August P.

august

 

Oto szkic roboczy do „Ciotki Zgryzotki”, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy: sympatyczny młodzieniec z lekką progenią, dobrze odżywiony, zacny i krzepki z natury. To August P.

Otrzymał  swe imię dzięki naszej KC Lalicji, która dostała w tej sprawie, jak sama twierdzi, wiadomość od Wszechświata, w dodatku we śnie. August ma być, powiedziała, a więc niech będzie August. Imię to rzadko dziś jest nadawane, ale może i dobrze – zapadnie czytelniczemu gronu w pamięć lepiej niż w przypadku, gdybym tego swojskiego blondyna ochrzciła Maćkiem na przykład.

Na oko chłopina jest niezbyt frapujący, ale zapewniam Was, że wnętrze ma bogate!

Co do „Ciotki Zgryzotki” – pęcznieje w oczach. Pani wydawczyni moja szanowna i zacna ustaliła już termin premiery na wczesną wiosnę 2018.

Do roboty!

„Odchodzę, mrucząc.”

Wasza

MM

234 przemyślenia nt. „August P.

  1. Cykuto, bardzo się cieszę wobec tego.
    Nasz będzie Guścik. Już postanowione! Mama tak na niego mówi.

    Pozdrawiam Augutka!

  2. Jestem zachwycona! Imię piękne i bardzo męskie. Sama mam syna Augustyna ;-) Na co dzień jest po prostu Guciem albo Gutkiem. Czasem – Augutkiem. Pozdrawiam serdecznie i nie mogę się już doczekać spotkania z Augustem!

  3. „Ciotka…” na pewno stanie się wielkim hitem. No i ten August… Działa na wyobraźnię! Pani rysunki są niesamowite :)

  4. Nie, Rockandrollko miła, nie wybieram się. Piszę! („Albo się jeździ, albo się pisze”, rzecz to wiadoma).
    Ale na pewno jakoś się na wiosnę spotkamy.

  5. Pani Małgosiu,
    czy wybiera się Pani na targi książki w Warszawie – Warsaw Book Show? Bardzo chciałabym Panią spotkać i dostać autograf. Choć pewnie to jeszcze nie ta obiecana wczesna wiosna i premiera „Ciotki…”, ale za to moje ukochane „Opium…” czeka na podpis :)

    P.S. Byłam w ubiegłą sobotę w Poznaniu. I choć orkan o wdzięcznym imieniu Grzegorz chciał mi czapkę zerwać z głowy, to i tak uważąm, że nie sposób nie zakochać się w tym pięknym mieście.

    Pozdrawiam cieplutko!

  6. Tak, Myszko.
    Ale nie myszka.

    Jakubie, miło mi Cię znów powitać. O, wyobrażam sobie te kanadyjskie klony o tej porze roku! Chyba nigdzie nie są tak pięknie czerwone i złote, jak tam.
    Ach, więc też z radości chodzisz tyłem, jak Zuzia?:)
    Dobre myśli zapewniam nadal. Nieustannie.

  7. Jeszcze do wiosny? Buu a już się cieszyłam na długie zimowe wieczory w towarzystwie bohaterów świezutkiej „Jezycjady”. – A będzie w tym tomie „grać” jakieś zwierzę?…

  8. Zobaczyłam Augusta i pomyślałam, że to po Cieszkowskim. Ot, wielkopolskie (z silnym żabikowskim akcentem), skrzywienie.

  9. Dzień dobry, eFKo! Właśnie piszę, zaglądając tu raz po raz. Podoba mi się, to, co piszę – dobry to znak: koniec już blisko. Jak mi się nie podoba, to bezlitośnie wyrzucam i potem mam opóźnienie.
    A z prezentem może Twój mąż zdąży na Walentynki? No, a jak nie, to na Zajączka.
    Pozdrawiam tego znawcę. A Ciebie ściskam!

  10. Kochana, cudowna pani Małgorzato!
    Pierwszy raz odważyłam się napisać choć podczytuję was od dawna. Aż mnie skręca z radości i niecierpliwości oczekiwania na nową książkę. Troszkę tylko mnie zmartwiło, że w tym roku nie dostanę wymarzonego prezentu pod choinkę… Pamiętam jak ukazał się „Feblik” i mąż kupił mi go właśnie pod choinkę. Radość ogromna a i uczucia do męża plus sto punktów :) Jak to dobrze, że chłop wie co kocham :)
    Serdecznie ściskam wszystkie tu obecne :)

  11. Dziękuję Zuziu, dziewczyno w zielonym sweterku (tak Cię pamiętam), ciekawe rzeczy tu opowiadasz. Tak, przenikliwe i nostalgiczne spojrzenie i jakby trochę wschodnie rysy. Dużo przeżył.

  12. Cieszę się, że czuje Pani tak samo :) A jeśli mówimy (może lepiej użyć słowa piszemy :)) o lekturach polecanych w Jeżycjadzie, w oczekiwaniu na „Ciotkę” po raz kolejny przeczytałam całą serię i sporządziłam listę tytułów i autorów polecanych przez naszych bohaterów. W ten sposób powstał jedyny w swoim rodzaju poradnik nazwany przeze mnie „Borejkowie i Przyjaciele polecają”.

  13. Dobry wieczór, Paczko Chusteczek nie rezygnuj ! „Krystyna” jest potężna i potrafi wiele zmienić (myślę, że to nie przez przypadek w trakcie lektury wydarzyło się coś ważnego w moim życiu). Sięgnęłam po nią po raz pierwszy w tym roku – mając dokładnie trzydzieści lat, ale zastanawiam się jak bym odebrała bohaterkę gdybym była nastolatką. Na porównania w wieku dojrzałym jeszcze przyjdzie czas :)

  14. Wiem wiem, że nie trzeba, ale zawsze to przyjemniej, kiedy główna bohaterka jest jak nasza przyjaciółka i kibicujemy jej w kolejnych przygodach. Ale trzymam za nią mocno kciuki i idę po następny tom! A kiedy przyjdzie czas wrócę do niej i porównam wrażenia.

  15. Paczko Chusteczek, ależ nie musimy koniecznie lubić głównej bohaterki, żeby zachwycić się książką!
    Zachęcam do dalszej lektury – chociaż może dopiero w wieku dojrzałym czyta się i rozumie „Krystynę” najlepiej.

  16. W oczekiwaniu na Ciotkę i spotkania autorskie w Krakowie (ponawiam zaproszenie Małgosi!) rozpoczęłam nadrabianie polecanych w Jeżycjadzie lektur od Krystyny. Właśnie skończyłam pierwszy tom i trochę nie wiem, czy mam ochotę na kolejny. Coś trudno jest mi ją polubić. Ale skoro macierzyństwo i tak pięknie ciągle zachwalana to może jednak podjadę po pracy do biblioteki…?

  17. Mamo Isi (wiad.pryw.) – będzie zrobione!
    Jasna sprawa: nie ma jak Wilkie Collins! Ideał lektury, i to w każdych warunkach i przy każdej pogodzie.

  18. Dzień dobry! Co za śliczna złota jesień!
    Historynko, tak jest, wydawnictwo dostaje tylko wersję elektroniczną, oryginały zostają bezpiecznie w teczkach, na mojej półce.
    Oczywiście, równie dobrze można inaczej, inni autorzy pozostawiają wszystko wydawnictwu – ale odkąd mi (dawno temu) zgubiono oryginał okładki do „Kalamburki”, zrobiłam się ostrożna.

  19. Chciałabym zadać pytanie techniczne. Czy taką akwarelową ilustrację skanuje Pani i obrabia, czy tym zajmuje się wydawnictwo?

  20. Pani Małgorzato to najlepsza wiadomość już sie doczekać nie mogę. Wiosna z Pani ksiażka bedzie bardzo przyjemna. Nie pozostaje nic innego jak cierpliwie czekać.
    Pozdrawiam serdecznie

  21. Dzięki, Zuziu, za poszukiwania.

    Tak, to taka piękna twarz, a smutne oczy Conrad miał od dziecka.
    Nie to, że lubił odrzucać. Nie zależało mu zapewne. Był polskim szlachcicem, więc po co mu angielski tytuł szlachecki – tak sobie to tłumaczę.

    Jak tam w szkółce ukochanej?

  22. Dzień dobry!
    Chesterko, tak się ucieszyłam, że będę mogła pomóc, a okazało się, że nie mogę. W głowie świtało mi, że co nieco jest na ten temat w naszym podręczniku. Ale się omyliłam, choć świtało mi słusznie. Jest tylko informacja, że był bliski otrzymania Nagrody Nobla za twórczość w języku angielskim. I tyle. Ale lubił odrzucać. Przyznano mu tytuł szlachecki, więc jego także odrzucił. Ciekawe… Ma takie smutne, rozmarzone oczy na fotografii.

  23. Najlepiej jest, kiedy szlachetność występuje obustronnie, to pewne.;)
    Nie, nie jest trudno przebaczać albo prosić o przebaczenie. Wystarczy raz założyć, że się zawsze będzie dążyło do zgody. I wszystko się udaje!

  24. Piętaszku, Tobie również dziękuję!
    Jeszcze nigdy nie zjadłam żadnego komentarza – ale wszystko przede mną :)

  25. Pani Małgosiu, serdecznie dziękujemy! Właśnie takie rady lubimy najbardziej – ciągle uczymy się od osób, które w małżeństwie trwały lub trwają wiele, wiele długich lat. Ach, jakże czasami ciężko o tę szlachetność… na szczęście póki co zjawia się, może czasem z oporami, ale jest!
    A na „Ciotkę Zgryzotkę” czekamy! Ja – z wiadomych powodów, mąż zaś – bo wie, ile radości mi ona przyniesie :)
    Pozdrawiam ciepło w ten piękny, jesienny dzień. Dziś Śląsk kąpie się w serdecznych promieniach słońca!

  26. Nie mogę się doczekać na nową książkę. Okres czekania umilam sobie czytając poprzednie tomy, w kolejności różnej ;)

  27. Piętaszku, dzięki za ciekawostki. Dalej nie wiem, co z tym Noblem. Mówiono w radiowej Dwójce o Conradzie w kontekście Ishiguro i rzucono tę zagadkowa informację.

  28. Podczytuję Was, i podczytuję dzień po dniu, a że nie czuję, bym mogła coś mądrego czy mniej mądrego wtrącić, więc milczę. Aż do teraz, bo jakieś skojarzenie mi się w głowie zrodziło i się zaśmiałam. Albert to przecież kura/kogut z „Małomównego…” czyż nie? Albo z czegokolwiek innego. W każdym razie, nie wiem czemu, ale zachciało mi się śmiać. Uśmiecham się więc i do Was! : )
    PS: Też ciągle po głowie krąży mi Łusia, ciekawe, ciekawe. A „Ciotka” jak górskie niedźwiadki powiększa się na zimę.

  29. Chesterko, pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze na temat J. Conrada. Niestety nic nie wiem o Nagrodzie, ale usłyszałam dzisiaj w radiu (być może Ty też), iż życie autora „Jądra ciemności” obfitowało w równie niebezpieczne przygody, jak te które opisuje on w swoich książkach.Otóż pisarz postanowił swego czasu odwiedzić rodzinę w Polsce, w Krakowie. Wtedy to wybuchła I Wojna Światowa. Zmuszony był uciekać. Tak znalazł się w Zakopanem, skąd miał zamiar przedostać się przez góry za granicę, i dalej do Londynu. Wszystko dobrze się skończyło. Ta i inne przygody pisarza poprzeplatane fikcją zostały ostatnio zilustrowane w pewnym komiksie. Autora okładki tego komiksu zainspirował jak widzę jeden ze znanych obrazów Caspara Dawida Friedricha.

  30. No tak, faktycznie, przecież mój synek będzie się kiedyś golić! -nie pomyślałam o tym! Nasza Jelly też już mnie ostrzegała, że ani się obejrzę, a Kozio będzie chciał pożyczyć ode mnie kluczyki do samochodu ;)

  31. Chesterko, nie wiem!
    Karikari, no tak, właśnie. I do mnie to mocno przemówiło. To jest książka dla matek.

    Dziękuję za dobre wiadomości o Koziu! Ząbki! Już!
    A przed chwilą go jeszcze nie było.
    Jeszcze troszkę i zacznie się golić!

  32. Dzień dobry ulubiona Autorko i mili Księgowi! Ja z pytaniem – czy to prawda że chciano przyznać Josephowi Conradowi Nagrodę Nobla a pisarz odmówił. Jeśli tak, dlaczego?

  33. Ha, August! Nasz Kozio, zanim się urodził, też był przez chwilę Augustem. A właściwie Guciem, który, w zestawieniu z nazwiskiem zaczynającym się na Gu, stał się Gugusiem. Ja sama mam dość rzadko spotykane imię (a było takie zwłaszcza wtedy, gdy się rodziłam te kilkadziesiąt lat temu) i jestem z tego powodu zadowolona -gdy na ulicy ktoś je wykrzyknie, to wiem, że woła właśnie mnie.
    Kozio skończył pół roku, co uczcił dwoma nowiuteńkimi ząbkami oraz umiejętnościami samodzielnego siedzenia i przewracania się z pleców na brzuszek.
    Kończę czytać „Krystynę, córkę Lavransa”. Pierwszy raz ją czytałam dawno, dawno temu, ale niewiele zapamiętałam, bo chyba wtedy do niej nie dorosłam. A teraz jestem urzeczona aspektem macierzyństwa Krystyny -ten temat przemawia do mnie wyjątkowo mocno.
    Uściski dla Ukochanej Autorki i Ulubionych Księgowych!

  34. Aleksandro, być może to będzie Łódź, moja wydawczyni nalega.
    Ale na pewno jeszcze tu napiszę – i o dacie, i o miejscu premiery.

    Piętaszku, ale fajnie.

    Sowo, tak, to stąd się wzięło. Ale i z praktyki też.

  35. Chciałabym się jeszcze zapytać, czy będzie jakaś możliwość spotkania z Panią?, chociażby w przyszłym roku, ze względu na premierę książki, ponieważ z moją przyjaciółką ustaliłyśmy, że gdy tylko będzie taka okazja to „rzucimy wszystko” i pojedziemy do Poznania, gdyż jest Pani dla nas ogromnym autorytetem i uwielbiamy Pani twórczość!

  36. Cudownie, już się nie mogę doczekać premiery!
    A August wygląda bardzo sympatycznie.

    Ślę ciepłe myśli i życzę owocnej pracy nad książką!

  37. To chyba jakaś stała recepta Wielkopolskich Babć. Moja też mi tę życiową mądrość często wpajała i to nie tylko odnośnie życia małżeńskiego :)

    Przyłączam się do serdeczności dla Pauliny. Może tym razem nie zje mojego komentarza.

  38. Paulino, serdecznie gratuluję i bardzo się cieszę!
    Pięknego, pięknego życia Wam życzę i przekazuję doskonałą receptę na szczęście małżeńskie, którą dała mi kiedyś moja Babcia Weronika: żebyście nie wiem jak się pokłócili, za wszelką cenę się pogódźcie przed wieczorem. Nieważne, kto zawinił i kto przeprosi.
    Szlachetniejszy przeprosi pierwszy.

  39. Pani Małgosiu,
    Oczekiwanie „Ciotki” uczy cierpliwości! Niemniej, miło będzie poczytać co działo się u znanych i nowo poznanych bohaterów „Jeżycjady” we wrześniu 2017. Jest to dla mnie szczególny moment życia – właśnie wtedy rozpoczęłam swoją pierwszą, prawdziwą pracę zawodową oraz przysięgałam miłość, wierność i uczciwość małżeńską mojemu mężowi :).
    Życzę dużo zdrowia i cierpliwości do ręki. Na książkę poczekamy ile będzie trzeba :) A ręka niechaj każdego dnia ma się coraz lepiej!
    Serdecznie ściskam Panią oraz wszystkich stałych bywalców tego miejsca.

  40. DC KrzysztO, czyli nasz własny, prawdziwy Wilk Morski, dał znak życia z Morza Karaibskiego. Na tankowcu wysiadł internet i na razie nie da się tego naprawić, a tym samym Wilk Morski nie może wpisywać się tutaj, czego żałuje. Do najbliższego portu dopłyną w połowie listopada!- i tam dopłynie też zamówiony element, potrzebny do naprawy łącza sieciowego.
    Pozostaje nam więc tylko przesyłanie Krzysztofowi telepatycznych pozdrowień, co niniejszym czynię jako pierwsza.
    Może dojdą.

  41. Gbrylko, bardzo dziękuję za wiadomość!
    Link nie wszedł, ale nie szkodzi, znajdziemy!
    Ściskam Cię serdecznie i zachęcam do opuszczenia ciasnej i zakurzonej przestrzeni pod regałem.

    Zosiu, co za miłe słowa. Wzruszyłam się.

  42. Witam , Polskie Radio i audycja o Władysławie Syrokomli i Borejkowszczyźnie w cyklu Świat Kresów
    Nie wiem czy uda się wstawić link , ale audycję można znaleźć na stronie radia.

  43. Bardzo dziękuję za historyjkę, teraz jest jeszcze zabawniej:) Przyznaję, że gościem na stronie jestem od niedawna, natomiast szczęśliwie uzależnioną od Pani twórczości czytelniczką od lat około 25.
    I mogłabym się długo rozpisywać o tym, czym jest dla mnie każda z Pani książek, ale może po prostu podziękuję za coś jeszcze: za to że mogę każdą kolejną część Jeżycjady przekazać mojej siedemnastoletniej córce (w tej kwestii pozwalam sobie na bycie egoistką – czytam pierwsza:) i być o nią całkowicie spokojną wiedząc, że jest przez ten czas „w dobrych rękach”. Dziękuję!

  44. Bardzo mi miło, Aniu K.! Ładny to obrazek, doprawdy.
    Wspólne z dziećmi czytanie! – prawdziwa radość i w ogóle cud porozumienia.
    Cieszę się, że akurat moja Pulpecja posłużyła.

  45. Pani Małgosiu, czytaliśmy sobie dziś na glos ja i moje zuchy lat4 i 5 Pulpecje. Mlodsza ukladala lego ukradkiem ale starszy synek zanosił sie ze śmiechu nad biednym Pulpetem co obunóż utknął na welonie Idusi. Urodzilam sobie kompana do dobrej lektury w długie jesienne wieczory z herbatą. Jakie to budujące. Cóż piękniejszego niż mądre czółko pochylone nad wspólną lekturą. Tak mi dobrze mimo wszystko. Pozdrawiamy serdecznie.

  46. Tak myślałam, że trzeba się wytłumaczyć.
    Opowiadałam kiedyś o tym, ale dawno.
    Kawal czasu już prowadzę tę stronę, a ta w dawnej postaci, z regałem i szufladkami – ? – hej, mrok kryje jej początki!
    Kto pamięta, kiedy to było?

  47. Dziękuję bardzo za historię na temat „odchodzę, mrucząc”, tak mnie to nurtowało, że nawet w swej naiwności wygooglowałam cytat – wyskoczyła mi tylko Pani strona z aktualnym wpisem :))) Dalej jakieś porady na temat zachowania kotów :)

  48. Jako nauczycielka pięknie dziękuję za życzenia i ściskam wszystkich zaglądających tu nauczycieli. Miejmy cierpliwość w oczekiwaniu na owoce naszej pracy:)

  49. Nie, pani Małgosiu. Na Sycylię co roku jesienią jadę z siostrą wypoczywać. Włóczymy się wąskimi uliczkami, zajadamy smakołyki, gapimy na widoki.
    W Taorminie jest piękny miejski ogród Giardini della Villa Comunale zaprojektowany i ufundowany przez Lady Florece Trevelyan, szkocką arystokratkę( nie uwolnię się od brytyjskich ogrodów), podarowany miastu w latach 20-stych XX wieku. Największym atutem jest jego położenie na półce skalnej z widokiem na zatokę, miasteczka na wybrzeżu i Etnę. Sam ogród nieco zaniedbany, ale ładnie rozplanowany, z punktami widokowymi, ktorych strategicznie stoją wygodne ławeczki. W głębi ogrodu straszą upiorne pseudoruiny, bardzo wiktoriańskie. Ponoć stanowią atrakcję turystyczną, ale w gruncie rzeczy są paskudne. Za to roślinność bujna i egzotyczna.
    Taormina to skalne miasto, ale wszędzie coś rośnie i kwitnie. Na chodniku, balkonikach, parapetach, dachach, rynnach, ścianach wszędzie donice, skrzynki, urny, w których aż kipi od roślin.
    A ogrody to będę zwiedzać wczesnym latem z KasiąB. Oczywiście w UK. Jeszcze trochę zostało do zobaczenia. Potem może Irlandia.
    Idę dać psom jeść, bo mała włazi na klawiaturę, a duża podbija ją głową od spodu.
    PS. A Włosi(i Włoszki!) faktycznie bardzo żywiołowi.

  50. Dziękuję za cierpliwość, Magdaleno, i pozdrawiam serdecznie!

    Zosiu, „odchodzę, mrucząc” to nasze domowe powiedzonko, a ma ono swoją historię. Opowiem ją jeszcze raz.
    Moja Mama brała przed laty udział w szkolnym przedstawieniu. W tekście sztuki (właściwie nigdy nie spytałam, jakiej!) była kwestia, którą miał wygłosić kolega, grający rolę epizodyczną. I tak to wyglądało:

    – To się nie godzi! (odchodzi, mrucząc).

    Naiwny kolega zaś wygłosił to ze sceny tak:

    – To się nie godzi! Odchodzę, mrucząc.

    I odszedł, mrucząc.

  51. O jakże przykro mi się zrobiło, gdy przeczytałam „wiosną”, nawet wczesną do mnie nie dotarło … ale po chwili już się ucieszyłam, że znów wsiąknę w Jeżycjadę na Wielkanoc! Pamiętam jak przez pewien Wielkanocny Poniedziałek pochłonęłam calusieńką Nutrię i Nerwusa :) Przez to moje ulubione Święta były jeszcze cudowniejsze! Co prawda teraz rodzinka nie da mi zatonąć w książce przez caaałe Święta ale na pewno wyrwę trochę tego świątecznego czasu na dodatkową przyjemność! Dziękuję Pani Małgosiu! Serdecznie pozdrawiam :*

  52. Dziękuję i wzajemnie ściskam, Babciu Gąsko, moja podwójna imienniczko:)

    Ach, kochany Starosto, siedzę w The Dead Secret, w którym tytułowa tajemnica od początku jest oczywista. Dlaczego u Collinsa zawsze umierający dorośli zwalają cały problem, który osobiście stworzyli, na Bogu ducha winne dzieci? Zaczyna mnie ta maniera irytować.

  53. Pani Małgosiu
    Józek bo już nie Józinek,
    z najbliższą wiosną będzie pełnym 8-latkiem ;)

    ciekawam bardzo wątku Augsta :)

  54. A!
    Dopieroż się połapałam, co to dzisiaj za dzień!
    Wszystkiego najlepszego, Nauczyciele!
    Owocnej, dobrej pracy!
    Pięknej nagrody!

  55. Aniu, a czy do Włoch też pojechałaś w celu zwiedzania ogrodów?
    Podoba mi się to określenie: „żywiołowo”. Celne, jeśli mowa o Włochach, tacy są, tak reagują.

  56. Młodzieniec przesympatyczny, już go lubię. Zresztą ja wszystkie osoby z Jeżycjady lubię, tylko na Laurę warczę, bo mi kogoś zbyt mocno przypomina.
    Jesień to chyba w Italii piękna, u nas zmienną jest.
    Ze wspomnień wkacyjnych: jedziemy z siostrą taksówką z Letojani( plaża) do Taorminy(hotel), miła argentyńska para z nami. Po drugiej stronie Cieśniny Messyńskiej widać ląd. Nasz Argentyńczyk pyta, czy to Kalabria. Taksówkarz żywiołowo odpowiada, że to Italia. Sycylijski patriota.
    Idę spać, bo spracowana jestem niemożebnie. Braki kadrowe.

  57. A wiesz – jedno i drugie!:)
    No i, tak naprawdę, wcale nie wszystko można.
    Bardzo dużo z tego, co już napisałam, wyrzucam, jeśli trzeba.

  58. A propos wypowiedzi Iskry muszę nadmienić, że ja też myślałam o Łusi, że to właśnie jej losy będą opisane w „Zgryzotce”, że sobie studiuje w Oxfordzie i tam poznaje Japończyków, których Pani wyrzuciła ;) Oczywiście nie proszę o potwierdzenie ani zaprzeczenie, tak się tylko dzielę. Przecież wszystko w rękach Jeżycjadowego Demiurga. To mnie zawsze pociągało w pisaniu, że można wszystko, no pewnie nie wszystko, ale dużo ;) Chociaż niektórzy twierdzą, że bohaterowie robią, co chcą, a pisarz to opisuje, coś takiego powiedziała kiedyś Joanna Chmielewska. I teraz czas na pytanie , jak z kiepskiego wywiadu, ale je zadam, bo naprawdę jestem ciekawa. Jak to jest u Pani? Książka chwilami sama się pisze, czy trzyma Pani swoich bohaterów krótko? ;)

  59. A właśnie, że nie wiesz, Zgredziku!

    Potwierdzam, Oktawian August to powiedział i miał rację. Pan Bjarne to erudyta, powiadasz?

    Nutko, a to ci dopiero!
    Podoba mi się rymowanie w kontynuacji. W dodatku wszystkie te cztery imiona na 7 liter kończą się na „sz”!
    Juliusz i Tomasz też by pasowali, ale są jakby z innej grupy.

  60. Aaaale fajny August!
    Żaden z niego Pączuś, ma ewidentnie trochę za duży podkoszulek. Wybierał pewnie ze względu na kolor, nie na rozmiar. A że nie jest „wieszakiem” to dobrze. :)
    Ma w sobie coś tak sympatycznego, że przypomina mi Podobnego (pewnie też kwestia aparycji, dobrze widzę, że ma niebieskie oczy?). W sumie każdy fajny chłopak z Jeżycjady mi przypomina mojego Podobnego. Stąd też i „Podobny”. :)
    Odnośnie historyjek o imionach: zarówno Podobny jak i jego Tato mają imiona na 7 liter, a że nazwisko też, to jest pomysł żeby kiedyś kontynuować tendencję 7-7. Aktualnie jest Dariusz i Mateusz. Mam cichy pomysł na rymowaną kontynuację: Mariusz i Tadeusz (to drugie dla potencjalnego wnuka). Aaaale, ale, jeszcze trochę czasu do takich decyzji. :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Ninutka

  61. Starosto, wypowiedź Zytki ma ukrytą (nie dla wszystkich, rzecz jasna) pikanterię, gdyż jak twierdzi Bjarne Stroustrup w czwartym wydaniu „The C++ Programming Language” na stronie 3, „festina lente” powiedział nie kto inny, lecz właśnie August. Oktawian August.
    Uwielbiam motta przed rozdziałami wybitnych książek technicznych.
    W tej samej książce jest Tolkien, Szekspir, Steinbeck, Le Corbusier, Pratchett i wielu innych.

  62. Właśnie August coś mówił (w powieści), ale że się rozgadał, to mu trochę obcięłam monolog.
    Tak, jest sympatyczny. Przyznaję.
    He, he, będą niespodzianki i figle.

  63. Jaki sympatyczny August! Juz go lubie. Ma takie mile spojrzenie!
    Powtorze za Just: ciekawosc rosnie. :)
    Pozdrawiam cieplo!

  64. Jeżynowy Ludku – zachowuję Twoją wiadomość dla siebie.
    A odpowiedź moja jest taka: gdybym chciała, to bym się tym zajęła.
    Ale uważam, że szkoda cennego czasu. Ty też daj sobie spokój.
    Uszka do góry, tak jest!

  65. Pięć lat temu napisałam na popularnym portalu społecznościowym:

    „McDusia jest cudowna! Najlepsza terapia na jesienną bylejakość.”

    Chyba pora ją sobie przypomnieć, mimo że jesień mamy wyjątkowo ładną :)

  66. August niczego sobie, owszem. Przyjemny jest i dobrze mu z oczu patrzy. Chciałabym się takoż pochwalić. A propos imion. U mnie w rodzinie wczorajszym świtem o siódmej pojawiła się ni mniej, ni więcej tadam, tadam: Ida(!) Jej rodzice mieszkają obecnie w Belgii, ale dobre nowiny krążą po świecie. Może ona za kilkanaście lat będzie czytać o Borejkach.

  67. Popieram, by Ciotkę Z. tworzyć w takim tempie w jakim Ciotka chce. Tęsknimy wszyscy i nie możemy się doczekać! Jednak… festina lente! Niech harmonijnie płynie pióro, chwytając jedynie prawdziwe natchnienie!

  68. Proszę wziąć Ciotkę na spacer i ponapawać się z nią piękna, jesienną przyrodą. Mnie i tak przez najbliższy miesiąc pochłoną poszukiwania strusiej nogi biskupa.

  69. Za młody, za młody!
    Dziękuję za miłe słowa, Iskro. Co zamierzyłam, tom namalowała.

    Piękny dzień się zaczął!- wichura ustała, jest cicho i jesiennie, słońce świeci.
    Podobno przez dłuższy czas mamy mieć złotą jesień. Tak głosi najnowsza prognoza. Jak to się ma do tej, która zapowiadała ostrą zimę od połowy października?
    Co i rusz takie kwiatki. I jak tu wierzyć autorytetom?

  70. Przemił pasowałby do tego młodzieńca. Miło wygląda i dobrze mu z oczu patrzy. Już tu sobie kombinuję, że wiekiem pasowałby do Łusi.
    Cały ten portrecik jest taki radosny.
    Pani Małgosiu- przecudna ta zieleń koszulki.
    Na Ciotkę poczekamy cierpliwie, spacerów proszę sobie absolutnie nie odmawiać. Zawsze można do tej herbatki przeczytać osiemdziesiąty raz całą Jeżycjadę.
    Pozdrawiam serdecznie. Dobranoc

  71. Prosimir ładne znaczeniowo: Prosi o pokój (np. proszę pokój dwuosobowy z łazienką, hehe).
    Zdrabnia się chyba po świńsku?
    ;)

  72. Niestanka urocza!
    W ślad za Ludem Księgi zerkam sobie teraz na wykazy imion słowiańskich. Niektóre imiona funkcjonują dziś jako nazwiska. Do naszego Augusta P. pasowałby mi np. (brzmieniowo lub znaczeniowo) Pakosław, Przemił, Prosimir, Przybylut, Przywit. Bo przecież nie Pępik?
    Przy Ciotce Zgryzotce mógłby też ewentualnie pojawić się Przedwuj.

  73. Szarko – moim zdaniem Magdalena jest niedojrzała, ma w sobie chaos, nie potrafi określić czego sama tak naprawdę chce. Jest zagubiona. Szuka siebie na zewnątrz, poza sobą samą. Nie potrafi zaakceptować samej siebie w środku, takiej, jaką jest – dlatego podejmuje niewłaściwe decyzje – ona wcale nie jest niecna. Ja tam jej współczuję! :-) Poza tym, dzięki niej Ignacy Grzegorz S. dojrzał, zmężniał, wydoroślał więc czy tak naprawdę jest złą postacią? – to pytanie stawiam retorycznie. A imienia też bym wcale nie zmieniała – wystarczy spojrzeć na biografię błogosławionej Magdaleny… sama mam na trzecie imię Magdalena i bardzo się z tego cieszę! :-)

    Pani Małgosiu – żadnych „X”-ów! ;-)

    Pozdrawiam! :-) Miłego dnia…

  74. Pamiętam!! Co sobie przypomnę, to się śmieję.
    Znalazłam jeszcze lepsze imię dla Magdusi: Niestanka! Brzmi całkiem sympatycznie, a znaczenie ma takie jak trzeba!

  75. Nie jest niecna! Jest niestała. Ale przepraszam!

    Oj, jakie by tu imiona nadawać niestałym (i niecnym)- może X. , Y., i Q. ?

  76. Babciu Gąsko, a to dopiero! Zawsze sądziłam, że drugie imię (Maria) mam po ś.p.Babci. A przecież rodzina w części jest pochodzenia lwowskiego! Dzięki! Czy ten sam zwyczaj obowiązywał przy imieniu Adam?

  77. A … i nasza Holenderka powiedziała jeszcze (dzięki Zgredowi mi się skojarzyło), że uczy się w szkole 5 języków: angielskiego, niemieckiego, francuskiego, greki i łaciny !! Ale może nie równocześnie …
    W każdym razie jest to imponujące …

  78. Czytałem niedawno, że wzrost częstości imion na K w pewnym obszarze USA wyjaśniano wystąpieniem wtedy huraganu Katrina. Ta to dopiero wymiatała.

  79. Starosto, znalazłem odpowiedź na pytanie, dlaczego niektórzy pytają o Ciotkę.

    – Bo idzie jesień – odparł Tomcio ze zniechęceniem. W ciągu dwóch miesięcy nauki szkolnej przekonał się, że ilekroć go pytano o przyczynę jakiegoś zjawiska, zawsze miała ona związek z nadejściem jesieni.

  80. No, to jest już wishful thinking, ex-post w dodatku (o ile to możliwe). Dzieciom może obniżała (czasami), sobie – nigdy.

  81. Chesterko, upodobanie do czystości? Tak, lubię mieć wokół porządek, lubię dobrą organizację, natomiast czynności porządkowe wolę delegować. Mama też zresztą przy trójce, a potem piątce dzieci, znacznie obniżyła swoje wysokie porządkowe standardy.
    Swoją drogą, ciekawe czy nasza „kaśka od sprzątania” ma jakiś związek z greckim źródłem tego imienia, czyli katharsis.

  82. August – naprawdę ładne imię. Tylko jak można je zdrobnić?
    Już na pierwszy rzut oka go polubiłam. Wyraz twarzy ma miły. I najwyraźniej nie przejmuje się opinią o swoim wyglądzie – słusznie!
    Czekam na wiosnę!

  83. Nadawanie imion jest ściśle związane z moją pracą i przypomniała mi się historia, którą opowiadał jeden Pan. Była to opowieść o tym dlaczego jego mama została Władysławą. Kiedy się urodziła (w 1921 roku) zgodnie ze zwyczajem poszedł ją zapisać w parafii ojciec chrzestny. Jak wynikało z opowieści podszedł do zadania beztrosko, bo nie zapytał jak dziecko ma mieć na imię. Jego niefrasobliwość można było też usprawiedliwić tym, że przed wizytą u księdza łyknął sobie czegoś dla kurażu. I tak urósł w swoich oczach, że dał dziecku imię na swoją cześć: Władysław. Wielkie było jego zaskoczenie, kiedy po powrocie oznajmiwszy swój wybór rodzinie usłyszał: „Władysław?! Ale przecież to jest dziewczynka!”. No więc, żeby nie robić zamieszania, poproszono księdza, żeby dopisał „a” i po kłopocie.

  84. Melduję się wywołana do tablicy, ale ze mnie językoznawca żaden. Pracę pisałam porównując do Dickensa naszych rodzimych twórców XIX w. Tak, więc o imionach nic nie wiem. W rekompensacie mała historyjka- we Lwowie, gdy dziewczynka dostawała na imię Ewa /grzesznica/ na drugie dokładano jej Maria- żeby zrównoważyć siły złego. Też tak mam- tatuś chciał.
    Całuję- b.g.

  85. Moje imię zawdzięczam upodobaniu mojej mamy do mazura:” Jeszcze jeden mazur dzisiaj…” Być może już o tym wspomniałam. No i masz, dopiero teraz skojarzyłam – regularny taniec od roku pomaga mi zniżyć ciś. Hmmm…mazura nie próbowałam, no ale do tego trzeba dwojga.
    W przypadku mamy (Halina) też zadecydowało upodobanie dziadka (dyrygent orkiestry kolejowej) do muzyki: na cześć „Halki”.
    Ciekawe, czy Casciolina wraz z imieniem odziedziczyła upodobania?

  86. Inspiracje stojące za wyborem imienia moga być przeróżne. To ja może ujawnię, skąd wzięło się imię Kaszy. Otóż jej Mama, jeszcze za panieńskich czasów (później, rzecz jasna, także), słynęła w swoim środowisku z wyjątkowego zamiłowania do czystości i porządku. Rzecz, wydawałoby się, oczywista, ale ani wtedy ani dzisiaj wcale nie wszyscy by się pod tym podpisali. Kiedy więc kończyła się domowa impreza (bardzo były wówczas częste) i wszyscy uczestnicy albo szli do domów albo pokładali się gdzie popadło – to ona zabierała się za czyszczenie, mycie, sprzątanie itd., aby rankiem mieszkanie wyglądało, jak należy. I trochę pewnie z podziwu, trochę z zazdrości, trochę z sympatii – została nazwana Kaśką, że niby taka kaśka od sprzątania. Przyjęło się do tego stopnia, że w niektórych środowiskach znajomi nie byli świadomi Jej prawdziwego imienia. I kiedy przyszło do wybierania imienia naszej pierworodnej, postanowiliśmy to uwiecznić. Tak została Katarzyną.

  87. U mnie na podworku byla Ula i chlopiec o wdziecznym nazwisku Kras.
    Namawialismy Ule, zeby wyszla za Krasa. (Musialaby pisac nazwisko jako pierwsze.)
    Afrykander by sie ucieszyla.

  88. Jeśli August będzie za rok modny, natychmiast stanie się passé dla tych, co szukają oryginalności. Czy Ciotka podniesie Augusta w urzędowych statystykach, tego nie wiem, ale założę się, że Gaudenty do nich powróci. Bo za pięknie brzmi, żeby nie wrócić.
    Z innej strony, lepiej znaleźć się w gronie piętnastu tysięcy Jakubów, niż powrócić do prasłowiańskich czasów, gdy imiona tworzono na bazie szczególnych cech fizycznych, zwykle tych negatywnych. Nie chciałabym nosić imienia typu Progenia, Krzywonoga, Szpotawka albo Skolioza. Nie dość tego, że człowiek jest ułomny, to jeszcze stale by mu o tym przypominali.

  89. Nosząc się tak czy inaczej wysyłamy światu jakiś komunikat (świadomie, bądź nieświadomie), dookreślamy się. Do tego moim zdaniem służy moda. Osobiście, gdybym miała podporządkować się jakiejś modzie, to tylko – modzie na bycie niemodnym, ale to się jakby samo dzieje i nie zabiegam o to specjalnie.

  90. W ogóle, moda jest niesłychanie ciekawym i kompletnie irracjonalnym zjawiskiem.
    Można, owszem, badać naukowo jej przejawy i historię – lecz nie przyczyny, dla których się pojawia.

  91. W PRL-u jacyś poprawni politycznie rodzice nadali swojej córce na imię Elektryfikacja. Żeby choć Elektra, na Jowisza!
    Ciekawe, swoja droga, z czego wynikaja niemody na określone imiona. Moja najstarsza nosi imię dumnej panny Bennet (w kluczu: po babci), i choć w starszych pokoleniach to popularne imię, jej równolatki od niego stronia. W zwiazku z czym, nie będac Bibianna np, jest znana przez wszystkich na wydziale, gdzie studiuje.
    Myślałam, że ekranizacja „Ogniem i mieczem” zaowocuje Helenkami. Niestety, widać filmowa bohaterka nie rzuciła na kolana.

  92. A u nas w sąsiedztwie urodził sie niedawno chłopczyk o imieniu Michelangelo. Ma juz starszego brata Leonardo.
    Nastepny w kolejce będzie Tiziano :)

    Ciekawią mnie te historie o imionach.

  93. Guścik – podoba mi się. Bardzo. Gustlik zresztą też.
    Popieram Chesterkę. Spacerów nie ograniczać, o rękę dbać, ciotkę paść jak najdłużej tak, by się w drzwiach nie mieściła. Co bardziej niecierpliwi czekający mogą w tym czasie pograć w Chińczyka.

  94. Co Europa, to Europa, Psianko.
    Ale z czytelnictwem u polskich dzieci także nie jest źle, coś o tym wiem!

    Chesterko, August ma bardzo fajną mamę, więc byłaby dla Łucji z Narnii idealną teściową!

  95. Ha … siedzę sobie za regałem cichutko przeważnie i chłonę ciepło od DUA i księgowych.
    Skojarzenie prawidłowe – rodzina męża pochodzi z Górnego Śląska.
    Napiszę tylko jeszcze, że mamy w domu aktualnie miłą 14-letnią Holenderkę (wymiana młodzieży), która bardzo lubi czytać !!! Powiedziała, że nie rozumie jak ktoś może nie lubić i że u nich dużo dzieci czyta.
    Ach, ach …

  96. I proszę mi tam nie ograniczać żadnych spacerów!
    Cnota cierpliwości jest bardzo pożyteczna, wymaga wszak wielu ćwiczeń. ;)

  97. Niektóre tylko słowa staropolskie zaczynające się na A : abiecadło, abociem, absolut, aby, acz, afekt, akceptacyja, alkowa, ancykryst, apoteka, azali, ańba.

  98. Będziemy sprawdzać, jak zmieniaja się statystyki wraz z pojawieniem się nowych tytułów Jeżycjady na rynku czytelniczym.
    Zamawiam sobie Augusta na męża dla najmłodszej córki, bo, jak sadzę, droga MM zadbała o staranne jego wychowanie:)
    Podoba mi się harmonia kolorów na ilustracji – ładne zestawienia!

  99. Psianka! Hej-hej! Jak dawno Cię nie było!
    Gustla bardzo stylowo brzmi. Gustlik też zresztą.

    Dzięki za cierpliwość! Ściskam Was wszystkich!

  100. Prababcia mojego męża miała na imię Augustyna. Nawet rozważaliśmy to imię dla jednej z córek ale tylko do momentu kiedy usłyszałam jak do niej wołali, znaczy do prababci – GUSTLA … !!!
    Dzień dobry.
    Lubię krzepkich, dobrze odżywionych blondynów … i czekam cierpliwie wraz z rodziną.

  101. Ach, Anno, Anno, ach i och, nie wpędzaj mnie w poczucie winy!

    Dobrze, będę więcej pisać, a mniej spacerować po lesie.

    SowoP., muszę wymuskać tego Augusta, może go czytelniczki polubią i imię to znów wejdzie w modę!

  102. Co do ANNY, jest to imię pochodzenia hebrajskiego, nie zaś staropolskiego, ani nawet słowiańskiego. Pojawiło się u nas mniej więcej na początku XIII wieku i mimo iż dzisiaj jest najpopularniejszym imieniem w Polsce, to jednak zapożyczonym. Występowało w niezmienionej postaci, ale także podlegało różnym wpływom. Takie informacje znalazłam ja, prosta nauczycielka plastyki :)

  103. Do wiosny?
    O zgrozo! Jak dotrwać? Ciepły kocyk wyciągnięty, herbatka zakupiona, Mąż poinformowany o nagłym zniknięciu… A tu nie jesień, nawet nie zima a dopiero wiosna…

  104. I jeszcze Platon na dokładkę!

    Podzielam hipotezę Zgreda. Ponoć imiona bożków były dla dawnych Słowian społecznym tabu i nie tworzono od nich imion (tak jak dziś w Polsce nie odważamy się dać dziecku na imię Jezus, choć nie ma ku temu prawnych przeszkód), a przedrostek bog- też nie oznaczał Boga, tylko los, szczęście. Dopiero z czasem przyjęły to drugie znaczenie. W spisie nie widzę również imion na literę E ani Ź.

    Zajrzałam sobie na stronę Ministerstwa Cyfryzacji, podają tam na bieżąco statystyki imion. Gdyby ktoś chciał nazwać synka oryginalnie, to August świetnie się do tego nadaje. W tym roku urodziło się ich ledwie pięciu, tak samo Augustynów. Ale jeszcze lepiej dać na imię synowi Barnaba, bo jest ich tylko dwóch. Polecam też imię Anioł – można takie nadać, a nikt z tego jakoś nie korzysta. A jak ktoś lubi nawiązania literackie – wśród nowo narodzonych dziewczynek zarejestrowano w tym roku dwie Polianny!

  105. Z wywiadu z Kazuo Ishiguro w THE PARIS REVIEV :

    „INTERVIEWER

    You are, in fact, a fan of Dostoyevsky.

    ISHIGURO

    Yes. And of Dickens, Austen, George Eliot, Charlotte Brontë, Wilkie Collins—that full-blooded nineteenth-century fiction I first read in university.

    INTERVIEWER

    What do you like about it?

    ISHIGURO

    It’s realist in the sense that the world created in the fiction is more or less akin to the world we live in. Also, it’s work you can get lost in. There’s a confidence in narrative, which uses the traditional tools of plot and structure and character. Because I hadn’t read a lot as a child, I needed a firm foundation. Charlotte Brontë of Villette and Jane Eyre; Dostoyevsky of those four big novels; Chekhov’s short stories; Tolstoy of War and Peace. Bleak House. And at least five of the six Jane Austen novels. If you have read those, you have a very solid foundation. And I like Plato.”

  106. I nie Anna, lecz Hanna?:)
    Babciu Gąsko, prosimy o przelotną opinię w sprawie A.
    Dobrze, Zgredziku, i tak mi się już oczka zamykają. Dobranoc!

  107. Starosto, proszę nie zarywać nocy. To niezdrowo. Wiem, bo sprawdziłem.

    Ja jestem prosty inżynier i moja teoria też jest prosta: w ówczesnej polszczyźnie nie było wyrazów zaczynających się na ‚a’ wśród tych części mowy, które mogły dać początek początkowi imienia.
    Ale to tylko przypuszczenie. Nawet ‚ale’ mogło nie być, jeno ‚jeno’.

    Kazuro nie czytałem (och, ta doba), ale widziałem Okruchy dnia w kinie dawnemi czasy.

    Karaluchy pod poduchy!

  108. Ach, jakiż wyrzut gorzki!
    Jolanto G. – czuję się winna, choć opóźnienie winą moją nie jest, no, przynajmniej nie świadomą.
    Okładkę jak zwykle trochę za wcześnie ze mnie wydarto.;)

    Wierz mi, że też bym chciała pisać jedną książkę za drugą bez chwili przerwy. Ale to się chyba jeszcze żadnemu autorowi nie udało.
    Trzeba jeszcze mieć czas na życie, na bliskich, na zamyślenie, na sen, no i na leczenie czegoś tak niezbędnego, jak prawa ręka.

    Ale dziękuję za apel. Chciałam właśnie iść spać (czyli czytać), ale wobec tego popiszę jeszcze parę godzinek!!!

  109. A ja nerwowo przeszukuję wszystkie księgarnie internetowe i stacjonarne ! O głupia ja – czemu tu najpierw nie sprawdziłam ? Myślałam, że „Ciotka Zgryzotka” już jest! Jakże mi nieszczęsnej teraz do wiosny wytrzymać ? Przecież wszędzie okładkę już widać… Pani Małgosiu, skąd siły brać na to czekanie ? Do wiosny ?…. Idę spać nieutulona w żalu…Pozdrawiam serdecznie i wyczekująco … :)

  110. Ha!
    Adminka przeczytała wywiad z Kazuo Ishiguro (zaraz mi przyśle linka).
    Noblista zwierza się, że najbardziej lubi czytać powieści z XIX wieku, w tym m.in. Charlotte Brontë i – uwaga – Wilkiego Collinsa!
    To już wiemy, dlaczego my lubimy czytać powieści Ishiguro!

  111. O, tak, nadawanie imion to fascynujący temat, Caciolino! U nas w rodzinie też funkcjonuje powtarzanie imion, ale częściej stosowane jako drugie imię. Ciekawe, że powszechniejsze jest nadawanie imion po dziadkach niż po rodzicach, pewnie głównie ze względów praktycznych. Ale to samo imię u kuzynów to już rzadkość (często wywołuje konflikty w rodzinie), a przecież dawniej bywało, że wszystkie dzieci w rodzinie nazywano tym samym imieniem, bo traktowno je bardziej symbolicznie czy „amuletowo”. Ktoś, kto by miał teraz trzech synów i nazwał ich wyszystkich imieniem Jan uznany byłby za dziwaka, nawet gdyby rozróżniał ich między sobą podług zdrobnienia lub drugiego imienia: Chrzciciel, Ewangelista, Kanty, Chryzostom… Jako społeczeństwo, współcześnie zdecydowanie opowiadamy się za związaną z imieniem oryginalnością i wyjątkowością, dlatego wolimy imion nie powtarzać. W związku z tym, czasem zastanawiam się, dlaczego tak niechętnie przyjmuje się w urzędach i w społecznej świadomości próby wymyślenia przez rodziców nowych imion. Pomijam dziwaczne przypadki nazywania dziecka marką ulubionego sprzętu domowego, ale imiona kwiatowe albo odwołujące się do chrześcijaństwa czy do uniwersalnych wartości, dlaczego nie? Przecież obowiązujące obecnie imiona też ktoś kiedyś wymyślił. Jest w nas jakaś interesująca sprzeczność, która nie pozwala wyjść naszej chęci bycia oryginalnym z powszechnie uznanych ram tradycji.

  112. Ojej, naukowa wiedza o imionach starosłowiańskich, w tym staropolskich jest ogromna i jaka ciekawa. Odnośnie braku imion na literkę A jeszcze nie znalazłam wyraźnego potwierdzenia, ale mam pewne przypuszczenia i ciekawi mnie czy słusznie. Otóż, zważywszy, że w czasach pogańskich, a także wczesnochrześcijańskich do nadawania imion przywiązywano dużą wagę, a najważniejszym imieniem było imię Boga lub bóstwa, może nie należało tworzyć imion zaczynających się na literę występującą przed literą B ?

    I jeszcze ciekawostka. Właściwe imiona nadawane były prawdopodobnie w czasie postrzyżyn. Miały one magiczne znaczenie i stanowiły życzenie – wróżbę dla osoby je noszącej. Dzieci zanim otrzymały swoje właściwe imię (w wieku około 7 lat) nosiły imiona zastępcze, pozornie umniejszające wartość dziecka, a tym samym chroniące je przed złymi mocami np. Niemoj, Nielub itp.

  113. Cha, cha, Kaszu!
    Dobrze, że nie wyszłaś za pana Manna.

    Że Guścik do Robrojka podobny? Cóż, klasyczny typ wielkopolski. Rudy albo blondas, oczy jasne, kości grube.
    Zwyczaj nadawania imion po dziadkach bardzo mi się podoba, Borejkom też.

  114. Zytko, takie było moje pierwsze skojarzenie! Toć to Robrojek w wersji blond :)

    Kwestia imion to mój konik, ale nie chcę zanudzać tu wszystkich np. sprawą wyboru imienia dla synka :) Więc napiszę tylko, że we Włoszech ciągle bardzo popularne jest nadawanie imion po dziadkach.
    Cieszę się bardzo z mojego imienia, mimo że Włosi, nieczujących różnicy między ś a sz, zwą mnie kaszą.

  115. A to dopiero, co, Pietaszku?
    Ot, ciekawostkę zauważyłaś.
    Dlaczego nie na A?

    Mamo Isi, to chyba jednak niech będzie Guścik.
    („Są gusta i guściki.” Albo: „”De gustibus non est disputandum.”)

    Weci, o rety! To niechcący.
    A twój Józio ile ma wiosen?

  116. W II tomie „Encyklopedii staropolskiej” Zygmunta Glogera pod hasłem – Imiona staro – polskie czytamy : ” Prawie każdy naród posiada właściwe swemu językowi imiona osobowe, wysnute z pojęć i ducha, które z upodobaniem nadaje dziatwie swojej. Ludziom dawnym – jak twierdzi uczony Stosław Łaguna – chodziło przedewszystkiem o pewnego rodzaju błogosławieństwo dla dziecka, o dobrą wróżbę na całe życie, a wiązało się z pierwotną wiarą w czarowną potęgę słowa, za pomocą której zapewnić sobie można opiekę i pomoc wyższych sił dobroczynnych, a zabezpieczyć od wrogiego działania sił nieprzyjaznych. Imię było tedy początkowo, jeśli się tak wyrazić wolno, amuletem dźwiękowym. Z upływem czasu, zwłaszcza gdy dzieciom poczęto dawać imiona ich rodziców, to mistyczne znaczenie imion zatarło się cokolwiek, imię stało się głównie środkiem wyróżniającym osobę, lubo i dziś nieraz wyborowi imienia dla dziecka pewna intencja mistyczna bywa nie obcą. W czasach pogańskich nadawanie imion było rzeczą jeszcze ważniejszą niż za chrześcijaństwa”. Dalej mowa jest o tym, iż wybrane imiona właściwe były tylko niektórym dynastiom i rodom, a pozostałe rody, jak i rycerze, czy zwykli ludzie nie śmieli ich używać itp. A na samym końcu, w kolejności alfabetycznej wymienione są te najstarsze słowiańskie imiona wraz z datami ich pierwszego zaistnienia w różnych zapiskach, zdrobnienia i odmiany. Jest w czym wybierać. Co ciekawe, nie ma tam w ogóle imion na literkę „A”.

  117. Moda na oryginalne imiona idzie teraz trzema drogami: modne są imiona starosłowiańskie, tradycyjne imiona z pokolenia naszych dziadków oraz imiona współcześnie napływowe. Coraz trudniej jest wybrać imię zapomniane, bo sporo rodziców tak chce. Wydaje mi się, że oryginalność potrzebuje też stosownego, zwyczajnego tła, bo gdy zbierze się przykładowo grupa pięciu osób, w której cztery osoby noszą imiona Edeltrauda, Mściwój, Teodor i Dżesika, to oryginalna staje się piąta – Magda.

  118. August P. ( Poniatowski ? ) mile się prezentuje, ma ogniki w oczach i raczej łagodne usposobienie.
    I przypomina mi trochę mojego dalekiego kuzyna Maćka.
    Ciekawość rośnie :))

  119. Habsburgowie mieli chyba progenię dziedziczoną sądząc po tej ich charakterystycznie wysuniętej dolnej wardze. Nie dodawało im to uroku, o nie.
    „Nasz” August zdecydowanie bije ich na głowę, jeśli chodzi o sympatyczny wyraz twarzy.
    Straszne ma, biedak, zdrobnienia; wprost nie wiadomo, które gorsze: Auguś, Augustek, Gunio, Gusio, Gutek, Gustek, Guti, Gutuś.
    A i przysłowia niekoniecznie najlepiej się kojarzące.
    – Za Augusta ziemia pusta.
    – Gdy August pije, cała Polska pijana.
    – Za trzeciego Augusta panowała rozpusta.
    – Za króla Augusta wina pełne usta.

    A chłopczyna mimo to jaki pogodny!

  120. Dobromiło, dobrze, August ocaleje.

    No, właśnie, i nadal przecież nie wiecie, kim jest dziewuszka z okładki. Nie powiem, nie!

  121. Się zobaczy, się okaże.
    Jeszcze trochę, Ludu.

    Tak, Justysiu, to jest bardzo dobry papier akwarelowy Canson, w poręcznym bloczku.

    Małgosiu z Krakowa, jakie to dziwne, że u Was była pełnia, a u nas nie.;)
    Chyba jednak sennym wzrokiem źle ujrzałaś.
    Do Smoczyska, powiadasz? Ano, zobaczymy wiosną.
    Dzięki za zaproszenie.

  122. Mamy przyjaciela o imieniu Augusto i zdrobniale mówimy do niego Kusto. Może w wersji polskiej August mógłby się zdrabniać Gustek albo Ustek? :)

  123. Uroczo wygląda ten roboczy szkic na papierze zerwanym z bloku kartek najprawdopodobniej połączonych sprężynką z drutu, o czym świadczą rozerwane dziurki. I te próbki kolorów w lewym górnym rogu – niebieski na oczy, różowy na policzki.

    Miły ma wyraz twarzy ten August P. P jak Powojnik? Albo jak Przyroda?

  124. Nad Krakowem pełnia, nie śpię dobre 3 godziny, aż tu nagle myśl nagła nadeszła – co z Ciotką?? A więc zima bez nowych wieści o Borejkach nas czeka jeszcze. Uf. Byle do wiosny :) Pani Małgosiu, mam nadz., że przy okazji premiery nowej książki wpadnie Pani chociaż na chwilkę do nas, do Smoczyska :)

  125. Nie wiem, czy dziś można jeszcze mówić o oryginalnych imionach, bo na takie panuje dziś wielka moda. Wkrótce imionami oryginalnymi staną się Anna i Katarzyna.

  126. O, rety! To może niech już się nie gubi, skoro to taki porządny owoc Wielkopolski…?
    Zauważyłam, że zbyt wielu szczegółów Pani nie ujawnia. Poza tym, że wiadomo mniej więcej kiedy akcja będzie się rozgrywać (jesień tego roku) i że znamy dwa męskie imiona – to nic nie wiadomo! :-)
    Dobranoc! :-)

  127. Dziękuję, Dobromiło.
    Zauważ, że zbyt wielu szczegółów to ja nie ujawniam;). Nie ma tak dobrze!
    Wcale nie odbiegasz od większości, wszyscy lubimy niespodzianki! Nawiasem mówiąc, niejedną jeszcze mogę wywinąć, a może w ogóle August zgubi mi się po drodze?
    Ho, ho, wszystko mogę!

  128. Kochana Pani Małgosiu – późno już, ale tylko kilka słów.

    Osobiście nie przepadam za ujawnianiem szczegółów nowo powstającej książki. Wolę do końca trwać w niepewności – co ciekawego się znowu wydarzy. Ale zawsze byłam troszkę inna, więc może odbiegam nieco od większości gości.

    Portret Augusta bardzo udany. Moje wakacje miały kolor blond i chyba to mnie ruszyło. Brunecik był o.k., ale ta postać już z rysunku jest o wiele ciekawsza. „Szkoda, że to nie on będzie wybrankiem głównej bohaterki” – tak sobie pomyślałam patrząc na portret.

    (…) – tutaj chciałam napisać coś z życia prywatnego, ale się powstrzymałam. Za dużo wzruszeń. Napiszę innym razem, jak przyjdą te właściwe słowa.

    Tymczasem pozdrawiam nocną porą, ściskam mocno. Przesyłam niskie ukłony, chyląc czoła przed Pani Talentem. :-)

    Dobromiła

  129. Dobrze z oczu patrzy temu Augustowi. Ciekawe, czy lubi spędzać wakacje na Pojezierzu Augustowskim ;)
    Wszystkiego dobrego dla Ciotki :)

  130. Nie, nie sepleni, nie, nie.
    Myślałam, czy nie zdrobnić go na Gucia, ale jednego Gucia znam, to może by się poczuwał (a zupełnie niepodobny!).
    Nie, August to August.

    Ach, za internetem wprost przepadam, o czym wielokrotnie tu już wspominałam.
    Ta szybkość wymiany myśli mnie urzeka.
    Internet to coś dla żwawych empatyków.

  131. Czy z racji lekkiej progenii Gucio również lekko sepleni?

    Cenzury pocztowej niby już nie ma, a na listy wciąż czeka się długo. Dobrze, że mamy Internet.

  132. Krzysztofie, nie powiem i nie zgadniesz. Z mojej własnej biblioteki, ulubione i „zaczytane”- bo kupiłam sobie nowiutkie wydania. A starych szkoda mi dać w obce ręce.
    Chciałam posłać Atenie, ale ona już to dawno ma (też ode mnie, zresztą, o czym zapomniałam).
    Jak wrócisz, będziesz miał niespodziankę.

  133. Psy!
    Zgadzam się, Olu, z każdym słowem.
    Dla kotków proponuję imiona ulubionych postaci literackich. Spokojnie polecam tę metodę, bo któż by lubił Lady Makbet, prawda?

    Marysiu, i właśnie dla postaci literackich warto wybierać imiona niebanalne. Jak się da, oczywiście.

  134. August kojarzy mi się z miesiącem sierpień.
    Za to potrzebuję imion dla trzech małych kotków,które się nam urodziły w sierpniu ;dwa czarne ,jeden w szare prążki,są cudne i przekochane,chociaż uważam ,że najkochańsze to są psy ,najlepiej duże psy.
    Ciotka pęcznieje a my chyba do wiosny to się pochorujemy z ciekawości.Jak cudnie tak chorować.

  135. Właśnie moim zdaniem najfajniejsze są oryginalne imiona. Tzn. wiadomo takie oryginalne imiona z klasą. No, np. taki Bazyl albo Antoni. :)

  136. Ciekawość, jakie? Powrót schowany jeszcze za horyzontem zdarzeń, mam nadzieję, że ciałem stanie się w pierwszej połowie grudnia.

  137. Oooo, jaka miła niespodzianka!!! Łatwiej będzie przebrnąć przez jesień i zimę z myślą, że wraz z wiosną będzie „Ciotka Z.”! A czy Gaudenty pozostał Gaudentym czy ewoluował jakoś?
    PS. Czy motywy muzyczne, które kiedyś podsuwałam, przydały się w „Ciotce Z.”?

  138. Tuppence da się lubić :-)
    To były „The Secret Adversary” i „Partners in Crime”. „M or N” czeka w domu, pewnie zabiorę w góry, bo format poręczny.

  139. Po wojnie na poczty wkroczyła cenzura, Krzysztofie. Musiała mieć czas na przeczytanie wrogiej klasowo korespondencji.
    Tuppence! Bardzo ją lubię, najsympatyczniejsza jest w powieści „M czy N”.
    Cieszę się, że „Pamiętnik gapia” dostarcza Ci ciekawych wiadomości i przeżyć.

  140. August na listonosza nie wygląda, ale ja w temacie poczty, bo nie zdążyłem. Przeczytałem niedawno dwie książki A.Christie o detektywistycznych przygodach małżeńskiej pary Tuppence i Tommy. Rzecz dzieje się w latach dwudziestych ubiegłego wieku, oczywiście w Anglii. Otóż bardzo często posługują się oni listami czy innymi przesyłkami pocztowymi i jest rzeczą oczywistą (dla nich i Autorki), że trafią do adresata w ciagu kilku godzin. Tak nawiasem, to według „Pamiętnika gapia” w międzywojennej Bydgoszczy (więc pewnie w całej Polsce) było podobnie. Po wojnie nie do pomyślenia.

  141. Aaaaa!
    Skaczę z radości! Sama nie wiem czemu. Może to „pęcznieje w oczach”.
    Pozwalam sobie wyściskać Panią z całych sił.
    Aha, Augusta Pączka zakładam.
    Taki ma dobroduszny wyraz twarzy.

  142. Jaki smaczny wpis, mniam. W dodatku roboczy, czyli uchylający nieco rąbka tajemnicy z warsztatu Artystki.

    Osobiście, jeden Maciek już mi wystarczy ;)

    A placki ziemniaczane właśnie się smażą.

  143. August, już go lubię. Widać, że ma swoje zdanie i charakter (np. woli wcinać placki ziemniaczane, miast ulegać wszechobecnej modzie na bycie fit). Oczy poczciwe, uszy dorodne. Blondyn. Hoho… Pani rysunki są świetne, lubię je. A do tego jeszcze spuchnięta „Ciotka..”. Bardzo dobrze, niech się dzieje. Dla nas to lepiej, będzie więcej czytania. I kto powiedział, że poniedziałek ma być nudny???

Dodaj komentarz