Ten obraz, Mamo Isi?

hieronim

Domenico Ghirlandaio- Św. Hieronim w pracowni

 

Szukając go, natknęłam się w internecie na niezwykłe miejsce: HERBERT GURU- serwis poświęcony twórczości Zbigniewa Herberta, a w nim – arcyciekawy tekst dra Wojciecha Kudyby „Święty Hieronim i Pan Cogito”.  Nieznany w Polsce wiersz Herberta, powstały w latach pięćdziesiątych, odnosi się do pięknego obrazu Nicolo Conantonio – ten także, obok innych wyobrażeń świętego Hieronima, ozdabia tekst Wojciecha Kudyby.

Kto lubi Herberta, niechże w te pędy leci czytać i oglądać!

Po obejrzeniu obrazków na HERBERT GURU skłaniam się do przyjęcia zdania Mamy Isi. Chyba i mnie się ten podoba najbardziej. Ghirlandaio uniknął malowania poszkodowanego lwa (dobry ruch, sądząc po innych obrazach), zaś bogactwo na półkach jest u niego szczególnie miłe. Że już nie wspomnę o twarzy świętego intelektualisty: bardzo sympatyczna w wyrazie. Najbardziej.

Czy Mama Isi wie, co to za dziwny przedmiot drewniany na postumenciku, przypominający lampę z abażurem? Ja nie wiem. Lecz jako istota praktyczna, a zarazem ciekawa, muszę temu poświęcić nieco uwagi i wszcząć badania. To oczywiście nie jest żadna lampa, przecież  stoi obok świeca. Więc co? Jakaś szafka? E,nie. Pulpit?

Nie ma takiego przedmiotu ani na obrazie van Eycka, ani na tym malowanym przez Colantonio, ani na tym, którego autorem jest Pere Grazia de Benewarri.

Może Ghirlandaio sam miał coś takiego na stole do pracy?

Pomyślmy razem.

Kto wie, niech powie.

„Lubię wiedzieć”(prof. Zbigniew Raszewski).

Mamo Isi, dzięki za miłą inspirację do badań.

 

 

Zbigniew Herbert

Colantonio – S.Gierolamo e il Leone

Prawdę rzekłszy bałagan
książki w nieładzie
Organon Marks Engels Lolita Tractatus Logico-Philosophicus
święty czyta wszystko
i na marginesie
mak komentarzy:
porównaj strona 7 słusznie nie wynika

na biurku zwój pergaminów
pióro kałamarz klepsydra
bezużyteczne flaszeczki które pomagają w skupieniu
odbija się w nich świat odwrócony a więc podany
w wątpliwość

właśnie gdy czytał głośno
proroctwo świętego Jana
wszedł lew i wyciągnął
przebitą kolcem łapę

długim łacińskim stylem święty wyciąga cierń z szarej puszki

to mogło skończyć się dobrze
ale skończyło się źle

lew przywiązał się bardzo
chodził wszędzie za świętym
tratował kwiaty
straszył rzeźników
tylko nieustraszone dzieci
wołały „głupi Leon”
i rzucały kamieniami
święty robił co mógł
chował się do bramy
kazał mówić służącej że „pana nie ma w domu”

nic a nic nie pomagało
lew ryczał walił ogonem
naprawdę zwariował
z miłości

w dzień kiedy święty umarł
odszedł przez brudne przedmieście
wprost na pustynię

i wtedy właśnie zobaczył
jak szkarłatny kapelusz
z potrójnym sznurem i czternastoma węzłami
którym święty przykrywał aureolę
gdy szedł do apteki na rogu
po proszki od bólu głowy
wschodzi wolno
jak księżyc na niebo
całe złote
i tam już zostaje

na zawsze

 

175 przemyśleń nt. „Ten obraz, Mamo Isi?

  1. Arete, Ojciec Borejko wtedy był w pewnym sensie obecny. Był „w Polsce. Jak zawsze”. To tajemnica, którą uważniejsze studia historii i charakteru każdego z Borejków pozwolą ci odkryć.

  2. Czasy, gdy ludzie umieli wykonywać rzeczy piękne i użyteczne minęły chyba bezpowrotnie…choć może się mylę. Ów dziwny przedmiot-widziany z boku należy właśnie do spraw jakże prozaicznych- ich wykonanie zaś do przestrzeni artystycznych. Kto był w Kalwarii Zebrzydowskiej, za głównym ołtarzem- może ujrzeć podobny przedmiot- przepiękny, obrotowy stojak- pulpit pośrodku kaplicy..
    Pozdrawiam i dziękuję za wszelkie słowa otuchy, że
    świat ten dobry, bowiem i ludzie dobrzy się zdarzają….
    Zaś narzekanie- niech na nie czasu nam nie stanie…
    MK

  3. Mamo Isi, do kolekcji jeszcze „O, roku ów!” i „przed burzą bywa chwila cicha i ponura….”.

    Pani Małgorzato, dlaczego w „Opium w rosole” nie było w ogóle Taty Borejko? To był 1983. O, roku ów?
    O ile dobrze liczę, Mila Borejko jest z rocznika 1936. Czyli jest nieco starsza od moich własnych Rodziców, a teraz są Dni Babci i Dziadka. Uprzejmie proszę, żeby Borejkowie nie chorowali i dożyli minimum setki. W bajkach są na to szanse, chociaż Gilgameszowi się nie powiodło.

    Gaba wtedy (1982/1983) przerwała studia. Ktoś pamięta, kiedy je skończyła, żeby skończyć jako wykładowca uniwersytecki?

  4. Fluid z Celestyną!
    „Hej, co by to było z nami, gdyby nie praca, no nie?”
    Aż się zaczerwieniłam…
    (już się mobilizuję- do roboty, do roboty…)

  5. Dzień dobry! Jakże miło jest obcować z tak pokrewnymi duszami! :) U mnie sesja w pełni, mnóstwo materiału do przyswojenia, także trzymać kciuki, żeby wszystko poszło po mojej myśli :) A teraz pędzę z powrotem do moich, ostatnio nieodłącznych, notatek i książek, które trzeba przeczytać do egzaminów :) I tak, mimo całego ,,sesyjnego” chaosu, ośmielę się stwierdzić, że polonistyka jest wspaniała! :)
    Pozdrawiam ciepło Panią Musierowicz oraz wszystkich tu goszczących! :)

  6. A tak się cieszyłam na feblikową bohaterkę! Od rana zaglądałam na stronę, a tu taki klops! Za jaskrawe kolory w świetle dziennym. Ale nie tracę nadziei;)
    Ach, te słynne incipity(jakoś to dziwnie brzmi w pluralis). A to „Rok 1648 był to dziwny rok(…)”, a to „Ogary poszły w las(…)”, a to znowu „Dzięcioł puścił w ruch (…)”
    Ciekawe, od jakich słów będzie zaczynał się „Feblik”?

  7. „Hej, co by to było z nami, gdyby nie praca, no nie?”
    Powyzszym zdaniem oraz wspomnieniem poczatku „Wnuczki” wlasnie dostalam tzw.kopa. Puszczam wiec w ruch swoj niezlomny dziob i ide do roboty!
    Dobrego dnia, Pani Malgorzato!

  8. Dzień dobry!
    Styczeń ciepły, ale nie można powiedzieć, że „jak nigdy”. Pamiętam taki, kiedy pszczoły się obudziły i zaczęły działalność jak na wiosnę.
    Wczoraj w lesie też słyszałam dzięcioła.

    Biedronko, tak jak się obawiałam, światło dnia ujawniło kolory zbyt jaskrawe. Siadam do malowania za moment. Co zrobię, pokażę (pani wydawczyni odebrała fluidy i dzisiaj od rana pyta o nową okładkę).
    Hej, co by to było z nami, gdyby nie praca, no nie?

  9. Mamo Isi, czytajac wzmianke o dzieciole, natychmiast przypomnialam sobie to:

    „Dzieciol puscil w ruch swoj niezlomny dziob, osadzony w jakze niezlomnej czaszce” :) – czy to nie piekne?

  10. Kochani, u nas w lesie słychać bębnienie dzięcioła! Czyli zachowanie godowe, choć mamy dopiero koniec stycznia. Sama nie wiem, czy się martwić, że jakiś niedoświadczony młodzik zaczyna gody, a zaraz przyjdą mrozy, czy cieszyć, bo wiosna niedaleko?

  11. Dzień dobry, DUA!
    I jak feblikowa bohaterka? Spodobała się Pani w szarym dziennym świetle…??
    Trzymam kciuki i czekam! :-)

  12. Wiesz, Olko, u milczków ono szybko kiełkuje. A kto gada i gada, to ostatecznie wszystko rozwadnia.
    Dzięki za dobre słowo. Staram się zachować odpowiednie proporcje we wszystkim i nie tracić z oczu przykazań dobrego smaku. Dyskrecja jest wielką zaletą.

    Celestyno, wielkie dzięki, pędzę czytać, co pan Falkowski napisał o Krystynie, córce Lavransa. I mam takie wrażenie, jakbym radośnie spieszyła, by przeczytać wiadomości o kimś realnie istniejącym, żywym, z krwi i kości.
    Czy Wy też tak macie jeśli idzie o ulubione postacie książkowe?

    Duśko, błagam o wybaczenie, nie zachowałam wiadomości prywatnej dla siebie, ale jest ona zbyt elektryzująca, by się nią nie podzielić. Jak na pierwsze zdanie, sporo. Rzecz przy tym znamienna!- Różyczka nam chyba wyrośnie na wzrokowca.

    Dobranoc!

  13. Witam!- powiem tak nieoficjalnie, bo mam wrażenie, że Panią dobrze znam.
    Mam 20 lat, a Jeżycjadę poznałam ponad 10 lat temu. Towarzyszy mi więc przez pół życia, a to niemało :)
    Mogłabym wiele pisać, i wiele próśb do Pani skierować ( chociażby żeby wyjaśnić, co z Żabą! Nudną-nienudną bohaterką- to nie byle co tak skonstruować postać). Ale poruszę tylko jeden temat: jak pokazana jest u pani miłość.
    Nie wiem, czemu autorzy książek dla nastolatek, chcąc pokazać wielkość miłości, pisze ciągle tylko o pociągu fizycznym. Mnie to wręcz odrzuca. A przecież nie powinno! U Pani też pociągu fizycznego nie brakuje ( te iskry między Pulpą a Baltoną!), a mimo to jest on na dalszym planie. U Pani widać uczucia, to skrępowanie, tę nieśmiałość- tak urocze, rozczulające ( scenę przy oknie Bebe z Dambem mogłabym czytać i czytać). Uwielbiam to w pani książkach, dlatego trochę żałuję, że we „Wnuczce” tak szybko to uczucie zakiełkowało.

  14. Pani Malgorzato, jeszcze jedno. Wlasnie na stronie Wiwo znalazlam artykul „Dzwony na smierc Krystyny” (o ulubionej ksiazce Mili B.) autorstwa NaszegoPanaPolonisty, Stanislawa Falkowskiego. Polecam!
    Dobranoc:)

  15. A! co za elektryzujaca i ekscytujaca wiadomoc!! Bohaterka „Feblika” juz namalowana! Bedzie mozna sobie snuc ciekawe domysly:)
    Pani Malgorzato, kocham Pania:-)

  16. DUA, co za radość! Będę myśleć całą noc o tej feblikowej panience!:)

    P.S. prywatne: Różyczka wygłosiła dziś swe pierwsze zdanie: Mam oko. ;)

  17. Mam wrażenie, że temat chórów parafialnych wyczerpany został do cna. Pamiętajmy, że strona ta przeznaczona jest przede wszystkim dla Dziatwy, która czyta to wszystko z rozdziawioną buzią zbiorową. Albo i nie czyta.

    Jutro radykalna zmiana nastroju: namalowałam bohaterkę „Feblika”. I pokażę ją tu !- jeśli jeszcze będzie mi się podobać rano, przy dziennym świetle.

    Ściskam wszystkich i dobranoc!

  18. Uwaga, będę się czepiać. Pani Małgorzato, cierpliwości, to wszystko przez łacinę.
    Baltono, „Exsultet” z „s” w środku, a „In altum” nie ma powodu pisać dwiema dużymi literami. To nie jest niemiecki.
    Mamo Isi, „Dixit Dominus” nie musi kojarzyć się tylko z Haendlem, ale przybierając taką nazwę chór powinien mieć ten utwór w repertuarze. I dobry zespół smyczkowy do współpracy.
    Ceterum censeo facistolium nie jest konfesjonałem, lavabo ani ołtarzem. To jest pulpit pod antyfonarz, tj. pod nuty. Ale gdybym miała wybierać między polskim Chórem Świętej Rodziny a „Facistolium”, to ze względu na straszny zanik kultury łacińskiej wybrałabym tę pierwszą nazwę
    Nie, nie jestem koleżanką po fachu Gaby Borejko, ja tylko mam kompleksy, że łaciny mnie nie nauczono i staram się nadrabiać braki, jak tylko się da.

  19. Baltono, buchasz energią, jak prawdziwy Baltona; jestem pełna podziwu:)
    Niestety, wszystko zaklepane, i Exultet, i Sagrada Familia, a chór Duc in Altum jest nawet u nas w Gdyni u Redemptorystów.

  20. Oho! Kolejny chór bez nazwy! Tak samo jak nasz szkolny. Cudowna pani dyrygent, sukcesy, wyjazdy, ale nie ma nazwy…
    Ciągle wymyślamy, ale niekoniecznie musi to być po łacińsku (to nie chór kościelny).

  21. Chciałabym jeszcze napisać, że obrazy to niezwykłe przedmioty, podobnie jak książki mają zdrowotne właściwości (o ile tak to można ująć w skrócie). Jakiś czas temu dostałam od znajomej parę dobrych obrazów. Powiesiłam je i w naszym domu zrobiło się zupełnie inaczej. Od tego czasu nie łapie mnie już tak bardzo jesienna lub zimowa czy jakaś inna „deprecha”. Dzisiaj już w niewielu domach są obrazy, a przecież były kiedyś chyba w każdym domu, przynajmniej te religijne oleodruki. Kiedy jako mała dziewczynka jeździłam na wieś, było ich tam pełno. Codziennie te nasze widzę. Może to te kolory… .
    Jednak te oglądanie w komputerze to nie to samo. Ale „na bezrybiu i rak ryba”.

  22. W naszej Bibliotece Wojewódzkiej pojawiła się „Wnuczka do orzechów”. Zapisałam się do kolejki do przeczytania. Mam termin na kwiecień. Zupełnie jak kiedyś w sklepie po pralkę. Towar bardzo deficytowy. Ostatnio nie kupuję niestety książek z prozaicznych powodów.

  23. Exultet
    In Altum
    Sagrada (to po hiszpańsku i katalońsku, ale odnosi się do Świętej Rodziny)

  24. Dzień dobry wszystkim:) Za mną zarwana noc, więc jestem nieco nieprzytomna, a tu – jak widzę – praca wre, aż miło!
    Sondelani, chór Cantate Domino już jest i to niejeden chyba;(
    Arete i Sowo P,trudno mi powiedzieć, czy nazwa kościelnego mebla to słuszna nazwa dla chóru; czy mamy przez to implikowac, że chór to kolejny mebel? Poza tym uciekałabym od nazwy chóru, której znaczenie byłoby znane tylko wtajemniczonym i najstarszym góralom.
    Chór Św.Rodziny jest nazwą znakomitą i zapisuję ją w kajeciku. Tylko zaznaczam, że gremia decyzyjne preferują łacinę, bo jednak co język sakralny, to język sakralny. Co racja, to racja.
    Wszystkie możliwości jakie stwarza sublimius/sublimus/sublimis, nawet sublinus – jak by kto nie usłyszał dokładnie – odkładamy, bo będą tylko źródłem nieporozumień, jak powiedział bodajże Lis do Małego Księcia nie mając przy tym na myśli chóru.
    Scoiatello, Dixit Dominus brzmi słusznie, tym niemniej kojarzy się na poczekaniu z Haendlem. Nb. najpiękniejsze dwa zdjęcia, jakie mi się w zyciu udały, były z wiewiórką! A tak w ogóle, też jestem za włączaniem choćby po to, aby się nie czuć wyłączonym;)
    Baltono, Angelicus, Magnificat, Ruah – wszystko już nam podebrali;) Natomiast Scholą nazywamy parafialny chór dziecięcy.
    Pozdrawiam z całego serca cały Lud Księgi z Wodzem na czele:)

  25. Co za dobra wiadomość!
    Nie świętujmy jej oficjalnie a hucznie, poczekajmy na Lilkę (ma teraz ważniejsze sprawy na głowie). Ale cieszyć się już możemy! Ważne, że wszystko poszło jak trzeba.

  26. Dzien dobry,
    Nie wiem, czy wolno mi oglaszac publicznie wiadomosc otrzymana z drugiej reki, wiec zostawiam to do decyzji Starosty.
    Otoz Fanka R, powiedziala mi, ze nasza Lilka z Warszawy urodzila pare dni temu drugiego synka, Witolda Wojciecha. Mamusia jest przeszczesliwa! Ja tez sie bardzo ciesze i chcialabym Lilce pogratulowac, ale moze powinnam poczekac, az ona sama oglosi dobra wiadomosc…
    Pozdrowienia. Prywatny list „sie pisze”. S.

  27. Zarwałam nockę. W tym rosole naprawdę jest opium. Tak działają chipsy: otwarte opakowanie zjada się do samego końca.
    A mój wpis zaginął, a odnalazł się. Ten o Świętej Rodzinie i pulpicie na antyfonarz.

  28. Racja.

    Baltono, tak myślałam. Po stylu, po stylu.
    Odpowiedź na pytanie zadane także prywatnie: nie, w Trójmieście.
    Dobranoc!

  29. Gdzieś zaginął ostatni wpis Arete, ale dodam tylko na zakończenie, że również uważam „Chór Świętej Rodziny” za niezły pomysł. Jakoś cały czas czuję, że Św. Rodzina powinna patronować temu przedsięwzięciu. To ważne, żeby w dzisiejszych czasach Rodzina miała głos!

    Dobranoc wszystkim.

  30. Myślałem, że nazwa już wybrana, ale skoro nie….
    Angelicum
    Magnificat
    Ruah

    A może po prostu Schola? (nie wiem, jak to się pisze)

    Na stronie: czuję, że Starosta mnie rozpoznał. Po stylu.
    Good night crescendo, good night tremolo…

  31. Facistolium! Przyszło mi to do głowy jako pierwsze, ale raczej w kategorii żartu, więc nie proponowałam :D

  32. A na przykład : Dixit Dominus, albo wręcz samo Dixit ? Tak jakoś chciałam się włączyć, chociaż nie wiem czy to ma jakiś sens. To znaczy ta nazwa w odniesieniu do chóru, bo włączanie się ma sens, a mianowicie taki, że się nie czuję wyłączona, gdy się tak włączę.

  33. Mamo Isi, sublimus czy sublimis? Tertium non datur.
    Mam pomysł całkiem zwyczajny, ale zrozumiały dla wszystkich: Chór Świętej Rodziny. Bo w takich wypadkach im mądrzej, tym głupiej. Widać to zwłaszcza po licznych nazwach zgromadzeń zakonnych. Te najstarsze nie mają w nazwach napuszonych głupstw. Pewnie dlatego, że nie musiały.
    A „Facistolium”? na mur beton nikt na to jeszcze nie wpadł! O ile ten Wasz kościół nie jest zbudowany w XXI wieku i nikt tam takiego sprzętu ani słowa nie widział w życiu.

  34. Droga Pani Małgorzato,
    Jestem wielką fanką Pani książek – mają one bardzo duży wpływ na moją własną twórczość. Piszę do Pani z pewną prośbą, a mianowicie, czy mogłaby Pani nadać imię głównej bohaterce powieści, którą piszę obecnie? Byłabym zaszczycona :).

  35. Hura! A mnie właśnie kurier przyniósł przesyłkę od wydawcy, a w niej – rozkosznie zaczytany egzemplarz Katarki: to „Headlong”, książka, o której niedawno tu była mowa. Autorem jest Michael Frayn, finalista Booker Prize !
    Katarko, dziękuję, miła osobo!

    („Pociecho moja, książeczko…”- jakie to prawdziwe!)

  36. Hura!! Dotarly „Gawedy o sztuce”!! Czerwone, niebieskie i lila :). Chyba mam noc z glowy…
    Mamo Isi, a np Cantate Domino?

  37. Dobry wieczór:) Siadam w kącie i wstydzę się;) Ja też skopiowałam z błędem, a przecież uczyłam się łaciny;(
    Arete, dzięki za korektę – nigdy nie zgadnę, dlaczego tam nie wstawiłam przecinka;)
    Kris, chóry Concordia i Letizia już są. Concordią w dodatku uparły się nazywać liczne przedsiębiorstwa pogrzebowe. Sublimius nie ma, więc go wrzucam na listę w kajeciku.
    Baltono, niestety to samo z Twoimi propozycjami: Vox humana, Marana tha, Vigilamus, De profundis oraz Est, co prawda to ostatnie w postaci chóru Cordi Est. Tak w ogóle Est jako pomysł podoba mi się, ale jak na nazwę chóru – to chyba ciut za krótkie?
    I przy okazji bardzo, bardzo dziękuję za tak wielkie zaangażowanie się Starosty oraz Ludu Księgi w wynalezienie nazwy dla naszego chóru:) Jesteście kochani!

  38. Mamo Isi, te dłuższe zdania łacińskie nie były z mojej strony propozycją nazwy, tylko raczej zniechęcaniem do nich. Pewnie powinnam to napisać wyraźniej. O Jowiszu wiem. A może niepotrzebnie myślimy tylko o nazwach łacińskich, choćby najkrótszych? Może jednak wymyślić jakąś polską?

  39. Tak. To cała treść samochodowej tabliczki rejestracyjnej. EST.

    („…to nie zerwany kontrakt;
    to tylko – w zdaniach zim
    udostępniany kontakt,
    udostępniany kontakt
    z Czymś Więcej, czyli z Nim.”

    S.B. „Podróż zimowa”)

  40. Vox humana?
    Marana tha?
    Est?

    Ostatnią propozycję zapożyczyłem z Tablicy z Macondo.

    P.S. Forgive my latin.

  41. Gabrielo, oto przeniosłam Twój komentarz spod wpisu ” Z nowym rokiem”. Rzeczywiście, zagubiłaś się. A to proste!
    Teraz pójdź w dół i znajdziesz formularz. Wpisujemy się raczej pod najnowszymi wiadomościami. Dobrze, że od strony administracyjnej widzę wszystko!

    Miło mi Cię tu gościć (pod „Z nowym rokiem” też jesteś hi-hi) .Tak właśnie stałaś się moim gościem i mam nadzieję, ze zostaniesz tu na dłużej, już bez kłopotów.

    Dziękuję za miłe słowa, zawsze tak samo się cieszę, kiedy widzę, że komuś przypadła do serca moja praca. Ściskam serdecznie i zapraszam! Napisz coś szybciutko, żebym widziała, że wszystko OK.

    Baltono, i z Ciebie już gość całą gębą! Dziękuję za żywy udział. Chyba jednak „Vigilamus” widziałam w tym spisie chórów krajowych.

  42. Przenoszę wpis Gabrieli:

    „Z wielkim wzruszeniem dołączam do grona wielbicieli (i wielbicielek jak się okazuje) w każdym wieku. Działa słynny magnetyzm Borejków. Mam wszystkie części „Jeżycjady” i gdy tylko mi smutno, czytam je po raz kolejny, całe lub fragmenty. Jestem dumna, że noszę imię jednej z bohaterek i to tej „bez skazy”… Jak zostać „gościem”? Serdecznie wszystkich pozdrawiam, a naszej autorce dziękuję za lata wzruszeń i czekam na następne części,
    Gaba”

  43. De profundis?
    Chociaż to pewnie też tytuł, jako incipit.
    Pneuma?
    Ale to już nie łacina.
    Vigilamus?

  44. Sowo P., jak to jednak widac kto w ogole laciny w szkole nie mial;) Przekopiowalam bez zastanowienia:)

    Dobranoc Pani Malgorzato! Spokojnej nocy wszystkim.

  45. Witajcie, moj poprzedni wpis gdzies zaginal, pomyslalam o takich nazwach jak: Concordia, Laetitia lub Sublimius.
    Macie duzo ciekawych propozycji! Mysle, ze nazwa powinna skladac sie z najwyzej dwoch slow, by latwo ja bylo zapamietac i by wpadala w ucho.

    Milego wieczoru!

  46. Mamo Isi, głowa do góry! Chórów w Polsce jest wiele mnogo, ale pomysłowość ludzka na szczęście nie zna granic. Oczywiście najprościej jest przejrzeć łacińską Biblię czy mszał albo słowniczek włoskiej terminologii muzycznej i zawsze się znajdzie jakieś interesujące wyrażenie, ale osobiście uważam, że w pierwszej kolejności powinno się spróbować nawiązać w pewien sposób do tego co definiuje nasz zespół: miejsce, osoba (np. lokalny, zapomniany popularyzator muzyki), idea, to co chcemy przekazać etc.

    Żuczku, jasne, że vox familiae! Wielkie dzięki za poprawki. Zupełnie nie wiem jaki proces myślowy kazał mi napisać familii! Jak to jednak zaraz widać kto się za bardzo nie przykładał do nauki łaciny ;)

  47. Arete – Deo optimo maximo jest kalką wcześniejszego Iovi Optimo Maximo.
    Ad maiorem Dei gloriam mam na liście już od wczoraj, ale trochę to za długie.
    Vox populi już zaproponował Ignacy B. Jednak dodanie do niego drugiego członu Vox Dei wydaje mi się nietaktowne wobec Pana Boga. Że to niby my śpiewając, jesteśmy Jego głosem? Za wysokie progi na nasze nogi;) Poza tym w odbiorze historycznym chodziło w tej maksymie o to, że jednomyślna zgoda ludu jest znakiem Bożej woli.
    Resurrexit jest krótkie i węzłowate, ale jest to zarazem część Mszy h-moll Bacha i nie tylko i jako takie znane jest najbardziej;)
    Confiteor wciąż mam na liście:)

  48. Akurat był u nas ksiądz po kolędzie. Najbardziej mu się spodobało: Gaude Sancta Familia, ktorą byłam wymyśliłam na kanwie rozmyślań nad wariantami z Familią;) Ale zobaczymy, co powie naszpan organista we środę po próbie chóru.
    Żuczku, bardzo dziękuję za poprawki gramatyczne:)

  49. Resurrexit jako chór mają urszulanki w Grazu (Oberstufenrealgymnasium :), ale nam to w Polszcze nie musi przeszkodzić.

  50. Vox populi, vox Dei – tego jeszcze nie było na liście.
    Nie było tez „Deo optimo, maximo” ani „Ad maiorem Dei gloriam”.
    Confiteor nie musi oznaczać spowiedzi, nawet powszechnej (confiteor unum baptisma ad remissionem peccatorum). A może przeczytać cały tekst ordinarium missae i stamtąd wziąć jakieś wdzięczne – dźwięczne pomysły?
    Resurrexit? Krótko, węzłowato i na temat.

  51. Nazwy piękne, jako filolog radzę tylko uważać z przeróbkami, żeby gramatyka łacińska i serce Ignacego na tym nie ucierpiały, a zatem: Vox Familiae, Familia Tarnoviensis. Natomiast „a cappella” przez dwa „p”, tak jak cappuccino!
    Do usług!
    („Vox populi unisono clamantis in deserto ad maiorem Dei gloriam” – cudo!)

  52. Wiwat, Celestyno! Vox populi unisono clamantis in deserto ad maiorem Dei gloriam – tego na pewno jeszcze nie obstawiono;)
    Też mi się bardzo podoba Vox Familii.
    Gio, masz rację, niestety, zajęli zarówno Cantare, jak i Cantate Domino..
    Starosto, chór Crescendo też już istnieje. Ja się chyba załamię;(
    Sowo P.- będziemy kombinować z Familią. W końcu to się musi jakoś dać zrobić.

  53. Kochana Anno Mario z Radoni, odpowiadam na wiad. pryw. Dziękuję za wszystko, wszystko.
    I nie, to królowa szkocka. Czerwiec.
    Ale i tak dziękuję!

  54. Dzień dobry Wszystkim!
    Mamo Isi, Cantare istnieje w Mławie, wprawdzie jako Zespół Artystyczny Seniorów, ale jednak.

  55. Ale przecież Cantores Sanctae Familiae to nie jedyne rozwiązanie, można pokombinować inaczej: Familia Sonans, Vox Familii, Familianum, Familia Tarnoviense… możliwości jest wiele!

    Confiteor bardzo mi się podoba.

  56. Starosto, Crescendo bardzo mi się podoba, bo o wzrastanie przecie chodzi.

    Wielki świecie, Baltona! I aż dziesięć propozycji nie do odrzucenia! Do chórów anielskich to my chyba jednakowoż aspirować nie możemy – tak to sobie samokrytycznie stwierdzam;)
    Vox clamantis in deserto – typowałam zawczoraj, ale trochę długa nazwa, a po podzieleniu na pół: vox clamantis/ in deserto – niekoniecznie ma własciwe konotacje.
    Cantare – zapisałam jako propozycję do przedstawienia naszemu panu organiście/ dyrygentowi (patrz: naszpan polonista). Podobnie jak Tuba Dei – podoba mi się ta nazwa, chociaż potem pewnie będą nas zwać trąbami;(
    Jest nas więcej niż osiem, więc osiem trąb nie pasuje.
    Domini Cantus – jak najbardziej. Ewentualnie Cantate Domini.
    Czy chór jest głosem ludu? Pewnie tak. Zapisuję.
    Przynajmniej staramy się spiewać unisono, więc też pasuje.
    Jak tremolo, to zaraz będzie propozycja vibrato, a potem allegro non troppo i wtedy zgłupiejemy do reszty;(
    A capella zapisuję, choć to typ chóru i potem będzie: „W grupie chórów a capella wystąpi chór A capella. Trochę głupio.

  57. A tu i Baltona się odezwał!
    Wielkie nieba!
    Tuba Dei!
    A mnie przyszła do głowy włoska nazwa: Crescendo (wzrastając). W zapisie nutowym jest to znak< .
    Zdaje się, że nie ma jej w spisie chórów, który znalazłam w internecie.

    Co do confiteor: (wyznaję) – wyznawać można nie tylko grzechy przecież. A wyznawać wiarę pięknym śpiewem?

  58. Kochana Sowo, parafia jest pod wezwaniem Świętej Rodziny. Ale sprawdziłam ten trop już wczoraj – chór Cantores Sanctae Familiae już istnieje w Tarnowie;(
    Drogi Panie Ignacy B. – Confiteor brzmi krótko i słusznie. I podoba mi się. W dodatku nie ma chóru pod tą nazwą. Jednak czy spowiedź powszechna łączy się jakoś tematycznie ze śpiewaniem?
    Ach, w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że będę kiedyś konwersować z Tatą Borejko. W dzieciństwie sporo sobie pogadywałam z Anią z Zielonego Wzgórza, ale żeby na stare lata znów popaść w dawne przyzwyczajenia;) I kto powiedział, że marzenia się nie spełniają?

  59. 1. In deserto
    2. Cantare
    3. Tuba Dei
    4. Octavus tubis
    5. Domini Cantus
    6. Vox populi
    7. Unisono
    8. Tremolo
    9. A capella
    10. Chór anielski

    ;-)

  60. Kochany Starosto, jeżeli to jest prywata, proszę, po prostu zignoruj ten wpis;) Ale męczę się od wczoraj, bo zadano nam wymyślenie nazwy dla naszego parafialnego chóru. Preferowana nazwa łacińska. Wszystko co nam rodzinnie przyszło na myśl po sprawdzeniu w necie okazało się już zaklepane przez chóry istniejące, których jest w Polszcze wielkie multum .
    A może Lud Księgi miałby jaki pomysł? Albo Gabrysia? Albo Tata Borejko?
    Wasza zgnębiona brakiem pomysłu;(
    mama Isi

  61. Aniu G., mój pierwszy pies też 2 razy drzwi zniszczył. I też, jak nikogo w domu nie było. Mieliśmy drzwi obite gąbką i derką.
    Poszarpał do wysokości wizjera. Na koncie miał też kradzież kurzego skrzydełka i parę razy wyperfumował się – chodziliśmy z nim na łąki. Więcej jego grzeszków nie pamiętam ;)
    Pozdrawiam wszystkich i miłej niedzieli życzę.

  62. Wczoraj byłam na wernisażu drzeworytów Akiry Kurosakiego w naszym muzeum. Ile to pracy, jak trzeba uważać, pracować nad każdym wcięciem w drewnie. A Kurosaki wybiera trudniejszą metodę, bo nie robi czarnych granic między kolorami, które trzeba nakładać, więc każda niedokładność oznacza biały ślad.

  63. Aniu g, a ta książka o Wazach też się świetnie czyta. Polecała ją Ann i ja też polecam! Czyta się jednym tchem.

  64. :D
    A bo w emocjach pisałam, Wójciku. Wymyśliłam ci ja sobie książkę marzenie, a okazało się że ona istnieje i mogę ją zakupić! A w empiku znalazłam jeszcze czwarty tom. To są fluidy właściwe tylko temu miejscu.
    Trwam w napięciu , czekam na kuriera.
    DUA, Burza pozdrawia nieśmiało. Jest zawstydzona bo właśnie robiłam podsumowanie psich psot. Do listy szkód dołączył telefon, dwa piloty, ładowarka do komputera, 3 pary sandałów, dwie pary półbutów, niezliczona ilość skórzanych kapci, trzy szczotki do sedesu, dwie pary skórzanych rękawiczek, dwa noże( trzonki) i dwie pary sosnowych drzwi( miękkie drewno). Ogródek na razie zostawiła w spokoju, czeka na wiosnę. A psoci wyłącznie w samotności, jak domownicy obecni, to pies grzeczny niczym rudo-złoty aniołek. Niestety, musimy chodzić do pracy ;))
    Muszę jeszcze podzielić się nowiną literacką. W Dwójce pani Małgorzata Szejnert mówiła o swojej nowej książce o Polesiu, „Usypać górę”.
    Miłej soboty.
    Pa.

  65. Aniu, te trzy tomy to mogą przyjść dość szybko, ale na tramwaj (i to w dodatku w oczekiwaniu, coś jakby w skoku), to możesz poczekać.
    Hihihi, hura, nareszcie i ja mogę się ucieszyć czyjąś piękną literóweczką.

    tram – po angielsku tramwaj.

  66. Pięć tomów! Zamówiłam trzy i tram w oczekiwaniu!
    Mnie Agnieszka nie pasowała, bo zaczęłam od Mary Poppins i przepadło :))
    Fredzi nie toleruję, podobnie jak Łazika zamiast Obieżyświata( mimo , że bliższy oryginału).

  67. Cudownie, że zostały po niej nie tylko wspaniałe książki, ale nagrania i filmy.
    Oraz wierna pamięć tych, którzy mieli zaszczyt znać Panią Profesor.

  68. Dzień dobry!
    Słuchałam dziś wywiadu z prof. Anną Świderkówną. Miły, łagodny głos. Kolejna Osoba warta poznania. Pozdrawiam.

  69. Uprzejmie donoszę,w kwestii formalnej, że wyszło pięć tomów „Gawęd” Mam cztery z nich i nic się nie powtarza. Kupiłam zaraz po tym, jak Kris wspomniała o autorce w KG. Wielu Księgowym zawdzięczam lektury, oj wielu…

  70. Tez czytalam najpierw „Agnieszke” i wyobrazam sobie ja nieco inaczej, niz Mary Poppins, choc to ta sama bohaterka. Nic na to nie poradze, tak to juz jest z wyobraznia… :)

  71. Wypatrzyłam jeszcze na stronie wydawnictwa Jaguar, że ukazała się też niedawno książeczka Pameli L. Travers „Ciotka Sass. Opowieści świąteczne” – opowiadania jakie autorka rozdawała w prezencie swoim przyjaciołom.

  72. Przedwojenne polskie wydanie książki zatytułowane było „Agnieszka”, dopiero w późniejszych, powojennych wydaniach ( gdzieś w latach 70-ych) na życzenie oburzonej autorki przywrócono głównej bohaterce oryginalne imię.
    A ja i tak wolę tłumaczenie Ireny Tuwim (pierwsze cztery tomy Mary Poppins), niż te późniejsze. Podobnie jak wolę jej „Kubusia Puchatka”, niż tę szalenie poprawną „Fredzię Phi-phi”. Jej tłumaczenia są piękniejsze mimo popełnionych błędów.
    W „Zaczarowanym zamku” Edith Nesbit goście zajeżdżali pod tytułowy zamek psim zaprzęgiem, bo tak przetłumaczyła dog cart;)

  73. Miałam tę serię agnieszkową, kochany Rozmarynie. Scedowałam na wnuczę.
    Tom pierwszy- „Agnieszka” – ilustrowała Maria Orłowska, która w następnych częściach cyklu przeobraziła się już w Marię Orłowską – Gabryś.
    Urocze ilustracje.
    Zdaje mi się, że ta ilustratorka była studentką Szancera na ASP.

    PS. Aniu G, mam już „Gawędy o sztuce”, w 2 tomach – piorunem przysłali!

  74. A propos „Mary Poppins”. Czy któraś z obecnych tu osób miała do czynienia ze spolszczoną wersją tej serii, wydaną w latach 60, gdzie tytułowa bohaterka była Agnieszką? („Agnieszka otwiera drzwi” i inne) Mój pierwszy kontakt z tą niezwykłą opowieścią zaczął się właśnie od Agnieszki. Były tam piękne ilustracje, chyba Jana Marcina Szancera. Miałam jako dziecko dwie czy trzy części, ale potem zniknęły, bo część moich dziecięcych zasobów bibliotecznych oddałam dla oddziału dziecięcego szpitala, w którym moja Mama była lekarzem. Inicjatywa była mojej Mamy i chętnie scedowałam część moich skarbów dla chorych smutnych dzieci.

  75. À propos muzyki, to właśnie lakieruję fugi przy kafelkach. Dobra okazja, by zanucić sobie Kunst der Fuge. Carpe diem.

  76. „Zeszyty konwersacyjne” nie zostały wydane ani po polsku ani po angielsku. Pozostaje najobszerniejsza wersja niemiecka (11 tomów, ed. Karl-Heinz Kohler) oraz okrojona włoska (ed. Luigi Magnani) lub francuska (ed.Jacques-Gabriel Prod’homme).

  77. Dzień dobry Wszystkim.
    Ann, dzięki za wiadomość, nie miałam pojęcia! natychmiast zamawiam „Gawędy o sztuce”:D

  78. Sowo P.
    Pod choinkę dostałam wydanie kolekcjonerskie „Mary Poppins”.
    Są tam wszystkie historie. Cztery pierwsze tłumaczone przez Irenę Tuwim, pozostałe cztery przez Stanisława Kroszczyńskiego.
    Chciałam się zapytać, czy ktoś próbował przepisów Mary ;)

  79. Być może to właśnie w „Przybłędzie Bożym” był ten cytat, Anette.

    Biedronko, tak jest, to klasyczny fluid. Miłego czytania! Język książki jest nieco młodopolski, ale sądzę, że to Ci nie przeszkodzi.
    Zobaczysz, jak się potem rzucisz do słuchania L.v.B.!

    Wiewiórko, „najlepiej, jak to możliwe” zawiera w sobie – jestem o tym głęboko przekonana – możliwość zapomnienia o odkurzaniu.

    Dominiko12, a to ja się bardzo cieszę!

  80. Dobry wieczór!
    Ale fluid!!! Właśnie wyszykowałam się do łóżeczka i chwyciłam za książkę, co czekała na mnie na półce w kolejce „do przeczytania”- a przed wyłączeniem komputera jak zwykle zajrzałam tutaj- i co widzę?!-„Przybłęda Boży”, moja przed chwilą wybrana lektura do poduszki!
    Niezwykłe!!!
    Dodatkowo, grały mi dziś ulubione Beethovenowskie koncerty fortepianowe, 3. i 4. I nie umiem zdecydować, który z nich wolę… (w trzecim najbardziej lubię drugą część, w czwartym zaś- finał)
    Serdecznie Panią i Wszystkich pozdrawiam! Dobranoc!

    PS Wpis o św. Hieronimie świetny, komentarze Księgowych takoż- śledziłam spod regału. :-)

  81. Moim zdaniem, bardzo ważne w tym cytacie Beethovena, są słowa: „jak to możliwe”. Inaczej można bardzo łatwo popaść w pułapkę perfekcjonizmu, a to już nie jest wolność, jeno niewola. Robić WSZYSTKO najlepiej nie da się. Na przykład czasami można nie zetrzeć kurzu, a za to poczytać dzieciom.

  82. Anette, cytat pochodzi z „Zeszytów konwersacyjnych” kompozytora. Jak wiemy, z powodu głuchoty kontaktował się z ich pomocą ze światem,
    Nie czytałam sama tych „Zeszytów”, nawet nie wiem, czy zostały wydane po polsku. Cytat znalazłam w którejś z książek o muzyce. Zapisałam go sobie, bo bardzo mi przypadł do serca.
    To jeden z moich ulubionych kompozytorów.

    Przeczytaj „Przybłędę Bożego” Witolda Hulewicza.

  83. Odpowiadam na wiadomości prywatne:

    Arete, raczej nie, przepraszam. Nie jestem w nastroju.

    Mamo Isi, przecież to już jest w internecie…

    Ann, dzięki za wiadomość. Zdobyłam obie części „Gawęd o sztuce”. Księgarnia internetowa PWN.

  84. Ja z trochę innej beczki. W „Tygrysie i Róży” Robrojek podczas rozmyślań o pracy w Toruniu nad Wisłą cytuje słowa Beethovena: „Należy robić wszystko najlepiej, jak to możliwe, kochać wolność nade wszystko i nigdy nie zdradzać prawdy”. Moje pytanie – skąd ten cytat? Chciałabym poczytać to co czytał Robert.

  85. Sowo P.!
    Zachecilas mnie jeszcze bardziej do obejrzenia filmow L. Majewskiego. Slyszalam sporo pozytywnych opinii, a sam rezyser wzbudza zaufanie. Widzialam jakis wywiad, w ktorym opowiadal o wspolpracy z krytykiem sztuki Michaelem F. Gibsonem i jak doszlo do powstania filmu „Mlyn i krzyz”.

  86. Zainteresowanym analizą detali na obrazach polecam film „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego, który jest interesującym ożywieniem (?) obrazu Pietera Breugela „Droga na Kalwarię”. Tylko lepiej nie oglądać go z dziećmi, pewne detale oddane są bardzo dosłownie.

    I jeszcze zupełnie nie a propos tematu malarstwa, ale za to a propos komentarza Celestyny z 6 stycznia o chałce Trzech Króli – zaglądając przed świętami do księgarń napotkałam w jednej z nich „Mary Poppins w kuchni” :) Co prawda nie jest to książka, bez której nie da się żyć (raczej stanowi miły dodatek dla kolekcjonerów serii lub prezent dla dzieci), to znajdują się w niej dwa świąteczne przepisy: piernikowe gwiazdki (z rodzynkami) i placek Trzech Króli. Wiem, że to informacja z opóźnionym zapłonem, ale przed świętami KG nie działała i nie było jak wspomnieć o tym.

  87. Dzień dobry!
    Kochany Rozmarynie, dziękuję za serdeczną wiadomość prywatną. Trafiła prosto do serca. Bóg zapłać!

    Ann, dzięki. W istocie – nie lubię być przewidywalna!!! – bo nie lubię sama siebie nudzić.

  88. Dopiero dziś czytam te sześćdziesiąt kilka komentarzy pod obrazem. Dziękuję!!!! Dziękuję Wam wszystkim za to, że mogę przysłuchiwać się tak niezwykłej, mądrej i zdecydowanie „w stylu Borejków” dyskusji… Zaczynam się od Was uzależniać… ;) Dobrego dnia…

  89. Ja chyba mam też cierń w łapie i chętnie wezwę oczywiście św. Hieronima. Coś mi się pomylił ze św. Antonim (nie z Padwy). To chyba zew pustyni.

  90. Dzień dobry,
    Aniu.g, ależ Gawędy o sztuce są wydane, przez PWN, zdaje się, że i nawet w formie audiobooków. Ze swojej działki polecam to, od czego zaczynała ta autorka, czyli książki dotyczące życia codziennego na dworze Wazów. Może komuś spodoba się wiek XVII:-) A dla mnie we wpisach DUA podoba się bardzo ich nieprzewidywalność :-) Pozdrawiam DUA i Księgowe:-)

  91. Kochana DUA, mnie z kolei prześladuje ten szklany, przezroczysty pojemnik (buteleczka) wypełniony wodą (?), umieszczony na najwyższej półeczce, obok okrągłego pudełka, na którym ułożono owoce. Ha! Ciekawostka:).

  92. Dzień dobry.
    DUA, czy ma Pani wpływ na radiową Dwójkę? Malutka sugestia wydania drukiem „Gawęd o sztuce” pani Bożeny Fabiani. Ilustrowane pięknymi reprodukcjami. Cóż to byłaby za uczta dla oczu i intelektu. Rozmarzyłam się…
    I w związku z tym proszę o jeszcze: obraz plus wiersz plus komentarze.

  93. Drogi Starosto,
    Dziękuję za ten obraz i za stronę o Herbercie – to mój zdecydowanie najulubieńszy poeta… Podczytuję tutejsze dociekania i hipotezy tyczące się przyrządów w celi świętego i żałuję, że nadmiar pracy nie pozwala mi samemu oddać się takim detektywistycznym badaniom.
    Przypomniał mi się przy okazji album o Hieronimie Boschu i towarzyszące mu eseje. Bosch umieszczał rzeczywiście w swoich obrazach mnóstwo dziwacznych a drobiazgowo odmalowanych przedmiotów – a Fraenger w swoich tekstach wysnuwa z tych wszystkich detali historię tajemniczego zleceniodawcy malarza, zaszyfrowanej mistycznej symboliki i niemalże okultystyczno-heretyckiej sekty. Nie znam się na Boschu aż tak dobrze, by móc z eseistą polemizować, acz mam wrażenie, że ma tendencję do dopasowywania faktów do z góry przyjętej tezy. Czyta się to wszakże jak kryminał – zwłaszcza dla tych, co lubią oglądać obrazy przez lupę…
    Pozdrawiam zza pulpitu,
    Suflet

  94. Tutaj jesteście, dobry wieczór, ja gapa nie znalazłąm miejsca, w którym mogę dodać wpis ( i wpisów też nie widziałam) i już się zdążyłam wystraszyć.
    Uwielbiam Herberta, ale zajrzę jutro, dziś już późno.

  95. Ja też Cię słyszę, Nuelko, przynajmniej w tej chwili.
    Dobra rada z tymi książkami, weź dużo.

    Żuczku, nie wiem, chyba nie wydano „Androklesa” drukiem. Przekład powstał na osobiste zamówienie Erwina Axera. Na jedno przedstawienie.

    Celestyno, z pewnością masz rację, to musiało chodzić o wzrost Gaby. Robrojek był maluchem.
    No i racja z tym, że co było, to jest i być musi.

    Sondelani, mam tę książeczkę i też zaczytaną.
    Ojime można obejrzeć w internecie. Netsuke też.

    Wielbłądziątko za zasłoną, w łożu? A pewnie. Trąba powietrzna też pewnie na poduszce leży.

  96. Slysze Cie, nel-nuelko :)
    Zycze Ci, zeby w tym internacie jakos sie zylo. Bedziemy o Tobie myslec. Wez sobie sporo dobrych ksiazek-przyjaciol na wolne chwile.

  97. Arete, mnie sie wszystkie pomysly Ukochanej Autorki bez zastrzezen bardzo podobaja! Nic lepszego nigdy bym nie wymyslila. Musi byc ciekawie i nie za prosto. Jak w zyciu:-)
    Gaba byla za wysoka dla Robrojka:)

  98. Po ponownym przejrzeniu malarstwa poświęconemu św.Hieronimowi stwierdzam miarodajnie, że jakoś żaden z malarzy nie zechciał umieścić owego wielbłąda na obrazie. Lwa i owszem – co drugi, natomiast wielbłąd im wyraźnie nie pasował do kompozycji. Muszę też dodać erratę do wymienionego zbioru atrybutów przynaleznych św.Hieronimowi, bowiem owa „trąba powietrzna przypominająca Sąd Ostateczny” – jak domniemywam po przeglądzie obrazów – to wcale nie trąba powietrzna, lecz zwykła trąba, w którą trąbiąc archanioł Gabriel nawołuje św.Hieronima na Sąd Ostateczny.
    Tak to jest, jak się atrybuty spisuje bez sprawdzenia. Bardzo przepraszam, więcej nie będę ;(

  99. Dobry wieczor,
    Arete, szerzej w „Corce Robrojka” to bylo o Robrojku i Natalii (oraz ,oczywiscie, o Belli i Czarku). A Gaba i Robert od poczatku byli przyjaciolmi. Wlasnie w „Kwiecie kalafiora” Gabrysia pokochala Pyziaka, co przypieczetowali pierwszym pocalunkiem przerwanym przez wejscie pani Szczepanskiej.
    DUA, dzieki za przypomnienie tych japonskich cudeniek – inro, ojime i netsuke. Poznalam je dzieki zaczytanej kompletnie ksiazeczce „O sztuce Japonii” Zofii Alberowej.
    Te zachlapania boku pulpitu zauwazylam, ale myslalam, ze to byly cienie rzucane przez buteleczki inkaustu :).

  100. Celestyno, bo (chyba) nie było. Ale byli przecież tacy podobni do siebie i tacy sobie bliscy. Ciekawi mnie, czy nie było pomysłu ich skojarzyć? Mieliby o tyle prostsze życie i nie byłoby w ogóle kłopotu z Laurą. A urodziłby się jakaś inna Bella. Zamiast.

  101. Arete, ale chyba w ogole mowy nie bylo, ze Gaba i Robrojek. Robrojek sie kochal w Anieli.
    Albo cos mi umknelo..

  102. Odnośnie Gaby i Robrojka, to było szerzej w „Córce Robrojka”?
    Bo gdy Gaba była jeszcze kwiatem kalafiora, to wcale nie chciała żadnego Pyziaka. Przecież byli tak kompletnie niekompatybilni! (popatrzcie, jaka śliczna aliteracja). Nie pamiętam, gdzie i kiedy zmieniła zdanie. I po co.

  103. Ale netsuke w kształcie wielbłąda już tak! Wyobrażacie to sobie?
    Kochana Pani Małgosiu, dziękuję za przypomnienie o sztuce G.B.Sh! Jakże żałuję, że nie dane mi było obejrzeć tej realizacji w teatrze. Barańczak (ach!), Axer (ach!), Kurylewicz (ach!), Androkles, lew! Znalazłam Pani recenzję sprzed lat, w której przedstawia Pani siebie poniekąd jako królika o szkarłatnych oczkach, a przy tym deklaruje wieczystą wierność maszynie do pisania – urocze jest człowiecze zamiłowanie do staroświecczyzny! Ważne Pytanie: czy przekład Brata został opublikowany?

  104. Czy ktoś mnie słyszy czy słychać tylko moje echo? Niestety idę do szkoły z internatem i nie wiem kiedy będę mogła się w najbliższym czasie odezwać, ale będę tęsknić.

  105. Wielbłąda brak.
    Ghirlandaio się zaniedbał.
    No, bo przecież pod stołem wielbłąd już się nie zmieści?

  106. Jest lew! Jak to dobrze, że to zostało ustalone;) ? Szczególnie, ze na obrazie powinny być wszystkie atrybuty świętego! Czyli: czaszka, gołębica, kamienie, klepsydra, księga, lew u stóp, oswojone lwiątko, model kościoła, pióro pisarskie, rylec do pisania i tabliczka, trąba powietrzna przypominająca Sąd Ostateczny oraz wielbłąd.
    Nie miałam pojęcia, ze Sąd Ostateczny będzie przypominał trąbę powietrzną.
    No i gdzie jest wielbłąd?

  107. Jane, ladnie wpisujesz mi sie tutaj w caly kontekst. Jeszcze raz pragne Ci podziekowac za skany, ktore mi przeslalas o przekladaniu nieprzekladalnego, autorstwa s.p. Stanislawa Baranczaka. To bylo chyba w listopadzie..
    Teraz rozmawiamy tutaj o patronie tlumaczy, sw.Hieronimie.
    Pozdrawiam serdecznie!

  108. DUA, mnie również bardzo się ta książka podoba (jestem w trakcie). Co za świetny pomysł, aby opisać losy tych tajemniczych figurek na przestrzeni dziejów rodziny! Poczytam sobie jeszcze o tych ojime, o których Pani pisze. Zapowiada się ciekawy wieczorek ze sztuką japońską:).

  109. Dzień dobry.
    Z wielkim zainteresowaniem śledzę wpisy dotyczące obrazu Domenico Ghirlandaio – dziękuję, że dzięki Wam uczę się patrzeć (Księgowe są super, na ilu rzeczach się znają) . Tak przyszło mi na myśl, jak to się plecie – dzięki Kochanemu Staroście mieliśmy wiersze poranne, a w tym roku „analizujemy” (niektórzy tylko biernie :)) już drugi obraz.
    Dla mnie przejmujące jest spojrzenie św. Hieronima – mam uczucie jakby patrzył badawczo nie tylko w przestrzeń metafizyczną, ale wprost na mnie! (to znaczy oglądającego :)) . Bardzo mi się to podoba.
    Ponieważ lubię wiedzieć, poczytałam o św. Hieronimie co nieco – i mam skojarzenie z prof. Anną Świderkówną – ona też zajmowała się antykiem, ale dopiero później „oddała” się Biblii.
    Życzę Wszystkim miłego, spokojnego dnia.

  110. Arete, na szczescie wyszla za niego Natalia:-) Nic w przyrodzie nie ginie, ze tak glupkowato skwituje.
    Nabylam w swiatecznym czasie „Corke Robrojka”, bo mialam okrutna wyrwe, tej akurat czesci brakowalo mi do calosci kolekcji (czytalam, czytalam, ale gdzies w procesie pozyczania mi zaginela po drodze, niech sluzy komu tam przypadla udziale!). Juz sie ciesze na chwile wytchnienia i towarzystwo Robrojka:-)

    Dzien dobry Pani Malgorzato! Dzien dobry wszystkim!

  111. Duśko, przerwałam czytanie „Zająca o bursztynowych oczach”. Ale Adminka czytała go wcześniej i bardzo się jej spodobał, zachęciła mnie.
    Wrócę do tej książki na pewno, zwłaszcza że mam od wielu lat piękny album o japońskich miniaturowych dziełach sztuki zwanych ojime – to takie jakby gałeczki zdobiące sznur sakiewki przy tradycyjnym stroju japońskim, albo sznurek wachlarza.

    Jest w moim albumie i o tym, co sprawiło, że przodek autora „Zająca” popadł w manię kolekcjonerską: to ozdoby zwane netsuke – jeszcze inne drobne rzeźbeczki, także – jak ojime- z kości słoniowej, złota, bursztynu, nefrytu, malachitu etc. I jest na zdjęciach właśnie ten śliczny malutki zając z kości słoniowej, i ma bursztynowe oczy.

    AniuG., ostatecznie zdecydowałam, że lew św. Hieronima jest na tym obrazie, Mama Isi ma rację. On po prostu siedzi pod schowany głęboko stołem, w cieniu tej cudnej tkaniny, dlatego go wcale nie widać. Już dawno jest po wyjęciu kolca z szarej opuszki łapy. Oswoił się i poszedł spać.
    Tak i ja uczynię.
    Dobranoc!
    Dobranoc!

  112. Och, przepraszam za tę „bardzo ciekawą wymianę ciekawostek czytaną z ogromną ciekawością”… . Yghh…! Chyba pora spać… .

  113. Ach, ten dywan, od razu zwróciłam na niego uwagę. Piękny jest. Jak dobrze, że istniał naprawdę!
    A na półeczce cytryna i pomarańcze z listeczkami. I cudna kryształowa karafka. Uwielbiam wyszukiwanie na obrazach przedmiotów codziennego użytku. Jakieś kubeczki, sandałki, grzebień, miska itd. Są takie wzruszające.
    Lewka wypatrywałam do łzawienia oczu. Coś złocistego u stóp świętego, łapa? ogon? skóra?!
    Popatrzę sobie jeszcze.
    Dobranoc

  114. Dobry wieczór kochana DUA i Księgowe, podobnie jak Żuczek z ogromną ciekawością czytam bardzo ciekawą wymianę ciekawostek na temat ostatniego wpisu DUA. A pozostając w temacie dzieł sztuki, czy DUA przeczytała już może „Zająca o bursztynowych oczach” i może powiedzieć (jeśli to nie sekret), jak Jej się ta książka podobała?

  115. Albo do G.B.Shawa, Żuczku. W nowym przekładzie mojego brata wystawiono kiedyś „Androklesa i lwa” w Teatrze Nowym w Poznaniu.
    Reżyser, Erwin Axer, podarował mi wtedy swoją kopię tekstu, z odręcznymi uwagami, oznaczeniami technicznymi i notatkami. Skarb prawdziwy. Autograf przemnożony.
    Spektakl był uroczy. Scenografia Ewy Starowieyskiej.

    Moniko, witam Cię serdecznie! Ta pani doktor mi się nie podoba. Jak można?!…Każdy ma prawo się mylić. Szkoda, że Cię zniechęciła do FP, zamiast sprostować Twój błąd i dmuchnąć w Twoje żagle, żebyś nabrała zapału.
    Wniosek dla młodzieży: nie trzeba tak łatwo się zniechęcać. Potrzebna jest cnota waleczności.

    Faneczko, dzięki za smakowite kąski w temacie. Rodzinna firma, co?

    Arete, ojejku, już zapomniałam dlaczego.
    Aha, już wiem. Zakochała się w Pyziaku.

  116. Niech mi ktoś przypomni, dlaczego Gaba nie wyszła za Robrojka. Pani Małgorzato, to miało być jak Telemach i Nauzykaa?

  117. Ech, to samo znalazłam. I tyle jeszcze, że w związku z datą dzienną śmierci świętego Hieronima (30 września) obchodzi się Światowy Dzień Tłumacza. Z ciekawostek jeszcze to, że Ghirlandaio wyuczył dwóch braci, synów (nie wiem, ilu) oraz szwagra i siostrę swojego stylu tak dobrze, że do tej pory problemem jest zidentyfikowanie pojedynczych autorów dzieł.

  118. Kto raz w Księdze się rozczytał, ten musi do niej powrócić. Kochani Księgowicze: jesteście przecudowni! Miałabym ochotę teraz podejść do każdego z Was, podać żuczą łapkę i podziękować serdecznie za przepiękną dyskusję (Blablubie podaję dwie łapki naraz – interpretacja z inhalatorem i chusteczką absolutnie mnie podbiła!). Pozdrawiam też uśmiechem tych wszystkich, którzy z przyjemnością przysłuchują się tym światłym rozprawom i sympatycznym pogawędkom, nawet jeśli sami milczą.

    Nawiasem mówiąc, też widzę tego lewka (urocza mordka u stóp Świętego). A Androklesa (vel Androklusa) znacie? (Przed chwilą ją zapisałam, ale obawiam się, że wpis byłby nieco za długi, dlatego tylko polecam zajrzeć do Aulusa Geliusza).

  119. Och, bardzo ciekawe to wszystko. Lubie ten obraz, a Herbert to jeden z moich ulubionych poetow (musze przeczytac „Uciekiniera z Utopii”, koniecznie). Piekny wiersz, opowiada przede wszystkim o uczuciu…
    Twarz sw. Hieronima na obrazie Ghirlandaia jest nieslychanie szlachetna, myslaca i pokorna. Widac, jak Swiety zmaga sie z watpliwosciami.
    Przeczytalam z duzym zainteresowaniem tekst W. Kudyby (dziekuje za namiar na te strone!)
    Ciekawa historia z tymi przedmiotami. Herbert wspomina o wyjsciu do apteki po proszki na bol glowy, co przez W. Kudybe jest interpretowane jako nawiazanie do wspolczesnych nam realiow, a na obrazach Van Eycka i Ghirlandaia dostrzec mozna sredniowieczne naczynia apteczne (u Colantoniego ich nie ma!). W. Kudyba pisze tez o zbyt malych naczyniach na wyobrazeniu Colantoniego, by mogla sie w nich odbijac rzeczywistosc – uznaje to za Herbertowska interpretacje. A na obrazie Van Eycka widzimy duze szklane naczynie, ktore wspaniale i dokladnie odbija biurko z ksiazka itp.
    Moze wiec poeta piszac ten wiersz bral pod uwage takze wyobrazenia Van Eycka i Ghirlandaia wlasnie?

  120. Św. Hieronim podobno wyciągnął lwu kolec z łapy i ten lew chodził potem za nim jak pies. Hieronim musiał później bronić go przed różnymi złośliwcami.

  121. bywam tu anonimowo i to mój pierwszy komentarz… ekhm… dziękuję za wiersz pana Herberta – jest przepiękny! kto kiedykolwiek zwariował z miłości, nie będzie się wyśmiewał z lwa ;) chociaż poezja wyżej wymienionego pana nie powinna kojarzyć się mi za dobrze: za jej zły odbiór i fatalną interpretację pewnego wiersza oberwałam porządnie od pani doktor na ćwiczeniach… piętnaście lat temu było się studentem FP, chyba trochę przez pomyłkę…
    Pozdrawiam serdecznie!

  122. „Wzrok jego tonie w przestrzeni metafizycznej”. Pasuje jak ulał do Ignacego Borejki.
    W Krakowie i w okolicach facistolium bywa nie tylko w malarstwie, ale i w kolekcjach klasztornych (a czynnych kościołów jest, według obecnego stanu, 140).
    W tym włoskim słońcu Hieronim chyba nie marznie przesadnie, bardzo cienki ma rękaw tuniki.
    Pani Małgorzato, nie trzeba opisywać. Dla bardziej ciekawych zostawmy nazwę miejsca, z którego pochodzi nakrycie stołu w tym obrazie: Bergama w zachodniej Anatolii. Ten dywan Ghirlandaio wykorzystał jeszcze w kilku innych obrazach. A ja jestem pełna podziwu dla znajomych, którzy mi tę informację błyskawicznie znaleźli.

  123. Kochana Autorko, oraz miły Ludu Księgi.
    Zupełnie nie mam pojęcia, czy moja wiadomość prywatna doszła i została odczytana przez Główną Administratorkę na wszelki wypadek informuję, że pozytywne fluidy i tak do mnie płynęły. Jestem już po wszystkim i nie nawet, o dziwo nie trwało to długo. Przy okazji chciałabym jeszcze pozdrowić Panią Emilię, zawsze mi się podobało to imię. Córeczka mojej znajomej też jest Emilka i bywa bardzo uroczym roztrzepańcem. Aha, Pani Małgosiu, uprzejmie donoszę, że owa Emilka czyta teraz książkę Matylda, a oprócz tego Bamboladię.Z kolej jej mama, Agnieszka niedawno przeczytała Idę sierpniową po angielsku. Gdyż z zawodu jest anglistką i przygotowywała sprawdzań z rozumienia tekstu czytanego przez młodzież. Tak więc ma Pani wierne Czytelniczki w Lublinie. Pozdrawiam

  124. Znów zgadzam się z Wójtem…Dużo można się tu pouczyć i dowiedzieć w ciągu jednego wieczoru. Dziękuję za lekcję historii sztuki i o więcej proszę.
    Ponieważ zagadka była rozwiązana, to poszukałam, gdzie jeszcze w malarstwie taki pulpit można znaleźć.
    Jest na fresku „Zwiastowanie”, również przypisywanemu Ghirlandaio (choć niektórzy uważają, że to dzieło Sebastiano Mainardi), w San Gimignano w Bazylice di Santa Maria Assunta (poderesantapia.com/engels/sangimignano/chiesacollegiata.htm), ostatnie zdjęcie na dole strony. Podobny pulpit jest też na obrazie Vittore Carpaccio „Wizja Św. Augustyna”, na dalszym planie z trzema księgami.

  125. Kochane dziewczynki, darujcie te linki. Nie lubi ich nasz formularzyk i bryka.
    Arete, wszystko piękne obejrzałam i musiałam zachować dla siebie, ale jak chcesz, to opowiem własnymi słowami.

    Kochana Katarko, dziękuję z całego serca – wpis prywatny mnie wzruszył. Ściskam serdecznie Was oboje!
    A ta książka, o której piszesz, ma w Ameryce świetne recenzje, jak widzę.
    Jak najchętniej ją przeczytam!

    Blablubciu, to zdecydowanie nie jest chusteczka. To zwitek. Jakaś notatka. Św. Hieronim tłumaczy Biblię i opływa w papierki. Wzrok jego tonie w przestrzeni metafizycznej.

    Sondelańciu, skopiuj i powiększ obrazek i popatrz sobie – na dużym zbliżeniu widać, że pilnie pisząc, św. Hieronim ochlapał bok pulpitu inkaustem czarnym a także czerwonym! (Kałamarzyki są obok okularków).

    Dobranoc, śpijcie smacznie.
    Miło pomyśleć, że Sowiątko cmokcze usta swej gębusie. Ach, jak dobrze masz, Sowo Przemądrzała!

  126. Dobry wieczór!
    Ja tam myślę, że zielone cacko to elegancki szklany inhalator na olejek sosnowy. Nie da się ukryć, że święty ma przeziębienie – trzyma chusteczkę w lewej ręce. Ach te niedogrzane pracownie!

  127. Herbert! Bardzo lubię, dziękuję za ciekawe tropy.

    Na stole Hieronima stoi zdecydowanie pulpit. Identyczne w kształcie, choć dużo większe były pulpity kościelne do zbiorowego śpiewania chorału, tzw. facistolium.

    A Sowiątko ucałowane mile uśmiecha się przez sen smokcąc usta :)

  128. Kochane Ksiegowe,
    Dzieki za przemily i bardzo interesujacy wieczor z Herbertem, sw Hieronimem na obrazach roznych i sredniowiecznymi skrybami. Mysle tez nad obrazem wiecznosci Mamy Isi… I przypominam sobie ludowe zwyczaje zwiazane z Przejsciem tamze. Znalazlam je bardzo pomocnymi w najsmutniejszych chwilach – gleboka i bardzo ludzka jest madrosc ludowa.
    Pozdrawiam serdecznie.

  129. No szklane, na moje oko przez szklany ekran. Będę kopać, może znajdę jeszcze inną interpretację.

  130. Siedzę w kąciku z otwartą gębusią i się dziwuję, bom porażona Waszą wiedzą. Ale teraz i ja już coś wiem o św. Hieronimie. I o malarstwie. I o Herbercie. ( taki skrótowy Raport Edukacyjny :-) )

  131. Dziękuję :) Nie lubimy długaśnych linek.

    Uwielbiam orientalne dywany i renesansowe portrety. W domu mam takie trofeum:mniej więcej osiemdziesięcioletni modlitewnik

    a kiedy to piszę, patrzy na mnie Matteo Sofferoni namalowany przez Franciabigia.

    Celestyno, ten piórnik i kotara rzeczywiście mogą być z tej samej tkaniny, aksamitu jakiegoś pewnie.
    Że nie ma lwa? To dobrze, jeszcze by zrobił taki nieład, jak u Colantoniego.

  132. Och, och, Katarko, ja chcę to przeczytać! Wymarzona to książka na ciemny styczeń!
    Poszukam. Dziękuję.

  133. Lew może siedziec pod biurkiem. Ja bym na jego miejscu tam się schowała; szczególnie że w dzieciństwie uwielbiałam takie kryjówki;) A poza tym to jest tak, jak z ulubionymi książkami. W dzieciństwie sobie dorabiałam do nich kolejne historyjki, rozbudowywałam o fragmenty, których mi brakowało. W związku z tym teraz jestem przekonana, że on tam siedzi;)

  134. Cześć, ciekawskie dziewczyny :)
    Już obraz Skoczylasa skojarzył mi się z zimowymi scenami Piotra Bruegel’a Starszego, a teraz, pewnie za sprawą Van Eyck’a, znów mi się przypomniał. A wraz z nim książka, którą czytałam na studiach: „Headlong” Michael’a Frayn’a, po brytyjsku dowcipna powieść o tajemniczym, zaginionym od lat obrazie Bruegel’a. Więc pomyślałam, że o niej wspomnę. Pomogła nam nie umrzeć z nudów na zajęciach z metodologii :)

  135. Oj, Arete, coś mi nie chce się zatwierdzić ten długaśny link. Ale zajrzałam ze strony administracyjnej i trafiłam na Erazma z Rotterdamu i na odcyfrowany ów napis nad św. Hieronimem.
    Oto on:

    [R]edde nos claros lampas radio[sa]
    sine qua terra tota est umbrosa
    Czyli:

    Uczyń nam jasne, promienne światło
    bez którego cała ziemia jest zacieniona.

    Dalej możemy się dowiedzieć, że księgi i zapiski znajdujące się u św. Hieronima napisane są po łacinie, grecku i hebrajsku, a Biblia zawiera tekst Vulgaty („oczywiście” jak piszą).

    Bardzo ciekawe.
    Dziękuję, Arete i mamo Isi, za miłą dystrakcję. Dobrze jest skierować myśl ku rzeczom oderwanym.

    Mamo Isi, o lwie przyczajonym pod szatą nic tam nie piszą. Znaczy się, uroiłaś. Wiedziałam, że go nie widziałam!- ale płochliwie pomyślałam, że mi wzrok nie dopisuje.

  136. Magdo Z., to musiala byc pasjonujaca praca, o przedmiotach w poezji Herberta. Przeczytalabym:)

    A w tym napisie odszyfrowalam troche pociete wyrazy i z takimi brakami wpisalam w wyszukiwarke, jak sie przyjrzec to bedzie chyba to: REDDE NOS CLAROS LAMPAS RADIOSA SINE QUA TERRA TOTA EST UMBROSA.

  137. Ja bym powiedziala, ze kalamarz, owszem, lsni, ale ten mieszek zielony to z jakiegos grubszego sukna zrobiony, w stylu tej zaslony, ale upierac sie nie bede.

  138. To zielone zwisające z półki? Na moje oko piórnik, a obok kałamarz. Prywatne zegarki czasu Ghirlandaia to były najwyżej klepsydry, pierwszy zegarek kieszonkowy zachował się w Norymberdze i powstał dziesięć lat po jego śmierci.

    Przepiękne nakrycie stołu miał ten święty Hieronim. Ciekawe, skąd. A poza tym mam wrażenie, że Wit Stwosz znał ten obraz projektując płytę nagrobną Kallimacha do krakowskich dominikanów. Nawet pieczęć tak samo dynda sobie z dokumentu i zapewne jest podobnie czytelna.
    Jeszcze jest napis. Potrafię odczytać „sine qua terra tota est umbrosa”. Gaba, chodź tutaj, przeczytaj pierwszą linijkę. O, przepraszam, dopiero morszczuka smażysz.

  139. W poszukiwaniu informacji, czym jest ów zielony przedmiot, zwieszający się z półki, trafiłam na wpis na pewnym blogu; jego autorka wyjaśnia, że to mieszek na pióra do pisania wraz z kałamarzem – to by się chyba zgadzało

  140. „Uciekiniera z Utopii”czytało się dwukrotnie, a pewnie przeczyta się po raz trzeci. I oczywiście – prawda, Starosto, to miło, że nie wszystko się czytało i zawsze się coś nowego znajdzie. ;)
    A skoro mowa o różnych przedmiotach i jeszcze o Herbercie, to się zdradzę, że pracę tę pisałam właśnie o przedmiotach w poezji Herberta.
    I teraz dylemat – zagłębić się w herbert.guru, czy może pouczyć się do egzaminu? Chyba wybiorę tę rozsądną i pragmatyczną opcję. ;)
    Tak czy inaczej – pozdrawiam. :)

  141. Dziękuję. Rzeczywiście są rzeźnicy i lew. Inna wersja legendy o Hieronimie mówi, że najpierw czytał wszystko, nawet te złe książki, niewartościowe. Potem się nawrócił. Może przyczynił się do tego lew? Albo inaczej, lew symbolizuje tą przemianę. Bo należy nie tylko czytać, ale czytać dobre treści. Chyba, iż chce się mieć mętlik w głowie.

  142. Celestyno, http://herbert.guru/wojciech-kudyba-swiety-hieronim-pan-cogito/

    Domi, jest tam i o lwie. Przeczytaj, to się dowiesz….

    Jas, tak, tak, kardynalski to kapelusz.

    Jestem pewna, że Mama Isi nie pytała o zieloną zasłonkę, tylko oczywiście o ten sam przedmiot, który i mnie zaintrygował: zielone podłużne coś, w szkiełku, zwisające z półki na wprost. Ciekawe. Może to i chronometr? U van Eycka (patrz: tekst p. Kudyby) na skryptorium stoi klepsydra!
    Warto się poprzyglądać tym ślicznym przedmiocikom: z pewnością znalazły się na obrazie nieprzypadkowo. Kiedyś artyści nadawali swoim dziełom głębi, używając powszechnie zrozumiałych symboli. Klepsydra jest z pewnościa jednym z nich. No i świeca. Szukam dalej.

    Miłośnikom Herberta polecam książkę Brata – „Uciekinier z Utopii”.

  143. Straszył rzeźników? I właściwie dlaczego lew był atrybutem św. Hieronima? Skąd wzięła się ta legenda i co ten lew symbolizuje?

  144. Lubiano przedstawiać św. Hieronima jako kardynała, choć nim nie był, a ten czerwony kapelusz to kapelusz kardynalski.

  145. O, jakie tu mile ciekawostki opowiadacie!
    Od razu widac jak sie „brac translatorska” zapalila do tematu:)

    A za ta pistacjowa zaslonka znajduje sie pewnie poslanie Tlumacza (podobnie jak na ilustracji w artykule zalinkowanym przez Ann)

    na stronie Herbert Guru nie moge znalezc tekstu dr Kudyby, znalazlam za to inny. Tutaj w tym pdf, str.9 – 22 jest swietna analiza tego wiersza. Dziekuje, Pani Malgorzato i Mamo Isi za te odkrycia! http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/Content/25496/00029959-0001.pdf

  146. On ci to! Też miałam takie wrażenie, że to pulpit na oryginał Pisma; zresztą ono tam już stoi.
    Natomiast męczy mnie, co to jest to cóś zielonego, dyndającego z półeczki? Jakiś czasomierz?
    Wcale nie jestem pewna, czy lwa tam nie ma; a co to za niewyraźna mordysia na stopach Świętego? Lubię pasjami oglądać obrazy, na których coś się dzieje:)

  147. A jednak to pulpit!- ukazany z profilu. Nie wyglądał na to. Św. Hieronim kładł na nim tekst, który przepisywał na drugim pulpicie, niżej położonym. Ann, jesteś nadzwyczajna! Dziękuję za błyskawiczne rozwiązanie problemu. I za linki do innych ciekawych miejsc internetowych.

    MagdoZ, to miło, że znalazło się coś nowego o Herbercie, prawda?

    Nawiasem mówiąc, ten czerwony, płaski kapelusz z wiersza obecny jest i u Ghirlandaio: leży na półce po lewej, powyżej głowy świętego. Ha!

  148. Lubię, więc w te pędy poleciałam.
    Nie znałam tego wiersza – a myślałam, naiwna, że po studiach znam wszystkie. Nie znałam też tej strony – chyba jeszcze jej nie było, kiedy pisałam pracę magisterską. A szkoda. Ale znałam za to książki Redaktora – i chętnie do nich zaglądałam, pisząc.
    Co to za przedmiot – nie wiem. Ciekawe, kto powie.

  149. Kochana Pani Małgosiu, tylko ekspresowo, bo lecę dalej, a dzień wyjątkowo podły.
    Tam na postumenciku? To św. w swoim skryptorium, do przepisywania rękopisów, jeden pulpicik do pisania, wyżej kładziono oryginał, który przepisywano, o, chyba tutaj dobrze widać, tak z drugiej strony:
    http://chaucer.lmc.gatech.edu/whats-in-a-manuscript-draft/
    A najlepiej wrzucić w google Medieval scriptorium
    A obok ma i okularki, i nożyczki, cały sprzęt podręczny.
    Lecę pędem dalej. Ściskam mocno!

Dodaj komentarz