O sonetach – dla Faneczki

drzewa w świetle księżyca

Caspar David Friedrich (1774-1840)   –  Drzewa w świetle księżyca

 

 

Leopold Staff       (1878-1957)

OSTATNIE ZWIĘDŁY KWIATY…

 

Ostatnie zwiędły kwiaty, zwarzone kasztany
Sieją po szarej drodze liście złotordzawe.
Brunatnym skib kożuchem nakryły się łany
I ziemia żegna krasę swą, jak starość sławę.

Wiatr przegania po polach siwych mgieł tumany,
Zmarłe lato w zmierzch wiozą chmury niełaskawe,
A staw w zwierciadle wody do snu kołysanej
Tę charonową piękna odbija przeprawę.

I gdy w gałęziach nagich trwogą krzyczy ptactwo,
W smutku pory znajduje duch powinowactwo
Własnej doli i spada nań brzemię żałoby.

Jak pielgrzym o głaz twardy wspomnień się potyka,
Lecz jeśli się pochyla, to li do rzemyka,
By ciaśniej opiąć sandał na drodze przez groby.

 

Po tym pięknym, klasycznym sonecie Staffa, który może naszej młodej poetce, KC Fance Robrojka,  służyć jako model instruktażowy –  taki oto zabawny dwugłos:

 

 

Kazimierz Przerwa- Tetmajer (1865-1940)

SONET

 

Lubię sonetu trudną, misterną budowę.

Zda mi się, że mi kawał marmuru odkuto,

W którym swobodnie rzeźbić może moje dłuto

W rozmiarach wiecznie jednych kształty coraz nowe.

 

Lubię te dźwięki pełne, szerokie, bronzowe,

Brzmiące wiecznie tą samą, melodyjną nutą,

A w nieskończoną różność motywów rozsnutą –

Jak mgły na jednem niebie w przeróżną posnowę.

 

Lubię ten mały kościół, w którym jednak może

Olbrzymi Bóg się zmieścić, jak w potężnym tumie:

Lubię to górne – wąskie –  naskalne wydroże,

 

Skąd runie, kto stóp pewnie położyć nie umie:

Lubię tę gwiazdę małą, co świeci jak zorze,

Dźwięk dzwonu, co nie głuchnie w huraganów szumie.

 

 

 

Stanisław Piotr Koczorowski (1888-1958)

SONET

 

Lubię sonetu nietrudną budowę.

Miła mi jego spiżowa prostota:

Gdy zechcę, radość zaiskrzy się złota;

Zapragnę,  wizje w nim rzeźbię tęczowe.

 

Marzeń misterną rozwijam osnowę:

To jękiem cichym zadźwięczy tęsknota,

To obuch bólu treść duszy zgruchota,

To groźby słowa w nim zamknę gromowe.

 

Gdy zechcę, miłość wyśpiewam anielską:

Zapragnę, płomień pożądań zapalę;

 

Pieśnią mi zabrzmi błękitną i sielską:

W zielone morza rozleje się fale;

 

Z wichrem zapłacze, jak stepowe zielsko:

Myślą zabłyśnie, jak słońce w krysztale!

 

 

No, cóż, odwagi, Faneczko! Wybór drogi należy do Ciebie!

Powodzenia z sonetami!

MM

 

157 przemyśleń nt. „O sonetach – dla Faneczki

  1. Mateuszu, bardzo Ci dziękuję za miłe pozdrowienia!
    Tak, dziękuję, wszystko u mnie w najlepszym porządku, żyję sobie uczciwie, dużo pracuję i cieszę się rodziną.
    W dodatku Wigilia już blisko, a to zawsze przynosi tyle radości i ciepła!
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Waszą Panią również!

  2. Dobry wieczór pani Musierowicz , mam nadzieje że u pani wszystko w porządku.
    Bardzo mi się spodobał fragment z waszej książki „Kłamczucha”.
    Mam nadzieje że w najbliższej przyszłości ją przeczytam.
    Życzę pani miłego pisania i malowania książek.
    Pozdrowienia z Francji , z polskiej szkoły w Chelles.

    Pozdrawiam Mateusz

  3. O, dobry wieczór, Kacperku, już chyba kiedyś sobie pogadaliśmy, prawda?
    Dziękuję za miłe życzenia. Jakoś leci z tym pisaniem i rysowaniem, nie narzekam.
    Bardzo to lubię.
    A ciekawa jestem, czy Ty lubisz rysować?

  4. Dobry wieczor, Pani Muszerowicz pozdrawie z francji,z Polskiej szkoly w Chelles.
    Zycie Pani powodzenia w nastapnych ksiazkach i rysonkach.
    moja Pani od Polskiego bardzo Pania lubi.
    Pozdrawiam Kacper.

  5. Nutque, Złote Cyrcle wyszło im już, na mój osobisty gust, cokolowiek słabiej. Pomijając inne kwestie, wykorzystali straszny stereotyp. W kwestii amerykańskiej elegancji warto zajrzeć do Van Dine’a lub książek Biggersa (mówiąc o literaturze popularnej). I tam nie znajdą ani stereotypowego kowboja, ani ochrypłych typów bez krawata.

  6. Oczami duszy już widzę te uchetane Alegorie dźwigające tony atrybutów, jak nie przymierzając za Peerelu istoty ludzkie z siatami. Roztropności zwisa wąż boa owinięty wokół szyi, a za sobą ciągnie tremo na kółkach.

  7. (To tak jeszcze w temacie filmowym, bo tu już widzę, że dyskusja w zupełnie innych rejonach.)
    Fascynująca sprawa z tymi księżycami.

  8. Viva Las Vegan, DC Alku.
    Oby tylko po zmianie udziałów nie zmienili oksfordów na sneakery… czy coś.

  9. Dla asekuracji mogła przechadzać się i z tym, i z tym, wszak nie każdy dysponował słownikiem alegorii, a tym bardziej Kopalińskim. Ale podszczypywanie jako znak rozpoznawczy wydaje mi się doskonalszą wykładnią.

  10. Merci, Alku.
    Mamo Isi, mam tę książkę, kupiłam ze względu na tłumacza.
    Ale w zasadzie mi się nigdy nie przydała.

    Kass, ależ masz rację! Jak mogłam o tym nie pomyśleć. No, doprawdy.
    Zwłaszcza że wąż i lustro są jej atrybutami. Zaraz: wąż LUB lustro, he, he.

  11. Dzień dobry! Ici-maman, spostrzeżenie na temat alegorii cudne. Uwaga Ulubionej Autorki zaś niezwykle trzeźwa, zdecydowanie porządkuje kwestię.
    Co do Worm-Moon, to jest sporo możliwości. Przypomina mi się niesławna pozycja „De Vermis Mysteriis”, czyli „Tajemnica Glisty” Ludwiga Prinna, fikcyjny grimuar wspomniany przez Roberta Blocha, na który też powoływał się H.P.Lovecraft. Ja tam te wormsy nazwałbym czerwiami. Księżyc Czerwia, też brzmi jak coś z Lovecrafta.

  12. Nie zgadzam się DUA. Cnotę Roztropności poznaje się po tym, że sprytnie podszczypywania unika. :)

  13. Jest przewodnik! Najzacniejszy, bo I wydanie w XVI wieku. Ikonologia. Napisał ją Cesare Ripa. Tłumaczył
    Ireneusz Kania. W środku drzeworyty i opisy alegorii.

  14. W XVI i XVII w. publikowano nawet przewodniki, zawierające ilustracje, opis i komentarze poszczególnych przedstawień alegorycznych. A my pozbawieni takowych jesteśmy ciemni jak tabaka w rogu, ot co.

  15. Mamo Isi, bo takie przypisy to są Przypisy. Ja nie lubię tych, które zakładają, że czytelnik nie ma w domu Kopalińskiego. A drugą sprawą jest to, że gdy jest ich zbyt dużo, to jakby czytać dwie książki na raz. Milknę już w tym temacie, i tak za dużo się nagadałam.

  16. Poza akcją sceniczną, tożsamość konkretnej alegorii potwierdzały też być może jej atrybuty? Czyli kostium i rekwizyty? Myślę, że to prawdopodobne.

  17. O, o, Mamo Isi, a ja się na „Wyspiańskiego” wybieram! Koniecznie! Dam znać, czy faktycznie aż tak źle. Przy okazji czytałam, że całe szczęście, że wreszcie Kraków zwrócił uwagę na Wyspiańskiego (nazywanego ponoć Czwartym Wieszczem), bo do tej pory jakoś mu to umykało. Taki Matejko czy Mehoffer mają swoje oddziały muzeum, a biedny Staś tylko wystawy i fragmenty, poza oczywiście mini-muzeami „w naturze”, w postaci wspaniałych polichromii i witraży w Bazylice franciszkanów. A teraz to te słynne nasturcje mamy nawet na tramwajach…

  18. Odpowiadam na wątpliwości w kwestii alegorii: cnotę Roztropności każdy mógł rozpoznać właśnie po tym, że nie podszczypuje, tylko jest podszczypywana.

  19. Otwarto wystawę monograficzną Wyspiańskiego w Narodowym. Na zdjęciach widzę, że pracami utkano ścianę od podłogi po sufit jedną przy drugiej. Osoby nie posiadające umiejętności latania nie zobaczą prac u góry, choćby się wściekli. Osoby czołgające się ewentualnie przypatrzą się pracom zawieszonym na wysokości podłogi, o ile nie rozdepczą ich ci, którzy akurat oglądają te w środku. Ktoś tu zwariował. Więcej ścian nie mieli do dyspozycji?

  20. Dzieńdoberek! Pogubiłam się w komentarzach. Przypisy lubię. Nb.Krzesiński je posiada. Zdumiewający mieli w tym XIX wieku repertuar teatralny. Po prostu większość sztuk, czy sztuczek sami wymyślali na poczekaniu. Na szczęście Krzesiński je opisuje dokładnie, bo inaczej pojęcia bym nie miała, co oni właściwie grali. Wielka też była ilość czegoś, co bym nazwała ruszającymi się żywymi obrazami, bo ta forma teatralna miała wonczas wielkie wzięcie. Co za szczęście, że minęła moda na alegorie, bo to było nie do zniesienia. W rzeźbach z epoki nigdy nie mogłam się dorozumieć, która alegoria przedstawia tę czy ową zaletę, lub wadę. Skąd widzowie XIX-wieczni wiedzieli, że na scenę wkracza Roztropność, a z tyłu ją podszczypuje Zawiść, nigdy nie zgadnę.

  21. Jeszcze o księżycach. Ta marcowa pełnia jest jakoś brzydko przetłumaczona na j.polski. Indianie nazwali ją „Worm Moon”, a worms to nie robaki. W Kanadzie marcową pełnię Indianie też nazywali „Sap Moon”, bo właśnie w marcu zaczynają krążyć soki w drzewach i to jest sezon syropu klonowego.

    W październiku był Hunter’s Moon, w listopadzie Beaver’s Moon, a w grudniu – tak – będzie Cold Moon. I jeszcze ciekawostka – jest też Blue Moon. Mówi się potocznie „once in a blue moon”, co mogłoby oznaczać „raz na jakiś czas”. Zawsze myślałam, że określenie „blue moon” odnosi się do długiego odcinka czasu lub rzadkiego zjawiska, ale „Blue Moon” to dodatkowa pełnia, która pojawia się w przybliżeniu co dwa lata. Najbliższa będzie 31 stycznia 2018.

  22. Dzień dobry, ja też dziś (jeszcz u nas dziś – ostatnie 10 min.) zwróciłam uwagę na idealną połówkę księżyca.
    A KrzysztOf chyba jest gdzieś w okolicy Równika, bo tam księżyc jest przewrócony. Widziałam taki w Peru.

  23. A ja lubiłam pytać rodziców, bo imponowało mi, że znają tyle trudnych słów. Miłość do słowników, encyklopedii i długich książkowych wstępów przyszła z czasem. Aż w końcu sama zaczęłam produkować przypisy.

    Dobranoc, śpiący lub czytający Ludu.

  24. Ja też mówiłam swoim dzieciom „sprawdź w słowniku”. Zemsta była okrutna, gdy ucząc się posługiwania komputerem, pytałam latorośli, jak coś zrobić, np przy edycji dokumentów. Nieodmiennie słyszałam „poszukaj w Internecie”, oczywiście ze złośliwym śmieszkiem. Jednak litowali się potem nade mną i tłumaczyli :).

  25. Zaświadczam zalecane przez Rodziców solowe poszukiwania :) czyli polecenie „sprawdź w słowniku”. Co ciekawe, mój zaledwie rok młodszy brat korzystał w takich sytuacjach z raczkującego wtedy internetu, ja zawsze preferowałam formę książkową i grzebanie w bibliotekach. Gdybym nie została muzykiem to pewnie byłabym bibliotekarką.

    Wracając do pytania Jas, to właśnie były moje prezenty komunijne: encyklopedie (dla dzieci) i słowniki.

  26. przypis w sprawie emotikon:
    :/?, >:O?, >=(? a przeciez zycie takie krotkie, badzmy <3, ^_^, :), a nawet :D!

  27. Pewnie, że wierzę! Wielodzietność to zupełnie inna stylistyka.
    Nauka samodzielności jest nieodzowna każdemu dziecku, ale nie chcę też zbywać. Uczyć tak, by pasja do języka się udzieliła.

  28. Ale mi Pani pytanie zadała! I to tak znienacka! Ha! Za nic nie obrywa się często klapsów, więc coś chyba było na rzeczy. Pamiętam na przykład jak męczyłam przychodzacych na kolędę księży trudnymi pytaniami. Mało pamiętam z dzieciństwa. Jest sposób, by tę pamięć odświeżyć? Pewnie Proust coś o tym wie…

  29. Madziu, a mnie jest bardzo miło odbierać takie podziękowania. Naprawdę!
    Chesterko, a czy byłaś wtedy podobna do tej Przekornej Córeczki?

  30. Pamiętam taki obrazek: Chesterka lat dziesięć wygrzewa się w kaszubskim słońcu, leżac na kocyku i słuchajac „Lata z radiem”, gdzie ktoś czyta „Pana Tadeusza”. Nie przepuściłam ani odcinka. Czytać go raczej nie czytałam (to był czas namiętnego nurkowania w baśnie), ale słuchać – tak!

  31. Przeczytałam w dzisiejszy wieczór „Córkę Robrojka'”. Zauważam, że Jeżycjada jest jak sama Ulubiona Autorka – też się nie starzeje. I nieodmiennie poprawia nastrój, więc jutro zaaplikuję sobie jeszcze Nutrię i Nerwusa. A ponieważ i tak wcale nie był zły (ten nastrój), więc już szczególnie radośnie dziękuję Pani za wszystkie dobre wrażenia i wzruszenia. Jak to miło, że wracając do dobrych książek, zawsze można dostrzec coś nowego, co wcześniej umknęło lub uległo zapomnieniu. I po takim powrocie czasem trochę inaczej odpowiedzieć na pytanie: Co zostaje?

  32. Bójcie się wy Boga kochani z tymi emotikonami. Czy ja jestem tygodnik opinii? Stanowczo stwierdzam: można!

  33. O, Dobromiło, dziękuję za długą wiadomość prywatną. Bardzo interesujące.
    Pozdrawiam serdecznie!

  34. Hi, hi, wcale nie miałam na myśli Sowiątka! My duzi tak robimy, dla gimnastyki umysłu.

    Hej, Dobromiło kochana, ależ oczywiście! Poza tym nie traktuj moich opinii zbyt poważnie, to takie tam wymądrzanie się, z przymrużeniem oka. Przestałam dawać emotikonki, bo mi głupio przed Alkiem. Pisuję teraz głównie z telefonu, więc staram się kondensować wypowiedzi i nie potwierdzać tego, z czym się zgadzam (a zgadzam się i z Tobą) dodaję tylko nowe aspekty. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  35. To oczywiście zależy od wieku dziecka, Sowo.
    Starsze niż Sowiątko powinno rzucić się do solowych poszukiwań.
    Uwierz matce wielodzietnej.

  36. O nie, dla mnie hasło „Kopaliński” to ułatwianie sobie sprawy. Wytłumaczyć dziecku trudne słowo to czasami prawdziwe wyzwanie. Lubimy wspólne poszukiwanie właściwego znaczenia.

  37. Sowo P. – wyraziłam jedynie swoje zdanie, podobnie jak i Ty zrobiłaś to wcześniej. Rozumiem Twój punkt widzenia – ale ja mam inny. Każdy ma prawo do własnej opinii!

    Pozdrawiam :-)

  38. Póki się nie odezwie Casciolina, ja zeznam, jakie słowo padało w takich przypadkach u nas:

    – Kopaliński!

  39. Pełnia Robaczego Księżyca. Podobno w marcu dżdżownice wychodzą na wierzch.

    KrzysztOfie, zaciekawiłeś mnie.

  40. To może nie być noc, Wilku Morski.

    Aj, jaki zagadkowy jest ten Księżyc. Dlaczego on u Ciebie się przewrócił?

    Casciolino, proszę zeznawać, co tam Tata gadał.

  41. Sowo, może Casciolina zaświadczy, jaka padała odpowiedź, kiedy któreś dziecko pytało o nieznane słowo.

    U mnie też jest pół księżyca, o dziwo. Tylko jest mocno przewrócony. Tak nawiasem, to pan Caspar David Friedrich dość przesadził z kolorem tła, chyba najpełniejsza pełnia aż tak nieba nie rozjaśni. Tym bardziej, że ledwo nów minął, rąbek wystaje zza drzewa, też w raczej nienaturalnym położeniu jak na północną Europę. Nie żebym się czepiał, bo obraz ładny, tak tylko dla porządku.

  42. Oj, tak. Człowiek przyjemny, niesamowicie inteligenty i fantastyczny. To nie pierwsze takie spotkanie, jakie nam organizuje. A organizuje tak, że wszyscy podziwiają go za to, że mu się chce. Ileż trzeba wkładu, czasu i pracy. Np. zabrał nas na wyprawę do Warszawy przy przerabianiu „Kamieni na szaniec” i zorganizował wszystko tak piękne, przejmująco i zajmująco, że długo nie mogłam się otrząsnąć. I nie chodziło tylko o puentę jaką wynieśliśmy z tej wycieczki lecz także o to, że w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że zostajemy tan na dwa dni. Mama się ze mnie śmiała, że moje życie zaczęło dzielić się na przed i po tamtym wydarzeniu.
    Czuję się wyróżniona przez los, że na mojej drodze spotykam TAKICH ludzi.
    (W tej grupie jest również Pani i Adminka.)

  43. Dobry wieczór!
    A propos lektur. My czytamy teraz „Pana Tadeusza”. Z tej okazji tata jednego z kolegów (jeszcze z podstawówki) zorganizował nam wspólne czytanie. Czytał i na bieżąco nam objaśniał. To było fantastyczne! Po pierwsze wszystko jest bardziej zrozumiałe, wyciągaliśmy smaczki. Było nas siedmioro, na początku ja jedna z całej grupy byłam nastawiona pozytywnie, po przeczytaniu pięciu ksiąg wszyscy zgodnie uznali, że to nie jest takie złe, wręcz bardzo się podobało. A ileż było śmiechu! Mickiewicz miał niesamowite poczucie humoru! Za tydzień kontynuujemy!
    Mimo to cieszę się, że czytałam to także w samotności, mogąc rozkoszować się pięknem tych wierszy. Gdy pan co chwila przerywał, aby nam coś wyjaśnić bądź skomentować, nie odczuwało się tego tak silnie.
    Dziś gdy rozmawiałam z koleżankami widziałam, że właściwie nic do nich z tej książki nie dociera. To strasznie przykre. Tyle tracą.

  44. Nie wie, ale sprawdziła. Pełnia Zimnego Księżyca albo Długich Nocy. A w marcu będzie, Alku, Pełnia Robaczywa, hy, hy.

    Przypisy są w książkach konieczne, to jasne. Ale czy dzieci je czytają, tego nie wiem. Jak byłam mała, nie czytałam ani przypisów, ani przedmowy, ani posłowia, a nawet pomijałam fragmenty wierszowane w prozie i zbyt rozwlekłe opisy przyrody. Uważałam to wszystko za nudziarstwo interesujące tylko dorosłych. A jak nie znałam jakiegoś słowa, to pytałam rodziców. Szczyt lenistwa.

  45. Z klasycznym sonetem chodziło mi o to, że jest jeszcze tercynowy – szekspirowski, jest wieniec sonetow. I inne ciekawe rzeczy. Z uporem wychodzi mi 12 sylab. A tu aleksandryn 13, sonet włoski -11. A o angielskim to już nie mówię, bo się gubię z rytmem.
    Muszę poczytać porządnie o formie i… wrócić do sonetów. Mickiewicz, Słowacki, Staff. Tylko polskie na razie, bo to i tak ogrom pracy.
    Na pocieszenie mam wiersze Nowaka i Świrszczyńskiej.
    „Tablicy…” w żadnej bibliotece u mnie nie ma, niestety. Trzeba szukać w Krakowie. Dobrze, że większość ma internetowe katalogi.

  46. O, Sowa nam na to odpowie, ona wie.
    Mam w skarbczyku piękne obrazy Nancy Bush, z księżycami. Jest wśród nich „Harvest Moon”, w ciepłym kolorze łososiowym. Pokażę przy okazji.

    Piętaszku, lub z obniżeniem tego stanu.
    Moim zdaniem daje się zaobserwować powolny marsz w stronę pisma obrazkowego.

  47. Idzie ku pełni, ale to już w grudniu. W tym roku pierwsza pełnia listopada to był Księżyc Łowcy, nie wiem, czy ta najbliższa ma nazwę.

  48. O, tak, ale środki wyrazu, które te uniwersalne prawdy głoszą się zmieniają , w przeciwnym razie ciągle posługiwalibyśmy się pismem obrazkowym jak sądzę. Przy czym nie mam nic przeciwko temu pismu. Myślę, po prostu, że wszelkie zmiany wiążą się ze wzrostem stanu świadomości.

  49. Świetnie oddaje również ducha naszej epoki, ośmielę się stwierdzić. Są bowiem rzeczy wieczne, wspólne dla wszystkich epok, całkiem niezależne od realiów czasu, w którym powstaje dzieło poetyckie. Zwłaszcza – genialne.

  50. Gdzieżbym śmiała uważać sonet Mickiewicza za przegadany – on świetnie oddawał ducha epoki, w której powstał.

  51. Piętaszku, uważam, że się mylisz, a sąd Twój jest pochopny.
    To, że wokół jest pełno jednorazowych śmieci, nie znaczy wcale, że nie należy szlifować diamentów.

    Ks. Jan Twardowski nie to miał na myśli. Nie zalecał łatwizny, tylko prostotę. Prostota jednakże wymaga czasem WIELKIEJ pracy i ogromu myśli. Przywołany przez Alka przykład haiku doskonale ilustruje sprawę.

  52. Alku!
    „W wielu wypadkach unowocześnienie formy polega na chęci napisania szybko czegoś innego, niż forma pozwala.”

    Otóż to. Niestety.

    Za to zdanie daję Ci order!
    Bardzo celne.

  53. Żeby sonet był przegadany, polemizowałbym. Mój, to rozumiem, ale Mickiewicza? Sonety Krymskie są bardzo skondensowane. Nie chcę się kłócić z fachowcem (w końcu poeta), ale w wielu wypadkach unowocześnienie formy polega na chęci napisania szybko czegoś innego, niż forma pozwala. Np. haiku normalne i nowoczesne, czyli bez właściwej wersyfikacji itp. Można by zadeklarować, że pozostawienie przeze mnie środkowych wersów bez rymów w „Pochwale sławojki” było opowiedzeniem się za swobodą poetycką w wyrażaniu spraw współczesnych. Ale po prawdzie nie miałem czasu na doszlifowanie formy tego wiersza, bo skończyła mi się kawa. W tej sytuacji zadowoliłem się równą liczbą zgłosek, wskutek czego w założeniu utwór miał być w miarę czytable bez bólu zębów, ale stanowił raczej nawiązanie do tematu, niż sonet.

  54. Jeszcze o sonetach jeśli można. Pisanie ich jak wiadomo ma długą i bogatą historię . Są wśród nich perły a nawet diamenty i… wystarczy, ponieważ ta forma poetycka przestała się moim zdaniem bronić współcześnie , jako że poezja powinna oprócz stanu ducha, oddawać ducha epoki. Ja potraktowałam tę formę jako rodzaj łamigłówki i w dodatku bardzo powierzchownie, ponieważ lubię łamigłówki. Ośmieliłam się nawiązać rodzaj dialogu z niedoścignionym wzorem, ale (Alku) z przymrużeniem oka, bo tak naprawdę uważam że:
    „Język współczesnej poezji, i w ogóle literatury, powinien być prosty, zwięzły, pełen pokory. Im mniej słów, tym lepiej. Wiersze nie mogą być przegadane. Wielomówstwo nie jest poezją „.

    Ks. Jan Twardowski

  55. Są potrzebne, Jadziu, bez dwóch zdań. Najlepiej, żeby wszystkie były niezbędne i ciekawe.
    No, ale, jak wiadomo, nie można mieć wszystkiego.

  56. Co do przypisów, po części zgadzam się z Sową – mogą sprzyjać naszemu lenistwu. Ale z drugiej strony, kiedy czytałam Potop i miałam wydanie bez objaśnień, to miałam pewien problem. Bo pojawiały się zwroty łacińskie, których nie rozumiałam. Chciałam znaleźć ich znaczenie bez użycia Internetu, ale okazało się to dla mnie niemożliwe. Chociaż kilka udało mi się zgadnąć. ;) Ale wydaje mi się, że dla większości czytelników w moim wieku bardziej przejrzyste było wydanie z przypisami (sama zerknęłam do książki koleżanki, żeby poczytać przypisy).
    Za to zdarza mi się podczas czytania ręką zasłaniać przypisy, żeby móc zgadnąć co oznacza objaśniany zwrot. :)

  57. Rzut oka zza biurka, na którym praca wre:
    Tak, widziałem to, a autorkę spotkałem kilka dni temu na wystawie fotografii Michała Jelińskiego, fotografa mieszkającego obecnie w Białowieży. Miła ta pani wywiadywała mnie intensywnie swego czasu na okoliczność moich wspomnień dotyczących Simony Kossakówny. Tę pozycję przejrzałem sobie w księgarni i widzę, że jest tam sporo historii, które znam z pierwszej lub drugiej ręki. Zresztą niektóre miana i nazwy zmieniono, np. Mordala to w istocie Gębala. Miałem z nim raz utarczkę, w którą zamieszani byli: osiemnastoletnia wnuczka, emerytowany bezpieczniak i pistolet TT.

  58. Żegnając Alka – wróci wieczorem, to najdzie:
    :)
    To uśmiech brakujący po cytacie z „Wesela” :)

    A obecność/nieobecność przypisów oznacza czasem nabywanie podwojonych egzemplarzy tytułów: konieczny bywa egzemplarz „badawczy” i ten do delektowania się…

  59. Listopadowa nowość książkowa – Anna Kamińska „Białowieża szeptem. Historie z Puszczy Białowieskiej”. Alek na pewno coś o tym wie.

  60. Ciekawe rzeczy dzieją się w Gdańsku (zazdroszczę) – w ramach Tygodnia Memlinga – autora „Sądu Ostatecznego” jak wszystkim wiadomo (w Roku Memlinga) można uczestniczyć w interesujących moim zdaniem wydarzeniach kulturalnych, dotyczących okoliczności powstania tego dzieła (oraz nieprawdopodobnych wprost przyczyn jego znalezienia się w Muzeum Narodowym w Gdańsku) organizowanych przez „Akademię Sądu Ostatecznego”, działającą właśnie w M.N., ciekawych wystawach a propos oraz koncercie w wykonaniu Schola Gregoriana Gedanensis w robiącym jak sądzę ogromne wrażenie repertuarze pochodzącym z tego samego okresu co tryptyk.

  61. Sowo, bo oczywiście są przypisy i Przypisy.
    Ale i te pierwsze mają sens, nie każdy czytelnik, zwłaszcza młodziutki, będzie czytał ze słownikiem wyrazów obcych lub słownikiem staropolszczyzny. Albo łacińsko-polskim.

  62. Pozwolę sobie teraz pożegnać kompaniję i wziąć się za prozę. Serdeczne do zobaczenia wieczorem, Droga UA oraz Ludu Księgi. Życzę powodzenia, Fanko R. Również jestem fanem tego pana.

  63. Jas, to była Celestyna.
    A ta właśnie Biblia jest naprawdę wielkiej urody i wartości. Moim zdaniem idealny prezent na I Komunię. Będzie na całe życie.

  64. Uprzejmie dziękuję DUA za podziękowanie w moim imieniu Szanownemu Anonimowi któremu to, teraz mam zaszczyt osobiście podziękować. Cóż bym zrobiła bez tej strony!

  65. Dobromiło, masz oczywiście dużo racji.
    A ten dar jasnowidzenia: poważnie? Ciekawa byłabym szczegółów.

  66. Dobromiło, są teksty, które wymagają obecności przypisów, bo dodają wiele ciekawych informacji. Uznaję ich konieczność, chociaż i tak mnie dekoncentrują. Jestem wzrokowcem i łatwo się rozpraszam przy zbyt wielu bodźcach. Podobnie mam, gdy oglądam filmy z napisami – film może być po polsku, napisy węgierskie, a ja zamiast słuchać o czym mówią, śledzę te węgierskie napisy, gubiąc wątek. Natomiast jeśli chodzi o przypisy czysto leksykalne, to może zabrzmię surowo, ale moim zdaniem głównie hołdują naszemu wygodnictwu, bo nie zawsze chce nam się sprawdzać w słowniku lub Internecie każde trudniejsze słowo. Na szczęście dla czytelników, nie wszyscy uważają tak jak ja.

  67. Ależ Madame, to tylko taka wprawka przed śniadaniem. W dodatku należę do kategorii, sprawiedliwie opisanej przez Kiplinga: „Wyjąwszy jedynie Stalky’ego, Beetle układa najbardziej barbarzyńskie heksametry, jakie kiedykolwiek widziałem”. Na usprawiedliwienie mam tylko, że nie zerżnąłem od lepszych, chociaż pokusa wtrącenia zdania „Rozlewając woń ciepłą i zapach ziół świeży” była silna.

  68. (wiadomość prywatna (?) – według Pani uznania)

    Dzień dobry!

    A ja uwielbiam przypisy i czytam wszystkie. Odnosi się wrażenie, że autor – sam będąc w temacie jak ryba w wodzie – dba o to, by i czytelnik tak dobrze się poczuł w JEGO świecie. Tak po domowemu. :-)

    Wspomniany „Powrót do przyszłości” jest jednym z moich ulubionych filmów i nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie napisać. Ten film nigdy mi się nie nudzi, może właśnie min. dlatego, że szczegóły dopasowane są z precyzją zegarmistrzowską.

    A’ propos przenoszenia się w czasie do tyłu… Sama mam dar jasnowidzenia, już taka się urodziłam i to raczej przeszkadza w życiu, niż pomaga. Nie wiem, czy faktycznie dałoby się przenieść w czasie do tyłu – skoro można do przodu…??? Zgadzam się z Panią, Pani Małgosiu, że następstwem tego musiały by zajść zmiany w teraźniejszości, ale z patrząc na to z innej strony – Bóg jest wiecznym TERAZ i nie ma czegoś takiego jak przeszłość, ani przyszłość, jest tylko teraźniejszość. Zawsze można zmienić przyszłość zmieniając teraźniejszość, ale przeszłości zmienić nie można. Czas to Bóg i Życie to Bóg, czasu cofnąć się nie da, życie po prostu JEST (teraz). Wyszły takie małe dywagacje na temat fikcji literackiej…

    Pozdrawiam serdecznie!
    Dobromiła

  69. – „Pan poeta, pan poeta”.
    – „Ale gdzie ta, ale gdzie ta!”.

    Fanko Robrojka, cieszę się, że sięgniesz po „Tablice”.
    I trzymam kciuki :)

  70. Nietoperku!!!
    Ale rymy szwankują.
    Że nie wspomnę o rytmie.

    Ago, a pewnie, że nie za bardzo, bo zagotowany miód straci większość swych zalet.
    Idę się pomęcyć, bladość lica już mam.

    Sowo, racja z tym wiekiem.

  71. A ja tam nie lubię przypisów. Przerywają tok narracji, dekoncentrują mnie i zmuszają do spojrzenia na dół strony, niezależnie od tego, czy słowo znam, czy nie. Jeśli znajduję tam tylko, że „bronz – daw. brąz”, czuję się wystrychnięta na dudka. A jeśli chcę znać szczegółową etymologię tego słowa, to sobie potem znajdę w słowniku. Podobnie mam z językami obcymi – dopóki rozumiem sens zdania, nie sprawdzam szczegółów w trakcie czytania.
    Jeśli chodzi o niechęć do lektur, wydaje mi się, że w większości przypadków są one zwyczajnie niedostosowane do wieku. Mam wątpliwości, czy „Krzyżacy” i „Pan Tadeusz” albo nowelki pozytywistyczne były w zamyśle autorów przeznaczone dla dziesięcio-, a nawet dwunastolatków. Nie każda książka przygodowa albo z bohaterem dziecięcym jest dla dzieci.

  72. Biedna Faneczka, tak się męczyć nad sonetem:
    „Tak się męcą, pot z nich ścieko,
    bladość lica przyoblekło;-
    jak ich zwolnić od tych mąk? „.
    Jeden wiersz, a tyle rad („Sama.Sama!”).
    A poza tym:
    „Nad białą kartką czają się do skoku
    litery, które mogą ułożyć się źle,
    zdania osaczające,
    przed którymi nie będzie ratunku. ”
    Pozdrawiam Wszystkich poetycko, od samego rana w poniedziałek „fruwają” mi w głowie różne cytaty. I przepis na pierniki odtwarzam (miód podgrzać, ale nie za bardzo!). Huhu..idzie zima.

  73. To ja szybko zmajstrowałem na zachętę:

    Za stodoły ścianą, co plon kryje marny,
    na ugorze chwastnym, pługiem wciąż nietkniętym,
    staje chatka prosta, mocne są jej deski.
    W sobie kryje poziom, w którym otwór czarny

    tajemnicy strzeże i w głębie swe wabi.
    Czy przybysz to z niebios, który gładkie boki
    gwiazd ogniem osmalił, gdy ku nam się zniżał?
    Czy ten cud sprawili zwykli ludzie słabi?

    Stoi bodąc chmury szpicem swego dachu
    Choć nań wichry spadły urągliwie wyjąc
    Hejże, kmieciu, wchodźże, długo nie wystawoj!

    Wkracza w ów przybytek wyzbywszy się strachu,
    rozważnie lecz z ochotą, potrzeby nie kryjąc.
    Dumny byłby z niego pan minister Sławoj.

  74. Faneczko, a teraz sobie wypisz rymy i zachwyć się ich pomysłowością, a nawet wynalazczością („czujkiej”, „snopiec”, „skopiec”).

    snopiec
    bójki
    rójki
    dopiec

    chłopiec
    czujkiej
    dójki
    skopiec

    pieni
    świeży
    wręby

    odcieni
    szczerzy
    zęby

    – i już widzisz jak na dłoni zasadę rymowania.

  75. Alku, klasyczne formy mają same zalety, prawda?
    A żelazna struktura jest dla sonetu tym, czym zasady etyczne w życiu człowieka.

    Staff, który był dla pokolenia Wierzyńskiego mistrzem i nauczycielem, napisał sporą ilość sonetów, często obierając dla tego ćwiczenia, a wręcz wyzwania intelektualnego, pozornie błahe lub przyziemne tematy. Tak, jakby chciał udowodnić, że mistrz znajdzie poezję we wszystkim, a kunsztowna forma sonetu doda blasku nawet kupie gnoju.

    Proszę spojrzeć (Faneczko!):

    Leopold Staff
    PODÓJ

    W oborze, podle krowy, która słomy snopiec
    Depcąc chlasta ogonem śród cierpliwej bójki
    Z muchami łechcącymi ją z bzyczeniem rójki
    W łzawe oczy i w nozdrza, chcąc do żywa dopiec:

    Dziewczyna hożej krasy, a mocna jak chłopiec,
    Wprawnymi ruchy ręki uważnej i czujkiej
    Pociąga napęczniałych, ciężkich wymion dójki,
    Dzierżąc, na niskim zydlu, pośród kolan skopiec.

    I gdy ciecz mleczna strzyka i z sykiem się pieni,
    Rozlewając woń ciepłą i zapach ziół świeży,
    I napełnia naczynie, wzbierając po wręby:

    Mleczarka w jej gęstości i złocie odcieni
    Wita skarb masielnicy jutrzejszy i szczerzy
    Do śniegu przyszłych serów śnieżne jak ser zęby.

  76. Ryśku, dziękuję za poziomkę, jak to miło z Twojej strony!
    Tak jest, oczywiście – jestem tego samego zdania.
    Zawsze mnie dziwi, dlaczego w dzisiejszych wydaniach „Trylogii” Sienkiewicza wydawcy nie dają przypisów. I potem – zdziwienie, że młodzież nie rozumie i nie chce czytać „Trylogii”, czy „Krzyżaków” (nasza Zuzia12 wyjątkiem!). Ja też bym pewnie nie rozumiała w swoim czasie, gdyby nie szczegółowe, bogate przypisy, jakie były w tamtym wydaniu.
    Do dziś, zresztą, lubię przypisy i w każdej książce z zapałem je czytam.

  77. Aaa, Mamo Isi! Celnie ujęte. Gruchnęłam śmiechem od rana.
    No, może nie było tak źle. Weźmy wyrozumiale poprawkę na ducha epoki. Wtedy wszyscy naśladowali Przybyszewskiego i wręcz nie wypadało pisać inaczej.
    Może pan Kaczorowski był zacnym grubaskiem i domatorem, lubiącym się śmiać i grać w kanastę. A poezja była jego ucieczką od nudnej codzienności.

  78. Nawiasem mówiąc, ta klasyczna forma sonetu bardzo do mnie przemawia: gdy pod pozorną łatwością i płynnością kryje się że tak powiem żelazna struktura. Sonet to most Kierbedzia poezji.

  79. Żebyż to tylko budowa sonetu zdała się p.Koczorowskiemu nietrudna. Ale on przypisał sobie w powyższym sonecie niebanalne moce stwórcze, którymi dysponuje również na pełnym luzie. To musiał być męczący człowiek.

  80. Uważam, że nie powinno się poprawiać autora. Jeżeli napisał „bronzowe”, to bronzowe. Jeśli coś może być niezrozumiałe dla współczesnego czytelnika, można dodać przypisy.

    Pozwoliłem sobie przesłać dzisiejszą poziomkę – szans na dojrzenie niestety wielkich nie ma.

  81. PS. Faneczko, piszesz: „jeśli ma być klasyczny”. Musi być klasyczny!- inaczej to już nie będzie sonet.

  82. Faneczko, nietrudna to ona była dla tego jedynego poety, w jego błogiej nieświadomości.

    Jest piekielnie trudna.
    Ale jakaż potem satysfakcja!
    Nadajesz się do pisania (ja Ci to mówię!), a więc nie wolno Ci się poddawać. Pisz, aż napiszesz. Nawet niech to trwa cały rok.

    Dobranoc!
    Musisz się zawziąć.
    Bo, w dodatku, nie wolno nikogo naśladować. „Sama, sama!”.

  83. Poczytałam o sonecie. Mhm. Jaka to ogromna praca, jeśli ma być klasyczny – sytuacja dla dramatyczna, stosunek podmiotu itd. No trudno, spróbuję. Kartek mam dość, mam nadzieję, że cierpliwości również :) a jeśli nie, to nie nadaję się do pisania. Dobranoc. A ta „nietrudna budowa” to mnie dobiła. Może po prostu jakaś mniej inteligentna jestem?

  84. Już nie chciałem mówić, czym tchnące… A co do filmu, a tak. Kingsman. Manners maketh man i tak dalej. „Oxfords, not brogues” było tajnym hasłem.

  85. Hm. Albo mówisz hermetycznym szyfrem, albo ja już spać muszę.
    Jakim mianowicie filmem? Czuję się zagubiona.

  86. Ciasto ty moje, ciasto ty bronzowe,
    tchnące… i tak dalej.

    Grunt to dobrać dobry sonet bazowy, Milesale. Dalej idzie samo.

  87. Milesale, będzie to piernik szlachetny i soczysty jak sonet Staffa.

    Alku, Gwiazdorek już blisko. Na pewno błyśnie empatią.

  88. A co do bronzowych… W tym wypadku będą to brogues, not oxfords. Że raz pozwolę sobie posłużyć się filmem zamiast książki.

  89. Jeszcze tylko dodam, że z sonetami to niewiele moja notka ma wspòlnego, aczkowiek ciasto bronzowe. Uśmieszek filuterny.

  90. Ukłony ze Szkocji, nastawiłam dziś piernik wg ‚M na gwiazdkè’.
    Staje siè to powoli tradycjà.

  91. Dzięki w imieniu Jas, Anonimie!

    Ach, Mamo Isi, taki to i urok staroświecki. Co mnie naprawdę rozczuliło – że pan Koczorowski (w przeciwieństwie do Tetmajera) uważał budowę sonetu za nietrudną.

  92. Ten „obuch bólu”, co „treść duszy zgruchota” mnie wykończył na perłowo ze szlaczkiem. Już nie mówiąc o „groźbach słów”, które Poeta „w nich zamknie gromowe”.
    Ale Staff i Przerwa-Tetmajer klasa sama w sobie.

    Ma być mroźna noc; żal mi nasturcji, które przetrwały dotychczasowe chłody.
    Czytam dalej Krzesińskiego. Oj, życie prowincjonalnego aktora w XIX wieku to nie był taniec po płatkach róż.

  93. Jas, tę Biblię, o której mówi pani Małgorzata (z ilustracjami Gustava Doré i komentarzami św.Jana Pawła II) wydało wydawnictwo „m”. Dziecko moje dostało na Komunię, jest przepięknie wydana (na stronie wydawnictwa pierwsza z lewej w drugim rzędzie, w dziale Pismo Święte).

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich. Śnieg u nas dzisiaj padał, zimno!

  94. Dziękuję, ona pewnie sama to przeczyta, ponieważ czasem tu zagląda :)

    Właśnie sobie odtwarzam „Widokówki z tego świata” – duże przeżycie.

  95. Jas, to była Biblia Papieska z komentarzami Św. Jana Pawła II. Uwaga: wspaniałe ilustracje Gustawa Doré!
    Ale nie wiem, czy jeszcze jest dostępna.

  96. Zaimponowała mi dzisiaj moja Mama, która nie jest wybitnym znawcą poezji, ale po prostu wrażliwym na piękno i mądrość człowiekiem, która po wysłuchaniu dzisiaj w Radiu Poznań , audycji o Stanisławie Barańczaku, powiedziała: wiesz bardzo bym chciała móc poczytać wiersze S.B. ze zbioru „Podróż zimowa”, bardzo mi się spodobały… Już rozpoczęłam poszukiwania prezentu pod choinkę.

  97. Będziemy mieć w rodzinie Pierwszą Komunię. Co się dzisiaj daje z tej okazji? Polecano tutaj kiedyś dużą, pięknie ilustrowaną Biblię, czy ktoś pamięta tytuł?

  98. „Bronz” brzmi zupełnie inaczej niż „brąz”. Wiem, nie czyta się „ą” bardzo mocno, ale jednak. I bez uwspółcześnienia lepiej brzmi, a jest jasne, o co chodzi. Po co zmieniać? To byłaby według mnie strata pewnej części klimatu utworu.

  99. W wydaniu „Ani z Zielonego Wzgórza”, które znam, Ania dostaje sukienkę z pięknego bronzowego materiału.

  100. Dzięki, Aniu!:)
    Trzymamy się.

    Kasztanowłosa – tak jest, to dawna pisownia słowa „brązowe”. Widziałam już ten sonet w wersji uwspółcześnionej ortograficznie, to się niekiedy praktykuje – ale ja wolę czytać wiersz takim, jakim go stworzył poeta.

  101. Faneczko R, przesyłam mnóstwo dobrych fluidów i serdecznych myśli.
    DUA, cieszę się z Pani przezorności :))
    Miłego wieczoru.

  102. Mam pytanie. Dlaczego w sonecie Tetmajera w drugiej zwrotce w pierwszym wersie jest „bronzowe”? Czy kiedyś taka forma była dopuszczalna? Czy może chodzi o coś całkiem innego? Bo przecież zarówno kolor, jak i stop metali to brąz, a nie bronz, o ile wiem.
    Z gier bardzo lubimy (tzn. ja i rodzina) także Osadników z Catanu, może ktoś się zainteresuje.
    Muszę nadrobić zaległości w Księdze.
    Za tydzień robimy pierniki, już się nie mogę doczekać.
    Listopad już prawie minął, bardzo szybko mi to zleciało. Dopiero skończyły się wakacje, a już prawie Święta. :)

  103. Alku, chowam tę proroczą wizje do szkatuły. Niech się Dziatwa nie lęka niepotrzebnie.
    Ty też się nie obawiaj. Wszystko pod kontrolą!

  104. „Scarlett” to sobie mogą machnąć.
    „Jeżycjady” im nie wolno tknąć nawet paluszkiem, dopóki moi spadkobiercy będą płacić składki w UP.
    He, he.
    Na sposoby są sposoby.

  105. Alistair MacLean by John Brown (sporo tego było), Małgorzata Musierowicz by Jan Kowalski… Ha, jeszcze Pani potomni machną taką „Scarlett”, że wszyscy się zadziwią.

  106. Stanisław Barańczak to nasz regał honorowy w salonie :)

    Bardzo lubię projekty tablic Pani Brata:
    wstępny: AS SZOS
    świetny: PRECZ Z
    ostateczny i niedościgły: ON JEST

  107. Bożeno, przepiszę to sobie. I spróbuję wynaleźć w którejś bibliotece „Tablicę”. Dziękuję bardzo za podpowiedź.

  108. Och, ta rzeka już wysycha, Alku. Pomógł Urząd Patentowy: Jeżycjada, Borejkowie etc. mają już swoje znaki towarowe. Prawo czuwa. Ręce precz!
    Natomiast miłe osoby mogą dla uciechy swych miłych wybrańców pisać łagodne wersje moich okrucieństw.

    Ha. Gładkie młodzieńcze oblicze bez wąsów, powiadasz?

  109. M. wciąż nie może Pani wybaczyć Janusza i odgraża się, że kiedyś napisze o biedaku książkę, w którym potraktuje go łagodniej. Nawiasem mówiąc, chyba to Panią czeka w dalszej przyszłości: rzeka apokryfów, kontynuacji, opowiadań „na motywach” i ogólnie zalew tzw. fanfików.

  110. „Poezja zaczyna się tam, gdzie chęć wypowiedzi zderza się z ograniczeniem. (…) Wiersz, strofa, linijka jest kompresorem, który sprasowuje treść: wycieka woda, zostaje wielowarstwowa cegiełka sensu”.

    Stanisław Barańczak
    „Tablica z Macondo, albo: Najkrótsza poetyka normatywna na użytek własny, w sześciu literach bez znaków diakrytycznych, z dygresjami motoryzacyjno-metafizycznymi”. Z tomu „Tablica z Macondo. Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze”.
    O poezji jako sztuce kondensacji znaczeń, czternastu linijkach sonetu i sześciu literach amerykańskich tablic rejestracyjnych – nie tylko dla Fanki Robrojka.

    I jeszcze Barańczak: „…pisanie wierszy jest w samej rzeczy perwersją. A radość pisania – nader perwersyjną przyjemnością” :)

  111. M. czyta właśnie wspomnianą „Córkę” i zaznacza z mocą, że kiedy sama była w wieku nieco poniżej wieku Nutrii, ja zaś w wieku pi razy oko Robrojka, to nie uważała mnie w cale za starca, lecz za człowieka dorosłego. Niech będzie, że dorosłego całkowicie. Obiecałem, że przekażę gdzie trzeba, więc przekazuję. Tak sobie teraz myślę na boczku, że to z powodu wąsów. Robrojek miał wąsy, ja zaś cieszyłem wzrok gładkim młodzieńczym obliczem. Jak to się można pomylić.

  112. Chciałe3m przytoczyć sonet Zegarmistrza Teofila „Do róży” z książki Marty Tomaszewskiej, ale nie mogę jej jakoś odnaleźć. Natomiast M. właśnie wyszło prawie haiku: „Patricia Barber/noga indyka/Córka Robrojka/cóż może być lepszego?”

  113. Zdając sobie sprawę z własnych ograniczeń, a nie tylko tych, związanych z budową sonetu, napisałam naprędce,traktując całe przedsięwzięcie jako zabawę –

    Lubię sonetu ograniczeń budowę
    co wyzwalają możliwości tyle,
    to, jak w marmuru różowawej bryle,
    zobaczyć cudów wszechświata osnowę.

  114. „Powrót do przyszłości” – przypominam sobie znamienne wrażenie Ignacego Borejki, że czuje się, jak w drugiej części „Powrotu do przyszłości”. He is right more then ever.

  115. Dziękuję, UA. Nie wiem, jak będzie, nie wiem, co będzie… trochę zdziwiona jestem tym, że nagle ktoś mi zazdrości. Dlaczego, pytam się ja, zdziwiona bardzo Fanka R.?
    Sonet sobie leży. Przebiera strofą czterowersową… i ani drgnie. Nie i już. No nic, trochę czasu jeszcze mam, poczytam teorię, połażę po cmentarzu, pooglądam ikony i secesję, posłucham Mozarta… coś musi pomóc. Hm, chyba jednak przede wszystkim – praca.
    Jutro wybieram się do biblioteki po książki do poetyki. Książki Taty z tej dziedziny wylegują się w którymś pudle. Nikt ich nie ruszy. Nikt nie może…

Dodaj komentarz