„W złoto-zielonej oliwie”

bruges

Charles Warren Eaton (1857-1937) – Bruges Moonlight (1910)

 

Aaa, jaka tu piękna noc księżycowa, podobałaby się Wierzyńskiemu!

Ech, przypomnę jeszcze raz ten wiersz – wpisałam go tu już kiedyś, dawno temu, a tak pasuje do tego obrazu! I w dodatku bardzo go lubię:

 

Kazimierz Wierzyński

CO JA MOGĘ WAM DAĆ

Co ja mogę wam dać,
Kromkę księżyca?
Tym się nikt nie nakarmi,
To tylko zachwyca.

Ale taki mój chleb
I nim ja się żywię,
Tyle że gęsty i zaczyniony
W złoto-zielonej oliwie.

Tyle że nocą blask
Sieje się z góry nasenny,
Upajający, półmroczny
Bukiet wysokopienny.

Tyle że kiedy wiatr
Za wiosennym pogoni nowiem
Lecę pod nieskończoność,
Po co, nie powiem.

Tyle że kiedy sen
Za pełnią zimową się toczy,
Wypływam na śnieżną wieczność,
Na wszystko zamykam oczy.

Więc, jeśli ktoś z was chce,
Niech leci ze mną,
Tylko uprzedzam, tam bywa chmurnie
A czasem samotnie i ciemno.

Oto wszystko co wam mogę dać,
Kromkę księżyca.
Tym się nikt nie nakarmi,
Ale jak to zachwyca.

 

(z tomu „Siedem podków”, Nowy Jork 1954)

 

A oto i sam malarz, Amerykanin Charles Warren Eaton (przedstawiciel kierunku zwanego tonalizmem) we własnej osobie, w muszce (!!!) i schludnym kitelku malarskim, ale nie dziwmy się tej nieskazitelnej elegancji, mistrz-dżentelmen tylko pozuje do zdjęcia przed gotowym już obrazem, oprawionym w złote ramy.  Przedstawia on zapewne ten sam krajobraz we Flandrii, który zamieściłam powyżej (charakterystyczne drzewa!), w innym jednakże ujęciu.

Co za bystre, mocne spojrzenie!

 

ch w eaton

 

Tu – jeszcze jeden wariant tej zielonej księżycowej nocy, wciąż nad  kanałem w Brugii (na równi z okolicami jeziora Como we Włoszech było to ulubione miejsce pejzażowe artysty):

 

chwe

Charles Warren Eaton – Moonlight on the Bruges Canal

 

Dobrej nocy!

MM

150 przemyśleń nt. „„W złoto-zielonej oliwie”

  1. Tyle (dla mnie) płytowych nowości, dobrze, że dzieci zaprzyjaźniły mnie ze Spotify, to sobie poszperam. Jako swój wkład do tej świątecznej antologii dorzucam Johna Michaela Talbota „The Birth of Jesus”. Nie wyobrażamy sobie bez niej Bożego Narodzenia – przywołuje klimat dawnych czasów, wędrownych trubadurów i ich pieśni.
    Dziękuję za kromkę księżyca; jak dobrze, kiedy do człowieka powracają wiersze zapomniane jakoś, a przecież dawno temu ulubione.

  2. Dzień dobry!
    Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie z pochmurnej Łodzi.
    W 1997 roku byłam w warszawskim klubie Harenda na niezapomnianym koncercie Grażyny Auguścik i Urszuli Dudziak (pracowałam wtedy w Warszawie przez krótki czas i tak umilałam sobie wieczorki, żeby nie tęsknić za domem). Płyta, którą kupiłam po koncercie to pozycja obowiązkowa na mojej kolędowej liście. Miałam ochotę wpisać się do KG z taką propozycją, ale pomyślałam, że pewnie nikt takich niszowych wydań nie zna. Nie doceniłam Sowy
    Teraz poszukuję płyty z kolędami w interpretacji Andrzeja Jagodzińskiego (z 1994 roku) – nie wiem czy znacie serial „Siedlisko”, w ostatnim odcinku pięknie brzmi jazzowa kolęda.
    Dopowiem jeszcze tylko, że nie jestem jazzowym koneserem – w czasach studenckich, w wakacje, dwukrotnie pracowałam w biurze organizacyjnym Międzynarodowych Warsztatów Jazzowych w Puławach i tak już mi pewne sympatie muzyczne pozostały. Słuchanie muzyki na żywo czyni cuda.

  3. Dziękuję, Beatko. Już sobie zanotowałam.
    Dodatkowo oczywiście trzeba upiec pyszne pierniki do jedzenia wg starego domowego przepisu.
    Uwielbiam Adwent, już się nie mogę doczekać. Z mojego dzieciństwa i młodości nie pamiętam uroczyście obchodzonego Adwentu. Za to na Pomorzu, u siostry mojej mamy były wieńce ze świecami na stole i ozdoby na drzwiach wejściowych, pierniki, uroczyste podwieczorki w niedzielę przy zapalaniu kolejnych świeczek. Moja mazowiecko-podlaska dusza dziwowała się mocno, bo u nas tego nie było.\
    Zmykam do pracy.

  4. Serdeczne dzień dobry z jesiennego Wrocławia!
    Jutro ma być dużo cieplej.
    Miód gryczany będzie idealny. Znawcy powiadają, że nie ma co oszczędzać na jakości miodu. Wonną tajemnicą pierników ozdobnych jest pszczeli wosk, który roztacza przyjemny zapach.

    Ateno, Mamo Isi, wczoraj DCAdam zajrzał mi przez ramię, kiedy się wpisywałam do Księgi, i powiedział:
    tyle książek porozkładanych, to trzeba poskładać i na półki pochować ;-)

  5. Cieszę się że się podobają :)
    W końcu listopad jeszcze się nie skończył, choć tu już grudzień panuje na całego, hehe.
    U nas pada śnieg, Kogucik się cieszy, a my jakoś nie bardzo. Rację miał Jacek Cygan.

  6. Bezchmurne, bladoniebieskie niebo. Słońce goreje wysoko rozsiewając refleksy światła po wodzie. Morze jak jezioro. Gorąco. Innymi słowy – „another day in Paradise”. To takie gorzko-ironiczne powiedzonko funkcjonujące w branży, im dłużej na statku, tym większy nacisk na gorycz. Ironia pozostaje niezmiennie.

  7. Sprawa górali obadana. Skład podany przez DUA funkcjonuje pod bardzo oryginalną nazwą Kapela Góralska, jest do kupienia ich płyta „Kolędy góralskie”, wydana przez Soliton. Ładna ludowa okładka.
    Przypomniało mi się jeszcze jedno doskonałe nagranie kolęd: duet Urszuli Dudziak i Grażyny Auguścik. Płyta dla jazzowych koneserów. ;)
    Zgredzie, zespół Perfugium wypączkował z krakowskiej scholi dominikańskiej, ich płyta to dominikańskie opracowania kolęd w wersji „pure”. Takie wolę.
    Mamo Isi, pewnie, że bardzo chętnie bym wpadła, tylko kiedy ja się nad nasze morze wreszcie wybiorę? („W prawo skok, w lewo skok, i do Gdyni jeden krok”)

  8. Właśnie, Wójcie! „Bo Oni je lubią”, a Ty Ich kochasz. W związku z tym, obawiam się, że Ty też je lubisz za to, iż dają Twoim bliskim odrobinę szczęścia :)

    Z kolęd, zawsze najpierw słuchamy tych w wykonaniu solistów i chóru Prywatnej Szkoły Muzycznej „Pro Musika” w Krośnie (mamy tę płytę od dawna i wykonanie oddaje ducha Świąt), a następnie oczywiście kolęd góralskich w wykonaniu zespołu Trebunie Tutki, także „Papieskiej pastorałki”, Śląska i Mazowsza, hej ! I jeszcze w okresie okołoświątecznym chodzimy na koncerty kolęd. Nasze ulubione, to te w wykonaniu artystów Piwnicy Pod Baranami.

  9. Do kolekcji kolędowej dodaję (kolejność przypadkowa): „Kolędy w teatrze STU” (nagranie koncertu z 1991 roku, śpiewają Frąckowiak, Majewska i nieziemski Zaucha); „VRC po kolędzie” (warszawski chór), „Kolędy narodów” (Mate.O i Głyk Trio), „Szukamy Stajenki” Jacka Kaczmarskiego oraz kolędy rodziny Pospieszalskich (tam dużo góralskiego klimatu).

  10. Ach, widzę,słyszę i czuję, że tu juz świąteczne wielkie oczekiwanie zaczęło się na całego. Jak to miło!
    A już za chwilę roraty,lampiony rozswietlajace mroźne i ciemne poranki. I niesamowity urok adwentowego grudnia. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy.

  11. Powiem Wam, że jest coś co uświęca nawet kicz. Miłość mianowicie. I ja nie lubię kiczu, ale w czasie Świąt wszędzie, dosłowne w całym moim domu, stoją gliniane domki z kolorowymi światełkami w środku. No kicz okropny. Ale ja patrzę na nie łaskawym okiem i tylko się uśmiecham. Domków nie usuwam, bo Oni je lubią. No to niech już sobie mają.

  12. Ateno ♥
    Aniu.g, a spróbuj zrobić typowo ozdobne pierniki z tych foremek (wzór będzie wyraźniejszy).
    Przepis znalazłam na czeskiej stronie:
    jedna część dobrego ciemnego miodu, dwie części żytniej mąki i przyprawy do piernika. Miód trzeba zagrzać, dodać przyprawy i ostudzić, dodać mąkę i odstawić na dwa, trzy dni. Po tym czasie zagnieść ciasto dodając tyle mąki ile wejdzie, ale ciasto musi być elastyczne. Foremki wysmarować olejem, gotowe pierniki odstawić do wyschnięcia przynajmniej na dobę. Piec ok. 30 minut w 150 stopniach.
    Może jeszcze komuś ten przepis się przyda.
    Pozdrawiam wszystkich :-)

  13. Ateno, i ja tak mam z książkami (i zapewne cały Lud Księgi). Łakomstwo bibliofilów! Najlepsze, że nie tylko poznaję dzięki Wam nowe książki, ale również odkrywam na nowo te z własnej, domowej biblioteki. Do dzisiaj np. podczytuję „Haiku” – tomik zdjęty spod sufitu po pamiętnym wpisie DUA.

    A do tych wszystkich muzycznych rarytasów dodałabym Sissel Kyrkjebø (Christmas in Vienna III). Zresztą wcześniejsze koncerty Placida Dominga z Dianą Ross i Dionne Warwick również – bardzo radosne, wpadające dzieciom w oko i ucho. Zawsze któryś sobie odtwarzamy, co roku od pacholęctwa dorosłych już dzieci.

    A w czasie obecnym – Henryk Górecki.

  14. Ateno, mam tak samo. I też wokół leżą sterty rozpoczętych książek. Na to nie ma silnych. Trzeba jak z pchłami, przyzwyczaić się.

  15. Zgredzie, to wszystko pod wpływem „Marianny i róż”. Do Platona podeszłam jak typowa matrona z wieku XIX.
    A Platon to z którego to rodu ateńskiego, czy aby jego szanowny ojciec Ariston nie pochodził z rodu króla Kodrosa? A matka Periktione czy aby nie miała wśród swoich przodków Solona? Bardzo dobrze urodzony młodzieniec.

  16. Ja tam nie mam słuchu, ale najbardziej lubię kolędy dominikańskie. „Gaudete” też śpiewają.
    I jedna jest nawet góralska. Zaczyna się w stylu raczej bałkańskim, a pod koniec ewoluuje w czystą podhalańską nutę.
    Ciekawe.

  17. Uff, dobrze, ze dotarla. Juz myslalam ze ja cos pozarlo po drodze, albo ze krakowski zlodziej ksiazek rozszerzyl swoja dzialalnosc na inne tereny.

  18. A ja już dostałam swój, od Ateny!
    „The Wine Lover’s Daughter – a memoir” Anne Fadiman ( uroczej autorki „Ex Libris”).
    Będzie rozkoszne czytanie!
    Skończyłam właśnie wczoraj, bez zachwytu tym razem, przedostatniego, raczej ponurego Collinsa („Jezebel’s Daughter”) i z lubością wskoczę dla odmiany w pogodny świat Fadiman.

  19. Tak! Wyszły już te piękne szkockie baśnie w równie pięknym przekładzie Emilii.

    George MacDonald, „Lekka księżniczka i inne baśnie”.
    Doskonały prezent pod choinkę, proszę Ludu.

  20. Mamo Isi, mnie także zainspirowałaś! Dzięki. Nie ma to jak odkurzyć księgozbiór w ohydne, listopadowe popołudnie. Nastawić herbatkę i hulaj duszo.
    PS Ateno Droga, mam to samo. Szczególnie w zimie.
    PS2 A zajrzyjcie a stronę do Adminki, tam też są różne cudeńka.

  21. Nie wiem, czy wy tak macie, ale gdy zostanie wspomniana jakas ksiazka, to ja ja natychmiast chce czytac.
    Mamo Isi, dzisiaj bedzie to „Marianna i roze”, w tem sposob mam pietnascie ksiazek wokol, ktore czytam naraz. A potem mnie druga w nocy zastaje.

  22. Mam piernik od Beatuszki, takie ozdobne serduszko z wiadomych foremek i dobrze się trzyma. Mieszka na półce z książkami.
    Katuja nas tu koledami od poczatku pazdziernika, na szczescie nie polskimi. Dlatego w Swieta z przyjemnoscia slucham tych polskich. Musze zakupic koledy Turnaua (chyba nigdy mi sie nie znudzi).
    Moim najwiekszym kiczem w domu jest aniolek, ktorego sama namalowalam (a ja nie umiem malowac).

  23. Ja się z Tobą zgadzam, Mamo Isi, ale są różne szkoły i rozważania na temat, co jest kiczem, a co nie trwają nie od dziś i jeszcze pewnie długo potrwają. Tymczasem, do jednego worka wrzuca się haftowaną makatkę popularną w latach 60- tych oraz plastikową „Statuę Wolności” z lampką, na telewizor. Osobiście uważam, że wiele z tych przedmiotów zyskuje na wartości z czasem, kiedy stają się po prostu historyczną pamiątką :).

  24. Wróciłam do dawnych lektur i z wielką przyjemnością czytam „Mariannę i róże”. Przepiękna książka. Kochany Starosto, jedna z współautorek, Joanna Konopińska, to chyba z rodziny?

    Oj, dobrze mamy;) Ale Sowo, może bywasz czasami w naszych stronach i byś po prostu wpadła?

  25. Dobrze, że muzykom pozwalał korzystać ze swojej sztuki, choć w ograniczonym zakresie.

    Parrota bym sobie kupiła, McCreesha też (lubię muzykę świąteczną Brittena), podobnie jak płytę z adwentową (KrzysztOfie!) i bożonarodzeniową muzyką czeskiego baroku. Czekam na jakąś promocję, bo ciągle jest droga.
    Nat King Cole’a &co (Sinatra, Crosby, Presley… sporo takich płyt wydano) mam, JPII też.

    Fajnie w tej Gdyni macie.

  26. Wannabe, to cudowne, że studia (niestety nie wszystkie) potrafią czasem zmusić studenta do głębszych refleksji. Ja na pierwszym roku odkryłam porażającą prawdę, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Znamienne jest to, że kończąc je z notą bardzo dobrą, ciągle miałam to samo wrażenie :). Jednak wypływa z tego optymistyczna tendencja, czyli ciągła gotowość poznawcza. A to jest dobre i opóźnia starzenie się :).

    W naszym domu jest tradycja, że na pieczenie pierniczków każda z córek może kogoś zaprosić. W obecnym momencie jeszcze trzy uczestniczą w tej ceremonii i zwykle zapraszają po dwie osoby. Kuchnia nie jest duża, ale otwarta na salon, co ratuje przed totalnym korkiem. Jednak zawsze jest wesoło i wszyscy są szczęśliwi :).

  27. Pierścionek z oczkiem z prawdziwego kolorowego szkiełka, topornie wyrzezany i pokolorowany konik na kółkach, gumowa skacząca żabka, obwarzanki z kosza, burza śnieżna w kuli, makatka z napisem:”Jak ja gotuję, to każdemu smakuje” – to jest czysty, żywy jarmarczny folklor, a nie żaden kicz.

  28. To się da zauważyć Starosto (czytało się „Córkę Robrojka” he, he). I rozumiem, że wszelkie jarmarki i odpusty napawają Starostę wstrętem. Kolebką kiczu jest miasto i z nim jest on nierozerwalnie związany, choć i na wsi widywało się i widuje nadal np. haftowane makatki z napisami typu: „Czysta woda, zdrowia doda” itp. Choć niektóre „okazy” bywają wprost nie do zniesienia, to czym byłby pejzaż miejski bez kramików z kiczowatymi pamiątkami.
    Nie widzę przeszkód, aby kupić dziecku szklaną kulę, w której pływa stateczek, a ono bawiąc się nim przeżywa prawdziwą, morską przygodę. Trzeba tylko, żeby dziecko miało świadomość, że to dziełem sztuki nie jest. Ja sama czasem męczyłam Babcię, aby mi na targu kupiła pierścionek z czerwonym koralikiem. Pamiętam, jakie uczucie szczęścia mi wtedy towarzyszyło. Tak więc dziś wybierając świadomie taki przedmiot, mam na uwadze raczej uczucia, które temu towarzyszą, niż względy estetyczne.

  29. Wyznanie w sprawie kiczu: nie znoszę go.
    Natomiast lubię sztukę ludową, gdzie kiczu nie ma ani grama. Samo piękno i funkcjonalność.

  30. Sowo, aż poszłam na dół, żeby sprawdzić nasze płyty kolędowe. Mamy ich sporo, w tym kilka rodzynków. Otóż ta wspaniała góralska została wydana jako dodatek do „Głosu Wielkopolski” i nazywa się „Ej, malućki, malućki – Kolędy na góralską nutę”. Wykonawcy są góralami: Stanisław Galica (prym, śpiew), Wojciech Jędrol (sekund, śpiew), Paweł Medes (sekund, śpiew) i Marek Orawiec (basy).
    A płytę „The Spirit of Christmas Past” dostałam kiedyś z USA od braciszka, który odkrył właśnie wtedy dla siebie boskiego tenora Johna McCormacka (1884-1945), a nawet zostawił ślad tej fascynacji w jednym ze swych wierszy. Otóż McCormack śpiewa tu „Adeste fideles”, jako jeden z 20 słynnych wykonawców, wśród których są m.in. Enrico Caruso, aktorzy Charles Laughton i Basil Rathbone, Beniamino Gigli i Claudia Muzio.
    Wtedy też dostałam od brata „The Carol Album- Seven Centuries of Christmas Music” – płyta Andrew Parrotta, bardzo piękna.
    Mamy jeszcze płytę, na której Jan Paweł II śpiewa drżącym już głosem „Oj, maluśki, maluśki”, oraz „Christmas Carols” , które śpiewaja Nat King Cole i Dean Martin.

  31. Platon miał też zastrzeżenia co do poetów (nie potrafią dotknąć prawdy). Uważał ich za szkodliwy gatunek demoralizujący młodzież.

  32. Mam i ja coś ze sklepu folkstar: kolczyki (z opoczyńskiego). Mam też ulubioną płytę na Boże Narodzenie (wciąż nie mogę przestać jej słuchać w czasie świąt pomimo wielu innych pięknych nagrań): Paul McCreesh z Gabrieli Consort „Incarnation” – chór a cappella, brytyjska muzyka dawna przeplatana tą bardziej współczesną. Sowo luba, słuchałaś? Pierniczki…mniam. Przymierzam się :)

  33. Kochany Starosto, wciąż tkwię w sklepie Grzegorza Wielkiego i nie mogę podjąć męskiej decyzji, co z tego bogactwa kupić. Osiołkowi w żłobie dano;)
    Sowo, dzięki za polecanki kolędowe:)
    Piętaszku, ale dotychczas mieliśmy jedynie ten urokliwy kicz z pozłotką! Lubię mieć jednak wybór.

  34. Krzysztofie, mam nadzieję, że na Boże Narodzenie jeszcze będziesz w domu i jakoś się umówimy na całorodzinne śpiewanie kolędowe.
    Dziękuję, Just, za miłe słowa:)
    Chyba też zabiorę się za robienie ciasta piernikowego. Raz, że od razu milej na duszy, dwa, że musi i tak poleżeć w lodówce jakiś czas, trzy, ten zapach!
    Wannabe_Kowalik, a to dopiero, zakumplowałaś się z Platonem! Bardzo starannie wychowany młodzieniec, który zniechęcił się do demokracji, co dobrze o nim świadczy.

  35. Kartki z Fundacji bardzo ładne, wszystko inne też tam ładne. Kartki z reprodukcjami są również w księgarniach dominikańskich.
    Emma koniecznie, ale „Cicha Noc” też by się bardzo Pani spodobała. Zapomniałam jeszcze dodać do mojej listy ulubionych nagrań świetną płytę Chóru Uniwersytetu im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego „Kolędy polskie”. O Słowikach nie wspominam, bo to klasyk. A z góralskich co Pani poleca?

  36. Prawdą jest, że te światy do siebie nie przystają, zupełnie. To trochę tak, jakbym prowadził podwójny żywot.
    A w wyjazdach najpiękniejsze są powroty.

  37. Gaudete! gaudete! Christus est natus ex Maria Virgine – no właśnie! A my ostatnio ćwiczymy Mendelssohna – Verleih Uns Frieden. Do słów Lutra. Chyba nasz dyrygent za bardzo się przejął ideą ekumenizmu.

  38. Piętaszku, piękne bombki w ludowe wzory łowickie odkryłam w sklepie Folkstar.pl, tamże papiery i wstążeczki do prezentów, wszystko we wzory z haftów ludowych.

  39. Jakubie, jakże mi miło, że wciąż do nas zaglądasz!
    Dzięki za polecenie kartek (przydałby się bliższy trop co do sklepu). Sama już się obkupiłam, bardzo, bardzo na zapas (szczególnie piękna jest ta Madonna z Dzieciątkiem z roku 1908, dzieło Marianny Stokes), ale może Ludowi się namiar jeszcze przyda.
    Jeśli można, pozdrawiam Siostrę-Czytelniczkę.:)
    PS. Pięknem Twojego zawodu tez się zachwycam!

  40. Sowo, Emma Kirkby! to musi być cudowne, zaraz kupię. My też mamy kolekcje płyt z kolędami i wytypowaliśmy dwa szczytowe osiągnięcia w tej nagraniowej dziedzinie: kolędy góralskie i te, śpiewane przez Mazowsze.

  41. Wannabe, wciąż ulegamy (ja też, niekiedy) wrażeniu, że ci, którzy żyli, myśleli i pisali tyle, tyle lat temu, różnią się od nas o tyle, tyle bardziej, i to in minus. Złudzenie! Dziwne złudzenie. To, co dawne, jest częstokroć mądrzejsze i bardziej wypełnione światłem, niż to, co współczesne nam.
    Cieszę się z Twojej przyjaźni (bo tym jest uważna lektura) z Platonem, moje mądre i dobre dziecko Wannabe.

  42. Ach, Krzysztofie, wciąż się zachwycam pięknem Twojego zawodu. Tyle wspaniałych morskich podróży, i to w tak kluczowej roli, a w dodatku teraz – absolutny czar powrotu z wichru i zimna do domu pełnego dzieci i zapachu pierniczków!
    Ten kontrast dwu światów pozwala chyba smakować każdy z nich z osobna.

  43. „Gaudete…” się kiedyś śpiewało, całkiem nieźle, śmiem twierdzić. Zanim jednak przyjdzie pora na kolędy, przez krótki czas zapanuje sezon pięknych pieśni adwentowych, też ich trochę mamy.
    Pierniczki produkujemy w dniu św.Mikołaja, niewykluczone, że zdążę dojechać na to wydarzenie.

  44. Pozdrawiam ciepło. Pierwszy śnieg pobielił lasy klonowe. Polecam kartki z reprodukcjami świątecznych ikon w sklepie monastycznym. Dodam w sekrecie, że siostra która prowadzi sklep jest wielbicielką Jeżycjady :)
    Droga Zuziu, ależ w Tobie ogrom ciekawości świata.

  45. Dzień dobry.
    Czytam sobie, oczywiście na metodologię badań literackich, i oczom nie wierzę, że Platon tyle lat temu doszedł do wniosku, że pismo jest wtórne do pamięci i stanowi jedynie złudzenie wiedzy. Ja też jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że nic już nie pamiętam, a czuję się mądra jedynie dzięki złudzeniu jakie daje mi stały dostęp do internetu, ale ja potrzebowałam wielu lat n.e. na odkrycie tego.
    Oczywiście cieszę się bardzo, że ja i Platon zawiązaliśmy komitywę! Ale tak mi dziś zaimponował, że teraz to już nikt nigdy mi nie zaimponuje.

  46. Perfugium ładnie śpiewa, mam ich płytę kolędową. Przyznam się, że nałogowo kupujemy kolędy, samych płyt posiadamy już ponad dwieście, a śpiewników kolędowych drugie tyle. Z moich ulubionych nagrań mogę polecić jeszcze przepiękną płytę „Cicha noc. Stille nacht” Macieja Małeckiego, najnowszą kolędową płytę Mazowsza „Kolędy i pastorałki”, wydaną z okazji 65-lecia zespołu, „Christmas with Emma Kirkby”, The King’s Singers „A Little Christmas Music” oraz „Witaj gwiazdo złota” Ewy Małas-Godlewskiej i G.Turnaua.

  47. A ja lubię Mamo Isi te, co tu kryć kiczowate troszkę kartki z pozłotką za grosz. Wybieram sobie takie śmieszne, kolorowe i wesołe. Bo ja kicz też bardzo lubię. On się nawet często nieźle komponuje z tzw. dobrym smakiem. I na choince wieszam same sentymenty, a nie modne aktualnie wzory. Mamy taki rytuał, polegający na tym, że najpierw każdy wiesza swoją bombkę, a dopiero potem całą resztę :).

  48. O, dębowe…U nas głównie liście lip i katalpy, oraz drzew owocowych. Śliczne różowo-żółte listki gubi japońska śliwa.
    Elko, ależ upiecz pierniczki. Tak ładnie pachną. I sfotografuj!

  49. Wyłażę spod regału (ostatnio przysypały mnie liście dębowe, którymi wypełniałam liczne wory), żeby donieść, że Ciotka-Zgryzotka vel Ciotka- Despotka są z Żaby (z tego fragmentu gdy Żaba idzie oddać pieniądze Idzie za zszycie języka i opatrzenie kolana)..
    Widzę, że wszyscy już serio przygotowują się do Świąt i pieczenia pierników. A ja się lenię, bo na święta jedziemy do uzdolnionej kulinarnie siostry. Za to w chórze zaczynamy już ćwiczyć kolędy. Chciałabym skłonić naszego prowadzącego do jeszcze jednej, uwielbiam słuchać na YT zespołu Perfugium i Gaudete, Gaudete Christus est natus… ciągle mi brzmi w głowie.

  50. U nas (okolice Wrocławia) przed chwilą padał śnieg, grzmiało i błyskało. Co to się z ta pogodą dzieje w tym roku!

    Nasz anioł z piernika przeleżał 2 lata zawalony jakimiś papierami i nic się do niego nie dobrało, ale po tym czasie się cały rozkruszył, choć twardy był jak kamień.

    My już też myślimy o piernikach. Nie mogę się doczekać tego zapachu podczas pieczenia.

    Dołączam do protestu Mamy Isi. Dzień nie powinien zaczynać się i kończyć w szkole, gdzie w sumie też jest szaro i ponuro. Ale już niedługo wakacje. :) A w międzyczasie Święta, „Ciotka…” i inne przyjemności.

  51. A wracając do naszego okrutnego rozczarowania lasem normandzkim, pamiętam tę żałość, z jaką pomyślałyśmy o naszym gospodarzu, że nigdy nie widział prawdziwego lasu. Toż to prawie kalectwo nie znać pagórków leśnych i pól malowanych zbożem rozmaitem.

  52. Też kiedyś byłam nocnym Markiem. Ale odkąd urodziły się wnuczki, musiałam się przestawić na budzenie bladym świtem i nawet sobie specjalnie nie szkoduję, ale chciałabym żeby ten świt miał choć trochę poświaty słonecznej, a nie jeno zmianę z pełnej ciemności na ponurą, zamgloną szarość. W końcu bycie dniem do czegoś zobowiązuje!

  53. U nas też zimno, ciemno, a w powietrzu lodowata mżawka. To nie jest sprawiedliwe, że teraz kiedy dzień jest coraz krótszy, to go praktycznie rzecz biorąc nie ma. Wiadomo, że są stworzonka aktywne w dzień i aktywne w nocy i jak to ludzie, jestem aktywna w dzień. A jak dnia nie ma i to od dłuższego czasu, to co?
    Chyba złożę jakąś interpelację, reklamację, albo inszą ację.

  54. Ach, Starosto, nareszcie! Nareszcie jest firma, która wydaje karty bożonarodzeniowe z reprodukcjami malarstwa i człowiek nie jest skazany na tandetne, lukrowane paskudztwa z pozłotką! Dzięki za wiadomość! Niech żyje sklep Fundacji Grzegorza Wielkiego! Niech żyje Grzegorz Wielki, twórca chorału gregoriańskiego! Niech żyje Starosta!

  55. Dziwne, że u Ryśka jest ciepło i słonecznie, bo u mnie zimno jak w psiarni.
    Zrodził mi się pomysł piernikowych katedr literackich. Obejrzałam w pierwszym rzucie zdjęcie nowej katedry w Coventry i stwierdziłam, że biskup musiał płakać jak ją konsekrował. O ile jego noga (strusia lub nie) w ogóle tam postała.

  56. Fluid kulinarny, zabrałam się i upieklam sernik z ricotty wg przepisu Kris. Wyszedł nie z słodki, czyli taki, jaki lubimy.
    Przymierzam się do pierników:)

  57. Dzień dobry DUA i Księgowym!
    Dziękuję bardzo za przypomnienie wiersza jednego z ulubionych poetów ( to dzięki Wam poznałam jego twórczość ).
    Czytając jego wiersze czuję, że jego słowa są mi bardzo bliskie.
    Piękne sa również obydwa obrazy, czuć w nich jesienną melancholie.

  58. Ach, jak miło Beatko, że odwiedziłaś państwa Slavików i pozdrowiłaś od wielbicieli z Polski. Bardzo miło wspominam korespondencję: my po polsku( na wyraźne życzenie pana Slavika), oni po czesku i świetnie się rozumieliśmy.
    Czas zagnieść ciasto na pierniki. Będę eksperymentować bez proszku i sody(do slavikowych foremek).

    Obrazy cudownie melancholijne, miałam wrażenie, że już je widziałam. I faktycznie- taki pejzaż byl w „Dziewczynie z perłą”, a reprodukcja obrazu wisiała na ścianie u wujostwa.
    Miłego popołudnia życzę.
    PS. Pogoda okropna, zimno, pada, kominku ogień huczy, psy śpią w fotelach. Idzie zima.

  59. Słuchajta, Ludu! Prześliczne kartki świąteczne z reprodukcjami wspaniałego malarstwa: Sklep Fundacji św. Grzegorza Wielkiego.
    Linka wpisać nie mogę, ale znajdziecie sami.

  60. O, to się ucieszyłam, Beatko.
    Wyjątkowo mili ludzie, ja z kolei, otrzymawszy wtedy przesyłkę z foremkami, napisałam maila z podziękowaniami i nawet dałam link do Galerii P.

  61. Ach, oczywiście pozdrowiłam całą uzdolnioną rodzinę. Opowiedziałam o wielbicielach tu na stronie.
    Ja mówiłam po polsku, a pani Slavikowa po czesku i świetnie się dogadałyśmy :-)
    Rodzina Slavików pochodzi z Ostravy, dopiero potem przenieśli się na Morawy. Żona pana Alexandra jest również ludową rzeźbiarką.

  62. Dzień dobry! A u nas po dwóch beznadziejnie ponurych dniach wyjrzało słońce. Ciekawam, czy można poprosić o przepis na ciasteczka herbaciane? Chlebek bananowy też brzmi pysznie.

  63. Ryśku, dzień dobry! A bo wy tam macie cieplej, zawsze.
    U nas rudbekie już się skończyły, kilka ostatnich marcinków kwitnie (różowo-buraczkowe).
    Licie z drzew opadły!

  64. Hohoho, Ale!
    Aż tu zapachniało tym chlebkiem.

    Andreadoria (wiad.pryw.)- no w istocie. Ale można będzie gdzieś to potem obejrzeć?
    Kciuki wszelako zapewniam niezawodnie i życzę powodzenia!

  65. Dzien dobry.Ja pieke dzis chlebek bananowy z zurawina i orzechami wloskimi.Pyszny.Pozdrawiam wszystkich.

  66. Pozdrowienia z Wrocławia! Pogoda całkiem ładna – słonce prześwieca ostatnie liście na drzewach. Kwitną jeszcze ostatnie marcinki i rudbekie.

  67. W ogóle ciasteczka są pyszne. Jakiekolwiek.
    Piekłam kiedyś takie z zieloną herbatą (sproszkowaną). Smak herbaty był niezły, ale to smak ciasteczek zajął całą mą uwagę.

    Ech, chyba dziś coś upiekę. Pogoda tragiczna.

  68. Odpowiadając na wczorajsze pytania: herbata do ciasteczek ma być liściasta, myślę, że każda pasuje, ale ja akurat dałam czarną (a piłam do tego też czarną). Tak, Zuziu, prawda że pyszne :)
    A dzisiaj robię biszkopciki (to wszystko dlatego, że jutro goście, normalnie tak nie piekę non stop).

  69. Będą, będą pierniczki na pewno. Dzisiaj zrobiłam ciasto z przepisu Aleksandry, ale od czterech tygodni dojrzewa już piernik staropolski, będą z niego pyszne pierniki z bakaliami.
    No i w październiku zakupiłam kilka nowych foremek od państwa Slavików, byłam w samym Krumvíře i spotkałam przemiłą panią Slavikową.

  70. Czyli skojarzenia mnie zawiodły. A prawie bym się założyła;)
    Przez chwilę zatęskniłam za zagadkami :)

  71. Hu,hu, ale draka!

    Andreadoria (wiad.pryw.)- kciuki zapewniam, lecz obawiam się, że popołudnie mam zajęte rodzinnie.
    Ale tak czy inaczej – daj znać.

  72. Dobry wieczór!
    I u nas w nocy był mrozik, rano trzeba było szyby samochodowe skrobać.
    Zima idzie, coraz bliżej święta. Zrobiłam dzisiaj ciasto piernikowe, dużo, dużo pachnącego ciasta, leży sobie na balkonie i się chłodzi, może zabiorę je na noc do domu, żeby mi nie zamarzło.

    Miłej niedzieli, Starosto i Ludu Księgi! :-)

  73. To było łatwe. Na trąbce grano u Oracabessów, a Staszka nosiła takie czerwono- żółto-zielone ubrania w kolorach reggae. Szczerze jednak muszę przyznać, że jestem po niezbyt odległej lekturze tej powieści, więc siłą rzeczy było tym łatwiejsze. Chyba że się mylę;)
    Co mi się przypomniało jednak, gdy przeczytałam ” nawet ja nie pamiętam której”, to to, że z przedmowy do jednej z książek C. S.Lewisa dowiedziałam się, że autor mając fenomenalną pamięć i będąc, krótko mówiąc, erudytą, stałe zapominał tytuły artykułów i książek przez siebie napisanych. A to dopiero!

  74. Eee… nawet ja nie pamiętam, z której to powieści, ale coś mi się zdaje, że z mojej!
    Dobry wieczór, piękna śpiewaczko i dziękuję za miłe słowo.

    Cisza dziś tutaj zadziwiająca, chyba wszyscy wleźli pod regał i zasnęli. Taka pogoda, brrr.
    W nocy był u nas mrozik, a u Was?
    Wszystkie liście spadły lub poczerniały i już po złotej jesieni!

  75. Przerzuciła się Pani na prozę, ale ileż w niej poezji!
    „Wyglądała jak kolorystyczny zapis gry na trąbce” – kto pamięta z czego to? Ja dopiero ostatnio zauważyłam to piękne zdanie, choć książkę czytałam wiele, wiele razy. Warto więc czytać po stokroć :)

  76. Wydaje mi się, że nic mu nie jest. Zobaczymy ! W tym roku o nim nie zapomnę :)
    Podzielę się jeszcze dzisiejszą króciutką historią. Wiozłam moją najmłodszą córkę (12-letnią) do kina z 3 przyjaciół z klasy. Szczególnie byłam ciekawa jednego chłopca, o którym moje dziecko cały czas opowiada. No i rzeczywiście imponująca osobowość i takiż rozum oraz wymowa ale … sięga jej do ramienia i nie wymawia „r”. Och … :)

  77. Na moje zeszłoroczne pierniki atak przypuściły mole spożywcze. Ale źle się to dla nich skończyło, mam teraz witraże z inkluzjami.

  78. Został mi z tamtego roku piernik panny młodej w formie ciasta. Stoi w garnku w spiżarce.
    Według Pani słów DUA taki przeleżany powinien być lepszy czyż nie ? :)

  79. O! Jak to pięknie ujęte – „do wyklarowania się osobowości”! Będę to cytowała:)

  80. Ha, Chesterko, jako matka trzech cudownych córek wiesz oczywiście, co mówisz!
    Pozdrawiam Was, myślcie z wolna o pierniczkach!

  81. Te chryzantemy, prawda?
    Jak już złapie, to nie odpuści.
    A więc muszę Pani podziękować, bo mój zapał do poezji wzrasta z każdym wpisem, z każdym wierszem, który Pani nam pokazuje.
    Ileż ja Pani zawdzięczam! Dziękuję!

  82. Zuziu, setki, to prawda. Po prostu – lubię.
    A wszystko zaczęło się w latach licealnych. Jak mnie złapał zachwyt dla poezji, tak do dziś nie opuścił.
    Sama oczywiście zaczęłam pisać wiersze, ale rychło mnie przegonił mój genialny braciszek ( o wiele długości), więc czym prędzej przerzuciłam się na prozę.:)))

  83. Tak, Madziu – już tu kiedyś o tym rozmawialiśmy. To zadziwiające! Dzisiaj poeci nie zauważają księżyca, pewnie im się wydaje ogranym motywem. Albo wiedzą, że już TAK nie potrafią…

    Ale we współczesnym malarstwie księżyc jest wciąż atrakcyjny – n.p. Amerykanka Nancy Bush podjęła pałeczkę lunofilii. Wśród jej pejzaży sporo jest ślicznych księżycowych.
    Nota bene, ona również jest tonalistką, jak bohater wczorajszego wpisu.

  84. Ach, no tak, to byłam ja, przepraszam bardzo. Piszę z telefonu taty i z przyzwyczajenia nie zerknęłam na podpis.
    :)

  85. I skąd Pani to wszystko wie??
    Czy to przychodzi po setkach przeczytanych wierszy? Ileż Pani ma w sobie poezji. ;)

  86. Tak sobie właśnie pomyślałam, Madziu. Nas, Lunofilów, jest całkiem sporo, a wśród malarzy było ich także wielu.

  87. Proszę bardzo, Zuziu anonimie!
    Sowo, dostałam zawiadomienie z int. sklepu ogrodniczego (jak prosiłam), że mają już sadzonki (!) erigeronu. ale wydało mi się, że sadzić je na zimę to błąd. Poczekam do wiosny.

    Cykuto, wpisałaś się pod AugustemP, tam Ci odpowiem.

  88. Ech, odpowiedziałabym poecie, że chcę, nawet jeśli bywa i chmurnie i ciemno. Bardzo lubię ten wiersz!
    Obrazy też mi się od razu spodobały, na ten pierwszy nie mogę się wprost napatrzeć. Księżyc skąpany w zieleni i odbity w wodzie. I światełka domów widoczne z oddali. Jaki to jest dobry pomysł z pokazywaniem malarstwa (dla) lunofili, Pani Małgosiu!
    Dobrej nocy!

  89. Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za wytłumaczenie! Wspaniałe jest to uczucie, gdy wszystko w wierszu staje się jasne i jego piękny sens nagle do nas dociera.

    A ciasteczka herbaciane i ja niedawno robiłam. Prawda, Charlotko, że pyszne? Choć może inne.
    Dobrej nocki!

  90. Te belgijskie topole (?) są zdecydowanie wysokopienne.

    Szukałam wczoraj w szafie pewnej zaginionej faktury. Niestety nie znalazła się, ale za to z jakiegoś zakamarka wypadła na podłogę torebka nasion erigeronu. Nawet nie wiedziałam, że je mam!

  91. Tak, Aleksandro, i mnie zachwycił ten zielono-złoty księżyc.
    Komputer nam trochę zmienia, często wręcz ożywia kolory dawniej malowanych obrazów. Ale to może i zabawne?

    Charlotko, a herbata czarna, czy zielona może?

  92. Czyż mogłaby być piękniejsza ilustracja do tego wiersza Wierzyńskiego? Zachwyca ogromnie! Zarówno obraz, jak wiersz. I oczywiście księżyc, choć u nas dziś za chmurami.

  93. A tak, herbaciane. Naprawdę herbata jest w składzie :) Bardzo milutkie i bardzo proste do zrobienia.

  94. O, bardzo się ucieszyłam, Charlotko. Jednak nie taka znów jędza z Magdusi. Przydaje się!

    Co, co, co, ciasteczka herbaciane?
    Kuszące.

  95. O, znów Wierzyński i znów obrazy takie, jakie lubię (nie jestem mocna w kierunkach malarstwa, ale takie różne trochę impresjonistyczne, trochę romantyczne i podobne… I krajobrazy). A muszę powiedzieć przy okazji, że Wierzyńskim zainteresowałam się po przeczytaniu „McDusi”!
    Pozdrawiam znad ciasteczek herbacianych (a raczej początków wyrabiania ciasta na nie) i herbatki gruszkowej :)

  96. Dziękuję DUA za lot razem z Wierzyńskim. Trzymam w ręku kromkę księżyca i wracam pod regał.
    Księżycowych snów wszystkim.

  97. Zuziu, dobrze, że pytasz, bo warto rozumieć każde słowo wiersza. Nad każdym z nich przecież Wierzyński długo się zastanawiał i umieścił je w określonym celu.
    Blask księżyca „sieje się” (przesiewa, rozsiewa, opada ) na ziemię, sprawiając wrażenie bukietu o łodygach długich jak wysokie pnie, a może – pnącego się tak wysoko, jak drzewa. Słowo „wysokopienne” naprawdę istnieje, dotyczy na przykład sosen, które są wybujałe, a nie krępe czy karłowate.

    Tak to się maluje obrazy słowami…

  98. Ja w każdym razie jestem wdzięczna, że go Pani przytoczyła.
    Przepraszam, chciałam jeszcze zapytać co oznaczają tutaj słowa: „bukiet wysokopienny”? Bo nie bardzo rozumiem.

  99. Dzień dobry!
    Ależ on fajny!- pomyślałam sobie, zobaczywszy malarza.
    A obraz i wiersz oczywiście zasługują na dużo, dużo większą pochwałę niż to marne: fajne. Zaraz sobie wiersz przepiszę do mojego kajeciku.
    :)

  100. Krajobraz w ulubionych barwach z ulubionym wierszem w tle.
    Milo rozpoczac dzien w taki sposob.
    Tu tez sa piekne lasy. Taki las Marka Twaina np.

  101. Ale przy kanadyjskich lasach wysiadamy.
    Dzień dobry w dzionek ponury. „Robota, tak wiele roboty…”. Idzie się pisać.

    Nini, pośredniczę z radością!

  102. Rachityczne te topole lombardzkie do niemożliwości. To mi przypomina, jak kiedyś byłyśmy z Isią w Normandii koło Caen i nasz miły gospodarz postanowił pochwalić się wspaniałym lasem okolicznym. Zawiózł nas do niego osobiście. Wysiadłyśmy pełne nadziei i co my widzimy? Rachityczne rzadko rosnące drzewa, sporo kłujących krzaków i jeszcze więcej tzw. małej architektury krajobrazowej, czyli ławek, huśtawek, pergoli, altanek, przymurków, ścieżek zdrowia etc. I dołem suche klepisko. Najmarniejszy polski las to wspaniała puszcza przy tym.

  103. Ech.. naturalnie, ża autorom! Ale gdzie, jak? Chyba wyrażając zachwyt. A to jest bardzo dobre miejsce.
    DUA dziękuję za pośrednictwo. :o)
    Cieszymy się, że nam dano.

  104. Aaa! Fluid! Dziś w pracy nawiedziły mnie słowa: „Co ja mogę wam dać… ale jak to zachwyca”.
    Tyle nam tu Pani daje piękna i dobra:)
    Dobranoc!

  105. Też to zauważyłam. Chyba topole, takie mizerne jakieś?
    Pobyt nad wodą im nie służy.

    Ale to nie ten sam kanał jednak. Holenderski ma obok tylko pasemka lądu, a francuski – całe pola.

Dodaj komentarz