O zmierzchu

Caspar_David_Friedrich_-_A_Walk_at_Dusk_-_Google_Art_Project

Caspar David Friedrich  (1774-1840)  – Spacer o zmierzchu

 

 

Thomas Hardy    (1840-1928)

DROZD O ZMIERZCHU

 

Wsparty o furtkę zagajnika,
              Czułem, jak mroźny zmrok
W oko dnia szarym widmem wnika,
             Ćmiąc w nim słabnący wzrok.
Gdzieniegdzie powój – uschły, blady –
              Jak strun zerwanych kłąb
Bił jękiem w niebo; ludzkie ślady
              Do chat zapędzał ziąb.

Zwłokom Stulecia rozciągniętym
              Podobny był ten świat
Pod płytą chmur i pod lamentem,
              Którym go żegnał wiatr.
Ustał odwieczny puls narodzin
              I wszelki duch u bram
Jałowych, mroźnych, mrocznych godzin
               Stał drętwo – jak ja sam.

I nagle z góry, przez korony
              Odartych z liści drzew
Dobiegł radosny, niezmącony,
             Niepowstrzymany śpiew;
To nikły, wątły, rzadkie pierze
             Stroszący w wichrze drozd
Rzucił w twarz pustce i niewierze
              Własnego wnętrza głos.

I tak dogłębnie bezzasadny
            Był ekstatyczny hymn,
Tak całkiem nie miał racji żadnej
             W świecie – przynajmniej w tym –
Że czułem przez rozwibrowaną
             Radość ptaka, na dnie,
Jakąś Nadzieję, jemu znaną
             A niedostępną mnie.

.
31   XII 1900

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

Thomas Hardy

THE DARKLING THRUSH

 

I leant upon a coppice gate
      When Frost was spectre-grey,
And Winter’s dregs made desolate
      The weakening eye of day.
The tangled bine-stems scored the sky
      Like strings of broken lyres,
And all mankind that haunted nigh
      Had sought their household fires.
 .
The land’s sharp features seemed to be
      The Century’s corpse outleant,
His crypt the cloudy canopy,
      The wind his death-lament.
The ancient pulse of germ and birth
      Was shrunken hard and dry,
And every spirit upon earth
      Seemed fervourless as I.
 .
At once a voice arose among
      The bleak twigs overhead
In a full-hearted evensong
      Of joy illimited;
An aged thrush, frail, gaunt, and small,
      In blast-beruffled plume,
Had chosen thus to fling his soul
      Upon the growing gloom.
.
 
So little cause for carolings
      Of such ecstatic sound
Was written on terrestrial things
      Afar or nigh around,
That I could think there trembled through
      His happy good-night air
Some blessed Hope, whereof he knew
      And I was unaware.
 .
31  XII 1900
.
PS –
specjalnie dla SowyP:  fragment z księżycem.
Są dwie gwiazdki.
.
tumblr_o4wuuex9IV1uuensxo3_1280

103 przemyślenia nt. „O zmierzchu

  1. O, właśnie znów Beatkę wydobyłam z morza cyrylicy.
    OK, a więc do zobaczenia!

    Faneczko, wysłałam, wysłałam! Znaczek też nakleiłam!

    Zapraszam wszystkich pod nowy wpis.

  2. Oj, a ja myslalam, ze czasem moje komentarze nie sa na poziomie! :)
    Co do wizyty w Gdansku- to nie bylismy my. My przyjedziemy do zrodla- czyli do Poznania, jesli bedzie kiedys spotkanie z Pania!
    Marco, dyktuje mi odpowiedz:
    „Nie, to ja nie poszlem, ja poszlem tylko na kolonie! Pozdrawiam pani Musierowicz i ta pania, co mowi”.
    Jak DUA widzi te dzieci pieknie mowiace po polsku, to zasluga innej mamy. ;)

  3. Też uwielbiam Petsona. Jest tyle czułości w tych ilustracjach. Dają takie poczucie bezpieczeństwa i dlatego dzieci je kochają.

    Kiedy przyglądam się gwiazdom na obrazie, z każdą chwilą widzę ich coraz więcej, jakby obraz ożył . Jak wiernie malarz oddał istotę zmierzchu.

  4. UA, list od Pani idzie chyba wzdłuż wszystkich granic. Jeszcze nie doszedł. Nie lubię listopada. Zimno. Ciemno. Ponuro. Szaro. Wszystko zamiera… Brr…

  5. BeatoV, we Francji listopad zapewne jest piękny. U nas – tak sobie.
    A słuchaj, dawno miałam zapytać, czy to Ty z synkami odwiedziłaś kiedyś stoisko Akapitu w Gdańsku? Wydawczyni mi opowiadała o takich dwóch miłych moich czytelnikach z Paryża, pięknie mówiących po polsku.
    Uwaga: Twój wpis znowu wydobyłam ze spamu. Dobrze, że zajrzałam. Nie zdziw się, jeśli kiedyś komentarz Twój tu się nie ukaże, lub ukaże się z opóźnieniem. Spamu walą się tu straszne ilości, większość pisana jest cyrylicą, a o treści wolę nie wspominać.

  6. ElkoM (wiad.pryw.)- nie wiem, chyba komputer zapamiętał całość. (Nazwisko Twoje usunęłam, jak prosiłaś). Może po prostu zmień nick? Proponuję: MElka. Zobaczymy, czy to pomoże.

  7. Bardzo dziękuję za bezcenną wskazówkę kulinarną, ponieważ postanowiłam, że deser się uda ;)

  8. Po przeczytaniu komentarzy w sprawie listopada musialam stanac w obronie mojego ulubionego miesiaca!
    Listopad jest piekny, zamglony, pachnacy mokra ziemia i plonacymi liscmi. W listopadzie natura mowi: spokojnie, odpocznij sobie, nie musisz nic robic, po prostu badz i patrz. W tym czasie swiat niczego od nas nie wymaga, nie popedza jak wiosna- no rusz sie, zakladaj gniazdo, czy latem- zrywaj, gromadz, rob zapasy! Jesienne miesiace to taki cieplutki kocyk na nasze smutki.
    Zazwyczaj jestem o wiele bardziej prozaiczna, ale w obronie listopada budzi sie we mnie lwica- romantyk!

  9. Dziękuję Sowo za cynk. Obadam temat. Kilka dni temu kupiłam długo wypatrywanego „Niezwykłego Świętego Mikołaja” Nordqvista. Moja sześciolatka uwielbia serię o Petsonie, już od dawna. A ta część jest ponoć najlepsza.
    A dla obrazków i chyba głównie dla siebie na allegro kupiłam starenką książeczkę o Maszy, tutaj poleconą przez jedną z księgowych.

  10. Ja też dziś piekłam jabłka! A w wydrążeniu dżem z borówki amerykańskiej (mieliśmy klęskę urodzaju, testowałam mrożenie, efekt nieszczególny, ale dżemik pycha).
    Drogie Babcie, jaki prezent książkowy radzicie dla trzyletniej panienki, klasykę z naszego dzieciństwa już przerobiliśmy… Muszę powiedzieć, że część nowych książeczek odstręcza mnie upiornymi, wyłupiastookimi postaciami, no a np. Królewna Śnieżka zredukowana do kilku zdań wątpliwą polszczyzną, ojoj, wywaliliśmy, choć moje bibliotekarskie serce cierpi (przy wywalaniu).

  11. Mam pytanie do Starosty. Czy naczynie żaroodporne z „listopadowymi jabłuszkami” ma być przykryte, czy lepiej nie?

  12. Tak, rzeczywiście, Sowo!
    A piąta jest chyba za tą najbardziej wysuniętą gałązką po lewej, w tej linii co księżyc.

  13. Na księżycowym fragmencie obrazu dopatrzyłam się już czterech gwiazdek (trzy plus Wenus).

    Blanko, widziałam w księgarni nową książkę Kęstutisa Kasparaviciusa, „Zaginiony obraz”. Detektywistyczna! Jeszcze nie kupiłam, bo to pozycja dla trochę starszych dzieci niż moje S., ale pewnie za jakiś czas nabędę. Z wszystkich jego książek wydanych u nas najlepsza jest moim zdaniem „Mała zima”, ale ilustracje zawsze tak samo dobre.

  14. Najgorszy jest luty. Nie można już doczekać się wiosny.
    A w listopadzie czekamy na Boże Narodzenie i dobrze nam się czeka.

  15. Też ostatnio piekłam jabłka, ale poszłam trochę na łatwiznę, bo w mikrofalówce. Włożyłam do środka mnóstwo żurawiny, cynamonu i wbiłam kilka goździków dla zapachu. Po 2 min były gotowe, a w piekarniku zajęłoby mi to dłużej (trzeba koniecznie popracować nad cierpliwością).

    Dla mnie listopad był zawsze najgorszym miesiącem, ale na razie nie jest tak źle. Chociaż nie mów hop zanim nie przeskoczysz… jest dopiero 10.

  16. Jabłka zdecydowanie zdrowsze, wiem, wiem, pianki to sam cukier. No ale trudno, mamy teraz fazę marshmallow i cóż zrobić. Poza tym jabłek nie da się upiec nad świecą

  17. Piętaszku, dokładnie tak postępuję. Zaglądam tutaj jak do swoistej apteczki i znajduję to wszystko co „dr” Goethe zaleca.
    Dzisiaj, w ramach wysłuchania „choćby krótkiej piosenki”, posłuchałam śpiewu drozda na yt. Bajka.

  18. Och, och! Jeszcze jedna listopadowa pokusa.
    Ale nie, nie kupię pianek, oprę się.
    Wiem, co zrobię: upiekę jabłka. W żaroodpornym naczyniu, a w jabłkach: orzechy, powidła i rodzynki oraz cynamon.

  19. Jak tu miło w listopadzie. Jak i w każdym innym miesiącu. Lubię dzielić czas na miesiące i w każdym odnajdywać coś wyjątkowego, miłego, wartego uwagi i czekania. Z lutym miewam kłopoty, ale w tym roku ( szkolnym) miesiąc ów został obłaskawiony feriami zimowymi, więc jest na co czekać.
    A my teraz zapalamy świece codziennie. Każdy ma swoją, koniecznie z wosku pszczelego. Świece są nam potrzebne do … opiekania pianek marshmallow :) Po jednej dziennie, żeby się nie roztyć. Do tego niesłodzona. gorąca herbatka, mmm.

  20. Tak, to jest Osobowość!! Nasza przyjaźń jest stosunkowo krótka. Otóż, jakieś 10 lat temu moja mama uczestniczyła w 50-leciu matury i spotkała przy okazji p. J. W klasie był podziwianym przez nia kolega – wesoły, rozśpiewany prymus matematyczny, ale nie znała Go bliżej. Po 50 latach okazało się, że najlepiej rozumieja się z całego szkolnego grona. Szybko zorientowałam się, że chodzi o męża mojej ulubionej w czasach studiów Pani Profesor. I tak się zaprzyjaźniliśmy. Opowiadam to jako przykład czegoś, w co wielu ludzi nie wierzy, że na prawdziwa przyjaźń nigdy nie jest za późno, nawet po siedemdziesiatce! I to jest ta młodość wewn!
    A wywiadu, hi, hi, nie czytałam, dziękuję. Ciagle nie mogę wyjść z podziwu, że majac tak rozległa i głęboka wiedzę, przenikliwa, inteligencję, można być jednocześnie tak skromnym, przystępnym, Dobrym (koniecznie przez duże D!) człowiekiem. Czuję się osobiście obdarowana! Tak, to dobre słowo.

  21. Ależ ja doceniam DUA, doceniam. :)
    Po to jesteśmy na świecie, żeby doceniać i podziwiać. I jeszcze parę innych czasowników mi się nasuwa. Ale, siłą rzeczy, pewne egzemplarze lubi się bardziej niż inne.

  22. Jakie to miłe Blanko, co mówisz. Bardzo się cieszę, że mogę być pożyteczna. Uczę się od naszej DUA i jej Mamy :) Tymczasem nie martw się, że nie masz czasu na czytanie w tym zabieganym świecie. W końcu na pewno się znajdzie. A póki co, wystarczy, że postąpimy zgodnie z zaleceniem poety, który uważa, iż:
    „Każdego dnia
    trzeba posłuchać choćby
    krótkiej piosenki,
    przeczytać dobry wiersz
    obejrzeć piękny obraz,
    a także, jeżeli to możliwe,
    powiedzieć
    parę rozsądnych słów”.
    (J.W. Goethe)
    Czyż nie to właśnie czynimy tutaj? Pozdrawiam serdecznie.

  23. Blanko, zgoda na świat rzecz cenna. Niełatwa, oczywiście.
    A Piętaszek też dusza artystyczna, jak Ty. :)

  24. Bardzo interesująca autorka, Kass. Ale „króliczki w surducikach” to przecież zupełnie inna epoka, inny świat, inny zatem sposób rozmawiania z dzieckiem. Nie musimy obu pań sobie przeciwstawiać, a możemy obie docenić, tak zresztą, jak robią to kolejne pokolenia czytelników.

    Chesterko, przeczytałam w sieci wywiad z Twoim wieczornym gościem – cóż za osobowość!

  25. Aniu K., dokładnie to samo chciałam napisać…regularnie Was podczytuję i grzeję się tym ciepłem, nowy duch we mnie wstępuje. Tak się cieszę, że znalazłam to miejsce. Zwłaszcza, że ostatnio nie mam czasu na czytanie książek, a jedynie gromadzę polecane tutaj lektury. Na przykład wczoraj kurier przyniósł mi M.na Gwiazdkę, mam wielką ochotę zrobić zakwas buraczany. Kiedy przeczytam całość? Tego najstarsi górale nie wiedzą…dawniej mogłam czytać w autobusie, w czasie długiej drogi do pracy, teraz pracuję kwadrans spacerkiem od domu. Doba jest za krótka. Nawet swoje akwarelki zarzuciłam. Cóż, taki czas nastał. W związku z tymi moimi frustracjami dziękuję szczególnie Piętaszkowi za polecenie Zgody na świat. Tego mi właśnie trzeba ☺️ serdecznie Was wszystkich pozdrawiam!

  26. Och, jakże ciągle aktualny jest ten wiersz.

    A drozd śpiewał sobie zapewne -„lepszy na wolności kęsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki” lub coś podobnego :)

  27. Króliczki w surducikach jakoś zawsze lekko mnie irytowały, ale skojarzyła mi się inna pisząca Angielka, kilkanaście lat młodsza od pani B. P., Eleanor Farjeon. Na przykład „Mały pokój z książkami”. Piękne, mądre, zabawne i wzruszające bajki. Ktoś pamięta? Chyba nie było to wznawiane od kilkudziesięciu lat.

  28. Ach, Chesterko!(wiad.pryw.)- pani M. pisywała do mnie swego czasu, jako wierna czytelniczka.
    Czyli świat jest jeszcze mniejszy. :)

  29. Zuziu uszki do góry ja nie zwykłam się obrażać tu w ogóle jest taki zakątek gdzie człowiek ze skołataną głową po całym dniu zawsze znajdzie wytchnienie wśród dobrych i mądrych ludzi. Czasem tylko wpadam poczytać co u Was. I lubię tu wracać jak do swoich znajomych. Jak do np Borejków.

  30. Wczoraj na ten przykład miło gawędziliśmy z przyjacielem, który jest chemikiem, nie, lepiej powiedzieć – człowiekiem Renesansu. Najpierw zabrał nas wieczorową porą na pobliski cmentarz, a potem opowiadał o wielkim wybuchu, oddalających się od siebie z coraz większą szybkością ( tajemnicza sprawa – dlaczego ona wzrasta, kiedy wydawałoby się powinna maleć!!?) super galaktykach (?). I to jest listopad.
    Nota bene, ten przyjaciel, gościł kiedyś w swoim domu Pani Brata. Świat jest mały! A jednak się powiększa!:)

  31. Sowo (wiad.pryw.)- ano, chyba musieli się zgodzić. Hm.

    Chesterko, miło tam u Was być musi. A żywy ogień lub żywe światło w listopadzie to jest najlepszy lek na chandrę.

    Charlotko, zacznij obmyślać pierniczki!

  32. Listopad objawia się czasem w zniewalająco pięknych pastelowych kolorach nieba. Na tym tle ciekawa kreska ogołoconych drzew z ostatnimi drżącymi litkami – cudo! To jest mój drozd w miesiącu, którego nie lubiłam. Coraz częściej na stole goszczą świeczki i zbiera się wokół rodzina na pogaduchy.

  33. Ładny ten wiersz, lubię wiersze o takim rytmie.
    Pozdrawiam serdecznie i zapewniam, że wciąż pamiętam, nawet jeśli rzadziej tu napiszę (nawet ostatnio jakoś jeszcze bardziej pamiętam).
    Pięknego wieczoru i dobrej nocy!

  34. Sowo, otóż właśnie tu się przydaje ta rodzinna instytucja : broni ona spuścizny Beatrix Potter, pozwalając (za opłatą) używać jej króliczków etc. ale tylko w oryginalnej ich formie.

  35. Uuu, Rysiu, a to mi zadanie wrzuciłaś!
    Nie wiem, czy Kozio się zmieści, prawdę mówiąc. Ale zobaczę.
    Już mam spory tłok.

  36. Tak czytając, co się tutaj dzieje;
    Oj, bardzo trudno być szesnastolatką i ogólnie osobą młodą. To piękny okres, ale bardzo skomplikowany. I często bolesny. Zwłaszcza, kiedy jest się bardzo wrażliwą istotą.

    A listopad jest intrygującym miesiącem (tak, wiem, skaczę z tematu na temat). Właściwie nigdy go nie lubiłam, bo taki zimny, deszczowy, nieprzyjemny, że ma się ochotę tylko siedzieć w domu albo uciec gdzieś jak najdalej od tej pluchy za oknem. Ale ostatnio znalazłam taką wypowiedź pana Leszka Długosza, że listopad to przecież czas Wyspiańskiego! Czas chochołów… To właśnie w listopadzie rozgrywa się „Wesele”! No i w tym miesiącu zmarł nasz czwarty wieszcz… który podobno powiedział kiedyś, że jest to dla nas, Polaków pora wręcz niebezpieczna. Interesujące…

    Jeśli już mowa o Wyspiańskim. Już wkrótce będziemy obchodzić 110. rocznicę śmierci tego niezwykłego człowieka. Tyle bym dała, żeby poznać go osobiście.

    I na koniec prośba; pani Małgosiu, błagam panią, żeby w „Ciotce Zgryzotce” była chociaż wzmianka o Koziu… Jestem strasznie ciekawa, jak mu się powodzi. Konrad to bowiem mój ulubiony bohater „Jeżycjady”. I ideał mężczyzny…

    Pozdrawiam serdecznie!

  37. Są ładne, bo identyczne z oryginałem. Te z jajek nie będą już takie ładne.
    Oglądając współczesne kino dla dzieci czuję się zaskakująco staro. ;)

  38. Zuziu12
    U mnie jest mglisto, więc Księżyca nie widać…
    Ale nie narzekam, na spacerze było przyjemnie, a mgła też ma swój urok :)

  39. W związku z obrazem jeszcze: polecam posłuchać jako muzycznego tła pieśni Ryszarda Straussa, „Traum durch die Dämmerung”.

  40. Dziękuję za bardzo inspirujący malarsko-poetycki wpis. Odszukałam na yt drozda i odsłuchałam jego śpiewu, czego naturalną konsekwencją nabrałam ochoty na „Zabić drozda”. Dzień był parszywy ale kończy się miło. Tak jak w wierszu.

  41. Zawsze są, Kasztanowłosa. Tylko siedzą cicho, skromnie, nie widać ich od razu. Ujawniają się w razie potrzeby.:)
    Dzięki za dobre słowo. I zdrowia życzę, precz z grypą!

    Sowo, miał leżeć, ale przecież nie wpuszczę pod choinkę nieznajomego! Jak zajrzałam, to mnie Beatrix capnęła i nie puściła.
    Aha, a jej prawami autorskimi (wiem to z okazji przekładania Powiastek) zarządzają potomkowie, jest w Anglii potężna instytucja, to ona decyduje o wszystkim.
    Jajka?- nie wiem, ale pościel i kubeczki już dawno są. Ładne zresztą.

  42. Ale to się przecież wcale nie wyklucza (czuć się młodo, a jednocześnie być poważnym i odpowiedzialnym). Poza tym nie wszyscy dorośli są dorośli. „Ze wszystkich dorosłych (…) najbardziej dorosła jest moja moja babcia. Na czym to polega? Przecież śmieje się często głośniej niż młoda dziewczyna, żartuje, robi kawały. A jednak – jest prawdziwie dorosła.” Wydaje mi się, że równie dobrze mógłby być to Pani opis. Przynajmniej zawsze, gdy o Pani myślę, to mam taki obraz w głowie.

    Praca jest rzeczywiście dobra na wszystko. Ja, niestety, już drugi dzień leżę i nie mogę robić nic pożytecznego, prawie umieram z bezczynności. Przynajmniej zaczęłam czytać lekturę („Kamienie na szaniec”). Bardzo mi się podoba i na dodatek mam wydanie ze zdjęciami bohaterów. Jacy to byli wspaniali ludzie. A co najlepsze, znam osobiście co najmniej jednego młodego Polaka tak samo wspaniałego. To wcale nie prawda, że dziś już nie ma takich ludzi. Są.

  43. A ten pasterz nie miał aby leżeć grzecznie pod choinką?
    Obejrzałam trailer „Królika Piotrusia”. Mam wrażenie, że B.Potter oglądając ten film zareagowałaby tak samo jak filmowa Pamela L. Travers na premierze disneyowskiej „Mary Poppins”.
    Wieszczę, że za dwa lata zaleją nas plastikowe króliki, będą siedzieć nawet w jajkach niespodziankach.

  44. Aniu K! Ależ gafę strzeliłam. Przepraszam! Absolutnie nie chciałam, aby to tak zabrzmiało. Nawet mi do głowy nie przyszło, że się nad sobą użalasz! Każdemu jest przykro gdy dzień taki krótki.
    Chociaż księżyc dłużej widać.
    Dzień dobry tak w ogóle.

  45. Dziękuję za namiary na książkę. Akurat biblioteka ma takową. Nadrobię zaległości czytelnicze i wypożyczę :)

  46. No! Różnie to bywa, Aniu:).
    Czasem bywam też poważna, a odpowiedzialna – zawsze.
    Prawdą jest natomiast, że nigdy nie zapomniałam i nie zapomnę, jak to jest: być szesnastolatką.
    Trudno nią być.

    Ładny portret swojej Mamy nam tu przedstawiłaś! Przesyłam jej miłe pozdrowienia.

  47. Aniu moja mama też mówi robic robótkę ale mnie to śmieszy bo ona jest niska i energiczna. Jak taki skrzat. Pod ramię mi sięga karzełek jeden ruchliwy. Pani Małgorzato ja zabraniam Pani choć przez chwilę poczuć się staro! Mentalnie ma pani 16 lat od zawsze i na zawsze a może i mniej.

  48. Krajobraz dziwnie znajomy, aura również. Ech, listopad, melancholijny.
    A Barańczak jak zwykle chirurgicznie precyzyjny. Gapię się zbaraniała, że tak można bawić się słowami, to mistrzostwo świata. Czas się otrząsnąć z zachwytu i do roboty.
    PS. Moja Mamuś powiada : ” robić robotkę” i to spieszczenie budzi mój odruchowy sprzeciw. To ja już wolę robotę.
    :))

  49. Eviku, a właśnie przeczytałam książkę, która Cię może zainteresować: James Rebanks, „Życie pasterza – opowieść z Krainy Jezior”. Najpierw się dowiedziałam, że to bestseller „New York Timesa”, więc myślałam, że autor jest Amerykaninem. Ale nie! To rdzenny Anglik, potomek rodziny od wielu
    pokoleń żyjącej w Krainie Jezior w Yorkshire, na północy Anglii. Urodził się wśród pasterzy, ukończył Oksford, po czym wrócił na swoją ziemię i nadal zajmuje się hodowlą owiec. „To jest moje życie. Innego nie chcę”- powiada. I pisze o nim w prosty, mądry sposób.
    Ale dla mnie najciekawsze było to, że jego ziemie sąsiadują z Sawrey, w pobliżu którego znajdowała się Hill Top Farm, własność Beatrix Potter (która w Krainie Jezior znana była wyłącznie jako Pani Heelis). Autor poświęca jej cały rozdział, jest nawet zdjęcie, na którym w tle pisarka ( dziarska staruszka w kapelusiku) trzyma nagrodę (dyplom), a na pierwszym planie jej niezastąpiony pasterz Tom Storey dumnie prezentuje nagrodzoną owcę.
    Przypominam, że i ta farma, i Sawrey, i nawet Tom (!) występują w „Powiastkach” Beatrix Potter.
    Ujmujące jest to, co opowiada o pisarce James Rebanks. Warto przeczytać.
    A w testamencie Beatrix Potter Heelis (zmarła w roku 1943), jak pisze Rebanks,” mało jest o dziedzictwie literackim, natomiast przebija z niego troska o spuściznę w postaci ziemi, o losy dzierżawców podgórskich farm i przyszłość naszego trybu życia. Swoje słowa pisarka poparła czynami, przekazując National Trust piętnaście farm oraz tysiąc sześćset hektarów ziemi. Zastrzegła przy tym, że na jej farmach powinien przetrwać swobodny chów owiec czystej rasy herdwick”.
    Co za klasa!

  50. DUA
    Jak to różnie postrzegamy czas. Jak się jest małym – osoba po trzydziestce jawi się niemal jako zgrzybiały starzec.
    Moja dużo starsza ode mnie znajoma [~62 lata] gdy zobaczy nekrolog osoby młodszej od siebie to mówi „taki młody”.
    Ciekawe, czy ja za te 20-30 lat też będę się [i moich rówieśników] za młodą uważać :)

  51. Miałam nadzieję, że ktoś mieszkający w UK wypowie się autorytatywnie na temat angielskich programów nauczania i będziemy wiedzieli na pewno, czy mitologia grecka jest dla nich terra incognita, czy nie. A tu cisza. W naszych programach mitologia jest na pewno, bo synek rehabilitantki Mamy akurat przerabia.

  52. No tak, racja. „Zmierzwione pierze” jest co najmniej dziwne.
    Ale przecież w tłumaczeniu Barańczaka było: „pierze/ Stroszący w wichrze”, które jest idealne:)

  53. Zuziu ja się nie użalam nad sobą tylko wróżę zmianę pogody. Zobaczysz ze się sprawdza! A swoją wiarą i nadzieją mogę podzielić się z wieloma maruderami. Mam też drozdy jeden ma lat 5 drugi 4. Rzeczywiście sieją optymizm. Pozdrawiamy

  54. Zuziu, jestem pewna, że pan Libera ucieszyłby się z takiej Czytelniczki.
    Zdziwiłby się może, że taka młodziutka, ale ucieszyłby się na pewno!

  55. Tak sobie pomyślałam po przeczytaniu wiersza (piękny!), że są rzeczy ważne i ważniejsze. I że jest on trochę jak rada Pani Mamy, zamiast użalać się nad sobą, znaleźć trzeba takiego drozda, co nam da nadzieję.
    Dobry wieczór i dobranoc!
    Aha, Pani Małgosiu! Czytam właśnie z Pani polecenia „Madame” i zachwycam się, i zachwycam i gdyby nie szkoła, to bym się nie odrywała.

  56. Haha Pani Małgosiu! Jakie to poznańskie w dobrym słowa znaczeniu oczywiście. Ale jest to prawda! Zadowolenie z wykonanej roboty jest super uczuciem. Ale jakże bardziej cieszy gdy słoneczko za oknem prawda? Ja potrzebuje światła a ten zmierzch o 14…..nie narzekajmy głowy do góry!

  57. W temacie: Drodzy Moi! Idzie zmiana pogody Zmierzch będzie już ok 14…..zimno zimno zimno mżawka i zimno. Mój optymizm go away

  58. Podpowiedź dla rodziców i dziadków małych dzieci: wydawnictwo Tekturka opublikowało kilka książeczek, które przybliżają najmłodszym malarskie dzieła sztuki. W serii „Malarze dzieciom” ukazały się do tej pory: „Baletnice” (Degas), „Czyj to domek” (Van Gogh) i „W sekretnym ogrodzie” (Monet).

  59. Dzień dobry
    Dzisiaj dowiedziałam się, że w 2018 roku na ekrany kin wejdzie film „Peter Rabbit” na motywach powiastki Beatrix Potter. Być może ktoś o tym wspominał.
    Pozdrawiam wszystkich :)

  60. Tak! To on!
    Niedawno oglądałam ten obraz.
    Przypisy są nadzwyczaj ciekawe, choć niektóre zdumiewają – czy zdaniem redakcji dziś czytelnik naprawdę nie wie nic o mitologii greckiej, na przykład?

  61. Czytam przypisy, bo smakowite. Szalenie mi się spodobał „tide train” – pociąg do Londynu dla pasażerów statków, które przybiły do portu wraz z przypływem.
    Nb.mahl-stick, czyli pręt służący malarzowi do stabilizowania ręki został chyba uwieczniony w obrazie Georga Friedricha Kerstinga pt. „Caspar David Friedrich w swojej pracowni”.

  62. W imieniu drozda postanowiłam przyczepić się do fragmentu tłumaczenia:

    To nikły, wątły, rzadkie pierze
    Stroszący w wichrze drozd (…)

    Pierze żadnego ptaka nie może być „rzadkie”, chyba że je sobie wyskubie jak znerwicowana papuga.
    Zresztą w oryginale mamy:

    An aged thrush, frail, gaunt, and small,
    In blast-beruffled plume,(…)

    co by się dosłownie przekładało na:

    Stareńki drozd, wychudzony i wynędzniały,
    Ze zmierzwionym wichrem piórem,(…)

  63. Widziałam ten wywiad w wersji internetowej (i nawet już z niego skorzystałam!), ale w sieci nie ma niestety całości. Wybiorę się zatem do empiku i kupię „Mammazine”. Bardzo się cieszę z tego wywiadu, oczy mi się uśmiechnęły, kiedy go dziś zobaczyłam. Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

  64. Aha, dziękuję za „kolejnego” Friedricha i adekwatny wiersz. Fioletowy zmierzch bardzo ładny i cudownie ascetyczny. Tu gwiazdka grzeje, a tam śpiew drozda. Kocham.

  65. Po raz pierwszy chyba, czytając książkę, mam ochotę podkreślić każde zdanie. Tą książką jest „Zgoda na świat rozmowa z ks. Janem Twardowskim”. Rozmawia Milena Kindziuk”. Pewnie znacie DUA i Księgowi, bo książka już swoje lata ma. Zdecydowanie lepsza od melisy i ogródka zen, a jeszcze lepiej to wszystko ze sobą połączyć.
    Ale spokojnie, „Kobietę w bieli” też podczytuję” :)

  66. Kasiu (wiad.pryw.)- bardzo proszę.

    Myślę jednak, że sporo odpowiedzi na swoje pytania znajdziesz w wywiadzie (moim i córki) w czasopiśmie „Mammazine”. O antyku też była mowa!

  67. Mamo Isi, dodajmy, że w „Hide and Seek” Collins hojnie zamieścił realia, znane mu od dziecka: był synem wziętego artysty-malarza, Williama. Opis pracowni głównego bohatera odpowiada ściśle (mówi o tym jeden z przypisów) pracowni malarskiej Collinsa starszego.

  68. I to zdecydowanym krokiem!
    Nawiasem mówiąc, wedle mojego albumu o C.D. Friedrichu, obraz, który widzicie we wpisie, nie jest w oryginale tak fiołkowy, jest na nim w ogóle jaśniej, raczej szary ten zmierzch. Taką barwniejszą reprodukcję jednakże znalazłam dla Was w sieci, i nawet mi się podoba.

    Wiewiórko, co za szczęście, że Pan Bóg stworzył poetów, co? Wyrażają ściśle to, co my zaledwie przeczuwamy.

  69. W „Hide and Seek” jest cudny opis Artysty tworzącego dzieło gwarantujące sukces rynkowy. Maluje on nagie bachantki o dziwnej, gliniastej karnacji ciał tańczące pośród bezlistnych drzew nieznanego naturze rodzaju. W tle kilka złamanych kolumn. A wszystko w ciemnej, ceglasto-oleistej tonacji. Panowie malowali w tej samej epoce, tylko bohater powieści Collinsa, malarz Blyth tkwi jeszcze w klasycyzmie, a Caspar David Friedrich wskoczył już w narrację romantyczną.

  70. Idzie człowiek na spacer, staje, opiera się o furtkę, zimno jest i martwo wokół, aż tu nagle w tej martwocie ptak śpiewa. I on, ten człowiek, czuje że musi, ale to koniecznie musi napisać o tym wiersz. Też tak mam czasami. Tyle że ja nie potrafię.

  71. Myślę, że tak. Spójrz na ubranie spacerującego. Zima.
    Też myślę, że to Wenus, ale ja się nie znam.
    O, dodałam tam dla ciebie PS.

  72. I jeszcze ten powojowy kłąb zerwanych strun złamanej liry bijący jękiem w niebo, ależ to gotyckie! Pewnie moje nasturcje pnące za miesiąc będą prezentowały się podobnie.
    Czy słusznie dostrzegam u Friedricha maleńką Wenus po prawej stronie Księżyca? W grudniu powinna tam być, ale czy obraz jest grudniowy?

  73. Uwaga, dziwne: malarz zmierzchu umarł w tym samym roku, w którym narodził się poeta zmierzchu.

Dodaj komentarz