Gra na celeście

obraz-babie-lato-ferdynand-ruszczyc_0_b

Babie lato – malował Ferdynand Ruszczyc (1870-1936)

 

 

Leopold Staff

(1878-1957)

POD JESIEŃ

 

Kobalt błękitu

Półmgła przesłania.

z drzew malachitu

Rdza się wyłania.

 

Drży wiew jesienny

W liści szeleście,

Jak anioł senny

Gra na celeście.

 

Cicho, pogodnie,

W złota żywiole

Duma zachodnie,

Chełmońskie pole.

 

*

 

PS:

Dorzucam jeszcze dolnośląski  pejzaż październikowy, świeżo nadesłany  przez DC KokoszaNel.

Śliczny, prawda? Sama radość.

 

KokoszaNel

 

185 przemyśleń nt. „Gra na celeście

  1. Ach, Piętaszku, jak dziś pamiętam! W dzieciństwie uratowałam mysz z kociej paszczy. Najpierw mnie ugryzł kot, a potem mysz. Odtąd nie wtrącam się w kocio-mysie sprawy.
    Parę lat temu stara kotka nieco zaniedbała się w obowiązkach, a smarkata Gacia jeszcze sama była wielkości szczura. No i podczas tego interregnum mieliśmy taką inwazję gryzoni, że dotąd to wspominamy ze zgrozą.

  2. Edna St. Vincent Millay

    RECUERDO

    Byliśmy tacy zmęczeni i tak nas bawiło ogromnie,
    Że spędzamy noc na tym kursującym wahadłowo promie;
    Nie było tam nic prócz światła żarówek i woni stajni,
    Ale dla nas prom był kominkiem i blatem stołu w jadalni,
    I szczytem wzgórza, na którym leżeliśmy w świetle gwiazd,
    I buczki buczały przez mgłę, i tak szybko rozjaśniał się brzask.

    Byliśmy tacy zmęczeni i tak nas bawiło ogromnie,
    Że noc nam upływa na tym kursującym wahadłowo promie;
    Ty zjadłeś jabłko, ja gruszkę — w każdej z dwu papierowych toreb
    Mieliśmy ich po tuzinie, kupionych na brzegu wieczorem —
    I niebo bladło, i w chłodnym powiewie brezent łopotał,
    I słońce, studzienne wiadro, ociekało kroplami złota.

    Byliśmy tacy zmęczeni i tak nas bawiło ogromnie,
    Żeśmy spędzili noc na tym kursującym wahadłowo promie;
    I okrzykiem „Dzień dobry!” przebudziliśmy zakutaną w chustkę
    Kioskarkę i kupili gazetę, żeby czymś ucieszyć staruszkę,
    I nie wierzyła, że dla niej są te jabłka i gruszki z promu,
    I wszystkie nasze pieniądze, oprócz drobnych na metro do domu.

    Przełożył Stanisław Barańczak

  3. Dobry wieczór, DUA i Ludu. Czy wiecie coś o sonetach Edny St. Vincent Millay? Może Ignacy G. Stryba zna polskie przekłady?
    1 z sonetów poetki dopadł mnie w czasie filmu i oczarował.

  4. Lubię w taką pogodę usiąść przy herbatce i czytać wiersze o lecie. Złote kuliste jabłko, czy oślepiająco żółte liście też dobrze wprawiają w letni nastrój!

  5. Zawsze, głównie na prośbę małoletniej wówczas dziatwy, ratowałam każdą mysz z paszczy kota, aż… do zeszłej zimy, kiedy mało nas te myszy (to się nazywa wdzięczność) jak Popiela nie skonsumowały. Kot jednak wie co robi. Od tamtej pory patrzę na naszą KOTKĘ z nabożną czcią. A obecnie – razem z PSICZKĄ śpią otulone jednym kocykiem i przeczekują zawieję oraz deszcze. Im, to dobrze.

  6. O tak, akurat przygarnęliśmy kota! Ile pieniędzy, aż 40 złotych za jedną szczepionkę! Chociaż to nie aż tak
    dużo, ale jednak, to trochę jest. Miał już 2 szczepienia.
    A teraz pora na coś wesołego.
    Ten kot sprawia naszej rodzinie wiele radości. Nazywa się Karmelek. Babcia przynosiła mu czasami trochę
    jedzenia, ale teraz już nie, bo po nim choruje. Bardzo często wchodzi na sofkę i można powiedzieć, że jest jego. Czasami przebiega bardzo szybko przez łóżko. Mimo to go lubimy.

  7. Co myśmy zrobili! Przygarnęliśmy małego kota!!! Biegamy całą chmarą za nim i próbujemy go uspokoić, nie ma czasu na smutki,ale ratuj, co kto może. Wiersz adekwatny.

  8. Tym niemniej bez względu na urodę obu wierszy kot jest niezbędny w domu. Gdyby nie Gacia Melacia, teraz by już się sprowadziły na zimę myszy i nornice, albo i szczury w ilościach nieprzeliczonych. A to towarzystwo potrafi się żreć ze sobą z naprawdę paskudnym, piskliwym wrzaskiem, już nie mówiąc o tym, że robi porządki w kuchni.

  9. Ach, Kot Ogdena Nasha. Bardzo lubię i oryginał i tłumaczenie. Bo to jest wolne tłumaczenie, absolutnie genialnie własne, barańczakowskie.

    You get a wife, you get a house,
    Eventually you get a mouse.
    You get some words regarding mice,
    You get a kitty in a trice.
    By two a.m. or thereabouts,
    The mouse is in, the cat is out.
    It dawns upon you, in your cot,
    The mouse is silent, the cat is not.

    Instead of kitty, says your spouse,
    You should have got another mouse.

    Masz żonę (ślubną), dom masz tyż,
    W nim zaś masz misz-masz, gdyż masz mysz.
    Przeklinasz mysz, masz dość jej psot?
    W terminarz wpisz: Zakupić: KOT.
    Jest kot. Noc. Śpisz. Spiż gwiezdnych cisz.
    Wtem wrzask! Drżysz: drze się kot, nie mysz.
    Zlewa cię zimny pot, gdy w lot
    Pojmujesz: taki, ot, jest kot.
    Kto milczy-milszy; milsza niż
    Łotr kot jest wyż. wspomniana mysz.
    Żona, wzburzona: „Wpisz do not:
    Dać spokój: MYSZ. Udusić: KOT”.

    Przełożył STANISŁAW BARAŃCZAK

  10. Pani Małgosiu, wiadomość o ananasach, a zwłaszcza malinówkach zelektryzowała mnie. Jestem ogromnie uradowana (jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało :)

  11. Wszystko, Alfi? No to po cóż pytać?:)
    Przejrzyj sobie wpisy wstecz, znajdziesz mnóstwo propozycji. My tu głównie polecamy sobie lektury.

    Zgredziku, ja też stale zapisuję, też pomna przeszłości, ale nie co minutę jednak. Tak – co kwadrans.
    Najwyraźniej jednak niezastąpiony Adminek zainstalował mi wszystkie potrzebne zabezpieczenia.

  12. Kochani co polecacie do poczytania w tą dynamiczną pogodę-tylko nie pytajcie co lubię-wciągnę i to dosłownie wszystko-to nic że już oczy pieką a kręgosłup błaga o trochę więcej ruchu….

  13. Starosto, z lat osiemdziesiątych, kiedy przerwy w dostawie prądu były nagminne, mam odruch nawykowego zapisywania (control-S) co najmniej co minutę. To, że nie zapisany rozdział nie zaginał, zawdzięczamy obecnej w nowoczesnych programach do edycji tekstu funkcji automatycznego zapisu w osobnym miejscu.

    He, he, przypomniał mi się wiadomy przekład wiersza „Kot” Nasha.

  14. Ospę wietrzną, jak się okazuje, można przechodzić powtórnie. Widocznie nowy wirus jest zmutowany. Otwiera to przed nami nieprzyjemne perspektywy za dwa tygodnie (okres wylęgania). Najbardziej boję się o Mamę.

  15. A wg tego, co ja się kiedyś dowiedziałam i doczytałam, ospę można przechodzić kilka razy. Ale tylko w takiej sytuacji, gdy po raz pierwszy przechodziło się ją niepełnobjawowo (no, to znaczy nie wszystkie objawy się ujawniły. Można było np. przechodzić ospę i i nie mieć silnej wysypki, stąd nie wiedzieć, że to ospa). Tyle mi wiadomo, ale czy to prawda, pewna nie jestem. Pytać lekarzy, kto ma w rodzinie.
    Pozdrawiam, ciesząc się na herbatki i pogaduchy w nagietkowej kuchni : )

  16. O tak, Starosto,też się cieszę :) Orzech spadł tuż pod moimi stopami. Swoją drogą, gawrony atakują nas systematycznie, aczkolwiek nie jest to chyba robione z premedytacją. Spryciarze, w ten sposób roztłukują sobie łupiny. Orzech spuszczony z dachu, z wysokości czwartego piętra, bardzo ładnie się rozpada, a gawron sfruwa na ziemię i wyjada sobie zawartość.
    Mamo Isi, a czy ten drobny rzucik nie występuje przypadkiem po jednej stronie ciała? Według moich przekonań i wiedzy, wirus ospy na zawsze pozostaje w naszym organizmie i może się uaktywnić w postaci półpaśca, czego Isi nie życzę.

  17. AniuK, no jak śmiałam wątpić! Odtąd zawsze będę Cię pytać o pogodę.
    Prądu nie mieliśmy tylko przez krótki czas, wczoraj późnym wieczorem. Akurat pisałam nowy rozdział, i jeszcze nie zdążyłam go z a p i s a ć , gdy wszystko zgasło. Już poszłam z żałosną skargą do pana Musierowicza, gdy elektryczność mrugnęła i wszystko wróciło do normy, a nowy rozdział był tam, gdzie go zostawiłam. Uff.

    Wójcie, jak to dobrze, żeś ocalał.

  18. Hej, hej!
    Melduję, że mój zwierzyniec (dwa psy i jeden kot) miłosiernie dał pospać do godziny 8.30. Z uwagi na to, że leje i wieje, zwierzaki mają w nosie cały świat i po prostu sobie po śniadaniu smacznie śpią. Zgredzie kochany, ależ kupić kota, kupić psa.Nic to, że psocą, trzeba po nich sprzątać, ale za to jak spojrzą na człowieka tymi oczami pełnymi miłości i wierności, to się wszystko wybacza. Nawet kokosa zrzuconego na głowę.

  19. W Wielkopolsce 40 tys. odbiorców bez prądu; mam nadzieję, że nie Starosta. Ech, wsi spokojna, wsi wesoła…
    U nas też duje jak pioruni. Wczoraj jak przed zmierzchem wiatr zacichł , popędziłam na cmentarz zrobić porządki na naszych grobach. Cmentarz witomiński jest usytuowany w lesie, w morenowej dolinie i jeśli wiatr nie odpuści, za chwilę nie pozwolą tam wchodzić.
    Andreadoria, nie ma to, jak wspólnota przeżyć;) Tak jak sądziłam, nocka do tyłu.
    Dzięki, Starosto kochany, za pocieszającą wiadomość w kwestii „Man and Wife”.
    Tym razem Isiątka z przedszkola przywlokły wietrzną ospę. A dzisiaj Isia jest w drobny rzucik. Czy można przejść ospę wietrzną dwa razy?

  20. Tak, tak, wspólnota przeżyć z Mamą Isi, obydwie byłyśmy w niebezpieczeństwie z powodu orzechów. Nie wiadomo właściwie, która w większym. Niby kokos przewyższa rozmiarem orzecha włoskiego, ale za to ten włoski spadał na mnie z większej wysokości ( czwarte piętro). Jakiś fizyk musiałby to obliczyć.

  21. Pani Małgosiu chciałoby się rzec : Told you so! Ale ze przemądrzała nie bywam to tylko powiem że w piątek chmury pędziły po niebie a dzwonki na balkonie dzwoniły ostrzegając. A dziś wieje i pada jak złe! Wyczuwam takie zmiany na kilka dni wcześniej. Najpierw bliscy z niedowierzaniem słuchali. A teraz pytają jak będzie. I sprawdza się zazwyczaj!

  22. Żadnych gromów. Świetnie napisana książka, mam na myśli oryginał. O przekładzie wypowiadać się nie mogę, bo nie znam go – a zresztą nie lubię krytykować, więc i tak bym nic nie powiedziała.
    Ale zasadniczo staram się wszystko poznawać w oryginale, bo tylko wtedy mam pewność, że wiem, co naprawdę czytam.
    Pozdrawiam niemowlaczka! Spokojnie, i on będzie kiedyś sypiał.

  23. Andreadoria, być może trafiłaś na wyrażenie prawa Kopernika (zły pieniądz wypiera z obiegu lepszy) w dziedzinie przekładów. Collins ma piękny język.

  24. W mieście w bloku też bywają awarie, chociaż zdecydowanie rzadziej. Na początku mijającego tygodnia wieczorami nie mieliśmy ciepłej wody. Pojawiała się koło północy, jak duch jakiś. Na szczęście już jest jak trza.

    Zapisałem w kajeciku: nie kupować kota.

    Nutko, jedno z nas ma konto, to i wesprze.

    Starosto, pokrzepiające wieści.

  25. Jak miło przeczytać wolę Czytelniczek i Czytelników wyrażoną takim ładnym językiem przez Abramka. Nagietkowa kuchnia to jest to! :)

  26. Mamo Isi, przeczytałam, że ostatnie dwie noce były ciężkie i podpisuję się. Nie udaje mi się od jakiegoś czasu przespać nawet trzech godzin jednym ciągiem. Myślę, że wytłumaczenie zmiany czasu psu i kotu jest równie trudne jak wytłumaczenie tejże niemowlakowi. Szczegóły sprawdzę jutro o 6.00.
    Do tego „Wojna i pokój” w dalszym ciągu mnie dobija – niech to się już wreszcie skończy. Zaczęłam „Tajemnicę mirtowego pokoju” w przekładzie, bo języki obce są mi zasadniczo obce i no nie wiem… Czy to możliwe, żeby ten przekład był aż tak słaby? Mam wrażenie, że czytam parodię powieści – chodzi mi głównie o język. Pewnie gromy zaraz na mnie spadną, ale proszę nie bić, tylko wytłumaczyć :)

  27. Abramek (póki co) jest jeden, ale użył pluralis maiestatis; nie przez zarozumialstwo, lecz pewny, że wyraża wolę wielu Czytelniczek i Czytelników. Nie mogę się doczekać nowych zdarzeń i rozmów w nagietkowej kuchni!

  28. Ach, więc jest więcej tych miłych Abramków?!
    Przesyłam uściski i podziękowania.
    Uwaga: kuchnia już jest nagietkowa. :)))
    (Nie wytrzymałam pokusy kolorystycznej i pomalowałam ją od razu!)
    Bardzo, bardzo ładnie jest.

  29. A to dopiero, obie śmy z Wójtem prawie zostały ofiarami zwierzątek używających orzechów jako narzędzia zbrodni! A to ci fluid! Tylko czyj: nasz, czy sprawców tych zdarzeń?

    Czytam „Man and Wife” i znowu obgryzam paznokcie z nerwów. Jedyna moja nadzieja, że Autor nie dopuści, aby wszystko źle się skończyło.

  30. Ależ się cieszę! To zaszczyt i radość… Mam więc swój wkład do literatury – żółty, nagietkowy wkład… Proszę pisać, a my wysyłamy energię życzliwości, serdecznej pamięci i ufnego oczekiwania… Czasem podrzucę jakąś inspirację…

  31. Abramku, morelowy, karmelowy, żółty. Zapisuję w kajeciku.
    Żółty podoba mi się bardzo – taki ciepły, mocny żółty, jak niektóre nagietki.

    Słowem, będzie to kolor abramka.
    Żebyś wiedział!

    Przesyłam uśmiechy.
    A zimy się nie bój! Ma to do siebie, że mija.

  32. Szanowna Pani Małgorzato, cieszę się, że z mroków zimy wyłoni się za kilka miesięcy „Ciotka Zgryzotka” i dziękuję za zaproszenie na premierę… A emulsja… Może jednak kolor morelowy, albo jakiś rozjaśniony kolor karmelowy, albo po prostu żółty, jak sączące się spokojnie światło z jeżyckich mieszkań… Także z tego dawnego przy Słowackiego….

  33. Wójcie Wiewiórko i Mamo Isi, wspólnota przeżyć?

    Kokoszanel, a nie, laptopy też nie łączą z siecią w razie braku prądu.
    Całkowite odcięcie od świata następuje, zwłaszcza gdy kto nie naładował w porę komórki.
    I to ma być XXI wiek!

  34. Abramku!
    Bardzo mi miło!
    Ta wichura dobrze robi „Ciotce Zgryzotce”- idzie naprzód, aż furczy!
    Zapraszam na wiosenną premierę i serdecznie Cię pozdrawiam!

    PS. W kuchni przy Roosevelta znów malowanie.
    Może masz ochotę wybrać kolor emulsji? Chętnie wysłucham.

  35. Droga Pani Małgorzato, co za smętny wieczór, zaraz wicher zerwie ostatnie jaskrawe tej jesieni liście i odkryje szary świat poznańskich ulic; te ciemne popołudnia, długie noce rozciągną się teraz do końca lutego… I właśnie wtedy wracam do Pani książek i moje serce wypełnia się ciepłem pewnego domu na Jeżycach, gdzie w żółtym świetle wysoko sklepionego mieszkania w secesyjnej kamienicy żarzy się życie pewnej wspaniałej rodziny…

  36. Ojej, ojej, Nutko, jakie bajeczne cuda!
    Spróbuję podać bliższe namiary, w formie skróconej, ale może wystarczy:

    nano.drexel.edu/nanoartography-competition

  37. Miałam ostatnio dwa ciekawe przeżycia egzystencjonalno – przyrodnicze. Najpierw mało brakowało a przejechałabym wiewiórkę. Ja! Wiewiórkę! To by było naprawdę tragiczne. Smyrgnęła mi tuż przed kołami, nierozsądna i zuchwała. A potem to mnie próbował zabić gawron orzechem. Świat przyrody jest taki dziwny …

  38. Komputery bez prądu nie działają, KokoszkoNel.
    A swoją drogą internet mamy radiowy, a czasem bywa, że wichura zwali maszt na dachu szkoły.
    Życie wieśniaczki.

    Nutko, chętnie zajrzę i wesprę!
    Ale, ale, chyba wesprzeć nie mogę, bo nie ma mnie na fb i się nie zaloguję.
    No, to chociaż zerknę, a Lud niech wspiera, jak może.

  39. Czy w związku z powyższym Internet też przewiewa?
    Małżonek od lat dość skutecznie zniechęca mnie do pomysłu kupowania domku. Zaczął przezornie już przed ślubem. :p

  40. Dobry wieczór!
    Chciałam zachęcić Księgowych – mam nadzieję, że za pozwoleniem Szanownej Gospodyni – do zerknięcia na fejsbukowy fanpejdż konkursu NanoArtography, organizowanego przez A.J. Drexel Nanomaterials Institute. Można tam znaleźć (w galerii pod wpisem z 20.10.2017) obrazy (fotografie, symulacje, itp.) wyselekcjonowane przez Jury do walki finałowej, w tym o nagrodę publiczności. Głosowanie poprzez „lajki” trwa do 6 listopada.
    Po pierwsze, jest to arcyciekawa wycieczka w świat nauki – każdy obraz ma dołączony przez autora opis. Obrazy finałowe są doprawdy wspaniałe i zachwycające! Po drugie, do ścisłego finału dostały się również 3 moje zdjęcia (można mnie zidentyfikować zarówno po imieniu – Nina – jak i afiliacji: Wrocław University of Science and Technology). Jest wiele ciekawych obrazów, ale gdyby zdarzyło się, że ktoś z Księgowych zechciałby wesprzeć moje prace, będę dogłębnie wdzięczna.
    Z wieczornymi ukłonami –
    Nutka

  41. Ostatnie dwie nocki były ciężkie, a i ta zapowiada się marnie. No i w dodatku jutro o godz. 7 rano będzie dopiero 6. Tylko jak ja mam to wytłumaczyć psom i kotu? Szczególnie kocica nie toleruje opuszczania się w obowiązkach i budzi mnie punkt siódma. Kiedy wczoraj miałam kłopoty z obudzeniem, najpierw ostrzyła sobie pazury na meblach, a kiedy to nie zaskutkowało, wlazła na regał i spuściła mi na głowę kokosa. Mało brakowało. Kot Simona to mały pikuś w porównaniu z naszą Gacią Melacią. Po tej próbie zabójstwa porwałam się na równe nogi i złapałam kota, zanim zdążył zrzucić wazkę z angielskiej porcelany.

  42. „Obudziłem się w środę, a ponieważ Wszechświat się rozszerza, znalezienie szlafroka zajęło mi więcej czasu niż zwykle”.
    Woody Allen

  43. U nas są ceglane rury – czytałam, że w takich miejscach też chowają się jeże. A nasz gończy tam się nie dostanie, bo część ogrodowa jest ogrodzona. Ale dziś Radar stracił cierpliwość i wziął sprawy w swoje łapy. Nie udaje mu się wyżebrać naszego jedzenia, ale tak bardzo go dziś nęciło, że mężowi zwinął chleb z talerza, a z mojego próbował ukraść kawałek mięsa… A teraz leży obok mnie i udaje uciśnioną niewinność.

  44. Dzień dobry!
    My też mamy w okolicy jeże. I w lesie, i na osiedlu willowym.
    A tydzień temu przepuszczałem dziki na przejściu dla pieszych.
    Młode już całkiem duże.
    Dobra pogoda dla alergików i pływaków (bo luźno na basenie).

  45. No, tak myślałam mniej więcej.;)
    Co do liści: jeże z nich skorzystają na pewno.
    U nas mają natomiast inne schroniska: w ogrodzie są w trzech miejscach sągi drewna kominkowego, są też i deski w tzw. sztapli. Jeże bardzo lubią towarzystwo drewna. Wybierają nieomylnie miejsce do zamieszkania właśnie w tych bezpiecznych miejscach – piesek nie może się do nich dobrać, choć bardzo by chciał.
    Co za sympatyczne stworzonka.

  46. Fakt – mam jeszcze trochę liści na drzewach, ale chyba, jak już opadną, zostawię je na ziemi – może jakieś stworzenia skorzystają na tym. Odchwaściłam, przycięłam co było trzeba. I czekam do pierwszych przymrozków, żeby róże zabezpieczyć przed mrozem. Po namyśle – jednak się pospieszyłam z tym chwaleniem się, że ogród gotowy na zimę. ;-)

  47. Hej, hej.
    Do mnie też dotarła paczka z książkami. Tym razem zaopatrzyłam kolejny regał najmłodszych. Zakupiłam np. „Cztery łapy” L.J.Kerna (świetne wiersze, z jeszcze lepszymi zdjęciami), „Pannę z mokrą głową”, „Dziadka do orzechów”, „Mój kochany pan pies”, „Spotkanie nad morzem”, „Ble-ble”, i wiele, wiele innych. Ledwie doniosłam paczkę. Wszystkie są w doskonałym stanie, choć już „niemłode”. A ileż radości jest przy czytaniu, przeglądaniu. Ja natomiast sięgnę sobie po „Krystynę..”, albo „Sagę rodu..”. Pada, wieje, orkan nadciąga, trzeba się więc reanimować herbatką, książką, ewentualnie domowym rosołkiem. Pozdrawiam miło!

  48. A ja już kupiłam „Tajniaków”!
    Zobaczymy.

    Magpie, już ogród ogarnęłaś? Ja tam czekam, aż wszystkie liście opadną.
    No, ale jak ma być ten orkan, to pewnie zlecą aż miło.
    U nas dziś aż ciemno od zachmurzenia. No, no, coś nadciąga.

  49. Dzień dobry, dzień dobry! Chyba upiekę dziś pierniczki. Wyszłam spod regału, bo mowa o prezentach. ;-) Już od dawna myślę co kupić i zrobić własnoręcznie. Dziergam chusty wzorem Gail dla mamy, babci i cioci. Sporo pracy przede mną. I dlatego mam za mało czasu na czytanie. Dobrze, że chociaż ogród ogarnełam przed zimą…
    Mimo braku czasu „Rzecz o ptakach” i „Sekrety roślin” już jakiś czas temu zakupione i przeczytane – świetne. Nabyłam też dla męża „Przewodnik wędrowca”, ale podebrałam z jego stosiku i sama czytam. ;-) I czeka w kolejce Collins: „Tajemnica mirtowego pokoju”. Niestety po polsku, ale znalazłam księgarnię ENbook sprzedającą anglojęzyczne pozycje, więc może coś ciekawego znajdę pod choinką. Chciałabym przeczytać wszystkie książki Collinsa. I kusi mnie „Inteligencja kwiatów” (też lubię stare ryciny) i „Życie pszczół”. Jestem wstanie zachować stoicką postawę w stosunku do innych dóbr, ale zakupy książkowe rujnują nasz budżet…
    Pozdrawiam wszystkich i lecę do kuchni!

  50. Ponoć na srebrzycę cierpieli dawniej arystokraci jadający ze srebrnych naczyń.

    A propos prezentów, jeśli ktoś poszukuje ciekawej gry pod choinkę z gatunku gier słownych (kalambury, Tabu, Dixit), to polecam uwadze grę Tajniacy.

  51. Piętaszku, to mi wygląda ciekawie! Mógłby to być świetny prezent pod choinkę, poszukam.
    Zgredziku, fakt, nuda jest mi obca. To książki niektóre bywają nudne, zwłaszcza w porównaniu z Collinsem.
    Dobranoc!
    „Ciotkę” dziś poważnie pchnęłam do przodu, zadowolona jestem.
    Żeby mi się tylko ten drugi orkan nie wplątał w akcję.

  52. Dobry wieczór!
    Starosta i nuda? To jak ogień i woda.
    Para buch, koła w ruch!

    Chyba poczytam jeszcze „The dead secret” odłożony kilka dni temu.

  53. Aniu K. – jaka zabawna ta Twoja historia! I jaka prawdziwa. Przypomina mi relacje Pulpecji i Nutrii :)

    A ja przymierzam się do „Przewodnika wędrowca – sztuki odczytywania znaków natury” . Autor to Tristan Gooley. Ale to dopiero na Gwiazdkę.

  54. A jakże, brawo, Sowo!
    Z przypisu: „The effect on the blood of Nitrate Silver” – a rarely employed treatment for epilepsy, obsolete by the 1870s. It was always unpopular because of this effect, described in one account as ‚a frightful lead colour’.
    Kolor ołowiu raczej. Ale Wilkie w powieści precyzuje kolor takiej twarzy: blue.
    No, mówię Wam.
    Co ja zrobię, jak przeczytam już wszystko Collinsa?
    Wszystko mi się wyda nudne.

    Dewajtis, szybko wyzdrowiejesz przy lekturze. Trzymaj się!

  55. Fluid z Chesterką, też zaczynam „Tajemnicę Mirtowego Pokoju”! I walka z samą sobą (a raczej z moją wierzchnią powłoką), bo wciąga mnie szalenie i czytałabym ciągiem, a dochodzę do siebie po rotawirusie (końcówka już, jego, moja nie;) i nie mogę za długo czytać, bo opadam z sił. Ale jak tu można w spokoju oddać się rekonwalescencji, gdy obok takie tajemnice??? Pozdrawiam ciepło.

  56. Jakieś srebro koloidalne w nadmiarze? :)
    Prawda z rycinami, prawda z prezentami. Też kupuję wcześniej, ale raczej nie przed listopadem. Pod choinkę zamówię sobie pewnie Armadale, choć jeszcze ostatecznie nie zdecydowałam. Za dużo jest tych książkowych pokus.

    Sowiątko zamiast misia wzięło do spania dynię ozdobną. Czego to ogród nie robi z człowiekiem…

  57. Zgadzam się z tym, warto kupić prezenty wcześniej. U nas już od miesiąca niektóre są pochowane. A zresztą, co ja mówię, najwcześniej kupiłam prezent w lipcu. Ale to wyjątkowa sytuacja ;) Jutro wybieram się na Targi Książki, więc poszukam czegoś dla siostrzeńców.
    Dla siebie też coś kupię, ale nie będzie prezent na Święta, chociaż pewnie wtedy dopiero będę miała czas na czytanie ;)

  58. Orkan Grzegorz nadchodzi z północy. Ale nie bójmy się Pani Małgosiu na pewno osłabnie niebawem. Kalamburka na pewno ukoi jak już nie raz. A na koniec cytat z mojej czterolatki : Boziu proszę żeby zaczął mi się ruszać ząb. Albo żeby mojemu starszemu bratu przestał sie ruszać bo to niesprawiedliwość Panie Boże ze mi się nie rusza a jemu tak. Jak tu nie parsknąć gromkim śmiechem przy pacierzu? To niewychowawcze ale nie dalam rady Pani Małgorzato

  59. Dziś wracając z Lublina widziałam tęczę! Chmury pędziły po niebie gnane orkanem nadciągającym do Polski. Dzwonki na balkonie w mojej leśniczówce już sygnalizują silny wiatr. Kładę moje maluchy do lóżek i siadam z mocną herbatą do smacznej kojącej lektury. Dziś Kalamburka

  60. Ale się tu pysznie bawiliście! („huknę z armaty!” : )) Troszkę Wam tylko pozazdroszczę, bo wczoraj w porze Waszych inspiracji słuchałam przepięknych opowieści młodych medyków z mego miasta, którzy wakacje poświęcili na pracę w szpitalu w Tanzanii.

  61. No, to już po weekendzie, Chesterko, przepadł.
    Ja sobie dawkuję „Poor Miss Finch”. O, rety!
    Romantyczny bohater główny leczy się z epilepsji, zażywając najnowszy medykament (przypisy wskazują, że jak najbardziej autentyczny), który co prawda usuwa chorobę, ale w zamian zostawia u pacjenta niebieski kolor skóry. Na twarzy też!
    „Zaraz robił się niebieski, a w oczach miał rzewne łezki” – (Boy)
    Czyta się świetnie.

  62. Sowo, spodobałyby Ci się ilustracje w Maeterlincku. Pamiętam, że lubisz stare ryciny botaniczne.
    Piękne książki.

  63. Wiesz, Sowo, to już naprawdę niedługo.
    A w grudniu będą zakupowe przestoje, zajęci kurierzy, kolejki etc. Praktyka wcześniejszych zakupów się sprawdza.
    Jednak przyznać trzeba, że rację masz, co tu kryć. „Sekrety roślin” już zostały przejęte przez Adminiątko, które rzuciło się do lektury i popadło w zachwyt.
    Czytano mi właściwie wszystko aż do strony 46, kiedy tata wrócił. Takie to ciekawe!

  64. Prezenty gwiazdkowe? Tak wcześnie?? Ciężko będzie wytrzymać, hy, hy.
    Babka lancetowata niejedno już wygoiła w naszej rodzinie.

  65. Ten dyskont to Ariel czy Aros?
    Zapomniałam podziękować za czarownego Ruszczyca i widoczek od Kokoszanel, który powinien się znaleźć w albumie „Najpiękniejsze zakatki Polski”. Wiersz juź na zawsze będzie mi się kojarzyć z tym obrazem. Swoja droga umiejętność łaczenia słów z obrazem to prawdziwa sztuka!