Taki plakat…

plakat_maly

 

…wydrukowało wydawnictwo Akapit Press i powiada, że będzie go rozdawało (i specjalne pocztówki też) na targach – najbliższe będą w Łodzi (Salon Ciekawej Książki, hala EXPO, 24-26.11).

Jedzie tam nasza kochana i własna Emilia Kiereś (nota bene, ten plakat dla mamy  jest jej dziełem! – a przypomnę, że nie jest ona plastyczką z wykształcenia, tylko polonistką!), będzie podpisywać swoje piękne książki na stoisku Akapitu w niedzielę, 26.11 od 12.00 do 13.00.

Ja siedzę w domu i pilnie piszę, ale Akapit zadbał o gwiazdkowe, nowe wydanie „Noelki” i właśnie podpisałam dwie jej paczki, rysując specjalne choinki z serduszkiem i dedykacją. Pojadą do Łodzi zamiast mnie.

Tak tylko zawiadamiam, a teraz do rzeczy: Góry Sowie.

 

7

 

Zdjęcie zrobiła i przysłała KC KokoszaNel, która sama chyba nie wie, jak ma dobrze. E, nie, jednak dobrze wie, bo pisze: Tegoroczny listopad pokazał nam, że jak chce, to potrafi.

W rzeczy samej! Potrafi!

Mam nadzieję, że rześki ten widok bajeczny ucieszy znużone oko naszego DC Wilka Morskiego, który na rozprażonym pokładzie tankowca przemierza oceaniczne strefy gorąca, piekąc się jak na patelni i oglądając wyłącznie błyski słońca na falach. Wytrzymaj, Wilku, jeszcze trochę i będziesz w górach!

Nie masz jak swojski krajobraz.

Ulubiony Poeta  wiedział!

 

Kazimierz Wierzyński

ZBUDŹCIE MNIE

 

Zbudźcie mnie na tym leśnym, podkarpackim stoku

Obfitym w bukowiny, gęsty chrust i pnącza,

Który się w jednym wielkim przeciąga obłoku

Od Starego Sambora do Starego Sącza

I wiecznie płynie za mną, zielony w błękicie,

I powietrzem nakryty jak srebrną rotundą.

Zbudźcie mnie tam. To wszystko – czyjeś inne życie.

Usnąłem przed latami. Ach, nie. Przed sekundą.

 

(z tomu „Siedem podków”, Nowy Jork 1954)

 

219 przemyśleń nt. „Taki plakat…

  1. Niebieska Żabko, najpierw muszę skończyć „Ciotkę Zgryzotkę”, a potem będziemy ustalać termin wydania i promocji.
    Wszystko wskazuje na to, że to będzie wiosną.
    Na pewno napiszę to tutaj, więc zaglądaj!

  2. Chciałam zapytać kiedy i gdzie będzie spotkanie z panią MM ? Bo być może przyjedziemy.

  3. Bo goniły go terminy, nad czym ubolewał. A może nie tylko to. Niektórzy jego bohaterowie wygłaszaja zbyt rozwlekłe tyrady. Ale i tak go kocham, i zawdzięczam pierwsze dreszcze metafizyczne.

    Dziękuję za propozycje gier.

  4. Tak, tak. „Pisanie to sztuka skreśleń” – Dostojewski.

    (Sam się nie zawsze stosował do swej zasady)

  5. Znamienne, że najlepsza książka Connie Willis, czyli „Przewodnik stada”, jest zdecydowanie najmniejsza objętościowo.

    Chyba powyciągam te zszywki i poczytam co niektóre.

  6. Zaczęłam czytanie od „Przewodnika stada” (po zeszłorocznych poleceniach Alka), a zakończę na zamówionym niedawno „Nie licząc psa” – już się cieszę na to czytanie. W międzyczasie przeczytałam „Przejście”, które trochę zmęczyłam, spodobało mi się zdecydowanie najmniej. Ostatnio czytany „Pojedynek na słowa” czyli „Crosstalk” już lepszy, zabawny, z sympatycznymi bohaterami, w sumie miło się czytało, pomimo nieścisłości i niekonsekwencji, jak Pani pisze.
    Ale aktualnie czytam „Malarza świata ułudy” Kazuo Ishiguro – postanowiłam przeczytać wszystkie powieści Noblisty, a nie ma ich dużo, bo tylko osiem. Za to jest to klasa sama w sobie, a każda książka trochę inna i na pewno niepozbawiona metafizyki. Obecnie czytana traktuje o Japonii powojennej, podobnie jak „Pejzaż w kolorze sepii” , choć tam było też trochę wątków angielskich. Z kolei „Pogrzebany olbrzym” to najbardziej uniwersalna opowieść tocząca się w czasach postarturiańskich: o miłości, przyjaźni, wierności, pamięci, a także sile przebaczania. Pięknie napisana.
    Rozpisałam się, a tu czas zejść na ziemię i wrócić do pracy. Zwiedzający czekają!
    Przesyłam pozdrowienia i życzenia dobrej niedzieli.

  7. Jest jeden wyjątek.
    Właśnie ostatnio o tym sobie gadałyśmy z Emilką i ona zwróciła uwagę, że filmowa trylogia SF Zemeckisa „Powrót do przyszłości” ma znakomity scenariusz, któremu nie można by zarzucić żadnego uchybienia logicznego. Rzeczywiście! Bohater przemieszcza się z teraźniejszości w przyszłość i w przeszłość, a kwestia konsekwencji tych pojawień się w obu wymiarach jest rozwiązana po mistrzowsku. Humor i wdzięk pomagają zresztą przenieść wszystko w sferę abstrakcji, tym soczystsze są w niej realistyczne szczegóły.
    Mam nadzieję, że dzisiejsza Dziatwa nie traktuje tej trylogii jako zabytku. Te filmy się w ogóle nie starzeją, w przeciwieństwie do wielu innych pozycji gatunku SF.

  8. Ach! Wyobraziłam sobie te zszywane zszywki.
    Zszywane i zapomniane teraz.
    Ileż to skarbów tego typu się nagromadziło!

    „Nie licząc psa” i „Przewodnik stada” to najlepsze książki Connie Willis. Są dowcipne i – uwaga!- normalnej objętości.
    Jeśli chodzi o literackie i filmowe podróże w czasie – Sowo, ja także nie mogę ich polubić. Moje prozaiczne oko wyłapuje drobiazgi, niekonsekwencje, które są absolutnie nieuniknione w takim przypadku. Podstawowa trudność: ktoś, kto przeniósł się w przeszłość, musiałby przecież przez sam fakt swojej fizycznej tam obecności jakoś tę przeszłość zmienić, spowodować jakieś, choćby najdrobniejsze, następstwa, a więc naruszyć ciąg wydarzeń późniejszych. Jeszcze nie spotkałam autora, który by sobie z tym poradził, z przyczyn oczywistych. W tym punkcie zawsze wszystko się rozłazi.

  9. Chyba rzeczywiście najciekawszy w tym jest pomysł. Z podobnych przypominam sobie powieść Harry Harrisona „Filmowy wehikuł czasu” – do czasów wikingów przenosi się cała ekipa filmowa z zamiarem nakręcenia filmu o odkryciu przez nich Ameryki. Opublikowała to w latach osiemdziesiątych „Fantastyka” jako zszywkę wewnątrz numeru. Mnóstwo dobrych książek SF poznałem w ten sposób, samodzielnie je oprawiałem i zszywałem (efekt wizualny raczej marny), są w jakimś kartonie do dzisiaj.

  10. Za to przed Gwiazdką!

    Mnie w ogóle trochę drażni snucie hipotez o trudnościach związanych z podróżami w czasie, za dużo w tym gdybania i nieprzewidzianych konsekwencji. Mimo to „Nie licząc psa” czyta się bardzo przyjemnie.

  11. No, bo jednak to się czyta z zainteresowaniem, prawda? Świetny pomysł na książkę – historycy przenoszą się w przeszłość – ale ogrom materii w tym przypadku przerósł możliwości.
    „All Clear” jest w zasadzie taka sama.
    Z brakiem logiki racja. To raczej młodzi Amerykanie mogliby się tak zachowywać: trochę jak bogaci turyści.
    Co jeszcze jest bardzo amerykańskie w tych książkach: zupełny brak poczucia metafizyki, taka swoista płytkość, krótki oddech.
    Ciekawe.

    Casciolino, szkoda, że premiera już po św. Mikołaju.

  12. „Blackout” właśnie skończyłem. Racja, tylko by ta powieść zyskała, gdyby ją odchudzić przynajmniej o połowę. No i od prawie absolwentów Oxfordu należałoby jednak oczekiwać nieco większej logiki w zachowaniu i myśleniu. Ale cóż robić, mimo wszystko „All Clear” też przeczytam, czeka w domu.

  13. Mój ulubiony sekstet wokalny proMODERN nagrał jakiś czas temu poezje Szekspira, do których muzykę napisało wielu świetnych współczesnych kompozytorów (Krzesimir Dębski, Włodek Pawlik, Krzysztof Herdzin, Tomasz J. Opałka, Dariusz Przybylski, Maciej Zieliński, Paweł Łukaszewski, Miłosz Bembinow, Philip Lawson, Andrzej Borzym jr, a w wersji cyfrowej również Anna Ignatowicz-Glińska, Stanisław Moryto oraz Aleksander Kościów). Premiera płyty „proMODERN shakespired” już 8 grudnia! Polecam :)

  14. A tak. Tłumacz sobie życzył:).
    Jednak główną specjalnością mojego męża nie jest grafika, tylko architektura wnętrz i wystawiennictwo.

    Dobranoc!

  15. Dobry wieczór pour touts!
    Pan Bolesław Musierowicz stworzył między innymi ilustracje na okładkach tłumaczeń dramatów Szekspira.
    Frazę „Już starożytni Grecy” pamiętam z książek popularnonaukowych, które czytałem w latach siedemdziesiątych.
    Nie wiedziałem, że wikingowie dotarli aż do Konstantynopola.
    Wystawa w Krakowie kusi. Może 2 lutego będzie czynna?
    Pozdrowienia dla Entów!

  16. Faneczko, ja bym nie dzieliła. Po co sobie ułatwiać.
    Im trudniej, tym lepiej i ciekawiej.
    Ale zanim na dobre się weźmiesz za sonet, zapoznaj się wnikliwie z zasadami, bo trudna to sprawa.

    Gratulacje z wiadomego powodu!

  17. O, nie czytałam Buszkowa, nic a nic. Przeczytałam za to przez wakacje wszystko, co napisał Wilkie Collins, koniecznie w oryginale. Nie mogę odżałować, że ten piękny ciąg już mi się kończy.
    Co za pisarz!
    Uważa się go za twórcę angielskiej powieści kryminalnej, ale to za mało. To jest pyszna, smakowita proza. Dickens (który był kolegą Collinsa) powinien mu zazdrościć umiejętności budowania fabuły i tworzenia bogatych, różnorodnych charakterów. Dziwacznych i fascynujących!

  18. Madame, podziwiam Panią. Ja przeczytałem jeszcze jedną czy dwie, ale nie zrobiły już takiego wrażenia, wiec póki co poniechałem. Przy okazji, nie miałem okazji zapytać, czy kryminał Buszkowa okazał się dla Pani równie czytable, jak dla mnie, czy jednak niekoniecznie?

  19. W nocy jest chyba ciut spokojniej. Zwłaszcza w bloku, więc pisze się lepiej. Bez rozproszenia na dźwięki, obrazy, zapachy.A małe miejscowości, te choć trochę rolnicze, chyba też wcześniej idą spać. I jest ciszej.
    UA, mam pytanie: czy w sonecie wolno dzielić wyrazy? Na sylaby? Na Kole Młodych SPP ktoś rzucił hasło, żeby spróbować napisać sonet. I coś mi się zaczyna, ale…
    Pozdrawiam, ogłuszona nieco po wczorajszym wieczorze autorskim. Chyba „Linie papilarne” trafiły publiczności do serc. Choć kilka linijek.

  20. Alku, dzięki Tobie przeczytałam WSZYSTKO Connie Willis, w oryginale. Okazało się, że na polski przełożono to, co najlepsze.
    Ona ma pyszne pomysły, ale wykonanie jednak szwankuje. Arcyprzykład: te dwie grube powieści „Blackout” i „All Clear”. Ach, szkoda.
    Podobnie jest z powieścią „Crosstalk”. Pomysł przedni (moda na operacyjne wszczepianie zdolności telepatycznej) – ale nie dała mu rady.

  21. Dewajtis, pardon, wszystkie Twoje wpisy trafiają do spamu z powodu Fake IP!
    Zaglądam tam co jakiś czas i je wydobywam, a więc nie denerwuj się, raz wpisać wystarczy.
    (To ten nasz program przeciwwłamaniowy, czy jakiś tam, bywa nadgorliwy)

  22. Pytanie, od kiedy starocie stały się zabytkami, zadawałem sobie co jakiś czas, ale nigdy nie wysiliłem się, żeby sprawę zbadać. Barok z zabytkami gotyku obchodził się fatalnie, przerabiając je na swoją modłę. XIX wiek w Anglii na pewno już zabytki uznawał (społeczna mania archeologiczna nie ograniczała się do Egiptu, wynajdowano również zabytki rzymskie w Anglii). Z drugiej strony, jak wiemy np. z nieocenionej książki Connie Willis, gotycka katedra i jej wyposażenie była wówczas uznawana za staroć i gdy tylko można było przebudować ją w coś bardziej przypominającego Victoria Station, starano się to zrobić.

  23. W podobnych czasach co pan Krzemiński, Europę zwiedzał i opisywał Karol Kurpiński. Miał dużą świadomość zabytkowości oglądanych miejsc, muszę sprawdzić, czy wspominał coś o podpisach, bo coś mi się majczy, że tak. A może to nie on (z pamięcią mam tak samo jak Alek, mogę czytać kilka razy ten sam kryminał i każdorazowo dziwić się, kto zabił).
    Ciekawe, kiedy w ludziach pojawiła się pierwszy raz świadomość zabytkowości przedmiotów i czy zawsze do jej stwierdzenia wystarczyło, by przeminęło jedno pokolenie…

  24. Istotnie, Rzymianin skrobiący po Koloseum to jak nasz kibolek mażący na ścianie Stadionu Narodowego. Ale z drugiej strony Wikingowie, którzy wylewnie podpisywali się na Hagia Sofia, ryli po zabytku (widziałem ich wyskrobki na kolumnach).

  25. Ach, zborejkowana własną bronią!
    Cześć, Nietoperku.

    Uwaga realistki: to, na czym się starożytni podpisywali, wtedy jeszcze mogło nie być zabytkowe, hu, hu.

  26. „Przebóg! A ja myślałam, że to obyczaj z naszych robaczywych czasów”

    Nie mogła Pani tak myśleć, bo coś podobnego robili zabytkom już starożytni Rzymianie. Ha, czyż nie zborejkowałem Pani przepięknie? Dobry wieczór UA i Wszyscy.

  27. Oj, to dziękuję!
    Już mnie tak nie rozpieszczaj, Mamo Isi! (różowa?)

    Babciu, wzrok mój nie najlepszy. Ale zobaczę.

  28. No tak, nie doceniłam biegłości w posługiwaniu się :). Zapraszam więc do wysłuchania i obejrzenia mojego ulubionego wierszyka „O dziadku i złotej rybce” na YT. Ilustrator cudowny, narysował koło dziadka pewne dzieło literackie. Z dobrym wzrokiem, lub lupą można dojrzeć, jakie. Uwielbiam takie smaczki :). Pozdrawiam całkiem wiosennie

  29. :) Ciekawa będę wrażeń Adminki i Kokoszanel po wystawie, może Adminka coś napisze u siebie na stronie.

  30. Jaki koniec? Zaraz dostaniesz, kochany Starosto, wspomnienia pana Stanisława Tertuliana przewiązane różową wstążeczką pod choinkę . Nieco drobna czcionka, ale czyta się jednym tchem.

  31. Zapodam na wszelki wypadek spis przeczytanych Collinsów.
    Męczy mnie, czy aby ten Krzesiński (zresztą syn aktora, Jana Krzesińskiego) nie jest aby niedalekim przodkiem słynnej Matyldy Krzesińskiej (której ojciec zresztą też był aktorem)?
    Bardzo się cieszę, że dorwałam taki smakowity prezent:)

  32. Przebóg! A ja myślałam, że to obyczaj z naszych robaczywych czasów.
    Mam dla Was jeszcze paru ciekawych Collinsów, tylko mi się już pomyliło, które czytałyście, a których jeszcze nie.

  33. Collinsa połknęłam, ale jeszcze czyta Isia; stąd opóźnienie. Dzięki temu na dłużej starczy;)

    Bardzo się cieszę, kochany Starosto, że jeszcze nie znasz p.Stanisława Tertuliana; ciekawa to postać, a opisuje swoje życie dokumentnie od początku, czyli roku Pańskiego 1810. Cóż to były za niezwykłe czasy. Szczególnie zafrapował mnie ówczesny obyczaj pozostawiania swego podpisu na każdym co ciekawszym zabytku.

  34. Czytam „Koleje życia” Stanisława Tertuliana Krzesińskiego, aktora z XIX wieku. Wciągnęło mnie. Ciekawam, Starosto kochany, czy to znasz?

  35. Wystawa „Dziedzictwo” do 14.01.2018 i można zobaczyć Damę z gronostajem. Może się uda. Dzięki za informację Dewajtis!

  36. Dewajtis, dziękuję za ten wpis – wiemy, oczywiście, o tej wystawie, Adminki się wybierają.
    Rękopis „Wesela” to jednak jest coś, co trzeba w tym życiu zobaczyć.

  37. O, Kacper! Odpowiadam z przyjemnością: miło mi pomyśleć, że w sercu Francji mieszka sobie taki sympatyczny Czytelnik!
    Mam nadzieję, ze „Kłamczucha” to dopiero początek przygody z polskimi książkami!
    Chociaż (wiem o tym dobrze) masz wokół pełno wspaniałych francuskich.
    Warto jednak dbać o swoją znajomość języka ojczystego.
    Serdecznie Cię pozdrawiam! – MM

  38. Pozdrawiam Pania serdecznie , mieszkam w Chelles we Francji tutaj tez chodze do polskiej szkoly.
    Dzis przeczytalismy z pania nauczycielka fragment „Klamczuchy” bardzo mi sie podobal.
    Potem napisalismy list do pani , i na koniec zrobilismy maly sprawdzian.
    Moze pani mi odpowiedziec prosze.
    Jeszcze raz pozdrawiam KacperK.

  39. Halo, dzieciaki miłe z Chelles, dziękuję za wpisik i ściskam Was serdecznie, Waszą Panią też!

  40. Babciu (wiad.pryw.), aha, już wszystko wiem! Internet prawdę Ci powie.
    Gratulacje i uśmiechy!

    Ann (wiad. pryw.)- jasne, dobre myśli zapewniam non stop!

  41. Obydwie, starożytne jak się okazuje, metody stosuję Sowo z powodzeniem od lat. Przy czym muszę stwierdzić, że zawsze ładnie mi śpiewano, czego nie mogę powiedzieć o sąsiadach ;)

  42. Pozdrowienia z Polskiej Szkoly w Chelles od uczniow V klasy!
    Podobal nam sie fragment z „Klamczuchy”, ktory przeczytalismy teraz na lekcji.
    Napisalismy z niego nawet krotki sprawdzian. Mamy nadzieje, ze dostaniemy dobre oceny!!!

  43. A ja polecam serdecznie wystawę #dziedzictwo w krakowskim Muzeum Narodowym. Specjalnie wczoraj pojechałam do Krakowa, żeby ją obejrzeć i byłam zachwycona. Najstarsze mapy ziem polskich, rękopisy (np. „Wesela”!!!), pierwsze polskie elementarze, tłumaczenia Biblii, malarstwo (m.in. pokazywane tu na stronie obrazy Stanisławskiego) i kultura materialna. Czułam duże wzruszenie, dumę i nie chciało mi się stamtąd wychodzić.

  44. Asiu, przekażę!:)
    Tak, nasz pan Musierowicz współpracował w młodych latach z wydawnictwem „W drodze”. I z innymi wydawnictwami też.

  45. Pani Małgosiu a czy ja mogę pozdrowić Pana Musierowicza?

    Wypożyczyłam „Wszystko jest w Psalmach” Anny Kamieńskiej i tam są ilustracje…. Bolesława Musierowicza.
    Bardzo ładne.

    :)

  46. W Łodzi… w Łodzi. A mnie tam nie będzie. Jaka szkoda, tym bardziej, że jeśli dobrze pamiętam, to do Łodzi wybierała się Adminka. Cóż, szczęściarzom ciut zazdroszczę, ale życzę niezapomnianych przeżyć. No i oczywiście Admince wspaniałego czasu.

  47. Ma, już starożytni medycy uważali, że są dwie drogi leczenia chorych – alopatyczna i homeopatyczna, z czego filozofowie wnioskowali, że muzyką łagodną można uspokoić człowieka wzburzonego (contraria contraribus curantur), zaś człowiekowi smutnemu należy grać muzykę smutną, bo w takiej znajdzie ukojenie duszy (similia similibus curantur). Mój syn jest zwolennikiem medycyny konwencjonalnej, ale à rebours: nad moje łagodne i subtelne śpiewy przedkłada huk organów, kotłów i talerzy. Kto wie, czy fałszujące i wytężonym głosem piejące mamki nie dają światu ludzi miłujących spokój i ciszę.

    PS. Ja nie wywodzę, ja dywaguję.

  48. Z serca się zawsze liczy, Alku, bo ono najważniejsze.
    Bon soir et bonne nuit!
    Jejku, jak już znów późno.

    Ma, w imieniu Adminki (która już poszła spać na pewno, bo jutro jedzie do Łodzi) dziękuję za taki piękny komplement.
    Cytat z „Hygieny polskiej” jakże trafny.
    Z Sofii się cieszę i dziękuję!

  49. Bon soir, mesdames et messieurs. Nie wiem, czy napisałem to prawidłowo, bo ze słuchu, ale też z serca.

  50. Plakat na każdą porę roku . Nasza Adminka to naprawdę Kobieta Czasów Katedr . Zagadka -jak to zrobiłam , że widziałam tylko Góry Sowie , a po przeczytaniu ( i napisaniu ) komentarza zamierzałam szukać go w kartkach … Nie mogę być na Targach , ale na pociechę Noelka poleci do Sofii , do jednej miłej Pani z Instytutu Polskiego .Bułgarki ,przepięknie mówiącej po polsku .

  51. Kochani , mimo nawału pracy musiałam tu zajrzeć . Spędziłam pracowity dzień w bibliotece i w książce dr Tripplina ,, Hygiena polska ” ,wydanej w 1847 roku znalazłam apetyczny fragment :,,Mamka niech śpiewa dziecku,ale niech nie pieje nad nim owym głosem fałszywym i wytężonym(…).Takie dzieci zapiane tracą część słuchu , wszelką zdatność do muzyki i lękliwemi się stają .Ucho biednego dziecięcia i mózg jego tak delikatny ,niezawodnie musi razić śpiew taki ” . Pomyślałam zaraz o naszej Sowie Mądrej Głowie i Jej wywodach o kształceniu dziecięcego słuchu . Swoją drogą biedne mamki czyniły to z całego serca i myślę , że nie pozostaly bez nagrody .

  52. Chesterko, Ubongo!- świetna gra logiczna. Ciekawa, ładna, kolorowa. Jeśli dobrze pamiętam, polski matematyk ją projektował, wykonanie zachodnie.

    Piętaszku, OK.

  53. Proszę kochana Autorkę i Księgowych o propozycje gier planszowych (karcianych) dla młodzieży od 12 lat wzwyż. Dotychczasowe polecanki się sprawdziły.

  54. Pani kartek nigdy dość, ale tych które są jest wystarczająco dużo i są świetne. Proszę zatem nie robić sobie wyrzutów, tylko spokojnie pisać. A może, kto wie, przyjdzie taka chwilka, że w trymiga coś fajnego powstanie ;)

  55. A, są takie pomysły. I inne też!
    Ale na razie muszę pilnie powieść kończyć!

    Piętaszku, formularz ma swoje drobne wady, ale wielką zaletą jego jest nieprzemakalność. Żaden spam się nie przeciśnie, nikt nie jest w stanie nam tu się włamać i szkodzić, ani wysadzić strony w powietrze, jak to przedtem bywało.
    Na sposoby są sposoby.
    E-kartki polecam!- choć nie wiem, czy w tym roku namaluję nowe, czas ucieka.

  56. A to nieładnie z jego(tego formularza) strony i to w momencie, kiedy zaczęłam już planować do kogo wyślę te cudeńka. To mnie jednak nie zniechęci.

  57. Szkoda, Piętaszku, że ten nowy formularz odmienił sposób wysyłania e-kartek. Adresat dostaje teraz nie samą kartkę, a tylko link do niej, i to już nie jest takie fajne.

  58. O! To ciekawe co piszesz Justysiu. A propos pocztówek, obejrzałam sobie bożonarodzeniowe kartki Starosty i od razu mi się cieplej na sercu zrobiło.

    A moja opowieść o nietoperzu się niestety zdezaktualizowała i dlatego pewnie przepadła :)

    Czy widzicie ten wyjątkowo tajemniczy dzisiaj księżyc ?

  59. Jakie ładne zdanie o pocztówkach, poszukam tej książki!
    A czy wiecie, że zdjęcia naszej Ann są publikowane na pocztówkach? Zamówiłam kiedyś kilka w jednym polskim wydawnictwie, dostałam i czytam, a tu pisze :”Photo by Ann…”. Ale niespodzianka!

  60. A więc słusznie lubisz pocztówki, Justysiu!

    To zresztą ważny obiekt w kulturze, ma swoich wielbicieli i kronikarzy. Poetka Małgorzata Baranowska była zażartą kolekcjonerką pocztówek i napisała o nich piękną książkę, „Posłaniec uczuć”. Recenzowałam ją we „Frywolitkach 3″.

    Znamienne zdanie z książki M.B.:

    ” Ona traktuje marzenie poważnie. Pocztówka nie wstydzi się uczuć. I to jest jej siłą”.

  61. Dziękuję Pani Małgosiu, jak bardzo się cieszę. Najlepszy prezent na Świeta! Dziękuję Pani Emilce i proszę niech też się podpisze, ciekawa jestem autografu, jak wygląda pani Emilki.

    Lecę zamówić baloniki na Asi przyjęcie urodzinowe jutro. W Kanadzie 16-tkę (nazywaną „sweet sixteen”) obchodzi się huczniej niż 18-tkę. Większość 18-latków jest już na studiach, żyje samodzielnie i 18-te urodziny to nie jest żaden „milestone” jak mi objaśnił syn, gdy mu organizowaliśmy 18-tkę.

    P.S. „Pulpecja” na Açores (Azorach) – zdjęcia wybierzemy i wyślemy wkrótce.

  62. A czy wiecie, kto wymyślił nazwę pocztówka, gdy takowe się pojawiły w Polsce pod koniec XIXw.? Potrzebne było polskie słowo, by zastąpić nim rosyjską „otkrytkę”, rozpisano więc konkurs i wygrała „pocztówka” zgłoszona przez Henryka Sienkiewicza.

  63. Pewnie ja!
    Dla Ciebie wszystko, Justysiu, która dałaś mi upragniony seledynowy dzbanuszek!
    Poproszę Emilkę, żeby przywiozła z Targów.

  64. Alku, bentornato!
    Minionego lata odwiedziliśmy jaskinię w Collepardo, która słynie m.in. z ogromnej różnorodności zamieszkujących ją nietoperzy. Nie mogłam tam o Tobie nie pomyśleć :)

  65. Przebóg, Alek się znalazł! No ale skoro siedział wśród puszcz bezkresnej głębiny i nagrywał nietoperze, to wiadomo, że nie mógł pisać. Nb. czego można się dowiedzieć z tych nagranych pisków?
    Jane, z refleksem szachisty wzajemnie pozdrawiam i bardzo dziękuję za komplementa;)

  66. Dobranoc UA. A Chester, ja nie mam wyjątkowej pamięci, tylko trzymają się mnie niektóre sceny z przeczytanych książek, w sposób nieprzewidziany. I te pamiętam niemal dosłownie. Co nie przeszkadza mi w czytaniu mnóstwo razy tych samych kryminałów i za każdym razem dziwieniu się, kto zabił.

  67. Masz wyjatkowa pamięć! Chesterton iskrzy się od podobnych anegdotek i ciężko mi nieraz skojarzyć je z konkretnym tytułem.

    Góry Sowie przypomniały mi studencka młodość (ładne zdjęcie!), ale to kiedy indziej.
    Geniusi i kochanej Autorce mówię: dobranoc!

  68. Alku, jaka miła nocna robótka.
    Ja chyba z wolna ruszę w stronę łoża, czeka mnie przyjemna lektura do poduszki – „The Wine Lover’s Daughter” Anne Fadiman (tak, autorka „Ex Libris”).
    Dobranoc!

  69. A, Chester, nie w czytaniu. Tylko mi się skojarzyło, nie miałem pod ręką książki, więc znalazłem w sieci oryginał i przetłumaczyłem ten kawałek, którego szukałem. Zresztą żadne tłumaczenie, skoro większość i tak pamiętałem. Mogę więc powiedzieć, że to, co dobre, to Skibniewska, a pomyłki moje.

  70. Pisanie jest bardzo sympatyczne, natura na pewno się nie sprzeciwi. Ja teraz analizuję nagrania nietoperzy z lata, otwarty program do edycji dźwięku i baza danych, na głowie słuchawki, pod ręką herbata i fajka. Taka praca, jak zwykle na wczoraj czy nawet przedwczoraj.

  71. Mam!
    Kolekcjonowałam przed laty przekłady Dickensa w tym świetnym wydaniu zbiorowym „Czytelnika”. Udało mi się skompletować całość.

  72. Alku, czyżby „Latajaca gospoda” w czytaniu?
    Z mrocznego Drezna z radościa przeniosłam się do XiX- wiecznego Londynu Dickensa, bo udało mi się zdobyć „Barnabę Rudge’a” i to z ilustracjami Phiza!

  73. A pewnie. Ja też posiedzę.
    To jest jakaś tajemnica: dlaczego najlepiej pisze się człowiekowi w nocy?
    Przecież to przeciwne naturze.
    A może pisanie jest przeciwne naturze?

  74. Wydaje mi się ze większość Ludu już poszła w te swoje robaczywe łoża, ale ja będę zaglądał tu co jakiś czas na wszelki wypadek, dziś planuję pracę przy komputerze do trzeciej – czwartej, więc zajrzę sobie czasem.

  75. Byłem poza zasięgiem, to fakt. Przez całe lato z gronem pomocników siedziałem w Białowieży, nie bacząc na grożące niebezpieczeństwa i tak dalej. Liczne spotkania z tak zwanymi przed laty ciekawymi ludźmi. Nie piszę więcej, bo wyjdzie polityka, która jest obecnie niestety słowem nieprzyzwoitym, nie nadającym się do powtarzania w tym towarzystwie. W każdym razie wróciliśmy po pracy cali i zdrowi, nic na łeb nam nie spadło, a tylko urwałem rurę wydechową. Ale co rura wobec wieczności.

  76. I samiśmy już kopersztych, jak ktoś, nie pamiętam kto, powiedział. Ale chyba nie mówił jeszcze ani o Pani, ani o mnie.

  77. Tak, prawda, Bory Tucholskie najbardziej ucierpiały. Też miałam relację z pierwszej ręki.
    Dobrze, że byłeś poza zasięgiem, Alku.

  78. Ave. Co do wichur, były fatalne, a relację miałem z pierwszej ręki, bo zaprzyjaźniona magistrantka zaraz po urwaniu się z roboty u mnie w Puszczy Białowieskiej, poleciała do rodzinnych Borów Tucholskich i spędziła następne kilka dni po pas w wodzie i z piłą łańcuchową w garści, razem z sąsiadami ratując okolicę przed powodzią. To, co mówi o organizacji całej tej imprezy, nie nadaje się do powtórzenia w tak dostojnym towarzystwie jak nasze. Córki leśników miewają niewyparzone ozory. Ale dzięki temu byłem wprowadzony w niuans. Natomiast w Białowieży w zasadzie nic takiego nie miało miejsca, chociaż mieliśmy i tak sporo uciechy pracując w lasach tamtejszych. Poziom suspensu i przygody nieporównywalny z niczym, co było tam wcześniej. Ale to na marginesie. A, doktorat już niemal zapomniany, natomiast habilitacja piszczy, żeby ją zrobić i zostać panem docentem, czy jak to teraz się nazywa. Był rysunek Mleczki na ten temat, z gęsią.

  79. O, witaj nam, witaj, Alku, przyjacielu przyrody!
    Jak tam, wichury bardzo Cię zmartwiły? Myśleliśmy tu o Tobie tego lata.
    Optymistki twierdziły, że wszystkie zwierzęta zdołały uciec przed huraganem, bo mają instynkt.
    Ja się martwiłam, że nie jestem w tym względzie optymistką.

    Jak to miło, że się pokazałeś!
    Wszystko w porządku u Was?
    A jak doktoracik?

  80. Nawiązując do pomalowania na zielono: oprócz rękodzieła Idy, które wszyscy tutaj znają, jest też istotny fragment u Chestertona:

    „A kiedy dowiedzieli się, że pomalował go na zielono…” dorzucił pan Pump.
    „Pomalował kogo jak?” zapytała lady Joanna.
    „Pomalował kapitana Dawsona na zielono” ciągnął Pump bezbarwnym tonem. „Kapitan Dawson powiedział, że zielony jest kolorem irlandzkich zdrajców, więc Dalroy pomalował go na zielono. To musiała być wielka pokusa, zwłaszcza że malowano płot i opodal stało wiadro farby, ale oczywiście miało to fatalny wpływ na jego karierę w Marynarce”

    Wynika z tego, że Ida zadziałała w sposób typowy dla nałogowej czytelniczki, nawet jeśli Chestertona jeszcze nie czytała. Zwłaszcza, że na zielono.
    Z kolei wracając do Nerwusa, był mocno niezrównoważony, nie przeczę, ale zawsze uważałem, że szkoda, że tyle księżycowego światła poszło w nieudany związek. Jaka ta natura jest rozrzutna.

    Dobry wieczór, Ulubiona, oraz Wy, Ludu Księgi. Chyba wakacje się skończyły, wiem, że UA zarządziła przerwę wakacyjną, to wolałem poczekać. Ale ileż te wakacje mogą trwać.

  81. Robrojek za stary? Przecież między nimi jest może 8 lat różnicy wieku. Za to Nerwus na pewno za nerwowy. Dobrze się stało, jak się stało. Tak się stało jak być miało. Czy to prawda, że Czesław Miłosz odradzał Pani łączenie Nutrii i Robrojka w parę? Takie plotki krążą.

  82. Ach, dziękuję Ci, Madziu, za korektę. Brak dużego „S” przegapiłam.
    Już poprawione.

    Słusznie jesteś dumna z widoku na podkarpackie stoki. Nie każdy ma tak dobrze!
    Sam Wierzyński by Ci pozazdrościł!

  83. Dobry wieczór. Czytam ten wiersz już po raz kolejny odkąd go Pani tu zamieściła i jest tak piękny i trochę smutny, a także tak pełen nienazwanej wprost tęsknoty, że w końcu porzucę chyba aktualnie czytaną powieść i sięgnę po Poezje Wierzyńskiego w wydaniu Łuku. Już sięgnęłam zresztą i widzę, że wkradł się mały błąd powyżej: powinno być „Od Starego Sambora do Starego Sącza”; to nazwy własne i taki jest też zapis w „Poezjach zebranych”. Tak mi się zresztą wydawało od samego początku, wszak na podkarpackie stoki patrzeć mogę co dzień. A po lekturze wiersza jakoś jeszcze bardziej to doceniam. I może nawet jestem z tego troszkę niezasłużenie dumna. Ukłony i uściski.:)

  84. Tak, tak, ale teraz to mozemy na biezaco sledzic. Fajne to jest, takie uczestniczenie w tworzeniu.

  85. Ale-Piemont, internet ma głównie zalety.
    Kiedyś jednakże były listy papierowe, całe ich setki, a także bardzo liczne spotkania autorskie, na których słyszałam na przykład, że Natalia ma poślubić Nerwusa, bo Robert dla niej za stary.

  86. Dobry wieczor.Internet ma jednak swoje zalety,teraz ksiazki pisze Pani jakby po czesci ze swoimi czytelnikami.Kiedys bylo to niewykonalne.Pozdrawiam

  87. Pani Małgosiu! To prawie rówieśniczkami jesteśmy! Jak to miło!
    (Czytam „Pana Tadeusza” i pieję z zachwytu!)
    Dzień dobry.

  88. Pomalowany mentalnie! Wyższa forma pomalowania! Rozumiem, że bohaterka patrzy na jakąś istotę niegodną miana istoty przyzwoitej i w duchu sobie myśli: Uch! Jak bym tak ci przydzwoniła w ucho, to byś się nogami nakrył, padalcu jeden! Ewentualnie myśli sobie: Uch! Jak bym ci nasadziła na ten durny łeb ten garnek z farbą, to byś i tak wyglądał znacznie przyjemniej, niż teraz! Ale myśląc to zachowuje przyjemny wyraz twarzy i poprzestaje na myśleniu.

  89. Dobra nasza, Mamo Isi. Pomalowany, ale tylko mentalnie.

    Sowo, mamy tylko jeden bardzo porządny śpiewnik, za to zmultiplikowany.

  90. Na moją cześć będzie w „Ciotce” ktoś pomalowany na turkusowo! Nigdy bym się nie spodziewała, że moja wada, jaką jest porywczość, przyniesie mi taką nagrodę! Dziękuję:) No teraz to nie mogę się wprost „Ciotki” doczekać!

    Niewykluczone, Trollo, że masz rację;)

  91. Szkoda.

    U nas na pianinie grają – tata z córką. A ja jestem kompletnym samoukiem harmonijkowym.

  92. Kasztanowłosa, a cóż za ładny obrazek!
    I znajomy.
    U nas grają na instrumentach Adminki, Adminiątko akompaniuje na kastanietach itp., a śpiewamy wszyscy. I OCZYWIŚCIE wszystkie zwrotki! (Admineczka wydrukowała zestaw śpiewników).

  93. Dzień dobry!
    Pomalowanie kogo lub czego na turkusowo? Wiem, że i tak Pani nie powie. :)

    Przyznaję ze skruchą, że kiedyś mi się zdarzyło „pomalować” takiego jednego, co nie wiedział, gdzie jego miejsce i później, podobnie jak Lisieccy odwiedził mnie z mamusią. Do końca życia to zapamiętam, ale jemu również się dostało. Na dodatek pochodził z dokładnie takiej samej rodziny – historia lubi się powtarzać. Cóż, nikt nie jest idealny.

    My mamy płytę tylko „Arki Noego”, ale raczej nie słuchamy kolęd, tylko gramy na wszystkich możliwych instrumentach, które są w domu (trochę tego jest). Zawsze przez całe Święta wszyscy goście śpiewają i grają z nami, czasem nawet przynoszą własne śpiewniki, bo u nas śpiewa się wszystkie 19 zwrotek o ile tyle jest lub więcej. Niedługo będę musiała zacząć ćwiczyć. Już się nie mogę doczekać.

  94. Trollu, powiem szczerze, że w środku, wstyd przyznać, mam ciągle te 16 lat. Tożsamość mi się określiła i zatrzymała na tym samym momencie.
    To tylko „kostium się marszczy pod oczami”, brzydko z jego strony, ale cóż począć. Damy sobie radę i z tym!
    (L’Oreal)

  95. Kochana DUA, są ludzie, których starzenie się nie dotyczy. Pani należy do nich bez wątpienia. Nie podlega to dyskusji.
    Mamo Isi,obawiam się, że pomalowałybyśmy zgodnie paru tych samych osobników. ;)

  96. To zależy, bo istnieje wiek obiektywny i subiektywny. I w ten sposób myśląc uważam, ze moja Mama jest młodsza ode mnie ;)

  97. Piekielny charakter, Mamo Isi, pomalowałby już dawno. My się tylko burzymy bezsilnie na niesprawiedliwość świata.

    Piętaszku, ależ. :) Wiek to żaden problem.

  98. Przyznaję, że znacznie mnie to wyznanie podparło na duchu;) A więc nie ja jedna mam taki piekielny charakter! Jak to miło mieć ten charakter w tak miłym towarzystwie;)

  99. Piętaszku, nie o wiek mi chodziło. O malowanie na zielono!
    Pewnie, Mamo Isi, całe życie dźwigam brzemię takich pragnień.

  100. Ech, Starosto! Niektórzy nic innego nie robią, tylko człowiekowi w kajeciku lata liczą i nie mogą się nadziwić, że on ciągle taki młody. Dobrze im tak !

  101. Kochany Starosto, czyżbyś i Ty miała ochotę kogoś pomalować na zielono? Świat się kończy!

  102. Oj tak, pomalowałoby się kogo trzeba na zielono. Najmniejszej szansy na bycie idealną Gabrysią też nie mam. Ale non omnia possumus omnes, jak zauważyli trzeźwo starożytni Rzymianie.

  103. A co do wspomnień: tak, ciepło i dobroć w nas pozostają na zawsze. A to dlatego, że one nas budują.

  104. Oj ,tak chyba mamy wszystkie, Piętaszku. Chciałoby się być Gabrysią ,ale to ideał niedoscigniony. We mnie też Idusi znacznie więcej.Też bym pomalowala kogo trzeba na zielono .Bez chwili wahania.
    Wiekowo jestem rocznik Baltony. ;) Taka trochę starsza Trolla ze mnie.

  105. Aniu g.,ach jak mnie wzruszyło to Twoje piękne wspomnienie. Niektórzy ludzie na szczęście wiedzą, co jest ważne w życiu. Podwieczorek i świeczki adwentowe, spotkanie rodzinne zamiast nieustannej gonitwy. A wspomnienie ciepła i dobroci jak widać zostaje na zawsze.
    W tych smutnych latach ludzie żyli jakoś wolniej i uważniej. Taki paradoks.
    A propos wydumanych aranżacji -nigdy nie lubiłam, draznily jak nie wiem co ,ale siedziałam cicho ,bo myślałam, że się nie znam.Co za ulga,ze jest nas więcej.
    Miłego dnia.

  106. DUA, to tylko w ramach przygotowań świątecznych, bo przecież trzeba zaopatrzyć się w odpowiednie ingredienta zanim święta nadejdą. Ale jeszcze kolęd nie słuchać, w gry nie grać, prezentów nie czytać i nic nie podjadać!;)

    Casciolino, mamy i tę płytę.

    Piętaszku, bardzo lubiłam tę bańkową zabawę w dzieciństwie, dziękuję, że mi o niej przypomniałaś!

  107. Właśnie też tak mi się wydaje. Zapachniało.
    Ależ przedwcześnie!

    Aleksandro, cytat mile przyjmujemy.

  108. Właśnie zauważyłam ,że Geniuś to prawie ,jak geniusz.Chyba tak powinien mieć na imię mój wnuk,jeżeli takowego będę w ogóle miała.Poza tym zapachniało świętami .

  109. I jeszcze taki cytat, jeśli można:
    „Śpiew jest odpoczynkiem dla duszy i początkiem pokoju. Uspokaja tumult i wzburzenie myśli, uśmierza gniew. Przygotowuje ludzi do miłości, łączy odstępców, godzi wrogów”.
    /Święty Bazyli Wielki/

  110. Wszystkim śpiewającym, muzykującym, grającym i słuchającym również, wszystkiego dobrego w dniu św. Cecylii :)

  111. Sowo, mimo że mieszkam na Górnym Śląsku widok z okien mam całkiem ładny, ale aż tak to nie ;). Ten pejzaż był „mój” przez jeden poranek.
    Adminka zaproszona w Sowie tak po prostu, bez pośrednictwa wydawców, bo chyba lubi góry, prawda?:)
    U nas też rządzi Arka N., zwłaszcza „Świeć gwiazdeczko” fajny mają wideoklip.

  112. Niektóre aranżacje są wręcz genialne! O ile nie przekraczają granicy dobrego smaku, stając się przesadzonymi i zmanierowanymi.
    Do grupy genialnych aranżerów zaliczam pana Włodzimierza Korcza. To właśnie jego zasługą jest cudowne nagranie koncertu kolędowego z Teatru STU.

  113. Polecanka zabawowa dla Sowy i Sowiątka lub całej wręcz rodziny , być może znana – bańki mydlane „stołowe”. Polega na wykonaniu jak największej liczby baniek we wnętrzu jednej dużej przyklejonej do stołu. Konfiguracja może być dowolna (bańka w bańce lub bańki obok siebie). Można ogłosić konkurs – kto szybciej i więcej lub pozostawić dziecko sam na sam z bańkami. U nas trwało to godzinami w zachwycie.

  114. Iskro, zupełnie rozumiem ten sentyment, sama mam takie nagrania.
    Teoria teorią, koneserstwo pożądane, ale zeszłe święta i tak minęły nam głównie przy Arce Noego. Sowiątko nie zezwoliło włączyć niczego innego.

  115. Mamo Isi, aż tak ostro bym nie powiedziała. Płyt kolędowych na rynku jest trylion i trudno być na tym polu oryginalnym. Zwykle jest tak, że jakaś aranżacja (najczęściej rozrywkowa) nie pasuje mi do kolęd albo za muzyką jakiegoś tam wykonawcy nie przepadam, bez względu na repertuar. Natomiast irytację wzbudza we mnie nadmiernie wysilona egzaltacja śpiewu i wydumany akompaniament. Kolędy to nie cante jondo. Nie ma też obowiązku, by każdy płytę z kolędami wydał.

  116. Geniusia cudna, za serce chwyta.
    Jadziu , dzięki za podpowiedź, eksperymenty w toku.
    Krzysztofie, te podwieczorki były bardzo klimatyczne. Popołudnie w niedzielę, zmierzch, Ciocia zapala kolejną świecę w wieńcu adwentowym na stole( specjalny lichtarzyk na cztery świeczki). Są pierniczki, czekolada i orzechy. Herbata, dla dzieci kakao. Wujek gra na pianinie( pięknie grał, a zawodu był profesorem biochemii klinicznej, ale muzyka była jego drugą pasją). Drobne dzieciaki wujostwa w liczbie trzech, plus pies i kot roiły się wokół stołu. I ja z nimi, studiująca samotnie daleko od domu, przygarnięta do serca przez tych kochanych ludzi.
    Smutne to były czasy, pierwsza połowa lat 80-tych, a wspomnienia mam takie piękne.

  117. Aniu K. też najbliżej mi do Idusi.
    Chociaż przyznać mi do tego się trudno. Bo przecież chciałoby się być Gabrysią, Mamą Borejko- tymi ideałami dobra i wyrozumiałości.
    No i przyznaję, że Ida zawsze najbardziej mnie denerwowała ( chyba działał mechanizm wypierania jak to ciekawie w psychologii nazywają).

    Czytam sobie Historię Piękna pod red. Umberto Eco.
    No i jest o Średniowieczu, którą ludzie ery elektrycznej zwą epoką mroku.

    Światło i barwa to wyznaczniki piękna średniowiecznego wg. autorów książki. Ciekawe.

  118. Dzień dobry,
    Pani Małgorzato, Sowo, dziękuję za Wasze trafne słowa – zgadzam się w zupełności, że są aranżacje i aranżacje. Ładnie też napisała Iskra – pewne utwory, przez nasze wspomnienia, nabierają dodatkowej wartości sentymentalnej.

    Dziękuję za wszystkie polecane płyty. Dzięki Wam jest jeszcze tyle rzeczy do posłuchania i przeczytania, aż chce się żyć (przyznaję się do chwilowego, listopadowego spadku formy, ale już się zbieram – praca czeka :))

    Bardzo lubię Mamę Isi – jej ostry język i wspaniałe poczucie humoru – przesyłam pozdrowienia.

    Uściski z Łodzi.
    (u nas nadal pochmurno i smętnie, ale jest nadzieja, bo w weekend być może uda się i wpadnę w otwarte ramiona Geniusi).

  119. A ja, mam ochotę uściskać Ciebie, Iskro – bratnia duszo :)

    Aniu K. ja też Idę darzę największą sympatią. To moje pokolenie. Przykład, jak się nie poddawać w trudnych sytuacjach. Z podziwem patrzę, jak ta zakompleksiona dziewczyna, kiedy trzeba, potrafi się zmobilizować i przytrzeć nosa otaczającym ją, pewnym siebie pyszałkom.

    A zaraz potem jest Geniusia ! – najlepsza wizytówka Jeżycjady. Co za świetny pomysł z tymi obiadkami DUA :)
    Brawa dla Adminki – wspaniałej Córki !

  120. Tak!!!
    Dobrze powiedziane.
    Ale uznajemy aranżacje typu sygietyńskiego i stuligroszowego.

    Iskro, uściskałam.

  121. Dołączam do grupy zirytowanej przez aranżacje. Nie trawię. Aranżyści kolęd są jak reżyserzy żerujący na klasykach i przerabiający je na swoje upiorne wizje.

  122. Hasło na plakacie to strzał w dziesiątkę. Nadrobiłam lekturę Waszych komentarzy i stwierdziłam, że już wszystko co mi się pojawiło w głowie i sercu patrząc na nowy wpis zostało przez kogoś napisane. Fluidy..
    Sowo, cieszę się, że moje ulubione płyty kolędowe, czyli Turnaua i Mazowsza znalazły się na Twojej liście polecanek. Jest jeszcze jedna, której słucham zawsze w święta. To kolędy w wykonaniu Ireny Santor. Była to jedyna płyta (analogowa wtedy) jaką miałam jako dziecko i te właśnie brzmienia nieodmiennie kojarzą mi się z pięknymi chwilami Wigilii Bożego Narodzenia. Ma wartość sentymentalną i wpisała się już w tradycję. Myślę, że podobnie może być z wieloma przedmiotami, które w oczach koneserów są kiczem a dla konkretnej osoby łączą się ze wspomnieniami, emocjami itp.
    A Adminkę aż chciałoby się uściskać za ten plakat.

  123. Oglądam te dziewczęce twarzyczki z plakatu i wszystkie są mi bliskie jednak jest jedna, z którą mam wiele wspólnego…dobrego i złego. Ta impulsywność i potrzeba akceptacji, wrażliwość na krzywdę ale też złośliwości. No i rude włosy i zielone oczy. Idusia.

  124. „(…) i zajmij się swoją pracą” – wszystko się zgadza, oprócz tego jednego. Bez mamy nie ma zabawy, żadnej! Tak to jest, zrezygnowało się z przedszkola, to się teraz ma. Ale nie szkoduję sobie, bawię się jak dziecko produkując farby domowej roboty (jogurt z przyprawami) i babrząc się w glinie. Trudniej będzie z późniejszym etapem, bo brak mi wiedzy i umiejętności, a samo lukrowanie pierników raczej nie wystarczy. No, ale od czegóż są domy kultury, może dokształcą.

    KokoszaNel, czy to widok z Twojego własnego domu??

  125. Tak, Sowo, masz rację, są aranżacje i aranżacje.
    Wiemy dobrze, które są całkowicie niestrawne. Yh!

    Sowiątku dawaj papier, farby, kredki, ołówki i zajmij się swoją pracą. Samo załapie. Wszystkie dzieci są uzdolnione, pamiętajmy. Niektóre tylko – zaniedbane.
    Potrzebne będą potem małe wskazówki techniczne, n.p. – jak malować akwarelą, a jak plakatówką, ale to furda.

    Nigdy nie zapomnę wrażenia z wizyty w Technikum Gastronomicznym Sióstr Urszulanek w Pniewach. O samym technikum już pisałam wielokrotnie, ale po spotkaniu autorskim zaproszono mnie na próbę chóru w sąsiednim budynku. Przyszły dzieci z całych Pniew i okolic wiejskich – mnóstwo dzieci. I zaśpiewały Ave Verum, a potem którąś z kantat Bacha. Osłupiałam. Siostry opowiedziały mi, że przyjmują do chóru absolutnie wszystkie dzieci, także te, które nie znają nut. I uczą je śpiewać ze słuchu!
    Wkrótce potem chór ten pojechał do Watykanu, do Jana Pawła II, żeby mu śpiewać na jakiejś papieskiej uroczystości.

    Dziecko potrafi!

  126. I góralskie kolędy, Boża Krówko!
    To mówisz, piękna dzieweczko, że pod regałem aż kipi od obliczeń matematycznych na poziomie ponadpodstawowym?
    Jestem urzeczona.

  127. Wyskakuję spod regału bo FLUIDY aż mną wstrząsnęły! :)
    Słucham sobie górskich piosenek przy obliczeniach matematycznych na poziomie ponadpodstawowym i myślę: odwiedzę Lud Księgi.
    A tu taki górski wpis!
    Dziękuję pięknie, dobrej nocy! :)

  128. Są aranżacje i aranżacje. Mazowsze to też aranżacja, a opracowanie kolędy „Gdy się Chrystus rodzi” prof. Stuligrosza uważam za mistrzostwo świata. Lepsze od oryginału.
    Natomiast są aranżacje przefajnowane, tych nie trawię. Wspominany duet powinien mi się właściwie nie podobać, ale jednak jest fascynujący i nie mogę go nie słuchać. Polecam go ze stosowną ostrożnością, za to Małeckiego i Kirkby trzeba mieć. To klasyka w najszlachetniejszym gatunku.

    Co do Sowiątka – jasna sprawa i pewnie tak będzie, ale jakaś odmiana w rodzinie też byłaby mile widziana. Na przykład plastyczna. :)

  129. Gieniusia idealnie na logo Jeżycjady pasuje. :)

    U nas najchętniej słuchane są kolędy w wykonaniu Arki Noego oraz Mazowsza. Przy czym, te ostatnie są puszczane z kasety, na końcu której nagrane jest moje rodzeństwo z czasów bardzo wczesnego dzieciństwa. Bardzo lubię po wysłuchaniu kolęd w Święta usłyszeć te dziecięce głosy. I między innymi dla tych nagrań w domu musi być radio z wejściem na kasety. ;)

  130. Sowo, po namyśle: chyba się zgadzam z częścią Twojej rodziny. Wszelkie aranżacje kolęd są zbędne.
    Powiem więcej: irytują mnie.

  131. Pani Małgosiu, Pani to wie jak obudzić dzieciaka we mnie. Geniusia to kochana dziewuszka. Plakat udany i kojarzy się z obiadkami na Roosevelta.

  132. Och, DUA. Dziękuję. Jakie miłe słowa. To dopiero prezent!
    Nieco zawstydzona wspomagam się słowami Laury:
    „Nie oczekiwałam takiej niespodzianki.
    Quid vesper ferat, incertum est”.

  133. A to się cieszę, Bożenko, że Ci się spodobał! Prezent w pełni zasłużony, a i tak – niewystarczający wobec zasług.

    Sowo, dzieci po prostu razem z nami malowały i rysowały, od rana do wieczora; więc pewnie osmoza, choć i nauki były. Tym sposobem tata dochował się architekta, a ja – takiej właśnie Admineczki. A starsze dzieci, choć zawody wybrały inne, też bardzo są plastycznie (oraz literacko!) uzdolnione i na różne sposoby im się to przydaje.
    Ty się zapewne dochowasz pianisty, a może muzykologa. Wszystko na to wskazuje.

  134. Festiwal Wierzyńskiego! Nigdy dosyć.
    I zdjęcie czarowne, KokoszaNel.

    A Bytom – jeśli można – pozwoli tu sobie wdzięcznie podziękować za piękny plakat – wspaniały dar, przywieziony ze Śląskich Targów Książki w Katowicach. Jest OGROMNY, Geniusię można by rzeczywiście uściskać, Beatuszko :) I pocztówki takie, że buzia sama się do nich uśmiecha. Wspaniały pomysł!

  135. Jane, ta płyta też jest u nas obowiązkowa! Napisałam, że jest dla koneserów, bo część mojej rodziny jej nie znosi. Inna sprawa, że ta sama część rodziny uważa, że jakiekolwiek aranżacje kolęd są zbędne. ;) Jagodzińskiego zdaje się, że mamy, bardzo miła jest też jazzująca płyta „Kolędy na cały rok” Nahornego.

    Adminka zapewne przyswoiła plastyczne umiejętności przez osmozę. Czy może DUA aktywizowała plastycznie swoje dzieci w jakiś szczególny sposób?

  136. Tak, ostatni dyrygent (tydzień temu) byla kobieta. Koncert Szymona i Weroniczki (zdrowa i gra na skrzypcach).
    Podziwiałam też ostatnio Krzesimira Dębskiego, ale on nie potrzebował dyrygenta.
    Nie udało mi się jeszcze oglądać „robaczka” bez wlosow, chyba się nie opanuje, Bog czuwa!

  137. Anette, dzięki.

    Ateno, no pardon, chyba Ci jednak na zawsze zakłóciłam odbiór na koncertach i w operze. Tak to jest, jak się człowiek dzieli z czytelnikami własnymi fobiami (Ignaś i jajka) oraz własnymi ukrytymi pragnieniami (Geniusia i łysina).

  138. Mamo z Dużego Domu (dopiero widzę, że wpisałaś się pod złotą oliwą), witam Cię serdecznie tutaj i od razu dziękuję za tę piękną muzyczną propozycję, jak to miło, że się z nami podzieliłaś!
    Z wierszami to prawda. To jest właśnie ich życie: kiedy wędrują między ludzi. Dlatego trzeba się nimi dzielić!

  139. Dobry wieczór!
    Uwielbiam to uczucie, gdy wchodząc na stronę widzę nowy nagłówek. Radość i przebudzenie. Potem schodzi się w dół i widać Geniusię. Jeszcze większa radość. A potem oczom ukazuje się Wierzyński i piękne zdjęcie pięknych gór o pięknej nazwie i ma się ochotę piszczeć z radości!

  140. Gieniusia!, Mam tak jak Beautszka, chce ja usciskac.
    Z przymruzeniem oka; ona to sprawila, ze zawsze zwracam uwage na stan owlosienia dyrygentow.
    Gory Sowie zachecaja, „otwieraja ramiona”, niczym Gieniusia.
    KrzysztO, nawet paradise, z dala od bliskich jest meczacy, nie wazne gdzie jestesmy, wazne ze z najblizszymi.
    Adamie, poodkladam, ale one sie mnoza, te ksiazki.

  141. Tzn.zasadniczo rzecz biorąc, Krzysztof ma rację; nie ma czegoś takiego, jak życie do niczego. Wszystko co jest, jest po coś – jak powiada Kubuś Puchatek. Może to samotnicze życie na morzu jest trochę, jak życie pustelnicze?

  142. Miło mi bardzo, dziękuję, Zofio! Pozdrawiam siostrzenice.
    (Poproś o egzemplarze ze świąteczną dedykacją! Będzie ich trochę.)

  143. Pani Małgosiu mam zamiar wybrać się na te targi i kupić dwie książki z jeżycjady dla moich siostrzenic . By je zarazić miłością do Pani książek ;-). Jest Pani niezwykłą pisarką a Pani książki są jak promyk słońca .

  144. Z Gieniusią mam zdjęcie zrobione z Targów w Krakowie. Trochę inny napis jej towarzyszył, ale Gieniusia ta sama. ;)
    U nas wczoraj też padał śnieg rano, ale nie był to pierwszy raz w sezonie, bo już w październiku zostałam oprószona białymi płatkami.
    Aniu g., kiedy będziesz robić pierniczki możesz też skorzystać z przepisu na pepparkakor lub innego, gdzie dodaje się melasę do ciasta. Pomaga ona w utrzymaniu kształtu ciastek. Tak słyszałam, ale nie wiem czy jest to tylko jej zasługa czy braku spulchniaczy w cieście. W zeszłym roku robiłam takie pierniczki i bardzo ładnie utrzymały wzór pieczątek. :)

  145. Oj,to Kokoszanel może całkiem niedaleko (jakieś marne 100 km) mnie mnieszkać.Jak pięknie jest w jesiennych Górach Sowich.Wiem,bo zdarzyło mi się po nich wędrować o tej porze roku.

    A propos mojego wczorajszego wpisu,DUA – oczywiście,że” niezwykły” to dużo lepsze określenie.”Niesamowity jest takie bardziej halloweenowe,niestety.Tak mi się jakoś napisało.Późno było.:)

  146. Aniu.g, jest i u nas adwentowy wieniec, jest kalendarz, są świece, ozdoby i pierniki. Ale podwieczorków nie ma, więc pomysł kupuję, może chwyci.
    Adwent w tym roku najkrótszy z możliwych.

  147. Tak jest, Krzysztofie. Było, minęło. I to – nagle minęło.
    Tak o tym pisał Wierzyński:

    POPIÓŁ

    Zakochałem się w ziemi, która mnie urzekła,
    Chciałem unieść ją w niebo, wstąpiłem do piekła.

    Powtarzałem jej urok, okryłem ją chwałą,
    Czarny żużel na dłoni – tyle z niej zostało.

    Sieje teraz popioły. Co nimi użyźnię,
    w tej pustce po miłości i po spaleniźnie?

    Może kto inny przejrzy gdzie ja pobłądziłem
    Niosąc ziemię pod niebo, porosły jej pyłem.

    I pójdzie inną drogą i mniej się zatroska
    I nie wstąpi do piekieł. Jeśli łaska Boska.

    ( z tomu „Siedem podków”, Nowy Jork 1954)

  148. U nas też zamróz na dachach. I na samochodach. Skrobie się te szyby samochodowe i skrobie. I biedne, dzielne nasturcje i onętki zamarzły. Dobrze, że choć dzień jaśniejszy.

    Łódź strasznie daleko ;(

    Beatuszko, Ago, jak dobrze, że wszyscyśmy tak samo zwariowani.

  149. Another day in Paradise, oj, biedaku. Tata też te pobyty na morzu tak odbierał . Do niczego takie życie, większość czasu poza domem.

  150. Rano temperatura powietrza dodatnia 7-8°C, ale przy dużej wilgotności – ok.80 %, to jakby kilka stopni mniej.
    Zdecydowanie wole arktyczne powietrze.
    Ale, ale, nieśmiało zaczyna przebijać się słońce :)
    Gratulacje dla Adminki!

  151. Sambor to było w Małopolsce znaczące miasto.
    „Osada ta istniała jako wieś do r. 1390. Pod koniec tego roku Spytko z Melsztyna, otrzymawszy cały „obwód Samborski” od Władysława Jagiełły (prawdopodobnie około r. 1387), zamienił wieś na miasto i nadał mu prawo magdeburskie”.
    „Biblioteka bernardyńskiego klasztoru istniała już w 1449 r., a sądząc po liczbach inwentarskich była liczna i doborowa”.
    „W r. 1680 założyli jezuici 5-klasowe kolegium”. Istniało do końca II RP, słynąc z poziomu nauczania w całym kraju. Ważne dla Gdyni, bo jego absolwentem był Eugeniusz Kwiatkowski.
    Nic z tego nie zostało. Pisze Wierzyński, by go zbudzić, ale wie, że z tego snu nie ma przebudzenia.

    Tak mi się skojarzyło, bo pamiętam uczucia, jakie mi towarzyszyły, gdym przejeżdżał przez Sambor paręnaście lat temu.

  152. Admineczka sama się nie wybiera, jedzie, gdzie każą.:)))
    Wydawca organizuje.
    Ale południe na pewno będzie w planach.

  153. Kochana Geniusia Szczerbatka!
    Szkoda że do Łodzi tak daleko. A na południe się Admineczka nie wybierze? Góry Sowie zapraszają. Jakby co mogę podpowiedzieć co i jak .

  154. Oj, jak się miło zrobiło. Cudny plakat. I jaki prawdziwy. Jeżycjada to nasza przyjaciółka. Przez to i Pani stała się naszą przyjaciółką i jak do przyjaciółki tutaj do Pani przychodzimy. Codziennie. Pozdrawiam serdecznie z Lublina, u nas rano popadał śnieżek, moje psy zwariowały ze szczęścia!
    Całuję mocno.

  155. Piękne góry, piękny plakat i piękny wiersz. A w Warszawie wczoraj pierwszy śnieg (już go niestety nie ma :() Miłego dnia!

  156. Dziękuję za miłe słowa i cieszący oko rześki widoczek (w Górach Sowich byłem pod koniec czerwca).

  157. Rramiona same się wyciągają w kierunku monitora do tej kochanej Gieniusi! :-D
    Wiwat nasza wierna przyjaciółka!
    Ech, chciałoby się tam być! Na targach, ale i w Górach Sowich też.

  158. Dzień dobry!
    Wpadłam tu na chwilę i widzę nowy wpis!
    Ładny plakat z Geniusia, piękny widok na Góry Sowie, a jeszcze piękniejszy wiersz. Dziękuję bardzo DUA, tego mi trzeba w te zimne i wilgotne rzymskie dopoludnie.
    Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie naszego Wilka Morskiego!

Dodaj komentarz