki domowe i zawodowe, ale wciąż mi mało. Ha! Po sobotnim niespotkaniu MM, ale zrealizowaniu poznańskich Borejkowych peregrynacji, odczytaniu w Sweet Surrender – na głos! – fragmentu „Ciotki Zgryzotki”, wreszcie po bezpośredniej [tutaj] odpowiedzi Wielce Ukochanej Autorki i do tego jeszcze wysłaniu prywatnego listu z zakładkami – jestem w permanentnym szoku-amoku! Nigdy nie używałam niestosownych używek, ale czuję się tak, jak chyba czuje się ktoś, kto używa albo wręcz nadużywa! Nosi mnie Borejkowo-Jeżycjadowo-Musierowiczowo! Wieczorami czytam z córką „CZ”, sama sobie odświeżam „Szóstą klepkę” ( szuja, szubrawiec, szumowina, szubrowina, swołocz – pękam ze śmiechu!!!!) Na razie piszę nieskładnie niczym rozemocjonowana pensjonariuszka ( wyznaję – mam lat 41!), ale po prostu muszę, bo jak nie – to się uduszę! Czekam, czekam na Chucherko! A jak pięknie Ono wygląda, jakie ma cudne oczy! Fiołkowe? Chabrowe? Jak Elizabeth Taylor? Jest takie wiosenne! Przebiśniegi, magnolie, fiołki, bzy, kwitnące obrazy, bielone ukwiecone drzewa, zapachy, SZALEŃSTWO!!! I do tego ten Wierzyński…
    Jak ja mam się skupić? I pracować?!

    I jeszcze jedno – przepiękny, poruszający, magiczny list Anonima ( Asieńki?) o kruchej i delikatnej Babci. Jak bardzo jesteś mi bliska dzięki tym słowom. Jak bardzo tęsknię za swoją Babulką.

    Tylu niezwykłych ludzi wspólnie – dzięki Jednej Osobie. Jest Pani dla mnie ucieleśnieniem Dobra, Piękna i Prawdy. Pozdrawiam gorąco!

    ps. Też mam taki rozczulający nowotworek językowy- twórczość mojego syna sprzed 18 lat ( wiosenny rzecz jasna!) – ŚNIEGIBIBI . Kto rozszszyfruje?

  33. I brzmią tak z japońska, prawda ?

    Hi, hi – „i drzwi mu naprawi” – Adminiątko, kochane :)

  34. Adminiątko, malutkie, kochało głośne czytanie.

    – Mamusiu, wierszyk o Broniu!

    Chodziło oczywiście o „Broń Boże!” (… pijawki i dieta ścisła)

    Potem recytowało to tak: ” Dwie pijawki i taścisło!”

    A dalej, w tym samym wierszyku o chorym kotku (Jachowicza): ” …i drzwi mu naprawi…” (” I dziwy mu prawi”)

    Ale makamiłany są bezkonkurencyjne!

  35. Aaa! A ja się rozszalałam dwuliterowo. Nie mogłam wprost przestać.
    Dziękuję, Kass i córeczko. Trafi pewnie na Juleczka.:)
    Ale zobaczymy.

  36. Pisałam l LUB r, Droga Autorko. A i to była bardziej sugestia, niż konieczność. Bardzo miło nam się wymyślało imię tego kota, na zasadzie skojarzeń. Np. miauczy pod balkonem – to Romeo, albo Cyrano. Ale to akurat byłoby niewygodne w użytkowaniu.
    A co do wykorzystania makamiłanów, to bardzo proszę. Jesteśmy zaszczycone i dumne, a przede wszystkim bardzo ucieszone. Już jestem ciekawa, w czyje usteczka trafi!

  37. Z ciekawszych neologizmów małej Wiosenki :

    wyobiadowana (najedzona do syta obiadkiem),
    A podczas zabawy walec miał – zapadek:)

  38. Makamiłany! Cudo :D
    Od razu wyobraziłam sobie te urocze kreaturki (oksymoron).
    Musiałyby jednakowoż być miłe, bo stworzona tak niechcący nazwa zawiera słówko „miła”.

  39. „…makami łany witają nas…” znalazłam że to piosenka „Noga za nogą”. Ma ładne słowa, ale melodii nie znalazłam nawet na YT. Intrygujące. Pośpiewałoby się!

  40. Dobrywieczorku, cieszę się, że doceniasz te czytelniczkowe ilustracje – ja się nimi bardzo cieszę!

  41. Lucek! Podoba mi się, chociaż nie zawiera zarazem L i R, jak zamawiałaś, Kass.

    Makamiłany zupełnie podbiły moje serce. Co za kochane stworzonko z tej Twojej córeczki! Jestem zachwycona.
    A czy mogłabym wykorzystać makamiłany w powieści „Chucherko”? Czy autorka określenia zezwoli?

  42. Justysiu kochana, (wiad.pryw.)- tak sobie właśnie pomyślałam, że lepiej będzie.:)
    Mocno Cię przytulam, wiesz, tak ze zrozumieniem.
    Dobrze, że już jesteś w domu, bezpieczna. Mam nieufność wobec lotów, chociaż syn mi tłumaczy, że statystycznie samolot to najbezpieczniejszy środek transportu. No, nie wiem.

    PS. Ten Anonim nie wypadł z Twojego powodu, tylko dlatego, że się ostatecznie nie przedstawił. Dola anonimów.

  43. Piękne kwiaty – już będę wiedziała, co kwitnie tak ciemnoróżowo!
    Chciałam jeszcze skomentować cudne rysunki z poprzedniego wpisu – wiwat młode czytelniczki! DUA, chyba powinna się Pani zastanowić nad wykorzystaniem ilustracji w kolejnej książce :-)
    Dziękuję wszystkim wpisującym się tutaj – umilacie mi długą drogę do pracy. Miłego dnia!

  44. Rudy kot otrzymał piękne imię Lucjan. Względnie bardziej z włoska Lucio, albo nawet Luciano. Także Lukka, Luk, Lucek, jak się komu zawoła. Do Marlona z twarzy niepodobny. Długo prowadziło imię Karmel (ładne!). Przeważył jednak fakt, że zwierzak, zamiast miauczeć, wyśpiewuje kocim tenorem.
    Tylko mąż uparcie woła na niego Felek ;)

  45. A propos winnisów i Wrepotyczki, mam jeszcze jedno takie słówko: Makamiłany. Starsza córka przez wiele lat uważała, że są to małe ludziki (krasnoludki??), radośnie machające do przechodniów z poboczy dróg i ścieżek. Powód był następujący – podczas spacerów i wędrówek często śpiewałyśmy sobie piosenkę, w której refrenie powtarzał się wers: „…makami łany witają nas…”

  46. Dziękuję za sobotę, Pani Małgosi za wsparcie i mądrość i Wam wszystkim za tę niezwykłą atmosferę.

    Ale – zdrowia dla malutkiej, moja Ula miała podobne objawy, gdy miała półtora roku, okazało się to być wirusowym zapaleniem jamy ustnej, pomogły leki antywirusowe a potem nawet kroplówki na odwodnienie (nic mi pić nie chciała). Trzymajcie się dzielnie.

  47. Na pewno bardziej wonna ta bazylia niż nasza, z klimatu umiarkowanego.

    Wiolu, zaciekawiłaś mnie zagadkami, ale nie, daruję sobie, zimno u nas okrutnie i idę czym prędzej pod kołderkę. Dziś nie będę nocnym markiem.
    Do jutra!

  48. Dobry wieczor. Jezeli juz o bazyli mowa, to musze pochwalic mojego meza, ktory robi pyszne pesto z bazyli (przepis oryginalny z Genui, poniewaz on stamtad pochodzi-moj maz oczywiscie, chociaz przepis rowniez:-).Bazylie tez hoduje, bardzo duuuzo bazyli…Szkoda, ze nie moge Was poczestowac:-)

  49. Jaki piękny ten obraz! Taki delikatny, nie do końca wszystko wyraźne, jak lubię. Kwiecień też lubię. I inne miesiące. : )
    A donoszę Wam, nocnym markom, że dziś (z kolei o poranku po piątej) usłyszałam w radiowej „Jedynce”, iż po północy będzie noc zagadek literackich na tejże stacji. Wiem, że sobie grywaliście i że po nocach co niektórzy nie śpią, więc może Was to zaciekawi.

  50. A, skoro tak, to dobrze:)!
    Też mam taki jeden krzaczek i zauważyłam, że nie podsycha, kiedy doniczkę ustawię w miseczce z wodą, którą stale uzupełniam.
    Te supermarketowe roślinki duszą się w doniczkach, wypychają rozpaczliwie korzonki przez otwory w dnie, a jeśli wtedy trafią na dużo wody – odżywają.
    Przestałam też wystawiać pojemnik z bazylią na letnie słońce, które zawsze jej parzyło listki. Teraz zwykle trzymam go w półcieniu.

  51. Z bazylią racja, ale to taki supermarketowy, podsychający krzaczek. W kuchni prędzej mi zwiędnie niż go zjem, a tak to może wytrzyma kilka dni dłużej.

  52. Na bazylię jeszcze troszkę za wcześnie, moim zdaniem. Mogą przyjść chłody, a ona ich nie znosi.
    Sadzę ją w maju.

  53. Co do „Wiosennego kwitnienia” masz oczywiście rację, Celestyno – bystre oczko!
    To słońce od zachodu oświetla korony drzew. Księżyc zaledwie majaczy na wschodniej stronie nieba. Tak bywa.

  54. Wiosną księżyc bywa widoczny na niebie przez cały dzień.

    Zdążyłam przed deszczem zasadzić poziomki, bazylię i inne ziółka. Nawet podlać ogród zdążyłam! I całe szczęście, bo słaby jakiś.

  55. Gabrysiu, dziękuję Ci wobec tego. Ja tam bym do siebie nie stała, zwłaszcza w takiej kolejce. ;)
    Ale skoro uważasz, że warto było, radość moja nie zna granic.

  56. „Wiosenne kwitnienie”- przepiekne! Ten blask na drzewie. Czy to nie przypadkiem chowajace sie za nim slonce? Zbyt mocny ten blask jak na taki od ksiezyca w popelni. Na moje oko.

  57. Siasia, słodkie. Będę tak mówić do mojej koleżanki. Ciekawe, czy jej się spodoba?:) od Siasia do lasia idąc – niedaleko do pięknego imienia Saskia.

  58. Dzień Dobry pani Małgosiu Kochana.
    Tak, poradziłyśmy sobie z adresami, nie trzeba nic publikować. Wystarczyło tylko, że opublikowała Pani mój apel. Dostałam natychmiastowy odzew bezpośredni i wszystko dobrze:). Dziękuję Pani i tym, którzy się odezwali z pomocą.

    Pozdrawiam wiosennie i dziękuję również za miłe słowa. Radość życia i energia to od Pani mi się udzieliła, bo w codziennym życiu różnie to jest, ale czuję, że mam naładowane baterie na następne lata i nic mi nie jest straszne teraz.

  59. Jakie piękne zdjęcie! Jabłoń wygląda wprost bajkowo – barwę ma wspaniałą. Wiersze równie pobudzające wyobraźnię i malujące myśli pozytywnie, do tego stopnia, że pokusiłam się zamówić tomik poezji Pana Wierzyńskiego (w towarzystwie paru innych – ech, typowy niekontrolowany poryw książko-zakupowy – bo co by miała tak samotnie podróżować pocztą…). Zaś „Wiosenne kwitnienie” jakby gładziło człowiekowi głowę i uspokajało samą swą obecnością. Takie przyjemne, ładne i subtelne. W Krakowie pogoda dopisuje, więc zaraz po zajęciach zawędrowałam do pobliskiej kwiaciarni, zaopatrując się w nowe roślinki i donice. Mogę od pewnego czasu z dumą przyglądać się, jak nasz studencki balkon rozkwita i zielenieje na wesoło. Jaka to ulga, jednak wytworzyć sobie taki kącik i choć nie dorównuje on żadnemu prawdziwemu domowemu ogrodowi, to jednak o wiele lepsza to alternatywa niż betonowe srogie „nic”. Pozdrawiam! ❀

  60. „Siasia” – jak milutko! A wyobrażam sobie, jak miękko i rozczulająco brzmi w tych półtorarocznych usteczkach. :-)

  61. Też nie mam czasu i cierpliwości, ani tak pewnej ręki. Sama myśl o stworzeniu lukru o idealnej konsystencji jest osłabiająca. Ale miło jest pooglądać jak inni to robią.

  62. Podoba mi się rysunek Belli z poprzedniego wpisu. Mila w koczku na boczek:), rozmarzony Rojek wpatrujący się w wylegujące się, jak mniemam, na słońcu, swoje skarby, Róża w okularkach (nosi?). A najbardziej podoba mi się, że rysunki nie są naśladownictwem ilustracji.

  63. Szczególne pozdrowienia dla córeczki Ale-Piemont! Rozumiem, jak uciążliwe musi być to chorobsko.
    Dużo zdrówka życzę!

  64. Witajcie Kochani !
    Korzystając z pięknej pogody przesyłam Wam wiosenne pozdrowienia!
    Nigdy bym nie przypuszczała, ze ktoś o mnie wspomni w kolejce do DUA (dzieki Gio za mile słowo:) ).
    Nadrobiłam właśnie czytanie Waszej korespondencji w KG.
    Tyle ciepła i dobrej energii od Was bije!
    A dzięki DUA staliśmy sie po prostu lepszymi ludźmi.
    Wielkie dzięki, Pani Małgosiu, za te obecność w naszym codziennym życiu!

  65. „(…) mama, tata, ciocia, auto, tak, nie, Ela (opiekunka), dziadzia i Marvel :)”

    :-) :-) :-)

  66. Sowo, o rany.
    Obejrzałam.
    Nie mam czasu tak lukrować.
    Ani też cierpliwości.

    Ale prześliczne to to jest.

  67. Och, Sowo! Odkryłaś przede mną nowy, nieznany świat. Dziękuję!

    Moja córeczka uwielbia oglądać filmiki o dekorowaniu tortów, teraz będziemy oglądać razem malowanie ciasteczek.
    (dekorowanie ciasteczek wydaje mi się o niebo apetyczniejsze, zawsze mnie te wymyślne torty w stylu np. pudełka z kosmetykami zniechęcają ilością masy cukrowej, przyznaję są kunsztownie wykonane, ale sedno tj. pyszne wnętrze jest zbyt ukryte:)).

    A potem – do dzieła!

  68. Nie pomijałabym marcepanu, a cukru nie ma sensu zwiększać. Marcepan kupisz cały rok w niemieckim supermarkecie na L.
    „Julki” nareszcie zostały wznowione, wreszcie mamy swoje. Niestety ukazały się w nowym tłumaczeniu i trudno nam przestawić się na nowe imiona. Konsekwentnie trzymamy się starych.

  69. Jane, jeśli chodzi o lukier na pierniczkach Elisabeth Bennet, najlepiej pooglądaj sobie instruktażowe filmiki na YT z cyklu „Wet-on-Wet Royal Icing Technique”. Ogólnie rzecz biorąc, należy na świeżo wylany, nie zastygnięty jasny lukier nanieść krople lukru w wybranym kolorze w dwóch odcieniach, jaśniejszym i ciemniejszym (oba w jednej kropce), po czym zamieszać w nich czymś cienkim i ostrym (są do tego takie specjalne szpikulce cukiernicze, ale wystarczy zwykła wykałaczka albo szpilka), aż z kropek powstaną cieniowane kwiatki. Listki tworzy się podobnie – dwa zielone odcienie w jednej kropce, pociągnięte szpikulcem w kierunku zewnętrznym (od kwiatka). Samo w sobie nie jest to bardzo skomplikowane, istotna jest natomiast konsystencja kolorowych lukrów – powinna być taka sama jak lukru bazowego. Próbowałam najpierw zrobić kwiatki nierozcieńczonym żelowym lukrem (chciałam uzyskać intensywniejszy kolor), ale po wyschnięciu zapadły się w lukrze tworząc brzydkie kratery. Można też zrobić to inaczej – na zastygniętym jasnym lukrze malować różyczki pędzelkiem, jak akwarelą. Wtedy używamy barwników w proszku, rozcieńczonych alkoholem.
    Lukrowe i ciastkowe filmiki na YT to coś, od czego trudno się oderwać. Popatrzcie sobie też na Brush Embroidery albo Royal Icing Lace.

  70. Dzień dobry!

    Sowo, dzięki za przepis (nie mam marcepanu więc zwiększę trochę cukier :)).

    „Julek i Julka” – najbardziej śmialiśmy się z synkiem przy rozdziale „Lalanna jest chora”.

    Przesyłam uśmiechy.

  71. Pani Małgosiu, piesek został pokochany absolutnie bezwarunkowo przez wszystkich! A moje dzieciaki to już chyba sobie życia bez niego nie wyobrażają. Słownik Daniela (1,5 roku) obejmuje takie wyrazy: mama, tata, ciocia, auto, tak, nie, Ela (opiekunka), dziadzia i Marvel :)

  72. He, he, Krzysztofie!
    Ciekawe, jak miałby ją wykorzystać.
    Widzę, że piesek funkcjonuje aż miło! (Zapomniałam o niego spytać, były ważniejsze tematy. A ciekawa go jestem).
    Czy został pokochany?

  73. O, Sowa dała przepis na pyszne ciasteczka. Dzięki!
    Nawet mam jeszcze masę marcepanową od Świąt, niewykorzystaną.
    Piekę!

  74. Galanthusowe Ciasteczka Korzenne Jipa i Janneke

    250 g mąki
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    70 g cukru pudru
    1 jajko
    125 g masła
    70 g masy marcepanowej
    1 łyżeczka zmielonego cynamonu
    szczypta zmielonego kardamonu
    szczypta zmielonych goździków
    szczypta zmielonej gałki muszkatołowej

    Wszystkie składniki zagnieść i wyrobić na gładkie ciasto. Zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce min. 2 godziny. Przed wałkowaniem i wycinaniem ciastek lepiej, by ciasto poleżało z godzinę w temperaturze pokojowej (łatwiej się wałkuje). Ciasteczka piec w piekarniku w 180 stopniach przez około 15 minut.
    Przepis ten był dołączony do kamieniczkowych foremek, lekko go tylko zmodyfikowałam (zmniejszyłam ilość cukru na rzecz marcepanu). Przyprawy korzenne w spekulatiusach można dowolnie poszerzać (i dodawać też inne, np. imbir i anyż), jednak cynamon powinien dominować.

  75. Taka sytuacja sprzed chwili. Nasz pies poszarpał na strzępy papierową torebkę. Asia (córeczka Puchałki) zwraca się do niego surowo: Nie wyrzucaj, wykorzystaj (ekologiczny slogan z przedszkola). Po czym patrzy sceptycznie i stwierdza: On chyba nie rozumie, co to znaczy nie wyrzucaj, wykorzystaj.

  76. KingoL – stałyśmy chyba koło siebie w kolejce w sobotę :) jeśli Twój syn Krzysztof pisał właśnie test gimnazjalny a Ty prowadzisz pracownię artystyczną to na pewno stałyśmy razem i rozmawiałyśmy :) jestem tą osobą, która z południa Polski przyjechała do Poznania (krótkie brązowe włosy i okulary ;) )
    Pozdrawiam serdecznie :)

  77. Kingo, świeca jest wielkiej urody, z tymi delikatnymi kwiatkami polnymi po bokach. Czy sama ją robiłaś? Piękna naprawdę.
    Dla Krzysia – uściski.

  78. Dziękuję Pani Małgosiu :)
    Uściski od mojego syna Krzysia , który jeszcze dzisiaj przezywa spotkanie z Panią w sobotę :)

    ps. mam nadzieję,że świeca się spodobała :)

  79. Witam. Dzieki Jas za podpowiedz. My tutaj oprocz Ibuprofenu doustengo nic nie dostalismy niestety, ale on raczej slabo pomaga. Lekarz twierdzi, ze musi samo przejsc. Ale ona ma ta opryszczke w gardle, na dziaslach , nawet na jezyku. Miejmy nadzieje, ze szybko minie, poniewaz nic jesc nie moze. Zycze Wszystkim milego dnia i nie zanudzam juz wiecej.

  80. Przesyłam miłe myśli Twojej lawendzie, Kingo!
    Kilkaset!- ależ Ci będzie pachniała latem.
    Wszystkiego najlepszego na nowym miejscu, na skraju wielkopolskiej wsi!
    Będzie Wam na pewno dobrze, pięknie i szczęśliwie! Przyroda w tym pomoże.

  81. U mnie tez jabłonki zakwitają :) Od czterech miesięcy mieszkamy w innym,nowym-starym miejscu na krańcu małej wielkopolskiej wsi .To moja pierwsza wiosna tutaj i wszystko tak zachwyca :)
    Ostatnie dwa dni przesadzaliśmy na to nowe miejsce kilkaset naszych lawend i wreszcie czuję się jak w domu :)
    Tak sobie ostatnio pomyślałam ,że taka ze mnie trochę Pulpecja :) i gabarytowo i życiowo :) Nawet mój Macius to taki pracowity Florek :) tylko zamiast córek mam syna :)
    Pozdrawiam Was wszystkich lawendowo i wiosennie :)
    Miłego dnia :)

  82. Pani wydawczyni przysłała mi gratulacje oraz sprawozdanie Empiku, w którym to sprawozdaniu jest taka informacja: „Liczbę uczestników szacujemy na 700 osób w tym 530 które dostały bezpośrednio podpis.”
    Podziękowania i gratulacje dla Was są też na stronie FB Akapitu, jest i kilka zdjęć, na których rozpoznaję bardzo miłe osóbki.

  83. Jas, życzę córeczce polepszenia! Biedactwo.

    Justysiu, dobrze, że już doleciałaś szczęśliwie. Musicie jakoś sobie poradzić z tymi adresami, ja tu, ze względów bezpieczeństwa, żadnych Waszych danych nie zamieszczam.
    Dobrze było Cię zobaczyć! Aż bije od Ciebie radość życia i serdeczna energia!

  84. Jabłoneczkę już wczoraj sobie sprawdziłam – chciałabym taką, ale już rośnie u nas od zeszłego roku jabłoń rajska Royality. Też właśnie zaczęła kwitnąć, pięknie pachnie! A na więcej drzewek raczej nie mam miejsca – szkoda…

  85. Ale- Piemont, przepraszam, ze wracam jeszcze do tematu angina herpes, najbardziej pomagał chyba jednak jednorazowo użyty antybiotyk do zewnętrznego użytku, na te wrzody (chyba nie dziąsła). Ja niestety w swej rozpaczy zaczęłam od zwykłego Detreomyc. (próbowałam na sobie, gorzkie), ale potem dostałam taki do jamy ustnej. Bardzo skraca czas męki. Koniec z tym.

  86. Kochani, oglądnęłam zdjęcia po przyjeździe, które Asia robiła i okazuje się, że mam zdjęcia, a nie mam adresów emailowych do natępujacych osób: do Biedronki (jest dużo ładnych dla Ciebie), i po jednym zdjęciu dla Zgreda i Szarotki, jedno dla Magdy Z., jedno dla Jadzi i dla Wannabe. O grupowym w restauracji nie wspominam, bo chyba każdy je ma. Wiem, że wpisywałam swój adres kilku osobom na kartki, bardzo więc proszę o kontakt, jeśli nie bezpośredni, to przez inną osobę (mam adresy do Beatuszki, Gio, Magpie i Joanny). Szczególnie Biedronka, która prosiła o zrobienie zdjęć. Asia zdjęcia zrobiła, ale ja z tego wszystkiego chyba nie wymieniłam się emailem. Dziękuję i przepraszam za prywatę Pani Małgosiu, ale jakby to inaczej ogłosić?

  87. Zapisuję sobie nazwę jabłonki, rzeczywiście wygląda obiecująco. A jutro będę sadzić poziomki.

    Ładna popełnia u Innesa.

  88. Tak jest, zdecydowanie nie ma się czego obawiać! :) zachęcam pozostałych Nieśmiałych do wpisywania się! :)

  89. Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną…

    Pan Kazimierz to poeta wiosny, zdecydowanie.

  90. Tak było, Kapucynko, a jakże.:)
    Aleksandro, cieszmy się. Mam nadzieję, że w tym roku będziesz miała jabłuszka. Ja ubiegłej jesieni miałam kilka dorodnych ananasowych, ale wszystkie pocięły mi osy i szerszenie. Smak jednakże sprawdziłam: to one, ananasy berżenickie.

  91. Wiosenne kwitnienie najpiękniejsze – pełny zachwyt! Moja rajska jabłonka też obsypana kwieciem. Początkowo było równie różowe, teraz już zbladło. A na ananasku pięknie otworzyło się sześć kwiatków. Pszczoły cały dzień się uwijały w pobliżu (wyraźnie je słyszałam plewiąc rabatki), tak więc mam nadzieję, że dokonały zapylenia. Teraz pozostaje czekać na owoce…

  92. Ten aparat nie nagłaśnia, tylko ogłasza, Zgredziku.:)

    Jadzia – dziewczyna na medal!
    Rachunkowość, a teraz – równocześnie, jako drugi kierunek studiów – matematyka. Z tego wszystkiego – jak pisze – najbardziej lubi filozofię.

    (Mój dziadek Walenty mawiał z rozmarzeniem:
    „Ze wszystkich łakoci najbardziej lubię boczek!”)

  93. Dodam jeszcze, że w mieście Wrepotyczka stoi specjalny aparat nagłaśniający.
    Nazywa się „prorokuf” (końcówka trochę podobna, jak w wyrazie „batyskaf”).

    Kiedy rok temu dowiedziałem się, że Jadzia studiuje coś związanego z ekonomią, to miałem bardzo Kalamburkowe skojarzenie. Ale teraz czuję podziw.

Dodaj komentarz