August P.

august_maly

 

Oto szkic roboczy do „Ciotki Zgryzotki”, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy: sympatyczny młodzieniec z lekką progenią, dobrze odżywiony, zacny i krzepki z natury. To August P.

Otrzymał  swe imię dzięki naszej KC Lalicji, która dostała w tej sprawie, jak sama twierdzi, wiadomość od Wszechświata, w dodatku we śnie. August ma być, powiedziała, a więc niech będzie August. Imię to rzadko dziś jest nadawane, ale może i dobrze – zapadnie czytelniczemu gronu w pamięć lepiej niż w przypadku, gdybym tego swojskiego blondyna ochrzciła Maćkiem na przykład.

Na oko chłopina jest niezbyt frapujący, ale zapewniam Was, że wnętrze ma bogate!

Co do „Ciotki Zgryzotki” – pęcznieje w oczach. Pani wydawczyni moja szanowna i zacna ustaliła już termin premiery na wczesną wiosnę 2018.

Do roboty!

„Odchodzę, mrucząc.”

Wasza

MM

234 przemyślenia nt. „August P.

  1. Cykuto, bardzo się cieszę wobec tego.
    Nasz będzie Guścik. Już postanowione! Mama tak na niego mówi.

    Pozdrawiam Augutka!

  2. Jestem zachwycona! Imię piękne i bardzo męskie. Sama mam syna Augustyna ;-) Na co dzień jest po prostu Guciem albo Gutkiem. Czasem – Augutkiem. Pozdrawiam serdecznie i nie mogę się już doczekać spotkania z Augustem!

  3. „Ciotka…” na pewno stanie się wielkim hitem. No i ten August… Działa na wyobraźnię! Pani rysunki są niesamowite :)

  4. Nie, Rockandrollko miła, nie wybieram się. Piszę! („Albo się jeździ, albo się pisze”, rzecz to wiadoma).
    Ale na pewno jakoś się na wiosnę spotkamy.

  5. Pani Małgosiu,
    czy wybiera się Pani na targi książki w Warszawie – Warsaw Book Show? Bardzo chciałabym Panią spotkać i dostać autograf. Choć pewnie to jeszcze nie ta obiecana wczesna wiosna i premiera „Ciotki…”, ale za to moje ukochane „Opium…” czeka na podpis :)

    P.S. Byłam w ubiegłą sobotę w Poznaniu. I choć orkan o wdzięcznym imieniu Grzegorz chciał mi czapkę zerwać z głowy, to i tak uważąm, że nie sposób nie zakochać się w tym pięknym mieście.

    Pozdrawiam cieplutko!

  6. Tak, Myszko.
    Ale nie myszka.

    Jakubie, miło mi Cię znów powitać. O, wyobrażam sobie te kanadyjskie klony o tej porze roku! Chyba nigdzie nie są tak pięknie czerwone i złote, jak tam.
    Ach, więc też z radości chodzisz tyłem, jak Zuzia?:)
    Dobre myśli zapewniam nadal. Nieustannie.

  7. Jeszcze do wiosny? Buu a już się cieszyłam na długie zimowe wieczory w towarzystwie bohaterów świezutkiej „Jezycjady”. – A będzie w tym tomie „grać” jakieś zwierzę?…

  8. Zobaczyłam Augusta i pomyślałam, że to po Cieszkowskim. Ot, wielkopolskie (z silnym żabikowskim akcentem), skrzywienie.

  9. Dzień dobry, eFKo! Właśnie piszę, zaglądając tu raz po raz. Podoba mi się, to, co piszę – dobry to znak: koniec już blisko. Jak mi się nie podoba, to bezlitośnie wyrzucam i potem mam opóźnienie.
    A z prezentem może Twój mąż zdąży na Walentynki? No, a jak nie, to na Zajączka.
    Pozdrawiam tego znawcę. A Ciebie ściskam!

  10. Kochana, cudowna pani Małgorzato!
    Pierwszy raz odważyłam się napisać choć podczytuję was od dawna. Aż mnie skręca z radości i niecierpliwości oczekiwania na nową książkę. Troszkę tylko mnie zmartwiło, że w tym roku nie dostanę wymarzonego prezentu pod choinkę… Pamiętam jak ukazał się „Feblik” i mąż kupił mi go właśnie pod choinkę. Radość ogromna a i uczucia do męża plus sto punktów :) Jak to dobrze, że chłop wie co kocham :)
    Serdecznie ściskam wszystkie tu obecne :)

  11. Dziękuję Zuziu, dziewczyno w zielonym sweterku (tak Cię pamiętam), ciekawe rzeczy tu opowiadasz. Tak, przenikliwe i nostalgiczne spojrzenie i jakby trochę wschodnie rysy. Dużo przeżył.

  12. Cieszę się, że czuje Pani tak samo :) A jeśli mówimy (może lepiej użyć słowa piszemy :)) o lekturach polecanych w Jeżycjadzie, w oczekiwaniu na „Ciotkę” po raz kolejny przeczytałam całą serię i sporządziłam listę tytułów i autorów polecanych przez naszych bohaterów. W ten sposób powstał jedyny w swoim rodzaju poradnik nazwany przeze mnie „Borejkowie i Przyjaciele polecają”.

  13. Dobry wieczór, Paczko Chusteczek nie rezygnuj ! „Krystyna” jest potężna i potrafi wiele zmienić (myślę, że to nie przez przypadek w trakcie lektury wydarzyło się coś ważnego w moim życiu). Sięgnęłam po nią po raz pierwszy w tym roku – mając dokładnie trzydzieści lat, ale zastanawiam się jak bym odebrała bohaterkę gdybym była nastolatką. Na porównania w wieku dojrzałym jeszcze przyjdzie czas :)

  14. Wiem wiem, że nie trzeba, ale zawsze to przyjemniej, kiedy główna bohaterka jest jak nasza przyjaciółka i kibicujemy jej w kolejnych przygodach. Ale trzymam za nią mocno kciuki i idę po następny tom! A kiedy przyjdzie czas wrócę do niej i porównam wrażenia.

  15. Paczko Chusteczek, ależ nie musimy koniecznie lubić głównej bohaterki, żeby zachwycić się książką!
    Zachęcam do dalszej lektury – chociaż może dopiero w wieku dojrzałym czyta się i rozumie „Krystynę” najlepiej.

  16. W oczekiwaniu na Ciotkę i spotkania autorskie w Krakowie (ponawiam zaproszenie Małgosi!) rozpoczęłam nadrabianie polecanych w Jeżycjadzie lektur od Krystyny. Właśnie skończyłam pierwszy tom i trochę nie wiem, czy mam ochotę na kolejny. Coś trudno jest mi ją polubić. Ale skoro macierzyństwo i tak pięknie ciągle zachwalana to może jednak podjadę po pracy do biblioteki…?

  17. Mamo Isi (wiad.pryw.) – będzie zrobione!
    Jasna sprawa: nie ma jak Wilkie Collins! Ideał lektury, i to w każdych warunkach i przy każdej pogodzie.

  18. Dzień dobry! Co za śliczna złota jesień!
    Historynko, tak jest, wydawnictwo dostaje tylko wersję elektroniczną, oryginały zostają bezpiecznie w teczkach, na mojej półce.
    Oczywiście, równie dobrze można inaczej, inni autorzy pozostawiają wszystko wydawnictwu – ale odkąd mi (dawno temu) zgubiono oryginał okładki do „Kalamburki”, zrobiłam się ostrożna.

  19. Chciałabym zadać pytanie techniczne. Czy taką akwarelową ilustrację skanuje Pani i obrabia, czy tym zajmuje się wydawnictwo?

  20. Pani Małgorzato to najlepsza wiadomość już sie doczekać nie mogę. Wiosna z Pani ksiażka bedzie bardzo przyjemna. Nie pozostaje nic innego jak cierpliwie czekać.
    Pozdrawiam serdecznie

  21. Dzięki, Zuziu, za poszukiwania.

    Tak, to taka piękna twarz, a smutne oczy Conrad miał od dziecka.
    Nie to, że lubił odrzucać. Nie zależało mu zapewne. Był polskim szlachcicem, więc po co mu angielski tytuł szlachecki – tak sobie to tłumaczę.

    Jak tam w szkółce ukochanej?

  22. Dzień dobry!
    Chesterko, tak się ucieszyłam, że będę mogła pomóc, a okazało się, że nie mogę. W głowie świtało mi, że co nieco jest na ten temat w naszym podręczniku. Ale się omyliłam, choć świtało mi słusznie. Jest tylko informacja, że był bliski otrzymania Nagrody Nobla za twórczość w języku angielskim. I tyle. Ale lubił odrzucać. Przyznano mu tytuł szlachecki, więc jego także odrzucił. Ciekawe… Ma takie smutne, rozmarzone oczy na fotografii.

  23. Najlepiej jest, kiedy szlachetność występuje obustronnie, to pewne.;)
    Nie, nie jest trudno przebaczać albo prosić o przebaczenie. Wystarczy raz założyć, że się zawsze będzie dążyło do zgody. I wszystko się udaje!

  24. Piętaszku, Tobie również dziękuję!
    Jeszcze nigdy nie zjadłam żadnego komentarza – ale wszystko przede mną :)

  25. Pani Małgosiu, serdecznie dziękujemy! Właśnie takie rady lubimy najbardziej – ciągle uczymy się od osób, które w małżeństwie trwały lub trwają wiele, wiele długich lat. Ach, jakże czasami ciężko o tę szlachetność… na szczęście póki co zjawia się, może czasem z oporami, ale jest!
    A na „Ciotkę Zgryzotkę” czekamy! Ja – z wiadomych powodów, mąż zaś – bo wie, ile radości mi ona przyniesie :)
    Pozdrawiam ciepło w ten piękny, jesienny dzień. Dziś Śląsk kąpie się w serdecznych promieniach słońca!

  26. Nie mogę się doczekać na nową książkę. Okres czekania umilam sobie czytając poprzednie tomy, w kolejności różnej ;)

  27. Piętaszku, dzięki za ciekawostki. Dalej nie wiem, co z tym Noblem. Mówiono w radiowej Dwójce o Conradzie w kontekście Ishiguro i rzucono tę zagadkowa informację.

  28. Podczytuję Was, i podczytuję dzień po dniu, a że nie czuję, bym mogła coś mądrego czy mniej mądrego wtrącić, więc milczę. Aż do teraz, bo jakieś skojarzenie mi się w głowie zrodziło i się zaśmiałam. Albert to przecież kura/kogut z „Małomównego…” czyż nie? Albo z czegokolwiek innego. W każdym razie, nie wiem czemu, ale zachciało mi się śmiać. Uśmiecham się więc i do Was! : )
    PS: Też ciągle po głowie krąży mi Łusia, ciekawe, ciekawe. A „Ciotka” jak górskie niedźwiadki powiększa się na zimę.

  29. Chesterko, pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze na temat J. Conrada. Niestety nic nie wiem o Nagrodzie, ale usłyszałam dzisiaj w radiu (być może Ty też), iż życie autora „Jądra ciemności” obfitowało w równie niebezpieczne przygody, jak te które opisuje on w swoich książkach.Otóż pisarz postanowił swego czasu odwiedzić rodzinę w Polsce, w Krakowie. Wtedy to wybuchła I Wojna Światowa. Zmuszony był uciekać. Tak znalazł się w Zakopanem, skąd miał zamiar przedostać się przez góry za granicę, i dalej do Londynu. Wszystko dobrze się skończyło. Ta i inne przygody pisarza poprzeplatane fikcją zostały ostatnio zilustrowane w pewnym komiksie. Autora okładki tego komiksu zainspirował jak widzę jeden ze znanych obrazów Caspara Dawida Friedricha.

  30. No tak, faktycznie, przecież mój synek będzie się kiedyś golić! -nie pomyślałam o tym! Nasza Jelly też już mnie ostrzegała, że ani się obejrzę, a Kozio będzie chciał pożyczyć ode mnie kluczyki do samochodu ;)

  31. Chesterko, nie wiem!
    Karikari, no tak, właśnie. I do mnie to mocno przemówiło. To jest książka dla matek.

    Dziękuję za dobre wiadomości o Koziu! Ząbki! Już!
    A przed chwilą go jeszcze nie było.
    Jeszcze troszkę i zacznie się golić!

  32. Dzień dobry ulubiona Autorko i mili Księgowi! Ja z pytaniem – czy to prawda że chciano przyznać Josephowi Conradowi Nagrodę Nobla a pisarz odmówił. Jeśli tak, dlaczego?

  33. Ha, August! Nasz Kozio, zanim się urodził, też był przez chwilę Augustem. A właściwie Guciem, który, w zestawieniu z nazwiskiem zaczynającym się na Gu, stał się Gugusiem. Ja sama mam dość rzadko spotykane imię (a było takie zwłaszcza wtedy, gdy się rodziłam te kilkadziesiąt lat temu) i jestem z tego powodu zadowolona -gdy na ulicy ktoś je wykrzyknie, to wiem, że woła właśnie mnie.
    Kozio skończył pół roku, co uczcił dwoma nowiuteńkimi ząbkami oraz umiejętnościami samodzielnego siedzenia i przewracania się z pleców na brzuszek.
    Kończę czytać „Krystynę, córkę Lavransa”. Pierwszy raz ją czytałam dawno, dawno temu, ale niewiele zapamiętałam, bo chyba wtedy do niej nie dorosłam. A teraz jestem urzeczona aspektem macierzyństwa Krystyny -ten temat przemawia do mnie wyjątkowo mocno.
    Uściski dla Ukochanej Autorki i Ulubionych Księgowych!

  34. Aleksandro, być może to będzie Łódź, moja wydawczyni nalega.
    Ale na pewno jeszcze tu napiszę – i o dacie, i o miejscu premiery.

    Piętaszku, ale fajnie.

    Sowo, tak, to stąd się wzięło. Ale i z praktyki też.

  35. Chciałabym się jeszcze zapytać, czy będzie jakaś możliwość spotkania z Panią?, chociażby w przyszłym roku, ze względu na premierę książki, ponieważ z moją przyjaciółką ustaliłyśmy, że gdy tylko będzie taka okazja to „rzucimy wszystko” i pojedziemy do Poznania, gdyż jest Pani dla nas ogromnym autorytetem i uwielbiamy Pani twórczość!

  36. Cudownie, już się nie mogę doczekać premiery!
    A August wygląda bardzo sympatycznie.

    Ślę ciepłe myśli i życzę owocnej pracy nad książką!

  37. To chyba jakaś stała recepta Wielkopolskich Babć. Moja też mi tę życiową mądrość często wpajała i to nie tylko odnośnie życia małżeńskiego :)

    Przyłączam się do serdeczności dla Pauliny. Może tym razem nie zje mojego komentarza.

  38. Paulino, serdecznie gratuluję i bardzo się cieszę!
    Pięknego, pięknego życia Wam życzę i przekazuję doskonałą receptę na szczęście małżeńskie, którą dała mi kiedyś moja Babcia Weronika: żebyście nie wiem jak się pokłócili, za wszelką cenę się pogódźcie przed wieczorem. Nieważne, kto zawinił i kto przeprosi.
    Szlachetniejszy przeprosi pierwszy.

  39. Pani Małgosiu,
    Oczekiwanie „Ciotki” uczy cierpliwości! Niemniej, miło będzie poczytać co działo się u znanych i nowo poznanych bohaterów „Jeżycjady” we wrześniu 2017. Jest to dla mnie szczególny moment życia – właśnie wtedy rozpoczęłam swoją pierwszą, prawdziwą pracę zawodową oraz przysięgałam miłość, wierność i uczciwość małżeńską mojemu mężowi :).
    Życzę dużo zdrowia i cierpliwości do ręki. Na książkę poczekamy ile będzie trzeba :) A ręka niechaj każdego dnia ma się coraz lepiej!
    Serdecznie ściskam Panią oraz wszystkich stałych bywalców tego miejsca.

  40. DC KrzysztO, czyli nasz własny, prawdziwy Wilk Morski, dał znak życia z Morza Karaibskiego. Na tankowcu wysiadł internet i na razie nie da się tego naprawić, a tym samym Wilk Morski nie może wpisywać się tutaj, czego żałuje. Do najbliższego portu dopłyną w połowie listopada!- i tam dopłynie też zamówiony element, potrzebny do naprawy łącza sieciowego.
    Pozostaje nam więc tylko przesyłanie Krzysztofowi telepatycznych pozdrowień, co niniejszym czynię jako pierwsza.
    Może dojdą.

  41. Gbrylko, bardzo dziękuję za wiadomość!
    Link nie wszedł, ale nie szkodzi, znajdziemy!
    Ściskam Cię serdecznie i zachęcam do opuszczenia ciasnej i zakurzonej przestrzeni pod regałem.

    Zosiu, co za miłe słowa. Wzruszyłam się.

  42. Witam , Polskie Radio i audycja o Władysławie Syrokomli i Borejkowszczyźnie w cyklu Świat Kresów
    Nie wiem czy uda się wstawić link , ale audycję można znaleźć na stronie radia.

  43. Bardzo dziękuję za historyjkę, teraz jest jeszcze zabawniej:) Przyznaję, że gościem na stronie jestem od niedawna, natomiast szczęśliwie uzależnioną od Pani twórczości czytelniczką od lat około 25.
    I mogłabym się długo rozpisywać o tym, czym jest dla mnie każda z Pani książek, ale może po prostu podziękuję za coś jeszcze: za to że mogę każdą kolejną część Jeżycjady przekazać mojej siedemnastoletniej córce (w tej kwestii pozwalam sobie na bycie egoistką – czytam pierwsza:) i być o nią całkowicie spokojną wiedząc, że jest przez ten czas „w dobrych rękach”. Dziękuję!

  44. Bardzo mi miło, Aniu K.! Ładny to obrazek, doprawdy.
    Wspólne z dziećmi czytanie! – prawdziwa radość i w ogóle cud porozumienia.
    Cieszę się, że akurat moja Pulpecja posłużyła.

  45. Pani Małgosiu, czytaliśmy sobie dziś na glos ja i moje zuchy lat4 i 5 Pulpecje. Mlodsza ukladala lego ukradkiem ale starszy synek zanosił sie ze śmiechu nad biednym Pulpetem co obunóż utknął na welonie Idusi. Urodzilam sobie kompana do dobrej lektury w długie jesienne wieczory z herbatą. Jakie to budujące. Cóż piękniejszego niż mądre czółko pochylone nad wspólną lekturą. Tak mi dobrze mimo wszystko. Pozdrawiamy serdecznie.

  46. Tak myślałam, że trzeba się wytłumaczyć.
    Opowiadałam kiedyś o tym, ale dawno.
    Kawal czasu już prowadzę tę stronę, a ta w dawnej postaci, z regałem i szufladkami – ? – hej, mrok kryje jej początki!
    Kto pamięta, kiedy to było?

  47. Dziękuję bardzo za historię na temat „odchodzę, mrucząc”, tak mnie to nurtowało, że nawet w swej naiwności wygooglowałam cytat – wyskoczyła mi tylko Pani strona z aktualnym wpisem :))) Dalej jakieś porady na temat zachowania kotów :)

  48. Jako nauczycielka pięknie dziękuję za życzenia i ściskam wszystkich zaglądających tu nauczycieli. Miejmy cierpliwość w oczekiwaniu na owoce naszej pracy:)

  49. Nie, pani Małgosiu. Na Sycylię co roku jesienią jadę z siostrą wypoczywać. Włóczymy się wąskimi uliczkami, zajadamy smakołyki, gapimy na widoki.
    W Taorminie jest piękny miejski ogród Giardini della Villa Comunale zaprojektowany i ufundowany przez Lady Florece Trevelyan, szkocką arystokratkę( nie uwolnię się od brytyjskich ogrodów), podarowany miastu w latach 20-stych XX wieku. Największym atutem jest jego położenie na półce skalnej z widokiem na zatokę, miasteczka na wybrzeżu i Etnę. Sam ogród nieco zaniedbany, ale ładnie rozplanowany, z punktami widokowymi, ktorych strategicznie stoją wygodne ławeczki. W głębi ogrodu straszą upiorne pseudoruiny, bardzo wiktoriańskie. Ponoć stanowią atrakcję turystyczną, ale w gruncie rzeczy są paskudne. Za to roślinność bujna i egzotyczna.
    Taormina to skalne miasto, ale wszędzie coś rośnie i kwitnie. Na chodniku, balkonikach, parapetach, dachach, rynnach, ścianach wszędzie donice, skrzynki, urny, w których aż kipi od roślin.
    A ogrody to będę zwiedzać wczesnym latem z KasiąB. Oczywiście w UK. Jeszcze trochę zostało do zobaczenia. Potem może Irlandia.
    Idę dać psom jeść, bo mała włazi na klawiaturę, a duża podbija ją głową od spodu.
    PS. A Włosi(i Włoszki!) faktycznie bardzo żywiołowi.

  50. Dziękuję za cierpliwość, Magdaleno, i pozdrawiam serdecznie!

    Zosiu, „odchodzę, mrucząc” to nasze domowe powiedzonko, a ma ono swoją historię. Opowiem ją jeszcze raz.
    Moja Mama brała przed laty udział w szkolnym przedstawieniu. W tekście sztuki (właściwie nigdy nie spytałam, jakiej!) była kwestia, którą miał wygłosić kolega, grający rolę epizodyczną. I tak to wyglądało:

    – To się nie godzi! (odchodzi, mrucząc).

    Naiwny kolega zaś wygłosił to ze sceny tak:

    – To się nie godzi! Odchodzę, mrucząc.

    I odszedł, mrucząc.

  51. O jakże przykro mi się zrobiło, gdy przeczytałam „wiosną”, nawet wczesną do mnie nie dotarło … ale po chwili już się ucieszyłam, że znów wsiąknę w Jeżycjadę na Wielkanoc! Pamiętam jak przez pewien Wielkanocny Poniedziałek pochłonęłam calusieńką Nutrię i Nerwusa :) Przez to moje ulubione Święta były jeszcze cudowniejsze! Co prawda teraz rodzinka nie da mi zatonąć w książce przez caaałe Święta ale na pewno wyrwę trochę tego świątecznego czasu na dodatkową przyjemność! Dziękuję Pani Małgosiu! Serdecznie pozdrawiam :*

  52. Dziękuję i wzajemnie ściskam, Babciu Gąsko, moja podwójna imienniczko:)

    Ach, kochany Starosto, siedzę w The Dead Secret, w którym tytułowa tajemnica od początku jest oczywista. Dlaczego u Collinsa zawsze umierający dorośli zwalają cały problem, który osobiście stworzyli, na Bogu ducha winne dzieci? Zaczyna mnie ta maniera irytować.

  53. Pani Małgosiu
    Józek bo już nie Józinek,
    z najbliższą wiosną będzie pełnym 8-latkiem ;)

    ciekawam bardzo wątku Augsta :)

  54. A!
    Dopieroż się połapałam, co to dzisiaj za dzień!
    Wszystkiego najlepszego, Nauczyciele!
    Owocnej, dobrej pracy!
    Pięknej nagrody!

  55. Aniu, a czy do Włoch też pojechałaś w celu zwiedzania ogrodów?
    Podoba mi się to określenie: „żywiołowo”. Celne, jeśli mowa o Włochach, tacy są, tak reagują.

  56. Młodzieniec przesympatyczny, już go lubię. Zresztą ja wszystkie osoby z Jeżycjady lubię, tylko na Laurę warczę, bo mi kogoś zbyt mocno przypomina.
    Jesień to chyba w Italii piękna, u nas zmienną jest.
    Ze wspomnień wkacyjnych: jedziemy z siostrą taksówką z Letojani( plaża) do Taorminy(hotel), miła argentyńska para z nami. Po drugiej stronie Cieśniny Messyńskiej widać ląd. Nasz Argentyńczyk pyta, czy to Kalabria. Taksówkarz żywiołowo odpowiada, że to Italia. Sycylijski patriota.
    Idę spać, bo spracowana jestem niemożebnie. Braki kadrowe.

  57. A wiesz – jedno i drugie!:)
    No i, tak naprawdę, wcale nie wszystko można.
    Bardzo dużo z tego, co już napisałam, wyrzucam, jeśli trzeba.

  58. A propos wypowiedzi Iskry muszę nadmienić, że ja też myślałam o Łusi, że to właśnie jej losy będą opisane w „Zgryzotce”, że sobie studiuje w Oxfordzie i tam poznaje Japończyków, których Pani wyrzuciła ;) Oczywiście nie proszę o potwierdzenie ani zaprzeczenie, tak się tylko dzielę. Przecież wszystko w rękach Jeżycjadowego Demiurga. To mnie zawsze pociągało w pisaniu, że można wszystko, no pewnie nie wszystko, ale dużo ;) Chociaż niektórzy twierdzą, że bohaterowie robią, co chcą, a pisarz to opisuje, coś takiego powiedziała kiedyś Joanna Chmielewska. I teraz czas na pytanie , jak z kiepskiego wywiadu, ale je zadam, bo naprawdę jestem ciekawa. Jak to jest u Pani? Książka chwilami sama się pisze, czy trzyma Pani swoich bohaterów krótko? ;)

  59. A właśnie, że nie wiesz, Zgredziku!

    Potwierdzam, Oktawian August to powiedział i miał rację. Pan Bjarne to erudyta, powiadasz?

    Nutko, a to ci dopiero!
    Podoba mi się rymowanie w kontynuacji. W dodatku wszystkie te cztery imiona na 7 liter kończą się na „sz̶