Piękna pani

wyman5

 

Zanim nadejdzie pierwszy dzień Adwentu wyjrzyjmy sobie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, przez okno witrażowe biblioteki w Trinity Church, w Bostonie.

Zaprojektowała je ta oto piękna pani, niezwykła osoba, znakomita artystka, Sarah Wyman Whitman (1842-1904):

 

Sarah_Wyman_Whitman_by_Helen_Bigelow_Merriman_(painting)

(malowała Helen Bigelow Merriman)

 

Przez trzydzieści lat Sarah Wyman Whitman prowadziła wykłady z Biblii w Trinity Church, w czasie gdy rektorem był Phillips Brooks. Po jego śmierci artystka zaprojektowała i ufundowała to pamiątkowe okno  witrażowe, które ukończono i wstawiono w roku 1896.

 

wyman7

 

wyman2

 

Brooks_Memorial_Trinity_Parish_House

 

Plon sześćdziesięciu dwóch lat życia tej pięknej pani jest ogromny, a jej wszechstronny talent zadziwia. Była malarką, projektowała witraże dla wielu kościołów i budynków, a także zajmowała się ceramiką i sztuką książki.

 

Worcester_Wams_Rose

 

 

okł

 

 

okł 2

 

No i – rzecz oczywista – była Lunofilem. Oto pierwszy dowód – detal z owego bibliotecznego okna powyżej.

 

wyman6

 

A oto dowód numer dwa: śliczny, znakomicie, lekką ręką namalowany obraz „Ciepła noc” – spójrzcie na te światła, odbijające się w wodzie i wyobraźcie sobie tę wytworną, pewną dłoń pięknej pani, kładącą precyzyjnie owe drobiny bieli:

 

sarah wyman whitman a warm night

 

Wydaje się, że ona jeszcze tam stoi, na brzegu tej rzeki, i patrzy, i wiecznie chłonie wzrokiem ten widok, a my patrzymy i chłoniemy wraz z nią.

To chyba Harvest Moon, jak myślicie?

Z lunofilskim pozdrowieniem

Wasza –

MM

164 przemyślenia nt. „Piękna pani

  1. Niebieska Żabko, bardzo słusznie, a kto by tam szopki kupował! My zawsze pieczemy piernikową.

  2. Zbliżają się Święta i robimy szopkę z gliny , można też kupić ale nam się nie chce.

  3. Ja też uwielbiam ten zapach. Jak dobrze pójdzie, to w środę go poczuję:) Adwentowe pozdrowienia dla Wszystkich.

  4. Och, byle prędzej nadszedł poniedziałek a wraz z nim książki. Tak sądzę, że George McDonald jest wart poznania – uważnie czytałam to, co pisała o nim tłumaczka. :) Spodobało mi się.
    No nic, uzbrajam się w cierpliwość i póki co kończę czytać „Nie licząc psa”. Choć zaopatrzyłam się w składniki i mogłabym już zrobić ciasto na pierniczki wg. przepisu Aleksandry, z którego korzystam co roku. Lubię ten zapach miodu podgrzewanego z przyprawami.;)

  5. Książka jest niezwykła, a przekład znakomity!
    Autor zaś – godzien lepszego poznania.

  6. Po takiej rekomendacji, Beatuszko, to już wprost nie mogę się doczekać tej spóźnionej przesyłki z pewnej księgarni internetowej, która ma zawierać i „Lekką księżniczkę”. A i tak byłam głęboko zainteresowana i tłumaczeniem i samą książką po ciekawych opisach na stronie Adminki.

  7. Beatuszko, ach, prawda! Zapomniałam, że to dziś targi we Wrocławiu.
    Jak to miło, że zawsze na nie traficie. Jeszcze z małym Jasiem Was pamiętam, a nawet wcześniej!

  8. W sprawie klimatu tylko poproszę wiosnę i jesień inne, niż tegoroczne. Dobry wieczór Madame, dobry wieczór Ludu.

  9. Dzień dobry, bardzo dobry!
    Przywitałam się jak Geniusia, która otwiera do wszystkich ramiona z wielkiego plakatu na stoisku Akapit Press na Wrocławskich Targach Dobrej Książki. Tak miło było porozmawiać z Panią Iwoną. To już czterdzieści lat z Jeżycjadą, nie mogę w to uwierzyć! Zostałam obdarowana ślicznymi kartkami z radosną Geniusią.
    Hej, Geniusiu! Wzięłam cię do domu z górą trzydzieści lat temu, polubiłam natychmiast, chcę żebyś była z nami i masz rację – świat jest piękny!
    A jaka ładna pieczątka na czterdziestolecie.
    Teraz uśmiecham się do tych pięknych kartek i od razu milej w ten grudniowy wieczór.

    PS Wracając do domu cieszyliśmy się razem z Adamem lekturą baśni o lekkiej księżniczce, a piękno przekładu docenia się szczególnie przy głośnym czytaniu. Adam, wcale już nie młody DC, zatrzymując samochód na światłach ponaglał: no czytaj dalej :)

  10. Mamo Isi, ominęłam drastyczniejszy kawałek – Zawiść z obnażona zsiniała lewa piersia pokasana przez węże. Myślę, że gdyby współcześni reżyserzy teatralni czytywali „Ikonologię” Ripy bardzo by się zapalili do żywych scen.
    A propos Madrości – jest -tak! – młoda, nie stara. Bo młodość czerpie z gwiazd! Wniosek – madrość to najlepsza kuracja odmładzajaca!
    A jeśli jakiś atrybut zwierzęcy przystoi Madrości to….kogut?! Ripa: „że figura inteligencji czynimy koguta, nie jest niczym niedorzecznym”, bo podobno Pitagoras i Sokrates ect… Acha?!
    Ale skad i od kiedy ta sowa?

  11. Dalej się wgryzam w historię teatralno-baletowej rodziny Krzesińskich i odkryłam, że Stanisław Tertulian wypada wujkiem słynnej petersburskiej primabaleriny Matyldy Krzesińskiej, najpierw faworyty kilku Romanowów, a później małżonki wielkiego księcia Andrzeja Władimirowicza.

  12. Cześć i czołem, Eviku!

    Wójcie, bo Ty i ja jesteśmy z jednego klimatu.
    Upały też byśmy mogły bez żalu zlikwidować, prawda?
    Ideał klimatyczny: zima – jeden miesiąc w roku, lato – także.
    A reszta to wiosna i jesień.

  13. Zgredziku (wiad.pryw.) a to ja trzymam kciuki, może się przydam!
    Tak czy inaczej – gratulacje!

  14. Nie wiem, jak oni dawniej czytali przy jednej świeczce. To niewykonalne.
    Przed zimą radzę się zaopatrzyć w miłe lampeczki diodowe, turystyczne. Światło trochę zbyt białe, ale jasne.
    Albo – dwanaście świec na różnych poziomach.
    Posłuchaj dobrej rady, Alku, zima może być długa.

  15. Powracam po krótkiej przerwie: z powodu śniegu internet u mnie strzelił kopytami i przeszedł śmierć kliniczną. To samo zresztą dotyczyło tzw. światła, którego kilkakrotnie nie było (z czym bardzo nie polubiło się moje hi-fi). Ale już dzisiaj jest dobrze, na tyle, że mogę odpowiedzieć Wilkowi: biała Warszawa, ha! W moim sąsiedztwie przeważa kolor zmywaka do naczyń z czasów wczesnych Borejków.

  16. Ciekawe, co by było potem? Wiosna od marca do czerwca?
    Myślę, myślę gorączkowo, bo całkiem nagle się okazało, że do Świąt już tylko trzy tygodnie! A pierniki i prezenty lecą w świat! Chciałabym być czarownicą..

  17. Mnie by się podobało, Nini, żeby śnieg spadł 23 grudnia, a stopniał zaraz po Nowym Roku. I żeby wtedy przyszło przedwiośnie.
    Jak tam, obmyślasz już pierniczki? Ciekawa jestem, czym nas w tym roku oczarujesz!

  18. O, Wilk Morski zlądował!
    Witamy w Polsce!
    Troszkę zimy Ci się przyda.

    ALe-Piemont, „Kamień księżycowy” uchodzi w Anglii za najlepsze dzieło Collinsa. Dla mnie troszkę zbyt się przesuwa w stronę groteski. Ale czyta się ciekawie!
    „Kobieta w bieli”, jak i pozostałe powieści tego autora, mają już inną stylistykę. Mocne w analizach psychologicznych, a nadal tajemnicze i sensacyjne w formie.

  19. Profesor chyba by wspomniał w „Pamiętniku” o takim przodku.
    Dziwnie biało w stolicy.

  20. A to świetnie, Ale-Piemont! „Kobietę w bieli” trzeba znać. Może jeszcze pani Francesca, zachęcona, sprowadzi inne dzieła Collinsa.

  21. A szkoda, że takie zapomniane. Czegoś ludzkość uczyły!

    Wincentego Raszewskiego obiecuję sobie sprawdzić.

  22. Dzien dobry.Fluid pani Malgorzato,wlasnie dzisiaj mam zamiar zakupic „Listy do M.Musierowicz” polecane przez Akapit.P.s. caly czas chodzi mi po glowie”Kobieta w bieli”,ktorej wkoncu niestety nie udalo mi sie zakupic ze wzgledow zbyt przyziemnych.Wybralam sie wiec do tutejszej biblioteki i znalazlam „Kamien ksiezycowy”,ktory oczywiscie natychmiast wypozyczylam.A moja kochana bibliotekarka Francesca zakupila dla nas „Kobiete w bieli”,ktora po moich goracych rekomendacjach rowniez postanowila przeczytac:-)

  23. We wspomnieniach Krzesińskiego sporo miejsca zajmuje towarzystwo teatralne, którego dyrektorem jest Wincenty Raszewski (1816 – 1850). Ciekawe, czy był to przodek prof.Raszewskiego?

    Dzięki, Chesterko, za rysopis Zawiści. Tak mnie to ruszyło, żem momentalnie zajrzała na allegro i nabyła „Ikonologię” Cezarego Ripy. Toż te Alegorie to całkiem zapomniana dziedzina kultury!

  24. Dzień dobry, Doroto!
    Może nie jest tak źle ze wszystkim, może też i nie trzeba mylić prostoty z naiwnością. Życie potrafi być miłe i dobre, przynajmniej od czasu do czasu – a zawsze, niezmiennie, jest piękne. Szukajmy piękna, idźmy jego śladem – ono nie zawodzi nigdy!

    Przytoczę jeszcze zdanie profesora Raszewskiego :”Literatura jest także po to, żeby godzić człowieka z życiem”. To chyba dotyczy sztuki w ogóle.

    Pozdrawiam serdecznie!

    PS – wyrzuć telewizor.

  25. Droga Pani Małgosiu!
    wracam do Pani. Już prawie 48-letnia, z 22-letnią córką, zmęczona rozmyślaniami o podłej ludzkiej naturze, zalana polską polityką i po epizodzie z antydepresantami.
    Wczoraj, w bajkowym śniegu, idąc do pracy, zatęskniłam za atmosferą „Opium w rosole”, za czymś miłym i dobrym. Zajrzałam do Pani na chwilę i… Na półce leży nieprzeczytana „Wnuczka do orzechów” („bo jestem na takie książki za stara”, „to zbyt naiwne”, „życie tak nie wygląda”. Wczoraj jednak zamówiłam dla siebie i siostry „Feblika”.
    Wrócę więc po kilku latach do Borejków, bo człowiek zawsze szuka schronienia. Dziękuję Pani, że daje Pani schronienie wielu osobom.

  26. Odbyłam dziś podróż zimową, choć nie autobusem „Jelcz”, starego typu, w którym okna całkiem czyste nie są nigdy, z zasady”. Ale i biel nie była tak przeszywająca i całkiem jeszcze do zniesienia.

    Dobranoc UA .

  27. Gesundheit muss sein, Mamo Isi, walczmy z Przesądami.

    A może ten miód to ze względu na żądlące pszczoły?

    Kwiecień!!!

    Tej nocy zapowiadają się zawieje, mam nadzieję, że nie będzie poszkodowanych.

    Ciekawe, czy Goya narysował też zawiść.

  28. Przepraszam za „przeżyła mum tu” cokolwiek to znaczy. Miało być „z włosem przetykanym tu i ówdzie wężami”. Zawiść się najwyraźniej wmieszała.

    A mam, mam i jestem oburzona Sowo, w Twoim i Sowiatka imieniu, bo jednym z atrybutów Przesadu jest reprezentujace Was zwierzatko. No, niech się zdecyduja: Madrość czy Przesad?!

  29. Opuszczamy Wieczne Miasto tymczasowo, na co najmniej rok, ze względu na pracę mojego małżonka. Będzie to z pewnością ciekawe doświadczenie, jesteśmy dobrej myśli. Ale-Piemont, dziękuję!

  30. Zawiść wg C. Ripa: „Kobieta stara, brzydka i blada, o ciele wyschłym i oczach zezowatych. Ubrana w szatę koloru rdzy, rozczochrana, z włosem przeżyła mum tu i ówdzie wężami. Pożywa własne serce (a ja tak wyrzekam na dzisiejsze horrory – przyp Chesterki), jakie trzyma w dłoni.” Może być też z chudym psem, bo wg autora to zwierzę bardzo zawistne (a ja myślałam, że z domowych pupilków tylko koty maja zła sławę).
    Jest jeszcze stara kobieta etc ” z dłonia przy ustach, w geście zwykłym dla przyciśniętych bieda, bezczynnych kobiet „(???).
    A i jeszcze może opierać się na Hydrze.

  31. A ja właśnie wymyślam zadania do kalendarza adwentowego – drewnianego domku z szufladkami. Wreszcie sobie taki sprawiłam! Będzie wieniec adwentowy i szopka z gliny, i pierniczki, i zabawki na choinkę… Szkoda, że Adwent taki krótki. ;)

  32. To musi być ten mityczny Pies Ogrodnika.
    Mamy już pierniki, będą elementem kalendarza adwentowego.
    U nas zima jak w bajce :)

  33. Pies jest symbolem niemal wszystkiego, to i zawiść sie załapała. Miód może dlatego, że choć słodki, to jednak lepki. Zdradliwa przyjemność.

  34. Oj, szkoda, że nie na ziemię polską. Nb.ziemia germańska od stycznia wprowadza przymus szczepionkowy.

  35. O Ciascolino jak to opuszczacie Wieczne Miasto?Jaka szkoda,a zarazem pieknie dla Was.Blizej do ojczyzny i w ogole….Pozdrawiam I zycze powodzenia

  36. Dobry wieczór, Jakubie!
    Nowa książka ukaże się na wiosnę. Właśnie z wolna finiszuję z robotą.
    No, ale jeszcze redakcja i ilustracje, i korekty…celujemy na początek kwietnia.
    Dam znać, jak termin premiery zostanie ustalony.

    Kiedy zaczęłam interesować się książkami? Chyba jeszcze w kołysce!
    Odkąd pamiętam, fascynowały mnie i pociągały.

    Pozdrawiam Cię mile!

  37. Niestety, w okresie świątecznym, oprócz świętowania, musimy ogarnąć przeprowadzkę z Włoch na ziemię germańską…Przylecimy za rok.

  38. Połykanie żmii, błe. Ale jakie to obrazowe! Dzięki, Sowo. Ciekawe, dlaczego biedne psisko, albo pantera się załapały. Już nie mówiąc o garnku miodu. Kubuś Puchatek byłby oburzony.

  39. Mamo Isi, znalazłam w Internecie kilka atrybutów zawiści z literatury i malarstwa: pies, pantera, żmija (zawiść ją połyka) i plaster miodu.

  40. Dzień dobry Pani Musierowicz chciałem Pani spytać kiedy wyjdzie nowa książka.
    Od kiedy zaczęła się Pani interesować książkami?
    Pozdrowienia z Paryża.

  41. Ooo, to mi wiadomość! Brawo! I urlop!
    No, to chyba zdążysz do domu na pieczenie pierniczków, Wilku!

    (No, zuch z tego Wilka, nie ma co gadać)

  42. Nie ma mowy o odsypianiu, od rana inspekcje i przeglądy (na kotwicy). Ostatnie to podrygi, za pięć godzin schodzę ze statku i przełączam się na tryb urlopowy.

  43. Tor wodny ma szerokość 2 mil, więc nieco luzu po bokach Wilk miał. Ale niepokojące, że nie daje znaku życia.

  44. Nie mam pojęcia, w co takiego jest wyposażona Zawiść, bo jakoś temat Alegorii jest w necie lekceważony, a książki nie posiadam. Ale posiądę, bo bez niej nie mogę snuć ciągu dalszego.

  45. Och, Mamo Isi, lepiej mi powiedz, będzie szybciej.
    Ja bym musiała najpierw wszcząć poszukiwania po odległych zakamarkach biblioteki, i to w dwóch działach zapewne, bo nie wiem, gdziem tę księgę upchnęła.

    W naszych czasach zresztą Zawiść wyposażona jest w internet i hejtuje.

  46. Widziałam, cudeńka!

    Mamo Isi, pani Whitman zrobiła też witraż z alegoriami cnót, ale tylko trzech. Roztropność miewa też dwie twarze.

  47. Znaczy, nie mam na myśli, aby od razu wykorzystywać węża jako broni masowego rażenia, ale bardziej kameralnie, jak to między nami, Alegoriami.
    Roztropność powiada do Zawiści: – Uważaj no, bo mam węża i nie zawaham się go użyć!
    A na to Zawiść lekceważąco: – Oj tam, oj tam.
    No i potem się zaczyna.
    Nb. kochany Starosto, zerknij do tej księgi, w co takiego wyposażona jest Zawiść, proszę.

  48. Toteż aż dziwne, że wąż w rękach Roztropności jest li i jedynie ozdóbką identyfikacyjną.
    W końcu sam Słowacki wiele choć niejasnych zgłasza wobec węża pretensji:
    „Świecie. Świecie. Świecie! Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie, Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie; I wieki mrą nad tobą zasypując pyłem Umarłych pamiątek.”

  49. Sowo, a widziałaś tę broszkę z klonowych nosków złotych? A grzebień-szpilę do włosów z baldaszkami krwawnika?

    Mamo Isi, jasne, że wąż jest argumentem. Już w zaraniu dziejów został użyty, raz a dobrze.

  50. Właśnie wróciłam z poczty z kolędowymi zdobyczami. The King’s Singers (nagrali nowe płyty świąteczne), Kapela Góralska i- uwaga, uwaga- czteropłytowy album kolędowy Andrew Parrota! Znalazłam bardzo atrakcyjną ofertę, w dodatku z darmową wysyłką. 4 godziny muzyki, w tym płyta rekomendowana przez DUA.

  51. Zgadzam się, że strzępienie ozorów w ramach akademickiej dyskusji jest bezowocne i tylko działanie coś daje. Toteż roztropnie użyty wąż może diametralnie zmienić może nie tyle poglądy, co stan i ilość dyskutantów.

  52. Ale-P., bo też i ten przepis mam z Włoch.
    Ja kroję paprykę na połówki i piekę pleckami do góry (szczegół bez znaczenia). I nie daję cukru ani octu (nie przepadam). Ciekawa jestem, jak to się sprawdzi w słoiczku, bo papryka po upieczeniu staje się bardzo delikatna, wręcz rwie się w palcach.

    Ćma o wiele piękniejsza od pierścieniowej Sowy.

  53. Te atrybuty Alegorii przypominają mi kwestię aspektów bóstw panteonu hinduistycznego. Albo postaci bóstw i ich symbolicznych reprezentacji . I tu z kolei przypomina mi się „Pan Światła” Rogera Zelaznego.

  54. Może nie lubiły dyskusji. Rozumiem je. Czysta strata czasu. Nie należy dyskutować, tylko działać.

    Jak tam w Cieśninie Ormuz? Ahoj, Wilku Morski! Przeszliście? To miało być tej nocy przecież.

  55. Wczoraj wyrobiłam ciasto piernikowe w ilości na szwadron szwolożerów. Pięciokilowa kula ledwo mi wlazła do lodówki. Teraz co parę dni Isiątka będą lepić pierniczki, a zapach pierniczkowy będzie rozchodził się po chałupie. Zaczynamy Adwent!

    Te atrybuty różnistych Alegorii mogły im służyć do wzmocnienia argumentacji w dyskusji. Że też nikt tego nie wykorzystał na scenie. Tylko jedna za drugą wychodziła i śpiewała ogólne wnioski, zażalenia i supozycje.

  56. O, niedobrze, Alku.
    Dziatwa przynajmniej się cieszy.
    Proszę jechać ostrożnie! Czytam właśnie, że mnóstwo stłuczek od rana.

  57. Dzień dobry. Tutaj wali na biało. Samochód wydobywałem spod mokrej zaspy. Zdziwniej i zdziwniej…

  58. Ten kardamon świetnie jej robi. To ostatnie, że tak powiem, muśnięcie pędzlem.
    Dzień dobry w dzień posępny. Ciemno.
    No, to do roboty!

  59. Dzien dobry.Papryki ulubione Sowy P i DUA sa tutaj bardzo popularlne.Moze tylko nie maja kardamonu i octu jablkowego.Podawane sa bardzo czesto do serow wlasnie:-)Pychotka.Pozdrawiam Wszystkich.

  60. Jest to stanowczo nie byle kto. W Portugalii dla odmiany uczyła się w pracowni azulejos, bo ceramiką też się interesuje.

  61. Wójcik Wiewiórka prosi o przepis na moje i Sowy ulubione danko (bo chce je zrobić w formie prezentów gwiazdkowych, w ozdobnych słoiczkach), więc go zamieszczam, w mojej wersji osobistej.

    (porcja na jedną blachę, z czego powstaje nieduża salaterka przysmaku):

    Papryka Sowy Przemądrzałej

    12 czerwonych papryk
    czosnku ile kto lubi
    sól, cukier do smaku
    oliwa prawdziwa – ile trzeba
    ziarenka kardamonu – ile się chce
    prawie pół buteleczki octu winnego jabłkowego produkcji polskiej.

    Strąki papryki przekroić, oczyścić z ziaren, ćwiartkami poukładać (pleckami w dół) na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia.
    Piec trzeba to powoli, w niezbyt gorącym piekarniku i czytać sobie coś ciekawego, ale w pobliżu, żeby nie przypalić.

    Minie sporo czasu, zanim papryka się upiecze – będzie to wtedy, kiedy skórki zaczną się tu i ówdzie przypiekać na czarno.
    Wtedy wyjmuję blachę, papier z paprykami zsuwam na tacę i idę z tym sobie wygodnie usiąść przy stole.
    Zabieram sól, czosnek i kardamon, nożyk z ostrym czubkiem i salaterkę (oraz ręcznik papierowy do wycierania rąk).
    Nad tacą obieram każdą cząstkę papryki (skórka łatwo schodzi, a nożyk w tym pomaga) i układam ją warstwami w salaterce, każdą kolejną warstwę lekko soląc i posypując ziarenkami oraz cieniutkimi płatkami czosnku.
    Wszystko zalewam oliwą zmieszaną z octem jabłkowym, doprawioną do smaku solą i cukrem.
    Wstawiam salaterkę pod przykryciem do lodówki i za parę godzin już można przysmak podawać.

    Smakuje to pysznie z serami, najlepiej z fetą, ale właściwie dobre jest do wszystkiego, nawet do domowej pizzy się przydaje!
    A jakie ładne!

  62. Moja przyjaciółka Lidka, o której tu wspominałem, ta od witraży, w tej chwili prysnęła przez pogodą do Portugalii, natomiast w lepszych porach roku prowadzi między innymi szkolenia w dziedzinie witrażowej, takie dla hobbystów. Jeździ od jednego domu kultury do drugiego takim małym Seicento, z całym bagażnikiem zawalonym szkłem, przenośnym piecem, mnóstwem złomu ołowianego itp. Bardzo barwna osobowość, jak z książki.

  63. Niewiarygodnie piękna biżuteria! Zachwycająca inspiracja naturą!
    A na tej stronie też tyle śliczności!

  64. Atena węszy po wszystkich amerykańskich antykwariatach, zna się na książkach i wie, co kupuje!
    Ma najwięcej tomików z autografami Wierzyńskiego, najwięcej z nas wszystkich, chcę przez to powiedzieć.

    Tak, Madziu, niestety, przypuszczam też, że nikt dziś już nie potrafi ani zaprojektować, ani wykonać takiego witrażu.
    Aha! Przy okazji tych secesyjnych poszukiwań trafiłam na cudownego artystę, który w owych czasach zabrał się za odmłodzenie biżuterii i sztuki użytkowej. Proszę zobaczyć: Lucien Gaillard. Ja trafiłam na niego, gdy mi w googlu wyskoczył piękny wisiorek „Moth”.
    Popatrzcie, jakie bajeczne motywy roślinne, jakie ozdobne, a proste zarazem grzebienie do tych secesyjnych koków, jakie broszki!
    Niektóre przedmioty są wspólnego autorstwa (Gaillard- Lalique).

  65. Co mi się właśnie przypomniało (Internet przyczynił się do odświeżenia pamięci): amerykańska Huta Spectrum rok temu ogłosiła zakończenie produkcji. Czy ktoś więc teraz produkuje jeszcze piękne szkło opalizowane? Parali się tym Chińczycy, ale ich szkło, jak słyszałam i widziałam, było dużo gorszej jakości.

    Oglądam okładki zaprojektowane przez tę piękną panią, w tym „Cape Cod”. Ateno, prawdziwa z Ciebie szczęściara! :)

  66. Dobry wieczór! Wyszłam spod regału, by powiedzieć, w nawiązaniu do wątku bożonarodzeniowych kartek z pięknymi reprodukcjami, że można takie nabyć na stronie internetowej pro life pl. Jest to wspaniała akcja, gdyż dochód ze sprzedaży jest przeznaczony na paczki żywnościowe dla kobiet samotnie wychowujących dzieci. Tak że zachęcam wszystkich do zamawiania ;)
    Pozdrawiam serdecznie DUA i Księgowych :)

  67. A u mnie jeszcze zakwita ostatnia różyczka „Claire Matin”. Muszę ją chyba ściąć do wazonika.
    No i bez ma zielone pączki, a jeden nawet – fioletowe kwiatki, ściśnięte jak piąstka.

  68. Śnieg. Dużo śniegu. Biały puch. Zaczyna padać i popada że ho ho. Wasza meteo wróżka andrzejkowa to głosi.

  69. Nie takie znowuż wąskie to gardło, choć z satelity może się wydawać inaczej, a i manewry nie należą do najbardziej wyszukanych. Bywa tłoczno, więc trzeba uważać, ot i wszystko. Śniegu faktycznie brak.

  70. Co do szkła Lalique, jeśli ktoś jest solidnie umotywowany materialnie i pragnie przyozdobić ulubionego samca, to L. produkuje z tym szkłem spinki do mankietów. Uderzające.

  71. Poddałam „dokładniejszemu zbadaniu” „Ciepłą noc” i wydaje mi się, że te białe plamki mogą być pastelowe, ponieważ na samym dole rozmywają, rozrzedzają się w sposób charakterystyczny dla kredki, ale jest to chyba pastel tłusty, który u góry został położony grubszą warstwą.

  72. Spojrzałam na zdjęcie satelitarne cieśniny Ormuz i aż mnie zatkało. Jak ten nasz Wilk Morski tam obróci tym swoim gigantycznym tankowcem?
    To trzeba być wirtuozem.
    Podziwiam!

  73. A to z pewnością!
    Prawda, Krzysztofie?

    Piętaszku: szkło secesyjne. Lalique. Warto poszukać w Googlu, są piękne kolekcje.

  74. Dzień dobry, Ulubiona Madame oraz Wy, Kompanio. Jednak wykrakałem. Rano BYŁ śnieg za oknem. Półksiężyc Błota Pośniegowego, tak się zapewne nazywa ta faza księżyca. Mam nadzieję, że Krzysztofowi przynajmniej to zostało oszczędzone podczas jego trudnych manewrów.

  75. Projektując czerwony witraż artystka musiała mieć przed oczami oszlifowany rubin li i jedynie, bo cóż innego nadałoby owemu dziełu taką głębię.

    Oj, też szkło lubię i wcale nie musi być szlachetne, a słynna scena przygotowywania prezentu na Gwiazdkę dla Idy przez Pyzę i Tygrysa tycząca secesyjnego (zaciekle polerowanego) znaleziska, spowodowała, że zaczęłam się rozglądać po śmietnikach. Niestety, u nas śmieci bardziej prozaiczne. Ale moje marzenie się spełniło, ponieważ udało mi się kupić po prostu takie cudo z kloszem z bladoróżowego szkła w kształcie kalii i pięknie wygiętą nóżką.

  76. „Both opal and color are mingled” – tak jest w cytacie, Mamo Isi.
    Muszę zgłębić ten temat.

    Sondelani robi Tiffany! Zdolna kobitka.

  77. Mamo Isi, do niedawno używano i u nas szkła opalowego, sprowadzanego z huty Spectrum w USA, w Polsce nieprodukowanego, ale ostatnio nie zauważyłam. Rzeczywiście szkło opalizowane, półtransparentne jest wyjątkowe: każda tafla jest niepowtarzalna, bo smugi, które ją pokrywają są nadawane ręcznie.

  78. Dzien dobry,
    Alku, nie, o tej porze to juz sobie czytalam Szamana Morskiego dla ukojenia rozedrganych witrazowo nerwow. Ale od rana wscieklam sie na lutownice – nie za oparzenia, ale z braku cierpliwosci. Tej przede wszystkim musze sie ciagle uczyc przy pracy ze szklem…
    MadziuZ., Tiffany. I na razie raczej male rozmiary – daleko im do okien. Ale wszystko przede mna:).
    Milego dnia wszystkim.

  79. Cieśnina Ormuz, czyli jak to nadzwyczaj obrazowo ujmują dziennikarze „wąskie gardło ropy często chore na anginę”, przez które wte i wewte przepycha się po 15 tankowców dziennie.
    Homer na pewno by to ujął bardziej poetycko i mniej fizjologicznie.
    Czy płyniesz też w karawanie tankowców, Wilku Morski?

  80. Chyba jej chodziło o bielsze odcienie bieli, bo w Harvard’s Memorial Hall też opalizujące są jeno anioły, z natury rzeczy białe. Tradycyjne witraże są z przeźroczystego, mielonego szkła barwionego pigmentami tlenków metali.
    Whitman used that and more or less milky glass of variegated colors and a pearly surface sheen, of varying thickness and texture, to achieve opalescent effects. She also layered several glass segments in a technique called plating, which gave her windows a sculptured look.

  81. Aa! To są sprawy niezwykłe. Atena przysłała mi zdjęcie, wyjaśniające, dlaczego wydała się jej znajoma zamieszczona we wpisie okładka Sary Wyman Whitman. Ma w domu zabytkowy już egzemplarz „Cape Cod” Thoreau z jej właśnie, słynną już, okładką! (można zobaczyć w Google).
    Ateno, toż ty masz prawdziwe skarby w swojej bibliotece!

  82. Tak, dziewczyny, wiem o zdjęciu. Portret oczywiście ciekawszy.
    Asymetryczny pas na biodrach artystki to rodzaj srebrnej ozdoby, w secesyjnej modzie bardzo lubiany.(Przepiękna to była moda, swoją drogą, i jakże korzystna dla kobiety).
    Co do opalizującego szkła: ciekawa jestem, w których jej pracach występuje ono zmieszane z kolorem, o czym mowa w cytacie od Mamy Isi. Na razie wyłapałam tylko te srebrne księżyczki w ornamencie, kolorowych nie dostrzegam.

    Wspaniała dama, no nie?

  83. Ha! idealny Fluid ojca i córki.
    Krzysztof i Casciolina spotkali się u nas, popatrzcie!- o 9.16
    Krzysztofie, przechodzenie przez cieśninę Ormuz, z takim księżycem – to brzmi jak fragment wspaniałej powieści przygodowej.
    Casciolino, uściski poimieninowe!

  84. Pośmiertny portret artystki powstał chyba na podstawie fotografii, bo widzę takową, która różni się drobnymi szczegółami od obrazu.

  85. Pani piękna. Sama chętnie zajmowałabym się witrażem, ale to już chyba nie w tym ziemskim życiu.
    Ależ to wszystko piękne, szkło samodzielnie tworzy sobie niedoścignione widoki.
    Na klawiaturze przestał działać Alt. To sprawka kota. Mąż stwierdził, że zawiesi łóżko pod sufitem, a na dole puści elektrycznego pastucha. Zgadzam się z nim. Jest gorzej niż w „Simone’s cat”!

  86. Nocna praca jest na porządku dziennym (?), dziwnym trafem większość portowych manewrów przypada na tę porę doby, jakby nie można było pracować w świetle dnia. Najbliższej nocy czeka mnie przejście cieśniny Ormuz, z przewróconym księżycem nad głową.

  87. Gdybym była manualnie uzdolniona, na pewno spróbowałabym odtworzyć witraż czerwony (zachwycający!) w wersji pierniczkowo-landrynkowej.

    Dzisiaj Andrzejki! Wszystkiego dobrego Andrzejom od niedawnej Katarzynki! :)

  88. Projekty opraw ksiąg zachwycające.
    Malarka portretu pośmiertnego wzorowała się na podstawowym zdjęciu Sarah Wyman Whitman ujętym na pozycji pierwszej w haśle „grafika” wujka Google’a. Dobry portret. Uchwyciła ducha modela. Co po śmierci musi być raczej trudne.

  89. Przepiękne te witraże! Doczytałam się, że jako pierwsza używała szkła opalizującego, an American invention of the 1880s that was becoming increasingly popular due to La Farge’s innovative work in Trinity Church, Boston. At a time when opalescent glass was sometimes criticized by traditionalists, Whitman argued for its adoption. She described the material as „a new form of stained glass, in which it is possible to attain an infinite variety of tones in the same sheet,” noting that when both opal and color are mingled „there is a magnificence of effect never seen before”.
    Magdo Z., czy u Ciebie też używają szkła opalizującego? Zaraz lecę obejrzeć filmik z huty.
    Jak to się człowiek wiecznie dokształca.

  90. Dobranoc, miła kompanio. Ja jeszcze trochę pozostanę na posterunku, został mi jeden plik z nagrań lipcowych, to już go skończę. Włączę sobie po cichu „December” George Winstona. Mam nadzieję, że nie wykraczę i rano nie zobaczę śniegu za oknem.

  91. Zdecydowanie dobrzy jesteśmy w nocnej robocie. Ulubiona Autorka pisze, ja nasłuchuję nietoperzy w nagraniach z okolic rzeki Hwoźnej, pozostali… nie wiem, ale pewnie też coś robią. Mam nadzieję że nie witraże, bo o tej porze można już sobie palce poparzyć lutownicą. Idę parzyć kawę.

  92. Nie nadążam za Wami. Nowe wpisy, tyle piękna. Ech, nic mądrego Wam nie dopiszę tylko podzielę się radością oglądania na żywo wielu pięknych malowideł sakralnych i refleksją, że najważniejsze w obrazie jest to jakie porusza struny w naszej duszy i jak wpisuje się w nasz kod estetyczny, a nie to jak został wykonany. Wszystko jedno czy białe plamki są dotknięte pędzlem, czy kredką, są urocze.
    Dobranoc DUA i Mądry Ludu

  93. Wyryć?! Przebóg, miły Piętaszku, nie czyń tego! :)
    Ale utonąć w czerwonym witrażu – czemu nie.

    Dobrej nocy Ludowi Księgi.

  94. Bożenko, dzięki za stosowny cytat. Mam ochotę wyryć go sobie na dłoni.

    Utonęłam w czerwonym witrażu.

  95. Bożenko, ściskam Cię i wykonuję.

    Madziu, poszukam sobie, wiele już oglądałam takich filmików, zawsze z podziwem.

  96. Ogromnie ciężka praca, obciążona ryzykiem. Jeszcze chętnie pokazałabym Pani film z warsztatu palnikowego, na którym powstają szklane miniatury z prętów łatwotopliwnych; to również mogą być istne cudeńka, finezyjne i wycyzelowane. Nie wiem jednak czy znajdę. Zresztą może już Pani widziała.:)
    Sondelani, czy mogę zapytać w jakiej technice? Tiffany? Czy metodą klasyczną?

  97. Panno z Mokrą Głową, tak, to może być pastel na płótnie, albo i technika mieszana. Błękit na niebie wyraźnie wskazuje na użycie kredki. Co do reszty, nie wiadomo.
    Wycofuję supozycję, że białe plamki zostały uczynione pędzlem. Nie mam pewności.
    (Chociaż kredka nie dałaby pewnie takiej czystej bieli)

  98. O, zdradzam, co pisze (między innymi) w wiadomości prywatnej Sondelani: zaczęła chodzić na warsztaty witrażowe!
    Brawo! Podziwiam! Zuch dziewczyna!
    Ale co za fluid, no nie?
    Znakomicie, Sondelańciu.

  99. Aż zachłystuje – jak pięknie to ujęłaś, Milesale! Teraz ja dziękuję – w imieniu Słowackiego;)

  100. To ja dziękuję, DUA, tak jak wiele tutaj osób, za piękno, którym Pani hojnie obdarowuje Lud Księgi. A przy okazji tych darów – za impulsy, skojarzenia, przypomnienia, inspiracje. To naprawdę niezwykłe miejsce :)

  101. Dobry wieczór! Dziękuję za możliwość poznania kolejnej pięknej artystki!
    Najbardziej zaciekawił mnie pejzaż; zastanawiałam się nad techniką, w której został wykonany i, o dziwo! Internet mówi, że jest to pastel na płótnie.

  102. Ślicznie dzièkujè Bożenko. Kocham witraże, a ten cytat jest tak cudowny, że aż zachłystuje.

  103. Aniu, ja i landrynki lubię ze względu na ich szklistość.

    Madziu, ten film o antycznym szkle witrażowym robi wrażenie. Co za wspaniali fachowcy! Patrzę z podziwem.
    A jaka to ciężka praca!
    Jacy oni muszą być zmęczeni pod koniec dnia.
    W ogóle, mogłabym godzinami oglądać te wszystkie filmiki o szkle.

  104. Piękny wpis, DUA. Księżyc boski, potret piękny, a witraże uwielbiam.
    Mam wrażenie, że te grube szlifowane bryłki to landrynki, słodko- kwaśne wiśniowe i cytrynowe. Ha, mam
    odruch Pawłowa:)) Cuda.
    Zaraz poczytam o obu paniach, popatrzę na obrazy, a i do huty szkła zajrzę. Wiwat internet.

  105. Piękne! Pani niezwykle szlachetna.

    Światło przenikające przez witraż może być źródłem prawdziwej epifanii. Takiego niezwykłego przeżycia – i w efekcie nawrócenia – doświadcza Arab w „Mnichu” Juliusza Słowackiego. Witraż maluje tu światłem – w przestrzeni realnej kościoła – świat transcendentny:

    Promień, z barwionych bijąc szyb kościoła,
    Niósł z sobą obraz na szkle malowany,
    A potem, w dymie kadzideł zbłąkany,
    W mglistych błękitach utworzył anioła;
    Nie znałem wówczas sztuki malowidła,
    Widziałem tylko, że anioł nade mną
    Roztaczał złotem malowane skrzydła,
    Spływał i patrzał w duszę moją ciemną…

  106. Elko M (wiad.pryw.), ja to wiem, oczywiście – wyraziłam się niejasno.
    Już poprawiłam.
    Ale dziękuję za czujność!

  107. Kto ciekaw, może obejrzeć niedługi, niespełna sześciominutowy film, wpisując w wyszukiwarkę na Youtube: Produkcja antycznego szkła witrażowego Huta Szkła w Jaśle.

  108. No, już się trochę przez te cztery lata z okładem napatrzyłam na szkło, także i artystyczne. Korzystając z okazji, chciałabym też napisać, że praca hutnika szkła witrażowego produkowanego tradycyjną metodą antyczną jest szczególnie ciężka. Hutnicy muszą wydmuchać za pomocą piszczeli (wydrążonej metalowej rurki) olbrzymi walec o wadze około 25 kilogramów. Bywają przypięci łańcuchem, żeby ciężar szkła nie pociągnął ich za sobą do kanału nad którym rozciągają masę szklaną. Robi to wrażenie (widziałam na żywo). W Europie są jeszcze tylko trzy huty, gdzie pracuje się w ten sposób: w Niemczech, we Francji i jedna w Polsce, na Podkarpaciu.

  109. Ach, to piękne, Madziu. Miałaś oko! Od razu zauważyłaś, że to musi być jakiś specjalny sposób.

  110. Chyba coś znalazłam (nie trwało to wcale długo, tylko że w międzyczasie zajęta byłam czytaniem NiN).
    Opis dotyczy innego witrażu Sarah Wyman Whitman z Danny Mason House w Bostonie, w którego centrum znajduje się czerwony kwiat o płatkach wykonanych ze szkła przypominającego to z biblioteki Trinity Church. ” The flower is composed od rough-cut nuggets…” Wygląda więc jednak na to, że są to szlifowane szklane bryłki a nie całkiem płaskie szkło. Jaka ładna jest tam pewnie gra światła w słoneczny dzień! Chciałabym to zobaczyć.

  111. A przy okazji, a propos Harvest Moon – proponuję piosenkę pod tym tytułem śpiewaną przez Cassandrę Wilson. Piękna rzecz.

  112. Utalentowana i przystojna dama. Co ciekawe, nasze witraże (mamy w domu parę niewielkich, między innymi nad drzwiami wejściowymi) są również autorstwa utalentowanej kobiety, naszej przyjaciółki, która tworzy witraże i ceramikę.

  113. Piekne to wszystko, delikatne witraze i te mniej tez. Zawsze mnie przyciagaly cudownoscia lapania swiatel.
    Szczegolnie, gdy sie je oglada o dobrej porze dnia.
    Okladka Thoreau, wyglada znajomo. Lubie te ksiazke.

  114. Zastanawiam się na ile wiarygodny może być portret, który powstał po czyimś odejściu. Czy autorka znała może tę panią, a jej obraz nosiła w sercu?

  115. Lubię witraże, a te są wyjątkowo piękne. Miała talent ta piękna Pani, która wygląda jak prawdziwa dama. DUA, co wpis, to piękniejszy obraz z księżycem. Dziękuję.
    P.S. Księgowi, czytał ktoś „Córki Wawelu”? Warto kupić?

  116. Tak, Zośko, zauważ: „Walden”!- co za śliczny pomysł na okładkę do Thoreau.

    Zgadzam się, Krzysztofie. Muszę jeszcze zbadać, kim była autorka portretu (namalowała go już po śmierci Sary Whitman) i jaki jest jej dorobek.

  117. Cudowne! Jakie piękne okładki książek. Dobrze jest zajrzeć do Księgi i popatrzeć na piękne rzeczy. Pozdrawiam ciepło. Ciągle w pracy. Oj, końca dzisiaj nie widać.

  118. No, właśnie, Madziu! Toż to Twoja dziedzina teraz – szkło. Proszę, podziel się z nami, jeśli coś odkryjesz. Mnie bardzo ciekawi wszystko, co dotyczy szkła. Lubię je.

  119. Ciekawa jestem z jakiego szkła zrobione są kolorowe elementy tego witrażu i detal przedstawiony na pierwszy dowód – śliczny! Nie jest to szkło jednolicie transparentne, sprawia też wrażenie bardziej masywnego niż typowa tafla szkła. Ale to może być złudzenie. Chyba spróbuję się czegoś w tej materii dowiedzieć.
    A pani rzeczywiście piękna, jak i jej dzieła.

  120. Ha! Od razu przyszły mi na myśl landrynki w piernikach! Nawet mam już dwa takie do pokazania, jeden motyw średniowieczny i jeden secesyjny.

  121. Miło się dzielić, Sowo luba.
    Warto obejrzeć wszystko, co stworzyła – sporo jest tego w sieci. Co za piękne witraże, mówię Ci!

    Tak sobie pomyślałam, że Was trochę zainspiruję przed robieniem adwentowych pierniczków z landrynkami.

  122. Och, jaka piękna i elegancka pani! I jaka elegancka Sztuka!
    I Harvest Moon, Pełnia Żniwiarzy – zdecydowanie tak.
    Dziękuję, DUA, za te wieczorne chwile zachwytu.

Dodaj komentarz