Piękna pani

okno

 

Zanim nadejdzie pierwszy dzień Adwentu wyjrzyjmy sobie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, przez okno witrażowe biblioteki w Trinity Church, w Bostonie.

Zaprojektowała je ta oto piękna pani, niezwykła osoba, znakomita artystka, Sarah Wyman Whitman (1842-1904):

 

Sarah_Wyman_Whitman_by_Helen_Bigelow_Merriman_(painting)

(malowała Helen Bigelow Merriman)

 

Przez trzydzieści lat Sarah Wyman Whitman prowadziła wykłady z Biblii w Trinity Church, w czasie gdy rektorem był Phillips Brooks. Po jego śmierci artystka zaprojektowała i ufundowała to pamiątkowe okno  witrażowe, które ukończono i wstawiono w roku 1896.

 

 

wyman2

 

 

 

images

 

 

sarah

 

Plon sześćdziesięciu dwóch lat życia tej pięknej pani jest ogromny, a jej wszechstronny talent zadziwia. Była malarką, projektowała witraże dla wielu kościołów i budynków, a także zajmowała się ceramiką i sztuką książki.

 

Worcester_Wams_Rose

 

pointedfirs390

 

 

No i – rzecz oczywista – była Lunofilem. Oto pierwszy dowód – detal z owego bibliotecznego okna powyżej.

 

 

wyman6

 

A oto dowód numer dwa: śliczny, znakomicie, lekką ręką namalowany obraz „Ciepła noc” – spójrzcie na te światła, odbijające się w wodzie i wyobraźcie sobie tę wytworną, pewną dłoń pięknej pani, kładącą precyzyjnie owe drobiny bieli:

 

E9800CR-d1

 

 

Wydaje się, że ona jeszcze tam stoi, na brzegu tej rzeki, i patrzy, i wiecznie chłonie wzrokiem ten widok, a my patrzymy i chłoniemy wraz z nią.

To chyba Harvest Moon, jak myślicie?

Z lunofilskim pozdrowieniem

Wasza –

MM

164 przemyślenia nt. „Piękna pani

  1. Niebieska Żabko, bardzo słusznie, a kto by tam szopki kupował! My zawsze pieczemy piernikową.

  2. Zbliżają się Święta i robimy szopkę z gliny , można też kupić ale nam się nie chce.

  3. Ja też uwielbiam ten zapach. Jak dobrze pójdzie, to w środę go poczuję:) Adwentowe pozdrowienia dla Wszystkich.

  4. Och, byle prędzej nadszedł poniedziałek a wraz z nim książki. Tak sądzę, że George McDonald jest wart poznania – uważnie czytałam to, co pisała o nim tłumaczka. :) Spodobało mi się.
    No nic, uzbrajam się w cierpliwość i póki co kończę czytać „Nie licząc psa”. Choć zaopatrzyłam się w składniki i mogłabym już zrobić ciasto na pierniczki wg. przepisu Aleksandry, z którego korzystam co roku. Lubię ten zapach miodu podgrzewanego z przyprawami.;)

  5. Książka jest niezwykła, a przekład znakomity!
    Autor zaś – godzien lepszego poznania.

  6. Po takiej rekomendacji, Beatuszko, to już wprost nie mogę się doczekać tej spóźnionej przesyłki z pewnej księgarni internetowej, która ma zawierać i „Lekką księżniczkę”. A i tak byłam głęboko zainteresowana i tłumaczeniem i samą książką po ciekawych opisach na stronie Adminki.

  7. Beatuszko, ach, prawda! Zapomniałam, że to dziś targi we Wrocławiu.
    Jak to miło, że zawsze na nie traficie. Jeszcze z małym Jasiem Was pamiętam, a nawet wcześniej!

  8. W sprawie klimatu tylko poproszę wiosnę i jesień inne, niż tegoroczne. Dobry wieczór Madame, dobry wieczór Ludu.

  9. Dzień dobry, bardzo dobry!
    Przywitałam się jak Geniusia, która otwiera do wszystkich ramiona z wielkiego plakatu na stoisku Akapit Press na Wrocławskich Targach Dobrej Książki. Tak miło było porozmawiać z Panią Iwoną. To już czterdzieści lat z Jeżycjadą, nie mogę w to uwierzyć! Zostałam obdarowana ślicznymi kartkami z radosną Geniusią.
    Hej, Geniusiu! Wzięłam cię do domu z górą trzydzieści lat temu, polubiłam natychmiast, chcę żebyś była z nami i masz rację – świat jest piękny!
    A jaka ładna pieczątka na czterdziestolecie.
    Teraz uśmiecham się do tych pięknych kartek i od razu milej w ten grudniowy wieczór.

    PS Wracając do domu cieszyliśmy się razem z Adamem lekturą baśni o lekkiej księżniczce, a piękno przekładu docenia się szczególnie przy głośnym czytaniu. Adam, wcale już nie młody DC, zatrzymując samochód na światłach ponaglał: no czytaj dalej :)

  10. Mamo Isi, ominęłam drastyczniejszy kawałek – Zawiść z obnażona zsiniała lewa piersia pokasana przez węże. Myślę, że gdyby współcześni reżyserzy teatralni czytywali „Ikonologię” Ripy bardzo by się zapalili do żywych scen.
    A propos Madrości – jest -tak! – młoda, nie stara. Bo młodość czerpie z gwiazd! Wniosek – madrość to najlepsza kuracja odmładzajaca!
    A jeśli jakiś atrybut zwierzęcy przystoi Madrości to….kogut?! Ripa: „że figura inteligencji czynimy koguta, nie jest niczym niedorzecznym”, bo podobno Pitagoras i Sokrates ect… Acha?!
    Ale skad i od kiedy ta sowa?

  11. Dalej się wgryzam w historię teatralno-baletowej rodziny Krzesińskich i odkryłam, że Stanisław Tertulian wypada wujkiem słynnej petersburskiej primabaleriny Matyldy Krzesińskiej, najpierw faworyty kilku Romanowów, a później małżonki wielkiego księcia Andrzeja Władimirowicza.

  12. Cześć i czołem, Eviku!

    Wójcie, bo Ty i ja jesteśmy z jednego klimatu.
    Upały też byśmy mogły bez żalu zlikwidować, prawda?
    Ideał klimatyczny: zima – jeden miesiąc w roku, lato – także.
    A reszta to wiosna i jesień.

  13. Zgredziku (wiad.pryw.) a to ja trzymam kciuki, może się przydam!
    Tak czy inaczej – gratulacje!

  14. Nie wiem, jak oni dawniej czytali przy jednej świeczce. To niewykonalne.
    Przed zimą radzę się zaopatrzyć w miłe lampeczki diodowe, turystyczne. Światło trochę zbyt białe, ale jasne.
    Albo – dwanaście świec na różnych poziomach.
    Posłuchaj dobrej rady, Alku, zima może być długa.

  15. Powracam po krótkiej przerwie: z powodu śniegu internet u mnie strzelił kopytami i przeszedł śmierć kliniczną. To samo zresztą dotyczyło tzw. światła, którego kilkakrotnie nie było (z czym bardzo nie polubiło się moje hi-fi). Ale już dzisiaj jest dobrze, na tyle, że mogę odpowiedzieć Wilkowi: biała Warszawa, ha! W moim sąsiedztwie przeważa kolor zmywaka do naczyń z czasów wczesnych Borejków.

  16. Ciekawe, co by było potem? Wiosna od marca do czerwca?
    Myślę, myślę gorączkowo, bo całkiem nagle się okazało, że do Świąt już tylko trzy tygodnie! A pierniki i prezenty lecą w świat! Chciałabym być czarownicą..

  17. Mnie by się podobało, Nini, żeby śnieg spadł 23 grudnia, a stopniał zaraz po Nowym Roku. I żeby wtedy przyszło przedwiośnie.
    Jak tam, obmyślasz już pierniczki? Ciekawa jestem, czym nas w tym roku oczarujesz!

  18. O, Wilk Morski zlądował!
    Witamy w Polsce!
    Troszkę zimy Ci się przyda.

    ALe-Piemont, „Kamień księżycowy” uchodzi w Anglii za najlepsze dzieło Collinsa. Dla mnie troszkę zbyt się przesuwa w stronę groteski. Ale czyta się ciekawie!
    „Kobieta w bieli”, jak i pozostałe powieści tego autora, mają już inną stylistykę. Mocne w analizach psychologicznych, a nadal tajemnicze i sensacyjne w formie.

  19. Profesor chyba by wspomniał w „Pamiętniku” o takim przodku.
    Dziwnie biało w stolicy.

  20. A to świetnie, Ale-Piemont! „Kobietę w bieli” trzeba znać. Może jeszcze pani Francesca, zachęcona, sprowadzi inne dzieła Collinsa.

  21. A szkoda, że takie zapomniane. Czegoś ludzkość uczyły!

    Wincentego Raszewskiego obiecuję sobie sprawdzić.

  22. Dzien dobry.Fluid pani Malgorzato,wlasnie dzisiaj mam zamiar zakupic „Listy do M.Musierowicz” polecane przez Akapit.P.s. caly czas chodzi mi po glowie”Kobieta w bieli”,ktorej wkoncu niestety nie udalo mi sie zakupic ze wzgledow zbyt przyziemnych.Wybralam sie wiec do tutejszej biblioteki i znalazlam „Kamien ksiezycowy”,ktory oczywiscie natychmiast wypozyczylam.A moja kochana bibliotekarka Francesca zakupila dla nas „Kobiete w bieli”,ktora po moich goracych rekomendacjach rowniez postanowila przeczytac:-)

  23. We wspomnieniach Krzesińskiego sporo miejsca zajmuje towarzystwo teatralne, którego dyrektorem jest Wincenty Raszewski (1816 – 1850). Ciekawe, czy był to przodek prof.Raszewskiego?

    Dzięki, Chesterko, za rysopis Zawiści. Tak mnie to ruszyło, żem momentalnie zajrzała na allegro i nabyła „Ikonologię” Cezarego Ripy. Toż te Alegorie to całkiem zapomniana dziedzina kultury!

  24. Dzień dobry, Doroto!
    Może nie jest tak źle ze wszystkim, może też i nie trzeba mylić prostoty z naiwnością. Życie potrafi być miłe i dobre, przynajmniej od czasu do czasu – a zawsze, niezmiennie, jest piękne. Szukajmy piękna, idźmy jego śladem – ono nie zawodzi nigdy!

    Przytoczę jeszcze zdanie profesora Raszewskiego :”Literatura jest także po to, żeby godzić człowieka z życiem”. To chyba dotyczy sztuki w ogóle.

    Pozdrawiam serdecznie!

    PS – wyrzuć telewizor.

  25. Droga Pani Małgosiu!
    wracam do Pani. Już prawie 48-letnia, z 22-letnią córką, zmęczona rozmyślaniami o podłej ludzkiej naturze, zalana polską polityką i po epizodzie z antydepresantami.
    Wczoraj, w bajkowym śniegu, idąc do pracy, zatęskniłam za atmosferą „Opium w rosole”, za czymś miłym i dobrym. Zajrzałam do Pani na chwilę i… Na półce leży nieprzeczytana „Wnuczka do orzechów” („bo jestem na takie książki za stara”, „to zbyt naiwne”, „życie tak nie wygląda”. Wczoraj jednak zamówiłam dla siebie i siostry „Feblika”.
    Wrócę więc po kilku latach do Borejków, bo człowiek zawsze szuka schronienia. Dziękuję Pani, że daje Pani schronienie wielu osobom.

  26. Odbyłam dziś podróż zimową, choć nie autobusem „Jelcz”, starego typu, w którym okna całkiem czyste nie są nigdy, z zasady”. Ale i biel nie była tak przeszywająca i całkiem jeszcze do zniesienia.

    Dobranoc UA .

  27. Gesundheit muss sein, Mamo Isi, walczmy z Przesądami.

    A może ten miód to ze względu na żądlące pszczoły?

    Kwiecień!!!

    Tej nocy zapowiadają się zawieje, mam nadzieję, że nie będzie poszkodowanych.

    Ciekawe, czy Goya narysował też zawiść.

  28. Przepraszam za „przeżyła mum tu” cokolwiek to znaczy. Miało być „z włosem przetykanym tu i ówdzie wężami”. Zawiść się najwyraźniej wmieszała.

    A mam, mam i jestem oburzona Sowo, w Twoim i Sowiatka imieniu, bo jednym z atrybutów Przesadu jest reprezentujace Was zwierzatko. No, niech się zdecyduja: Madrość czy Przesad?!

  29. Opuszczamy Wieczne Miasto tymczasowo, na co najmniej rok, ze względu na pracę mojego małżonka. Będzie to z pewnością ciekawe doświadczenie, jesteśmy dobrej myśli. Ale-Piemont, dziękuję!

  30. Zawiść wg C. Ripa: „Kobieta stara, brzydka i blada, o ciele wyschłym i oczach zezowatych. Ubrana w szatę koloru rdzy, rozczochrana, z włosem przeżyła mum tu i ówdzie wężami. Pożywa własne serce (a ja tak wyrzekam na dzisiejsze horrory – przyp Chesterki), jakie trzyma w dłoni.” Może być też z chudym psem, bo wg autora to zwierzę bardzo zawistne (a ja myślałam, że z domowych pupilków tylko koty maja zła sławę).
    Jest jeszcze stara kobieta etc ” z dłonia przy ustach, w geście zwykłym dla przyciśniętych bieda, bezczynnych kobiet „(???).
    A i jeszcze może opierać się na Hydrze.

  31. A ja właśnie wymyślam zadania do kalendarza adwentowego – drewnianego domku z szufladkami. Wreszcie sobie taki sprawiłam! Będzie wieniec adwentowy i szopka z gliny, i pierniczki, i zabawki na choinkę… Szkoda, że Adwent taki krótki. ;)

  32. To musi być ten mityczny Pies Ogrodnika.
    Mamy już pierniki, będą elementem kalendarza adwentowego.
    U nas zima jak w bajce :)

  33. Pies jest symbolem niemal wszystkiego, to i zawiść sie załapała. Miód może dlatego, że choć słodki, to jednak lepki. Zdradliwa przyjemność.

  34. Oj, szkoda, że nie na ziemię polską. Nb.ziemia germańska od stycznia wprowadza przymus szczepionkowy.

  35. O Ciascolino jak to opuszczacie Wieczne Miasto?Jaka szkoda,a zarazem pieknie dla Was.Blizej do ojczyzny i w ogole….Pozdrawiam I zycze powodzenia

  36. Dobry wieczór, Jakubie!
    Nowa książka ukaże się na wiosnę. Właśnie z wolna finiszuję z robotą.
    No, ale jeszcze redakcja i ilustracje, i korekty…celujemy na początek kwietnia.
    Dam znać, jak termin premiery zostanie ustalony.

    Kiedy zaczęłam interesować się książkami? Chyba jeszcze w kołysce!
    Odkąd pamiętam, fascynowały mnie i pociągały.

    Pozdrawiam Cię mile!

  37. Niestety, w okresie świątecznym, oprócz świętowania, musimy ogarnąć przeprowadzkę z Włoch na ziemię germańską…Przylecimy za rok.

  38. Połykanie żmii, błe. Ale jakie to obrazowe! Dzięki, Sowo. Ciekawe, dlaczego biedne psisko, albo pantera się załapały. Już nie mówiąc o garnku miodu. Kubuś Puchatek byłby oburzony.

  39. Mamo Isi, znalazłam w Internecie kilka atrybutów zawiści z literatury i malarstwa: pies, pantera, żmija (zawiść ją połyka) i plaster miodu.

  40. Dzień dobry Pani Musierowicz chciałem Pani spytać kiedy wyjdzie nowa książka.
    Od kiedy zaczęła się Pani interesować książkami?
    Pozdrowienia z Paryża.

  41. Ooo, to mi wiadomość! Brawo! I urlop!
    No, to chyba zdążysz do domu na pieczenie pierniczków, Wilku!

    (No, zuch z tego Wilka, nie ma co gadać)

  42. Nie ma mowy o odsypianiu, od rana inspekcje i przeglądy (na kotwicy). Ostatnie to podrygi, za pięć godzin schodzę ze statku i przełączam się na tryb urlopowy.

  43. Tor wodny ma szerokość 2 mil, więc nieco luzu po bokach Wilk miał. Ale niepokojące, że nie daje znaku życia.

  44. Nie mam pojęcia, w co takiego jest wyposażona Zawiść, bo jakoś temat Alegorii jest w necie lekceważony, a książki nie posiadam. Ale posiądę, bo bez niej nie mogę snuć ciągu dalszego.

  45. Och, Mamo Isi, lepiej mi powiedz, będzie szybciej.
    Ja bym musiała najpierw wszcząć poszukiwania po odległych zakamarkach biblioteki, i to w dwóch działach zapewne, bo nie wiem, gdziem tę księgę upchnęła.

    W naszych czasach zresztą Zawiść wyposażona jest w internet i hejtuje.

  46. Widziałam, cudeńka!

    Mamo Isi, pani Whitman zrobiła też witraż z alegoriami cnót, ale tylko trzech. Roztropność miewa też dwie twarze.

  47. Znaczy, nie mam na myśli, aby od razu wykorzystywać węża jako broni masowego rażenia, ale bardziej kameralnie, jak to między nami, Alegoriami.
    Roztropność powiada do Zawiści: – Uważaj no, bo mam węża i nie zawaham się go użyć!
    A na to Zawiść lekceważąco: – Oj tam, oj tam.
    No i potem się zaczyna.
    Nb. kochany Starosto, zerknij do tej księgi, w co takiego wyposażona jest Zawiść, proszę.

  48. Toteż aż dziwne, że wąż w rękach Roztropności jest li i jedynie ozdóbką identyfikacyjną.
    W końcu sam Słowacki wiele choć niejasnych zgłasza wobec węża pretensji:
    „Świecie. Świecie. Świecie! Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie, Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie; I wieki mrą nad tobą zasypując pyłem Umarłych pamiątek.”

  49. Sowo, a widziałaś tę broszkę z klonowych nosków złotych? A grzebień-szpilę do włosów z baldaszkami krwawnika?

    Mamo Isi, jasne, że wąż jest argumentem. Już w zaraniu dziejów został użyty, raz a dobrze.

  50. Właśnie wróciłam z poczty z kolędowymi zdobyczami. The King’s Singers (nagrali nowe płyty świąteczne), Kapela Góralska i- uwaga, uwaga- czteropłytowy album kolędowy Andrew Parrota! Znalazłam bardzo atrakcyjną ofertę, w dodatku z darmową wysyłką. 4 godziny muzyki, w tym płyta rekomendowana przez DUA.

  51. Zgadzam się, że strzępienie ozorów w ramach akademickiej dyskusji jest bezowocne i tylko działanie coś daje. Toteż roztropnie użyty wąż może diametralnie zmienić może nie tyle poglądy, co stan i ilość dyskutantów.

  52. Ale-P., bo też i ten przepis mam z Włoch.
    Ja kroję paprykę na połówki i piekę pleckami do góry (szczegół bez znaczenia). I nie daję cukru ani octu (nie przepadam). Ciekawa jestem, jak to się sprawdzi w słoiczku, bo papryka po upieczeniu staje się bardzo delikatna, wręcz rwie się w palcach.

    Ćma o wiele piękniejsza od pierścieniowej Sowy.

  53. Te atrybuty Alegorii przypominają mi kwestię aspektów bóstw panteonu hinduistycznego. Albo postaci bóstw i ich symbolicznych reprezentacji . I tu z kolei przypomina mi się „Pan Światła” Rogera Zelaznego.

  54. Może nie lubiły dyskusji. Rozumiem je. Czysta strata czasu. Nie należy dyskutować, tylko działać.

    Jak tam w Cieśninie Ormuz? Ahoj, Wilku Morski! Przeszliście? To miało być tej nocy przecież.

  55. Wczoraj wyrobiłam ciasto piernikowe w ilości na szwadron szwolożerów. Pięciokilowa kula ledwo mi wlazła do lodówki. Teraz co parę dni Isiątka będą lepić pierniczki, a zapach pierniczkowy będzie rozchodził się po chałupie. Zaczynamy Adwent!

    Te atrybuty różnistych Alegorii mogły im służyć do wzmocnienia argumentacji w dyskusji. Że też nikt tego nie wykorzystał na scenie. Tylko jedna za drugą wychodziła i śpiewała ogólne wnioski, zażalenia i supozycje.

  56. O, niedobrze, Alku.
    Dziatwa przynajmniej się cieszy.
    Proszę jechać ostrożnie! Czytam właśnie, że mnóstwo stłuczek od rana.

  57. Dzień dobry. Tutaj wali na biało. Samochód wydobywałem spod mokrej zaspy. Zdziwniej i zdziwniej…

  58. Ten kardamon świetnie jej robi. To ostatnie, że tak powiem, muśnięcie pędzlem.
    Dzień dobry w dzień posępny. Ciemno.
    No, to do roboty!

  59. Dzien dobry.Papryki ulubione Sowy P i DUA sa tutaj bardzo popularlne.Moze tylko nie maja kardamonu i octu jablkowego.Podawane sa bardzo czesto do serow wlasnie:-)Pychotka.Pozdrawiam Wszystkich.

  60. Jest to stanowczo nie byle kto. W Portugalii dla odmiany uczyła się w pracowni azulejos, bo ceramiką też się interesuje.

  61. Wójcik Wiewiórka prosi o przepis na moje i Sowy ulubione danko (bo chce je zrobić w formie prezentów gwiazdkowych, w ozdobnych słoiczkach), więc go zamieszczam, w mojej wersji osobistej.

    (porcja na jedną blachę, z czego powstaje nieduża salaterka przysmaku):

    Papryka Sowy Przemądrzałej

    12 czerwonych papryk
    czosnku ile kto lubi
    sól, cukier do smaku
    oliwa prawdziwa – ile trzeba
    ziarenka kardamonu – ile się chce
    prawie pół buteleczki octu winnego jabłkowego produkcji polskiej.

    Strąki papryki przekroić, oczyścić z ziaren, ćwiartkami poukładać (pleckami w dół) na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia.
    Piec trzeba to powoli, w niezbyt gorącym piekarniku i czytać sobie coś ciekawego, ale w pobliżu, żeby nie przypalić.

    Minie sporo czasu, zanim papryka się upiecze – będzie to wtedy, kiedy skórki zaczną się tu i ówdzie przypiekać na czarno.
    Wtedy wyjmuję blachę, papier z paprykami zsuwam na tacę i idę z tym sobie wygodnie usiąść przy stole.
    Zabieram sól, czosnek i kardamon, nożyk z ostrym czubkiem i salaterkę (oraz ręcznik papierowy do wycierania rąk).
    Nad tacą obieram każdą cząstkę papryki (skórka łatwo schodzi, a nożyk w tym pomaga) i układam ją warstwami w salaterce, każdą kolejną warstwę lekko soląc i posypując ziarenkami oraz cieniutkimi płatkami czosnku.
    Wszystko zalewam oliwą zmieszaną z octem jabłkowym, doprawioną do smaku solą i cukrem.
    Wstawiam salaterkę pod przykryciem do lodówki i za parę godzin już można przysmak podawać.

    Smakuje to pysznie z serami, najlepiej z fetą, ale właściwie dobre jest do wszystkiego, nawet do domowej pizzy się przydaje!
    A jakie ładne!

  62. Moja przyjaciółka Lidka, o której tu wspominałem, ta od witraży, w tej chwili prysnęła przez pogodą do Portugalii, natomiast w lepszych porach roku prowadzi między innymi szkolenia w dziedzinie witrażowej, takie dla hobbystów. Jeździ od jednego domu kultury do drugiego takim małym Seicento, z całym bagażnikiem zawalonym szkłem, przenośnym piecem, mnóstwem złomu ołowianego itp. Bardzo barwna osobowość, jak z książki.

  63. Niewiarygodnie piękna biżuteria! Zachwycająca inspiracja naturą!
    A na tej stronie też tyle śliczności!

  64. Atena węszy po wszystkich amerykańskich antykwariatach, zna się na książkach i wie, co kupuje!
    Ma najwięcej tomików z autografami Wierzyńskiego, najwięcej z nas wszystkich, chcę przez to powiedzieć.

    Tak, Madziu, niestety, przypuszczam też, że nikt dziś już nie potrafi ani zaprojektować, ani wykonać takiego witrażu.
    Aha! Przy okazji tych secesyjnych poszukiwań trafiłam na cudownego artystę, który w owych czasach zabrał się za odmłodzenie biżuterii i sztuki użytkowej. Proszę zobaczyć: Lucien Gaillard. Ja trafiłam na niego, gdy mi w googlu wyskoczył piękny wisiorek „Moth”.
    Popatrzcie, jakie bajeczne motywy roślinne, jakie ozdobne, a proste zarazem grzebienie do tych secesyjnych koków, jakie broszki!
    Niektóre przedmioty są wspólnego autorstwa (Gaillard- Lalique).

  65. Co mi się właśnie przypomniało (Internet przyczynił się do odświeżenia pamięci): amerykańska Huta Spectrum rok temu ogłosiła zakończenie produkcji. Czy ktoś więc teraz produkuje jeszcze piękne szkło opalizowane? Parali się tym Chińczycy, ale ich szkło, jak słyszałam i widziałam, było dużo gorszej jakości.

    Oglądam okładki zaprojektowane przez tę piękną panią, w tym „Cape Cod”. Ateno, prawdziwa z Ciebie szczęściara! :)