Pięknego święta!

11.11.17

 

 

Kazimierz Wierzyński  (1894-1969)

 

POPRAWKA HISTORYCZNA

 

Ojczyzna to nie jest węch,

Popraw się, stary mój kompanie,

Nie starczy ci pięciu, dziesięciu zmysłów

By ją wywąchać,

To dobre dla kotów, które co noc

Trafiają bezbłędnie do swoich koszów

Aby zwinąć się w kłębek i spać.

 

Ojczyzna to jest pamięć podskórna,

Bezsenny nerw,

Pokutnik nocny bardzo świadomy

Czego chce tutaj i po co się włóczy

Po myślach, po widmach, po setkach lat.

I nawet koty z wygrzanej słomy

Wypędza, nie daje im spać.

 

(Z tomu „Sen mara”, Instytut Literacki, Paryż, 1969)

62 przemyślenia nt. „Pięknego święta!

  1. Dzień dobry wszystkim! Wierzyński mistrz, jak to on, zachwycająco ujmuje Istotę Rzeczy. Chciałam też zarekomendować Szanownym Księgowym, że od wczoraj nadaje Polskie Radio Chopin, można tam usłyszeć przede wszystkim muzykę Chopina, ale też mniej znanych polskich kompozytorów. Polecam serdecznie, zwłaszcza, że tu tyle znawców i miłośników muzyki klasycznej…

  2. Kasiu! Doznałam zawrotu głowy – ileż wykształcenia!
    Cieszę się, że Dorotka taka inspirująca. Zajrzyj w jej sprawie do „Ciotki Zgryzotki” (będzie na wiosnę).

    Psianko, a to witamy w gronie Miododajnych!

  3. Pani Małgorzato, komentarz piszę aby przekazać podziękowanie za miłe książki które towarzyszą mi od dzieciństwa i które częściowo za sprawą Doroty Rumianek, a może też i Idy, wspomogły mnie w decyzji aby mimo ukończonych tego lata studiów ekonomicznych podjąć całkiem niedawno temu, bo miesiąc z kawałkiem, studia medyczne. Ta sympatyczna postać była mi bardzo inspirująca w przygotowaniach do matury. Pozdrawiam z Zabrza.

  4. Jaś ! Posadziliśmy wczoraj 4 lipy właśnie. Pszczołom na pożytek ale i herbatka będzie własna, za jakiś czas …
    A jeśli chodzi o cisy to mój profesor z toksykologii opowiadał, że w dawnych czasach zdarzało się, że konkurent albo niewygodny świadek dostawał wino w kielichu z drewna cisowego …

  5. Jestem niezmiennie, DUA. Lubię cichcem zaglądać do Księgi, toteż zaglądam często, aha! Dodajecie otuchy. :)
    Mamo Isi, pozdrawiam serdecznie!

    PS Herbatkę popijam w tej chwili, jednak juz bez świętomarcińskiego dodatku.:)

  6. Wywołana, wypełzam spod regału, dobry wieczór!
    Pozdrawiam prościutko z Poznania!:) dzisiejszy rogal był wyśmienity, z dużą ilością orzechów włoskich- do popołudniowej kawy smakował idealnie! :)

  7. Mnie za to Armadale wciąga bez reszty, dziękuję za ostrzeżenie DUA! Piękny proporzec i poruszający wiersz. Dostało się kotom, dostało. I za co ja się pytam? Za co wyganiać je z rozkosznie wygrzanej słomy? Przeczytałam jeszcze raz i już wiem-za konformizm. Dobranoc.

  8. Cha, cha,cha, Isiu! Mówiłam! I tak będzie do samego końca!!!

    Zuziu, no to Ci uśmieszek przesyłam.:)

  9. Dziękuję w imieniu Męża, przekażę, gdy wróci z wieczornego spaceru. :-) Pewna nie jestem, ale podejrzewam, że inicjatorką eksperymentu była Marysia.
    PS.Czytam z wypiekami „Man and Wife”. By Jupiter! Ależ się sytuacja komplikuje, oderwać się nie można!

  10. Jas, wyobraź sobie, miałam wujaszka-pszczelarza. Dużo podpatrzyłam, bo był dobroduszny i chętnie widział dzieci w swojej wielkiej pasiece.
    Nigdy już – odkąd odszedł – nie jadłam takich pysznych miodów, i tak szczerozłotych. Było ich kilka gatunków (najbardziej lubiłam lipowy), żadnych mieszanek „wielokwiatowych”. Latem wujaszek wywoził swoją pasiekę ciężarówką w różne miejsca pod Chodzieżą (tam mieszkał), a to na miedzę przy polu koniczyny albo rzepaku czy gryki, a to w sąsiedztwo wielkich akacji, a to znów w aleje lipowe.
    W jego domu zawsze pachniało woskiem. I miodem też.

  11. :))) A to ci Pan Piotruś, śmiała duszyczka!
    Pozdrawiam go mile. Kuzynkę też.
    A kto kogo namówił do eksperymentu?

  12. Mój mąż, znany tutaj jako Pan Piotruś wraz ze swoją kuzynką oglądali kiedyś program, w którym objaśniono dokładnie, że w cisie trujące są pestki, ale owocek dookoła już nie. W ogrodzie ich babci rośnie cis, więc sprawdzili to cichcem przy najbliższej nadarzającej się okazji, zjadając owocek, a pestki uroczyście wypluwając. Gdy o tym pomyślę, to ogarniają mnie wątpliwości, na ile czujność i uświadamianie dzieci odnosi skutek, a na ile jest to wyłączna zasługa zapracowanego Anioła Stróża, że przechodzą przez dzieciństwo bez większego szwanku.

  13. Jeśli ktoś chciałby wspomóc pszczoły to ważne są wierzby, leszczyny, olchy, bo kwitną bardzo, bardzo wcześnie. Owadom ciężko doczekać kwitnienia drzew owocowych. Mają ostatnio mało pokarmu. Ale można dawać roztwór cukru. Na wiosnę zaś ciepłą wodę. Na YT są filmiki. Pasą się pasą, w pasiekach żółtofuterkowe żyjątka.
    Acha, nie wszystkie lipy im służą, niektóre szkodzą. Lipa drobnolistna jest chyba najlepsza, ma pod liściem rude włosy i sporo kwiatów ok: 8-10
    Oczywiście najważniejsza dla narodu jest spuścizna językowa, ale drobne upodobania to też część kultury:)

  14. Mamy jeden cis i obrywałam jego owoce regularnie, ponieważ szczególnie Wiosenka, kiedy była mała nie mogła przejść obojętnie obok takich „śliczności”. Moje zdziwienie było jednak duże, gdy zauważyłam, że nasza psiczka, myśląc że jej nie wolno, zajadała się po kryjomu czerwonymi kuleczkami. Pociesznie to wyglądało, kiedy przyłapana na gorącym uczynku wykazywała ogromną psią skruchę, nasz łasuch niepoprawny.

  15. Ładnie Wasza Pani powiedziała.
    Ale pewnie będziesz miała z nią lekcje w starszych klasach, co, Zuziu?

  16. Dzień dobry! U nas na akademii recytowali „Pana Tadeusza”. Podobałoby się tutaj wszystkim. A potem pomodliliśmy się wszyscy Bogurodzicą. Do tego najwspanialsza polonistka w naszej szkole (nie uczy mnie niestety) powiedziała, że gdy dotknęła szarego, twardego munduru, który miał być ozdobą tej akademii, pomyślała, że jest on symbolem tego co Polska przeszła przez te 123 lata.
    Piękne święto dzisiaj.
    Tak jak Pani flaga. Taka delikatna chwyta za serce.

  17. A to dopiero! A nas ostrzegano przed jagodami i z tego powodu, na wieść o narodzinach wnuczęcia, wydałam podchowane już cisy.

  18. Każdy element cisa jest trujący poza tym czerwonym owockiem. Dlatego ptaki i zwierzęta mogą go zjadać, wydalać pestkę (trującą) i dzięki temu cis się rozsiewa.
    Tych trujących roślin jest mnóstwo i akcję uświadamiającą prowadzimy od początku. Na razie tylko raz mieliśmy alarm, dwa lata temu, kiedy chyba Asia (albo Zosia) włożyła do buzi jagodę konwalii. Całą noc spędziła w szpitalu pod obserwacją, ale ponieważ serce nie wykazywało żadnych odchyleń od normy, chyba jednak jagody nie połknęła. Ale cośmy się naprzeżywali, tośmy się naprzeżywali.
    Nb.nasturcja jest taka sobie w smaku. Myśleliśmy o sałatce, bo była cudnej urody, ale jakoś nam ten najcudniejszy element nie zasmakował.

  19. Z drugiej jednakże strony, mamo Isi, jagody cisa są trujące i trzeba to od razu dzieciom uprzytomnić. Postraszyć nawet!- bo owocki są śliczne i czerwone, kuszące dla dziatek.

  20. Z pewną taką nieśmiałością przesadziłam dwie samosiejki cisa ze środka ogrodu pod płot jako żywopłot. W końcu Isiątka robią się coraz starsze i mądrzejsze, a cis jest pod ochroną i to od 1423 roku! Już król Władysław Jagiełło wydał zakaz wycinki cisa, bo był potężny popyt w kraju i za granicą na jego drewno, jako najlepszego na łuki.

  21. Isiątka też wczoraj w przedszkolu były na galowo i recytowały wiersz. Ten Janczarskiego:
    „Powiewa flaga, gdy wiatr się zerwie
    A na tej fladze biel jest i czerwień.
    Czerwień – to miłość, biel – serca czyste
    Piękne są nasze barwy ojczyste.”

  22. Olgo, usilnie pracuję w tym kierunku. Dzięki za dobre słowo!

    Mamo Isi, Biedronka pewnie cichutko pełza pod regałem. Biedrońciu, daj głos!

  23. My za to zbieramy pierwsze wydania książek DUA;)
    Od razu przypomina mi się spotkanie z kochanym Starostą w Poznaniu dwa lata temu:) Wtedy też Biedronka przyniosła nam rogale świętomarcińskie, bośmy się bali (i słusznie), że nie zdążymy ich nabyć przed wyjazdem do domu! Ależ były pyszne!
    Właśnie, a gdzie jest Biedronka?

  24. Racja, Jas! Ładny pomysł i mądry. My posadziliśmy lipy drobnolistne i inne też. Już są duże i pięknie pachną latem. Tak, pszczółki przychodzą do roboty.

  25. Pani Potter zadbała min. o owce, a my możemy najwyżej o pszczoły. Kupimy ziemię, zasadzimy akacje, lipy drobnolistne, zostawimy dzikie łąki i to chyba wszystko co możemy jeszcze zrobić i zostawić następnemu pokoleniu.

  26. Stare pieśni są piękne, piękne! I pełne treści.
    Jak to dobrze, że znów się ich dzieci uczą. Że ktoś je będzie pamiętał i „podawał dalej”.

    Ja też bardzo lubię dziecięce występy.

  27. Byłam wczoraj, aż dwa razy na przedstawieniu z udziałem córki. Śpiewali mazurki, pieśni legionów, różne tradycyjne, narodowe, wojskowe, powstańcze, coś wspaniałego. Dzieci przebrane były w stroje ludowe, chłopcy głównie wojskowe, głównie przedwojenne (nie uświadamiałam sobie, że mają takie piękne słowa). Dzieci tak szczerze śpiewały o miłości do Polski, że po prostu „ryczeliśmy”. Pierwszy raz w życiu widziałam coś tak pięknego i prawdziwego, tak występować mogą tylko dzieci.

  28. Czy da się je jeść??!
    Trzeba apelować do swego rozumu i godności, żeby ich nie jeść już więcej! (niż jeden; po jednym dużym ma się dość).
    O, ludzie, jakie to pyszne.
    Piętaszek potwierdzi.
    Uwaga wszelako na podróbki.Te nie cieszą i w ogóle się nie umywają.

    (Tak, kinowej)

  29. Będę musiała kiedyś tam pojechać, żeby uwierzyć, że rogale marcińskie da się jeść.
    A ja zrobię sobie kruche rogaliki z konfiturą fiołkową, o!

  30. Chodziło mi o to Starosto drogi, że to nie serial, to jak miałam napisać? Kinowej?

    Ha! A co do rogali, to jadę jutro do Mamy :)

  31. Aaa! Adminka przywiozła najlepsze na świecie rogale marcińskie, dzisiejszą specjalność, z cukierni w naszym miasteczku. Ludzie, jakie to dobre! Orzechy grubo mielone z białym makiem i bakaliami. Nad tym specjalne ciasto drożdżowe, warstwowe, mięciutkie a chrupiące po wierzchu. A na tym jeszcze gęsty biały lukier i mielone orzeszki.
    No, macie mi czego zazdrościć, powiem Wam!
    Odchodzę, mrucząc (po herbatę).

  32. O, właśnie!
    Dziękuję, Ann! Weksylologia!:)

    Mamo Isi, Emilka ma już całą kolekcję pierwszych wydań tomików poetyckich – tak, istne skarby, kupowane po antykwariatach! – ale te tomiki Wierzyńskiego z jego własnym zamaszystym i pięknym podpisem, są kolekcji ukoronowaniem.

  33. Dzień dobry, rzucę szybko, że o flagach i chorągwiach – weksylologia. A w temacie króliczków i spółki – „Aksamitny królik” Margery Williams. Lecę do roboty.

  34. To jest proporczyk – chorągiewka o trójkątnym kształcie (czasem również w kształcie litery M), przywiązywana tradycyjnie do lanc kawaleryjskich, a w czasach dawniejszych – husarskich.

  35. Sowo, dzięki za przypomnienie. Pójdę, posłucham sobie.:)

    Isiu, wczoraj sobie pobuszowałam po internecie, douczając się w dziedzinie flag (ta dziedzina swoją nazwę naukową, ale zdążyłam ją zapomnieć- może Pan Piotruś będzie wiedział?). Znalazłam tak wiele ciekawych miejsc, obiektów i informacji, że postanowiłam (po oddaniu „Ciotki Zgryzotki”) zgłębić temat.
    Najpiękniejsze są stare ryciny, przedstawiające poszczególne rodzaje wojska polskiego, ze stosownymi flagami i orłami. A jakież to wojsko było malownicze!

  36. Dzień dobry. Ta flaga przypomina mi najbardziej flagę wielkanocną, tę, którą trzyma Baranek, symbol zmartwychwstania i zwycięstwa. To była pierwsza myśl. Nasza Ojczyzna zmartwychwstała, odrodziła się, „powstała z miłości”.

  37. Na YT jest archiwalne nagranie, godne uwagi: Kazimierz Wierzyński recytuje swój wiersz „Nocna ojczyzna”.

  38. A to, popatrzcie – wiersz z tomu „Krzyże i miecze” – wydany został w roku 1946, w Londynie. Znamienna data!
    (Czatownia – to posterunek dla nocnej warty)

    Kazimierz Wierzyński
    CZATOWNIA

    Tam, gdzie Dante powiedział, że nie ma nadziei
    U tych bram, których stopa nie przeszła niczyja,
    Jakieś wojsko stanęło i wartę z kolei
    Stawia nową i obóz polowy rozbija.

    Tam, gdzie kończy się pomoc i wszelki ratunek
    I gdzie tylko się milczy, jak milczą bezsłowni,
    Żołnierz jakiś postąpił na swój posterunek,
    W gwiazdy patrzy i ciemność przetrząsa z czatowni.

    Tam, gdzie nikt by nie wytrwał, gdzie kruszy się męstwo,
    Czyżby wiara znów wzeszła – natrętna i młoda?
    Ach, jeśli to jest polskie odwieczne szaleństwo,
    W nawiedzeniu tym polska jest także metoda.

  39. Mamo Isi, jeszcze wczoraj czytałam – przy okazji wpisu – drugi tom tego największego zbioru wierszy zebranych Wierzyńskiego, znakomite skądinąd dzieło wydawnictwa Łuk. Jakie potężne i jakie przejmujące są wiersze poświęcone Piłsudskiemu, z tomu „Wolność tragiczna”.

    Wierzyński to fascynująca postać, zwłaszcza gdy się idzie jego tropem przez wszystkie utwory, chronologicznie. I co za biografia!
    A wiersze, poświęcone Warszawie z okresu Powstania, i po nim, po prostu chwytają za gardło.

    Atena, Adminka i ja jesteśmy szczęśliwymi posiadaczkami przedwojennych ( i powojennych też!) tomików Wierzyńskiego z jego autografami!

  40. O! Niebieska żabka ładnie śpiewa!
    Co za miły widok.
    Pozdrawiam Cię, Żabko, i ściskam niebieską łapkę! Ale ostrożnie.

  41. Wczoraj mieliśmy występ z okazji 11 Listopada, śpiewaliśmy przeróżne pieśni i piosenki
    takie jak: „Białe róże”, czy „Przybyli ułani”. Było przepięknie.

  42. Wierzyński zmarł w Londynie wieczorem 13 lutego 1969 roku. Kilka godzin przed śmiercią zakończył pracę nad ostatnim zbiorem swych wierszy – Sen mara. Tym właśnie, z którego pochodzi ten wiersz. Biedaczysko, 30 lat z dala od Ojczyzny.

  43. Jakże ta subtelna (ułańska?) flaga kontrastuje z bałwanem dawnego kultu na obrazie Friedricha z poprzedniego wpisu.

  44. „Pokutnik nocny bardzo świadomy
    Czego chce tutaj i po co się włóczy
    Po myślach, po widmach, po setkach lat.”- to jest niesłychanie mocne!

    Pozdrawiam Cię, Aleksandro!

Dodaj komentarz