Poranek po spotkaniu

 

przebisn1

 

Oto bajeczne  ciasteczka, które wczoraj dostałam od KC SowyP – muszę natychmiast je Wam pokazać, bo to, że namalowano na nich śliczne przebiśniegi, jest najzupełniej oczywiste i tylko moje zmęczenie wczorajsze spowodowało, że nazwałam je pierwiosnkami!

Dziękuję!

Przenoszę  tu wczorajszy komentarz, który wpisałam na żywo, po powrocie:

Nie, nie odpadła mi ręka, choć złożyłam co najmniej 530 podpisów (tyle bowiem osób zliczył specjalnym aparacikiem pomiarowym pracownik Empiku, a liczono tylko tych, co wytrwali), od godziny 13 do niemal 21. A przecież wiele osób miało po kilka lub kilkanaście egzemplarzy do podpisania!
Jestem bardzo zmęczona i rozpromieniona radością oraz wdzięcznością.Taka ogromna fala przyjaźni, serdeczności, wzruszeń! Dziękuję wszystkim za obecność, cierpliwość, wytrwałość, za tyle dobrych uczuć! Żałuję, że miałam tak mało czasu dla każdego z Was, a przecież jednak czuję, że te króciutkie rozmowy były maksymalnie treściwe, naładowane emocjami, wszystkie ważne!
Jedna dziewczynka powiedziała, że czekała strasznie długo, ale nie żałuje, bo w kolejce byli sami wspaniali ludzie i tak dobrze się wśród nich czuła. I parę osób jeszcze powiedziało coś podobnego. I ja się tak bardzo z tego cieszę!
Bardzo dziękuję za wzruszające prezenty, kwiaty, rysunki, wycinanki, ciasteczka własnej roboty, za Wasze uśmiechy i łzy.
Nota bene,  wszystkie kwiaty przetrwały, stoją już, opatrzone i zadbane, w wazonach i bardzo mnie cieszą.
Dziękuję też za te wszystkie cudowne dzieciaczki, przyniesione lub przyprowadzone przez młode mamusie, za ich śliczne oczka (dzieciątek i mamuś, rzecz jasna!), za buzie rumiane i za jędrne łapki z dołeczkami. Serce rośnie!

Bardzo, bardzo dziękuję Księgowym, którzy tak licznie się stawili (poznałam nareszcie tajemniczą Nini!) i tak wiernie czekali! Ale też mogli poznać się wzajemnie i wymienić adresy.
Zuzia zaprzyjaźniła się z Patrycją F i bardzo się z tego cieszę!
I w ogóle, cieszę się Wami wszystkimi!

 

A oto prezent, jakże pracochłonny, który ofiarowała mi KC Bella:

 

rys1rys2

 

A tu – kolejne urocze rękodzieło,  kartka z niespodzianką, dzieło Ani Laskowskiej:

 

domek1

 

Trzeba tylko pociągnąć za tę strzałeczkę z boku i…

 

domek2

 

…i już widzimy, że to nowa ilustracja do „Ciotki Zgryzotki” – domek Doroty, a w nim Młoda Para, pewnie w chwili, gdy goście weselni już sobie pojechali. (Uwaga: bardzo rudy Pan Młody, a jakże!)

Wszystko miłe, wzruszające, serdeczne i dobre.

Ależ ciepło nam było wczoraj razem, co?

Dziękuję po stokroć!

 

Wasza – wdzięczna nieopisanie –

Małgorzata Musierowicz

188 przemyśleń nt. „Poranek po spotkaniu

  1. Pani Małgorzato, od czasu kiedy skończyłam czytać „Ciotkę Zgryzotkę”. Nurtuje mnie pytanie. Co się teraz dzieję z Elką Kowalik (kiedyś Strybą) i Bellą Rojek?
    Z bólem czytałam ładny opis witania się Grzegorza z nową wnuczką, wyglądało to tak, jakby zapomniał on, że raz już dziadkiem został.
    Czy dawno niewidziane postaci jeszcze powrócą, albo czy dowiemy się jeszcze co u nich słychać?

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za Pani twórczość.

  2. Niestety nie mogłam dotrzeć na spotkanie ale jestem bardzo wdzięczna za Pani twórczość! DZIĘKUJĘ Już nie mogę doczekać się następnego spotkania w Poznaniu bo mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć. Oczywiście informacja o tworzeniu kolejnego tomu Jeżycjady wywołał we mnie wiele radości.

  3. Dobromiło, a to mnie zaskoczyłaś! Jesteś ratowniczką! Jak ładnie! Co za piękny zawód, i jaki poetycki!
    Bardzo dziękuję za ten przyjazd i tak długie czekanie, i za emocje. Nie wiem tylko, czym ja z Was te łzy tak wyciskam!!!
    Ale rzeczywiście, i ja wróciłam do domu „naładowana” dobrą energią, która tam krążyła.
    Pozdrawiam serdecznie!

  4. Kochana Pani Małgosiu!

    Na spotkaniu wyglądała Pani przepięknie, to było pierwsze, co rzuciło mi się w oczy.

    Przepraszam za pazerność w kwestii ilości książek do podpisania. Nawet gdyby podpisała by mi Pani tylko jedną, też byłabym szczęśliwa, ale nie potrafiłam się powstrzymać, żeby nie wziąć więcej. Wszystkie – niestety – były za ciężkie.

    Przepraszam też za małomówność. To chyba z wrażenia. Miałam ochotę przez chwilę na Panią popatrzeć i tak sobie przy Pani posiedzieć; zobaczyć, że Pani jest „żywa” i tak mi było z tym dobrze, że to mi właściwie wystarczyło. Książki do podpisania to raczej pretekst, ale zarazem wspaniała pamiątka i nowa motywacja, żeby przeczytać jeszcze raz (bo przecież TERAZ to całkiem inne książki! :-)). Żałuję, że nikt w moim otoczeniu Pani książek nie czyta.

    Od wydania „McDusi”, w 2012 roku, czekałam na możliwość spotkania z Panią. Aż się popłakałam ze wzruszenia na krótko przed spotkaniem, że w końcu się udało. 3 dni kłóciłam się z szefem, żeby dał mi ten wolny weekend, dał mi i warto było. Po wyjściu z Empiku doszłam gdzieś w centrum na jakąś ławkę i przez godzinę leciały mi łzy po policzkach. Ale to ze szczęścia. Pomyślałam, że nie jestem jeszcze stara, skoro stać mnie na takie emocje. Zrobiłam sobie przepiękny spacer po Jeżycach, z mnóstwem książkowych wspomnień, za który chyba najbardziej dziękuję. Bardzo odpoczęłam w ten jeden dzień. Od roku pracuję na basenie jako ratowniczka, a 2 tygodnie przed spotkaniem zaczęłam dodatkową pracę jako instruktorka pływania. W poniedziałek na zajęciach dzieci kleiły się do mnie jak nigdy. Tak mogłam przekazać im tę dobrą energię, którą naładowałam się w ubiegłą sobotę. Za możliwość spotkania z Panią bardzo, ale to bardzo dziękuję! :-)

    Co z brunetem – nie wiem. Doszłam do wniosku, że więcej w tym moich marzeń, które jednak nie przekładają się na rzeczywistość.

    W niedzielę po spotkaniu wzruszenie nie pozwoliło mi na wpisanie komentarza, a cały tydzień miałam dość mocno obłożony pracą – dlatego teraz piszę. Specjalnie pod tym wpisem, żeby było tematycznie. ;-)

    Bardzo serdecznie pozdrawiam! :-)

    Dobromiła

  5. Bardzo dziękuję za miłą rozmowę i autografy. Czekałam na tę możliwość kilka miesięcy i nie żałuję ani chwili. Było warto czekać aby poznać Panią osobiście.
    Pozdrawiam

  6. Jak tu miło i wiosennie:) Właśnie siedzę w pracy ( mam okienko) i zamiast się przygotować do kolejnych zajęć , to rozpamiętuję, analizuję i docieplam się! Staromodny, papierowy list z zakładkami poszedł w świat…, mam nadzieję, że wkrótce trafi w kochane ręce i nasze własne, samodzielne i nieprofesjonalne wyroby ( moje i Agaty ) posłużą Wyjątkowej MM i znajdą się w arcyciekawych książkach.
    Nie jestem raczej typem gaduły, wolę słuchać – przynajmniej na początku. Lubię też obserwować i tworzyć sobie historyjki o spotkanych ludziach. Z sobotniej kolejki zapamiętałam siostry Sikory ( Sikorki?) – śliczne, skromne dziewczyny w okularach i kwiecistych sukienkach. Jedna siostra Granatowa, druga – Czerwona ( sukienki+okulary). Bardzo sympatyczne , rodem z kart Jeżycjady. Dołączyła jeszcze trzecia – też ładna ( bardziej Brązowa), ale nie jestem pewna czy siostra, czy przyjaciółka. Czerwona poczęstowała Agatę wafelkiem. Niestety też zrezygnowały po trzech godzinach czekania i bardzo, bardzo powolnym ruchu kolejki, która w pewnym momencie zastygła na AMEN… A za mną stała jeszcze mama z dwoma szczerbatymi Żywiołkami. Dziewoje dużo się śmiały, trochę się kłóciły, trochę były zmęczone i zniecierpliwione, ale mama łagodziła sytuacje , jak mogła i wyrażała swoją wdzięczność, że jej towarzyszą. Szczerbate słuchały muzyki przez empikowskie słuchawki i pogadywały sobie :
    – Powiedz coś
    – Ale co?
    – Obojętnie
    – Kocham cię!
    -I wzajemnie :)
    Fajne były!
    Ja miałam zieloną bluzkę i białą spódnicę w moje ukochane maki i modraki, a Agata – długie ciemnoblond włosy, fioletowe okulary, jasne dżinsy i białą koszulkę z nadrukiem różanym:)
    Zaraz zaczynam zajęcia. Uciekam zatem i pozdrawiam wszystkich bardzo wiosennie! Do następnego spotkania. Ukłony dla Autorki !!!!!!

  7. Już z domu. Wylądowałam i widzę, że nie wysłała mi się poprzednia wiadomość i jeszcze tu jest. Wysyłam więc teraz.

    Chciałam jeszcze o Jadzi i do Jadzi. Tak, Jadzia wspomniała, że studiuje te dwa kierunki, a więc cyfry i cyferki w podwójnej ilości. Podziwiam Cię Jadziu i sukcesów życzę. No i żeby borówki amerykańskie obrodziły w tym roku w ogrodzie.

    Pozdrawiam wszystkich i odlatuję przywieźć polską wiosnę do nas. A może już ten nasz śnieg stopniał przez ostatni weekend, gdy nas tam nie było? – Tak napisałam z lotniska ok 12-tej, ale się nie wysłało.

    A teraz jesteśmy w domu i zastałysmy tu wiosnę! Dziś było 18 stopni i nie ma nigdzie śniegu, którego było sporo jeszcze w poprzedni czwartek.

    Pozdrawiam serdecznie.

  8. Nini, ja przyszłam parę minut po 13 i dotarłam do poziomu kas, potem zrobiłam sobie przerwę, bo wypatrzyłam Księgowych jak wychodzili. Jak wróciłam ok 16 to wylądowałam prawie przy wejściu głównym, a do DUA dotarłam chyba ok. 19.30. Ale przyszliśmy jeszcze z małą grupką uściskać Drogą Autorkę tuż przed 21. Nie wiem czy mogłyśmy się spotkać. Stałam koło dwóch miłych szczupłych dziewczyn z Wrocławia (chyba) i miłej czytającej CZ dziewczyny w niebieskiej sukience, w okularach i fikuśnym naszyjniku. Czy ktoś się rozpoznaje w tym nieudolnym portrecie?

  9. Chyba jednak następnym razem w jakieś karteczki warto się zaopatrzyć. Ja na początku się podpisałam, ale potem karteczka uległa destrukcji i potem kolejkowałam anonimowo… I trochę żal, że się gdzieś minęliśmy z kilkorgiem miłych Księgowych. Choć z drugiej strony – wszyscy w tej kolejce to w pewnym sensie były bratnie dusze…

  10. Hanusiu,(wiad.pryw.), ależ w takim ścisku i gwarze byliśmy wszyscy, że nie dało się dostrzec żadnych uchybień, toteż nie dostrzegłam.
    Pozdrawiam całą Waszą miłą rodzinę!
    Wiolonczela? Pomyślimy.

  11. Radosne dzień dobry!
    Wróciliśmy do domu z wielkopolskich wojaży dopiero wczoraj wieczorem. Zmęczeni, ale szczęśliwi! Cały czas czuję na skórze dreszczyk sobotnich emocji. Podziwiam Panią za wspaniałą kondycję, cierpliwość, uśmiech! Podejście do każdego z nas bardzo indywidualnie, z wielką uwagą, jakby każdy był dla Pani wyjątkowy. Ja tak się poczułam i za to bardzo dziękuję! Wspaniała lekcja dla mnie – cierpliwie słuchać drugiego człowieka.
    Cieszę się , że moje dzieci poznały Panią. Motylek przeszczęśliwy, uśmiech nie schodził jej z twarzy, a Ignaś, hmm, całe szczęście , że wytrzymał i obyło się bez draki ;) Dobrze, przyznam się. Przekupiłam syna……

  12. O jak dobrze trafilismy- wlasnie jemy druga porcje. Jestesmy na ulicy Slowackiego 18- Pani kamienica przesyla pozdrowienia!

  13. Jemy lody z Wytworni lodow – wspaniale! Moj maz kazal Pani przekazac podziekowania, gdyz jak twierdzi nigdy nie jadl tak dobrych lodow smietankowych. Ja sie delektuje „noblesse oblige” lodami z jezyny! ;)

  14. Ann (wiad.pryw.), już czytam „Sweet Danger” Allingham. Dobre!
    U mnie też magnolie kwitną i śliwa japońska, bzy zaczynają.

  15. Słyszałam, że od czasu, gdym tam bywała, tuż obok powstały jeszcze dwie lodziarnie – podróbki.
    Radzę spróbować we wszystkich trzech, a następnie dokonać porównania i podsumowania!

  16. Pani Malgosiu! Au secours! Pyszne lody na Koscielnej to Manofaktura ce Wytworni lodow tradycyjnych????

  17. SowoP, dziś mi rozkwitła w pełni jabłoneczka ozdobna (Malus ×moerlandsii ‚Profusion’), której 4 sztuki posadziłam gdzie tylko było miejsce. Wyszukałam ją w zeszłym roku, zwabiona informacją, że „Profusion” to najpiękniejsza i najcenniejsza z odmian.
    No i trzeba powiedzieć, że ho-ho!
    Zrobimy zdjęcie i pokażemy niebawem.

  18. Marto W.,
    może gdzieś tam jesteś…coś mi się zdaje, że stałaś za mną w Empiku. Może miałaś przy sobie Kłamczuchę, a przed sobą widziałaś blondynkę w zielonym sweterku z mamą? Jeśli to Ty, a nawet jeśli nie, to serdecznie Cię pozdrawiam z Warszawy!
    PS I składam najlepsze życzenia miłośnikom książek:)

  19. Jakaś magiczna ta kolejka była.:))
    Haniu, dobrze, że przetrwałaś.
    Pewnie, że Cię pamiętam! I ja także dziękuję, za uśmiech i za chwilę miłej rozmowy.

  20. Dzień dobry,
    bardzo się cieszę, że mogłam w tę sobotę przyjechać do Poznania. Nie wyobrażałam sobie lepszego odpoczynku po egzaminach gimnazjalnych. Stanie w kolejce było dla mnie najwspanialszym czekaniem w życiu. Nie wie Pani, jak bardzo mi miło, że mnie Pani pamiętała. Z emocji (pozytywnych) aż drżały mi ręce. Do dziś nie mogę uwierzyć i często zaglądam do książki, żeby napatrzeć się na bezcenny autograf.
    Dziękuję Pani za uśmiech i poświęconą chwilę, która dla mnie i tak wydawała się bardzo długa:)

    Pozdrawiam Hania

  21. Oddaję serdeczny uścisk, Jaśminowa Panienko i życzę gorąco, byś koniecznie (i świetnie) zdała maturę!

  22. Słoneczna Pisarko!
    Matura za pasem, a ja nie potrafię oderwać się od Jeżycjady!!! Dobrze, że jesteś : „na dzionek za krótki, na puste ogródki, na wszystkie smutki”! Dziękuję i ściskam z całych sił!

  23. KingoL, już raz wpisałaś się dzisiaj, tymi właśnie słowy, a było chyba to po ósmej rano.
    Odpowiedziałam Ci, ale potem nasypało się tu dużo nowych wpisów, więc nie zauważyłaś tego zapewne.
    Dziękuję za te miłe słowa jeszcze raz i zapewniam, że będę o
    Was wszystkich serdecznie myślała w sobotę!

  24. Kochana Pani Małgosiu :) spotkanie Pani osobiście było dla nas zaszczytem :) Dzięki Jeżycjadzie mój syn Krzysztof pokochał czytanie i rodzinę Borejków tak jak ja :) Nie żałujemy ani jednej minuty z tych sześciu godzin oczekiwania bo poznaliśmy wiele wspaniałych i sympatycznych osób , jak to powiedział mój syn:Pani książki łączą ludzi :)
    pozdrawiam lawendowo :)

  25. Dziękuję, Błotowijku!
    Co za miła wiadomość z biblioteki.:)

    Dziś dzień książki i praw autorskich, dodajmy.
    O dniu róży nie wiedziałam, ale mogę oświadczyć, że bukiety różane i pojedyncze róże od Was trzymają się świetnie i cieszą me oko. Więc mam dzień róży jeszcze przez kilka dni.

  26. A dzisiaj w naszej miejskiej Bibliotece było czytanie Jeżycjady. Cała sala pełna młodzieży szkolnej. Aktor częstochowskiego teatru, Antoni Rot, czytał „Idę sierpniową” – od początku do spotkania z Klaudiuszem w Delikatesach.

    Dziś 23 kwietnia – dzień książki i róży. Proszę przyjąć DUA (wirtualny) bukiet róż w podziękowaniu za wszystko.
    .

  27. Aha: potwierdzam cudowne przeciwzapalne i przeciwbólowe działanie szałwii na choroby jamy ustnej i gardła (najlepiej stosować rozcieńczony ekstrakt szałwiowy).
    Jas ma rację: wspomagająco, równolegle z lekami.

  28. Błotowijku, to było naprawdę miłe spotkanko, to na górze, takie – dziób w dziób!
    Od razu Was poznałam.To dzięki zdjęciom z Krakowa.
    Nie ma co mnie podziwiać, ludzie, taka dniówka o suchym pysku to rzecz zwyczajna, a pamiętajmy, że każda matka czworga dzieci wytrzyma wszystko, i to ze śpiewem na ustach.

  29. To może też się pochwalę, że dostałam od Magdy szklanego żonkila – dzieło sztuki po prostu. :-)

  30. Miałam to szczęście, że jako pierwsza mogłam wyściskać i wycałować panią Małgosię.
    Emocje, radość, wzruszenie, szok po prostu – dobrze, że ochrona nie potraktowała mnie jak jakiejś psychofanki ;)))
    Podziwiam Dzielną Ukochaną Autorkę, że wytrwała pełną dniówkę (8 godzin) o głodzie i wodzie, w piwnicznej izbie podpisując stosy książek, z uśmiechem i dobrym słowem dla każdego.

  31. Jeśli chodzi o spotkanie to pocieszaliśmy się : „W przyszłym roku w Poznaniu, albo po napisaniu kolejnej książki”. Dla dziecka to był duży szok, a dla mnie to był szok, że to był dla niej taki duży szok. Jak coś ma być i cieszy to po prostu musi być. Chyba nie znam się na młodych ludziach. Bedzie większa, to da radę!
    Ale-Piemont to współczuję. Ja polecam coś przeciwbólowego (ze dwa dni boli), Może Tantum Verde, i to co na opryszczkę i półpasiec – bo rozumiem, że to jest ten wirus, samo musi przejść. Ciepło, sen itd. trzeba się wysypiać i brać witaminy, chyba B. Długo się goi, przy osłabieniach i na wiosnę trochę wraca.

  32. Tyle emocji jest jeszcze we mnie po sobotnim spotkaniu. O tym co w nas i między nami- ludźmi chcę rozmawiać. Jak to się dzieje, że tam u mieliśmy być dla siebie mili i dobrzy. Że wyłapywaliśmy wzrokiem mamy w ciąży i z małymi dziećmi, i przepuszczalusmy je bez szemrania do przodu. Tam byliśmy swoi. A w innych miejscach? Działa ESD? Serdeczności jeszcze trochę szczecińskie

  33. Kochani Kolejkowicze z sobotniego spotkania!
    Tak jak Justyna nie mogę jeszcze ochłonąć po spotkaniu z Wielką Autorką. Tak miło było stać w kolejce do KULTURY. Pozdrawiam wszystkich, których tam poznałam, szczególnie dziewczyny z opolskiego, z Wrocławia(jechałysmy tym samym pociągiem), panią z Grodziska Mazowieckiego i tych których nie udało mi się wymienić. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
    A na angine polecam jeszcze płukanie szałwią(oczywiscie dodatkowo, sprawdzone)

  34. Dziękuję za odpowiedź.
    Nasza pociecha zbiera dowcipy i wesołe teksty, sama też pisze dość wesoło, ja znam chyba tylko Sztaudyngera i ks. Twardowskiego, czy ktoś mógłby jeszcze coś polecić. Teraz to chyba będzie do gazetki.
    W angielskiej szkole podobała mi się jedna rzecz: dzieci od początku uczą się pisać opowiadania. Ku mojej radości nauczycielka córki raz w miesiącu zadaje dzieciom dokończenie jakiejś historii. To znaczy jest początek i dzieci mają go dowolnie rozwinąć.
    Ponieważ prawie całą zimę siedzimy w domu (choroby), to opowiadam córce wszystko co wiem o świecie. Pewnego razu mówiłam jej o tym co usłyszałam kiedyś na wykładzie o angielskiej literaturze przedchrześcijańskiej. O tym , że jednym z kanonów w ustnych opowieściach był sen i znajdzie go w bardzo wielu późniejszych utworach. Na drugi dzień córka przyszła z opowiadaniem, jak to ktoś zasnął i śniły mu się niesamowite rzeczy, które przytrafiły się w pewnej drużynie piłkarskiej. Trochę to zawiłe, jak to we śnie. Dzieci szybko chwytają! Proste zasady i już opowieść jest ciekawa. Muszę jeszcze poszperać.

  35. A, to mi ulżyło Starosto najmilszy :)

    Ja również chętnie zobaczyłabym szklany kwiatuszek od Madzi.

  36. Ach, no to tylko osłonowo: budyń, kisielek. Skrobia.
    Cytryna na pewno nie – będzie szczypało.

  37. Dziekuje Pani Malgosiu za przepis, problem tylko w tym, ze coreczka ma angine herpes, czyli w buzi i w gardle ma mnostwo takich babli, jak herpes na ustach tylko wewnatrz i ona nic przelknac nie moze, tak ja to boli.Juz drugi raz przez to przechodzimy. Fluid ja rowniez pomyslalam o naszej Sierotce Marysi, mialam z nia kontak mailowy. Wspaniala Osoba.

  38. Alepiemont, stary dobry sposób ułatwiający przebycie anginy: gruby cukier kryształ skropić sokiem z cytryny i niech dziecko zajada ten przysmak łyżkami!
    Poleciła mi ten sposób pani doktor- pediatra.

  39. Qj, brakuje Marysi, w wielu, bardzo wielu chwilach.
    Uwaga, Ale: zdjęcia ze spotkania zamieści niebawem na swojej stronie fb wydawnictwo Akapit Press.

  40. O, to mi bardzo miło, Pani Małgosiu!
    Zafluidowałyśmy przebiśniegowo z SowąP. ;)
    Ten pan, który wykonał „cacuszko”, rzeczywiście istne cuda i cudeńka potrafi wyczarować ze szklanych prętów rozgrzewanych w płomieniu. A śmiga tymi prętami jak istny wirtuoz, prędziutko. Bardzo lubię postaci chasydzkich skrzypków, które robi, tylko że te strasznie są kruche i delikatne.
    Szklarnia brzmi ładnie – tak dźwięcznie.

  41. Gio, nawet nie wiesz jaka przyjemnosc mi sprawilas mowiac, ze wspomnieliscie o mnie. Nawet sie nie spodziewalam, ze ktos mnie pamieta.Jas, my aktualnie walczymy z angina herpes. Okropienstwo.

  42. Magpie, nie mam adresu Ale. Nasza nieodżałowana Sierotka Marysia sporządziła kiedyś listę „mailingową” i aktualizowała ją w miarę możliwości.
    Nasza Marysia spod wulkanu… bardzo jej tu brakuje.

  43. Magpie, moj adres powinna miec Kris, a z tego co wiem Kris ma z kolei kontakt z Gio:-)Wiec sprobuje przeslac poprzez Kris moj adres do Gio, a ona z kolei moglaby go podac Tobie. Ufff:-)Dziekuje bardzo

  44. Jas (wiad.,pryw.)- nie mam „Roku ogrodnika” w pdf-ie, ale czasem można tę książkę upolować na Allegro.
    Ja sama natknęłam się na nią po raz pierwszy w gminnej bibliotece publicznej!

  45. Dobrego lotu, Justysiu z Asią!
    Bardzo dziękuję za tę niezwykłą wizytę!
    I ściskam Was mocno!

  46. Och, czy możemy zobaczyć to szklarniane cacuszko? Proszę!

    Jane, pewnie, że się podzielę przepisem i wskazówkami, ale to już wieczorem.

  47. Dzień Dobry! Za kilka minut wsiądziemy do samolotu. Pozdrawiamy i dziękujemy. Warto było się fatygować.

  48. Ach, szczęściarze, tak Wam zazdroszczę tej SOBOTY Z DUA. Tak sobie myślę, że skoro czytając Wasze wpisy przez cały czas mam mokre oczy, to co by było gdybym usiadła na zaszczytnym miejscu obok Pani Małgorzaty… . Prawdopodobnie nie wydobyłabym z siebie ani słowa. Wszystko tam miało sens, także stanie w tej ogromniastej kolejce. Zawiązały się przecież nowe przyjaźnie :) Piękne wydarzenie.

    Co do śmiesznych (z punktu widzenia osób dorosłych) powiedzonek dziecięcych, do kanonu takowych w naszym domostwie weszło: Ja: (trzymając kilkunastomiesięcznego synka na rękach, stoimy przy oknie) Popatrz, pada deszcz.
    Syn: (z szeroko otwartymi oczami) Ojtuś boi padadeszczu!

  49. 21 kwietnia zmógł nas dziecięcy wirus, raczej osłabienie po nim. O tej prze roku coś bardzo doskwiera córce, choroba za chorobą, tylko nie wiem co to jest, może alergia? Szkoda.

  50. Z domu nie udało mi się wysłać wiadomości,więc próbuję z pracy.

    A chcę tylko powiedzieć, że nadal po spotkaniu nie mogę ochłonąć z wrażenia.
    Ulubiona Autorka jeszcze bardziej niezwykła w bezpośrednim kontakcie niż sobie wcześniej wyobrażałam.Księgowi, których na chwil parę dane mi było spotkać (Anette , Gio, Beatuszka z Mężem Adamem, Justysia z Córką,Wilk Morski z Puchałką i Kapucynką,Jadzia ,Nutka).Miło było choć przez chwilę popatrzeć w Wasze dobre, szczere i życzliwe oczy.
    Zresztą w ogóle te godziny spędzone w kolejce to jedno z ważnych doświadczeń w moim życiu.Niezbyt często zdarza się takie poczucie wspólnoty z zupełnie obcymi ludźmi,reprezentującymi w dodatku różne pokolenia.Ciągle mam przed oczyma miłe twarze kolejkowiczów.
    I dziękuję za to z całego serca Autorce.Gdyby nie Pani i Jeżycjada, nigdy by mnie to nie spotkało.

  51. Dzień dobry Wam wszystkim, Mili Ludzie!!!
    Zerkam tu raz po raz (Jane, Kapucynko, o tak, trudno, trudno wskoczyć w normalny tryb i skupić się na codziennych sprawach) i to się uśmiecham, to się śmieję (winnisi cudni! biorę!).
    Zachwycam się karteczką autorstwa Ani Laskowskiej. Że o przebiśniegach Sowy nie wspomnę (Sowo, szkoda, szkoda, że przemknęłaś gdzieś tam boczkiem).
    Bardzo jestem ciekawa dzieła Magdy ze Szklarni. :-) DUA, prosimy (myślę, że mogę użyć formy mnogiej) kiedyś je pokazać.
    Ale z Piemontu, może marna to będzie pociecha, ale wspominaliśmy o Tobie. I o Just. I o jeszcze innych „z Księgowości” (to Wilka Morskiego), którzy nie mogli dotrzeć albo z którymi się minęliśmy.
    Anette-Anetko, miło było Cię zobaczyć!
    Karino z córką Agatką, serce mi się ściska, kiedy o Was myślę, i aż mam wyrzuty „na sumieniu” (przekręcam celowo, żeby się zanadto nie rozkleić), że znalazłam się w gronie szczęściarzy. I jestem też dla Ciebie pełna podziwu, że tak roztropnie podeszłaś do całej sytuacji. Przesyłam ESD!!!
    Aha, i jeszcze słówko na temat tremy i emocji, z powodu których zapominamy języka w gębie i wypadamy nie tak, jak byśmy chcieli. Też to mam! Ale już się z tym trochę zaprzyjaźniłam. :-)

  52. Jak miło poczytać te wszystkie komentarze pospotkaniowe, dzięki temu trochę się czuję jakbym też tam była! I chociaż bardzo mi smutno, że nie mogłam rzeczywiście dotrzeć, chyba jednak bardziej się cieszę, że było Wam tak wspaniale i tyle ciepła i radości z tego wypływa :)
    U mnie na szczęście też wszystko wspaniale wyszło i myślami byłam na spotkaniu, nawet zrobiłam zdjęcie zza pulpitu, ale raczej nie dało się go przekazać. A teraz zdążam już ku Wielkopolsce i pozdrawiam z pociągu :)

  53. Magdo ze Szklarni, dziękuję Ci specjalnie za rozkoszną szklaną rzeźbkę przebiśniega!
    Co za cacuszko!

  54. Magdo Z., przepadło, będziesz teraz funkcjonować w mojej wyobraźni jako Magda ze Szklarni. Zuzi dziękuję za inspirację :-)

  55. Aaaa, zapomniałam się przywitać.
    Dzień dobry!

    Kupełnia i Wrepotyczka od razu kojarzą mi się z winnisami, którymi żeśmy byli wg słów kolędy :)

  56. Tak, oj tak, żałujemy, że nie dane nam jest spróbować przebiśniegowych ciasteczek.
    Ale pomyślałam, że poproszę Sowę o przepis : kochana SowoP już przy okazji GalPier (śliczne kamieniczki) chciałam prosić o przepis na spekulatiusy oraz o wskazówki co do polewy w austenowskich ciasteczkach z ubiegłego roku (ogromnie mi się podobały) – czy można?
    Szkoda, że się nie spotkałyśmy – osobiście pogratulowałabym wypieków i podziękowała za inspiracje muzyczne. Fajnie byłoby też poznać Nutkę, Nini i innych miłych Księgowych. Pozostaje to jako plan na kolejne spotkanie.
    (ciągle jestem myślami przy sobocie, zerkam sobie na zdjęcia – trudno wskoczyć w normalny tryb:) też tak macie?)
    Dobrego dnia – u nas chmury.

  57. Dzień dobry!
    Nie mogłam zasnąć do 2 (najpierw czytałam książkę pożyczoną od Magdy Z., a potem nadal emocje okołospotkaniowe mnie trzymały), czytałam wasze wpisy i wspominałam z radością sobotę. Jadziu, Twój uśmiech, nasza rozmowa o włóczkach (mam otwartą stronę polecana przez Ciebie), Twoje korale (mąż też mówił, że to wisienki :-)) i piękny haft – utkwiły mi w głowie!

  58. Już oni tam coś wymyślili, jasne.
    Z dania wątróbkowego zjadłabym wisienki, ale tylko wtedy, gdy nie leżały zbyt blisko wątróbki.

  59. No cóż, jest rysa na naszym charakterze: sowy są mięsożerne. Przepadamy, na przykład, za wątróbka z wiśniami (wiśnie smażone w miodzie, winie i occie balsamicznym). W karcie dań było coś o reintrodukcji bobra. Ale na pewno są ustalone myśliwskie limity.

  60. Ale-Piemont przeczytałam to zdanie – „Czytajac wasze wpisy lzy mam caly czas w oczach.” – i zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, że masz Izy w oczach? hehe ;)

  61. „Jedyny to przypadek, kiedy ktoś nie może się utulić z żalu, że nie stał w dzikim tłumie w ośmiogodzinnej kolejce.” – Mamo Isi chyba cierpię na tą samą chorobę – żalu, że się w kolejce długaśnej nie było. ;)

    A wszystkim obecnym na spotkaniu dziękuję za te obszerne relacje – można się poczuć, jakby się tam z Wami przynajmniej jedną nogą stało. :)

  62. Ach, Sowo, no bo kto to karmi dziecko mięsem bobra? Oczywiście, że musieli go szukać.
    Zaraz, zaraz, a czy bobry nie są przypadkiem pod ochroną?
    Jeśli tak, nie wiem, gdzie oczy podziać ze wstydu za Poznań.

    PS – kupełnia to po prostu to samo, co miasto Wrepotyczka, za którym słychać pierwsze strzały i głos pobudki.

  63. Jadziu kochana, dziękuję za wielką wiad.pryw. Mogę chyba zdradzić, z jakiego powodu Ci serdecznie gratuluję?
    Otóż, Ludu, Jadzia dostała się na drugi kierunek studiów (studiuje już finanse i rachunkowość, a teraz wybrała matematykę i „czuje się tam jak ryba w wodzie!”). Brawo, Jadziu! Jestem pełna podziwu i życzę Ci radosnego poszerzania horyzontów, a także pięknej przyszłości!
    Dziękuję za cenne komentarze do „Ciotki Zgryzotki”. Cieszę się z nich!!!

  64. Dzień dobry! KingoL, to ja w sobotę będę w Waszą stronę wysyłać intensywne ESD!

    Józefino, bardzo pochwalam ten pomysł doskonalenia znajomości języka przez czytanie przekładów książek znanych nam w języku oryginalnym. „Noelka” po japońsku na pewno bardzo Ci pomoże, a więc cierpliwości życzę i zapału!

    Wannabe, dla Ciebie mam, jak się okazuje, przekład „Nutrii i Nerwusa” i jak tylko zdobędę kopertę (wszystkie mi „wyszły” z powodu wysyłania znajomym „Ciotki Zgryzotki”), zaraz na niej napiszę Twój adres, który trzymam w sekrecie, rzecz jasna.
    I od dzisiaj już nie będę miała „wolnych” japońskich części Jeżycjady (sobie zostawiam po jednym egzemplarzu), aż do czasu, gdy pani Kazuko Tamura przełoży „Ciotkę Zgryzotkę”, który to zamiar właśnie mi zakomunikowała.

  65. Pani Małgosiu :) czekaliśmy ponad sześć godzin ale nie żałujemy ani minuty :) Wspaniały czas i cudowni ludzie , jak to powiedział mój syn : Pani książki zbliżają ludzi i to prawda :) W sobotę u nas na wsi czytanie Jezycjady :) mam nadzieje ,że zarażę kolejne pokolenia urokiem rodziny Borejków :)
    Dziękuję ,że Pani pisze , Pani książki są jak plasterki na rany :) mi zawsze pomagają w ciężkich chwilach .
    pozdrawiam lawendowo :)

  66. Dzien dobry.Jestescie wspaniali.Czytajac wasze wpisy lzy mam caly czas w oczach.Tak zaluje,ze nie moglam byc tez na spotaniu i Was poznac i zobaczyc sie z Pania Malgorzata.Ponowie niesmialo moja prosbe o jakies malutkie chociaz zdjecie do Magpie, poniewaz wczesniej wpisalam sie jako Anonim.Zycze Wszystkim pieknego Dnia.

  67. Nini, byłaś gdzieś u końca kolejki? My byliśmy dosyć roześmianą i frywolną ekipą, wszyscy pochodzimy z gór, więc jesteśmy dosyć charakterni! ;) Niestety nikogo z Ludu Księgi nie poznałam. Ale niedaleko za nami była pewna miła drużyna z kwiatami i przemknęło mi przez myśl, że może to ktoś stąd…? :) Czy też wciąż czujecie to miłe naładowanie mimo początku pracy w poniedziałkowy poranek? :)

  68. Droga Pani Małgorzato!
    Ja i siostra moja (Stanisława) będziemy wspominały ten dzień z wielką radością i rozrzewnieniem. Była to już nasza druga wizyta w Poznaniu, jednak o ile bardziej niezwykła! Nie tylko powtórzyłyśmy wędrówki po śladach bohaterów Jeżycjady, ale i odnalazłyśmy kolejne znajome, z książkowych stronic, miejsca. Tym razem czasu miałyśmy o wiele więcej, więc od rana samego aż do wieczora wchłaniałyśmy atmosferę, nastroje i widoczki, jakie podsuwało nam to miasto. A wisienką na torcie (w tym przypadku wisienka powinna być wyobrażana jako dość sporej objętości błyszczący owoc barwy wyśmienicie czerwonej, który nieco przytłacza swą wyjątkowością wspomniany tort) było spotkanie Pani i cały przyczepiony do tego wagon wrażeń. Kolejkowanie, istotnie, było nieco ciężką przeprawą, ale jak tylko znalazło się na tym krzesełku w Pani towarzystwie, to wszelkie trudy oczekiwania zbladły i wycofały się uprzejmie w dalsze rejony pamięci. Tak jak podejrzewałam – moja niezręczność dała o sobie znać i zabrakło mi wszystkich tych słów, które chciało się powiedzieć, a pozostały tylko małe ich skrawki. Jednak mam nadzieję, że mimo wszystko odczuła Pani, jak bardzo byłam szczęśliwa ze spotkania z Panią i jak wdzięczna i wzruszona Najwspanialszym Prezentem. Sam fakt, że pamiętała Pani o mnie jest dla mnie niesamowitą sprawą i dziękuję po stokroć! Noelka była potem przeze mnie gładzona i podziwiana, a i pierwsze próby jej czytania nastąpiły. Jeszcze wiele do nauki dla mnie, ale jestem zdeterminowana, każde nieznane kanji zostanie zapisane, każde słówko czy wyrażenie skrzętnie zanotowane, aż powolutku może uda się dojść do poziomu cytowania książki po japońsku. Oby się udało, oby mi cierpliwości i zacięcia starczyło. Teraz Noelka tryumfuje na miejscu honorowym w moim pokoju, przypominając o Pani wspaniałomyślności i symbolizując marzenia i cele.
    Czas chyba kończyć. Godzina niewczesna (wybiła druga w nocy! ajej…) , a tu rzeczywistość nawołuje, że „halo, spać, jutro powrót do ciężkiej pracy!”. I prawda to, należałoby co nieco odespać po wojażach, choć szkoda, że to już pora zamykać drzwi tej przygody. Może jednak trzeba spojrzeć inaczej – jeśli się nie zamknie tych, to kto otworzy drzwi kolejnym? Tego się będę trzymała, przyszłości i niespodzianek, które ze sobą taszczy. Na koniec tylko wyrażę nadzieję, że prezenty od nas nie pomięły się bardziej (i tak już stan herbatki po wyjęciu z torby mocno mnie stropił, zaś niezapominajki wciąż na nowo budziły w nas mroczne wizje ich nagłego oklapnięcia) i że trafiły bezpiecznie tam, gdzie trafić miały. Jeszcze raz ogromne dziękuję za ten niesamowity dzień. Będzie sobie błyszczał w kalendarzu niczym bursztyn na tle szarawych kamyczków. Oby więcej takich wydarzeń, bo już sama okazja ujrzenia tylu ludzi rozmiłowanych równie mocno w Jeżycjadzie była pokrzepiająca. Stanisława również nakazuje mi tu podziękować od siebie i pozdrawia serdecznie! Teraz już naprawdę kończę – ślę uściski i dobrego dnia życzę wszystkim!

  69. W tej restauracji czas oczekiwania miał się z założenia przekładać na jakość dań, przygotowywanych ze świeżych składników. Zamówiliśmy na przystawkę mięso bobra, to może poszli łowić go do rzeki.

    Na dobranoc, nasz mini-dialog lunofilski:
    ja: Zobacz, Księżyc zbliża sie ku pełni.
    S: Co to jest kupełnia?

  70. No, to się bardzo cieszę, że tak miło miałaś, Jadziu!
    Bzy!- u mnie dopiero kilka kwiatuszków się rozwinęło.

    Biedronko kochana, widzę, że naprawdę fantastycznie się spisałaś!

  71. Dobry wieczór, i ja melduję się już w Krakowa. :) To były cudowne trzy dni!
    Dziękuję Pani, DUA, za to spotkanie. Było mi bardzo miło, że mogłyśmy przez chwilę porozmawiać. Dziękuję wszystkim kochanym Księgowym, z którymi udało mi się spotkać: Sondelani, Gio, Zgredowi i Szarotce, Magpie, Wannabe, Beatuszce, Justysi i Asi, Biedronce na wspak, Błotowijkowi, Krzysztofowi, Puchałce, MagdzieZ, Buczynie, Joannie, Anette, Nutce, Zuzi i Patrycji F. Specjalne podziękowania ślę do Kapucynki, z którą dane mi było spędzić najwięcej czasu ;). Cieszę się, że wspólnie mogliśmy spędzić tyle czasu, zjeść razem i zwiedzić Poznań (Biedronko, dziękuję za oprowadzenie!). To jest tak wspaniałe uczucie móc uczestniczyć w tym spotkaniu, że co chwila mam inny obraz przed oczami, a z radości, to aż tańczę i śpiewam.
    Dziś jeszcze udało mi się odwiedzić parę miejsc, między innymi byłam na mszy u Dominikanów. Przepięknie chór śpiewał. :)
    Skromnym dodatkiem w czasie tego wyjazdu okazały się nocne powroty. Nie wiedziałam, że w mieście tak pięknie pachnie po zmroku, kiedy auta jeżdżą rzadziej. Wczoraj udało mi się znaleźć pierwsze bzy, a właściwie, to same zwabiły mnie swoim zapachem. Zaczyna się mój ulubiony czas o tej porze roku. :D
    Ślę gorące pozdrowienia do Księgowych: tych, z którymi udało się spotkać na żywo, tych, z którymi minęłam się oraz tych, których nie było na spotkaniu. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze (ponownie lub po raz pierwszy). A szczególnie gorące uściski ślę do Pani Małgosi i dziękuję, że dzięki Pani to wszystko w ogóle było możliwe! :D

  72. Żałujcie, ci, którzy nie dostaliście ciasteczek z przebiśniegami od Sowy!
    Znakomite. Po raz pierwszy jadłam speculatiusy (delikatny zapach piernikowy, takie tchnienie, i bardzo smaczne ciasto).
    Sowo, no jak Cię tu nie chwalić?
    Sowiątko skradło mi serce. Tak mógłby wyglądać Le Petit Prince. Co za oczy ma to dziecko!
    Bardzo mi przykro, że musiało być głodne przez półtorej godziny, wstyd mi za Poznań, ale cóż począć, on się jednak mocno osuwa.
    Obrazek Sendaka cieszy mnie bardzo, Sowo!

  73. Chesterko, Nini jest cicha, szczupła i nieduża, zdaje się muskularna i wysportowana, ma chabrowe oczy o szczerym, uczciwym spojrzeniu, sposób bycia powściągliwy i elegancki. Ubrała się w sweterek oraz spodnie koloru swojego seledynowego pawia z Galerii Pierników. No, może bledszy nieco był to odcień seledynu, a raczej seledyno-turkusu. Dyskretniejszy.

  74. Buczyno, jeśli byłaś do końca podpisywania, to byłyśmy blisko.
    Długi czas stała za mną miła Olusia bez śniadania, której kanapki przyniósł brat, ale w końcu zrezygnowała, bo pociąg zaraz odjeżdżał, obiecując sobie, że następnym razem. A potem mile spędziłam czas ze śliczną Mamusią, która Poznań przemierza na nogach, bo tu wszędzie blisko.
    Zytko z rodziną chyba byłam też blisko Was. :o)

  75. Nie, jeszcze nie w domu, Pani Małgosiu. Dojechalysmy do Berlina skąd jutro rano odlatujemy, a dziś jeszcze na szybko poszłyśmy zobaczyć resztki muru w gablocie. Następna lekcja dla młodej.

  76. Namacalne ESD dla Mamy Isi, Isi oraz Pana Piotrusia leżą przede mną na biurku i zostaną dostarczone w stosownym czasie.

  77. „Jedyny to przypadek, kiedy ktoś nie może się utulić z żalu, że nie stał w dzikim tłumie w ośmiogodzinnej kolejce” – bezbłędne, Mamo Isi.

  78. Dziękuję za odpowiedź, DUA!

    Jaka cisza tajemnicza..
    To dopiero była zagadka, zwłaszcza przy pierwszej lekturze.

  79. Ach jej, ciągle tyle miłych słów otrzymuję od Pani, dziękuję z całego serca! Sowiątko też wróciło na swój sposób poruszone spotkaniem, chociaż zupełnie nie rozumiało, w czym bierze udział. W drodze powrotnej w samochodzie raz po raz pytało: „Chcę z tobą być. Sowiątko jest miłe. Dlaczego tak napisała?”. I ciągle chciało oglądać pocztówkę. Cieszę się, że dzielnie zniosło całą przygodę, w całości dość ekstremalną dla małego dziecka. Po spotkaniu w Empiku poszliśmy do pobliskiej restauracji, gdzie kazano nam czekać na podanie obiadu półtorej godziny (mimo, że byliśmy tam niemal sami), po czym udaliśmy się na mszę do dominikanów. Obłaskawiliśmy synka lodami czekoladowymi i pobytem na placu zabaw, ale zwiedzanie miasta pozostawiliśmy sobie na następny raz.

    Obrazek Sendaka wpadł mi w oko kilka lat temu, przy okazji zapoznawania się z jego twórczością. Zobaczyłam Mozarta, ogród i księżyc – i już wiedziałam, dla kogo to (nieświadomie) narysował. Szykowałam się z wysłaniem kartki na imieniny, ale miło, że przydała się wcześniej. Sendak zasłynął książką dla dzieci o potworach, jednak inne jego ilustracje wydają mi się dużo ciekawsze. Potwory nie dla nas, my przepadamy za delikatną książką Else Holmelund Minarik „Mały miś”.

    MadziuZ, ja też żałuję, że się nie spotkałyśmy, szczególnie, że dla Ciebie również miałam przygotowanych kilka speculatiusowych przebiśniegów. I jeszcze jedną przesyłkę dla mamoisiowej rodziny, gdybym spotkała Wilka. Niestety oba pudełka wróciły ze mną do domu.

  80. Właśnie, zapomniałam podziękować Marcowi!
    Całusy, chłopcze miły! Fajną masz Mamę!(Która, nota bene, napisała fajną książeczkę o polskiej ortografii!)

    Tak, Celestyno. Wszędzie znaki.

  81. Nini, bardzo dziękuję za tę wielką wiadomość prywatną. Ha, nadal uważam, że jesteś tajemnicza!
    I bardzo uzdolniona.
    O, proszę: „chabry w zbożu – jakie to ładne połączenie barw”. Zdanko wtrącone od niechcenia. Ktoś tu widzi kolory!
    Jeśli chodzi o zakupy internetowe, to odpowiadam: wszystko mogę kupić tą drogą, ale nie farby do malowania ścian. Zawsze osobiście doglądam mieszania barwników w Leroy Merlin lub Castoramie. Nawiasem mówiąc, lubię te zmyślne maszynki mieszające. Uroki postępu technicznego! – to tam są.

  82. Bello, bardzo duzo usmiechalysmy sie analizujac dokladnie wszystkie tak oryginalnie narysowane przez Ciebie postaci Jezycjady:)

    A to co Pani, Pani Malgorzato, napisala o tym jak Mama wyraznie pochwalila Pania za sprawa kajeciku Kasztanowlosej, bardzo mna poruszylo. Wszedzie znaki.

    Justysia pewnie jeszcze w przestworzach. Alez podroz dziewczyny maja! Intensywna, z „moca wzruszen” i zmianami czasu w b.krotkim czasie.

    Sympatycznie Marco napisal o sukcesie i karierze:)

  83. I to jest takie miłe dla autorki, to rodzinne czytanie!
    Najlepsze chwile życia mi się z tym kojarzą. Każdemu takich życzę!
    Iskro, mnie aż w domu nie poznali, jak przyjechałam. ” Adrenalina w niej buzuje”- orzekli.
    A to była radość ze spotkania tylu dobrych ludzi naraz.

  84. Prawda, Monik?
    Ja tez czytajac slowa Zuzi o Pani Malgorzacie, poplakalam sie. Bo chyba wyjatkowo dobrze ujmuja sedno.
    Nie bylam na spotkaniu, ale co sie wie to sie wie.
    Usmiechnelam sie czytajac o kolczykach kuleczkach Jadzi, bo wlasnie wczoraj nabylam sobie po raz pierwszy zyciu kolczyki o takim ksztalcie. Snulam sie chwile po sklepie z roznymi barwnymi przedmiotami, ciagle chyba myslalam o Was tam na spotkaniu, bo kiedy wzrok moj padl na te drewniane blyszczace, zielone jak limonki kolczyki (sila skojarzen: Dorotka, Jozef) natychmiast je zakupilam.

    Pozdrawiam Karine i Agatke. Czytalysmy z corka na glos wszystkie komentarze i moja latorosl wczula sie mocno w polozenie Agatki, ze nie udalo sie dotrzec do Pani Malgorzaty, bedac tak blisko:(
    No ale juz jest radosc, jak czytam.
    Karino, my do tej pory (moja juz prawie 14latka) lubimy tak na glos razem czytywac Jezycjade. Niedawno jedna z czytelniczek napisala tu ze jej maz czyta na glos i i jest duzo wspolnej radosci. Wiec faktycznie, wiek tu nie ma nic do rzeczy. Jezycjada bardzo nadaje sie do takiego wspolnego dzielenia z najblizszymi.

  85. Czuję się trochę tak, jakbym nie dotarła na jakieś bardzo ważne rodzinne spotkanie. Spróbuję pocieszyć się jak Mama Isi.
    Jakie radosne te wspomnienia. Tylu ludzi „znających Józefa” w jednym miejscu. Pani Małgorzata- niezłomna w dobroci.
    Wspominajcie kochani Księgowi, to jakby dodatkowa część Jeżycjady.

  86. Zuziu (wiad.pryw.)- a mówiłam, popytaj! Wiedziałam, że to będzie ciekawe i że zbieżność nazwiska z miejscem nie może być przypadkowa.
    A jak długa to historia! Masz prawo być z tego dumna. Nie każda rodzina może powiedzieć o sobie, że jest tu z dziada pradziada!

  87. Hm, Kapucynko, jako wielki Pasterz czuję się troszkę zbyt kobieco jednak.:)
    Ale dziękuję za obrazowe porównanie!
    Kracławianko, miło, że się odzywasz – jak się pozna osobiście naszych Księgowych, to się widzi, że nieśmiałość w kwestii wpisywania się tutaj zupełnie nie ma sensu, prawda?

  88. Dla Mamy Isi też poszło „namacalne” ESD, tylko, że ze względu na adres nieznany nie poszło pocztą, lecz poprosiłam KrzysztOfa o doręczenie:)

  89. Jadzia według mnie wygląda zupełnie jak bohaterka Jeżycjady. Już widzę jej uśmiech i ciemną czuprynę wymalowane reką DUA na okładce książki – przeczytałabym z ochotą:)
    Muszę się poskarżyć, że przez te emocje i świeżutkie wspomnienia, nie mogłam się na niczym skupić cały dzień! (Zdobyłam się tylko na powtórkę z mięczaków i kilka stron zadań). A na Mszy Świętej miałam ciągle przed oczami Wielką Panią Małgosię (Pasterza), przygarniającą wszystkich Księgowych (owieczki) do serca. Ehh, jutro, ewentualnie pojutrze mi przejdzie:D

  90. Pani Małgosiu, jeszcze raz serdecznie dziękuję, za te bezcenne chwile! :)
    Kolejkowanie trochę trwało, ale tak jak pisze Jane odbyło się w bardzo miłym towarzystwie (to ja jestem tą Kasią z Wrocławia/Krakowa :)). Właśnie dzięki Jane miałam też okazję przez chwilę poznać i poprzebywać chwilę z Księgowymi. Bardzo Wam wszystkim za wczorajszą dawkę pozytywnej enegii! :)

    Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich :)

  91. Patrycjo, ależ Mama Isi naprawdę bardzo by się zmęczyła. Pamiętam, jak zmęczona była poprzednim razem, przy promocji „Feblika”. Lepiej, że została w domu.

  92. Dzięki, Kris!:)
    Wannabe, to świetnie, że Jadzię spotkałaś. Tak, racja, już wiem, dlaczego mi się tak te koczyki spodobały: owocowe były i bardzo wdzięczne.

  93. Patrycjo i Zuziu, liściki Wasze przeczytałam z wdzięcznością, a niezwykłe róże Wasze są cudownej piękności, zdrowe, mocne, i świetnie się u mnie czują (w ciemnozielonym wazonie szklanym). Wszystkie inne róże i bukiety też znakomicie się przechowały, tulipany odżyły aż miło, a niezapominajki posadzone już w ogrodzie, obok starszych koleżanek.
    Jak miło mieć pokój cały w kwiatach!
    Dziękuję!

  94. Czytam Wasze relacje, opowiesci (napisala tez do mnie Gio) i dzieki temu mam wrazenie, ze choc troszke uczestniczylam w tym wspanialym spotkaniu, pelnym emocji!
    Bylam z Wami myslami, jak zawsze, ale mam ogromna nadzieje, ze nastepnym razem uda mi sie dotrzec.
    Cieplo bije z Waszych opowiesci. DUA, jest Pani wspaniala, tyle godzin przyjmowala Pani Gosci!
    Pozdrawiam z Wyspy :)

  95. Oczywiście, że była Jadzia!! Śliczna i wesoła. Jej pomarańczowe kolczyki kojarzyły się troszkę z wisienkami na okładce Feblika, a trochę z pięknymi koralami Dorotki.

  96. A nasza Jadzia? Spotkaliście się z nią? Miała prześliczną bluzkę czarną w haftowane meksykańskie kwiaty i kolczyki w kształcie pomarańczowych kuleczek, zwisających na łańcuszkach.

    Jane, jak miałabym Cię nie poznać, no powiedz?! Przecież kolor włosów nie jest najbardziej charakterystyczną z ludzkich cech.

  97. Dzień dobry, bardzo dobry!
    (a raczej już wieczór, ale dopiero teraz udało mi się usiąść do komputera na dłużej, piszę tę wiadomość po kawałku już pół dnia :))
    Dziękuję ogromnie za wczorajszą dawkę dobroci i radości. Co to był za dzień! Najpierw przegnałam moją Mamę po Jeżycach (plan wypełniony : Roosevelta, Krasińskiego, Słowackiego i lody na Kościelnej), potem długie kolejkowanie (ale w przemiłym towarzystwie – jedenastoletniej Zosi i jej mamy, Kasi z Wrocławia/Krakowa, dwóch studentek z Poznania), wreszcie chwila (ale wielkiej wagi) rozmowy z DUA (Pani Małgosia mnie poznała – ciepło w sercu i wielka radość), a na końcu spotkanie z Księgowymi (tak się cieszę że mogłam znowu zobaczyć Gio, Beatuszkę z Adamem, Błotowijka z Anią, Zgredzików, no i przede wszystkim poznać wreszcie MagdęZ, a także Wannabe, Magpie, Biedronkę, Sondelani, Zuzię i Patrycję, Justysię, Puchałkę i KrzysztOfa, Buczynę (przelotem – dzięki za spaghetti:)).

    Mama przesyła pozdrowienia (postanowiła przeczytać całą Jeżycjadę od początku, żeby sobie teraz połączyć w głowie tekst z tym co widziała :)).

    Ściskam Wszystkich i do następnego spotkania.
    (A na razie cieszmy się Księgą).
    Jeszcze raz dziękuję.
    Dobrej nocy.

  98. Droga Kasztanowłosa – tak, Podobny ma jasne włosy, ale niestety w Poznaniu byłam sama, ponieważ miał matematyczne zobowiązania we Wrocławiu. Ale za to stałam za parą o której najprawdopodobniej mówisz. Miałam niebieską koszulę w żółtawe koty w lenonkach i pchałam przed sobą po podłodze szary plecak. :)

    Ja z kolei „Ciotkę” czytałam wracając i jakoś tak wszystko mnie w niej wzruszało.

  99. Do pierniczków z Torunia polecamy łyk malinowej nalewki z Krakowa! :)
    Właśnie dotarliśmy po poznańskich wojażach do Małopolski i dziękujemy jeszcze raz za „moc wzruszeń” i przemiłe kadry wspomnień z spotkania! :)

  100. O, to, to!
    Ja ledwo co przekroczyłam próg pokoju, a już mnie przywróciło! Do rzeczywistości. I jakby zaczyna mi świtać, że ten trud, to on już tu będzie. Niczego nie przeskoczę.

  101. Czytając te wszystkie miłe słowa opisujące wrażenia po spotkaniu czuję namacalnie całą życzliwość i dobro, które unosiło się nad poznańskim empikiem. Myślami co rusz wybiegałam wczoraj do Poznania, nawet podczas oglądania spektaklu „Wędrowanie” wg Wyspiańskiego (STU). No bo gdy się słyszy ze sceny „Jest tyle sił w narodzie,/Jest tyle mnogo ludzi;/ Niechże w nie duch Twój wstąpi/ I śpiące niech pobudzi” natychmiast przypomina się mówiąca tę zwrotkę Łusia. Oj, podobałoby się jej to przedstawienie…
    Pozdrawiam serdecznie, mając nadzieję, że może przy okazji „Chucherka” uda się spotkać :)

  102. Drodzy Księgowi i Ty mamo Isi, ja też jestem nieutulona w żalu, że tym razem nie mogłam być z Wami. Zuziu, masz niewątpliwy talent, zapisuj sobie różne myśli. Czytając Twój wpis popłakałam się. Coś czuję, że bardzo możesz pomagać innym.
    DUA, dziękuję, dziękuję, dziękuję.

  103. Mamo Isi! Myślałam o Pani i nawet słownie wyraziłam żal, że Pani nie ma! I Isi!
    A Wilk Morski zupełnie mnie zaczarował, to chyba przez tę brodę. Krzysztofie, czuję, że mogłabym Pana słuchać godzinami.
    O Kapucynce, Jadzi, Biedroneczce, Magpie i jej mężu, Madzi Z., Gio, Wannabe i innych Księgowych, z którymi po prostu nie zdążyłam dłużej porozmawiać już nie wspomnę. Jesteście cudowni, to się od razu wie.
    Przykład? Proszę bardzo. Z Zuzią zobaczyłyśmy się wczoraj po raz pierwszy od ostatniego autorskiego spotkania (czyli 2,5 roku), a żegnając się wczoraj blisko 22:00, byłyśmy pewne, że to to, co nazywa się przyjaźnią.
    Psiakrostka, mam łzy w oczach.
    Pani Małgosiu, kłaniam się w pas! Aha, czy zauważyła Pani na tym skromnym bukiecie różanym dedykację od nas – Zuzi i mnie?

  104. Dziękuję pięknie za odpowiedź. Nawet Pani sobie nie wyobraża, jaka ekscytacja w domu!!!! Jutro wysyłam. A za chwilę idę do córci z ” Ciotką Zgryzotką”. Ja swoją kolejkę machnęłam w nocy, a teraz stopniowo uskuteczniamy z Agatą całą powieść – wieczornymi porcjami w łóżku, powoli, po kawałeczku . To takie nasze czytanki-przytulanki z Borejkami od lat. Nie wiem, czy już nie jest za duża na mamine wieczorynki i wspólną lekturę…, ale chyba na to nigdy się nie jest za dużym? Prawda?

  105. Inwersyjna Biedronko, w imieniu swoim i Szarotki dziękuję za oprowadzenie nas (i innych) po Poznaniu z uwzględnieniem strawy duchowej na Jeżycach i duchowo-somatycznej na Starym Mieście.

  106. Puchałko! Bardzo dziękuję, że zrobiłaś nam tak liczne i wspaniałe zdjęcia.
    Spisałaś się niczym Signor Mari.
    Z wiadomego wzruszenia nie podziękowałem Ci wcześniej, przepraszam.

  107. Dziękuję za wyjaśnienie oraz za wczorajsze spotkanie:-) Najlepsze życzenia zatem dla wszystkich Księgowych z okazji jutrzejszego święta!

  108. Nutko, czy Twój Podobny ma jasne włosy? Bo jeśli tak i jeśli staliście gdzieś za mną, to możliwe, że wiem o kogo chodzi.

    Cały dzień chodzę jak we śnie, ale jutro szkoła mnie, niestety, twardo przywróci do rzeczywistości.
    Czytam „Ciotkę” po raz drugi, ale co chwilę wracam na pierwszą stronę. Mam wrażenie, że wszystko jest inne po tym Spotkaniu. Dziękuję jeszcze raz. Za wszystko.

  109. Karino, zawsze wszystko można przesyłać na adres Akapit Pressu, wydawnictwo mi to dostarczy.
    Z zakładki bardzo się ucieszę!- wciąż potrzebuję nowych.
    Katakumby były całkiem znośne, dmuchano na mnie wentylatorem stojącym i wskutek tego rzeczywiście akumulator zasilał mi się równomiernie, nie przegrzewając się.
    Ja też nie przewidziałam, że tak długo to potrwa (to był rekord, zwykle podpisuję 3-5 godzin, więc rodzina się martwiła, co ze mną się dzieje!), i szkoda, że nie dostałyście się do środka, ale, z drugiej strony – co za radość z takiego tłumnego spotkania!
    Jeszcze się przecież zobaczymy, a jeśli nie – nie ma zmartwienia, książki są bardziej interesujące niż autorka! Naprawdę!

  110. Szanowna Pani, Moja Ukochana Autorko Lat Dziecinnych i Nie Tylko!

    Jestem w żałobie – byłam wczoraj w empiku. Nie udało się:( Musiałam wracać. Przyjechałam 70 kilometrów, spędziłam w kolejce 3 godziny i zbliżyłam się zaledwie do schodów, a tam – kolejne dwie lub trzy godziny. Nie marudzę, wiem, ile czasu Pani spędziła w tych katakumbach. Tylko domyślam się, jak musiała być Pani zmęczona…., choć pewnie zasilała Pani swój akumulator miłością i wiernością czytelniczek :)
    Przyjechałam z córką ( lat 12) i niestety nie przewidziałam, że tyle czasu może to zająć. Bardzo, bardzo ubolewam… Postanowiłam jednak pospacerować z nią po Poznaniu i poszukać śladów Borejków. Odwiedziłyśmy wszystkie kluczowe miejsca, spotkałyśmy dwie miłe panie z Wrocławia, z którymi robiłyśmy sobie zdjęcia przy Roosevelta 5, poczytałam na głos fragmenty ” Ciotki Zgryzotki” w kafejce na rogu Roosevelta i Krasińskiego ( Sweet Surrender), a w empiku – nadal ARMAGEDON! Niestety musiałyśmy wracać. Może innym razem się uda…
    Agatka przygotowała piękną zakładkę do książki dla Pani. Chciałyśmy wręczyć osobiście, uściskać, podziękować, poplotkować – choć sekundę – o Borejkach, życiowych wartościach i literaturze. Obiecałam, że dostarczę. Napisałam staroświecki, papierowy list, zapakowałam zakładkę … i co dalej? Czy jest jakiś oficjalny adres, na który można to przesłać, jakaś skrytka pocztowa? Przysięgam – bez żadnej bomby! Czysta miłość, wdzięczność, sympatia, szacunek i zakładka w kaktusy.
    Pozdrawiam Panią gorąco i życzę PIĘKNA wokół!

  111. Moniko, tak po prostu się nazwali ci, którzy stale bywali w tej oto Księdze Gości, od niedawna mieszczącej się pod szyldem „Aktualności”.
    A teraz są to wszyscy, którzy tu bywają. I którzy lubią Księgi w ogóle, a więc książki też.

  112. Ależ tu radośnie! Wszyscy naładowani dobrą energią po spotkaniu. Tym więcej mi żal, że jednak nie dotarłam (choroba uniemożliwiła mi podróż), ale nie tracę nadziei. DUA, może da się Pani namówić na spotkanie po „Chucherku”? Wiem, że to na razie pieśń przyszłości, teraz musi Pani odpocząć.
    Wczoraj myślałam o Was cały dzień. Uśmiecham się do wszystkich serdecznie.

  113. Jedyny to przypadek, kiedy ktoś nie może się utulić z żalu, że nie stał w dzikim tłumie w ośmiogodzinnej kolejce.;)

  114. To spróbuję jeszcze raz.
    Cieszę się, wręcz fruwam z radości, że moje rękodzieło się podoba! Faktycznie – chusta bardziej na jesień i zimę. Chociaż jeśli lato będzie chłodne, to kto wie, czy jednak się nie przyda.

  115. Asiu, nic się nie zgubiło, pani wydawczyni czuwała nad wszystkim!
    Dziękuję!:) Lubię Folkstar.
    Anette, a jakże! Myśl już o pięknej muzyce dla „Chucherka”!

  116. Cały dzień myślę o wczorajszym spotkaniu i się uśmiecham :) I przywołuję w myślach kolejkowe rozmowy i rozmowę o „Złotym tangu” :) Jeszcze raz dziękuję Pani Małgorzato. :)

  117. Nutko (wiad.pryw.), ano właśnie, właśnie!!!

    Ale, powtarzam, lakoniczne komunikaty bywają bardzo cenne!

  118. Droga Pani Malgorzato!
    Biję się w piersi, moja wina, przecież pisała Pani, że jeździła do Bielewa, do rodziny Pani niani. Przejeżdżam czasami przez te okolice jadąc do Racotu, jest to już jednak południe Wielkopolski. Polecam się odnośnie ciekawostek zwiazanych z pobytem Mickiewicza w Łukowie, Rożnowie i Objezierzu. Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam i życzę Pani zasłużonego odpoczynku po wczorajszym dniu.

  119. Ateno, mówiłam Ci (i napisałam), że szły do Ciebie sygnały, i to mocne!
    Alek? Zanikł. Może to tylko wiosna i nowe nietoperze w Puszczy, ale trochę się niepokoję, czy co złego się nie wydarzyło.

  120. Madziu, wszystko OK, ściskam Cię.

    Magpie, poszłam dziś sobie do ogrodu w chuście od Ciebie, ale za ciepło już jest na nią. Bedzie jak znalazł na długie jesienne i zimowe wieczory!

    Ach, Sowo, a jaką śliczną karteczkę z Mozartem w ogrodzie dostałam od Was! Dopiero teraz ją odkryłam w pełni. Maurice Sendak!
    Chyba ją kiedyś tu pokażę w Galerii Księżycowej.

    Olko, czuję się więc zobowiązana do wytężonej pracy!

  121. Czuję dobro promieniujące aż za ocean. Myślałam o Was cały dzień, (miałam nawet dzwonić do kilku osób, ale postanowiłam was nie niepokoić i przesyłałam ciepłe myśli). Beatuszko doceniam emaila, wysłanego po powrocie i w ten sposób dopełnilło się całodzienne z wami przebywanie. Wyprałam frywolitkową serweteczke od Beatuszki,(zakładki do książek schowałem tak dobrze, ze nie mogę ich namierzyć), ale mam te od Miedzyczasika, podziwiałam kartkę z łódką, misternie wykrojoną przez Adama, pierniczek od Beatuszki, niezliczone ilości książek od wielu z Was, włącznie z tłumaczeniami MM, od Justysi, frywolitkowe gwiazdki Mamy od MM. Zambrzycki od Afrykandra, przecież ja zupełnie inaczej patrzę na świat dzięki wam, na nietoperze np. ( gdzie jest Alek :)).
    Kochana pani Małgosiu, dziekuje za całe dobro (o książkach nie wspominam), które dzięki pani się rodzi, powiela i rozprzestrzenia po świecie. Więcej takich ludzi i będzie cudnie.
    Czytałam wczoraj o Yellowstone, piękne to miejsce i bardzo tajemnicze, pod nim znajduje się ogromny wulkan. Spotkania, przy promocji książek, he he, są wybuchami wulkanów dobra.

  122. Dziękuję za wspaniałe spotkanie! !!
    Madziu Z., Zgredzie, Szarotko, Magpie, Romku, Sondelani, Beatuszko, Wannabe, Gio- tacy mili i łagodni ludzie – zmilczeli kiedy na wolnym krzesełku posadziłam ciocię, pobiegłam po kawę i w wielkim szale poznawania Księgowych wepchnęłam się bez kolejki!

    Panią Małgosię uściskałam ale wymowna to nie byłam… dziękuję

  123. A popołudnie spędziłam w ogrodzie, w ciągu kilku dni mnóstwo roślin rozkwitło. Tulipany, pigwowiec, tawuły i przede wszystkim wiśnia, która wygląda jak panna młoda, wyglądają oszałamiająco. I zastałam niespodziankę – kalina posadzona dwa lata temu będzie miała pierwsze dwa kwiatostany. Uwielbiam tę porę roku i świeżą, soczystą zieleń.

  124. Bynajmniej nie o to mi chodziło, że Pani coś specjalnie i na siłę udowadnia. Ani przez myśl mi nie przeszło , że nie jest Pani sobą, tylko że podchodząc do Pani od razu jeszcze bardziej się wie, że to co napisała Pani dobrego o życiu, to „co pomaga godzić się z życiem” jest prawdziwe.Oj, no chyba nadal się niezręcznie wyraziłam, stropiona więc umilknę w tym temacie, trudno „odpowiednie dać rzeczy słowo”, choć wiem, co chciałam napisać. Zresztą w tym pociągu też tłoczno i duszno i jeszcze ponad 4 godziny nim dotrę do celu, trudno już zebrać myśli.
    Tak czy owak: bardzo miło i dobrze było Panią zobaczyć i zwyczajnie dodało mi to spotkanie otuchy. :)

  125. Kochana Zuziu, bardzo się ucieszyłam, że mogłam Cię poznać! I ponownie spotkać miłą Patrycję! I wspaniale, że zamieściłaś tu swoje odczucia – potrafisz pięknie opisywać wydarzenia, emocje i przyrodę. W ogóle wszyscy spotkani przez nas Księgowi pozostawili w moim sercu uczucie wielkiej radości! Jeszcze raz dziękuję!

  126. Nuteczko, mruków cenić należy.
    Mruk sto razy lepszy niż rozkoszny gawędziarz. Mruk ma godność. I serce.
    Pozdrawiam Podobnego po raz drugi i znów gratuluję!

  127. Madziu, ależ ja niczego nie staram się udowadniać, zachowuję się po prostu normalnie, tak jak zawsze.
    Nie zauważyłam Twojego zdenerwowania, też byłaś, moim zdaniem, normalna i jak zawsze.

  128. Alicjo, nie zdążyłam czegoś Ci powiedzieć. Wielkopolskie słowo „kucać”- objaśniam Księgowym, że to znaczy: kaszleć – znam od dziecka. Nasza niania, Masia, tak właśnie mawiała: „Magosia kuca, Stasiu tyż”. Tak bardzo się z nim oswoiłam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałam wierszyk Tuwima o Grzesiu-kłamczuchu, co wrzucał list do skrzynki, przy słowach: „I jeden oficer też wrzucał, wysoki-wysoki, taki wysoki, że jak wrzucał, to kucał” – byłam pewna że oficer zanosił się kaszlem. I nie widziałam związku między pokasływaniem a wysokim wzrostem!
    Kucające prosiaki z Twojej opowieści zdziwiły mnie więc mniej, niż mogłabyś oczekiwać!
    O Lucku L. postaram się pamiętać.

  129. Droga Pani Małgorzato!
    Bardzo dziękuję za wczorajsze spotkanie, za autograf na moim ukochanym wydaniu Kwiatu kalafiora. ESD wiecznie żywy co było widać i czuć w kolejce do Pani. Czekam jak wszyscy na Chucherko. Mam też nadzieję, że odgrzebie Pani Lucka L. i może wplecie wątek kucajacych prosiakow? Pozdrawiam wszystkich kolejkowiczow, szczególnie tych z którymi tak miło czekało się nz spotkanie z PANIĄ.

  130. Jakże miło czytać Wasze relacje ze spotkania z Pania Małgosia.
    Atmosfera była na pewno wyjatkowa, zeby nie powiedzieć ” borejkowa”.
    Tak chciałoby się byc tam z Wami! :))

  131. Zuziu, jaka tam kompromitacja! Mały lapsus wypowiedziany z dużą dozą uroku, nawet bym nie zwróciła uwagi, gdybym wiedziała, że się tym zamierzasz przejmować. Zresztą szklarnia brzmi ładniej niż Huta.;)
    Miło Cię było zobaczyć wraz z Patrycją – słusznie, że aknordeiB dopilnowała, żebyście trafiły.

    Współczesne celebrytki do pięt Pani nie dorastają. Tak pięknie swoją postawą na każdym spotkaniu pokazuje Pani, że słowa można wcielać w czyn.
    Jest w tym coś bardzo konsekwentnego.:)
    PS. Wcale nie miałam zamiaru się denerwować, a przynajmniej pokazywać tego po sobie, ale zanim podeszłam z książką, pani wydawczyni uspokajająco położyła mi rękę na ramieniu i kazała mi przestać. ;)

  132. Kochana Pani Małgosiu! Oczywiście, że będziemy pamiętać i odezwiemy się w wiadomej sprawie. Jest mi tak niezmiernie miło, takie ciepło na sercu czuję w związku z Pani podejściem, że nie umiem tego wyrazić. Dziękuję!
    Podobny się wpisał! Coś podobnego… Mówiłam, że mruk jak Józef? Najważniejsze, że chociaż esencję przekazał w tych kilku słowach (chyba się krępuje po prostu). Wczoraj odebrał mnie z jednego pociągu, wziął ciężki plecak, odprowadził na drugi pociąg, a słuchając opowieści serdecznie się uśmiechał i powtarzał „dziękuję” (za pamięć, pytania, dedykację, moją i Pani rozmowę).

    Serdecznie pozdrawiam Wszystkich Księgowych, których miałam okazję jeszcze spotkać przy schodach przed wyjściem z poziomu -1 przed godziną 19. Jakże miło było Was zobaczyć! Tym bardziej, że wydawało mi się, że już nikogo znajomego nie spotkam! Dziękuję za Waszą serdeczną reakcję, za uśmiechy, miłe pytania i całe zainteresowanie – to było piękne zwieńczenie dnia.
    Serdecznie pozdrawiam też Zuzannę oraz jej mamę z Piły. To ja byłam tą jedną z dziewcząt z Wrocławia (niebieska koszula w koty i drewniane tau na szyi). Przyłączam się do pozdrowień dla wrocławianki z aparatem oraz mamy i córki z wiekowym „Kwiatem kalafiora” – cieszę się, że miałam takie kompanki.

  133. Wierzę, Chesterko.
    Miałam ci ja pod ręką torebkę pierniczków i pierniczki toruńskie w pakieciku, i pyszne ciasteczka przebiśniegowe i parę słoiczków konfitur oraz powideł, i nawet bochen domowego chleba, ale nie było sekundy czasu na jedzenie, zresztą – nie miałam sumienia się opychać na oczach czekających godzinami czytelników. No i nic się nie stało, przeżyłam.

    PS – dziękuję za książkę!

  134. Zuziu, a trzeba było się nie lękać chłosty i jednak wejść do „Pręgierza” na obiadek, mają tam, jeśli dobrze pomnę, kuchnię staropolską i pyszne pierogi.
    Nie dziw się, że Ci się noga trzęsła, skoro siedziałaś na twardym krzesełku, połową organizmu zawieszona w powietrzu.
    Żałuję, że nie było czasu na dłuższe rozmowy. Mamę masz taką cudną!

  135. Zjadłam jedną czekoladkę Malaga, podana mi litościwie przez wydawczynię. I wypiłam dwie herbatki z dużą ilością cukru, a cukier, jak wiadomo, krzepi.
    Chesterko, dziękuję Ci z serca za stwierdzenie, że w niczym nie przypominam współczesnych celebrytek. Byłabym niepocieszona, gdybym je przypominała.

  136. Ktoś tam wczoraj na Ratajczaka podłożył gigantyczną bombę ESD!
    A swoją drogą to niezwykłe zjawisko, jakim jest spotkanie tylu pięknych ludzi z różnych stron Polski, żeby nie powiedzieć – świata, wokół skromnie wyglądającej Pani, w niczym nie przypominającej współczesnych celebrytek, zasługuje na jakiś film dokumentalny np”Dzieci Jeżycjady”.
    Kochana Autorko, przyciskam do serca książkę z Pani dedykacją i wzruszona pamiętam, jak przytuliłam się do Pani 2,5 roku temu.
    8 godz rozmów, z których każdy wychodzi z poczuciem, że został potraktowany wyjątkowo to niewyobrażalny wysiłek! Jak to wogle możliwe?! Czy jadła Pani cokolwiek?!

  137. Ja niestety, po 4 godzinach oczekiwania, musiałam zrezygnować z powodu, ustalonych wcześniej, zobowiązań :(, ale, gdyby nie one, to czekałabym do końca! Jeżycjada to nie tylko ogromna część mojego dzieciństwa, ale też źródło bardzo wielu wartości i idei. To już taka część mnie…

    Nil desperandum; wierzę gorąco, że kolejnym razem się uda zamienić z Panią dwa słowa i osobiście podziękować! I chociaż z okropnym bólem serca i duszy (który prędko nie minie) opuszczałam Empik to miła jest myśl, że ogromna większość osób wychodziła z niego z wielką radością!

  138. Dzień dobry! Wciąż jeszcze się szczerzę, a w sercu mam tyle radości i spokoju, że starczy na resztę życia.
    Pani Małgosiu najdroższa! Dziękuję za tę chwilę rozmowy, za piękną dedykację, uścisk i za to spojrzenie w Pani oczach. Siedząc z Patrycją na tym krzesełku tak mi się noga trzęsła, że myślałam, że zlecę.
    Czy Pani wie, że słucha całą sobą? Gdy tak na Panią patrzyłam, jak całą uwagę poświęcała Pani osobie siedzącej obok, ogarniało mnie wielkie wzruszenie.
    Kochani Księgowi! Tak BARDZO Wam dziękuję, że mogłam spotkać się, uśmiechnąć. Tak wspaniałe się przy Was czułam. Te rozmowy z Biedroneczką (jak miło, że po nas wyszłaś!), Jadzią, Kapucunką, Gio, Magpie i Romkiem, Jane, Wannabe, Wilkiem Morskim, Madzią Z (wybacz moją kompromitację z szklarnią – to wszystko emocje) są dla mnie tak ważne i tak bezcenne. Aż chciałoby się je ususzyć jak kwiaty i wetknąć w jakąś książkę. Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Bo dziękuję oczywiście wszystkim, nawet jeśli nie nie mieliśmy styczności!
    No i mojej Patrycji dziękuję jeszcze raz, za spacerek i za to, że była. Gdyby nie ona pewnie bym się nawet odezwać do nikogo nie odważyła.
    I po co ja to wszystko piszę. Wystarczyłoby DZIĘKUJĘ.
    (A dziś będąc z rodzicami na pożegnalnym spacerku, na Rynku minęliśmy restaurację „Pręgierz”)

  139. Ach, Ulubiona nasza i Kochana! Bardzo nam przyjemnie (ja aż podskakuję z radości, wbrew PESEL-owi, a co!).
    Jeszcze raz DZIĘKUJĘ za wczoraj: za stworzenie okazji do spotkania Bratnich Dusz i za samo Spotkanie! To było coś wspaniałego!

  140. I ja się ogromnie cieszę, że byłam, że wytrwałam, że byłam tam z moją mamą, która specjalnie przyjechała z Piły, że spotkałam się z autorką ulubionej sagi młodzieżowej, i że poznałam tak sympatycznych, otwartych ludzi!
    Przy okazji serdecznie pozdrawiam: mamę z dwiema córami z Warszawy, które zamiast zwiedzać Poznań trwały razem z nami, parę mamę i córe (Julkę) z Poznania (z mega starym wydaniem Kwiatu Kalafiora!), dwie dziewczyny z Wrocławia ;) Aj! Tyle miłych wrażeń – będzie co wspominać! Mam nadzieję, że jak mój synek będzie starszy, to też kiedyś sięgnie po Jeżycjadę!
    Buziaki! :*

  141. Emilko, a to fluid dopiero! Ukazała mi się Twoja wiadomość, a ja w tej właśnie chwili ustawiałam sobie na biurku zdjęcie Tygrysa na tle panoramy Torunia i postanawiałam, że pokażę je w kolejnym wpisie.
    Pierniczków jeszcze nie próbowałam, ale dojechały szczęśliwie. Są dobrze opakowane, więc mogą spokojnie poczekać do podwieczorku!
    Dziękuję!

  142. Pani Małgosiu, a pierniczki toruńskie już Pani smakowała? Nie żebym poganiała, tylko tak się zastanawiam jak przetrwały drogę z Torunia, zwłaszcza też, że było ciepło, a ja zdecydowałam się na pieszą wycieczkę z Poznania Głównego na Ratajczaka i to naokoło (jak mnie później uświadomiła siostra studiująca w Poznaniu, a ja zaufałam Mapom Google). Na szczęście wracając dostosowałam się do jej wskazówek i miałam okazję zobaczyć trochę zieleni w Parku Marcinkowskiego.
    Tak bardzo się cieszę, że znów mogłam Panią zobaczyć i liczę, że jeszcze kiedyś będzie okazja. Pomimo tego, że rozmowa trwała 2-3 minuty, to było świetne uczucie zobaczyć radość na Pani twarzy, gdy dawałam kartkę i pierniczki, a rozmowa choć krótka to jak najbardziej treściwa.

  143. Pani Malgorzato, to był dla mnie wielki zaszczyt spotkać się z Panią. Dziękuję za wszystkie chwile wzruszenia oraz śmiechu przy czytaniu Pani książek.

  144. Kochani Wszyscy,
    Alez to bylo Spotkanie!!!
    Chociaz wczoraj, zaraz po powrocie do domu, i dzis od rana, musialam „wprzac sie”do domowego kieraciku, ale ilez dobrej i najlepszej energii od Was przywiozlam ze soba. Ta ogromna fala ciepla, serdecznosci i radosci bedzie mnie niosla przez wiele kolejnych trudnych dni. Dzieki wielkie za to!!!!!
    Najmilsza DUA – taka kochana, serdeczna i niezmordowana, Ksiegowi – starzy i nowi najmilsi Znajomi, cala ogromna kolejka (aparacik musial byc zepsuty; to nie moglo byc tylko 520 osob!!) – tak cierpliwie czekajaca przez wiele godzin, obsluga Empiku i Panowie Ochroniarze – co by sie tam dzialo bez nich…., Pani Wydawczyni – cudowna w nowej roli z mikrofonem :). Wszystko bylo wspaniale!! No, coz, po prostu juz czekam na kolejne spotkanie – po Chucherku :).
    Sciskam serdecznie w sloneczne popoludnie *** Sondelani

  145. Czerpię sobie teraz z tej Waszej radości, która się tu roznosi! Mam nadzieję, że „Chucherko” szybciutko się urzeczywistni, skoro już sporo do niego przygotowane i uda się i mnie poznać naszą Ukochaną, i Was też : )

  146. Kochani, jeszcze raz dziękujemy za ciepłe przyjęcie w Ojczyźnie i ogromną serdeczność, a Pani Małgosi, dziękuję jeszcze za „bear hug” – , cały czas czuję w sobie jego moc.
    Dziś rano byłyśmy na mszy u Dominikanów, potem jeszcze poszłyśmy wrzucić do skrzynki pocztowej „namacalne” ESD, a teraz z okien autobusu żegnamy wzrokiem Polskę.

  147. Nutko, bardzo dobrze było Cię ujrzeć, ponawiam prośbę o wiadomość za rok!:)

    Wannabe, gdzieś po drodze zgubiłam chyba karteczkę z Twoich adresem i bardzo proszę o wpisanie go tutaj (prywatnie), bo nie będę mogła Ci wysłać obiecanej książki!

  148. Kochani! Właśnie weszłam na stronę startową Google i zobaczyłam, że jest tam piękna wypowiedź Jane Goodall – dziś Dzień Ziemi! I to co ona mówi tak mi się skojarzyło z filozofią DUA – że każdy z nas ma wpływ na to co dzieje się na świecie.

  149. Kapucynko i ja przeczytałam i dziękuję za komplement :) no i czytam „Zwiadowców”! Za polecenie też dziękuję :) do szybkiego zobaczenia!

  150. Dziękuję wszystkim za cudowne spotkanie. Szkoda, że nie udało mi się namierzyć Księgowych i dołączyć do spaceru, ale może następnym razem! I tak było cudownie. Fluidy fruwały aż furczało ;)

  151. Jusiu K, nie było tak źle, bo przecież ja siedziałam! Tak mi żal tych, co musieli stać tyle godzin! To oni są dzielni, bo się jeszcze potrafili uśmiechać!

  152. Radosne dzień dobry! (DUA, cóż za przypadek: jednocześnie dzielne i… niedzielne ;)
    Dołączam się do wszystkich serdecznych myśli i uśmiechów, których świadectwami są wieczorno-poranne wpisy. Dołączam się do podziękowań za Pani wytrwałość i pokrzepiającą obecność na wczorajszym spotkaniu. Do 21!
    Przeczesuję Wasze komentarze pod poprzednim wpisem i z radością przypisuję twarz Kasztanowłosej do ślicznej twarzyczki. Ten zeszyt mi dużo podpowiedział, a i kolor włosów pasuje. Jak się okazuje byłam kilkanaście osób za Tobą! :)
    Wannabe – rzeczywiście jak tylko zobaczyłam Waszą grupę wychodzącą ze spotkania (rozpoznałam dwie osoby ze spotkania, które miało miejsce we Wrocławiu w 2012 r.) szeroko się do Was uśmiechnęłam przez witrynę i wpatrywałam w twarze, próbując Was rozpoznać i połączyć z księgowymi nickami.
    Oj, dużo tych wrażeń. Wrócę do Was na tę radosną celebrację po obiedzie. :)

  153. Oj było ciepło, hehe.
    Mam nadzieję, że ktoś przeczyta mój wpis z poprzedniej strony, bo dwa razy go pisałam i się namęczyłam…

  154. Droga Pani Małgorzato! I ja tam byłam:) Trzy godziny stałam, zamieniłam z Panią kilka zdań i zdobyłam autografy! Podziwiam Pani cierpliwość i wytrzymałość – osiem godzin uśmiechania się i podpisywania to musi być ciężka praca! Mam nadzieję, że wszystkim stojącym w długiej kolejce udało się do Pani dotrzeć. Dziękuję.

Dodaj komentarz