
…wydrukowało wydawnictwo Akapit Press i powiada, że będzie go rozdawało (i specjalne pocztówki też) na targach – najbliższe będą w Łodzi (Salon Ciekawej Książki, hala EXPO, 24-26.11).
Jedzie tam nasza kochana i własna Emilia Kiereś (nota bene, ten plakat dla mamy jest jej dziełem! – a przypomnę, że nie jest ona plastyczką z wykształcenia, tylko polonistką!), będzie podpisywać swoje piękne książki na stoisku Akapitu w niedzielę, 26.11 od 12.00 do 13.00.
Ja siedzę w domu i pilnie piszę, ale Akapit zadbał o gwiazdkowe, nowe wydanie „Noelki” i właśnie podpisałam dwie jej paczki, rysując specjalne choinki z serduszkiem i dedykacją. Pojadą do Łodzi zamiast mnie.
Tak tylko zawiadamiam, a teraz do rzeczy: Góry Sowie.

Zdjęcie zrobiła i przysłała KC KokoszaNel, która sama chyba nie wie, jak ma dobrze. E, nie, jednak dobrze wie, bo pisze: Tegoroczny listopad pokazał nam, że jak chce, to potrafi.
W rzeczy samej! Potrafi!
Mam nadzieję, że rześki ten widok bajeczny ucieszy znużone oko naszego DC Wilka Morskiego, który na rozprażonym pokładzie tankowca przemierza oceaniczne strefy gorąca, piekąc się jak na patelni i oglądając wyłącznie błyski słońca na falach. Wytrzymaj, Wilku, jeszcze trochę i będziesz w górach!
Nie masz jak swojski krajobraz.
Ulubiony Poeta wiedział!
Kazimierz Wierzyński
ZBUDŹCIE MNIE
Zbudźcie mnie na tym leśnym, podkarpackim stoku
Obfitym w bukowiny, gęsty chrust i pnącza,
Który się w jednym wielkim przeciąga obłoku
Od Starego Sambora do Starego Sącza
I wiecznie płynie za mną, zielony w błękicie,
I powietrzem nakryty jak srebrną rotundą.
Zbudźcie mnie tam. To wszystko – czyjeś inne życie.
Usnąłem przed latami. Ach, nie. Przed sekundą.
(z tomu „Siedem podków”, Nowy Jork 1954)








Niebieska Żabko, najpierw muszę skończyć „Ciotkę Zgryzotkę”, a potem będziemy ustalać termin wydania i promocji.
Wszystko wskazuje na to, że to będzie wiosną.
Na pewno napiszę to tutaj, więc zaglądaj!
Chciałam zapytać kiedy i gdzie będzie spotkanie z panią MM ? Bo być może przyjedziemy.
Bo goniły go terminy, nad czym ubolewał. A może nie tylko to. Niektórzy jego bohaterowie wygłaszaja zbyt rozwlekłe tyrady. Ale i tak go kocham, i zawdzięczam pierwsze dreszcze metafizyczne.
Dziękuję za propozycje gier.
Tak, tak. „Pisanie to sztuka skreśleń” – Dostojewski.
(Sam się nie zawsze stosował do swej zasady)
Znamienne, że najlepsza książka Connie Willis, czyli „Przewodnik stada”, jest zdecydowanie najmniejsza objętościowo.
Chyba powyciągam te zszywki i poczytam co niektóre.
Bardzo podziwiam tego pisarza, Madziu. Klasa!
Zaczęłam czytanie od „Przewodnika stada” (po zeszłorocznych poleceniach Alka), a zakończę na zamówionym niedawno „Nie licząc psa” – już się cieszę na to czytanie. W międzyczasie przeczytałam „Przejście”, które trochę zmęczyłam, spodobało mi się zdecydowanie najmniej. Ostatnio czytany „Pojedynek na słowa” czyli „Crosstalk” już lepszy, zabawny, z sympatycznymi bohaterami, w sumie miło się czytało, pomimo nieścisłości i niekonsekwencji, jak Pani pisze.
Ale aktualnie czytam „Malarza świata ułudy” Kazuo Ishiguro – postanowiłam przeczytać wszystkie powieści Noblisty, a nie ma ich dużo, bo tylko osiem. Za to jest to klasa sama w sobie, a każda książka trochę inna i na pewno niepozbawiona metafizyki. Obecnie czytana traktuje o Japonii powojennej, podobnie jak „Pejzaż w kolorze sepii” , choć tam było też trochę wątków angielskich. Z kolei „Pogrzebany olbrzym” to najbardziej uniwersalna opowieść tocząca się w czasach postarturiańskich: o miłości, przyjaźni, wierności, pamięci, a także sile przebaczania. Pięknie napisana.
Rozpisałam się, a tu czas zejść na ziemię i wrócić do pracy. Zwiedzający czekają!
Przesyłam pozdrowienia i życzenia dobrej niedzieli.
Jest jeden wyjątek.
Właśnie ostatnio o tym sobie gadałyśmy z Emilką i ona zwróciła uwagę, że filmowa trylogia SF Zemeckisa „Powrót do przyszłości” ma znakomity scenariusz, któremu nie można by zarzucić żadnego uchybienia logicznego. Rzeczywiście! Bohater przemieszcza się z teraźniejszości w przyszłość i w przeszłość, a kwestia konsekwencji tych pojawień się w obu wymiarach jest rozwiązana po mistrzowsku. Humor i wdzięk pomagają zresztą przenieść wszystko w sferę abstrakcji, tym soczystsze są w niej realistyczne szczegóły.
Mam nadzieję, że dzisiejsza Dziatwa nie traktuje tej trylogii jako zabytku. Te filmy się w ogóle nie starzeją, w przeciwieństwie do wielu innych pozycji gatunku SF.
Ach! Wyobraziłam sobie te zszywane zszywki.
Zszywane i zapomniane teraz.
Ileż to skarbów tego typu się nagromadziło!
„Nie licząc psa” i „Przewodnik stada” to najlepsze książki Connie Willis. Są dowcipne i – uwaga!- normalnej objętości.
Jeśli chodzi o literackie i filmowe podróże w czasie – Sowo, ja także nie mogę ich polubić. Moje prozaiczne oko wyłapuje drobiazgi, niekonsekwencje, które są absolutnie nieuniknione w takim przypadku. Podstawowa trudność: ktoś, kto przeniósł się w przeszłość, musiałby przecież przez sam fakt swojej fizycznej tam obecności jakoś tę przeszłość zmienić, spowodować jakieś, choćby najdrobniejsze, następstwa, a więc naruszyć ciąg wydarzeń późniejszych. Jeszcze nie spotkałam autora, który by sobie z tym poradził, z przyczyn oczywistych. W tym punkcie zawsze wszystko się rozłazi.
Chyba rzeczywiście najciekawszy w tym jest pomysł. Z podobnych przypominam sobie powieść Harry Harrisona „Filmowy wehikuł czasu” – do czasów wikingów przenosi się cała ekipa filmowa z zamiarem nakręcenia filmu o odkryciu przez nich Ameryki. Opublikowała to w latach osiemdziesiątych „Fantastyka” jako zszywkę wewnątrz numeru. Mnóstwo dobrych książek SF poznałem w ten sposób, samodzielnie je oprawiałem i zszywałem (efekt wizualny raczej marny), są w jakimś kartonie do dzisiaj.
Za to przed Gwiazdką!
Mnie w ogóle trochę drażni snucie hipotez o trudnościach związanych z podróżami w czasie, za dużo w tym gdybania i nieprzewidzianych konsekwencji. Mimo to „Nie licząc psa” czyta się bardzo przyjemnie.
No, bo jednak to się czyta z zainteresowaniem, prawda? Świetny pomysł na książkę – historycy przenoszą się w przeszłość – ale ogrom materii w tym przypadku przerósł możliwości.
„All Clear” jest w zasadzie taka sama.
Z brakiem logiki racja. To raczej młodzi Amerykanie mogliby się tak zachowywać: trochę jak bogaci turyści.
Co jeszcze jest bardzo amerykańskie w tych książkach: zupełny brak poczucia metafizyki, taka swoista płytkość, krótki oddech.
Ciekawe.
Casciolino, szkoda, że premiera już po św. Mikołaju.
„Blackout” właśnie skończyłem. Racja, tylko by ta powieść zyskała, gdyby ją odchudzić przynajmniej o połowę. No i od prawie absolwentów Oxfordu należałoby jednak oczekiwać nieco większej logiki w zachowaniu i myśleniu. Ale cóż robić, mimo wszystko „All Clear” też przeczytam, czeka w domu.
Mój ulubiony sekstet wokalny proMODERN nagrał jakiś czas temu poezje Szekspira, do których muzykę napisało wielu świetnych współczesnych kompozytorów (Krzesimir Dębski, Włodek Pawlik, Krzysztof Herdzin, Tomasz J. Opałka, Dariusz Przybylski, Maciej Zieliński, Paweł Łukaszewski, Miłosz Bembinow, Philip Lawson, Andrzej Borzym jr, a w wersji cyfrowej również Anna Ignatowicz-Glińska, Stanisław Moryto oraz Aleksander Kościów). Premiera płyty „proMODERN shakespired” już 8 grudnia! Polecam :)
A tak. Tłumacz sobie życzył:).
Jednak główną specjalnością mojego męża nie jest grafika, tylko architektura wnętrz i wystawiennictwo.
Dobranoc!
Dobry wieczór pour touts!
Pan Bolesław Musierowicz stworzył między innymi ilustracje na okładkach tłumaczeń dramatów Szekspira.
Frazę „Już starożytni Grecy” pamiętam z książek popularnonaukowych, które czytałem w latach siedemdziesiątych.
Nie wiedziałem, że wikingowie dotarli aż do Konstantynopola.
Wystawa w Krakowie kusi. Może 2 lutego będzie czynna?
Pozdrowienia dla Entów!
O, znów Cię wydobyłam!:)
Dobranoc!
A, myślałam, że coś źle robię, nie wciskam klawisza albo co:)
Faneczko, ja bym nie dzieliła. Po co sobie ułatwiać.
Im trudniej, tym lepiej i ciekawiej.
Ale zanim na dobre się weźmiesz za sonet, zapoznaj się wnikliwie z zasadami, bo trudna to sprawa.
Gratulacje z wiadomego powodu!
O, nie czytałam Buszkowa, nic a nic. Przeczytałam za to przez wakacje wszystko, co napisał Wilkie Collins, koniecznie w oryginale. Nie mogę odżałować, że ten piękny ciąg już mi się kończy.
Co za pisarz!
Uważa się go za twórcę angielskiej powieści kryminalnej, ale to za mało. To jest pyszna, smakowita proza. Dickens (który był kolegą Collinsa) powinien mu zazdrościć umiejętności budowania fabuły i tworzenia bogatych, różnorodnych charakterów. Dziwacznych i fascynujących!
Madame, podziwiam Panią. Ja przeczytałem jeszcze jedną czy dwie, ale nie zrobiły już takiego wrażenia, wiec póki co poniechałem. Przy okazji, nie miałem okazji zapytać, czy kryminał Buszkowa okazał się dla Pani równie czytable, jak dla mnie, czy jednak niekoniecznie?
W nocy jest chyba ciut spokojniej. Zwłaszcza w bloku, więc pisze się lepiej. Bez rozproszenia na dźwięki, obrazy, zapachy.A małe miejscowości, te choć trochę rolnicze, chyba też wcześniej idą spać. I jest ciszej.
UA, mam pytanie: czy w sonecie wolno dzielić wyrazy? Na sylaby? Na Kole Młodych SPP ktoś rzucił hasło, żeby spróbować napisać sonet. I coś mi się zaczyna, ale…
Pozdrawiam, ogłuszona nieco po wczorajszym wieczorze autorskim. Chyba „Linie papilarne” trafiły publiczności do serc. Choć kilka linijek.
Alku, dzięki Tobie przeczytałam WSZYSTKO Connie Willis, w oryginale. Okazało się, że na polski przełożono to, co najlepsze.
Ona ma pyszne pomysły, ale wykonanie jednak szwankuje. Arcyprzykład: te dwie grube powieści „Blackout” i „All Clear”. Ach, szkoda.
Podobnie jest z powieścią „Crosstalk”. Pomysł przedni (moda na operacyjne wszczepianie zdolności telepatycznej) – ale nie dała mu rady.
Dewajtis, pardon, wszystkie Twoje wpisy trafiają do spamu z powodu Fake IP!
Zaglądam tam co jakiś czas i je wydobywam, a więc nie denerwuj się, raz wpisać wystarczy.
(To ten nasz program przeciwwłamaniowy, czy jakiś tam, bywa nadgorliwy)
Pytanie, od kiedy starocie stały się zabytkami, zadawałem sobie co jakiś czas, ale nigdy nie wysiliłem się, żeby sprawę zbadać. Barok z zabytkami gotyku obchodził się fatalnie, przerabiając je na swoją modłę. XIX wiek w Anglii na pewno już zabytki uznawał (społeczna mania archeologiczna nie ograniczała się do Egiptu, wynajdowano również zabytki rzymskie w Anglii). Z drugiej strony, jak wiemy np. z nieocenionej książki Connie Willis, gotycka katedra i jej wyposażenie była wówczas uznawana za staroć i gdy tylko można było przebudować ją w coś bardziej przypominającego Victoria Station, starano się to zrobić.
Oto interesujące pytanie!
Moim zdaniem jedno pokolenie to za mało. Nawet dwa – za mało.
W podobnych czasach co pan Krzemiński, Europę zwiedzał i opisywał Karol Kurpiński. Miał dużą świadomość zabytkowości oglądanych miejsc, muszę sprawdzić, czy wspominał coś o podpisach, bo coś mi się majczy, że tak. A może to nie on (z pamięcią mam tak samo jak Alek, mogę czytać kilka razy ten sam kryminał i każdorazowo dziwić się, kto zabił).
Ciekawe, kiedy w ludziach pojawiła się pierwszy raz świadomość zabytkowości przedmiotów i czy zawsze do jej stwierdzenia wystarczyło, by przeminęło jedno pokolenie…
No, dobra. Zborejkowana na płask.
Istotnie, Rzymianin skrobiący po Koloseum to jak nasz kibolek mażący na ścianie Stadionu Narodowego. Ale z drugiej strony Wikingowie, którzy wylewnie podpisywali się na Hagia Sofia, ryli po zabytku (widziałem ich wyskrobki na kolumnach).
Ach, zborejkowana własną bronią!
Cześć, Nietoperku.
Uwaga realistki: to, na czym się starożytni podpisywali, wtedy jeszcze mogło nie być zabytkowe, hu, hu.
„Przebóg! A ja myślałam, że to obyczaj z naszych robaczywych czasów”
Nie mogła Pani tak myśleć, bo coś podobnego robili zabytkom już starożytni Rzymianie. Ha, czyż nie zborejkowałem Pani przepięknie? Dobry wieczór UA i Wszyscy.
Oj, to dziękuję!
Już mnie tak nie rozpieszczaj, Mamo Isi! (różowa?)
Babciu, wzrok mój nie najlepszy. Ale zobaczę.
No tak, nie doceniłam biegłości w posługiwaniu się :). Zapraszam więc do wysłuchania i obejrzenia mojego ulubionego wierszyka „O dziadku i złotej rybce” na YT. Ilustrator cudowny, narysował koło dziadka pewne dzieło literackie. Z dobrym wzrokiem, lub lupą można dojrzeć, jakie. Uwielbiam takie smaczki :). Pozdrawiam całkiem wiosennie
:) Ciekawa będę wrażeń Adminki i Kokoszanel po wystawie, może Adminka coś napisze u siebie na stronie.
Jaki koniec? Zaraz dostaniesz, kochany Starosto, wspomnienia pana Stanisława Tertuliana przewiązane różową wstążeczką pod choinkę . Nieco drobna czcionka, ale czyta się jednym tchem.
Zapodaj, zapodaj.
Aż Ci zazdroszczę. Przede mną już tylko „Black Robe”. I koniec Collinsa!
Zapodam na wszelki wypadek spis przeczytanych Collinsów.
Męczy mnie, czy aby ten Krzesiński (zresztą syn aktora, Jana Krzesińskiego) nie jest aby niedalekim przodkiem słynnej Matyldy Krzesińskiej (której ojciec zresztą też był aktorem)?
Bardzo się cieszę, że dorwałam taki smakowity prezent:)
Przebóg! A ja myślałam, że to obyczaj z naszych robaczywych czasów.
Mam dla Was jeszcze paru ciekawych Collinsów, tylko mi się już pomyliło, które czytałyście, a których jeszcze nie.
Collinsa połknęłam, ale jeszcze czyta Isia; stąd opóźnienie. Dzięki temu na dłużej starczy;)
Bardzo się cieszę, kochany Starosto, że jeszcze nie znasz p.Stanisława Tertuliana; ciekawa to postać, a opisuje swoje życie dokumentnie od początku, czyli roku Pańskiego 1810. Cóż to były za niezwykłe czasy. Szczególnie zafrapował mnie ówczesny obyczaj pozostawiania swego podpisu na każdym co ciekawszym zabytku.
Nie, Mamo Isi, nawet nie wiedziałam o takiej książce.
Czyli co, Collinsa połknęłaś?
Zaglądaj tu do nas, Kacperku!
Dziekuje za odpowiedz i do uslyszenia.
Czytam „Koleje życia” Stanisława Tertuliana Krzesińskiego, aktora z XIX wieku. Wciągnęło mnie. Ciekawam, Starosto kochany, czy to znasz?
Wystawa „Dziedzictwo” do 14.01.2018 i można zobaczyć Damę z gronostajem. Może się uda. Dzięki za informację Dewajtis!
Dewajtis, dziękuję za ten wpis – wiemy, oczywiście, o tej wystawie, Adminki się wybierają.
Rękopis „Wesela” to jednak jest coś, co trzeba w tym życiu zobaczyć.
O, Kacper! Odpowiadam z przyjemnością: miło mi pomyśleć, że w sercu Francji mieszka sobie taki sympatyczny Czytelnik!
Mam nadzieję, ze „Kłamczucha” to dopiero początek przygody z polskimi książkami!
Chociaż (wiem o tym dobrze) masz wokół pełno wspaniałych francuskich.
Warto jednak dbać o swoją znajomość języka ojczystego.
Serdecznie Cię pozdrawiam! – MM
Pozdrawiam Pania serdecznie , mieszkam w Chelles we Francji tutaj tez chodze do polskiej szkoly.
Dzis przeczytalismy z pania nauczycielka fragment „Klamczuchy” bardzo mi sie podobal.
Potem napisalismy list do pani , i na koniec zrobilismy maly sprawdzian.
Moze pani mi odpowiedziec prosze.
Jeszcze raz pozdrawiam KacperK.
Halo, dzieciaki miłe z Chelles, dziękuję za wpisik i ściskam Was serdecznie, Waszą Panią też!
Babciu (wiad.pryw.), aha, już wszystko wiem! Internet prawdę Ci powie.
Gratulacje i uśmiechy!
Ann (wiad. pryw.)- jasne, dobre myśli zapewniam non stop!
P.S.
Dawniej mieszkałam w bloku :)
Obydwie, starożytne jak się okazuje, metody stosuję Sowo z powodzeniem od lat. Przy czym muszę stwierdzić, że zawsze ładnie mi śpiewano, czego nie mogę powiedzieć o sąsiadach ;)
Pozdrowienia z Polskiej Szkoly w Chelles od uczniow V klasy!
Podobal nam sie fragment z „Klamczuchy”, ktory przeczytalismy teraz na lekcji.
Napisalismy z niego nawet krotki sprawdzian. Mamy nadzieje, ze dostaniemy dobre oceny!!!
A ja polecam serdecznie wystawę #dziedzictwo w krakowskim Muzeum Narodowym. Specjalnie wczoraj pojechałam do Krakowa, żeby ją obejrzeć i byłam zachwycona. Najstarsze mapy ziem polskich, rękopisy (np. „Wesela”!!!), pierwsze polskie elementarze, tłumaczenia Biblii, malarstwo (m.in. pokazywane tu na stronie obrazy Stanisławskiego) i kultura materialna. Czułam duże wzruszenie, dumę i nie chciało mi się stamtąd wychodzić.
Asiu, przekażę!:)
Tak, nasz pan Musierowicz współpracował w młodych latach z wydawnictwem „W drodze”. I z innymi wydawnictwami też.
Pani Małgosiu a czy ja mogę pozdrowić Pana Musierowicza?
Wypożyczyłam „Wszystko jest w Psalmach” Anny Kamieńskiej i tam są ilustracje…. Bolesława Musierowicza.
Bardzo ładne.
:)
Interesująca supozycja.
Z tym że dzisiaj nie ma już śpiewających mamek.
W Łodzi… w Łodzi. A mnie tam nie będzie. Jaka szkoda, tym bardziej, że jeśli dobrze pamiętam, to do Łodzi wybierała się Adminka. Cóż, szczęściarzom ciut zazdroszczę, ale życzę niezapomnianych przeżyć. No i oczywiście Admince wspaniałego czasu.
Ma, już starożytni medycy uważali, że są dwie drogi leczenia chorych – alopatyczna i homeopatyczna, z czego filozofowie wnioskowali, że muzyką łagodną można uspokoić człowieka wzburzonego (contraria contraribus curantur), zaś człowiekowi smutnemu należy grać muzykę smutną, bo w takiej znajdzie ukojenie duszy (similia similibus curantur). Mój syn jest zwolennikiem medycyny konwencjonalnej, ale à rebours: nad moje łagodne i subtelne śpiewy przedkłada huk organów, kotłów i talerzy. Kto wie, czy fałszujące i wytężonym głosem piejące mamki nie dają światu ludzi miłujących spokój i ciszę.
PS. Ja nie wywodzę, ja dywaguję.
Z serca się zawsze liczy, Alku, bo ono najważniejsze.
Bon soir et bonne nuit!
Jejku, jak już znów późno.
Ma, w imieniu Adminki (która już poszła spać na pewno, bo jutro jedzie do Łodzi) dziękuję za taki piękny komplement.
Cytat z „Hygieny polskiej” jakże trafny.
Z Sofii się cieszę i dziękuję!
Bon soir, mesdames et messieurs. Nie wiem, czy napisałem to prawidłowo, bo ze słuchu, ale też z serca.
Plakat na każdą porę roku . Nasza Adminka to naprawdę Kobieta Czasów Katedr . Zagadka -jak to zrobiłam , że widziałam tylko Góry Sowie , a po przeczytaniu ( i napisaniu ) komentarza zamierzałam szukać go w kartkach … Nie mogę być na Targach , ale na pociechę Noelka poleci do Sofii , do jednej miłej Pani z Instytutu Polskiego .Bułgarki ,przepięknie mówiącej po polsku .
Kochani , mimo nawału pracy musiałam tu zajrzeć . Spędziłam pracowity dzień w bibliotece i w książce dr Tripplina ,, Hygiena polska ” ,wydanej w 1847 roku znalazłam apetyczny fragment :,,Mamka niech śpiewa dziecku,ale niech nie pieje nad nim owym głosem fałszywym i wytężonym(…).Takie dzieci zapiane tracą część słuchu , wszelką zdatność do muzyki i lękliwemi się stają .Ucho biednego dziecięcia i mózg jego tak delikatny ,niezawodnie musi razić śpiew taki ” . Pomyślałam zaraz o naszej Sowie Mądrej Głowie i Jej wywodach o kształceniu dziecięcego słuchu . Swoją drogą biedne mamki czyniły to z całego serca i myślę , że nie pozostaly bez nagrody .
Rummikub albo Rój.
A czy ktoś grał już może w Knit Wit?
Chesterko, Ubongo!- świetna gra logiczna. Ciekawa, ładna, kolorowa. Jeśli dobrze pamiętam, polski matematyk ją projektował, wykonanie zachodnie.
Piętaszku, OK.
Proszę kochana Autorkę i Księgowych o propozycje gier planszowych (karcianych) dla młodzieży od 12 lat wzwyż. Dotychczasowe polecanki się sprawdziły.
Pani kartek nigdy dość, ale tych które są jest wystarczająco dużo i są świetne. Proszę zatem nie robić sobie wyrzutów, tylko spokojnie pisać. A może, kto wie, przyjdzie taka chwilka, że w trymiga coś fajnego powstanie ;)
A, są takie pomysły. I inne też!
Ale na razie muszę pilnie powieść kończyć!
Piętaszku, formularz ma swoje drobne wady, ale wielką zaletą jego jest nieprzemakalność. Żaden spam się nie przeciśnie, nikt nie jest w stanie nam tu się włamać i szkodzić, ani wysadzić strony w powietrze, jak to przedtem bywało.
Na sposoby są sposoby.
E-kartki polecam!- choć nie wiem, czy w tym roku namaluję nowe, czas ucieka.
A może by tak e-kartkom też nadać formę pocztówek?
A to nieładnie z jego(tego formularza) strony i to w momencie, kiedy zaczęłam już planować do kogo wyślę te cudeńka. To mnie jednak nie zniechęci.
Szkoda, Piętaszku, że ten nowy formularz odmienił sposób wysyłania e-kartek. Adresat dostaje teraz nie samą kartkę, a tylko link do niej, i to już nie jest takie fajne.
O! To ciekawe co piszesz Justysiu. A propos pocztówek, obejrzałam sobie bożonarodzeniowe kartki Starosty i od razu mi się cieplej na sercu zrobiło.
A moja opowieść o nietoperzu się niestety zdezaktualizowała i dlatego pewnie przepadła :)
Czy widzicie ten wyjątkowo tajemniczy dzisiaj księżyc ?
Jakie ładne zdanie o pocztówkach, poszukam tej książki!
A czy wiecie, że zdjęcia naszej Ann są publikowane na pocztówkach? Zamówiłam kiedyś kilka w jednym polskim wydawnictwie, dostałam i czytam, a tu pisze :”Photo by Ann…”. Ale niespodzianka!
A więc słusznie lubisz pocztówki, Justysiu!
To zresztą ważny obiekt w kulturze, ma swoich wielbicieli i kronikarzy. Poetka Małgorzata Baranowska była zażartą kolekcjonerką pocztówek i napisała o nich piękną książkę, „Posłaniec uczuć”. Recenzowałam ją we „Frywolitkach 3″.
Znamienne zdanie z książki M.B.:
” Ona traktuje marzenie poważnie. Pocztówka nie wstydzi się uczuć. I to jest jej siłą”.
Dziękuję Pani Małgosiu, jak bardzo się cieszę. Najlepszy prezent na Świeta! Dziękuję Pani Emilce i proszę niech też się podpisze, ciekawa jestem autografu, jak wygląda pani Emilki.
Lecę zamówić baloniki na Asi przyjęcie urodzinowe jutro. W Kanadzie 16-tkę (nazywaną „sweet sixteen”) obchodzi się huczniej niż 18-tkę. Większość 18-latków jest już na studiach, żyje samodzielnie i 18-te urodziny to nie jest żaden „milestone” jak mi objaśnił syn, gdy mu organizowaliśmy 18-tkę.
P.S. „Pulpecja” na Açores (Azorach) – zdjęcia wybierzemy i wyślemy wkrótce.
A czy wiecie, kto wymyślił nazwę pocztówka, gdy takowe się pojawiły w Polsce pod koniec XIXw.? Potrzebne było polskie słowo, by zastąpić nim rosyjską „otkrytkę”, rozpisano więc konkurs i wygrała „pocztówka” zgłoszona przez Henryka Sienkiewicza.
Pewnie ja!
Dla Ciebie wszystko, Justysiu, która dałaś mi upragniony seledynowy dzbanuszek!
Poproszę Emilkę, żeby przywiozła z Targów.
Ojej, pocztówki! Uwielbiam pocztówki. Czy ktoś mi taką przyśle?
Dzień dobry!
Mamo Isi :)
Alku, bentornato!
Minionego lata odwiedziliśmy jaskinię w Collepardo, która słynie m.in. z ogromnej różnorodności zamieszkujących ją nietoperzy. Nie mogłam tam o Tobie nie pomyśleć :)
Miło, że się znalazł.
Dzień dobry!
Przebóg, Alek się znalazł! No ale skoro siedział wśród puszcz bezkresnej głębiny i nagrywał nietoperze, to wiadomo, że nie mógł pisać. Nb. czego można się dowiedzieć z tych nagranych pisków?
Jane, z refleksem szachisty wzajemnie pozdrawiam i bardzo dziękuję za komplementa;)
Dobranoc!
Dobranoc UA. A Chester, ja nie mam wyjątkowej pamięci, tylko trzymają się mnie niektóre sceny z przeczytanych książek, w sposób nieprzewidziany. I te pamiętam niemal dosłownie. Co nie przeszkadza mi w czytaniu mnóstwo razy tych samych kryminałów i za każdym razem dziwieniu się, kto zabił.
Dobranoc, Chesterko kochana!
Masz wyjatkowa pamięć! Chesterton iskrzy się od podobnych anegdotek i ciężko mi nieraz skojarzyć je z konkretnym tytułem.
Góry Sowie przypomniały mi studencka młodość (ładne zdjęcie!), ale to kiedy indziej.
Geniusi i kochanej Autorce mówię: dobranoc!
Alku, jaka miła nocna robótka.
Ja chyba z wolna ruszę w stronę łoża, czeka mnie przyjemna lektura do poduszki – „The Wine Lover’s Daughter” Anne Fadiman (tak, autorka „Ex Libris”).
Dobranoc!
A, Chester, nie w czytaniu. Tylko mi się skojarzyło, nie miałem pod ręką książki, więc znalazłem w sieci oryginał i przetłumaczyłem ten kawałek, którego szukałem. Zresztą żadne tłumaczenie, skoro większość i tak pamiętałem. Mogę więc powiedzieć, że to, co dobre, to Skibniewska, a pomyłki moje.
Pisanie jest bardzo sympatyczne, natura na pewno się nie sprzeciwi. Ja teraz analizuję nagrania nietoperzy z lata, otwarty program do edycji dźwięku i baza danych, na głowie słuchawki, pod ręką herbata i fajka. Taka praca, jak zwykle na wczoraj czy nawet przedwczoraj.
Mam!
Kolekcjonowałam przed laty przekłady Dickensa w tym świetnym wydaniu zbiorowym „Czytelnika”. Udało mi się skompletować całość.